Polacos. Chajka płynie do Kostaryki

Okładka książki Polacos. Chajka płynie do Kostaryki autora Anna Pamuła, 9788380494770
Okładka książki Polacos. Chajka płynie do Kostaryki
Anna Pamuła Wydawnictwo: Czarne Seria: Reportaż reportaż
208 str. 3 godz. 28 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Seria:
Reportaż
Data wydania:
2017-04-19
Data 1. wyd. pol.:
2017-04-19
Liczba stron:
208
Czas czytania
3 godz. 28 min.
Język:
polski
ISBN:
9788380494770
Średnia ocen

6,5 6,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Polacos. Chajka płynie do Kostaryki w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Polacos. Chajka płynie do Kostaryki



książek na półce przeczytane 378 napisanych opinii 344

Oceny książki Polacos. Chajka płynie do Kostaryki

Średnia ocen
6,5 / 10
214 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Polacos. Chajka płynie do Kostaryki

avatar
496
182

Na półkach:

Anna Pamuła- studentka na kierunku: stosunki etniczne i migracje międzynarodowe- w 2009 roku wyrusza do Kostaryki by dowiedzieć się, skąd wzięli się tam polscy Żydzi w latach 20. i 30. poprzedniego wieku.
Dlaczego wyemigrowali za ocean?
Co ich do tego skłoniło?
Jak wyglądała ich podróż?
Jakie mieli oczekiwania? Co zastali na miejscu?
Jakie w nich zostały wspomnienia z Polski?

To książka o ludziach u schyłku życia, których los dawno temu rzucił na drugi koniec świata.
M.in. Dawid , urodzony w 1931.
Ewa, 1928.
Frieda, 1927.

Tkwiły w nich różne emocje, czasami bardzo skrajne. Od nostalgii, tęsknoty po strach i nienawiść do Polski i Polaków.
Nie mamy prawa ich oceniać, obrażać się na nich za ich gorzkie wspomnienia z kraju dzieciństwa.

Mieli też wyrzuty sumienia, poczucie winy, że sami wyjechali , a ich rodziny, krewni , sąsiedzi zginęli w Zagładzie.
Że nie udało im się więcej zarobić, by móc sprowadzić ich do Kostaryki, ocalić. "Poczucie winy, że się uratowałem i nie zginąłem tak jak reszta".

Nawet kilkadziesiąt lat po wojnie wciąż szukali swoich krewnych, śladów miejsc. "Jakich drzwi zapomniałem zamknąć? Połowa mnie została w niewielkim polskim sztetlu na zawsze".

To poruszająca i ważna książka.
Polecam!

Anna Pamuła- studentka na kierunku: stosunki etniczne i migracje międzynarodowe- w 2009 roku wyrusza do Kostaryki by dowiedzieć się, skąd wzięli się tam polscy Żydzi w latach 20. i 30. poprzedniego wieku.
Dlaczego wyemigrowali za ocean?
Co ich do tego skłoniło?
Jak wyglądała ich podróż?
Jakie mieli oczekiwania? Co zastali na miejscu?
Jakie w nich zostały wspomnienia z...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
85
2

Na półkach:

W książce są dobre momenty i szkoda, że nie są rozwijane. Niestety autorka za wszelką ceną chce skupia się na polskim antysemityzmie sprzed wieku ale i w obecnych czasach. Sama na początku podkreśla, że prawdopodobnie ma pochodzenie żydowskie i jest zawiedziona iż nie udało się tego w pełni potwierdzić.
O Polakach piszę tylko źle. Każda wzmianka, która przedstawia coś pozytywnego jest od razu po trzykroć negowana. Np. jedna z bohaterek jest wyśmiewana w kostarykańskiej szkole bo zrobiła 40 błędów. Natychmiast pojawia się porównanie, że to wyszydzanie jest sympatyczne, a w Polsce to dopiero było źle. Niemcy i naziści prawie nie występują, jeśli już to najczęściej w towarzystwie Polaków, a Rosjanie wspominani głównie pozytywnie.

W książce są dobre momenty i szkoda, że nie są rozwijane. Niestety autorka za wszelką ceną chce skupia się na polskim antysemityzmie sprzed wieku ale i w obecnych czasach. Sama na początku podkreśla, że prawdopodobnie ma pochodzenie żydowskie i jest zawiedziona iż nie udało się tego w pełni potwierdzić.
O Polakach piszę tylko źle. Każda wzmianka, która przedstawia coś...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
624
624

Na półkach: , , , , , , ,

"Życie nie jest tym, co człowiek przeżył, ale tym, co i jak zapamiętał."
/Gabriel Garcia Marquez/

Ten reportaż jest z całą pewnością bardzo ważny, ponieważ opisuje nieznane powszechnie losy polskich Żydów, którzy wyemigrowali z Polski do Ameryki Centralnej i Południowej. Początki tej emigracji sięgają XIX wieku. Główną jej przyczyną była chęć poprawy sytuacji materialnej, polityka społeczna II RP oraz nasilający się antysemityzm w Europie i w Polsce.

Autorka powołując się na dane archiwalne informuje, że pomiędzy 1921 a 1937 rokiem wyemigrowało z Polski 396 000 Żydów, którzy zamierzali osiedlić się w USA, ale ze względu na restrykcyjną politykę emigracyjną Stanów Zjednoczonych, na ogół deklarowali oni wyjazd na Kubę. Wielu z nich osiadło właśnie w krajach Ameryki Południowej i Środkowej: w Argentynie, na Kubie, a najwięcej w Kostaryce. Tylko nielicznym udało się nielegalnie przedostać do USA.

Migrację do Argentyny powstrzymywał rosnący tam antysemityzm, który w latach 20- tych doprowadził do pogromu Żydów oskarżanych o zabieranie pracy miejscowym i wpędzanie ich w długi.
Z kolei Kostaryka nie była przesadnie bogata, nawet w luksusowych dzielnicach stolicy zwykli robotnicy chodzili po ulicach boso, ale dawała możliwość podjęcia pracy fizycznej, a miejscowi byli przyjaźnie nastawieni do imigrantów z Europy. Jedna z rozmówczyń tak o tym opowiadała:

🔰"Kostarykanie (...) byli mniej odpowiedzialni od Polaków, ale dzięki temu podchodzili do życia z większym dystansem. Gdy napotykali problemy, mówili wesoło "No importa" [nieważne] i zajmowali się czymś innym. Dla Polaków wszystko wydawało się trudne (...). Kostarykan uważała za bardziej uczynnych i cierpliwych. Nie mieli w sobie złości Polaków, bo nie doświadczyli wojny. (s. 64).

Polskich Żydów nazywano tam "Polacos" i utożsamiano z handlem obwoźnym, którym większość z nich się trudniła oraz mylnie również stawiano znak równości pomiędzy nimi i Polakami.
Handel obwoźny także określano słowem "polacos". Była to praca wymagająca siły i dobrej kondycji fizycznej, gdyż dotarcie z towarem do odległych wiosek na górzystej prowincji, wcale nie było łatwym zadaniem. Z czasem bardziej przedsiębiorczy Żydzi dorobili się sklepów, a niektórzy całkiem sporych fortun.
Reporterka spisała ich wspomnienia o życiu w Polsce i w nowym kraju. Są to wspomnienia osób, które opuściły Polskę, gdy były dziećmi. Chociaż oczywiście pojawiają się też sporadycznie rozmowy z przedstawicielami najstarszego pokolenia.

Rozmowy reporterki z żydowskimi emigrantami pełne są skrajnych emocji w stosunku do Polski - od skrajnej nienawiści do niewypowiedzianej tęsknoty za krajem urodzenia. Krajem, który na zawsze pozostał częścią ich tożsamości, a dla niektórych ojczyzną, za którą nigdy nie przestali tęsknić.
Ci, którzy przybyli do Kostaryki jako dzieci, wspominają przede wszystkim codzienność Żydów w przedwojennej Polsce uwarunkowaną przez dziecięcą wrażliwość, a dopiero w drugiej kolejności – mówią o tułaczej rzeczywistości emigrantów. Bohaterowie reportażu, często z bólem mówią nie o brutalnym okrucieństwie Holocaustu, które ich szczęśliwie ominęło, a raczej o wspomnieniach codziennego antysemityzmu polskich dzieci i Polaków: kopaniu, biciu, pluciu na ulicy, poniżaniu i wyzywaniu od morderców Chrystusa. Z podobnymi sytuacjami, ale na mniejszą skalę, spotykali się także w latach czterdziestych w katolickiej Kostaryce, gdy nasilił się wojenny antysemityzm.

Książka ma jednak swoje minusy. Panuje w niej spory bałagan. Widać, że początkująca wówczas reporterka nie zapanowała nad zebranym materiałem, nie potrafiła uporządkować wywiadów wokół określonych zagadnień, dlatego czytelnik czasami czuje się znużony i przytłoczony nadmiarem chaotycznych wspomnień.

Przeczytane w ramach lipcowego wyzwania czytelniczego: książka, której akcja dzieje się w ciepłym kraju, w Kostaryce. (6)

"Życie nie jest tym, co człowiek przeżył, ale tym, co i jak zapamiętał."
/Gabriel Garcia Marquez/

Ten reportaż jest z całą pewnością bardzo ważny, ponieważ opisuje nieznane powszechnie losy polskich Żydów, którzy wyemigrowali z Polski do Ameryki Centralnej i Południowej. Początki tej emigracji sięgają XIX wieku. Główną jej przyczyną była chęć poprawy sytuacji materialnej,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

693 użytkowników ma tytuł Polacos. Chajka płynie do Kostaryki na półkach głównych
  • 345
  • 342
  • 6
100 użytkowników ma tytuł Polacos. Chajka płynie do Kostaryki na półkach dodatkowych
  • 64
  • 12
  • 5
  • 5
  • 5
  • 5
  • 4

Inne książki autora

Okładka książki Partnerstwo Mark Brzezinski, Olga Leonowicz, Anna Pamuła
Ocena 6,6
Partnerstwo Mark Brzezinski, Olga Leonowicz, Anna Pamuła
Anna Pamuła
Anna Pamuła
Reporterka związana z „Gazetą Wyborczą”. Absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu, stypendystka The Ryoichi Sasakawa Young Leaders Fellowship Fund. Pisała m.in. dla „Newsweeka”, „Polityki”, „Przeglądu”, „Kuchni” oraz „Dziecka”. Obecnie pisze do francuskiego pisma „Parents” oraz do „Czasu Kultury”, gdzie jest stałą felietonistką. Jest autorką książki Polacos. Chajka płynie do Kostaryki (Czarne, 2017) oraz wydanej we Francji książki Mamans du Monde (First, 2017). Od ośmiu lat mieszka we Francji.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Miasto cierni. Największy obóz dla uchodźców Ben Rawlence
Miasto cierni. Największy obóz dla uchodźców
Ben Rawlence
Ben Rawlence „Miasto cierni. Największy obóz dla uchodźców”. Mogłoby się wydawać, że palący to temat ostatniej dekady – uchodźcy, migracje, kryzys humanitarny, ale gdy przekroczymy Morze Śródziemne i wejdziemy w głąb Afryki, okaże się, że tam jest to problem mający już blisko 30 lat. Ben Rawlence w „Miastu cierni” ukazuje okrutną, szokującą i na pewno niewygodną prawdę o miejscu, które w swoim założeniu – miało pomagać tym najbardziej potrzebującym, ale koniec końców stało się istnym gettem dla tysięcy ludzi. Róg Afryki opisany przez Bena Rawlenca jest miejscem, które pewnie byśmy skojarzyli z lekcji geografii, bo wystarczyło na lekcjach słuchać i zapamiętać gdzie leży Somalia i Kenia. Pewnie jednak wiele mniej osób wie o istnieniu obozu dla uchodźców. Miejsce które miało być wybawieniem dla tysięcy istnień ludzkich przed wojną, okazuje się pułapką bez wyjścia. Historie spisane przez brytyjskiego reportera opowiadają historie tych, którym przyszło żyć na terenach Daadab, ale i jak funkcjonuje sam obóz. Ten reportaż przygnębia, bowiem wyraźnie pokazuje że na prawdziwym dobru uchodźców nikomu nie zależy, a prowizorka w postaci obozu jest tylko powierzchownym zamaskowaniem głębi problemu. Głosy mieszkańców Daadab ukazane przez Rawlenca, to ludzie którzy wiedzą o swoim położeniu, dla których celem nie zawsze jest ucieczka z obozu (chociaż i tacy są),ale po prostu oczekiwanie na pracę, narodziny dzieci… Mozaika ludzkich historii jest przerażająca, składają się na jakże przejmujący obraz biedy, głodu i terroru fundowanego przez Asz-Szabab, w Afryce. Obraz chorej polityki, niezrozumiałych decyzji, które przede wszystkim dotyka najbardziej potrzebujących. Przerażające to świadectwo życia, które nas ma szczęście omijać, a przypomina jedynie o bezwzględności polityki. Polecam 7/10
zaczytanaOna - awatar zaczytanaOna
oceniła na74 lata temu
Wieje szarkijja. Beduini z pustyni Negew Paweł Smoleński
Wieje szarkijja. Beduini z pustyni Negew
Paweł Smoleński
Szarkija to jeden z tych mało przyjemnych wiatrów, które trafiają się na pustyni. Podnosi temperaturę i piasek do tego stopnia, że nie ma czym oddychać. Gdy długo trwa, mówi się, że przynosi szaleństwo. Takim wiatrem jest również chamsija. Potrafi wiać pięćdziesiąt dni i podnieść temperaturę do pięćdziesięciu stopni Celsjusza. Lecz nie o zjawiska pogodowe chodzi autorowi. One są tylko przyczynkiem do opowieści o Beduinach. O tych, którzy są obywatelami państwa Izrael, lecz tak nie do końca. Niby przysługują im takie same prawa, lecz muszą się o nie dopominać. Mieszkają teoretycznie na własnej ziemi, lecz ponieważ nie mają na to żadnych dokumentów (zasiedlili ją nim powstało państwo Izrael, sic!),to ich domostwa są regularnie burzone. Niby wielożeństwo jest zakazane, a w ich przypadku jest na nie zgoda. Bieda to towarzysz Beduina. Nierówność to jego siostra. Chcecie poznać smutną prawdę o tych, którzy mogą za Izrael walczyć, ale nie mogą w nim żyć? Reportaż dość skromnych rozmiarów, za to ciężar gatunkowy ma wielki. Autor postarał się porozmawiać z każdym zainteresowanym, z różnych środowisk, a także narodowości. Z tych dialogów wyłania się smutny obraz rzeczywistości, z którą Beduini sobie nie radzą. Pisarz daje czytelnikowi nadzieję, że może najmłodsze pokolenie wykształconych ludzi zmieni sposób w jaki postrzegani są członkowie ich społeczności. Zapraszam do lektury
ilo99 - awatar ilo99
ocenił na84 miesiące temu
Petersburg. Miasto snu Joanna Czeczott
Petersburg. Miasto snu
Joanna Czeczott
Petersburg. Miasto snu Autor: Joanna Czeczott Moja ocena: 8/10 „Petersburg. Miasto snu” to znakomity reportaż, który z dużą wrażliwością i głębią ukazuje jedno z najbardziej fascynujących miast Europy Wschodniej. Joanna Czeczott stworzyła wielowarstwowy portret Petersburga, oparty na skrupulatnym researchu, rozmowach z mieszkańcami oraz osobistej refleksji nad historią, kulturą i tożsamością miasta. Autorka prowadzi czytelnika przez różne epoki – od caratu, przez rewolucję, czasy radzieckie, aż po współczesność. Nie brakuje tu wątków historycznych, socjologicznych, kulturowych, ale także osobistych historii ludzi zamieszkujących to niezwykłe miasto. Każdy z rozdziałów jest odrębnym felietonem czy reportażem, co nadaje książce formę mozaiki – barwnej, choć niejednolitej. Brak ścisłej chronologii czy jednego spójnego wątku fabularnego nie przeszkadza – przeciwnie, pozwala lepiej uchwycić atmosferę miasta, które samo w sobie jest nieco chaotyczne, pełne kontrastów i tajemnic. Motyw snu, obecny już w tytule, przewija się przez całą publikację jako subtelna metafora – Petersburg jawi się jako miejsce piękne i jednocześnie złudne, na granicy jawy i fantazji. Tak jak okładka książki: przyciągająca wzrok, a zarazem szara i melancholijna, tak i miasto przedstawione przez Czeczott balansuje pomiędzy majestatem carskiej architektury a cieniem sowieckiej przeszłości, między romantyzmem a rzeczywistością. Po lekturze pozostaje wrażenie, że Petersburg to nie tyle konkretne miejsce, co przestrzeń symboliczna – miasto, które śni samo o sobie i które trudno jednoznacznie zdefiniować. Autorka potrafi to wrażenie oddać z literackim wyczuciem i reporterską rzetelnością. Książkę zdecydowanie polecam – zarówno miłośnikom literatury faktu, jak i osobom zainteresowanym historią i kulturą Rosji. To nie tylko reportaż o mieście, lecz także opowieść o pamięci, tożsamości i próbie zrozumienia współczesności przez pryzmat przeszłości. ** 22:17 * 12.06.2025 * 54/2025 *
Paweł - awatar Paweł
ocenił na89 miesięcy temu
Odessa. Geniusz i śmierć w mieście snów Charles King
Odessa. Geniusz i śmierć w mieście snów
Charles King
Książka „Odessa. Geniusz i śmierć w mieście snów” zrobiła na mnie spore wrażenie. Do tej pory nie zdawałem sobie sprawy, że ten port ma aż tak bogatą i wielowarstwową historię. Autor dużo miejsca poświęca także dziejom społeczności żydowskiej – obecnej w Odessie od początku istnienia miasta – oraz późniejszym pogromom, w tym tym najbardziej krwawym, które na trwałe odcisnęły piętno na jego tożsamości. Odessa jawi się tu jako przestrzeń ludzi wybitnych i nieoczywistych: miasto, które przyciągało talenty, awanturników, przedsiębiorców, artystów i marzycieli. W książce znajdziemy sporo portretów osób, które tworzyły jego legendę. Dla mnie to szczególnie ciekawe, bo Odessa długo kojarzyła mi się głównie jako miasto radzieckie, a dopiero od niedawna – ukraińskie. Tymczasem lektura mocno przesuwa akcenty: pokazuje Odesę jako miejsce zaskakująco kosmopolityczne, europejskie i otwarte, współtworzone przez przybyszów z różnych stron kontynentu. Co więcej, w pierwszych dekadach Rosjanie wcale nie stanowili najliczniejszej grupy mieszkańców. W mieście żyli obok siebie przedstawiciele wielu narodowości – m.in. Włosi, Niemcy czy Turcy – a ten wielogłos realnie wpływał na charakter portu i tempo jego rozwoju. Trzeba przyznać, że historia Odessy jest naprawdę fascynująca, a sposób jej opowiedzenia – w mojej ocenie – równie udany. Autor klarownie prowadzi czytelnika przez początki funkcjonowania miasta, a także przez zmiany ustrojowe w Rosji i to, jak przekładały się one na życie Odessy. W mojej opinii to wartościowy reportaż historyczny, szczególnie dla osób, które w ogóle nie znają dziejów tego miejsca. Oprócz syntetycznego tła jest tu też sporo ciekawostek oraz mikrohistorii ludzi, którzy to miasto budowali. Na plus zaliczam również wątki pokazujące, jak daleko sięgała „odesska” mapa wpływów – na przykład poprzez odniesienia do miejsc związanych z portem, takich jak „Mała Odessa” w Stanach Zjednoczonych. Czytajcie! 📚 Wpadasz na Bookstagrama? Jeśli lubisz książki i scrollowanie Insta w poszukiwaniu czytelniczych perełek – to zapraszam @mikroczytelnia :)
mikroczytelnia - awatar mikroczytelnia
oceniła na71 miesiąc temu
Topografia pamięci Martin Pollack
Topografia pamięci
Martin Pollack
Książka napisana z potrzeby pamiętania, którą można rozumieć jako pewną dyspozycję polegającą na odkrywaniu tego, co zapomniane lub przemilczane. Z potrzeby mówienia o historii z perspektywy pojedynczych ludzi, a nie nieokreślonych mas ludzkich podlegających abstrakcyjnym procesom historycznym. Z potrzeby mierzenia się z niegodziwością, skądinąd troskliwych, najbliższych. Są tu więc wspomnienia autora z dziedziństwa spędzanego m.in. w towarzystwie dziadków - zagorzałych nazistów. Są też relacje z podróży i próba spojrzenia na zdarzenia historyczne z boku, np. oczami chłopa pracujacego na polu, z dala od wiru wydarzeń. Są też próby odczytania zbieranych przez autora zdjęć, najczęściej przedstawiających anonimowe ofiary wojny. Autor próbuje pochylić się nad ich cierpieniem zarysowując kontekst i wskazując, na co mamy patrzeć. Pisze też szkice o Galicji, krainie, której dziś już nie ma, z całym jej bogactwem kulturowym. Wszystko to, jak wyżej zaznaczyłem, wynika z potrzeby pamiętania, ale też z założenia, że pamięć konstytuuje tożsamość. A bez szczerego "ja", nie może być szczerej relacji z Innym. Pollack nie pisze tej książki po to, żeby pewne rzeczy, jak to się modnie mówi, "przepracować", czyli żeby zamknąć pewien temat po to, by móc w końcu pójść dalej. Jego potrzeba pamięci nie jest funkcjonalna ani utylitarystyczna, jak np. u autora "Traumalandu", tylko moralna.
sal_sailor - awatar sal_sailor
ocenił na71 miesiąc temu
Wygnani do raju. Szwedzki azyl Krystyna Naszkowska
Wygnani do raju. Szwedzki azyl
Krystyna Naszkowska
Kolejna już książka dotycząca przemysłowej emigracji Żydów polskiego pochodzenia marcowymi roku 1968. Autorka namówiła na rozmowę kilka osób będących przedstawicielami świata nauki i kultury, sztuki, którzy zostali zmuszeni przez władze PRL do opuszczenia kraju i znaleźli miejsce dalszego życia w Szwecji. Każdy z rozmówców mocno podkreśla dramat sytuacji, kiedy dowiedzieli się o wyjeździe – często byli to ludzie młodzi albo bardzo młodzi, którzy ten fakt przeżywali przez emocje swoich rodziców. Musieli zostawić swoje znajomości, koleżeństwa, przyjaźnie, opuszczać kraj, w którym wyrośli, z którym byli bardzo związani, tylko dlatego, że ktoś przypiął im łatkę Żyda. Było to efektem walk frakcyjnych w PZPR i związane z ogólną antysemicką nagonką na szczytach władzy. A ponieważ zmuszeni do wyjazdu byli przede wszystkim intelektualiści – osoby pełne pasji i energii – to wielu z nich bardzo szybko odnalazło się w przysłowiowym raju, skończyli studia, szybko podjęli pracę zawodową, która niejednokrotnie rozwinęła się w piękną karierę. Osiągnęli sukces, o którym opowiadają, wkładając w to mnóstwo pracy i wysiłku, musieli się dostosować do nowego miejsca, nowych ludzi, nowych przestrzeni. Szwecja stała się dla nich azylem, bezpieczną przystanią nie tylko w sensie politycznym, ale także tożsamościowym. Ciekawe są pytania autorki odnośnie stosunku do Polski i odpowiedzi, których udzielają jej rozmówcy – jedni do Polski zaczęli szybko wracać, inni na Polskę się obrazili, niosąc w sobie silne zranienie. Wywiady nie są długie, ale bardzo intensywne, przesycone emocjami; mimo że wiele z ich doświadczeń jest podobnych, to każdy na swój sposób przeżywał trud emigracji, ból wykorzenienia, poczucie krzywdy i niesprawiedliwości, a także to uspokajania się w nowej, znowu rzeczywistości. Wywiady mogą być punktem odniesienia do refleksji na temat emigracji, wykorzenienia kulturowego oraz procesów adaptacyjnych w nowym społeczeństwie. Warto sięgnąć po tę książkę nie tylko dla poznania historii ludzi, ale także by zrozumieć mechanizmy przystosowania i budowania nowej tożsamości po doświadczeniu przymusowej emigracji.
Arek - awatar Arek
ocenił na620 dni temu
Dzieci Norwegii. O państwie (nad)opiekuńczym Maciej Czarnecki
Dzieci Norwegii. O państwie (nad)opiekuńczym
Maciej Czarnecki
Dzieci Norwegii. O państwie (nad)opiekuńczym Autor: Maciej Czarnecki Moja ocena: ★★★★★★★★☆☆ (8/10) Bardzo interesujący i potrzebny reportaż podejmujący temat, który rzadko bywa analizowany w sposób pogłębiony i wyważony — funkcjonowanie norweskiego systemu opieki społecznej, w szczególności instytucji odpowiedzialnych za ochronę praw dziecka. Autor mierzy się z zagadnieniem trudnym, wielowątkowym i obciążonym silnymi emocjami, zarówno po stronie rodzin, jak i instytucji państwowych. Publikacja została starannie wydana, a jej język jest klarowny i rzeczowy. Czarnecki prowadzi narrację w sposób uporządkowany, opierając ją na licznych historiach konkretnych osób. To właśnie ten ludzki wymiar reportażu stanowi jego największą siłę — czytelnik poznaje dramaty rodzin, doświadczenia rodziców i dzieci, a także konsekwencje decyzji podejmowanych przez instytucje państwowe. Niektóre z opisanych historii są poruszające, a momentami wręcz wstrząsające. Autor konsekwentnie koncentruje się na osobach, które czują się pokrzywdzone przez system. Nawet jeśli bohaterowie reportażu mieli w przeszłości problemy społeczne czy prawne, nie jest to przemilczane — przeciwnie, informacje te są przedstawiane wprost, co wzmacnia wiarygodność narracji. Jednocześnie jednak odczuwa się wyraźny brak próby szerszego ukazania perspektywy instytucjonalnej. O ile reportaż bardzo dobrze oddaje punkt widzenia rodzin dotkniętych decyzjami systemu, o tyle zabrakło pogłębionej analizy argumentów i mechanizmów działania samej norweskiej opieki społecznej. Nie chodzi tu o prostą symetrię czy relatywizowanie opisywanych dramatów, lecz o pełniejsze przedstawienie złożoności problemu. System opieki społecznej — nawet jeśli w konkretnych przypadkach działa wadliwie — funkcjonuje w określonym kontekście prawnym i społecznym, który również zasługiwałby na bardziej rozbudowaną analizę. Brak tej drugiej perspektywy sprawia, że książka momentami zbliża się do narracji jednostronnej, co może ograniczać jej interpretacyjną głębię. Mimo tej istotnej uwagi, uważam reportaż za wartościowy i potrzebny. Skłania do refleksji nad granicami ingerencji państwa w życie rodzinne, nad rolą instytucji oraz nad napięciem między ochroną dobra dziecka a prawami rodziców. To lektura, która prowokuje do myślenia i nie pozostawia obojętnym. Książkę serdecznie polecam, jednocześnie zachęcając do krytycznego i wieloaspektowego spojrzenia na opisywany problem. 📖 14:38 · 14.02.2026 · 18/2026 · (P)
Paweł - awatar Paweł
ocenił na81 miesiąc temu

Cytaty z książki Polacos. Chajka płynie do Kostaryki

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Polacos. Chajka płynie do Kostaryki