Krakowskie Przedmieście pełne deserów

Okładka książki Krakowskie Przedmieście pełne deserów autora Adolf Rudnicki, 8306011031
Okładka książki Krakowskie Przedmieście pełne deserów
Adolf Rudnicki Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy biografia, autobiografia, pamiętnik
296 str. 4 godz. 56 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Data wydania:
1987-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1987-01-01
Liczba stron:
296
Czas czytania
4 godz. 56 min.
Język:
polski
ISBN:
83-0601-103-1
Średnia ocen

6,4 6,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Krakowskie Przedmieście pełne deserów w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Krakowskie Przedmieście pełne deserów

Średnia ocen
6,4 / 10
19 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Krakowskie Przedmieście pełne deserów

Sortuj:
avatar
638
584

Na półkach:

Książka do czytania, ale niezobowiązująca do robienia mądrych min, przewracania oczami, czy korzystania z chusteczki tzw. "szlocharki". Zresztą sam Rudnicki wyznaje zasadę, że "im mądrzej, to tym głupiej" i daje temu wyraz w "Krakowskim przedmieściu...". Moim zdaniem, można ją czytać nawet w trakcie degustacji "śledzi w śmietanie", chociaż większość wie, że łączenie śledzi z rurką z kremem bywa ryzykowne. W przypadku Rudnickiego jednak zaręczam, że można. Ryzyko niespodzianki właściwie zerowe
Czyli, Rudnicki jest dobry na każdą okazję, bo jest w niej zasadzie wszystko. Oczywiście,jako że książka była pisana w epoce minionej, pewnych rzeczy w niej nie uświadczy. Na przykład nie ma nic o warszawskim metrze - a tak jest w niej wszystko.
Jest o cadyku (Rudnicki był z pochodzenia Żydem) Rywanie z Rywanowa.
Wspomina autor acjabacjakacjonizmie i acjabacjakacjonistach.
Udziela rad i sugestii. Na przykład: "Gdy świat się bardzo rusza, lepiej siedzieć na kanapie".
Zdarzają się nieco prorocze konstatacje: "Wiek dziewiętnasty zaraził pasją do książek początek wieku dwudziestego, ale wirus raczej dogasa"...moim zdaniem trend postępuje.
Jest też pociecha dla kłamczuchów i kłamczuszków, jako, że prawda i kłamstwo, tak naprawdę niewiele się od siebie różnią. Przy tej okazji cytuje jedną z postaci "Biesów": "Całe życie kłamałem, nawet wtedy gdy mówiłem prawdę, wtedy także kłamałem!"
Wspomina Rudnicki oczywiście okres wojny i przy tej okazji pisze o wyjątkowym działaniu snu;

"Więzień bliski głodowej śmierci w Oświęcimiu. W nocy zjawia się matka, która karmi go świeżym, gorącym mlekiem. Budząc się więzień jeszcze czuje zapach mleka, które przywróciło go życiu.
Sporo podobnych historii można znaleźć we wspomnieniach obozowych. Ludzie kładli się się głodni, budzili się syci".

Rudnicki niby sporo wie, ale zadaje czasami trochę głupie pytania. Na przykład:czym jest pamięć?

"Dzwonek tramwaju zakręcającego z Krakowskiego Przedmieścia w ulicę Trębacką. Już ćwierć wieku minęło od usunięcia stąd tramwaju, lecz dzwonek w pamięci jest teraz wyjątkowo wyraźny. Zmartwychwstał. Jak pracuje pamięć? Skąd jej wciąż na nowo zdumiewające niespodzianki".

I myślę, że ta książka może być dla wielu, też pewną niespodzianką.

Książka do czytania, ale niezobowiązująca do robienia mądrych min, przewracania oczami, czy korzystania z chusteczki tzw. "szlocharki". Zresztą sam Rudnicki wyznaje zasadę, że "im mądrzej, to tym głupiej" i daje temu wyraz w "Krakowskim przedmieściu...". Moim zdaniem, można ją czytać nawet w trakcie degustacji "śledzi w śmietanie", chociaż większość wie, że łączenie śledzi...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
668
663

Na półkach:

W tej książce w końcu Rudnicki powiedział mi, jak nazywa się ta forma literacka, którą tak ukochał i którą najprawdopodobniej sam wymyślił: luźne kartki.
I jak to luźne kartki zazwyczaj nie tworzą zwartej całości, niektóre są perełkami inne są na poziomie listy zakupów przed wyjściem do sklepu, niektóre wzruszają a inne wkurzają. Ale i tak lubię to bo pokazuje kompletną niezborność i zmienność ludzkiego (także mojego) życia.

Jak we wszystkich chyba utworach z ostatnich 20 lat życia Rudnicki przede wszystkim żegna odchodzących. Takich, których kochał i podziwiał oraz takich przez których cierpiał i których nie znosił. A przy okazji sam szykuje się na nieuchronne odejście i prowadzi dalszy ciąg rozliczania się ze swojej własnej przeszłości i przeszłości swojego, literackiego środowiska. Bez usprawiedliwień ale i bez posypywania głowy popiołem. Trochę z myślą o ostrzeżeniu następców ale bez złudzeń, że kolejne pokolenia się do ostrzeżeń zastosują.

PS. Interesującą mnie szczególnie ciekawostką jest doklejenie, ni z gruszki ni z pietruszki reportażu ze Śląska z 1935 roku. Bez związku z resztą książki ale czy na pewno?

W tej książce w końcu Rudnicki powiedział mi, jak nazywa się ta forma literacka, którą tak ukochał i którą najprawdopodobniej sam wymyślił: luźne kartki.
I jak to luźne kartki zazwyczaj nie tworzą zwartej całości, niektóre są perełkami inne są na poziomie listy zakupów przed wyjściem do sklepu, niektóre wzruszają a inne wkurzają. Ale i tak lubię to bo pokazuje kompletną...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

56 użytkowników ma tytuł Krakowskie Przedmieście pełne deserów na półkach głównych
  • 29
  • 24
  • 3
18 użytkowników ma tytuł Krakowskie Przedmieście pełne deserów na półkach dodatkowych
  • 12
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Krakowskie Przedmieście pełne deserów

Inne książki autora

Okładka książki Opowiadania o miłości Dariusz Bitner, Stanisław Czycz, Kornel Filipowicz, Marek Hłasko, Jarosław Iwaszkiewicz, Leo Lipski, Adolf Rudnicki, Edward Stachura
Ocena 7,2
Opowiadania o miłości Dariusz Bitner, Stanisław Czycz, Kornel Filipowicz, Marek Hłasko, Jarosław Iwaszkiewicz, Leo Lipski, Adolf Rudnicki, Edward Stachura
Okładka książki Polska nowela współczesna t. I Tadeusz Borowski, Kazimierz Brandys, Leopold Buczkowski, Tadeusz Bujnicki, Bohdan Czeszko, Jan Dobraczyński, Stanisław Dygat, Kornel Filipowicz, Jarosław Iwaszkiewicz, Wojciech Kajtoch, Zofia Nałkowska, Marian Promiński, Ksawery Pruszyński, Jerzy Putrament, Adolf Rudnicki, Jan Józef Szczepański, Bogdan Wojdowski, Henryk Worcell, Jerzy Zawieyski, Wojciech Żukrowski
Ocena 6,8
Polska nowela współczesna t. I Tadeusz Borowski, Kazimierz Brandys, Leopold Buczkowski, Tadeusz Bujnicki, Bohdan Czeszko, Jan Dobraczyński, Stanisław Dygat, Kornel Filipowicz, Jarosław Iwaszkiewicz, Wojciech Kajtoch, Zofia Nałkowska, Marian Promiński, Ksawery Pruszyński, Jerzy Putrament, Adolf Rudnicki, Jan Józef Szczepański, Bogdan Wojdowski, Henryk Worcell, Jerzy Zawieyski, Wojciech Żukrowski
Adolf Rudnicki
Adolf Rudnicki
Adolf Rudnicki (ur. jako Aron Hirschhorn) - polski pisarz żydowskiego pochodzenia. Absolwent szkoły handlowej. Debiutował jako dwudziestotrzyletni młodzieniec powieścią pt. "Szczury". W czasie II wojny światowej schronił się we Lwowie. Działał w Narodowym Komitecie Żydowskim. Uczestniczył także w powstaniu warszawskim. Po wojnie opublikował szereg opowiadań. Za tom opowiadań pt. "Krowa" (1959) otrzymał Nagrodę Literacką "Przeglądu Kulturalnego". To z jednego z jego utworów pochodzi sformułowanie "epoka pieców", odnosząca się do czasu Holokaustu. W 1967 roku inny wybitny twórca żydowskiego pochodzenia, reżyser Janusz Nasfeter, dokonał swobodnej adaptacji dzieła Rudnickiego pt. "Niekochana". W tytułową rolę bardzo udanie wcieliła się Elżbieta Czyżewska, a sam film odniósł spory sukces. Wybrane publikacje Rudnickiego: "Niekochana" (pierwsze wydanie: Towarzystwo Wydawnicze "Rój", 1937),"Noc będzie chłodna, niebo w purpurze" (Wydawnictwo Literackie, 1977),"Rogaty warszawiak" (Wydawnictwo Literackie, 1981),"Krakowskie Przedmieście pełne deserów" (pierwsze wydanie: PIW, 1986).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dziennik pisany nocą 1993 - 1996 Gustaw Herling-Grudziński
Dziennik pisany nocą 1993 - 1996
Gustaw Herling-Grudziński
Przedostatni już tom. Pojawia się narastające uczucie żalu. Imponujący rozmiarami, po raz kolejny dający bezwarunkowy komfort czytelniczy. Powrót do Herlinga to za każdym razem ogromna przyjemność. Czy to po przerwie między kolejnymi tomami, czy w momentach, gdy lekturę jednego z tomów zawieszam na chwilę, by szybko do niej powrócić od innej książki. Powiedzmy od razu - Najczęściej znacznie słabszej. Pod tym względem przychodzi na myśl określenie dotyczące Glenna Goulda wykonań muzyki Bacha - trudno po nich słuchać jakichkolwiek innych. Trochę tak jest z Herlingiem. "Dziennik" zawiesza poprzeczkę wysoko i dalsza selekcja lektur staje się problematyczna. Zasadnicze pytanie odnośnie przedostatniego tomu: czy trzyma poziom. Szybka odpowiedź: tak, bez wątpliwości. Wszystko to, co najlepsze u tego autora, jest obecne w tomie 1993-1996. Przejdźmy do elementu, który dla niektórych (cóż, na przykład dla Giedroycia kończącego współpracę ze swoim przyjacielem) może być problematyczny, czyli jasno określonego światopoglądu, w pewnych kwestiach nie uznającego szarości. To według mnie samo sedno tej twórczości, wykraczające oczywiście poza sferę literatury, estetki, sztuki. W moim przypadku konstrukcja intelektualna i moralna (taki właśnie tandem) Herlinga jest imponująca i bardzo inspirująca. To tu właśnie można mówić o autorytetach. Bardziej przystające do naszych czasów postawy takie jak relatywizowanie, ahistoryczność, abstrahowanie od osoby autora - wydają mi się niebezpieczne. Po przeczytaniu kilku tomów takiego dziennika, pogląd, według którego liczy się tekst, dzieło (stanowisko Giedroycia) w oderwaniu od biografii autora i jego wiarygodności, jest dla mnie absolutnym nieporozumieniem. Zaryzykowałbym, że poglądy tego typu odpowiadają za wiele patologii współczesnej Polski po 1989 roku. W jakiś sposób skoncentrowanie Herlinga-Grudzińskiego na kwestiach totalitaryzmów, zła i postaw moralnych, nie jest dla mnie mankamentem. Owszem, ja też lubię, gdy unika zapalczywości i decyduje się na uszczypliwość, ironię. Ale oczywiście nie oddałbym serca i umysłu pisarza za złagodzenie jego poglądów. Po raz kolejny jestem zachwycony opowiadaniami. I po raz kolejny polecam poręczne wydanie Czytelnika z reprodukcjami dzieł sztuki ważnych dla autora. Ocena musi być maksymalna.
betelgeuze - awatar betelgeuze
ocenił na107 lat temu
Alfabet wspomnień Antoni Słonimski
Alfabet wspomnień
Antoni Słonimski
Trudno nie polubić „Alfabetu wspomnień”, w którym autor robi subiektywny przegląd swoich bliższych i dalszych znajomych, uwzględniając też paru takich, których osobiście nie spotkał lecz wspomnienia są warci, na przykład w anegdocie. Anegdot zresztą - jak to u Słonimskiego - jest sporo, a bardzo osobiste podejście do przywoływanych osób i zjawisk, od laurek poprzez wątpliwości aż po potępianie w czambuł, stanowią o atrakcyjności książki. Czy mam jakieś zastrzeżenia - owszem, pominięcia, choćby wynikające z przyjętej przez autora zasady, że nie będzie pisał o nadal, czyli w roku 1975, żyjących ludziach. Czyli na przykład o Jarosławie Iwaszkiewiczu, Irenie Krzywickiej i kilku innych, także z młodszych pokoleń, których aktywność na pewno śledził i wiele ciekawego miałby do powiedzenia. Natomiast fakt, że osobnego hasła nie ma w „Alfabecie” Maria Morska* po prostu mnie wkurzył, zwłaszcza że wzmianki o niej są, a jej zdjęcie otwiera sekcję Pikadorczycy i Skamandryci. Nie chodzi jedynie o ich wieloletnią miłość, o której wiedzieli wszyscy im współcześni - choć niektórzy utrzymywali, że była platoniczna - ale o jej rolę aktorki, feministki i środowiskowej Muzy. Chętnie poczytałabym też o zdolnej plastyczce, Janinie Konarskiej, ale prawdę mówiąc na obecność żony Słonimskiego w jego „Alfabecie” za bardzo nie liczyłam. Hasła są bardzo różnej długości. Do tych najkrótszych należy Beck Józef. Słonimski przyznaje, że się z nim przyjaźnił, pisze: „… zerwaliśmy przyjaźń po sprawie brzeskiej. Po sprawie Zaolzia napisałem w Kronice ‚Mądry Polak po S k o d z i e’. Gdy Beck miał swoje słynne przemówienie w maju 1939r., uściskałem się z nim serdecznie. Nie piszę historii. Sprawy to dawne, zawiłe, bolesne. Nie mnie sądzić o nim jako o polityku.” Jest to, moim zdaniem, przykład tego, co wówczas o Becku można było napisać, dotykając choć nie interpretując zawirowań epoki. Z kolei inne króciutkie hasło, „Czeszer Mec. Pierwszy Polak pochodzenia mojżeszowego, który dostał literacką nagrodę Nobla: ożenił się z wdową po Reymoncie” ma enigmatyczno-sarkastyczny posmak. Jest wyrazem uszczypliwości pod adresem nagrody dla Reymonta (a nie dla Żeromskiego, któremu zdaniem środowisk literackich Nobel dużo bardziej się należał). Ale wobec zamordowanego w getcie żydowskiego prawnika, Czeszera, taki wpis specjalnie elegancki nie jest. Zwłaszcza że zanim trafił do getta, zapobiegawcza żona zdążyła się już z nim, swoim trzecim małżonkiem, rozwieść. W każdym razie Mecenas Czeszer literatem nie był. Za to z dużą estymą pisze Słonimski w „Alfabecie” o Itziku Mangerze, poznanym w Londynie, jak go nazywa „najwybitniejszym liryku piszącym w języku jidysz”. Pięknie opisuje jak się porozumiewali - on nie znał żydowskiego, Manger polskiego, choć kiedyś obaj mieszkali w tym samym mieście, Warszawie, jak tłumaczył jego lirykę, jak go ekspediował do Polski na uroczystość odsłonięcia pomnika bohaterów getta. Manger należał „do nie istniejących już plemion małomiasteczkowych Żydów Europy wschodniej”. Trochę o nim myślałem - wyznaje Słonimski - gdy w Elegii miasteczek żydowskich (1947 rok) pisałem: „Już nie ma tych miasteczek, gdzie szewc był poetą, zegarmistrz filozofem, fryzjer trubadurem”. Sam Słonimski duszy sentymentalnego liryka chyba nie miał. Był przede wszystkim, jak trafnie go nazwała autorka jego doskonałej biografii, heretykiem na ambonie.** Lubił pouczać, wyzłośliwiać się, dogryzać, wykłócać się o swoje … Nawet jeśli kogoś darzył głęboką sympatią, starał się nadmiernie nie rozczulać. Czy kogoś w „Alfabecie” skrzywdził? No cóż, pisząc na przykład o Ferdynandzie Goetlu nie szczędzi słów obrzydzenia przytaczając jego faszystowskie pogróżki, kierowane bezpośrednio do niego. Ale choć o kolaborację z hitlerowcami go wprost nie oskarża, także go z tego zarzutu nie oczyszcza, jak robi to na przykład hasło w Wikipedii. Ograniczyłam się do paru, nietypowych moim zdaniem, przykładów, bo „Alfabet” każdy musi sam smakować, najlepiej wielokrotnie, po pewnym czasie - już niekoniecznie ciągiem, lecz wedle zapotrzebowania, na wyrywki. Na koniec jeszcze dwa cytaty z dość obszernego hasła Powrót. Dlaczego po jedenastu latach emigracji, pod koniec pobytu piastując prestiżowe i intratne funkcje w UNESCO i w londyńskim Polskim Instytucie, podjął Antoni Słonimski decyzję o przeprowadzce do zrujnowanej i nie całkiem niepodległej ojczyzny? Jest to interesująca, wieloaspektowa opowieść. Wybrałam z niej argumenty dla mnie bardzo przekonujące: „Obracałem się w Londynie w środowisku ludzi wybitnych i atrakcyjnych, ale nie jako partner równorzędny, lecz jako intruz. Niebłahą stanowiła przeszkodę bariera językowa. Mówiłem po angielsku poprawnie, ale bez finezji” „Przez pięć lat od 1946 do 1951 r. nie pisałem. Pogrążałem się coraz beznadziejniej w rutynę i obowiązki życia urzędniczego. Czułem, że jeszcze rok, dwa a zabraknie mi nie tylko siły wyrwania się z tego trybu życia, ale przestanę być pisarzem.” * Moją irytację na nieobecność w „Alfabecie wspomnień” Marii Morskiej (1895-1945) wzmogły daremne próby dotarcia do jej jedynej biografii, Hanna Faryna-Paszkiewicz: Opium życia. ** Joanna Kuciel-Frydryszak: Słonimski. Heretyk na ambonie.
Nina - awatar Nina
oceniła na81 rok temu
Dziennik pisany nocą 1973-1979 Gustaw Herling-Grudziński
Dziennik pisany nocą 1973-1979
Gustaw Herling-Grudziński
*** "[...]dziennik dobry, czy w każdym razie wart czytania, jest tym, w którym pisarz wysuwa tylko co pewien czas czułki ze skorupy. I natychmiast je chowa". *** Jak wynika ze słów samego pisarza, nie gustuował on w dziennikach zbyt osobistych. Grudziński uważał, że pozwalając sobie na zbyt intymne wyznania, pisarz bezwiednie podporządkowuje swoje zachowania pragnieniu, aby wypaść "dobrze", czyli schlebia gustom odbiorcy. Taki stan twórca "Dziennika pisanego nocą" ironicznie nazywa: "strojeniem min przed lustrem w egotyczno -publicznym konfesjonale". To podejście zaskakuje odmiennością, ale taki właśnie "inny", mało intymny jest charakter zapisków Grudzińskiego. Mało tu osobistych wyznań, są za to obszerne rozważania na temat polityki, literatury i obłędnego galopu"historii spuszczonej ze smyczy" (określenie sformułowane przez Jerzego Stempowskiego). Mamy tu więc rozliczenia z faszyzmem i komunizmem, krytykę zauroczenia zachodnich elit powojennym bolszewizmem oraz eseje na temat dzieł literackich, które mogłyby być oddzielnie funkcjonującymi tekstami. Jeszcze innym, ciekawym zabiegiem literackim, zastosowanym przez pisarza jest celowe nakładanie ma siebie dwóch porządków narracyjnych: dokumentalnego i literackiego. Mogę tu jako przykład podać zamieszczony w 1976r. opis wyimaginowanej podróży pisarza do Pragi, której fikcyjność autor sam w końcu ujawnia. Opis tejże podróży jest tak wiarygodny, że gdyby nie dementi Grudzińskiego, wielu czytelników odebrałoby go jako prawdę.Tymczasem zapis ten był, tak naprawdę samodzielnym utworem, nowelą opowiadającą historię, która hipotetycznie mogła się wydarzyć. Badacze "Dziennika pisanego nocą" nie mają wątpliwości, że podobne fikcyjne historie, znajdują się na kartach diariusza tego pisarza, ale jego twórca nie zawsze informuje o tym czytelnika. A jaki był mój osobisty odbiór diariusza Gustawa Herlinga - Grudzińskiego? Czytałam tę książkę dosyć długo, powoli i małymi porcjami. Niektóre rozważania do mnie nie przemawiały. Były jednak fragmenty, które czytałam z dużym zainteresowaniem. Oprócz opinii na temat bieżącej sytuacji w krajach "za żelazną kurtyną" zainteresowała mnie wyraźna fascynacja pisarza twórczością Gombrowicza (szczególne poważanie jego "Dzienników") i Franza Kafki. Poruszyły mnie rozważania na temat "Pożegnania z Marią", "Proszę państwa do gazu" oraz ocena postawy i samobójczej śmierci Borowskiego. Bardzo elektryzujące okazały się dla mnie również uwagi na temat książek: Moczara "Rozmowy z katem" i Konwickiego "Kompleks polski". Mocne były także krytyczne i ironiczne opinie na temat polskich pisarzy ulubionych przez komunistów w Polsce np. Żukrowskiego czy Marii Dąbrowskiej. Bardzo interesujące są uwagi o komunistycznej cenzurze i narodowej megalomanii Polaków. Grudziński bezlitośnie rozprawia się też z postawą części emigracyjnych elit rosyjskich wobec polityki Breżniewa. O przedstawicielach nowych elit rosyjskiej emigracji, którzy popierają politykę Rosji, Grudziński pisze, że sprawiają wrażenie "lekko trąconych psychicznie" (określenie sformułowane przez Gałczyńskiego). I na koniec. *** "Wiele jest odmian polskości, o której Polacy rozprawiają z zapałem przy lada sposobności; trzy wypunktowane tutaj [w "Kompleksie polskim" Konwickiego] otwierają zaledwie listę. Gębowata polskość "pawia i papugi", samodurna i prowincjonalna. Postękująca polskość "ofiar historii", jałowa i częściowo przynajmniej zakłamana. Polskość swego ludzkiego"ja", suwerenna i wolna na przekór niewoli".
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na82 lata temu
Iwaszkiewicz. Pisarz po katastrofie Marek Radziwon
Iwaszkiewicz. Pisarz po katastrofie
Marek Radziwon
Doceniam kunszt z jakim tworzył opowiadania, niemal każde jest dla mnie perłą gatunku. Dużym uznaniem darzę też Sławę i chwałę, epopeję o wierności ziemiaństwu, inteligencji, sztuce. Fascynują mnie początki jego życia, dzieciństwo w Kalniku na Ukrainie, wakacje u Szymanowskich w Jelizawetgradzie, praca nauczyciela u Branickich w potężnym majątku Stawiszcze. Iwaszkiewicz obserwował rodzącą się rewolucję bolszewicką, przeżył obie wojny. Widział zmierzch wielkich fortun kresowych, ginięcie tego idyllicznego, sielankowego świata. Sam o osobie mówił, że jest człowiekiem z innej epoki. Historia rodziny, a przede wszystkim ojciec uczestniczący w powstaniu styczniowym, dziadek zaś w listopadowym, stanowili o niezwykłości i sentymencie do minionych epok. Marek Radziwon skupia się na życiu literackim pisarza, odnotowuje najważniejsze wydarzenia w jego życiu, próżno tu jednak szukać wnikliwej analizy życia prywatnego. Jest za to geneza powstawania utworów, ich odniesienia do rzeczywistości, krótkie streszczenia. Poza tym cała gama doświadczeń zawodowych twórcy "Matki Joanny od Aniołów": jego sprawowanie funkcji sekretarza marszałka Rataja, praca w dyplomacji, wreszcie wojenne próby przetrwania, czy wciąż dyskusyjna powojenna publiczna aktywność. Biograf odnosi się do literackich fascynacji i sympatii Iwaszkiewicza. Pisze o jego stosunku do historii, władzy, społeczeństwa. Zaznacza też emocjonalne podejście do życia, liczne zachwiania, rozterki, depresje. Odsłania człowieka wielowymiarowego: i wrażliwego twórcę, i wyniosłego sybarytę, ale także negocjatora w konfliktach pisarskich z komunistycznym reżimem, który nade wszystko chciał ocalić polską kulturę. Bogate i różnorodne życie Iwaszkiewicza broni się samo. Mimo to biografia Radziwona nadąża za podmiotem swoich dociekań. Co więcej, tworzy obraz człowieka, którego nie da się jednoznacznie ocenić. Fascynująca lektura. buchbuchbicher.blogspot.com
BuchBuch - awatar BuchBuch
ocenił na77 lat temu

Cytaty z książki Krakowskie Przedmieście pełne deserów

Więcej
Adolf Rudnicki Krakowskie Przedmieście pełne deserów Zobacz więcej
Adolf Rudnicki Krakowskie Przedmieście pełne deserów Zobacz więcej
Adolf Rudnicki Krakowskie Przedmieście pełne deserów Zobacz więcej
Więcej