rozwińzwiń

Yotsuba! #3

Okładka książki Yotsuba! #3 autora Kiyohiko Azuma, 9788365722959
Okładka książki Yotsuba! #3
Kiyohiko Azuma Wydawnictwo: Kotori Cykl: Yotsuba&! (tom 3) komiksy
182 str. 3 godz. 2 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Yotsuba&! (tom 3)
Tytuł oryginału:
Yotsubato! (よつばと!)
Data wydania:
2018-10-30
Data 1. wyd. pol.:
2018-10-30
Data 1. wydania:
2009-09-01
Liczba stron:
182
Czas czytania
3 godz. 2 min.
Język:
polski
ISBN:
9788365722959
Tłumacz:
Anna Piechowiak
Średnia ocen

8,1 8,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Yotsuba! #3 w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Yotsuba! #3



książek na półce przeczytane 8810 napisanych opinii 7045

Oceny książki Yotsuba! #3

Średnia ocen
8,1 / 10
77 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Yotsuba! #3

avatar
131
129

Na półkach:

To moje kolejne spotkania z Yotsubą i jej przyjaciółmi. W tych częściach poznajemy niesamowite przygody bohaterów. Bardzo mi się podobają te tomy, ponieważ większość rozdziałów jest śmieszna i pełna humoru. Polecam!

To moje kolejne spotkania z Yotsubą i jej przyjaciółmi. W tych częściach poznajemy niesamowite przygody bohaterów. Bardzo mi się podobają te tomy, ponieważ większość rozdziałów jest śmieszna i pełna humoru. Polecam!

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
164
61

Na półkach:

いいね

いいね

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
105
20

Na półkach: ,

Kocham!!!

Kocham!!!

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

121 użytkowników ma tytuł Yotsuba! #3 na półkach głównych
  • 107
  • 14
77 użytkowników ma tytuł Yotsuba! #3 na półkach dodatkowych
  • 34
  • 21
  • 7
  • 5
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Yotsuba! #3

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Little Witch Academia #2 TRIGGER
Little Witch Academia #2
TRIGGER Keisuke Satou Yoh Yoshinari
Drugi tom mangi kontynuuje zabawne przygody Akko w akademii magii Luna Nova. Pojawiają się tutaj wątki z anime, ale autor dodał również coś od siebie, co nieco pozmieniał, aby zadowolić czytelników czymś świeżym. I przyznam, że wyszło mu to całkiem nieźle! Sceny, które już pojawiły się w anime miło było czytać jeszcze raz (zapragnęłam obejrzeć je ponownie, przyznaję),a te nowe i zmienione były przyjemnym dodatkiem i miło się je czytało. Manga, podobnie jak pierwszy tom jest zabawna, ale również pełna magii - nie tylko tej fantastycznej, ale również przyjaźni i zacieśniających się więzów! Ponadto myślę, że cała ta opowieść jest pełna nadziei i mówi o tym, że marzenia są dla nas niezwykle ważne, ale aby je spełnić, sami musimy wziąć sprawy w swoje ręce, bo tylko od nas zależy czy uda nam się je osiągnąć. Jak zawsze bardzo podoba mi się tu kreacja postaci, bo każda z nich ma swój odrębny charakter i temperament, każda wnosi coś innego. W tym tomie pojawił się również uczeń Akademii dżentelmenów - Andrew, który zaczyna bardzo interesujący i również zabawny wątek. Muszę też napisać kilka słów o oprawie graficznej. Okładka jest naprawdę przepiękna, a pierwsze strony mangi narysowane są w kolorze, co dodaje jej wiele uroku. Bardzo przyjemnie się to czyta, mimo że czasem jest chaotycznie, jest to jednak urok tego typu formy literackiej, a i tak można się we wszystkim połapać. Mangę polecam młodszym i starszym czytelnikom, bo myślę, że jest to świetna seria zarówno do rozpoczęcia swojej przygody z japońskimi komiksami, ale fani mang również znajdą tu coś dla siebie!
Nietuzinkowy - awatar Nietuzinkowy
ocenił na72 lata temu
Księga Przyjaciół Natsume #1 Yuki Midorikawa
Księga Przyjaciół Natsume #1
Yuki Midorikawa
Księga przyjaciół Natsume ᘛᐷ „Na pewno gdzieś są ludzie, którzy widzą to, co ja...którzy mnie zrozumieją”. Takashi Natsume posiada niezwykły dar - potrafi widzieć duchy i demony. Podczas ucieczki przed jednym z nich, przypadkowo zrywa pieczęć w leśnej kapliczce, uwalniając Madarę - potężnego demona uwięzionego w ciele kota. Od niego dowiaduje się o Księdze Imion, którą odziedziczył po babci, a zawarte w niej imiona dają mu władzę nad demonami. Choć Madara oferuje chłopakowi ochronę w zamian za księgę, Natsume postanawia zwrócić imiona ich prawowitym właścicielom. Nie będzie to jednak łatwe, ponieważ niektóre demony pragną zemsty, a najpotężniejszy Madara tylko czeka na dzień, gdy księga trafi w jego ręce... „Od dziecka zdarzało mi się widywać dziwne rzeczy. Inni ich nie dostrzegali. Myślę, że te istoty to tak zwane yokai”. Nietypowa, tajemnicza i pełna nuty melancholii - tymi kilkoma słowami określiłabym serię Yuki Midorikawy. „Księga przyjaciół Natsume” to opowieść, która w dość subtelny sposób porusza temat samotności, akceptacji i więzi z tym, co jest niemal niewidzialne dla ludzkiego oka. Płyniemy po refleksyjnej narracji, która zamiast nagłych zwrotów akcji oferuje czytelniczkom ciszę, spokój oraz przestrzeń na zrozumienie innych, jak i siebie samego. Naprawdę rzadko mi się zdarza sięgać po tego typu tytuły, a one są naprawdę warte uwagi - lektura przypominała mi momentami docenioną przeze mnie serię „Mushishi” autorstwa Yuki Urushibary, która pozostawiła po sobie niesamowity ślad na sercu. „Kocham tych, którzy żyją z całych sił i starają się dotrzeć do tego, co ich przyciąga”. Już od pierwszych stron „Księga przyjaciół Natsume” wyróżnia się wyjątkowo delikatną i subtelną kreską. Ilustracje emanują spokojem i lekkością doskonale oddając atmosferę opowieści, w której granica między światem ludzkim a imponującymi duchami jest cienka niczym najdelikatniejsza nić. Sceneria często wypełniona jest przez autorkę zjawiskową naturą - od gęstych lasów, przez stare świątynie, po zapomniane miejsca... Rysunki przynosiły mi dziwnego rodzaju spokój. Wszystkie postacie, zarówno najzwyklejsze osoby, jak i przerażające demony, wykreowano z dużą dbałością oraz wyczuciem - nic tam nie było przypadkowe. Madara w formie kota łączy w sobie zarówno urok, jak i grozę. Natomiast Natsume to młody chłopak obdarzony niesłychanie rzadkim darem i zamiast uciekać przed duchami, stara się z nimi nawiązać nić porozumienia. To naprawdę godne podziwu, bo mimo niełatwego losu i ciągłego życia w samotności, główny bohater pokazuje wyjątkową dojrzałość i dobroć, nawet wobec tych, którzy chcą go w jakiś sposób skrzywdzić. „Dlaczego inni ich nie dostrzegają? Trochę im zazdroszczę”. Pierwszy tomik podobał mi się, ale przeczuwam, że zbieranie kolejnych części może być dla mnie sporym wyzwaniem, dlatego na moment obecny wolę się wstrzymać. Manga jest naprawdę fajna, ale ponieważ kilka miesięcy temu oglądałam anime, to znałam już (stety niestety) większość wydarzeń, dlatego nic mnie nie zaskoczyło ^^' Jednak, jeśli lubicie spokojną atmosferę i nietypowe historie z elementami nadprzyrodzonymi, to myślę, że warto dać temu tytułowi szansę. „Co do yokai, dalej nie potrafię ich polubić, ale chyba jesteśmy podobni. One też chcą po prostu być blisko tych, których kochają”.
liv_melodi - awatar liv_melodi
ocenił na610 miesięcy temu
ERASED Miasto, z którego zniknąłem 1 Kei Sanbe
ERASED Miasto, z którego zniknąłem 1
Kei Sanbe
Anime i Manga… Manga i Anime – dwa można by rzec synonimy oznaczające jedne z najbardziej popularnych form treści (czy też same treści) z kultury masowej tworzonej przez twórców z kraju kwitnącej wiśni. To właśnie japoński komiks i specyficzna konwencja animacji, zwana anime, są wyznacznikiem tego czym jest ta azjatycka popkultura i jak bardzo jest ona specyficzna w stosunku do ,,typowego” amerykańskiego bądź europejskiego komiksu czy animacji, czy w ogóle w stosunku do rozrywki z ,,Zachodu”. Coś w tym jest, bowiem te dwa nader chętnie sięgane przez ,,masy" media potrafią wywrócić do góry nogami nasze pojęcie o tym, co to znaczy ,,dobry, ba!, świetny” serial czy film animowany lub wyborna narracja graficzna; z mangami i anime jest tak, że jak już raz ich zasmakujesz, będąc wcześniej do tych komiksowo-filmowo-serialowych form osobą całkowicie odwróconą plecami, niechętną i jakby gnuśną do ich całościowego wizerunku, przekazu czy wydźwięku, to nagle z człowieka kpiącego z japońskiego mangowo-anime” dorobku kulturowego na świecie, po doświadczeniu danego przez ciebie tomu mangi lub filmu, a nawet odcinka czy sezonu określonego serialu, stajesz się do końca nie wiedzieć czemu jego zwolennikiem. Tak, mangi i animacje z kraju kwitnącej wiśni sprawiają, że coś się w ludziach porusza, że nie mając bladego pojęcia dlaczego tak się dzieje zaczyna coś jednak się do nas w tej kwestii odzywać: to siła, a może i bóstwo z japońskich wierzeń, po prostu coś... przekonuje nasze ,,cztery leniwe litery” do tego typu narracji graficznych, do tego typu form audiowizualnych. I to jest w tym elemencie japońskiej rozrywki wręcz fantastyczne, z racji dziedzictwa kultury globalnej ewoluującej do miana sztuki w obrębie ,,masówki". Bo anime i manga równa się również różnorodność – zarówno rozmaitość gatunkowa, ale i pod względem rodzaju odbiorcy, graficzna, stylistyczna, związana z pomysłami na kreacje dużej ilości rozmaitych form. Mówiąc inaczej, w tym aspekcie w japońskiej popkulturze dzieje się tyle, i dodatkowo dzieje się dobrze, że każdy z fanów, który doświadcza ichniejszej animacji i komiksu całym sobą, w pełnej mocy, nie może się nazwać inaczej jak tylko ,,Animemangoholikiem”; rzecz jasna jest to określenie idące w jak najbardziej pozytywnym kierunku odbioru, bo ,,uzależnienie” od takiej rozrywki, kreowanego przez sprytne ręce i umysł tak oryginalnie spoglądającego na świat narodu, to uzależnienie ,,pozytywne”, zwłaszcza jeśli obcowanie z tymi formami ma swoje granice i nie staje się czymś totalnie nagminnym, w naszym życiu najważniejszym. Z mojej prywatnej perspektywy nazwać tego rodzaju ,,popkulturowym… holikiem”, stety bądź nie, jeszcze się nie mogę, ale zarówno manga jak i anime są dla mojej geekowskiej pasji niezwykle ważne, stanowiące solidny procent jej ,,wypełnienia”, do tego stopnia, że nieważne czy dany tom lub Uniwersum, które to w danym momencie czytam i analizuję jest totalnie ,,skiszniałe i skaszaniałe” lub genialne do potęgi entej i totalnego nad tym rozpływu, to i tak zawsze do tego rodzaju doświadczenia, do tych konkretnych konwencji animacji i komiksu podchodzę z pełnym szacunkiem i optymizmem. Japońska kultura popularna jest tak dziwnie i niespotykanie w stosunku do kulturowej globalności i otwartości ,,na wariackich papierach” zakręcona, tak różnorodna i tak płodna w kolejne komiksowo-anime tytuły, że aż można dostać od tego wszystkiego swego rodzaju stanu ducha nerda, który nazywam, co może wydać się dość osobliwe: ,,pro-japońskim popkulturowym kręciołkiem”. Tak, potrafi się od tego wszystkiego pomieszać w fanowskiej mózgownicy – to właśnie w tych rozrywkowych mediach, które ogarnia od dekad cały świat, tkwi jakiś ,,twórczy palec boży”, który zalewa wręcz każdego ,,doświadczającego” jakimś nieopisanym natchnieniem: za każdą kolejną przeczytaną mangą lub obejrzanym odcinku lub sezonie danego wybranego przez nas anime, aż się sam w duch zaczynasz siebie pytać: ,,ale zaraz, co by tu przeczytać, obejrzeć, jaki kolejny tom lub epizod wziąć na warsztat, bo przecież tyle tego się nam dostarcza, z taką werwą i twórczą pasją realizuje i wydaje, że paradoks decyzyjności przy przygotowaniu i wyborze kolejnej z lektur lub filmowo-serialowego eksperymentu z japońskiego segmentu treści tych mediów, staje się sprawą choro-naturalną. I tak ta ,,normalna sytuacja” ostatnio dopadła moje ,,leniwe cztery litery”, które miały, choć tylko początkowy, ale jednak mnie ,,dosięgający”, problem z ,,geekowskim ogarnięciem tematu” na zasadzie ,,do diaska, które teraz tomy danych Uniwersów mogę w mandze przeczytać, które serie odcinkowe bądź filmy wziąć na warsztat?!”. Nie tylko i Ja, ale przy tego rodzaju ,,popkulturowych sprawach nie cierpiących zwłoki”, te ,,odpowiednie na już!” wybory dopadają większość przesyconych, aż nadto zbyt dobrymi anime-mangowo a’la ,,crazy good vibes” wiciami energii i fajnych fluidów... fanów. Jednak, niech nam żyłka na skroni nie pęknie, spokojna głowa, chwila na głębszy oddech, bo świata nie zabraknie – w końcu nadejdą te konkretne momenty które po krótkiej i śmiałej decyzji będą ,,tymi właśnie… tymi z kolejnym japońskim komiksem lub animacją wyczekiwanymi, jakby od zarania dziejów momentami”. Dłuższego bajdurzenia u mnie nie było, u innych popkulturowiczów w tym japońskim mikrokosmosie form rozrywki zapewne również – ta ,,antydecyzyjność” stała się niedawno jedynie wspomnieniem; chłodna kalkulacja, szacunek do japońskiej kultury i obyczajów, zaufanie temu, co Japończycy są w stanie dać w danym gatunku, dla danego typu odbiorcy w swoich komiksach i animacjach, a także wiele innych ,,impulsywnych” czynników, sprawiły, że ,,śmigiem-migiem” geekowsko zadecydowałem. Dlatego też zawołałem więc w myślach: ,,Na ostrza noży gangsterów Yakuzy!”, kolejnym tomem, a właściwie Światem, które biorę na czytelniczy mangowy warsztat jest pilotowe rozdanie mangi ,,ERASED. Miasto, z którego zniknąłem” autorstwa Kei Sanbe. Intuicja i gusta zwyciężyły – ów wybór okazał się dla mnie prawie że rewelacyjny, tak samo bardzo dobry jak obejrzenie świetnego klimatem, narracją, postaciami: anime o tej samej nazwie, które stworzono w oparciu o tak słynną serię komiksów, o której niniejszym w recenzjo-opinii deliberuję. Moja osobista przygoda z ,,Erased”, co zresztą w moim przypadku, jako schemat jest dość częste, rozpoczęła się od obejrzenia w danym Uniwersum serii konkretnego anime, aby potem przysiąść do lektury od początku cyklu mang komiksów, które dla ogólnego wora treści Uniwersum stanowiły archetyp i najważniejsze źródło danych. Wchłonięcie tych nastu odcinków ,,Erased” długo mi nie zajęło – to była przedłużona chwila, świetny emocjonalnie akt, do tego stopnia, że całościowy fenomen tej produkcji określiłbym jeszcze inaczej: jest to na tyle ważna dla popkultury animacja, tak ciekawie osadzona w realiach współczesnego świata, mimo iż ciągle jest to fikcja, że na pewno Netflix, MAX, a nawet i PrimeVideo - te platformy streamingowe właśnie - bezproblemowo poradziłyby sobie w przeniesieniu albo anime ,,Erased" albo jego archetypu, czyli mangi o tym samym tytule, na mały ekran, a może i na formę kinowego hitu. To zawiły, trochę sentymentalny Świat, w anime ze specyficzną linią narracji i gęstym do niemożliwości, na dodatek inteligentnym, mega śledczo-kryminalnym klimacikiem. A jak zaskoczyła mnie startujący z cyklem mang, tom 1 tej serii komiksów? Pilot ,,Miasta, z którego zniknąłem”, faktycznie… zaskakuje, ale w o wiele bardziej zawiły i ,,innawy” sposób niż adaptacja. Początkowo historia, którą – nie spoilerując – znamy z serialu, zaczyna się w podobny, co do tychże odcinków ,,Erased” sposób, i wygląda na teoretycznie prostą z początku, powoli się samo-napedząjącą i rozwijającą w fabule, opowieść. ,,Kreska” dodaje surowości, zwłaszcza grubachny kontur, niekiedy tuszowanie oraz ,,kreślenia” pod różnym kątem związane z wypełnieniami tła, konturów postaci etc. To wszystko wygląda rodem jak z growego ,,Maxa Payne’a” – mamy więc prawie że wizualny kryminał i thriller psychologiczny, do którego wkrótce dołącza (manga nie potęguje tego wrażenia jak anime, w którym element tej ,,podróży” jest w doświadczeniu przez widza prawie że namacalny, dziejący się też szybko) motyw podróży w czasie Satoru, który jak na mangę pilotową serii nie robi aż takiego zamieszania w strukturze świata przedstawionego, jak dokonuje tego owe naście odcinków omawianej serii. ,,Schocking” emocjonalno-fabularny przychodzi w tomie pierwszym ,,Erased” sporadycznie, najbardziej w okolicach końca całości. Dramatyczna strona mangowego otwarcia Uniwersum ,,Miasta, z którego zniknąłem” nie imponuje tak jak tego oczekiwało się od Świata, które w tak kapitalny sposób odebrało się poprzez oglądanie jego wybornie, z nutą iście hitchcockowskiej perfekcji, opcji anime. To swego rodzaju problem i refleksja zarazem: w mandze dostaje się o wiele więcej treści: najrozmaitszych danych, w tym tekstu, scalającego się z jego przekazem obrazu, tworzonych relacji między postaciami, dziwnych powiązań, w których każda kolejna doświadczana strona daje ci coraz większy wgląd w to jak głęboka fabularnie i emocjonalnie jest to historia, historia, którą masz w rękach – i to fakt faktem ma miejsce w mandze, o której niniejszym mowa, co z kolei jest szansą w jej przypadku na dłuższą refleksję nad tym, co przechodzi główny bohater (mimo iż jest to dopiero tom 1),z jakimi trudnościami decyzyjnymi się zmaga, podczas nazwijmy to ,,skoków umysłu” poprzez czasoprzestrzeń, na które tak naprawdę Satoru Fujinuma nie do końca ma wpływ, a których doświadczenie odciska na nim piętno moralnego dylematu ,,że coś jednak mogło się zrobić, tak aby wiele osób w przeszłości uratować”. Problem w tym (i tu pojawia się ten problem, o którym nieco powyżej na początku akapitu wspominam),iż tom 1 ,,Erased” nie ma w sobie koniecznej w tej historii prostoty, jakby skrócenia i uporządkowania całości scenariusza – gdyby tak przedstawiano anime Uniwersum, jak robi to manga z ,,Erased”, to serial… cóż miałby nie 12 a od 24 do 30 odcinków. Manga ,,Miasta beze mnie”, której tytuł, jako nazwa serii/Świata komiks właśnie podkreśla z lekko ukrytej strony, ot pośrednio, że chyba mało kto z nas chciałby znaleźć się na miejscu Satoru, przeżywającego swego rodzaju rozdarcie uczuciowe-decyzyjne, na którym to ciąży tytaniczna odpowiedzialność z racji talentu i przekleństwa zarazem ,,cofania się” w czasie do chwil, na które nasz ,,MC” nie wpływu, a które być może ,,zaraz!” zaowocują jakimś złym zdarzeniem, jest bardziej dramatyczna i siadająca na emocjach, miejscami z lekką stagnacją, którą jednak jest w stanie pociągną rysunek, powinna być czytana po obejrzeniu tych 12 epizodów ,,Ereased” – nie ukrywam, pilot mangi świetnie uzupełnia emocje do danych, realizowanych przez serial odcinków odpowiednich do tego, co analogicznie przedstawia manga. Warto w tym elemencie napomknąć, iż uczucia Satoru, chaos, którego on doznaje w związku z atakującymi go przeszłymi zdarzeniami oraz idącymi z tym w parze emocjami dobrze wytłuszcza i podciąga grafika. ,,Kreska” nie jest perfekcyjna, ale niektóre akcenty w bardziej tragicznych i depresyjnych i skakających do góry w tętnie akcji sekwencjach barw czerni, przetartej szarości i dziwnie stosowanych wypełnieniach konturów postaci oraz elementów otoczenia, robią solidne emocjonalne wrażenie. I dzięki tym elementom manga ta zyskuje funkcję dopełnienia tej niepośredniej strony Uniwersum - bez emocji i dramatyzmu, nic tutaj nie ma prawa bytu, a po to jest ten komiks właśnie. Perspektywa opowieści ze strony Satoru, wejście w jego zbłąkany i ambiwalentny umysł stają się w mandze w porównaniu do anime praktycznie dotykalne. Całościowo, licząc wszystko to, co zawiera się w tworzeniu danego Świata w serialu jak i komiksie, w tym przypadku zwycięża konwencja anime. Jest jednak pełne ultra-optymizmu światełko w tunelu, co do tego, jak dramatyczno-fabularnie rozwinie się wytłuszczana dość mocno, indywidualna, dość odpowiednia dla bardziej wrażliwych czytelników, emocjonalna strona całej tej opowieści, której ,,ulega" z racji swojej specyficznej mocy Satoru - opowieści, którą mam nadzieję doświadczyć w pełni scenariuszowej, rozwiniętej w intensywny thriller i suspens, krasie w następnym i następnym... no i następnym tomie mangowej rzeczywistości ,,Miasta beze mnie".
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na79 miesięcy temu

Cytaty z książki Yotsuba! #3

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Yotsuba! #3