Nic takiego. Złe wieści. Jakaś nadzieja

Logo Lubimyczytac Patronat
Okładka książki Nic takiego. Złe wieści. Jakaś nadzieja
Edward St Aubyn Wydawnictwo: W.A.B. Cykl: Patrick Melrose (tom 1-3) literatura piękna
448 str. 7 godz. 28 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Cykl:
Patrick Melrose (tom 1-3)
Tytuł oryginału:
Never Mind. Bad News. Some Hope
Data wydania:
2017-06-14
Data 1. wyd. pol.:
2012-04-01
Data 1. wydania:
2012-04-01
Liczba stron:
448
Czas czytania
7 godz. 28 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328044821
Tłumacz:
Łukasz Witczak
Średnia ocen

7,0 7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Nic takiego. Złe wieści. Jakaś nadzieja w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Nic takiego. Złe wieści. Jakaś nadziejai

Wszystkie przekleństwa Patricka Melrose'a



396 19 76

Oceny książki Nic takiego. Złe wieści. Jakaś nadzieja

Średnia ocen
7,0 / 10
524 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Nic takiego. Złe wieści. Jakaś nadzieja

avatar
1508
1475

Na półkach: ,

Wstrząsający obraz angielskiej arystokracji, świetny język. Ogrom podziwu i współczucia dla autora

Wstrząsający obraz angielskiej arystokracji, świetny język. Ogrom podziwu i współczucia dla autora

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
411
399

Na półkach:

Boli. Nie ma dobra. Najczystszym zagraniem jest sarkazm. Studium obsesji i zgrozy, w dodatku zabawne. Nie dziwię się że Patrick walił heroinę jak oszalały.

Boli. Nie ma dobra. Najczystszym zagraniem jest sarkazm. Studium obsesji i zgrozy, w dodatku zabawne. Nie dziwię się że Patrick walił heroinę jak oszalały.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
33
2

Na półkach:

przeczytałam ksiażkę i obejrzałam ekranizację i -jak prawie nigdy się nie zdarza- ekranizacja wypadła o niebo lepiej.

przeczytałam ksiażkę i obejrzałam ekranizację i -jak prawie nigdy się nie zdarza- ekranizacja wypadła o niebo lepiej.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1567 użytkowników ma tytuł Nic takiego. Złe wieści. Jakaś nadzieja na półkach głównych
  • 904
  • 643
  • 20
276 użytkowników ma tytuł Nic takiego. Złe wieści. Jakaś nadzieja na półkach dodatkowych
  • 156
  • 60
  • 18
  • 14
  • 10
  • 9
  • 9

Inne książki autora

Edward St Aubyn
Edward St Aubyn
Urodził się w Londynie w 1960 roku. Jego ojciec był brytyjskim arystokratą, matka – spadkobierczynią fortuny amerykańskich przemysłowców z Cincinnati. Uczęszczał do Westminster School i Keble College na Oxford University. Sławę zdobył jako autor mocno autobiograficznego, pięcioczęściowego cyklu powieści "Patrick Melrose". W 1992 otrzymał nagrodę Betty Trask za pierwszą książkę "Nic takiego". Debiutancka powieść razem z dwiema kolejnymi częściami ,"Złe wieści" i "Jakaś nadzieja", tworzą trylogię. Kontynuacja opowieści o Patricku Melrosie, "Mleko matki", była nominowana do Man Booker Prize 2006 oraz otrzymała nagrody w 2007 r. Prix Femina Etranger i South Bank Show w kategorii literatura. Latem 2017 r. rozpoczną się zdjęcia do serialu telewizji Showtime zatytułowanego "Melrose" – każdy z pięciu odcinków oparty będzie na jednej z powieści cyklu. W rolę Patricka wcieli się Benedict Cumberbatch.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Świat w płomieniach Siri Hustvedt
Świat w płomieniach
Siri Hustvedt
Harriet Burden, po mężu Lord, jest artystką, która na własnej skórze odczuła, jak trudno być artystką w męskim świecie sztuki, na dodatek będąc żoną znanego i cenionego marszanda. Kiedy ktoś pyta znajomych jej męża, czy kojarzą Harriet, to niewielu mówi o jej sztuce, za to wielu o tym, jakie niesamowite przyjęcia wydawała… Bez komentarza. Kiedy mąż umiera, Harriet przechodzi przez okres głębokiej depresji, a później postanawia zrobić coś bardzo nieortodoksyjnego, swoisty eksperyment. Znajduje trzech mężczyzn artystów i „przywdziewa ich maski”, żeby pokazać trzy swoje prace - wielkie, dziwne instalacje. Każdy z nich godzi się na wypożyczenie swojej twarzy i nazwiska. I przy dwóch pierwszych mistyfikacjach wszystko idzie dobrze, gorzej przy trzeciej, bo artysta o pseudonimie Rune okazuje się przebiegłym facetem, który przywłaszczy sobie prace Harriet, a o niej powie, że przecież ona może mówić, co chce, oskarżać go bezpodstawnie, bo ma problemy psychiczne po śmierci męża (kobieta wariatka, kobieta histeryczka, kobieta ze zbyt silnymi emocjami – jak ja „uwielbiam” ten stereotyp). A „Poniżej” to jego dzieło, to jego kreacja, to jego pomysł. A potem na dodatek Rune umiera w dość niespodziewanych i może nieco podejrzanych okolicznościach. Możecie sobie wyobrazić, co się dzieje, kiedy Harriet próbuje głośno powiedzieć, że to ona jest autorką tych prac. Niektórzy wierzą, ale wielu nie. Przecież kobieta nie mogła stworzyć czegoś takiego. Przecież jeśli mężczyzna podpisał to swoim nazwiskiem, to kończy to dyskusję – on jest autorem. Ona może go inspirowała, może raz czy dwa pojawiła się w pracowni… Może… Powieść określana jest jako błyskotliwa i prowokacyjna. Zgadzam się. Została nominowana do Bookera w 2014, co świadczy o tym, że coś w niej jest. Też się zgadzam, rzeczywiście jest to dowód talentu autorki i jej literackiej wyobraźni, ale jednocześnie trzeba powiedzieć to jasno i głośno - ten literacki kunszt i wyobraźnia nie przełożyły się w tej powieści na linearne, „klasyczne” prowadzenie fabuły. Hustvedt skonstruowała opowieść, która jest jak szalona, fragmentaryczna układanka, jak utwór muzyczny, w którym kilka linii melodycznych pojawia się zaskakujących momentach, łączy ze sobą, zagłusza jedna drugą, przez chwilę brzmi synchronicznie, a potem rozjeżdża się absolutnie. Dlaczego tak jest? Bo „Świat w płomieniach” zapewne przypominałby projekty swojej powieściowej bohaterki – skomplikowane, zaskakujące, momentami zachwycające, momentami obrzydliwe, miniaturowe w jednym miejscu, przerysowane, karykaturalne lub monstrualne w drugim. I tak jak osoby oglądające dzieła Harriet Burden muszą się pochylić, spojrzeć uważnie, zauważyć detale i szczegóły, w których autorka przemyca całe mnóstwo informacji, które łatwo przegapić, jeśli nie jest się bardzo skupionym, to czytelnicy stają się takimi samymi uważnymi detektywami. Hustvedt nie napisała tradycyjnej powieści. Ona dała nam zbiór tekstów. Znajdziecie tu obszerne fragmenty dzienników Harriet, która ta pisała z pasją i bez ograniczeń ani ilościowych, ani tematycznych. Będą artykuły, listy, zapisy wywiadów i rozmów. Będą punkty widzenia całego mnóstwa osób, które z Harriet miały kontakt oraz takich, które wcale nie musiały go mieć, bo przecież można mieć wyrobione zdanie na każdy temat nawet bez znajomości opowieści obu stron jednego zdarzania czy historii, prawda panowie krytycy i panowie eksperci od sztuki? Ale ku mojemu zaskoczeniu taka forma powieści nie odebrała jej ani grama emocjonalności. Śledzenie historii Burden wywołuje cały wachlarz odczuć, pośmiejecie się, zapłaczecie, poczujecie obrzydzenie i zachwyt. Jednak nie będę nawet ukrywać, że to nie jest książka dla każdego. Jest takie piękne słowo - „erudycyjna” i ono tu pasuje jak ulał, bo autorka miesza gatunki, pisze o całej gamie tematów, odwołuje się swobodnie do nauki, literatury i sztuki, co skutkuje tym, że na jednej stronie mamy króciutki esej o filozofii, na kolejnej rozważania o neuronauce, a wszystko „posypane” cytatami z kilku książek. Tu nie ma miejsca na niezaangażowane czytanie. Na dodatek nawet uważny czytelnik będzie stawiany w sytuacji, kiedy jedno zdanie będzie zawierać trzy słowa, których się nie rozumie. I tak, znacie mnie, ja nie lecę i nie sprawdzam od razu wszystkiego, nie robię notatek i nie przyklejam karteczek. Uznaję, że na tym się nie znam, za to zna się pisarka i jej powieściowa bohaterka, doceniam, podziwiam i szanuję, ale nie rozdzieram szat, że nie wiem. Przy okazji niskie pokłony dla tłumacza tej powieści, Jerzego Kozłowskiego, bo ja mogę się po jakimś terminie naukowym lub fragmencie cytatu „prześlizgnąć” wzrokiem i umysłem, on nie miał takiej możliwości.
Intensywni - awatar Intensywni
ocenił na81 miesiąc temu
Oto jestem Jonathan Safran Foer
Oto jestem
Jonathan Safran Foer
Jonathan Safran Foer przebył długą drogę: zaczął od niezwykłej wyprawy w poszukiwaniu żydowskiej historii i tożsamości (Wszystko jest iluminacją),poprzez kilka innych mocnych książek; w koncu – Oto jestem, czyli parodia Odysei według Foera. “Spójrz na Julię i Jacoba, małżeństwo z 16-letnim stażem. Czego im brakuje? Tego, co ich połączyło. Na początku zależało im, starali się, chcieli. Potem powołali do życia pierwszą istotę, dwie kolejne. Pojawiła się odpowiedzialność, jednocześnie każde z nich zaczęło się zamykać w sobie coraz mocniej, gubić w codzienności. Wygasło pożądanie, pojawił się wstyd, tajemnice”. Czyżby Oto jestem było zatem powieścią o upadku małżeństwa, a tym samym – rodziny? Czyżby podjął jeden z najbardziej eksploatowanych motywów literackich i, jako kolejny, przepuścił go przez siebie? Faktycznie, Foer nie jest nowatorski ani w treści, ani w formie – wygrał szczerością. Oto jestem to przede wszystkim wiwisekcja małżeństwa. Rozpisana na role-napięcia między aktorami dramatu: Jacoba, Julię, ojca oraz pradziadka Jacoba – Irva i Isaaca, oraz najmłodszych, czyli Sama, Maxa i Benjy’ego. Pierwsze, co nasuwa się po przeczytaniu powieści, to słowo „klatki”. Każdy z bohaterów jest zamknięty w swego rodzaju więzieniu. Jacob i Julia są zamknięci w piekle swojego małżeństwa, które ostatecznie – żaden spoiler, mniej więcej po 20 stronach można wyczuć ich emocje – okazuje się niewypałem. Irv, ojciec Jacoba, to rasista i ksenofob, prowadzący bloga, na którym publikuje antyarabskie i pełne krzywdy oraz poczucia winy teksty. Isaac to z kolei wciąż niezabliźniona rana po Zagładzie. Dla Sama klatką jest Inne życie, gra komputerowa, a także forma swojej niedojrzałości, połączona z nieuchronną bar micwą, czyli żydowskim wejściem w dorosłość. Nawet Argus, pies Jacoba, jest uwięziony w starości i chorobie. Każdy usiłuje z czegoś wyjść, z czegoś do czegoś uciec. W chęci ucieczki nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie fakt, że bohaterowie sami nie wiedzą, czego tak naprawdę chcą, a ich klatki mają tak grube kraty, że żaden z nich, choćby chciał, i tak nie ucieknie. Pozostaje im miotanie się między formami, między gębami; wiecznie przeglądają się w zwierciadle społeczeństwa, za wszelką cenę chcą do niego pasować, a jednocześnie żyć w wolności – i na tym polega ich tragedia. Sam Jacob powie przecież: „Poświęciłem mnóstwo swojego skończonego ziemskiego czasu na błahe rozmyślania, błahe emocje, wślizgiwanie się pod drzwiami do wolnych pokojów. Ile godzin spędziłem w sieci, oglądając po raz kolejny te same durne filmiki, przepatrując dokładnie spisy domów, których nigdy nie kupię, klikając raz po raz by sprawdzić, czy nie przyszły zdawkowe mejle od ludzi, na których mi nie zależy? Ile siebie, ile swoich słów, uczuć i działań z przekonaniem powstrzymywałem?”. Może Foer nie pisze tylko o małżeństwie, ale o nas wszystkich – o przeroście świata, przeroście, który boli coraz bardziej. Poczucie klęski wzmacnia także odwrócony przez Foera mit o Odyseuszu. Argus to Argos – bezgranicznie wierny Odyseuszowi-Jacobowi, jego żona, Julia, to Penelopa, pojawiają się też zalotnicy Penelopy (Marc i Daniel). Foer, burząc mit o Odyseuszu, opowiada jednocześnie o upadku rodziny; dobitnie podkreśla, że nie ma czegoś takiego jak „dom”, „powrót do domu”, „odzyskanie domu” czy „poszukiwanie domu”. Penelopa-Julia jest przytłoczona codziennymi obowiązkami; siłą rzeczy w jej oczekiwanie na powrót dawnego męża wkrada się rutyna, nuda, szarość, a wreszcie – nienawiść i potrzeba odrzucenia swego dotychczasowego życia. Odys-Jacob nie zamierza powrócić do żony, najbardziej boli go to, że sam nie wie czego chce. Pozostaje mu tylko samotność w podróbce domu, którą ostatecznie sam sobie stworzy. Penelopa pójdzie za zalotnikiem, a Odyseusz będzie żył i umrze w poczuciu klęski. Oboje zmęczeni sobą nawzajem – i cierpiący przez zły wybór. Czyżby Foer napisał powieść głęboko konserwatywną? W pewnym sensie tak, opowiada przecież o kresie rodziny. Jonathan Safran Foer pozostawia za sobą mnóstwo niedopowiedzeń, które kryzys małżeński drążą – ale wiele rozgrywa się też między słowami; trudno jednoznacznie stanąć po stronie Jacoba lub Julii, kluczowe kwestie pozostają zawieszone bądź przekłamane. „Jacob i Julia próbowali. Wymyślali znaki, przeliterowywali słowa w obecności wciąż małych dzieci, były też zasady. Ale język, który stworzyli i tworzyli nawet w tej chwili, zawęził świat, zamiast go objaśniać”. Blochowie to Buddenbrookowie Stanów Zjednoczonych, jednak upadek tych pierwszych tkwi w przeroście codzienności, który ich zabił. Trudno także poszukiwać w jego powieści jakiejkolwiek nadziei – jeśli Foer przekreśla mit o Odyseuszu, przekreśla sens dążenia do budowania jakichkolwiek ryzykownych relacji. Bo czy nie taką jest małżeństwo? Oprócz kryzysu małżeństwa/rodziny Foer nakreśla także panoramę żydowskiej społeczności w Stanach Zjednoczonych, mnogość postaw, konfliktów i tarć międzypokoleniowych. Isaac Bloch należy do pokolenia najstarszego, wciąż pamiętającego Zagładę; wciąż krwawi. Irv, jego syn, nosi w sobie poczucie wyjątkowości żydowskiej krzywdy; dla niego Holocaust nie jest już czymś, o czym należy jak najszybciej zapomnieć i spróbować odnaleźć się w świecie „po”, zacząć od nowa – Holocaust to narzędzie politycznych gier i element wywierania presji na tych, którzy są Żydom obojętni lub otwarcie deklarują antysemityzm. Irv pozostaje zawieszony między Ameryką (snem) a Izraelem (snem, do którego wstydzi się przyznawać). Jacob i Julia to z kolei pokolenie pozostające obojętne na Zagładę, a skupione wyłącznie na małżeńskich niesnaskach i rosnącym głazem codzienności. Ich przeciwieństwem jest kuzynostwo Jacoba rodem z Izraela, pojawiające się jako kontra dla małżeństwa Blochów – z jednej strony są Żydzi amerykańscy, nadpsuci, a z drugiej – kibucowy kręgosłup i kibucowa moralność izraelskich kuzynów. Foer wyszydza jednych i drugich, w Blocach widząc pokolenie zagubione w szarości i poczuciu „nie wiem, czego chcę”, a w Izraelczykach – militarnych fanatyków. Sam, Max i Benjy to z kolei millenialsi – chcący świadomie decydować o sobie miłośnicy nowych technologii i Facebooka. W jaki zatem sposób wygrywa Foer z konwencją i pisze tak, że z każdą stroną chce się czytać dalej (chociaż znalazłyby się też fragmenty przegadane czy doklejone na siłę)? Jego sekret tkwi w kreacjach bohaterów, ich drobnych cechach i dziwactwach, które pozostają z tyłu głowy, oraz wiarygodności – trudno się zresztą dziwić, skoro Foer w 90 zapewne procentach posklejał powieść z siebie samego. Jest także wnikliwy i gorzki w analizie społeczeństwa, ironiczny w poszukiwaniu żydowskiej tożsamości oraz uciekaniu od niej, a także bolesny w diagnozie współczesności, małżeństwa, rodziny. Jacob-Odyseusz-Foer na kartach powieści tworzy Biblię – księgę uczuć i emocji, których nikt nie będzie umiał w przyszłości odtworzyć, zrekonstruować. „Jak zagrać kłucie nadziei”, „Jak zagrać dom”, „Jak zagrać ostatnią w pełni szczęśliwą chwilę” – to tytuły poszczególnych ksiąg owej Biblii. Może nawet Foer, poprzez małżeństwo, opowiada o nas wszystkich; o dziwnym kryzysie, w jakim się pogrążamy i ledwo sobie z tego zdajemy sprawę. Wyjątkowo ponurą wróży nam przyszłość. Pierwszy cytat pochodzi z wywiadu Michała Nogasia z Jonathanem Safranem Foerem pod tytułem Niebezpieczny spacer po miękkim dywanie. Pozostałe cytaty pochodzą z książki Foera.
ZaMałoRegałów - awatar ZaMałoRegałów
ocenił na61 rok temu
Ludzie na drzewach Hanya Yanagihara
Ludzie na drzewach
Hanya Yanagihara
Nie jestem pewien czy książkę można nazwać fikcją gdyż w dużej mierze opisuje historię noblisty Daniela Gajduska, a różnice dotyczą detali (tematyka badawcza czy fakt czy naukowca skazali czy nie). Jeśli chodzi natomiast o destrukcję fikcyjnej wyspy to opis przypomina to co stało się na Nauru. Jeśli chodzi o głównego bohatera to jest to postać jednoznacznie negatywna. Gotowy zrobić wszystko żeby zrealizować swoje zamierzenia (w pewnym momencie rozmowa o tym czy przywiązani do drzewa ludzie uwolnią się czy umrą z głodu wywołuje mniej emocji niż dla kogoś wrażliwego to że wyjechał z domu i nie podlał kwiatków i mogą uschnąć) . Wywodzi się z kultury zachodniej, więc wiązanie aktywności pedofilskiej z kulturą wysp Pacyfiku to wybieg bo schlebiało to jego wcześniejszym skłonnościom. Dodatkowo cała ta dobroć, ratowanie sierot, łożenie na ich utrzymanie (bo dzieci tych nie wychowywał) pryska jak bańka w momencie gdy główny bohater tłucze adoptowanego syna i wygłasza w obecności jego i innych dzieci monolog który można streścić w zdaniu: "byłbyś g#$ gdyby nie ja a śmiesz robić mi problemy". A przypomnijmy że dzieciak choć zachowywał się uciążliwie to nie jest to coś nadzwyczajnego w przypadku nastolatków. Literacko książka jest nierówna są bardzo ciekawe fragmenty. Autor potrafi przyciągnąć uwagę i skupienie Czytelnika po czym... następuje zupełnie nie wnoszący nic do akcji rozwlekły opis przyrody, relacji wśród naukowców czy z bratem.
Msz - awatar Msz
ocenił na61 miesiąc temu
Swing Time Zadie Smith
Swing Time
Zadie Smith
Dotarłam do szczytu rankingu moich ulubionych powieści Zadie Smith, chociaż naprawdę wiele jeszcze przede mną. „Swing time” mnie kupiła już na samym początku, mimo lekkiego zwolnienia przy końcu powieści. Poznajemy życie bezimiennej bohaterki wychowywanej w mieszanej rasowo rodzinie oraz równolegle jej przyjaciółki. Razem z Tracey marzą o zostaniu tancerkami, bardzo wiele łączy te dziewczynki, ale także różni. Jedna ma wrodzony talent, druga musi się sumiennie uczyć. Odmienne charaktery, przebojowość i sytuacje rodzinne sumują wspólne dorastanie, poszukiwanie własnego ja i celu w życiu. Można powiedzieć, że ta powieść to samo życie, od Anglii, po Stany i Afrykę co jakiś czas przecinając drogi dziewczyn, a później dorosłych kobiet. Autorka ponownie oddała głos trudnościom z jakimi muszą się mierzyć ludzie wobec rasizmu, nierówności społecznych oraz oddania w wychowaniu własnych dzieci. Gdzie jest granica w pilnowaniu i decydowaniu za nie? Dwie rożne metody, a w nich żadna, która gwarantowałaby stuprocentowe szczęście i spełnienie dziecka. W tej historii dostajemy bardzo dużo kobiecości, jej przyjaźni i nigdy nieodłącznej rywalizacji. Miejsce, w którym się rodzimy ma ogromny wpływ na nasze decyzje, nasza bezimienna bohaterka widzi ten kontrast podróżując do wiosek Afryki, a także podczas pracy z idolką z dzieciństwa. Wiele pobocznych postaci zostawia po sobie lekcje, wszystkie coś wnoszą do życia dziewczyny, a musimy przyznać, że jest ona bardzo dobrą obserwatorką. Jest to historia o przynależności, o znalezieniu swojego miejsca i swoich ludzi oraz o tym jak wszystko można szybko stracić. Przepięknie napisana, wprawnym językiem Smith, którego nie da się z niczym innym pomylić i zapomnieć. Bardzo polecam, warto! Dziękuję za egzemplarz @wydawnictwoznakpl
goszcze_w_slowach Aleksandra - awatar goszcze_w_slowach Aleksandra
oceniła na823 dni temu
Francuskie wesele Sabri Louatah
Francuskie wesele
Sabri Louatah
Długo czekała książka na wirtualnej półce, gdyż bałem się nieco jakiejś niezrozumiałej egzotyki i kulturowej przepaści. Sam zaś mechanizm, w jaki trafiła ona w moje ręce jest dość dziwny, bo oto kiedyś w jakimś mało znanym sklepie internetowym zakupiłem większy pakiet audiobooków w wersjach na CD po niebywale okazyjnej cenie (<10 pln),a w tym i te dwa pierwsze tomy słynnego francuskiego bestsellera. Kabylsko-arabskie wesele oraz mająca nastąpić kolejnego dnia druga tura francuskich wyborów prezydenckich (z arabskim kandydatem “w finale”!),to dwie przecinające się narracje powieści, wokół których buduje autor jej istotę. I choć początkowo wydaje się, że są od siebie dość odległe i niezależne, to może przyjdzie nam jeszcze zmienić w tej kwestii zdanie?.. Opowieść dość prosta i choć odsłania nieco kulisy życia francuskich, dość zasymilowanych Algierczyków (no bo jak ich zwać np. imigrantami, skoro w nowej ojczyźnie żyją już nawet po 50 lat?),to jednak brak jej czegoś naprawdę interesującego poznawczo. Oczywiście - jak zaznaczają poprzedni czytelnicy - w końcówce i akcja przyspiesza i wydarzenia mogą zdać się zaskakujące (choć to markowany dość wcześnie cios). Właśnie końcówka sprawia, że jednak całokształt powieści nie wypada źle i nawet zyskujemy coś na kształt nowej perspektywy, gdzie ¾ powieści zaczynamy traktować jako preludium (bardzo - o dziwo - potrzebne i sensowne) do wydarzeń finałowych. Daję autorowi szansę, by natychmiast przejść do kolejnej części “Dzikusów”, zwłaszcza, że po zakończeniu pierwszej możemy poczuć się wmanewrowani w konieczność dalszego czytania. Tym niemniej wolę zdecydowanie obejrzeć film, który we francji obejrzało kilka milionów ludzi (francuskie kino, to mogę oglądać nawet i w niszowym wydaniu),niż - takie mam ostatnie doświadczenia - zaczytywać się w książce również rekomendowanej przez te francuskie miliony…
MarWinc - awatar MarWinc
ocenił na62 lata temu

Cytaty z książki Nic takiego. Złe wieści. Jakaś nadzieja

Więcej
Edward St Aubyn Nic takiego. Złe wieści. Jakaś nadzieja Zobacz więcej
Edward St Aubyn Nic takiego. Złe wieści. Jakaś nadzieja Zobacz więcej
Edward St Aubyn Nic takiego. Złe wieści. Jakaś nadzieja Zobacz więcej
Więcej