Niezwykła podróż fakira, który utknął w szafie

Okładka książki Niezwykła podróż fakira, który utknął w szafie autorstwa Romain Puértolas
Okładka książki Niezwykła podróż fakira, który utknął w szafie autorstwa Romain Puértolas
Romain Puértolas Wydawnictwo: Sonia Draga Ekranizacje: Niezwykła podróż fakira, który utknął w szafie (2018) literatura piękna
240 str. 4 godz. 0 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
L'extraordinaire voyage du fakir qui était resté coincé dans une armoire Ikea
Data wydania:
2018-07-18
Data 1. wyd. pol.:
2015-01-14
Liczba stron:
240
Czas czytania
4 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788381105569
Tłumacz:
Bożena Sęk
Ekranizacje:
Niezwykła podróż fakira, który utknął w szafie (2018)
Urzekająca komedia: powieść o fałszywym fakirze, który wyrusza w podróż z Indii do Francji po to, aby zrobić zakupy w sklepie IKEA. Podróż, która w wyniku szalonego zbiegu okoliczności przekształca się w bezprecedensową wyprawę po Europie.
Trochę humoru rodem z filmów Braci Marx, trochę przemyśleń na temat społeczeństwa niczym z Kandyda. Kawał dobrej rozrywki z europejskimi krajobrazami w tle przyprawiony śmiechem, miłością i refleksją na temat odkupienia win.
Średnia ocen
6,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Niezwykła podróż fakira, który utknął w szafie w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Niezwykła podróż fakira, który utknął w szafie



3859 1050

Oceny książki Niezwykła podróż fakira, który utknął w szafie

Średnia ocen
6,1 / 10
225 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Niezwykła podróż fakira, który utknął w szafie

avatar
1227
1086

Na półkach:

Niby lekka i przyjemna historia, a zostaje w głowie na dłużej. Moim zdaniem warto przeczytać.

Niby lekka i przyjemna historia, a zostaje w głowie na dłużej. Moim zdaniem warto przeczytać.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
459
394

Na półkach:

Oczywiście, że ta książka nawet nie stała obok (przywoływanego we wcześniejszej opinii) „Stulatka...”, czy (znajdującej się na mojej prywatnej „top liście” książek „z przesłaniem”) „ Niezwykłej podróży Harolda Fry”. No ale mimo wszystko przyjemnie się to czytało. Tylko te imiona. Szczerze mówiąc nie rozumiem, dlaczego są one właśnie tak skonstruowane. Miało być śmiesznie? Nie było. Było za to męcząco.

Oczywiście, że ta książka nawet nie stała obok (przywoływanego we wcześniejszej opinii) „Stulatka...”, czy (znajdującej się na mojej prywatnej „top liście” książek „z przesłaniem”) „ Niezwykłej podróży Harolda Fry”. No ale mimo wszystko przyjemnie się to czytało. Tylko te imiona. Szczerze mówiąc nie rozumiem, dlaczego są one właśnie tak skonstruowane. Miało być śmiesznie?...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
0
0

Na półkach:

Ani to śmieszne, ani przyjemne. Dziwna to lektura. Nieporozumienie.

Ani to śmieszne, ani przyjemne. Dziwna to lektura. Nieporozumienie.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

485 użytkowników ma tytuł Niezwykła podróż fakira, który utknął w szafie na półkach głównych
  • 277
  • 202
  • 6
103 użytkowników ma tytuł Niezwykła podróż fakira, który utknął w szafie na półkach dodatkowych
  • 82
  • 5
  • 5
  • 4
  • 3
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Romain Puértolas
Romain Puértolas
W dzieciństwie pragnął zostać fryzjerem-trębaczem, los jednak zadecydował inaczej. Nosiło go między Francją, Hiszpanią i Anglią, kolejno był didżejem turntablistą, kompozytorem-wykonawcą, nauczycielem języków obcych, tłumaczem, stewardem, magikiem, na koniec spróbował szczęścia w rozcinaniu pań w austriackim cyrku. Niezwykła podróż fakira, który utknął w szafie Ikea to literacki debiut Puértolasa, który po długiej serii odrzuconych maszynopisów, został opublikowany we wrześniu 2013. Książkę przetłumaczono na 35 języków i otrzymała Grand Prix Nagrody Literackiej im. Juliusza Verne’a.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Niezwykła podróż fakira, który utknął w szafie przeczytali również

Zgubiono znaleziono Brooke Davis
Zgubiono znaleziono
Brooke Davis
Zaiste doborowe towarzystwo się tutaj zebrało, daję słowo. Dwoje staruszków, każde ze swoimi "schizami" oraz Millie, siedmiolatka, którą mama "zapomniała" zabrać z centrum handlowego. Millie też ma swoją, powiedzmy, cechę charakterystyczną, otóż bardzo interesuje się śmiercią. Na tyle bardzo, że wypytuje o nią starszego kolegę, a za informacje "płaci" rodzynkami. I na tyle bardzo, że prowadzi swoją własną "Księgę Nieżyłków" w której odnotowuje śmierć różnych stworzeń i wyprawia im pogrzeby, muchom, pająkom, kotom itp. Może nie podzielę aż tak wielkich zachwytów jak "cały świat" nad tą książką (jak informuje okładka) jednak przyznaję, że to bardzo dobra pozycja i czytało się wyśmienicie. Nie, żeby od razu jakieś wielkie arcydzieło, ale książka ma swój niezaprzeczalny urok, a jej siła, moim zdaniem, w dużej mierze bierze się z dialogów. Millie jak każde ciekawe świata, dziecko zadaje mnóstwo, często "trudnych" pytań. Na przykład gdzie idą ludzie po śmierci?. "Do piekła idą wszyscy źli ludzie, tacy jak przestępcy, różni naciągacze i kontrolerzy parkingowi. A do nieba idą wszyscy dobrzy, tacy jak ty i ja, i ta ładna blondynka z „Masterchefa”. - […] A gdzie się idzie, gdy człowiek jest i dobry, i zły? - Co? Nie wiem. Do Ikei?" (str.11) Tak odpowiada tata 😁 Dialogów jest dużo, książka nie powala objętością i ilością stron, więc czyta się szybko. Wprawdzie po zakończeniu, czuję pewien niedosyt. Odniosłam wrażenie, że w pewnym momencie autorce zabrakło pomysłu na ciąg dalszy. To tak jakby przerwać jakąś wypowiedź w środku zdania, machnąć ręką i powiedzieć "aaa nie ważne, nie ma o czym gadać" zrobić w tył zwrot i odejść zostawiając rozmówcę z otwartymi ze zdziwienia ustami. Ale i tak uważam, że warto tę książkę przeczytać, dla samych dialogów i postaci, które wszystkie razem i każda z osobna, są mocno odjechane i nietuzinkowe.👍
Żona_Pigmaliona - awatar Żona_Pigmaliona
oceniła na73 miesiące temu
Bajecznie bogaci Azjaci Kevin Kwan
Bajecznie bogaci Azjaci
Kevin Kwan
Z historii zasłyszanych w kuluarach dowiedziałam się, że książka Bajecznie Bogaci Azjaci stała się niesamowicie popularna po tym, jak na jej podstawie nakręcono film. Filmu niestety (a może "stety") nie widziałam. Internet jest tu podzielony. Film nie ma jakichś rewelacyjnych opinii na portalach filmowych, z kolei w większości książkowych recenzji można przeczytać, że był świetny, a książka zdecydowanie mniej. Z tego by wynikało, że książka do najlepszych nie należy i w ogóle nie ma po co się za nią brać. Na szczęście wszystkie te opinie, komentarze i recenzje przeczytałam już po tym jak książkę skończyłam. Bo nie ukrywam, że chociaż jest to książka z gatunku tych, po które często nie sięgam, skomponowana z blichtru, romansu i wielkich dram, to spodobała mi się jej odmienność. A dlaczego jest inna i dlaczego (tak przynajmniej mi się wydaje) wielu czytelnikom nie przypadła do gustu, albo wydała się zbyt nierzeczywista i przerysowana? Ze względu na różnice kulturowe. Inną mentalność, inną sytuacje społeczną, inne priorytety. Nie dlatego, że te różnice występują, ale dlatego, że nie są w książce tłumaczone, tylko przedstawione. Oprócz kilku zwrotów i skrótów, które wyszczególnione są w przypisach, trafiamy do świata wielu kontrastów i zwyczajów, o których wcześniej nie dane nam było słyszeć. Chyba że ktoś wyjątkowo interesuje się (pop)kulturą Azji. Dla mnie właśnie to był punkt wyjścia, który oskarżam o moje zrozumienie dla wielu dziwacznych zachowań i decyzji podjętych przez bohaterów tej historii. (Serio, jeszcze dwa lata temu powiedziałabym, że cała ta historia to wyssana z palca bajka dla snobów, ale dzisiaj spokojnie mogę ją przyjąć z dużą dozą prawdopodobieństwa. Dalej nie podjęłabym połowy decyzji tak, jak bohaterzy Bajecznie Bogatych Azjatów, ale wydaje mi się, że większość z nich rozumiem.) I nie twierdzę, że książki nie da się przeczytać i przetrawić bez jakichś solidnych podstaw z zakresu historii i kultury Azji, ale na pewno obejrzenie kilku azjatyckich dram może pomóc. Bez tego jesteśmy zagubieni nawet bardziej niż Rachel Chu, główna bohaterka powieści. Gdy Rachel Chu poznała Nicka Younga wiedziała, że jest wykształcony i przystojny. Zanim nie zabrał jej do Singapuru na ślub najlepszego przyjaciela nie wiedziała jednak, że jest bogaty. I to nie tak zwyczajnie bogaty, ale bajecznie bogaty. Co to za różnica, ktoś mógłby zapytać? Oh, ogromna! Youngowie nie byli jakimiś tam przyjezdnymi dorobkiewiczami z kontynentu, ale chińczykami od pokoleń mieszkającymi w Singapurze, których majątek zwiększał się bez ustanku. Bezsprzecznie należeli do elity. Nic dziwnego, że ślub, na który Rachel i Nick jechali, miał być największym wydarzeniem towarzyskim w Singapurze tego lata. Nic też nie można znaleźć dziwnego w tym, że Rachel zupełnie nie wiedziała co ze sobą zrobić, jak się zachować i co o tym wszystkim myśleć... Chociaż na pierwszy plan tej historii wysuwają się Nick i Rachel to nie można zapomnieć o całej (ogromnej i bajecznie bogatej) rodzinie Youngów i ich krewnych. W gruncie rzeczy nie jest to historia o księżniczce, która wychodzi za księcia z bajki, ani też o dwójce ukochanych walczących z przeciwnościami losu. Jest to historia o nierównościach społecznych, o chorych standardach, o spełnianiu (i nie spełnianiu) oczekiwań rodziny, o niespełnionych ambicjach, o chęci bycia lepszym niż inni, o zachowywaniu pozorów... Jest to też historia o miłości, zaufaniu, przyjaźni i tym, co rodzina pozytywnego może nam dać. Zderzają się tu dwa systemy wartości - ten, w którym nazwisko i pieniądze (a w dalszej części wykształcenie i aparycja) są wyznacznikiem statusu, i ten, w którym ważniejsze są relacje i wykształcenie. Teraz zabrzmiało to tak, jakby Bajecznie Bogaci Azjaci było pozycją bardzo ciężką (prawie 500 stron, ale książka lekka). Jest to romans, powieść obyczajowa (ale na pewno nie można kwalifikować tego tak jak film, czyli jak komedię). Na pewno nie przygniecie czytelnika kilogramami smutku, ale pozwoli posmakować wszystkiego - od gorzkiego rozczarowania, aż do słodkich słówek.
Monika - awatar Monika
oceniła na74 lata temu
Analfabetka, która potrafiła liczyć Jonas Jonasson
Analfabetka, która potrafiła liczyć
Jonas Jonasson
To druga powieść tego Autora. Pierwsza - Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął, niestety nie została przeze mnie przeczytana, tylko obejrzana. Kiedyś się poprawię i nadrobię lekturę. Ale sam klimat i poczucie humoru pisarza mi odpowiadały, więc sięgnęłam po ta publikację. Skusiła mnie jeszcze troszkę notka na okładce, która zdradzała zacięcie głównej bohaterki do liczenia i statystyki. Taka mieszanka wydała mu się zachwycająca. Nombeko Mayeki urodziła się w Południowej Afryce. Jako dziecko doświadczyła skrajnej biedy, nie odebrała wykształcenia... Ale urodziła się pod szczęśliwą gwiazdą i to dzięki temu zyskuje pewną szansę - zostaje zatrudniona jako sprzątaczka w ściśle tajnym biurze, w którym trwają prace nad budową bomby atomowej. Dziewczyna zostaje tam zatrzymana na długie lata. Ale nie marnuje czasu - uczy się matematyki, fizyki, opanowuje obce języki i... staje się kłopotliwą osoba dla swego pracodawcy. Jest przydatna, ale za dużo wie. Nombeko postanawia sama zadbać o swój los i nielegalnie opuszcza ośrodek. Razem z bombą! Dziewczyna trafia do Szwecji i poznaje tam... O nie! Nie zdradzę tego! I choć powieść robi się coraz bardziej nieprawdopodobna, to Autor w zaskakujący i sensowny sposób potrafi połączyć wszystkie fakty. Książka to taki mix - trochę historii, czarnego humoru, matematyki - żeby poćwiczyć umysł, informacji o nielegalnych imigrantach oraz innych niewiarygodnych rzeczach. Rzeczach, które statystycznie mogą nas spotkać. Wiem, że raz na milion a czasem czterdzieści pięć milionów, ale jak mawiał Terry Pratchett Uczeni wyliczyli, że jest tylko jedna szansa na milion, by zaistniało coś tak całkowicie absurdalnego. Jednak magowie obliczyli, że szanse jedna na milion sprawdzają się w dziewięciu przypadkach na dziesięć. /Równoumagicznienie/ Poczytajcie i dajcie się wciągnąć... w dobrą zabawę.
Apo - awatar Apo
ocenił na71 rok temu
Lektor z pociągu 6:27 Jean-Paul Didierlaurent
Lektor z pociągu 6:27
Jean-Paul Didierlaurent
*po książkę sięgnęłam z polecenia księgarza z mojej ulubionej (i jedynej w okolicy) księgarni. Znudzona przez rozwleczony w nieskończoność 'Wielki Świat' Lemaitre'a poprosiłam o coś 'lekkiego, łatwego i przyjemnego' na odtrutkę. I dostałam to, I nie żałuję* Ta zwięzła, idealna na jeden wieczór książeczka, to: *mistrzostwo* - wielcy pisarze, piszą o wielkich rzeczach, tak? G~+ prawda! Spłucz to przekonanie w klozecie i zdezynfekuj domestosem! Prawdziwy talent potrafi nalać z pustego i znaleźć inspiracje nawet w kafelkach w publicznej toalecie, czy w maszynie niszczącej książki. *kilka w jednym* - teksty z uratowanych kartek, czy zapiski babci klozetowej (chyba wolę francuskie określenie tej profesji - 'madame pipi') stają się odskocznią od głównego wątku *antidotum na czasy naznaczone Netflixową 'Emily w Paryżu' - nasz bohater jest poniżej przeciętnej nie tylko jeśli chodzi o jego masę ciała, ale też życiowe dokonania. Jest tego brutalnie świadomy i w sumie pogodzony z losem, choć się go wstydzący (okłamuje matkę, co do tego, czym się zajmuje) *zagadka* - czy bohater odnajdzie autorkę tekstów ze znalezionego pendrive'a? *humorystyczne określenia, czy tautologie ciotki - zgrabne i zabawne, oszczędne w słowach. *feel good factor* - zakończenie, czyli to co bohater napisał do madame pipi, to majstersztyk komedii romantycznej. Polecam (ale raczej fanom Amelie, niż Emily ;))
EdytaDe - awatar EdytaDe
ocenił na71 rok temu
Willa Triste Patrick Modiano
Willa Triste
Patrick Modiano
Do powieści Patricka Modiano bardzo pasowałby tytuł „W poszukiwaniu straconego czasu”, bo czuć w niej ducha Prousta zarówno w stylu, jak i podejmowanym temacie. Wyrażenie, które znalazło się w formule wyjaśniającej wyróżnienie tego autora literacką nagrodą Nobla najlepiej opisuje tę powieść- „kunszt pamiętania”. „Willa Triste” to bardzo intymna i niespiesznie tocząca się historia rodząca się ze wspomnień mężczyzny, który w latach 50. XX wieku przeżył fascynację tajemniczą Yvonne. Związek był krótki, ale intensywny. Jednak relacja bohatera jest szczątkowa, urywana, pełna luk, pomyłek lub zacierających się już w pamięci faktów. To co zapamiętał Victor to ułamki tamtego upalnego lata: dźwięki, zapachy, fragmenty obrazów. Na stałe i trwale zapisały się za to emocje- intensywne, silne, namiętne. Według mnie jest to literacka impresja o fenomenie ludzkiej pamięci, która działa w sposób zadziwiający. Przechowuje szczątki wspomnień, które odtwarzane po latach składają się w piękną imaginację. Dlatego o samej Yvonne wiemy niewiele. Jej wygląd nie uległ zapomnieniu, bo zachowały się trzy fotografie. Jednakże nie wiemy, kim była naprawdę, gdzie jest dzisiaj i przede wszystkim, dlaczego nagle zniknęła z życia Victora. Jej postać utkana jest z bardzo cienkiej nici, wydaje się być wręcz efemeryczna, nieuchwytna. To młoda kobieta (choć starsza od wielbiącego ją Victora),która żyje chwilą i wycofuje się wtedy, gdy trafia jej się szansa na zaistnienie w świecie. Znika z życia bohatera, pozostawiając po sobie wiele pytań, żalu, tajemnic. Tak jakby nie potrafiła wejść w prawdziwą rzeczywistość, bo wówczas utraciłaby swoją zagadkowość. W całej historii wyczuwa się nostalgię bohatera za czasem dawno minionym. Yvonne zapisała się w jego pamięci jako ta, która wprowadziła go w świat namiętności, szalonych imprez, wyuzdanych zabaw i dekadenckich rozrywek. Okres spędzony w jej towarzystwie wspomina jako czas zachłannego korzystania z życia, oderwania od prawdziwego funkcjonowania w społeczeństwie, efektowną pauzę w ustabilizowanym życiu. Może to dlatego nigdy nie próbował odnaleźć dawnej kochanki? Bo kto wie, kim by się okazała, gdyby zastał ją w jej prawdziwym życiu? Książka urzeka pięknym językiem, w którym czas teraźniejszy miesza się z przeszłym, a uwaga narratora skupia się często na detalach, ulotnych wrażeniach. Poetyckie to wszystko i tworzy niepowtarzalny klimat smutku i przemijania. Zauważalne są inspiracje prozą Manna i wspomnianego wcześniej Prousta. To naprawdę wyjątkowa pozycja, choć nie sądzę by spodobała się miłośnikom powieści z akcją. Raczej dla kontemplatorów.
Anna-Maria - awatar Anna-Maria
oceniła na93 lata temu
Zupełnie niespodziewane zniknięcie Atticusa Craftsmana Mamen Sánchez
Zupełnie niespodziewane zniknięcie Atticusa Craftsmana
Mamen Sánchez
Książka wydana w ramach lubianej przeze mnie serii wydawnictwa Media Rodzina – „Gorzka czekolada”. Polowałam na nią od pewnego czasu, dowiedziawszy się, że jej bohater – zniknięty w tytule Atticus Craftsman – jest, jak ja, fanem herbaty Earl Grey. Książka przyszła do mnie sama, wyłożona na blat przez czytające w moich myślach już nie pierwszy raz panie bibliotekarki. Earl Grey okazał się wprawdzie być marki Twinings, do tego w torebkach (nie przepadam),jednak mimo to lekturę uznałam za całkiem miłą i przyjemną. Według zapewnień na okładce jest to „komedia romantyczna, komedia omyłek i kryminał w jednym”. Może i tak, choć mnie tego rodzaju stwierdzenia raczej odstraszają niż zachęcają. Na pewno jest tu trochę komizmu, pojawia się wątek miłosny, nawet więcej niż jeden. Czepiłabym się tylko tej komedii omyłek. Tak czy siak, miłe jest to (bo zawsze lubię czytać o księgarniach, bibliotekach i wydawnictwach),że rodzina Craftsmanów to angielscy właściciele wydawnictwa z długą już tradycją, obejmującą także nadawanie kolejnym dziedzicom imion słynnych postaci literackich (co wyjaśnia skąd wziął się w tytule Atticus). Autorka powieści uczyniła ich tak angielskimi jak tylko mogła, niebezpiecznie balansując momentami na krawędzi, lecz na szczęście z niej nie spadając. Akcję usytuowała jednak w Hiszpanii, gdyż tam umieściła jedną z licznych filii wydawnictwa, mającą zostać zlikwidowaną z powodu swojej nierentowności. To niewdzięczne zadanie przypadło właśnie Atticusowi, który po przybyciu do Madrytu i zapoznaniu się z sytuacją (oraz z pięcioma pracującymi dla Craftsmanów Hiszpankami, w tym jedną nader cudnej urody) niespodziewanie (w każdym razie jak dla kogo) zniknął. W związku z tym do akcji wkroczył również hiszpański policjant, inspektor Alonso Jandalillo, marzący o tym, by przypominać don Kichota z Manchy nie tylko z imienia (dlatego każe się nazywać Manchego),ale i z wiekopomnych czynów. Wszystkich bohaterów, a pojawia się tu ich wielu, Sánchez nakreśliła dość grubą, za to położoną z sympatią, a momentami wręcz czułością, kreską, co sprawiło, że czytelnik bez trudu przymyka oko na śmiałe pomysły fabularne i macha ręką na prawdopodobieństwo. Miłe, sympatyczne, idealne jako odskocznia od potężniejszych lektur, jak również od życia.
momarta - awatar momarta
oceniła na61 rok temu
Książka, której nie ma Santiago Pajares
Książka, której nie ma
Santiago Pajares
Bardzo wartościowa powieść, i to z gatunku tych, które pomagają zrozumieć, jak żyć i czym jest szczęście. Temat w dzisiejszych czasach bardzo niemodny, trudno czytelnika zainteresować takimi fundamentalnymi pytaniami. Toteż jest, a jakże, intryga w gruncie rzeczy detektywistyczna. Pracownik wydawnictwa poszukuje autora bestselleru, który jednak do tej pory był całkowicie anonimowy, nie wiadomo, jak się nazywa, gdzie mieszka czy pisze dalszy ciąg sagi, nic. W tym celu wyjeżdża do małej woski w Pirenejach, przepytuje, szuka ludzi o sześciu palcach, podgląda przez okno, naraża się na drwiny, kopniaki, obraża się na niego żona. Wreszcie główny wątek rozwiązuje się niejako przypadkowo. Mimo wszystko uważam, że intryga tytułowa, stanowiąca oś kompozycyjną, jest w gruncie rzeczy drugoplanowa, a odnalezienie autora sagi pozostaje ważne jedynie dla właściciela wydawnictwa, bo nawet nie dla głównego bohatera, Davida. Perypetie z poszukiwaniem autora „Spirali”, ukazane są w sposób nader humorystyczny, wręcz burleskowy. Ważne jest, najważniejsze, by odnaleźć swoją ścieżkę w życiu, która doprowadzi nas do szczęścia. Ścieżkę często po spirali (może stąd taki tytuł?) Do tego służą, zdawałoby się, poboczne wątki sekretarki Elsy czy narkomana Fran. Powiązane są one jednak lekturą tytułowej sagi „Spirala”. Książka w jakimś sensie naprowadza czytelników na właściwa drogę, pozwala im pogodzić się z życiem, zerwać z tym, co nas krępuje i kieruje ku zatraceniu. Porzucona Elsa znajduje partnera, Fran zdobywa się na trudna decyzję, Juan porzuca dołującą pracę na rzecz takiej, o której podświadomie marzył, Martha radzi sobie ze swoją introwertycznością i brakiem wiary w siebie. Wreszcie David, po całym szeregu zabawnych i wzruszających wydarzeń wraca do żony, bogatszy w swego rodzaju mądrość życiową. Życie w wielkim mieście a życie w małej wiosce, gdzie wszyscy się znają i wszyscy się lubią. Życie a śmierć i pogodzenie się z nią. Życie na tle przyrody, której w mieście rozpaczliwie brakuje. Kariera a szczęście. To podstawowa tematyka powieści, która czasami wydaje się zbyt oczywista i łopatologiczna, ale w gruncie rzeczy czyta się o tym z przyjemnością, a czasem ze wzruszeniem. Mówimy „powieść”, ale ja mam dla tego tekstu bardziej trafne określenie: przypowieść. Przypowieść to przekaz pewnych prawd i mądrości życiowych, dla ułatwienia odbioru ubrany w historyjkę z zakończeniem ilustrującym te prawdy. Z morałem. A kto jest autorem sagi „Spirala”? Przeczytajcie, a w końcu się dowiecie.
Ewa Szulc - awatar Ewa Szulc
ocenił na61 rok temu
Dom letni z basenem Herman Koch
Dom letni z basenem
Herman Koch
Herman Koch, niderlandzki Houellebecq (albo, po prostu, Herman Koch),pozwala nam spoglądać na nas jego oczyma. To on ukazuje wszelkie zboczenia tam, gdzie rządzi „normalność”. Nie grzmi, raczej prowokuje. Pod pozornym cynizmem jego powieści kryje się głęboka troska o nas samych. W swojej drugiej – po Kolacji – powieści opublikowanej w Polsce pierwsze skrzypce gra Marc Schlosser. Pod wpływem znajomości z pewnym bardzo znanym aktorem (oraz pod wpływem zaproszenia Marca wraz z rodziną do jego letniej rezydencji) dochodzi do wydarzeń tragicznych. Oraz do bolesnej sekcji zwłok. Naszego świata. Główny bohater Domu letniego z basenem – lekarz pierwszego kontaktu, „lekarz wyższych sfer” – Marc Schlosser wykonuje swoją pracę rzetelnie. Poświęca każdemu ze swoich pacjentów po dwadzieścia minut, wszystkim przedstawia dokładnie taką diagnozę, jaką chcą usłyszeć. Zjawiający się u niego nowobogaccy nie oczekują prawdziwej pomocy lekarskiej, ale cudotwórcy, który na wszystko znajdzie receptę, a na pewno – tabletki. Schlosser stoi najbliżej ciała ludzkiego, wydawałoby się zatem, że musi godzić profesjonalizm z empatią. Nic podobnego. Tak naprawdę to pozbawiony wrażliwości cynik. Bo ciało jest brzydkie; wydala; poci się; drży na zimnie; marszczy się pod wpływem wody; blednie i czerwienieje. „Ludzkie ciała i w ubraniu są wystarczająco odpychające. Nie chcę ich oglądać, zwłaszcza tych części ciała, do których nigdy nie dociera światło słoneczne. Fałdów skóry, pomiędzy którymi zawsze jest zbyt ciepło, a bakterie mają pełne pole do popisu; grzybic i miejsc zapalnych między palcami u nóg i pod paznokciami; palców, które coś rozdrapują, palców, które trą aż do krwi…”. Podobnie podwójnie wygląda kwestia jego stosunku do własnej rodziny, do żony – jej obecność nie przeszkadza w planowaniu zdrad i wymyślaniu scenariuszy zdrady. Najprawdopodobniej Koch chciał pokazać zblazowanie i znudzenie świata nim samym. „Świat jest mną znużony, podobnie jak ja nim”, zacytuje Houellebecq na pierwszych kartach Mapy i terytorium. Istotnie, współczesny świat zaproponował aż tyle, że nie wiadomo do końca co wybrać, co jest dobre i właściwe dla człowieka. Zakwestionowaliśmy wszystko, nawet samych siebie – i teraz już tylko straszna nuda. „Znudzeni i zblazowani” podważają także wszelkie towarzyskie konwenanse. Sztuka jest nieciekawa, ale przecież trzeba obejrzeć ją do końca. Wcale nie po to, by wyrobić sobie zdanie, tylko żeby inni nie gadali. Z filmu nic nie rozumiemy, ale można dyskretnie przysnąć, przecież nikt nie zauważy, a zawsze można posnobować znajomością „dzieła”. Przykłady można mnożyć i mnożyć, dochodząc do spraw kluczowych, dotyczących poprawności politycznej czy modelu życia. Koch wskazuje na kolejne dwa wrzody współczesności – formę i banał. Forma, w rozumieniu Gombrowicza, oznacza udawanie, przed sobą i przed pozostałymi. Gra, którą każdy człowiek toczy przede wszystkim z samym sobą, skacze z jednej wysepki na drugą, nie mogąc przy tym odnaleźć siebie. W końcu staje się trywialny i płytki – a otaczająca rzeczywistość wyłącznie mu w tym pomaga, podsuwając kolejne możliwości. Chcesz być sławny, proszę bardzo, musisz tylko zrobić to i to. Chcesz gotować, proszę bardzo. Wszędzie gotowe produkty, przygotowane z chirurgiczną precyzją recepty na egzystencję. Masz depresję? Weź tabletki. Mało jesz? Idź i kup. Masz tysiące ubrań w szafie? Nie szkodzi, kup większą i leć po następne. Nadmiar wyprodukował formę (lub odwrotnie, szukanie źródła nie ma sensu) i kolejny składnik, banał. Człowiek zniknął z pola widzenia, przygnieciony możliwościami. Paradoks wyboru: zakup soku w sklepie. Skazani jesteśmy na poznawanie wszystkiego po łebkach, czytanie coraz to nowych książek (bo o starych po tygodniu nikt nie pamięta, a lektury dziadków czy pradziadków to epoka kamienia łupanego),oglądanie coraz większej ilości filmów. Nie ma czasu na refleksję, w pewnym momencie nie ma już czasu nawet na życie. Od razu zaznaczam – nie traktuję powieści Kocha jako źródła prawd objawionych. Prawdę powiedziawszy, trudno jest powiedzieć w tej materii coś nowego. Jednakże lekkość fabuły i fakt, że „dobrze się to czyta”, pozwala Kochowi na przeniesienie poważnych traktatów socjologicznych w formę wygodniejszą, z fabułą i dialogami. Współczesny świat przyrównuje Koch do dzisiejszego awangardowego teatru – aby zaskakiwać, musi szokować coraz mocniej, oddziaływać na widza skrajnymi środkami. Kicz i przesada przenikają do kolejnych aspektów egzystencji, zatruwając sprawy fundamentalne, jak śmierć. „Podobnie jest z pogrzebami. Te też muszą być przede wszystkim przyjemne. Trzeba na nich móc śmiać się, pić i przeklinać. W innym wypadku to małomiasteczkowe. (…) Wydaje mi się, że radosne pogrzeby weszły w modę jakieś piętnaście lat temu. Różowe trumny, trumny z naturalnego drewna, z wymalowanymi na nich smokami i zębami rekina, trumny z Ikei, trumny plastikowe albo owinięte w worki na śmieci”. Dziwny pęd, maniera do bycia dostrzeżonym, zapamiętanym, ale w oderwany od rzeczywistości sposób. Możliwe, że taka śmierć ma coś rekompensować – może samo upokorzenie zgonu? Ciało wszak zaczyna gnić, śmierdzieć, trzeba więc je przyozdobić, w jakikolwiek sposób śmierć przegonić. Możliwe, że takie traktowanie zwłok ma oswoić zgon i przykryć pewien niepokój: czy ładne opakowanie kryje w sobie smacznego cukierka, czy może w cukierku żyje obrzydliwy robak? Fabuła Kocha przypomina pełny (pełny – bez znanego z filmu zakończenia) reality show z Trumanem Burbankiem – życie jest od początku do końca wyreżyserowane, ustawione, nieprawdziwe. Znany nam świat niderlandzki autor odbija w krzywym zwierciadle; w wyniku tej operacji, wszyscy bohaterowie powieści coś udają, w coś grają. Przypomnę pierwszy z brzegu przykład – główny bohater odgrywa przed sobą i przed światem podwójną rolę, przykładnego ojca i męża oraz dandysa, podrywającego coraz to nowe kobiety. A jego córka? Z zewnątrz poukładana, grzeczna, nieśmiało chwytająca za rękę swojego pierwszego chłopaka (może pierwszego, oprócz ojca). Pod grzeczną fasadą ukrywa się jednak kobieta, która zaczyna mieć swoje potrzeby i u której ciekawość przerasta rozsądek. Ich nieprawdziwość podważa jednocześnie realność świata powieściowego oraz – naszego. Może właśnie w taki sposób odpowiada Koch na jedno z podstawowych pytań dotyczących faktycznego istnienia wszystkiego dookoła. Może to wszystko, tak naprawdę, już umarło, a człowiek pluska się na powierzchni basenu przy letnim domu, nie dostrzegając, że pod nogami nie ma już dna.
ZaMałoRegałów - awatar ZaMałoRegałów
ocenił na61 rok temu
Reputacje Juan Gabriel Vásquez
Reputacje
Juan Gabriel Vásquez
„Reputacje” (tudzież „Las reputaciones”, jakby ktoś wolał po hiszpańsku) to opowieść o podstarzałym, słynnym rysowniku-karykaturzyście. Podczas rautu wydanego na jego cześć spotyka dziennikarkę, która proponuje mu przeprowadzenie wywiadu. Okazuje się, że jej cele są zupełnie inne niż zapowiadane, zaś nieszczęsny Javier cofnąć się będzie musiał pamięcią do lat, kiedy jego rysunki znaczyły o wiele więcej, niż kilka czarnych kresek na gazetowym papierze – tworzyły rzeczywistość i obalały herosów. A zatem z jednej strony autorska niezależność, wolność myśli i przekonań, z drugiej pośpiech i pewne lekceważenie, duma z siły pióra (czy też ołówka),wiara we własny talent i zdolność obserwacji, bezkompromisowego pointowania wydarzeń politycznych i łatwość gaszenia płomieni z najświatlejszych ze świeczników (sic!) – tu połączona z bezkrytyczną wiarą, że papier przyjmie wszystko, a słowa w dymkach nigdy nie przerodzą się w czyny. W tle doskonale skomponowana opera małżeńska, ze wszystkimi możliwymi wzlotami i upadkami, ale nade wszystko Kolumbia i jej polityczne zawirowania. Tu nie ma „akcji” jako takiej, nie ma wielkiego finału – to płynna opowieść bez wyraźnego końca, chwila dla Javiera, by zatrzymał czas i zastanowił nad losem i własną (tytułową) (moralną?) reputacją. Z łatwością można odnieść „Reputacje” do czasów współczesnych, morderczej siły rażenia postów, zdjęć i tiktoków, destrukcyjnej mocy socialmediów i tego, że czasem kilka luźno wrzuconych na łola słów lub grupa odpowiednio dobranych pikseli mogą zmienić czyjeś życie. Może nie jest to książka równa rewelacyjnemu „Kształtowi ruin”, nie sądzę również, bym Vásqueza mógł nazwać godnym następcą señor Márqueza, ale płynie już do mnie „A gdy obejrzysz się za siebie”. I nie jest to moje ostatnie słowo.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na71 rok temu

Cytaty z książki Niezwykła podróż fakira, który utknął w szafie

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Niezwykła podróż fakira, który utknął w szafie