rozwińzwiń

Wielka kariera

Okładka książki Wielka kariera autora John Gerard Braine,
Okładka książki Wielka kariera
John, Gerard Braine Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy literatura piękna
251 str. 4 godz. 11 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Room at the Top
Data wydania:
1969-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1969-01-01
Liczba stron:
251
Czas czytania
4 godz. 11 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Henryk Krzeczkowski
Średnia ocen

6,0 6,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wielka kariera w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Wielka kariera

Średnia ocen
6,0 / 10
1 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Wielka kariera

avatar
3
2

Na półkach:

8/10
Po przeczytaniu kilku opisów "Wielkiej kariery" myślałem, że będzie opowiadać historię wyrachowanego, goniącego za karierą i spódniczkami młodzieńca oraz obnaży patologie systemu społecznego (zwłaszcza "kastowości" klasowej) istniejącego w Wielkiej Brytanii. Otóż jest to prawda tylko w mniejszej części!

Główny bohater - Joe, okazuje się postacią niejednoznaczną, raz myślącą cynicznie i pragmatycznie, innym razem porywającą się na idealistyczne projekty. Rozum wyraźnie bije się u niego z sercem. Choć niewątpliwie myśli o społecznym awansie, to bodźcem do działania są dla niego raczej zalety konkretnych przedstawicielek płci przeciwnej. Nie jest potworem, wielokrotnie zastanawia się nad moralnymi konsekwencjami swoich czynów. W przypadku Joe'a o wiele bardziej razi jego niekonswekwencja w miłości niż rzekomo mefistofelowe wyrachowanie. Joe jest człowiekiem słabym, nie złym.

Powieść ta jest bardziej romansem i typowym Bildungsroman niż dziełem poruszającym tematykę społeczną. Jest to książka przede wszystkim o miłości - tym, czym ona naprawdę jest. Co do tematyki społecznej, wielokrotnie zwrócono w niej uwagę na podziały klasowe, jednak przedstawiciele świata wielkiego kapitału ostatecznie zostają przedstawieni dosyć przychylnie, a wdzięk jednej z bohaterek staje się nawet "usprawiedliwieniem systemu kapitalistycznego". Mimo krytycznych uwag, wymowa książki daleka jest od radykalnego potępienia społecznej rzeczywistości.

Podsumowując, powieść okazała się zupełnie czymś innym, niż się spodziewałem. Jest to bardziej książka o życiu i tym, co jest w nim ważne, pisana z męskiej perspektywy. Napisana jest świetnym językiem, a przemyślenia głównego bohatera są bogate w treść. Jeżeli będę mieć syna, to polecę mu tę książkę - jako swoistą przestrogę.

8/10
Po przeczytaniu kilku opisów "Wielkiej kariery" myślałem, że będzie opowiadać historię wyrachowanego, goniącego za karierą i spódniczkami młodzieńca oraz obnaży patologie systemu społecznego (zwłaszcza "kastowości" klasowej) istniejącego w Wielkiej Brytanii. Otóż jest to prawda tylko w mniejszej części!

Główny bohater - Joe, okazuje się postacią niejednoznaczną, raz...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
251
205

Na półkach: ,

Johna Braine'a określa się jako jednego z brytyjskich "młodych gniewnych". Buntował się przeciwko społecznemu rozwarstwieniu i przeciwko zepsuciu klasy średniej. Tyle mniej więcej można wyczytać z jego biografii. Rzeczywistość jaką znalazłem w jego najważniejszej i debiutanckiej książce zaskoczyła mnie. Spodziewałem się, że swoje życiowe idee włoży Braine w usta mądrego, sprawiedliwego, zagniewanego, buntownika, którego prawość i solidność zostanie skontrastowana z zepsuciem świata i panujących zasad. Tymczasem główny bohater to małomiasteczkowa, zakompleksiona, zakłamana miernota, która wszystko przelicza na pieniądze, w relacjach z ludźmi, a zwłaszcza z kobietami nie ma żadnej spontaniczności, każdy ruch kalkuluje i oblicza na efekt. Miernota ta, dziś powiedzielibyśmy "wsiowy Janusz", który przyjechał do dużego miasta, w finale okazuje się żenującym łowcą posagów, bez krzty uczciwości względem siebie i innych, bez moralnego kręgosłupa. Odrażająca postać, która podstępnie do znienawidzonej przez siebie grupy społecznej dosłownie po trupach dołącza, sprzedając się za pieniądze teścia i dostatnie życie ze słodką "dziunią" przy boku. Czy więc dobrze rozumiem, że krytyka społeczna Braine'a objawia się nie przez ukazanie wzorca, a poprzez krytykę zastanego świata? To trochę rozczarowuje, bo może chciałoby się nie tylko poznać mrok ale też ujrzeć w nim gdzieś światełko nadziei, a ta książka nadziei nie daje. Klasa średnia to bagno i główny bohater to także bagno. "Wielka kariera" pozostawia mnie z dysonansem. Odnoszę wrażenie, że autor mógł nie do końca wiedzieć, co chce właściwie powiedzieć czytelnikowi. Wszak w finale zdaje się główny bohater być postacią pozytywną, która odnosi sukces. Braine w żaden sposób nie piętnuje jego życiowej postawy. Czy pozostawia to mnie, czy też zwyczajnie się pogubił? Znając twórczość Braine'a, a także jego życie, które nie szczędziło mu rozczarowań i ostatecznie strąciło go w zapomnienie mam tutaj wątpliwość, która w odbiorze "Wiekiej kariery" nie pomaga.

Johna Braine'a określa się jako jednego z brytyjskich "młodych gniewnych". Buntował się przeciwko społecznemu rozwarstwieniu i przeciwko zepsuciu klasy średniej. Tyle mniej więcej można wyczytać z jego biografii. Rzeczywistość jaką znalazłem w jego najważniejszej i debiutanckiej książce zaskoczyła mnie. Spodziewałem się, że swoje życiowe idee włoży Braine w usta mądrego,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
404
282

Na półkach: , ,

Moją uwagę przykuła najpierw okładka wydania PIW-owskiego z 1973 roku - fragment komiksowego obrazu Roy'a Lichtensteina (1923-1997). Po "Wielkiej karierze" spodziewałem się czegoś podobnego, jak na okładce - dzieła wściekle pop-artowego, o jaskrawych barwach, burzącego schematy i parodiującego. I jest tak, ale tylko do pewnego stopnia. John Braine (1922-1986),zaliczany do nurtu tzw. "Młodych Gniewnych" przedstawia w swojej debiutanckiej (1957, wyd. polskie 1960) książce świat bohaterów bardzo specyficznych, nieskomplikowanych. Postacie "Wielkiej kariery" wydają się nieskalane jakąkolwiek głębią czy psychologią. Zdają się na każdym kroku podkreślać, że "stan określa byt", a w słynnej alternatywie Fromma zdecydowanie opowiadają się po stronie "mieć". Joe Lampton, główny bohater powieści jest scharakteryzowany jako "piękny, nieskomplikowany brutal" o "małym, bydlęcym, prowincjonalnym móżdżku", choć on sam porównuje się raczej do luksusowego samochodu, który stoi twardo na ziemi i nie ima się go ani deszcz, ani żadne załamanie. Mówi o sobie: "Jestem dziełem moich własnych rąk", dlatego też marzy o zrobieniu kariery po trupach, nawet kosztem udawania miłości. ("Zuzanna nie była dla mnie Zuzanną, lecz ślicznotką kategorii A, córką właściciela fabryki i sposobem na zdobycie klucza do sezamu moich ambicji") (...)

"Wielka kariera" to zwykła literatura obyczajowa, z pretensjami do bycia portretem ówczesnego brytyjskiego społeczeństwa klasy średniej. Dosyć przewidywalna, jednak tu i ówdzie prześwituje dobry, ironiczny zmysł narracji autora. I dlatego, moim zdaniem da się ją doczytać do końca, (dlatego też z pewnością sięgnę po dalszy ciąg perypetii Lamptona - "Wspaniałe życie"),mimo iż proza ta, dziś już blisko 60-letnia, zestarzała się galopująco. Choć zdziwiło mnie to na początku, wydaje się, że rację miał autor opisu powieści na okładce z 1973 roku, pisząc: "Braine nie jest pisarzem o wielkich ambicjach intelektualnych i główną wartością jego książek jest autentyzm obserwacji i aktualność poruszanych problemów".

Na koniec krótka refleksja edytorska. Zaglądnąłem na ostatnią stronę wspominanego tu już wydania Państwowego Instytutu Wydawniczego z 1973 roku, tam zazwyczaj w tamtych latach podawany był nakład publikacji. Tak było i tym razem - czytam: 50 000 + 290 egzemplarzy. "Wielka kariera" to z pewnością literatura klasy co najwyżej średniej. Dziś, w takich nakładach nie wydaje się już nawet arcydzieł.

Moją uwagę przykuła najpierw okładka wydania PIW-owskiego z 1973 roku - fragment komiksowego obrazu Roy'a Lichtensteina (1923-1997). Po "Wielkiej karierze" spodziewałem się czegoś podobnego, jak na okładce - dzieła wściekle pop-artowego, o jaskrawych barwach, burzącego schematy i parodiującego. I jest tak, ale tylko do pewnego stopnia. John Braine (1922-1986),zaliczany do...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

72 użytkowników ma tytuł Wielka kariera na półkach głównych
  • 37
  • 34
  • 1
21 użytkowników ma tytuł Wielka kariera na półkach dodatkowych
  • 14
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

John, Gerard Braine
John, Gerard Braine
W roku 1938 zakończył naukę w szkole St. Bede's Grammar School i rozpoczął pracę w sklepie. Potem pracował w laboratorium i fabryce. Po wojnie zatrudnił się jako bibliotekarz. Był autorem kilkunastu książek, ale największą sławę przyniosła mu wydana w roku 1957 książka pod tytułem Room at the Top, w której opisywał losy zdemobilizowanego żołnierza, który usiłuje ułożyć sobie życie w powojennej Wielkiej Brytanii. Twórczość Braine włączona została w nurt Młodych Gniewnych kontestujących skostniałe ich zdaniem formy mieszczańskiej obyczajowości Brytyjczyków. W roku 1959 powieść Room at the Top została zekranizowana, tytuł polski Miejsce na górze.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Igranie z nocą. Bitwa o Tuluzę Jose Cabanis
Igranie z nocą. Bitwa o Tuluzę
Jose Cabanis
To niby dwie mikropowieści, ale odebrałam je jako jedną całość opisującą miłosne zmagania pięknej Gabrieli i zakochanego w niej narratora. Imię Gabriela pięknie mi się kojarzy przez powieść Jorge Amado, gdzie była to dziewczyna przecudna i słodko pachnąca; po prostu światło i miód dla serca każdego mężczyzny. Gabriela od Cabanisa również jest istotą niezwykłej urody i przeraźliwej sile oddziaływania na męski świat. Bierze sobie zresztą z tego świata garściami – co chce, kogo chce i na ile chce. Zdradza męża, zdradza wszystkich swoich chłopaków, zdradza narratora. Przy tym kłamie, kręci, oszukuje, zwodzi, kaprysi, nie dotrzymuje słowa. Jednym słowem z rozmysłem używa całego arsenału pięknej, zwodniczej i nieuchwytnej Francuzki. Jest przy tym powierzchowna, mimo wykształcenia i erudycji i egoistyczna, lekceważy tych, którzy ją zdobyli a łapie się na lep kłamstewek i blag obcych ludzi. Może kluczem do jej osobowości jest zbyt szybkie uleganie nudzie? To już problem jej kochanka, który opisuje ten burzliwy i nieprzewidywalny związek. Problem chyba faktycznie wielki i skomplikowany - jak każda nieszczęśliwa miłość, bo bohater, mimo pełnej świadomości wad swej dziewczyny, niemal nie jest w stanie wyzwolić spod jej magnetycznego wpływu. Hmm, gdyby była brzydka, ta historia nawet by się nie zadziała… Sam narrator to bardzo ciekawa i trochę złamana życiem postać. Niby nic złego nie dzieje się w jego spokojnym życiu, które toczy się we Francji w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, w wygodnym mieszczańskim domu pełnym pamiątek po przodkach. On sam jest pisarzem a jednym z problemów, jaki wniósł w jego życie huragan zwany Gabrielą, jest niemoc twórcza. A miałby o czym pisać! Nosił się z pomysłem na powieść o bitwie pod Tuluzą a w międzyczasie czytelnik odkrywa, że nie byłaby to fikcja, a opowieść o jego pradziadkach! Ten człowiek jest zresztą cały czas zanurzony w przeszłości, zatopiony we wspomnieniach o rodzicach, o własnym dzieciństwie, o dawnym domu pachnącym babcinym ciastem i spokojnym dobrobytem. Może stąd to przywiązanie do Gabrieli, którą pierwszy raz zobaczył jeszcze jako mały chłopiec? Albo cały ten smutek i niespełnienie, jakie go otaczają to wyraz dekadencji i żałoby za czasem minionym, powojenną zmianą wartości i utratą znaczenia własnej klasy społecznej. Miło było poczytać coś z Francji, ale nie traktującego o rewolucji, rozumie, oświeceniowych szałach, antyklerykalizmie, krytyce społecznej i tym całym soc-kombo w galijskim wydaniu. Ta książka to po prostu opowieść o trudnej miłości kobiety i mężczyzny. Trochę nudna, trochę powolna, ale przywracająca godność gatunkowi literackiemu zwanemu romansem.
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na64 miesiące temu
Wiwisekcja Patrick White
Wiwisekcja
Patrick White
Dobre, ale trochę niedobre: to przykład takiej powieści. Czyta się dobrze, zaczyna się bardzo dobrze i tak do połowy uznawałem ją za bardzo dobra, choć bez żadnej oryginalności w narracji czy fabule. Potem powieść moim zdaniem grzęźnie. Nadal czyta się dobrze, ale fabularnie jest mniej interesująca. Gdzieś koło 75% treści straciłem większość zapału do czytania, ale przeczytałem do końca. Fabularnie (spojler, uwaga),to czas gdy stary bohater zakochuje się w 13-14 latce i z nią śpi, a potem latami o niej myśli i ma o nią ból dupy. Nie mam nic przeciw takim wątkom, np. Lolitę uważam za wybitną, ale w tej powieści jest to drętwe, nudne, miałkie, czy jakie tam. W ogóle żałuję, że straciłem kilkanaście godzin na tą powieść. Postać niezrozumiałego cierpiącego artysty okazuje się nudna, podobnie wątki poboczne. Niby wszystko jest napisane dobrze, poprawnie, ale powieść traci szansę na zaskoczenie czytelnika, na powiedzeniu dużo więcej. Mamy za to długą treść bez niespodzianki w formie, treści, rozwoju akcji itd. W zasadzie wolę powieści nawet wyraźnie gorsze, które jednak nas zaskoczą niż takie całkowicie poprawne i dobre, które nie wychodzą w niczym dalej, więcej, nic nie ryzykują, tylko grzeją to samo przez kilkanaście godzin czytania. Jeśli ta powieść jest dla autora charakterystyczna, nie wrócę do niego. 6/10 mimo początkowej połowy 8/10. Postać Rhody oczywiście fajna.
Dzierzba - awatar Dzierzba
oceniła na65 miesięcy temu
Dzikie palmy William Faulkner
Dzikie palmy
William Faulkner
Taka trochę hybrydowa książka. Składa się z dwóch równolegle prowadzonych nowel. Pierwszej, ,,Dzikie palmy” o kochankach. Drugiej, dużo gorszej, ,,Stary” o więźniu. Tak szczerze, to sięgnąłem tylko dlatego, że czytał ją bohater filmu ,,Perfect days” Wima Wendersa, na którym byłem w kinie. Pomyślałem, że może było w tym jakieś ,,drugie dno”. Nawiązując do kochanków, lektura traktuje o mężatce (toksycznej moim zdaniem),która robi sobie przerwę od męża i małoletnich córek na młodego, niedoświadczonego (trochę bez charakteru) lekarza. Moim zdaniem, historia ta zaczyna się bardzo płasko. Nie oceniam bohaterów, nie oceniam logiki, bo uczucia i romanse logiczne nie są. Historie, gdzie wszyscy pukają się matce po głowie, a ona przekornie zostawia rodzinę dla jakiegoś, prawie nieznanego, mężczyzny - zdarzają się. Bo ,,się zakochała”, bo ,,jutra nie ma”, bo ,,ona chce żyć” i inne pseudo mądrości na krótki dystans. Zgodzimy się wszyscy, że one (te historie) rozgrywają się na EMOCJACH. I początku tego uczucia autor nam po prostu nie pokazał. Schadzka wypada blado, decyzja o opuszczeniu rodziny jest z kapelusza. Akcja ,,Dzikich palm" rozkręca się w podróży. Para Wpada na ,,świetny” pomysł, że jak będą zmieniać miejsca zamieszkania, to nie dopadnie ich rutyna…. I tu książka porusza. Nieraz chciałem potrząsnąć bohaterem i wykrzyczeć mu ,,Człowieku, zwariowałeś? Nic dobrego z tego nie będzie! Nie widzisz jak ona się do Ciebie odnosi? Wracaj do szpitala!”. Książka pięknie ukazuje obraz USA z czasów Roosevelta (1938 r.). Nowy Orlean, wybrzeże Zatoki Meksykańskiej, Chicago, dzikie wybrzeże jeziora Michigan, kopalnie w Utah (polskie wątki). Foulkner wykazał się dużą mądrością życiową, ukazując, bez ocen, tragizm, związku opartego wyłącznie na emocjach, w kontrze do prozy życia. Przyznam jednak, że lektura wypada blado (zwłaszcza przez początek) przy ,,Annie Kareninie” Tołstoja, która ma dość podobny ,,szkielet” fabuły. Książka zasługuje na ocenę 7/10, ale obniżam, bo lektura ,,Starego”, drugiej nowelki nie porywa. Jest chaotyczna, nudna i tak szczerze to zmęczyła mnie na tyle, że jej nie dokończyłem. Za bardzo byłem ciekawy ,,Dzikich palm”.
wiciu - awatar wiciu
ocenił na64 miesiące temu
Każdemu, co mu się należy (od mafii) Leonardo Sciascia
Każdemu, co mu się należy (od mafii)
Leonardo Sciascia
Sycylijski sierpień 1964 roku. Aptekarz Manno otrzymuje anonimowy list przepowiadający jego śmierć. Mieszkańcy miasta traktują to jako żart. Następnego dnia doktor Manno i jego kompan Roscio giną w czasie polowania. Zagadkę postanawia rozwiązać profesor Paolo Laurana. Śledztwo policji stanęło w miejscu. Miasto zaczyna żyć spekulacjami. Laurana zaczyna pytać napotkanych ludzi o coraz niebezpieczniejsze tematy. Roscio podobno miał mieć kompromaty na wysoko postawioną osobę. Rozmówcy doradzają mu wycofanie się ze śledztwa, wytykając mu jego naiwność i zepsucie społecznego systemu. Laurana był czterdziestolatkiem uzależnionym psychicznie od matki. Jego relacje z kobietami polegały na czystej fantazji. To ostatecznie było jego upadkiem, bo zaufał wdowie po Roscio, która chciała się go pozbyć. Bowiem w domu prałata wychowywała się siostrzenica, pani Roscio i jego bratanek Rossi. Kochali się od dzieciństwa. Roscio ich nakrył, ale nie zrobił z tego skandalu. Zabójstwo Rosciego było sposobem na zamknięcie mu ust i usankcjonowanie małżeństwa tej dwójki, a Manno był tylko wabikiem. Laurana za węszenie został usunięty przez tych samych ludzi. Sciascia ukazuje zepsucie włoskiego społeczeństwa. Miasto zadowala się pierwszym lepszym wytłumaczeniem zabójstwa, a jednocześnie każdy wie, co tak naprawdę się wydarzyło. Ci, którzy nie są obojętni, są umoczeni w zbrodni. Najbardziej świadomi wiedzą o swojej bezradności, a Laurana wydaje im się dzieckiem we mgle. Religia została pokazana jako podpora dla szemranych działań. Miłość Roscio i Rossiego nie mogła być akceptowana; dopiero po zabójstwie jej męża ponowne wyjście za mąż, tym razem za Rossiego, postrzegane było jako akt poświęcenia. Tym samym teraz religia zezwoliła na małżeństwo kuzynostwa. Ksiądz został księdzem dla spadku rodzinnego, a w wolnym czasie czyta Casanovę. Obraz potencjalnie pięknego i spokojnego sycylijskiego miasteczka kontrastuje z niebezpieczeństwem, które powstaje, gdy mówi się zbyt głośno na forum o sprawach oczywistych. Zakłamanie i dwójmyślenie były konieczne w nierównej walce z mafią. https://www.instagram.com/metakonteksty/
Metakonteksty - awatar Metakonteksty
ocenił na66 miesięcy temu
Intruz William Faulkner
Intruz
William Faulkner
William Faulkner to autor, który nigdy nie bał się zaglądać w mroczne zakamarki ludzkiej duszy, tak jak nie bał się konfrontować z najtrudniejszymi tematami własnego regionu — amerykańskiego Południa. W Intruzie z 1948 roku Faulkner podejmuje problem rasizmu w sposób, który do dziś może uchodzić za odważny, a przy tym subtelny i daleki od prostych, publicystycznych rozstrzygnięć. To powieść, która balansuje między napięciem kryminalnym a moralnym dramatem, między osobistą inicjacją chłopca a symboliczną walką o zbiorowe sumienie Południa. Na pierwszy rzut oka Intruz wydaje się być historią niemal detektywistyczną. Czarnoskóry rolnik Lucas Beauchamp zostaje oskarżony o zamordowanie białego człowieka — Vinsona Gowriego. Oskarżenie jest natychmiastowe, niemal instynktowne, jako echo starych uprzedzeń. W miasteczku Jefferson odzywają się automatyczne, atawistyczne odruchy: tłum domaga się linczu, sprawiedliwość ma być szybka, bez procesu, bez pytań. Ale Faulkner nie daje się zamknąć w ramy klasycznej opowieści o zbrodni. W rzeczywistości morderstwo staje się pretekstem do znacznie głębszej refleksji nad społecznością, historią i zbiorową winą. Lucas Beauchamp, daleki od stereotypu „uległego czarnego”, jest człowiekiem dumnym, wyniosłym, świadomym własnej wartości. Nie zabiega o sympatię białych, nie kłania się uniżenie, nie próbuje prosić o litość. W tej postawie kryje się coś niezwykle rewolucyjnego, jak na kontekst Południa lat 40. XX wieku. Głównym „białym” bohaterem jest tu szesnastoletni Chick Mallison, młody chłopak, który przeżywa swoją inicjację moralną. To właśnie Chick, wychowany w atmosferze tradycyjnych południowych przesądów, przechodzi najgłębszą przemianę. Jego proces dojrzewania to droga od biernego przyjmowania uprzedzeń otoczenia ku świadomemu aktowi sprzeciwu wobec niesprawiedliwości. Faulkner z niezwykłą przenikliwością pokazuje, jak trudno wyrwać się z kolektywnego myślenia. Momentem kluczowym w powieści jest nocne odkopanie trumny Gowriego. Chick wraz z prawnikiem Gavinem Stevensem i swoją ciotką Miss Habersham (postać zaskakująco silna, emanująca etyczną odwagą) wyciągają z ziemi ciało, by udowodnić niewinność Lucasa. W tej scenie, niemal gotyckiej w atmosferze, zawiera się cały symbolizm powieści: aby odkryć prawdę, trzeba zejść do ciemności, zmierzyć się z trupem — zarówno dosłownym, jak i metaforycznym, bo miasteczko Jefferson ma swoje „trupy w szafie”, w postaci długo skrywanej, zbiorowej winy rasowej. Faulkner w Intruzie konfrontuje czytelnika z problemem amerykańskiego mitu Południa — mitem opartym na honorze, rodzinie, rycerskich ideałach. Mit ten jednak od początku był skażony niewolnictwem i głęboko zakorzenionym rasizmem. Intruz staje się swoistym sądem nad tym mitem: stary porządek społeczny ukazuje się jako kruchy konstrukt, którego fundamenty zaczynają pękać. Ciekawym zabiegiem Faulknera jest zestawienie Lucasa z Chickiem. Lucas, dojrzały mężczyzna, jest w pełni świadomy mechanizmów społecznych i własnej pozycji, a jednocześnie przewyższa otoczenie moralnie i duchowo. Chick natomiast dopiero zaczyna rozumieć świat; jego bunt przeciw tłumowi linczowemu ma w sobie jeszcze pewną naiwność, ale to właśnie w tej niewinności Faulkner widzi zalążek nadziei. Warto przyjrzeć się także postaci Gavina Stevensa, lokalnego prawnika i zarazem moralnego intelektualisty. Stevens nie jest jednak postacią jednowymiarową: często bywa paternalistyczny, a jego „liberalizm” podszyty jest rodzajem wyższości wobec czarnych. Faulkner, daleki od hagiografii, pokazuje, że nawet „dobry biały” nie jest wolny od subtelnych form uprzedzenia. Język Faulknera w Intruzie jest mniej barokowy niż w takich dziełach jak Absalomie, Absalomie! czy Wściekłość i wrzask, ale nadal intensywnie zmysłowy, złożony, nasycony wewnętrznymi monologami. Opisy przestrzeni — pola bawełny, lepkie południowe noce, duszne izby sądowe — pełnią tu funkcję psychologiczną. Krajobraz staje się odbiciem wewnętrznego stanu postaci. Nie sposób nie dostrzec, że Intruz jest także powieścią o amerykańskiej wspólnocie, której istnienie opiera się na przemocy symbolicznej i realnej. Faulkner pyta: czy można zbudować nowe społeczeństwo bez zerwania z przeszłością? Czy możliwe jest pojednanie, jeśli fundamentem relacji jest rasa i przemoc? W tym kontekście postać Lucasa Beauchampa nabiera cech figury mitycznej — jest zarazem intruzem i sumieniem Południa. Odważny, niezależny, nieprzejednany — staje się lustrem, w którym biali mieszkańcy Jefferson muszą dostrzec własną hipokryzję. Jego niewinność, z początku wątpliwa dla społeczności, demaskuje groteskowy absurd linczów i pokazowych oskarżeń. Sceny zbiorowe — zwłaszcza opisy tłumu gotowego do samosądu — są mistrzostwem Faulknera. Zbiorowość nie ma twarzy, to bezkształtny organizm, karmiony plotką i pierwotnym strachem. Gdy Chick przechodzi obok ludzi zebranych przed więzieniem, ma wrażenie, że patrzy na potwora, a nie na sąsiadów. To metafora nie tylko Południa, ale każdej społeczności, która ulega psychologii tłumu. W warstwie symbolicznej Intruz można czytać jako powieść o grzechu pierworodnym Południa: niewolnictwie i rasizmie. Faulkner, który sam był dzieckiem Południa, mierzy się z dziedzictwem, które wielu chciałoby zamieść pod dywan. Nie poprzestaje na pokazaniu brutalności zewnętrznej — dociera do subtelnych form przemocy codziennej, obecnej w języku, gestach, milczeniu. Interesująca jest rola kobiet w powieści, zwłaszcza Miss Habersham, która wbrew konwenansom bierze udział w wykopaniu trumny. Symbolicznie staje się łącznikiem między starym Południem a nowym światem, który dopiero się rodzi. W jej decyzji nie ma egzaltacji ani taniego heroizmu — jest za to głęboka, wypracowana etyczna konsekwencja. Często zwraca się uwagę na zaskakujący wątek optymistyczny Intruza. W odróżnieniu od bardziej pesymistycznych dzieł Faulknera, tu w finale pojawia się cień nadziei: Lucas zostaje uniewinniony, a Chick dokonuje wewnętrznego przełomu. Ale ten optymizm jest raczej zniuansowany niż triumfalny. Faulkner nie oferuje happy endu w hollywoodzkim stylu; daje raczej moment wytchnienia, który może być początkiem, ale równie dobrze iluzją. Co istotne, Intruz powstał w momencie, gdy kwestia rasowa zaczynała ponownie wracać do centrum dyskursu publicznego w Stanach Zjednoczonych. Faulkner przewidział, że problem rasowy nie zniknie sam z siebie — przeciwnie, będzie wymagał bolesnej konfrontacji i rezygnacji z mitów. Powieść jest także ciekawym głosem na temat roli literatury. Faulkner zdaje się mówić: pisarz nie jest od pocieszania, ale od stawiania trudnych pytań, od grzebania w ciemności. W Intruzie zamiast idealistycznych reformatorów mamy ludzi uwikłanych w tradycję i własne ograniczenia, którzy jednak — w niektórych momentach — zdobywają się na odwagę przekroczenia granic. Szczególne znaczenie ma język rasowy, którym posługują się mieszkańcy Jefferson. Jest to język pełen eufemizmów, uników, stereotypów. Chick od początku przechodzi drogę od bezrefleksyjnego powtarzania zasłyszanych określeń do własnego, krytycznego języka. To pokazuje, jak głęboko przemoc może być zakorzeniona nie w czynach, lecz w samych słowach. Pod względem konstrukcji narracyjnej Faulkner znów eksperymentuje z czasem, choć mniej radykalnie niż w Wściekłości i wrzasku. W Intruzie czas jest bardziej linearny, ale wciąż pełen retrospekcji, wspomnień, wewnętrznych rozważań. Nie chodzi tu o ukrywanie fabuły, lecz o pokazanie, że wydarzenia kształtują się nie tylko w zewnętrznym porządku, ale także w świadomości uczestników. W finale Chick, patrząc na Lucasa odchodzącego w pola bawełny, zaczyna rozumieć, że wszystko dopiero się zaczyna. Symboliczna cisza, która zapada, jest bardziej wymowna niż jakikolwiek płomienny monolog. Intruz to powieść, która wykracza poza ramy społecznego komentarza. To również studium jednostki wobec zbiorowości, odwagi wobec konformizmu, godności wobec upokorzenia. Faulkner, mistrz paradoksu, nie moralizuje. Pokazuje świat w całym jego brudzie i pięknie, w rozpaczy i w nikłej nadziei. Być może dlatego Intruz wciąż pozostaje tak żywą książką. W epoce, gdy na nowo rozmawia się o rasie, tożsamości i odpowiedzialności zbiorowej, Faulkner zdaje się szeptać zza grobu: nie wystarczy zmienić prawa, trzeba zmienić serca. A to zawsze jest najtrudniejsze. Lucas Beauchamp, niezłomny „intruz”, przypomina, że prawdziwa wolność zaczyna się tam, gdzie kończy się strach przed odrzuceniem i przemocą. Chick Mallison zaś staje się figurą przyszłości — tej, która jeszcze nie nadeszła, ale o którą warto walczyć. Intruz nie jest opowieścią o jednym procesie sądowym. To raczej traktat o długim, bolesnym procesie dojrzewania całego społeczeństwa. I choć w literackim świecie Faulknera nic nigdy nie jest proste, Intruz pozostaje jednym z jego najjaśniejszych świateł — tym bardziej przejmującym, że świeci w mroku.
Bratyslawski - awatar Bratyslawski
ocenił na108 miesięcy temu
Pomocnik Bernard Malamud
Pomocnik
Bernard Malamud
Brooklyn, Nowy Jork, lata 50. XX wieku. Przenosimy się w czasie i przestrzeni do nowojorskiej dzielnicy biedoty, do podupadającego sklepu spożywczego prowadzonego przez żydowskich imigrantów z Rosji, w wietrzny listopadowy ranek wciągamy do sklepu ciężkie skrzynki z mlekiem, przesypujemy bułki z torby do drucianego kosza, sprzedajemy jedną z nich za trzy centy siwowłosej Polce, zapalamy grzejnik gazowy, parzymy kawę w sczerniałym emaliowanym garnku, liczymy skromne dochody, zastanawiamy się, gdzie podziała się nasza młodość, dlaczego zmarnowaliśmy życie i jak przetrwać do pierwszego, czekamy na klienta, choć nie nadchodzi i uśmiechamy się ponuro przeglądając żydowską gazetę, jednym słowem, dzielimy troski i aspiracje bohaterów powieści. „Tyle się spodziewał po Ameryce, a dostał tak mało.” Jest w tej książce sporo biedy, cierpienia i trosk, ale niewątpliwie jest to powieść wysokiej duchowej urody, dodająca otuchy moralnej, a do tego czyta się świetnie, dlatego cenię, szanuję, uważam, admiruję i wysoko stawiam, Bernard Malamud, amerykański pisarz pochodzenia żydowskiego, wychowany na Brooklinie w rodzinie imigrantów z Rosji, wierzy, podobnie, jak Dostojewski, że szansę na odkupienie win ma największy nawet grzesznik i ta wiara jest w tym utworze czytelna, jest „zbrodnia”, jest „kara” i jest „nadzieja na odkupienie win”, jest także napięcie pomiędzy światem duchowym a materialnym, tak charakterystyczne dla najważniejszych dzieł Marca Chagalla oraz mnóstwo refleksji o tym, jak trudno jest zmienić kierunek życia. Powieść spodoba się czytelnikom czułego i niepomnego uraz serca. Książka wydana w roku 1957. „- Moja mama pyta - powiedziała prędko - czy pan mógłby jej dać na kredyt do jutra funt masła, bochenek żytniego chleba i małą butelkę octu jabłkowego. Kupiec znał matkę. - Nie będzie więcej kredytu. Dziewczynka wybuchnęła płaczem. Morris dał jej ćwierć funta masła, chleb i ocet. Odnalazł na podniszczonym kontuarze, obok kasy, pokreślone ołówkiem miejsce i dopisał liczbę pod pozycją „Pijaczka”. Suma ogólna wyniosła teraz dwa dolary i trzy centy, których nie miał nadziei nigdy zobaczyć. Ale Ida zrzędziłaby, gdyby zauważyła nową kwotę, więc zmniejszył sumę do jednego dolara i sześćdziesięciu jeden centów. Jego spokój - ta odrobina spokoju, jaką miał - wart był czterdzieści dwa centy.” Przewrotnie rzecz ujmując, można zaryzykować stwierdzenie, że jest to powieść również o tym, że z wiekiem spada zapotrzebowanie na zysk, a rośnie na święty spokój. ; )
Jeanne - awatar Jeanne
ocenił na81 rok temu
Centaur John Updike
Centaur
John Updike
Pokryty srebrnymi łuskami narrator, posługując się eksperymentalną strukturą narracyjną i nudnym natchnieniem relacjonuje (wspomina) trzy dni spędzone z jeszcze nudniejszym — bo czemuż byśmy mieli tego nie wyznać! — ojcem, tytułowym Centaurem — Chironem, posępnym i flegmatycznym nauczycielem przyrody, cyzelatorem błahostek, otoczonym ciągłą atmosferą katastrofy i śmiechu, zdolnym przejść o własnych siłach przed plutonem egzekucyjnym; jest to zarazem nekrolog i hymn mu poświęcony. „Centaur” łączy świat mitologii greckiej z małomiasteczkowym otoczeniem Pensylwanii w połowie XX wieku, z naciskiem na łączy. Dwie domeny mienią się, spływają, wspierają i wypierają wzajem niczym kobieta i wąż w ciele Meluzyny. To tu zbierzemy cały miód i oliwę dzieła. Postacie płynnie przechodzą od bycia „zwykłymi” Amerykanami do swoich mitologicznych odpowiedników — pył swoistej realności miesza się z magicznym piaskiem. Ubrane w odzież prozaicznych przymiotów kryją mityczne postaci, przez co dosięgają w wyrazie swoich nieco indeksowanych myśli pewien wdzięk, a nie wydźwięk. Powieść wznosi się na wyżyny mitologicznych hiperboli, kiedy drepcze upudrowanym traktem przyziemnej krzątaniny. Złożone aluzje mitologiczne i obfity luksus szczegółowego obrazowania, i wiele innych danych zarówno ścisłych, jak i nasennych, podwyższają niejako „realizm” (w najgłębszym sensie tego zdegenerowanego słowa, a nie w rozumieniu tego co przeciętny czytelnik odbiera jako przystające do „przeciętnej rzeczywistości”) i oddają „należny hołd” skądinąd pozbawionej impetu i mdłej prozaiczności; posiadając moc czynienia z pospolitości rzeczy niezwykłych, wydobywają ze słabostek i śmiesznostek „kosmiczną” stronę „dramatu” życia, aż zasnąć można. Ktoś inny przepisałby zwyczajną w takich wypadkach papkę, a nie ten lwi szpik.
Peonia_Pirat - awatar Peonia_Pirat
ocenił na83 miesiące temu
Pod wulkanem Malcolm Lowry
Pod wulkanem
Malcolm Lowry
Przebrnęłam, ale czy było warto? Chyba popełniłam błąd zabierając się za tę powieść w Angielskim oryginale. Można było czytać po polsku a pewnie i tak byłoby nielekko. Pozytywy Bardzo ciekawy obraz człowieka już doszczętnie zniszczonego alkoholem. Temat, wiemy że istnieje, jednak ja nigdy nie poświęciłam mu wiele uwagi. Tutaj zmierzymy się ze szczegółową i brutalną ilustracją jak wygląda dzień z życia osoby w ostanim już chyba stadium alkoholizmu. Bardzo mocne i przejmujące. Negatywy Już sam fakt że książka zaczyna się 50-stronnicową przedmową w której autor broni i argumentuje dlaczego absolutnie nic z żadnego rozdziału nie powinno być pominięte ani skrócone - wskazuje że chęć skracania i pomijania pojawiła się już na samym początku. I ja bym się z tą sugestią zgodziła. W dodatku w tej przedmowie zdradzana jest fabuła, przez co od początku wiedziałam już jak powieść się skończy. Książka pełna jest dzikich zabiegów literackich, których ja nie kupuję. Wyegzaltowany język, przedłużane niemiłosiernie zdania, które w zasadzie prowadzą donikąd, na początku cała masa mylących odniesień do wątków które zostaną dopiero wprowadzone w kolejnych rozdziałach. Albo te fragmenty gdzie fabuła przeplatana jest całymi paragrafami oderwanego od reszty tekstu, np. opisem budowy katedry, który był bez żadnego znaczenia dla powieści. Po przeczytaniu jednego takiego zdania, porządnie zmęczona już tą powieścią kończyłam zwyczajnie przeskakując linijki tekstu. Autor zapewne widział sens i wartość w tego typu smaczkach, ja niekoniecznie podzielam tę wizję. Takie eksperymenty literackie są fajne i ciekawe, ale te nie były dobrze skomponowane w całość, a książka była przez to nie do zniesienia. Historia i pomysł bardzo ciekawy ale styl pisania powodował że odliczałam strony do końca. Szkoda! Dałabym niższą ocenę, ale dodam parę gwiazdek tylko i wyłącznie ze względu na pewien szacunek do ludzi świata literatury którzy bardziej niż ja poważają to dzieło.
truku - awatar truku
ocenił na65 miesięcy temu

Cytaty z książki Wielka kariera

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Wielka kariera