Biblia i inne historie

Okładka książki Biblia i inne historie autora Péter Nádas,
Okładka książki Biblia i inne historie
Péter Nádas Wydawnictwo: Biuro Literackie Seria: Klasyka z Europy literatura piękna
286 str. 4 godz. 46 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Klasyka z Europy
Data wydania:
2019-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2019-01-01
Liczba stron:
286
Czas czytania
4 godz. 46 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Elżbieta Sobolewska
Średnia ocen

6,3 6,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Biblia i inne historie w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Biblia i inne historie

Średnia ocen
6,3 / 10
15 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Biblia i inne historie

avatar
220
219

Na półkach:

bardzo podobały mi się te opowiadania, mimo że są trochę z innej epoki i opisują także inną epokę. warsztat autora trzyma wysoki poziom, a długie zdania wkręcają czytelnika w dobrze konstruowaną fabułę. nie ukrywam, że czytanie wymaga znacznego skupienia, a oszczędna ilość dialogów może spowodować łatwe zgubienie wątku.

historie przedstawione w książce są pewnie odnośnikiem do młodości autora, do emocji z dzieciństwa, ponieważ ukazują ludzi młodych w czasach głębokiego komunizmu na Węgrzech. klasowość społeczeństwa, podział na lepszych i gorszych, to składniki które są obecne w każdym opowiadaniu. polecam jako wehikuł do czasów węgierskiej republiki ludowej.

dobrze, że zacząłem czytać ten zbiór od końca, w bo w tytułowej biblii, pierwszym opowiadaniu, bohater uśmierca psa!, co na pewno spowodowałoby odłożenie przeze mnie tej książki w kąt. zabrakło mi pikanterii i chamstwa, jakiegoś takiego zaskoczenia na zakończenie każdego tekstu, takiego wow, w sensie nie spodziewałem się. te wszystkie historie są takie wygładzone i poprawne obyczajowo. w takich kręgach, gdzie władza uderzała do głowy prominentom na pewno zdarzały się jakieś wynaturzenia. szkoda, że Peter Nadas o nich nie wspomniał.

bardzo podobały mi się te opowiadania, mimo że są trochę z innej epoki i opisują także inną epokę. warsztat autora trzyma wysoki poziom, a długie zdania wkręcają czytelnika w dobrze konstruowaną fabułę. nie ukrywam, że czytanie wymaga znacznego skupienia, a oszczędna ilość dialogów może spowodować łatwe zgubienie wątku.

historie przedstawione w książce są pewnie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
8
8

Na półkach:

Zbiór opowiadań pisarza od lat zgłaszanego do literackiego Nobla. Pokazują nam przekrój społeczeństwa węgierskiego tuż po wojnie. Są to zatem czasy początków komunizmu i dyktatury Mátyása Rákosiego (najwierniejszego ucznia Stalina, jak sam o sobie mówił). Ale nie jest to typowa literatura rozliczeniowa, choć większość głównych bohaterów to komuniści. Autor nie pokazuje nam krwawych zbrodni reżimu. Zamiast tego stara się pokazać komunistycznych aparatczyków jako zwykłych ludzi, by tak rzec, w domowych pieleszach.
Gdybym miał wskazać na dominujący ton tych opowiadań powiedziałbym, że jest nim fałsz. W systemie opartym na wszechobecnym kłamstwie nic nie jest prawdziwe, nawet najzwyklejsze życiowe sytuacje rażą fałszem. Oto mamy notablów komunistycznych o pochodzeniu robotniczo-chłopskim. Widzimy jak wprowadzają się do luksusowych willi zabranych dawnym burżujskim właścicielom i z miejsca zaczynają się zachowywać jak typowi nowobogaccy. W pierwszym opowiadaniu rodzina komunistycznych działaczy wysokiego szczebla przyjmuje do swego wielkiego domu służącą ze wsi i nie bardzo wie, jak się wobec niej zachować. Babcia od razu zaczyna zgrywać jaśniepanią, matka przeciwnie, próbuje być dla chłopki "towarzyszką", a synek korzysta ze swego statusu panicza i natychmiast zaczyna "towarzyszkę służącą" napastować. Jednym wielkim nieporozumieniem jest też cała historia z tytułową biblią, pamiątką rodzinną, która nasuwa gosposi podejrzenie, że państwo są może religijni. W rzeczywistości służyła ona za kamuflaż, gdy w czasie wojny jej pracodawczyni przenosiła w niej komunistyczne ulotki. Ludzie nie pasują w tych opowiadaniach do formy, a forma do ludzi.
Nádas nie rozlicza i nie osądza. Opis postaci jest u niego w socjologiczny sposób chłodny i zdystansowany. Jednak mimochodem autor zaznacza, że to nie są normalni, mili ludzie, którzy tylko przypadkiem znaleźli się w fałszywej sytuacji. Co prawda nie opisuje komunistycznych zbrodni, jednak z bohaterów co róż wychodzą iście bandyckie odruchy. Na przykład wspomniany wyżej synek nie tylko molestuje służącą, ale też na początku opowiadania bestialsko morduje swojego psa. Właściwie bez powodu, ot tak, bo może, bo mu wolno. A co? Nie, to nie są sympatyczni ludzie.
Komuniści występują w większości opowiadań zbioru, ale są też i inne historie, przedstawiające zwyczajnych ludzi, nijak niepowiązanych z reżimem. Te opowiadania były autorowi zapewne potrzebne, po to by przekrój społeczny był kompletny. Dlatego obok notabli muszą występować również i zwykli, szarzy zjadacze chleba. Jednak ich historie są niestety o wiele mniej interesujące. Główną zaletą książki jest pokazanie komunistów. To może być ciekawe zwłaszcza dla czytelnika polskiego, nawykłego do tego, że historię komuny opisuje się w sposób martyrologiczny, wyłącznie z perspektywy ofiar. Literatura polska sprawia wrażenie, że wszyscy byli przeciw, a komuniści to byli tylko Rosjanie i może jeszcze jakaś grupka renegatów. Nádas jest uczciwszy, pokazuje, że komuniści, i to ci najgorsi, ci staliniści od Rákosiego, to byli w końcu tacy sami Węgrzy jak on i jego dzisiejsi czytelnicy i że jest to coś, o czym trzeba pamiętać, niewygodna prawda, z którą trzeba się zmierzyć. Szkoda, że polscy pisarze tak nie potrafią.

Zbiór opowiadań pisarza od lat zgłaszanego do literackiego Nobla. Pokazują nam przekrój społeczeństwa węgierskiego tuż po wojnie. Są to zatem czasy początków komunizmu i dyktatury Mátyása Rákosiego (najwierniejszego ucznia Stalina, jak sam o sobie mówił). Ale nie jest to typowa literatura rozliczeniowa, choć większość głównych bohaterów to komuniści. Autor nie pokazuje nam...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
120
83

Na półkach: , ,

Opowiadania swoją głębią zbliżone do prozy Gustawa Herlinga - Grudzińskiego. Tytułowa Biblia pojawia się w najmniej oczywistych momentach i jest zawsze symbolicznie zaznaczona. Tak więc opowiedziane historie mają aspekt waloryzujący, choć z całą pewnością nie dydaktyczny. Perspektywa chłopca, z której świat jest uproszczony, ale zweryfikowany przez późniejszego dorosłego - bardzo interesujący. I dzięki temu te historie przejmują do szpiku kości. Nie bez znaczenia są tu również czasy komunistycznych Węgier...

Opowiadania swoją głębią zbliżone do prozy Gustawa Herlinga - Grudzińskiego. Tytułowa Biblia pojawia się w najmniej oczywistych momentach i jest zawsze symbolicznie zaznaczona. Tak więc opowiedziane historie mają aspekt waloryzujący, choć z całą pewnością nie dydaktyczny. Perspektywa chłopca, z której świat jest uproszczony, ale zweryfikowany przez późniejszego dorosłego -...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

78 użytkowników ma tytuł Biblia i inne historie na półkach głównych
  • 58
  • 20
25 użytkowników ma tytuł Biblia i inne historie na półkach dodatkowych
  • 14
  • 4
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Péter Nádas
Péter Nádas
Urodzony w 1942 roku w Budapeszcie w rodzinie żydowskiej, jako syn László Nádasa (pierwotnie Nussbauma) i Kláry Tauber. Węgierski pisarz, eseista, dramaturg i fotograf. Jest przedstawicielem postmodernizmu w węgierskiej literaturze. W latach 1961–1963 studiował dziennikarstwo i fotografię. Do 1969 roku pracował jako dziennikarz w budapeszteńskim magazynie (Pest Megyei Hírlap). Zarabiał również jako dramaturg i fotograf. Debiutancką powieść, „Koniec pewnej sagi rodzinnej”, opublikował w 1977 roku. Najsłynniejszym dziełem Pétera Nádasa pozostaje jego druga powieść – wydana w 1986 roku „Pamięć”. Nádas, przedstawiając losy pokolenia dorastającego w latach pięćdziesiątych, wraca w niej do największych traum węgierskiej historii, mroków stalinizmu i dramatu powstania 1956 roku. Napisanie tej monumentalnej, przeszło 800-stronicowej książki zajęło mu 12 lat. Był wielokrotnie nagradzany za pracę twórczą, m.in. Nagrodą Milána Füsta, Mikes Kelemen Kör Prize, Nagrodą Attili Józsefa, Prix du Meilleur Livre Étranger czy Nagrodą Franza Kafki.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Od dwóch tysięcy lat Mihail Sebastian
Od dwóch tysięcy lat
Mihail Sebastian
Cyt.: „Książka albo cię druzgocze, albo cię unosi. W przeciwnym razie po co wydawać na nią pieniądze?” Mihail Sebastian, „Od dwóch tysięcy lat” „Od dwóch tysięcy lat” Mihaila Sebastiana a właściwie Iosifa Hechtera, rumuńskiego dramaturga i powieściopisarza pochodzenia żydowskiego, to wydana po raz pierwszy w 1934 roku powieść utrzymana w formie literackiego dziennika żydowskiego intelektualisty w okresie narastającego antysemityzmu. Europa po zakończeniu I Wojny Światowej zmieniła się, upadły imperia, tworzyły się nowe, narastały niepokoje społeczne na skutek wielkiego kryzysu który dotarł do Europy z Ameryki, wydawało się, że świat stoi na progu kolejnych wielkich zmian. Nastroje antysemickie tliły się w całej międzywojennej Europie by w końcu, pod koniec lat trzydziestych ogarnąć cały kontynent. Czy antysemityzm rumuński był inny niż niemiecki, francuski, polski czy węgierski? Oczywiście, różnił się skalą, zaangażowaniem aparatu państwowego i konsekwencjami. Każdy z nich miał inne przyczyny i niósł inne skutki, lecz tak naprawdę dla Żydów było to bez znaczenia. „Od dwóch tysięcy lat” to bolesne wyznanie młodego rumuńskiego intelektualisty pochodzenia żydowskiego, który stara się odnaleźć swoje miejsce w międzywojennej rzeczywistości ale też i znakomite zwierciadło burzliwej epoki, która zapowiada zmiany nowego porządku społecznego. Powieść na styku fikcji i pamiętnika rozpoczyna się wydarzeniami z grudnia 1922 roku, które w historii Rumunii znane są jako „początek ruchów studenckich przeciwko żydowskiemu elementowi” a pretekstem do nich był „numerus clausus”, czyli ograniczenia ilości młodzieży żydowskiej na uniwersytetach. Rozpoczęły się prześladowania, bicie, wyrzucanie z zajęć. To początek od którego autor próbuje zrozumieć, akceptować coś czego nie można zaakceptować i odnaleźć swoje miejsce w tym oszalałym świecie. To częściowa akceptacja żydowskiego losu, który porusza się w zaklętym kręgu od Kiedy? do Dlaczego?. Wiecznie uwikłany pomiędzy antysemityzmem a syjonizmem, zawsze obcy. Znakomite fragmenty relacjonujące burzliwe debaty ideologiczne, rozmowy z fanatykami i rewolucjonistami i próby zachowania własnej indywidualności. Ciągłe poszukiwanie równowagi pomiędzy dwiema tożsamościami – żydowską i rumuńską. Czy może istnieć harmonia pomiędzy tymi dwoma różnymi światami? Intymna, miejscami melancholijna spowiedź, na tle burzliwych wydarzeń definiujących rumuńską historię. Kronika rozpaczy, oporu i akceptacji.
Sławek - awatar Sławek
ocenił na911 miesięcy temu
Dom kłamczuchów. Opowiadania wybrane Dezső Kosztolányi
Dom kłamczuchów. Opowiadania wybrane
Dezső Kosztolányi
Dom kłamczuchów Dezso Kosztolanyi To było tak, że jeden ktoś polecił pewną książkę, a drugi ktoś zaczął zachwalać jej autora i inną jego powieść. Oczy mi zablyszczały i rzuciłam się w wir poszukiwań obu uznając skadinąd słusznie, że rzecz jest warta zachodu. Żeby nie robić reklamy napiszę tylko, że śledztwo z poszukiwaniem przeprowadziłam na stronie e- biblioteki, bo odwykłam od papieru, a i lenistwo okazuje się z wiekiem coraz silniejsze na tle innych innych wad. No i znalazłam, ale tylko jedną z polecanych i teraz, po lekturze muszę to napisać: Dziękuję!! Żeby ująć sprawę po swojemu czyli inaczej, napiszę w ten sposób. Wyobraźcie się elegancki kredens. Na wygiętych nóżkach, połyskujący lakierem, z kunsztownymi rzeźbieniami, bogaty w intarsje, inkrustacje. Małe cudeńko, do którego podchodzi się nieśmiale, żeby broń Boże nie uszkodzić, nie zepsuć, nie zniszczyć. Można i chce się w niego wpatrywać i wgapiać, bo choć to mebel, to wyjątkowy i niepowtarzalny. Żaden z niego ikeowski regał, żadna masówka, co zeszła z taśmy. Mnóstwo teraz tych kiepskich ..mebli, czyli powtarzalnych w treści książek, które zapiszą się w pamięci na czas do zamknięciami okładki. Ten moj wyobrażony kredens ma mnóstwo szuflad, szufladek i szufladeczek, a każda przyozdobiona piękna rączką, zmyślnym uchwytem. Aż korci, żeby do każdej szuflady zajrzeć, zagrzebać siew jej wnętrzu, zanurzyć w niej rękę, wskoczyć do środka I chwilę pobawić się w chowanego. Chodzi tylko o to, by mieć czas, gdy nikt nie będzie przeszkadzać, wołać, przypominać o czymś mało istotnym, bo chce się czytać i nie przerywać. Wskakuje się fo pierwszej szufladki, rozgości, zje tę duchową strawę, a potem chwila zadumy- rodzaj deseru i hops do innej skrytki! Tam czeka znowu pochłonięcie albo wchłanianie jak wody w suchą gabkę, jak w wysuszoną upalem ziemię. I znowu refleksja, zastanowienie się i tak po wielokroć, bo szuflad jest tyle, że można skakać wiele razy i nic nie stoi na przeszkodzie, by powtórzyć przygodę i wrócić do tej samej opowieści. Zaręczam, że powroty nie będą nudne, bo to niemożliwe. W szufladach są pudełeczka, pudełka, błyskotki, a każdego chce się dotknąć, pooglądać i potrzymać w ręku. Są tam też małe i duże lusterka, by się poprzeglądać, bo zawartość każdej szufladki to my i coś o nas. Myślę sobie, że autor musiał lubić patrzeć, słuchać i obserwować, by potem przetworzyć w kolejnym etapie tego procesu i ubrać w zdania. Tak mogło być, bo powstały małe skarby, mini klejnoty i wcale nie przesadzam i nie wpadam nadmierny zachwyt. Celowo nie piszę o treści, bo to opowiadania. Są obserwacją, refleksją i wnioskiem z podsumowaniem. Jest o człowieku i tym, jaki jest albo jaki się zdaje być. Bo może być dobry i zły, z zaletami i z mnóstwem przywar. Jeśli ktoś czepliwy zarzuci mi reklamę staroci, co pogryziona jest przez korniki, nadgryziona zębem czasu, nieprzystająca do naszych czasów, to od razu napiszę, że to błędne myślenie. Zmienia się pokój, jego wystrój, ale lokator czyli człowiek jest nadal ten sam. Taka jest ta książka, ta moja uhm..komoda pełna szuflad i skarbów.
xymenka - awatar xymenka
oceniła na107 miesięcy temu
Zbój Robert Walser
Zbój
Robert Walser
Ten Zbój tak rymowany w moim stylu, że nieskromnie zaczynam tu myśleć/marzyć o reinkarnacji i potem w esej Sebalda patrzę i on pisze, że na etapie ołówka, mikrogramów i Zbója, Walser posiadł posunięty do skrajności przymus rymowania. Czyli jednak ja, haha. Lećmy już jednak tym balonem w porannej mgiełce zalanej białawo rozedrganym światłem. Cóż można o nim szybko powiedzieć, a to że miał usposobienie miękkie jak maślane kluseczki i za pomocą swych niewinnych oczu i usilnego transferu myśli uśmiercił spokój duszy niejednej dziewczyny. Świetnie powiedziane, prawda? Niejeden jest rad gdy mu się zdaje, że ma lotny i bystry umysł zaprawdę. Drzewa uśmiechnęły się na tę szczerą wypowiedź. Przemawia będąc lekarzem i pacjentem i wiedzie nas po krawędziach szczytów, a widok stamtąd jest zdumiewający. Dodajmy tutaj w wolnej chwili, że nie każdy tak sobie szybko radzi z życiem wewnętrznym jak i zewnętrznym. Ludzie to nie bułeczki pieczone w pięć minut i sprzedawane w celu konsumpcji. Co za głębie się tu wypiętrzają? Lećmy dalej. Zbój obstalowany był nadzwyczaj nieszykownie, no np. spodnie połatane własnoręcznie, czym zwracał uwagę, a to było miłe, dawało poczucie, że się kręci na tej karuzeli zwanej życiem i jak dobrze robi nam cień drzew. Czego natomiast nie lubił wcale, to te laski, parasolki, gestykulanci, wymachiwanie rękami niczym wiatraki, o Don Kiszot miałby w naszym mieście wiele do roboty. A i denerwujące sytuacje jak publiczne ziewanie. Raz gdy pewien pan nobliwy ziewnął tak w twarz zbójowi nieoczekiwanie, ten wrzucił mu do buzi niedopałek. Zemsta zbója co się zowie. Niektórym zda się pewnie, że przemawiam oschle. Któż z nas nie posiada wad, a kto ma ich w nadmiarze tego trzeba kochać bardziej. Było w nim mnóstwo miłości i nikomu nie życzył nigdy źle, a swoim losem najmniej się przejmuje - ta troska jest taka ładna, że mnie uszczęśliwia - przy tym miał może swawolne wnętrze. Czasem uważał się za dziewczynę, lubił nosić fartuszek i bawiły go prace domowe. I robiono mu na mieście wymówki, że nie zajmuje się już wybornym, pożądanym rozbojem. Szybował w przestwór mrozu i gwiazd sam jak palec. Zdanko, zdanie, ty też mi wyglądasz fantastycznie. Czas lądować, gdyż blask księżyca kładzie się przed nami na białym trakcie a i plecy mi się krzywią przez to konwulsyjne opiewanie. Wszystko tu trwa przez okamgnienie, ileż postaci; gdy się pojawiają są przedziwnie obecne, ale gdy chcemy im się wyraźniej przypatrzeć już jakby znikły. Musicie drodzy przekonać się sami. I na koniec o winie. Od wina człowiek staje się znawcą stanów duszy. Jeśli jesteś przyjacielem wina, to jesteś też przyjacielem kobiet - tym razem to o mnie - i wszystkie pieśni o winie jakie skomponowano, należy uznać za słuszne.
Yulquen - awatar Yulquen
ocenił na103 miesiące temu
Gorzki świat Josef Škvorecký
Gorzki świat
Josef Škvorecký
17/130/2026 To jest zbiór opowiadań nostalgicznych, smutnych, a czasem zabawnych. Ale tylko czasem. Pierwsza grupa utworów, "Siedmioramienny świecznik", to opowiadania o znajomych Żydach, którzy nie przeżyli wojny. Prawie wszyscy. Napisane są według podobnego schematu, to znaczy najpierw jest o ich życiu i relacjach z narratorem, a potem o tym, z którego obozu nie wrócili. Potem "Pieśni zapomnianych lat": opowieści z czasów, jak hartowała się stal, można by rzec. Czyli jak to pozbywano się niepożądanego elementu społecznego. Tutaj z kolei duża część opowiadań zaczyna się od stwierdzenia, że kogoś zamknęli. A trzeci zestaw, "Eine kleine Jazzmusik" (dla mnie najmniej interesujący) to opowieści o młodości narratora, tonącej w muzyce jazzowej i bluesowej. Muzyce ludowej czarnych obywateli Ameryki, chciałam powiedzieć. Bo jazz i blues się władzy nie podobał. Za to ludowa muzyka uciśnionych - jak najbardziej. Piszę "narratora", ale bardzo być może, że te opowiadania są inspirowane wydarzeniami z życia autora. Na przykład jeden z narratorów urodził się w tym samym roku, co autor. Część opowiadań dzieje się w Pradze (niedawno tam byłam, więc wszystkie wzmianki lokalizacyjne porównywałam z mapą),część w miejscowości K., nad rzeczką Ledhuje. Myślałam, że może to miasteczko to Kolin albo Kladno, ale obejrzałam rzeczkę na mapie i nic na K nad nią nie znalazłam. Jedna uwaga do redakcji: nie było po polsku żadnego "strzelca na Flaku". Flak to skrót od "Flugabwehrkanonen" czyli działek przeciwlotniczych. Jeśli ktoś z Was oglądał stare odcinki "Telefonu 110" i zerknął do życiorysu jednego z głównych aktorów, Juergena Frohriepa, to dowiedział się, że w wieku lat 16-17 był on na froncie pomocnikiem strzelającego z takiego działka. Bo pod koniec wojny Niemcy wysyłali nastolatków na front do pomocy... I co to są "diagonalne oczy"? Za to wyrażenie "gargantuiczne głodówki" skradło me serce! Ciekawa jestem, jakie pograniczne autor na myśli za każdym razem, jak używał tego słowa w znaczeniu końca świata, wygwizdowa i za...pia. Dowolne? Czy może na wschodzie z ZSRR? A może na północy z Polską? Bo chyba nie chodzi o granicę z Bawarią? Za to udało mi się zlokalizować Dom Towarowy Biały Łabędź (znam tę nazwę ze starego czechosłowackiego serialu, a działa on do dziś). "Też mi tłumaczył, że Żydzi mają tylko Stary Testament, ja zaś w jego obecności byłem nagle przepełniony pobożnością, więc mu odpowiadałem, że my, katolicy, mamy jeszcze Nowy Testament. Pan nauczyciel przytakiwał, że o tym wie, ale oni nie uznają Jezusa za Odkupiciela, na to ja, że my uznajemy, i panowała miedzy nami piękna harmonia, a ja się cieszyłem, że na świecie jest tyle rzeczy ciekawych i różnorodnych."
AgaGaga - awatar AgaGaga
oceniła na81 miesiąc temu
Czteroksiąg Yan Lianke
Czteroksiąg
Yan Lianke
Książka pozornie o czasach Wielkiego Skoku, a tak naprawdę Wielkiego Głodu. A w rzeczywistości powieść o ludziach. O systemie i oprawcach, ale i o ofiarach, które mogą przedzierzgnąć się w katów i na odwrót. Jedna z nielicznych wybitnych książek chińskich, która nie traktuje o Rewolucji Kulturalnej i jej czasach. Wielki skok naprzód i jego rezultat w postaci wielkiego głodu to okres 1958-1962. Rewolucja kulturalne rozpoczęła się cztery lata później. Jak widać po wcielonym źle miało nastąpić jeszcze gorsze. Fabułą to historia życia chińskich intelektualistów obozie reedukacji nad rzeką Jangcy. Nie poznajemy ich nazwisk. Trzech narratorów trzech ksiąg podaje nam ich zawody, tudzież funkcje. Uczony, Pisarz, Teolog, Pianistka, Lekarka, Prawnik, Technik, Adiunkt. Jest jeszcze on – Dziecko - najważniejszy w obozie. Od pewnego momentu czytelnik zżywa się z takim nazewnictwem. Spośród trzech fabuł najbardziej rozpoznawalna jest Księga Złoczyńców, prowadzona przez Pisarza w pierwszoosobowej narracji. I jej autor jest pierwszą osobą, która przekracza podział na dobro i zło, my i oni, ofiary i oprawcy. Budzi skrajne emocje, odwrotnie niż Uczony, przynajmniej do pewnego momentu ale nie tylko. Zobowiązania produkcyjne, wytop żelaza w dymarkach, rywalizacja o nagrody służące do szybszego opuszczenia obozu, donosy, samosądy, przemyślenia. Do tego jeszcze biblijne nawiązania, zarówno wprost, jak i aluzyjne. Tego się nie da zapomnieć, ani przejść obok obojętnie. Komunizm jest okrutny. Fasadowy ale i bardzo chiński. Umiejętnie czerpie zarówno z psychologii – jednostki jak i tłumu – jak i z lokalnej i ogólnoświatowej tradycji. Prędzej czy później zniszczy ludzi, najpierw rozbijając społeczności i więzi łączące ludzi. Wypleni miłość, pozostawi pożądanie i zazdrość. Wydaje się być destylatem tego co najgorsze spośród wszystkiego, co już było. I widać, że wbrew pozorom im wyżej, tym mniej osób w to wierzy. Ale i tradycyjna wiara jest ulotna, co pokazują losy Teologa. Zamknięcie – ową czwartą księgę - stanowi nowe opracowanie mitu Syzyfa, przypisane Uczonemu. Krótkie, a wstrząsające. Arcydzieło chińskiej powieści, czerpiące z całej myśli ludzkiej i nie pozostawiające czytelnika obojętnym. I pasuje do listopadowego wyzwania – książka budząca strach lub niepokój.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na102 lata temu
Dzieci Kronosa Siergiej Lebiediew
Dzieci Kronosa
Siergiej Lebiediew
Wydawnictwo Claroscuro wydaje wspaniałą literaturę, ambitną, która nie dość, że mówi o ważnych sprawach, to jest pięknie napisana. Książka współczesnego rosyjskiego pisarza: Siergieja Lebediewa doskonale wpisuje sie w ten nurt. "Dzieci Kronosa" to próba poznania losów rodziny, odnalezienia nieznanej gałęzi rodu, która rozpadła się przez wojenną zawieruchę. Wyznanie babci Liny na cmentarzu dla innowiercow w Rosji, rozpoczyna lawinę wspomnień i poszukiwań dalekich przodków, ale także własnego dziedzictwa krwi: "Babcia podarowała mu nie tylko niespodziewanych przodków. Otworzył sie przed nim świat innej - milczącej - lecz żywej kultury; świat do którego on sam należał przez zobowiązanie dziedzictwa, dzięki wzburzonej, niestrudzonej krwi, w której płyną wszystkie czasy gwiazdziste niebo". Skąd rosyjska "babuszka" zna niemieckie słowa? Dlaczego w jej oczach widać strach, dlaczego przemyka niezauważona obok niemieckim grobów? Na zaproszenie Katarzyny II, by osiedlać się w Rosji i rozwijać tereny nad Wołgą, a później również na Kaukazie odpowiedzieli szczególnie Niemcy, którzy zaczęli masowo tu emigrować.  W ciągu wieków powstało wiele niemieckich kolonii rolniczych. Niemcy rodzili się, żyli, umierali na tych terenach. Po rewolucji październikowej i zwłaszcza po inwazji Niemiec na ZSRR w 1941 roku, radzieckie władze określiły Niemców mianem wrogiego elementu, oskarżali o bycie szpiegami i zdrajcami, deportowały ich na Syberię i do Kazachstanu, co było częścią szerszej polityki represji. Tragizm Wielkiej Historii, która niczym wicher pedzi przed siebie, nie bacząc na życie jednostki i niszczy wszystko, co napotka po drodze. Zmusza ludzi do zmiany nazwiska, porzucenia tożsamości, wyrzeczenia się własnej rodziny. Dlaczego? By móc cieszyć sie tym skarbem, jakim jest życie i przekazać nieznane imiona krewnych kolejnym pokoleniom. Bardzo ważna lektura, biorąc pod uwagę światową politykę i wojny oraz kierunek, w którym wszyscy, niestety, podążamy. Szkoda, że ludzie nie uczą sie na błędach i nie wyciągają wniosków z przeszłości, która za chwilę zapuka do naszych drzwi. Lebediew wielkim pisarzem jest.
calculadora - awatar calculadora
oceniła na97 miesięcy temu
Lato z Homerem Sylvain Tesson
Lato z Homerem
Sylvain Tesson
Wyzwanie LC 2026 – styczeń – przeczytam książkę z imieniem w tytule. Styczniowe wyzwanie tematyczne LC daje mi naprawdę wiele radości. Po przeczytaniu zachwycającej biografii Maxa Verstappena zmuszona jestem znów się zachwycać. Tym razem Homerem i latem z nim. Jest z pewnością tak, że udziela mi się zachwyt i entuzjazm autora „Lata z Homerem”, widoczny niemal na każdej stronie książki. Sylvain Tesson kocha antycznego mistrza słowa i jego dzieła – to się po prostu czuje. O ważności i roli „Iliady” i „Odysei” mówi nie tylko przekazując suche informacje, historycznoliterackie fakty czy konteksty. Mówi także – a może przede wszystkim – emocjami, które te dzieła wywołują. Ma też niezwykły dar budowania zdań – haseł, charakterystycznych etykiet, jakimi opatruje słynne eposy, a w etykietach tych udaje mu się zawrzeć istotę rzeczy. Mam wrażenie, że z niezwykłą łatwością przychodzą mu na myśl stwierdzenia typu: • „<<Odyseja>> jest poematem o inteligencji” (s.77); • „<<Odyseja>> to poemat powrotu do siebie i w głąb siebie” (s.81); • „<<Odyseja>> jest najgorszym podręcznikiem nawigacji w dziejach ludzkości” (s.81); • „<<Iliada>> i <<Odyseja>> są pieśniami o przekraczaniu siebie” (s.113); • „<<Iliada>> to poemat nieobecnego pokoju” (s.192). Podobną umiejętność zdradza autor w punktowaniu składowych życia i świata, a obserwacje czerpie i wnioski wysnuwa z eposów Homera. Przecież nie inaczej – w nich bowiem jest wszystko. Utkana przez Tessona sieć powiązań między antykiem a współczesnością jest gęsta, rozległa i dowodzi ponad wszelką wątpliwość uniwersalności dzieł Homera. Znajdziemy tu szereg odniesień do polityki, ekologii, religii i po prostu naszej codzienności. Za pomocą wojny trojańskiej charakteryzuje autor współczesne wojny i pyta: „Może akcja <<Iliady>> rozgrywa się dziś?” (s.206) Pozwala sobie na słuszną krytykę teraźniejszości, zwraca uwagę na upadek dawnych wartości i ideałów. Może się wydawać, że niektóre z tych powiązań idą za daleko, te dotyczące religii pewnie nie każdemu się spodobają, ale na pewno nie zaszkodzi choćby poddać je refleksji. Pisze też autor momentami z poczuciem humoru, które usytuowałabym gdzieś pomiędzy ostrym spojrzeniem na rzeczywistość a lekką ironią. Są to wszystko celne spostrzeżenia, przekonuje mnie ich charakter. Jeden tylko przykład, ale reprezentatywny dla całości: „Jeśli lubimy się identyfikować z greckimi bohaterami to dlatego, że żaden z nich nie jest doskonały. Czas jedynego, abstrakcyjnego Boga jeszcze nie nadszedł. Ludzie żyli wtedy w epoce bogów niedoskonałych i sympatycznych, bo tańczących na skraju własnych przepaści.” (s.115) Do tego – jako polonistce i poetce – szczególnie bliskie mi są uwagi o sile poezji i geniuszu Homera. Rozbrajają mnie takie fragmenty, jak ten: „Homer dysponował czymś lepszym niż kamery GoPro, drony i grafika komputerowa – miał poezję.” (s.191) Zwykle nie umieszczam tylu cytatów w recenzjach, ale ta książka ma tak wiele wartych przytoczenia fragmentów, że najchętniej zapełniłabym nimi cały ten tekst. „Lato z Homerem” to lektura przystępna, obrazowa, wspaniale wprowadzająca w świat eposów Homera i w ogóle w świat starożytny, w jego myśl filozoficzną także. Względem „Iliady” i „Odysei” może z powodzeniem spełniać rolę popularyzatorską i robić to na naprawdę dobrym poziomie. Trzeba dodać jeszcze, że swój wywód przeplata autor cytatami z „Iliady” i „Odysei” – nie jest więc gołosłowny. Zarzucał ktoś w recenzji autorowi, że w książce występują powtórzenia treści, niepotrzebne powroty do tego, co napisane zostało wcześniej. Owszem, zdarza się to. Może to niedopilnowanie przy przekładaniu audycji radiowych na tekst literacki – bo „Lato z Homerem” zaistniało najpierw właśnie jako seria audycji? Nie wiem, nie przeszkadzały mi te powtórzenia i nie wpłynęły na ocenę całości. Co tu więcej mówić. Pokochałam tę książkę. Uśmiechałam się, czytając ją. Stawiam ją w rzędzie książek bardzo ważnych dla mnie, takich nie do zapomnienia, a do częstego powracania.
LetCentryczna - awatar LetCentryczna
oceniła na102 miesiące temu
Bez. Ballada o Joannie i Władku z jurajskiej doliny Andrzej Muszyński
Bez. Ballada o Joannie i Władku z jurajskiej doliny
Andrzej Muszyński
Proza Muszyńskiego kipi emocjami. Wypowiedzianymi i nie, schowanymi i jawnymi. Jeśli dodać do tego piękne, mroczne krajobrazy i metafizycznie rozgrywany dramat bedzietności – otrzymujemy świetną powieść, wymagającą czasu, cierpliwości i wyłączenia ze świata zewnętrznego. Ale takie książki zawsze wynagradzają poświęcony im czas, przynajmniej w dwójnasób. Zarys tej historii (Andrzej Muszyński, Bez. Ballada o Joannie i Władku z jurajskiej doliny) jest dosyć prosty: Joanna i Władek, małżeństwo, nie mogą mieć dzieci. Bezradni są lekarze, bezradni i pogodzeni ze swoim losem są także małżonkowie. Ich codzienność to ciągła walka, bezustanne zmaganie się. Bez to opowieść przede wszystkim o ludziach, małżonkach, którzy oddalają się od siebie i każde z nich zaczyna żyć na swoim, niedostępnym dla drugiej osoby, biegunie. Uciekają, w poszukiwaniu czegoś, co może nadać sens ich małżeństwu, a nawet – ich byciu razem. Jeśli nie są w stanie spełnić się jako rodzice, coraz trudniej przychodzi im też spełnienie jako partnerom, muszą zacząć rozglądać się za czymś, co wypełni pustkę. Zaczynają więc szukać substytutów dla nieposiadania dziecka. Joanna z powrotem odkrywa taśmy z nagraniami ważnych wydarzeń rodzinnych, a Władek pisze wiersze, układa dramaty (w których rozlicza się z samym sobą i ze światem, bo inaczej nie potrafi) i oddaje nasienie na lewo, bo skoro nie może mieć dziecka z żoną, to niech chociaż uszczęśliwi kogoś innego, kto naprawdę potrzebuje. Jakby Władek nie chciał i nie potrzebował… „Problem w Polsce polega na tym, że nie ci mają dzieci, co trzeba”. To cytat z powszechnie uważanego za paździerzowaty filmu Borysa Lankosza Ciemno, prawie noc, opartego na naprawdę paździerzowatej powieści o tym samym tytule. Słowa te pojawiają się w recenzji nieprzypadkowo: podobne myśli trapią bohaterów książki Muszyńskiego. Na zdrowy rozum: dlaczego Joanna i Władek, którzy przecież tak się starają, dzieci mieć nie mogą, choćby stanęli na głowie, a innych ludzi natura obdarza szczodrze, pomimo że wcale tego nie chcą. Szukają powodów, poczynając od dotkliwej nierówności społecznej (dlaczego on ma, a ja nie mam),a skończywszy na metafizyce, tajemniczych sprawach, do których śmiertelnicy nie mają dostępu. Proszę wyobrazić sobie, że gdy lekarze informują o nieodwracalnej niedrożności kobiecego dorzecza, które zagraża otoczeniu i natychmiast należy je usunąć wraz z ugrzęzłą w nim ofiarą, to pod oknem szpitala kwitną nasturcje, a wiejska baba sprzedaje truskawki po pięć złotych. (ss. 116) Proza Muszyńskiego jest gęsta. Zgodnie z blurbem: można przez nią przebiec, można się też nią rozkoszować. Lepiej jednak wybrać drugą opcję. Andrzej Muszyński cyzeluje każde zdanie, przesącza słowa przez filtr trudnych doświadczeń Joanny i Władka, a jednocześnie bawi językiem. Tą książką można się po prostu zachwycić, zatopić się w niej, pomimo niełatwej tematyki. I jak w prawdziwej balladzie: jest też nieprawdopodobny klimat jurajskiej doliny, która swoim symbolizmem współgra ze stanami bohaterów. Żyją przecież tam, gdzie przez większość czasu panuje ciemność, pośród labiryntu skał. Można się tu łatwo zgubić, zabłądzić, to istny labirynt. Przypomina mi się Nosferatu wampir Herzoga (zresztą, ten oryginalny, z 1922, też),z długimi sekwencjami zamglonych, tajemniczych, bezludnych gór Transylwanii. W tle majaczą ruiny zamku. Klimat mocno romantyczny. Znów jak w prawdziwej balladzie: raz jest smutno, raz zabawnie, innym razem chce się wyrzucić książkę w kąt, jeszcze innym: wejść w sam środek tego świata, chociaż świat to raczej niewesoły. Trudno wchodzić w coś, co składa się w tak dużej mierze z niedopowiedzeń, tajemnic, półsłówek, przemilczeń, ukradkowych spojrzeń i dziwności. Ale warto i trzeba w to wejść, bo balladowością Muszyński opisuje nasz świat, nie pozostawiając czytelnikom złudzeń: łatwo nie jest i łatwo nie będzie.
ZaMałoRegałów - awatar ZaMałoRegałów
ocenił na61 rok temu
Fajerwerki nad otuliną Łukasz Nicpan
Fajerwerki nad otuliną
Łukasz Nicpan
Większość publikacji PIW kupuje w zasadzie w ciemno, tym razem za decyzją kupna stał miesięcznik "Nowe książki" w którym jakiś czas temu ukazał się wywiad z Lukaszem Nicpanem, którego inspirację stanowiły "Fajerwerki nad otuliną". Wywiadu dokładnie nie przeczytałem, ale uznałem, że przekonam się co to za nicpoń ten Łukasz Nicpan? I po lekturze "Fajerwerków" mogę na pełnym luzie oświadczyć, że wszystko z Nicpanem jest w porządku, bo napisał rzecz, którą da się czytać. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że to co napisał można też zaakceptować, a nawet polubić, chociaż autor nie uprawia jakiejś taniej psychodramy przyprawionej formalną woltyżerką. Wszystko jest na swoim miejscu i dawkowane raczej bez podwójnych porcji, czy innych dokładek. "Fajerwerki nad otuliną" to dziennik spięty dwoma Sylwestrami, któremu swoich dni użyczył 2010 rok. Wplótł więc autor w to swoje pisanie mniej lub bardziej prozaiczne epizody, wydarzenia i inne stopklatki z tego właśnie roku, co nie znaczy, że nie próbuje tych drobnym wydarzeniom nadać rangi metafizycznej, czy wręcz kosmicznej. Mimo, że dosyć często informuje czytelnika o swoim ateizmie, to nie trzeba być żadnym wielkim psychologiem, czy wybitnym detektywem, aby zauważyć, że autor właściwie nonstop zapuszcza się w rejony, gdzie granica świata natury i duchowej rzeczywistości właściwie nie istnieje i czasami można odnieść wrażenie, że Bóg trzyma Nicpana na bardzo krótki dystans, czego ukoronowaniem są nagrody przyznawane m.in przez Stowarzyszenie Wydawców Katolickich.
werblista - awatar werblista
oceniła na79 miesięcy temu
Rodzina Bernheimów Joseph Roth
Rodzina Bernheimów
Joseph Roth
Joseph ROTH - „Rodzina Bertheimów” (1929 – „Rechts und links” UWAGA!!! NIE WIEM DLACZEGO, LECZ NA PEWNO KSIĄŻKA NIEDOCENIONA „WOLNE LEKTURY” REWELACYJNIE WYWIĄZUJĄ SIĘ Z EDUKACYJNEJ MISJI. DZIĘKUJĘ! Dostępne na: https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/roth-rodzina-bernheimow/ https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/rechts-und-links/ Przepisuję z mojej recenzji „Hioba”: Joseph Roth (1894 – 1939) – austriacki pisarz i dziennikarz żydowskiego pochodzenia. Wikipedia: "...Joseph Roth jest autorem trzynastu powieści, m.in. 'Hotel Savoy' (1924, 'Hiob' (1930),;Marsz Radetzky'ego' 1932) i 'Krypta Kapucynów' (1938),'Legenda o świętym pijaku', ośmiu tomów opowiadań, esejów i artykułów prasowych. W konwencji realizmu psychologicznego (kontynuacja francuskich i rosyjskich prozaików dziewiętnastowiecznych) ironicznie, ale i z melancholią, przedstawiał znane sobie z czasów swego dzieciństwa środowisko żydowskie wschodniej Galicji na historycznym tle schyłku i upadku monarchii austro-węgierskiej...." Notka redakcyjna „Wolnych Lektur”: „Paweł Bernheim, kobieciarz i znawca sztuki, przejmuje kierownictwo banku po ojcu i styka się z przybyszem z ogarniętej rewolucją Rosji, Nikołajem Brandeisem, który zdaje się mieć mroczną przeszłość i wyjątkowe szczęście w interesach. Tymczasem lekkomyślny brat Pawła, Teodor, angażuje się w konspiracyjną działalność nacjonalistyczną, chociaż drży, by towarzysze nie odkryli żydowskiego pochodzenia jego matki. Powieść Josepha Rotha, popularnego w latach 20. niemieckiego pisarza i dziennikarza, zaprzyjaźnionego z polskim poetą Józefem Wittlinem, obnaża mechanizmy zdobywania bogactwa i wpływów. ‘Rodzina Bernheimów’ pokazuje panoramę społeczną Niemiec pogrążonych w kryzysie po I wojnie światowej, w czasach szalejącej inflacji, która rujnowała uczciwych ludzi, ale dawała wielkie zyski spekulantom. Opisuje tworzącą się klasę średnią i ścierające się ideologie. Oddaje też ducha swoich czasów, fascynację młodością i przyszłością, przy czym futurystyczne hasło przybiera tu postać: „masa - miasto - machina finansowa”. Notka na wielu portalach m.in.: https://virtualo.pl/ebook/rodzina-bernheimow-i217883/ „Asymilacja i proces utożsamiania się człowieka z obcą ojczyzną ukazane z dwóch perspektyw: przez Nikolaja Brandeisa, który usilnie stara się nie być zaszufladkowany, oraz Pawła Bernheima, żyda, który utracił własną tożsamość.” Dlaczego żyd, a nie Żyd - nie wiem. No to jeszcze Google: https://books.google.ca/books/about/Right_and_Left.html?id=pkghAQAAIAAJ&redir_esc=y „Joseph Roth has been described as one of the greatest writers in German of this century ("The Times"). With tragic foresight, "Right and Left," first published in 1929, evokes the nightlife, corruption, political unrest, and economic tyranny of Berlin in the twenties, the same territory covered trenchantly in Roth's reportage, recently published as "What I Saw: Reports from Berlin 1920-33." After serving in World War I, Paul Bernheim returns to Berlin to find himself heir to his recently deceased father's banking empire. Increasingly beset by skyrocketing inflation, and dismayed by his brother's infatuation with the brownshirts, Bernheim turns to an outsider for help a profiteering Russian migr whose advice proves alternately advantageous and disastrous. Too late to change his fate, he realizes he has been decieved by a master in the craft of manipulation.” Oceniam „Rodzinę Bertheimów” jako przykład realizmu psychologicznego, który wyjaśniony jest na: http://aleklasa.pl/c187-pojeciownik/r/realizm-psychologiczny „Realizm psychologiczny – nurt dojrzałego realizmu, którego przedstawiciele kładli szczególny nacisk na przedstawianie ludzkich działań w kontekście ich motywacji psychologicznej. Realiści II połowy XIX w. sądzili, że postępowaniem ludzi rządzi nie tylko intelekt – człowiek robi przecież nie tylko to, co sobie postanowił lub co opłacałoby mu się. Także to, co podpowiada mu podświadomość! Uwaga! Za czasów Dostojewskiego nie znano jeszcze pojęcia podświadomości, zawdzięczamy je dopiero Zygmuntowi Freudowi. Realiści psychologiczni byli pionierami! Zamiast o podświadomości mówili oni jednak o „głębinach duszy”, zamiast o superego – o „nakazach moralnych”…” No i sobie czytam to niedocenione dzieło (docenione zostały tylko o rok późniejszy „Hiob” i o trzy lata - „Marsz Radetzky’ego),zachwycam się opisem epoki i początków nazizmu, a nie mogę powstrzymać się od wynotowania ładnego porównania (s.106 e-book): „..Wszystkie nieprzyjemne myśli przychodziły z samotności, jak pociągi przychodzące z oddali..” Recenzja trywialna: barwna opowieść o Żydach ukrywających swoje pochodzenie. Dygresja: na ten temat pisałem w eseju „Plica Polonica” dostępnym na: https://wgwg1943.blogspot.com/2016/09/plica-polonica.html „….. Wywnioskowałem, że na ŻYDÓW najbardziej plują ŻYDZI udający Polaków, myśląc, że w ten sposób odsuną od siebie podejrzenie o żydostwo. I tu przechytrzyli, bo wkrótce, i Polacy, i Żydzi rozpoznawali Żyda po zbyt ostentacyjnym antysemityzmie. Mało to, gra toczyła się dalej. Polacy gadali do Żydów na Żydów, aby przekonać rozmówców, że oni manifestując antysemityzm przekonali tychże, że nie są Żydami. Dam przykład. Prawie w każdą niedzielę ok. 11 pojawiali się w ojca „gabecie” prof. historii S, mały pokurczony redaktor R i.. .. redaktor G; wszyscy – pochodzenia mojżeszowego. Po długiej dyspucie, ktoś jako pierwszy opuszczał towarzystwo; natychmiast pozostali obgadywali już nieobecnego jako „wrednego żydka”, powtarzało się to po wyjściu i drugiego, a nawet i ostatniego gościa, z tym, że po tym ostatnim komentarze gospodarz wygłaszał do nas, tj rodziny…” Bo „Żyd to wieczny tułacz”, więc go wszędzie pełno. A w książce Żyd słaby zostaje, a mocny - odchodzi Może nieskładnie, lecz właściwie wszystko już powiedziałem, więc tylko dodam, że „jestem pod wrażeniem”, myśli mnie trudno pozbierać, czego i Państwu życzę, bo lektura to „porażająca”, której odpuścić nie wolno. 9/10
Wojciech Gołębiewski - awatar Wojciech Gołębiewski
ocenił na97 lat temu
Podzwonne dla Instytutu Bartosz Popadiak
Podzwonne dla Instytutu
Bartosz Popadiak
Fantastyka/lit. piękna z zahaczaniem o postapo i SF. Czego więcej? Fantastyki łączącej przyszłość i przeszłość (może jest na to osobna nazwa, nie wiem). Początkowo duże wrażenie z chwilowym odczuciem, że czyta się Lema. Czar prysnął gdy doszło do mnie, że nie dowiem się nie za wiele o języku Y. Szkoda: trop, że to język stwarzający byt był arcyciekawy; ale zaraz zgasł. Jest za to sporo narracji w akademickim tonie o języku Y, ostatecznie nużące rozważania, bo nie zaspokajają głodu czytelnika, który chciałby przeczytać czym dokładnie jest ten język, a nie po raz kolejny jak wspaniały i ważny jest. Takie trochę "wiem ale nie powiem". Przegadane, zaś akcja nieco nudzi. Autor nie buduje dokładnie postaci, można pozamieniać imiona i nie ma znaczenia podczas czytania. Cały czas klimat enigmatyczny i podniosły. A tak przecież być nie musi. Przykład odjechanego świata i "akademickości" opisów świata? "Peanatema" Neala Stephensona. Nie znaczy to, że Podzwonne to książka zła lub średnia. Początkowe obietnice/moje wrażenie, że może być bardzo dobra czy wręcz wyjątkowa nie zostały zaspokojone, co jednak nie neguje tego że jest dobra. Po prostu: za dużo o wspaniałości Y, a za małe czym jest Y. Akcja mnie nie zainteresowała: ot, trochę intrygi, trupów, zmian. Zakończenie typu puenta w opowiadaniu, ale może zaskoczyć i się podobać. Mi średnio przypadło do gustu, bo jest w pewnym sensie pójściem na łatwiznę. Ogólnie książka niezła, rozbudziła apetyt na Wielkie Wow, nie zaspokoiła go, ale i tak należy ocenić ją pozytywnie. (6/10)
Dzierzba - awatar Dzierzba
oceniła na62 lata temu

Cytaty z książki Biblia i inne historie

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Biblia i inne historie