Grimm Fairy Tales #06 Zbójecki narzeczony

Okładka książki Grimm Fairy Tales #06 Zbójecki narzeczony autora Josh Medors, Ralph Tedesco, Joe Tyler, 9788394615116
Okładka książki Grimm Fairy Tales #06 Zbójecki narzeczony
Josh MedorsJoe Tyler Wydawnictwo: Okami Cykl: Grimm Fairy Tales (tom 6) komiksy
24 str. 24 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Grimm Fairy Tales (tom 6)
Tytuł oryginału:
Grimm Fairy Tales #6: Robber Bridgeroom
Data wydania:
2017-01-19
Data 1. wyd. pol.:
2017-01-19
Liczba stron:
24
Czas czytania
24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788394615116
Tłumacz:
Dariusz Stańczyk
Średnia ocen

5,9 5,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Grimm Fairy Tales #06 Zbójecki narzeczony w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Grimm Fairy Tales #06 Zbójecki narzeczony

Średnia ocen
5,9 / 10
12 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Grimm Fairy Tales #06 Zbójecki narzeczony

avatar
1391
1341

Na półkach:

Po dość długim oczekiwaniu w końcu wydawnictwo Okami dało nam szósty tom Grimm Fairy Tales, zatytułowany Zbójecki narzeczony. Baśń o tym samym tytule mocno różni się od tego co znajdziemy w komiksie, jednak główny motyw - mianowicie kanibalizm - pozostał. Joe Tyler oraz Ralph Tedesco wpadli jednak na ciekawy pomysł jak ten motyw wykorzystać i przełożyć na niego jeden ze współczesnych problemów nastolatków. Choć w zasadzie dotyczy on nie tylko młodocianych osób, ale też często dorosłych, statecznych obywateli. Mowa o zdradzie.

Tematem wyjściowym jest zazdrość dwóch sióstr o jednego mężczyznę. Pierwsza już od jakiegoś czasu kręci się koło swego wybranka, który również jest nią zainteresowany, jednak nie poprzestaje tylko na tej grze. Uderza do drugiej siostry, a ta nie stawia żadnego oporu, mimo że wie jak bardzo skrzywdzi tym samym swoją "bratnią duszę". Gdy wszystko wychodzi na jaw dochodzi do ostrej wymiany zdań, zaś w tym momencie na scenę wkracza kobieta dzierżąca tajemniczą księgę z baśniami dla dorosłych.

Opowiadana historia mocno zmienia to co fani twórczości braci Grimm mogą znać. Otóż mamy tutaj dwie kobiety, siostry, nie zaś jedną naiwna dziewczynę, która o mało nie przypłaciła swej naiwności życiem. Do tego zbójców zamieniono na księcia i jego świtę. Co ważniejsze taki zabieg tutaj bardzo pasuje, gdyż idealnie oddaje pewną bardzo bolesną przywarę ludzi, często spotykaną u kobiet - próżność oraz zawiść. Autorzy wyśmienici wyłożyli obie te cechy na stół, uwydatniając je u obu sióstr. I to jest kolejny wielki atut tego scenariusza - nie ma tutaj niewinnych. Każdy przedstawiony w tym krótkim komiksie bohater zgrzeszył i potem musiał ponieść, nieraz bardzo straszne, konsekwencje swego czynu. Widać to nie tylko na przykładzie głównych bohaterek, ale też paru innych postaci.

Jednak to co scenariusz robi doskonale, część wizualna... cóż... powiedzmy, że pozostawia wiele do życzenia. Seria przyzwyczaiła nas do tego, co zresztą było zabiegiem zamierzonym, że okładka jest wykonana bajecznie. Często nasycona erotyzmem i przywodząca w pierwszym skojarzeniu część komiksów o superbohaterach oraz często pojedynczy zeszyt jest wydawany w kilku wersjach względem okładki. Tymczasem sam komiks jest o wiele mniej estetyczny, choć nieraz krwawy i przesiąknięty erotyką, co szczególnie widać u żeńskich postaci. Nie każdemu się ot oczywiście musi podobać, choć mi nigdy nie przeszkadzało, gdyż mimo wszystko całość stałą na dość wysoki lub przynajmniej dobrym, poziomie.

Tym razem tak nie jest. Kreska jest zwyczajnie brzydka, zaś kolorystyka nie nadąża ratować wtop pokroju rozmazanych twarzy czy do bólu sztywnych ludzkich sylwetek z gigantycznym biustem w przypadku kobiet. Co prawda jest kilka ładnych, nieraz mrocznych, klatek, szczególnie w końcowej części zeszytu, ale to stanowczo za mało. Przez większość czasu spoglądając na twarze czy "ruch" postaci, aż zęby bolą i ma się wrażenie jakby zabrał się za to amator. Póki co jest to najsłabiej narysowany album, co bardzo psuje odbiór naprawdę ważnego przekazu.

Zbójecki narzeczony to świetny, od strony pomysłu i scenariusza, zeszyt, który odpowiednio ciągnie tą serię. Dobrze podchodzi do problemu zdrady, ale tez próżności i chorej rywalizacji pomiędzy rodzeństwem o kogoś, kto w ogóle nie jest wart zachodu. Uwydatnia też konsekwencje takich działań, które mogą okazać się katastrofalne dla obu rywalek, jeśli te nie pójdą zawczasu po rozum do głowy. Szkoda tylko, że wizualnie całość mocno odstaje względem tego co dotąd zaprezentowała seria. Mimo wszystko warto sięgnąć po ten zeszyt, szczególnie jeśli jesteśmy fanami Grimm Fairy Tales i patrzymy głównie na treść nie zaś rysunek.

Po dość długim oczekiwaniu w końcu wydawnictwo Okami dało nam szósty tom Grimm Fairy Tales, zatytułowany Zbójecki narzeczony. Baśń o tym samym tytule mocno różni się od tego co znajdziemy w komiksie, jednak główny motyw - mianowicie kanibalizm - pozostał. Joe Tyler oraz Ralph Tedesco wpadli jednak na ciekawy pomysł jak ten motyw wykorzystać i przełożyć na niego jeden ze...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
4939
1496

Na półkach: ,

Dość makabryczny tom. Nie znam baśni, na której była wzorowana historia, więc nie wiem co było w oryginale, a co jest wymysłem autora.

Dość makabryczny tom. Nie znam baśni, na której była wzorowana historia, więc nie wiem co było w oryginale, a co jest wymysłem autora.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
162
161

Na półkach:

Historia stara jak świat: dwie siostry zakochują się w przystojnym przybyszu z daleka, a on wybiera tylko jedną z nich. Ale zazdrość to potężna i zaradna pani, przez nią wszystko może ulec zmianie w okamgnieniu – z dwóch rywalek na przykład może zostać wyłącznie jedna. Tylko czy rezultatem może być w takim wypadku prawdziwe szczęście? Zwłaszcza jeśli zagadkowy wybranek skrywa niejedną tajemnicę?

Wygląda na to, że twórcy "Grimm Fairy Tales" wypracowali sobie już sprawdzoną formułę, która – co najważniejsze – działa całkiem dobrze. Klamra kompozycyjna zgrabnie obejmuje opowiadaną historię, coraz wyraźniej dostrzegamy też w niej rolę enigmatycznej kobiety z księgą baśni. Rysunki wciąż nie olśniewają, ale zdecydowanie odpowiadają stylistyce całości i budują klimat (szczególnie w finale).

Cała recenzja do przeczytania na: http://zcyklu.pl/na-czasie/540/Cena-zazdrosci.

Historia stara jak świat: dwie siostry zakochują się w przystojnym przybyszu z daleka, a on wybiera tylko jedną z nich. Ale zazdrość to potężna i zaradna pani, przez nią wszystko może ulec zmianie w okamgnieniu – z dwóch rywalek na przykład może zostać wyłącznie jedna. Tylko czy rezultatem może być w takim wypadku prawdziwe szczęście? Zwłaszcza jeśli zagadkowy wybranek...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

22 użytkowników ma tytuł Grimm Fairy Tales #06 Zbójecki narzeczony na półkach głównych
  • 14
  • 8
13 użytkowników ma tytuł Grimm Fairy Tales #06 Zbójecki narzeczony na półkach dodatkowych
  • 4
  • 3
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Grimm Fairy Tales #06 Zbójecki narzeczony

Inne książki autora

Okładka książki Frank Frazettas Swamp Demon Josh Medors, Joshua Ortega
Ocena 6,0
Frank Frazettas Swamp Demon Josh Medors, Joshua Ortega
Okładka książki 30 Days of Night: Annual 2004 Brandon Hovet, Szymon Kudrański, Josh Medors, Steve Niles, Ben Templesmith
Ocena 5,0
30 Days of Night: Annual 2004 Brandon Hovet, Szymon Kudrański, Josh Medors, Steve Niles, Ben Templesmith

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Grimm Fairy Tales #5 Śpiąca Królewna Ralph Tedesco
Grimm Fairy Tales #5 Śpiąca Królewna
Ralph Tedesco Joe Tyler Marc Deering
W najnowszym albumie Grimm Faire Tales poznajemy inne oblicze opowieści o Śpiącej królewnie. To co wyróżnia zeszyt na tle wcześniejszych to osoba której on głównie dotyczy - księcia. Tak. Tym razem rola pierwszoplanowa należy do mężczyzny, a nie jak to zwykle było kobiety. Wypada to naprawdę świetnie, pokazując zupełnie inne oblicze znanej baśni. Jak zwykle komiks dotyka też aspektu społecznego, tym razem z wykorzystaniem... naiwniaka. Bowiem Śpiąca królewna w wersji dla dorosłych pomysłu Johna Tylera i Ralpha Tedesco, opowiada o tym jak to jedni ludzie potrafią manipulować innymi, nie zważając na konsekwencje swych czynów. Zaś te potrafią być przerażające. Naszym głównym bohaterem jest Brett - nasz wspaniały rycerz na białym koniu... wiedzy. Tak, Brett jest niemal klasycznym, szkolnym mózgowcem, z tą różnicą, że przy okazji jest przystojny i umie się ubrać. Z drugiej zaś daleko mu do bycia szkolną gwiazdą za którą uganiają się dziewczyny. Kocha się on w dziewczynie ze szkoły, która jest rasową przedstawicielka wyrachowanych kobiet, wykorzystujących swą urodę do uwodzenia i sterowania mężczyznami. Pewnego razu prosi ona Bretta aby ten odebrał dla niej paczkę z pewnym "towarem" z niezbyt miłej dzielnicy. Chłopak się zgadza, ale na miejscu spotyka tajemniczą kobietę, której wypada z torby tajemnicza księga Baśni Braci Grimm. Nie mogąc znaleźć właścicielki książki, otwiera ja na chybił trafił i zaczyna czytać historię o śpiącej królewnie, jednak ta różni się od tej jaką poznał w dzieciństwie. Gdyż tutaj księżniczka nie jest osobą cnotliwą i dobrą, a zimną, wyrachowaną oraz przebiegłą kobietą. W opowieści król wyjawia swej córce co wydarzyło się podczas wydarzenia zorganizowanego w dniu urodzin dziewczyny i o klątwie jaką na nią rzucono. Zamieniono też wrzeciono na różę, co możemy odczytać jako nawiązanie do imienia księżniczki w oryginalnych Baśniach Grimmów, gdzie zwała się Różyczka. Z drugiej strony należy pamiętać, że bracia nie są pierwotnymi autorami tej postaci, której historię spisał i opublikował w 1697 Charles Perraulta. Choć i on się wzorował na baśni innego twórcy. To co jednak różni komiks od obu wspomnianych dzieł to postać księżniczki, tutaj noszącej imię Zofia. Jest to tak zła osoba, że czytelnik nie umie okazać jej współczucia z powodu straszliwego losu jaki na nią spadł. Z drugiej strony dziwi się jakim frajerem trzeba być aby patrzeć w osobę tego pokroju niczym w święty obraz. Tylko czy takie wydarzenia nie są na porządku dziennym w realnym świecie? Brett, który w baśni nosi imię Tristan, to przykład klasycznego naiwniaka. Nic nie wie o wybrance swego serca, jest sługą jej ojca, a mimo to darzy Zofię szczerą miłością. Nie przemawiają do niego żadne argumenty, nawet te słane przez najbliższego przyjaciela. Gdy dziewczyna zapada w sen, a klątwa przechodzi na kandydatów, którzy nieopatrznie pocałowali księżniczkę nie darząc jej prawdziwym uczuciem, i ich zabija, Tristan bez wahania spieszy na ratunek. Nie myśli o konsekwencjach choć są mu one doskonale znane. Dla niego liczy się tylko Zofia i nic więcej. Mimo początkowego zwycięstwa, okazuje się że jednostronne uczucie to zdecydowanie za mało. Aby móc kochać, trzeba być również kochanym inaczej nic z tego nie wyjdzie. Właśnie tym jest miłość - zaufaniem - i taka oto nauka płynie z tego komiksu. Od strony graficznej album stoi na dość wysokim poziomie względem poprzedników i prezentuje świetną kreskę. Jednak to co przykuwa w na tym polu szczególną uwagę czytelnika to kolory. dobrano je naprawdę doskonale, oddając tym samym mroczny charakter całej opowieści. Jest strach, ciemność i zwątpienie oraz promyk nadziei, pozwalający nam odnaleźć drogę w całym tym horrorze. W albumie mamy tym razem tylko dwie sceny śmierci, ale za każdym razem są bardo brutalne i chyba najmocniejsze z wszystkich dotąd wydanych zeszytów. Śpiąca królewna w wydaniu Tadesco i Tylera, przy rysunkach Toledo, to prosta, mroczna i niosąca ważną lekcję życiową opowieść. Przestrzega aby nie dawać się omamiać ludziom, którzy widzą tylko swój czubek nosa i traktują innych jak narzędzia do uzyskania własnych celów. Pokazuje jakie mogą być bowiem konsekwencje naszego zaślepienia, dając nam furtkę aby zawrócić nim jest czas. Gdyż potem zwyczajnie możemy nie sprostać klątwie jaka na nas padnie. Wtedy nic ani nikt nas nie uratuje.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na83 lata temu
Grimm Fairy Tales #03 Jaś i Małgosia Ralph Tedesco
Grimm Fairy Tales #03 Jaś i Małgosia
Ralph Tedesco Joe Tyler Alexandre Benhossi
Ilu z nas będąc nastolatkiem twierdziło, że wie wszystko lepiej od rodziców oraz chciało uciec z domu? Pewnie sporo. Trzeci tom Grimm Fairy Tales dotyka właśnie tego problemu, często występującego nie tylko w Ameryce. Robi to za pomocą historii o Jasiu i Małgosi, jednak w tym wydaniu nie dostaniemy klasycznego obrazka, jak brat z siostrą najpierw dają się zwieść do chatki zbudowanej z piernika, a potem wspólnie pokonują wiedźmę. W praktyce to zabrakło nawet chatki z piernika, za to poczwara ma tutaj bardzo wielki apetyt i wyjątkowo wredny charakter. Choć Małgosia też nie grzeszy cnotą. Główną bohaterką jest młoda nastolatka, która zbliża się do wieku dorosłości, przynajmniej na papierze, i postanawia wymknąć się z domu na nocną imprezę w środku tygodnia. Zostaje jednak przyłapana przez rodziców, a jej ojciec wpada w szał widząc młodocianą córkę ubraną, delikatnie ujmując, dość wyzywająco i dwuznacznie. Postanawia uziemić niesforne dziecko i odsyła latorośl do jej pokoju. Dziewczyna jednak postanawia się przeciwstawić woli "głupich rodziców" i ucieka z domu, aby zacząć żyć na własny rachunek. Wraz z nią wymyka się również jej młodszy brat. Rodzeństwo łapie okazję i tym sposobem poznaje osobę opowiadającą im historię Jasia i Małgosi, niesfornej parki, która głupotę oraz pychę przypłaciła krwią. Na pierwszym planie mamy jak zwykle postać żeńską, czyli tym razem Małgosię oraz jej odpowiedniczkę w realnym świecie. dziewczyna jest nie tylko butna i zbyt pewna siebie, ale pomiata rodzicami. Cokolwiek zrobią zawsze będzie wymierzone "przeciw jej wolności", gdyż tak jest i już. Nikt nie jest wstanie jej przemówić do rozsądku, nawet młodszy brak, którego kocha i szanuje. Dodatkowo wszystkich obarcza winą za swe niepowodzenia czy "ograniczenia" bo nie pozwalają jej robić tego na co ma ochotę. W efekcie sprowadza to kłopoty nie tylko na nią, ale także osoby, które chciała chronić. Ostoją rozsądku w tym wypadku jest Jaś, choć pod wpływem siostry potrafi popełniać głupstwa. Jednym z nich jest podążenie za nią do ciemnego lasu, podczas ucieczki z domu. Z jednej strony pcha go do tego troska o siostrę, z drugiej zaś arogancja, gdyż w imię solidarności nie chce wyznać prawdy swym rodzicom. Jednak dla niego starsza siostra to nie tylko bratnia dusza, ale również wzór do naśladowania, choć nieraz krytykuje ją za podejmowanie pochopnych decyzji. Gdy trafiają do chatki wiedźmy i sprawy przybierają nieciekawy obrót, potrafi jako jedyny zachować się dojrzale, podczas gdy Małgosia daje się ponieść emocjom. Gdy te opadają, jest już o wiele za późno aby móc cofnąć pewne sprawy. Jeśli idzie o polskie wydanie to tym razem dostaliśmy trzy okładki - główną (widoczna w recenzji) i dwie alternatywne. Ponownie, w moim przypadku, plansza na głównej okładce jest ciekawsza od limitowanych. Dlaczego? Gdyż tak jak przy Kopciuszku w pełni oddaje charakter przedstawionej tutaj opowieści. Mrocznej, ponurej i... przepakowanej erotyzmem. Wszelkie postacie żeńskie w szczególności główna bohaterka oraz wiedźma posiadają naprawdę obfite biusty, jednak twórcy nie zapomnieli tutaj o mężczyznach. Z drugiej strony ci nie są tak napompowani jak gajowy w Czerwonym kapturku i bliżej im do realizmu niż żeńskim postaciom. Z drugiej strony to nie przeszkadza w samej lekturze i co ważniejsze, nie na ten aspekt koncentruje uwagę czytelnika tylko scenariusz.Zatem cel twórców został osiągnięty. Jedyne co w polskim wydaniu psuje obraz całości, to głupi błąd drukarski, który w środku zeszytu ściął w połowie jeden z dymków. Na szczęście nie utrudnia to odbioru historii, a i łatwo idzie się domyślić jaką treść zawierał. Jaś i Małgosia niosą z sobą klasyczną lekcję o tym, że lepiej słuchać rodziców, szczególnie jeśli jest się jeszcze osobą niedojrzałą emocjonalnie i nigdy nie posmakowało ciężkiej pracy. Łatwo jest oskarżać innych o swoje porażki, ale kiedy życie wystawi nam rachunek, a potrafi zrobić to znienacka, wtedy okazuje się jak mało wiemy, a konsekwencje potrafią być opłakane w skutkach. Dlatego warto dać trochę na luz, spuścić z tonu i posłuchać głosu tych, którym zależy na naszym dobru, choć czasem, wydaje się nam, że nie umieją tego pokazać.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na73 lata temu
Grimm Fairy Tales #04 Rumpelsztyk Ralph Tedesco
Grimm Fairy Tales #04 Rumpelsztyk
Ralph Tedesco Joe Tyler
Najnowszy tom Grimm Fairy Tales dotyka jednego z delikatniejszych i ostatnio będących na czasie tematów - nienarodzonych dzieci. Robi to w sposób naprawdę interesujący, wykorzystując do tego jedną z mroczniejszych baśni Braci Grimm. Historia tu przedstawiona, jak zwykle w tej serii bywa, jest krótka, dynamiczna oraz tym razem napakowana tekstem. Nie zabraknie też przemocy oraz delikatnej erotyki, będących symbolami dla całej serii. Jednak jak zawsze liczy się tutaj przede wszystkim treść, która wypływa na wierzch pośród posoki i ponętnych kobiecych czy męskich ciał. Historia zaczyna się na ławce w miejskim parku, gdzie młoda dziewczyna obwieszcza swemu chłopakowi, że jest w ciąży. Ten, jak łatwo się domyślić, wybucha gniewem i zaczyna podawać cały tonaż argumentów, dlaczego nie jest gotowy na bycie ojcem. Słowem klasyka. Jednak w pewnej chwili wpada na szatański pomysł, aby sprzedać dziecko. Jego kolega zajmuje się bowiem szukaniem domów dla niechcianych dzieci po bogatych, bezdzietnych rodzinach, które są gotowe zapłacić aby mieć potomka. Dziewczyna jest oburzona tym pomysłem, ale nie wie co robić i zwyczajnie się poddaje, gdy jej chłopak odchodzi, aby załatwić wszystkie sprawunki, zostawiając jej czas do namysłu. Wtedy pojawia się nasza tajemnicza wróżka z zaczarowaną księgą, która opowiada młodej kobiecie pewną baśń. O kobiecie i jej chciwym ojcu, który wmówił władcy że córka potrafi zamieniać słomę w złoto oraz o krasnoludzie, który pomógł jej to uczynić. Jednak każda decyzja ma swoja cenę, a ta może być bardzo, ale to bardzo wysoka. Tym razem poziom brutalności stoi na zupełnie innym pułapie. Nie mamy tutaj oceanów krwi, masy trupów i fruwających kawałków kończyn, jak to było w poprzednich zeszytach, tylko sadyzm psychologiczny. Każdy tutaj każdemu grozi, ludzie wzajemnie się oszukują i handlują swymi najbliższymi tylko po to aby osiągnąć materialne korzyści. Oczywiście głównie finansowe. Młynarz, który wymyślił bajkę o magicznych zdolnościach swej córki, pragnie pieniędzy z królewskiego skarbca, król chce złota z daru dziewczyny, a ona sama pragnie życia w dostatku i jest gotowa na każdą ofiarę byleby tylko nie trafić pod topór kata. W tym momencie na arenę wkracza tytułowy karzeł. Brzydki, obleśny i zło mu z oczu patrzy, ale jako jedyny z nich prawdomówny. przynajmniej w pewnym sensie. Posiada moce i może ich użyć aby ulżyć w cierpieniu dziewczynie, ale za pewną opłatą, zaś ta z każdym kolejnym czarem rośnie. Jest on też rewelacyjnym manipulatorem, gdyż potrafi grać osobę skruszoną, dającą "kolejną szanse" zbłąkanej duszyczce. Jednak to tylko pozory, co w rewelacyjny sposób pokazuje finał tej historii. Jeśli idzie o kreskę, to ten odcinek jest, jak dotychczas, zrobiony w sposób najbardziej baśniowy. Nie mamy tutaj masy roznegliżowanych kobiet czy mężczyzn, choć niewiasty nadal maja czym oddychać, brak tu wspomnianej wcześniej krwawej brutalności, a na dokładkę tytułowy krasnolud jest naprawdę straszny. Autorzy świetnie też pokazali jak ludzie pożądają dla siebie wygód i bogactwa, jak nie troszczą się o innych, a kiedy przychodzić czas zapłaty nie potrafią pogodzić się z konsekwencjami, które sami na siebie ściągnęli. Wartym uwagi, bardzo miłym, akcentem jest dostarczenie w tym tomie przez wydawcę brakującego (czy raczej ściętego) dymka dla tomu poprzedniego (Jaś i Małgosia). Jest to naprawdę godne pochwały zachowanie i należą się za to wydawcy gratulacje. Czwarty tom to przestroga, aby doceniać tych, których kochamy i mamy najbliżej. To też nauczka aby zawsze brać konsekwencje za swe czyny, a łatwa forsa nigdy nie jest pozbawiona krwi. Daje też nam bardzo ważną lekcję, że dzieci to najcenniejszy dar. Trudny, pracochłonny i kosztowny, ale najcenniejszy bo to one stają się naszym odbiciem i sprawiają że na swój sposób stajemy się nieśmiertelni. Dlatego lepiej nie podejmować pochopnie decyzji, które okażą się okupione straszliwą ceną w dalekiej przyszłości, bo zwyczajnie nie warto.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na103 lata temu
Grimm Fairy Tales #02 Kopciuszek Ralph Tedesco
Grimm Fairy Tales #02 Kopciuszek
Ralph Tedesco Joe Tyler
Drugi tom Grimm Fairy Tales opowiada nam prawdziwą historię Kopciuszka, młodej, niewinnej i poczciwej dziewczyny, z której macocha zrobiła służącą. Historia którą znamy dzięki animacji Disneya mocno odbiega od oryginału, choć w fabularnej wersji z 2015 roku, starano się nam go przybliżyć. Udało się to naprawdę dobrze, jednak wersja zilustrowana w Grimm Fairy Tales, jest o wiele bardziej mroczna i życiowa. Tak jak każdy tom tej serii niesie z sobą też przesłanie oraz pewną ważną naukę. Naukę o tym jak to niewinne, dziewczęce marzenia o księciu i życiu w dostatku oraz blasku, potrafią być przyćmione przez tych, którzy nie potrafią cieszyć się tym co mają. Historia zaczyna się na jednej z amerykańskich uczelni, gdzie młoda, płochliwa dziewczyna, zobrazowana jako stereotypowy kujon, pragnie dostać się do prestiżowego bractwa. Oczywiście nie udaje jej się tego dokonać, gdyż na samym starcie pada ofiarą szykan ze strony seksownych i wysortowanych dziewczyn. Załamuje się i wybiega w panice z domu bractwa, po czym trafia na wykład odnośnie wpływu baśni na realne życie. Tam poznaje historię Kopciuszka i jej macochy oraz dwójki przybranych sióstr, jednak jest to opowieść inna niż ta którą znała. Mroczna, brutalna i... mściwa. Główna bohaterka, która pełni rolę Kopciuszka, jest uosobieniem wielu współczesnych nastolatek oraz młodych kobiet, pragnących za wszelką cenę zyskać aprobatę ludzi z wyższych kręgów. Ich dziecięce marzenie o księciu na białym koniu i życiu w dostatku oraz szczęściu, przekształca się w chory wyścig zbrojeń, gdzie nie ma miejsca na litość. Albo będę taka jak one, te sławne i modne kobiety, albo zginę. Przyjmują one zatem rolę Kopciuszka, dziewczyny mającej dobre i poczciwe serce, ale jednocześnie pozwalające się terroryzować osobom, uważanym za lepsze, atrakcyjniejsze czy zwyczajnie bogatsze. To wszystko zabija w nich dziecięce marzenie i przemienia w widmo wyrachowanej zemsty, dyktowanej nienawiścią. Jednak wszystko ma swoją cenę. A ta zleży tylko od tego jaką drogę obierzemy w kształtowaniu naszego losu. Staniemy się twardzi i samodzielni lub pójdziemy na skróty, poświęcając swoją duszę aby stać się tym kogo tak bardzo nienawidzimy. Efekt takiego targu może być tylko jeden - ból, cierpienie, a czasem nawet śmierć. Wszystko po to aby ziścił się utopijny sen o lekkim życiu w blasku jupiterów, bez ciężkiej pracy czy wyrzeczeń. Jeśli idzie o warstwę artystyczną, to klasycznie mamy kontrast pomiędzy okładką a rysunkami w samej opowieści. Może to komuś przeszkadzać, choć dla mnie jako czytelnika, nie ma to wielkiego znaczenia. Seria jak zwykle trzyma spory poziom brutalności przepleciony miejscami erotyzmem, choć nie pełnym negliżem, co buduje unikalny dla niej klimat. Mamy tutaj też o wiele mniej krwawych scen, w stosunku do tego co zaprezentował pierwszy zeszyt, choć nadal poziom grozy jest bardzo wysoki. Co zaś się tyczy okładek to główna, w mojej opinii, wypada o wiele ciekawiej od kolekcjonerskiej. Tym razem mamy jedną okładkę unikalną, która nawiązuje do sceny ucieczki Kopciuszka z balu. Jest ona ładna, choć nie tak klimatyczna oraz mroczna, a co za tym idzie oddająca w pełni charakter zawartej w zeszycie historii, jak główna. Niemniej dla kolekcjonerów raczej nie będzie to miało większego znaczenia. Kopciuszek uczy i jednocześnie przestrzega, że czasem nie warto gonić za sławą, bo możemy w ten sposób zdeptać nasze marzenia z dzieciństwa. Co gorsza, cena jaką przyjdzie nam zapłacić będzie niewspółmiernie wysoka. Do tego szybki sukces może zamienić nas w tych, którymi tak pogardzaliśmy, a wtedy nic nie powstrzyma zbliżającej się katastrofy. Dlatego warto zadać sobie pytanie "Czy warto? Czy naprawdę tego chcę? Czy może jest inna droga?". Bo jak rzecze Matka Chrzestna "Wszystkie marzenia mogą się spełnić. Oczywiście pod warunkiem, że jesteś skłonna zaofiarować coś w zamian". Od nas zatem zależy co to będzie - ciężka praca czy nasza dusza.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na83 lata temu
Grimm Fairy Tales #01 Czerwony Kapturek Al Rio
Grimm Fairy Tales #01 Czerwony Kapturek
Al Rio Ralph Tedesco Joe Tyler
Baśnie braci Grimm są znane na całym świecie. Uczą, bawią, ale także potrafią budzić grozę. Co jednak by się stało, gdyby postacie z tego fantastycznego świata były bardziej realne dla nas ludzi? Czy wilk wyplułby babcię i Czerwonego kapturka, gdyby został przyłapany przez gajowego? A może nie byłoby już czego wypluwać, ponieważ potężny zwierz rozerwałby na kawałki swoje ofiary i pożarł, zalewając wszystko strugami krwi. Amerykańska odsłona serii komiksów zatytułowana Grimm Fairy Tales, jest skierowana do dorosłego odbiorcy, pokazując w bardzo ciekawy sposób pewne relacje z naszego codziennego życia. Zazdrość, zawiść, chciwość czy brak pohamowania się w sprawach seksu, to wszystko znajduje się w tej mrocznej oraz krwawej wizji świata baśni. Świata, potrafiącego przenikać z kart książki do naszego otoczenia, ukazując prawdziwą naturę nas samych. Pierwsza część Grimm Fairy Tales opisuje losy dziewczyny, zwanej przez miejscowych Czerwony Kapturek. Kobiety młodej, cnotliwej, choć pragnącej zaznać rozkoszy płynącej z uciech cielesnych. Wie jednak że zbytni pośpiech może okazać się zgubny i zniszczyć relację między kochankami. Niestety wybranek jej serca nie jest już tak wyrozumiały, zachowując się jak zwykły samczyk, który wykorzystując swą pozycję społeczną stara się za wszelką cenę narzucić dziewczynie swoje zdanie. Sprawa się komplikuje gdy Kapturek zmierza do babci przez ciemny las, niosąc jej prowiant. Wtedy w mrokach nocy cienie potrafią płatać figla i ciężko odróżnić przyjaciół od wrogów. Historia tu opowiedziana jest krótka, dosadna oraz przesycona akcją, zresztą jak każdy album wydany w tej serii. Nie oznacza to, że pozbawiono ją treści. Wręcz przeciwnie. Zwięzłe dialogi trafnie wywlekają na wierzch ukryte w scenerii oraz obrazach postaci ich drugie tło. Pokazują kim są ci ludzie dla nas w realnym życiu, jaką pełnią rolę oraz jak wykorzystują swoją pozycję do zaspokajania własnych potrzeb i ambicji. Widać to zresztą od pierwszej strony tego zeszytu. Licealistka, która nie straciła jeszcze dziewictwa w roli Czerwonego Kapturka, arogancki członek drużyny futbolowej jako wilk czy zatroskany przyjaciel w roli gajowego. Każde z nich naprawdę występuje w wielu wcieleniach w naszym świecie. Nie tylko USA, ale także innych krajach, w tym u nas, w Polsce. Największą rolę odgrywa oczywiście tytułowa dziewczyna i to ona musi podjąć kluczowe decyzje. W przypadku Grimm Fairy Tales nie są one łatwe, jak zresztą w oryginalnych baśniach braci Grimm, a tutaj dodatkowo mogą wiązać się z bardzo, ale to bardzo poważnymi konsekwencjami. Czytelnik zdaje sobie z tego sprawę dopiero po czasie, tak samo jak tytułowa bohaterka. Pytanie tylko czy nie jest za późno na obranie właściwej ścieżki przez ciemny las, pełen mrocznych istot. Polskie wydanie jest naprawdę porządne. Komiks wydano na solidnym papierze, a czytelnicy mają możliwość nabycia go z trzema różnymi okładkami. Klasyczną, dostępną w sklepach (stacjonarnych oraz sieciowych) czy Allegro oraz dwoma kolekcjonerskimi (jedna z nich jest zaprezentowana w recenzji),które można zdobyć tylko na konwentach oraz sklepie wydawnictwa i zostały wydane w limitowanej serii 100 sztuk na okładkę. To cieszy, gdyż nasz wydawca poszedł za wzorem amerykańskiego i dał fanom komiksu możliwość nabycia go w wersji ekskluzywnej, niedostępnej w późniejszym terminie czy większym nakładzie. Oby w przyszłości postąpiono tak z kolejnymi albumami i wydano ostatecznie wszystkie odsłony serii, w tym całą Krainę czarów. Pierwszy zeszyt Grimm Fairy Tales skłania nas do zastanowienia się czy warto poświęcać coś cennego w imię krótkiej uciechy. Teoretycznie jest to prosta, przepełniona krwią i seksualnymi podtekstami, opowieść dla dorosłych, ale jak pisałem na wstępie, nie pozbawiona poważnej puenty. Coś co jest owocem miłości dwojga ufających sobie ludzi, jednocześnie dla młodych osób, nie będących siebie absolutnie pewnymi, jest zakazane. Czy słusznie? Na to pytanie każdy czytelnik musi odpowiedzieć sobie sam.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na83 lata temu
Fire and Stone: Aliens Chris Roberson
Fire and Stone: Aliens
Chris Roberson Patric Reynolds
W starciu z morderczymi Obcymi jednym ratunkiem wydaje się ucieczka. Jednak czy w komosie znaleźć można miejsce wolne od krwiożerczych monstrów? Bohaterowie drugiego tomu serii „Fire and Stone” przekonują się, że bezpieczeństwo jest trudno dostępnym dobrem. Akcja „Aliens” rozgrywa się przed wydarzeniami opisanymi w pierwszym tomie serii zatytułowanym Prometeusz. Kolonizatorzy z księżyca LV-426 zamieszkujący kolonię znaną jako Hadley’s Hope padają ofiarą ataku Obcych. Nielicznym udaje się uciec na sąsiedni księżyc LV-223, jednak nawet tam nie mogą zaznać spokoju. Główny bohater komiksu Derrick Russel, specjalista od terramorfowania, stara się zrozumieć naturę czarnej mazi, która zdaje się przyspieszać procesy ewolucyjne na księżycu. Jednocześnie śledzimy losy kolonizatorów, którzy próbują przetrwać we wrogim środowisku. Stworzona przez Chrisa Robertsona historia dobrze wpisuje się w klimat stworzonego przez Ridleya Scotta świata. W „Aliens: Fire and Stone” obserwujemy walkę o przetrwanie grupy kolonizatorów, której członkowie nie mogą osiągnąć porozumienia odnośnie metod, które mają służyć przetrwaniu. Z drugiej strony scenarzysta pokazuje, choć dość pobieżnie, prowadzone przez Derricka badania nad naturą procesów ewolucji ekosystemu na LV-223, na efekty których natrafią bohaterowie poprzedzającego „Aliens” tomu… Więcej na: http://gitararysowane.pl/aliens-fire-and-stone/
Gitarą Rysowane - awatar Gitarą Rysowane
ocenił na79 lat temu
Królewska Krew #2. Zbrodnia i Kara Alexandro Jodorowsky
Królewska Krew #2. Zbrodnia i Kara
Alexandro Jodorowsky Dongzi Liu
Drugi tom serii dzieje się niedługo po wydarzeniach opisanych w finale pierwszego zeszytu. Na dzień dobry dostajemy mocna dawkę przemocy, choć jakby nie patrzeć w tej opowieści jest ona w pełni uzasadniona. Niemniej fabuła potrafi w kilku miejscach zaskoczyć dając spore pole do popisu dla całej intrygi. Ponownie tematem głównym jest zdrada oraz chęć utrzymania władzy, niemniej następuje rotacja postaci na tym polu. przynajmniej w pewnym sensie. Niemniej mimo tych wspomnianych na wstępie zalet, czuć tutaj brak tego bliżej nieokreślonego czegoś. Niby postacie są przedstawione ciekawie, niby mamy zwroty akcji, które nie zawsze przewidzimy, a mimo to czuć pewien niedosyt. W królestwie lud cieszy się z zaślubin Sambry z Alvarem, który jest przekonany że dziewczyna jest jego córką z nieprawego łoża. Tymczasem pierwsza żona króla, obecnie piastująca urząd regentki i nie w smak jej, że została wyrzucona z pańskiego łoza. Jej syn Rador, będący z krwi uzurpatora, też żywi chęć zemsty na Alvarze, po tym jak ten uciął mu język. Dotąd wyładowywał swą nienawiść na służkach, które katował na śmierć, ale teraz nadarzyła się okazja bardziej dotkliwej zemsty. Pod nieobecność króla sługa Radora uprowadza Sambrę i przynosi ją swemu panu i jego matce. Ci straszliwie okaleczają dziewczynę, jednak ich uczynek szybko się na nich mści. Niemniej Alvar postanawia nie wymierzać im kary i zrzekłszy się tronu udaje się wraz z Sambrą na wygnanie do jaskini jej matki. Jednak los bywa okrutny i nieprzewidywalny, a ludzkie serce łatwo odmienić. Jeśli ktoś twierdził po lekturze pierwszego tomu, że przedstawione w nim postacie są szalone, to Zbrodnia i kara z pewnością nieco zmieni jego definicję tego terminu. Jest to jednak zabieg celowy, gdyż historia jaką czytamy mówi właśnie o szaleństwie. Ma ono różne podłoża jak zdrada, chciwość, zemsta czy miłość, ale zawsze sprowadza się ostatecznie do jednego - śmierci. Często bolesnej i nad wyraz okrutnej, co jest karą za chęć bycia ponad prawem ludzkim jak i boskim. To cena jaką trzeba zapłacić za wzgardę ludzkim życiem, szczególnie tych najsłabszych, zepchniętych na margines. Alvar przez pewien czas zdaje się rozumieć powagę sytuacji, stąd ku zaskoczeniu ludu udaje się na wygnanie wraz z swą młodą oblubienicą. Tam również doświadcza kolejnych prób co kończy się srogą pokutą, jaką sobie sam wymierzył, aby móc dostąpić odkupienia. Jednak jak wspomniałem wcześniej ludzkie serce łatwo odmienić, szczególnie zaś takie które już skosztowało zemsty i władzy. Nie inaczej jest i tym razem, choć finał banicji króla był w pewnych punktach zaskakujący. To co jednak budzi niesmak to pewna nielogiczność zachować bohaterów. Nieraz pod wpływem spontanicznych odruchów dokonują one wyborów, które pomimo protestów tłumu, są potem i tak akceptowane. Między innymi scena zrzeczenia się tronu. Rozumiem co chcieli przekazać autorzy, ale wyszło to lekko niezgrabnie i głupio, szczególnie, że Alvar i Sambra oddali koronę swym oprawcom, a ci w ten sposób uniknęli kary. Nie miało znaczenia, ze cała sala tronowa domagała się głów Radora i jego matki. Nie. Alvar im wybaczył, powiedział, że opuszcza królestwo i radźcie sobie sami. Brzmi to co najmniej dziwnie. Niestety to nie jedyny "babol" tego rodzaju. Czasami podczas lektury zastanawiałem się czy przypadkiem mieszkańcy tego państwa nie są pozbawieni inteligencji przez jakieś tajemnicze zaklęcie. Bo o ile umiem zrozumieć szaleńca tak totalnego ignoranta za grosz nie pojmuję. Komiks nadrabia jednak od strony wizualnej. kreska nadal jest przecudowna, kolorystyka mroczna, ale nie za ciemna, wręcz idealna dla tej opowieści. Uwydatnia ona wręcz szaleństwo wszystkich głównych postaci, kontrastując ją z ich powierzchownym pięknem. Dodawszy do tego bajeczne scenografie i krajobrazy połączone z pięknymi wyobrażeniami zjaw, czy też dusz, dostajemy istną ucztę dla oka. Nawet jeśli ktoś nie polubił Królewskiej krwi od strony fabularnej, to w części graficznej z pewnością się zakocha. Drugi tom wyraźnie odstaje w kilku miejscach od pierwszego. Tam mieliśmy więcej sensu, mimo zobrazowania szaleństwa. Postacie walczyły z sobą o władzę i z tego powodu tez się zdradzały. Tutaj teoretycznie ten aspekt jest kontynuowany, jednak logiczne głupoty na jakie tutaj natrafimy potrafią skutecznie zepsuć odbiór całości. Liczę jednak ze kolejny album ponownie podniesie poziom całej serii w moich oczach, do której i tak będę wracał choćby dla samych rysunków.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na73 lata temu
Wolverine: Snikt! Tsutomu Nihei
Wolverine: Snikt!
Tsutomu Nihei
Za sprawą serii Blame! od J.P.Fantastica zakochałam się w twórczości Tsutomu Niheia. I choć styczność z produkcjami Marvela ograniczam praktycznie wyłącznie do ekranizacji, nie mogłam się powstrzymać przed zakupem drugiej po Sunstone komiksowej pozycji od wydawnictwa Waneko – czyli narysowanej przez Niheia historii jednego z najsłynniejszych bohaterów Marvela – Wolverina. Zapraszam do krótkiej wyprawy do świata przyszłości w tytule Wolverine. SNIKT!. Pewnego dnia Wolverin spotyka tajemniczą dziewczynę imieniem Fusa. Za sprawą jej dotyku zostaje przeniesiony w przyszłość, do Ziemi zdominowanej przez dziwne kreatury, z wyglądu przypominające maszyny, w rzeczywistości będące organizmami wyhodowanymi w laboratorium, bakteriami, które miały oczyścić planetę, jednak zamiast tego zbuntowały się przeciw swoim twórcom i obecnie niemalże doprowadziły do zagłady ludzkości. Pokonać je można wyłącznie za pomocą adamantium, co czyni z Wolverina idealnego kandydata do walki z nimi i uratowania niedobitków ludzkości, nieprawdaż? Fabuła jest liniowa i na próżno spodziewać się w niej zaskakujących zwrotów akcji. Wolverin zostaje rzucony w wir wydarzeń ograniczający się do walki z kolejnymi przeciwnikami, aż do pojawienia się “bossa”, którego rzecz jasna trzeba rozwalić ze słusznym rozmachem. Zadowoleni będąc więc wszyscy lubiący emocjonujące pojedynki, nawet jeżeli ich wynik jest z góry wiadomy. Co do bohaterów, to Wolverina zapewne nikomu nie trzeba przedstawiać. I jeżeli mam być szczera, to poza nim nie bardzo jest o kim pisać jeżeli chodzi o pojawiające się postacie. Nasz bohater trafia bowiem na niewielką grupę ocalały ludzi, wśród których wyróżniają się (aż!) cztery osoby – Fusa, odpowiedzialna za sprowadzenie Rosomaka do świata przyszłości, Pułkownik posiadający broń zdolną niszczyć nieprzyjazne istoty i bliźniaczki, z których jedna posiada zdolność telepatycznego namierzania zarówno ludzi jak i wrogów. Reszta to statyści mający za zadanie robić za tło lub ginąć w dramatycznych atakach. A i o wspomnianej czwórce wiele się nie dowiemy, to wyłącznie osoby mające spełnić określone zadanie. Tak więc, czy przy szczątkowej fabule i braku interesujących bohaterów (poza samym Wolverinem, on nadrabia za wszystkich) Woverine. SNIKT! może się podobać? Zdecydowanie tak. Zadowoleni będą wszyscy czytelnicy, których interesuje strona wizualna komiksu, a w szczególności miłośnicy kreski Niheia. Osobiście byłam zachwycona możliwością lektury pozycji zawierającej jego prace w dodatku w pełnym kolorze. Klimatyczne lokacje, emocjonujące pojedynki i nietypowi, aczkolwiek bardzo charakterystyczni dla tego autora wrogowie do pokonania – więcej nie było mi potrzeba do szczęścia. Za polskie wydanie odpowiada wydawnictwo Waneko. Komik ukazał się w powiększonym formacie zbliżonym do A4, w miękkiej oprawie, na papierze kredowym. Wszystko prezentuje się ładnie i schludnie, cieszy również dodatek w postaci krótkiej galerii na końcu komiksu, na którą składa się pięć dodatkowych ilustracji. Wolverine. SNIKT! to pozycja obowiązkowa dla dwóch grup osób: fanów samego Wolverina oraz miłośników twórczości Tsutomu Niheia. I choć lubię zarówno filmowe jak i komiksowe przygody Rosomaka, to dla mnie osobiście największa radością podczas lektury było oglądanie prac Niheia w pełnym kolorze. I choć była to krótka przygoda bez zaskakujących zwrotów akcji to z przyjemnością dołączam ten tytuł do swojej kolekcji. I Was również zachęcam do przekonania się jak prezentuje się jeden z najsławniejszych bohaterów Marvela widziany oczami japońskiego mangaki. https://koszzksiazkami.pl/wolverine-snikt-recenzja/
Kosz_z_Książkami - awatar Kosz_z_Książkami
ocenił na68 lat temu
Krew tchórzy 2 - Rzeźnik Jean-Yves Delitte
Krew tchórzy 2 - Rzeźnik
Jean-Yves Delitte
Rzeźnik to drugi album serii Krew tchórzy, w którym do końca zrealizowany zostaje wątek fabularny dotyczący śledztwa rozpoczętego w 1663 roku przez majora Arthura J. Joyce’a Byrona Pike’a. Koronny śledczy stara się rozwiązać zagadkę poćwiartowanych zwłok kilku mężczyzn odnalezionych u brzegu rzeki Ouse. Akcja komiksu, tak samo jak w uprzedniej odsłonie, rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych i geograficznych. Dochodzenie Arthura Pike’a jest ściśle powiązane z wydarzeniami, które rozegrały się dwadzieścia lat wcześniej na Jawie. W Batawii pierwsze skrzypce grał James Eddington, kapitan Pierwszego Regimentu Królewskich Kirasjerów, który miał za zadanie wyjaśnić okoliczności śmierci sir Francisa. Idzi mu jak po grudzie. Zresztą koronnemu śledczemu w Anglii także niespecjalnie się wiedzie, właściwie udało mu się ustalić tożsamość zamordowanych mężczyzn, ale nic z tego dalej nie wynika. I w jednym, i w drugim wątku dwuznaczną rolę odgrywają wysoko postawieni przedstawiciele Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej (VOC),którym niespecjalnie zależy na schwytaniu sprawców i wyjaśnieniu motywu morderstw. Wyraźnie wzrasta dynamika obu prowadzonych śledztw. Co prawda scenarzysta wciąż myli tropy, pozwala swym bohaterom szukać na oślep i błądzić niczym dzieci we mgle. Jednak z biegiem akcji czytelnik zaczyna rozumieć, że oba wątki są ze sobą przewrotnie i ściśle powiązane. Zresztą, kto by się spodziewał, że pod płaszczykiem uprzejmości i profesjonalizmu major Pike skrywa drugą, bardzo przerażającą, twarz. Nie będę zdradzał zamysłu Jeana-Yvesa Delitte’a, ponieważ warto samemu zmierzyć się z fabułą. Zapewniam, że całość jest nieźle obmyślona. (...) Po lekturze dwójki muszę przyznać, że komiks ma znamiona świetnego kryminału, w którym napięcie wzrasta ze strony na stronę, aż do całkowicie niespodziewanego finału. Szczerze powiedziawszy nie spodziewałem się takiego zakończenia. Całość opowieści zostaje wywrócona do góry nogami... - - - cały tekst do przeczytania tu: https://dybuk.wordpress.com/2017/01/25/krew-tchorzy-2-rzeznik/
giera - awatar giera
oceniła na79 lat temu
Fechmistrz Xavier Dorison
Fechmistrz
Xavier Dorison Joel Parnotte
Bardzo cenię Xaviera Dorisona za scenariusz, jaki napisał do "Sanktuarium" oraz za to, jak umiejętnie wymanewrował totalnie rozsypaną na kawałki obecną linię fabularną w "Thorgalu". Dotąd na mojej liście życzeń znajduje się "Trzeci Testament", "W.E.S.T." i "Long John Silver", natomiast ostatnio wpadł mi w ręce "Fechmistrz". Już sama okładka wzbudziła żywo moje zainteresowanie, ponieważ lubię klimaty osadzone w realiach średniowiecza czy okresu Złotej Ery Imperium Rzymskiego. Gdy przeczytałem, że w "Fechmistrzu" będzie dodatkowo poruszony temat religii, a konkretniej rozłamów trawiących Chrześcijaństwo w XVI wieku, to moje nadzieje urosły ponad miarę. Co ważniejsze zostały w pełni zaspokojone, gdyż "Fechmistrz" opowiada prostą historię, o zwykłych ludziach, którzy musieli zetrzeć się z najmroczniejszym demonem nękającym ludzkość - ambicją. Pierwszoplanowymi, a zarazem tytułowymi, choć okładka sugeruje coś innego, bohaterami są Hans Stalhoffer i Giancarlo di Maleztraza. Reprezentują oni idealnie przełom czasów, w których żyją, gdzie Średniowiecze ustępowało miejsca Odrodzeniu, co zresztą wyraźnie zaznaczono we wstępie komiksu. Stalhoffer to rycerz starej daty, mający już swoje lata i posługujący się mieczem. Broń ta wymaga wytrwałości, cierpliwości i siły. Maleztraza natomiast jest przedstawiciel przyszłości i postępu, posługując się rapierem. Tu liczy się szybkość, zwinność oraz krwiożerczość. Mężczyźni stają do pojedynku o tytuł Królewskiego Fechmistrza, który od lat spoczywa w rękach Stalhoffena. Niestety wynik starcia nie wyłania zwycięzcy, a obaj walczący odnoszą ciężkie rany. Hans postanawia się jednak wycofać i oddaje swój urząd rywalowi. Mijają 4 lata, a Francją wstrząsa nowa "rewolucja" - pomysł wydania Biblii drukiem w języku francuskim, tak aby każdy piśmienny obywatel mógł ją przeczytać i zrozumieć jej słowa. Nie podoba się to Sorbonie, kolegium Uniwersytetu Paryskiego, chcącej zdławić pomysł w zarodku. Nie wiedzą, że ich czyn ponownie postawi na swej drodze dawnych rywali. Siłą tego komiksu jest prostota płynąca ze scenariusza. Teoretycznie jest tu intryga, związana ze zwierzchnikami Kościoła Katolickiego oraz próbą złamania odwiecznego prawa, gdzie Biblia była pisana tylko po łacinie i grece, tak aby prosty lud nie miał do niej bezpośredniego dostępu. W praktyce cały ten wątek schodzi na drugi plan, gdyż na pierwszym mamy ludzi zjadanych przez różne formy ambicji. Nie dotyczy to tylko pary rywali, ale też osób, jakie stanęły na ich drodze. Pierwszym jest królewski chirurg i dawny przyjaciel Hansa, Gawin z Bremy, który żyje złudzeniami o równości pomiędzy stanami społecznymi. Chce też, aby Słowo Boże było dostępne w języku zrozumiałym dla zwykłego człowieka, co oczywiście potępia Sorbona. Jego wychowanek i giermek, Casper, również podziela te poglądy i żyje ideałami. Młody, niedoświadczony, nieznający tak naprawdę życia na najniższym szczeblu drabiny społecznej. Hans ciągle im wypomina ich utopijne ideały, ale z własnych pobudek, a może i odrobiny lojalności, pomaga im w misji dotarcia do Paryża. Kolejnym bohaterem drugiego planu, odgrywającym ważną rolę w tej historii, jest Timoleon. Przywódca grupy społeczności górali zamieszkujących rejon, w którym wylądowała nasza drużyna, ścigana przez Maleztraza pracującego dla Sorbony. Timoleon to człowiek ślepo oddany swemu Bogu, ale nie szukający zwady. Z drugiej strony łatwo mu zasłonić oczy obrazem trupa i wmówić coś, co nie miało miejsca. Jego ambicją jest pokazanie, kto ma w górach władzę absolutną, a jednocześnie, zamiast prawdy woli usłyszeć poparcie swoich ludzi. Cała ta grupa staje się tłem dla rywalizacji trwającej pomiędzy Hansem a Maleztrazą, starym a nowym światem, mieczem a rapierem. To właśnie te punkty są kluczem dla tej opowieści, w której nic nie jest czarno-białe, a pokazuje wiele odcieni szarości. Mają one jednak jedną cechę wspólną - ukazanie jak niszczycielska może okazać się ludzka ambicja. Szczególnie gdy włoży się ją do jednego worka z religią i jej doktrynami, które często nie mają nic wspólnego z wolnością, moralnością oraz czystą wiarą. Na duże brawa zasługuje też rysunek Joela Parnotte. Jego rysunek w pełni oddaje ducha początku XVI wieku oraz przemian, jakie wtedy zachodziły w Europie. Stare miesza się z nowym, mroźne góry z leśnymi wzgórzami, czy też salony możnych z brudem pospólstwa. Parnotte oddał każdy z tych elementów idealnie. Do tego świetnie uchwycił postacie, a szczególnie ich twarze. Już okładka potrafi przyciągnąć uwagę, ale to nic w porównaniu z pierwszą kartą komiksu, na której widnieje skąpana w deszczu, twarz Hansa Stalhoffera. Jak dla mnie, mistrzostwo. "Fechmistrz" nie jest komiksem wybitnym, ale na tyle dobrze skonstruowanym, że potrafi na bardzo długo zapaść w pamięć. W moim wypadku, jako fana tego typu literatury, jest to pozycja, która od razu po przeczytaniu dołączyła do mojej kolekcji. Niekoniecznie na najwyższej półce, ale też nie na najniższej. To tego typu dzieło, które niesie w sobie prostą prawdę o ludziach, nie będąc przy tym niczym odkrywczym, ale napisanym tak, że chce się tu wracać. Xavier Dorison po raz kolejny udowodnił mi, że jako scenarzysta potrafi naprawdę wiele, a "Fechmistrzem" sprawił, że wszedł do mojego grona ulubionych autorów.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na73 lata temu
Kompletny Szok Przyszłości Steve Dillon
Kompletny Szok Przyszłości
Steve Dillon Alan Moore Alan Davis Bryan Talbot Ian Gibson
Zbiór krótkich komiksów Alana Moore`a z różnymi rysownikami. Większość opowieści jest zwyczajnie świetna, a kilka to nawet małe perełki. Głównie podobają mi się te historie, gdzie scenarzysta bawi się czasem. Jest np. para policjantów, którzy tak przenoszą się w czasie, że spotykają samych siebie w korytarzu posterunku i ostrzegają "tych drugich" na co tamci mają uważać np. za 30 minut. :D Albo naukowiec, który przenosi w czasie różne przedmioty (np. kowadło, żeby spadło na głowę jakiejś istotnej postaci historycznej) i zmienia w ten sposób całą historię ludzkości. I w tym czasie my czytelnicy widzimy cały czas "ten sam" rysunek z laboratorium naukowca, ale nie do końca. Po kolejnych ingerencjach naukowca w czasie, zmieniają się w nim przedmioty. Np. z przodu kadru każdorazowo stoi popiersie jakiejś znanej postaci, ale zawsze inne. Ten album to dużo humoru, świetne dialogi i multum pomysłów brytyjskiego maga. W 2-planszowych historyjkach radzi sobie gorzej, bo zwykle próbuje zakończyć komiks jakąś mniej, lub bardziej udaną puentą, ale kiedy ma do dyspozycji 4-6 stron, to zazwyczaj wychodzi mu historia-perełka. Rysownicy też dają radę. Większość historii jest narysowana bardzo ładną czarno-białą kreską. Ballada o Halo Jones była rewelacyjna, Kompletny szok przyszłości świetny, zatem czekam na kolejne dwa albumy Alana Moore`a, które zapowiedziało Studio Lain, czyli Skizz oraz D.R. and Quinch. Już teraz wiem, że będą świetne, bo inaczej być nie może.
kendo777 - awatar kendo777
ocenił na89 lat temu
Kryształowy Miecz Didier Crispeels
Kryształowy Miecz
Didier Crispeels Jacky Goupil
W ubiegłym miesiącu dla wielbicieli komiksu europejskiego wydawnictwo Ongrys przygotowało nie lada niespodziankę. Zapowiadaną, ale jednak miłą i zdumiewającą. W końcu po dwóch wcześniejszych, nieudanych próbach wydawniczych do księgarń trafiło pełne wydanie cyklu Kryształowy Miecz, autorstwa Jacky’a Goupila (scenariusz) i Crisse’a (rysunki). W latach 1993-1994 oficyna Prószyński i S-ka opublikowała trzy albumy serii (jako Kryształowa szpada),a w latach 2002-2003 wydawnictwu Amber udało się wypuścić tylko dwa pierwsze tomy. Oryginalnie pierwszy cykl serii, który ukazywał się w latach 1989-1994, liczy sobie pięć odsłon, cykl drugi został skasowany po pierwszym zeszycie, wydanym w 2004 roku. Całość, czyli wszystkie sześć albumów, znalazło się w zbiorczej edycji przygotowanej przez szczecińską oficynę. Warto wspomnieć, że w integralu zamieszczono całą masę dodatków (będę jeszcze o tym pisał). Nie należy także zapominać, że zgodnie z dobrą tradycją wprowadzoną przez edytora, czytelnicy mają do wyboru albo kupić zbiorcze wydanie, albo pojedyncze tomy. Osobiście proponuję, ze względu na bonusy i możliwość natychmiastowego przeczytania całości, zdecydować się na pierwszą propozycję. W wielkim skrócie fabuła przedstawia się następująco: raz na pięć stuleci magiczny talizman, który chroni i utrzymuje równowagę w krainie Niebiańskiego Rogu, traci moc. Młodej Zorii zostaje powierzone odpowiedzialne zadanie odbudowania pierwotnej potęgi amuletu i ocalenie rodzinnego świata przed pogrążeniem się w ciemności i niebycie. Chcąc tego dokonać musi opuścić Aneith - zniedołężniałą i bliską śmierci aktualną strażniczkę Pentagramu - która wychowała ją niczym matka. Nasza bohaterka wyrusza w długą i pełną niebezpieczeństw podróż. Musi odnaleźć pięciu magów (Mistrzów Zmysłów) i odebrać od nich pięć tajemniczych artefaktów (masek). Moc masek zgromadzonych razem ponownie uaktywni talizman. (...) W warstwie fabularnej mamy poniekąd modelową walkę Dobra ze Złem. Napisałem "poniekąd" ponieważ na czytelników czeka niemałe zaskoczenie. W pewnym momencie scenarzysta odchodzi od biblijnego postrzegania pierwiastków natury. Do wątku głównego wyraźnie zostają włączone elementy manicheizmu. Co jest o tyle ciekawe, że wolta zaskakuje, bo znosi oczywistość i przewidywalność scenariusza. Kryształowy Miecz to pozycja z gatunku heroic fantasy. Dlatego na kartach komiksu, obok magów i wtajemniczonych strażniczek, spotkać możemy różnorakie rasy (Antonomy, Zrzędliwce, Ferosy czy Holguiny),latające smoki, leśne wróżki, zamieszkujące namorzyny dziwaczne zwierzęta i stworki. Mistrzowie Zmysłów wytwarzają cudowne eliksiry i magiczne preparaty. W komiksie widać, że rysownik zadał sobie wiele trudu, aby zaprojektować zdumiewającą rzeczywistość krainy Niebiańskiego Rogu. Każdy element scenografii - roślina, budynek, owad, ptak czy góra - został starannie zaprojektowany i wykonany. Proszę zwrócić uwagę, że w kadrach obok występujących postaci przemykają różnorakie stworzenia i stworzonka. Świat odmalowany przez artystę żyje... - - - cały tekst można przeczytać tu: https://dybuk.wordpress.com/2016/11/21/krysztalowy-miecz-integral/
giera - awatar giera
oceniła na69 lat temu
Rachel Rising tom 1: Cień śmierci Terry Moore
Rachel Rising tom 1: Cień śmierci
Terry Moore
Dobry początek to połowa sukcesu. Jak przyciągnąć czytelnika, jak to zrobić, by pozostał, a najlepiej chciał jeszcze więcej? A może by tak w pierwszej scenie pokazać jak z płytkiego grobu wydobywa się, nie bez kłopotu, wcale nie łatwo, z wyraźnym wysiłkiem atrakcyjna kobieta? A na jej karku jest paskudny ślad po czymś, co zostało uprzednio mocno zaciśnięte… No i już wiesz, że siedmiotomowa seria Rachel Rising będzie świetna. Tym razem Terry Moore opowiada swoją historię w obrębie gatunku grozy, w którym czytelnikom przyjdzie zmierzyć się z prawdziwym złem, takim że Stephen King by się nie powstydził tego typu kreacji. Jednak całe to zło jest jedynie tłem. Zupełnie jak w cyklu Echo, Moore wykorzystuje znany motyw (tam science fiction, tu horror) to pokazania nam świetnie napisanych bohaterów, takich prawdziwych, bardzo realistycznych, z którymi natychmiast można się utożsamić, wczuć w ich rolę, poczuć ich emocje. To ogromna zaleta tego Twórcy, jego bohaterowie naprawdę zdają się żyć. Warto też dodać, że Terry Moore doskonale zdaje sobie sprawę z reguł, jakie tworzą horror. I postanowił ich nie zmieniać. A na domiar tego, mimo że zachował zasady, i tak wybrnął z opowieści w taki sposób, że bohaterów będzie można wykorzystać ponownie, bo ja tu widzę pewien schemat, i już się cieszę na to, Terry Moore sobie wykoncypował ze swoimi opowieściami.
Pablos - awatar Pablos
ocenił na77 miesięcy temu

Cytaty z książki Grimm Fairy Tales #06 Zbójecki narzeczony

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Grimm Fairy Tales #06 Zbójecki narzeczony