To jest wojna. Kobiety, fundamentaliści i nowe średniowiecze
Klementyna Suchanow w swojej monumentalnej, reporterskiej syntezie „To jest wojna. Kobiety, fundamentaliści i nowe średniowiecze” kreśli przerażającą mapę globalnego frontu, na którym stawką jest wolność połowy ludzkości. Choć książka koncentruje się na mechanizmach władzy i pieniądza, jej emocjonalny i faktograficzny ciężar zaczyna się tam, gdzie patriarchat przybiera najbardziej jawną, brutalną formę.
Suchanow rozpoczyna swoją analizę od przyjrzenia się regionom, które dla zachodniego obserwatora często stanowią symbol opresji kobiet – krajom arabskim i muzułmańskim, takim jak Arabia Saudyjska, Iran czy Egipt. Autorka nie zatrzymuje się jednak na powierzchownym opisie noszenia hidżabu. Pokazuje system, w którym ciało kobiety jest własnością państwa i rodziny, a każda próba emancypacji traktowana jest jako zdrada religijna i narodowa.
W krajach tych sytuacja kobiet jest papierkiem lakmusowym dla radykalnych ruchów religijnych. Suchanow opisuje, jak fundamentaliści islamscy wykorzystują kontrolę nad płodnością i mobilnością kobiet do budowania autorytarnych struktur. Jednak kluczowym wnioskiem autorki jest to, że mechanizmy te – choć ubrane w szaty innej religii – są uderzająco podobne do tych, które zaczynają kiełkować na chrześcijańskim Zachodzie. Kraje arabskie służą tu niemal za przestrożne laboratorium: pokazują, co dzieje się ze społeczeństwem, gdy religijny dogmat staje się prawem państwowym, a nienawiść do kobiet – oficjalną ideologią.
„To jest wojna” nie jest klasyczną powieścią, lecz reporterskim śledztwem o potężnym rozmachu. Suchanow podróżuje od Argentyny, przez Brazylię i USA, aż po Rosję i Polskę, łącząc kropki, których większość z nas nie dostrzega. Fabułą tej książki jest odkrywanie pajęczyny powiązań między ultrakonserwatywnymi organizacjami (takimi jak Ordo Iuris czy Agenda Europe),rosyjskimi oligarchami a amerykańskimi ewangelikalistami.
Autorka pokazuje, że walka z aborcją, edukacją seksualną czy prawami osób LGBT+ nie jest jedynie wynikiem „żarliwej wiary”. To precyzyjnie zaplanowana kampania polityczna, finansowana gigantycznymi pieniędzmi, mająca na celu destabilizację demokracji i wprowadzenie porządku, który Suchanow nazywa „nowym średniowieczem”. Śledzimy kulisy spotkań w luksusowych hotelach, gdzie decyduje się o losach ustaw w odległych krajach, oraz protesty na ulicach, gdzie kobiety – jak w Polsce podczas Strajku Kobiet – stają się ostatnią linią obrony przed nadchodzącym mrokiem.
Recenzja: Manifest i ostrzeżenie
Książka Suchanow to lektura gęsta, gniewna i momentami paraliżująca. Autorka nie udaje obiektywnego obserwatora – pisze z pozycji zaangażowanej uczestniczki wydarzeń, co nadaje tekstowi ogromną siłę rażenia. Styl jest dynamiczny, momentami wręcz agresywny, co idealnie oddaje poczucie zagrożenia, jakie towarzyszy opisywanym zjawiskom.
Największą wartością „To jest wojna” jest obalenie mitu, że radykalizm religijny to margines. Suchanow udowadnia, że mamy do czynienia z profesjonalną, międzynarodową siecią, która potrafi wpływać na rządy i trybunały. Zestawienie sytuacji kobiet w krajach arabskich z narastającym fundamentalizmem w Polsce czy USA jest bolesne, ale otrzeźwiające. Autorka pokazuje, że „nowe średniowiecze” nie przyjdzie z dnia na dzień – ono wkradnie się tylnymi drzwiami, zmieniając język, prawo i definicję wolności.
Mimo ogromu przytłaczających faktów, książka jest także hołdem dla kobiecego oporu. Suchanow z pasją opisuje solidarność ponad granicami, ruchy takie jak Ni Una Menos, które pokazują, że siła „czarnych protestów” jest jedyną barierą zdolną powstrzymać fundametalistyczny walec. To lektura trudna, wymagająca skupienia (liczba nazwisk i organizacji może przytłaczać),ale absolutnie niezbędna dla każdego, kto chce zrozumieć, dlaczego prawa kobiet nagle znalazły się w centrum globalnej wojny ideologicznej.
Podsumowanie
„To jest wojna” to nie tylko reportaż, to diagnoza cywilizacyjnego kryzysu. Suchanow przypomina nam, że demokracja i prawa człowieka nie są dane raz na zawsze. Jeśli zapomnimy o czujności, obudzimy się w świecie, w którym nasza prywatność, ciała i marzenia zostaną złożone w ofierze na ołtarzu nowej, politycznej religii.
Opinie i dyskusje o książce Kobiety, socjalizm i dobry seks. Argumenty na rzecz niezależności ekonomicznej
Pomimo pewnych problemów uważam tę książkę za ciekawy punkt widzenia, z którym warto się zapoznać :)
Pomimo pewnych problemów uważam tę książkę za ciekawy punkt widzenia, z którym warto się zapoznać :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo polecam, pokazuje wiele o tym jak traktowano kobiety w krajach bloku wschodniego, krytykuje i chwali gdy trzeba, nie jest zbyt pro- ani antyradziecka. Jedynie nie podoba mi się nazywanie krajów socjaldemokratycznych, socjalistycznymi, co jest niepoprawne.
Bardzo polecam, pokazuje wiele o tym jak traktowano kobiety w krajach bloku wschodniego, krytykuje i chwali gdy trzeba, nie jest zbyt pro- ani antyradziecka. Jedynie nie podoba mi się nazywanie krajów socjaldemokratycznych, socjalistycznymi, co jest niepoprawne.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPolecam tę książkę. Wszystko jest polityczne - całe nasze życie w mniejszym lub większym stopniu podlega decyzjom politycznym. Dlatego to w jakim systemie żyjemy i kto podejmuje decyzje jest kluczowe. W demokracji wciąż liczy się to kto głosuje (obyśmy głosowali i głosowały w interesie własnym i naszych bliskich). Autorka podaje przykłady narzędzi, instrumentów, programów, które delegowały (niewidzialną, domową) pracę do instytucji państwowych (zazwyczaj bezpłatnych) oraz fakt że ogromna większość (także #kobiet) pracowała, dzięki czemu obywatelki i obywatele mieli mniej obowiązków i większą niezależność finansową. Co wg badań miało wpływ na bardziej satysfakcjonujące życie niż w kapitalizmie (i w związku z tym także lepszy #seks). #Socjalizm w Europie Wschodniej przeminął, warto zobaczyć i docenić to co w tym systemie było dobre. Mowa jest też o zabezpieczeniach socjalnych, które dawały poczucie bezpieczeństwa w razie problemów. #Kapitalizm ma tę największą wadę, że czyni z nas towar, nas i nasze życia obiektem handlu.
Polecam tę książkę. Wszystko jest polityczne - całe nasze życie w mniejszym lub większym stopniu podlega decyzjom politycznym. Dlatego to w jakim systemie żyjemy i kto podejmuje decyzje jest kluczowe. W demokracji wciąż liczy się to kto głosuje (obyśmy głosowali i głosowały w interesie własnym i naszych bliskich). Autorka podaje przykłady narzędzi, instrumentów, programów,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW 1989 roku miałem 15 lat. Czasami przy omawianiu historii posługujemy się zwrotem "przełomowy moment", co sugeruje, że istnieje punkt w czasie, w którym zachodzi wydarzenie zmieniające zasadniczy bieg dalszych wypadków. Tymczasem zdaje się, że jest to skrót podobny do zabiegów stosowanych w filmach dla przyspieszenia akcji. Wycinamy wszystko, co codzienne i pospolite. Schyłek lat 80. i wczesne 90., które zdefiniowały ścieżkę polityczną, ekonomiczną i społeczną zapamiętałem jako pasmo mozolnych, ciężkich do udźwignięcia zmian. Cel wydawał się jednak jasno określony. Mieliśmy iść w stronę dobrobytu. Jak pisze autorka, wydawało nam się, że nie ma innego kierunku, niż wolnorynkowy kapitalizm. Że ulice Londynu czy Nowego Jorku są wybrukowane złotem.
Przypominało to zresztą pościg za króliczkiem: nigdy nie byliśmy w Polsce dość bogaci, aby skonsumować to, co wreszcie osiągnęliśmy. Zawsze pracowaliśmy za mało, potem za mało wydajnie, potem koszty pracodawców były zbyt wysokie, a państwo zbyt wiele regulowało. Wolnorynkowe mity porządkowały nasze myślenie o świecie. Aż opowieść się skończyła, cel rozmył, a dookoła dotąd wznoszonej konstrukcji wciąż krążą jej zadziwieni i rozczarowani inżynierowie. Zastanawiają się dlaczego tak trudno nająć ludzi, którzy chcieliby z nimi kontynuować dzieło. Od czasów książek Pikettego czy właśnie Ghodsee sprawa wydaje się dość jasna.
Minęło już naprawdę dużo czasu od upadku komunizmu. Ale czy wystarczająco dużo, aby uczciwie przyjrzeć się intelektualnej podstawie tego skompromitowanego systemu i wydobyć z niego to, co jednak miało pozytywny efekt? Ghodsee uważa, że tak. Sięga zatem po pisma jeszcze z czasów rewolucji francuskiej, Saint Simonistów, Engelsa, Marksa. Przypomina postacie działaczek na rzecz równouprawnienia z czasów rewolucji radzieckiej. Wskazuje na odmienne postawy, które w związkach kształtują systemy egalitarystyczne i oparte na rywalizacji rynkowej. Na podstawie badań wskazuje, że tam, gdzie równość jest wspierana społecznie, gdzie kobiety zyskują ekonomiczną niezależność a nie są spychane do roli utrzymywanych przez mężów gospodyń domowych, związki są zdrowsze, seks lepszy i bez kontekstu wymiany handlowej.
Spotkałem się z opinią, że ta książka gloryfikuje komunizm i socjalizm. Nie zgadzam się z tą tezą. Ghosee wiele razy pisze o dramatach totalitaryzmów. Podkreśla również, że kobiety w socjalistycznych krajach, takich jak Polska sprzed 89' również były podwójnie obciążone: z jednej strony, pracowały zawodowo i zarobkowo, z drugiej, również pracowały - tyle, że w domach. Mimo tego, solidna sieć zabezpieczeń socjalnych, żłobków i przedszkoli, czy nawet dostępnych i dofinansowywanych wyjazdów wakacyjnych oraz względna ekonomiczna niezależność, pozwalały im na budowanie związków nie z motywacją zapewnienia sobie finansowego bezpieczeństwa, a po prostu bazujących na miłości. Przypomnijmy: to jest konstrukt ogólny, oparty na badaniach a nie indywidualnych doświadczeniach. "Kobiety, socjalizm i dobry seks" to książka popularna, nie naukowa. Autorka powołuje się w niej na badania, przytacza ich wyniki, dołączyła również obszerną bibliografię. Myślę, że uczciwie przedstawiła swoją argumentację.
Nawet siła wspomnień i nostalgii nie są w stanie pokolorować w mojej pamięci ostrych konturów, z których składa się mój obraz Łodzi po 89. roku. Mimo wszystko wydaje się, że nasza obecna ekonomia chwieje się w posadach. System, który obiecywał niemożliwy w tej rzeczywistości wzrost bez końca wymaga korekt. Nie ma powodu, aby nie sięgnąć dziś do teoretyków innej niż liberalna koncepcji organizacji ludzkiego świata i nie pomyśleć, czy rzeczywiście egoizm, wieczna konkurencja i rywalizacja, nadprodukcja i chciwość to jedna opcja, którą dysponujemy. Ghodsee stara się udowodnić, że nie. Chętnie jej uwierzyłem.
W 1989 roku miałem 15 lat. Czasami przy omawianiu historii posługujemy się zwrotem "przełomowy moment", co sugeruje, że istnieje punkt w czasie, w którym zachodzi wydarzenie zmieniające zasadniczy bieg dalszych wypadków. Tymczasem zdaje się, że jest to skrót podobny do zabiegów stosowanych w filmach dla przyspieszenia akcji. Wycinamy wszystko, co codzienne i pospolite....
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie jest to książka która w sposób szczególny zadziwiła mnie zaprezentowanymi wnioskami, nie mniej, jest to zgrabnie napisany, obiektywny, zbiór tytułowych argumentów na rzecz niezależności ekonomicznej kobiet.
Książka jest napisana bardzo przystępnym językiem, dobra pozycja do zapoznania się z teorią feminizmu socjalnego.
Nie jest to książka która w sposób szczególny zadziwiła mnie zaprezentowanymi wnioskami, nie mniej, jest to zgrabnie napisany, obiektywny, zbiór tytułowych argumentów na rzecz niezależności ekonomicznej kobiet.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka jest napisana bardzo przystępnym językiem, dobra pozycja do zapoznania się z teorią feminizmu socjalnego.
Choć autorka zaznacza, że książka nie ma charakteru naukowego, to jednak nie usprawiedliwia to antynaukowego charakteru tej pozycji.
W wielu miejscach pani podaje prawdziwe fakty, ale wyciąga całkowicie pochopne wnioski. Na dodatek ma za mało zacięcia, żeby dotrzeć do prawdy i poprzestaje na zwykłym narzekaniu na otaczającą nas rzeczywistość. Widzi np, że kelnerzy pracują w drogich restauracjach a kelnerki w tanich, ale nie wie dlaczego tak jest. Przy czym brakło jej energii żeby zapytać właścicieli tych lokali o powody takiego stanu rzeczy.
W wielu miejscach autorka mija się z prawdą. W innych pomniejsza relacje świadków epoki.
Szczytem bezczelności jest stawianie wyżej warunków życia kobiety w kraju socjalistycznym względem warunków życia "zniewolonych" kobiet w kapitalizmie, tak jakby kobiety w PRL nie zasuwały na drugim etacie w domu. :) A to pomimo jasnych relacji osób, które przeżyły socjalizm. Autorka mogła przecież dotrzeć do osób, które w swoim doświadczeniu miały zarówno życie w socjalizmie i kapitalizmie. Ocena obu systemów dokonana przez takie kobiety byłaby wiarygodna.
Wyraźnie taż widać, że pani nie rozumie, że gospodarka socjalistyczna to gospodarka niedoborów, gdzie np. przedszkola były dobrem reglamentowanym a nie powszechnym.
Podsumowując:
Pozycja napisana bardzo jednostronnie, w oderwaniu od faktów, bez zacięcia naukowego i w wyraźnie propagandowym charakterze.
Wnioski płynące z tej pozycji:
Kobieta w domu to niewolnica,
tania siła reprodukcyjna państwa
biomaszyna zmuszana do rodzenia dzieci
I dlatego państwo - czyli wszyscy - powinniśmy się zrzucić w podatkach na głęboki socjal dla pań, które w czynie społecznym zechcą "wyprodukować" nowych obywateli - tak jakby rodzenie dzieci miało wymiar tylko polityczny. :/
Choć autorka zaznacza, że książka nie ma charakteru naukowego, to jednak nie usprawiedliwia to antynaukowego charakteru tej pozycji.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW wielu miejscach pani podaje prawdziwe fakty, ale wyciąga całkowicie pochopne wnioski. Na dodatek ma za mało zacięcia, żeby dotrzeć do prawdy i poprzestaje na zwykłym narzekaniu na otaczającą nas rzeczywistość. Widzi np, że kelnerzy pracują w...
Książka polecona mi przez W.
No i skończylem, skończyłem ją. Trochę z bólami. Sporo fajnych przemyśleń, sporo, nie wiem na ile, odklejenia związanego z tym że chyba autorka za dużo czasu w realnym socjalizmie nie spędziła. Odrobina hejtu na republikanów i Trumpa. Mimo to fajnie było wyjść z bańki i coś świeżego poczytać.
Książka polecona mi przez W.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNo i skończylem, skończyłem ją. Trochę z bólami. Sporo fajnych przemyśleń, sporo, nie wiem na ile, odklejenia związanego z tym że chyba autorka za dużo czasu w realnym socjalizmie nie spędziła. Odrobina hejtu na republikanów i Trumpa. Mimo to fajnie było wyjść z bańki i coś świeżego poczytać.
Taką książkę, zawierającą tak bzdurne tezy napisać może tylko obywatelka sytego Zachodu, której wydaje się, że poznała istotę Socjalistycznej Prawdy. Towarzysz Lenin miał swoje zdanie na temat tego typu osób. Czas mija, a "Lenin wiecznie żywy", choćby w umysłach tak strasznie zabełtanych panienek.
Taką książkę, zawierającą tak bzdurne tezy napisać może tylko obywatelka sytego Zachodu, której wydaje się, że poznała istotę Socjalistycznej Prawdy. Towarzysz Lenin miał swoje zdanie na temat tego typu osób. Czas mija, a "Lenin wiecznie żywy", choćby w umysłach tak strasznie zabełtanych panienek.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Kobiety, socjalizm i dobry seks" to książka będąca jeszcze jednym głosem wśród głosów współczesnych feministek, choć jak sam tytuł wskazuje, autorka nie odkrywa przed swoimi czytelniczkami przysłowiowej Ameryki, a raczej cofa się do czasów socjalizmu politycznego przekonując, że to właśnie ten ustrój tworzy najlepsze warunki dla rozwoju niezależności ekonomicznej kobiet, a co za tym idzie otwiera im drogę do wolności i... lepszego seksu. Lepszego, bo nie będącego wynikiem skomplikowanych relacji ekonomicznych, jakie narzuca nam kapitalizm, a jedynie miłości i wzajemnego przywiązania i przyjaźni. Poglądy głoszone przez autorkę mogą wydawać się kontrowersyjne, ale wiele z nich przekonuje o słuszności tezy stawianej na samym początku książki. Poglądy prezentowane przez Kristen R. Ghodsee są jednak dość stronnicze i wskazują jednoznacznie na wyższość socjalizmu nad kapitalizmem, nie biorąc pod uwagę zalet tego drugiego. Książka pełna jest wyników badań statystycznych, które przeplatają się z osobistymi historiami autorki i choć nie do końca przekonała mnie ona o słuszności swoich twierdzeń, to jestem zdania, że książkę tę warto przeczytać, szczególnie jeśli interesują nas współczesne poglądy feministyczne i kwestia niezależności ekonomicznej kobiet. Jednym słowem polecam, jeśli jesteście zainteresowani tym tematem.
"Kobiety, socjalizm i dobry seks" to książka będąca jeszcze jednym głosem wśród głosów współczesnych feministek, choć jak sam tytuł wskazuje, autorka nie odkrywa przed swoimi czytelniczkami przysłowiowej Ameryki, a raczej cofa się do czasów socjalizmu politycznego przekonując, że to właśnie ten ustrój tworzy najlepsze warunki dla rozwoju niezależności ekonomicznej kobiet, a...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to