To tak jakby efekt motyla, że moje dotychczasowe ruchy, każde relacje, wydarzenia, zespoły danych i licznych powiązań, czyli wszystko to, co od jakichś dwóch lub trzech tygodni Wszechświat planował z najmniejszą, fundamentalną wręcz dokładnością dla egzystencji mojej osoby, sprowadzały się do doświadczenia pewnego Uniwersum w anime, a potem mangi, na podstawie, której ono powstało. Zresztą prawdopodobieństwo w tym Świecie popkultury odgrywa niezwykłą rolę, oj i to nie małą! Mogę to porównać do sytuacji, w której nie mam absolutnie żadnego wpływu na to, że natrafię w tym w tym momencie na ów tytuł i jego piękne Uniwersum, które okaże się absolutną rewelacją, zarówno w medium mangowym oraz jako serial anime. To tak jakby dużo więcej niż przeznaczenie z perspektywy fana i geeka. Wszechświat żyje, jest naszym sprawcą i obserwatorem, a jak widać również słucha naszych podświadomych potrzeb i pasji. Jest niczym wytrawny hazardzista, tak jak pewna produkcja anime i jej komiksowe źródło, o którym to już za chwile, do którego wszystko to co piszę w tym wywodzie się po prostu odnosi, jakby było mu przeznaczone.
Zanim dostałem w swoje ręce tą właśnie dedykowaną mi przez ,, bawiące się w kotka i myszkę z inteligentnym życiem prawdopodobieństwo Wszechświata" książkę, a właściwie graficzną opowieść w konwencji japońskiej stylistyki i techniki, czyli mangi, najpierw wchłonąłem pierwszy sezon jego serialowej adaptacji, którą okazało się anime ,,Kakegurui. Szał hazardu". To tytuł, który - mówiąc dość delikatnie i bardzo, bardzo łopatologicznie - okazał się na tyle dla mnie prosty, ale tak pochłaniający i rewelacyjny, iż obecnie stanowi on jedną z ważniejszych pozycji w Kanonie moich ulubionych niekonwencjonalnych serii animacji, i to w których główną rolę odgrywają oszałamiająco dobrze nakreślone i mega zakręcone żeńskie postaci, co dla takiego wielbiciela typowych ,,akcyjniaków dla samców alfa", jak ja, zetknięcie się z ,,Kakeguri” było czymś niespodziewanym, ot prawie że uderzeniem jakiegoś archanielskiego objawienia. Los bierze moje pasje dalej w swoje ręce, kierując mą uwagę – no, chwała mu za to – do mangi, która dała serialowi jakiekolwiek podstawy by powstał! Tak, to ,,Szału Hazardu”, jednakże zanim przejdę dalej warto o samym anime tego Uniwersum napisać coś jeszcze: wydawać by się mogło z pierwszego punktu widzenia tej miałkiej hazardowej jego tematyki, iż mimo młodego wieku postaci, a także dość ograniczonego miejsca, w którym rozgrywa się akcja w tymże Świecie, po seansach 12 odcinków jego pierwszego sezonu, ,,Kakegurui” można śmiało uznać ze jeden z najbardziej intensywnych, zaskakująco dobrych w kreację napięcia w swojej niszy gatunkowej i tej namacalnej atmosfery potężnych emocji, produkcję w konwencji japońskiej animacji jaką kiedykolwiek widziałem! I tak też się dzieje, tak przedstawia się tu sytuacja, nie inaczej! Nie zdradzając zbyt wiele, w elitarnej szkole, w której ,,Szał Hazardu” faktycznie daje o sobie znać, gdzie blichtr, pozycja społeczna, gra o życie na granicy ryzyka i niszczenia pojęcia tego, iż tabu istnieje zawsze i dalej powino być tym czym jest, gdzie liczą się wpływy i tak zwane ,,plecy” i wysoko uniesiona głowa oraz spoglądanie ,,z wysoka na niżej usytuowanych” jest ważniejsze niż edukacja, króluje nieskrywana lubieżność, podniecenie samym faktem zaryzykowania i oczekiwania na wynik (bo przecież o to w hazardzie chodzi). Tak to bardzo nietypowe podejście do życia nie tylko w szkole gdzie rozgrywa się akcja ,,Kakegurui", ale i poza jej murami - bo przecież hazard uczy umiejętności zachowania ,,pokerowej twarzy", tam gdzie do jest istotne, i to zawsze: w polityce i władzy wszelkiego kalibru. i szkoły.
Nie ukrywam, doświadczyłem tu swego rodzaju sodomicznej i celowo hiperbolizowanej niekiedy w przekraczające górne granice intensywności emocje opowieści: historii o pędzeniu przez życie na granicy zalewania organizmu masą adrenaliny i kortyzolu, także dopaminy, gdzie ryzyko stoczenia się na dno jest tak samo wysokie jak zyskanie absolutnie wszystkiego: od bogactwa i powodzenia aż po stabilność u szczytu hierarchii żyjących hazardem uczniów. To bardzo odważnie opowiadana produkcja (zarówno anime oraz manga, tom 1),w której to określić ich bohaterów jako tych, którzy wyznają zasadę ,,bez ryzyka nie ma zabawy”, to zdecydowanie za mało. We wszystko to, w tę specyficzną opowieść wkrada się ta iskra nieprzewidywalności tego, co się za chwilę wydarzy i jak zareagują ,,pokerowe twarze” naszych postaci. Podsumowuje to nie lada dopracowana i w punkt dobrana do wszelakich aspektów budujących wyjątkowość ,,Kakegurui” w wersji anime szata graficzna, która jest tak wylewna, tak nadinterpretowywana, tak przesadzona i potężna w emocje, że ciśnienie skacze u oglądającego za każdym razem, gdy się ma styczność z takimi właśnie scenami. Oszałamiająca seria, której kolejne odcinki jeszcze przede mną, która przesadnie dobrze uwydatnia oszałamiające podejście twórców do tego czym jest hazard, co robi z umysłami osób i w jakich grupach społecznych zbiera największe żniwo. A co w takim razie z mangą? Tylko jedna w tej kwestii zostaje odpowiedź: już wiem z jakiego powodu samo anime okazało się tak pysznie dobre!
Homura Kawamoto, Toru Naomura – zapamiętajmy te nazwiska. Dwójka ta to w Polsce nie aż tak jak w kraju kwitnącej wiśni czy ogólnie w kulturze azjatyckiej znani mangacy, autorzy mangowej i pierwotnej wersji Uniwersum ,,Szału Hazardu”; rzecz jasna twórcy zarówno omawianego tomu 1, jak i kolejnych z całego cyklu. Prosto i krótko: wykonali oni – choć to dopiero pilotowy tom serii – kapitalną robotę. Najciekawsze jest to, że oprócz równie kapitalnego wydania mangi, czyli budowy zewnętrznej i jakości druku oraz kartek wewnątrz tomu 1, gdzie okładki i grzbiet są wykonane i namalowane w seksowny i intensywny sposób (tak, rysunek Yumeko na przedzie, z podkreśleniem jej cudownych szkarłatnych oczu, naprawdę robi niezapomniane wrażenie!),mocno na plus zaznacza się ta fizyczna objętość komiksu: to nie 180 czy 200 stron, a prawie 240, a to przy tego rodzaju nieskomplikowanej, ale za to napakowanej w odpowiednie emocje, suspens i dynamikę fabule, ma spore znaczenie – im więcej, tym dla intensywności ,,hazardowego szału” lepiej; w ten sposób manga ma szansę rozkręcić się w odpowiedni sposób i zaspokoić pragnącego górno-granicznych emocji mangowego geeka tak, aby by można było odczuć satysfakcję z lektury z jednoczesnym ,,uzależnieniem się od chęci sięgnięcia po kolejny tom, i to jak najszybciej!”, jak to zresztą w hazardzie, tym razem czytelniczym bywa. Sam początek mangowego rozdania ,,Kakegurui” z początku wydaje się być leciutko ospały, wita nas za to wrażeniem obcowania z Światem tego tytułu jako czymś bardzo dystyngowanym, pompatycznym, wytwornym i ultra-klasowym. Nie ukrywam, że do takiej estetyki samego miejsca i ukształtowania się hierarchii, która w niej panuje, a chodzi o eksplodujący zewsząd prestiż Prywatnej Akademii Hyakkao, w której wszystko to ma miejsce, intensywna akcja, ot tak z buta, od pierwszej do ostatniej kartki nie do końca pasuje. Autorzy mangi wprowadzili nas do tego młodzieżowego, skrytego przed rzeczywistością wymiaru hazardowej sodomy i gomory poprawnie: jest tu coś z Hitchcocka – tempo narracji, całej wylewności świata przedstawionego wzrasta odpowiednio i nie traci tempa tam, gdzie nie powinno. Stabilizatorem całości jest postać zakłócającej ,,święty” porządek hazardowej religii Akademii, Yumeko Jabami, która w placówce tej pojawia się po prostu nagle. Bez Yumeko nie było by niczego, co widzieliśmy w mandze, także w anime: wyzwala w ustawionym świecie hazardu potrzebny mu niepotrzebnie skrywany w gąszczu ,,akademickiej hierarchii” i pozornego porządku szał, tą dzikość i bestialskie wręcz pożądanie; jest osią fabuły i emocji – to od niej zależy tu cała historia, co w niniejszej mandze zostało podkreślone naprawdę dość wyraziście.
O pannie Jabami można by rzec ,,jaka ona jest tajemnicza?! Jak trudno jest się przebić do jej wnętrza przez tą zewnętrzną słodką nastoletnią urodę i łagodne z pozoru oblicze i zrozumieć, co kryje się w jej prywatnym Ja, i co nią w ten sposób kieruje!”. Jednak tego samego nie można powiedzieć o fabule tomu: fakt, same rozgrywki, których zasady obrazowane są wizualnie na kadrach i tłumaczone w czytelny i klarowny na tyle, aby odpowiadało to tempie prezentowanej historii sposób, są intensywne, jednakże fabuła jest szybka, ale raczej jedynie jako lekko przewidywalna - to wtedy uwydatniają się same jej plusy. W większości jest ,,hazardowo", dziarsko, ale uważam że dość stabilnie: ta historia nie chce i nie musi za bardzo wyrywać się do przodu, nie zbaczać z kursu tej intensywnej na swój sposób hazardowej przygody i linii poznawania rzeczywistości tajemniczej Akademii z perspektywy Yumeko, której powód ,,zawitania” do jednej z ważniejszych placówek szkolnych w Japonii do końca nie jest znany. Nie dziwmy się temu, skoro prawie cała treść (jak na razie tomu 1) rozgrywa się wokół osoby Yumeko i wszystkiego tego, co po prostu sobą i swoją schematycznym ujęciem idei hazardu i nieszablonowym ukazywaniem w związku z tym emocji ,,rozsiewa” dookoła. I tak, najważniejsze dla czytelnika w Uniwersum Kakegurui, co tyczyć się powinno podobnego podejścia do treści tego Świata, które mamy w anime, powinno być nastawienie się nie na schematyczną, ale konkretną i stabilną oraz szybką fabułę, ale na nieprzewidywalne i nagłe hazardowe emocje, które dodatkowo o kilka stopni może zwiększyć nieprzewidywalna, niekiedy piekielnie agresywna, wręcz diabelska a innym razem potulna i zaskakująco cicha wspomniana już niniejszym postać Yumeko oraz towarzyszący jej Ryota, którego powinno się uznać za narratora w cyklu mang, co nie jest aż tak stricte oczywiste jak w przypadku serialu.
Nie bawmy się w dziennikarzy, krytyków kultury masowej, bądźmy po prostu fanami – istotne jest to z perspektywy tomu 1 mangi ,,Szału Hazardu”, iż wydarzenia w nim prezentowane są proste, bez żadnej wyszukanej głębi i dramaturgii, i odpowiednio dynamiczne. Teoretycznie mamy do czynienia z szybką lekturą, w której większość zdarzeń, mniejszych i większych scen, zawsze owinięte jest wokół jakiejś gry. O dziwo nie możemy narzekać na nudę, gdyż przy rozgrywkach a’la ,,rasowe kasyna w Las Vegas" naszym głównym postaciom udziela się najwięcej emocji, ukazuje się przy tym ta ważna części ich osobowości – to jak postaci wypadną w ,,konflikcie przy stole" rzutuje na ich zachowanie w dalszej części historii, co udowadnia z kolei to, jak konsekwentnie w odpowiednim miejscu na osi fabuły nasi mangacy ustawili całą strukturę tudzież wątek gier hazardowych, jak i to czym niepisanym tak naprawdę hazard jest w rzeczywistości Akademii Hyakkaou. Grafika wszystko to, a także wiele innych aspektów, które przy omówieniu tej mangi także anime nakreśiłem, sądzę odpowiednio wydajnie tylko potwierdza: potrafi być ona ostra jak żyleta, niekiedy jednak przepełniona szarymi barwami, np. w kadrach z retrospekcjami, także nie sposób jej odmówić umiejętnego dostosowania się do szarpanych i bardzo energicznych, asymetrycznych kadrów na przestrzeni całego tomu, gdzie potrafi zalać czytelnika kreacjami bardzo ekspresyjnych sylwetek graczy podczas rozgrywek, w której aktywne są potężne, mięsiste kontury, z akcentami na oczy lub twarz.
Yumeko Jabami to ,,szał hazardu”; to ta bezapelacyjnie bardzo indywidualna, znająca swoją wartość nastolatka ustawia całą rzeczywistość fabularną, jak i rzeczywistość hazardowej aktywności w Akademii do odpowiedniego pionu. Z ,,niby" potężnych członków Akademii robi zwykłe wycieruchy, ot pionki: to, jak ,,skończyła" z Meari i Yuriko zakrawa właśnie... na oryginalne tylko dla jej osobowości szaleństwo i potężną osobowość. Tak, szał równa się tu nie tylko emocje, ale i… skupienie! Musi on iść w parze z odpowiednym zimnem i wyrachowaniem, aby zawsze wyjść na swoje i być sobą tak jak się tego chce, tak jak to prezentuje Yumeko Jabami.
Opinie i dyskusje o książce Sekret Panny Watanuki #1
Ooookeeej... Co ja właśnie, kurwa, przeczytałem?!?!?! W zasadzie na tym mógłbym skończyć moją opinię, ale można ją odebrać w dwójnasób - pozytywnie lub negatywnie i nic nie wnosi do dyskusji. Z drugiej strony ekspresja tego wyrażenia chyba daje do zrozumienia czytelnikom, że pierwszy tom serii "Sekret panny Watanuki" jest... kontrowersyjny. Delikatnie rzecz ujmując. No dobra, skrót konkretów. Manga należy do gatunku ecchi, główni bohaterowie mają po 16 lat, chodzą do prestiżowej szkoły, a tytułowa panna Watanuki mieszka w Love Hotelu. Tak. To miejsce spotkań dla dorosłych gdzie uprawiają seks. Na szczęście to nie Facebook ani You Tube, więc nie muszę kryć się z słowami nielubianymi przez algorytm. W każdym razie do tego momentu jest spoko i to mnie zachęciło, aby sięgnąć po pierwszy, niejako pilotażowy, album serii. Prawdziwa plejada absurdu ma jednak miejsce nieco dalej.
Żeby nie było niedomówień - nie twierdzę, że ta manga jest zła. Wręcz przeciwnie, ma ogrom zalet i... kilka poronionych, przynajmniej dla mnie, dziwactw. Serio, nawet mangi hentai, które mam w kolekcji, choć jest ich niewiele, nie odstawiają takiego poziomu porąbania. I tak, wiem, że nie jestem znawcą, mało ecchi czy hentai czytałem oraz oglądałem, a kilka z nich było naprawdę zdrowo popierdolonych (lekko mówiąc),niemniej w "Sekrecie panny Watanuki" te odchyły nie zawsze mi pasowały. Zacznijmy jednak od tego, co uważam za zalety tego tytułu.
Po pierwsze główna bohaterka i ironiczna sytuacja w jakiej się znajduje. Z jednej strony wymaga od siebie bardzo wiele, a czytelnik szybko poznaje powody tego stanu rzeczy, jest świetną uczennicą, przewodniczącą samorządu uczniowskiego, ma szansę na stypendium na studia, a jednocześnie mieszka w Love Hotelu. Ojciec ją opuścił, matka zarządza całym przybytkiem, niemal się zaharowując na śmierć, a ona musi się z tym kryć. Do tego dziewczyna zmaga się z traumą z czasów dzieciństwa, z którą związany jest tytułowy sekret. I to jest fajne. Niby z początku wydaje się, że tym sekretem jest miejsce zamieszkania, ale do czytelnika błyskawicznie dociera, że sprawa ma drugie dno. Co więcej - jest ono ciekawie pomyślane, ale przy tym... obrzydliwe. Ja wiem. To Japonia, a oni są czasem dziwni.
Ooookeeej... Co ja właśnie, kurwa, przeczytałem?!?!?! W zasadzie na tym mógłbym skończyć moją opinię, ale można ją odebrać w dwójnasób - pozytywnie lub negatywnie i nic nie wnosi do dyskusji. Z drugiej strony ekspresja tego wyrażenia chyba daje do zrozumienia czytelnikom, że pierwszy tom serii "Sekret panny Watanuki" jest... kontrowersyjny. Delikatnie rzecz ujmując. No...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrochę dziwna, trochę absurdalna, trochę porąbana, że aż śmieszna, ale schematyczna opowiastka z dziwacznym tłem.
Ale lekka i pozytywnie zakręcona!
Moja ocena: 3/5
Trochę dziwna, trochę absurdalna, trochę porąbana, że aż śmieszna, ale schematyczna opowiastka z dziwacznym tłem.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAle lekka i pozytywnie zakręcona!
Moja ocena: 3/5
Znacie takie powieści, które nie zapowiadają wielkiego bum? Takie pierwsze wrażenie zrobiła na mnie ta historia. A w sumie nie zrobiła żadnego, bo co dobrego można spotkać w opowieści z młodymi ludźmi w roli głównej? Spokojnie! To jednak tylko pozory, nie jedna książka rozpoczyna się dość spokojnie, by potem nam dać świetną fabułę.
Poznajemy Leilę Watanuki, której mocno zależy, by bardzo dobrze się uczyć i mieć jak najlepsze wyniki. Pragnie zdobyć stypendium, by móc pomóc swojej mamie. Ojciec dawno od nich odszedł zostawiając im na głowie „Love Hotel” , w którym schadzki miłosne mają różni ludzie. Ogólnie rzecz biorąc Leila nie cierpi tego miejsca, ukrywa tę prawdę przed wszystkimi z myślą o ukochanej mamie i biorąc sobie na kieł fakt, że z całego serca chce jej pomóc. Jako dziecko niestety trafia na kochającą się parę i doznaje traumy – boi się mężczyzn i ich dotyku. Efektem jest nadmierne pocenie się, a na domiar złego jej tajemnicę poznaje jeden z kolegów jej klasy.
Po pierwszym tomie miałam ochotę odstawić tę serię. Myślałam, że jak już tak się rozpoczęło to nic więcej mnie nie zaskoczy! A tu psikus! Jakoś mnie jednak podkusiło i zaczęłam sięgać po kolejne tomiki, a gdybym tego nie zrobiła – uciekła by mi naprawdę dobra historia! Sama Leila jest niesamowicie porządnicka – i to mi się w niej podoba, że mimo wszystko jest delikatna, uprzejma, grzeczna, trochę w stylu rycerza na białym koniu, chodź w wersji damskiej, całokształtem ogromnie ją lubię, nawet jeśli jest naiwna i wierzy w miłość taką typowo romantyczną. Zaś Owaru... Tia... Z niego to niezłe ziółko! Niesamowicie mnie drażnił swoim zachowaniem, że chwilami jego decyzje były skrajnie wredne... A mimo to nie mogę powstrzymać się od śledzenia jego poczynań, bo kiedy pokazuje swoją prawdziwą twarz i prawdziwe oblicze to jakoś tak zyskuje na mojej sympatii. Musze Wam się przyznać, że to jednak Rikka widziałam u boku naszej nastolatki. Jakoś tak pasował mi na jej ukochanego...
Kreska mi się podoba, druk (napisy) jest w porządku – wiecie, ja ślepa jestem i jak są za małe literki to psioczę tak mocno, że chyba mnie u Basi w Lesku słychać! I przyznaję się bez bicia, jestem na tyle oczarowana, że po tym jak skończyłam tom III... zalogowałam się na stronę wydawnictwa i zamówiłam kolejne trzy tomiki! Ja muszę się dowiedzieć co tam się wydarzyło!
Znacie takie powieści, które nie zapowiadają wielkiego bum? Takie pierwsze wrażenie zrobiła na mnie ta historia. A w sumie nie zrobiła żadnego, bo co dobrego można spotkać w opowieści z młodymi ludźmi w roli głównej? Spokojnie! To jednak tylko pozory, nie jedna książka rozpoczyna się dość spokojnie, by potem nam dać świetną fabułę.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoznajemy Leilę Watanuki, której mocno...
To moje pierwsze spotkanie z mangą - jakoś nigdy nie mogłam znieść tej specyficznej grafiki, wielkich oczu i tak dalej... Jak wyszło? Cóż, zaciekawił mnie ten styl i ta kultura. Z jednej strony pruderia, naiwność i dążenie do perfekcji, a z drugiej - erotyka, grzeszki, niegrzeczna zabawa. Jest w tym coś wciągającego na tyle, że sięgnę z pewnością po kolejny tom, a także po inne komiksy z tego gatunku.
To moje pierwsze spotkanie z mangą - jakoś nigdy nie mogłam znieść tej specyficznej grafiki, wielkich oczu i tak dalej... Jak wyszło? Cóż, zaciekawił mnie ten styl i ta kultura. Z jednej strony pruderia, naiwność i dążenie do perfekcji, a z drugiej - erotyka, grzeszki, niegrzeczna zabawa. Jest w tym coś wciągającego na tyle, że sięgnę z pewnością po kolejny tom, a także po...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toManga to przedstawiciel komedii romantycznych, starający się podać w odmiennej formie niektóre ze sprawdzonych schematów pojawiających się w takich tytułach. Dodatkowo od samego początku komiks epatuje odrobinę większej pikanterii z pogranicza ecchi. Jak na razie swoją otoczkę erotyczną przejawia w symbolice, tekstach, pozach i niedopowiedzeniach niż w samej nagości. Dzięki takiemu zabiegowi, tytuł może zainteresować zarówno męskie, jak i damskie grono odbiorców.
Jeśli chodzi o fabułę, nie ma tutaj mowy w żadnym momencie o czymś nadzwyczajnym. Od samego początku mamy tutaj do czynienia z nieskomplikowaną, odrobinę niegrzeczną i przesiąkniętą specyficznym humorem treścią. Zaserwowana historia na pewno nie wymusi na odbiorcy dogłębnej analizy treści, ale zapewni mu chwile relaksu i kilka momentów z mimowolnie pojawiającym się uśmiechem na twarzy. To właśnie dość prosta, czysto rozrywkowa forma mangi stanowi o jej sile i może przyciągnąć do niej potencjalnych odbiorców.
Bardzo dobrze z luźną komediowo – romansową formą komiksu współgrają postacie głównych bohaterów, którzy wypadają bardzo interesująco. Dwa zupełnie przeciwstawne charaktery, które wyraźnie są do siebie przyciągane i mogą stanowić dla siebie swoistego rodzaju uzupełnienie. Wszystko wskazuje na to, że zanim jednak dopadnie ich przysłowiowa strzała amora, czeka ich jeszcze wiele zabawnych sytuacji.
Cała recenzja na Popkulturowy Kociołek
https://gameplay.pl/news.asp?ID=118895
Manga to przedstawiciel komedii romantycznych, starający się podać w odmiennej formie niektóre ze sprawdzonych schematów pojawiających się w takich tytułach. Dodatkowo od samego początku komiks epatuje odrobinę większej pikanterii z pogranicza ecchi. Jak na razie swoją otoczkę erotyczną przejawia w symbolice, tekstach, pozach i niedopowiedzeniach niż w samej nagości. Dzięki...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLeila Watanuki to niesamowicie piękna i nieziemsko uzdolniona uczennica szkoły średniej, która w swoim młodzieńczym życiu skrywa pewien wstydliwy sekret: mieszka w Love Hotelu – w miejscu, które budzi wiele dwuznacznych skojarzeń i burzliwych kontrowersji. Gdyby ktokolwiek z jej otoczenia odkrył jej gorzką tajemnicę, z całą pewnością wywołałby nią niemały, obyczajowy skandal. Jej nieskazitelna opinia grzecznej dziewczyny i status szkolnej prymuski niewątpliwie uległby zmianie, i to na gorsze.
Pewnego dnia matka Leili mdleje z przemęczenia i prosi, by córka przez chwilę ją zastąpiła. Dziewczyna dostarcza zamówiony obiad do wskazanego pokoju, a tam… wpada na kolegę z klasy, Owaru Sangatsu. Leila prosi go, by nie zdradzał nikomu jej wstydliwej tajemnicy, ale Owaru nie zamierza trzymać buzi na kłótkę i wymusza na niej obietnicę wspólnego zamieszkania!
Recenzja - www.blackcrow87.wordpress.com
Leila Watanuki to niesamowicie piękna i nieziemsko uzdolniona uczennica szkoły średniej, która w swoim młodzieńczym życiu skrywa pewien wstydliwy sekret: mieszka w Love Hotelu – w miejscu, które budzi wiele dwuznacznych skojarzeń i burzliwych kontrowersji. Gdyby ktokolwiek z jej otoczenia odkrył jej gorzką tajemnicę, z całą pewnością wywołałby nią niemały, obyczajowy...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOryginalny pomysł na historię, jestem bardzo ciekawa kolejnych tomów :)
Oryginalny pomysł na historię, jestem bardzo ciekawa kolejnych tomów :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSEKRETY HOTELU MIŁOŚCI
Ema Toyama, autorka znanych w Polsce „Psów na mangę” powraca z nową serią. „Psy”, choć niezłe, okazały się nie do końca spełnioną, lekką komedyjką dla nastolatków, przetykaną momentami naprawdę udanymi scenami. Z „Sekretem panny Watanuki” rzecz ma się nieco inaczej. Okej, to też nie jest rzecz do końca spełniona i także w tym wypadku mamy do czynienia z komediową opowieścią dla nastolatków – głównie, ze względu na erotykę, płci męskiej – ale jest to rzecz sympatyczna i wciągająca. Nie głęboka, o to jej nawet nie podejrzewajcie, ale dostarczająca udanej, nieobowiązującej i niegrzecznej rozrywki wszystkim miłośnikom podobnych dzieł.
Główną bohaterką całej opowieści jest nastoletnia Leil Watanuki, dziewczyna nie dość, że piękna, to jeszcze będąca szkolną prymuską i przewodniczącą. Zawsze najlepsza, zawsze doskonała, skrywa jednak sekret, którego ujawnienie zniszczyłoby jej życie. Dziewczyna mieszka bowiem w zostawionym im przez ojca, a prowadzonym przez matkę Love Hotelu. Nie cierpi tego miejsca i wszystkich zboczeńców, chce się stąd wyrwać, póki co jednak dzień w dzień przemyka się tak, by nikt tego nie zauważył i by mogła żyć spokojnie.
Wszystko zmienia się pewnego dnia, kiedy jej matka mdleje z przepracowania. Leila, która dotąd unikała klientów, nagle zmuszona zostaje dostarczyć im zamówione jedzenie. Rzecz w tym, że jednym nich okazuje się jej szkolny kolega i rywal zarazem, Owaru Sangatsu, który postanawia wykorzystać sytuację. Żąda, by Leila pozwoliła mu zamieszkać w hotelu. Jeśli ta się nie zgodzi, wyda wszystkim jej tajemnice. Dziewczyna nie ma jednak jeszcze pojęcia, co to wszystko będzie dla niej oznaczało…
Całość recenzji na moim blogu: https://ksiazkarniablog.blogspot.com/2019/09/sekret-panny-watanuki-ema-toyama.html
SEKRETY HOTELU MIŁOŚCI
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toEma Toyama, autorka znanych w Polsce „Psów na mangę” powraca z nową serią. „Psy”, choć niezłe, okazały się nie do końca spełnioną, lekką komedyjką dla nastolatków, przetykaną momentami naprawdę udanymi scenami. Z „Sekretem panny Watanuki” rzecz ma się nieco inaczej. Okej, to też nie jest rzecz do końca spełniona i także w tym wypadku mamy do...
Shojka z nutką erotyzmu. Ona dziewczyna z traumą z dzieciństwa, on doświadczona prostytutka. To może być ciekawe.
Shojka z nutką erotyzmu. Ona dziewczyna z traumą z dzieciństwa, on doświadczona prostytutka. To może być ciekawe.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to