Niech pana Bóg błogosławi, panie Rosewater

- Kategoria:
- literatura piękna
- Format:
- papier
- Data wydania:
- 2005-01-01
- Data 1. wyd. pol.:
- 2005-01-01
- Liczba stron:
- 186
- Czas czytania
- 3 godz. 6 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 8372986746
Eliot Rosewater, miłośnik alkoholu, a zarazem prezes niezwykle bogatej Fundacji Rosewatera, postanawia przygotować wspaniały eksperyment dotyczący natury ludzkiej... z niewielką pomocą pisarza Trouta. Otrzymujemy groteskowy, ale przerażająco dokładny obraz chciwości, hipokryzji i szaleństwa, które nas otaczają. Ta śmieszna i gorzka powieść o zwariowanym milionerze to obraz szalonej Ameryki lat sześćdziesiątych.
Kup Niech pana Bóg błogosławi, panie Rosewater w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Opinia społeczności
Niech pana Bóg błogosławi, panie Rosewater
Wielkiego pisarza poznasz po tym, że nawet mimo dobrej znajomości jego warsztatu, przyjętej strategii pisarskiej czy poruszanych tematów, nawet gdy to wszystko jest dla ciebie jasne jeszcze zanim usiadłeś do lektury, nadal potrafi cię pozytywnie zaskoczyć. Vonnegut jest właśnie takim twórcą. Właściwie biorąc jego książkę do ręki zadaję sobie pytanie nie czy, tylko kiedy pojawi się wątek traum II wojny światowej, Kilgore Trouta oraz krytyka społeczeństwa. I zazwyczaj nie mylę się. Gdzieś w odmętach fabuły owe kwestie zaczynają pojawiać się i po raz kolejny wieść pierwsze skrzypce. Co więcej, znowu robią to świeżo i dosadnie. „Niech pana Bóg błogosławi, panie Rosewater” to książka napisana między dwoma innymi, dużo bardziej rozpoznawalnymi tytułami – „Kocią kołyską” oraz „Rzeźnią numer pięć”. Patrząc chronologicznie jest to jedna z pierwszych powieści mistrza, którą pisał mając na karku nieco ponad 40 lat. Być może dlatego jest ona tak bardzo zjadliwa w krytyce konsumpcjonizmu i wszystkiego tego, co nas otacza. Nie można jej odmówić celności w wyrażaniu myśli. Jest też uniwersalna mimo upływu prawie 60 lat od pierwszego wydania. Bohaterem jest Eliot Rosewater. To milioner, który fortunę odziedziczył po bezwzględnych przodkach. Eliot to typ, którego trudno polubić, ale z drugiej strony ma parę cech, dzięki którym będziemy mu kibicować. To przede wszystkim miłośnik alkoholu i ochotniczych straży pożarnych. Wiedzie nieporządkowane życie. Ma jednak dobre serce i chętnie dzieli się swoim majątkiem z biednymii. Tylko czy oni naprawdę tego potrzebują? Vonnegut wyraźnie pokazuje, że Robin Hoodem dobrze być, ale pod warunkiem, że ma się pomysł na niesienie pomocy. Dawanie przysłowiowej ryby zamiast wędki kończy uzależnieniem. Dopóki pieniądze płyną nieprzerwanie Rosewater jest czczony. Gdy kurek zostaje przykręcony, na pierwszy plan wysuwają się takie uczucia jak złość, rozczarowanie czy nawet nienawiść. Klasa ubogich mieszczan jest ukazana jak hieny, żerujące na naiwności pewnego zwariowanego miliardera. Nie są też w stanie sami sobie pomóc. A może po prostu zamiast tego, wolą ponownie zapaść w swój błogi marazm? Amerykański pisarz nie szczędzi krytyki też bogaczom, ukazanym jako ludzi bez pozytywnych stron. To oczywiście nie wszystko, o czym Vonnegut chciał nam powiedzieć. Pląta nieco fabułę, wprowadza dodatkowe postacie, buduje opowieść na szczegółach, które jak wspomniałem już wcześniej, są zauważalne także w innych jego powieściach. Dzięki temu losy Eliota mogą być odczytywane jako pewien symbol epoki i choroby społecznej. Sam styl z jakim pisze autor, ta jedyna w swoim rodzaju ironiczna, sarkastyczna, surrealistyczna czarna groteska, nie pozwala schodzić uśmiechowi z ust. Mimo, że przecież czytamy o rzeczach poważnych. Nie znam drugiego takiego twórcy, który krytykując kapitalizm używałby zbliżonego języka („Zazwyczaj, kiedy ktoś przychodzi i skarży się, że wszystko jest parszywe, w dziewięciu wypadkach na dziesięć przyczyną jest zatwardzenie”). A podobnych zdań, równie banalnych przemyśleń, z których powstaje mocna, zapadająca w pamięć książka, jest tu bardzo dużo. Dobrze, że relacje takie jak „Niech pana Bóg błogosławi, panie Rosewater” nie giną, że wciąż je się przypomina i umieszcza w dziale nowości. Takie powieści naprawdę warto czytać. Recenzja ukazała się pod adresemhttp://melancholiacodziennosci.blogspot.com/2022/01/recenzja-niech-pana-bog-bogosawi-panie.html
Oceny książki Niech pana Bóg błogosławi, panie Rosewater
Poznaj innych czytelników
1519 użytkowników ma tytuł Niech pana Bóg błogosławi, panie Rosewater na półkach głównych- Przeczytane 968
- Chcę przeczytać 544
- Teraz czytam 7
- Posiadam 184
- Ulubione 24
- Chcę w prezencie 13
- Literatura piękna 7
- Literatura amerykańska 6
- 2025 6
- 2013 5



















































OPINIE i DYSKUSJE o książce Niech pana Bóg błogosławi, panie Rosewater
Spod pióra KURTa VONNEGUTa wyszły same gorzko zabawne dziwności z prawdą ujętą w takim absurdalnym wydaniu, że staje się początkowo śmieszna - by na końcu straszyć. Opinię tą wysuwam na skutek przeczytania nie tylko NIECH PANA BÓG BŁOGOSŁAWI, PANIE ROSEWATER, ale także innych jego dzieł, takich jak SINOBRODY, KOCIA KOŁYSKA, czy SLAPSTICK ALBO NIGDY WIĘCEJ SAMOTNOŚCI! Każda z tych opowieści ma zdolność budzenia w czytelniku i odrazy i zainteresowania i zachwytu.
VONNEGUT pisał skrajnie oryginalnie a jego twórczości nie sposób pomylić z twórczością innych. To rodzynek, wisienka, która smakuje zadziwiająco wyraziście na przesłodzonym, lukrowym torcie świata. Pamiętam, że KOCIĄ KOŁYSKĘ bardzo źle oceniłam - a było to moje pierwsze spotkanie z autorem. Teraz wiem, dlaczego tak się stało i rozumiem swoją ocenę - jednak od tej pory wiele się we mnie zmieniło i inaczej podchodzę nie tylko do literatury, nie tylko do samego Vonneguta, ale ogólnie - do życia. Koniecznie muszę jeszcze raz przeczytać KOCIĄ KOŁYSKĘ i myślę, że to będzie ciekawe zderzenie się z przeszłością.
Jeśli zaś chodzi o NIECH PANA BÓG BŁOGOSŁAWI, PANIE ROSEWATER, to jest to oczywiście rzecz oryginalna i traktuje o czymś powszechnym - o pieniądzach. Pisarz podchodzi do tematu z niezwykła precyzją obserwatora, który widzi wszystko pod nieco innym kontem niż większość. Jak zawsze u Kurta czytelnik dostaje błyskotliwe podsumowanie - koniec jest ostro humorystyczny i ostro brutalny w ostatecznym rozrachunku.
Wspomnieć muszę o rewelacyjnym projekcie - grafice okładki. Jędrzej Chełmiński, w mojej ocenie - ma nie tylko talent artystyczny, ilustratorski, wizualny, ale także błysk geniuszu w mocnym i trafnym podsumowaniu treści przedstawianej książki. Bardzo polecam poznać Kurta - ja będę poznawać nadal... bo jeszcze wiele dzikiego humoru przede mną.
pieniądz rządzi światem - a świat nie rządzi się dobrze
Wydawnictwo Zysk i S-ka
egzemplarz recenzencki
π
Spod pióra KURTa VONNEGUTa wyszły same gorzko zabawne dziwności z prawdą ujętą w takim absurdalnym wydaniu, że staje się początkowo śmieszna - by na końcu straszyć. Opinię tą wysuwam na skutek przeczytania nie tylko NIECH PANA BÓG BŁOGOSŁAWI, PANIE ROSEWATER, ale także innych jego dzieł, takich jak SINOBRODY, KOCIA KOŁYSKA, czy SLAPSTICK ALBO NIGDY WIĘCEJ SAMOTNOŚCI! Każda...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo tonowu trafiłem na coś dla socjologia, a nie dla miłośnika literatury. W końcu tym razem pogadałem sobie z Vonnegutem o systemie klasowym, a także o tym jak kochać ludzi nieprzydatnych.
Najciekawsza wizja nieba, gdzie masz możliwość przeżycia znowu życia, bo inaczej jest nudno. Do tego jeszcze multimilioner, którego szaleństwo objawia się w uzyskaniu sumienia, a cała reszta, oczywiście zdrowych na umyśle jak stwierdził pewien terapeuta, obrzydliwe bogatych (to słowo doskonale tu pasuje) otrzymuje nijakie osobowości, pełne uwierajacych wad, które będą kuły ich w bok. Oczywiście widzą to wyłącznie postaci nie styuowane, które mają chociaż resztki instynktu samozachowawczego. Aczkolwiek do teraz nie daje mi spokoju myśl, o tym, że najtrafniejsze diagnozy kondycji społecznej wymagają słów że ścian szaletów. I chyba jest tu prawda, w ogóle im dalej w tej powieści jestem, tym więcej prawd w niej widzę. Stylistycznie nie ma tu kwiatów, raczej jest prosto, wręcz boleśnie przyziemnie i dosłownie, jednak nadal trafiam na kategorie SF przy autorze, może to po prostu establishment nie chce się pogodzić z tym, jak trafnie go sportretował Vonnegut? Sam urywek o rzece forsy i tym jak do niej się dostać, czy o koncentracie utopii, zasługuje na przynajmniej kilka prac ekonomicznych i społecznych.
Fanom SF przypadną do gustu tyrady o pisarzach SF i to, jak Trout (mój chyba ulubiony fikcyjny autor podsumowuje społeczeństwo)
https://www.instagram.com/p/DH3A5GzIHQc/
nowu trafiłem na coś dla socjologia, a nie dla miłośnika literatury. W końcu tym razem pogadałem sobie z Vonnegutem o systemie klasowym, a także o tym jak kochać ludzi nieprzydatnych.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNajciekawsza wizja nieba, gdzie masz możliwość przeżycia znowu życia, bo inaczej jest nudno. Do tego jeszcze multimilioner, którego szaleństwo objawia się w uzyskaniu sumienia, a cała...
⚠️ SPOILER ALERT ⚠️
Ta recenzja zdradza więcej niż adwokat Mushari w sądzie. Jeśli nie czytałeś książki – lepiej wróć tu po lekturze. Jeśli już czytałeś – rozsiądź się, bo Eliot zaraz błogosławi.
🧨 Ewangelia według świętego Eliota, pijaka z fundacji 🧨
🏛️ Ameryka, kapłanka dolara, zbudowała świątynię z marmuru dziedziczenia i kazała w niej modlić się mądrym, trzeźwym i bezużytecznym. A Vonnegut? Vonnegut wlazł tam na bosaka, pijany, z butelką w jednej ręce, rakietą tenisową w drugiej, i zamiast hymnu wykrzyczał: „Niech się mnożą!”
To nie jest powieść. To jest nowy testament dla ubogich, manifest świętego wariata, podręcznik sabotażu dla wszystkich, którzy jeszcze czują.
👨⚖️ Główny bohater? 👨⚖️
Nie człowiek – tylko 87 milionów dolarów, czyli kapitał z duszą gnilną. A zarządza tym cudem Eliot Rosewater – filantrop, alkoholik, były strażak z rozdętym sercem i słownikiem pokręconym jak spirala DNA, który postanowił, że nie będzie powielał chorego systemu, tylko zacznie... kochać ludzi. Jak leci. Byle biednych.
⚖️ Przeciw niemu? ⚖️
📍Norman Mushari, karzeł ducha, gigant hipokryzji, libański prawnik z amerykańskim snem o przejęciu kasy – przez paragraf, nie przez rewolucję.
📍 Fred Stewart? Legalista z traumą z dzieciństwa, który raz został uznany za „niegodnego rozmnażania” i teraz chce rządzić fundacją, by dowieść, że jest.
👨👩👧👦 I wreszcie — kobiety z dziećmi. Gdy pojawiają się, by obciążyć Eliota domniemanym ojcostwem, on… przyjmuje je wszystkie. Z miłości. I z przekory. Vonnegut zamienia intrygę sądową w anty-parodię mesjanizmu:
Niech noszą moje nazwisko. Niech się mnożą. Niech wiedzą, że ktoś ich kocha – i że to wystarczy.
📣 Vonnegut pisze jak prorok, ale i jak kuglarz. Pełno tu groteski, monologów, powtórzeń. Nie każdemu ten styl „zleje się w jedno”. Czasem więcej tu idei niż fabuły, więcej konstruktu niż napięcia. Ale to książka z sercem – nie jako ozdobnik, tylko jako broń.
Bo kto dziś odważy się powiedzieć: „kocham was wszystkich, nie dlatego, że na to zasłużyliście, tylko dlatego, że jesteście”?
📚 Ocena: 9/10
🧠 +1 za ideowy rozmach i rakietę zamiast pastorału.
🔨 +1 za satyrę, która rani śmiechem.
🧼 –1 za dygresyjność i stylistyczne zawijasy, które mogą odstraszyć niewtajemniczonych.
🎯 Ale zostaje w głowie. Zostaje w sumieniu. I zostaje w sercu.
⚠️ SPOILER ALERT ⚠️
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTa recenzja zdradza więcej niż adwokat Mushari w sądzie. Jeśli nie czytałeś książki – lepiej wróć tu po lekturze. Jeśli już czytałeś – rozsiądź się, bo Eliot zaraz błogosławi.
🧨 Ewangelia według świętego Eliota, pijaka z fundacji 🧨
🏛️ Ameryka, kapłanka dolara, zbudowała świątynię z marmuru dziedziczenia i kazała w niej modlić się mądrym, trzeźwym i...
Błyskotliwa książka :) Zapraszam do lektury :)
I zakończenie jest MEGA :)
Błyskotliwa książka :) Zapraszam do lektury :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toI zakończenie jest MEGA :)
☎️💵 Kurt Vonnegut w swojej powieści Niech pana Bóg błogosławi, panie Rosewater serwuje nam satyryczny portret współczesnego społeczeństwa, który jest jednocześnie gorzką refleksją nad ludzką naturą. Ta książka to genialna mieszanka czarnego humoru, absurdu i filozoficznych rozważań, która – mimo lekkiej formy – zaskakuje głębią. Bo kto może być większym szaleńcem? Bogaty dziedzic który odrzuca kult pieniądza w imie pomocy innym a może... może społeczeństwo które go otacza ?
ㅤ
☎️💵 Główny bohater, Eliot Rosewater, jest dziedzicem olbrzymiej fortuny i prezesem fundacji o nazwisku rodziny. Jednak zamiast cieszyć się luksusem, Eliot doświadcza kryzysu egzystencjalnego. Widząc pustkę, którą niesie ze sobą życie w przepychu, rezygnuje z wygód i rusza w szaloną podróż po Stanach Zjednoczonych. To, co początkowo wydaje się pijackim wybrykiem, okazuje się próbą odnalezienia sensu życia w pomaganiu zwykłym ludziom. W końcu Eliot w swojej szalonej pielgrzymce osiada w małym miasteczku i poświęca się pomaganiu jego mieszkańcom – biednym, zepchniętym na margines, zagubionym. Jego działania są jednak solą w oku nie tylko wpływowego ojca, ale także chciwego prawnika, Normana Mushariego. Mushari dostrzega w kryzysie Eliota szansę na przejęcie jego majątku i rozpoczęcie życia w gronie finansowej elity.
☎️💵 Vonnegut nie daje prostych odpowiedzi, a jego powieść stawia pytania o naturę człowieczeństwa, wartość pieniędzy i moralność współczesnego świata. Czy Eliot jest szaleńcem, bo odrzuca bogactwo? Czy może prawdziwie szalony jest świat, który stawia fortunę ponad wszystko? Niech pana Bóg błogosławi, panie Rosewater to mistrzowska satyra, która rozbraja hipokryzję naszej codzienności. Vonnegut celnie punktuje fałszywość kapitalistycznych ideałów, ale jednocześnie pokazuje, że gdzieś między absurdem a tragedią istnieje miejsce na empatię i dobroć.
ㅤ
☎️💵 To lektura dla każdego, kto szuka czegoś więcej niż zwykłej rozrywki – Vonnegut zmusza do myślenia, ale robi to z humorem, którego trudno nie docenić. Jego styl jest lekki, ale przesłanie – niezwykle ciężkie. Jeśli jeszcze nie znacie tej książki, sięgnijcie po nią. Być może po lekturze będziecie mieli ochotę zrobić coś, co przypomina działania Eliota Rosewatera. 🌟Bo jak myślicie kochani wy, sami z siebie - kto był w tej opowieści większym szaleńcem ?
☎️💵 Kurt Vonnegut w swojej powieści Niech pana Bóg błogosławi, panie Rosewater serwuje nam satyryczny portret współczesnego społeczeństwa, który jest jednocześnie gorzką refleksją nad ludzką naturą. Ta książka to genialna mieszanka czarnego humoru, absurdu i filozoficznych rozważań, która – mimo lekkiej formy – zaskakuje głębią. Bo kto może być większym szaleńcem? Bogaty...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toklasyczny vonnegut ale mniej humoru, mniej ciekawych zbiegow okolicznosci i jakos mniej polotu niz zazwyczaj. niektóre wątki i postaci za mało rozwinięte, ale to nadal ok książka:)
klasyczny vonnegut ale mniej humoru, mniej ciekawych zbiegow okolicznosci i jakos mniej polotu niz zazwyczaj. niektóre wątki i postaci za mało rozwinięte, ale to nadal ok książka:)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJa jednak nie lubię Vonneguta. Po śniadaniu o rzeźni tej już nawet nie kończę.
Ja jednak nie lubię Vonneguta. Po śniadaniu o rzeźni tej już nawet nie kończę.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toE-book
E-book
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJeden z tych bardziej smutnych niż śmiesznych "Vonnegutów". Niezwykle przenikliwa opowieść o porządkach tego świata. Świata podzielonego na biednych i bogatych. Świata, w którym już dawno nie ma dobrych i złych. Świata, który trzeba byłoby jakoś naprawić, ale czy ktoś wie jak?
Jeden z tych bardziej smutnych niż śmiesznych "Vonnegutów". Niezwykle przenikliwa opowieść o porządkach tego świata. Świata podzielonego na biednych i bogatych. Świata, w którym już dawno nie ma dobrych i złych. Świata, który trzeba byłoby jakoś naprawić, ale czy ktoś wie jak?
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLubię Vonneguta, ale ta pozycja całkowicie mi nie podeszła - miałem wrażenie, że pisana bez ładu i składu, dużo przemyśleń filozoficznych, ale brak jakiejś konkretnej fabuły, skakanie ciągle między postaciami, niejasne powiązania itp. Generalnie krytyka kapitalizmu, ale też jak na Vonneguta to mało zabawna powieść.
Lubię Vonneguta, ale ta pozycja całkowicie mi nie podeszła - miałem wrażenie, że pisana bez ładu i składu, dużo przemyśleń filozoficznych, ale brak jakiejś konkretnej fabuły, skakanie ciągle między postaciami, niejasne powiązania itp. Generalnie krytyka kapitalizmu, ale też jak na Vonneguta to mało zabawna powieść.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to