Śmierć w Pont-Aven

Okładka książki Śmierć w Pont-Aven autora Jean-Luc Bannalec, 9788375368192
Logo Lubimyczytac Patronat
Logo Lubimyczytac Patronat
Okładka książki Śmierć w Pont-Aven
Jean-Luc Bannalec Wydawnictwo: Czarne Cykl: Georges Dupin (tom 1) Seria: Ze Strachem kryminał, sensacja, thriller
304 str. 5 godz. 4 min.
Kategoria:
kryminał, sensacja, thriller
Format:
papier
Cykl:
Georges Dupin (tom 1)
Seria:
Ze Strachem
Tytuł oryginału:
Bretonische Verthältnisse
Data wydania:
2014-07-23
Data 1. wyd. pol.:
2014-07-23
Data 1. wydania:
2019-11-26
Liczba stron:
304
Czas czytania
5 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375368192
Tłumacz:
Elżbieta Kalinowska-Styczeń
Średnia ocen

6,3 6,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Śmierć w Pont-Aven w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Śmierć w Pont-Aven i



Przeczytane 276 Opinie 0 Oficjalne recenzje 130

Opinia społeczności książki Śmierć w Pont-Aveni



Książki 3841 Opinie 1041

Oceny książki Śmierć w Pont-Aven

Średnia ocen
6,3 / 10
107 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Śmierć w Pont-Aven

avatar
421
189

Na półkach:

Klasyka śledztwa

Stara jestem. Na każdego przyjdzie pora i fajnie jak będzie mógł się pochwalić PESELEM. Bo jak mam taki numer, w którym data urodzenia jest widoczna. Mój wniosek potwierdziła książka Jeana Luca Bannaleca „Śmierć w Pont-Aven”. Młodzi ludzie rozczytują się we współczesnych kryminałach, o których zdanie mam wyrobione (profilerzy, laboratorium, trup w częściach),a ja nadal zachwycam się utworami, w których najważniejszy jest umysł detektywa. Tak jest w przypadku wymienionej książki. Wydana w 2014 roku jest tradycyjnym kryminałem w najlepszym tego słowa znaczeniu.
Oto takie sobie miasteczko we francuskiej Bretanii szykuje się do sezonu, bo jedynie w sezonie letnim ożywa. Na co dzień jest cichą i nudną mieściną. Do niej, niejako za karę zostaje „zesłany” komisarz Dupin. Nudzi się, bo nic się nie dzieje. Stara się, ale ciągle uważany jest za „obcego” , bo Bretania tak szybko obcych nie akceptuje. Może nie akceptuje ich wcale? Tu trzeba się urodzić. Przyjezdny zawsze zostanie przyjezdnym. I nagle, ni stąd, ni zowąd pojawia się trup. Zamordowany trup, nie jakiś tam zawał czy śmierć naturalna. Fakt, nieboszczyk liczył sobie ponad dziewięćdziesiąt wiosen, ale normalnie nie zszedł z tego padołu. Rozpoczyna się śledztwo. Takie zwyczajne. Policjanci zbierają dowody, komisarz przesłuchuje i obserwuje. Czy wszyscy są podejrzani? Raczej podejrzanych nie ma. Każdy ma alibi i brak motywów do zabicia jurnego jeszcze staruszka. Jednym słowem w postaci wielu – brak punktu zaczepienia. Co prawda ten nie lubi tego, a tamten podpadł kiedyś temu i zabić powinien właśnie tego, a nie właściciela hotelu.
I tak sobie brniemy poprzez śledztwo. Przyglądamy się również słynnej Bretanii. Niektórzy recenzenci uważają, iż właśnie opis tej krainy jest największą wartością powieści. Mnie akurat nie wciągnęły, ale to rzecz gustu. Przypomniałam sobie natomiast kto to był Paul Gauguin. Dowiedziałam się również, iż malarska „szkoła z Pont-Aven” istniała naprawdę i nie jest to fikcja kryminalnej powieści.
W końcu intryga zostaje rozwiązana. Oczywiście dzięki przenikliwemu umysłowi komisarza, który korzysta głównie z pomocy historyka sztuki. Żadnych profilerów. Żadnych badań DNA. Żadnych komputerów, przepraszam - raz był wykorzystany - tylko umysł człowieka. Umiejętność kojarzenia faktów, dociekliwość w przesłuchaniach, myślenie, myślenie, jeszcze raz myślenia.
I to mi się najbardziej w kryminałach podoba. Bo co to za frajda złapać mordercę jak się ma całe współczesne laboratorium w sąsiednim pokoju, zdobycze nauki, wszechobecną inwigilację, kamery na każdym kroku, logowania telefonów komórkowych i tym podobne cuda wianki. Złap przestępcę bez tego. Potrafisz?

Klasyka śledztwa

Stara jestem. Na każdego przyjdzie pora i fajnie jak będzie mógł się pochwalić PESELEM. Bo jak mam taki numer, w którym data urodzenia jest widoczna. Mój wniosek potwierdziła książka Jeana Luca Bannaleca „Śmierć w Pont-Aven”. Młodzi ludzie rozczytują się we współczesnych kryminałach, o których zdanie mam wyrobione (profilerzy, laboratorium, trup w...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1761
1116

Na półkach:

Zasztyletowany zostaje dziewięćdziesięciojednoletni właściciel hoteliku, człowiek poważany, szczodry, który nikomu specjalnie nie wadził, poza tym nic nie zginęło. Po co mordować staruszka? Ot i cała zagadka, czyli kryminał ani świetny ani słaby, taki w sam raz, ale z kilkoma plusami.

Pierwszy plus jest taki, że zassało, wciągło i przeczytałem na dwa podejścia zarywając sen, którego potrzebowałem. Rzadko się to zdarza. Narracja plus główny bohater tworzą bardzo frapujące combo.

Trzeci element tego combo i drugi plus to klimat. Rzecz dzieje się na końcu świata, w departamencie Finistère, w Bretanii (mniej więcej tam gdzie leży wioska Asterixa i Obelixa). Czyli specyficzny typ człowieka, kuchni oraz Ocean. Przede wszystkim Ocean. Z jego skałami, przypływami, sztormami, kolorami, zapachami, wilgocią w powietrzu, owocami morza, itd. Autor rewelacyjnie wplótł ten aspekt w osnowę powieści. Podczas lektury czułem morskie powietrze, powiewającą bryzę, nadmorską atmosferę, mimo, że sama akcja z Oceanem miała niewiele wspólnego. Rzadko się coś takiego zdarza.

Na koniec dodam żenujące spostrzeżenie, tzn. moje skojarzenia są żenujące. Wiem, że śmianie się z nazwiska jest co najmniej słabe, ale co poradzę na skojarzenia. Poza tym to nie całkiem nazwisko, a pseudonim artystyczny niemieckiego autora, pana Jörga Bonga, więc ;) . Być może we francuskiej rzeczywistości Bannalec nie jest niczym nadzwyczajnym, a może nawet powszechnym, ale mój mózg za każdym razem każe mi to przeczytać jako "Banalny padalec", i nic na to nie mogę poradzić. No i tyle, podzieliłem się, dziękuję za uwagę.

Polecam chętnym na sprawny, zgrabny, nieprzesadnie skomplikowany, ale klimatyczny kryminał z dość wyraźnym detektywem.
7,5/10

Zasztyletowany zostaje dziewięćdziesięciojednoletni właściciel hoteliku, człowiek poważany, szczodry, który nikomu specjalnie nie wadził, poza tym nic nie zginęło. Po co mordować staruszka? Ot i cała zagadka, czyli kryminał ani świetny ani słaby, taki w sam raz, ale z kilkoma plusami.

Pierwszy plus jest taki, że zassało, wciągło i przeczytałem na dwa podejścia zarywając...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
85
26

Na półkach:

Wakacyjny kryminał. Piękne opisy przyrody Bretanii, smaczki dla wielbicieli malarstwa i świetnie oddany klimat nadmorskiej miejscowości. Sam wątek kryminalny mało ciekawy, płytko naszkicowane postaci.

Wakacyjny kryminał. Piękne opisy przyrody Bretanii, smaczki dla wielbicieli malarstwa i świetnie oddany klimat nadmorskiej miejscowości. Sam wątek kryminalny mało ciekawy, płytko naszkicowane postaci.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

416 użytkowników ma tytuł Śmierć w Pont-Aven na półkach głównych
  • 288
  • 128
60 użytkowników ma tytuł Śmierć w Pont-Aven na półkach dodatkowych
  • 32
  • 6
  • 5
  • 4
  • 4
  • 4
  • 3
  • 2

Inne książki autora

Jean-Luc Bannalec
Jean-Luc Bannalec
Jean-Luc Bannalec czyli Jörg Bong to niemiecki literaturoznawca, redaktor, wydawca, autor, publicysta i fotograf. Do 2019 roku był dyrektorem wydawniczym S. Fischer Verlage. Od 2012 roku pod pseudonimem Jean-Luc Bannalec pisze powieści kryminalne o wymyślonej przez siebie postaci, inspektorze Dupinie. Na jego podstawie telewizja nagrała serial kryminalny. W 2016 roku autor otrzymał tytuł „Mécène de Bretagne” przyznany przez region Bretanii. Od 2018 roku jest członkiem honorowym Académie littéraire de Bretagne. Ostatnio otrzymał nagrodę Targów Książki HomBuch za stosunki niemiecko-francuskie. Mieszka we Frankfurcie nad Menem i na południu Francji w Finistère.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Ostatni Lapończyk Olivier Truc
Ostatni Lapończyk
Olivier Truc
Dla mnie to jedno z arcydziel gatunku. I oto dlaczego: Paradoks: czytam bardzo wiele powieści sensacyjnych (kryminałów, szpiegowskich, thrillerów),ale niezbyt je lubię, gdyż rzadko kiedy można napotkać na coś godnego uwagi. W większości powieści kryminalne są schematyczne, głupie, źle napisane i naiwne. A te braki, zwielokrotnione często elementarną literacką nieporadnością, autorzy usiłują nadrabiać piętrzeniem absolutnie niewiarygodnej – historycznie, psychologicznie, geografinie.. - fabuły lub, co gorsza, epatowaniem okrucieństwem. Najczęściej też autorzy takich powieści nie mają na dobrą sprawę nic do powiedzenia. Oczywiście, nie ma to przełożenia na komercyjny wymiar, niekiedy nawet odnoszę wrażenie, że im głupsza, prosta do prostactwa myśli i słowa, i gorsza powieść, tym więcej zdobywa czytelników. I, logiczne, tym chętniej wydawnictwa takie badziewie tłuką. Więc nawet autorzy bardziej ambitni zniżają się do poziomu komercyjnie opłacalnego. Od tych wszystkich wad wolna jest powieść „Ostatni Lapończyk” Oliviera Truca. Najpierw o autorze. Olivier Truc to francuski dziennikarz, mieszkający od ponad 20 lat w Szwecji, specjalizujący się, najogólniej, w problemach Arktyki i Północy. Zna region, jego problemy, zna mechanizmy polityki światowej (pisuje nawet do „Le Monde”) i społeczne realia krajów skandynawskich. Gdy więc osadza akcję swojej powieści kryminalnej „Ostatni Lapończyk” w realiach północnej Norwegii, w społeczności tubylczej ludności Saamów, to jesteśmy pewni, że wie, o czym pisze. I obraz społeczeństwa Saamów, opis obyczajów, wierzeń, problemów politycznych i społecznych – dokładny, dziennikarski – jest absolutnie wielką zaletą tej powieści. To nie jest durna opowieść w stylu „zabili go i uciekł”. To rzetelne studium. Atrakcyjne, urzekające, fantastyczne. Intrygę powieści (jest, oczywiście, morderstwo, jest historia sięgająca dziesięciolecia wstecz, jest tajemnica i trochę magii, a wszystko to we wspaniale opisanej surowej scenerii Dalekiej Północy) zagmatwał Olivier Truc wystarczająco zawile, ale nie cudacznie. Bohaterowie „Ostatniego Lapończyka” z zagadkową, mroczną postacią Aslaka, pasterza reniferów, oraz dwójką policjantów – Klemetem i Niną, wyraziści, zróżnicowani, psychologicznie (w sensie literackim) spójni. Rozwiązanie tajemnicy morderstwa i skradzionego artefaktu – zaskakujące, a zarazem logiczne i wiarygodne. Nie mam słów uznania dla takiego sposobu pisania. Czekam z niecierpliwością aż na napisanie czegoś podobnego stać będzie któregoś z polskich autorów kryminałów. Nie bardzo tylko pasuje do tej wyjątkowej powieści sposób jej reklamowania – banalny, płaski i wręcz mylący – z jakim się spotkałem. No bo napisać o takiego poziomu powieści słowa: „mrożący krew w żyłach thriller…”, to nic nie powiedzieć.
Jacek Jarosz - awatar Jacek Jarosz
ocenił na101 rok temu
Czarne minuty Martin Solares
Czarne minuty
Martin Solares
Cyt.: „Prawda, że w życiu każdego człowieka przychodzi kiedyś pięć czarnych minut?”. Martin Solares, „Czarne minuty” „Czarne minuty” to debiut meksykańskiego pisarza i dziennikarza Martina Solaresa. W Polsce ukazały się nakładem Wydawnictwa Czarne w 2015 roku, ok. dziesięciu lat po wydaniu powieści w Meksyku. I muszę przyznać, iż to debiut naprawdę imponujący. Miejscem akcji jest fikcyjne miasteczko nad Zatoką Meksykańską w stanie Tamaulipas. Zamordowany zostaje młody, nieźle zapowiadający się dziennikarz, który powrócił do miasta ze Stanów Zjednoczonych. Śledztwo prowadzi Ramón Cabrera, jeden z niewielu uczciwych policjantów w Paracuán. Odkrywa, że dziennikarz pracował nad książką dotyczącą serii brutalnych zabójstw młodych dziewczynek dokonanych na terenie miasteczka ok. 20 lat wcześniej. Czy dziennikarz zginął, bo ktoś obawiał się ujawnienia prawdy? Solares tak prowadzi narrację, iż akcja przenika się niemal niezauważalnie – współczesność i końcówka lat 70-tych. I co ciekawe, pomimo upływu czasu otoczenie niemal się nie zmienia. Świat przyspieszył lecz nie w Meksyku. Wszystko tu pozostało takie jak było kilkadziesiąt lat wcześniej: korupcja, nepotyzm, wzajemne zależności i przysługi, bieda, bogactwo i przemoc. Kartele nie rzuciły jeszcze swojego cienia na Meksyk. Znakomity kryminał. I bardzo sugestywnie opowiedziana historia z perspektywy kilku bohaterów, która wymaga nieco skupienia i zaangażowania, by tym mocniej wybrzmieć. Bo tak naprawdę, w historii tej, obok wątku kryminalnego, uderza zupełnie coś innego. Czy w ogóle komukolwiek zależy na ujawnieniu prawdy? Prawda mogłaby zachwiać istniejącym status quo czy wręcz go zburzyć więc tak naprawdę nie powinna ujrzeć światła dziennego. Zupełnie zaskakuje styl powieści. Suchy, beznamiętny lecz czasami niemal oniryczny czy w niektórych fragmentach ironiczny i zabawny. Proza która pochłania czytelnika i fascynuje. Opisuje świat który nie jest czarno – biały, jest pełen szarości i niejednoznaczności. Tu nie ma norm moralnych jakie znamy i nie ma bohaterów jakich chcielibyśmy widzieć. Są źli i jeszcze bardziej źli. Czy znajdzie się choć jeden sprawiedliwy i nieprzekupny? Fascynująca i mroczna. Czerpiąca z najlepszych wzorów literatury iberoamerykańskiej, miejscami surrealistyczna i fantasmagoryczna. Jakże inna od literatury europejskiej. Polecam.
Sławek - awatar Sławek
ocenił na73 lata temu
Duch na wyspie Johan Theorin
Duch na wyspie
Johan Theorin
Myślałam, że w czwartym, ostatnim zresztą tomie cyklu "Kwartet olandzki", autorstwa Johana Theorina, autor mnie niczym nie zaskoczy. Myślałam, że przeczytam świetnie napisany, ale już jednak pewien schemat, jakże się (na szczęście) myliłam. Autorowi, nie tylko nie brakuje pomysłów, ale nawet nie wiem, czy bym się nie pokusiła o stwierdzenie, że ten tom, ostatni, jest najlepszy z całego cyklu. Chociaż oczywiście, oddając sprawiedliwość wcześniejszym częściom, trzeba powiedzieć, że również były rewelacyjne. Zaczyna się bardzo niewinnie, a nawet w pewien sposób wesoło i radośnie. Mamy początek lata, na wyspie świętowana jest Noc Świętojańska, dwaj bardzo starsi panowie rozmawiają swobodnie o naprawie "Jaskółki" wiekowej łodzi, jednego z nich. Wydaje się, że nic nie jest w stanie zepsuć radosnego nastroju i świątecznego spokoju wyspy. Nic nardziej mylnego, zgodnie z prawem Murphy’ego, jeśli coś złego może się stać w tak piękny czas, stanie się... Uwielbiam Theorina, jego sposób opowiadania i łączenia współczesnego "złego" z historią, a nawet swego rodzaju mitologią, jednak nawet w najśmielszych przypuszczeniach, nie pomyślałam, że właśnie TAM, w tym tomie autor mnie poprowadzi. Historia jest niesamowita i niesamowicie świetnie opowiedziana. Jest w niej i polski, jakże znamienny dla naszej, polskiej historii akcent. Są też bardzo delikatne przypomnienia postaci z poprzednich części. Niestety to nieodżałowany koniec cyklu, został mi jeszcze tylko do przeczytania "Święty psychol" tego autora i ewentualnie jakieś opowiadania w antologiach. Z jednej strony bardzo żałuję, że autor nie napisał nic więcej, z drugiej jednak nie chciałabym, by klepał, książkę za książką jak nie przemierzając jeden z wiadomych naszych rodzimych autorów... Polecam bardzo, mnie ten szwedzki pisarz uwiódł całkowicie.
Żona_Pigmaliona - awatar Żona_Pigmaliona
oceniła na81 rok temu
Morderca z Fryzji Wschodniej Klaus Peter Wolf
Morderca z Fryzji Wschodniej
Klaus Peter Wolf
„Morderca z Fryzji Wschodniej” to pierwszy tom trylogii Klausa-Petera Wolfa. Akcja wszystkich części rozgrywa się w malowniczym miasteczku, które co roku przeżywa najazd turystów. W tym pozornie spokojnym miejscu dochodzi jednak do zbrodni (i to niejednej). Główną bohaterką cyklu jest pani komisarz Ann Kathrin Klassen, która już w pierwszej części podbija serca czytelników inteligencją, spostrzegawczością i bezkompromisowością. W środowisku zdominowanym przez mężczyzn musi ona nieraz udowadniać, że jest lepsza i walczyć z seksistowskimi dowcipami, z których słynie jeden z kolegów po fachu. W dodatku nad życiem osobistym Ann zbierają się ciemne chmury. Właśnie w tym trudnym dla niej okresie dochodzi do serii zabójstw. Wszystkie ofiary łączy praca na rzecz osób niepełnosprawnych w Stowarzyszeniu Tęcza. Przy okazji prowadzenie śledztwa wychodzą na jaw różne grzeszki ludzi związanych z organizacją. Mamy też okazję poznać ich życie prywatne, które dalekie jest od ideału… Ściganie mordercy to, oczywiście, najważniejszy wątek, który trzyma w napięciu i zaskakuje zakończeniem. Nie mniej ważne są jednak skomplikowane relacje głównej bohaterki z mężem i synem oraz jej idee fixe, którą jest chęć odnalezienia i ukarania zabójców ojca. Temu zadaniu Ann poświęca wiele chwil, tym bardziej, że tata był dla niej przyjacielem i mentorem, którego bardzo jej brakuje. Ponieważ bardzo lubię takie połączenia – wątków kryminalnych z elementami życia prywatnego policjantów – powieść bardzo przypadła mi go gustu. Całość czyta się z niesłabnącym zainteresowaniem. Na pewno sprzyja temu wartka akcja, ale również lekki styl, naturalne dialogi i opisy przeżyć wewnętrznych bohaterów. Pod tym względem powieść idealnie wpasowuje się w serię Gorzka Czekolada stworzoną przez wydawnictwo Media Rodzina – jest mocna w tematyce i lekka w odbiorze. No i uzależnia, bo po przeczytaniu pierwszego tomu z panią komisarz Klassen w roli głównej, od razu sięgnęłam po następny tom.
allison - awatar allison
ocenił na79 lat temu
Letarg Thomas Enger
Letarg
Thomas Enger
Wróciłem po ponad 10 latach do kryminału Engera z okropną okładką, bo wtedy bardzo mi się podobał, a że na rynku nowych kryminałów jest nieciekawie, to dlaczego nie? Bohaterem książki jest dziennikarz śledczy, Henning Juul, który właśnie wraca do pracy w gazecie internetowej po dłuższym pobycie w szpitalu. Juul to człowiek po ciężkich przejściach zdrowotnych i rodzinnych, nie oszczędził mu autor żadnej traumy, chyba jeszcze nie spotkałem w kryminałach bardziej zdołowanego bohatera. A intryga kryminalna zaczyna się od zabójstwa studentki szkoły filmowej. Dziewczyna przed śmiercią została okrutnie okaleczona, wygląda to wszystko na mord rytualny, głównym podejrzanym jest jej chłopak – Pakistańczyk z pochodzenia, ale Juul nie wierzy w jego winę. Juul kręci się wokół sprawy, przepytuje kolegów i koleżanki zamordowanej, jej rodzinę. Okazuje się, że zamordowana dziewczyna napisała scenariusz filmowy, który może być kluczem do rozwiązania zagadki jej śmierci. W trakcie swojego prywatnego śledztwa nasz bohater wchodzi w konflikt ze swoją przełożoną w redakcji, a jego stosunki z policją też bywają dosyć napięte. Z drugiej strony Juul jest znakomitym obserwatorem, ma oko do szczegółów i świetną pamięć, robi nieoczywiste rzeczy, na przykład udaje się na miejsce zbrodni o tej samej porze dnia, w której została popełniona. Poza tym świetnie rozmawia z ludźmi, daje im się wygadać. W efekcie zdobywa bardzo dużo informacji, więcej niż policja. Prawdę mówiąc, stróże prawa wyglądają przy nim blado, to także nie ułatwia z nimi relacji. W trakcie prywatnego śledztwa Juul pakuje się w różnego rodzaju kłopoty, na przykład parokrotnie cudem unika śmierci albo przypadkowo odnajduje zwłoki, po prostu ma talent do niebezpiecznych sytuacji. Przy okazji bywa nierozważny i irytujący. Z drugiej strony to fascynująca postać: w pewnej sytuacji grozi mu natychmiastowa śmierć, ale się jej nie boi – tyle w życiu przeszedł, że odejście może być dla niego wybawieniem. Pod koniec słuchania uświadomiłem sobie, że w książce w gruncie rzeczy niewiele się dzieje, ale świetnie to napisane, zdarzają się też piękne zdania: „Henning lubi ciszę, ale teraz ściany krzykiem domagają się dźwięku”. Audiobook jest doskonale czytany przez Andrzeja Mastalerza, ten aktor wydaje się stworzony do interpretacji mrocznych kryminałów skandynawskich, szkoda tylko, że tak mało audiobooków nagrywa.
almos - awatar almos
ocenił na74 miesiące temu
Święty Psychol Johan Theorin
Święty Psychol
Johan Theorin
,,Święty Psychol” to powieść, która mną wstrząsnęła w pewnym sensie ją ,,odchorowałem” nie tylko ze względu na swą zawartość ale i kontekst w którym wykuwał się mój odbiór, interpretacja treści. Johan Theorin stworzył historię będącą w zamyśle thrillerem psychologicznym. Miejscem akcji szpital psychiatryczny w którym leczy się najbardziej niebezpiecznych pacjentów- seryjnych zabójców, gwałcicieli, pedofili. Szwedzki pisarz serwuje nam powieść o piekle samotności, cierpienia, krzywdy, piekle które może rodzić patologie ale też być trampoliną indywidualnego rozwoju wyzwalając to co najlepsze w człowieku: miłość, lojalność, empatię, poświęcenie sięgające granic świętości. Nie każdemu spodoba się dzieło Theorina. Akcja płynie wolno jak równinna rzeka. Ważniejsze tu budowanie klimatu niż efektowne zdarzenia. Fabuła wielowątkowa, rwana czasowo, teraźniejszość miesza się z przeszłością, możliwości z faktami, emocje z racjonalnym myśleniem. Labirynt brudnych i ciemnych zakamarków szpitalnych, piwnic, wind. Labirynt trzeba przejść, odkryć jego tajemnice aby wyjść , być wolnym. Puzzle układają się niespiesznie niekiedy w nastroju grozy, przenikającego dreszczyku strachu. W tej powieści nic nie jest jednoznaczne oprócz ludzkiego cierpienia. Znalazłem w niej wątki dla mnie osobiste, intymne, poruszające, refleksyjne. Okrucieństwo człowieka sąsiaduje z ekstremalnym oddaniem w obronie bezbronnej ofiary, nienawiść obok miłości, zło i dobro. Inspirujące, niejednoznaczne, bolesne. Całość recenzji tu: https://wojciechprzychodzki.blogspot.com/2025/10/johan-theorin-swiety-psychol-przekad.
wojciech przychodzki - awatar wojciech przychodzki
ocenił na66 miesięcy temu

Cytaty z książki Śmierć w Pont-Aven

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Śmierć w Pont-Aven