Artykuły„Kawa z Mistrzem Zbrodni” – wygraj spotkanie z Wojciechem Chmielarzem z okazji Światowego Dnia Książki
LubimyCzytać1
Artykuły"Przejścia. Którędy do miłości" Natalii de Barbaro. Mamy dla Was 40 egzemplarzy książki!
LubimyCzytać2
ArtykułyCzytamy w weekend. 10 kwietnia 2026
LubimyCzytać442
ArtykułyNadciąga Gwiazdozbiór Kryminalny!
LubimyCzytać8
Szalupy z „Glen Carrig”

- Kategoria:
- horror
- Format:
- papier
- Seria:
- Biblioteka Grozy
- Tytuł oryginału:
- The Boats of the 'Glen Carrig'
- Data wydania:
- 2017-03-17
- Data 1. wyd. pol.:
- 2017-03-17
- Liczba stron:
- 168
- Czas czytania
- 2 godz. 48 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788374703468
Ta mrożąca krew w żyłach historia jest relacją Johna Winterstrawa. Był on jednym z rozbitków ze statku „Glen Carrig“, którzy musieli nie tylko stanąć oko w oko z Nieznanym, ale i stoczyć niejedną walkę z morskimi stworami przy użyciu karkołomnych forteli.
Kup Szalupy z „Glen Carrig” w ulubionej księgarnii
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Polecane przez redakcję
Opinia społeczności i
Szalupy z „Glen Carrig”
Nie jest to książka, która zbudziła we mnie prawdziwe przerażenie ale nie mogę odmówić autorowi umiejętności budowania nastroju osaczenia i zagrożenia ze strony przedziwnych, odrażających i niebezpiecznych stworzeń, jak również pomysłowości w obmyślaniu obcego, nieznanego świata, jakim jest wyspa, na którą los i fale rzuciły pasażerów szalup z rozbitego statku. Na plus także bardzo dobrze oddane realia rozmaitych czynności żeglarskich - tu plon przyniosło osobiste doświadczenie autora. I dobre tempo fabuły, pomimo iż opartej prawie wyłącznie na opisach. Poza tym: jedna z najlepszych chyba okładek w serii Biblioteki Grozy C&T, można się nieźle zapatrzyć.
Oceny książki Szalupy z „Glen Carrig”
Poznaj innych czytelników
245 użytkowników ma tytuł Szalupy z „Glen Carrig” na półkach głównych- Chcę przeczytać 151
- Przeczytane 94
- Posiadam 43
- Biblioteka Grozy 3
- Biblioteka grozy 3
- Horror 3
- 2019 2
- Ulubione 2
- 2017 2
- 2017 2
Inne książki autora












































OPINIE i DYSKUSJE o książce Szalupy z „Glen Carrig”
Forma pamiętnika. Plastyczne, barwne, niepokojące, lekko Lovecraftowskie.
Autor spędził osiem lat na morzu jako marynarz, co zresztą zręcznie wykorzystał w swojej książce.
Forma pamiętnika. Plastyczne, barwne, niepokojące, lekko Lovecraftowskie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutor spędził osiem lat na morzu jako marynarz, co zresztą zręcznie wykorzystał w swojej książce.
Uwielbiacie marynistyczną grozę? Jeśli tak, to zapraszam na prawdziwą nadnaturalną perełkę, która pierwotnie została wydana w 1907 roku, czyli ponad sto lat temu!🖤
Zanurzymy się tu w relację z przygód Johna Winterstrawa, rozbitka statku "Glen Carrig". Gdzieś na nieznanych wodach, hen daleko... na morskich mapach ich nie uświadczysz. Trafiają w okolice bagnistych, ponurych pustkowi porosłych osobliwą roślinnością. Za dnia panuje bezruch i niepokojąca cisza, natomiast nocą słychać przedziwne dźwięki płaczu... To wszystko jest takie niesamowite! Mrok zasnuwa umysł! Poczucie istnienia czegoś nieznanego, gargantuicznego wymykającego się z ram racjonalnego pojmowania świata. Brzmi fascynująco, prawda? A to zaledwie początek tej opowieści!🌊
Nieustraszeni żeglarze i istnienie świata, który nigdy nie powinien zostać odkryty. Cmentarzyska statków, krwiożercze kraby giganty, ogromniaste głowonogi, kłębowiska wodorostów, diabelskie ryby i wiele innych ohydnych rzeczy.
Tekst nie został unowocześniony i bardzo dobrze! Inaczej ta książka straciłaby cały urok. Zdaję sobie sprawę, że dla niektórych może ta lektura może być niełatwą przeprawą, ale warto! Zachęcam do zagłębienia się w te przedziwności, które potrafią zmrozić krew w żyłach.
Całkowicie pochłonął mnie klimat tej opowieści. Uwielbiam takie awanturnicze historie z domieszką grozy! Gorąco polecam, zwłaszcza miłośnikom twórczości Samotnika z Providence czy Algernona Blackwooda.
Uwielbiacie marynistyczną grozę? Jeśli tak, to zapraszam na prawdziwą nadnaturalną perełkę, która pierwotnie została wydana w 1907 roku, czyli ponad sto lat temu!🖤
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZanurzymy się tu w relację z przygód Johna Winterstrawa, rozbitka statku "Glen Carrig". Gdzieś na nieznanych wodach, hen daleko... na morskich mapach ich nie uświadczysz. Trafiają w okolice bagnistych, ponurych...
"Nie potrafiliśmy jednak odgadnąć, cóż to za stworzenie mogłoby wydawać tak dziwne odgłosy. Nie było to bowiem ani szuranie, ani żaden inny rodzaj stąpania, ni też furkot skrzydeł nietoperza, co przyszło mi na myśl jako pierwsze, słyszałem bowiem opowieści o wampirach spędzających noce w ponurych miejscach. Odgłosy te nie przypominały również szelestu wężowych łusek to, co słyszeliśmy, brzmiało raczej tak, jakby podłoga i wszystkie grodzie były tam przecierane wielką, wilgotną ścierką."
"Do szyby niewybitego okna przywarła jakaś szkarłatna masa, rzec by można, przysysając się doń. [...] i tak ujrzałem, że wyglądała ona jak stworzona z licznych płatów surowej wołowiny... tyle że to coś żyło."
"W całym wąwozie daleko pod nami roiło się od poruszających się stworów, w blasku księżyca wyglądających blado i niezdrowo. Sposobem przemieszczania się przypominały one nieco ogromne ślimaki, choć same w sobie sylwetką bynajmniej na ślimaki nie wyglądały - kojarzyły mi się raczej z nagimi ludźmi, jeno wielce otyłymi i pełzającymi na brzuchach. W ich ruchach przejawiała się jednak czasem zdumiewająca chyżość."
Niektóre książki dobrze się czyta zimą, inne warto zostawić na lato i okres urlopowy. Literatura grozy przyzwyczaja głównie do zapachów i barw kojarzących się z późną jesienią, jednak jak sami doskonale wiecie, nie ogranicza się jedynie do obcowania w ciemnych barwach, strasząc również w świetle dnia. W swoim dzisiejszym tekście chciałbym zaprosić was do szalup nieodżałowanego Glen Carrig i pokazać, że w groza może kryć się pod pokładami statków, w głębi morskich fal i pod promieniami letniego słońca.
"Szalupy z Glen Carrig" to powieść autorstwa Williama Hope Hodgsona, który zapewne jest Wam dość dobrze znany za sprawą szeregu antologii, publikacji i zapowiedzi kolejnych wydawców. Można dyskutować, kto należy do podium pisarzy, którzy tworzyli klasyczną grozę jednak patrząc na niesłabnące zainteresowanie twórczością, śmiało mogę zaryzykować stwierdzenie, że William jest jednym z bardziej zapamiętanych autorów klasycznej literatury grozy. Pisarz zachwycał nas swoim weirdowym "Domem na granicy światów", opowiadaniami zawartymi zarówno w szeregu antologii, jak i zbiorach opowiadań, a także pewną zapowiedzią, która powoli się do nas zbliża.
Szalupy to opowieść marynistyczna, spisana w formie dziennika, przez Johna Winterstawa dla jego syna Jamesa. John, który w momencie opisywania wrażeń miał 23 lata, relacjonuje synowi swoją przygodę rozpoczętą wraz z zatonięciem tytułowego Statku Glen Carrig, płynnie przechodząc przez szereg przygód i niebezpieczeństw czekających na otwartym morzu. Narrator, od którego bije aura nowicjusza zakochanego w morzu, pod okiem bosmana i innych marynarzy, poznaje prawdziwy czar morza, ale i oczywiście zagrożenia błękitnego horyzontu.
Miarą dobrego pisarstwa jest sprawienie, by opowiadania historia była jak najbardziej realna, toteż po lekturze prezentowanej powieści śmiało mogę napisać, że Hodgson był prawdziwym czarodziejem słowa. Mając ponad osmioletnie doświadczenie na morzu, sprawił, że opowieść rozbitków brzmiała jak opis prawdziwych zdarzeń z epoki, natomiast pozornie nieprawdopodobne wydarzenia urosły do rangi możliwych makabr. Archaiczny język może stanowić pewnego rodzaju wyzwanie dla współczesnego czytelnika, jednak zarówno dynamika historii, jak i obiecująca przygoda przesłaniają takie kwestie.
Pisząc o szalupach, nie sposób pominąć wspomnianej wyżej dynamiki wydarzeń. Dziennik Johna jest niczym rwąca fala pchająca kunsztownie wykonany trójmasztowiec, a całość sprawia wrażenie przytawernianej opowieści, którą chłoniemy od wiekowego marynarza. Wybrałem tę lekturę specjalnie na urlop nad morzem i wydaje mi się, że nie mogłem trafić lepiej. Szum bałtyckich fal poniósł mnie daleko w odmęty bujnej wyobraźni Hodgsona.
"Nie potrafiliśmy jednak odgadnąć, cóż to za stworzenie mogłoby wydawać tak dziwne odgłosy. Nie było to bowiem ani szuranie, ani żaden inny rodzaj stąpania, ni też furkot skrzydeł nietoperza, co przyszło mi na myśl jako pierwsze, słyszałem bowiem opowieści o wampirach spędzających noce w ponurych miejscach. Odgłosy te nie przypominały również szelestu wężowych łusek to, co...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDawno nie ubawiłem się tak przy książce, z której tak mało rozumiałem. Mam słabość do naturalistycznego pisarstwa. Opisy posiłków i doskonale praktyczne zachowania bohaterów mają nieodparty urok, a tutaj jest tego mnóstwo. Zupełnie nie przeszkadzał mi własny ubogi zasób słownictwa. Przecież to marynistyczna powieść przygodowa i wszystkie elementy budowy statku jedynie dodają jej realizmu, a taki szczur lądowy jak ja może jedynie podziwiać fachową wiedzę.
Ale to nie tylko powieść przygodowa, bo Hodgson inspirował się również grozą i cała książka jest przesycona niesamowitością właściwą pisarzom weird fiction. Miejscami atmosfera bardzo przypominała mi dzieła Algernona Blackwooda, a to dzięki bardzo udanym opisom obcej i budzącej strach natury zinfiltrowanej przez nieznane ludzkości zagrożenie. Wspaniała atmosfera sprawia że czytelnik czuje się nieswojo.
Polecam każdemu wielbicielowi gatunku i po raz kolejny dziękuję ludziom z wydawnictwa C&T za doskonałą kolekcję książek.
Dawno nie ubawiłem się tak przy książce, z której tak mało rozumiałem. Mam słabość do naturalistycznego pisarstwa. Opisy posiłków i doskonale praktyczne zachowania bohaterów mają nieodparty urok, a tutaj jest tego mnóstwo. Zupełnie nie przeszkadzał mi własny ubogi zasób słownictwa. Przecież to marynistyczna powieść przygodowa i wszystkie elementy budowy statku jedynie...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZnasz szanty? Żeglujesz? Nie uciekasz, gdy w wakacyjnej opowieści nagle pojawiają się "achtersztagi, bombramreje, kabestany, kilwatery i naprawa bukszprytu"? Świetnie. Jeśli w dodatku jesteś fanem Lovecrafta albo Grabińskiego i masz słabość do nieco starodawnego sposobu narracji, to właśnie znalazłeś swojego Graala!
"Szalupy..." są wypełnione morskimi opowieściami ociekającymi nie tylko słoną wodą, ale też mackami, nawiedzonymi wodorostami, krwiożerczymi krabami-gigantami, dziwacznymi grzybami i absurdalnymi syrenami, których przodkowie mieli chyba gorący romans z głowonogami.
Nieco archaiczna forma i umieszczenie akcji w odległej przeszłości wzmagają efekt odrealnienia, na czas lektury znikniecie z lądowego świata pod powierzchnią złowrogiego oceanu.
Znasz szanty? Żeglujesz? Nie uciekasz, gdy w wakacyjnej opowieści nagle pojawiają się "achtersztagi, bombramreje, kabestany, kilwatery i naprawa bukszprytu"? Świetnie. Jeśli w dodatku jesteś fanem Lovecrafta albo Grabińskiego i masz słabość do nieco starodawnego sposobu narracji, to właśnie znalazłeś swojego Graala!
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Szalupy..." są wypełnione morskimi opowieściami...
Czytanie książek z kompletnie innej epoki zawsze jest ciekawym doświadczeniem, ponieważ można zaobserwować, jak odmienne spojrzenie na znane nam doskonale gatunki mieli twórcy. Chociaż "Szalupy" zdecydowanie posiadają wiele cech horroru, koniec końców są jednak dużo "łagodniejsze" w odbiorze od dzieł publikowanych nawet kilkanaście lat później; miło jest też dotrzeć do powieści, która bardzo wyraźnie miała wpływ na późniejszy nurt weird fiction - czytanie opinii, że to "Guliwer w krainie Cthulu" moim zdaniem uwłacza faktom, ponieważ bez twórców podobnych Hodgsonowi, żadnego Cthulu by nie było.
Powieść sama w sobie nie jest wybitna i czytałam ją zdecydowanie dłużej niż przy tej długości wypadało, jednak to wina łączenia elementów grozy z marynistyczną powieścią awanturniczą, ponieważ ani marynistycznych, ani awanturniczych nie lubię, zwłaszcza z okresu Hodgsona i ilekroć książka skupiała się na tym, łapałam się na czytaniu, ale kompletnie bez zrozumienia tekstu - po prostu się wyłączałam. Niemniej, elementy grozy, choć nie były typowo krwawe i nastawione na otwarte straszenie czytelnika, do czego przywykli miłośnicy współczesnych horrorów, zdecydowanie działały, ponieważ Hodgson umie zbudować atmosferę niepokoju i zagrożenia zarówno opisami dziwactw i obrzydliwości, jak i nieopisywaniem *niczego* konkretnego, jedynie wprawiającej w dyskomfort niewiedzy.
Nie sądzę, bym sięgnęła po tę powieść ponownie, a przynajmniej nie szybko, ale zachęciła mnie z pewnością do sprawdzenia reszty (bardzo niestety ubogiej) twórczości autora.
Czytanie książek z kompletnie innej epoki zawsze jest ciekawym doświadczeniem, ponieważ można zaobserwować, jak odmienne spojrzenie na znane nam doskonale gatunki mieli twórcy. Chociaż "Szalupy" zdecydowanie posiadają wiele cech horroru, koniec końców są jednak dużo "łagodniejsze" w odbiorze od dzieł publikowanych nawet kilkanaście lat później; miło jest też dotrzeć do...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDziś na rozkładzie „Szalupy z Glen Carrig” Williama Hope’a Hodgsona od "Biblioteka Grozy" wydawnictwa C&T, czyli bardzo przyjemna ramotka.
Pierwszy raz z tym pisarzem miałem styczność przy okazji zbioru opowiadań „Tropiciel duchów”, który okazała się bardzo, ale to bardzo rozczarowujący. Klimatu za grosz, intrygi i rozwiązania zagadek rodem ze „Scooby-Doo”, co najwyżej staromodny styl pisania był zaletą, ale ja po prostu taki styl lubię, także pochwała poszła niejako „z urzędu”. „Szalupy…” to jednak inna rodzaj opowieści – przede wszystkim to jedna historia, żaden tam zbiorek, która czerpie pełnymi garściami ze sprawdzonych składników – katastrofa, podróż w nieznane, odkrywanie niezbadanych lądów (pamiętajmy, że w momencie pisania na świecie wciąż pozostawało wiele do odkrycia i opisania),klimat przygody, tajemnica i gotowe. Książka nie rości sobie pretensji do bycia czymś więcej, jest po prostu przyjemną historią marynarzy, którzy cudem uniknęli śmierci, lecz prądy morskie/oceaniczne znoszą ich do coraz to wymyślniejszych krain, gdzie czekają różnorakie zagrożenia – brzmi sztampowo, widziało się/czytało się takie opowiastki wiele razy, ale w tym przypadku uroku dodaje wspomniany język i wyobraźnia autora (więcej zdradzić nie mogę. Naturalnie nie jest to wielka literatura, nawet nie jest znakomitym horrorem, ale ma swoje plusy (u mnie pulsuje dodatkowo za morski klimat – lubię marynistyczne powieści, także marynistyczne wątki w powieściach🙃) i ostatecznie mogę ją polecić, choć ci, którzy nie gustują w niegdysiejszej prozie pokroju Poego, Dickensa czy Jamesa lub drażni ich zanadto elegancki język, pewnie psychologiczne uproszczenia itd., mogą ją sobie darować.
Za to szczególną uwagę na tę pozycję powinni zwrócić psychofani Lovecrafta – widać tu sporo podobieństw i są też… macki. 😉
Dziś na rozkładzie „Szalupy z Glen Carrig” Williama Hope’a Hodgsona od "Biblioteka Grozy" wydawnictwa C&T, czyli bardzo przyjemna ramotka.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwszy raz z tym pisarzem miałem styczność przy okazji zbioru opowiadań „Tropiciel duchów”, który okazała się bardzo, ale to bardzo rozczarowujący. Klimatu za grosz, intrygi i rozwiązania zagadek rodem ze „Scooby-Doo”, co najwyżej...
Jeśli uznajemy tę książkę za powieść grozy albo horror, to niestety nie jest to dobra książka pod tym względem. W zamian proponuje uznać tę książkę za powieść przygodową z elementami grozy i wtedy mamy dobrą historię w klimacie podróży morskich. Zaletami tej książki są również motywy Lovecraft'owej mitologii, których nie będę przytaczać, w celu nie zdradzania fabuły. Jako fan podróży morskich w literaturze, mogę powiedzieć, że dobrze bawiłem się przy tej krótkiej, ale przyjemnej historii. Długość książki to również jej zaleta, ponieważ nie komplikuje na siłę historii.
Jeśli uznajemy tę książkę za powieść grozy albo horror, to niestety nie jest to dobra książka pod tym względem. W zamian proponuje uznać tę książkę za powieść przygodową z elementami grozy i wtedy mamy dobrą historię w klimacie podróży morskich. Zaletami tej książki są również motywy Lovecraft'owej mitologii, których nie będę przytaczać, w celu nie zdradzania fabuły. Jako...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoczątek książki to bardzo dobry i tajemniczy horror, który nawet dzisiaj jest straszny. Potem przestaje być strasznie i jest raczej bardziej nastawiona na akcję, mimo wszystko myślę, że warta przeczytania, dla wszystkich fanów weird fiction i dobrych horrorów.
28.12.2019
Początek książki to bardzo dobry i tajemniczy horror, który nawet dzisiaj jest straszny. Potem przestaje być strasznie i jest raczej bardziej nastawiona na akcję, mimo wszystko myślę, że warta przeczytania, dla wszystkich fanów weird fiction i dobrych horrorów.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to28.12.2019
Ramotka z czasów dawno minionych. Fabuła prosta jak budowa cepa, czyli brytyjski Sindbad w krainie Lovecrafta. Zasadniczą (i w sumie jedyną) zaletą opowiastki jest swoisty, niepowtarzalny dzisiaj klimat grozy, związanej z poczuciem, że na Ziemi są jeszcze miejsca tajemnicze, nieodkryte, tchnące podejrzanymi istotami i porywające nieświadomych podróżników (coś w stylu Trójkąta Bermudzkiego). Wielbiciele tego typu atrakcji znajdą tutaj wiele dla siebie.
Mnie ta krótka opowiastka trochę zmęczyła. Brak dialogów, groza wynikająca z opisów sytuacji, które już się wydarzyły, wiele naiwności i umowności, a końcówka to już w ogóle jakiejś drętwe love story się robi. Sama groza jest wysoce naiwna, taka nastolatkowa, niewiele wiadomo też na temat samych bohaterów, z niewiadomego powodu Hodgson ich prawie w ogóle nie personifikuje, bosman to cały czas bosman, wiadomo o nim tylko tyle że jest dzielny i świetny z niego przywódca i skumplował się z narratorem-Sindbadem, kuriozalne jest wręcz, że autor raczy poinformować nas o nazwisku jednego z bohaterów dopiero wtedy, gdy ten ginie. Nie wiadomo, ilu jest ludzi w szalupie, co to za ludzie (tzn. jaką pełnili funkcję na statku),ile mają lat, jak wyglądają, cokolwiek, co więcej o tym, że narrator-Sindbad nie był członkiem załogi "Glen Carrig", tylko pasażerem czytelnik dowiaduje się w ostatnim rozdziale! Autor bardzo niewiele wyjaśnia, co oczywiście było uzasadnione przyjętą formułą opowieści ojca sprzed lat, spisywanej przez syna, tylko że w połączeniu z brakiem dialogów to się nie sprawdza, nie sposób przejąć się bohaterami, których się nie zna, całość nuży mocno, co jest sporym osiągnięciem przy 161 stronach.
Tak więc poza specyficznym, lovecraftowskim klimatem nieznanych mórz i lądów, reszta jest do bani.
Ramotka z czasów dawno minionych. Fabuła prosta jak budowa cepa, czyli brytyjski Sindbad w krainie Lovecrafta. Zasadniczą (i w sumie jedyną) zaletą opowiastki jest swoisty, niepowtarzalny dzisiaj klimat grozy, związanej z poczuciem, że na Ziemi są jeszcze miejsca tajemnicze, nieodkryte, tchnące podejrzanymi istotami i porywające nieświadomych podróżników (coś w stylu...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to