rozwińzwiń

Odważni i Niezłomni: Władcy Losu

Okładka książki Odważni i Niezłomni: Władcy Losu autorstwa Bob Haney, Scott Koblish, George Pérez, George Roussos, Tom Smith, Mark Waid, Bob Wiacek
Okładka książki Odważni i Niezłomni: Władcy Losu autorstwa Bob Haney, Scott Koblish, George Pérez, George Roussos, Tom Smith, Mark Waid, Bob Wiacek
Mark WaidTom Smith Wydawnictwo: Eaglemoss Polska Seria: Wielka Kolekcja Komiksów DC komiksy
176 str. 2 godz. 56 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Seria:
Wielka Kolekcja Komiksów DC
Tytuł oryginału:
The Brave and the Bold: The Lords of Luck
Data wydania:
2017-06-14
Data 1. wyd. pol.:
2017-06-14
Liczba stron:
176
Czas czytania
2 godz. 56 min.
Język:
polski
ISBN:
9788377186220
Tłumacz:
Marek Starosta
Opowieść główna - Odważni i Niezłomni - Włady Losu:
Ktoś skradł księgę losu, przepotężny artefakt dający posiadaczowi pełną wiedzę o teraźniejszości, przeszłości i przyszłości. Batman oraz Green Lantern muszą sprzymierzyć się z wieloma śmiałkami, takimi jak Supergirl, Blue Beetle, Lobo oraz Legion Superbohaterów, żeby odzyskać księgę i naprawić rzeczywistość.

Opowieść druga - The Brave And The Bold #50:
Wydana po raz pierwszy w listopadzie 1963 roku opowieść z udziałem Green Arrowa oraz Łowcy Ludzi z Marsa, która zapoczątkowała w serii tradycję wspólnych przygód różnych superbohaterów.
Średnia ocen
5,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Odważni i Niezłomni: Władcy Losu w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Odważni i Niezłomni: Władcy Losu

Średnia ocen
5,8 / 10
59 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Odważni i Niezłomni: Władcy Losu

avatar
1822
1283

Na półkach: ,

Trochę za bardzo pędził ten komiks, chwilami bywał chaotyczny.

Trochę za bardzo pędził ten komiks, chwilami bywał chaotyczny.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1362
50

Na półkach: ,

Koszmarne rysunki - każdy bohater ma max 3 różne miny na całą książkę. Fabuła też nie porywa.

Koszmarne rysunki - każdy bohater ma max 3 różne miny na całą książkę. Fabuła też nie porywa.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
395
273

Na półkach: , , ,

KSIĘGA LOSU

6,5

Odważni i Niezłomni: Władcy Losu, zbiór komiksów z 2007 roku, autorstwa Amerykańskiego pisarza komiksów Marka Waida (m.in.: "The Amazing Spider-Man", "Daredevil", "Fantastic Four", "The Flash", czy "Superman").

+
"Władcy Losu" to intelektualne sciene-fiction; skradziony pradawny artefakt, podróże w czasie, czy pozaziemskie konflikty - a w samym środku duet Batman/Green Lantern, wspierani przez Supergirl.
Twórcy mięli na fabułę dużo - często - zaskakujących pomysłów, jak np. Księga Losu, w której zapisane są dzieje Wszechświata, podróż w czasie do XXXI wieku albo kosmiczny złodziej; posiadający zdolność samoreplikacji (tj. klonowania).

-
Niestety "Władcy Losu" to jedna z tych opowieści, w której występuje fabularny przesyt. Zbyt duże nagromadzenie wielu wątków sprawia, że historia jest nieco nierówna i chaotyczna. Kuleje też napięcie spowodowane mało przekonującymi czarnymi charakterami.

=
Fani sciene-fiction powinni być usatysfakcjonowani, ale pomimo, iż "Władcy Losu" to opowieść mocno oderwana od ziemi, przedstawione w niej wizje (choćby XXXI-wieku) skutecznie działają na wyobraźnie.

A teraz ciekawostka:
Na końcu wydania jest odcinek z 1963 roku, w którym zapoczątkowano tradycję łączenia superbohaterów uniwersum DC w duety. W pierwszej takiej opowieści wystąpili: Green Arrow i Marsjański Łowca Ludzi.

KSIĘGA LOSU

6,5

Odważni i Niezłomni: Władcy Losu, zbiór komiksów z 2007 roku, autorstwa Amerykańskiego pisarza komiksów Marka Waida (m.in.: "The Amazing Spider-Man", "Daredevil", "Fantastic Four", "The Flash", czy "Superman").

+
"Władcy Losu" to intelektualne sciene-fiction; skradziony pradawny artefakt, podróże w czasie, czy pozaziemskie konflikty - a w samym środku...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

119 użytkowników ma tytuł Odważni i Niezłomni: Władcy Losu na półkach głównych
  • 88
  • 31
82 użytkowników ma tytuł Odważni i Niezłomni: Władcy Losu na półkach dodatkowych
  • 41
  • 16
  • 6
  • 5
  • 5
  • 4
  • 3
  • 2

Tagi i tematy do książki Odważni i Niezłomni: Władcy Losu

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Green Lantern: Tajna geneza Gil Kane
Green Lantern: Tajna geneza
Gil Kane Geoff Johns Ivan Reis John Broome Randy Mayor Joe Giella Oclair Albert
Początek współczesnej genezy Hala wywołał we mnie jeszcze więcej emocji niż pierwowzór. Zasiadając do tej lektury nie nastawiałem się na nic i nie oczekiwałem, że będzie to lepsza, głębsza opowieść o naszym Latarniku. Jednak taką się okazała. To jak Johns dobudował i przedstawił złożoność relacji rodzinnych Jordana to mistrzostwo. Wyciągnął z tego wszystkiego znacznie więcej. Dodatkowo dostajemy też więcej o Abin Surze przed tym jak wylądował on na Ziemi. Nawiązania do znacznie późniejszej „najczarniejszej nocy” Johnsa, relacji z Sinestro, Carol.. Sam moment inicjacji i przejęcia pierścienia został również znacznie lepiej opowiedziany. Biorąc to wszystko pod uwagę jestem bardziej niż usatysfakcjonowany. Co więcej rysunki. Nie mogłem o tym nie wspomnieć. Uważam, że są tak genialne i dopasowane do tej opowieści oraz postaci, że postanowiłem wspomnieć o tym osobno. Kunszt pana Reisa. Nowsza geneza to tom składający się z 7 zeszytów. Więcej od typowej 4-5 zeszytowej miniserii, ale ta opowieść była w stanie połączyć w sobie genezy Szmaragdowego Świtu oraz Szmaragdowego Świtu II, a nawet dodać tutaj znacznie więcej w wielu kwestiach. Nie przypuszczałem, że jakaś geneza latarnii wyprzedzi u mnie legendarną opowieść z lat 90, a jednak. Cóż dziwnego, to historia Johnsa, który to sprawił że Latarnik przez dobrych pare lat błyszczał niczym Superman i Batman na rynku amerykańskim. Nie mogło więc być inaczej.
Blacezard - awatar Blacezard
ocenił na109 miesięcy temu
Amerykańska Liga Sprawiedliwości JLA: Rok pierwszy - Część 1 Brian Augustyn
Amerykańska Liga Sprawiedliwości JLA: Rok pierwszy - Część 1
Brian Augustyn Mark Waid Barry Kitson Gardner Fox Mike Sekowsky Michael Bair Pat Garrahy
Rok pierwszy naszej słynnej Ligii. Zdecydowanie jest klasycznie, jest dużo nawiązań do klasyki z lat 60 oczywiście jak na koniec lat 90 mocno rozwinięto wiele tematów. Zastąpienie Wonder Woman zaskoczyło mnie chyba najbardziej tutaj ponownie nawiązując do klasyki klasyków natomiast nie będę jak zwykle w recenzji zdradzał szczegółów. Powiem tylko, ze po przeczytaniu pierwszego tomu (o czym nie wspomniałem to właśnie pierwszy tom jest tutaj przedmiotem recenzji, a nie całość) rozumiem taki, a nie inny zamysł autorów na współczesniejszą ligę w zmienionej formie co z kolei otworzyło drzwi na możliwość wielu nawiązań do legendarnego JSA. Szanuję. Niemniej komiks w dużej części przegadany. Z jednej strony dobrze. Miał pokazać początki kształtowania kultowej załogi i z tego świetnie się wywiązał. Z drugiej strony jednak mam jakiś osobisty problem do pana Marka Waida. Nie skreślam go jako autora jednak do tej pory miałem przyjemność czytać m.in jego „Dziedzictwo” czyli jedną z genez Supermana, która oceniam jako najgorszą spośród tych które czytałem, a czytałem ich parę. Nie zrozumcie mnie źle. To nie są złe komiksy. Wręcz odwrotnie. Jednak znam lepsze genezy Supsa i być może w przyszłości przeczytam (w moim mniemaniu oczywiście) lepszą genezę Ligii. Przede mną cały drugi tom tak wiec jeszcze wiele może się zmienić.
Blacezard - awatar Blacezard
ocenił na711 miesięcy temu
Flash: Urodzony Sprinter Mark Waid
Flash: Urodzony Sprinter
Mark Waid Pop Mhan Jim Aparo Greg LaRocque David Brewer
Rok pierwszy Flasha zawarty w tomie Urodzony Sprinter to… jazda bez trzymanki. To w jaki sposób, a raczej z jaką prędkością pan Waid zaserwował tutaj dawkę informacji o nazwijmy to uniwersum Flasha było szybkie jak sam Flash. Przy czym ta skondensowana wiedza była wyłożona w sposób zrozumiały i przystępny tak dla nowego czytelnika jak i osoby, która postać Flasha znała już z innych historii. Jestem pod wrażeniem. To chyba ten moment kiedy zaczynam się naprawdę lubić z twórczością Marka Waida (nie moge ocenić pozostałych jego dzieł, które czytałem jako jednoznacznie słabe). Urodzony Sprinter nie do końca jest typową genezą. Tak jak Kroniki Atlantydy wprowadzały nas w świat Aquamana znacznie „przed” wydarzeniami w których uczestniczył Artur, tak tu jest inaczej tylko tym razem nie przed, a „po” bo wydarzenia pokazywane są czytelnikowi oczami Wallego Westa, a wiec ucznia, pomocnika, a także następcy. To jego geneza. Jak więc wypada? Bardziej niż dobrze. W zeszytach Rok Pierwszy pokazano początki, drogę jaką przeszedł, a raczej przebiegł jako młody człowiek. Następnie tom został rozwinięty o pare krótszych opowieści i to właśnie one zaważyły niestety o ocenie końcowej. Dlaczego niestety? Ponieważ rok pierwszy Waida był świetna zamknięta całością robiąc dosłownie idealnie to co geneza powinna robić. Być świetnie uchwyconą opowieścią o jednym z kluczowych bohaterów dodatkowo będąc przystępnym dla ludzi wchodzących w świat DC. To wszytko zostało spełnione w 100%. Opowieść godna maksymalnej noty. Jednak. Muszę uczciwie ocenić ten tom jako całość, a to mocno zaważyło na ocenie końcowej. Opowieść Palące sekrety nie jest sama w sobie zła. Jednak nie wnosi według mnie nic jeśli chodzi o przeznaczenie tego tomu. Jeszcze gorzej jest z historią o nazwie Kid Flash Dzień Drugi. Opowieść całkowicie tu nie pasująca. Tak graficznie jak i scenariuszowo(nie jest to Mark Waid) co niestety czuć czytając pozostałe pozycje w tym tomie i strasznie to rozstraja. Natomiast żeby tylko nie narzekać cała sytuacje ponownie ratuje Waid zeszytem Pęd Życia. Krótkie, ale genialne arcydzieło. W dużym skrócie jest to przelot przez różne etapy życia Westa ujęte w przegenialny sposób. Wszystko kończy klasyczny dla tej kolekcji eaglemoss zeszyt z wcześniejszej ery czego przeważnie nie uwzględniam w ocenie końcowej, ale tu zrobię wyjątek bo dobrze ukazuje kolejny etap życia bohaterskiego Wallego gdzie ten zmienia kostium i zaczyna się uniezależniać od swojego mentora.
Blacezard - awatar Blacezard
ocenił na910 miesięcy temu
Harley Quinn: Preludia i Fantazje Terry Dodson
Harley Quinn: Preludia i Fantazje
Terry Dodson Rick Burchett Karl Kesel Rachel Dodson Alex Sinclair Wayne Faucher Craig Rousseau Kelly Puckett Mike Parobeck Rick Taylor
Harley Quinn jest obecnie zdecydowanie inną postacią niż na początku swojego istnienia. Teraz jest zwariowaną najemniczką balansującą na granicy dobra i zła. Jednakże kiedyś scenarzyści biorąc tę postać z serialu animowanego „Batman: The Animated Series” trochę nie mieli pomysłu na tę postać. Jak wypadają pierwsze numery jej samodzielnej serii z dzisiejszej perspektywy? Tom rozpoczyna się od wspólnej ucieczki Harley Quinn i Jokera z Arkham. Harley postanawia wyręczyć swojego chłopaka i zająć się parkiem rozrywki inspirowanym Batmanem i zbirami z Gotham. Jednakże Joker nie będzie zadowolony… Początek tomu jest dosyć średni. Pokazuje znaną już toksyczność związku Harley i Jokera. Jest tu parę udanych dowcipów, ale fabuła jest strasznie schematyczna, a pewien zwrot akcji jest trochę znikąd. Odnoszę wrażenie, że ten fragment miał służyć przede wszystkim ustaleniu nowego status quo postaci. Ciekawiej już robi się, kiedy Harley Quinn zaczyna działać samodzielnie. Widać tutaj pewną zapowiedź tego jak Harley jest obecnie prezentowana w komiksach. Postanawia przestać być jedynie pomocnicą i samej kierować gangiem. Jest tu parę naprawdę zabawnych pomysłów, a czasami nawet może być żal niektórych postaci. Przy czym jednak dla mnie fabuła trochę pędziła za szybko i wątki niektórych bohaterów były zbyt szybko ucinane. Strasznym rozczarowaniem była dla mnie historyjka „Witaj na imprezie”. Myślałem, że będzie to wesoła obyczajówka, gdzie żeńskie postacie będą mogły szczerze pogadać. Jest tak jedynie w jednym przypadku, ale niestety całość wypada strasznie głupiutko. Za rysunki w większej części tomu odpowiada Terry Dodson znany chociażby z komiksu „Spider-Man i Czarna Kotka: Zło, które ludzie czynią”. Niektórych jego kreska odrzuca ze względu na pewną „ciastowatość” rysowanych przez niego postaci. Osobiście nie mam z nią zazwyczaj problemów, bo moim zdaniem pasuje do głównonurtowego komiksu amerykańskiego. Jednakże tutaj trochę przesadził jeśli chodzi o pokazywanie atrakcyjności bohaterek. Rozumiem, że to jest konwencja i postacie wyglądają w pewien sposób wyidealizowanie, ale tutaj zbyt często bohaterki były przedstawione w bardzo wyzywających pozach. Na dodatek niemal wszystkie mają identyczne sylwetki i czasami ciężko je było odróżnić siebie, kiedy niektóre z nich miały ten sam kolor włosów i podobne fryzury. Historia dodatkowa to trochę taki „oszukiwany” debiut Harley Quinn w komiksie, bo nie jest to komiks z głównego uniwersum DC, ale z uniwersum animowanego. Główną bohaterką jest Barbara Gordon, która w przebraniu Batgirl udaje się na bal kostiumowy. Jednakże przebywają na nim również Harley Quinn i Poison Ivy. Fabuła nie jest specjalnie skomplikowana. Jest to głównie potyczka bohaterka z przestępczyniami z dosyć spodziewanym występem gościnnym. Nie ma tu nic oryginalnego, ale historia jest sprawnie poprowadzona. Za rysunki odpowiada tutaj Mike Parobeck. Widać, że wzoruje się na kresce z serialu animowanego, ale niestety to co się sprawdzało w animacji nie do końca wygląda tak dobrze na nieruchomych kadrach. Pod względem fabuły tom jest całkiem przyjemny i można tu zauważyć początki Harley w formie jaka jest znana obecnie. Niestety to jak Terry Dodson portretuje kobiety w swoich rysunkach z perspektywy czasu wywołuje uśmiech politowania. Przez to ciężko mi polecać ten tom.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na64 lata temu
Amerykańska Liga Sprawiedliwości JLA: Gwóźdź Alan Davis
Amerykańska Liga Sprawiedliwości JLA: Gwóźdź
Alan Davis Mark Farmer Patricia Mulvihill
Wydestylowany Fun Jak wyglądałby świat bez Supermana? Co gdyby w oponę Kentów, gdy mieli znaleźć statek kosmiczny Kal Ela, wbił się GWÓŹDŹ? „Amerykańska Liga Sprawiedliwości JLA: Gwóźdź” zabiera nas w podróż do srebrnej ery komiksów, ale z dziurą w środku. Mimo tego pełny akcji, wolt i postaci komiks wydaje się dla każdego. A Alan Davis dzieli się z nami jednym – dobrą zabawą. „JLA: Gwóźdź” teoretycznie ma wydanie po polsku, jednak jego znalezienie w tej wersji było trudne, więc ostatecznie przeczytałem go po angielsku. Na pewno warto zobaczyć pierwszą stronę dla premise, kadrowania i kreski:  https://cdn.nakanapie.pl/0EijQl7uhH6B8PvOUUVY6bzQDTg=/origxorig/2e015f5d94bab906217ada948deab373 Z braku gwoździa but zgubiono, z braku buta konia zgubiono, z braku konia rycerza stracono, z braku rycerza bitwę przegrano. Tak to królestwo upadło, wszystko z braku gwoździa. George Herbert, Jacula Prudentum 1651, (wszystkie tłumaczenia własne z komiksu) Trochę przypomina to teksty o zgubieniu długopisu w szkole, ale brak Supermana zostaje bardzo znamiennie zaznaczony brakiem w centrum okładki (w angielskim oryginale) i wbitym gwoździem. Te zmiany nie ograniczają się tylko do tych wizualnych. Metropolis bez swojego obrońcy musiało poradzić sobie samemu – z Lexem Luthorem wprowadzającym państwo policyjne. Widać to na splashu zaraz za pierwszą stroną. Jedną trzecią kadru zajmują wyeksponowani policjanci, a w tle można zobaczyć jeszcze sterowiec albo napis „Aliens Out” (Kosmici wypad). A to wszystko w wcale-nie-NY Metropolis, gdy na burmistrza ponownie zostaje wybrany Luthor.  https://cdn.nakanapie.pl/n6e8gvyL4ioN9kq-kYyUInEiVxo=/origxorig/46629be5b5d1e7a9cb796dc9c467cccc Ten strach przed metaludźmi nie jest ograniczony do jednego miasta. Batman bez Supermana nie otwiera się bardziej i jest swoją mroczniejszą wersją. Przez co otoczony aurą tajemniczości powstaje wokół niego masa teorii spiskowych – że jest demonem albo kosmitą. Ten mrok nie pozwala mu być też liderem tytułowej Amerykańskiej Ligi Sprawiedliwości. Kolejnym kandydatem na lidera JLA w tym świecie bez personifikacji nadziei mogłaby być Wonder Woman – trzecia z trójcy DC. Niestety jako typowe serce drużyny w świecie bez nadziei nie ma dla niej miejsca. Mogłaby naprawdę zastąpić Supermana, ale wtedy nie pasowałoby to do prowadzonej narracji. Przez to nasza Amazonka niestety tam, gdzie najczęściej – na szary koniec zainteresowań scenarzysty. Ostatecznie liderem tutejszego JLA składającego się jeszcze z Marsjanina Łowcy, Aquamana, Hawkgirl, Flasha i Atoma, liderem zostaje Zielona Latarnia. Nasz kosmiczny policjant stara się, jak może, rozwiązać potencjalny spisek, ale niestety nie ma siły przebicia. Każdy z wymienionych bohaterów dostaje swój wątek i zadanie. Każde z nich ma coś ciekawego do zrobienia (poza Wonder Woman). Każde z nich odkrywa poszczególne elementy układanki, a ich wątek zdobi splash punktu kulminacyjnego. Jednym z najlepszych jest ten z Hawkgirl:  https://cdn.nakanapie.pl/mkvffILKZ4psiwbJ-IOO35HZk9E=/origxorig/0eab50545ec5edec98ccdba04903febf W związku ze strachem przed metaludźmi powstają teorie spiskowe, że wszyscy są kosmitami. Tutaj bezpośrednio dostają pozaziemscy członkowie Ligii – Marsjanin i Thanagarka (Hawkgirl). Ale nie tylko oni przecież są obcy. Aquaman jest monarchą obcego gatunku. Zielona Latarnia agentem obcych. Inność można znaleźć w każdym, o ile się chce. Jednak to pierwsza dwójka z różnych powodów decyduje się na wycofanie przy tej narastającej atmosferze. Ich łuk postaci jest niezwykle satysfakcjonujący i pokazuje różne elementy bycia bohaterem – bez względu na to czy w prawdziwym życiu, czy na kartach komiksu. Czasem pomoc innym jest tym, co się zwyczajnie powinno. Innym razem po prostu trzeba pomóc przyjacielowi w obliczu zła. Nigdy nie wiadomo, kiedy będzie miało się okazje na coś dobrego. Mimo tych poważnych tematów, wielu wątków i jeszcze więcej postaci – akcja płynie wartko. W tej komplikacji brak znajomości niszowych postaci z DC absolutnie nie przeszkadza, bo gdy wpadnie się w ten ciąg akcji po prostu się płynie. Jak określił te elementy i ograniczenie tekstu Alan Davis w liście z The Complete Editon: „GWÓŹDŹ jest eksperymentem w dostępności, szczególnie dla ludzi, którzy zazwyczaj nie czytają komiksów”. W tym ograniczeniu słów dialogi są ograniczone do minimum, ale jednocześnie bardzo treściwe. Wszystkie dialogi, ale także język ciała, mówią, kim jest dana postać. Tę dynamikę, świetne tempo i czytelność komiksu podkreśla ograniczenie do minimum małych kadrów. Te małe kadry nigdy nie są te małe kwadratowe, a ich samo ułożenie nie jest statyczne (zobacz pierwszą stronę). Często też tworzone są one przez kadrowanie większej ilustracji. Obok siebie stoi np. 3 bohaterów i każdy coś mówi, ale aby podkreślić kolejność wypowiedzi i tempo – oddziela się ich krawędziami kadrów. Pozwala to na zachowanie większych obrazów, lepszej czytelności, a ostatecznie stabilnego tempa. W tym dynamizmie i wielowątkowości „Amerykańska Liga Sprawiedliwości JLA: Gwóźdź” przypomina mi „Fantastyczną Czwórkę” Jonathan Hickmana – gdyby była bardziej nastawiona na akcję, miała więcej postaci i była zwyczajnie lepiej napisana. Ostatecznie, mimo tych analiz, głębokich wątków ten komiks był „próbą przywrócenia poczucia radości z komiksów, które czytałem jako dziecko, a przede wszystkim dostępności”. Nawiązuje tutaj do początku, gdy wspominał, jak czytał losowe komiks. I każdy pojedynczy zeszyt był zamkniętą historią, którą dało się zrozumieć bez żadnych kontinuów albo prac domowych. Komiksy chyba zaczęły bardziej iść w kierunku ciągłości po „Kryzysie na Nieskończonych Ziemiach” (1985/6). Podobnie było z serialami, które pierwotnie przez swoją proceduralną strukturę, dało się często oglądać w dowolnej kolejności. My zaś kojarzymy odrabianie pracy domowej z MCU. Na szczęście ten komiks w swoich założeniach ucieka od tych problemów i stara się być zwyczajnie ekstraktem z czystej radości, gdy sięgało się po zdobyty komiks, albo jak akurat leciał odcinek w telewizji. Dziś z tą dowolnością już nie jest tak kolorowo. Dlatego uważam, że naprawdę warto sięgnąć po „Amerykańską Ligę Sprawiedliwości JLA: Gwóźdź”, bo stworzone z pasji i dziecięcej radości arcydzieło. Jak sam autor zauważył – nie musi się każdemu spodobać – ale warto podawać go dalej i nieść dobrą nowinę.
Adam Słojewski - awatar Adam Słojewski
ocenił na104 miesiące temu
Superman: Brainiac James Robinson
Superman: Brainiac
James Robinson Geoff Johns Gary Frank Sterling Gates Pete Woods Renato Guedes
Brainiac jest jednym z najbardziej klasycznych przeciwników Supermana. Na przestrzeni lat parokrotnie zmieniała się jego geneza – raz był genialnym naukowcem z innej planety, a w innej wersji sztuczną inteligencją. Po „Nieskończonym Kryzysie” postanowiono dokonać kolejnej drobnej zmiany. Czy wyniknęło z tego coś interesującego? Superman stacza walkę z robotem Brainiaca. Wywołuje to złe wspomnienia u Supergirl, która prosi swojego kuzyna, aby ten zajął się złoczyńcą, bo ten trzyma u siebie zminiaturyzowane miasta – wśród nich kryptońskie miasto Kandor. Człowiek ze Stali rusza więc w poszukiwaniu Brainiaca. Trochę rozczarowałem się tym jak przedstawiono tu Brainiaca. Myślałem, że będzie skrywał niesamowitą tajemnicę. Okazało się jednak, że tak naprawdę przywrócono tu wiele elementów ze Srerbnej Ery Komiksu łącznie z jego motywacją. Chyba głównym nowym elementem jest większa siła fizyczna tego łotra. No i całkiem efektownie prezentuje się jego armia robotów. Fabuła nie jest zbyt skomplikowana. Bardzo dobrze udało się jednak połączyć akcję ze scenami bardziej spokojnymi, dzięki czemu czytelnik nie powinien czuć się przytłoczony. Najbardziej zaskakujący jest jednak finał, gdzie scenarzysta pozwala sobie na bardzo odważne zagranie. Naprawdę może się aż łezka w oku zakręcić. Komiks też trochę się urywa i szkoda, że nie wydano po polsku historii „New Krypton”, która bardzo dobrze rozwijała jeden z wątków. Bardzo dobrze wypada drugi plan. Relacje między pracownikami redakcji „Daily Planet” mogą naprawdę rozbawić. Z kolei elementy obyczajowe z członkami rodziny Clarka Kenta potrafią poruszyć. Za rysunki odpowiada tutaj Gary Frank. W projektach postaci wzoruje się częściowo na filmie „Superman” z 1978 r. Jednakże rysując całą bazę Braniaca wplata tutaj bardziej współczesne elementy, a jego roboty wyglądają niczym z „Terminatora”. Dodatkowa historia to „Superpojedynek w kosmosie” z „Action Comics” v1 #242 przedstawiający debiut Brainiaca. Podobało mi się, że historia ta koresponduje z główną opowieścią. Można tutaj dostrzec parę nawiązań i docenić jak je uwspółcześniono. Sama historia ma wiele naiwnych elementów, ale też trzeba docenić pomysłowość chociażby w przedstawieniu funkcjonowania miasta Kandor. Jest to bardzo sprawnie napisana historia superbohaterska. Miała duży wpływ na ówczesne komiksy z Supermanem, więc chociażby z tego powodu warto ją poznać. Przydałoby się jednak, żeby kiedyś wydano po polsku wspominany wcześniej „New Krypton”, który stanowi bezpośrednią kontynuację.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na74 lata temu
Luthor Brian Azzarello
Luthor
Brian Azzarello Lee Bermejo
Postać Supermana to w znacznej mierze symbol nadziei. Tak widzi go większość ludzi, a bohater zasłużył na takie postrzeganie swoimi czynami. Jednak czy jest to ktoś, komu można ufać w stu procentach? Co, jeśli pewnego dnia coś przestawi się w jego głowie i stwierdzi, że nie chce pomagać i wspierać, ale rządzić? Zważywszy na działania Supermana, taki scenariusz nie jest szczególnie prawdopodobny, ale czy można go odrzucić? Według Lexa Luthora – nie można. Człowiek ze Stali i jego najstarszy wróg to bardzo barwna para, a Brian Azzarello podchodzi do jej sportretowania w sposób nowatorski. W momencie powstania tego komiksu nie było jeszcze zbyt modne zadawanie takich pytań, o jakich pisałem powyżej, a sam Superman prezentował się zupełnie inaczej, bardziej „kreskówkowo”. Dlatego to, co zaproponował nam scenarzysta, było ekscytującym novum. Lex Luthor jest w tym komiksie genialnie nakreślony. Teoretycznie mamy do czynienia z altruistą, który chce wyzwolić pełny potencjał rasy ludzkiej. Uważa, że jesteśmy w stanie sięgnąć nieba i nie potrzebujemy do tego pozaziemskich inspiracji. Wspaniała motywacja. Tyle że Luthor jest przy okazji w stanie posunąć się do największego draństwa, byle swój cel osiągnąć. Brudne zagrywki są jednak wykonywane w białych rękawiczkach, rękami innych – tak, by samemu się nie pobrudzić i w razie potrzeby wszystko zamieść pod dywan. Biznesmen, któremu na sercu leży dobro innych? Tak, ale przy okazji także bezwzględny gangster, dla którego życie niewiele znaczy. Niby paradoks, ale jak się okazuje, wcale nietrudny do pogodzenia. Ten relatywizm moralny wybrzmiewa na kartach tego komiksu w wielu scenach naprawdę mocno, co robi kolosalne wrażenie. „Luthor” ze swoim ponurym wydźwiękiem z pewnością był jedną z inspiracji filmowej interpretacji postaci Supermana autorstwa Zacka Snydera. Tam też mrok i pesymizm były podstawowymi składnikami artystycznej wizji. I raz na jakiś czas chętnie przeczytam komiks o Supermanie tego właśnie typu, pisany bardzo na poważnie, zakładający, że latający kosmita naprawdę mógłby w naszym świecie istnieć, a inni mogliby mieć wątpliwości względem jego mocy i motywacji. Jednak kluczem jest właśnie zwrot „raz na jakiś czas”. Bo mimo wszystko Superman zyskał sławę właśnie swoim altruizmem i dobrocią. Dlatego też „Luthor”, choć generalnie jest komiksem światowej klasy, stanowi dla mnie raczej odskocznię od tego, jak Supermana chcę widzieć na co dzień. Bardzo poważna w wydźwięku opowieść okraszona została godnymi tego ilustracjami. Każdy kto choć trochę interesuje się komiksem, wie w jakim stylu rysuje Lee Bermejo. Słowo klucz to „realizm”. Kolejne kadry to piękne grafiki, które tylko uprawdopodabniają w oczach czytelnika świat, w którym bohater z symbolem „S” na piersi ratuje ludzi z opresji. Przy tym scenariuszu, przy tych wszystkich trudnych pytaniach, nie można było tego narysować w innym stylu. Jakkolwiek nie patrzylibyśmy na postać Supermana, i kimkolwiek by dla nas ten bohater nie był, warto docenić klasę stworzonego przez duet Azzarello/Bermejo albumu. To jeden z tych tytułów, tytułów, które przetarły szlak dla poważniejszego podejścia do komiksu i urealnienia kolorowej opowiastki o niezniszczalnym herosie, a w mniejszej skali - zwyczajnie bardzo angażująca historia, którą warto znać. Także jeśli nie jest się fanem Człowieka ze Stali. Może w takim przypadku nawet jeszcze bardziej. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2025/08/luthor-recenzja.html
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na87 miesięcy temu
Superman: Ostatni Syn Kryptona Jerry Siegel
Superman: Ostatni Syn Kryptona
Jerry Siegel Adam Kubert Dave Stewart Geoff Johns Joe Schuster Richard Donner
Obecnie dzięki komiksom z Odrodzenia, a także serialowi „Superman i Lois” Człowiek ze Stali może być kojarzony jako ojciec wychowujący dziecko. Jednakże przez dłuższy czas pozostawał bezdzietny. Dlatego też historia „Ostatni syn Kryptona” z 2006 r. wówczas wprowadzała pewien powiew świeżości. Jak jednak wypada obecnie? W Metropolis rozbija się pojazd kosmiczny. Jego pasażerem jest mały chłopiec, który posiada podobne moce jak Superman. Clark postanawia zaopiekować się dzieckiem, ale interesują się nim również wojsko oraz inne siły. Największą wadą komiksu jest to, że jest on trochę za krótki jak na taki temat. Jest tu bardzo mało scen pokazujących nawiązanie więzi chłopaka z Lois i Clarkiem. Przez to ciężko uwierzyć w ich zażyłość, która jest podkreślana pod koniec tomu. Na szczęście jest też świetna historyjka pokazująca pewną rodzinną wycieczkę – bardzo ciepła i miła opowieść, szkoda że nie ma więcej takich scen. Zdecydowanie więcej miejsca poświęcono tutaj starciu z pewnymi klasycznymi przeciwnikami. Czytelnicy znający wcześniejsze przygody Supermana mogą być zdziwieni, bo doszło tutaj do pewnych zmian uzasadnionych fabularnie historią „Nieskończony kryzys”. Widać, że w dużym stopniu wzoruje się tutaj na filmach o Supermanie z lat 70. – w końcu to ich reżyser jest współscenarzystą „Ostatniego syna Kryptona”. Podobało mi się jak rozbudowano tu niektóre postacie, ale ogólnie są to dosyć sztampowe łotry o niemalże fanatycznych rozwiązaniach. Miłą niespodzianką jest tu występ paru popularnych złoczyńców. Szczególnie Lex Luthor ma tu naprawdę dobre sceny. Za rysunki odpowiada tutaj Adam Kubert znany w Polsce chociażby z serii „Ultimate X-men”. Tutaj niestety jego rysunki wydają się mniej staranne niż zazwyczaj. To najprawdopodobniej przez zbyt grube kontury, które sprawiają, że niektóre kadry wyglądają nienaturalnie. Za to kiedy są sceny w Strefie Widm dzięki szaro-burym kolorom Dave’a Stewarta jest naprawdę klimatycznie. No i jeszcze trzeba docenić wizualne wzorowanie się na filmach z la 70. Miłym dodatkiem jest przedstawienie poszczególnych postaci z otoczenia Supermana pod koniec tomu. Wyjaśnia to trochę co pozmieniało się po „Nieskończonym kryzysie”. Tym razem dodatkowa historia zawiera m.in. trochę zmienioną genezę bohatera z 1939 r. Pojawiają się po raz pierwszy Kentowie,, a moce bohatera zostają dokładniej opisane. Pokazane jest jak Clark stara się o pracę w redakcji gazety i musi uratować niesłusznie oskarżonego o morderstwa. Można tutaj zauważyć pewien wątek społeczny jak walka z samosądami. Niestety sama historia urywa się w pewnym momencie, więc ciężko powiedzieć czy bohaterowi udało się pomóc mężczyźnie. Rysunki są tu bardzo proste i trochę ciężko się na nie patrzy z dzisiejszej perspektywy. Komiks jest bardzo sprawnie poprowadzoną historią akcji, podczas której czytelnik nie powinien się nudzić. Mam jednak pewien zgrzyt z rysunkami i trochę zbyt szybkim tempem. Uważam, że w czasie Odrodzenia lepiej przedstawiono podobny pomysł.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na74 lata temu
JLA: Wieża Babel Mark Waid
JLA: Wieża Babel
Mark Waid Devin Grayson Howard Porter Arnie Jorgensen Pablo Raimondi Mark Pajarillo Steve Scott
Superbohaterskie drużynówki od dłuższego czasu nie stanowią głównej atrakcji wydawniczej wielkich komiksowych molochów. Oczywiście nadal znajdują się w ich ofercie, ale nie przyciągają już takiej uwagi, jak około dwadzieścia lat temu. To na przełomie mileniów, w 2000 roku, ukazał się komiks przez wielu okrzyknięty jednym z najlepszych team-upów w historii DC Comics. Mowa o „Wieży Babel”, która na polskim rynku ukazała się już wcześniej, w ramach Wielkiej Kolekcji Komiksów DC. Teraz powraca, wzbogacona o kilka zeszytów poszerzających obraz wydarzeń. Sprawdźmy, jak prezentuje się w takiej wersji. Amerykańska Liga Sprawiedliwości musi mierzyć się z zagrożeniem, jakiego do tej pory nie spotkała. Ktoś wykorzystuje największe słabości herosów i powoli eliminuje ich z gry. Skąd złoczyńcy znają pięty achillesowe obrońców ludzkości? Dlaczego przypuścili atak akurat teraz? Znalezienie odpowiedzi na te pytania da superbohaterom cień szansy na uratowanie świata. Zanim dojdziemy do dania głównego tego albumu (opowieść tytułowa znajduje się na końcu i stanowi mniej więcej połowę objętości całości),autorzy zaproponowali czytelnikom kilka krótszych, zamkniętych historii, które miały stanowić coś w rodzaju wprowadzenia. Jak wypadły? Cóż, w mojej opinii prezentują się zaledwie przyzwoicie. To po prostu trykociarskie opowiastki, zasadzające się na dość prostych założeniach. Chodzi w nich o to, żeby przybliżyć głównych bohaterów. To akurat wychodzi twórcom całkiem nieźle, jednak prostota ich konstrukcji ewidentnie nie powala. Czy zatem mają tylko zwiększać objętość albumu? Mimo wszystko nie byłbym taki surowy, bo ostatecznie scenarzysta rzuca kilka ciekawych pomysłów, takich jak polowanie na kosmicznego sobowtóra Bruce’a Wayne’a, czy zmianę struktury rzeczywistości za pomocą potężnego artefaktu i wynikające z tego konsekwencje. Pod kątem czystej zabawy te krótkie historie sprawdzają się dobrze i to wystarczający powód, by uzasadnić ich obecność na kartach nowego wydania „Wieży Babel”. Sedno albumu stanowi tytułowa, czterozeszytowa historia, która w wielu miejscach opisywana jest jako jedno z najciekawszych doświadczeń jeśli idzie o trykociarskie drużynówki. Byłbym bardzo ostrożny z werdyktami tego typu, ale trzeba przyznać, że „Wieża Babel” coś w sobie ma. Uwagę zwraca przede wszystkim bardzo interesujące założenie wyjściowe. Waid świetnie pokazuje charakter Batmana i to, że jest on przygotowany absolutnie na wszystko, dopuszcza do siebie każdą możliwość, także taką, że sojusznicy mogą pewnego dnia stać się wrogami. Obecnie nie jest to novum, ale takie potraktowanie drużyny było w 2000 roku czymś naprawdę świeżym i, co istotne, pozwoliło scenarzyście nieco głębiej wejść w relacje panujące między członkami JLA. Psychologia postaci jest mocniej rozwinięta w porównaniu do standardowej naparzanki (vide oblicze „Ligi Sprawiedliwości” z czasów „Odrodzenia”),a to sprawia, że opowieść ma jakąś stawkę. Bo może i konsekwencje tych wydarzeń nie są zbyt znaczące jeśli idzie o ich wpływ na losy świata przedstawionego, ale zasiały ziarno wątpliwości w umysłach bohaterów, którzy muszą skonfrontować się z myślą, że istnieją osoby potrzebujące podparcia zaufania innymi środkami i pewną dozą kontroli, a takie podejście wcale nie musi dezawuować ich szlachetności. Jednocześnie wydarzenia przedstawione w albumie mogą stanowić ostrzeżenie dla Batmana i uzmysłowić mu, jakie mogą być koszty jego paranoi. To ciekawe spojrzenie na sposób działania tej postaci. Ilustracje pracujących przy tym albumie artystów stoją generalnie na przyzwoitym poziomie. Każdy z nas wie, jak prezentują się drużynówki – kadry są efektowne i przedstawiają walkę pomiędzy postaciami. Istotne jest rozrysowanie wszystkiego tak, by uniknąć wrażenia przesytu i chaosu. I wydaje mi się, że rysownicy „Wieży Babel” wywiązali się z tego zadania dobrze. Komiks ogląda się bez oczopląsu i choć żaden kadr raczej nie przykuje niczyjej uwagi na dłużej, to całościowo warstwa wizualna wypada po prostu ok. Czy „Wieża Babel” to faktycznie tak dobry komiks, jak twierdzi wielu fanów? Wydaje mi się, że nie, ale na tle współczesnych superbohaterskich team-upów i tak prezentuje się zaskakująco dobrze. To opowieść oparta na interesujących założeniach, a jej twórcy, choć korzystają ze sprawdzonych w tego typu opowieściach patentów, robią to bardzo sprawnie, dzięki czemu opowieść potrafi utrzymać uwagę czytelnika na przestrzeni praktycznie całego albumu. Nie jest to jednak żadne objawienie, ale (tylko lub aż – zależnie od nastawienia) całkiem dobra rozrywka. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2023/11/jla-amerykanska-liga-sprawiedliwosci.html oraz na łąmach serwisu Szortal - https://www.facebook.com/Szortal/posts/pfbid0Vc3nc2ZPKWkjW66ymm5gd2jTzyYFozespDXiabSxDy23pUKnXgj2JPJzzVDTowNUl
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na62 lata temu
Catwoman: Na tropie Catwoman Rick Burchett
Catwoman: Na tropie Catwoman
Rick Burchett Darwyn Cooke Cameron Stewart Ed Brubaker Lee Loughridge Matt Hollingsworth Mike Allred Brad Rader Giulia Brusco
Catwoman jest jedną z najpopularniejszych postaci bezpośrednio powiązanych z Batmanem. Jednakże doczekała się swojej regularnej serii komiksowej dopiero w 1993 r. Seria ta jest obecnie reliktem swojej epoki, kiedy to kobiety przedstawiano wyidealizowany sposób, a fabuła to głównie niezbyt pomysłowa sensacja. Trochę świeżości do komiksów z tą postacią postanowił wprowadzić Ed Brubaker, późniejszy autor znakomitej serii „Gotham Central”, w 2002 r. komiksem „Wielki Skok Seliny”. Tytuł okazał się na tyle dużym sukcesem, że ten sam scenarzysta zajął się później nową regularną serią z tą bohaterką. To właśnie komiksy o Catwoman ze scenariuszem Eda Brubakera zawiera omawiane wydanie zbiorcze. Tom rozpoczyna wspominany wcześniej „Wielki Skok Seliny”. Tytułowa bohaterka dowiaduje się o pociągowym transporcie pieniędzy należących do gangsterów. Selina zbiera więc zespół i postanawia ukraść gotówkę. Jest to typowa opowieść o skoku. Większą część komiksu zajmują przygotowania do samej akcji, by w finale ją ostatecznie przeprowadzić. Jednakże nie oznacza to, że nie ma tu żadnej intrygi. Na pociąg z pieniędzmi czyhają też inni, a w całą sprawę miesza się prywatny detektyw poszukujący Seliny. Dzięki temu akcja nie jest monotonna, a bohaterowie muszą zmagać z coraz to nowymi problemami. Przy tym też nie ma tu właściwie żadnych elementów typowych dla komiksów bohaterskich, a bohaterka nie zakłada nawet swojego kostiumu, przez co można się czuć jakby oglądało się dobry film sensacyjny. Podobały mi się tutaj drugoplanowe postacie. Najbardziej w pamięć zapada doświadczony złodziej Stark, z którym Selinę zdaje się łączyć szczere uczucie, do którego jednak żadne nie chce się przyznać. Dużą rolę też odgrywa tu detektyw Sam Bradley, który działa według swojego specyficznego kodeksu moralnego i niczym Batman ma relację z bohaterką na zasadzie wróg-sojusznik. Trochę gorzej wypada pewien młody przestępca, który pomaga bohaterom – miałem nadzieję, że bardziej go rozbudują. Za to bardzo poruszającym motywem jest trzecioplanowa postać Chantel, która jest trochę cichym bohaterem tej opowieści. Następna opowieść to tytułowa „Na tropie Catwoman”, która oryginalnie była publikowana w odcinkach łamach serii „Detective Comics” numery 759-762. Akcja rozgrywa się w tym samym czasie co początek „Wielkiego Skoku Seliny”. Głównym bohaterem jest prywatny detektyw Slam Bradley, któremu burmistrz Gotham zleca odnalezienie Seliny Kyle. Ta opowieść to z kolei kryminał noir, gdzie większą rolę odgrywa ponury klimat niż rozwiązanie zagadki. Detektyw musi mierzyć się z różnymi zbirami i w trakcie śledztwa sam zaczyna mieć wątpliwości moralne. Przy tym też sam bohater sięga często po brutalne metody, ale też gotowy jest do poświęceń. Świetna opowieść. Kolejna historia czyli „Coś na ból” to początek regularnej serii „Catwoman”. W East Endzie, dzielnicy Gotham City, dochodzi o serii morderstw na prostytutkach. Policja działa bardzo opieszale, więc Selina Kyle zakłada ponownie kostium Catwoman, żeby odnaleźć mordercę. Opowieść ta to całkiem istotne element ewolucji postaci. W wielu komiksach była ona głównie złodziejką i awanturniczką. Tutaj jednak staję się obrończynią East Endu. Opowiada się po stronie osób nieakceptowanych przez społeczeństwo, którym zarówno policja, jak i inni superbohaterowie nie są zbyt chętni do pomocy. Tutaj już twórcy nie unikają nawiązań do szerszego uniwersum. Powraca tu Holly Robinson, koleżanka głównej bohaterki znana z komiksu „Batman – Rok pierwszy”, a sama Selina korzysta z pomocy doktor Leslie Thompkins. Nawet Batman się tu pojawia się, ale jest on jedynie postacią epizodyczną – dzięki temu nie zabiera głównej bohaterce jej opowieści. Bohaterka może tutaj odegrać rolę detektywa. Posługuje się zarówno sprytem, jak i też brutalną siłą; ale w odróżnieniu od Batmana może też korzystać ze swoich kobiecych atutów. Mam mieszane uczucia co do rozwiązania samej zagadki, bo wolałbym coś bardziej przyziemnego, ale może zostanie to jeszcze później rozwinięte. Za rysunki w tym tomie do tej pory odpowiadał Darwyn Cooke, artysta znany z historii „Batman – Ego” czy „Nowa Granica”. Jego kreska może kojarzyć się z tą znaną z serialu animowanego „Batman – The Animated Series”, gdzie kobiety są zgrabne i drobne, a mężczyźni mocno zbudowani. Jednakże udaje mu się uniknąć nadmiernej seksualizacji wyglądu postaci, co widać chociażby po projekcie nowego kostiumu Catwoman. Odrzucony tu zostaje obcisły fioletowy strój z lat 90., a zamiast tego bohaterka dostaje bardziej praktyczne czarne wdzianko. Niestety czasami odnosiłem wrażenie, że artysta za bardzo się spieszył, bo niektóre kadry wychodzą bardzo niestarannie. Tom zamyka historia „Przebrania”, gdzie to Holly Robinson rusza tropem policjanta działającego w ukryciu. W wyniku tego Selina musi bardziej zainteresować się policją działającą w East Endzie. Będzie musiała przy tym zwrócić się o pomoc do starego przyjaciela. Początek historii opowiadany jest z perspektywy Holly Robinson. Można dzięki temu dokładniej poznać jej charakter, a także przeszłość. Okazuje się ona bardziej wnikliwą obserwatorką rzeczywistości niż Catwoman, ale przy tym jednak ma pewne ograniczenia i zmaga się z własnymi demonami. Opowieść ta porusza znany już z komiksu „Batman – Rok pierwszy” problem skorumpowania policji z Gotham. Podobnie jak Człowiek-Nietoperz we wspominanym komiksie, bohaterka ma tylko paru sojuszników, którzy jej pomogą. W odróżnieniu jednak o Batmana nie boi się grać nieczysto. Tutaj też w drobnych rolach pojawiają się postacie z szerszego uniwersum. Policjant Crispus Allen jest tu miłym smaczkiem. Jednakże prawdziwym szokiem może być ostatnia strona, która zapowiada bardzo sensacyjne wydarzenia w życiu bohaterki. Tutaj już rysują Brad Rader i Cameron Stewart. Ich rysunki wydają mi się bardziej sztywne i mnie pomysłowe niż te Cooke'a. Jednakże udaje im się stworzyć parę efektownych kadrów. Tom zawiera też posłowie Kamila Śmiałkowskiego. Jest to bardzo ogólne omówienie postaci Catwoman w różnych mediach, a także krótko opisani są twórcy. Szkoda, że więcej miejsca nie poświęcono na wcześniejsze przygody bohaterki z lat 90., bo przydałoby się chociażby wyjaśnienie dlaczego jest uważana za zmarłą. Jeśli ktoś kupuje ten komiks tylko dla Batmana, to się zawiedzie. Jeśli jednak poszukuje się dobrego komiksu o Catwoman, gdzie bohaterka nie jest jedynie miłym dla wzroku elementem, to trafił w dziesiątkę. Tom przekonał mnie do tej postaci i z chęcią sięgną po kolejne.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na85 lat temu
Batman: Śmierć w rodzinie Walter Simonson
Batman: Śmierć w rodzinie
Walter Simonson Mike Decarlo Alfredo Alcala Jim Aparo Adrienne Roy Jim Starlin Doug Moench Don Newton
Komiks narysowany w specyficznym stylu, nie mówię, że złym, jednym się spodoba innym nie, mi nie do końca. Kolorystyka jest zbyt jaskrawa i krzykliwa, co druga postać ma takie same granatowe włosy, a twarze Bruce'a i Supermana, nie wiedzieć czemu, są identyczne. Poza tym wizerunek Jokera nie podoba mi się w ogóle: nie wygląda złowieszczo i szaleńczo, jak powinien, ale po prostu śmiesznie, jak ryba wyrzucona z wody z tą swoją ciągle otwartą gębą. Komiks pod względem wizualnym po prostu nie pasuje mi do postaci Batmana. Sama historia jednak przedstawia się trochę lepiej, głównie za sprawą tytułowej śmierci i konsekwencji, które z niej wynikną. Może i tylko z tego powodu, bo gdyby Robin nie umarł, byłby to tylko przeciętny komiks. Cała akcja rozgrywa się praktycznie poza Gotham - Bliski Wschód, Etiopia - i tam Batman ugania się za terrorystami i szuka matki Robina. A Batman bez swojego Gotham City dużo traci. Nie czuć tu tego klimatu, zmiana scenerii nie wychodzi na dobre. Na szczęście jednak Robin umiera i ratuje komiks, nadając mu powagi i dramatyzmu i sprawiając, że Batman byłby w stanie przekroczyć swoją nieprzekraczalną granicę. 'Śmierć w Rodzinie' to dość przeciętny komiks, mający jednak mocnego asa w rękawie, więc jego znaczenie jest duże, aczkolwiek wolałbym, żeby to wydarzenie przyobleczono w inną historię.
Johnny_Malini - awatar Johnny_Malini
ocenił na69 lat temu

Cytaty z książki Odważni i Niezłomni: Władcy Losu

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Odważni i Niezłomni: Władcy Losu