rozwińzwiń

Pełnia piękna

Okładka książki Pełnia piękna autora Chuck Palahniuk, 9788360979488
Okładka książki Pełnia piękna
Chuck Palahniuk Wydawnictwo: Niebieska Studnia literatura piękna
272 str. 4 godz. 32 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Beautiful You
Data wydania:
2016-03-06
Data 1. wyd. pol.:
2016-03-06
Data 1. wydania:
2014-10-21
Liczba stron:
272
Czas czytania
4 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788360979488
Tłumacz:
Krzysztof Skonieczny
Średnia ocen

6,2 6,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Pełnia piękna w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Pełnia piękna



książek na półce przeczytane 1365 napisanych opinii 494

Oceny książki Pełnia piękna

Średnia ocen
6,2 / 10
196 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Pełnia piękna

avatar
290
63

Na półkach:

Jedna ze słabszych książek Palahniuka. Nanoboty w waginach to - delikatnie mówiąc - zbyt szalony pomysł, nawet jak na tego autora. Jednak suspensy u Palahniuka zawsze potrafią mnie zaskoczyć.

Jedna ze słabszych książek Palahniuka. Nanoboty w waginach to - delikatnie mówiąc - zbyt szalony pomysł, nawet jak na tego autora. Jednak suspensy u Palahniuka zawsze potrafią mnie zaskoczyć.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
118
41

Na półkach:

Kolejna abstrakcja od Chucka, która w zwykłym świecie byłaby thrillerem z elementami erotycznymi. Ale jest typowym Palahniukiem.

Kolejna abstrakcja od Chucka, która w zwykłym świecie byłaby thrillerem z elementami erotycznymi. Ale jest typowym Palahniukiem.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
60
40

Na półkach:

Co ja właściwie przeczytałam? Zastanawiam się od dłuższej chwili po skończeniu tej książki. Kiedy zaczęłam ją czytać, odłożyłam po kilku stronach lektury za sprawą początkowej sceny, która mnie jako kobietę położyła na łopatki. Dalej było już tylko nudno, niczym po zakupie przeciętnej kioskowej książeczki o tematyce miłosnej. Gdzie ten Palahniuk- zastanawiałam się. Ale spokojnie. To co miało nadejść wkrótce, przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

Główna bohaterka - Penny Harrisson to z pewnością mieszanka Kopciuszka, Anastasii Steele oraz Carrie Bradshaw w jednym. Jej książę z bajki to C. Linus Maxwell - miliarder z haniebnym i niebezpiecznym planem, przystojny niczym Christian Grey. Całość postapokaliptycznego świata Palahniuka to parodia nawiązująca do ,,50 twarzy Greya”, ,,Seksu w Wielkim Mieście”, ,,Gwiezdnych wojen”, ,,Twilight” czy nawet wszelakiej literatury czy filmów o zombie. A produktem najbardziej pożądanym w świecie Palahniuka nie jest pożywienie, a baterie alkaiczne. Celowo nie skupiam się na opisie książki, aby nie zdradzać za wiele.

I jakkolwiek wizja świata, którą przedstawia nam Palahniuk jest ciekawa, to ta wizja zdaje mi się objawiać jako największa wartość dodana tej książki. Nadmierny konsumpcjonizm, wpływ sztuczek marketingowych na pierwotne instynkty kobiet, pobudzanie bodźców za sprawą produktów wprowadzających w stan największego hedonizmu. Wszystko to staje się w świecie Palahniuka zgubne, uzależnia i wprowadza w stan obłąkania. Wydźwięk groteskowy i satyryczny owszem, ale charakterystycznego dla Palahniuka poczucia humoru jest zadziwiająco mało. Za to dużo tu absurdu i niebotycznie przegiętych scen. Ale pewnie z takim zamiarem zanosił się autor. Chcę wierzyć, że to nie była aż tak zła książka. Ale może po prostu sobie tylko to wmawiam…

Co ja właściwie przeczytałam? Zastanawiam się od dłuższej chwili po skończeniu tej książki. Kiedy zaczęłam ją czytać, odłożyłam po kilku stronach lektury za sprawą początkowej sceny, która mnie jako kobietę położyła na łopatki. Dalej było już tylko nudno, niczym po zakupie przeciętnej kioskowej książeczki o tematyce miłosnej. Gdzie ten Palahniuk- zastanawiałam się. Ale...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

433 użytkowników ma tytuł Pełnia piękna na półkach głównych
  • 239
  • 194
108 użytkowników ma tytuł Pełnia piękna na półkach dodatkowych
  • 90
  • 3
  • 3
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Chuck Palahniuk
Chuck Palahniuk
Amerykański pisarz satyryczny i niezależny dziennikarz Najbardziej znany z wielokrotnie nagradzanej powieści Podziemny krąg (Fight Club) (1996),na podstawie której w 1999 David Fincher wyreżyserował film pod tym samym tytułem. Dzięki filmowi, oraz dwóm następnym książkom – Invisible Monsters oraz Rozbitek (obie 1999) – pisarz zdobył rozgłos. Jednak dopiero Choke (2001, zamieszczona na liście bestsellerów The New York Times) utwierdziła jego popularność. Jego styl można określić jako minimalizm z elementami cynizmu i ironicznego czarnego humoru. Mieszanka specyficznego poczucia humoru i dziwacznych wydarzeń, które autor wplata w swoje historie sprawiła, że Palahniuk bywa określany jako "pisarz szokujący" i często jest krytykowany. Pisarz utrzymuje ścisły kontakt ze swoimi fanami; m.in. za pośrednictwem swojej strony internetowej prowadzi warsztaty pisarskie. Źródło: Wikipedia
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Lęk i odraza w Las Vegas Hunter S. Thompson
Lęk i odraza w Las Vegas
Hunter S. Thompson
W liceum kumpel pokazał mi film, który funkcjonował na naszym rynku jako „Las Vegas Parano”. Kumpel, który był zawsze wkurzony na polskie tłumaczenie tego tytułu, chodził w rybackiej czapeczce, palił fajki za szkołą, nabijając je wcześniej na lufkę – chciał stworzyć swoją podręczną walizkę Raoula Duke’a, ale – jak to bywa w polskiej kulturze remiksu – skończyło się na plecaku z całą galaktyką swojskich „multicolored uppers, downers, screamers, laughers”. Pamiętam, jak siedzieliśmy razem na angielskim w bardzo małej salce w noworudzkim liceum, a kumpel, bazgrając abstrakcyjne, psychodeliczne arabeski na ostatniej stronie w zeszycie, powiedział smutny, że wczoraj Thompson palnął se w łeb. Wtedy to po mnie spłynęło, ale już chwilę później, gdy obejrzałem z pięć razy, ściągnięty z torrentów „Fear and Loathing in Las Vegas”, pohukując w trakcie seansów i klaszcząc w łapy jak kapucynka, i mnie dorwała kula wystrzelona z hunterowskiej czterdziestki czwórki. Trzy lata później „Lęk i odraza…” w wersji książkowej wylądował wreszcie na polskiej ziemi, ale z 37-letnim poślizgiem w stosunku do amerykańskiej premiery. Leżałem sobie w cieszyńskim akademiku i nagle poczułem, że ówczesna dziewczyna rzuciła mnie czymś w banię. Podniosłem pocisk, który okazał się drogocenną książką w pomarańczowej okładce. Takimi prezentami można dawać się nokautować każdego dnia. Był kwiecień, taki jakie zdarzają się tylko na południu Polski, kiedy zaczyna buzować ten przedwczesny letni kocioł. To była piękna, uroczysta chwila: wzułem klapki, ubrałem krótkie spodenki, skoczyłem po dwa Żubry do Żaby i udałem się na górkę, która piętrzyła się nad cieszyńskim kampusem, a z której można było omiatać wzrokiem kawał miasta i okoliczne wzgórza. Położyłem się w młodej, nagrzanej już słońcem trawie, odpaliłem butlę i wpadłem po raz kolejny do tej soczystej, thompsonowskiej nory. Mówi się, że z tripu wraca się z obciętym językiem, że próba oddania tego rodeo synaps z pomocą śliskich liter to jak tańczenie o architekturze. Podobnie mam z tą powieścią – nie chce mi się o niej gadać, chcę ją przeżywać. Kiedyś trafiłem na próby interpretacji „Lęku i odrazy…”, interpretacji w takim polonistycznym duchu. I zesrałem się ze śmiechu, gdy jakaś doktorantka gryzmoliła, że pustynia, przez którą prują cadillakiem na początku książki Raoul Duke i jego samoański adwokat, jest metaforą nihilizmu nixonowskiej Ameryki. Dla mnie ta pustynia była po prostu metaforą dobrej jazdy. Lata później łyknąłem sobie „Fear and Loathing…” w oryginale i spodobała mi się ta powieść jeszcze bardziej. Jednak inaczej układają się w głowie takie słowa jak „freak, acid head, uppers, downers, savage, bastards” niż ich polskie ekwiwalenty, mimo tego, że nasze tłumaczenie było naprawdę brawurowe. I niewiele opowiedziałem o tej książce, ale nie ma tu o czym gadać – to święty tekst kontrkultury, dziki rollercoaster, gdzie każde słowo siedzi dokładnie na swoim krzesełku. Teraz tak jest, że mamy lęk, niech już zostanie na zawsze.
Andrzej Belgrad - awatar Andrzej Belgrad
ocenił na97 miesięcy temu
Krótkie wywiady z paskudnymi ludźmi David Foster Wallace
Krótkie wywiady z paskudnymi ludźmi
David Foster Wallace
Po Krótkie wywiady z paskudnymi ludźmi sięgnęłam bo bodajże Mariusz Szczygieł napisał, że to jedna z jego książek formacyjnych. Ciekawa byłam, czy odkryję co potencjalnie mogło zrobić na nim aż takie wrażenie. Oraz czy na mnie też to zadziała. Nie do końca mnie ta książka zachwyciła, ani oświeciła, ale chyba rozumiem dlaczego może być ważna, albo coś zmieniać. Tym razem także zaczęłam czytać w ciemno. Nic o tej książce nie wiedziałam. Nie wiem, jak to działa, ale właściwie od pierwszych stron czułam, że te opowiadania są amerykańskie. Albo jakoś to jakiś szósty zmysł, albo gdzieś w podświadomości zapisał mi się ten fakt, tylko go nie pamiętałam. 🪓 Zabawa z formą Tak czy owak, Wallace napisał parę świetnych kawałków, bo ta książka jest zbiorem różnych tekstów. Nie są to opowiadania o regularnej budowie, tylko zabawa z formą, chociaż wszystkie są mniej więcej w jednym temacie. Jest nim zdrowie (choroby) psychiczne, traumy, wiwisekcje, autorefleksyjne wynurzenia i inne takie. Także podsłuchane rozmowy, i coś jakby transkrypcje sesji psychoterapeutycznych albo komentarze do nich. Da się tu wyczuć co najmniej kpinę z dzisiejszego podejścia do psychoterapii. Tempa nadają rozdziały nazwane tytułowo. Te Krótkie wywiady z paskudnymi ludźmi są bardzo specyficzne. Są odpowiedzi, ale pytań się czytelnik musi domyślać sam. Bardzo ciekawy zabieg. Okazuje się, że można sporo wywnioskować z tego, co ktoś mówi. Całość książki stanowi jakby grę z czytelnikiem w zgadywanki. Niektóre części są nawet nazywane zagadkami. 🪓 Utwory beletrystyczne Czym jest ta książka chyba najlepiej opisuje sam autor. Pisze, że są to utwory beletrystyczne, nie skecze, nie alegorie, ani scenariusze, ani nawet opowiadania. Mają jednak “wzbudzić stan kwestionowania” u czytelnika. I robią to. Wallace bawi się z czytelnikiem także treścią. Czasami teksty są abstrakcyjne i zabawne, jak to opowiadanie, w którym jakiś gość opowiada o fantazji masturbacyjnej, w której zatrzymuje czas. Pechowo jednak, świadomość tego, co to znaczy zatrzymać czas, przeszkadza mu w kontemplacji momentu. Zdaje sobie sprawę, że musiałby zatrzymać cały wszechświat, żeby zwalić sobie konia. 🪓 Luźno o wszystkim Bohaterzy są groteskowi i przerysowani, a niektóre historie bardzo creepy. Są też teksty zwyczajnie okropne i obrzydliwe, jak ten o ojcu, który pracuje jako klozetowy w hotelu. Wallace, jak i inni Amerykanie, których czytałam, umie pisać fascynująco o wszystkim, o najprzyziemniejszej codzienności, luźno, ale nie luzacko. O takich rzeczach, które normalnie wydają się być nudne. A tu jednak nie jest. Bardzo to dobra literatura, chociaż momentami przegadana. Albo może inaczej. Krótkie wywiady z paskudnymi ludźmi nadają się do kontemplacji, delektowania się językiem i treścią. Ja, w momencie ich czytania, nie byłam w stanie poświęcić im należytej uwagi. Momentami męczyły mnie powtórki i rozwlekłości. Ostatecznie i tak jednak przeczytałam ją z wystarczającą przyjemnością, żeby docenić kunszt autora. Dobra lektura broni się sama.
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na72 miesiące temu
(Od)loty godowe Bret Easton Ellis
(Od)loty godowe
Bret Easton Ellis
Każdy kiedyś spał z niewłaściwą osobą Bret Easton Ellis, urodzony w 1964 roku, często nazywany jest literackim głosem Pokolenia X. Pisał już bardzo wcześnie – „Less than zero”, powieść, która nie została nigdy wydana w Polsce, ukazała się już w 1985 roku, w czasie, kiedy był jeszcze na studiach. „The Rules of Attraction” (po polsku „(OD)loty godowe”) są jego drugą powieścią – bezpośrednio poprzedzającą słynną „American Psycho”. Napisał ją w wieku dwudziestu dwóch lat – powinniśmy przyjąć za wielce prawdopodobne to, że student dobrze wiedział o czym pisze. Fabuła, osadzona w 1985 roku, opowiada o środowisku studentów drogiego, humanistycznego college’u Camden w New Hampshire. Studenci pochodzą z dobrze sytuowanych rodzin, teoretycznie nie brakuje im niczego – wydawać by się mogło, że złapali Boga za nogi. Historia opowiadana jest przez wielu pierwszoosobowych narratorów (podobnie jak w „Less Than Zero”),z których na pierwszy plan wybija się trójka. Lauren Hynde jest dziewczyną beznadziejnie zakochaną w niejakim Victorze, podrywaczu i bawidamku – w przypadkowym seksie szuka ona uporczywie sensu życia. Sean Bateman, młodszy brat Patricka z „American Psycho”, bogaty i zepsuty chłopak, narkotykowy dealer, „który żadnej nie przepuści”, zapatrzony jest w Lauren i nie radzi sobie z powstającym uczuciem. W końcu Paul Denton, również bogaty i również zepsuty chłopak – gej z obsesją na punkcie Seana, dość mocno koloryzujący swoją relację. „Każdy kiedyś spał z niewłaściwą osobą” – to zdanie dość dobrze ilustruje największe problemy bohaterów, jakby nie patrzeć rówieśników dwudziestodwuletniego Ellisa. Oprócz narracji wymienionej trójki mamy mnóstwo innych pojedynczych rozdziałów, gdzie do głosu dochodzi cała menażeria drugo- i trzecioplanowych postaci. Widzimy naprawdę szeroką panoramę środowiska, w którym obracają się bohaterowie – żyjącego cały czas w tym samym rytmie, od imprezy do imprezy, od odlotu do odlotu, od jednego niezobowiązującego seksu do drugiego, od kaca do kaca. Nikt tu poważnie nie myśli o studiach, nikt nie snuje żadnych dalekosiężnych planów, nikt nie ma marzeń – mamy do czynienia z jedną, ciągłą ucieczką od nudy rzeczywistości. Wielce nihilistyczna wizja – przecież nie można o żadnym z bohaterów powiedzieć, że nie ma perspektyw, że trafił na ten szanowany college przypadkowo. Wszyscy wiedzą, gdzie są, potrafią zacytować Faulknera czy Hemingwaya, wiedzą co nieco o sztuce, teatrze czy muzyce. Naprawdę, przed nimi wszystkimi świat dosłownie stoi otworem – problem prawdopodobnie polega na tym, że jest po prostu otwór ten jest zbyt wielki. Młodzi reprezentanci pokolenia X, którzy nie muszą walczyć o materialne podstawy swojej egzystencji, pozbawieni są niestety wszelkich życiowych drogowskazów, motywacji oraz uczucia, że ich starania mają sens. I pozbawieni są chyba – miłości…? Ciąg dalszy na: http://plejbekpisze.blogspot.com/2019/03/odloty-godowe.html
Marcin Knyszyński - awatar Marcin Knyszyński
ocenił na67 lat temu

Cytaty z książki Pełnia piękna

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Pełnia piękna