Adam i Ewa

Okładka książki Adam i Ewa autorstwa Sergiusz Piasecki
Okładka książki Adam i Ewa autorstwa Sergiusz Piasecki
Sergiusz Piasecki Wydawnictwo: LTW literatura piękna
250 str. 4 godz. 10 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2009-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2009-01-01
Liczba stron:
250
Czas czytania
4 godz. 10 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375650716
Powieść Sergiusza Piaseckiego „Adam i Ewa” powstała w 1955 roku. Za życia autora publikowana była jedynie w 1963 roku w odcinkach w londyńskim „Dzienniku Polskim i Dzienniku Żołnierza”. Obecna edycja oparta jest na maszynopisie powieści i zawiera wiele fragmentów usuniętych przez pisarza na poczet wersji gazetowej.
„Adam i Ewa” to romans, którego akcja rozgrywa się na Wileńszczyźnie w 1939 roku. Autor ukazał, jak wojna i system polityczny zabija szczęście wartościowych jednostek.
Średnia ocen
7,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Adam i Ewa w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Adam i Ewa



763 563

Oceny książki Adam i Ewa

Średnia ocen
7,7 / 10
3 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Adam i Ewa

avatar
765
295

Na półkach:

Powieść obyczajowa osadzona na Wileńszczyźnie w kilku letnich miesiącach poprzedzających wybuch wojny w 1939 r. Początek niemrawy. Dla mnie najciekawsze było tło społeczne i postaci drugiego planu, bez których stan zakochania tytułowych bohaterów, Adama i Ewy, byłby po prostu nudny.

Powieść obyczajowa osadzona na Wileńszczyźnie w kilku letnich miesiącach poprzedzających wybuch wojny w 1939 r. Początek niemrawy. Dla mnie najciekawsze było tło społeczne i postaci drugiego planu, bez których stan zakochania tytułowych bohaterów, Adama i Ewy, byłby po prostu nudny.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
227
31

Na półkach:

Romans jak romans, ale tło na jakim rozgrywa się akcja, dosłownie mnie oczarowało. Pięknie zilustrowane realia życia w przedwojennej Polsce, gdzie wszystko działało jak w zegarku. A potem kontrast w postaci koszmaru wojny. Czy to się aby nie powtórzy?

Romans jak romans, ale tło na jakim rozgrywa się akcja, dosłownie mnie oczarowało. Pięknie zilustrowane realia życia w przedwojennej Polsce, gdzie wszystko działało jak w zegarku. A potem kontrast w postaci koszmaru wojny. Czy to się aby nie powtórzy?

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
247
42

Na półkach: , ,

To przyjemna lektura dla tych, którzy lubią powieści o relacjach międzyludzkich podane z literackim polotem. Od początku, może mało dynamiczna, ale później odpowiednie tempo akcji i tło historyczne, wszystko rekompensują.
Historia opiera się na przewrotnym wątku miłosnym, w którym bohaterowie – często nieporadni, impulsywni i pełni słabości – wikłają się w serię zabawnych, a czasem gorzkich perypetii.
To powieść obyczajowa, w której Piasecki z właściwym sobie wdziękiem łączy ironię, błyskotliwe dialogi i satyrę na międzywojenne społeczeństwo, urzeka lekkość stylu i inteligentny humor.

To przyjemna lektura dla tych, którzy lubią powieści o relacjach międzyludzkich podane z literackim polotem. Od początku, może mało dynamiczna, ale później odpowiednie tempo akcji i tło historyczne, wszystko rekompensują.
Historia opiera się na przewrotnym wątku miłosnym, w którym bohaterowie – często nieporadni, impulsywni i pełni słabości – wikłają się w serię zabawnych,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

312 użytkowników ma tytuł Adam i Ewa na półkach głównych
  • 183
  • 127
  • 2
48 użytkowników ma tytuł Adam i Ewa na półkach dodatkowych
  • 31
  • 3
  • 3
  • 3
  • 3
  • 3
  • 2

Inne książki autora

Sergiusz Piasecki
Sergiusz Piasecki
Polski pisarz i publicysta. Urodził się i spędził młodość na terenie dzisiejszej Białorusi. Jako młody chłopak obracał się w środowisku drobnych złodziei i włamywaczy. W niepodległej Polsce Piasecki pracował dla wywiadu RP, nie porzucając wszakże działalności kryminalnej. Szybko wpadł też w nałóg narkotyczny, co pociągnęło za sobą kolejne napady rozbójnicze w celu zdobycia pieniędzy na zakup kokainy. Takie życie musiało doprowadzić go za kratki. Został skazany na 15 lat więzienia, "odsiedział" 11 lat, z czego 2 lata w izolatce. Został ułaskawiony wskutek zabiegań znanych polskich pisarzy, którzy docenili jego twórczość literacką. Dopiero podczas odbywania tej kary nauczył się literackiej polszczyzny czytając Biblię i tygodnik "Wiadomości literackie". W 1937 roku prezydent RP, Ignacy Mościcki ułaskawił Sergiusza Piaseckiego. W czasie II wojny światowej działał w AK. Po wojnie wyjechał z Polski. Najpierw przybył do Włoch. Ostatecznie osiedlił się w Anglii. Zmarł w Londynie. Wybrane dzieła autora: "Piąty etap" (Towarzystwo Wydawnicze "Rój", 1938),"Trylogia złodziejska": "Jabłuszko", "Spojrzę ja w okno...", "Nikt nie da nam zbawienia..." (pierwsze wydanie: Instytut Literacki w Rzymie, 1946-1947),"Zapiski oficera Armii Czerwonej" (Gryf Publications, 1957),"Wieża Babel" (I-II tom, Polska Fundacja Kulturalna 1964). Żona: Jadwiga Waszkiewicz (1942-12.09.1964, jego śmierć),syn Władysław (ur. 17.06.1944).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Adam i Ewa przeczytali również

Myśl w obcęgach. Studia nad psychologią społeczeństwa Sowietów Stanisław Cat-Mackiewicz
Myśl w obcęgach. Studia nad psychologią społeczeństwa Sowietów
Stanisław Cat-Mackiewicz
Autor był człowiekiem głęboko oczytanym w tematyce Rosji; jej historii, kultury, ustroju. Co więcej, miał okazję spędzić kilkanaście dni w Zwiazku Republik Sowieckich, odbywając podróż, która pozostawiła w nim silne wrażenie. (przed 1930 rokiem). Była to wyprawa nie tylko geopolityczna, ale przede wszystkim intelektualna i psychologiczna. To dzięki niej mógł dogłębnie przyjrzeć się mechanizmom rządzącym sowieckim społeczeństwem. Sam przyznaje: • „znałem nieźle historię, literaturę, byt przedwojennej Rosji (…) konstytucję ZSRR umiałem omal nie na pamięć.(…)” Zanim wyruszył zadał sobie kilka fundamentalnych pytań, na które próbował odpowiedzieć w tej książce: 1. „Czy w razie wojny ościennej w Rosji obudzi się patriotyzm państwowy, który zacznie pomagać rządowi sowieckiemu w walce z wrogiem, cudzoziemcem, czy też przeciwnie, wybuch wijny wywoła kontrrewolucję w Rosji? 2. Czy w walce pomiędzy rosyjsko-bolszewickim centralizmem a siłami decentralistyczno-nacjonalistycznymi, zwycięży pierwszy czy też drugi? 3. Jak się przedstawiają wpływy Azji na bolszewicką Rosję? 4. Jak wygląda ra młodzież, która jest wychowana „bez żadnej moralności”, urabiania w pojęciu, że religijność jest jakimś objawem patologicznym w rodzaju histerii płciowej? 5. Jak się przedstawia sprawa rosyjskiego „palimpsestu”?” Wyruszając, postawił sobie jasny cel: • „(…) szukałem rzeczy trwałych, stałych, niezmiennych w Bolszewii.” Tymczasem, podczas podróży, odkrył, że w tym państwie: • „Wszystko jest płynne, wszystko jest względne, wszystko ulega prądowi walki rewolucyjnej, która płynie naprzód, jak rzeka podczas powodzi.” W jego oczach Związek Sowiecki był państwem pozbawionym fundamentów prawnych, jakie znała Europa: • „W państwie sowieckim nie istnieje żadna norma jurydyczna w naszym europejskim pojęciu „istnienia”, działania normy, (…) prawa cywilnego, (…) karnego i konstytucyjnego.” Zderzenie dwóch światów zachodniego i wschodniego, opisał w sposób niezwykle obrazowy: • ”Nasz świat jest światem wypoczynku, światem zabawy w politykę i tenis, światem chleba i kultury – ich świat to świat histerii, okrzyków, haseł i szamotania się z pracą.” Warto zaznaczyć, że książka po raz pierwszy została wydana w 1931 roku. Nie jest to agitka ani manifest, lecz chłodna, choć poruszająca analiza rzeczywistości. Autor miał nieprzeciętny dar trafnej obserwacji. Nie ukrywał swoich przekonań, silnych zasad monarchicznych i rzymskokatolickich. W rej książce, dążył do uczciwości i intelektualnej bezstronności. Podchodził do tematu z psychologicznego punktu widzenia. Próbował uchwycić skutek jaki wywarl eksperyment na rosyjskim narodzie. Pisał wprost: • „Jest to wielki kocioł, wrzacy rewolucją.” Na końcu książki znajduje się krótka nota, autorstwa Andrzeja Nowaka, komentarz do Pamimpsestu Stanislawa Mackiewicza. Nowak zauważa, że Mackiewicz uznawał dwa najważniejsze nieszczęścia, jakie dotknęły ludzkość; jedno to rewolucja rosyjska, a drugie – Sobór Watykański II.
lenonek - awatar lenonek
ocenił na97 miesięcy temu
Pożoga Zofia Kossak
Pożoga
Zofia Kossak
Rozflirtowane i wymuskane siostry Kossakówny, Maria - średnia choć miła dla ucha poetka i Magdalena - kąśliwa satyryczka , nazywały swą trochę starszą kuzynkę "ciotka Pożoga" - że niby taka ciągle poważna, sieriozna i rozmodlona. A jakaż mogłaby być, skoro w latach młodości, jako świeżo upieczona mężatka i mama dwóch maluchów przeszła w swym rodzinnym domu na Wołyniu prawdziwe piekło przemarszu wojsk, groźbę utraty życia własnego i rodziny, utratę majątku i gorzkie rozczarowanie polityką młodego polskiego państwa, które nie obroniło swych kresowiaków przed koszmarem pogromów. Na hasło "rzeź wołyńska" uruchamia się natychmiast sieć skojarzeń z krwawymi wydarzeniami lat czterdziestych XX wieku. Mało kto zdaje sobie sprawę, że końcówka I wojny światowej, rewolucja bolszewicka i kształtowanie nowych granic na wschodzie Polski, były nie mniej krwawe i kto wie, czy nie bardziej dramatyczne dla ponad 350 tysięcy Polaków zamieszkujących Wołyń. Nie przyszli tam znikąd, ale na prawie przyłączenia Wołynia do Królestwa Polskiego w XVI wieku. Tam była ich ojczyzna, tam żyli, tam gospodarowali i funkcjonowali w wielonarodowym tyglu Rusinów, Kozaków, Żydów, Niemców i Rosjan. Jak pisał Jacek Kurski o kresach - dwory były polskie, miasta żydowskie, a wieś ukraińska. Aż po kilkuset latach miejscowi powiedzieli - dość i zgotowali polskim panom koszmarną ścieżkę zdrowia. Kossak-Szczucka widziała na własne oczy przewalanie się niezliczonych oddziałów wojsk niemieckich, kozackich, petlurowców, zbuntowanych chłopów, bolszewików wreszcie. Była świadkiem mordów, grabieży, wypędzeń właścicieli majątków, pożarów i dewastacji. Bo najgorsze dla pisarki było pospolite demolowanie i bezmyślne niszczenie dóbr. Rozumiała pospolitą kradzież z chęci posiadania czegoś, jednak deptanie obrazów, wyrywanie desek z podłogi, plucie i rwanie drogocennych książek - wreszcie marnowanie na zatratę ukochanych, wypieszczonych koni z majątków, były ponad siły tej urodzonej w siodle koniary. Bo takie zachowania były zwyczajne dla zbolszewiałych, pijanych nienawiścią do Polaków oddziałów. Ta nienawiść zdawała się być siłą napędową tych wszystkich mordów na niewinnych, zarzynania dzieci, strzelania do kobiet. Polacy nie byli odosobnioną grupą poszkodowanych - opis żydowskiego pogromu, gdzie w jeden dzień metodycznie i starannie zarżnięto i zamęczono kilka tysięcy Żydów podnosi włosy na głowie i mrozi krew. Gdyby to była powieść historyczna - ach, chciałabym! - pomyślałabym, że Autorkę nieco poniosły wyobraźnia i ukryte sadystyczne instynkty. Niestety ta książka jest spisanym na bieżąco, bardzo emocjonalnym, lecz jednak rzetelnym i dokładnym świadectwem historii i dwuletniej gehenny naszych rodaków na wschodzie. Nie sposób też nie wspomnieć o przepięknej polszczyźnie, obrazowej w każdym opisywanym detalu - wzruszająco sielskiej i bajkowej przy opisach przyrody i spokojnego kresowego gospodarowania, dramatycznie dobitnej w obrazowaniu morderstw i wojennego zdziczenia. Jeśli dziś wydaje się nieco egzaltowana i staroświecka, to przypomnijmy sobie, że książka ma ponad sto lat, a umiejętności pisarskie Autorki kształtował jeszcze wiek dziewiętnasty. To bezcenne świadectwo historii, piękna literatura i powód do przywrócenia pamięci bardzo dzielnej i niezłomnej kobiety, świetnej pisarki, Sprawiedliwej wśród Narodów Świata, wielkiej patriotki i depozytariuszki polskości.
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na91 miesiąc temu
Lider Waldemar Łysiak
Lider
Waldemar Łysiak
Bez wątpienia (według mnie oczywiście) pisząc tę książkę Waldemar Łysiak był w świetnej formie! To jedna z najlepszych (znowu wg mnie:)) w jego dorobku. A może to temat, tak bardzo interesujący, powoduje, że taka mi się wydaje? Ta książka to istna kopalnia wiedzy o historii najnowszej Rosji (czasów Putina) oraz naszej (III RP) pełna wstrząsających (dla tych, dla których są nowością) faktów. I nie ma co zastanawiać się czy te, wydawałoby się zupełnie nieprawdopodobne sprawy, rzeczywiście się wydarzyły. Każdy kto śledzi wydarzenia na bieżąco - wie, że tak. Od razu przypomina mi się wielka awantura gdy zaczęły być ujawniane nazwiska byłych "TW" (wątek poruszony w książce) i, co gorsza, haniebna reakcja na to naszych "ludzi kultury" i celebrytów. To wtedy wyrobiłam sobie zdanie na temat tego środowiska i zraziłam do niego na zawsze. I myślę (a w każdym razie mam nadzieję),że nie tylko ja...A to tylko jeden przykład z książki...Łysiak pokazuje (przypominam - to rok 2008) historię powstania III RP i znane nam osoby ze świata mediów i polityki takie, jakie są naprawdę - a nie jak wykreowały ich wizerunek media. Dziś, dzięki wyciekom przeróżnych nagrań oraz taśm - mamy tego namacalne potwierdzenie i wiedzę dużo bogatszą! Polecam film "Kern" (można znaleźć na YOUTUBE). Dopiero po jego obejrzeniu dowiedziałam się jak niszczono niewygodnych ludzi w III RP. Większość osób zna historię córki b. marszałka sejmu tylko z idiotycznego i zakłamanego filmu "Uprowadzenie Agaty" - warto dowiedzieć się czegoś więcej... Kto chce poznać obecną Rosję chociaż trochę, a nie tylko oglądać Władimira Władimirowicza maszerującego po czerwonym dywanie w TV - zdecydowanie powinien po "Lidera" sięgnąć. Łysiak, ten znawca historii, polityki i mechanizmów działania służb specjalnych - to wspaniałe źródło wiedzy o tym kraju i procesach jakie tam zachodzą. A całe to bogactwo faktów w otoczeniu (jak to u Łysiaka) dobranych odpowiednio wierszy i wierszyków, aforyzmów (autorstwa nie tylko rożnych znanych postaci ale i autora),anegdotek oraz ciekawostek z życia postaci historycznych (i nie tylko) spoza głównego politycznego nurtu (a więc mało znanych przeciętnemu czytelnikowi) z różnych okresów historycznych. Prawdziwe oblicze "partyzantki" kierowanej przez braci Bielskich, interesująca historia kobiety szpiega, która była pierwowzorem postaci Milady z powieści "Trzej muszkieterowie" Dumasa, dzieje Emilii du Châtelet - wieloletniej przyjaciółki Woltera oraz historia nazwy misia "Teddy-bear" - to tylko niektóre z nich. Nie mogę się też oprzeć pewności, że autor pod nazwiskami wymyślonymi opisuje również osoby rzeczywiście istniejące - jak pewien powiązany z Polską profesor z Uniwersytetu w Ottawie, w książce występujący pod, jakże wiele mówiącym nazwiskiem, "Kundelka" - niedouk (a może po prostu karierowicz?) , którego szeroko znane na świecie prace historyczne cieszą się wielkim uznaniem, czy postać jednej z bohaterek - Klary Mirosz , której koneksje i sprzyjające układy pozwalają publikować prace kompletnie oderwane od rzeczywistości historycznej - za to zgodne z jej przekonaniami!. Przecież niemało obecnie jest takich "naukowców" - i to światowej sławy! Cisną mi się nazwiska, ale zmilczę... No i oczywiście , jak to u Łysiaka - morze politycznej niepoprawności - co po prostu uwielbiam! Gdyby nie fakt, że od kilkudziesięciu lat pisarz ma u mnie w biblioteczce oddzielną półkę - wstawiłabym "Lidera" pomiędzy książki z historią najnowszą - polecam wszystkim tę ucztę!
Katarzyna - awatar Katarzyna
oceniła na94 lata temu
Listy z Rosji Astolphe de Custine
Listy z Rosji
Astolphe de Custine
Opis i opinie o książce są wyczerpujące. Cóż można dodać? Listy markiza są w Polsce mało znane, dosłownie parę wzmianek w literaturze. A szkoda. Niezapomniana lektura. Moim zdaniem książka - matka, dla wszystkich późniejszych historyków. Nie twierdzę, że następcy byli plagiatorami, ale tyle razy spotykałem się z opiniami innych autorów, jakby żywcem zapożyczonych od autora. Na pewno była to lektura obowiązkowa dla każdego z nich. Wiele celnych opinii o Rosjanach i Rosji, dwa przykłady: " Rosjanie zgnili, zanim dojrzeli " " Syberia zaczyna się od Wisły " itd. itp. Jeden opis bardzo smutny, przytoczę go w całości, bo nie myślę, żeby dużo osób miało możliwość przeczytać książkę. Petersburg 1839r."... trafiłem nogą na kamień i przeczytałem na nim imię, które mnie mocno wzruszyło: Poniatowski... Królewska ofiara próżności, ten zbyt łatwowierny kochanek Katarzyny II jest pochowany tu bez żadnych należnych mu względów, ale wyzuty z majestatu korony, zachował majestat nieszczęścia. Niedole tego władcy, jego zaślepienie tak okrutnie ukarane i perfidna polityka jego wrogów zwraca uwagę wszystkich podróżnych na jego poniechany grób. " Bez komentarza. Nie, chwila ciszy. Jaki był, taki był, ale to zawsze KRÓL POLSKI. Jego ciało przeniesiono w 1938 r. do Wołczyna ( obecnie Białoruś ). Od 1995 r w Warszawie, w katedrze św, Jana. Jeśli ktoś ma ochotę przeczytać na 246 stronach niekończącej się krytyki Rosji, cara, arystokracji, chłopów, wojska ( za wyjątkiem Kozaków ) azjatyckiej mentalności, strachu, zakłamania, architektury, kultury... spokojnie, spokojnie, brak kultury to też kultura, a to tylko wstęp do wyliczanki, to znalazł swoją książkę. Polecam.
ando - awatar ando
ocenił na1011 miesięcy temu
Na skraju Imperium i inne wspomnienia Mieczysław Jałowiecki
Na skraju Imperium i inne wspomnienia
Mieczysław Jałowiecki
🖤🏇 Na skraju Imperium, czyli gawęda z siodła, dworu i własnego filtra 🏇🖤 📚 Co to jest: pierwsza część wspomnień Mieczysława Jałowieckiego — zapis świata kresowego, ziemiańskiego, carskiego i wojennego, widzianego przez człowieka, który był jednocześnie świadkiem historii i produktem własnej klasy. 🎧 Tryb lektury: częściowo czytane, częściowo słuchane w audiobooku — i tej książce to pomaga, bo Jałowiecki ma w sobie rytm gawędy. 🧠 Co zostaje najmocniej: nie tyle sama historia, ile filtr, przez który autor ją przepuszcza. ⭐ Moja ocena: 6/10 — ciekawe jako świadectwo epoki, ale dla mnie wyraźnie przecenione. To nie jest recenzja całego tomu „Na skraju Imperium i inne wspomnienia”, tylko pierwszej części — tej, która prowadzi przez kresowe dzieciństwo, rosyjskie imperium, ziemiański świat, wojnę i rozpad dawnego porządku. Jako wejście w epokę książka ma sens. Problem w tym, że nie zawsze interesujące świadectwo oznacza równie dobrą literaturę albo uczciwe rozpoznanie świata. Jałowiecki potrafi opowiadać. Ma oko do ludzi, miejsc, obyczaju i drobnych sytuacji. Czasem jedno wspomnienie odsłania więcej niż rozdział podręcznika: jak działał dwór, jak mieszały się języki, narodowości, klasy, lojalności i interesy. Najlepszy jest wtedy, gdy nie musi niczego udowadniać — tylko patrzy, zapamiętuje i opowiada. Bywa też naprawdę trafny, zwłaszcza gdy opisuje mentalność rosyjskiego imperium, moskiewski odruch władzy, chaos wojny i brutalną logikę rewolucji bolszewickiej. Tam jego nieufność często nie jest ślepym uprzedzeniem, tylko doświadczeniem człowieka, który widział, jak cienka bywa warstwa cywilizacji, gdy zaczyna pracować przemoc, strach i ideologia. Ale ten sam Jałowiecki bywa swoim największym ograniczeniem. Jego filtr jest bardzo wyczuwalny: ziemiański, klasowy, paternalistyczny, miejscami podszyty gotowymi sądami. Czasem krytyczne spojrzenie trafia w punkt, a czasem refleksja urywa się dokładnie tam, gdzie zaczynałaby być najciekawsza. Wtedy zamiast głębszego rozpoznania pojawia się szarża: trochę „my lepsi, oni gorsi”, trochę wielkopański ton, trochę przekonanie, że własny świat jest miarą wszystkich innych. I tu mam największy kłopot z zachwytami nad tą książką. Rozumiem wartość materiału historycznego. Rozumiem urok gawędy. Rozumiem też, że audiobook może ten tekst pięknie ponieść, bo dobrze czytany Jałowiecki brzmi jak świadek odchodzącego świata. Ale właśnie w tym tkwi pułapka: elegancki głos potrafi wygładzić rzeczy, które w samym tekście są dużo bardziej chropowate. Dlatego nie żałuję tej lektury, ale też nie dołączam do chóru zachwytów. „Na skraju Imperium” najbardziej cenię jako materiał do krytycznego czytania: zapis końca dawnego świata, ale też zapis mentalności człowieka, który nie stoi obok tego świata z lupą historyka. On stoi w jego środku — w dobrym płaszczu, z dobrym nazwiskiem, z dobrą pamięcią i z całym bagażem własnej klasy. 📌 Domknięcie: Warto znać, jeśli chce się zobaczyć dawny świat nie tylko w chwili rozpadu, ale też w jego własnych złudzeniach. Tylko trzeba słuchać Jałowieckiego uważnie: raz jako przenikliwego świadka, a raz jako człowieka, który sam nie widzi, jak mocno patrzy z dworu.
Endryou Poczopko - awatar Endryou Poczopko
ocenił na63 godziny temu
Lewa wolna Józef Mackiewicz
Lewa wolna
Józef Mackiewicz
BOLSZEWICY JADĄ ZMIEŚĆ DWORKI_CZYLI (PRZED)OSTATNIA OBRONA PRZEDMURZA CHRZEŚCIJAŃSTWA PRZED HIPERBOREJCZYKAMI Słowa są dla niekomunistów. A dla komunistów liczą się tylko czyny. _ Lance do boju, szable w dłoń, bolszewika goń, goń, goń! ZAPOMNIANE WOJNY… Polska dworkowo-folwarczno-katolicka to właśnie ta Polska, którą mamy na myśli, gdy myślimy o Polsce. Choćby nie wiem jak starali się pomorzanie, poznaniacy, ślązacy, nawet krakusy i warszawiacy to myśląc o Polaku literackim(Panu Tadeuszu, Kmicicu, Witoldo, Cezarym Baryce, mój Boże, u nas nawet „czerwony” był szlachcicem),myślisz o „synu właściciela niewielkiego folwarku” prawdopodobnie z Wołynia, Podlasia, Nowogrodczyzny, Wileńszczyzny czy Bóg wie z jakich „obwarzanków”. W 1920 roku starcie z imperium ocaliło polską obecność na Kresach (częściowo, tragedie „zostałych” opowiadają dzieje „Nadberezyńców”). Wojna 1920 była dalszą częścią ustalenia porządków w tej gorszej Europie (dlatego Borodziej i Górny napisali „Naszą Wojnę. 1912-1923”). Było to starcie ideologii nowoczesnych: „białych” nacjonalistów polskich, ukraińskich (Petlura),litewskich, fińskich, kozackich(„Cichy Don” opowiada historię państwa, które nie powstało),a przede wszystkim rosyjskich(Denikin, Judenicz, Kołczak etc.) i „czerwonych” komunistów w tle zaś walczyli „zieloni”(lokalni watażkowie tacy jak słynny Machno czy obecny na kartach powieści Bułak-Bułatowicz, w którego szeregi zaciągnie się jeden z bohaterów). Idea rewolucji starła się z ideą państwa narodowego. Starcie odbywało się na gruzach imperiów rosyjskiego i niemieckiego ( choć duża część tych starć nosi nazwę „wojny domowej w Rosji 1917-1923). Biali byli „reakcją” na rewolucję, pełni dawnych przesądów wobec Żydów i małych państw narodowych (od Gruzji po Estonię). Doskonale w wersji faktograficznej wykorzystanie tej przewagi przez komunistów pokazuje książka „Ósmy kontynent” Wojciecha Zajączkowskiego. Po stronie „białych” polskich (komuniści nazywali ich białopolakami) istnieli jednak i ludowcy, i socjaliści, i nacjonaliści. Po stronie „czerwonych” byli komuniści, mniejszości narodowe i wszelkiej maści biedota, proletariat wielkich zakładów oraz ci inteligencji, którzy uwierzyli w socjalizm itp. Mackiewicz pokazuje jak „czerwona” Warszawa czekała na bolszewików, pokazuje też jak biedota folwarczna tylko czekała na łupy z opuszczonych folwarków. Dlatego ruch „czerwonych” jako ruch ponadnarodowy mógł wnikać i włączać narody (dlatego też pewnie część Żydów jako naród niepaństwowy widziała w „czerwonych” swoich bohaterów, takim niewątpliwym bohaterem był Lew Trocki, czy Karol Radek, dla polskiej biedoty i tej części inteligencji „lewicującej” byli też bohaterowie komunistyczni jak Dzierżyński, czy Marchlewski). Wszystko zaczyna się w jednym gimnazjum, z którego los, historia, natura lub Bóg wie, co rzuca „młodych” na każdą stronę. Jedni idą w sowiety, a inni w husarzy, a jeszcze inni do „zielonego” Bułaka… a jeszcze inni robią interesy na czarnym rynku, handlując kokainą i k….w burdelach. Mackiewicz jest antykomunistą, ale „Lewa wolna” to nie jest kolejny panegiryk na „Wodzu, prowadź na Wilno”. W pokoleniu wychowanym w II RP nie wszyscy byli wyznawcami marszałka Piłsudzkiego. Na kartach powieści Piłsudzki to bezwzględny mruk, który wierzy tylko w swoją intuicję (kto nie jest bezwzględny ten ginie w czasie wojny, na wojnie slow thinking is bad idea). Grabski i endecy podpisują haniebny traktat ryski, w momencie kiedy można było zlikwidować komunizm, tę hydrę XX wieku. „Lewa wolna” to nie jest laurka dla II RP, a raczej opis „mądrego po szkodzie” (autor pisał niemal pół wieku po wydarzeniach). Nowoczesną wojnę ciężko było przeżyć „normalnie”. Większość żołnierzy w jakiś sposób się odurzała. Wysoki stres potyczek rekompensowano sobie kokainą, wódką i seksem. Tę atmosferę poluzowania obyczajów, oddaje Mackiewicz znakomicie (Na pytanie co robi Karol z Zosią, ich pokojówka odpowiada: śpią ze sobą. Oto duch nowych czasów, koniec pruderii doby ancien regime’ów). Najlepiej jednak oddaje Mackiewicz śmierć żołnierzy na wojnie. Nie wywyższa jej tylko werystycznie pokazuje jako część całego spektaklu, ciach, po człowieku, opis ran, krew, jedziemy dalej. Cywile, jak to się mówiło w prozie Tomasza Manna o osobach nie-wojennych, nie są przyzwyczajeni do śmierci bez uroczystości, bez splendoru. Wojna odbywa się wulgarnie, nikt nie śpiewa raczej „O mój rozmarynie”. ” - A jaka ona, z wyglądu, ta rewolucja? - Taka sobie pinda, jeszcze ładniejsza od ciebie. - Młody ty cham, jeszcze. - To po co pytasz młodego. Pytaj starego.” WINTOWT CZYLI INNE UKĄSZENIE PRZEZ KOMUNIZM Najpierw postać diabła. Wintowta werbuje osoba opisana tak: Przyjął go młody brunet ubrany w modną kurtkę skórzaną, rozparty za stołem, na którym były tylko plamy atramentu i nadtłuczony spodek służący za popielniczkę. Papierosy i czarna skóra, inteligent. Diabeł zapisuje, ale dlaczego Janek Wintownt przyjmuje zaproszenie? Ten „łagodny, zawsze grzeczny, raczej uśmiechnięty” chłopak z sąsiedztwa? W rozmowie z innym tłumaczy to sentymentem do ludu i solidarnością z nim. - Co mnie pociągnęło? Bo ja wiem... Trudno zdefiniować. Jakaś wspólnota z czasów poprzedniej służby, z żołnierzem. Sentyment do rosyjskiego ludu. Nie wiem dlaczego, ale poczułem się z nim, z jego losem związany. Zachciało mi się go dzielić, nie? - Ty rzuć to - mówił Amoriakin. - Przede wszystkim wszelki sentyment. To nie na miejscu. Obrałeś fałszywe podejście. I w ogóle, i w szczególe. Nasza dziś główna podpora to "strzelcy łotewscy", to "międzynarodowa brygada". Węgrzy, o! Żydzi. To prawdziwa gwardia rewolucji. A naród rosyjski gówno psie. Nie zawracaj nim sobie głowy. Nawóz, na którym dopiero sadzić będziemy. - Na gównie psim niczego się nie sadzi - uśmiechnął się dobrodusznie Wintowt. - Ja rolnik z urodzenia. - A ty mnie za słowa nie łap. - A słowa twojej propagandy, jak tłumaczyć w takim razie? - Jak?! Słowa są dla niekomunistów. A dla komunistów liczą się tylko czyny. Ot jak. Tak i trzeba. Inaczej nas powyrzynają i o zdrowie nie zapytają. Amoriakin pokazuje siłę komunistów, wyjaśnia dlaczego wygrali. Czyny, czyny, czyny. Słowa są dla niekomunistów. Liczy się skutek. Na kartach „Lewej wolnej” nie znajdujemy za dużo liberałów, owych chwalców procedur („środków”). Liczy się albo Polska, albo Rewolucja. A rewolucja w swojej bezwzględności łamie każde procedury. System zakładników, przykładowo, przeczy zasadzie odpowiedzialności indywidualnej za czyn. Rewolucja tłamsi podstawowe zasady „cywilizacji”. Logika wojny jest nieubłaganna, bezwględna: Żydzi trafiają na stronę komunizmu ( a raczej trafią do mitu „żydokumuny”),Polacy na stronę reakcji ( a raczej na usługi „kapitalistów i faszystów”). Nieważne, że mamy paletę postaci żydowskich różnego rodzaju, Żydzi stają się komunistami, bo komunistami są Radek, Trocki i Kamieniew. Takim komunistą jest powieściowy Wolsof, przyjaciel Wintowta (zauważyć należy, że polscy ułani nie „kolegują” się z Żydami, co jest równie wymowne). Efektem stereotypów jest pogrom piński, który krwawo zaznacza przyjście Polaków na Polesie. NIEPODLEGOŚĆ BIAŁORUSI Na kartach powieści pojawia się często „zielony” oddział Bułak-Bałachowicza, który po pokoju ryskim próbował walczyć jeszcze o pierwszą niepodległość Białorusi, jednak został opuszczony i musiał wrócić na polską łaskę. Bolszewicy próbowali go potajemnie zabić, jednak przez przypadek kula dosięgła brata. Wojna polsko-bolszewicka toczyła się o tereny dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego, tworu który panował na tych ziemiach od późnego średniowiecza do końca XVIIII wieku (pół tysiąclecia). Wojna polsko-bolszewicka na gruzach imperium carów była wiosną narodów, ale nie wszystkie narody wyszły z niej z swoją państwowością pod swoim liderem, jak Polska Piłsudzkiego, nie było Białorusi Bułaka, Ukrainy Petlury, ani Donu Krasnowa. Rosja sowiecka zgniotła ich zarzewie „czerwonym terrorem”. Z drugiej strony konfliktu, Izaak Babel, widząc morderstwa na jeńcach, nie miał wątpliwości pisząc: „jąkąż to wolność przynosimy, okropieństwo”. Zabijanie jeńców wojennych było znane po obu stronach (vide: polskie relacje Świtalskiego i Kukiela, zob. Chwalba, s.311),jednak to, co po polskie stronie było zbrodnią, po drugiej stronie stawało się zasadą działań. Skuteczną, i mroczną zarazem. LEKTURKI: Nasza wojna: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4988138/nasza-wojna Ósmy kontynent: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4897520/rosja-i-narody-osmy-kontynent-szkic-dziejow-eurazji Chwalba: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4931290/przegrane-zwyciestwo-wojna-polsko-bolszewicka-1918-1920 Ostatnie rozmyślania o „Zniewolonym umyśle”: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/zniewolony-umysl-przedmowa-timothy-snyder/opinia/88699797 Z perspektywy Armii Czerwonej (Izaaka Babla): https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4986756/konarmia Z perspektywy Mazowsza: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4975949/mazowsze-polnocne-podczas-najazdu-bolszewickiego-1920-roku Z perspektywy Rembeka: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4971475/w-polu Z perspektywy Berezyny: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/86536/nadberezyncy Z perspektywy Kozaków: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/52865/cichy-don-tom-1
prej7 - awatar prej7
ocenił na611 miesięcy temu
Kontra Józef Mackiewicz
Kontra
Józef Mackiewicz
Są dwie prawdy, mówi Mackiewicz we wstępie do Kontry: obiektywna i propagandowa. Obie istnieją równolegle, płyną jakby dwiema nurtami w jednej rzece. Ale tylko ta pierwsza, zdaje się mówić Mackiewicz, jest naprawdę ciekawa, tylko nią warto się zajmować. Bo tylko ona daje pełny obraz. I tylko ona jest niewygodna dla każdego. Kontra, jedna z najlepszych powieści Mackiewicza, rozpoczyna się niemal mistycznie: od burzy śnieżnej, z której stopniowo zacznie wyłaniać się wspomniana wcześniej prawda, oraz przepowiedni. Aleksander Kolcow urodził się w naddońskim chutorze Jaglickim, w wyjątkowo burzliwą noc zimową roku 1860. Opowiadano, że śnieżna zawieja zlała się z niebem tak dokładnie, że człowiek, który wychodził z chaty, widział przed sobą tylko drgającą w szaleństwie ścianę śniegu i nie mógł dojrzeć niczego więcej nawet na odległość zgiętej ręki. Było wiele kłopotu z przeprowadzeniem z trzeciego po sąsiedztwie domu baby znającej się na akuszerstwie. W stepie zasypało kompletnie ciągnący tabor kupiecki, i ponoć trupy ludzi i koni znaleziono dopiero na wiosnę. Czy była to legenda, czy prawda, trudno było ustalić, gdyż dokładnego miejsca katastrofy nikt nie umiał wskazać. Faktem jest jednak, że burza śnieżna trwała trzy dni i trzy noce, a człowiek biegły w odczytywaniu znaków na niebie i ziemi, sąsiad Tymoteusz Osmuchin, już wtedy przepowiadał nowonarodzonemu Aleksandrowi burzliwe życie i burzliwy koniec. (s. 13) Parafrazując Mackiewicza: gdyby Aleksander Kolcow żył do dzisiaj, miałby, wzorem biblijnych patriarchów, 164 lata. Ale nie żyje od 1 czerwca 1945, “na skutek wypadków zaszłych w austriackim miasteczku Lienz, w dolinie rzeki Drawy” (s. 10). A skąd to Kozak, rodem znad Donu, wziął się u licha w 1945 roku w Austrii, zamiast spokojnie żyć w swoim chutorze? Odpowiedź jest krótka, może dla niektórych dziwna – otóż zagnał go tam wiek XX. Razem z około trzydziestoma tysiącami innych Kozaków – wojskowych, cywilów. Bardziej precyzyjnie: w Rosji wybuchła rewolucja. A Kozacy, jako ludzie ceniący sobie wolność i niezależność, o czym mogli się przekonać polscy panowie już w wieku XVII, niezbyt polubili się z bolszewikami. Zniechęceni (łagodne określenie) życiem w czerwonym ustroju, czekali tylko okazji na kontrrewolucję. Okazja nadarzyła się dość szybko, bo już w 1941. Wtedy zdecydowali, że najlepiej będzie stanąć po stronie III Rzeszy i w ten sposób rozprawić się z bolszewizmem. Moglibyśmy dzisiaj powiedzieć, że dopuścili się kolaboracji, więc z jakiego powodu mamy ich szanować, a tym bardziej o nich czytać? Twierdzenie o kolaboracji jest jednak zwyczajnym nadużyciem. Prawda nie jest tak prosta, mówi Mackiewicz, jak mogłoby się wydawać. Otóż Kozacy nie byli ślepi, widzieli działania Niemców, znali ich stosunek do samych siebie, wiedzieli, że są używani w sposób instrumentalny, że są potrzebni jako chwilowy sojusznik, ale niepotrzebni jako wolni ludzie. Ich postawę można określić krótko: przeciwko bolszewikom i bolszewizmowi to sprzymierzymy się choćby i z samym diabłem (co nadal nie zmienia faktu, że Mackiewicz jest mistrzem ukazywania różnic w ludzkich postawach, dlatego daleko mu do tępego propagandzisty, którego stać tylko na oczywiste “Bolszewika goń, goń, goń!”; owa wielość postaw oraz niuansowania sprawiają, że Mackiewiczowi blisko do chociażby Dostojewskiego). Mackiewicz chyba trafnie oddaje klimat tamtych czasów: — Wojna! Słyszeliście: wojna! Co za szczęście nie do wiary! Nie tylko w turniach, więzieniach, łagrach, izolatorach, katorgach i kazamatach. W miastach i kołchozach ludzie stawali z twarzą zwróconą na Zachód wpatrzeni w nadchodzącą wojnę, jakby oczekiwali od niej cudu. Po dwudziestu czterech latach niewoli – czekali wyzwolenia. Po dwudziestu czterech latach bolszewizmu – czekali jego końca. Wszystko jedno kto: zły, czy dobry, lewy czy prawy, Hitler czy Churchill, byle każdy kto pierwszy wypowie słowo: „wojna”. Byli tacy co budowali bramy triumfalne. Zrywali na łąkach kwiaty. Przyjmowali zwycięzców chlebem i solą. Nie Niemców, nie Anglików, nie Francuzów. Japończyków, czy Murzynów… Oni witali: wojnę! (s. 55) W ten sposób Kozacy, przydzieleni do armii niemieckiej, zaczynają walczyć tam, gdzie są akurat potrzebni. Dodam jeszcze, na co wskazuje także Mackiewicz, że prawda nie jest tak prosta, jak mogłoby się wydawać. A swoją epopeję wojenną kończą w północnych Włoszech, skąd już tylko mały krok do Austrii i ich ponurego końca. Żeby już nie przedłużać: na mocy ugody zawartej między Brytyjczykami stacjonującymi w południowej Austrii a Związkiem Radzieckim, około 30 tysięcy Kozaków walczących po stronie niemieckiej, w nomenklaturze radzieckiej: kontrrewolucjonistów, zostało deportowanym z powrotem do Rosji. Nieliczni, którym udało się pozostać na Zachodzie, to tzw. biali emigranci, którzy nigdy nie byli obywatelami ZSRR. Albo ci, którzy jak Mitia Kolcow, syn Aleksandra Kolcowa, mieli po prostu szczęście i na przykład zajmowali się pozostałymi po Kozakach końmi. Co się stało z rodziną Kolcowych, której dzieje, splecione z losem Kozaków, obserwujemy przez całą powieść? Najkrócej, żeby nie ujawnić za dużo: ich życie wlało się w nurt XX wieku i prawie żadne z nich, rozrzuconych po całej Europie jak liście na wietrze, nie umarło śmiercią naturalną. Co się stało z kozackimi oficerami? Powieszeni. Wyłącznie za to, że nie chcieli uznać nowej władzy. I o ile na powieściową wywózkę oficerów do ZSRR (a także ich późniejsze losy) składają się obrazy przejmujące do głębi, tragiczne wręcz, tak apogeum Mackiewicz osiąga obrazując dramat cywilów. Nagle, na dany rozkaz, żołnierze rzucili się w tłum, rozrywając łańcuch rąk i bijąc kolbami i pałkami po obnażonych do modlitwy głowach, po plecach, ramionach, po twarzach. Od razu zrobiło się zamieszanie, powstała panika. Wśród krzyków i lamentu deptano i zadeptywano się wzajemnie. Tłum cofając się zaczął napierać na parkan odgraniczający obóz od pola. Parkan runął pod naciskiem. Ale na polu też stały czołgi. Żołnierze strzelali na postrach nie w górę, a pod nogi. Zbitych i okrwawionych chwytano i wleczono do ciężarówek. Jednocześnie w innych obozowiskach również rozległy się strzały. Ludzie rzucali się na oślep, uciekali w lasy. skakali do rzeki. A rzeka była wezbrana. W powszechnym tumulcie rozbiegły się po dolinie tabuny koni. Miejscowi mieszkańcy żegnali się początkowo nabożnie, gdy jednak ktoś zrobił początek, wielu rzuciło się grabić opustoszałe namioty, łapać konie, zabierać bydło. Wzburzenie doszło do punktu kulminacyjnego. Księża katoliccy kazali bić w dzwony po kościołach i nawoływali ludność do zaprzestania hańbiącej grabieży. Na wieży kościelnej w pobliskim Dolsach pojawiła się czarna chorągiew. Anglicy kazali ją zerwać. Główna masa Kozaków zgrupowana w Peggetz, cofając się przed zbrojnymi żołnierzami, usiłowała jeszcze wyrywać Z ich rąk tych, których już schwytali. Wtedy to padł pierwszy Kozak doński przebity bagnetem. Tłum odpłynął na chwilę i odsłonił ołtarze. Duchowny odwrócił się i wyciągnął ku żołnierzom Ewangelię, ale piechur 8-go batalionu wytrącił mu ją bagnetem z ręki. Jeden z Kubańców zasłonił się ikoną Matki Boskiej, otrzymał jednak cios w skroń i skóra wraz z włosami zwisła mu na ucho. Trzeci próbował parować cios chorągwią św. Mikołaja Cudotwórcy. Istotnie, uderzenie pałki zerwało tylko materiał, i wdeptało Mikołaja Cudotwórcę w błoto, ale Kozak uszedł cało. (ss. 191-192) Te obrazy są szokujące i chyba na zawsze pozostaną w czytelniczej pamięci. Bo chociaż wszystkie są do siebie podobne – dla mnie, w miarę obeznanego z historią – to każdy z nich jest straszny i przypomina o prostej prawdzie wojny: najbardziej zawsze cierpią ci, którzy się bronić nie mogą. Tym bardziej szokuje jeszcze co innego. Tuż po wojnie i dużo później, nawet do dzisiaj, sympatie radzieckie i komunistyczne były (i są) silne w Europie. Entuzjazm udzielił się wszystkim demokracjom zachodnim, z których rekrutowało się mnóstwo pożytecznych idiotów, co to nie dowierzali chociażby w istnienie systemu Gułagu. Niemniej i tak ten fragment z końcowych stron brzmi jak ponury żart – zwłaszcza, że następuje zaraz po informacji o rozstrzelanych “kolaboranckich” przywódcach kozackich: “W tym samym czasie na listę komunistyczną podczas wyborów 1946 we Francji, głosowało 30,5% całej ludności. We Włoszech podczas wyborów 1948 głosowało na listę komunistów 31% całej ludności”. (s. 259) — Demokracja?!!! — Pułkownik gwałtownie zatoczył wokół ręką. — Ma pan tę swoją „demokrację”! Pilnuje w tej chwili drutów kolczastych. Ja pytam: czy za czasów tak zwanej ,,najczarniejszej reakcji” można by było postąpić w ten sposób z tysiącami oficerów, politycznych bojowników jakiejś idei, którzy proszą o azyl! Jak z nami postąpiono? I to postąpiła „najdoskonalsza demokracja w Europie” ta właśnie, wychwalana angielska?! (s. 183) Z perspektywy lat powojennych (czyli z naszej perspektywy),zawarta w powieści i zapewne autentyczna historycznie pewność Kozaków, że Zachód, ze swoimi wartościami, z chrześcijaństwem, stanowiący całkowite zaprzeczenie komunizmu i Rosji sowieckiej, nie pozwoli, żeby ktokolwiek jęczał w radzieckiej niewoli jest zwyczajnie smutna i gorzka. Zachód ich zostawił, podobnie jak zostawił nas w 1939, jak pozwolił na obcięcie Kresów w 1943, jak nas sprzedał Stalinowi w 1945 w Jałcie i Poczdamie. Że za mocne słowo, że “sprzedał” to przesada, bo przecież Polska się odrodziła? Jasne, pod radzieckim butem (gdyby ktoś zapomniał),a ze skutkami owego “odrodzenia” musimy się zmagać do dzisiaj. Kiedy w grę wchodzą wielkie interesa, sentymenty przestają się liczyć. Pozostaje twarda, realna polityka, odarta z jakiegokolwiek romantyzmu. I twarde, nieubłagane prawidła historyczne. Przykłady tak zwanej wierności Zachodu swoim wartościom i swoim sojusznikom można mnożyć, w historii było ich mnóstwo. Nic się w tej kwestii nie zmieniło i nie zmieni. Zachód nie widział nic zdrożnego w obściskiwaniu się z Putinem i hojnemu słaniu pieniędzy choćby za gaz, bo Putin potrzebował pieniążków na wojnę z Gruzją, z Ukrainą… Mówiąc Mackiewiczem: Zachód też ma na rękach krew ukraińskich dzieci. I dalej Mackiewiczem: ale przecież nie musi to psuć naszego dobrego samopoczucia. Mamy Unię Europejską, jesteśmy w NATO. Zachód na pewno nas nie zostawi w razie potrzeby. Na pewno… Na koniec zostawiłem dłuższy cytat, swego rodzaju receptę, którą Mackiewicz zostawił wszystkim swoim czytelnikom. Sposób, na przetrwanie w świecie opresji, absurdu, zdrady, fałszu, totalitaryzmu, faszyzmu, komunizmu… — Śmiechem — powiedział — wy mnie ust nie zamkniecie. Dmitrij AIeksandrowicz. Ty bardzo ważne postawiłeś pytanie. Z bolszewikami gadać nie można, a fakt, że tacy sami ludzie jak my. Więc co z tego za wniosek? Dla mnie jasny: że nie ludzie winni, a ustrój. Ot i cała filozofia. A także i całe porównanie z ustrojem poza sowieckim. Bo tu gadać wolno. A teraz widzisz różnicę? — Gadać! Dużo ty, inni, mają z tego gadania! — Dużo-niedużo, a od tego zależy wszystko. Nie od takiego, czy innego prawa do życia, a od prawa do gadania. Nie żeby zaraz skutek jaki był. Czasem lata przejdą, a czasem dużo lat. Ale ludzie spostrzegają swoje błędy, naprawiają swoje błędy. Nie od maszyn to idzie, bracia, nie od wynalazków takich czy innych. A od gadania. U nas stare przysłowie mówiło: “Język i do Kijowa doprowadzi”. To może przed bardzo dawnymi wiekami to przysłowie wymyślono, a Kijów znaczył w nim niby cel. Także samo i teraz: gadaniem, a w końcu dojdziesz do prawdy. Tą, czy inną drogą. Bo wolność gadania to znaczy wolność wyboru, żeby tam nie wiem jaka w tej chwili działa się krzywda, i komu. Ale gadać o niej wolno. Ot, co jest najważniejsze. Ale dopiero tam, gdzie gadać zabroniono, gdzie: nie-ma-gadania! Aaa… wtedy dopiero, bracia, nie można mieć nadziei. (ss. 267-268)
ZaMałoRegałów - awatar ZaMałoRegałów
ocenił na81 rok temu

Cytaty z książki Adam i Ewa

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Adam i Ewa