Wielkie nadzieje

Okładka książki Wielkie nadzieje autorstwa Charles Dickens
Okładka książki Wielkie nadzieje autorstwa Charles Dickens
Charles Dickens Wydawnictwo: Prószyński i S-ka Seria: Klasyka filmowa literatura piękna
560 str. 9 godz. 20 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Klasyka filmowa
Tytuł oryginału:
Great Expectations
Data wydania:
2009-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2009-01-01
Liczba stron:
560
Czas czytania
9 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788376481654
Inne
Młody Pip, sierota mieszkający z siostrą i jej mężem kowalem, natyka się na cmentarzu na zbiegłego więźnia. Niedługo później przychodzi mu też poznać życie całkiem inne niż w kuźni, kiedy zostaje zatrudniony do zabawiania ekscentrycznej panny Havisham i jej ślicznej podopiecznej Estelle. Po latach i mozołach pracy kowala, Pip niespodziewanie otrzymuje sporą sumę pieniędzy, pod warunkiem, że wyjedzie do Londynu i wykształci się na dżentelmena. zakochany w Estelle, zdobywając przyjaciół i wrogów, będzie musiał radzić sobie w wielkim świecie, aż w końcu odkryje, kto jest jego dobroczyńcą... Charles Dickens (1812-1870) Wybitny powieściopisarz angielski. Jego najsłynniejsze dzieła to Klub Pickwicka , Wielkie nadzieje , Oliver Twist , Ciężkie czasy , David Copperfield i cykl Opowieści wigilijnych .
Średnia ocen
7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wielkie nadzieje w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Wielkie nadzieje



682 149

Oceny książki Wielkie nadzieje

Średnia ocen
7,3 / 10
611 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Wielkie nadzieje

avatar
258
99

Na półkach:

Zgadzam się z opiniami, że ocenianie takiej książki kryteriami obecnymi jest mocno niesprawiedliwe. Mimo, że nie czytałam jej z tak wielką sympatią jak książki współczesne, doceniam to co miała mi przekazać.

Zgadzam się z opiniami, że ocenianie takiej książki kryteriami obecnymi jest mocno niesprawiedliwe. Mimo, że nie czytałam jej z tak wielką sympatią jak książki współczesne, doceniam to co miała mi przekazać.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
722
146

Na półkach:

Bardzo dobra książka, świetne pióro i wyśmienicie się czytało.

Bardzo dobra książka, świetne pióro i wyśmienicie się czytało.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
294
134

Na półkach:

Trochę przedobrzona, ale wciągnęła mnie całą, a na koniec nawet uroniłam łezkę.

Trochę przedobrzona, ale wciągnęła mnie całą, a na koniec nawet uroniłam łezkę.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

11651 użytkowników ma tytuł Wielkie nadzieje na półkach głównych
  • 7 274
  • 4 233
  • 144
1343 użytkowników ma tytuł Wielkie nadzieje na półkach dodatkowych
  • 722
  • 196
  • 145
  • 104
  • 73
  • 56
  • 47

Inne książki autora

Okładka książki Oliver Twist David Cerqueira, Philippe Chanoinat, Charles Dickens
Ocena 7,0
Oliver Twist David Cerqueira, Philippe Chanoinat, Charles Dickens
Okładka książki Świąteczne opowieści Louisa May Alcott, Hans Christian Andersen, Jane Austen, Charles Dickens, E.T.A. Hoffmann, Selma Legerlöf, Lucy Maud Montgomery, Władysław Stanisław Reymont
Ocena 8,2
Świąteczne opowieści Louisa May Alcott, Hans Christian Andersen, Jane Austen, Charles Dickens, E.T.A. Hoffmann, Selma Legerlöf, Lucy Maud Montgomery, Władysław Stanisław Reymont
Okładka książki Mała opowieść wigilijna Charles Dickens, Joe Sutphin
Ocena 9,5
Mała opowieść wigilijna Charles Dickens, Joe Sutphin
Okładka książki Opowieść wigilijna. Lektura z opracowaniem Charles Dickens, Baba od polskiego
Ocena 7,0
Opowieść wigilijna. Lektura z opracowaniem Charles Dickens, Baba od polskiego
Charles Dickens
Charles Dickens
Angielski powieściopisarz. Uznawany za najwybitniejszego przedstawiciela powieści społeczno-obyczajowej w drugiej połowie XIX w. w Anglii. Był synem urzędnika admiralicji. Jego ojciec został w 1824 roku uwięziony za długi, przez co rodzina popadła w nędzę. Dickens musiał wówczas podjąć pracę zarobkową, początkowo w fabryce pasty do butów, a później jako urzędnik sądowy. Zdobył pewne wykształcenie i w 1832 roku zaczął pracować jako sprawozdawca parlamentarny oraz dziennikarz w londyńskich dziennikach liberalno-reformatorskich. W tym okresie zaczął pisać pierwsze, publikowane w czasopismach, szkice, wydane jako Szkice Boza (Sketches by Boz 1836, wydanie polskie 1955). Po sukcesie Klubu Pickwicka zajął się przede wszystkim twórczością literacką. Dickens odwiedził Amerykę dwa razy – w latach 1842 i 1868. 9 czerwca 1865 roku, wracając z Paryża wraz z Ellen Ternan przeżył katastrofę kolejową w Staplehurst. Siedem pierwszych wagonów spadło z żelaznego mostu, który był wówczas w naprawie. Jedynym wagonem, który pozostał na torze, był wagon pierwszej klasy, którym podróżował Dickens. Opuszczając wagon, zorientował się, że zostawił w nim rękopis powieści „Nasz wspólny przyjaciel” i wrócił po niego. Doświadczenie z tragedii w Staplehurst oraz informacje o katastrofie w tunelu Clayton wykorzystał później, pisząc opowiadanie „The Signal-Man”. 18 kwietnia 1869 roku w Chester, podczas podróży z odczytami po Anglii, Szkocji i Irlandii, Dickens dostał pierwszego udaru mózgu. 22 kwietnia 1869 roku zemdlał w Preston i lekarz nakazał mu przerwać podróż. Drugiego udaru Dickens doświadczył 8 czerwca 1870 roku w swoim domu w Gads Hill Place, po całodziennej pracy nad powieścią „Tajemnica Edwina Drooda”. Nie odzyskał przytomności i zmarł następnego dnia. W licznych powieściach dał wyraz wrażliwości na niesprawiedliwość, krzywdę społeczną i bezduszność praw wobec ludzi ubogich. Realistyczny i drobiazgowy opis środowisk społecznych (mieszczańskich, biedoty miejskiej) zespalał z romantyczną atmosferą baśniowości i liryzmem. Stał się kronikarzem życia ówczesnego Londynu. Często utrwalał postacie dziwaków i ekscentryków o rysach karykaturalno-groteskowych. Dickens operował szeroką skalą humoru, często o zabarwieniu satyrycznym.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Wielkie nadzieje przeczytali również

Wielki Gatsby F. Scott Fitzgerald
Wielki Gatsby
F. Scott Fitzgerald
"Wielki Gatsby" opowiada o historii młodego milionera - Jay'a Gatsby'ego, z perspektywy jego nowego sąsiada - Nicka Carraway. Nick zamieszkuje posiadłość na West Egg, a w sąsiednim East Egg jego kuzynka Daisy Buchanan wraz z mężem. Historia skupia się głównie na życiu Jaya, tajemniczego i bardzo bogatego mężczyzny, którego dom wydaje się zawsze być przepełniony gośćmi z różnych sfer, czemu towarzyszą całonocne wystawne przyjęcia, intrygi, plotki i przepych. Główny wątek opiera się na relacji zamężnej Daisy i Pana Gatsby'ego, który próbuje odzyskać ukochaną, a my czytelnicy wraz z Nickiem obserwujemy jak wielkie bogactwo i wpływy znajdują swoje odzwierciedlenie w jakże ulotnym życiu. O Wielkim Gatsby'm słyszałam już wiele razy ale dopiero teraz sięgnęłam po książkę, filmu na podstawie tej powieści też jeszcze nie oglądałam. Szczerze - miałam trochę większe oczekiwania. Oczywiście lektura idealnie pokazuje, że pieniądze i wysokie usytuowanie na drabinie społecznej wcale nie oznacza dozgonnego szczęścia i beztroskiego życia. Wbrew pozorom bardzo często towarzyszy temu smutek, samotność i pozorna radość. Mimo, że książka nie jest długa, akcja czasami toczyła się za wolno, bohaterowie byli bardzo irytujący, szczególnie Ci z otoczenia Toma, Daisy i Jordan. Wiele bohaterów lecz z mało ciekawymi życiorysami - nawet Pan Gatsby, mimo, że z początku przedstawiony bardzo tajemniczo i intrygująco, później stracił ten blask. Przy tak bogatej literaturze jaką teraz mamy, chyba ta pozycja spadła trochę w rankingu.
jula_czytula - awatar jula_czytula
oceniła na61 dzień temu
Katedra Marii Panny w Paryżu (edycja kolekcjonerska) Victor Hugo
Katedra Marii Panny w Paryżu (edycja kolekcjonerska)
Victor Hugo
Katedra Marii Panny w Paryżu góruje nad miastem. Przebywający w niej, jednooki dzwonnik Quasimodo zostaje wybrany na króla głupców w trakcie corocznego świętowania. Młoda cyganka i sierota, Esmeralda, daje wówczas swój pokaz. Quasimodo zauracza się w niej wraz ze swoim opiekunem i duchownym, Frollem oraz Febusem, kapitanem królewskich łuczników. „Katedra Marii Panny w Paryżu” Victora Hugo to książka, którą chciałam przeczytać od czasów szkoły podstawowej. Pamiętam, że już wtedy rozmawiałam z koleżanką na temat tej powieści, głównie w kontekście bardzo znanego musicalu, który na jej bazie powstał, rozmawiając o różnicach pomiędzy oryginałem, animacją Disney’a oraz właśnie sceniczną adaptacją. Jednak musiało minąć wiele lat, nim w końcu się do niej doczłapałam. Efekt tego doczłapania okazał się jednak trochę niespełniający moich oczekiwań. Po pierwsze, książka, za którą się zabrałam to XIX-wieczne tłumaczenie z domeny publicznej, z których Świat Książki z wielką chęcią korzysta. Dlatego też po pierwsze, nie jestem pewna, czy jest wierne oryginałowi i w jakim stopniu. Po drugie: starsza książka, stylizowana na język jeszcze starszy, tłumaczona w XIX wieku… cóż, to może nie proszenie się o katastrofę, ale na pewno tego typu lektura będzie trudniejsza, niż sięgnięcie po bardziej współczesne tłumaczenie. Z racji powyższego trudno jest mi powiedzieć, czy to, co sądzę, dotyczy w pełni oryginalnej powieści Hugo, czy jednak jest to spowodowane tłumaczeniem. Zwłaszcza że w moim wydaniu (co jest również typowe dla klasyków wydawnych przez Świat Książki) nie ma ani przypisów, ani informacji o tłumaczu, ani właściwie nic, żadnego posłowia czy wytłumaczenia. W każdym razie, mniej więcej pierwsze 100 stron powieści to w ogóle wstęp do niej, opisujący kim są bohaterowie, jak wygląda Paryż, jak wygląda katedra itd. itp. To jak najbardziej ma sens w kontekście czasów, w których została napisana, jednak dzisiaj jest to po prostu toporne pisanie. Ponadto, zwłaszcza właśnie na początku powieści, jeśli pojawiaja się jakieś sceny z postaciami to często są one niezbyt klarowne. Gdybym nie wiedziała, że Esmeralda ma zakochać się w Febusie, nie miałabym pojęcia, że to włascie wydarzyło sie w trakcie ich pierwszego spotkania. Może dla XIX-wiecznego czytelnika to takie było, ale jednak ja już nim nie jestem. Sama psychologia bohaterów i te wielkie uczucia, jakie wzbudza Esmeralda w mężczyznach wydaje mi się też raczej uproszczona. To oczywiście ma sens, biorąc pod uwagę, że tak starsze powieści często po prostu wyglądają, jednak ponownie: widać przez to, że „Katedra Marii Panny w Paryżu” nie jest książką nową. Gdy już przejdzie się przez te pierwsze sto stron, książka zmienia się w zaskakująco płynną i „normalną”, zważając na to, jak się zaczynała. Wówczas pojawiają się normalne sceny z bohaterami, normalne dialogi i normalna akcja. W dalszym ciągu wydają mi się one uproszczone w porównaniu do powieści bardziej współczesnych, ale ponownie, zdaje sobie sprawę z tego, że taki jest urok tego typu starszych historii. Jeśli chodzi o sam trójkąt miłosny, przyznaję, że w mojej głowie Quasimodo był bohaterem dużo bardziej sympatycznym. Fakt, on jako jedyny nie chce Esmeraldy skrzywdzić, przynajmniej w późniejszym etapie powieści, jednak tak naprawdę żaden z tych bohaterów nie jest względem tej młodej (nastoletniej!) dziewczyny fair. Przecież poznaje ona Fabusa właśnie dlatego, że Quasimodo próbuje ją porwać… Przyznam, że bardzo chętnie przeczytałabym retelling tej książki, ale opowiedziany jednak z perspektywy bardziej współczesnej, być może opowiedzianej bardziej przez pryzmat samej bohaterki i kogoś jej bliskiemu. Przez lata ta klasyka urosła w mojej głowie do czegoś wielkiego, pięknie napisanego, ze świetnie rozpisanymi bohatermi. Spotkanie trochę zniszczyło mi te wyobrażenia. To oczywiście bez wątpienia pięknie napisana powieść, której wpływ na literaturę jest niezaprzeczalny, jednak osobiście miałam nadzieję (może złudną) na coś bardziej współczesnego w odbiorze. A jeśli miałabym komuś polecać, czy po tę książkę sięgnąć, to na pewno polecałabym szukania jej w nowszym tłumaczeniu bądź też szukania wersji z objaśnieniami i przypisami, chyba że czytelnik jest już wprawiony w czytaniu XIX-wiecznych tłumaczeń i świadomie chce sięgnąć po tego typu wersje.
Katrina - awatar Katrina
oceniła na614 dni temu
Pani Bovary Gustave Flaubert
Pani Bovary
Gustave Flaubert
„Pani Bovary” to klasyka literatury światowej, której nie sposób pominąć, jeśli interesuje nas powieść realistyczna XIX wieku. Gustave Flaubert stworzył dzieło, które do dziś wywołuje silne emocje – zarówno zachwyt, jak i irytację.Główna bohaterka, Emma Bovary, jest młodą kobietą, która marzy o wielkiej, romantycznej miłości, jakiej doświadcza w czytanych przez siebie powieściach. Zamiast tego wpada w pułapkę nudnego, prowincjonalnego małżeństwa z lekarzem Karolem Bovarym. Jej życie staje się pasmem rozczarowań, długów i kolejnych romansów, które mają wypełnić pustkę egzystencji. Trudno polubić któregokolwiek z bohaterów. Emma jest kapryśna, egoistyczna i wyjątkowo naiwna w swoich marzeniach. Karol – choć dobry i cierpliwy – jest mdły i bezbarwny. Nawet drugoplanowe postacie sprawiają wrażenie karykatur. Co więcej, Flaubert zdaje się z nich wszystkich otwarcie drwić. Jego ironia i chłodne, niemal chirurgiczne spojrzenie na ludzkie słabości potrafią być męczące. Momentami czyta się to z lekkim dyskomfortem – jakby autor patrzył na swoje postaci z wyższością i lekką pogardą. Styl literacki Flauberta jest absolutnie rewelacyjny. To jeden z najpiękniejszych, najbardziej precyzyjnych i melodyjnych języków w całej literaturze XIX wieku. Opisy prowincjonalnej Normandii, detale codzienności, subtelne niuanse psychologiczne – wszystko jest dopracowane do perfekcji. Flaubert słynie z zasady „le mot juste” (właściwe słowo) i naprawdę czuć, że każde zdanie zostało starannie wypolerowane. Nawet jeśli historia nie porywa emocjonalnie, to czysta przyjemność płynąca z formy literackiej rekompensuje wiele. Podsumowując: „Pani Bovary” to mistrzowska analiza ludzkiej frustracji, marzeń vs. rzeczywistości i prowincjonalnej nudy. Dzieło genialne pod względem stylu, ale dość przykre w odbiorze postaci. Dla mnie solidna siódemka – szacunek za kunszt pisarski, ale brak sympatii do bohaterów nie pozwolił mi ocenić wyżej.
Janszklanko - awatar Janszklanko
ocenił na711 dni temu
Tessa d'Urberville Thomas Hardy
Tessa d'Urberville
Thomas Hardy
Król opisów przyrody tym razem oprowadza nas po dolinie Blackmoor. Obserwujemy zachody i wschody słońca, poznajemy tajniki pracy na gospodarstwie mlecznym, a także przyglądamy się młockarni parowej! Jednakże to wszystko jest tłem opowieści o złamanym młodym życiu "kobiety czystej". Młodziutka straumatyzowana wieśniaczka szuka pocieszenia w pracy dójki. Niestety, jej uroda tak olśniewa pewnego idealistę, że jest zdeterminowany zdobyć ją na żonę. Niestety, Tess chcąc być w zgodzie ze swoim sumieniem, a także (tak mi się wydaje) chcąc pozbyć się potwornego ciężaru natury psychicznej, wyjawia prawdę o swojej traumie ukochanemu. Tess jest niezaradna życiowo, co jest konsekwencją wychowania przez rodziców równie niezaradnych, co biednych. Oddana "krewnemu" ku polepszeniu warunków ostatecznie moralnie "upada". Hardy głęboko krytykuje ten rodzaj zacofanej moralności, dowodząc, że cała wina leży po stronie oprawcy. Nieszczęsna Tess jest jedynie obiektem — zarówno dla uwodzicielskiego Aleca, jak i namolnego Angela. Dziewczyna jest doprowadzana przez obu na skraj załamania, co skutkuje tragedią. Tess d'Urberville, podobnie jak inne powieści Thomasa Hardy'ego powstawała w odcinkach. Jednakże pismo, które zamówiło powieść, nie chciało opublikować jej ze względów obyczajowych. Ostatecznie pismo Graphic podjęło się druku 24 odcinków w 1891 roku. Punktem wyjścia historii, rzekome pochodzenie od znamienitego rodu jest ponoć oparte na rodzinnej anegdotce, a grobowce rodziny Turberville, która poniekąd użyczyła nazwiska, możemy znaleźć w Bere Regis. Postać Tess jest bezpośrednim nawiązaniem do Marthy Brown, skazanej za zabójstwo brutalnego i wiarołomnego męża. 9 sierpnia 1856 roku w niezwykle deszczową sobotę zgromadził się blisko czterotysięczny tłum oczekujący na egzekucję. W tej dojmującej ciżbie znalazł się wówczas szesnastoletni Thomas Hardy, na którym dramatyczna śmierć młodej kobiety wywarła niebagatelne wrażenie; wiele lat przechowywał wycinek prasowy opisujący ów smutny koniec nieszczęsnej. Po latach Hardy pisze*: "Pamiętam jej drobną figurę na tle nieba, gdy wisiała w mglistym deszczu, a także to, jak obcisła czarna jedwabna suknia podkreślała jej sylwetkę, gdy poruszała się w półobrotach raz w jedną, raz w drugą stronę. (...) Choć nakryli jej twarz kapturem, widziałem jak przez mokry od deszczu materiał przebijały rysy jej twarzy." Ten epizod tak zaintrygował pisarza, że Martha Brown doczekała się uwiecznienia w postaci słodkiej, niewinnej Tess d'Urberville. Jak wspomina wieloletnia przyjaciółka pisarza, Lady Hester Pinney "jego sympatia dla tej nieszczęśliwej kobiety była niezwykła". Historia** jednakże nie kończy się na tym niezwykłym hołdzie - niedawno archeolodzy natrafili na pozostałości (w tym czaszkę) prawdopodobnie właśnie Marthy Brown; nieformalny cmentarz przywięzienny ma wkrótce zostać zamieniony na domy mieszkalne i centrum handlowe, a ludzkim szczątkom zostaną wyprawione godne pochówki. Jak odebrałam powieść? To był mój reread po blisko dwudziestu latach. Pierwszego Hardy’ego przeczytałam będąc na pierwszym roku studiów, pamiętam dobrze, bo niemal zostałam wyrzucona z lekcji logiki za czytanie pod ławką (w liceum miałam zresztą bardzo podobne przeżycia 😉 Oczywiście obejrzałam ekranizację Polańskiego (milion lat temu) i miniserial z Gemmą Arterton (moim zdaniem doskonała Tess!). Chociaż nie było zaskoczenia nad treścią, złapałam się na pobożnym życzeniu, żeby “tym razem było inaczej”. Szkoda mi tej niezaradnej dziewczyny, tak nieobutej w brutalnym świecie, że szkodzącej sobie. Porażająca była mentalność ludzi, którzy we wzięciu siłą nie widzieli nic zdrożnego, a oprawca stawał się niemal właścicielem pokrzywdzonej. Wydaje mi się, że część mężczyzn mylnie brała kobiety za bóstwa, wyidealizowane i uprzedmiotowione. Jakiś czas temu oglądałam film o Effie Grey, gdzie wspaniale było pokazane takie zderzenie ideału z człowiekiem z krwi i kości. Widać sympatię Hardy’ego dla Tess. Oczywiście biorąc pod uwagę pierwowzór postaci nie mogło być mowy o happyendzie. Autor przeciwstawia się podwójnej moralności wiktoriańskiego społeczeństwa, chcąc obudzić świadomość w czytelnikach schyłku XIX. wieku. Jest jeszcze jedno, co przyciąga mnie do prozy Thomasa Hardy’ego. Budowanie nastroju za pomocą świata przyrody i krajobrazu. To oraz opis życia i działań, które stanowią zapis zapomnianych zwyczajów. Hardy wkłada w usta wieśniaków anegdotki, które zasłyszał z pewnością mieszkając w Higher Bockhampton. *Healey, T. - Zbrodnie w afekcie, Warszawa 1991 **http://www.theguardian.com/books/2016/feb/19/thomas-hardy-tess-of-the-durbervilles-bones-found-at-prison
Molly_Whelan - awatar Molly_Whelan
ocenił na101 miesiąc temu
Dama Kameliowa Aleksander Dumas (syn)
Dama Kameliowa
Aleksander Dumas (syn)
Aleksander Dumas (syn) – „Dama kameliowa” „Być kochanym przez kurtyzanę to zwycięstwo naprawdę trudne.” XIX w. Paryż, Bougival – Francja Małgorzata Gautier piękna, młoda, zawsze elegancka – paryska kurtyzana, której grono adoratorów było bardzo szerokie i z wyższych sfer. „Kobieta lekkich obyczajów” przyzwyczajona do luksusów, pewnego dnia poznaje inteligentnego, nieśmiałego z niższych sfer – Armanda Duvala. Mężczyzna obdarza Małgorzatę niezwykłym uczuciem, a kurtyzana, która początkowo nie przywiązywała do tego dużej wagi z czasem zmienia zdanie. Oboje mają się ku sobie, ale czy bohaterka będzie w stanie porzucić swoje dawne życie dla Armanda? Czy mimo przeciwności losu bohaterowie mają szansę na szczęście? Jak potoczą się dalsze losy bohaterów? „Dama kameliowa” to wzruszająca miłosna historia dwójki ludzi z dwóch różnych światów, których połączyło szczere i prawdziwe uczucie. Kurtyzana, która pod wpływem miłości przeżywa moralne odrodzenie. Powieść, która zachwyca już od pierwszych stron, jest lekka i przyjemna. Czyta się naprawdę szybko. Piękna i zarazem smutna opowieść oparta na faktach – co jest jej dodatkowym atutem. Tytuł, który pomimo upływu wielu lat wciąż cieszy się dużą popularnością. „Dama kameliowa” zajmuje specjalne miejsce w moim sercu, a jej reread ponownie to potwierdził! #aleksanderdumassyn #damakameliowa #literaturafrancuska
Zaczytana - awatar Zaczytana
oceniła na101 miesiąc temu
Ambasadorowie Henry James
Ambasadorowie
Henry James
Jestem w rozterce i jak śpiewał pewien pieśniarza, stoję na rozstaju dróg. „Ambasadorowie” to dzieło, które Henry James nazwał swoim opus magnum, więc jakże tu wybrnąć z czytelniczego ambarasu i tak pokręcić nosem, żeby nie było wstydu, a z opresji wyjść z godnością? Lambert Strether przybywa z Ameryki do Paryża, by na polecenie swojej majętnej narzeczonej ratować jej syna, na którego za oceanem czeka równie majętna panienka, gotowa za niego pójść z wiankami i posagiem, podczas gdy on, niepoprawny młodzieniec, ma za nic rodzinny honor i plany matrymonialne mamĄ i za nic w świecie nie chce wracać na domowe łono. Lambert ma cel jasny – wziąć gagatka za frak i nawet siłą wrzucić na statek. Jeśli zawiedzie, jego marzenia o ożenku i wejściu w posiadanie tego samego skądinąd majątku, który ma przypaść Chadowi, przepadną jak chłopak w Paryżu właśnie. Oczywiście sprawa się komplikuje, bo jak wieści niosą, Chad wpadł w towarzystwo pewnej damy, która wodzi go na pokuszenie (a to już, proszę państwa, niemal skandal!). Co gorsza, jest to dama wiekowa (tak po trzydziestce),żonata i w dodatku matka pięknej podobno córki. Biedny Lambert wpada więc w różnego rodzaju towarzyskie stosunki, więzi, układy i znajomości, przez co głównie zajmuje się rozmowami i to przeważnie z damami. Duma, spaceruje i znów peroruje, siada w kawiarniach i rozmawia, po czym idzie do parku i znów deliberuje, później myśli o tym, co powiedział i co usłyszał, by nad ranem przy kawie i widoku na paryskie fasady znów dumać nad sensem całego tego przedsięwzięcia. I moja rozterka wynika z faktu prostego – tu w rzeczywistości niewiele się dzieje, historia raczej się sączy niż płynie, ale nie ma się czemu dziwić, skoro James jest uważany za mistrza powieści psychologicznej. To w sercach, duszach, a także – co jest pewnym urokiem – spojrzeniach, półuśmiechach i złośliwościach jego bohaterów dzieje się więcej niż na ich językach. Jest to powieść potężna objętościowo, a że układ rozdziałów się powtarza, doprowadza to do pewnego znużenia (James zastosował metodę następującą: przyglądamy się analizie wydarzeń z poprzedniego rozdziału, którą skrupulatnie przeprowadza Strether, po czym autor przechodzi do opisywania dalszej „akcji”, która sprowadza się do kolejnych dialogów i tak w kółko). Urzeka Paryż i południowa Francja, wszelkie te arystokratyczne „stosunki”, zestawienie bogatej amerykańskiej pruderyjności z europejską nonszalancją. I sam Strether to postać ciekawa, nieco naiwna, ale poczciwa, która sama wreszcie przechodzi oczekiwaną (przynajmniej przeze mnie) przemianę. Jest w „Ambasadorach” piękna literatura polana jedynym w swoim rodzaju lukrem znużenia, co jest najlepszym dowodem, że „Ambasadorowie” słusznie zaliczani są do klasyki. Przekład Marii Skibniewskiej.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na64 miesiące temu
Nędznicy (edycja kolekcjonerska) Victor Hugo
Nędznicy (edycja kolekcjonerska)
Victor Hugo
Recenzja Powieść ikoniczna, która z każdej strony zaskakuje. Z techniczno-edycyjnej strony zaskakuje woluminem, 5-cio częściowa, każda część opatrzona kompleksowym tytułem ( Fantyna, Kozeta, Mariusz, Przy ulicy Pumet i Saint Deins, Jan Valjean ). Z kolei każda część rozbita jest na księgi również opatrzone tytułem, a każda księga zdywersyfikowana jest rozdziałami znowuż z nagłówkiem tytułu zazwyczaj rozpisanym długą sentencją. Co więcej, części podzielono na 10 tomów całkiem zbytecznie wprowadzając chaotyzację. Aby nie doszło do czytelniczego zniechęcenia, toż to w zależności od druku 1200 albo 1900 stron, niektóre wydawnictwa poszły na skróty i powieść zminimalizowano do wersji dwutomowej, opierając treść na wiodącej osnowie fabularnej, losu protagonisty Jana Valjeana. Epika zaskakuje wyłamaniem się z kanonu prozy. Przyzwyczajono się do prozy stricto fabularnej gdzie ciąg wydarzeń jest określonym kontinuum, chronologią następstw aż do zakończenia. Wiktor Hogo przeplata fabułę intermezzami-przerywnikami z pełną świadomością zakłócenia ciągu fabularnego skutkującego znużeniem. Ale górę bierze pokusa dzielenia się zasobem wiedzy, poglądami i potrzeba eksplikacji warunków historyczno- socjologicznych, zanim dojdzie do następnej sekwencji fabularnej. Sporo jest eseistyki, deklaracji filozoficznych, rozważań historiozoficznych,diagnozy życia, analizy politycznej i socjologicznej tych czasów , autointerpretacji, padają maksymy, złote myśli, aforyzmy. Autor jest admiratorem postępu, analizuje jego genezę, prawo do naturalnego biegu jako prawo ludzkości. Według Hugo ludzkość zawsze ma ideały i iluzje, aby tylko zmienić świat na względnie lepszy. Stąd natura ludzka zmienna w priorytetach i żądzach wyścieliła bieg historii walkami, dziejowymi bitwami. I tak oto jest : -opis roku 1817 w Paryżu, kiedy zamiast Woltera czytało się Byrona a na Sekwanie pojawił się statek parowy, -analiza klęski Waterloo z punktu widzenia historiozoficznego (historiozofia- dziedzina wychwytująca zasady i prawa historii, w danym przypadku - każdy imperializm ma swój kres ) i z punktu widzenia historii dziejowej, klinczu politycznego rojalizm czy demokracja, -jest o klasztorach paryskich ich ascetycznej dyscyplinie i surowej regule – reguła milczenia, -jest o języku żargonowym ulic paryskich, - o społeczności przestępczej, zorganizowanej bezdomnej żyjącej trybem nietoperza, -jest o genezie i zasadach zrywów powstańczych, rokoszach, -jest o warunkach egzystencjalno – higienicznych Paryża pierwszej połowie XIX wieku, kiedy zasady higieny i obawa przed plagami (cholera) wymuszały ciągłe kanalizowanie Paryża, inspekcje i dezynfekcje kanałów ściekowych, -jest o paryskich ulicznych dzieciach- włóczęgach brudnych, obdartych, prowadzących cygański tryb życia, co jest aurą i rysem tego miasta, -jest o samym Paryżu, który jest obliczem świata, ma w sobie dziedzictwo Rzymu, Aten Jerozolimy, inspiruje świat filozofią, doktrynami, rewolucjami społecznymi, o jego dystryktach szczególnie o przedmieściu Św. Antoniego jako miejsce zawsze inicjujące ferment rewolucji Nie można przeoczyć wyraz dezaprobaty i protestu pisarza wobec rozbioru Polski w jego mniemaniu politycznej zbrodni z wymazaniem narodu. Jego „zatopione ojczyzny wypływają na powierzchnię” insynuuje jak wiele w tym literackim przekazie etyki i obiektywizmu, i wrażliwości ma krzywdę nie tylko jednostki ale całych nacji. Zaskakuje galeria wykreowanych postaci, ale nie z racji ich liczności z racji pociągnięcia ich rysem fatum i tragizmu : Valjean, Javert, Fantyna, Mabeuf, Gavroshe, Enjolar, Courfeyrac, Eponina,… Zaledwie dwie Kozeta, Mariusz niechby trzy Thenardiere osiągają wreszcie status stabilnego bytu. Co więcej każda postać wydaje się wnikliwe scharakteryzowana, na podstawie intuicji i życiowych autopsji pisarza.. Aczkolwiek w kontekście psychologicznym nie zawsze zgodna z normatywem natury ludzkiej. Postać budowana jest od antenatu po działania. W opisie postaci nieraz jest niewiarygodność w aspekcie współczesnej interpretacji. Aczkolwiek można by uznać, że na owe czasy jej konstrukt był słuszny podpierając się argumentacją, że nikt lepiej nie zna profilu osobowości i mentalu kształtowanych w danych warunkach społeczno-historycznych od tego kto w nich żyje, a Wiktor Hugo w takich tworzył. Wszak wtedy, w okresie 1814-1832 ( czas akcji powieści ) były inne motywacje, priorytety, pragnienia, inaczej pojmowane oddanie dla idei, fanatyzm dla demokracji, inny był sprzeciw społeczny wobec ucisku i rojalistycznego pseudo-reżimu, inaczej pojmowany honor i patriotyzm, inne wymagania od życia całkiem małostkowe. Ale zasadniczo wynika to z zabiegu pisarskiego, bo fabuła poniekąd dotyka schematu przypowieści o walce dobra ze złem, a postacie są kreacjami nowej epoki w literaturze, która przyzwała na ich mityzowanie, dla impresji i efektu odbiorczego. Zaskakuje finał fabuły w kontekście kreacji postaci Valjena i Javerta. Rzekłoby się alogiczna, nierzeczywista mając na uwadze naturę ludzką, która dąży do szczęścia i żądzy życia i ciągle ma apetyt na niego, jakiekolwiek by nie było, wykluczając dewiacje wynikające z niedyspozycji psychicznej. Wszak samobójstwo jest wynikiem przesilenia depresji psychicznej, ale nagły poryw na niego na podstawie myślowego klinczu: wyrzut sumienia za okazanie łaski darowania życia wobec lojalności dla służby i prawa zakrawa na naiwność. I interpretację tego wątku, zresztą niełatwą dla współczesnego czytelnika, Hugo kładzie na barki czytelnika. Czytelnik tamtej epoki, z mniejszą świadomością niż stan obecny, opierał się na innej hierarchii wartości, miał inną percepcję rzeczywistości: honor ponad wszystko, lepsza śmierć niż wstyd, śmierć dla idei. Albo kontekst postaci Valjeana. Na Valjeanie ciąży czyn karny, wydawałoby się o niskiej sankcji, zaledwie skradziony chleb, który posyła go na galery. Zatem nasuwa się konkluzja jakież wtedy było to prawo karne, nad wyraz skorumpowane i odbiegające od adekwatności popełnionego czynu. Nie to jest kuriozalne, kuriozum jest zejście tej postaci w finalnej części fabuły. Wtedy przed nim rysowało się klarowne bezpieczne, pełne miłości życie, w bliskości kochanej osoby - adoptowanej Kozety, w latach niezbyt sędziwych, autor z jakby niezbyt realnych powodów pozbawia go do niego prawa. Snuje się sugestia, iż jest to bohater typowo romantyczny, który z istoty jest uwikłany w emocje, cierpiący i samotny, i suma summarum tragiczny. Desperacja, rozpacz, nadwrażliwość, że los odbiera obiekt miłości, w której skupiony był każdy jej wariant ( nie miał kochanki, żony, przyjaciela… ) mylna świadomość że było się nikim, że spełniło się misję życia i teraz kolej na odejście, obsesyjny wyrzut sumienia z racji galerniczej przeszłości to wszystko wespół łamie psychikę (na pozór twardą ). Zaskakuje, specyficzny klimat epoki osiemnastowiecznej. Jest w tym rola języka, jego stylizacji, czuje się w nim aurę i ducha tamtych czasów. Po zmęczonym racjonalizmie oświecenia, w kanon języka weszła specyfika romantyzmu: liryka, nasycenie sentymentalizmem, emocjami, patosem, mistyką. Metafora jakby nieswojska, alegorie do odniesień antycznych, łańcuchy słów bliskoznacznych, jakby wkradł się idiomatyzm powiązany z obyczajem tamtych czasów, to lingwistyka tej prozy. Tak marginalnie jest to świadectwem jak szybko ewoluuje język, jak wiernie potrafi zaadoptować się pod klimat każdej generacji. Ponadto stylizacja Hugo wynika z jego uprawianej poezji i dramaturgii, w niektórych miejscach proza zbacza z normy wręcz stając się prozą poetycką nasyconą językiem emocjonalnym, porywczym. Hugo używa w nadmiarze bliskoznaczności jednego znaczenia, parafrazy, alternatywy dla wzmocnienia przekazu. Konstrukcja narracji jest zmienna jakby to był przekaz autora i to co ludzie mówią. Fabularyzm jest składny, zwarty i wymyślny, wątki sprytnie i lekko wplatają się jeden w drugi, powieść jest syntezą wielu gatunków: obyczajowa, psychologiczna, historyczna, realistyczna, sensacyjno-kryminalna, thriller… Aby uzyskać zbliżenie do tamtych czasów, należy wniknąć w historię. Pierwsze dekady XVIII wieku były pokłosiem obalenia monarchii, systemu ancien regime i zaprowadzenie republiki w latach 1789-1799. Nagle weszły nowe prerogatywy polityczno-społeczne: przywileje, legitymizacje, prawa dla ludu. Chciano wymazać obraz znienawidzonego absolutyzmu Bourbonów. Z drugiej strony rojalizm ze strukturą zarzadzania: Rada Królewska ( ciało ustawodawcze ),komisje ( propozycje uchwał ),ministrowie, intendenci ( realizujący uchwały ) - administracyjnie był przejrzysty, oszczędny. Francja wtedy nie była biedna: prowincje miały względy, przemysł, rolnictwo, handel wewnętrzny i zagraniczny sięgnęły szczytu, rozwijał się rynek kapitałowy, mieszczaństwo się bogaciło, w kręgu wiejskim dawno zniesiono pańszczyznę i feudalizm, chłopstwo nabywało grunty na własność… był zarys dobrobytu. Pragnęło się więcej, eksperymentalnych zmian wymyślonych przez elity intelektualne i sprawdzone na rynku amerykańskim. Raz wprowadzone w życie nowe przywileje i legislacje; prawo do wolności, równości i braterstwa wszystkich bez wyjątku, nie wyszły z umysłów pomimo zamętu, który niosła niewiadoma przyszłości. Aczkolwiek frakcja zwolenników rojalizmu nie zaginęła, dalej istniała, i aby być, zdolna była pójść na każdy konsensus, nawet ten z przewagą ustępstw. Bonapartyzm 1799-1815 skreślił klasyczny republikanizm, poszedł na kompromis, trochę swobód trochę autorytaryzmu. Rządy Ludwika XVIII po abdykacji Napoleona lata 1814-1824 określane jako restauracja monarchii konstytucyjnej zapewniały gwarancje: prawa obywatelskie i schemat władzy ustawodawczej- parlament dwuizbowy. Powrót monarchii nie oznaczał powrotu do absolutyzmu, nadrzędne prawa ludu raz wywalczone były wydawało się już nienaruszalne. A jednak historia okazała się nieprzewidywalna i złośliwa. Śmierć Ludwika XVIII zakończyły rządy liberalne, następca jego brat Karol X ostatni z pierwszej linii Bourbonów, przywódca frakcji ultrasów ( arystokracji )zamarzył o powrocie do absolutyzmu, z wpływem arystokracji i kleru, ograniczając prawa ludu i zaostrzając prawa wyborcze szlachty i majętnej burżuazji.. Nie zdawał sobie sprawy, że rojalizm do jakiego dąży nie ma racji bytu, i jest kwestią czasu, kiedy dotknie go detronizacja. Tak tez się stało, w rozruchach określanych jako rewolucja lipcowa w 1830 roku, nastąpiła abdykacja Karola X, i koniec panowania Burbonów. W jego miejsce intronizowano Ludwika Filipa I z dynastii Orleanów, z innym trybem elekcji : nie po linii sukcesji czy królewskiego mariażu, a wskazanie kandydatury przez parlament. Aczkolwiek nowemu władcy nie dano wszystkich prerogatyw ze sprawowanego urzędu, bardziej przydając funkcje reprezentacyjne. Jego monarchia sprawowana do 1848, kiedy proklamowano republikę, miała charakter polityki „złotego środka” balansowała miedzy republikanami a rojalistami. Frustracja społeczna, roszczenia, wizja egzystencjalna nie zostały wymazane w kręgach republikańskich, stąd w 1832 zainicjowano bunt podczas konduktu pogrzebowego generała Lamarquea, co opisuje Wiktor Hugo. W świetle kompendium historycznego, zarysowuje się kształt środowiska społecznego podzielonego na sympatyków rojalizmu i zwolenników idei republikańskich. Jak to bywa w naturze postępu, większość wyrosła w idei konserwatyzmu dąży do zmian na rzecz tego co niesie novum. W danym przypadku Mariusz wychowywany i wykształcony w duchu rojalistycznym, przechodzi na stronę opozycji, w której dostrzega większy sens, prawdę i praworządność. Inicjacja sprzeciwu wobec status-quo zazwyczaj szła z ogólnego społecznego niezadowolenia szczególnie od warstw najniższych. Nędza i głód, brak edukacji, opieki lekarskiej, higieny, brak standardu życia dotykała wielu. Wiktor Hugo z niezwykłą wnikliwością wizualizuje hierarchie społeczne ludu. I nie bez racji sympatyzuje warstwie najniższej, skrzywdzonej przez los, przez złe prawo i brak świadczeń socjalnych. W tym źródle upatruje desperacje społeczeństwa. Ulice Paryża wypełniają włóczędzy, chuliganeria, bose dzieci -uliczniki odrzucone przez rodzinę i z braku przytułku. Dzieci od małego wrzucane są w jarzmo ciężkiej pracy (Kozeta ),bez ludzkiej empatii, która jest tylko iluzją. Kobiety z braku pracy wpadają w nierząd, w akcie beznadziei sprzedają to co stanowi wartość ich ciała, (Fantyna sprzedaje włosy i zęby ) tracąc urodę. Dzielnice marnieją urbanistycznie, przechodzą w slumsy bez minimum infrastruktury z fetorem rynsztoku z infekcjami i zarazami, w pijackich szynkach wybrzmiewają gorycz i knowania, pragnienia lepszego jutra. Wiktor Hugo polityk, obserwator życia, nie gromił z trybun jak demagog. Sam przeszedł metamorfozę orientacji politycznej, od rojalizmu do radykalnego republikanizmu. Nie zgadzając się na cesarski autorytaryzm Ludwika Bonapartego od 1852 roku, podjął w proteście życie na emigracji, gdzie pisał Nędzników, jako świadectwo solidaryzmu z tymi, których dotknął moralny i fizyczny upadek w każdym aspekcie. Nędznicy to warstwa społeczna, twór koniunkturalny wygenerowany przez taki a nie inny stan stosunków społecznych i system władzy. Wykorzystując swoje narzędzie wytyka ludzką obojętność, marazm, społeczną niesprawiedliwość, defetyzm władzy (rojalizmu ),W Nędznikach metodą antytezy ( ulubiony środek stylistyczny Hugo),kontrastu, podstawia sugestywne obrazy aktów filantropii ( wspieranie datkami biednych przez Valjeana ),czy akty altruizmu ( biskup Myriel ) Arystokracja zakreślona jest wystarczająco dla jej ilustracji w kontekście roli społecznej i politycznej. Stojąca murem za rojalizmem, dający jej wpływy, trwałość statusu, tytuły, majętność i prawa. Dziadek Mariusza Gillenormand arystokrata gardzi ojcem Mariusza, republikaninem, który w jego mniemaniu psim swędem wetknął się do rodu. Nieletniego Mariusza oprowadza po salonach, uczy etykiety, próżności i pozorów. Nalega na korzystanie z życia, zapewnia mu kapitał łatwy, bez trudu pracy. I co więcej daje przykład indyferentyzmu na nędzę i niesprawiedliwość. Nie akceptuje Mariusza gdy dostrzega jego przemianę w przekonaniach, potem jego relacje z Kozetą, niewiadomego pochodzenia - niearystokratycznego. Jest apodyktyczny, egoistyczny, wyalienowany od realiów życia społecznego. To nie jedyny przykład wizerunku bogatej kasty. Ich swawolność, nieodpowiedzialność, pokazuje na przykładzie czworga młodych ludzi, studenterii, korzystających z prawa młodości. Jeden z nich zauroczony urodą Fantyny, obiecuje miłość, która apriori nie rokuje mariażu z racji mezaliansu. Burżuazyjne mieszczaństwo, to populacja rosnąca w siłę w miarę rozwoju kapitalizmu. Jako że kapitalizm w tych czasach jest rudymentarny, Hugo wszystko powiązane z nim traktuje powierzchownie. Burżuazja to parweniuszostwo, ambiwalentna w aspekcie egotyzmu ( Jan Valjean -filantrop) i reakcji na nędzę. Filantropia Valjeana, jest hugowskim wskazem, dla tych wszystkich, którzy dokonali awansu społecznego, aby nie zapominać o humanitarnej powinności, dzielenia się z tymi, którzy doświadczają ubóstwa. Na przykładzie Thenardiera unaocznia surowe prawa kapitalizmu, w którym nie łatwo o bankructwo i zejście na niziny społeczne. Posiadanie źródła kapitału, nie jest wieczne, skok materialny zawsze może być incydentalny, i nawet ten który kiedyś żył dostatnio może doświadczyć biedy. Jest to pokaz, w tych czasach ciągłej niepewności egzystencjalnej, uwarunkowanej eksperymentowaniem prerogatyw konstytucji, niedopracowanej, wymagającej rewizji. Co więcej w tej rewizji, przeszkadza scentralizowany rojalizm, wrosły konserwatyzm, dla ochrony wygodnej i bogatej kasty. Jeżeli kapitalizm to proletariat, któremu oferuje się dostęp do pracy, ale pracy bez świadczeń socjalnych i z nadmiernym wyzyskiem. Brak świadczeń: dostępu do edukacji, opieki lekarskiej, dofinansowania… uruchamia bunt i złe nastroje, i tęsknotę za systemem republikańskim, w którym głos mieliby wszyscy i w którym tkwiła wizja innego jutra dla wszystkich bez wyjątku. Poniekąd to było powodem frustracyjnego rokoszu w 1832 roku, wprawdzie bezskutecznego ale nie daremnego, bo echo protestów doprowadziło do rewolucji lutowej w 1848 roku (Wiosna Ludów ),potem na trwale od 1870 roku proklamacji republiki, jeszcze za życia Wiktora Hugo. Akurat wtedy kiedy wszedł równolegle okres Belle Epoque z intensyfikacją kapitalizmu i przetasowania w hierarchii warstw społecznych: upadek arystokracji na rzecz burżuazji. Bulwersuje aspekt przemiany dwóch dominujących postaci Jana Valjeana i Jeana Javerta. W kreacji tych postaci dokonuje się radykalna wręcz odrealniona wewnętrzna rehabilitacja ( odkupienie często używane słowa- zbyt na wyrost) jako konsekwencja okazania ludzkiego miłosierdzia. Jan Valjean po galerach, wyniszczony i nienawistny, doznaje odruchu ludzkiego serca od biskupa Myriela, który jako jeden otwiera mu drzwi swojego domu, pobłaża kradzież, w imię altruistycznej miłości do człowieka wykluczonego. Ten akt miłości, akceptacji prowokuje do zmiany patrzenia na wszystko inaczej, zwrotnego rewanżu za okazaną łaskę. losu. Ale śmierć Valjeana jest co najmniej kontrowersyjna, wbrew przeciwstawnej opinii. Jest ciągły spór w interpretacji. Niby symboliczna, niby mistyczna, niby w aspekcie teologicznym ma wymiar przejścia do lepszego świata po spełnionej misji na ziemi. Ten fakt nagłego odejścia stawia na osobowość sprzeczną. Wszak Valjean nakreślony na osobę nieugiętą, po wyboistej przeszłości, uodpornioną na traumy życia, potrafiącą sprostać każdej sytuacji życiowej, akurat w tej, kiedy los pozbawia ją jedynej emocji- miłości, jest bezsilna. Dziełem Valjeana był związek Kozety i Mariusza, wbrew sobie, przeciw swojemu szczęściu jakby opatrzność musiała zagrać nie inaczej jak ironią. Wyrzut sumienia doprowadza go do zwierzenia prawdy przed Mariuszem i do samooceny. Argumentacja Valjeana wydaje się alogiczna na aktualne czasy. Ale wtedy fatalizm losu ludzkiego był na porządku dziennym, nędza, kary niewspółmierne, pogarda, ale i honor i uczciwość, i świadomość przynależności nieodwracalnej ( prośba o pochówek na ustroniu bez nazwiska ) do miejsca z którego się wyszło. Ale nade wszystko to zasługa romantyzmu w literaturze, który odbiegał od przedstawiania realizmu a stawiał na irracjonalizm, emocje, wzniosłe ideały jak i nihilizm. ( w polskiej literaturze mesjanizm jako rekcja na brak utratę niepodległości ).Romantyzm akurat w czasach przed darwinowskich dopuszczał mityzację spraw ludzkich, bez logicznej wykładni związków przyczynowo skutkowych oblekał wszystko w tajemnicę, w manipulację boskiej ręki. Na usprawiedliwienie jest to kreacja stypizowana romantyzmem, buntownicza, słaba w jednej emocji przypomina postać Wokulskiego. Póki co są to wszystko spekulacje, a zamysł autora wydaje się autorskim widzimisię. Podobnie jest z postacią Javerta, dla którego prawo stanowi najwyższy aksjomat i kodeks postępowania. Galernik, przestępca daruje funkcjonariuszowi życie. Javert wreszcie dostrzega aspekt łaski: litość zamiast zemsty, okazanie dobra mimo wyrządzonego zła. Stawia go w wewnętrzny konflikt, w dylemat wyboru co ważniejsze prawo czy akt miłosierdzia. Chwieje się jego tożsamość, nie jest w stanie dokonać w sobie metamorfozy, zbyt silnie zakorzeniona w nim wizja filozoficzna spostrzegania świata nie ustępuje innej racji. Aczkolwiek ten finał mało w realiach wiarygodny, ale jako literacki zabieg jest zgodny z regułami mody literackiej, prymatu serca nad rozumem. Autor był prekursorem i propagatorem romantyzmu we Francji, nurtu idącego z Anglii i Niemiec. Jego odautorska przedmowa do dramatu Cromwell to deklaracja nowego kursu w literaturze.. Zatem powieść Nędznicy nie może być gatunkiem jak tylko stricto z literackiej koniunktury - romantyzmu. Aczkolwiek znaczna część była pisana wtedy kiedy romantyzm wygasał a w przestrzenni rysował się zarys epoki zgoła innej: epoki realizmu i pozytywizmu. W czasach przesuwającej się mody, kiedy empiria i wiedza zacierały wszelkie symptomaty mijającej epoki. Jest w niej jeden niuans w kontekście charakterologii romantyzmu: wątek miłości Kozety i Mariusza. W romantyzmie miłość zazwyczaj był nacechowana tragizmem, mirażem finału. W danym przypadku jest przeciwieństwem kanonu, jest spełniona i szczęśliwa. Opisana w typowo romantyczny sposób, zaczynająca się niewinnie, szczenięco przechodzi kolejne stadia subtelnego rozwoju, aż pojawia się widmo jej utraty. Mariusz wtedy porywa się na czyny desperackie, bez wiary w sens czegokolwiek, i o mały włos a więź skończyłaby się zgodnie z regułą romantyzmu. Ale autor sprzeniewierza się regule, jakby dotknięty świeżością nowego zbliżającego się trendu, bez żadnej mistyfikacji. Wszak popierał z determinacją postęp każdego rodzaju, i kto wie czy ta postawa nie przełożyła się na literacką fikcje akurat w tym ujęciu. W kontrapunkcie miłość Eponiny do Mariusza platoniczna, bezinteresowna jest już typowym atrybutem tego nurtu. Jest nieodwzajemniana i ma wymiar tragiczny, Eponina ratuje życie Mariusza własną piersią, umierając pragnie tylko dotknięcia jego ust. O ile nie najważniejszym to ważnym w kontekście zaznaczenia dziejów historycznych w „Nędznikach’’ jest opis czerwcowego rokoszu w 1832 roku. Sukces rewolucji lipcowej w 1830 roku był niewystarczający. Wprawdzie przywrócono monarchię konstytucyjną (liberalną ),wzrosło znaczenie burżuazji z większym prawem do elekcji poprzez obniżenie cenzusu majątkowego wyborców, zdezawuowana władza królewska przeszła na parlament… ale brakowało pełni praw i konsensusu - radykalnej republiki. Według Hugo rokosz to nie wariant powstania to „słomiany zapał”, wzniecony niepełną agitacją, i skazany na fiasko. Wypływa z materializmu a nie z moralności jak powstanie. Zamysł buntu wyszedł ze środowiska inteligenckiego ( studenckiego ),najbardziej newralgicznego i mającego możliwości protestu przez wiece i demagogiczne publiczne oracje na niezadowolenie społeczne. A niezadowolenie wynikało z promocji burżuazji przez władze, a pozostawienie warstwy najbiedniejsze samej sobie. Walczono; o wolność, równość, tolerancję, wspólne prawo, równe nauczanie i o wizję przyszłości. Wizję bez głodu, wyzysku, prostytucji, bezrobocia, bez gilotyny i miecza. Idea buntu rozniosła się na Paryż, wystarczył tylko zapalny incydent. Takim był pogrzeb generała zwolennika republiki, zwarty manifestacyjny kondukt, laudacja La Fayetta. Wtedy tłum zwarł się z orężem, mimo wstępnych sukcesów bez szans. I w tym kontekście, wydarzenia w opisie są powleczone rysem romantyzmu. Kult ofiary za idee. Lider Enjolras wraz z całą kliką towarzystwa ABC : Courfeyrac, Combeferre, Jean Prouvaire, Feuilly, Bahorel, Lesgle (zwany Bossuetem),Joly, stają na barykadach z pełną świadomością oddania życia dla symboliki. Grantaire bez ostatecznego przekonania staje u boku Eljorasa podczas egzekucji solidaryzując idei. Gavroche dzieciak najbardziej niesłuszna ofiara, ale jakże mocno z racji niedojrzałości i podłego bytu wyraża sens buntu. Usprawiedliwieniem są szczytne idee, bez racjonalizmu. Przekonanie mistyczne, że cierpienie, oddana śmierć wznieci, uruchomi świat podług scenariusza, o który się zabiega. Zabieg ten powtarza się notorycznie w literaturze romantycznej ( np. Kordian Słowackiego -ofiara jednostki za naród ). Historia pokazuje jak wiele przetoczyło się podobnych precedensów, nieracjonalnych, nieprzemyślanych, dla usprawiedliwienia i zadośćuczynienia historycznie obrosłe w symbolikę i zostały zaznaczone przez pamięć, ot chociażby 82 lat wstecz. Ale wystarczy tylko pamięć, która ma w sobie moc wyzwalania następnych równorzędnych przypadków, jeżeli zajdzie taka potrzeba.
benek - awatar benek
ocenił na106 dni temu

Cytaty z książki Wielkie nadzieje

Więcej

Nie ma większego oszusta niż ten, kto oszukuje sam siebie.

Nie ma większego oszusta niż ten, kto oszukuje sam siebie.

Charles Dickens Wielkie nadzieje Zobacz więcej

Zobaczyć osobę, którą się kocha, choćby na krótko, jest już szczęściem.

Zobaczyć osobę, którą się kocha, choćby na krótko, jest już szczęściem.

Charles Dickens Wielkie nadzieje Zobacz więcej

Bóg wie, że nie należy nigdy wstydzić się własnych łez. Są one jak deszcz obmywający pył, który zalega nasze stwardniałe serca.

Bóg wie, że nie należy nigdy wstydzić się własnych łez. Są one jak deszcz obmywający pył, który zalega nasze stwardniałe serca.

Charles Dickens Wielkie nadzieje Zobacz więcej
Więcej