Opowiadania o rewolucji kulturalnej w Tybecie

Okładka książki Opowiadania o rewolucji kulturalnej w Tybecie
Pema Bhum Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy literatura piękna
176 str. 2 godz. 56 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2020-02-24
Data 1. wyd. pol.:
2020-02-24
Liczba stron:
176
Czas czytania
2 godz. 56 min.
Język:
polski
ISBN:
9788381960397
Tłumacz:
Adam Kozieł
Średnia ocen

                7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Opowiadania o rewolucji kulturalnej w Tybecie w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Opowiadania o rewolucji kulturalnej w Tybecie

Średnia ocen
7,1 / 10
27 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
270
263

Na półkach:

Problem z ocenianiem tybetańskich tekstów jest taki, że bardziej niż za warstwę literacką ocenia/docenia się je przez pryzmat tego, że w ogóle są dostępne. Tu mamy trzy krótkie opowiadania dotyczące rewolucji kulturalnej widzianej z tybetańskiej perspektywy. (Takie serio krótkie, bo książka ma dużą czcionkę i marginesy, więc lektura zajmuje jakieś dwie godziny.) Warto przeczytać właśnie dlatego, że takich tekstów wydanych po polsku nie ma dużo.

Treściowo jest to literatura informacyjna (powiedziałabym, że na pograniczu non-fiction) i zaangażowana (nie da się przecież o tym temacie pisać inaczej).

Pod względem językowym nie ma tu efektu wow, ale (i tu bardzo próbuję to napisać tak, żeby nie wybrzmiało jak krytyka) może to kwestia tego, że osób od Tybetu jest w naszym kraju pewnie łącznie z 5, dlatego większość tych tekstów po prostu brzmi jak Adam Kozieł (again, to nie jest krytyka, bo typ się zna na temacie).

Tak czy inaczej ja będę nadal czytać tybetańską literaturę wydawaną w Polsce i mam nadzieję, że będzie jej tylko więcej!

Problem z ocenianiem tybetańskich tekstów jest taki, że bardziej niż za warstwę literacką ocenia/docenia się je przez pryzmat tego, że w ogóle są dostępne. Tu mamy trzy krótkie opowiadania dotyczące rewolucji kulturalnej widzianej z tybetańskiej perspektywy. (Takie serio krótkie, bo książka ma dużą czcionkę i marginesy, więc lektura zajmuje jakieś dwie godziny.) Warto...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

78 użytkowników ma tytuł Opowiadania o rewolucji kulturalnej w Tybecie na półkach głównych
  • 42
  • 36
22 użytkowników ma tytuł Opowiadania o rewolucji kulturalnej w Tybecie na półkach dodatkowych
  • 9
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Opowiadania o rewolucji kulturalnej w Tybecie

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Od dwóch tysięcy lat Mihail Sebastian
Od dwóch tysięcy lat
Mihail Sebastian
Cyt.: „Książka albo cię druzgocze, albo cię unosi. W przeciwnym razie po co wydawać na nią pieniądze?” Mihail Sebastian, „Od dwóch tysięcy lat” „Od dwóch tysięcy lat” Mihaila Sebastiana a właściwie Iosifa Hechtera, rumuńskiego dramaturga i powieściopisarza pochodzenia żydowskiego, to wydana po raz pierwszy w 1934 roku powieść utrzymana w formie literackiego dziennika żydowskiego intelektualisty w okresie narastającego antysemityzmu. Europa po zakończeniu I Wojny Światowej zmieniła się, upadły imperia, tworzyły się nowe, narastały niepokoje społeczne na skutek wielkiego kryzysu który dotarł do Europy z Ameryki, wydawało się, że świat stoi na progu kolejnych wielkich zmian. Nastroje antysemickie tliły się w całej międzywojennej Europie by w końcu, pod koniec lat trzydziestych ogarnąć cały kontynent. Czy antysemityzm rumuński był inny niż niemiecki, francuski, polski czy węgierski? Oczywiście, różnił się skalą, zaangażowaniem aparatu państwowego i konsekwencjami. Każdy z nich miał inne przyczyny i niósł inne skutki, lecz tak naprawdę dla Żydów było to bez znaczenia. „Od dwóch tysięcy lat” to bolesne wyznanie młodego rumuńskiego intelektualisty pochodzenia żydowskiego, który stara się odnaleźć swoje miejsce w międzywojennej rzeczywistości ale też i znakomite zwierciadło burzliwej epoki, która zapowiada zmiany nowego porządku społecznego. Powieść na styku fikcji i pamiętnika rozpoczyna się wydarzeniami z grudnia 1922 roku, które w historii Rumunii znane są jako „początek ruchów studenckich przeciwko żydowskiemu elementowi” a pretekstem do nich był „numerus clausus”, czyli ograniczenia ilości młodzieży żydowskiej na uniwersytetach. Rozpoczęły się prześladowania, bicie, wyrzucanie z zajęć. To początek od którego autor próbuje zrozumieć, akceptować coś czego nie można zaakceptować i odnaleźć swoje miejsce w tym oszalałym świecie. To częściowa akceptacja żydowskiego losu, który porusza się w zaklętym kręgu od Kiedy? do Dlaczego?. Wiecznie uwikłany pomiędzy antysemityzmem a syjonizmem, zawsze obcy. Znakomite fragmenty relacjonujące burzliwe debaty ideologiczne, rozmowy z fanatykami i rewolucjonistami i próby zachowania własnej indywidualności. Ciągłe poszukiwanie równowagi pomiędzy dwiema tożsamościami – żydowską i rumuńską. Czy może istnieć harmonia pomiędzy tymi dwoma różnymi światami? Intymna, miejscami melancholijna spowiedź, na tle burzliwych wydarzeń definiujących rumuńską historię. Kronika rozpaczy, oporu i akceptacji.
Sławek - awatar Sławek
ocenił na 9 11 miesięcy temu
Wzgórze przyśnień Arthur Machen
Wzgórze przyśnień
Arthur Machen
Po namyśle muszę podnieść ocenę książki z 7- która jest u mnie oceną wyjściową, oznaczającą po prostu dobrą książkę, na 8. Powieść ta zostawiła we mnie coś więcej. W niektórych rozterkach głównego bohatera odnalazłam swoje własne niepokoje z lat wcześniejszych. Autor doskonale opisuje piekło prokrastynacji i to, jak młody człowiek szukający szczęścia w wielkim mieście (w Londynie) nie radzi sobie ze sobą, jednocześnie pisząc listy do ojca, że wszystko jest w porządku. Lucian jest wrażliwym na piękno przyrody, inteligentnym perfekcjonistą, nie dość dobrym i bogatym by się wybić, nie dość zwyczajnym by popaść w pospolitość. W wieku dojrzewania tworzy więc własny świat pełen artystycznych uniesień i historycznych wędrówek. Jest to nieporadne, naiwne i... zbyt osobiste. Chwilami miałam wrażenie zażenowania, zupełnie jakbym czytała czyjś pamiętnik. Uprzedzam fanów literatury niesamowitej- jedyna groza jaka bije z tej książki, to koszmar własnych wyobrażeń, alienacji (częściowo) na własne życzenie, wpajanych od dziecka uprzedzeń moralnych i życiowych niepowodzeń. Tytułowe wzgórze jest jedynie pretekstem, symbolem zakazanego owocu, nieświadomego pragnienia przekroczenia tabu. Incydent wśród drzew można interpretować jako inicjację, nie natury duchowej, ale jak najbardziej cielesnej. Nad życiem bohatera ciąży widmo niespełnionej rozkoszy (pod różnymi postaciami) i ambicji, które rujnuje jego dalsze życie. Patrząc na niektóre problemy współczesnego społeczeństwa- powyższe tematy są wciąż aktualne. A.W.
AW_686 - awatar AW_686
ocenił na 8 6 miesięcy temu
Kości dziecka Yi Sang
Kości dziecka
Yi Sang
Intrygujący zbiór pięciu opowiadań wybitnego i ekscentrycznego koreańskiego prozaika oraz poety, Yi-Sanga (prawdziwe imię Kim Yŏng-ch’ang) tworzącego w latach 30. XX wieku. Znajdujący się pod silnym wpływem zachodniego modernizmu autor odważnie zrywa z odwiecznymi kanonami literackimi Korei silnie naznaczonymi wpływami mentalności konfucjańskiej. W centrum swej twórczości umieszcza własne "ja", czyniąc swoje utwory quasi-biograficznymi i poddając psychikę bohaterów (a też z pewnością i swoją) swoistej wiwisekcji. Dużo w tej prozie zagubienia, poczucia braku sprawczości, tyrani ślepego losu, nieumiejętności stawienia czoła wymykającej się z rąk rzeczywistości. Bohaterowie opowiadań przeglądają się w bliskich sobie osobach, sami zaklęci w okowach własnych umysłów. Naczelnym tematem jest tu zawsze "ja" w relacji do świata i świat w relacji do "mnie", bez względu na to czy mowa jest o próbie zaskarbienia sobie skrawków miłości drugiej osoby ("Ostatnie godziny") czy też o próbie zrozumienia porządku świata znajdującego się poza granicami wyznaczonymi skrajami kołdry stanowiącej zarówno bezpieczną przystań jak i dobrowolne (pytanie czy napewno dobrowolne?) więzienie ("Skrzydła"). Dużą zaletą publikacji jest esej Ewy Rymarzewskiej poświęcony twórczości i biografii Yi-Sanga, stanowiący posłowie do zaprezentowanego zbioru. Autorka umiejscawia twórczość pisarza w szerszym kontekście literackim Korei, dość szczegółowo omawia stosowane przez niego zabiegi formalne i wreszcie dostarcza bogatego tła biograficznego umożliwiającego zrozumienie wyboru określonych motywów fabularnych - podczas lektury opowiadań niektóre elementy fabuły wydawały mi się oczywistą fikcją, okazało się natomiast, że posiadały one swój odpowiednik w doświadczeniach autora. Jest to proza wymagająca. Nastrój budowany przez autora jest przeważnie dosyć ponury. Bohaterowie nieustannie poddają siebie zabiegom autoanalizy. Gdzieniegdzie trudno jest zorientować się kim jest podmiot opowieści i w jakiej relacji pozostaje do zaprezentowanych bohaterów. Jest to jednak twórczość intrygująca i jak na czasy swego powstania bardzo innowacyjna. Zaskakuje i zachęca do poznania kontekstów kulturowych, literaturoznawczych i biograficznych. Nie pozostawia czytelnika bez pytań, nie tylko w odniesieniu do przedstawionej fabuły ale także własnych przeżyć i refleksji na temat naszej relacji ze światem. Polecam.
Marcin Piątkowski - awatar Marcin Piątkowski
ocenił na 7 1 rok temu
Zbój Robert Walser
Zbój
Robert Walser
Ten Zbój tak rymowany w moim stylu, że nieskromnie zaczynam tu myśleć/marzyć o reinkarnacji i potem w esej Sebalda patrzę i on pisze, że na etapie ołówka, mikrogramów i Zbója, Walser posiadł posunięty do skrajności przymus rymowania. Czyli jednak ja, haha. Lećmy już jednak tym balonem w porannej mgiełce zalanej białawo rozedrganym światłem. Cóż można o nim szybko powiedzieć, a to że miał usposobienie miękkie jak maślane kluseczki i za pomocą swych niewinnych oczu i usilnego transferu myśli uśmiercił spokój duszy niejednej dziewczyny. Świetnie powiedziane, prawda? Niejeden jest rad gdy mu się zdaje, że ma lotny i bystry umysł zaprawdę. Drzewa uśmiechnęły się na tę szczerą wypowiedź. Przemawia będąc lekarzem i pacjentem i wiedzie nas po krawędziach szczytów, a widok stamtąd jest zdumiewający. Dodajmy tutaj w wolnej chwili, że nie każdy tak sobie szybko radzi z życiem wewnętrznym jak i zewnętrznym. Ludzie to nie bułeczki pieczone w pięć minut i sprzedawane w celu konsumpcji. Co za głębie się tu wypiętrzają? Lećmy dalej. Zbój obstalowany był nadzwyczaj nieszykownie, no np. spodnie połatane własnoręcznie, czym zwracał uwagę, a to było miłe, dawało poczucie, że się kręci na tej karuzeli zwanej życiem i jak dobrze robi nam cień drzew. Czego natomiast nie lubił wcale, to te laski, parasolki, gestykulanci, wymachiwanie rękami niczym wiatraki, o Don Kiszot miałby w naszym mieście wiele do roboty. A i denerwujące sytuacje jak publiczne ziewanie. Raz gdy pewien pan nobliwy ziewnął tak w twarz zbójowi nieoczekiwanie, ten wrzucił mu do buzi niedopałek. Zemsta zbója co się zowie. Niektórym zda się pewnie, że przemawiam oschle. Któż z nas nie posiada wad, a kto ma ich w nadmiarze tego trzeba kochać bardziej. Było w nim mnóstwo miłości i nikomu nie życzył nigdy źle, a swoim losem najmniej się przejmuje - ta troska jest taka ładna, że mnie uszczęśliwia - przy tym miał może swawolne wnętrze. Czasem uważał się za dziewczynę, lubił nosić fartuszek i bawiły go prace domowe. I robiono mu na mieście wymówki, że nie zajmuje się już wybornym, pożądanym rozbojem. Szybował w przestwór mrozu i gwiazd sam jak palec. Zdanko, zdanie, ty też mi wyglądasz fantastycznie. Czas lądować, gdyż blask księżyca kładzie się przed nami na białym trakcie a i plecy mi się krzywią przez to konwulsyjne opiewanie. Wszystko tu trwa przez okamgnienie, ileż postaci; gdy się pojawiają są przedziwnie obecne, ale gdy chcemy im się wyraźniej przypatrzeć już jakby znikły. Musicie drodzy przekonać się sami. I na koniec o winie. Od wina człowiek staje się znawcą stanów duszy. Jeśli jesteś przyjacielem wina, to jesteś też przyjacielem kobiet - tym razem to o mnie - i wszystkie pieśni o winie jakie skomponowano, należy uznać za słuszne.
Yulquen - awatar Yulquen
ocenił na 10 3 miesiące temu
Ewa ze swych zgliszcz Ananda Devi
Ewa ze swych zgliszcz
Ananda Devi
Wracam do prozy Anandy Devi i na Mauritius, bo to, jak autorka wzburzyła mój umysł podczas lektury „Zielonego sari”, pozostanie we mnie na długo. No i dlatego, że to wyśmienita, choć niełatwa, literatura. O ile w „Sari” grozę i obrzydzenie budziła postać ojca, tak w „Ewie” całe zło (ale ubrane w gruby cudzysłów, bo nie wypływa ono z dziewczęcego serca, ale jest w oczach i na ustach innych) kryje się w tytułowej postaci. Ewa sprzedaje siebie – wszystko to, co ma najcenniejsze, a więc młodość i niewinność. Ciało za przybory szkolne, to jej pierwsza transakcja, nieporadna, wypełniona niezręcznym dotykiem, pospieszna i trochę śmieszna. Ale wyzuta z emocji, tak jak wszystkie kolejne, bo Ewa przystępuje do świata, w którym jej uległość i "skwapliwość" (tak ją odczytują mężczyźni), wypalone zostają na jej ciele niczym znamię. Są przy tym dwie Ewy – ta w środku tkanek, odporna i myśląca i ta, która zbudowana jest z zaokrągleń, miękkości i uroku. Samo mięso, puste, nieczujące. Szokuje dziecięca dziewczęcość i dorosła beznamiętność, oburza postawa nauczyciela i tych, którzy widzą w Ewie przedmiot pożądania i kontraktu handlowego, naczynie i zapłatę jednocześnie. Ewa to motyl złapany w siatkę. Devi pisze o Ewie równie bezdusznie jak Ewa, która odczuwa każdy kolejny „raz”. Znamionuje, że wszystko, co związane jest z ciałem, pachnie, odurza, cuchnie. Budzi odrazę. Devi jest mistrzynią chwil, słów i obrazu; nie da się mistyki zdań oddać w tak krótkiej opinii. Wokół Ewy krążą nie tylko łowcy. Jest Savita, której los połączy życie Ewy i dwójki kumpli, z których jeden najzwyczajniej na świecie kocha. I prócz spętanych relacji środowiskowych (o nich świetnie pisze w posłowiu tłumacz Krzysztof Jarosz), dostajemy wątek zbrodni, który pcha wózek z Ewą pod górę, by rozpędzić się na jej drugim zboczu. Z ponurej, niemalże klaustrofobicznej opowieści o losie i beznadziei dostajemy historię o uprzedzeniach i niesprawiedliwości. A później wszystko to się „przewala”, by wybić na powierzchnię morza jak nowa wyspa. I znów to, co wywołało u mnie poczucie, że Devi przemyślała każde słowo i wątek, to ostatnie karty książki, kiedy Ewa wstaje ze zgliszcz. Te akapity to kwintesencja literatury,objawienie pełni kobiecej furii, którą to – a jakże to zgrabne, Devi powiązała z wybuchem wulkanu. Polecam z całą odpowiedzialnością. Ale trzeba się w tę historię wgryźć, znaleźć nieco wolnego czasu, bo proza Devi musi ułożyć się w głowie. Ale warto spędzić z nią każdą minutę.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na 7 10 miesięcy temu
Drobiazg. Miłość w czasach genetyki Markéta Baňková
Drobiazg. Miłość w czasach genetyki
Markéta Baňková
„Drobiazg. Miłość w czasach genetyki” to powieść, która zaskakuje już samym pomysłem. Główny bohater patrzy na świat przez pryzmat biologii i genetyki – nie tylko analizuje ludzi, ich zachowania i emocje w kontekście DNA ale także zdaje się widzieć w biologicznych mechanizmach sens całej rzeczywistości. Taki punkt widzenia jest intrygujący i miejscami nawet niepokojący bo odbiera światu trochę tajemnicy a uczuciom – spontaniczności. Autorka zgrabnie łączy naukowy sposób myślenia z refleksją nad naturą człowieka. Zastanawia się na ile jesteśmy „zaprogramowani” przez geny a na ile naprawdę wolni w swoich wyborach. W tym sensie książka ma w sobie coś filozoficznego – zmusza do myślenia o tym, czym właściwie jest miłość, jeśli da się ją rozłożyć na czynniki biologiczne. Czy uczucia to tylko reakcje chemiczne czy jednak coś więcej? Narracja jest prowadzona w sposób klarowny i inteligentny, choć momentami może wydawać się chłodna, właśnie przez tę „genetyczną” perspektywę. Bankova dobrze oddaje napięcie między emocjami a nauką, między potrzebą bliskości a determinacją biologii. To ciekawe spojrzenie, które nie każdemu przypadnie do gustu ale na pewno wyróżnia książkę spośród typowych historii o miłości. Nie mogę powiedzieć, że „Drobiazg” całkowicie mnie zachwycił ale na pewno zainteresował. To powieść, która zostawia w głowie kilka ważnych pytań i nie daje prostych odpowiedzi. Ciekawa, oryginalna i trochę inna niż wszystko co czytałem ostatnio – może nie wywołała we mnie silnych emocji ale z pewnością zapadła w pamięć.
Queequeg - awatar Queequeg
ocenił na 7 5 miesięcy temu
Corvina, czyli książka o krukach Petr Rákos
Corvina, czyli książka o krukach
Petr Rákos
Dawno nie trafiłem na tak osobliwą i wymykającą się wszelkim kategoriom książkę jak „Corvina, czyli książka o krukach” Petra Rakosa. Od pierwszych stron widać, że autor dysponuje wyobraźnią kompletnie nieskrępowaną jakimikolwiek zasadami – pomysły pojawiają się jeden po drugim, coraz bardziej szalone, coraz bardziej absurdalne a jednak podane z takim humorem i lekkością, że trudno się nie uśmiechnąć. To powieść, w której wszystko może się wydarzyć a Rakos bawi się konwencją w sposób rzadko spotykany, tworząc historię jedyną w swoim rodzaju. Pierwsza połowa książki jest prawdziwym literackim rollercoasterem. Zaskoczenie goni zaskoczenie, absurd miesza się z błyskotliwą ironią a całość wywołuje poczucie obcowania z dziełem świeżym i autentycznie nieprzewidywalnym. Autor sprawia wrażenie jakby pozwolił swojej kreatywności galopować bez żadnych hamulców – i to właśnie wtedy działa to najlepiej. Humor trafia w punkt, brawura narracyjna imponuje a czytelnik chętnie poddaje się tej lawinie dziwności. Niestety, mniej więcej od połowy dynamika zaczyna siadać. To co wcześniej bawiło, przestaje zaskakiwać, powtarzalne wyliczanki czy drobne gagi tracą świeżość a wrażenie literackiego eksperymentu zaczyna powoli ustępować uczuciu przeciążenia. Książka przypomina mi wręcz bardzo słodki deser: pierwsze kęsy zachwycają intensywnością smaku ale z czasem cukru robi się po prostu za dużo i może po prostu zemdlić. W pewnym momencie odnosi się wrażenie, że Rakos sam już nie do końca panuje nad własnym pomysłem. Mimo tych niedoskonałości „Corvina…” pozostaje lekturą interesującą, oryginalną i zdecydowanie wartą poznania. To książka, która może zarówno zachwycić jak i zirytować ale w każdym wypadku zostawia po sobie wyraźne wrażenie – a to już dużo. Jeśli ktoś szuka powieści nietypowej, odważnej i konsekwentnie idącej pod prąd, powinien sięgnąć po tę pozycję choćby po to by samemu przekonać się jak działa na niego ten niezwykły, kruczy eksperyment literacki.
Queequeg - awatar Queequeg
ocenił na 6 4 miesiące temu
Taipi Herman Melville
Taipi
Herman Melville
Bohaterem „Taipi” jest Tommo, młody amerykański żeglarz, uciekinier ze statku. Tommo wraz ze swoim przyjacielem trafia na ląd polinezyjskiej wyspy Nuka Hiva, gdzie obserwuje życie i zwyczaje panujące u tubylczej ludności. Opisuje ich skłonność do radowania się dniem, pogodną naturę, zwyczaje kulinarne, ceremonie religijne. Przedstawia sielankowy świat kultywujący tradycję i funkcjonowanie w zgodzie z naturą. W tym kontekście „Taipi” jest przede wszystkim spotkaniem z przygodą i egzotyczną kulturą. Dzięki walorom faktograficznym sprawia wrażenie książki podróżniczej, w którą wpleciono fikcyjne obrzędy i wydarzenia. Z tego też powodu rękopis „Taipi” był początkowo odrzucany przez wydawców, a gdy już ujrzał światło dzienne, z miejsca wyniósł nazwisko autora do grona najpoczytniejszych w kraju. I co ważne, książkę nadal czyta się świetnie, mimo upływającego czasu. Gdy jednak spojrzymy na tę powieść z perspektywy historycznej, okaże się ona krokiem milowym w rozwoju warsztatu autora i jednocześnie koniecznością, dzięki której później mogły powstać „Moby Dick” Czy „Billy Budd”. Książka została oparta na autentycznej historii jaką przeżył autor. Są tu jednak zawarte szczegóły, które kłócą się z prawdą. Melville spędził na wyspie miesiąc, w książce są ich aż cztery. Na prawdziwej wyspie nie ma jeziora, podczas gdy w książce Tommo płynie po takowym. Nie ma na niej też gór, po których bohater wraz z kolegą mogliby wspinać się po ucieczce ze statku. Te wszystkie, jak i parę innych elementów są zwykłymi kłamstwami, które Melville zaadaptował do swojej opowieści, aby poruszyć wyobraźnią czytelnika. „Taipi” nie jest zatem ani wycinkiem autobiografii, ani czystą fantazją. To swobodny miszmasz własnych doświadczeń, bujnej wyobraźni i wyczytanych gdzie indziej motywów. Wróćmy jednak do historii. Aby dobrze zrozumieć o jak odległych czasach mówimy, warto zdać sobie sprawę, że w 1846 roku na świat przyszedł Henryk Sienkiewicz, a swoje książki publikowali akurat Nathaniel Hawthorne, Honoré de Balzac, Charles Dickens, Fiodor Dostojewski, Aleksander Dumas czy George Sand. Herman Melville rozpoczynając pisanie swojego debiutu miał raptem 25 lat, a w momencie wydania, kończył 27 rok. Komu w obecnych czasach, w tak młodym wieku, chciałoby się pisać blisko 500-stronicową powieść? A przy tym ilu z obecnych absolwentów uniwersytetów (lub pracowników) mogłoby równać się z warsztatem Melville’a, który nie odebrał przecież nawet elementarnego wykształcenia? Jego bogate doświadczenia zawodowe (robotnik rolny, ekspedient, urzędnik bankowy), połączone z niesamowitą historią jaka spotkała go podczas wizyty na wyspie Nuka Hiva, zaowocowały powieścią, która swoją popularność zawdzięczała głównie niezrozumieniu. Każdy, kto zna późniejszego Melville’a wie, że jego książki należy czytać między wierszami. U autora „Moby Dicka” każda postać, każdy gest i wypowiadane słowo może kryć za sobą dodatkowe znaczenie. Czytając „Taipi” moją uwagę zwróciła przede wszystkim możliwość interpretacji wyspy Nuka Hiva jako swoistego Edenu. Szczęśliwi ludzie, brak trosk, święte drzewo – te wszystkie elementy układają mi się w obraz Raju przedstawiony w Biblii. Poszlak jest zresztą więcej. W opisie przeprawy Tomma i Toby’ego przez góry i wąwozy padają słowa o rajskich ogrodach doliny Taipi. A kogo spotykają bohaterowie najpierw? Chłopca i dziewczynkę, którzy są zupełnie nadzy z wyjątkiem niewielkiej przepaski z kory. Tylko jeśli napotkane dzieci są odwzorowaniem Adama i Ewy, kim jest para nowoprzybyłych? Tu znowu mogę wesprzeć się cytatem, który mówi, że przyjaciele muszą „czołgać się i pełzać na podobieństwo pary wężów”. Czy Tommo jest zatem tym złym, który ma wejść w nową społeczność i zarażać ją błędami rozwiniętych cywilizacji? Dużo pytań, mnóstwo poszlak i niedopowiedzeń. „Taipi” może być także rozpatrywane jako zestawienie dwóch światów. Tommo przybywa z Ameryki, gdzie doświadczył rozwoju, pogoni za pieniędzmi, edukacji. Rzeczywistość Taipisów pozbawiona jest tego typu trosk i uciech. Żyjąc spokojnie skupiają się przede wszystkim na drugim człowieku i relacjach, za nic mając władzę i chęć zysku. Zamieszczony w książce opis odkrycia w Gajach Tabu bezładnych szczątków ludzkiego szkieletu o kościach jeszcze wilgotnych, swego czasu wywołał nie lada sensację u recenzentów i czytelników. Wątek ten nadał Melville’owi łatkę człowieka żyjącego wśród kanibali. Takie odczytanie mógł zaproponować tylko człowiek oddalony od ludowych wierzeń. Szukanie sensacyjnych wizji ludożerstwa, rozumianego jako czynność o charakterze kulinarnym najlepiej pokazuje różnice kulturowe. U Taipisów był to prawdopodobnie rytuał powtórnego pochówku, rzecz normalna i powszechnie stosowana. Dla człowieka Zachodu ten epizod uwidaczniał krwawą naturę ‘dzikusów’. Kanibalizm nie był jedynym wątkiem rozpatrywanym jako sensacja i burzenie tabu. Kontrowersję wzbudzały między innymi kwestie erotyczne oraz nieprzychylny opis działalności misjonarzy, usiłujących nawracać tubylców. Co chciał nam powiedzieć Melville pisząc tę książkę? Czy jest to spowiedź człowieka z zewnątrz, który wchodząc w nowe otoczenie zasiał ziarno grzechu? A może jest to wyraz tęsknoty po powrocie do ‘normalnego’ życia? Może też, tak jak chcieli niektórzy, jest to książka podróżnicza, w której autor dał upust kreatywność jaka w nim drzemie? Nigdy się już nie dowiemy jakie były intencje. Zachęcam jednak gorąco do lektury, bo choć nie jest to książka tak wysmakowana, głęboka i otwarta na dyskusję jak późniejsze dzieła amerykańskiego mistrza, rzuca ona nowe światło na jego charakter i rozwój twórczy. A przy okazji jest pięknie wydana i opatrzona wyjątkowo trafnym posłowiem. Recenzja ukazała się pod adresem http://melancholiacodziennosci.blogspot.com/2020/02/recenzja-taipi-herman-melville.html
Melancholia  codzienności - awatar Melancholia codzienności
ocenił na 6 6 lat temu
Czteroksiąg Yan Lianke
Czteroksiąg
Yan Lianke
Książka pozornie o czasach Wielkiego Skoku, a tak naprawdę Wielkiego Głodu. A w rzeczywistości powieść o ludziach. O systemie i oprawcach, ale i o ofiarach, które mogą przedzierzgnąć się w katów i na odwrót. Jedna z nielicznych wybitnych książek chińskich, która nie traktuje o Rewolucji Kulturalnej i jej czasach. Wielki skok naprzód i jego rezultat w postaci wielkiego głodu to okres 1958-1962. Rewolucja kulturalne rozpoczęła się cztery lata później. Jak widać po wcielonym źle miało nastąpić jeszcze gorsze. Fabułą to historia życia chińskich intelektualistów obozie reedukacji nad rzeką Jangcy. Nie poznajemy ich nazwisk. Trzech narratorów trzech ksiąg podaje nam ich zawody, tudzież funkcje. Uczony, Pisarz, Teolog, Pianistka, Lekarka, Prawnik, Technik, Adiunkt. Jest jeszcze on – Dziecko - najważniejszy w obozie. Od pewnego momentu czytelnik zżywa się z takim nazewnictwem. Spośród trzech fabuł najbardziej rozpoznawalna jest Księga Złoczyńców, prowadzona przez Pisarza w pierwszoosobowej narracji. I jej autor jest pierwszą osobą, która przekracza podział na dobro i zło, my i oni, ofiary i oprawcy. Budzi skrajne emocje, odwrotnie niż Uczony, przynajmniej do pewnego momentu ale nie tylko. Zobowiązania produkcyjne, wytop żelaza w dymarkach, rywalizacja o nagrody służące do szybszego opuszczenia obozu, donosy, samosądy, przemyślenia. Do tego jeszcze biblijne nawiązania, zarówno wprost, jak i aluzyjne. Tego się nie da zapomnieć, ani przejść obok obojętnie. Komunizm jest okrutny. Fasadowy ale i bardzo chiński. Umiejętnie czerpie zarówno z psychologii – jednostki jak i tłumu – jak i z lokalnej i ogólnoświatowej tradycji. Prędzej czy później zniszczy ludzi, najpierw rozbijając społeczności i więzi łączące ludzi. Wypleni miłość, pozostawi pożądanie i zazdrość. Wydaje się być destylatem tego co najgorsze spośród wszystkiego, co już było. I widać, że wbrew pozorom im wyżej, tym mniej osób w to wierzy. Ale i tradycyjna wiara jest ulotna, co pokazują losy Teologa. Zamknięcie – ową czwartą księgę - stanowi nowe opracowanie mitu Syzyfa, przypisane Uczonemu. Krótkie, a wstrząsające. Arcydzieło chińskiej powieści, czerpiące z całej myśli ludzkiej i nie pozostawiające czytelnika obojętnym. I pasuje do listopadowego wyzwania – książka budząca strach lub niepokój.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na 10 2 lata temu

Cytaty z książki Opowiadania o rewolucji kulturalnej w Tybecie

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Opowiadania o rewolucji kulturalnej w Tybecie