Być jak Kopenhaga. Duński przepis na miasto szczęśliwe

- Kategoria:
- nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
- Format:
- papier
- Seria:
- Miasto szczęśliwe
- Tytuł oryginału:
- Copenhagenize: The Definitive Guide to Global Bicycle Urbanism
- Data wydania:
- 2019-05-20
- Data 1. wyd. pol.:
- 2019-05-20
- Liczba stron:
- 280
- Czas czytania
- 4 godz. 40 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788395038761
- Tłumacz:
- Weronika Mincer
Jak wygląda miasto skrojone na ludzką miarę? To takie, w którym wszyscy mieszkańcy – dzieci, dorośli i seniorzy, bogaci i biedni, niezależnie od ich stanu zdrowia, będą czuli się jak u siebie – przede wszystkim bezpiecznie. Jak sprawić by miasta zbliżyły się przynajmniej do tego ideału? Zdaniem autora „Być jak Kopenhaga”, Mikaela Colville-Andersena, to rower może znów uczynić nasze miasta przyjaznymi do życia: „Fakt, że dziewiętnastowieczny wynalazek może rozwiązać skomplikowane problemy XXI w. to czysta poezja”. I właśnie Kopenhaga, w której mieszka i której zmiany obserwuje i wspiera autor, wydaje się być wzorcem miasta przyjaznego – m.in. dzięki swej rowerowej infrastrukturze, która stała się marką duńskiej stolicy.
„Być jak Kopenhaga” to książka o rowerach, ale też pochwała życia miejskiego. Jak wskazuje autor, opowiada ona o tym, „jak w mieście przemieszczać dużo ludzi z miejsca na miejsce i jak skutecznie przywrócić rowerom status szanowanego, akceptowanego i dostępnego środka transportu, a do tego jeszcze na tej inwestycji zarobić”.
Colville-Andersen nie jest akademickim teoretykiem. Jak sam podkreśla, jeździł rowerem służbowo po 65 miastach, pedałując bez wysiłku i często zmagając się z dramatycznie złym asfaltem. Dziś swoim doświadczeniem dzieli się z włodarzami miast całego świata i z ich mieszkańcami. Przekonuje, że komfortowe dla wszystkich i zielone miasto to żadna utopia.
Kup Być jak Kopenhaga. Duński przepis na miasto szczęśliwe w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Być jak Kopenhaga. Duński przepis na miasto szczęśliwe
Poznaj innych czytelników
346 użytkowników ma tytuł Być jak Kopenhaga. Duński przepis na miasto szczęśliwe na półkach głównych- Chcę przeczytać 229
- Przeczytane 105
- Teraz czytam 12
- Posiadam 17
- Chcę w prezencie 8
- 2023 5
- 2021 4
- Skandynawia 3
- Legimi 3
- Dania 2
Tagi i tematy do książki Być jak Kopenhaga. Duński przepis na miasto szczęśliwe
Czytelnicy tej książki przeczytali również
Cytaty z książki Być jak Kopenhaga. Duński przepis na miasto szczęśliwe
Bądź pierwszy
Dodaj cytat z książki Być jak Kopenhaga. Duński przepis na miasto szczęśliwe
Dodaj cytat









































OPINIE i DYSKUSJE o książce Być jak Kopenhaga. Duński przepis na miasto szczęśliwe
Polski tytuł jest trochę na wyrost. Być jak Kopenhaga. Duński przepis na miasto szczęśliwe nie daje przepisu na rozwiązanie palących problemów miejskich, takich jak zła urbanistyka, mieszkalnictwo, bezdomność, gentryfikacja czy najazdy pijanych turystów. Skupia się na jednej sprawie, tej rowerowej, i na przykładzie Kopenhagi pokazuje, jak wielkie ma ona znaczenie.
Mikael Colville-Andersen, autor bardzo fajnego cyklu dokumentalnego Miasto na miarę człowieka, wychował się w Kanadzie, ale od lat mieszka w Kopenhadze i tam prowadzi swoją firmę. Zajmuje się w niej projektowaniem i wdrażaniem infrastruktury rowerowej, w tym opracowywaniem i promowaniem rozwiązań mogących spopularyzować ten środek transportu. Działa na całym świecie, stąd też ma mnóstwo doświadczeń oraz obserwacji i jest właściwym człowiekiem, by przekazać je czytelnikowi.
W książce Być jak Kopenhaga. Duński przepis na miasto szczęśliwe na przykładzie stolicy Danii – ale nie tylko – pokazuje, jaką drogę musi przejść miasto i społeczeństwo, by się zroweryzować. Wskazuje korzyści takiego rozwiązania i rozprawia się z mitami lansowanymi głównie przez miłośników samochodów. Wielokrotnie przytacza twarde dane i wybija swoim przeciwnikom z rąk argumenty często pojawiające się w dyskusjach. Oczywiście miejscami przesadza, samą Kopenhagę zaś idealizuje, ale generalnie w wielu kwestiach ma rację.
Miłośników samochodów ta książka zbulwersuje i pewnie uznają ją za kontrowersyjną. Ale ludzie otwarci znajdą w niej wiele ciekawych spostrzeżeń i być może pod jej wpływem wrócą do jeżdżenia na rowerze. Mikael Colville-Andersen pisze ciekawie, czasami nieco chaotycznie, kiedy indziej zabawnie, przynajmniej z perspektywy naszego kraju. Pokazuje jednak, że można przeprosić się z rowerami i w ciągu dekady czy dwóch wrócić do pedałowania. W Polsce to się dzieje, choć wciąż sporo tu złej infrastruktury, zwykłej ludzkiej zawiści i przede wszystkim niedasizmu. A można przecież wszystko. Wystarczy Być jak Kopenhaga.
Więcej recenzji:
https://zdalaodpolityki.pl/category/ksiazka/
Polski tytuł jest trochę na wyrost. Być jak Kopenhaga. Duński przepis na miasto szczęśliwe nie daje przepisu na rozwiązanie palących problemów miejskich, takich jak zła urbanistyka, mieszkalnictwo, bezdomność, gentryfikacja czy najazdy pijanych turystów. Skupia się na jednej sprawie, tej rowerowej, i na przykładzie Kopenhagi pokazuje, jak wielkie ma ona znaczenie.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMikael...
Autor zwraca uwagę na ważne problemy współczesnych miast. Pokazuje możliwości zmian, "dobre praktyki", ale chwilami wydaje się, że gloryfikując pewne rozwiązania ociera się o radykalizm, a to może być niebezpieczne.
Autor zwraca uwagę na ważne problemy współczesnych miast. Pokazuje możliwości zmian, "dobre praktyki", ale chwilami wydaje się, że gloryfikując pewne rozwiązania ociera się o radykalizm, a to może być niebezpieczne.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCiekawa lektura ale niebywale radykalne podejście autora. Na tyle jednostronne, że irytujące. Mimo wielu ciekawych aspektów odnoszących się do urbanistyki i projektowania miasta przyjaznego rowerzystom, raziła mnie narracja. Autor, moim zdaniem, używa przemocowego języka. Wszystko co jest w opozycji do jego zdania jest złe a ludzie, którzy nie realizują zadań według jego zamysłu są idiotami. Nie zgadzam się z tezą, że rowerzyści powinni być na pierwszym planie. Miasto jest dla wszystkich, a jeśli już trzeba wskazać głównego beneficjenta, to powinien być to pieszy. Warto przeczytać ale uważam, że należy przepuścić tą książkę przez filtr racjonalnego podejścia do miasta jako przestrzeni przyjaznej wszystkim.
Ciekawa lektura ale niebywale radykalne podejście autora. Na tyle jednostronne, że irytujące. Mimo wielu ciekawych aspektów odnoszących się do urbanistyki i projektowania miasta przyjaznego rowerzystom, raziła mnie narracja. Autor, moim zdaniem, używa przemocowego języka. Wszystko co jest w opozycji do jego zdania jest złe a ludzie, którzy nie realizują zadań według jego...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka nieudana. Tak, jak nieudana musi być każda książka z tezą o wyższości świąt bożego narodzenia nad świętami wielkiejnocy. Autor nagina fakty, jest niemerytoryczny, ślepy na kontrargumenty. Denerwujący jest brak kompetencji wiedzy o mieście, jego urbanistyce, przestrzeni, rozplanowaniu. Dodam jeszcze jedno zdania o tym, że jest źle i koślawo przetłumaczona. Nie jest dobre nazwać mieszkańców stolicy Danii kopenhażanami. Lepiej zamiast czytania tej książki wsiąść na rower.
Książka nieudana. Tak, jak nieudana musi być każda książka z tezą o wyższości świąt bożego narodzenia nad świętami wielkiejnocy. Autor nagina fakty, jest niemerytoryczny, ślepy na kontrargumenty. Denerwujący jest brak kompetencji wiedzy o mieście, jego urbanistyce, przestrzeni, rozplanowaniu. Dodam jeszcze jedno zdania o tym, że jest źle i koślawo przetłumaczona. Nie jest...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRadykalna idea wprowadzenia rowerów do życia. Łatwa w czytaniu, wręcz wciągająca, ale nie dla każdego. Szczególnie nie dla fanatyków aut i świętej przepustowości
Radykalna idea wprowadzenia rowerów do życia. Łatwa w czytaniu, wręcz wciągająca, ale nie dla każdego. Szczególnie nie dla fanatyków aut i świętej przepustowości
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTaka ładna książeczka. Przyjemnie ją wziąć do ręki, uwodzi ładnym papierem i takimiż ilustracjami. Tak wygląda wzorcowe kuszenie przez szatana.
Będzie się czepiał, na pewno będzie się czepiał.
No pewnie, że będzie. Ważne, z jakich pozycji. Otóż bowiem, w przeciwieństwie do Autora, ewidentnego apostoła jednej, jedynej wiary, zatem zaprzysięgłego wroga każdej innej, uważam, że „zrównoważony rozwój” powinien mieć na względzie wyznawców różnych religii.
Konkretnie chodzi o to, że bywam na zmianę pieszym i kierowcą samochodu, a rowerem pokonywałem dzielnie miasto, gdy Mikaelowi nie śniło się jeszcze, że będzie urbanistą. Choć nie ma co ukrywać, że moje serce bije dla motoryzacji, to dostrzegam potrzebę i konieczność współżycia różnych środków transportu w miejskiej tkance. I nie mam nic przeciwko rowerzystom.
Tymczasem Mikael Colville-Andersen jest ekstremalnie wrogi wobec samochodów (skutery i motory pomija wzgardliwym milczeniem) i zupełnie nie tai, że stanem oczekiwanym i jedynym słusznym jest pozbycie się puszek na czterech kołach z miast, a jakby się dało, to w ogóle z powierzchni ziemi.
Patrząc z tej perspektywy „Być jak Kopenhaga” pełni rolę zaawansowanego podręcznika inżynierii społecznej (tak, nie inżynierii drogowej, a społecznej) dającego instrukcje do wprowadzenia w życie jedynie słusznej wizji.
Dlatego autor przechodzi z gracją nad wewnętrznymi sprzecznościami doktryny, wykazuje moralność Kalego, z lubością przytacza dowody anegdotyczne, wyśmiewa inne stanowiska. Umiarkowanie nachalnie, na ogół elegancko, czasem mu się tylko wypsnie coś, co odsłania gębę w miejscu uprzejmie uśmiechniętej twarzy.
A ja miałem zabawę, obserwując przejawy niespójności, pokryte płomiennym credo o remedium na problemy ludzkości. Przykłady?
Autor kompletnie lekceważy uwarunkowania kulturowe. Kopenhaga wyprodukowała najlepsze rozwiązania na świecie i basta. Nieważne, że Dania jest bogata i syta. Nieważne, że ten typ demokracji (zresztą fałszywej, różnice są, tylko skrzętnie ukrywane) poza Skandynawią nie funkcjonuje, nieważne, że ludzi na innych kontynentach i w innych państwach napędza inna aksjologia, że inaczej ustalane są hierarchie społeczne, choćby strojem, że styl i tempo życia nie pozwala na zakupy pięć razy w tygodniu, bo hurtowe zakupy mają też konkretny wymiar ekonomiczny. Zachłanność tego rowerowego marksizmu nie zna granic.
Po drugiej stronie duńskiej hygge, szwedzkiego lagom czy norweskiego A kose seg, z pozoru niezwykle atrakcyjnych, rozciąga się wypracowana mozolnie sfera tłumienia indywidualności, równania do średniej, nie gorsza, niż w wizji polskiego piekła, tłumaczona niegdyś walką z szatańskimi podszeptami, dziś – dobrostanem całej społeczności.
Gdy ustalanie maksymalnej prędkości dla samochodów odbywa się grupowo, to znaczy za pomocą obśmianej zasady osiemdziesiątego piątego centyla (nie większa, niż ta, z jaką jedzie 85% kierowców),to jest głupie. Kiedy ścieżki rowerowe wyznacza się na podstawie grupowych zachowań rowerzystów, to jest śmiałe i mądre.
Fajny jest język, zakłamujący, jak u myśliwych, w którym na przykład „uspokojenie ruchu” w rzeczywistości oznacza faktycznie odstrzelenie kierowców, któż bowiem chciałby poruszać się samochodem z prędkością pieszego?
Wielce pouczający wydaje się wykaz wrogów „cywilizacji dwóch kółek”. A to dlatego, że autor z nieukrywaną nienawiścią opowiada o „sektach” wewnątrz ruchu rowerowego. Motoryzacja? Wiadomo, niekwestionowany target dla dział i rakiet. Ale sam wkracza w sekciarskie klimaty, dodając:
a) autorów i propagatorów innych rozwiązań dla rowerów
b) rowerzystów rekreacyjnych, a zwłaszcza sportowych
b) pojazdy wspomagane silnikami elektrycznymi
c) kaski (tu akurat słusznie!)
b) architektów i urbanistów (aspekt artystyczny uważa za nieistotny, liczy się czysty utylitaryzm i czysta funkcjonalność).
O Chinach, w swoim czasie bicyklowym królestwie, gdzie wszyscy przesiedli się na skutery i do samochodów, a wypożyczalnie miejskich rowerów poniosły spektakularną klęskę – ani słowa.
Gdzieś roztopiły się hulajnogi i deski z silnikami.
Takich perełek w książce jest sporo.
Czy zatem czytać?
Tak, jak najbardziej. Zmiany w „sposobie użytkowania” miast są nieuniknione. Ciasne śródmieścia nie pomieszczą więcej samochodów. Kto je kocha, dla kogo są koroną wygody i wolności, będzie musiał odpuścić, wynieść się dalej od ścisłej zabudowy. A może przyzwyczaić do dwóch kółek.
Więc warto się przygotować.
Poza tym warto się uczyć. Jak robić rewolucję. Sztandary mogą się zmieniać, metody na rewolucyjną zmianę pozostają takie same, tylko się unowocześniają w zależności od zmiennego technologicznie świata.
Mnie się już nie chce, ale może młodsi skorzystają?
Ale – niezależnie od ideologicznego sosu – książkę czyta się z ciekawością, zawiera też sporo ciekawych obserwacji, sporo anegdot i całkiem interesujących liczb.
Ciekawe tylko, co się stanie, gdy i na rowery zabraknie miejsca.
Monocykle? Deskorolka dla każdego? Przyszłość może zgotować niejedną niespodziankę...
Taka ładna książeczka. Przyjemnie ją wziąć do ręki, uwodzi ładnym papierem i takimiż ilustracjami. Tak wygląda wzorcowe kuszenie przez szatana.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBędzie się czepiał, na pewno będzie się czepiał.
No pewnie, że będzie. Ważne, z jakich pozycji. Otóż bowiem, w przeciwieństwie do Autora, ewidentnego apostoła jednej, jedynej wiary, zatem zaprzysięgłego wroga każdej innej, uważam,...
Świetna książka i świetny podręcznik. Must-read dla każdego fachowca - planisty, drogowca, architekta, urzędnika! Gdyby każdy z nich tę książkę przeczytał, nasze miasta byłyby o niebo lepsze. A dla nas to świetna zachęta to przesiadki na rower w codziennych dojazdach, nie tylko na okazjonalne wycieczki:)
Świetna książka i świetny podręcznik. Must-read dla każdego fachowca - planisty, drogowca, architekta, urzędnika! Gdyby każdy z nich tę książkę przeczytał, nasze miasta byłyby o niebo lepsze. A dla nas to świetna zachęta to przesiadki na rower w codziennych dojazdach, nie tylko na okazjonalne wycieczki:)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"... przekonał mnie do jeżdżenia rowerem zimą, do jeżdżenia w sukience, do jeżdżenia w pantoflach, i nie obchodzi mnie, co inni mówią."
"... przekonał mnie do jeżdżenia rowerem zimą, do jeżdżenia w sukience, do jeżdżenia w pantoflach, i nie obchodzi mnie, co inni mówią."
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to