Tkanki

Okładka książki Tkanki autora Dominika van Eijkelenborg, 9788365601865
Logo Lubimyczytac Patronat
Logo Lubimyczytac Patronat
Okładka książki Tkanki
Dominika van Eijkelenborg Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece literatura piękna
449 str. 7 godz. 29 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2018-02-16
Data 1. wyd. pol.:
2018-02-16
Liczba stron:
449
Czas czytania
7 godz. 29 min.
Język:
polski
ISBN:
9788365601865
Średnia ocen

7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Tkanki w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Tkanki i



Przeczytane 181 Opinie 2 Oficjalne recenzje 48

Opinia społeczności książki Tkankii



Książki 962 Opinie 743

Oceny książki Tkanki

Średnia ocen
7,1 / 10
468 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Tkanki

avatar
301
183

Na półkach: , ,

To spokojna, wyważona opowieść, która momentami naprawdę potrafi wciągnąć, przytrzymać w napięciu, a nawet wzruszyć. Nawet jeśli fabularnie wszystko zmierza w dość przewidywalnym kierunku, sam koncept jest bardzo ciekawy, a przeplatające się perspektywy bohaterów sprawiają, że relacje między postaciami wydają się bardziej autentyczne i naturalne.

To spokojna, wyważona opowieść, która momentami naprawdę potrafi wciągnąć, przytrzymać w napięciu, a nawet wzruszyć. Nawet jeśli fabularnie wszystko zmierza w dość przewidywalnym kierunku, sam koncept jest bardzo ciekawy, a przeplatające się perspektywy bohaterów sprawiają, że relacje między postaciami wydają się bardziej autentyczne i naturalne.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
434
353

Na półkach: ,

REWELACJA :) Niby spokojna fabuła, niby niewiele się dzieje, żadnych zwrotów akcji a masa emocji. Na każdej stronie.
A może tylko na mnie tak działała powieść Dominiki, że czytałam ją z zapartym tchem i jakimś niepokojem gdzieś głęboko ukrytym...

REWELACJA :) Niby spokojna fabuła, niby niewiele się dzieje, żadnych zwrotów akcji a masa emocji. Na każdej stronie.
A może tylko na mnie tak działała powieść Dominiki, że czytałam ją z zapartym tchem i jakimś niepokojem gdzieś głęboko ukrytym...

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
140
76

Na półkach: ,

✅ Miłość matki do córki – pokazana z czułością, a jednak bez przesłodzenia. Ta kobieta była gotowa oddać wszystko, a gdy sytuacja zaczęła ją przerastać i granica między miłością a obsesją zaczęła się zacierać… potrafiła się zatrzymać. I za to ogromny plus dla autorki — nie wpadła w pułapkę przesady.

✅ Nie było też tak, jak w innych „thrillerach”, że autor ciągle naprowadza na trop czegoś i coś insynuuje, praktycznie rozpieprzając całą fabułę, bo na przykład po jednym rozdziale już wiem, jakie będzie zakończenie. Tutaj było wspomniane raz na jakiś czas, że coś tu nie gra, ale dopiero gdzieś przy końcu książki. Naprawdę nie spodziewałam się takiego zakończenia — nie było może efektu „wow” ani wielkiego zaskoczenia, ale ja na to nie wpadłam.

✅ Relacja brata bliźniaka z zmarłą siostrą również mnie urzekła 🥺 Możemy tu przeżyć historię nie tylko osoby po przeszczepie serca, ale również mamy sporo informacji o życiu dawcy. O tym, jak najbliżsi radzą sobie z tym wszystkim.

❌✅ Nie byłabym jednak sobą, gdyby coś mnie nie wkurzyło! 😤 Momentami miałam wrażenie, że autorka nie do końca wiedziała, jak popchnąć fabułę dalej... i chyba tylko tyle mam do zarzucenia.

PS. Nawet wzruszyła mnie ta książka, ale to nie wiem, czy to wina książki, czy moich słabszych dni.

✅ Miłość matki do córki – pokazana z czułością, a jednak bez przesłodzenia. Ta kobieta była gotowa oddać wszystko, a gdy sytuacja zaczęła ją przerastać i granica między miłością a obsesją zaczęła się zacierać… potrafiła się zatrzymać. I za to ogromny plus dla autorki — nie wpadła w pułapkę przesady.

✅ Nie było też tak, jak w innych „thrillerach”, że autor ciągle naprowadza...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1265 użytkowników ma tytuł Tkanki na półkach głównych
  • 693
  • 564
  • 8
249 użytkowników ma tytuł Tkanki na półkach dodatkowych
  • 144
  • 50
  • 17
  • 14
  • 10
  • 7
  • 7

Tagi i tematy do książki Tkanki

Inne książki autora

Dominika van Eijkelenborg
Dominika van Eijkelenborg
Dominika van Eijkelenborg pochodzi z Suwalszczyzny, studiowała i pracowała w Krakowie, a obecnie mieszka w Holandii. Z wykształcenia jest pedagogiem, z zamiłowania łuczniczką i entuzjastką jogi, a z wymarzenia pisarką. Cierpi na chroniczną nadpobudliwość w sferze marzeń. Realizuje się jako mama dwóch córek - owoców szalonego romansu, który przerodził się w wielką miłość i zawiódł ją do Holandii, gdzie mieszka w niewielkim, uroczym domku z czerwonym dachem.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Martwa jesteś piękna Belinda Bauer
Martwa jesteś piękna
Belinda Bauer
"Martwa jesteś piękna" Belinda Bauer 🌼 Jest to powieść, która niezwykle mnie zaskoczyła. Początkowo sprawiała wrażenie, niczym niewyróżniającego się thrilleru. Typowo schematyczna książka kryminalna z wątkiem dziennikarskim. Lecz, im dalej zagłębiałam się w powieść, tym coraz bardziej zachwycałam się fabułą. Książka opowiada o Evie Singer, która była reporterką kryminalną. Jej kariera zawodowa utknęła w martwym punkcie i szukała sprawy, która zachwyci mnóstwo widzów. Padło na zabójstwo rozegrane w wielkim biurowcu. Nie wyróżniało się na tle innych zbrodni, ale obeszło się szumem w całym mieście. Wszystko szło z górki, póki morderca nie zaczął kontaktować się z kobietą. Starał się manipulować reportażami, a z każdą kolejną zbrodnią oczekiwał większej uwagi. Nie uważał, że robi coś złego. Oczekiwał tylko uznania i widowni. Swoje zbrodnie reklamował jako wystawy, były to dla niego godne uznania sztuki. Pragnął, by każdy mógł odczuć piękno umierania. Najciekawszym wątkiem jest stawianie Evy w dość specyficznej sytuacji. Morderca stara się wydobyć z niej, jej najskrytsze myśli oraz uczucia. Stara się udowodnić, że popełnione przez niego zbrodnie nie są niczym złym, a nawet niosą za sobą pozytywne skutki. Zaprasza dziennikarkę na swoje wystawy i oczekuje od niej zrozumienia. Książka zdecydowanie jest warta uwagi. Wyróżnia się na tle innych kryminalnych powieści i genialnie wciąga czytającego. Bardzo ciekawym zabiegiem jest to, że fabuła nie skupia się głównie na mordercy, nie jesteśmy w stanie bliżej go poznać i odczuć jego prawdziwych intencji. Wszystko obraca się wokół dziennikarki i oddziaływania zabójcy na jej umysł.
Aleksandra vv - awatar Aleksandra vv
ocenił na87 miesięcy temu
13 minut Sarah Pinborough
13 minut
Sarah Pinborough
Trzynaście minut... byłaś martwa przez prawie kwadrans, a teraz musisz na nowo poskładać życie. Niemalże utonęłaś w lodowatej rzece, co przecież nie przydarza się dziewczynom takim jak Ty – najpopularniejszym w szkole, nadającym rytm wyselekcjonowanej ekipie, zawsze modnie ubranym i trwoniącym pieniądze na zachcianki. Młode kobiety, zawiadujące elitą trójcy Barbie, nie łapią chciwie powietrza w ciągu nocy, przypominając sobie jak gałęzie raniły ich ciało, a rwący nurt próbował porwać je w swoje objęcia na zawsze. Co poszło nie tak? Co pamiętasz? Co naprawdę pamiętasz?! Dlaczego inteligentny strateg i śmiała towarzyska planistka znalazła się porzucona w wodzie niemalże bez życia w samym środku nocy? “Możemy się od siebie różnić - my, trzy przyjaciółki - ale wszystkie kochamy teatr, w życiu i na scenie. Uwielbiamy szkolne przedstawienia. Tam się spełniamy.” Natasha, Jenny i Hayley. Elitarna świta - królowa szkoły i jej dwie przyboczne. Jesteś tą pierwszą, warunkiem sine qua non, przywódcą wciąż wyznaczającym trendy i podejmującym decyzje, choć przez trzynaście minut nie byłaś niczym. Wyłowiona z rzeki w ostatnim momencie, próbujesz przypomnieć sobie, jak w ogóle się tam znalazłaś. Żadnych panicznych kroków - wszak nie wiadomo, kto jest odpowiedzialny za doprowadzenie do niedoszłej zbrodni. Czy w ogóle jakaś była zamierzona? Licealny zamach stanu na kogoś, komu można jedynie zazdrościć? Choć... czy aby na pewno? Będąc zawsze na świeczniku; stojąc nieprzerwanie w świetle reflektorów, obnażającym wszystkie blaski i cienie, wklęśnięcia i wypukłości, piękno oraz brzydotę... również można poczuć się zmęczonym. Zmaltretowanym wieczną grą, ułudą i dostosowywaniem entej wersji siebie do tego co wypada, wolno i ludzie powiedzą. Współczuć nie można zaś komuś, kto sam wybrał a przy tym w znacznej części wykreował swój los... popełniwszy przy tym tylko jeden błąd. Trzynaście minut... “Piękny granat, ale czerń mnie przerażała. Zamknęłam oczy. Ta czerń była jeszcze gorsza - znajdowała się we mnie. W mojej głowie. Zjadała mnie. Trzynaście zakrętów na drodze. Trzynaście minut śmierci.” Pewnego dnia zniknęły Twoje piękne ciemne włosy, rozjaśnione na sztucznie platynowy blond. Wyćwiczyłaś nadprogramowe kilogramy, a posiłki przemieniły się w skubanie sałaty i przesuwanie dawniej lubianego jedzenia po talerzu. Perfekcyjna. Musisz być idealna. W końcu bez Ciebie... szkoła może i dalej by istniała, ale nie miałby kto nadawać jej rytmu i lśnić szczerozłoto jak król. Wszyscy rozstępują się przed trójką Barbie na korytarzu, zupełnie niczym woda przed pewnym biblijnym – o tak, dokładnie tak miało to wyglądać. Na to pracowałaś. Przewodzisz orszakowi, idąc po środku i o krok przed nim. Z tyłu po lewej wizualna kopia numer jeden, Jenny. Trzpiotka chichotka, mentalna idiotka, definitywnie wydymka. Idealny potakiwacz o niezaprzeczalnych walorach aparycyjnych. Cóż, każdy ma choć małą zaletę. Po prawej kroczy druga kalka imieniem Hayley – wybitne osiągnięcia w sporcie, dobre wyniki w nauce, kawałek jeszcze niezepsutego serca. Przeciwwaga tej pierwszej, bo... jako ktoś ponadprzeciętny nie lubisz się nudzić. Świat, nawet twój Barbie-świat, pełna blichtru i plastiku rzeczywistość, nie zniósłby obok siebie dwóch Jenny. Nie zawsze zresztą złożone przez Ciebie trio wyglądało w ten sposób. Dawniej zamiast prawej przybocznej na Twojej orbicie majaczyła jedynie Rebecca – pierwsza prawdziwa przyjaciółka. Taka od piaskownicy, dorastania, blasków z cieniami oraz radościo-słabości. Ta, której pozbyłaś się, jak tylko przestała wizualnie i intelektualnie pasować do kreowanego przez Ciebie obrazka; picture perfect. Becca kochająca jedzenie, swój emo-styl, niewyparzony język, czerń na głowie i niemodny makijaż do bezmetkowej odzieży. Bex, której... postanawiasz w przypływie chwili powierzyć pewną misję. A może tylko ustawić ją znów na szachownicy dokładnie tam, gdzie chciałaś. “Zawsze. To słowo ją prześladowało. Przyjaciółki na zawsze. Zawsze będę Cię kochać. Zawsze okazało się bardzo nietrwałe.” Trzynaście minut... co pamiętasz? Co tak naprawdę pamiętasz z tego czasu, kiedy mokry materiał oblepiał Twoje ciało, a spacerujący z psem mężczyzna cudem na nie natrafił i w ostatniej chwili wezwał odpowiednie służby? Kto wysłał do Ciebie wiadomość o tajemniczym spotkaniu w środku mroźnej nocy i po co to uczynił? Odmawiasz poddania się hipnozie, która mogłaby to wyjaśnić - za bardzo przypomina niedawne tonięcie. Przesłuchania dociekliwej policjantki nie rozjaśniają zaciemnionych zakamarków pamięci. Nie pomagają również sesje u psychologa, jakich wynikiem są jedynie coraz większa irytacja oraz fakt, że zaczynasz prowadzić pamiętnik. Przelewasz swoje uczucia i myśli na papier, próbując uwierzyć, że w ten sposób przypomnisz sobie wszystkie kawałki strzaskanej i prawie na wskroś tragicznej układanki. Uciekałaś przed kimś i wpadłaś do rzeki? Jakaś osoba odurzyła Cię i próbowała zamordować? Przecież dziewczyna taka jak Ty nigdy sama nie chciałby odebrać sobie życia i to w tak mało widowiskowy sposób. Kolejne strony dziennika zapisane eleganckim pismem. Artykuły w gazetach, próbujące dociec, co przydarzyło się złotej Barbie. Przyboczne – z jednej strony pomagające Ci wrócić do codzienności, lecz z drugiej zachowujące się coraz bardziej tajemniczo oraz nerwowo. Czyżby te dwie stworzone przez Ciebie istotki próbowały wybić się na niepodległość? A może to wszystko to ich sprawka? Nie ufasz już absolutnie nikomu, ze sobą samą na czele. Została Ci jedynie wiara w Rebeccę - most łączący przeszłość z teraźniejszością, po którym nigdy nie planowałaś już przejść. Niemy wyrzut sumienia; szkolny odludek, jakiego sama skazałaś na towarzyskie nieistnienie. Czy zwrócenie się do niej z pomocą jest jakkolwiek rozsądne? “Słońce świeciło jasno i (...) po raz pierwszy i ostatni w swoim krótkim, niespełnionym życiu znalazła się w jego blasku jak w świetle reflektora.” Co innego Ci pozostało? Dzienny teatr szkolny; nocny teatr cieni. Trzynaście minut śmierci. Trzynaście małych śmierci. Trzynaście wielkich ciemności zestawionych z ułudą życia. Trzynaście nieszczęsnych szczęść. “Lubię plany. Lubię szczegóły. Nie przepadam za improwizacją. Ale obie gramy w szachy. Jeśli ktoś potrafi zastawić skuteczną pułapkę, to tylko my.” Gdybym miała wskazać jednego autora, będącego moim personalnym guru, ikoną kreacji nieodkładalnych thrillerów, bez ani sekundy wahania wskazałabym pochodzącą z Anglii Sarah Pinborough - pisarkę, która nie ma na koncie ani jednej niewidowiskowej czy nieidealnej książki. Po “Co kryją jej oczy” do dziś zbieram przysłowiową szczękę z podłogi, a klepki z sufitu (piątej dalej brak),choć czytałam ją dwa lata temu. “Insomnia” w minionych 366 dniach otrzymała ode mnie ponadskalowe 12/10 punktów, łącząc w sobie niesamowity klimat, element nadnaturalności i kaskadową piramidę emocjonalną, jaką w thrillerach cenię najbardziej. Recenzowane tym razem “13 minut” rozpoczęło się wręcz zwodniczo spokojnie, zapowiadając opowieść o zbrodni, dotykającej popularną nastolatkę, która przez niespełna kwadrans pozostawała martwa. Podejrzenia względem najbliższego otoczenia, ukazanie perspektywy jej odrzuconej przyjaciółki, wstawki z przesłuchań oraz konsultacji psychologicznych... Próżno znaleźć moment, w jakim Pinborough wrzuca każdy z elementów fabuły do miksera i nastawia go na takie obroty, że po chwili wybuchają one w zupełnie innym kształcie, składającym się w kompletnie niespodziewanie odmienną całość. Podejrzewane na początku rozwiązania okazują się niemożliwe - w głowie czytającego rodzą się więc kolejne, które... też nie do końca pasują. Sarah w sposób mistrzowski gubi i myli kolejne tropy, na domiar wspaniałego szokując jeszcze samym finałem. Prosty w początkowych rozdziałach język zyskuje tajemniczej, mrocznej i poetyckiej barwy, oplatającej dusznymi mackami. Teoretycznie klarowna narracja ewoluuje z kolei w tragiczny teatr cieni. Sztukę życia, przetrwania i umierania, w jakiej próżno szukać szczęśliwych zakończeń. A może przeciwnie - tę, w której każdy dostanie to, na co zasłużył. Tylko względem kogo: pana czerni czy bieli? Pasowałby tu Shakespeare: “Świat jest teatrem – aktorami ludzie, którzy kolejno wchodzą i znikają” - właśnie w tym przekładzie, który jako pierwszy zwrócił moją uwagę nad polonistyczną salą gimnazjalną, na zawsze zapisując się w żyłach. Z całą mocą podtrzymuję: Sarah Pinborough jest mistrzem thrillerów. Niedoścignionym literackim wzorem mrocznych kreacji i tworzenia pełnych suspensu, widowiskowych fabuł. Mogłabym wręcz pokusić się o hasło: chcesz napisać thriller doskonały - zrób to jak Pinborough. 10/10 “Muszę się wziąć w garść. Ja nie popełniam błędów. Jestem i zawsze byłam precyzyjna. Jestem strategiem.” instagram.com/thrillerly
Thrillerly - awatar Thrillerly
ocenił na101 rok temu
Wyśnione życie Cynthia Swanson
Wyśnione życie
Cynthia Swanson
Kto zaliczył tę książkę do powieści historycznych?! A nawet nominował ją w 2016 roku w tej kategorii w plebiscycie na książkę roku? Na pewno nie był to ktoś, kto ją przeczytał, bo w żaden sposób nie da się jej nawet położyć obok powieści historycznych. Niemniej jest to całkiem dobra powieść obyczajowa z motywem przeniesienia się bohaterki do alternatywnej wersji swojego życia. Motyw to już nieco zgrany, ale wciąż atrakcyjny i dający możliwość postawienia pytania: czy moje życie mogło potoczyć się inaczej? A jeśli tak, to jak wyglądałoby w innej wersji? Która z podjętych decyzji zadecydowała o obecnym kształcie mojego losu? Bohaterka to Kitty Miller, która pewnego dnia budzi się w obcej sypialni jako żona Larsa i matka trójki dzieci. Jest to o tyle zadziwiające, że Kitty nie zna ani tego domu, ani rodziny. W dodatku nikt nie nazywa ją Kitty, tu jest Katharyn Andersson. W tej rzeczywistości bohaterka czuje się znakomicie. Wydaje się, że trafiła do idealnej wersji swojego życia: ma kochającego męża, wspaniałe dzieci, piękny dom, garderobę pełną eleganckich ubrań i dobry samochód w garażu. Szkoda, że to tylko sen. Kiedy jednak przenosi się do tego świata po raz kolejny i kolejny, zaczyna się zastanawiać, które życie jest prawdziwe? Okazuje się bowiem, że w żadnej wersji nie jest idealnie. Różnie układają się relacje z najlepszą przyjaciółką, inaczej przebiega ścieżka kariery zawodowej, nawet historia rodziców Kitty jest zupełnie inna. Czy lepiej jest być samotną 38-latką, bez problemów z dziećmi, ale za to z upadającą firmą, czy też mężatką zmagającą się z trudnym dzieckiem i przeżywającą rodzinną tragedię? A przede wszystkim- które życie jest prawdziwe? Cynthia Swanson wraca do motywu alternatywnego życia, jak zrobiło to przed nią wielu twórców, by przedstawić tezę jasną i oczywistą: nigdy nie wiemy, jak ułoży się nasze życie i czy wersja, która się nam dostała jest najlepszą z możliwych. Nie ma bowiem życia idealnego. W każdej ludzkiej historii są wydarzenia trudne, z którymi musimy się zmierzyć. Kitty w pierwszej wersji swojego życia żyje połowicznie: ma tylko kota, nie odpowiada za żadnego człowieka, a jej jedynym zmartwieniem są kłopoty w biznesie. Nie może się to równać z wyzwaniami, jakie stawia przed nią los w wersji drugiej. I choć bohaterka stale jest świadoma tego, co wydarzy się w obu wersjach jej historii to jednak emocje towarzyszące tym przeżyciom pozostają prawdziwe. „Wyśnione życie” to przyjemna lektura na dwa wieczory, którą mogę polecić tym, którzy lubią dobre powieści obyczajowe zmuszające do zastanowienia się.
Anna-Maria - awatar Anna-Maria
oceniła na71 rok temu
Surogatka Louise Jensen
Surogatka
Louise Jensen
Od samego początku Surogatka mnie zaskoczyła. Spodziewałam się raczej powolnej, przewidywalnej historii, a tymczasem Louise Jensen od razu wrzuciła mnie w świat pełen pytań i niedopowiedzeń. To jedna z tych książek, gdzie im więcej stron przeczytasz, tym więcej pytań się pojawia. Z każdą kolejną sceną miałam wrażenie, że grunt pod nogami staje się coraz mniej stabilny. Fabuła wydaje się prosta: Kat i Nick od dawna starają się o dziecko. Próby adopcji kończą się fiaskiem, a ich marzenie o rodzicielstwie zdaje się coraz bardziej nierealne. Wtedy na horyzoncie pojawia się dawna przyjaciółka Kat – Lisa – z propozycją, która mogłaby odmienić ich życie. Ale to, co na początku wygląda jak dar od losu, bardzo szybko okazuje się początkiem koszmaru. Relacje, którym Kat ufała najbardziej, zaczynają się rozpadać, a wspomnienia przeszłości wracają z ogromną siłą. To, co naprawdę podobało mi się w tej historii, to atmosfera niepewności. Jako czytelnik cały czas czułam się jak w grze – nie wiedziałam, kto mówi prawdę, kto manipuluje, a które wydarzenia mogą być tylko wyobrażeniem Kat. Było to uczucie, które trzymało mnie w napięciu do samego końca. I właśnie zakończenie zrobiło na mnie największe wrażenie – plot twisty naprawdę mnie zaskoczyły, szczególnie wyjaśnienie przeszłości Kat i cała postać Lisy. Nie ukrywam, że Kat jako bohaterka momentami mnie irytowała. Była bardzo skupiona na swoim pragnieniu macierzyństwa i miałam wrażenie, że nie zawsze potrafiła spojrzeć na swojego męża z wyrozumiałością. Ale z drugiej strony – to sprawiło, że wydała mi się bardziej prawdziwa. Ludzie często w obliczu ogromnego pragnienia lub traumy nie zachowują się idealnie, tylko egoistycznie, i to widać w jej postaci. Styl Louise Jensen przypadł mi do gustu. Autorka pisze lekko, a książkę pochłania się szybko, ale jednocześnie potrafi świetnie budować napięcie. Cenię sobie thrillery, które nie są przeładowane niepotrzebnymi opisami, a jednocześnie zostawiają we mnie poczucie niepokoju – Surogatka właśnie taka była. To książka, którą poleciłabym przede wszystkim fanom thrillerów psychologicznych – szczególnie tym, którzy lubią historie o rodzinnych sekretach, niepewności i o tym, jak cienka jest granica między zaufaniem a zdradą. Nie jest to literatura, która przestraszy czytelnika, ale na pewno taka, która wciągnie i nie pozwoli łatwo zapomnieć.
Ksiazkowy_update - awatar Ksiazkowy_update
ocenił na77 miesięcy temu
Grzesznica Petra Hammesfahr
Grzesznica
Petra Hammesfahr
Dziś proponuję Wam pochylić nieznacznie swe strudzone głowy nad niemiecką pisarką kryminałów: Petrą Hammesfahr. Petra i ja spotkałyśmy się po raz pierwszy. Cóż, sama do mnie przyszła, a ja wyraziłąm zachwyt wielce umiarkowany. Dlaczego? Dowody zbrodni znajdziecie poniżej. Jednak zanim to nastąpi: standardowo garść smaczków. Nasza Petra (swoją drogą posłużę się eufemizmem i napiszę: mało wyrafinowane imię) tworzyć zaczęłą w wieku nastoletnim, a dokładniej 17-letnim. Cóż, pierwsze próby zaistnienia były regularnie niszczone w zarodku (ach, Ci wydawcy...;>). Ale w końcu, w roku jakże pięknym anno Domini 1991 zadebiutowała na łamach bardzo poczytnego pisma... Playboy. Póki co, polscy tłumacze zaofiarowali nam cztery tytuły tej Pani. Okładka książki daje nam zrozumienia następujące rzeczy: po pierwsze, bezsprzecznie popełniono morderstwo, po drugie: sprawczynią jest kobieta, po trzecie: narzędziem zbrodni okazuje się nóż (o tym małym, acz jakże kłującym moje oczy, błędziku grafika, nieco później). Pewnego upalnego lipcowego dnia, będąc na plaży wraz z mężem Gereonem i synkiem, Cora Bender postanawia umrzeć. Jednak jej decyzja nie jest wynikiem wszechogarniającego upału. Wprost przeciwnie, jest to decyzja świadoma (o ile do końca świadoma być winna taka decyzja). Wypadki jednak potoczą się inaczej, a głównym bohaterem staje się nożyk, którym Bender uśmierca przypadkowego (czy aby na pewno?) mężczyznę z koca obok, który wymieniał czułości z dziewczyną. W tymi miejscu pragnę zauważyć, iż moim zdaniem grafik umieszczając na okładce taki obrazek ciut przesadził z tym atrybutem zbrodni, hiperbolizując go wizualnie. Mniejsza oto, brnijmy jednak dalej w fabułę, która z każdym krokiem robi się coraz bardziej grząska i grząska, aż zapadamy się po pas w lepkiej mazi naciąganej historii pani Hammesfahr... Cora nie wydaje się skruszona popełnieniem swego niecnego czynu, wręcz przeciwnie, chce być ukarana i jest gotowa przyjąć na siebie wyrok. Taki niecodzienny obrót spraw, zaskakuje przesłuchujących ją policjantów, którzy pragną z całej mocy zgłębić przyczynę takiego, a nie innego zachowania podejrzanej. I trrrrach! Chwyciwszy nić Ariadny powoli, mozolnie zaczynamy wędrówkę w stronę Prawdy (, których notabene okazuje się kilkanaście). Nieraz trzymany w ręce zwój liny tylko nieznacznie podrażnia delikatną skórę naszych dłoni, a nieraz (i to zdecydowanie częściej) wpija się boleśnie i bezpardonowo i aż do krwii (o tym, we wnioskach). W toku śledztwa na światło dzienne wychodzą kolejno: intrygującego, szokujące, bolesne i demaskujące spraweczki, sprawki i sprawy. Autorka książki zdołała upchnąć w tych, blisko 400 stronach wiele cierpienia i... wiele dziwactw oraz zboczeń. Czegóż my nie znajdziemy w tym galimatiasie: fanatyzm religijny (bardzo, bardzo skrajna wersja!),śmiertelną chorobę, narkotyki, molestowanie seksualne i kazirodczy związek dwóch sióstr (swoją drogą Magdalena to jedna z barwniejszych postaci w tej książce). A wszystko wymieszane ze sobą w proporcjach nierównomiernych i niewspółmiernych z Prawdą, która zaczyna niepostrzeżenie się rozszczepiać doprowadzając nas do wielokrotnych konfuzji (i tego powodu stękamy jak przedwojenny parowóz) Przebrnąwszy przez mózg Bender można spuścić nieco pary i odsapnąć, wytrzeć pot z czoła i ujrzeć zakończenie: budowa klamrowa? Uff, na szczęście to już koniec. Wnioski: jestem rozczarowana. Jakiś mało rozgarnięty recenzent określił ten twór (a raczej tworek) mianem "oryginalnego kryminału". W tej opinii jest o jedno słowo za dużo. Po drugie, nie wiedziałam, że lipcowy wypoczynek nazywa się "sobotnią majówką" (no chyba, że w Niemczech weekendy rządzą się innymi prawami niż w Polsce, czy innych krajach...). Drugim wcieleniem Harlana Cobena, ani Stephena Kinga ta pani raczej nie będzie, bowiem w moim mniemaniu pozostaje nieudolną twórczynią, która stara się ze wszystkich sił i siłek stworzyć coś lepszego, niż w rzeczywiostości byt ów jawić się zdaje. Nawet jako tkz. odmóżdżacz nie chcę rekomendować. Kochani, na bibliotecznych, czy księgarnianych półkach stoi na prawdę sporo DOBRYCH kryminałów, a nie emocjonalno-zbrodniczych papek. Dziękuję. Ocena: 6/10 (bo polubiłam Magdalenę). Tekst ukazał się w 2011 r. na stronie: https://www.photoblog.pl/poczytelnia/86312461/26.html
Pani Akne - awatar Pani Akne
ocenił na61 rok temu
Krwawe róże Dot Hutchison
Krwawe róże
Dot Hutchison
Jeśli ktoś czytał "Kolekcjonera Motyli" pewnie po "Krwawych różach" spodziewał się czegoś podobnego. Tylko tym razem klimat opowieści snutej przez Autorkę jest zupełnie inny. Nie ma tu mroku, który panował w Kolekcjonerze, chociaż cała fabuła zasadza się również na mrożącej krew w żyłach historii, jednak to nie ona sama w sobie, a raczej nie jej krwawe szczegóły stanowią sedno narracji. Mam wrażenie, że tym razem Autorka wkraczając w świat nowego śledztwa prowadzącego przez detektywów znanych z poprzedniej części, a sprowadzającego się do ustalenia i pojmania seryjnego zabójcy, który składając ofiary z młodych kobiet utożsamia każdą z nich z konkretnym rodzajem kwiatów, które za każdym razem pojawiają się na miejsc zbrodni, nie na samą kryminalną historię chciała zwrócić uwagę. W moim odczuciu skupiła się na studium ofiary i jej przeżyć, łącząc losy ocalałych z poprzedniej części Motyli, w tym głównie Inary i Bliss, z przeżyciami rodziny jeden ze złożonych w ofierze kobiet. Priya, która była siostrą jednej ze zmarłych snuje opowieść o własnych przeżyciach po śmierci siostry, o bólu dalszego istnienia, poradzenia sobie z traumą, co jest tym trudniejsze, że sama staje się obiektem zainteresowania cichego wielbiciela, który swój hołd dla niej okazuje, przez przesyłanie jej kwiatów znalezionych na miejscach zbrodni 17-mnastu zamordowanych do tej pory kobiet. Czy to tylko wyraz psychopatycznych skłonności, czy też Priya sama stanie w oku cyklonu, nie zdradzę. Z całą pewnością jest tu dużo więcej psychologicznej warstwy niż elementu sensacji, co może momentami sprawiać wrażenie przegadania, ale też koncepcja pamiętnikowa tej książki trochę narzuca taką formę. Mnie ta część mimo wszystko do siebie przekonała i polecam lekturę.
Pink Mag - awatar Pink Mag
ocenił na74 lata temu
Kobieta w oknie A.J. Finn
Kobieta w oknie
A.J. Finn
Kobieta w oknie” to hołd dla klasyki kina i literatury, zamknięty w czterech ścianach nowojorskiej kamienicy. Czy to genialny thriller, czy tylko sprawny miks znanych schematów? ​Klimat i bohaterka ​Główna bohaterka, Anna Fox, to postać, którą albo się współczuje, albo ma się ochotę nią potrząsnąć. Cierpi na agorafobię – od miesięcy nie wyszła z domu. Jej świat to wino, stare filmy Hitchcocka i podglądanie sąsiadów przez obiektyw aparatu. Finn świetnie oddaje duszny, klaustrofobiczny klimat jej izolacji. Jako czytelniczka czułam ten ciężar i niepewność – czy to, co widzi Anna, dzieje się naprawdę, czy jest wynikiem mieszania leków z alkoholem? ​Co mi się podobało? ​Nawiązania filmowe: Jeśli kochasz „Okno na podwórze” Hitchcocka, poczujesz się jak w domu. Autor bawi się motywami starego kina. ​Zwroty akcji: Choć początek ciągnie się dość wolno (trzeba przebrnąć przez pierwsze 100-150 stron),to finałowe rozdziały są jak jazda bez trzymanki. Rozwiązanie tajemnicy jest naprawdę satysfakcjonujące. ​Emocje: To nie jest tylko kryminał. To historia o traumie, stracie i o tym, jak umysł potrafi nas oszukiwać, by przetrwać ból. ​Co mogłoby być lepsze? ​Tempo: Książka rozkręca się powoli. Dla czytelnika, który szuka akcji od pierwszej strony, może być nużąca. ​Schematy: Wiele motywów wydało mi się znajomych (podobieństwo do „Dziewczyny z pociągu” jest uderzające). ​Podsumowanie – dla kogo jest ta książka? ​„Kobieta w oknie” to idealna lektura na wieczór, gdy dzieci już śpią, a Ty chcesz zanurzyć się w mrocznej, niepokojącej atmosferze. To thriller psychologiczny w starym stylu – niespieszny, skupiony na detalach i psychice bohaterki.
Justikiusti - awatar Justikiusti
ocenił na72 miesiące temu
Annabelle Lina Bengtsdotter
Annabelle
Lina Bengtsdotter
Małe miasteczka w literaturze nordic noir rzadko są oazami spokoju; częściej przypominają pułapki, w których czas stanął w miejscu, a urazy pielęgnuje się przez pokolenia. W swoim debiucie „Annabelle” Lina Bengtsdotter rzuca nas w sam środek takiej właśnie hermetycznej społeczności w Gullspång, gdzie zniknięcie nastolatki staje się iskrą rzuconą na beczkę prochu dawnych tajemnic. Przyznaję tej książce ocenę 6/10. To solidny, klimatyczny kryminał, który choć sprawnie operuje emocjami, nie ucieka od pewnych gatunkowych uproszczeń, sprawiających, że lektura wydaje się znajoma aż do przesady. Główna bohaterka, komisarz Charlie Lager, to postać zbudowana na fundamencie sprawdzonych archetypów: genialna śledcza z ogromnym bagażem traum, która własne lęki zagłusza alkoholem i pracoholizmem. Powrót do rodzinnej miejscowości, z której uciekła przed laty, zmusza ją do konfrontacji nie tylko z zagadką zaginięcia tytułowej Annabelle, ale i z własną, bolesną przeszłością. Bengtsdotter ma dar sugestywnego opisywania prowincjonalnego marazmu – czytelnik niemal fizycznie czuje duszność letnich nocy i ciężar niewypowiedzianych słów wiszących nad mieszkańcami. Autorka świetnie pokazuje, jak łatwo w takim miejscu o zbiorową amnezję, gdy prawda staje się zbyt niewygodna. Największą zaletą powieści jest jej warstwa psychologiczna. Retrospekcje dotyczące matki Charlie i sekretów sprzed dekad są napisane z dużą wrażliwością i stanowią najciekawszy element książki. Bengtsdotter potrafi wnikliwie analizować ludzkie słabości, co sprawia, że bohaterowie – choć nie zawsze budzą sympatię – są krwiści i autentyczni. Na minus zaliczam fabularną wtórność. Motyw śledczej powracającej do traumatycznych miejsc dzieciństwa był w skandynawskim kryminale eksploatowany tak często, że trudno tutaj o powiew świeżości. Samo rozwiązanie intrygi jest logiczne i dopracowane, ale brakuje mu „efektu wow”, który wyróżniłby ten debiut na tle setek innych pozycji z serii Svenska Deckare. Tempo akcji w połowie książki wyraźnie wyhamowuje, zbyt mocno skupiając się na wewnętrznych monologach Charlie kosztem dynamiki śledztwa. Podsumowując, „Annabelle” to rzetelne 6/10. To porządna, rzemieślnicza robota, która zadowoli fanów gatunku szukających mrocznego klimatu i rozbudowanej psychologii, ale raczej nie zrewolucjonizuje ich postrzegania kryminału. To dobra, bezpieczna lektura na kilka wieczorów, zapowiadająca autorkę z potencjałem, który miejmy nadzieję, rozwinie się w kolejnych tomach.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na614 dni temu

Cytaty z książki Tkanki

Więcej
Dominika van Eijkelenborg Tkanki Zobacz więcej
Dominika van Eijkelenborg Tkanki Zobacz więcej
Dominika van Eijkelenborg Tkanki Zobacz więcej
Więcej