Żyjemy w czasach kiedy to dociekania na temat teoretycznego usamodzielnienia się Sztucznej Inteligencji i zyskania przez nią świadomości tudzież samoświadomości celu własnego istnienia, zyskują wręcz, czego nie spodziewałby się prawie nikt, nieprawdopodobny rozmiar. I co w tym wszystkim istotne: my sami nie wiemy jak takowa ewolucja i liczne przeobrażenia AI się zakończą... i czy kiedykolwiek tego rodzaju ,,wyższa inteligencja" przerwie łańcuch swoich niebotycznych przemian i adaptacji rzeczywistości ludzi… być może na swoją korzyść. Na ile jest to prawda specjaliści od AI z wielu placówek na całym świecie pracują nad taką Sztuczną Inteligencją, zapewne opartą na złożonych sieciach neuronowych, która to będzie w stanie przewidzieć przyszłe zbrodnie. I teraz pytanie: jakby ta ,,prekognicja" miała wyglądać? Następna kwestia: czy czegoś to nam nie przypomina, ot swoistego popkulturowego ,,Deja Vu”a? Czy to nie jest tak, że wręcz musi to wymuszać na naszych skromnych mózgach kojarzenia tegoż to zagadnienia z tzw. ,,Współczynnikiem Zbrodni i System Sybill" z pewnego Uniwersum w popkulturze właśnie? Otóż kłania się nam słynny "Psycho-Pass", a potem twory archetypowe, na bazie których powstało to Uniwersum - Świat odważnie idący w ,,gorące tango" z bardzo realnymi hipotetycznymi motywami SI, które tak frapują współczesną cywilizację.
Gdy jest się fanem tego rodzaju rozwiązań fabularnych, samego gatunku tego Wymiaru rozrywki i doznań, jakim jest przytaczany Psycho-Pass; jeśli jest się zdecydowanie za tego pokroju kwestiami jak to, co łączy się w tym fikcyjnym świecie z problematycznym zagadnieniem Sztucznej Inteligencji, i ma się z tymi obszarami, co by nie było filozoficzno-naukowym paradoksem, do czynienia nader często i intensywnie, to można tylko gdybać... ,,no bo, co by było gdyby…” twórcy tegoż to omawianego Uniwersum, najlepiej znanego z trzy-sezonowego anime, bo jeśli chodzi o mnie to od medium japońskiej animacji w szczególności zacząłem moją przygodę z tym Światem, zachowali choć o odrobinę więcej zdrowego rozsądku i zmniejszyli tu ilość tych bardzo naboostowanych, przesiąkniętych pierwiastkiem bardziej fantastycznym niżeli naukowym, motywów sci-fi a'la ,,Raport Mniejszości" na korzyść bardziej zwartej i zorganizowanej fabuły i skonkretyzowanych ról w niej postaci, które fajnie by było gdyby były dla ogółu widowni bardziej ,,ogarnięte" i spójne, to takie zrównoważone wykreowanie trudnego tematu związanego ściśle z utechnicyzowaniem ludzkości poprzez ,,algorytmiczną klasę wyższą", która wtłoczona do Systemów - którym podległy jest nasz rozwijający się gatunek - dyktuje nam ,,jej" pomysł na ubezwłasnowolnione rozwijanie się cywilizacji, byłoby wręcz rozwiązaniem perfekcyjnym. Zwłaszcza że Sztuczna Inteligencja w kulturze masowej to temat owszem fascynujący, ale cierpki, trudny, skomplikowany futurologicznie, zachodzący narracyjnie i ,,deliberacyjnie” oraz metodologicznie pod transcendencję i metafizykę, dlatego stosowana w różnych tworach i mediach popkultury z umiarem, na pewno jest ona stabilnym a może i najlepszym czy wręcz jedynym wyjściem dla każdego geeka tematu.
I tak, krótka chwilowa dygresja niniejszego motywu ,,około-algorytmiczno SI” bardzo wykorzystywanego na polu badań w nauce, kulturze, technologii, zmusiła mnie do wyciągnięcia pewnych wniosków: a, właśnie, z racji tego jaki wydźwięk ma to anime, czyli "Psycho-Pass" na specyficzne, jakby z drugiej strony medalu, spojrzenie dużej części populacji na wieloaspektową, wielowymiarową Sztuczną Inteligencję, nie mogło w moim przypadku być inaczej: musiałem sięgnąć po mangę tego Uniwersum, która stanowi jego adaptację jak i częściowo coś na miarę ,,alternatywnego pierwowzoru” do serialu, który jest teoretycznie najważniejszą osią ,,PP"; nie mogłem nie skorzystać z okazji: postanowiłem zamówić, a potem przeczytać i niniejszym zrecenzować pierwszy tom tegoż to komiksu, osadzonego w Uniwersum Psycho-Pass, co ciekawe wcale jak ono się nie nazywający, mający jednak tytuł: "Inspektor Akane Tsunemori". Autorem scenariusza do publikacji okazał się Gen Urobuchi, za sferę graficzną w większości odpowiadał Hikaru Miyoshi. W odróżnieniu od anime, do którego fani tej mangi mają dość ambiwalentny stosunek (w tym Uniwersum panuje nieco inna hierarchia; co podejrzewam istotniejsze w ,,PP” okazuje się medium przekazywania treści i budowania tego Świata w formie anime; manga nie jest najważniejsza – to raczej dopełnienie treści i rozbudowania tej iście orwellowskiej rzeczywistości), i które to, co osobiście uważam powinno zakończyć się na pierwszym sezonie, ewentualnie na kilku odcinkach drugiej serii, tom pilotowy ,,Inspektora Akane” wskazuje na jedno: komiks, jak na pierwszy tom przystało, jawi się jako spójniejszy, bardziej przyziemny, nie aż tak dynamiczny, ale za to cholernie inteligentny w kwestii kierowania świadomości odbiorcy do refleksji nad przedstawianym tu tematem, a głównie zagadnieniem SI. Oprócz tego w serii odcinkowej rozciągnięto tak genialny splot tematów fantastyczno-naukowych ponownie skupionych czy też ,,otaczających ją murem” wokół Systemów bazujących na Sztucznej Inteligencji i ich ogromnego wpływu na zbiorowość ludzką dużej część globu do zbyt chaotycznych rozmiarów: z AI zrobiono nie tylko narzędzie kontroli obywateli, ale i głównego bohatera, który może i nie jest nim bezpośrednio ale stanowi tu znaczącą oś wokół której moim skromnym zdaniem skupia się zdecydowana większość fabuły, wątków, relacji. Co za dużo AI... to nie zdrowo.
Wykładnikiem tej niezwykłości, ot wyjątkowego geniuszu i całej specyfiki świata przedstawionego, wyróżniającej "Psycho-Pass" z tłumu komiksów różnej konwencji i pochodzenia w tematyce sci-fi z różnymi podgatunkami czy nurtami w tle, jest to, że jako kompletny Byt, ot Wszechświat, co dopiero teraz prawie że w większości zdołałem to zrozumieć przez doświadczenie tomu pierwszego omawianej mangi, mimo iż jeszcze kilka z tej ,,inspektorowej” serii przede mną, "Psycho-Pass" stanowi połączenie ,,philip.k.dickowskiego" wyrazu lęku i apatii, wręcz przerażenia wobec możliwości utraty tożsamości przez ludzkość w rozwijającej się w nieznanym i niepewnym kierunku technologicznym cywilizację, przez jednostki – czyli nas samych! - i wszystkiego co się z tym wiąże: bo Psycho-Pass to odpowiednio doprawiona ,,sosem” japońskiego spojrzenia twórczego mangaków antyutopia/dystopia orwellowska wykreowana w literaturze, jak i licznych adaptacjach filmowych, których jest od groma. I Boże, chroń nas od takiej przyszłości, gdzie w rzeczywistości ,,Inspektora Akane" pojęcie wolnej woli, świadomości własnej przyszłości i życiowych celów nie istnieje, gdzie wszystko to jest zatarte, bardzo płynne i ulotne... zastąpione przez taki oto System Sybill, którego w mandze pierwszego tomu nie poznajemy tak intensywnie jak w anime, jednakże z czasem zaczyna on nabierać kształtów, ot mocy sprawczej, przed którą w tym Świecie ,,drży potulnie” chyba każdy obywatel, bez względu na koneksje, klasy społeczne etc. Zresztą przed czymś takim jak ,,Sybill”, przed jej konsekwencjami pierwszego uruchomienia!, przed zagrywkami rzeczywistości, które genialnie uwydatnia anime i pierwszy tom komiksu z omawianej serii, gdzie prekognicyjne moralizowanie ,,czy więzienie kogoś za coś, czego fizycznie nie zrobił, a niby ma ochotę tego dokonać" aż nadto się uwydatniło, ostrzegał nas wieszcz ludzkości, pierwszy prorok literatury sci-fi wyprzedzający swe czasy w sposób nie do opisania, George Orwell.
Najpiękniejsze w pilocie mangi ,,Inspektor Akane Tsunemori” jest to, że zaczyna się ona od słów imienia i nazwiska przytaczanej wybitnej godności brytyjskiego pisarza: ,,George Orwell napisał”. Czy to przypadek? Oj, na pewno nie. Świat wykreowany przez naszych mangaków musiał mieć podstawę, do której nawiązywała ta dwójka twórców. I tą podstawą były wszystkie kwestie, myśli, refleksje nad obecnym światem poruszane przez Orwella w jego dziełach – no bo skoro zacząć, to z przytupem w uświadomieniu każdemu kto otwiera ten tom, z jaką ,,systemową”, wyjałowioną rzeczywistością przyjdzie mu się zmierzyć, czego ,,posmakuje” i jak ten smak zachowa się w jego pamięci: jak gorzki i cierpki posmak trudnej, zakłamanej społeczności, nieświadomej kontroli ze strony tzw. ,,Systemu Wielkiego Brata”, którym jest w tym Świecie Sybill, czy jako kwaśny ze słodkim dodatkiem posmak, gdzie według czytelnika nadzieja dla obywateli Świata wiąże się z prawidłowym działaniem Służb, Rządu i Biura Bezpieczeństwa, które mogą, jeśli chcą, skutecznie i w miarę po kryjomu zapobiegać ,,przyszłym zbrodniom” oraz uświadamiać ludzi o zagrożeniach płynących z posiadania wysokiego ,,Współczynnika Zbrodni”, czyli ,,koloru duszy” człowieka; Służby także mogą mieć kontrolę nad Systemem, aby ten nie przekroczył swoich kompetencji w ubezwłasnowolnianiu mas obywateli - tu też pojawia się ten lekki promyk nadziei o którym mowa. To odbiorca ,,Inspiektora Akana Tsunemorii”, który pozna tą komiksową serię po raz pierwszy, musi zrozumieć zasady panujące w tego rodzaju ,,porządku Sybilli” i zastanowić się czy jest to Świat, który się dla niego otwiera czy nie. Takie poznanie, takie refleksje i poznawanie przedstawianego na kanwach mangi Uniwersum umożliwia tom 1. I co istotne, w kwestii głębi fabularnej mangowego Psycho-Passa, która uważam związana jest niniejszym z charakterystyką tego tytułu i jego przeznaczeniem – nie jest przedstawiona bezpośrednio, lecz ,,ukryta" w dość specyficzny sposób, do którego trzeba chcieć dotrzeć i zrozumieć... całości tego Uniwersum bardzo osobliwy sens. "Psycho-Pass" prezentuje nieco cięższy gatunek fantastyczno-naukowy wśród komiksów japońskich, czy ogólnych, a także uwzględniając w tym porównaniu seriale anime i klasyczne aktorskie ,,live action”. Świat przedstawiony w Uniwersum zawiera w sobie podgatunki cyberpunkowe, futurologiczne, bodaj coś nawet z odrobiny ,,noir political fiction”, co nadałem osobiście Psycho-Passowi taką specyfikę gatunkową ze względu na udział w fabule Rządu, Władz i Organizacji. I ów świat w porównaniu do konkurencji popkulturowej jest mocno rozbudowany. W pilocie mangi można dostrzec, że bardzo duże znaczenie ma tu opowieść obrazem: szerokim rysunkiem. Pełno tu dwuznaczności i moralno-etycznej gry. To brawurowo zrealizowany, poruszający komiks, osadzony w okropnie trudnym, chaotycznym, zdegenerowanym i niepewnym Świecie... A to dopiero tom pierwszy!
I pomyśleć, że wszystko to, co kreuje tom 1 mangi ,,PP" mimo iż jest fikcją jest tak bliskie realności tak okrutnie prawdziwe w swej profetyczności, że nie sposób nie zastanawiać się nad przesłaniem tego tytułu po wsze czasy. I dobrze, że to z perspektywy postaci młodej, ambitnej, delikatnie niepewnej Akane rozpoczyna się narracja tomu, że to jej punkt widzenia rozpoczyna ten kalejdoskop wydarzeń, które mają swój świetny ,,smakowy" suspensik i cały urok, któremu siły nadaje bardzo ekspresyjna i żywa grafika - to przecież tu Sybill odgrywa cholernie ważną rolę. Ona/Ono jest życiem tych ludzi, oni są nią.. Są Systemem. Swoją rolą Pani Inspektor pokazuje, że Japonia, czy głównie Tokio w miejscu akcji Uniwersum, odzwierciedla problem, który tyczy się nie tylko tychże obszarów, ale i całej kuli ziemskiej. Bardzo dobrym rozwiązaniem było przedstawienie narracji z perspektywy Akane. Dzięki temu zabiegowi powstał dość wstrząsający paradoks, który czytelnik sam musi ogarnąć, i to już w tomie 1! Najwyższą nagrodą dla Obywatela Japonii nie jest żadne spełnienie prywatnych marzeń w postaci upragnionej pracy za upragnioną wypłatę, w upragnionym miejscu, gdzie człowiek zawodowo czułby się niczym nieograniczony, wolny, szczęśliwy, spełniony. Tu czegoś takiego nie ma – to pojęcie zdeptane w zarodkach umysłów młodych osób, bowiem najwyższą nagrodą dla mieszkańca Japonii jest praca w Rządzie, w jego Agencjach, a przede wszystkim w najważniejszym: Biurze Bezpieczeństwa Publicznego, które nie oszukujmy się jest symbiontem związanym z Sybillą.
Opinia
Anime i Manga… Manga i Anime – dwa można by rzec synonimy oznaczające jedne z najbardziej popularnych form treści (czy też same treści) z kultury masowej tworzonej przez twórców z kraju kwitnącej wiśni. To właśnie japoński komiks i specyficzna konwencja animacji, zwana anime, są wyznacznikiem tego czym jest ta azjatycka popkultura i jak bardzo jest ona specyficzna w stosunku do ,,typowego” amerykańskiego bądź europejskiego komiksu czy animacji, czy w ogóle w stosunku do rozrywki z ,,Zachodu”. Coś w tym jest, bowiem te dwa nader chętnie sięgane przez ,,masy" media potrafią wywrócić do góry nogami nasze pojęcie o tym, co to znaczy ,,dobry, ba!, świetny” serial czy film animowany lub wyborna narracja graficzna; z mangami i anime jest tak, że jak już raz ich zasmakujesz, będąc wcześniej do tych komiksowo-filmowo-serialowych form osobą całkowicie odwróconą plecami, niechętną i jakby gnuśną do ich całościowego wizerunku, przekazu czy wydźwięku, to nagle z człowieka kpiącego z japońskiego mangowo-anime” dorobku kulturowego na świecie, po doświadczeniu danego przez ciebie tomu mangi lub filmu, a nawet odcinka czy sezonu określonego serialu, stajesz się do końca nie wiedzieć czemu jego zwolennikiem.
Tak, mangi i animacje z kraju kwitnącej wiśni sprawiają, że coś się w ludziach porusza, że nie mając bladego pojęcia dlaczego tak się dzieje zaczyna coś jednak się do nas w tej kwestii odzywać: to siła, a może i bóstwo z japońskich wierzeń, po prostu coś... przekonuje nasze ,,cztery leniwe litery” do tego typu narracji graficznych, do tego typu form audiowizualnych. I to jest w tym elemencie japońskiej rozrywki wręcz fantastyczne, z racji dziedzictwa kultury globalnej ewoluującej do miana sztuki w obrębie ,,masówki". Bo anime i manga równa się również różnorodność – zarówno rozmaitość gatunkowa, ale i pod względem rodzaju odbiorcy, graficzna, stylistyczna, związana z pomysłami na kreacje dużej ilości rozmaitych form. Mówiąc inaczej, w tym aspekcie w japońskiej popkulturze dzieje się tyle, i dodatkowo dzieje się dobrze, że każdy z fanów, który doświadcza ichniejszej animacji i komiksu całym sobą, w pełnej mocy, nie może się nazwać inaczej jak tylko ,,Animemangoholikiem”; rzecz jasna jest to określenie idące w jak najbardziej pozytywnym kierunku odbioru, bo ,,uzależnienie” od takiej rozrywki, kreowanego przez sprytne ręce i umysł tak oryginalnie spoglądającego na świat narodu, to uzależnienie ,,pozytywne”, zwłaszcza jeśli obcowanie z tymi formami ma swoje granice i nie staje się czymś totalnie nagminnym, w naszym życiu najważniejszym. Z mojej prywatnej perspektywy nazwać tego rodzaju ,,popkulturowym… holikiem”, stety bądź nie, jeszcze się nie mogę, ale zarówno manga jak i anime są dla mojej geekowskiej pasji niezwykle ważne, stanowiące solidny procent jej ,,wypełnienia”, do tego stopnia, że nieważne czy dany tom lub Uniwersum, które to w danym momencie czytam i analizuję jest totalnie ,,skiszniałe i skaszaniałe” lub genialne do potęgi entej i totalnego nad tym rozpływu, to i tak zawsze do tego rodzaju doświadczenia, do tych konkretnych konwencji animacji i komiksu podchodzę z pełnym szacunkiem i optymizmem.
Japońska kultura popularna jest tak dziwnie i niespotykanie w stosunku do kulturowej globalności i otwartości ,,na wariackich papierach” zakręcona, tak różnorodna i tak płodna w kolejne komiksowo-anime tytuły, że aż można dostać od tego wszystkiego swego rodzaju stanu ducha nerda, który nazywam, co może wydać się dość osobliwe: ,,pro-japońskim popkulturowym kręciołkiem”. Tak, potrafi się od tego wszystkiego pomieszać w fanowskiej mózgownicy – to właśnie w tych rozrywkowych mediach, które ogarnia od dekad cały świat, tkwi jakiś ,,twórczy palec boży”, który zalewa wręcz każdego ,,doświadczającego” jakimś nieopisanym natchnieniem: za każdą kolejną przeczytaną mangą lub obejrzanym odcinku lub sezonie danego wybranego przez nas anime, aż się sam w duch zaczynasz siebie pytać: ,,ale zaraz, co by tu przeczytać, obejrzeć, jaki kolejny tom lub epizod wziąć na warsztat, bo przecież tyle tego się nam dostarcza, z taką werwą i twórczą pasją realizuje i wydaje, że paradoks decyzyjności przy przygotowaniu i wyborze kolejnej z lektur lub filmowo-serialowego eksperymentu z japońskiego segmentu treści tych mediów, staje się sprawą choro-naturalną. I tak ta ,,normalna sytuacja” ostatnio dopadła moje ,,leniwe cztery litery”, które miały, choć tylko początkowy, ale jednak mnie ,,dosięgający”, problem z ,,geekowskim ogarnięciem tematu” na zasadzie ,,do diaska, które teraz tomy danych Uniwersów mogę w mandze przeczytać, które serie odcinkowe bądź filmy wziąć na warsztat?!”. Nie tylko i Ja, ale przy tego rodzaju ,,popkulturowych sprawach nie cierpiących zwłoki”, te ,,odpowiednie na już!” wybory dopadają większość przesyconych, aż nadto zbyt dobrymi anime-mangowo a’la ,,crazy good vibes” wiciami energii i fajnych fluidów... fanów. Jednak, niech nam żyłka na skroni nie pęknie, spokojna głowa, chwila na głębszy oddech, bo świata nie zabraknie – w końcu nadejdą te konkretne momenty które po krótkiej i śmiałej decyzji będą ,,tymi właśnie… tymi z kolejnym japońskim komiksem lub animacją wyczekiwanymi, jakby od zarania dziejów momentami”. Dłuższego bajdurzenia u mnie nie było, u innych popkulturowiczów w tym japońskim mikrokosmosie form rozrywki zapewne również – ta ,,antydecyzyjność” stała się niedawno jedynie wspomnieniem; chłodna kalkulacja, szacunek do japońskiej kultury i obyczajów, zaufanie temu, co Japończycy są w stanie dać w danym gatunku, dla danego typu odbiorcy w swoich komiksach i animacjach, a także wiele innych ,,impulsywnych” czynników, sprawiły, że ,,śmigiem-migiem” geekowsko zadecydowałem. Dlatego też zawołałem więc w myślach: ,,Na ostrza noży gangsterów Yakuzy!”, kolejnym tomem, a właściwie Światem, które biorę na czytelniczy mangowy warsztat jest pilotowe rozdanie mangi ,,ERASED. Miasto, z którego zniknąłem” autorstwa Kei Sanbe. Intuicja i gusta zwyciężyły – ów wybór okazał się dla mnie prawie że rewelacyjny, tak samo bardzo dobry jak obejrzenie świetnego klimatem, narracją, postaciami: anime o tej samej nazwie, które stworzono w oparciu o tak słynną serię komiksów, o której niniejszym w recenzjo-opinii deliberuję.
Moja osobista przygoda z ,,Erased”, co zresztą w moim przypadku, jako schemat jest dość częste, rozpoczęła się od obejrzenia w danym Uniwersum serii konkretnego anime, aby potem przysiąść do lektury od początku cyklu mang komiksów, które dla ogólnego wora treści Uniwersum stanowiły archetyp i najważniejsze źródło danych. Wchłonięcie tych nastu odcinków ,,Erased” długo mi nie zajęło – to była przedłużona chwila, świetny emocjonalnie akt, do tego stopnia, że całościowy fenomen tej produkcji określiłbym jeszcze inaczej: jest to na tyle ważna dla popkultury animacja, tak ciekawie osadzona w realiach współczesnego świata, mimo iż ciągle jest to fikcja, że na pewno Netflix, MAX, a nawet i PrimeVideo - te platformy streamingowe właśnie - bezproblemowo poradziłyby sobie w przeniesieniu albo anime ,,Erased" albo jego archetypu, czyli mangi o tym samym tytule, na mały ekran, a może i na formę kinowego hitu. To zawiły, trochę sentymentalny Świat, w anime ze specyficzną linią narracji i gęstym do niemożliwości, na dodatek inteligentnym, mega śledczo-kryminalnym klimacikiem. A jak zaskoczyła mnie startujący z cyklem mang, tom 1 tej serii komiksów? Pilot ,,Miasta, z którego zniknąłem”, faktycznie… zaskakuje, ale w o wiele bardziej zawiły i ,,innawy” sposób niż adaptacja. Początkowo historia, którą – nie spoilerując – znamy z serialu, zaczyna się w podobny, co do tychże odcinków ,,Erased” sposób, i wygląda na teoretycznie prostą z początku, powoli się samo-napedząjącą i rozwijającą w fabule, opowieść. ,,Kreska” dodaje surowości, zwłaszcza grubachny kontur, niekiedy tuszowanie oraz ,,kreślenia” pod różnym kątem związane z wypełnieniami tła, konturów postaci etc. To wszystko wygląda rodem jak z growego ,,Maxa Payne’a” – mamy więc prawie że wizualny kryminał i thriller psychologiczny, do którego wkrótce dołącza (manga nie potęguje tego wrażenia jak anime, w którym element tej ,,podróży” jest w doświadczeniu przez widza prawie że namacalny, dziejący się też szybko) motyw podróży w czasie Satoru, który jak na mangę pilotową serii nie robi aż takiego zamieszania w strukturze świata przedstawionego, jak dokonuje tego owe naście odcinków omawianej serii. ,,Schocking” emocjonalno-fabularny przychodzi w tomie pierwszym ,,Erased” sporadycznie, najbardziej w okolicach końca całości.
Dramatyczna strona mangowego otwarcia Uniwersum ,,Miasta, z którego zniknąłem” nie imponuje tak jak tego oczekiwało się od Świata, które w tak kapitalny sposób odebrało się poprzez oglądanie jego wybornie, z nutą iście hitchcockowskiej perfekcji, opcji anime. To swego rodzaju problem i refleksja zarazem: w mandze dostaje się o wiele więcej treści: najrozmaitszych danych, w tym tekstu, scalającego się z jego przekazem obrazu, tworzonych relacji między postaciami, dziwnych powiązań, w których każda kolejna doświadczana strona daje ci coraz większy wgląd w to jak głęboka fabularnie i emocjonalnie jest to historia, historia, którą masz w rękach – i to fakt faktem ma miejsce w mandze, o której niniejszym mowa, co z kolei jest szansą w jej przypadku na dłuższą refleksję nad tym, co przechodzi główny bohater (mimo iż jest to dopiero tom 1), z jakimi trudnościami decyzyjnymi się zmaga, podczas nazwijmy to ,,skoków umysłu” poprzez czasoprzestrzeń, na które tak naprawdę Satoru Fujinuma nie do końca ma wpływ, a których doświadczenie odciska na nim piętno moralnego dylematu ,,że coś jednak mogło się zrobić, tak aby wiele osób w przeszłości uratować”. Problem w tym (i tu pojawia się ten problem, o którym nieco powyżej na początku akapitu wspominam), iż tom 1 ,,Erased” nie ma w sobie koniecznej w tej historii prostoty, jakby skrócenia i uporządkowania całości scenariusza – gdyby tak przedstawiano anime Uniwersum, jak robi to manga z ,,Erased”, to serial… cóż miałby nie 12 a od 24 do 30 odcinków.
Manga ,,Miasta beze mnie”, której tytuł, jako nazwa serii/Świata komiks właśnie podkreśla z lekko ukrytej strony, ot pośrednio, że chyba mało kto z nas chciałby znaleźć się na miejscu Satoru, przeżywającego swego rodzaju rozdarcie uczuciowe-decyzyjne, na którym to ciąży tytaniczna odpowiedzialność z racji talentu i przekleństwa zarazem ,,cofania się” w czasie do chwil, na które nasz ,,MC” nie wpływu, a które być może ,,zaraz!” zaowocują jakimś złym zdarzeniem, jest bardziej dramatyczna i siadająca na emocjach, miejscami z lekką stagnacją, którą jednak jest w stanie pociągną rysunek, powinna być czytana po obejrzeniu tych 12 epizodów ,,Ereased” – nie ukrywam, pilot mangi świetnie uzupełnia emocje do danych, realizowanych przez serial odcinków odpowiednich do tego, co analogicznie przedstawia manga. Warto w tym elemencie napomknąć, iż uczucia Satoru, chaos, którego on doznaje w związku z atakującymi go przeszłymi zdarzeniami oraz idącymi z tym w parze emocjami dobrze wytłuszcza i podciąga grafika. ,,Kreska” nie jest perfekcyjna, ale niektóre akcenty w bardziej tragicznych i depresyjnych i skakających do góry w tętnie akcji sekwencjach barw czerni, przetartej szarości i dziwnie stosowanych wypełnieniach konturów postaci oraz elementów otoczenia, robią solidne emocjonalne wrażenie. I dzięki tym elementom manga ta zyskuje funkcję dopełnienia tej niepośredniej strony Uniwersum - bez emocji i dramatyzmu, nic tutaj nie ma prawa bytu, a po to jest ten komiks właśnie.
Perspektywa opowieści ze strony Satoru, wejście w jego zbłąkany i ambiwalentny umysł stają się w mandze w porównaniu do anime praktycznie dotykalne. Całościowo, licząc wszystko to, co zawiera się w tworzeniu danego Świata w serialu jak i komiksie, w tym przypadku zwycięża konwencja anime. Jest jednak pełne ultra-optymizmu światełko w tunelu, co do tego, jak dramatyczno-fabularnie rozwinie się wytłuszczana dość mocno, indywidualna, dość odpowiednia dla bardziej wrażliwych czytelników, emocjonalna strona całej tej opowieści, której ,,ulega" z racji swojej specyficznej mocy Satoru - opowieści, którą mam nadzieję doświadczyć w pełni scenariuszowej, rozwiniętej w intensywny thriller i suspens, krasie w następnym i następnym... no i następnym tomie mangowej rzeczywistości ,,Miasta beze mnie".
Anime i Manga… Manga i Anime – dwa można by rzec synonimy oznaczające jedne z najbardziej popularnych form treści (czy też same treści) z kultury masowej tworzonej przez twórców z kraju kwitnącej wiśni. To właśnie japoński komiks i specyficzna konwencja animacji, zwana anime, są wyznacznikiem tego czym jest ta azjatycka popkultura i jak bardzo jest ona specyficzna w...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to