My to mamy speeda!

Okładka książki My to mamy speeda! autora Dave Eggers, 8372988277
Okładka książki My to mamy speeda!
Dave Eggers Wydawnictwo: Zysk i S-ka literatura piękna
352 str. 5 godz. 52 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2006-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2006-01-01
Liczba stron:
352
Czas czytania
5 godz. 52 min.
Język:
polski
ISBN:
8372988277
Średnia ocen

5,7 5,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup My to mamy speeda! w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki My to mamy speeda!

Średnia ocen
5,7 / 10
25 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce My to mamy speeda!

Sortuj:
avatar
412
93

Na półkach: ,

Wbrew dość niskiej ocenie na portalu bardzo pozytywnie się zaskoczyłem. Jednak polecenia znajomych więcej znaczą od suchej średniej. Na pewno trzeba przestroić się na inną wrażliwość czytając powieść Eggersa. Początek bywa trudny, dywagacje głównego bohatera bywają odległe, a będąc zupełnie szczery bywają bardzo, bardzo odległe od głównej osi fabuły i często, mówiąc kolokwialnie, zupełnie od czapy, ale zawsze mają swój urok. Z każdą stroną jednak ta dziwna podróż po świecie i wgłąb duszy i głowy Willa mnie wciągała i coraz bardziej zaciekawiała, aż na samym końcu pozostał lekki niedosyt i pytanie: "i to już koniec?"

Wbrew dość niskiej ocenie na portalu bardzo pozytywnie się zaskoczyłem. Jednak polecenia znajomych więcej znaczą od suchej średniej. Na pewno trzeba przestroić się na inną wrażliwość czytając powieść Eggersa. Początek bywa trudny, dywagacje głównego bohatera bywają odległe, a będąc zupełnie szczery bywają bardzo, bardzo odległe od głównej osi fabuły i często, mówiąc...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
245
62

Na półkach: , ,

Szkoda czasu. Bohater irytujący.

Szkoda czasu. Bohater irytujący.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
46
31

Na półkach: ,

KSiązka dobra. Tylko poczatek i rozwiniecie.. nie maja sensu z zakończeniem

KSiązka dobra. Tylko poczatek i rozwiniecie.. nie maja sensu z zakończeniem

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

53 użytkowników ma tytuł My to mamy speeda! na półkach głównych
  • 31
  • 22
27 użytkowników ma tytuł My to mamy speeda! na półkach dodatkowych
  • 20
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Czternaście nocy Charlie Jane Anders, Margaret Atwood, Angie Cruz, Sylvia June Day, Dave Eggers, John Grisham, Celeste Ng, Douglas Preston, Nafissa Thompson-Spires, Scott Turow
Ocena 6,4
Czternaście nocy Charlie Jane Anders, Margaret Atwood, Angie Cruz, Sylvia June Day, Dave Eggers, John Grisham, Celeste Ng, Douglas Preston, Nafissa Thompson-Spires, Scott Turow
Dave Eggers
Dave Eggers
Dave Eggers (ur. 1970 r.),amerykański pisarz, satyryk i wydawca. Kieruje McSweeney’s, kwartalnikiem i wydawnictwem, jest też współzałożycielem 826 Valencia, niedochodowej sieci młodzieżowych ośrodków literackich i krytycznych. Jego teksty publikowano w "The New Yorker", "Esquire" i "The Believer". W roku 2004 współprowadził UC Berkeley Graduate School of Journalism.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

sen_numer_9 David Mitchell
sen_numer_9
David Mitchell
Sen_numer_9 to druga powieść w dorobku Davida Mitchella, autora, którego czytelnicy kojarzą dzięki Atlasowi chmur czy Tysiącu jesieni Jacoba de Zoeta. I jest to powieść dziwna, nietypowa, nieco chaotyczna, która wymaga uważnego czytania i sporej wyobraźni. Głównym bohaterem jest dwudziestoletni Eidżi Mijake, który przybywa do Tokio, by odnaleźć swojego ojca. Nigdy wcześniej go nie widział i tak naprawdę nie zna jego tożsamości, ale liczy, że wydusi z kancelarii prawnej niezbędne szczegóły. Chłopak niedawno stracił siostrę bliźniaczkę, a matka porzuciła go w dzieciństwie. Jeśli dotrze do taty i przekona go do siebie, nie będzie już sam. Taki początek Sen_numer_9 zapowiada dramat egzystencjonalny lub – w najgorszym wypadku – rodzinną soap operę. David Mitchell nie bawi się jednak w takie nudne gatunki, za to tworzy szalone i absurdalne wizje, miesza narracje, łączy sny z rzeczywistością. Już na początku bohater wyobraża sobie moment, w którym wchodzi na nielegalu do owej kancelarii, podając się za karmiciela rybek, i żąda wydania dokumentów dotyczących swojego pochodzenia. Raz widzi to oczyma wyobraźni jak akcję z filmu szpiegowskiego, innym razem jak prawdziwą apokalipsę z powodzią zalewającą miasto. A dalej? Dalej mamy wspomnienia z dzieciństwa, szaloną znajomość z bogatym nastolatkiem o nieciekawych powiązaniach, tajne kluby i imprezy, dzienniki dziadka żołnierza uczestniczącego w II wojnie światowej czy kozę gadającą z kurą. Wątki przeskakują pomiędzy sobą, potęgując wrażenie chaosu, ale też budując oniryczny klimat. W pewnym momencie trudno już się połapać, co jest snem, a co okrutną rzeczywistością. Niełatwo się czyta Sen_numer_9, bo trzeba skupić się na każdym zdaniu. A w tych pojawiają się w nadmiarze trzykropki, myślniki, dialogi złożone w jeden długi ciąg wypowiedzi. Ale wszystko to sprawia, że książki tej nie sposób zapomnieć. Jest zdrowo zakręcona, nietypowa, bardzo inna. Więcej recenzji: https://zdalaodpolityki.pl/category/ksiazka/ Zapraszam do współpracy autorów i wydawców!
Michał Zacharzewski - awatar Michał Zacharzewski
ocenił na81 rok temu
25. godzina David Benioff
25. godzina
David Benioff
KTO NIE CHCIAŁBY PRZEŻYĆ SWOJEJ 25. GODZINY? Oczywiście zrobiłem nie ,,po książkowemu", tzn. oglądając najpierw adaptację, a dopiero dużo, dużo później czytając oryginał - i od razu muszę przyznać, że jednak wersja filmowa bardziej do mnie trafiła. Fabuła jest raczej prosta i z opisu (który przedstawia się następująco: ostatnia doba na wolności byłego handlarza narkotyków Monty'ego, podczas której żegna się ze znajomymi zanim uda się do więzienia) może nie sugerować niczego wybitnego, lecz to co, jest najlepsze w książce to: dialogi - naturalne, barwne, intensywne; a także niewypowiedziane, ukryte między słowami emocje. Bohaterowie są sportretowani wyraziście i wiarygodnie, wraz ze wszystkimi swoimi doświadczeniami, wdziękami i ułomnościami. Każdy z nich ma swoje 5 minut, swoje problemy i wewnętrzne sprzeczności oraz prezentuje inną postawę wobec sytuacji Monty'ego. OCENA: 7,5/10. W skali LC raczej 7, czyli ,,bardzo dobra", gdyż do ,,rewelacyjnej" (czyli na 8) wg mnie trochę brakuje. Może rewelacyjne są niektóre fragmenty, np. pamiętne monologi. ,,25. godzina" choć jest krótka i może nie wgniata w fotel zawrotną akcją, to jest dla mnie godna pochwały dzięki atrakcyjnej formie oraz bogatej treści mówiącej przede wszystkim o wartościach współczesnego życia, o lojalności, zagubieniu, o pędzie wielkiego miasta. A znakomite zakończenie zapamiętam chyba do końca życia.
afeN - awatar afeN
ocenił na74 lata temu
Londonistan Gautam Malkani
Londonistan
Gautam Malkani
Akcja tej książki rozgrywa się w Anglii, w w londyńskiej dzielnicy, w której żyją urodzone już w Europie nastoletnie dzieci hindusów, muzułmanów i sikhów. Z Indii i Pakistanu. Bohaterami opowieści są ci, którzy wbrew oczekiwaniom rodziców, nie stawiają na naukę jako szansę na znalezienie dla siebie miejsca w obcym im świecie, ale wybierają szybkie dorabianie się na odblokowywaniu, a potem paserstwie ukradzionych komórek. Zbuntowani przeciwko daremnym pragnieniom rodziców upodobnienia się do białych Brytyjczyków. Narratorem Londonistanu jest Jas, który bardzo zabiega o to, by nie odróżniać się od szybkiego w biciu Hardjita Jahala i jego paczki. Książka zaczyna się od sceny, gdy Hardjit kopie do nieprzytomności białego kolegę ze szkoły za to, że ten rzekomo nazywa bohaterów historii Pakistańcami. Kopanie białych zastępują walki z muzułmanami sprowokowane uwodzeniem hindusek. Gdy Jas zakochuje się w muzułmance Samirze, kryje się ze swoimi uczuciami przed kumplami nie dopuszczającymi do łamania granic między religijnych. Zabiega o bliskość dziewczyny budując związek na pozie, udawaniu i pieniądzu, uznanym tu za "witaminę P, która zapewnia człowiekowi witalność". W książce skonfrontowano nas z dwoma językami, na granicy których żyje główny bohater. Język nieśmiałego jąkały, który pierwotnie jest językiem książek, nauki i refleksji i dosadny, wulgarny język gangu. Jas przyjmując go, próbuje przemieniać swoje zasady i sposób, w jaki żyje na podobieństwo tego języka, który przeciwstawia się "obciachowej mowie białych" i mowie kokosiaków tj. tych, którzy z wierzchu są brązowi a wewnątrz już biali, a więc tych, którzy "kupili kit o wykształceniu". Bohaterowie, wydziedziczeni z nieznanych im Indii i Pakistanu, wykluczeni ze świata białych swoje miejsce znajdują w świecie przestępczym, pielęgnując kult pieniądza i "Niewidzialnej Panny Przemocy, która rozprzestrzenia się jak wirus, robiąc dobrze każdemu, kto ją ogląda". W książce motywy dojrzewania, pożądania, pierwszych zbliżeń z dziewczyną, manipulowania drugą osobą, by móc zaspokoić swoje potrzeby. Równolegle - walka o pozycję wśród rówieśników, o ich uznanie, podziw, o to, by się nie ośmieszyć, by nie odrzucono. Towarzyszą temu konflikty młodych z rodzicami, bunt przeciw ich oczekiwaniom, poczucie niezrozumienia. Szczególnie widać to w historii brata jednego z członków gangu, udręczonego przygotowaniami do ślubu przeżywanymi w cieniu kastowych uprzedzeń i kompleksów matki. Znaczący motyw tożsamości. Czy bohater jest Indusem oderwanym w Londynie od swoich korzeni, czy "kokosiakiem", z zewnątrz brązowym, w środku białym, imitatorem kultury białych? Gautam Malkani opowiada tę historię żywym, zabawnym, nierzadko (w zgodzie z realiami) wulgarnym językiem. Bohaterowie wyraziści. Zakończenie zaskakujące. Kopiuję z postu na mojej stronie nietylkoindie.pl
Tamanna - awatar Tamanna
oceniła na611 lat temu
Przed zstąpieniem do piekieł Doris Lessing
Przed zstąpieniem do piekieł
Doris Lessing
To chyba ta chwila, kiedy przebudziwszy się z intensywnie barwnego snu, nadal pozostaję pod przemożnym wpływem jego subtelnie przepływających prądów. Lektura powieści zakończona ale jej czar nie prysł. Z nabytą wiedzą stoję niczym współczesny Odyseusz po wędrówce w głębiny swojej jaźni. Próbuję zrozumieć coś istniejącego, niedostrzegalnego jednak wcześniej dla moich zmysłów sprzed emocjonalnych wypraw z Doris Lessing. Gdybym chciał spojrzeć zgodnie z chłodną percepcją naszych czasów, to zapewne dostrzegłbym paranoidalny przypadek, wciśnięty w ramy ścisłych rubryk nauki o ludzkiej psychice. Jednak wszystko co przeżyłem, znajduje się poza Czasem współczesnego świata. Ta mozaika ogromnych i ciągle zabudowywanych przestrzeni staje się dopełnieniem moich snów, bo przyznam się do tego, że część z nich już kiedyś wyśniłem. To nauka dla mnie, jak przestać definiować zdarzenia według utartych wzorców. "Przed zstąpieniem do piekieł" trzeba zdobywać dryfując, wykorzystując odpływy światła i przypływy cienia. Należy przyjąć, że nic nie jest tym, czym się wydaje. To szczególny stan wyobraźni, uruchamiany wtedy, kiedy twórczyni lub twórca literackiego dzieła nakłada warstwami swoje bogactwo, zdając sobie sprawę z pulsacji tej całej nowej materii, często wręcz czytelnika oślepiającej. Jednak chociaż w tym wypadku stajemy przed problemem lub dobrodziejstwem istnienia wielu form, to można się tu czuć rześko. W każdym razie przed moimi oczami rozpościerała się jedynie jasna przestrzeń. Oczywiście aby wysiłki zostały ukoronowane, to trzeba spojrzeć na to wszystko pod pewnym specyficznym kątem. Tak wspaniałych widoków nie wolno przecież wystawiać na łut szczęścia, wskazane jest wtedy chociaż minimalne wyostrzenie zmysłów. Bohater angielskiej pisarki znajduje się wciąż w drodze, spełnieniu jego największych oczekiwań towarzyszy ogromne uczucie napięcia. Nie spodziewałem się wielu wskazówek dotyczących sposobu, w jaki obydwaj mamy uniknąć niewyobrażalnie groźnego nurtu. Poszukujący celu Charles Watkins tęsknił za przyjaznym lądem a ja za jednocześnie kreślonymi przez Doris Lessing kilkoma liniami, kiedy to rozciągnięty na wszystkie strony Czas wymaga tworzenia pomostów, rozpiętych w sieci wymagających ogromnego zaangażowania zależności. Mam wrażenie, jakby antybohaterowie tej powieści karali za nadmierną wrażliwość i zabraniali dopatrywania się w każdym zdaniu innego znaczenia. A przecież w "Przed wstąpieniem do piekieł" wyraźnie wyczuwa się obecność czegoś, co kiedyś istniało a obecnie jest nie do odnalezienia. Tło dla mojego niezwykłego poruszenia stanowi przyroda i muszę przyznać, że nawet kiedy w powieści noblistki zapada mrok, to niezwykłe widoki nie giną. Jest w tym jakaś ożywcza substancja, napierająca na potrzebę dopasowania rytmu życia do odmiennych wzorców. Kiedy przez uchylone wrota tej powieści widzi się zawarte jeden w drugim odległe światy w skali mikro i makro, to aż nie chce się zamykać na te wszystkie wspaniałości oczu. Gdyby część akcji książki nie działa się w szpitalu, to pewnie miałbym wrażenie, że przez cały czas mam do czynienia z nieziemskimi istotami. A jednak w tej osadzonej w klimacie psychologicznego fantasy akcji powieści czai się jak najbardziej ludzka groźba, nieobliczalny wir wszelkiego stworzenia z konsekwencjami podyktowanymi przez błędy ludzkości. Przekonajcie się sami, jak płynny jest ten sen, z którym przyszło mi się zmierzyć.
czytający - awatar czytający
ocenił na103 lata temu
Lekcje pana Kuki Radek Knapp
Lekcje pana Kuki
Radek Knapp
Chociaż z emigracją zarobkową miałem stosunkowo mało do czynienia, bo za granicą przebywałem łącznie około rok, był to dla mnie czas niezwykle ważny, godny napisania własnej książki i wydania jej poprzez tzw. self-publising. Jeszcze przed wyjazdem zacząłem przeżywać emigrację, a po powrocie żyłem nią jeszcze wiele lat, kończąc pisanie mojego specyficznego pamiętnika pt. "Tell Mi'chał to Do This". Dopiero po emigracji naprawdę doceniłem film "Szczęśliwego Nowego Jorku", a po obejrzeniu serialu "Emigracja XD", czułem się, jakby emigranci Polscy rozumieli się bez słów. Na książkę Radka Knappa trafiłem przypadkowo, ale od początku poczułem klimat emigracji, z tym że tej bardziej hardcorowej – sprzed exodusu Polaków na Zachód (druga dekada XXI wieku). Mimo zupełnie innego kierunku emigracji głównego bohatera, książka bardzo mocno przypomina późniejszą twórczość Malcolma XD. Zacznę od tego, że sam po własnych doświadczeniach z opisywaniem anegdot związanych z życiem na obczyźnie uznaję temat emigracji zarobkowej za wyjątkowo wdzięczny, a w połączeniu z wchodzeniem w dorosłość, jeszcze wdzięczniejszy. Łączą się wówczas bowiem dwa zderzenia światów – kulturowy oraz inicjacja w dorosłość i to od razu na głęboką wodę. Jestem niemal przekonany, że osoby mające podobne wspomnienia z emigracją odbierają dzieło Radka Knappa na zupełnie innym poziomie percepcji od przypadkowych czytelników. Ci drudzy, owszem, mogą śmiać się i smucić, przeżywać przygody bohatera książki, ale prawdziwi emigranci będą czuć każdy rozdział w kościach i sercu – odżyją jakieś dawne rany, pojawi się spazmatyczny śmiech przy sytuacjach komicznych, a przede wszystkim siłą rzeczy czytelnicy tacy będą współczuć oraz kibicować młodemu emigrantowi, pamiętając o podobnych zdarzeniach, które spotkały kiedyś ich samych. Rok wydania 2003 to jeszcze czas, kiedy taka książka mogła być zwyczajnie ciekawostką, ale dziś mówimy już nie tylko o pokoleniu wychowanym przez doświadczenie emigracji zarobkowej, ale nawet pokoleniu ich dzieci, które przez wyjazd ich rodziców, albo narodziny poza granicami Polski, podwójne obywatelstwo, dwujęzyczność, albo samotność w oczekiwaniu na powrót rodzica z pieniędzmi do Polski, mogą lepiej zrozumieć tę swoją emigrancką spuściznę. Tak, zdarzenia opisane tutaj mogą po wielu latach wydawać się oczywiste, mało zaskakujące, bo temat jest jednak raz na jakiś czas grzany w popkulturze, ale osobiście nigdy nie znudzę się taką literaturą i filmami opartymi o autentyczne doświadczenia naszych rodaków za granicą. Każda taka lektura wraca mnie myślami do czasu, kiedy wszystko wydawało się łatwiejsze – nawet bez pracy i pieniędzy. To takie wakacje, z tym że bez większego odpoczynku, sporym stresem i ryzkiem utraty dachu nad głową, ale jednocześnie przygody, które były bezcenne. Nie wiem, na ile ta ciekawa historia opowiedziana w "Lekcjach pana Kuki" ma jakieś pokrycie z rzeczywistością, ale nawet gdyby było to coś jak pół na pół i do tego mocno podkoloryzowane, zarzuty miałbym nie do zmyślonych linijek, ale do zakończenia. Jeśli to zakończenie według samego autora najlepiej zamyka opowieść – bo nic wartego opisania już więcej się nie wydarzyło – to dobrze. Literatura jednak rządzi się pewnymi prawami, trochę jak filmy oparte na faktach, kiedy dla dramaturgii dodaje się jakiś pościg albo inne elementy, które naprawdę nie miały miejsca. No więc w "Lekcjach pana Kuki" zabrakło mi domknięcia rozmów z tytułowym panem Kuką – sąsiadem głównego bohatera. Brak rozwinięcia albo domknięcia wątków związanych z wieloma ciekawymi postaciami składam na karb trzymania się faktów z próbą ograniczenia zmyślonych wydarzeń. Jest to książka krótka, ale wciąga czytelnika niebywale, a przez to z każdym nowym dniem na emigracji, czytelnik ma coraz większe oczekiwania. Tymczasem autor zostawia nas niespodziewanie samym sobie z domysłami każącymi wejść w głowę protagonisty, nie tylko nie dając odpowiedzi na pytanie "co dalej?", ale w ogóle ryzykując, że czytelnik straci trochę szacunku do młodego Polaka, którego dobrotliwa naiwność była do tej pory jego najważniejszą cechą pozytywną. To moje bardzo subiektywne spostrzeżenie, ale tak sobie myślę, że skądś jednak wzięły się te chyba nie najwyższe oceny czytelników na portalu lubimyczytac.pl i może nie tylko ja na koniec poczułem brak oczekiwanej satysfakcji.
Michał Krzycki - awatar Michał Krzycki
ocenił na77 miesięcy temu
Vernon D.B.C. Pierre
Vernon
D.B.C. Pierre
Jeden z lepszych tegorocznych zakupów. Są powieści, które pachną prochem, potem i telewizyjnym popcornem. I choć przewracasz ich strony, czujesz, jak kleją ci się palce od cukru, kłamstw i smogu współczesności. Debiutancka powieść DBC Pierre’a, jest właśnie takim doświadczeniem. To proza jak reality show zmontowane z potłuczonego lustra Ameryki, w którym każdy z nas (nawet jeśli nie przyznaje się do tego głośno),rozpoznaje własny cień. Pierre dokonuje wiwisekcji współczesnego świata,z chirurgiczną precyzją i sarkastycznym uśmiechem. Główny bohater, Vernon, to nastolatek wrzucony w medialne piekło po tym, jak jest świadkiem szkolnej masakry. Społeczeństwo, łase na winnych jak hieny na krew, błyskawicznie znajduje w nim idealnego kozła ofiarnego. Od tego momentu fabuła toczy się jak szalona, między absurdem a tragedią, między CNN a konfesjonałem. Autor pisze językiem, który przypomina nielegalny miks Marka Twaina i Huntera S. Thompsona po nocnej libacji z kulturą memów. Jego styl jest brudny, błyskotliwy, przesterowany. Każde zdanie iskrzy desperacją i czarnym humorem. Pod tą warstwą satyry bije autentyczne, ludzkie serce – chłopięce, naiwne, przerażone codziennością, która potrafi zniszczyć człowieka szybciej, niż zmontuje materiał do wiadomości o siedemnastej. To powieść o publicznym ukrzyżowaniu. O zdegenerowanym świecie, który potrzebuje ofiar, by utwierdzić się w przekonaniu, że wciąż jest moralny. Vernon staje się symbolem tego, jak łatwo opinia publiczna potrafi stworzyć potwora z kogoś, kto po prostu nie miał szczęścia. Pierre z okrutnym wdziękiem przedstawia Amerykę jako krainę, gdzie religia miesza się z reklamą, a współczucie z telewizyjnym show. Każda postać jest zarazem karykaturą i człowiekiem z krwi i kości... Może właśnie w tym tkwi siła narracji. Nie jest to jednak lektura łatwa. Niektórym może wydać się zbyt krzykliwa, zbyt cyniczna, zbyt „amerykańska”. Ale właśnie w tym nadmiarze tkwi jej prawda. Autor nie moralizuje. Stawia nas przed lustrem, które powiększa każdy pryszcz naszej cywilizacji. Kiedy w finale Vernon — już niemal mityczny w swojej niewinności, konfrontuje się z groteskowym światem dorosłych, czytelnik doświadcza czegoś rzadkiego: katharsis wymieszanego z obrzydzeniem. Vernon nie oferuje pocieszenia. Zdziera z nas komfortowe złudzenia, że wiemy, czym jest zło, i że zawsze mieszka gdzieś indziej.DBC Pierre stworzył debiut, który można kochać lub nienawidzić, ale nie sposób przejść obok niego obojętnie. To literacka prowokacja. Jest bluźniercza, dzika, a przy tym boleśnie prawdziwa. Po lekturze zostaje w człowieku niepokój, jakby dopiero co zobaczył siebie w kamerze transmitującej wszystko na żywo. Może wszyscy jesteśmy Vernonami. Tylko jeszcze nikt nie skierował kamery w naszym kierunku. Nagroda Bookera, przyznana w 2003 roku, była dla świata literackiego zaskoczeniem, co mnie kompletnie nie dziwi, patrząc na mnogość zastosowanych wulgaryzmów i odniesień do upadku człowieczeństwa. DBC Pierre, do tamtej pory kompletny outsider, człowiek o reputacji rozrzuconej między Meksykiem, Londynem i ruiną własnej przeszłości, pojawił się z powieścią, która wyglądała jak zadrukowana kaseta VHS z końca wieku. W momencie, gdy brytyjska proza tonęła w melancholii postimperialnej, a amerykańska literatura szukała sensu po 11 września, Pierre zaproponował coś innego: czarną satyrę na amerykański sen po medialnej apokalipsie.Warto nadmienić, że rok 2003 był czasem globalnego kaca. W powietrzu unosił się strach, patriotyczna gorączka i nowa forma hipokryzji. Ta, która usprawiedliwia wszystko, o ile można to pokazać w telewizji. W takiej rzeczywistości Vernon brzmiał jak bunt, jak śmiech na pogrzebie bliskiego. To opowieść o tym, jak kultura spektaklu pożera własne dzieci – dosłownie. Pierre, z całą swoją bezczelnością, dotknął czegoś, czego wielu autorów wówczas unikało: amerykańskiego pocieszenia przez pogłębiającą się przemoc. U niego nikt nie zostaje uratowany przez prawdę. Prawda, jeśli się pojawia, jest raczej wirusem niż objawieniem. W epoce TikToka, fake newsów i publicznych linczów w sieci powieść Pierre’a brzmi wręcz niepokojąco aktualnie. Jego świat to przecież nasz świat: tylko z początku XXI wieku, zanim wszystko przyspieszyło. Wtedy internet dopiero stawał się narzędziem, które zrównuje winę z widzialnością. Pierre wyczuł tę zmianę intuicyjnie albo w narkotykowym transie. Vernon to nie tylko ofiara zbiorowego osądu, lecz także pierwszy święty ery postprawdy – chłopiec, którego niewinność zostaje zniszczona przez potrzebę narracji. W tym sensie Vernon nie jest już tylko satyrą, ale moralitetem o świecie, w którym prawda i spektakl są nierozłączne. Warto przypomnieć, że DBC Pierre przyznał później, iż napisał debiut „z resztek własnego upadku” — z długów, uzależnień i poczucia wstydu. Może właśnie dlatego jego ironia ma w sobie tak dużo egzystencjalnego bólu. W przeciwieństwie do wielu pisarzy satyrycznych Pierre nie śmieje się z dystansu, śmieje się z wnętrza katastrofy.Ta powieść w mojej ocenie nigdy się nie zestarzeje, choć opowiada o świecie sprzed smartfonów. Dopóki istnieje potrzeba potępienia, dopóty Vernon – ten młodociany kozioł ofiarny w baseballówce,będzie w nas żył.
Efemerycznoscchwil - awatar Efemerycznoscchwil
ocenił na94 miesiące temu
Sprzysiężenie osłów John Kennedy Toole
Sprzysiężenie osłów
John Kennedy Toole
„Sprzysiężenie osłów” to powieść, która nie przypomina niczego innego. I całe szczęście :) Nie wiem, czy bardziej się śmiałam, czy kręciłam głową z niedowierzaniem. Bo ta książka jest… dziwna. Dzika. Złośliwa. Momentami przytłaczająca, a chwilę później genialna. I właśnie to sprawia, że trudno ją zapomnieć. Ignacy J. Reilly – główny bohater – to postać, której nie da się lubić. Ale też nie da się przestać go obserwować. Tłusty, rozwrzeszczany, niezdolny do życia, rozdęty od własnego ego i misji zbawiania świata. A jednocześnie: śmieszny, błyskotliwy i bardzo tragiczny. Bo pod tą groteską kryje się samotność i zupełne oderwanie od rzeczywistości. To opowieść o Nowym Orleanie, o Ameryce lat 60., o upadku ideałów, o chaosie, o matkach i synach, o pracy, której nikt nie chce, i o geniuszu, który nie potrafi się odnaleźć w realnym świecie. Ale tak naprawdę to książka o tym, jak trudno być człowiekiem, gdy nie pasujesz do żadnego systemu. Styl? Momentami jazda bez trzymanki. Dialogi są tak dobre, że czasem trzeba je przeczytać dwa razy – raz żeby się śmiać, drugi żeby docenić konstrukcję. Nie zawsze mi było z tą książką wygodnie, ale nie żałuję ani jednej strony. Bo takich powieści się nie czyta dla komfortu. Czyta się je po to, żeby sobie przypomnieć, że świat nie musi być uporządkowany, żeby był genialny. Polecam
Diana - awatar Diana
oceniła na85 miesięcy temu

Cytaty z książki My to mamy speeda!

Więcej
Dave Eggers My to mamy speeda! Zobacz więcej
Dave Eggers My to mamy speeda! Zobacz więcej
Dave Eggers My to mamy speeda! Zobacz więcej
Więcej