Pamięć światłości

Okładka książki Pamięć światłości autora Robert Jordan, Brandon Sanderson, 9788377857106
Okładka książki Pamięć światłości
Robert JordanBrandon Sanderson Wydawnictwo: Zysk i S-ka Cykl: Koło Czasu (tom 14) fantasy, science fiction
1181 str. 19 godz. 41 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Koło Czasu (tom 14)
Tytuł oryginału:
A Memory of Light
Data wydania:
2016-08-22
Data 1. wyd. pol.:
2016-08-22
Liczba stron:
1181
Czas czytania
19 godz. 41 min.
Język:
polski
ISBN:
9788377857106
Tłumacz:
Joanna Szczepańska, Jan Karłowski
Średnia ocen

8,1 8,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Pamięć światłości w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Pamięć światłości



książek na półce przeczytane 711 napisanych opinii 328

Oceny książki Pamięć światłości

Średnia ocen
8,1 / 10
332 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Pamięć światłości

avatar
41
8

Na półkach:

Epickie zakończenie epickiej serii. Sanderson zdecydowanie dowozi poziom. Ah, jakie zakończenie! :)

Epickie zakończenie epickiej serii. Sanderson zdecydowanie dowozi poziom. Ah, jakie zakończenie! :)

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
380
28

Na półkach:

Uff... Przeczytane. To było ciekawe kilka miesięcy i choć będę tęsknił za tym światem i bohaterami, drugi raz nie chcę przez to przechodzić. Chyba, że... I tu pierwsze zastrzeżenie. Tłumaczenie niestety woła o pomstę do nieba, przynajmniej w tym wydaniu. Zmiana tłumacza - rozumiem, ale tłumaczenie raz tak a raz inaczej utrwalonych już pojęć irytuje, nie mówiąc już o nieznajomości idiomów (z lękiem czekałem na przepowiedziany "upadek" Berelain, po czym okazało się, że chodziło o "zakochanie"). Poza tym błędy edytorskie - wplatanie angielskich wyrazów (Zabójca nagle staje się Slayerem),podmienianie imion - Elayne na Egwene chociażby, wprowadza niepotrzebną konfuzję. Nie wiem, czy przeczytałem to samo co anglojęzyczny czytelnik.

Co do treści. Tu przydałby się porządny esej, którego nie podejmuję się napisać, także tylko tak powierzchownie. Pomysł na fabułę bardzo dobry. Świat napisany z rozmachem. Mnogość wątków z jednej strony daje poczucie złożoności świata, ale jest też pułapką na autora, ponieważ łatwo zapomnieć, pominąć i niedoszlifować (szczególnie, że doszło do zmiany autora). Mam takie odczucie względem wielu wątków i postaci. W pewnym momencie irytująca staje się też idea ta'veren - zbroja fabularna, a jednocześnie deus ex machina na dodatek włączająca się w dziwnych momentach. Mam też poczucie braku symetrii między bohaterami - Perrinowi wszystko spada z nieba, podczas gdy Rand i Mat muszą walczyć o każdy kawałek tracąc przy tym własne kawałki. Ostateczny morał książki - lepszy jest świat, gdzie możesz wybierać między dobrem i złem, niż świat bez zła. Leibnitz by tego lepiej nie napisał. Dokładnie tak. Dużo się myśli ciśnie. Są bohaterowie którzy zaczęli nielubiani, by stać się ulubionymi, i ci którzy zaczęli ulubieni, by powoli stawać się irytujący, choć to często zależy od moich własnych uprzedzeń. Pięknie pokazany upadek agresywnego matriarchatu w postaci Pevary.

Najważniejsze jest jednak zakończenie, a to wywołuje gruby niedosyt. "Władca pierścieni" po rozwiązaniu akcji jeszcze ma ze cztery rozdziały. Nie mówię, że tu też powinny być, ale to ucięcie wszystkiego w takim luźnym momencie, bez żadnych widoków na to co przyjdzie to zdecydowanie za mało. Nie brakuje mi dalszego ciągu "Władcy...", tu mi jednak brakuje jeszcze choć jednego rozdziału co dalej z tym światem. Jak sobie autor przynajmniej wstępnie wyobraża losy Mata, Min, Galada, Faile, Aviendhy, Caemlyn. Sanderson, obawiam się nie udźwignął ciężaru sagi - to wszystko mogło pozostawić czytelnika z poczuciem dużo większej satysfakcji. Trochę szkoda.

Na trzy miesiące zamknąłem się w tym świecie, a to wiele mówi i choć bywało ciężko i nudno, i irytująco, warto było przez to przejść.

Uff... Przeczytane. To było ciekawe kilka miesięcy i choć będę tęsknił za tym światem i bohaterami, drugi raz nie chcę przez to przechodzić. Chyba, że... I tu pierwsze zastrzeżenie. Tłumaczenie niestety woła o pomstę do nieba, przynajmniej w tym wydaniu. Zmiana tłumacza - rozumiem, ale tłumaczenie raz tak a raz inaczej utrwalonych już pojęć irytuje, nie mówiąc już o...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
405
348

Na półkach: , , ,

Książka bardzo dobra warta przeczytania W końcu skończyłem warto było czytać

Książka bardzo dobra warta przeczytania W końcu skończyłem warto było czytać

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1750 użytkowników ma tytuł Pamięć światłości na półkach głównych
  • 1 014
  • 720
  • 16
307 użytkowników ma tytuł Pamięć światłości na półkach dodatkowych
  • 187
  • 32
  • 25
  • 21
  • 19
  • 12
  • 11

Inne książki autora

Okładka książki Pamięć światłości Robert Jordan, Brandon Sanderson
Ocena 8,1
Pamięć światłości Robert Jordan, Brandon Sanderson
Okładka książki Bastiony mroku Robert Jordan, Brandon Sanderson
Ocena 8,1
Bastiony mroku Robert Jordan, Brandon Sanderson
Okładka książki Pomruki Burzy Robert Jordan, Brandon Sanderson
Ocena 8,1
Pomruki Burzy Robert Jordan, Brandon Sanderson
Robert Jordan
Robert Jordan
Amerykański pisarz, znany głównie jako autor cyklu fantasy „Koło czasu” (The Wheel of Time). Ukończył fizykę w Military College of South Carolina. Brał udział w wojnie wietnamskiej, za co otrzymał trzy odznaczenia. Po powrocie do domu pracował jako dziennikarz i krytyk teatralny.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Bezkres magii Brandon Sanderson
Bezkres magii
Brandon Sanderson
Uważam za całkiem udany pomysł Autora na wydanie zbiorcze kilku opowiadań o akcjach osadzonych w różnych światach przez Niego już wykreowanych. Ci, co dobrze te światy już znają z powieści i polubili, chętnie wrócą tam choć na chwilę by poznać kolejną ciekawą historię. Ci, którzy jeszcze danego świata nie poznali, mają okazję przekonać się na bazie danej noweli, czy ten akurat świat (i zarazem rodzaj magii) to coś dla nich by móc dalej sięgać po powieści właściwe. Autor zresztą upiekł sporo pieczeni na jednym ogniu : - Spiął cały zbiór opisami układów planetarnych każdego ze światów, w narracji kolejnej ważnej postaci z jego twórczości i zawierających ich zgrabną charakterystykę oraz pozycję w Cosmere; zważywszy, jak rozbudowana ale też powiązana ze sobą jest jego twórczość - ten przegląd jest obowiązkowy dla Jego czytelników; - Dorzucił 1-2 minipowieści z dotychczas nieeksplorowanych przez niego światów - aby, wg mnie, zbadać rynek i sprawdzając po reakcjach, czy dany pomysł na świat warto zgłębiać i inwestować w niego swój ograniczony twórczy czas; - Autor zadbał też niejako o sukces wydawniczy tego zbioru, opierając go na trzech minipowieściach, które albo są samodzielnymi majstersztykami jak Dusza Cesarza (przez co wydawana jest też osobno) albo są ważnymi wątkami pobocznymi z dwóch największych sag Jego autorstwa (Sekretna Historia oraz Tancerka Krawędzi) i każdy fan tych światów po prostu musi po nie sięgnąć; ... I mimo tych wszystkich zabiegów, trochę się rozczarowałem tym zbiorem - bo zawarte w nim nowele są dość dobre, ale chyba tylko Dusza Cesarza jest dziełem kompletnym, z kolei wszystkie pozostałe są dziełami wydanymi trochę przedwcześnie, kończą się gdy zaczynamy czuć sympatię do danego świata i nagle się z nim brutalnie żegnamy, niejako porzuceni i tym rozczarowani. Miewałem wręcz momenty, gdy zaczynałem podejrzewać że Brandon podrzuca tylko pomysł a już treść pisana jest przez kogoś innego, jakiegoś młodego ghost-writera pod jego skrzydłami. Dlatego też cieszę się że przeczytałem "Bezkres..." - ale więcej niż 7/10 przyznać za niego nie mogę.
PawelP - awatar PawelP
ocenił na76 miesięcy temu
Bastiony mroku Robert Jordan
Bastiony mroku
Robert Jordan Brandon Sanderson
Książkę przeczytałam już dawno, ale oczywiście z zabiegania recenzja jej została na kartce:-) Zaznaczyłam przeczytanie dzisiaj, bo nie wiem kiedy dokładnie to było. Przed wami wspaniały tom trzynasty mojej ulubionej serii Koła czasu. Lektura jej pochłania przynajmniej tydzień do półtorej z uwagi na swoją grubość i mały ciasno osadzony druk. Tematem przewodnim jest tutaj wędrówka z walkami i dodałabym jeszcze, opisy wspaniałych miejsc. Tutaj postacie są smagani wiatrem, który ma nawet swoisty zapach. To on jakby pokazywał czytelnikowi co niedługo nastąpi. Tutaj każdy ma uczucia, nawet zła osoba. Jedni martwią się za siebie, a inni za innych, którzy mogli być skrzywdzeni przez słowa innych osób. Tutaj pogłoska rozchodziła się z siłą wiatru, więc zanim potrzeba było gdzieś wyruszyć, to z miejsca znajdywali się słudzy z prośbą o towarzyszenie w wędrówce. Przedstawiali się dosyć ciekawie, gdyż uwzględniali to, że posiadają rodzinę, bądź jej brak. Martwi nie bardzo ich interesowali. Uznawali koniec za koniec, bez zbędnego roztrząsania czegoś, co już nie wróci. Akurat tego chciałabym się nauczyć:-) Zastanowiło mnie to, że zanim miało dojść do jakiejś nieprzyjemnej rzeczy, to albo poruszał się wiatr, albo ciało stawało się niespokojne. Te postacie umiały czytać z odruchów swojego ciała, więc pod tym względem byli naprawdę mądrzy. Uczyli się zachowywać normalnie, czyli jak ktoś, kto niczego nie wie. Wiedza zbytnia potrafiła być zgubą nie tylko dla tej osoby, ale i bliskich. Wszystko działo się w mgnieniu oka, zarówno strata jak i świadomość, która powracała z myślą, że ludzie, których znała umarli, a ona żyła. Miała w sobie wciąż ogrom siły, by zamiast załamania zacząć myśleć, co zrobić dalej. Te plany bywały bardzo staranie dopracowane. Nigdy nie kończyły się w jednym punkcie, tylko kilku. To właśnie sprawiało, że każda bitwa mniej lub bardziej krwawa bardzo nas interesowała. Nie dało się przewidzieć wydarzeń, gdyż to postacie przeważnie znały swoje dokładne plany. Ataki były nagłe, gdyż wyczekiwano zawsze momentu tak zwanego uśpienia. Tak zawsze planował we wcześniejszych tomach pan Robert. Jednak pan Brandon dodał tutaj od siebie takiej świeżości i szybkości. Treść jakby została ożywiona przez barwniejsze postacie i ich charyzmę oraz spryt. Może właśnie dlatego pomimo długości czyta się ją zdecydowanie szybciej. Jestem już po lekturze części ostatniej, dlatego już teraz polecam wam czytać od początku serii, gdyż jedni tutaj poumierali, inni się urodzili, a jeszcze inni tutaj dołączyli. Jestem z siebie dumna, że przeczytałam je wszystkie:-)
przyrodazksiążką Przespolewska - awatar przyrodazksiążką Przespolewska
oceniła na105 miesięcy temu
Ogień przebudzenia Anthony Ryan
Ogień przebudzenia
Anthony Ryan
Fabuła / Zwroty akcji 6/10 Bohaterowie 6/10 Świat przedstawiony 7/10 Narracja / Styl / Humor 5/10 Przesłanie / Problematyka 5/10 Klimat / Subiektywne odczucia 6/10 Autor albo stara się, ale mu nie wychodzi - albo ma talent, ale mu się nie chce... nie jestem pewna które. Tu był taki potencjał. Zarąbisty świat, ciekawa historia, dobre koncepty postaci (jeśli kontynuuję czytanie serii, zrobię to głównie dla Hilemore'a). Nawet przez większość książki naprawdę fajnie i lekko się czytało/słuchało. Problem w tym, że... no we wszystkich szczegółach zasadniczo. Fabuła generalnie fajna, ale czym dalej w las tym więcej "kszoków" - takich idiotyzmów jakie autor sadził w drugiej połowie książki to nawet w "Eragonie" nie było. Nie piszę jakie, żeby nie spojlerować. Postaci fajnie pomyślane, ale już opisy ich zachowania i motywacji... no na papierze mają sens, ale autor nijak nie umie ich opisać. Przez większość czasu czytelnik sam musi sobie dopowiadać - aha, on postanowił zrobić to bo musiał pomyśleć o tym i o tym. Z tej książki dałoby się zrobić dwie tej samej objętości. Dało się poczuć że autor leciał przez wątki byle jak najszybciej, nie poświęcając czasu na porządne połączenie wątków, lub rozbudowanie charakterystyki postaci. No i do tego ilość deus ex machin bolała. Dalej. Świat super, ale znowu nierozbudowany, w sumie o dwóch głównych potęgach wiemy tyle, że są i jakie mają ustroje. Imiona i nazwy potwornie sztampowe. Natomiast jeśli chodzi o strony konfliktu, znowu, autor chciał ale mu nie wyszło - w tym wypadku: chciał (chyba) stworzyć skomplikowany moralnie świat, bez "tych dobrych". Niestety - i nie wiem czy to była pomyłka, czy to autentyczne nienajciekawsze poglądy autora, ale korpo-dystopia której służą główni bohaterowie, prezentowana jest zasadniczo jako "ci dobrzy", kij z tym że, obok bardzo problematycznego systemu polityczno-ekonomicznego (spoko no, nie muszę się zawsze zgadzaĉ z autorem),ta strona jest też aktywnie hiper-imperialistyczna (i w gruncie rzeczy większość problemów wynika z tego imperializmu i eksploatacji - bardzo aktualny temat, którego autor trochę... nie pogłębił?). Ci źli (natywne ludy podbitego kontynentu) są absolutnie źli, koniec kropka, nie dostajemy nawet sugestii "a może my też tu zawiniliśmy...?". Znowu: musimy sobie dopowiadać. Dodatkowo, jedyna znacząca postać która potępia obydwa systemy i chciałaby wprowadzenia autentycznej demokracji jest bez przerwy opisywana jako "radykał zaślepiony swoją ideologią" - który oczywiście powoli ugina się do woli wspaniałej wolnomyślącej bohaterki reprezentującej korpo-wcale-nie-villaina. Mam fashbacki z Atlasa Zbuntowanego :/. A tak serio - to mam wrażenie, że autorowi chodziło o to, że rewolucja której chce typo ma być z zamiaru krwawa, a bohaterka w sumie powoli zaczyna uważać że zarządcy korposu też są niefajni i działa na własną rękę - ale znowu... czytelnik takie rzeczy sam sobie musi podopowiadać.
Annonimowa - awatar Annonimowa
oceniła na68 miesięcy temu
Kroniki Amberu. Tom 2 Roger Zelazny
Kroniki Amberu. Tom 2
Roger Zelazny
Zapomniałbym zamieścić podsumowanie lektury najsłynniejszego cyklu Rogera Zelaznego. Dla niektórych najlepszego cyklu fantasy. Cicho tam Pierścieniowcy i Tronowcy! 😉 Czerpanie przyjemności z czytania fantasy (tak jak z horroru) ma w sobie coś wstydliwego. Zupełnie jakby miecz i jednorożec umniejszali fabułę i zapełniającej ją postaciom. Poniekąd tak jest, bo w końcu miecz w średniowiecznej Europie to nie miecz w Amberze. Realizm i te sprawy, ukryte w cieniu lub mgle. Sami rozumiecie... Treści zalatujące wspomnieniem bajki z dzieciństwa, ma mniejszą moc obalającą. Ktoś powie / napisze - a realizm w SF? Odpowiem - nawet infantylna nauka to nie magia. Ktoś powie / napisze - a Gwiezdne Wojny? Odpowiem - odrzucały mnie baśniowe Gwiezdne Wojny wczoraj i odrzucają dziś. Idzie o to, że to (10 tomików w dwóch zbiorczy tomach Zysku) jest... wyjątkowo smaczne. Roger Zelazny zazwyczaj umiał pisać (chociaż nie zawsze) i Amber tego bezsprzecznie dowodzi. W czasie lektury bawiłem się wyśmienicie i wspominałem przy okazji stare, szare wydanie zbiorcze pierwszych dwóch tomików (Iskry 1989),które pochłonąłem gdy świat był jeszcze względnie młody. 1. Koniec amnezji Corwina i prawda o wielości światów, których jądrem jest Amber. 2. Walka z siłami ciemności i zdobycie tronu przez Corwina. 3. Powrót zaginionego brata, smak kolejnych spisków w rodzinie i poznanie nowej płaszczyzny uniwersum. 4. Zaginiony dziadzio, inne spojrzenie na rodzinne spiski i sojusze spiskowców z siłami ciemności oraz realna wizja końca świata. 5. Zaginiony tatko okazuje się zmiennokształtnym oszustem, który podszył się pod towarzysza Corwina. Nieprzekonujące/niepotrzebne gwałtowne zwroty akcj i koniec zmagań o uratowanie świata/wszechświata. 6. Corwin zaginął, a jego syn Merlin to wyjątkowo irytujący naiwniak. Przez lata nie dostrzega podejrzanego zachowania przyjaciela, regularne zamachy na jego życie niespecjalnie go interesują, tworzy magiczny superkomputer nie siląc się na jakiekolwiek zabezpieczenia... Cienias. 7. Tajemniczy sojusznik o wielu twarzach i tajemniczy przeciwnik w masce. 8. Magiczny narkotyk i jego materialne oraz zaraźliwe właściwości. Dreptanie w miejscu. Małe przetasowanie w szeregach wrogów i sojuszników. 9. Była dziewczyna magiem w masce? To nie zaskakujący zwrot akcji, to płaski chwyt z telenoweli. Sama wędrówka przez majaki i złudzenia przeszłości mocno nijakie, takie tam starcie odwiecznych mocy. 10.Toksyczne relacje w rodzinie Chaosu. Ciąg dalszy walki odwiecznych mocy. Spotkanie ojca z synem. Koniec sagi.
Ponoc_Emeryt - awatar Ponoc_Emeryt
ocenił na109 miesięcy temu
Tysiąc imion Django Wexler
Tysiąc imion
Django Wexler
„Od bitewnego zgiełku po najgłębsze tajemnice” „Tysiąc Imion” to militarne fantasy, które od pierwszych stron wciąga czytelnika w wir wojny, politycznych intryg i osobistych zmagań bohaterów. Django Wexler z niezwykłą dbałością o detale tworzy świat inspirowany XIX-wieczną Europą, w którym to wojskowe kampanie i strategiczne starcia odgrywają kluczową rolę. Dzięki dynamicznej akcji, precyzyjnie wykreowanym postaciom i sprawnie poprowadzonej narracji książka sprawia, że trudno się od niej oderwać. Fabuła prowadzona jest z perspektywy dwóch głównych bohaterów – Winter i Marcusa – których ścieżki, choć połączone w strukturach armii, przez długi czas pozostają sobie obce. Ich historie przeplatają się w idealnym rytmie, dzięki czemu akcja pozostaje dynamiczna, a fabuła nie traci spójności. Autor unika zbędnych powtórzeń, nadając całości filmowy charakter. Czytelnik odnosi wrażenie, jakby śledził fascynującą ekranizację, w której kamera nigdy nie zatrzymuje się na dłużej niż to konieczne. Z kolei styl Wexlera jest wyważony – precyzyjny, lecz nieprzytłaczający. Autor znakomicie balansuje pomiędzy dynamiczną narracją a opisami, które budują atmosferę, nie zanudzając czytelnika nadmiarem detali. Na szczególne uznanie zasługuje sposób, w jaki oddaje militarne realia. Struktury wojskowe, hierarchia i taktyka są przedstawione z dbałością o autentyczność, ale jednocześnie przystępnie. Starcia są realistyczne i pełne napięcia, lecz nie epatują nadmiernym okrucieństwem. Zamiast odstraszać brutalnością, autor umiejętnie buduje atmosferę pola bitwy – niemal czuć kurz wzbijany przez żołnierzy i słyszeć szczęk oręża. Co istotne, każda potyczka jest przedstawiona w sposób czytelny i angażujący, co sprawia, że nawet osoby niezaznajomione z tematyką wojskową mogą czerpać przyjemność z lektury. Ponadto bohaterowie „Tysiąca Imion” to postacie pełnokrwiste i realistyczne – przechodzące wyraźny rozwój. Marcus to twardo stąpający po ziemi żołnierz, wierny ideałom, ale niepozbawiony wad. Jego wewnętrzne rozterki oraz ewolucja w trakcie opowieści czynią go bohaterem, któremu łatwo kibicować. Winter z kolei wyróżnia się siłą charakteru i emocjonalną głębią – jej historia to opowieść o dorastaniu, mierzeniu się z przeszłością i dążeniu do celu. Wątki obojga protagonistów są prowadzone w sposób płynny i angażujący, co sprawia, że czytelnik szybko się z nimi utożsamia. Nieco tajemniczą postacią pozostaje Janus – jego rola w fabule jest kluczowa, lecz osobowość pozostaje nieco rozmyta. Możliwe, że celowe niedopowiedzenia są zapowiedzią większej intrygi, która rozwinie się w kolejnych tomach. Interakcje Winter i Janusa wnoszą ciekawy element do fabuły, a jednocześnie główni bohaterowie – mimo wspólnej roli w narracji – niemal do końca pozostają dla siebie jedynie „wojskowymi rangami”. Dialogi zaś można opisać jako funkcjonalne – dobrze spełniają swoją rolę, ale nie wyróżniają się szczególną błyskotliwością. Służą głównie do przekazywania informacji i rozwijania akcji, co dobrze komponuje się z realistycznym, wojennym klimatem książki. Pod względem fabularnym książka Wexlera czerpie inspiracje zarówno z klasycznych powieści fantasy, jak i historii wojskowości. Można dostrzec wpływy George’a R.R. Martina i historycznych kampanii Napoleona, co nadaje książce specyficzny, militarno-historyczny charakter. Choć niektóre schematy fabularne są dobrze znane, Wexler umiejętnie dodaje do nich własny styl, co sprawia, że historia pozostaje świeża i wciągająca. Szczególnie interesujący jest sposób, w jaki autor wprowadza magię – nie dominuje ona nad narracją, lecz subtelnie wplata się w wydarzenia, odgrywając istotną rolę w tle. To podejście sprawia, że świat przedstawiony nabiera dodatkowej głębi i tajemnicy. I co według mnie najważniejsze – książka skłania do refleksji (choć nie w sposób przytłaczający). Wexler porusza kwestie moralności w obliczu wojny, granic, jakie człowiek jest w stanie przekroczyć w imię „słusznej sprawy”, oraz tego, jak okoliczności kształtują nasze przekonania. Bohaterowie nie są oderwani od tych dylematów – ich decyzje i przemyślenia ukazują, że wojna nie jest czarno-biała, a każde zwycięstwo ma swoją cenę. Na zakończenie dodam, że „Tysiąc Imion” to książka dla tych, którzy cenią dynamiczną akcję, ale także lubią zatrzymać się na chwilę i zastanowić nad konsekwencjami wyborów bohaterów. To nie tylko historia wojenna, ale również opowieść o wartościach, lojalności i cenie, jaką trzeba zapłacić za podejmowane decyzje. Zakończenie powieści daje satysfakcję, ale jednocześnie pozostawia czytelnika z chęcią sięgnięcia po kontynuację. Dla fanów dynamicznej akcji, wojennych intryg i wyrazistych bohaterów, „Tysiąc Imion" będzie lekturą wartą uwagi. #fikcja_historyczna#militarne_fantasy
NoctisLegere - awatar NoctisLegere
ocenił na91 rok temu
Wspomnienie lodu Steven Erikson
Wspomnienie lodu
Steven Erikson
Konsekwentnie podciągam o ocenę co tom o jeden w górę. Startowaliśmy z 5 przy pierwszym, ten tom dostał 7. Spowodowane jest to lekką zmianą, nareszcie historia zaczyna się kleić - mamy wprowadzenie od początku o rodzeństwie Jaghutów, których uwięziono w grocie, potem szaleńczy rajd na Capustan i jego obrona, i kolejny na Koral i atak na niego oraz rozwiązanie motywu dwójki tych Jaghutów. Co do samej treści, bohaterowie nareszcie zaczynają być ludzcy, Paran, Wykałaczka, Sójka itp. Niestety same ich rozmowy dalej momentami dziwaczne, albo zawieranie przyjaźni na zasadzie miłości od pierwszego obejrzenia XD Rozmawia Sójka z Rakiem i po 2 stronach już się nazywają przyjacielami... Niestety dalej skaczemy mocno między postaciami i motywami, czasami aż wręcz do przesady opisywanymi. Nie szczędzi nam autor też niepotrzebnych wątków i opisywania postaci trzecioplanowych. Natomiast sam motyw i wątki, nareszcie posiadają sens - powstrzymanie okaleczonego boga. Wątek Zrzędy prześwietny, Itkovan niezły, Sójeczka no cóż tu dodać. Dużo postaci zginęło, wprowadzono kilka nowych pionków do gry. Walka ah nareszcie coś po za durnymi opisami starć grot, nareszcie są czary prawdziwe i co robią, nareszcie starcia ludzi z sobą wyglądają jak starcia, a nie opis gry strategicznej. Jedyne co mogę powiedzieć, że po słabych tomach pierwszych seria idzie w dobrym kierunku, gdyby uciąć trochę tego słowotoku i niepotrzebnych wątków byłoby idealnie, a tak jest tylko dobrze. No nic chwila przerwy i za jakiś czas zobaczymy 4 tom. Czy dotrwam do 10? to się okaże ;)
Undeath - awatar Undeath
ocenił na730 dni temu
Ziemiomorze. Wydanie rozszerzone ilustrowane Ursula K. Le Guin
Ziemiomorze. Wydanie rozszerzone ilustrowane
Ursula K. Le Guin
Wróciłem po latach do “Ziemiomorza” Ursuli le Guin by sprawdzić, jak dzisiaj odbiorę tę niepodważalnie klasyczną literaturę. Choć nadal trzeba przyznać, że to arcydzieło fantastyki, którego treść do dziś pozostaje aktualna i poczytna, to jednak nie wywołuje już we mnie tak wielkiego wrażenia jak kiedyś. Cykl Ziemiomorza ma też kluczowych kilka wad, o których jeszcze wspomnę poniżej. Walka dobra ze złem, dojrzewanie, tożsamość, równowaga - to motywy, które najczęściej przewijają się w prozie Le Guin. Sam “Czarnoksiężnik z Archipelagu” to pięknie napisana opowieść o dojrzewaniu i dorastaniu właśnie. Autorka jednak nie prezentuje nam wcale sielankowej baśni, droga jest bowiem usnuta cierniami i wieloma błędami, a główny bohater zostaje naznaczony doświadczeniami i musi ponosić konsekwencje swoich czynów w przyszłości. W tomie drugim, “Grobowce Atuanu” mamy do czynienia z walką między mrokiem a światłem jednakże w kontekście wewnętrznej walki o swoją tożsamość - między tym co zostało nam narzucone i wpojone jako słuszne, a tym jak sami pojmujemy siebie i swoją rolę. W końcu tom trzeci “Najdalszy Brzeg” skupia się na motywie nieśmiertelności oraz życia pozagrobowego. To tutaj najbardziej widoczna jest koncepcja zachowania równowagi i balansu w świecie Ziemiomorza - autorka porusza kwestie ludzkiej pogoni za wiecznym życiem i zrozumieniem tajemnicy śmierci, jednocześnie przestrzegając przed tą zachłannością i ignorancją. Wszystko byłoby pięknie, gdyby na tym cykl został zakończony. Niestety kolejne tomy, choć nadal bardzo dobrze napisane i bez wątpienia literacko wartościowe, są już efektem mocnego skrętu światopoglądowego autorki. Świat Ziemiomorza to nagle świat, gdzie zasadniczym źródłem zła i cierpienia są Ci niecni czarodzieje (mężczyźni) ciemiężąc biedne kobiety stanowiące sól tej ziemi. Żeby nie być gołosłownym, dajmy mówić samej autorce: “Poszła więc, rozważając po drodze obojętność mężczyzn wobec konieczności rządzących życiem kobiety: samoświadomości, że ktoś musi czuwać nieopodal śpiącego dziecka, że wolność jednej osoby oznacza brak wolności drugiej - chociaż niekiedy udawało się osiągnąć rodzaj chwiejnej równowagi, przypominającej równowagę ciała idącego naprzód na dwóch nogach, jak ona teraz, przenosząc ciężar z jednej stopy na drugą.” “Co jest nie tak z mężczyznami? [...] Nie wiem, złociutka. Nieraz się nad tym zastanawiałam. Jedyne, co mogę rzec, to że mężczyzna przypomina orzech w skorupie [...] Skorupa jest twarda i mocna, przepełniona jego męskością. Wewnątrz jest tylko on i nic więcej [...] A kobieta, to coś zupełnie innego. Kto wie, gdzie zaczyna się i kończy jej istota? [...] Nikt nie wie, nikt nie potrafi rzec, kim jestem, kim jest kobieta. Kobieta obdarzona mocą. Jej moc jest głębsza niż korzenie drzew, niż korzenie wysp. Starsza niż stworzenie.” Wiele więcej jest podobnych cytatów i niestety to na tej “korekcie” opiera się fabuła trzech ostatnich tomów - mocno obyczajowa, z naciskiem na “naprawę” roli kobiet. Ogólnie warto przeczytać, ale z tym zastrzeżeniem, że to cykl nierówny, który przechodzi w pewnym momencie bardzo dużą - dla mnie negatywną - zmianę sposobu narracji.
Witcher-Dunyain - awatar Witcher-Dunyain
ocenił na827 dni temu

Cytaty z książki Pamięć światłości

Więcej
Robert Jordan Pamięć światłości Zobacz więcej
Robert Jordan Pamięć światłości Zobacz więcej
Robert Jordan Pamięć światłości Zobacz więcej
Więcej