Książka mi się nie podobała ze względu na wyjątkową stronniczość oraz błędne próby wyjaśniania wrażeń i wydarzeń autorki, poparte kolejnymi stereotypowymi opiniami. Problemem w tego typu publikacjach jest zawsze stronniczość oraz to, co subiektywnie uznajemy za prawdę. Dlatego tego rodzaju książka powinna być napisana w formie zbliżonej przynajmniej do obiektywnej perspektywy. W tym przypadku mamy sporo zniekształceń pochodzących od różnych osób Z drugiej strony to nie jest praca naukowa, wiec poniekąd można ten subiektywizm usprawiedliwić.
Wyjaśnię, jak ja to widzę: Amerykanka mieszkająca w Polsce traktuje stereotypy jako punkt odniesienia. Najpierw opisuje wrażenia osoby, która znała obiegowe opinie o Polsce, ale ich nie doświadczyła. Następnie te wyobrażenia są konfrontowane z rzeczywistością – z tym, co autorka widzi lub uważa, że widzi. Potem dochodzą stereotypowe opinie przyjezdnych ze wsi do Warszawy, często nacechowane wstydem i ojkofobią. Powstaje więc mieszanka stereotypów, z której gdy się wysilić, można jednak dostrzec pewien obraz „Polaka” - w cudzysłowie, to zamierzone.
Książkę skończyłem na 180 stronie (nie da rady dalej, tak mnie to wymęczyło) i autorka ani razu nie przywołała męża jako autorytetu w jakiejkolwiek kwestii, co jest zastanawiające, ponieważ on, jako Polak, powinien być pierwszym źródłem prawdy. Zamiast tego w kółko cytowane są opinie Polek (często mocno lewicujących, pewnie z UW), które najczęściej wyśmiewają Polaków lub prezentują postawę mocno ojkofobiczną, przytaczając stereotypy o rzekomym rasizmie, seksizmie, patriarchacie czy „wąskich horyzontach” w Polsce. Polki mają wyraźny kompleks niższości wobec kobiet z Zachodu i są bardziej skłonne do przeinaczania rzeczywistości. W większości te opinie stek bzdur — zachęcam do sprawdzenia statystyk Eurostatu. Czemu ma wprowadzanie do książki tego typu treści? Nie wiem.
Nie podobało mi się także częste powtarzanie lewicowych klisz typu „osoby LGBT nadal muszą borykać się z przeciwnościami”. Jakimi konkretnie? Jeśli rzucamy takie mocne zarzuty, to trzeba to konkretnie wyjaśnić. Każdy obywatel Polski jest równy i konstytucja gwarantuje mu równe traktowanie. Po co kolejny raz wprowadzać tu ideologię? Autorka prezentuje również opinie całkowicie oderwane od realiów, np. że „nikt nie przejmuje się, czy umiesz jeść nożem i widelcem”. Otóż każdy posiadający elementarną kulturę osobistą zwróci uwagę, gdy ktoś nie potrafi spożyć posiłku w sposób schludny i tak, to jest wyznacznik czy ma się do czynienia z kimś o niskim statusie społecznym, a nie. To samo tyczy się np. oblizywania palców.
Autorka zdaje się mocno przesiąknięta narracją Uniwersytetu Warszawskiego. Przytacza wyssane z palca teorie lewicowych socjologów, np. że kobiety „szukają zgody”, a mężczyźni „lubią się kłócić”. W rzeczywistości jest odwrotnie — kobiety częściej plotkują i prowadzą gry interpersonalne, a mężczyźni potrafią współpracować z osobami nawet których nie lubią, bez ciągłych napięć. Konflikt, jeśli występuje, jest w moment zażegnany. Tego typu teorie autorka przytacza bezrefleksyjnie, co może być zwodnicze dla czytelnika bez szerszej perspektywy czy wiedzy na dany temat.
Pojawia się również zachęta do terapii — zgodna z modą ostatnich lat — prezentowana jako coś naturalnego i rzekomo niezbędnego, ponieważ „Amerykanie nie rozmawiają ze sobą o niczym” i „wygadują się na terapii za pieniądze”. Trudno traktować to poważnie. W książce jest bardzo dużo politycznych i ideowych wtrętów oraz skrajnie jednostronnych opinii, przez co trudno się to czyta.
Kuriozalny jest również przykład Polki, której mąż jest Norwegiem, i która rzekomo odrzuciła ofertę matki chcącej kupić im mieszkanie. Mieszkanie to nie jest prezent w rodzaju perfum za 200 zł, które można po prostu odmówić. Większość osób wynajmuje, więc przytoczona historia brzmi albo absurdalnie, albo po prostu zmyślona. Tego typu historii jest od groma, co kilka stron dosłownie przez co czytanie jest bardzo wyczerpujące. Ciągle miałem w głowie myśli typu “nie, to tak nie jest”. Piszę to jako osoba z otwartą głową, która aktywnie podróżuje na własną rękę i mieszkająca wiele lat za granicą, mająca lokalnych ludzi za otoczenie.
Spodziewałem się luźnej książki na temat stereotypowych polskich zachowań, a dostałem nacechowaną lewicową ideologią papkę. Nie polecam zdecydowanie.
Książka mi się nie podobała ze względu na wyjątkową stronniczość oraz błędne próby wyjaśniania wrażeń i wydarzeń autorki, poparte kolejnymi stereotypowymi opiniami. Problemem w tego typu publikacjach jest zawsze stronniczość oraz to, co subiektywnie uznajemy za prawdę. Dlatego tego rodzaju...
Rozwiń
Zwiń