rozwińzwiń

Wojna o Nisibis. Obrona rzymskiej wschodniej granicy 337-363

Okładka książki Wojna o Nisibis. Obrona rzymskiej wschodniej granicy 337-363 autora John S. Harrel, 9788378899686
Okładka książki Wojna o Nisibis. Obrona rzymskiej wschodniej granicy 337-363
John S. Harrel Wydawnictwo: Napoleon V historia
265 str. 4 godz. 25 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The Nisibis War. The Defence of the Roman East AD 337-363
Data wydania:
2019-04-10
Data 1. wyd. pol.:
2019-04-10
Liczba stron:
265
Czas czytania
4 godz. 25 min.
Język:
polski
ISBN:
9788378899686
Tłumacz:
Aleksander Paradziński
Średnia ocen

7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wojna o Nisibis. Obrona rzymskiej wschodniej granicy 337-363 w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Wojna o Nisibis. Obrona rzymskiej wschodniej granicy 337-363

Średnia ocen
7,3 / 10
12 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Wojna o Nisibis. Obrona rzymskiej wschodniej granicy 337-363

Sortuj:
avatar
129
91

Na półkach:

Bardzo dobra ukazująca zmagania cesarzy Konstancjusza II i Juliana Apostaty w czasie wojen z Persją Sasanidów (i nie tylko). Dobry styl pisarski i analiza zachowań poszczególnych postaci pozytywnie wpływa na całość publikacji. Moim zdaniem mapki są do lekkiej poprawy, bo czasem trudno się połapać o co chodzi (lepiej fazy bitew po prostu przedstawiać na kilku rysunkach, niż je numerować - unika się wtedy bałaganu).

Bardzo dobra ukazująca zmagania cesarzy Konstancjusza II i Juliana Apostaty w czasie wojen z Persją Sasanidów (i nie tylko). Dobry styl pisarski i analiza zachowań poszczególnych postaci pozytywnie wpływa na całość publikacji. Moim zdaniem mapki są do lekkiej poprawy, bo czasem trudno się połapać o co chodzi (lepiej fazy bitew po prostu przedstawiać na kilku rysunkach, niż...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
697
697

Na półkach:

Muszę przyznać, że książka wciąga. Autor jednak bazując na Ammianusie Marcellinusie przedstawia pogański pukt widzenia przebiegu konfliktu. A jego wcześniejsze peany na cześć Juliana Apostaty traktuję jako wyznacznik naszych czasów - apostatów. Zwłaszcza w kontekście nieudolności Juliana pod Ktezyfontem w 363 roku. Tak samo oceniam jego ocenę cesarza Konstansa, chociaż ? Dlaczego dziedzictwo Konstantyna się rozpadło - tak samo jak i Dawida ? W tym znaku zwyciężysz ! Ciekawy okres - chrześcijaństwo już uznane, ale jeszcze nie dominuje, a za Apostaty znów prześladowane. Wydaje mi się więc, że ważny punkt powinny stanowić stosunki religijne w armii Juliana. Bo jedyne o czym autor wspomina - to konflikt Juliana z chrześcijańskimi Ormianami, co zaowocowało utratą 20 tysięcy żołnierzy armeńskich. Jego następca Jowian - był chrześcijaninem. Nisibis - centrum administracyjne, ośrodek handlu jedwabiem i przyprawami. Miejsce wymiany handlowej między Persją a Rzymem. 298-363 do Rzymu. Miasto jak Arka Noego … Dosłownie. Nie wiem czemu mam dziwny sentyment do tego miejsca, podobnie jak do Amidy i Edessy. Fascynujący teatr działań wojennych - w tym zasadzek perskich słoni bojowych. Udanych ! Autor poświęca sporo miejsca też dalszym geograficznie wydarzeniom - np. bitwie pod Mursą w 351, która faktycznie jawi się jak samobójstwo Rzymu. Peany autora nie zmieniają mojej sympatii do Teodozjusza I Wielkiego, który jest moim ulubionym władcą ever.

Muszę przyznać, że książka wciąga. Autor jednak bazując na Ammianusie Marcellinusie przedstawia pogański pukt widzenia przebiegu konfliktu. A jego wcześniejsze peany na cześć Juliana Apostaty traktuję jako wyznacznik naszych czasów - apostatów. Zwłaszcza w kontekście nieudolności Juliana pod Ktezyfontem w 363 roku. Tak samo oceniam jego ocenę cesarza Konstansa, chociaż ?...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1273
1372

Na półkach: , , , , , ,

Autor tej książki wprowadza do obiegu naukowego pojęcie "wojny o Nisibis", którym określa całość konfliktu rzymsko-perskiego trwającego z przerwami od 337 do 363 r. Harrel łączy zatem kilka mniejszych starć, które co jakiś czas sprowadzały wojnę na mezopotamskie pogranicze obu imperiów późnoantycznego świata. Wprawdzie co najmniej kilka rozdziałów książki dotyczy zupełnie innych obszarów geograficznych (np. walka z uzurpatorem Magnencjuszem oraz kampanie galijskie Juliana),to ich umieszczenie w książce o wojnie nad Eufratem jest o tyle zasadne, że pomaga lepiej zrozumieć rozważania Autora o planach i strategii Rzymu i Persji w skali makro.

Ponieważ Harrel jest wojskowym, pisze o IV-wiecznym konflikcie z perspektywy oficera, a nie historyka czy filologa klasycznego. Ma to pewne zalety, choć pewnym - w moim odczuciu nawet sporym - niedostatkiem jest wykorzystanie wyłącznie publikacji anglojęzycznych. Rozpatrywanie starożytnych konfliktów z perspektywy dzisiejszych teorii wojskowych i politologicznych, o ile nie dokonuje się przy braku poszanowania źródeł, może jednak przynieść pewne korzyści i tak jest moim zdaniem w "Wojnie o Nisibis". Autor dobrze analizuje różne bitwy, chyba najciekawiej zrobił to w odniesieniu do bitwy pod Singarą (344) i bratobójczego starcia pod Mursą (350). Podkreśla bardzo rolę elementu logistycznego, rehabilituje także nieco postać Konstancjusza jako wodza, choć bynajmniej nie umniejsza talentom dowódczym i strategicznym Szapura II.

Myślę, że książka Harrela to wartościowa pozycja z dziedziny historii starożytnej wojskowości. Autorowi udało się dobrze wyjaśnić kluczowe problemy nie tylko samego konfliktu, ale też choćby zagadnień dynastycznych (bardzo dobry rozdział o cezarze Gallusie!). W przekładzie jest trochę niedoskonałości, ale w odniesieniu do publikacji Napoleona V dokonał się w tej kwestii wyraźny postęp. Żeby jeszcze tylko zróżnicowali layout swoich publikacji...

Tomasz Babnis

Autor tej książki wprowadza do obiegu naukowego pojęcie "wojny o Nisibis", którym określa całość konfliktu rzymsko-perskiego trwającego z przerwami od 337 do 363 r. Harrel łączy zatem kilka mniejszych starć, które co jakiś czas sprowadzały wojnę na mezopotamskie pogranicze obu imperiów późnoantycznego świata. Wprawdzie co najmniej kilka rozdziałów książki dotyczy zupełnie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

33 użytkowników ma tytuł Wojna o Nisibis. Obrona rzymskiej wschodniej granicy 337-363 na półkach głównych
  • 20
  • 13
13 użytkowników ma tytuł Wojna o Nisibis. Obrona rzymskiej wschodniej granicy 337-363 na półkach dodatkowych
  • 6
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Wojna domowa. Wojny trzech królestw 1638-1660 Trevor Royle
Wojna domowa. Wojny trzech królestw 1638-1660
Trevor Royle
Na początku trzeba docenić autora za podjęcie tematu konfliktów z szerszej perspektywy nie tylko angielskiej (hasło Wikipedii - English civil war),ale całych wysp brytyjskich, z dość dobrze opisanymi wydarzeniami w Szkocji i Irlandii. Royle potwierdza słuszność tego spojrzenia wyliczając straty ludzkie na poszczególnych obszarach tych konfliktów. „Po raz pierwszy od dziewięciu lat Anglia była wolna od plagi wojny. W tym okresie zginęło ok 85 tys. żołnierzy, przeważnie rojalistów (50 000) i szacowano, że wśród 5 mln Anglików 20 % zostało w ten czy inny sposób uwikłanych w działania militarne z lat 1642-46. Ofiarami byli też cywile na skutek oblężeń czy chorób (szczególnie dymieniczych) … zginęło ich 40 000.” „Licząca milion mieszkańców Szkocja poniosła proporcjonalnie większe straty od południowego sąsiada (głównie dlatego, że żołnierzom z wyżyn rzadko udzielano pardonu, a walki wewnętrzne, dotykały również cywili) – można słusznie szacować je na 28 000 wśród wojsk oraz 15 000 wśród ludności. Jeszcze gorsze efekty przynosiła wrogość katolicko-protestancka w Irlandii … szacunki strat w Irlandii w latach 1641-52 wahają się od 192 000 do 618 000. Nawet ta mniejsza wartość znacznie przekracza liczbę ofiar w obu pozostałych królestwach.” Nie dość na tym autor dość dobrze opisuje I wojnę angielsko-holenderską (1652-54),wojnę z Hiszpanią (1655-60 czyli dokładnie w czasach naszego Potopu) oraz co nieco naświetla Frondę we Francji i politykę kardynała Mazariniego względem wydarzeń na wyspach. Nie mniej jednak często bardziej interesują go spory polityczne i religijne od spraw wojennych. Trzeba niestety zgodzić się z innymi opiniami, że książka jest napisana trochę chaotycznie i nieco jakby była dla ludzi już orientujących się w temacie. Autor często prowadzi nie porywającą litanię kolejnych nazwisk, które nie zawsze można było sobie wcześniej przyswoić i zapamiętać, kto stał po której stronie sporu. Jeśli chodzi o przedstawienie samych działań wojennych, to bywają bitwy i starcia opisane w miarę zrozumiale i szczegółowo, zdarzają się niezłe mapki kampanii poprzedzającej starcie. Gdybyż tylko autor trzymał się tej linii opisu i obrazu byłoby całkiem zadowalająco, ale niestety przy większości kampanii brak jest takich mapek, a i opisy starć bywają bardzo skąpe. Po opisie wojny parlamentu z królem Karolem I zabrakło mi jakiegoś podsumowania. Nie pamiętam czy to u Wojtczaka czy u innych autorów (chyba w „Anglia w czasach Stuartów”) można było co nieco przeczytać o ekonomicznej przewadze strony parlamentarnej. W „Wojnie domowej” Royla próżno szukać przyczyn tego, że zwycięska w wojnie okazała się akurat strona parlamentu. Da się jedynie zauważyć, że wiele przegranych przez nią bitew nie zmniejszyła zbytnio morale, ani liczby wojsk – czyli zdolności mobilizacyjne zdawały się być większe. Strona rojalistów zdaje się miała mniejsze możliwości odbudowywania swoich strat. Jakimś punktem zwrotnym zdaje się była interwencja Szkotów po stronie parlamentu, gdy nagle ta dodatkowa ok. 20 tys. armia znacznie wpływa na układ sił w konflikcie. Rojaliści nie mieli czym odpowiedzieć na taką liczbę nowych przeciwników. Co mnie zaskoczyło to opis wielu małych powstań i ruchawek rojalistów po roku 1645, skazanych jednak na klęskę ze względu na brak koordynacji i rozproszenie ośrodków przychylnych sprawie Stuartów (oraz na kilkuletnie doświadczenie Armii Nowego Wzoru). Swoje zrobiła oczywiście przewaga floty parlamentu i brak woli pomocy dla Stuartów ze strony państw europejskich zaangażowanych w tym czasie w inne konflikty. „Wszystko to zmienił powrót z wygnania hrabiego Norwich, wspieranego przez Henriettę Marię… mimo braku doświadczenia wojennego szybko dowiódł wielkiej zdolności do godzenia frakcji. 21 maja (1648) ponad 10 000 Kentyjczyków zebrało się na wrzosowiskach pod Maidstone, ruszając na Blackheath i stolicę. Nowiny zaniepokoiły Londyn. Nie tylko z powodów historycznych – w XIV i XV wieku Kent był matecznikiem podobnych sprzeciwów wobec władzy, prowadzonych przez Wata Tylera czy Jacka Cade’a, które pozostały w pamięci ludu – ale strategicznych: hrabstwo leżało pod bokiem stolicy … Armia Nowego Wzoru walczyła w Walii i blokowała groźbę inwazji szkockiej. Fairfaxowi pozostały niepełne regimenty, które jego zdaniem mogły nie starczyć do odparcia zagrożenia. 27 maja wyszedł ze stolicy, w trzy dni docierając do Blackheath. Tutaj przyjął kapitulację tysiąca słabo uzbrojonych cywilów, którzy znienacka uznali się nie za żołnierzy, lecz za zwykłych rzeczników petycji, dalekich od myśli o przemocy.” Wg mnie autor poradził sobie dość przyzwoicie z opisem konfliktów w samej Szkocji czy konfliktami pomiędzy tamtejszymi rojalistami i stronnikami parlamentu. Z drugiej strony nadal ciężko sobie zwizualizować przebieg konfliktów w Irlandii (zważywszy na te najwyższe, być może idące w pół miliona ludzi straty). Przydałoby się więcej jakiejś statystyki i mapek odnośnie zielonej wyspy. Nie mniej trzeba oddać autorowi, że można się zapoznać z wydarzeniami, które po raz kolejny odradzały na kolejne dziesięciolecia nienawiść między Anglikami i Irlandczykami. Ostatnie dziesięciolecie w tej książce, a więc czas Commonwealthu, rządów Cromwella, kadłubowych parlamentów i rządów dowódców wojskowych dają ciekawy obraz i miejsce do rozważań „co było gdyby”. Te wszystkie grupy zrównywaczy, mileniarystów i ekstremistów religijnych mogły teoretycznie dojść do władzy i urządzić jeszcze większe piekiełko na Wyspach Brytyjskich. „W tej epoce wielu zwiedzionych chrześcijan uważało się za wcielenie Jezusa Chrystusa czy ludzi urodzonych do wielkiego dzieła bożego. Większość z nich stanowili szarlatani… ale James Nayler okazał się ulepiony z innej gliny. Przypominał Chrystusa z wyglądu i zachowania… Nayler jednak przypieczętował swój los własnymi szaleńczymi posunięciami…. Objeżdżając z kazaniami zachód kraju, wjechał na ośle do Bristolu, a kobiety rzucały przed nim liście palmowe, wykrzykując hosanna i święty, święty … Procesja odbywała się wśród wielkiej histerii – wielu widzów zaszokowało bluźnierstwo, lecz władze były przerażone. Przybycie Naylera do Bristolu, centrum kwakierstwa, nie stanowiło gestu niedorzecznego czy donkiszotowskiego: mogło zwiastować rewolucję i parlament postanowił ukarać prowodyra … Jeden z parlamentarzystów radził: „On pisze wszystkie ich księgi. Odciąć go a zniszczy się sektę” Jeszcze ciekawsze jest porównanie losów i konfliktów XVII wieku - w mniej więcej w tym samym czasie, gdy Wielka Brytania przeżyła tak długie i o kapitalnym znaczeniu wstrząsy i my zmagaliśmy się ze śmiertelnymi dla państwa zagrożeniemi (1648-1660 czy nawet do 1667 lub 1676). Podobnie długo Francja z Hiszpanią zwarły się w wojennym ścisku (1635-1659, właściwie to wojna na włoskich frontach zaczęła się sporo wcześniej). Także myślę, że takie dwa tematy pisane z takiej ogólniejszej – Royle’owej perspektywy byłyby mile widziane przez czytelników.
Slawinio - awatar Slawinio
ocenił na72 lata temu
Wojna polsko-turecka w latach 1633-1634 Łukasz Pabich
Wojna polsko-turecka w latach 1633-1634
Łukasz Pabich
Książka to monografia historyczno-wojskowa poświęcona konfliktowi między Rzeczpospolitą a Imperium Osmańskim w latach 1633-1634.Zamiarem autora jest przywrócenie temu epizodowi należnego miejsca w historii,kwestionując dotychczasowe spojrzenie ,które sprowadzały konflikt jako częściowo ,,prywatny''najazd nazywany ,,wojną z Abazy paszą,traktowany w sposób incydentalny,a nie jak pełnoprawna wojna polsko-turecka. Autor korzysta z bogatego materiału źródłowego,zarówno polskiego,jak i tureckiego,oraz dokumentów dyplomatycznych.Mocną stroną jest szczegółowa i bardzo czytelna analiza struktur armijnych,sił,spraw logistycznych i operacji wojskowych.Książka nie tylko opisuje działania wojenne czy też samą bitwę,ale również dużo uwagi poświęca sprawom wewnętrznym Rzeczypospolitej,sprawom Kozaków,relacji z Mołdawią. Jest to książka,która stanowi istotny wkład w historiografię nowożytnej Rzeczypospolitej.Umożliwia ponowną ocenę jednego z mniej znanych epizodów wojen polsko-tureckich,poprawia zrozumienie dynamiki granic południowych,relacji z Turcją,Tatarami i Kozakami,oraz pozwala lepiej widzieć,jak polityka wewnętrzna wpływała na zdolność do obrony i negocjacji. Jest wartościowa zarówno dla specjalistów(historyków,studentów),jak i dla osób interesujących się historią Polski,wojskowością oraz relacjami między Rzeczpospolitą a Imperium Osmańskim. Polecam.
caharin7 - awatar caharin7
ocenił na86 miesięcy temu
Bizancjum 1024-1492 Jonathan Shepard
Bizancjum 1024-1492
Jonathan Shepard
83/2024 Upadek Konstantynopola w 1453 był prawdziwym geopolitycznym trzęsieniem ziemii doby średniowiecza. Imperium, które co prawda lata swojej chwały miało dawno za sobą, ale jego istnienie było czymś naturalnym dla ówcześnie żyjących. Nie można się zresztą temu dziwić, ponieważ historia Bizancjum opiewała na blisko tysiąc lat. Przez blisko millenium Bizancjum było zaporą dla azjatyckich najazdów Europy. Zachodni Europejczycy nie doceniali ważności istnienia chrześcijańskiej tej zapory przed muzułmańskim naporem, a wręcz własnoręcznie przyczynili się do upadku Cesarstwa. W momencie upadku z wielkiego Bizancjum pozostały tylko chwalebne wspomnienia. Powodów definitywnego upadku państwa trzeba się dopatrywać aż 250 lat przez wkroczeniem do miasta Mehmeda Zdobywcy, czyli w pierwszym upadku Konstantynopola w 1204, kiedy to podczas IV krucjaty krzyżowcy zdobyli Drugi Rzym i panowali tam przez kilkadziesiąt lat. Od tego momentu historia całego Cesarstwa była równią pochyłą, która zakończyła się 29 maja 1453. Bizantyjczycy nie mogli już uniknąć brutalnego zderzenia z muzułmańską ścianą. Europejczycy byli zmuszeni zmienić swoje tysiącletnie mapy mentalne i w miejsce prawosławnego imperium pojawiło się nowe państwo dynastii Osmanów. Muzułmańskie imperium, które zamierzało zaspokoić swój niepohamowany apetyt na dalszą ekspansję przez Bałkany, ku sercu Europy... Katolickiej Europie skrajnie wrogo nastawionej do prawosławia już wkrótce przyjdzie zmierzyć się z czymś po wielokroć groźniejszym niż odmienny pomysł na wiarę w tego samego Boga... *** Drugi tom historii Bizancjum trzyma solidny poziom tomu pierwszego. Ze względu, że jest to opracowanie zbiorowe różnych autorów to zdarzają się rozdziały lepsze i gorsze, jednak całokształt opracowania jest zdecydowanie na plus. Co prawda język może być odstręczający, bo jest to pozycja skierowana do osób bardziej zaangażowanych w historię i jest to pozycja zdecydowanie bardziej naukowa niż popularnonaukowa. Jednakże przy skoncentrowaniu się na lekturze doznajemy dużej satysfakcji śledząc losy jednego z najdłużej istniejących imperiów w historii. *** Tak jak przy pierwszym tomie pozwolę sobie wymienić autorów odpowiedzialnych za tę publikację (tylko tom II, kolejność alfabetyczna): • Michael Angold, emerytowany profesor historii Bizancjum, uniwersytet w Edynburgu; • Michel Balard, emerytowany profesor historii, uniwersytet Paris I — Pantheon-Sorbonne; • Anthony Bryer, emerytowany profesor historii, uniwersytet w Birmingham; • Allain Ducellier, emerytowany profesor historii, uniwersytet w Tuluzie — La Mirail; • David Jacoby, emerytowany profesor historii, Uniwersytet Hebrajski w Jerozolimie; • D.A. Korobeinikov, Wolfson College, Uniwersytet Oksfordzki; • Angeliki E. Laiou, profesor historii Bizancjum w Dumbarton Oaks, Uniwersytet Harwardzki; • G.A. Loud, profesor historii średniowiecznych Włoch, uniwersytet w Leeds; • Paul Magdalino, profesor historii Bizancjum Bishop Wardlaw, uniwersytet w St Andrews; • Jonathan Shepard (redaktor oprac.),były wykładowca uniwersytetu w Cambridge; • Paul Stephenson, wykładowca historii średniowiecznej, uniwersytet w Durham;
Ahura Mazda - awatar Ahura Mazda
oceniła na71 rok temu
Bizancjum w dobie bitwy pod Mantzikert. Znaczenie zagrożenia seldżuckiego w polityce bizantyńskiej w XI wieku Jacek Bonarek
Bizancjum w dobie bitwy pod Mantzikert. Znaczenie zagrożenia seldżuckiego w polityce bizantyńskiej w XI wieku
Jacek Bonarek
Już na początku muszę przyznać, że lektura tej książki była doznaniem niemal transcedentnym. Lekkie pióro Jacka Bonarka, z ogromną wiedzą sprawiają, że pozycję tę czyta się z zapartym tchem. Co więcej, nawet przypisy, które zazwyczaj pomijam, zdały się być kontynuacją tej niezwykłej przygody. Czyta się ją niemal jak powieść historyczną, tyle, że z krytyką przedmiotu. Tak, bo inaczej nie da się tego określić. Czytałem wiele książek o cesarstwie wschodniorzymskim, ale ta jest niemal jak objawienie. Chyba nie spotkałem dotychczas tak szczegółowej pozycji, która naświetlałaby tak wiele aspektów dziejów omawianego zagadnienia. Śmiało mogę powiedzieć, że takiej nawały informacji nie spotkałem od bardzo, bardzo dawna. Co więcej, całość jest tak świetnie skomponowana, że nie tylko cały ten ogrom nas nie nudzi, ale wręcz przeciwnie – staje się historyczną ucztą godną bogów. Dzięki niej poznałem niesamowite fakty, o których nie miałem pojęcia, odnosząc przy tym wrażenie, że szanowny Autor bardzo się ograniczał (a może się mylę?). Treść Autor podzielił książkę na kilka rozdziałów. 1. Bizancjum w XI wieku; 2. Bizantyńska Italia; 3. Pieczyngowie; 4. Bizancjum i jego sąsiedzi w XI wieku; 5. Bizancjum i Seldżucy; 6. Kampanie Romana IV Diogenesa; 7. Wojny domowe i utrata Azji Mniejszej. Pierwszy rozdział jest takim ogólnym nakreśleniem skomplikowanej sytuacji politycznej wewnętrznej Cesarstwa. A wierzcie mi, działo się bardzo dużo, szybko i było w niej pełno nieoczekiwanych zwrotów sytuacji. Mnie jednak najbardziej spodobały się rozdziały drugi i trzeci, co wynika z kilku czynników. Po pierwsze, rzadko można spotkać konkretne informacje dotyczące sytuacji politycznej w południowej Italii. Podejrzewam, że większość czytelników nawet nie ma pojęcia czym był katepanat Italii. Bonarek wprawdzie nie wyjaśnił co znaczył ten termin, chyba zakładając, że jednak ludzie są bardziej oczytani, ale w niezwykle ciekawy sposób opisał całą gamę zagmatwań w konstelacji politycznej południa Italii. Jestem pod ogromnym wrażeniem, tym bardziej, że jako historyk, sam miałem problem z „ogarnięciem” całego ogromu skomplikowania sytuacji w omawianym regionie. Rozdział trzeci też jest bardzo interesująco napisany. Wprawdzie Ostrogski poruszał już temat stosunków Pieczyngów z Bizancjum, ale dopiero tutaj dowiedziałem się jak bardzo Cesarstwo było związane z tym koczowniczym plemieniem. Nie przypuszczałem nawet, że ich stosunki geopolityczne były aż tak rozbudowane. A przy okazji poznałem kilku ważniejszych postaci z grona Pieczyngów. Brakło mi jednak szerszego opisu ich uwarunkowań kulturowo-politycznych. Zdziwiła mnie też krótkowzroczność niektórych polityków i władców bizantyńskich, oczekujących natychmiastowego zasymilowania Pieczyngów ze strukturami polityczno-społecznymi Cesarstwa. Ale właśnie taka jest historia – nieoczekiwana. Rozdział czwarty opisuje kontakty pomiędzy Bizancjum a państwami serbskimi, Węgrami, Rusią Kijowską, państwami i ludami zamieszkującymi Kaukaz oraz Arabami. O ile stosunki z przybyszami z Półwyspu Arabskiego są dosyć świetnie naświetlone w innych pozycjach, o tyle informacje o pozostałych ludach są dosyć skąpe. Oczywiście, w książce Bonarka cała złożoność jest znacznie bardziej rozbudowana, ale problem tych zażyłości – w moim odczuciu – nadal pozostawia ogromne pole do popisu. Pozostałe rozdziały są równie ekscytujące, ale pozwolę sobie pominąć je milczeniem. Tak czy siak, książka jest bardzo równa merytorycznie. Ocena Jako wielki plus książki muszę zaznaczyć, że wszędobylskie przypisy czytało się niemal jak powieść historyczną. Jak nigdy ich nie czytam, czasem wręcz unikam nawet spoglądania na nie, o tyle w „Bizancjum w dobie bitwy pod Mantzikert” stało się coś nieoczekiwanego – pokochałem przypisy!. Oczywiście można ich nie czytać, ale wiele przez to stracicie. Dla mnie była to niezapomniana przygoda. Chyba pierwszy raz w życiu taki ogrom przypisów w ogóle mnie nie zmęczył, a tylko zachęcił do dalszej lektury książki. Reasumując – książka bardzo przypadła mi do gustu. Poza wzmożeniem fascynacji względem bujnej historii Bizancjum, nie mam żadnych krytycznych uwag. Jestem nią niezwykle zachwycony, a Jacek Bonarek chyba właśnie zyskał oddanego fana swej naukowej twórczości. Jeśli będzie nadal tak świetnie pisał o historii wschodniego cesarstwa, to kupię wszystkie jego książki. Kocham, kocham, kocham… P.S. Książkę na pewno spodoba się każdemu zainteresowanemu średniowieczem. Ja przeczytałem ją jednym tchem. W dosłownie 3 godziny! https://historykon.pl/bizancjum-w-dobie-bitwy-pod-mantzikert/
RyszardHałas1986 Hałas - awatar RyszardHałas1986 Hałas
ocenił na103 lata temu
Trajan. Optimus Princeps. Życie i czasy Julian Bennett
Trajan. Optimus Princeps. Życie i czasy
Julian Bennett
"ᴇᴛ ʟᴜx ɪɴ ᴛᴇɴᴇʙʀɪꜱ ʟᴜᴄᴇᴛ, ᴇᴛ ᴛᴇɴᴇʙʀᴀᴇ ᴇᴀᴍ ɴᴏɴ ᴄᴏᴍᴘʀᴇʜᴇɴᴅᴜɴᴛ" ᴇᴡᴀɴɢᴇʟɪᴀ ꜱ́ᴡ. ᴊᴀɴᴀ 👑 Marcus Ulpius Traianus znany światu jako Trajan, to drugi z tak zwanych dobrych cesarzy, który swoim uporem i determinacją, skromnością i charyzmą, przywrócił Rzymowi jego dawną świetność, która została zszargana przez nieudolne rządy Nerona i ostatniego z Flawiuszy - Domicjana. 👑 Trajan wywodził się ze znaczącego rodu Ulpiów, zamieszkującego obecną Hiszpanię. Od najmłodszych lat był ambitny, lecz niczym się nie wyróżniającym chłopakiem. Nikt z obecnie mu żyjących nie przypuszczał wtedy że Trajan stanie się w przyszłości jednym z największych cesarzy w historii. Jego droga ku szczytowi była zaskakująco szybka i błyskotliwa. Przypadała na czas rządów Domicjana, a następnie Nerwy; założyciela nowej dynastii Antoninów, który na krótko przed śmiercią usynowił go, jednocześnie namaszczając na swojego następce. Wraz ze śmiercią Nerwy, nastał Trajan, który na nowo zdefiniował znaczenie słowa Rzym to potęga. 👑 Zaraz na początku swoich rządów przeprowadził wiele reform usprawniających funkcjonowanie państwa. Odrzucił politykę strachu którą cechował się Domicjan, pokazując że można inaczej. Chciał uchodzić za jednego z obywateli, swoim ludzkim obliczem zjednywał sobie ludzi, tych u władzy jaki i tych z najniższych warstw społecznych. Jako doświadczony żołnierz i dowódca, świetnie radził sobie z dławieniem buntów i obrony granic. Jego największym osiągnięciem są wojny Dackie, podłącz których upokorzył swego wroga jednocześnie powiększając swoją strefę wpływów. Podczas jego rządów finanse były na naprawdę dobrym poziomie, rozwijała się sztuką i kultura, w szczególności literatura. Dzięki Pliniuszowi Młodszemu, który był przyjacielem Trajan, posiadamy rozległą wiedzę o dokonaniach cesarza, oraz o tym jakim był człowiekiem w rzeczywistości, a książka Bennetta układa to wszytko w jedną spójną całość.
Paweł Torebko - awatar Paweł Torebko
ocenił na72 miesiące temu
Grecja i Rzym na wojnie Peter Connolly
Grecja i Rzym na wojnie
Peter Connolly
Adrian Goldsworthy napisał w przedmowie, że łatwiej prowadzi się zajęcia ze studentami pokazując jedną z ilustracji Connolly'ego. Po lekturze nie dziwię się, że ten historyk wygłosił taką opinię, bo "Grecja i Rzym na wojnie" to pod wieloma względami znakomite dzieło. Przede wszystkim rzadko zdarza się, żeby ilustracje tak fantastycznie uzupełniały tekst. Autor przedstawia sztukę wojenną Greków i Rzymian od 800 p.n.e. do 500 n.e. - przeważnie jest to opis najważniejszych wydarzeń wojennych, krótka charakterystyka danej armii oraz ukazanie jej uzbrojenia. Do tego omówiono jeszcze wojny morskie oraz sztukę oblężniczą i fortyfikacje. Poziom szczegółowości jest różny, w zależności od omawianego okresu, bo Connolly dokonał niezwykłej wręcz rekonstrukcji starć podczas wojny grecko-perskiej oraz pochodu Hannibala do Italii. Lektura tych fragmentów to istna rozkosz, bo autor odwiedził opisywane miejsca, przedstawił materiał fotograficzny, zasugerował prawdopodobne trasy przemarszów wojsk oraz przeniósł to wszystko na mapy. Krótko mówiąc - kapitalna robota. Przyjemnie się też czyta o antycznym uzbrojeniu, kiedy obok tekstu mamy bogaty materiał ilustracyjny oparty w dużej mierze na wykopaliskach archeologicznych. Ponadto, autor na rysunkach rekonstruuje taktykę walczących wojsk, ich ustawienie w marszu czy podczas obozowania oraz przedstawia antycznych wojowników. Podobało mi się również, że autor w tekście nawiązuje do własnych prób i doświadczeń związanych z odtworzeniem dawnego uzbrojenia. Nie dziwię się, że mimo upływu lat, ta pozycja uchodzi wśród czytelników za ikoniczną. Jeśli chce się komuś zaszczepić miłość do antyku, to w prezencie powinno mu się podarować pracę Connolly'ego.
Balcar - awatar Balcar
ocenił na82 lata temu
Wojna krymska 1853-1856. Ostatnia krucjata Orlando Figes
Wojna krymska 1853-1856. Ostatnia krucjata
Orlando Figes
Świetnie napisana książka o zapomnianym XIX-wiecznym konflikcie, a to była pierwsza nowoczesna wojna w Europie. Charakteryzowały tę wojnę: olbrzymie straty ludzkie, wykorzystanie potęgi przemysłu, ważna rola opinii publicznej, profesjonalna organizacja opieki medycznej na polu boju. Solidne 8/10. Orlando Figes jest znanym historykiem Rosji i ZSRR. Lubię go czytać, bo świetnie, jasno i zajmująco pisze, to dosyć rządka cecha wśród historyków. W tej książce zajmuje się wojną krymską, toczoną przez Anglię i Francję w sojuszu z Turcją przeciw Rosji. To ważny i zapomniany konflikt, o którym nic nie wiedziałem. Jak się okazuje, wojna krymska była niezwykła pod wieloma względami. Po pierwsze olbrzymie straty: „Co najmniej 750 000 żołnierzy zginęło w walce lub zmarło z powodu chorób.” Nikt nie liczył strat poniesionych przez ludność cywilną, ale też były olbrzymie. Dalej, miała charakter religijny: car Mikołaj I uważał, że „prowadzi wojnę religijną, krucjatę, wypełniając rosyjski obowiązek obrony chrześcijan w Imperium Osmańskim.” jego celem było rozciągnięcie prawosławnego imperium aż do Konstantynopola i Jerozolimy. Z kolei „Dla Brytyjczyków i Francuzów była to krucjata w obronie wolności i cywilizacji europejskiej przeciwko barbarzyńskiej i despotycznej Rosji, której agresywny ekspansjonizm stanowił realne zagrożenie nie tylko dla Zachodu, ale i całego chrześcijaństwa.” Była to też pierwsza wojna, którą prowadzono z wykorzystaniem nowych technologii przemysłowych, zaawansowanej broni, linii kolejowych, nowatorskiej logistyki i komunikacji, również z reporterami wojennymi i fotografami przebywającymi na polu boju. Dalej, była to pierwsza wojna, do której wybuchu doprowadziła presja ze strony prasy i opinii publicznej – chodzi głównie o opinię brytyjską, jednoznacznie antyrosyjską. Inna nowość tej wojny, to początki systematycznej organizacji opieki medycznej dla rannych na polu boju. Po stronie brytyjskiej zajmowała się tym sławna Florence Nightingale, po rosyjskiej – Nikołaj Pirogow, pionier systemu chirurgii polowej, przyjętego przez inne państwa dopiero w czasie I wojny światowej. Ciekawie opisuje Figes armię rosyjską, oto tworzyli ją głównie niepiśmienni i fatalnie wyszkoleni chłopi pańszczyźniani. Poza tym wojska carskie traciły ludzi w tempie znacznie szybszym od innych europejskich armii, bo słabo wyszkoleni oficerowie bez skrupułów szafowali życiem żołnierzy. Niemniej zdecydowana większość rosyjskich żołnierzy nie zginęła w bitwie, lecz zmarła od ran i z powodu chorób. Główną przyczyną chorób było potworne traktowanie żołnierzy: powszechnie ich bito w bestialski sposób. Poza tym fatalne żywienie sprawiało, że żołnierze byli wycieńczeni i podatni na choroby. Jakoś brzmi to znajomo... W tym nowoczesnym konflikcie Rosja ze swą zacofaną gospodarką opartą na pańszczyźnie stała na straconej pozycji. I rzeczywiście, wojnę przegrała, ale nie ucierpiała zbytnio pod względem terytorialnym, jedynie została poniżona i utraciła dominującą pozycję w Europie; odzyskała ją dopiero po 1945 roku. Jak już wspomniałem, książka jest znakomicie napisana, zwłaszcza olbrzymie błędy dowódców wojskowych mnie intrygują, opisuje ich Figes wiele. To bardzo ciekawa lektura mająca pewne odniesienia do czasów współczesnych.
almos - awatar almos
ocenił na81 miesiąc temu

Cytaty z książki Wojna o Nisibis. Obrona rzymskiej wschodniej granicy 337-363

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Wojna o Nisibis. Obrona rzymskiej wschodniej granicy 337-363


Ciekawostki historyczne