„Teczka. Historia osobista”, dzieło brytyjskiego (żonatego z Polką) współczesnego pisarza, historyka i komentatora teraźniejszości Timothy’ego Gartona Asha, chodziła za mną już od dłuższego czasu. W końcu sięgnąłem po wydanie w formie audio, w tłumaczeniu Michała Rusinka i z głosem Rocha Siemianowskiego.
„Teczka” w blurbach określana jest jako „najbardziej osobista i intrygująca książka” pisarza. Tytułowa teczka to własna teczka autora założona mu przez Stasi, tajną policję NRD, która została mu, zgodnie z polityką Niemiec, udostępniona, tak jak każdemu innemu zainteresowanemu tym, co o nim Stasi wypisywało, jak go inwigilowało, itd.
Oczywiście teczka to tylko impuls do dalszych działań, prawdziwego śledztwa, przeprowadzonego przez Asha; kopanie w dokumentach, rozmowy ze świadkami, śledzenie losów agentów i ich ofiar... Padają trudne pytania nawet o sprawy z pozoru proste – czy to dobrze, że teczki odtajniono? Stanowiska autora nie zdradzę, ja jestem na tak, ale Ash bardzo wnikliwie przedstawia, dlaczego sprawa wcale nie jest taka jednoznaczna.
W sposób oczywisty, o czym wspomniałem, książka jest dla pisarza osobista. I tutaj trzeba podkreślić, że to bardzo trudny aspekt dla historyka, gdy ma pisać o problemach, w które jest emocjonalnie zaangażowany. Przekonała się o tym na przykład nasza rodzima mistrzyni pióra historycznego Małgorzata Szejnert, której książki są genialne, za wyjątkiem tych, których tematyka jest dla niej sprawą indywidualnie osobistą. A nasz historyk znad Tamizy wychodzi z tej próby obronną ręką i to w dodatku w świetnym stylu.
Tematyka ciężka, wymagająca wyczucia, mrówczej pracy, zdolności interpersonalnych. W dodatku temat został ujęty jednocześnie głęboko i szczegółowo, a zarazem szeroko i ogólnie. I po tym wszystkim, co tak trudno pogodzić w pracy w sumie indywidualnej, słucha się tego, a pewnie i czyta też, nie tylko z wielkim zainteresowaniem, a i z przyjemnością.
Dla Polaka lektura to szczególnie cenna, gdyż pokazuje jak bardzo odmienna była od polskich realiów komuna nie tylko w ZSRR, ale i w DDR.
Autor nie ogranicza się tylko to problematyki historycznej i politycznej czy społecznej. Stawia też pytania socjologiczne i psychologiczne oraz moralne. Na przykład, co sprawia, że z dwóch ludzi (nierzadko dwóch braci, albo ojciec i syn lub małżonkowie) jeden będzie Stauffenbergiem, a drugi Speerem?
Bardzo interesujący jest też wątek ewentualności interwencji rosyjskiej w Polsce przed stanem wojennym. Wątek o wymowie diametralnie różnej od wersji lansowanej przez obecną mainstreamową polską historię i całkowicie zbieżnej z moimi przekonaniami opartymi na własnych obserwacjach zachowania garnizonu rosyjskiego w miejscu mojego ówczesnego zamieszkania.
Ash, jak każdy dobry śledczy, historyk i dziennikarz, krytycznie ocenia wiarygodność dostępnych źródeł i z dużą rezerwą odnosi się do teczek oraz innych dokumentów Stasi; zarówno do ich treści, jak i jej braku. W porównaniu do tego, stwierdzenia naszych lansowanych „historyków” stwierdzających, że jak czegoś nie ma w dokumentach, to tego nie było, a jak jest, to było, aż za bardzo pachną prostacką propagandą.
Opowieść uatrakcyjniają różne ciekawostki, jak perełka o przypale, który odwalił Frederick Forsyth w Berlinie.
Niestety wiele wątków nie jest zbyt optymistycznych. Choćby porównanie skali inwigilacji zwykłych obywateli w PRL, czy nawet w NRD, z tym, co mamy choćby w dzisiejszej Polsce i we wszystkich krajach Zachodu, o Chinach nawet nie wspominając.
Niestety, a może stety, jest to również kolejna książka pokazująca, że najpodatniejszym na propagandę (tutaj komunistyczną) elementem społeczeństwa są „elity” inteligenckie. To taki komentarz do ich inteligencji.
Wiele fragmentów dzieła można by użyć na cytaty. Tutaj nie będę ich przytaczać, ale nie mogę się powstrzymać od tego, by nie wspomnieć o jednym niezwykle celnym sformułowaniu:
„Bezpieczne dzieciństwo pod kloszem, a później wolność.” – prześwietna charakterystyka mojego pokolenia po obu stronach Odry i Nysy Łużyckiej.
Naprawdę, warto się z „Teczką” zapoznać. Każdy, niezależnie od pokolenia, odbierze ją pewnie troszkę inaczej, lecz chyba każdemu warto ją polecać.
źródło: https://klub-aa.blogspot.com
Opinie i dyskusje o książce Chrystus wylądował w Grodnie (Ewangelia Judasza)
Jedna z dwóch pozycji tego autora przetłumaczona na język polski. Warta przeczytania, bardzo wciągająca, świetnie wprowadza w klimat tamtych lat. Polecam.
Jedna z dwóch pozycji tego autora przetłumaczona na język polski. Warta przeczytania, bardzo wciągająca, świetnie wprowadza w klimat tamtych lat. Polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKolejne cudo w wykonaniu Karatkiewicza. W zasadzie to chyba jedyna jego książka przetłumaczona na polski, a szkoda, bo jest to światowa czołówka powieściopisarstwa. Wspaniały research, intertekstualność, nawiązania i sama fabuła. Zwroty akcji są logiczne, nie przeszkadzają, są "sprytne". Opowieść nie pozwala się oderwać i w efekcie te prawie 500 stron idzie w błyskawicznym tempie.
Mistrzostwo powieści historycznej, polecam wszystkim, którzy chcą zacząć przygodę z białoruską literaturą!
Kolejne cudo w wykonaniu Karatkiewicza. W zasadzie to chyba jedyna jego książka przetłumaczona na polski, a szkoda, bo jest to światowa czołówka powieściopisarstwa. Wspaniały research, intertekstualność, nawiązania i sama fabuła. Zwroty akcji są logiczne, nie przeszkadzają, są "sprytne". Opowieść nie pozwala się oderwać i w efekcie te prawie 500 stron idzie w błyskawicznym...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOpisana w książce historia poprzetykana fragmentami starych białoruskich kronik sprawia wrażenie autentycznej. Po prostu wyśmienita lektura!
Opisana w książce historia poprzetykana fragmentami starych białoruskich kronik sprawia wrażenie autentycznej. Po prostu wyśmienita lektura!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to