
Arno Giese
Arno Giese – urodzony 24 sierpnia 1941 roku w Pile (Schneidemühl),gdzie też spędził swoje dzieciństwo.
Czasowo od roku 1956 mieszkał na Śląsku, skąd wrócił do Piły w roku 1960.
W listopadzie 1978 roku wyemigrował do Niemiec w ramach akcji łączenia rodzin. Mieszka w Bad Tölz na Bawarii.
Z zamiłowania publicysta i fotoreporter zrzeszony w Association Polonaise des Auteurs, Jurnalistes et Traducteurs en Europae (Stowarzyszenie Polskich Autorów Dziennikarzy i Tłumaczy w Europie) z siedzibą w Paryżu. Korespondent polskiej prasy emigracyjnej w Niemczech, Stanach Zjednoczonych, Anglii, Francji i na Litwie. Specjalizujący się w tematyce religijnej, ze szczególnym uwzględnieniem kultu maryjnego w sanktuariach nie tylko polskich. Nie stroni jednak od tematyki politycznej, kulturalnej, gospodarczej i socjalno-społecznej. Dokumentalista historii Polonii niemieckiej. Posiada w swoich prywatnych zbiorach około 30 tysięcy zdjęć dokumentujących historię ostatniego 20-lecia Polonii oraz polskich służb dyplomatycznych i konsularnych w Niemczech.
Inicjator powstania Polskiej Misji Katolickiej w Bonn obejmującej polskojęzycznym duszpasterstwem kościoły w Brühl, Euskirchen, Troisdorf, Bad Honnef i Bonn, w której organizował życie kulturalne Polonii niemieckiej a m.in. zabawy, spotkania dla dorosłych, wieczory muzyczno-poetyckie, rekolekcje i odczyty oraz kursy nauki języka niemieckiego.
Debiut dziennikarski: Moja rzymska przygoda – spotkanie z Ojcem Świętym, „Głos Katolicki” (Paryż) 1986 rok. Autor licznych publikacji i korespondent czasopism: „Nasze Słowo” „Zbliżenia-Annährungen” „Exodus” „Info&Tips” „AP-GEW” „Samo Życie” „Dialog” „Fakty” „Głos Polski” – Niemcy, „Kurier Wileński” „Nasz Czas” „Magazyn Wileński” – Litwa, „Gazeta Niedzielna” – Anglia, „White Eagle-Biały Orzeł” „Nowy Dziennik” – U.S.A., „Tygodnik Pilski” „Wprost” „Bandera” „Żołnierz Polski” „Forum Polonijne” „Polska Zbrojna” „Nasza Polska” „Tygodnik Polski” „Wspólnota Polska” „KALEIDOSCOPE” – Polska.
Autor „Krynicy Łask” Radom (1997) – monografii o Sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia Pani i Królowej Ziemi Radomskiej w Starej Błotnicy.
Autor „Na ołtarzu ojczyzny” Pelplin (2001) – biografii siedmiu Polaków, których losy rzuciły na różne fronty II wojny światowej i powojennej Polski, którzy wykazali niesamowity hart ducha i dla obrony honoru, wolności i tożsamości narodowej nie zawahali się i życie swe składali na ołtarzu miłości Ojczyzny.
W pierwszym tomie „Królowa narodu” Pelplin (2000) (z tej serii zaplanowanych jest 11 tomów pod wspólnym tytułem „Królowa narodu”) przedstawił monografie czterech wybranych sanktuariów maryjnych Pomorza oraz historię kultu i czci Matki Bożej Łaskawej z kościoła Ormian polskich w Stanisławowie – obecnie w kościele św. Piotra i Pawła w Gdańsku.
Drugi tom „ Królowej narodu - Strażnica katolicyzmu” Pelplin (2002) to monografia Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Skrzatuszu, Pani i Królowej Ziemi Wałecko-Pilskiej. Najstarszego tradycyjnie sanktuarium diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej.
Autor „Kuriera kardynała” Pelplin (2004) – jest to niezwykła historia uratowania przez sierżanta Wehrmachtu w noc z 18 na 19 lipca 1941 roku przed zniszczeniem i zbezczeszczeniem relikwii św. Wojciecha w Gnieźnie. Bohater tej książki Urban Thelen, były tajny kurier kadr. Adolfa Bertrama z Wrocławia uratował także życie poszukiwanemu przez Gestapo ks. Janowi Michalskiemu –późniejszemu sufraganowi gnieźnieńskiemu, ale nie tylko jemu. Książka zawiera także skróconą historię Archidiecezji Gnieźnieńskiej, Rektoratu Polskiej Misji Katolickiej w Niemczech a także historię powstania Polskiej Misji Katolickiej w Akwizgranie (Aachen) oraz Polskiej Misji Katolickiej w Kleve.
W niecały rok później dokonano drugiego wydania „Kurier kardynała – Der Kurier des Kardinals”, Wydawca – Fundacja „Semper Silesia-Tradycja Narodów Wspólnym Dziedzictwem”, Katowice 2005.
Drugie wydanie zostało powiększone o rozdziały:
- Posłowie
- Pamiętnik wspomnień Urbana Thelen – uzupełnienia
- Prasowe echa promocji „Kuriera kardynała
Drugie wydanie ukazało się w wersji dwujęzycznej, w jednym egzemplarzu po polsku i po niemiecku.
"Wydanie "Kuriera Kardynała" przez fundację "Semper Silesia - Tradycja narodów wspólnym dziedzictwem" stało się możliwe dzięki pomocy i zrozumieniu osób oraz instytucji, dla których ważne i bliskie jest polsko-niemieckie pojednanie. Ponieważ zaangażowanie to dotyczy zarównoPolaków jak i Niemców, z satysfakcją możemy powoiedzieć, że sam ten fakt jest cząstką naszego pojednania.
Oddajemy w Państwa ręce książkę dwujęzyczną by w ten sposób symbolicznie podkreślić wspólność dziedzictwa naszych narodów. - Prezes Fundacji Semper Silesia Jan Zając."
W trzecim tomie „Królowej Narodu“ przedstawił sanktuaria Ziemi Warmińskiej w Stoczku Warmińskim, Gietrzwałdzie oraz w Świętej Lipce ponadto w Niemczech w Neviges i w Kevelaer oraz w Banneux w Belgii.
Tom IV "Królowej Narodu" to monografia Sanktuarium Matki Bożej Rokitniańskiej. Autor odpowiada również na pytanie skąd wziął się tytuł "Królowa Polski" i kto pierwszy zarządał rozsławiania nim imienia Najświętszej Marii Panny.
Współautor książki pt. „20 lat wspólnej drogi” – historia powstania Polskiej Misji Katolickiej w Bonn – praca zbiorowa pod redakcja ks. dr Tadeusza Talika TChr., Druk: GRAPUS Sp. z o.o. Szczecin 2007
W tomie piątym „Królowej Narodu”, Pelplin 2008, autor przedstawił monografie sanktuariów maryjnych Archidiecezji Poznańskiej w Gostyniu, Borku Wielkopolskim i w Wieleniu Zaobrzańskim.
Tom VI „Królowej Narodu”, Pelplin 2008, zawiera monografie sanktuariów maryjnych Diecezji Radomskiej w Starej Błotnicy, Skrzyńsku i w Studziannie.
W tomie siódmym „Królowej Narodu”, Wydawnictwo „Bernardinum”, Pelplin 2009, autor przedstawił monografie sanktuariów maryjnych na północno-wschodnich rubieżach Polski, w Sanktuarium Matki Bożej w Różanymstoku – Archidiecezja Białostocka oraz Sanktuarium Matki Boskiej Hodyszewskiej w Hodyszewie – Diecezja Łomżyńska.
W tomie ósmym „Królowej Narodu”, Wydawnictwo „Bernardinum”, Pelplin 2009, autor przedstawił monografie Sanktuariów Maryjnych Dziecezji Siedleckiej. Sanktuarium Matki Bożej - Królowej Pokoju Patronki Żołnierzy Września w Woli Gułowskiej, Opiekunki Podlasia Pani w Kamiennym Portrecie w Leśnej Podlaskiej. Ponadto autor umieścił w tym tomie także wspomnienia z pielgrzymki do Sanktuarium Matki Bożej w Lourdes oraz do Ziemi Świętej.
W tomie dziewiątym „Królowej Narodu”, Wydawnictwo „Bernardinum”, Pelplin 2010, autor przedstawił monografię Sanktuarium Matki Bożej Kodeńskiej - Królowej i Matki Podlasia, oraz Sanktuarium Matki Bożej Różańcowej w Fatimie - Portugalia. W publikacji tej Arno Giese przedstawił także odpis książki „Niepokalana Królowa Polski”, autorstwa Józefa Stanisława Pietrzaka, która wydana została 26 kwietnia 1926 roku w Krakowie.
Za swoją twórczość publicystyczną, działalność charytatywną oraz pracę na rzecz niemiecko-polskiego pojednania został w dniu 20 kwietnia 2007 roku wyróżniony przez Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej. Odznaczenie wręczone zostało w Konsulacie Generalnym Rzeczypospolitej Polskiej w Kolonii w dniu 21 września 2007 roku przez Konsula Generalnego RP Andrzeja Kaczorowskiego.
Obecnie współpracuje z prasą polonijną w Stanach Zjednoczonych, Anglii i w Niemczech.
Żonaty, żona Barbara Polka, troje dzieci.
Moja rzymska przygoda
Każdy, kto choć jeden raz spotkał się ze świętej pamięci Papieżem Janem Pawłem II, z pewnością do końca swoich dni będzie dziękował Opatrzności Bożej za tę radosną chwilę, za łaskę dostąpienia tego zaszczytu i niezwykłego wyróżnienia.
A cóż ja mam powiedzieć? Jak dziękować Panu Bogu za te moje pięciokrotne spotkania? Jak dziękować za to, że te spotkania tak diametralnie odmieniły moje życie? Jak dziękować za to, że dzięki Niemu, dzięki tym spotkaniom zostałem autorem kilku książek, stałem się publicystą i fotoreporterem?
Pierwszy raz, w bliskości tego Wielkiego i Świętego człowieka znalazłem się 15 listopada 1980 roku, podczas pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Niemiec. Pamiętam, wybrałem się tego dnia na dworzec kolejowy w Brühl. Wiedziałem, że Ojciec święty przyjedzie tam z Bonn pociągiem, aby spotkać się z czołowymi politykami rządu niemieckiego i korpusem dyplomatycznym akredytowanym w Niemczech oraz ważnymi osobistościami z różnych dziedzin życia kraju. Spotkanie odbywało się w miejscowym pałacu (Schloß Augustusburg, Brühl),którego fundatorem był wnuk Jana III Sobieskiego Klemens August. Honory pana na zamku pełnił ówczesny prezydent Niemiec Karl Carstens. Do dzisiaj zastanawiam się nad tym, dlaczego wówczas przyłączyłem się do grupy oczekujących tam Polaków. Pociąg podjechał bezszelestnie. Papież przeszedł przez peron i zbliżał się do oczekującego go samochodu. Zaczęliśmy bardzo głośno skandować: witamy Cię, Ojcze święty, witamy Cię, Ojcze święty!... Usłyszał nas. Zwrócił się w naszą stronę, pokiwał nam ręką i wsiadł do samochodu, oczekującego tuż przy wyjściu. Dojechał nim do odległego o około 400 metrów pałacu.
Postanowiliśmy czekać przy dworcu, aż skończy się spotkanie. Czas oczekiwania skracaliśmy sobie śpiewaniem różnych polskich pieśni kościelnych. Wzbudzało to ogromne zainteresowanie zgromadzonych tam ludzi. Chyba dzięki temu śpiewaniu nasza grupka, licząca początkowo kilka osób, urosła do ponad dwudziestu. Powoli zaczynał kończyć się nam repertuar, ale na szczęście otrzymaliśmy sygnał, że Papież wraca do pociągu. Samochód wiozący Papieża zatrzymał się tym razem około 10 metrów od wejścia na dworzec. Znowu, jak przedtem, zaczęliśmy głośno skandować. Papież podszedł do naszej grupy, pobłogosławił i niektórzy z nas dostąpili zaszczytu uściśnięcia Jego dłoni. Potem skierował się do pociągu. Kiedy już był w środku, kazał sobie otworzyć okno, wychylił się z niego i zwracając się w naszą stronę kiwał nam ręką aż do odjazdu pociągu. Tymczasem my ze łzami szczęścia i radości w oczach, wpadliśmy sobie w ramiona i tak nawiązała się przyjaźń, która z niektórymi „od tamtego dnia” trwa do dzisiaj. Natomiast dla mnie był to dzień początku mojej aktywności na rzecz niemiecko-polskiego pojednania, mojego osobistego: „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. Właśnie tam, przy tym dworcu, w grupie Polaków po raz pierwszy w swoim trzydziestodziewięcioletnim (wówczas) życiu uświadomiłem sobie tak naprawdę, co to znaczy, jak pojmować i realizować chrześcijańską miłość bliźniego. Zrozumiałem także, jak wielką szansą dla wzajemnego dialogu między ludźmi różnych narodowości jest stałe odwoływanie się do nieprzemijających wartości cywilizacji, którymi były, są i będą:
- kultura grecka
- prawo rzymskie
i chrześcijańskie miłosierdzie.
Następnego dnia doznałem podobnych przeżyć. Pojechałem autobusem z grupą Polaków z Polskiej Misji Katolickiej (PMK) w Kolonii do Mainz (Moguncja) na spotkanie Jana Pawła II z Polonią Niemiecką. Spotkanie odbywało się na tamtejszym lotnisku. Mieliśmy miejsce blisko ołtarza.
Minęło pięć lat, odkąd jeździliśmy na Msze św. polskojęzyczne do kościoła sióstr Klarysek w Kolonii. Pod koniec 1984 roku dochodzi nas smutna wiadomość; nasz ukochany ksiądz proboszcz i wspaniały duszpasterz, który współbudował podwaliny pod PMK w Kolonii, ks. Władysław Hoffmann przechodzi do pracy duszpasterskiej w Essen. W styczniu przejmuje kolońską misję ks. Głowacki. Po Mszy św. pożegnalnej ks. Hoffmanna zwróciłem się do niego słowami: „Szanowny księże…, kupując ten bukiet kwiatów, zważałem na to, aby były takie, które mają dużo rozwiniętych kwiatów i pąków. Te kwiaty, te pąki, symbolizują nasze bijące dla Ciebie serca. Ten drugi, taki sam bukiet to nasze otwarte serca dla księdza Ryszarda Głowackiego… W półtora roku później powiedziałem podczas Mszy św. odprawianej przez ks. Hoffmanna z okazji 30-lecia jego kapłaństwa: „Księże Jubilacie… byłeś dla nas ojcem, zostawiłeś nam brata!”. Przyjście ks. Ryszarda jeszcze bardziej wciągnęło mnie w życie tej polskiej gromady. Ks. Ryszard zaproponował kilku osobom czytanie lekcji. Wśród nich byłem i ja. Zostałem kantorem i lektorem. Stałem się jednym z aktywniejszych współpracowników ks. Ryszarda. Nieraz sam się sobie dziwiłem. Tyle lat starałem się o przesiedlenie z Polski do Niemiec, a kiedy się tam znalazłem, rzuciłem się w wir pracy na rzecz Polskiej Misji Katolickiej!?
Mniej więcej w maju 1985 roku, ks. Ryszard zwrócił się do mnie z propozycją: Arno, znajdujemy się w miejscu, skąd blisko do najsłynniejszych sanktuariów europejskich, ale nie tylko. Chciałbym, abyśmy zaczęli pielgrzymowanie do tych miejsc. Jako pierwszy cel naszej pielgrzymki wybrałem Wieczne Miasto. Czy pomożesz mi w organizacji? Zaskoczył mnie. Ale też natychmiast wyraziłem zgodę. Zaczęliśmy przygotowywać pielgrzymkę do Rzymu, a termin realizacji wypadł na październik 1985 r. Jeszcze w fazie przygotowań zastanawialiśmy się z ks. Ryszardem, jaki prezent zawieźć Papieżowi. Mieliśmy różne pomysły. Ks. Ryszard myślał o panoramie Kolonii. Jednak nie znaleźliśmy nic, co odpowiadało majestatowi Papieża. Potem chcieliśmy zawieźć kawałek kamiennej rzeźby z katedry kolońskiej. Byliśmy nawet u majstra zakładu kamieniarskiego, zajmującego się renowacją katedry. Jednak najlżejszy fragment jaki miał ważył 500 kg i przerastał nasze siły. W końcu ks. Ryszard zaproponował, abyśmy zawieźli w darze beczkę piwa kolońskiego. Usiadłem za biurkiem na plebanii i dzwoniłem do 17-tu kolońskich browarów, mówiąc za każdym razem to samo: Proszę pana (pani) jedziemy z pielgrzymką do Rzymu i chcielibyśmy Ojcu św. sprezentować beczkę piwa. Czy w waszym magazynie macie może jakąś reprezentacyjną, nadającą się na ten cel beczkę? Co ja się tam nasłuchałem… Najlżejszy epitet, którym mnie wówczas obdarzono było: idiota! Po którymś tam telefonie miałem wrażenie, że popełniam jakieś przestępstwo. Ale i to nas nie zniechęciło. U handlarza napojami kupiłem beczkę znanego kolońskiego browaru, który na swoich wyrobach ma kolory Kolonii, a więc czerwono-biały. A jak się to odwróci, to wychodzą polskie barwy narodowe. To było głównym powodem, że zdecydowaliśmy się właśnie na taką. Ponadto sprzedawca zaoferował mi nową beczkę oraz przetrzymanie jej w chłodni do chwili odjazdu.
W niedzielę 20 października 1985 roku o godzinie 16.13 dwoma autobusami wyruszyliśmy w pielgrzymi szlak do Wiecznego Miasta, do Rzymu.
Przyznaje, że kiedy autobus opuszczał Kolonię, nawet nie podejrzewałem, że oto zaczęła się dla mnie droga, którą później nazwę Wielką Przygodą. Nie wiedziałem, że jadę na spotkanie z człowiekiem, po którym to spotkaniu zmieni się moje życie. Po którym już tak na stałe pracował będę na rzecz niemiecko - polskiego pojednania. Po którym stanę się publicystą i fotoreporterem. Po którym współtworzył będę Polską Misję Katolicką w Bonn.
Jednak jak do tego doszło i jak to się stało, dowiecie się państwo z cytowanych poniżej fragmentów mojej publikacji opisującej tę pielgrzymkę. Z publikacji, która była moim debiutem, która była początkiem wszystkiego, co po tej pielgrzymce nastąpiło
Dzień drugi
Wtorek. Jedziemy na Monte Cassino
(…)Zaczyna się jazda do góry w kierunku Opactwa. Droga - serpentyna wznosi się na skraju wzgórza i ma około 9 km długości. Im wyżej, tym straszniejszy zaczyna być widok na roztaczającą się pod nami przepaść. Ludzie odsuwają się z przestrachem od szyb autobusu. Każdy stara się nie patrzeć w dół. Brr… (…)Jesteśmy u góry. Zwiedzamy odbudowany klasztor i kościół, który niepotrzebnie zbombardowali Amerykanie. (…)Podziwiamy malowidła i nagle dolatuje nas gdzieś z oddali… „Z dawna Polski Tyś Królową Maryjo”. Patrzymy po sobie. Obserwuję naszą grupę. Mam wrażenie, że przechodzi przez nią jakiś niewidzialny dreszcz. Wszyscy, jak na komendę, odwracają się w kierunku dolatującego śpiewu. „Ty za nami przemów słowo, Maryjo”… zaczynamy iść coraz szybciej. Wszyscy jakby w transie, niezależnie od swojej woli, śpiewają… „Ociemniałym podaj rękę…” Ludziom robią się miękkie głosy, odzywa się polska dusza… „Niewytrwałym skracaj mękę” – śpiewamy coraz głośniej, - „Twe Królestwo weź w porękę Maryjo!” Jesteśmy u źródła. To polska pielgrzymka z biskupem warmińskim na czele ma Mszę św. w kościele. Po Ewangelii udaliśmy się na dalsze zwiedzanie. (…) Stałem przed napisem streszczającym ostatnią wolę poległych tu Polaków: „Przechodniu, powiedz Polsce, żeśmy polegli wierni w jej służbie”. Nagle podszedł do mnie ksiądz Ryszard mówiąc: - Arno! Wybrałem Ciebie do czytania lekcji podczas Mszy świętej, jaką odprawię na cmentarzu poległych tu żołnierzy”. Przez moment wydawało mi się, że nie dosłyszałem, pytam więc: kto? ja? – „tak ty!” Tak, bowiem moim zdaniem właśnie ty powinieneś to zrobić. Byłem oszołomiony; przypomniały mi się słowa Ewangelii o setniku, a także słowa biskupów polskich zwracających się do biskupów niemieckich słowami: „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. O, wielka mądrości księdza Ryszarda! Z perspektywy czasu wydaje mi się, że było to jego osobiste, a pośrednio przeze mnie wobec Niemców, „Przebaczam…” Moje spojrzenie na księdza Ryszarda zmieniło się, znalazłem w nim duszpasterza. Stojąc wśród grobów przy ołtarzu czytałem lekcje, ale w dalszej Mszy św. nurtowała mnie już tylko jedna myśl: Jak dziwne są zrządzenia Opatrzności Boskiej… Właśnie ja, rdzenny Niemiec, biorę udział we Mszy św. ku czci poległych tutaj i na wszystkich frontach II wojny światowej Polaków.
Dzień trzeci
Środa. Dzisiaj o godzinie 11.30 audiencja w Auli Pawła…
(…)Zbliża się nasz moment. Papież mówi: „Witam grupę pielgrzymów z Kolonii”. Zrywamy się z miejsc i trzykrotnie, ile sił w gardłach wołamy: „Witaj Ojcze święty!”. Ledwo przebrzmiał głos naszego powitania, kapłan jednej z grup pielgrzymów z Polski intonuje: „Boże coś Polskę”… Polacy zrywają się z miejsc podchwytując… „przez tak liczne wieki”. Coś ściska mi krtań. Nagle ktoś podaje mi lornetkę, widzę jak Papież ze wzruszenia ociera łzy. Nie wytrzymuję, zaczynam łkać jak dziecko, ale nie jestem sam, wszyscy płaczemy, a mimo to dalej śpiewamy hymn Alojzego Felińskiego. A kiedy przebrzmiały ostatnie dźwięki, cała dwunastotysięczna grupa pielgrzymów, z różnych stron świata, zrywa się z miejsc i zaczyna nam klaskać, a my wtulamy twarze w chusteczki wycierając cieknące łzy.
Dzień czwarty
Czwartek. Audiencja w Sali Klementyńskiej.
(…)Jeszcze w fazie organizacji pielgrzymki zastanawialiśmy się z księdzem Ryszardem, co przywieźć papieżowi? (…)W końcu ksiądz Ryszard mówi: „Myślę, że tym prezentem powinniśmy zaakcentować miejsce, skąd przybywamy”. Na dzień, przed wyjazdem do Rzymu kupiliśmy więc beczkę „Früh Kölsch”.
(...)Wchodzimy na audiencję prywatną dla Polaków. Policjanci włoscy są wręcz ubawieni, dowiadując się, że ta beczka piwa to prezent dla Papieża. Słyszę za sobą „Papa Birra,ha,ha,ha!” (…)Jest godzina 18.50, jesteśmy w Sali Klementyńskiej, wraz z nami około 500 osób i dwóch biskupów z Polski. (…)stoimy naprzeciw wejścia, którym będzie wchodził Papież, i tuż przy stopniach podwyższenia, na którym stanie. (…)Śpiewamy razem z nimi. Wszyscy wiedzą, że ta grupa przy stopniach to „Niemcy” z Kolonii. Obserwują nas z wyczuwalną rezerwą. Szybko jednak rejestrują naszą czystą polszczyznę. Są zdziwieni. (…)zbliża się Papież. Przestajemy śpiewać. Papież pojawia się we drzwiach i nasz wzrok spotyka się. Papież spuszcza wzrok na beczkę piwa, na jego twarzy pojawia się przez moment figlarny uśmiech.
Czwartek, 24.10.1985 rok. Ojcze święty! Przywieźliśmy Ci beczkę piwa z Kolonii…
Autor opracowania Arno Giese w środku. Foto: Arturo Mari
Podchodzi do mikrofonu na podeście i zaczyna się audiencja. Najpierw przemówienie – przywitanie nas wszystkich. Potem krótka modlitwa i Papież intonuje Apel Jasnogórski, naturalnie wszyscy śpiewamy ile sił w gardłach. Następnie Papież mówi: „Moi drodzy Rodacy! Udzielam Wam mego papieskiego błogosławieństwa, zanieście je waszym rodzinom, krewnym, bliskim i znajomym. W Imię Ojca i Syna i Ducha świętego!” Po udzielonym błogosławieństwie podszedł do Papieża ksiądz Ryszard, przedstawił siebie i naszą grupę pielgrzymów, mówiąc jednocześnie krótko o swojej pracy duszpasterskiej w Kolonii. I teraz następuje nasz wielki moment. Na beczce stawiamy dwie firmowe szklanki i specjalne zawory do spuszczenia piwa i zbliżamy się do Papieża. Mówię: „Szczęść Boże Ojcze Święty. Przywieźliśmy Ci beczkę piwa z Kolonii. Co prawda chcieliśmy Ci przywieść kawałek naszej katedry, ale był on za ciężki”. Papież pobłogosławił nam. Postawiliśmy beczkę przed tronem papieskim i skierowaliśmy się do wyjścia. Wychodząc z Sali Klementyńskiej, otrzymaliśmy od Papieża książkę pt. „Bądź z nami w każdy czas. Modlitwa Jana Pawła II za Ojczyznę”. (…)Schodzimy na dół. Żegna nas Gwardia Szwajcarska polskim „dobranoc wam!” Dobranoc, odpowiadamy zaskoczeni i kierujemy się w stronę autobusu.
(…)Wszyscy spotykamy się przed autobusem. Każdy opowiada o swoich wrażeniach. ”Proszę pana – opowiada nasz niemiecki kierowca – jeżdżę na trasie do Lourdes z pielgrzymami i zawsze biorę udział w modlitwach. Jestem tu po raz pierwszy, a przyjechałem bo nie było kierowcy. Teraz dochodzę do wniosku, że to Opatrzność mnie tu skierowała. Pan pyta o wrażenia? Panie, nawet śnić nie śmiałem, pierwszy raz w Rzymie i zaraz u Papieża. To radosne, nie potrafię wprost wyrazić swojego szczęścia”. W naszej grupie mamy panią, która, jak kierowca nie mówi po polsku. Podszedłem do niej a ona sama zaczęła mi relacjonować: „Podchodzę, całuje pierścień mówiąc po niemiecku: „Witam Cię, Ojcze święty” i odchodzę. Widać, nie zrozumiał mnie, bo pewnie spodziewał się mowy polskiej. Pociągnął mnie delikatnie za rękaw, patrząc jednocześnie pytająco w oczy. Mówię jeszcze raz po niemiecku: „Witam Cię Ojcze św.” Uśmiechnął się odpowiadając mi po niemiecku: „I ja panią witam”. Panie, czyż to nie wspaniałe? On ze mną rozmawiał po niemiecku!”
W rok później pojechałem, wraz z bratem Klausem, specjalnym pociągiem do Rzymu, który zbierał osiemset pielgrzymów z całych Niemiec. Pociąg rozpoczynał swój bieg w Bremie, a my z bratem wsiedliśmy do niego w Kolonii. Pielgrzymka miała niezwykle bogaty program, który przewidywał spotkanie z Papieżem na środowej audiencji generalnej oraz spotkanie z ks. kard. Josephem Ratzingerem.
Pamiętny dzień: środa 29.10. 1986 rok - moje czwarte spotkanie z Janem Pawłem II
Jestem w ciemnych okularach. Po mojej lewej stronie mój brat Klaus. Foto:Arturo Mari
Tymczasem liczyłem na to, że pójdziemy z bratem na czwartkową audiencję dla Polaków. Cóż robić? Poszedłem więc do polskiego ośrodka pielgrzymiego „Corda Cordi”. Siostra w biurze popatrzyła na mnie badawczo, po czym uśmiechając się, powiedziała: „Acha, to pan, ten z beczką”. Powiedziałem siostrze, że przyjechałem z bratem i chciałbym, by miał on sposobność uściśnięcia dłoni Papieża, ale w czwartek rano już wyjeżdżamy. Obiecano mi załatwić sprawę. Siostra kazała tylko przyjść w środę na godzinę przed audiencją. Przyszliśmy. Siostra zaprowadziła nas na plac św. Piotra i w sektorze blisko Papieża wskazała nam miejsca.
Rozpoczęła się audiencja. Papież przyjechał na plac św. Piotra, wysiadł z samochodu i przyszedł do „naszego” sektora. Przywitaliśmy Go radośnie. Zapytał skąd jesteśmy? Brat odpowiedział, że z Piły, a ja dodałem, że z miejsca jego ostatniej podróży kajakowej, skąd pojechał na pamiętne konklawe. Wywiązała się krótka rozmowa. Widząc jednak, że ja trzymam Papieża za prawą dłoń, a brat za lewę dodałem: Ojciec święty stoi w kręgu rodziny Giese. „Rodzino Giese – odpowiedział Papież – popatrzcie, ilu Wam zazdrości. Muszę dalej. Na zakończenie tej krótkiej rozmowy mój brat powiedział: Czekają na Was, Ojcze św. w Skrzatuszu! A więc do zobaczenia w Skrzatuszu, zakończył Papież. To „A więc do zobaczenia w Skrzatuszu” jest dla mnie do dzisiaj dowodem na to, że Jan Paweł II na pewno myślał o nawiedzeniu tego Sanktuarium podczas swojej następnej pielgrzymki do Ojczyzny.
Niestety, sytuacja polityczna w kraju zmusiła organizatorów III pielgrzymki (8-14 czerwca 1987 r.) Jana Pawła II do ojczyzny do zmiany pierwotnie zaproponowanego programu i trasy.
Ostatni raz uczestniczyłem we mszy św. koncelebrowanej przez Jana Pawła II na stadionie w Kolonii podczas Jego Pielgrzymki do Niemiec w maju 1987 roku.
Arno Giese
Zobacz stronę autora
OPINIE i DYSKUSJE o książce Niewolnicy III Rzeszy z literą „P”. Polacy na robotach przymusowych w latach 1939-1945
Dałabym 10 gwiazdek, ale w ujęciu literackim chyba nie spełnia kryterium arcydzieła. Temat książki to już zasługuje na najwyższą ocenę. Autor jest Pilaninem a ja mieszkam w północnej Wielkopolsce to silnie ona do mnie przemawia. Najbardziej cenne są tu omówienia panu " Generalplan Ost, GPO) – nazistowski plan osiedleńczy i germanizacyjny terytoriów Europy Środkowo-Wschodniej i Wschodniej, położonych na wschód od granicy III Rzeszy sprzed września 1939". Wstrząsające są też przetłumaczone przez autora ściśle tajne (wtedy) dokumenty i pisma uściślające w/w plan. Te dotyczące Wielkopolski, która została włączona do Rzeszy w czasie wojny dziwią i szokują. Bardzo potrzebna książka. Bardzo polecam.
Dałabym 10 gwiazdek, ale w ujęciu literackim chyba nie spełnia kryterium arcydzieła. Temat książki to już zasługuje na najwyższą ocenę. Autor jest Pilaninem a ja mieszkam w północnej Wielkopolsce to silnie ona do mnie przemawia. Najbardziej cenne są tu omówienia panu " Generalplan Ost, GPO) – nazistowski plan osiedleńczy i germanizacyjny terytoriów Europy...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrawdziwe dzieło sztuki. Żywa historia, prawdziwe fakty, reportaż. Poszerzenie wiedzy ogólnej na wielu przykładach o Polakach na robotach przymusowych w latach 1939-1945 .
Jest to olbrzymie uzupełnienie książki Anny Augustyniak ,, Na targu niewolników trzeciej Rzeszy’’.
Rzeczywisty ikonograficzny dokument o ludziach, którzy przeszli obozy pracy i obozy koncentracyjne utworzone przez hitlerowców oraz o tych, którym przeżyć się nie udało...
"W tak przełomowych czasach dla Europy, wszystkie moje aktywności publicystyczne i charytatywne, składam na ołtarzu polsko-niemieckiego pojednania".
Arno Giese.
,,Byłym polskim niewolnikom z literą „P”, robotnikom przymusowym z lat 1939-1945 opracowanie to poświęcam. Proszę przyjąć je jako moje osobiste przeprosiny wszystkich pokrzywdzonych przez ociemniałych hitlerowską ideologią ludobójstwa przedstawicieli mojego Narodu’’.
Arno Giese.
Niewinni ludzie wywożeni do Niemiec i zmuszeni często do niewolniczej pracy. Naziści uzyskiwali tanią siłę roboczą dla przemysłu i rolnictwa oraz przyczyniali się do masowej zagłady określonych grup ludności z terenów okupowanych. Największą grupę uciskanych stanowili Polacy i oni też byli najgorzej traktowani. Wywożeni Polacy byli niewolnikami . Naszywka z literą P oznaczała jako podczłowieka, który ma nieograniczony czas pracy i żadnych praw. Każdy naznaczony był przymuszony do katorżniczej, ponad siły pracy, nieludzko traktowany, upodlony, poniżony, w chłodzie, głodzie i chorobach, karany za najdrobniejsze przewinienie w bestialski sposób, traktowany jak przedmiot , który ma być wykorzystywany aż do całkowitego zużycia.
Arno Giese – urodzony 24 sierpnia 1941 roku w Pile /Schneidemühl/, gdzie też spędził swoje dzieciństwo. Czasowo od roku 1956 mieszkał na Śląsku, skąd wrócił do Piły w roku 1960.
W listopadzie 1978 roku wyemigrował do Niemiec w ramach akcji łączenia rodzin. Mieszka w Bad Tölz w Bawarii. Z zamiłowania publicysta i fotoreporter. Współpracuje z prasą polonijną w Stanach Zjednoczonych, Anglii i w Niemczech. Żonaty, żona Barbara Polka, troje dzieci .
On sam przyznaje ,że nie jest to łatwa dla niego książka.
Autor włożył w tę publikację całe pokłady wnikliwej pracy, przeszukiwania archiwów, dokumentacji itp.
Dodatkowo nam tego dostarcza , poszerzając o ten cały wkład związany z przedrukami, artykułami, dokumentami, skanami, mapami, fotografiami i to nie tylko z archiwów ogólnodostępnych ale zbiorów prywatnych. Dokumenty częściowo przedstawione zostały w oryginalnym języku, jak i przetłumaczone na język polski. Są to opisy wojskowych, akta, dzienniki, notatki i ustawy niemieckie z tamtych czasów, które uciekający zbrodniarze próbowali zniszczyć lub ukryć.
Giese pisząc książkę, korzystał z opracowań i przemyśleń wielu autorów, których wymienił w bibliografii.
Książka składa się z piętnastu rozdziałów historii polsko-niemieckiej od czasów przedwojennych aż do współczesnych.
Autor zadaje sobie i czytelnikom pytanie, jak to możliwe ,że tak wysoko ucywilizowany kraj poddał się hitlerowskiej doktrynie i mógł dopuścić się tak okropnych czynów ludobójstwa.
Mimo ,że książka jest naprawdę gruba , podane niebotyczne ilości faktów, udokumentowanie ,przedstawienie sytuacji politycznej, społecznej i ideologicznej, interpretacja , to autor nie może znaleźć sam na to pytanie odpowiedzi.
,,Napisałem tę książkę, ponieważ uważam, że w mojej Ojczyźnie tematyka wojny i okupacji ciągle jeszcze pozostaje wstydliwym tabu. To właśnie dlatego, kierując się historycznym nakazem oraz swego rodzaju futurologiczną potrzebą, czuję się w obowiązku przekazania przyszłym pokoleniom prawdy o tym wszystkim’’.
A. Giese.
Polecam!
Książka ma bardzo charakter wymowny, wydźwięk historyczny. Napisana pięknym przemawiającym językiem. Jest to wspaniała publikacja.
Temat ciężki jak wiadomo, ale nie można zapominać o tym.
Oby to już nigdy się nie powtórzyło.
Prawdziwe dzieło sztuki. Żywa historia, prawdziwe fakty, reportaż. Poszerzenie wiedzy ogólnej na wielu przykładach o Polakach na robotach przymusowych w latach 1939-1945 .
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest to olbrzymie uzupełnienie książki Anny Augustyniak ,, Na targu niewolników trzeciej Rzeszy’’.
Rzeczywisty ikonograficzny dokument o ludziach, którzy przeszli obozy pracy i obozy koncentracyjne...
Arno Giese w swojej książce Niewolnicy III Rzeszy z literą P porusza bardzo trudne tematy, dotyczące nie tylko obozów pracy i obozów koncentracyjnych utworzonych przez hitlerowców, ale również próbę rozliczenia się z przeszłością, tematy zadośćuczynienia i odszkodowań dla tych, którzy przeżyli to piekło i miejsc pamięci, będących tak ważnym elementem historii.
Jakże trudno dziś uwierzyć, że to wszystko, o czym wspominają ci, którzy przeżyli wojnę, okupację i tułaczkę po obozach, mogło wydarzyć się naprawdę… A jednak, zbrodnie przeciwko ludzkości – tak nazwano wydarzenia tamtych czasów… Jednak czy wszyscy, którzy dopuścili się tych niewyobrażalnych zbrodni zostali ukarani? Zapewne nie, bo częstokroć tylko mając w ręku karabin, a przed sobą bezbronnego człowieka, tylko wówczas, potrafili dowodzić swojej „odwagi”… A gdy pozbawiono ich ochrony pobratymców i wsparcia chorego systemu władzy, pochowali się w norach, nie mając odwagi stanąć twarzą w twarz ze swoimi ofiarami… Jednak ofiary nie zamilkły… i nie milczą nadal. Tak wiele dokumentów, które obnażyły prawdziwą twarz Hitlera i jego współpracowników, wiele zeznań, opowieści, wspomnień. Tabele, liczby, a przede wszystkim mogiły, które w wielu przypadkach nawet nie zostały odnalezione… To wszystko opowiada historię tych czasów. Jednak to nie statystyki, choć liczby w nich ukazane są zatrważające, najbardziej trafiają do serc ludzkich…
W niniejszej publikacji znalazło się wiele przedruków i tłumaczeń dokumentów, wiele wykazów i jakże ważnych z historycznego punktu widzenia aktów, ale tym, co wywołuje łzy wzruszenia są wspomnienia ludzi, którzy opowiadają własne historie. Tyle w nich emocji, uczuć, czasem strachu i bólu, a jednak bije od nich ciepło. Brak w nich nienawiści… jest tylko żal, smutek i ból, ale także nadzieja na lepsze jutro. Niezwykle urzekająca i zaskakująca jest postawa starszej kobiety, która napisała list do przesiedleńców niemieckich, narzekających na złe warunki i traktowanie podczas wysiedlenia ich z terenów polskich. Nie mniej emocji wywołuje opowieść żołnierza z Westerplatte, który dziś mieszka na wprost żołnierza niemieckiego, służącego wówczas na okręcie ostrzeliwującym broniących Westerplatte. Ci ludzie naprawdę pokazują, co w życiu jest ważne…
Przybliżono tu również sylwetki bestialskich kobiet, które współpracowały z Hitlerem, zaprezentowano dokumenty potwierdzające prawdziwe powody tak nieludzkiego traktowania Polaków, obnażające kłamstwa serwowane zarówno własnym pobratymcom, jak również światowej opinii publicznej, o rzekomych atakach ludności polskiej na III Rzeszę i działaniach mających tylko na celu ochronę przed agresorami polskimi. Podano liczby, które świadczą o nierównym traktowaniu ofiar III Rzeszy pochodzenia polskiego i innych narodowości, a także historie polskich dzieci, które miały podlegać całkowitemu zniemczeniu i wynarodowieniu poprzez zabieranie ich z polskich rodzin i pozbawianie kontaktu z polskością.
Jednak można znaleźć wśród tych opowieści również pozytywne aspekty i historie Niemców, którzy, pomimo reżimu hitlerowskiego, nadal pozostali ludźmi, i o których sami Polacy mówią, że traktowali ich dobrze, częstokroć narażając samych siebie na konsekwencje w przypadku, gdy władze dowiadywały się o ich działaniach niezgodnych z duchem hitleryzmu i rozporządzeniami, mającymi na celu całkowite upodlenie i zniszczenie wszystkich Polaków.
To książka, którą powinien przeczytać każdy młody człowiek, aby choćby spróbować poznać część historii swojego kraju i losów Polaków, którym przyszło żyć i walczyć w tamtych czasach. Ale też jest to doskonała pozycja dla tych, którzy dziś, z niewyobrażalnie bardziej błahych powodów, pielęgnują w sobie nienawiść do mieszkańców Niemiec… Może historie tych, którzy potrafili uporać się z uczuciem nienawiści, pomimo ogromu cierpień i bólu, jakiego doświadczyli przez III Rzeszę, pozwolą spojrzeć nieco inaczej na te sprawy, które wciąż można rozwiązać, budując relacje na zasadzie pamięci, zadośćuczynienia, prawdy, ale i przebaczenia, które pozwala pójść dalej…
Arno Giese w swojej książce Niewolnicy III Rzeszy z literą P porusza bardzo trudne tematy, dotyczące nie tylko obozów pracy i obozów koncentracyjnych utworzonych przez hitlerowców, ale również próbę rozliczenia się z przeszłością, tematy zadośćuczynienia i odszkodowań dla tych, którzy przeżyli to piekło i miejsc pamięci, będących tak ważnym elementem historii.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJakże trudno...
Poruszająca lektura będąca świadectwem prawdy. Porusza bardzo trudne tematy, dotyczące nie tylko obozów pracy i obozów koncentracyjnych utworzonych przez hitlerowców, ale również próbę rozliczenia się z przeszłością, tematy zadośćuczynienia i odszkodowań dla tych, którzy przeżyli to piekło i miejsc pamięci, będących tak ważnym elementem historii. Arno Giese zgromadził materiały źródłowe, docierając do wielu archiwów zarówno tych historycznych, ogólnodostępnych, jak i do tych, do których dotrzeć najtrudniej – prywatnych zbiorów. Ten obszerny materiał historyczny dodaje autentyczności książce, która jest niesamowicie dokładna. Powstało już wiele pozycji na ten temat, jednak ta jest wyjątkowa, gdyż pojawiają się w niej skany, zdjęcia, wiadomości, potwierdzające zapisane treści, przez co siła przekazu jest dużo bardziej doniosła. Ta książka jak i sam autor uczą nas nie tylko szacunku dla skromnych bohaterów, ale również tej prostej, brzemiennej prawdy, że przebaczając, doznajemy cudownego uzdrowienia. Autor pisze w Niemczech o Polsce i o wyjątkowych Polakach - jest w swojej ocenie surowy, dokładny i precyzyjny. Staje się jakby posłańcem, który mówi w imieniu naszych bohaterów, spaja się z nimi i utożsamia, ponieważ jego życie wyglądało podobnie. Powiem szczerze, że dość długo ją czytałam, ponieważ chciałam się naprawdę zagłębić w każdy z ukazanych materiałów - dokumentów, które mnie naprawdę zachwyciły. Każda osoba, która interesuje się tematyką II wojny światowej będzie na pewno bardzo zadowolona z lektury tej książki.
Poruszająca lektura będąca świadectwem prawdy. Porusza bardzo trudne tematy, dotyczące nie tylko obozów pracy i obozów koncentracyjnych utworzonych przez hitlerowców, ale również próbę rozliczenia się z przeszłością, tematy zadośćuczynienia i odszkodowań dla tych, którzy przeżyli to piekło i miejsc pamięci, będących tak ważnym elementem historii. Arno Giese zgromadził...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toArno Giese zaliczany jest do autorów, którym spuścizna narodowa, kultura i tradycja nie są obojętne. Za swoją pracę publicystyczną, działalność charytatywną oraz pracę na rzecz niemiecko – polskiego pojednania otrzymał wyróżnienie Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej w roku 2007, a w roku 2009 Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Rzeczypospolitej Polskiej Bogusław Zdrojewski uhonorował Arno Giese odznaką honorową Zasłużony dla Kultury Polskiej.
Każdy kto przeżył II wojnę światową, by zostać później skonfrontowany z jej dramatycznymi skutkami, nosi w sobie głębokie rany. Rany, które już nigdy się nie zagoją.
Arno Giese przekazuje nam nie tylko szacunek dla skromnych bohaterów. On przekazuje nam również brzemienną prawdę dotyczącą samego przebaczenia i jego istoty.
W okresie II wojny światowej fala wylanego na świecie zła, była tak ogromna, że nie ma sposobu ani pocieszenia, ani odnalezienia ukojenia w zapomnieniu. Nie można, ponieważ tego nie sposób zapomnieć. Tak, pokolenie, które przeżyło te okrutne lata, nigdy nie zapomni, a tematy te należą do najtrudniejszych na świecie.
Żadna inna wojna nie pochłonęła tylu istnień ludzkich, a Arno Giese autor książki „Niewolnicy III Rzeszy z literą P” niesie światu przesłanie, aby historia II wojny światowej potraktowana była jako memento i ostrzeżenie. Z wielką pokorą stara się budować mosty pomiędzy ludźmi, pomiędzy narodami.
Sam autor rozpoczyna tę książkę słowami:
„Szanowny Czytelniku!
To nie jest łatwa książka. To chyba jedna z najtrudniejszych książek, jakie w ogóle postanowiłem napisać.”
W książce zgromadził i opracował obszerny materiał historyczny, tłumacząc niektóre dokumenty samodzielnie lub przedstawiając je w formie już przetłumaczonej, bez ingerencji w tłumaczenie, chcąc zachować oryginalny kontekst.
Niektóre z tych jakże ważnych dla historii dokumentów, wykorzystywane były dla różnych celów i instytucji; między innymi dla Trybunału Wojskowego w Norymberdze.
Mnogość suchych faktów przedstawiona jest w sposób skrupulatny, dokładny i precyzyjny. W swojej ocenie autor pozostaje surowy, pozostawiając Czytelnika z pytaniem: co mówią na to nasze sumienia? Jak rozliczymy miniony czas?
Zapoznając się z prawdziwymi i autentycznymi relacjami i wspomnieniami z pierwszej ręki, konfrontujemy się z historiami ludzi, których życiorysy ukształtowane zostały przez okrutny los wojny i straszliwej okupacji.
Poznajemy fakty nieznane i szokujące, które nikomu, kto tę książkę weźmie do ręki nie pozwolą na obojętność wobec tamtych czasów, tamtych wydarzeń.
Żadna inna wojna na świecie nie była przyczyną powstania dramatów ludzkich na taką skalę, jak to uczyniła ta wojna: II wojna światowa, która zaangażowała w konflikt tyle krajów na świecie, tyle potencjału ludzkiego i tyle sprzętu wojskowego, jak żadna inna.
Żadna inna wojna nie pochłonęła tyle istnień ludzkich.
Przedstawienie wydarzeń i faktów sprzed 60 lat w sposób przerażający i odrażający, to prawda o wojnie. Pamięć o tamtych tragicznych i ciemnych kartach w historii, jesteśmy winni ofiarom – tym żyjącym i tym, którzy już od nas odeszli i nigdy już nie przemówią. To im należy się nasza pamięć, o tym co musieli przeżyć w latach 1939-1945.
Myślę, że zamysł całej publikacji wspaniale oddają słowa prof. Karola Mariana Pospieszalskiego, na samym wstępie.
Oto krótki wycinek:
„Przekazanie źródeł historycznych potomności jest sprawą świętą, historia jest bowiem akumulatorem narodowego doświadczenia i energii. Nakłada to na nas, żyjących świadków największej wojny i najpotworniejszej okupacji, szczególne obowiązki.
Nie wolno dopuścić, by choćby cząstkę dziejów narodu polskiego pokryła niepamięć.”
Za udostępnienie książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Psychoskok.
Arno Giese zaliczany jest do autorów, którym spuścizna narodowa, kultura i tradycja nie są obojętne. Za swoją pracę publicystyczną, działalność charytatywną oraz pracę na rzecz niemiecko – polskiego pojednania otrzymał wyróżnienie Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej w roku 2007, a w roku 2009 Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPolacy w nazistowskiej niewoli.
Poruszająca lektura będąca świadectwem prawdy. Prawda zaś dotyczy w tym przypadku losów Polaków wywożonych w trakcie II Wojny Światowej do prac przymusowych na terenie III Rzeszy. Wstrząsająca wojenna rzeczywistość przybrała dla tych nieszczęśników kształt przyszywanej do ubrań litery „P”…
Chociaż omawiany w książce temat został już wielokrotnie w różnych publikacjach i opracowaniach przedstawiony, to jednak niełatwo jest napisać taką książkę jak ta. Niełatwo zwłaszcza dlatego, że jej treść oparto na pieczołowicie zbieranych faktach i relacjach. W wielu miejscach książki natrafiamy na przedruki, skany oraz zdjęcia, które potwierdzają zawarte na kolejnych stronach treści, a jako niepodważalne świadectwo rzeczywistych wydarzeń oddziałują one na czytelnika wbijając go w fotel z siłą parowozu. Obraz wyraża nieraz więcej niż tysiąc słów, jeśli jednak potwierdza napisane wcześniej słowa, to siła rażenia takiego połączonego przekazu jest jeszcze większa.
Praca przymusowa, obozy pracy, obozy koncentracyjne, bestialskie kary za nieposłuszeństwo, traktowanie ludzi w sposób skrajnie przedmiotowy bez żadnego poszanowania życia jako pewnej niezbywalnej wartości – oto rzeczywistość naszych rodaków przewożonych przymusowo na teren Rzeszy w latach 1939-1945. Chociaż wiele na ten temat już powiedziano, to z niniejszej książki można się zaskakująco wiele dowiedzieć. Dużo więcej niż chociażby z lekcji historii w szkole. Nie żebym uważał, że owe lekcje nie oddają prawdy tamtym czasom, jednak „Niewolnicy III Rzeszy z literą P” to książka bardzo obszernie wyczerpująca omawiany temat. Na tyle obszernie, że można się przerazić. Zadumać. Odkryć w sobie żal, zaskoczenie i głębokie przekonanie, że coś takiego za nic nie może się już w historii świata powtórzyć. Oby ta książka stała się jeszcze jedną lekcją i przestrogą.
Wszyscy zainteresowani tematem II Wojny Światowej (a w szczególności losami ludności cywilnej okupowanych przez Niemców krajów) będą tą lekturą z pewnością ukontentowani. Historia świata ma wiele oblicz – tutaj przedstawiono jedno z tych mroczniejszych, jednak jest ono nie mniej ważne od tych jaśniejszych. Trzeba czytać takie książki, pamiętać o nich i wynosić z nich własne przemyślenia oraz refleksje. Mam nadzieję, że taki będzie efekt przeczytania tej lektury przez każdego z Was.
Dziękuję Wydawnictwu Psychoskok za egzemplarz recenzencki.
https://cosnapolce.blogspot.com/2019/06/niewolnicy-iii-rzeszy-z-litera-p-polacy.html
Polacy w nazistowskiej niewoli.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoruszająca lektura będąca świadectwem prawdy. Prawda zaś dotyczy w tym przypadku losów Polaków wywożonych w trakcie II Wojny Światowej do prac przymusowych na terenie III Rzeszy. Wstrząsająca wojenna rzeczywistość przybrała dla tych nieszczęśników kształt przyszywanej do ubrań litery „P”…
Chociaż omawiany w książce temat został już...
"Niewolnicy III Rzeszy z literą P"
Sam autor w pierwszym zdaniu książki podkreślił "nie jest to łatwa książka [...]"
Arno Giese jest Niemcem z krwi i kości. W swojej książce przedstawia jednak los Polaków podczas okupacji w czasie II wojny światowej. Poprzez sposób w jaki traktowano ludność polską od początków wojny, aż po jej koniec łącznie z obozami pracy. Znajdziemy w niej wiele informacji, wręcz przerażających, na temat przymusowych prac i tego w jaki sposób traktowani byli ludzie kiedy nie wykonywali swoich zadań. Posługuje się wieloma surowymi i bardzo dokładnymi faktami, jakie udało mu się zdobyć. W środku znajdziemy wiele zdjęć z tamtych czasów, wiele dokumentów, które utwierdzą nas w fakcie, "że było tak, a nie inaczej". Jest to książka, której trzeba poświęcić czas, uwagę i duże skupienie. Wywarła na mnie ogromne wrażenie i wydaje mi się, że więcej dowiedziałam się właśnie z tej książki, aniżeli na lekcjach historii.
Od zwykłej nienawiści po niewyobrażalny w skutkach terror. Osoby, które interesują się tematyką wojenną powinny sięgnąć po ten egzemplarz. Jestem przekonana że na pewno się nie zawiodą.
"Niewolnicy III Rzeszy z literą P"
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSam autor w pierwszym zdaniu książki podkreślił "nie jest to łatwa książka [...]"
Arno Giese jest Niemcem z krwi i kości. W swojej książce przedstawia jednak los Polaków podczas okupacji w czasie II wojny światowej. Poprzez sposób w jaki traktowano ludność polską od początków wojny, aż po jej koniec łącznie z obozami pracy. Znajdziemy w...