Ocalenie

Okładka książki Ocalenie autora Joseph Conrad, 9788379981847
Okładka książki Ocalenie
Joseph Conrad Wydawnictwo: Vis-á-Vis/Etiuda Cykl: Trylogia malajska (tom 3) literatura piękna
496 str. 8 godz. 16 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Cykl:
Trylogia malajska (tom 3)
Tytuł oryginału:
The Rescue
Data wydania:
2018-10-14
Data 1. wyd. pol.:
1957-01-01
Liczba stron:
496
Czas czytania
8 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788379981847
Tłumacz:
Aniela Zagórska
Średnia ocen

6,7 6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Ocalenie w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Ocalenie

Średnia ocen
6,7 / 10
69 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Ocalenie

avatar
95
77

Na półkach: ,

Podoba się dla mnie!
A tak serio: dluuuga, dlugo sie rozkręca, ale jak już idzie to bardzo przyjemna lektura.
Troche romansu, troche awanturnictwa, troche psychologii postaci, a właściwie przede wszystkim. Na czytanie do poduszki pod koniec zbyt wciąga.
Polecam, bo warto.

Podoba się dla mnie!
A tak serio: dluuuga, dlugo sie rozkręca, ale jak już idzie to bardzo przyjemna lektura.
Troche romansu, troche awanturnictwa, troche psychologii postaci, a właściwie przede wszystkim. Na czytanie do poduszki pod koniec zbyt wciąga.
Polecam, bo warto.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1574
168

Na półkach: ,

Trzecia odsłona przygód awanturniczego kapitana, Toma Lingarda, znanego czytelnikom z dwóch pierwszych powieści Conrada - Szaleństwa Almayera i Wyrzutka. Tym razem, akcja przenosi nas, w czasy młodości słynnego Wilka Morskiego. Uratowany przez malajskiego księcia, z rąk okrutnych Papuasów, Lingard postanawia pomóc swemu wybawcy, w odzyskaniu utraconego władztwa. Zamiar ten, jest nader ryzykowny, a gdy na drodze bohatera, pojawi się grupka, zagubionych na wodzie rodaków, kapitan zostanie postawionym wobec konfliktu lojalności.

Dużym plusem powieści, jest charakterystyka postaci, każdy bohater książki, to samodzielny mikrokosmos, niepodobny do drugiego, posiada swoje przekonania, namiętności, słabości, marzenia i kompleksy. Starcia słowne, między postaciami zapadają w pamięć, jak chociażby, dialog Toma z kobietą, która go oczarowała:

,,Proszę pani, czy bardzo byłem nieprzyjemny?
Słuchała uważnie z wielkim natężeniem, prawie z powagą. I rzekła bez najlżejszej zmiany wyrazu:
— Sądzę, że pan się zachował odpowiednio do sfery, w której podobało się Panu Bogu pana umieścić. ''

Podobnie, ma się sytuacja z rozmowami, jakie kapitan, wiedzie z tubylcami:

,,— Siła jest w ręku Boga — rzekł Daman i twarz jego powoli zastygła. Zatrzymał się czekając na odpowiedź; Lingard odrzekł:
— Tak jest zaiste — po czym Daman ciągnął dalej z subtelnym uśmiechem:
— Ale On obdziela siłą stosownie do swej woli, dla własnych celów — nawet tych, którzy prawdziwej wiary nie wyznają.
— Ponieważ taka jest wola Boża, nie powinieneś względem nich żywić w swym sercu goryczy. ''

Nasz wybitny rodak, niezbyt cenił, akurat tę swoją książkę, ja jestem innego zdania, to najlepszy utwór, Conrada, jaki przeczytałem. Nic w tej powieści nie jest jednoznaczne, a jedynym przewodnikiem bohatera, po wzburzonych falach ludzkich namiętności, jest kodeks honorowy, dzięki któremu, nastąpi, tytułowe, i tak wieloznaczne - Ocalenie. Gorąco polecam, to zapomniane, arcydzieło prozy psychologicznej.

Trzecia odsłona przygód awanturniczego kapitana, Toma Lingarda, znanego czytelnikom z dwóch pierwszych powieści Conrada - Szaleństwa Almayera i Wyrzutka. Tym razem, akcja przenosi nas, w czasy młodości słynnego Wilka Morskiego. Uratowany przez malajskiego księcia, z rąk okrutnych Papuasów, Lingard postanawia pomóc swemu wybawcy, w odzyskaniu utraconego władztwa. Zamiar...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
209
146

Na półkach:

Ta książka ma swoje momenty, w których błyszczy kunszt pisarski, ale całość leży i kwiczy przez żenującą postać głównego bohatera, którego autor uparł się uczynić "epickim i wielkim", powtarzając nam do znudzenia (niemal w ramach hipnozy),że jest "epicki i wielki", choć nie sposób uświadczyć na czym to ma polegać. Niektóre sceny z panią Travers (np. wiszenie na ramieniu kapitana w dogłębnym milczeniu) wydają się niezamierzonymi parodiami soczystych romansideł.

Ta książka ma swoje momenty, w których błyszczy kunszt pisarski, ale całość leży i kwiczy przez żenującą postać głównego bohatera, którego autor uparł się uczynić "epickim i wielkim", powtarzając nam do znudzenia (niemal w ramach hipnozy),że jest "epicki i wielki", choć nie sposób uświadczyć na czym to ma polegać. Niektóre sceny z panią Travers (np. wiszenie na ramieniu...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

219 użytkowników ma tytuł Ocalenie na półkach głównych
  • 123
  • 94
  • 2
57 użytkowników ma tytuł Ocalenie na półkach dodatkowych
  • 47
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Ocalenie

Inne książki autora

Joseph Conrad
Joseph Conrad
Pisarz i publicysta polskiego pochodzenia, tworzący w języku angielskim. Publikując na obczyźnie używał pseudonimu Joseph Conrad, który stworzył ze swojego pierwszego i trzeciego imienia. Syn pisarza, tłumacza i działacza patriotycznego Apolla Korzeniowskiego, w 1862 wraz z rodzicami zesłany do Wołogdy, gdzie zmarła matka. Ojciec po ułaskawieniu osiadł w Krakowie, zmarł tam w 1869. Opiekę nad młodym Józefem objął wuj, Tadeusz Bobrowski. Po ukończeniu szkół w Krakowie, przyszły pisarz wyruszył do Marsylii, gdzie w 1874 rozpoczął służbę na morzu. W 1886 uzyskał obywatelstwo brytyjskie i osiadł w Anglii, rozpoczynając działalność literacką, mimo wielu lat życia w niedostatku nie przestawał pisać i choć zwrócił na siebie uwagę już w debiucie - "Szaleństwo Almayera", a późniejszymi tytułami zasłużył na uznanie takich pisarzy jak Herbert George Wells, czy Henry James, to dopiero niezaliczana do najwyższych osiągnięć pisarskich Conrada powieść "Los" przyniosła mu sławę i pewną poprawę warunków materialnych. Twórczość autora "Jądra ciemności" zgodnie uważana jest jako zapowiedź krytyki postkolonialnej jak i "nowo przybyłych". Za życia Conrad był podziwiany za bogactwo swojej prozy i za odmalowywanie niebezpiecznego życia na morzu oraz egzotycznych miejscach (pomimo tego, że nauczył się płynnie mówić po angielsku dopiero, gdy miał 20 lat). Jednakże jego początkowa sława mistrzowskiego gawędziarza opisującego pełne kolorytu przygody na morzu maskowała jego fascynację jednostką w starciu z niezmienną obojętnością natury, częstą ludzką podłością oraz wewnętrznymi bitwami między dobrem i złem. Dla Conrada morze było przede wszystkim tragedią samotności. Był pisarzem o niezwykłych umiejętnościach i przeszywających przemyśleniach, ale przede wszystkim posiadał niezachwianą osobistą perspektywę - coraz powszechniej jest uznawany za jednego z największych pisarzy tworzących po angielsku. Proza Josepha Conrada od ponad stu trzydziestu lat wywiera wpływ na największych artystów. "Jądro ciemności", "Lord Jim" czy "Nostromo" stały się inspiracją dla takich mistrzów, jak T.S. Eliot, Francis Ford Coppola, Bob Dylan czy Czesław Miłosz. Trudno bowiem znaleźć pisarza, który równie przenikliwie potrafiłby opisać kondycję ludzką na styku kultur, w przecięciu tego, co stereotypowo uznajemy za cywilizowane i barbarzyńskie, oczywiste i obce. Ten wielki ironista podważa dogmaty, dystansuje się od ideologii i prawd absolutnych, pozostawiając swoich bohaterów samotnych w rękach ślepego losu. Jedyne, co może ich uratować od klęski, to wierność zobowiązaniom, odpowiedzialność, współczucie, a także banalna, jak by się wydawało, trzeźwość w ocenie sytuacji. Czy to jednak wystarczający oręż w starciu z „pełnokrwistym mięsem życia”? Człowiekiem Conrada targają sprzeczności, ludzka słabość zmienia się w krzyk buntu, który milknie wobec nieprzewidywalności losu i dzikości natury. Porażka wydaje się nieunikniona, a po niej zostaje tylko pustka.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Eksplozja w katedrze Alejo Carpentier
Eksplozja w katedrze
Alejo Carpentier
Książka perfekcyjna w każdym calu. Oryginalny tytuł brzmi „wiek oświecenia”, który w konfrontacji z treścią w naszej rzeczywistości kulturowej brzmiałby lekko ironicznie. Wybrana do polskiego (a wcześniej angielskiego) tłumaczenia „Eksplozja w katedrze” to obraz, pojawiający się w treści trzykrotnie, w ważnych momentach. I jednak lepiej oddaje i fabułę i styl i przesłanie książki, a właściwie wrażenie, z jakim pozostawia czytelnika. Teoretycznie tematykę powieści stanowią echa rewolucji francuskiej na Karaibach, ale taki opis nie wyczerpuje tematu. Akcja rozpoczyna się w roku 1789 w Hawanie, by zakończyć 20 lat później w Madrycie. W międzyczasie meandruje poprzez Haiti, Francję, Gwadelupę, Gujanę francuską, Surinam (Gujanę holenderską),znowu Kubę, Wenezuelę, Barbados i ponowne Gujanę. Czytelnik, ogląda ją oczyma trojga białych Kubańczyków, synów handlarza oraz młodego Francuza, kupca i awanturnika, postać autentyczną, w zasadzie każdy rozdział z punktu widzenia jednej osoby, aczkolwiek w trzecioosobowej narracji. Kulisy historyczne stanowią ferment oświeceniowy związany z lożami masońskimi, Wielka Rewolucja Francuska, powstanie na Haiti (wtedy jeszcze określane nazwą całej wyspy – Santo Domingo),walki Francuzów z Brytyjczykami o Gwadelupę, korsarstwo, francuska kolonia karna w Gujanie, konserwatywne represje na Kubie, dojście Napoleona do władzy oraz powstanie w Madrycie w 1809 roku, znane z płócien Goyi, którego nazwy obrazów stanowią motta poszczególnych rozdziałów. Autor pokazuje karaibski bezruch, inercję ale i niezwykle zmysłową zabawę, wrzenie rewolucji we Francji, handel niewolnikami i ich wyzwolenie, przynajmniej formalne, przyjaźń, fascynację, miłość i jej koniec, oddanie idei i sprzeniewierzenie się jej, rezygnację i godność oraz to jak fortuna i historia kołem się toczą. Do tego jeszcze każde wydarzenie, działanie lub zaniechanie, wypowiedź jest doskonale przemyślana i zawarta we właściwym miejscu fabuły. A to wszystko jest napisane pięknym, bogatym językiem, z dbałością o każde słowo i jego znaczenie, precyzję ale i wymowę opisu oraz jego znaczenie dla narracji. Autor pokazuje czytelnikowi nie tylko bohaterów, ich myśli i emocje, ale też stroje i zapachy, zachowania, miejsca i rzeczy wokół nich, kulinaria i militaria, nawet rzeźby, obrazy i muzykę. Ze słów, ich szyku zdań widać, czy akcja jest senna i leniwa jak karaibskie południe, czy rozwija się dynamicznie jak wieczór w portowych zaułkach Hawany czy Santiago da Cuba. I co najważniejsze – książka niczym drożdże pęcznieje, rozrasta się i wciąga czytelnika coraz bardziej, nawet po zakończeniu lektury. Skłania do przemyśleń i wywraca dotychczasowe wizje osób i wydarzeń. Pokazuje ludzi i historię realnie, bez upiększeń. A wszystko w dominującej i wciągającej atmosferze Karaibów, gdzie amalgamat ludzi rożnych ras, języków i tradycji, historii i przyrody, kultury i natury tworzy zwierciadło, w którym Europa ze swoimi ideami odbija się zawsze w zniekształconej, ale często ponętnej, przynajmniej czasowo, postaci, która dla samych Europejczyków bywa jeszcze bardziej atrakcyjna. Jednym słowem – absolutne arcydzieło. Przeczytane w ramach lipcowego wyzwania – książka rozgrywająca się w ciepłych krajach (Karaiby).
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na101 rok temu
Murzyn z załogi Narcyza Joseph Conrad
Murzyn z załogi Narcyza
Joseph Conrad
Trzecia powieść Conrada to pierwsze jego wypłynięcie na szerokie, oceaniczne głębiny, wraz z ich niebezpieczeństwami. Okręt, pozostawiony sam sobie wobec potęgi żywiołu, staje się mikrokosmosem dla płynących nim marynarzy. Wystawieni na skrajne sytuacje, sztormy, zagrożenie życia, ujawniają się ich motywacje, pod wątpliwość zostają poddane wartości moralne czy religijne. Wydaje się, że w obliczu śmierci nie ma dobrych i złych ludzi, lepszej lub gorszej postawy, gdyż każda niesie za sobą pewne ryzyko. Conrad zdaje się być pisarzem wątpiącym w prawo naturalne, w przyrodzony człowiekowi fundament moralny. To wszystko sprawdza się na suchym lądzie, w poczuciu bezpieczeństwa, ale zostaje wystawione na próbę i obnażone w chwili próby. Są w tej powieści lepsze i gorsze postacie. Ludzie, z którymi łatwiej sympatyzować i tacy, którzy budzą antypatie. Jest tutaj porządny Belfast, który jednak daje się nabrać na symulację tytułowego bohatera. Jest tu z drugiej strony roszczeniowy Donkin, który jednak jako pierwszy przejrzał to, że James sprytnie udaje, że jest chory, żeby uniknąć pracy. Ostatecznie jednak wszyscy kończą podobnie: z tą samą wypłatą, rozchodząc się w swoje strony po dopłynięciu na brzeg. Fascynującą postacią jest tytułowy bohater, wokół którego ogniskuje się zachowanie pozostałych marynarzy. Nie do końca wiemy, a także on sam nie jest tego pewien, czy jest zdrowy czy chory, czy cierpi, czy udaje, ale chyba ostatecznie nie ma to znaczenia. Być może dla naszego człowieczeństwa nie ma znaczenia, czy okazujemy współczucie i empatię wobec kogoś, kto tego potrzebuje naprawdę, czy wobec kogoś, kto próbuje to na nas wymusić, dopóki nasze podejście jest szczere. W tym kontekście książka Conrada zachęca nas do zadania sobie pytania o źródło naszych postaw i zachowań. Czy jesteśmy statkiem, którym sami potrafimy sterować, czy też zdajemy się na podmuchy i fale z zewnątrz?
poslowia - awatar poslowia
oceniła na92 miesiące temu
Podróż do źródeł czasu Alejo Carpentier
Podróż do źródeł czasu
Alejo Carpentier
Nieznany mi bliżej kubański pisarz Alejo Carpentier został przez mnie odkryty dzięki temu, że wpisywał się w jeden z punktów wyzwania czytelniczego. Niestety, odkrycie, że mam do czynienia z realizmem magicznym o mało nie doprowadziło do porzucenia książki zaledwie po kilkudziesięciu stronach. "Podróż do źródeł czasu" to powieść z 1953 roku, opowiadająca o muzyku i kompozytorze z Nowego Jorku, który wyrusza w podróż do Ameryki Południowej pragnąc uciec od swojej rutyny i nudnej cywilizacji w poszukiwaniu pierwotnej, naturalnej egzystencji, gdzie życie może być proste, bez cywilizacyjnych pokus i mamienia. Celem wyprawy do bajecznej dżungli ma być przede wszystkim poszukiwanie instrumentów używanych przez Indian. Jednak zderzenie z odmiennością tamtejszej ludności i bujnej przyrody, zwrócenie uwagi na harmonijnie prowadzone życie w zgodzie z rytmem dnia i naturą oraz wszechobecne poczucie przynależności do wspólnoty, staje się dla bohatera inspiracją. Miejsce do którego trafia to miejsce niedotknięte czasem, odcięte zupełnie od technologii i udogodnień, a pełne prehistorii działa na muzykologa jak magnes. Zakochuje się w jednej z jego mieszkanek i pragnie zostać przy boku Rosario, jednak nie jest i nigdy nie będzie kimś stamtąd. Nie dla niego to szczęście wywodzące się z prymitywnej natury; jest człowiekiem skażonym cywilizacją i w końcu dociera do niego, że nigdy nie zostanie w pełni zaakceptowany przez mieszkańców utopijnego miasteczka. Carpentier tworzy wiele obrazów i nawiązań do minionych epok. Wraz z bohaterem wędrujemy od współczesności przez czasy konkwisty, średniowiecze, aż do tytułowych źródeł czasu. Dżungla wita swoim naturalnym, nieskażonym bogactwem, a plemienna ludność posługująca się narzędziami, jak z epoki średniowiecza oraz prehistorycznymi instrumentami, czci pradawne zwyczaje i obrzędy, co podkreśla tylko wyobcowanie bohatera stojącego na przeciwległym kulturowym krańcu. Metaforyczność "Podróży do źródeł czasu" jest oczywista. Powieść stanowi metaforę podróży od kultury zgiełku do natury, symbiozy z przyrodą, jest też podróżą w głąb siebie, w głąb pierwotnego istnienia. Czym jest "źródło czasu"? To coś pierwotnego, coś z czego bierze swój początek wszechrzecz, istnienie. "Podróż do źródła czasu" to przedstawiciel realizmu magicznego, z którym mi zupełnie nie po drodze, więc dla mnie osobiście książka ta stanowiła podwójne wyzwanie. Gdy myślę o przeczytanej treści dostrzegam wiele elementów, odgaduje pewne niuanse, jednocześnie zdając sobie sprawę ile mi przy tym umknęło momentów i to być może ważnych dla zrozumienia całej treści. Chwilami odpływałam nie łapiąc kontekstu, musiałam wracać, zastanawiać się, co było uciążliwe, ale też stwarzało okazję do zastanowienia się nad tym, co głębsze, co ważne w życiu każdego z nas. Tak, to dobra książka do przemyśleń, ale nie, nie dla każdego.
Aksamitt - awatar Aksamitt
ocenił na64 miesiące temu
Sartoris William Faulkner
Sartoris
William Faulkner
🦅🚗 Ród jak pomnik: duma stoi, człowiek pęka 🚗🦅 🎭 Gatunek: saga/obyczaj + powojenna rana + „stary Południowy etos” w zderzeniu z nowoczesnością
 🌡️ Nastrój: elegancka melancholia, lekka dekadencja, dużo obyczaju i społecznych rytuałów (czasem aż „za grzecznie”)
 🎧 Tryb czytania: rozdziałami – to bardziej ciąg scen i napięć niż jedna „akcja jak strzał”
 ⭐ Ocena ode mnie: 6/10 — ciekawe jako prolog rodu i świata Yoknapatawphy, ale mnie nie porwało jak „mocniejsze” Faulknerowskie uderzenia 🧠 Sedno – o czym to jest 🧠
 To jest książka o dziedziczeniu: nie majątku, nie nazwiska, tylko temperamentu i klątwy stylu życia.
Faulkner pokazuje ród Sartorisów jak mechanizm samonakręcający się: honor, duma, gest, ryzyko – a pod spodem zwykła ludzka kruchość. I to właśnie boli najbardziej, bo tu nikt nie jest tylko „arystokratą” ani tylko „wrakiem”. Tu każdy jest trochę jednym i drugim. 🧷 Sedno fabuły (bez spoilerów) 🧷
 Po wielkiej wojnie (i po wcześniejszych wojnach, które ten ród ma we krwi) wracamy do Jefferson i okolic — do świata, gdzie legendy rodzinne są żywsze niż ludzie. W centrum są trzy siły:
 🔹 stary porządek: dom, ziemia, rytuały, pamięć, reputacja
 🔹 nowoczesność: auta, prędkość, technika, zmiana obyczajów
 🔹 powojenna rana: to, co człowiek przywozi z wojny, nawet jeśli milczy —
A w środku tego wszystkiego: rodzina i miasteczko, które patrzą, komentują, szepczą — i próbują „utrzymać formę”, kiedy forma dawno pęka. 🎭 Postacie – kto tu niesie ciężar 🎭
 🧓 stary Bayard: uparty jak głaz, żyjący w swoim rytmie i w swojej ciszy (czasem dosłownie),człowiek-instytucja
 🗡️ Miss Jenny: jedna z najlepszych „ciętych” postaci — język jak szpila, serce schowane głęboko. Potrafi zgasić patos jedną linijką
 🏎️ młody Bayard: energia po wojnie, która nie umie się zatrzymać. To nie „bunt” – raczej próba przegazowania bólu
 🌫️ Narcissa i Horace: spokojniejsza oś – bardziej „ludzka codzienność” niż legenda rodu, dzięki nim ta historia oddycha obyczajem
 🐴 świat służby/domowników (Simon, Elnora, Isom): ważny, bo Faulkner pokazuje, jak „mit rodu” działa także na tych, którzy ten ród obsługują i znoszą ✅ Co działa (u mnie) ✅
 🪵 Klimat miejsca – werandy, cmentarz, miasteczko, rytm dnia: to ma w sobie gęstość pamięci
 🧨 Napięcie między legendą a człowiekiem – heroizm bywa tu autodestrukcją w ładnym garniturze
 🗣️ Dialogi i złośliwe obserwacje – zwłaszcza Miss Jenny: błysk i ironia, która nie jest kabaretem, tylko sposobem przetrwania ⚠️ Czemu 6/10 ⚠️
 🐢 Bardziej „obyczaj” niż trzęsienie ziemi: dużo scen, rozmów, napięć społecznych – mniej bezlitosnej intensywności, którą pamięta się latami
 🧱 Momentami czułem „pierwszy tom”: świat jest kapitalny, ale nie wszystko ma jeszcze siłę rażenia (jakby Faulkner dopiero ostrzył pazur)
 🎩 Dekadencja bywa tu bardziej elegancka niż mroczna – a ja lubię, kiedy Faulkner bardziej „dokręca śrubę” 🧠 Motywy, które zostają 🧠
 ⏳ czas jako przeciwnik: ród próbuje zatrzymać dawny sens życia, ale świat już jedzie dalej
 🏛️ pomnik vs. człowiek: legenda rodzinna potrafi zabić delikatniej niż kula — przez oczekiwanie, rolę, przymus bycia „kimś”
 🏎️ prędkość jako ucieczka: nowoczesność nie jest tu „postępem” – bywa narkotykiem 🧷 Wytrych pamięci 🧷
 🔥 Zimne cygaro / powtarzalne gesty / dom, który pamięta — tu przedmioty i rytuały robią za „echo rodu”. Czujesz, że pamięć wisi w powietrzu jak zapach stajni i dym. 🎯 Dla kogo / nie dla kogo 🎯
 ✅ Jeśli chcesz wejść w Yoknapatawphę od strony rodu, obyczaju, miasteczka i „mitu Południa” — warto
✅ Jeśli lubisz literaturę o tym, jak wojna wraca do domu (nawet kiedy się o niej nie mówi)
 ❌ Jeśli oczekujesz Faulknera w trybie „rozrywa wnętrzności i zostawia zdanie jak gwóźdź” — tu może być za miękko 🪶 Domknięcie – subiektywnie 🪶
 „Sartoris” czytam jako Faulknera bardziej obyczajowego, jeszcze nie tak bezlitośnie „skondensowanego” jak w późniejszych rzeczach. Dla mnie: wartościowe tło i portret świata, ale bez tej siły, która każe wracać.
Za to jako pomost do kolejnych książek — jak najbardziej. 🧩 Clue 🧩 „Pomnik stoi. W środku — rysa, która prowadzi całe życie.”
Endryou Poczopko - awatar Endryou Poczopko
ocenił na62 miesiące temu

Cytaty z książki Ocalenie

Więcej
Joseph Conrad Ocalenie Zobacz więcej
Joseph Conrad Ocalenie Zobacz więcej
Joseph Conrad Ocalenie Zobacz więcej
Więcej