Zwierzęcy punkt widzenia. Inna wersja historii

Okładka książki Zwierzęcy punkt widzenia. Inna wersja historii autora Éric Baratay, 9788364134050
Okładka książki Zwierzęcy punkt widzenia. Inna wersja historii
Éric Baratay Wydawnictwo: Wydawnictwo w Podwórku historia
380 str. 6 godz. 20 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Le Point de vue animal, une autre version de l'histoire
Data wydania:
2014-10-31
Data 1. wyd. pol.:
2014-10-31
Liczba stron:
380
Czas czytania
6 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788364134050
Tłumacz:
Paulina Tarasewicz
Średnia ocen

7,7 7,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Zwierzęcy punkt widzenia. Inna wersja historii w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Zwierzęcy punkt widzenia. Inna wersja historii

Średnia ocen
7,7 / 10
43 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Zwierzęcy punkt widzenia. Inna wersja historii

avatar
536
471

Na półkach:

Rozczarowanie.
Ani to zwierzęcy punkt widzenia, ani inna wersja historii.
Styl dziwaczny - czy to jest język naukowy (?) - efekt jest taki, że pozostawia czytelnika niezaangażowanym w lekturę.

Rozczarowanie.
Ani to zwierzęcy punkt widzenia, ani inna wersja historii.
Styl dziwaczny - czy to jest język naukowy (?) - efekt jest taki, że pozostawia czytelnika niezaangażowanym w lekturę.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
5792
5730

Na półkach:

Próba rekonstrukcji wydarzeń historycznych z punktu widzenia zwierząt. Obejmuje m.in. losy koni w kopalniach i podczas I wojny światowej (a także psów w wojsku),ewolucję krów mlecznych od XVIII do XX wieku oraz udział byków w korridzie itd. Czytanie jest bolesne, choć autor jest bardzo oschły i rzeczowy to drobiazgowa analiza krzywd jest trudna do zniesienia (np. opis sekwencji zdarzeń w korridzie, ruch po ruchu, jak każda akcja człowieka przekłada się na odczucia sensoryczne zwierzęcia). Autor uzupełnia relacje historyczne (z literatury i innych pisanych źródeł) współczesnymi odkryciami i wiedzą z dziedziny biologii, etologii i zoopsychologii. Z tym że nie tylko przemoc jest obiektem zainteresowań autora, choć przeważa, to ukazane też są inne relacje - choćby współczesne traktowanie psów jak dzieci, co co prawda nie jest naznaczone przemocą, ale czasami skutkuje zupełnym ubezwłasnowolnieniom, nudą, stereotypią wynikającą z braku realizacji potrzeb zwierzęcia. Pokazuje to jak układanie relacji jest trudną sprawą, bo tak naprawdę pozostając w nich zawsze będziemy wpływać na siebie nawzajem. Książka jest trudna, fragmentami drastyczna, specyficzna, ważna.

Próba rekonstrukcji wydarzeń historycznych z punktu widzenia zwierząt. Obejmuje m.in. losy koni w kopalniach i podczas I wojny światowej (a także psów w wojsku),ewolucję krów mlecznych od XVIII do XX wieku oraz udział byków w korridzie itd. Czytanie jest bolesne, choć autor jest bardzo oschły i rzeczowy to drobiazgowa analiza krzywd jest trudna do zniesienia (np. opis...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1846
637

Na półkach: ,

Wiele osób zna opowiadanie Gustawa Morcinka „Łysek z pokładu Idy”, kiedy zapoznawałem się z dramatycznym losem Łyska, nie miałem świadomości, że w chwili kiedy opowiadanie czytałem, było ono swego rodzaju opowiadaniem-reportażem. Za sprawą książki „Zwierzęcy punkt widzenia” - Érica Baratay’a, dowiedziałem się, że sytuacja taka miała miejsce jeszcze w latach 70tych ubiegłego wieku. Autor skupiający się głównie na dramatycznych losach zwierząt we Francji, nie wspomina o terenach zapóźnionych technologicznie, sytuacja tam mogła być zdecydowanie gorsza. Dawno nie czytałem książki, która w sposób, która w tak wnikliwy sposób przedstawia rozwój cywilizacji z punktu widzenia zwierząt, głównie tych najbliżej związanych z człowiekiem tj. koń, krowa i pies. Opisy traktowania zwierząt jako przedmioty, nieczujące są wręcz przerażające. Nawiązując do wspomnianego na wstępie Łyska, jak opuszczano konia do kopalń, a następnie jego katorżnicza praca powodowała, że momentami przerywałem lekturę. Podobnie sytuacja dotyczyła krów i ich traktowania, a także psów. Jednak po opisie corridy zastanawiam się, jak mogło to wydarzenie fascynować Hemingwaya? Okazuje się, że bykowi przycina się rogi, aby torreadorowi nic się nie stała, a spokojne roślinożerne zwierzę przedstawia się w postaci bestii. Przypomniała mi się scena opisywana z walk gladiatorów, kiedy wymordowano słonie, a publiczność milczała i nie wiwatowała.
Książka w ostatnich rozdziałach, mówi o empatii i zmieniających się postawach wobec zwierząt, choć w większości głównymi beneficjentami są domowe psy i koty — choć nie jest to reguła.
Książkę uważam za bardzo wartościową i skłaniającą do refleksji ile to zawdzięczamy zwierzętom, a jak je traktujemy. Polecam

Wiele osób zna opowiadanie Gustawa Morcinka „Łysek z pokładu Idy”, kiedy zapoznawałem się z dramatycznym losem Łyska, nie miałem świadomości, że w chwili kiedy opowiadanie czytałem, było ono swego rodzaju opowiadaniem-reportażem. Za sprawą książki „Zwierzęcy punkt widzenia” - Érica Baratay’a, dowiedziałem się, że sytuacja taka miała miejsce jeszcze w latach 70tych ubiegłego...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

447 użytkowników ma tytuł Zwierzęcy punkt widzenia. Inna wersja historii na półkach głównych
  • 374
  • 64
  • 9
45 użytkowników ma tytuł Zwierzęcy punkt widzenia. Inna wersja historii na półkach dodatkowych
  • 29
  • 5
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Zwierzęcy punkt widzenia. Inna wersja historii

Inne książki autora

Éric Baratay
Éric Baratay
Francuski historyk i eseista, profesor historii najnowszej na Uniwersytecie w Lyonie, specjalizuje się w badaniach nad historią zwierząt i ich relacji z ludźmi.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Ku filozofii fotografii Vilém Flusser
Ku filozofii fotografii
Vilém Flusser
fragmenty namysłu filozoficznego nad techniczną, estetyczną, antropologiczną i polityczno-społeczną naturą fotografii i aparatów - nie tylko fotograficznych... znaczenia, percepcja, recepcja, operatywność, interakcje, krążenie fotografii w sferze życia i aktywności ludzkiej... aspekty umasowienia, degradacji estetycznej, utowarowneia podmiotu, przedmiotu i procesu fotograficznego... krytyka kapitalizmu aparatów i jego wytworów... *** Mimo wielu bardzo ciemnych akcentówjego myśli zawsze chciał traktować człowieka, ów "supeł z wielu nici", jak mawiał, w kontekście możliwości dialogu z innymi ludźmi. Od najczęściej pesymistycznej wizji człowieka ponowoczesnego, jaka wyłania się z wielu diagnoz filozoficznych naszych czasów, zdecydowanie odróżnia go nadzieja przezwyciężająca strach; w pracy filozoficznej chodzi zatem nie tylko o zrozumienie i opis sytuacji, ale także o rodzaj terapeutycznego działania, czasem zresztą przybierającego nieco utopijne kształty. Ale wynikało to także z faktu, że swoje filozofowanie Flusser traktował, po pierwsze, jako "rodzaj pisarstwa", by użyć określenia Richarda Rorty'ego odnoszącego się do Jacques'a Derridy, po drugie, jako specyficzny rodzaj aktywności artystycznej. Podstawą takiego myślenia było przekonanie, że obecnie należy dążyć do przekroczenia podziału na działalność naukową i artystyczną. W wymiarze praktycznym temu miały służyć jego, a właściwie jego przyjaciela Freda Foresta, eksperymenty z wykorzystaniem kamery wideo przypominające nieco antropologiczne bioi socjodokumenty Sola Wortha pracującego niegdyś z Indianami Nawaho, w wymiarze teoretycznym zaś wyrazem takiego myślenia był jego tekst o "geście wideo" stawiający tezę, że w odróżnieniu od filmu, który genealogia (fresk – malarstwo – fotografia) predestynuje do roli narzędzia artystycznego (reprezentującego),wideo, wywodzące się z linii: powierzchnia wody – szkło powiększające – mikroskop – teleskop, jest narzędziem epistemologicznym, służącym poznaniu, spekulacji, prezentacji. Zakres filozoficznych, i nie tylko, zainteresowań czeskiego myśliciela był bardzo szeroki: językoznawstwo, literatura, sztuka, teoria i filozofia komunikacji ("komunikologia"),pismo, wideo, telewizja, design, teoria informacji i last but not least fotografia. Zwłaszcza w ostatnich latach życia zainteresowania filozofa ogniskowały się wokół zagadnień "kryzysu linearności" będącego konsekwencją wchodzenia w czas "po-Słow(i)a", by użyć określenia George'a Steinera, co następuje wraz z rozwojem mediów elektronicznych i dominacją kodów liczbowych, powszechną digitalizacją nie tylko w sensie, jaki narzuca rewolucja cyfrowa, ale i generalnego zastępowania pisma i liter przez algorytmy i cyfry. Proces ten Flusser przedstawia w syntetyczny sposób w błyskotliwym eseju Społe czeństwo alfanumeryczne, którego konkluzję warto zacytować: "Podsumujmy: od wynalezienia alfabetu rozpoczęła się historia we właściwym sensie tego słowa, a wraz z nią społeczeństwo, które jest nośnikiem kultury zachodniej. Początkowo pisanie i czytanie liter stanowiło przywilej panującej mniejszości, potem stawało się coraz powszechniejsze. Ci, którzy potrafią pisać i czytać, posiadają świadomość historyczną. Alfabet nigdy jednak nie był czystym kodem, zawsze zawierał ideogramy na oznaczenie ilości (liczb). Tym samym ludzie umiejący pisać i czytać mają świadomość nie tylko historyczną, lecz również matematyczną - dlatego należy mówić o społeczeństwie alfanumerycznym. Począwszy od renesansu, myślenie matematyczne wyemancypowuje się z myślenia historycznego, liczby opuszczają kod alfanumeryczny, by usamodzielnić się, tworząc nowe kody. Powstaje nowa elita, która myśli w kategoriach matematyczno-formalnych, a myślenie historyczne pozostawia zaznajomionym już z alfabetem masom. Ta elita projektuje modele, wedle których masy się orientują, choć nie potrafią ich rozszyfrować. W tym sensie należałoby teraz mówić o społeczeństwie już nie alfanumerycznym, ale tylko numerycznym." *** - aparat: narzędzie naśladujące myślenie. - automat: aparat, który musi być posłuszny przypadkowo rozgrywającemu się programowi. - entropia: tendencja do coraz bardziej prawdopodobnych stanów. - fotograf: człowiek, który stara się wprowadzić do obrazu informacje nieprzewidziane w programie aparatu fotograficznego. - fotografia: wytwarzany i dystrybuowany przez aparat obraz o charakterze ulotki. - funkcjonariusz: człowiek, który prowadzi grę z aparatem lub stanowi jego funkcję. - gra: czynność będąca celem samym w sobie. - historia: linearnie postępujące przekładanie przedstawień na pojęcia. - idolatria: niezdolność do wyczytania przedstawień z elementów obrazu mimo zdolności do odczytania tych elementów, stąd: kult obrazów. - imaginacja: specyficzna zdolność do wytwarzania obrazów i ich odszyfrowywania. - informacja: nieprawdopodobna kombinacja elementów, - informowanie: 1. tworzenie nieprawdopodobnych kombinacji elementów; 2. wdrukowywanie ich w przedmioty. - kod: uporządkowany według reguł system znaków, - konceptualizacja: specyficzna zdolność do wytwarzania i odszyfrowywania tekstów. - litera: zapisany znak. - magia: forma bytowa odpowiadająca wiecznemu powrotowi tego samego. - maszyna: narzędzie, które na podstawie teorii naukowych naśladuje ludzkie ciało. - narzędzie: naśladowanie narządu cielesnego służące pracy. - obraz: znacząca powierzchnia, na której elementy obrazowe odnoszą się magicznie do siebie nawzajem. - obraz techniczny: obraz wytwarzany przez aparaty, odszyfrowanie: ukazanie znaczenia symbolu, - pamięć: magazyn informacji. - pojęcie: konstytutywny element tekstu, - posthistoria: retranslacja pojęć w wyobrażenia, - praca: czynność wytwarzająca i formująca przedmioty, program: gra kombinacyjna z jasnymi i wyraźnymi elementami. - przedmiot: rzecz stojąca naprzeciw nas. - przedmiot kulturowy: przedmiot uformowany, - przedstawienie: konstytutywny element obrazu, - redundancja: powtarzanie informacji; stąd: prawdopodobne. - rytuał: zachowanie odpowiadające magicznej formie bytu. - rzeczywistość: coś, na co natrafiamy na naszej drodze ku śmierci; dlatego: coś, co nas interesuje. - sektor pierwszy i drugi: obszary działalności, w których przedmioty są wytwarzane i formowane. - sektor trzeci: zakres działalności, w którym wytwarzane są informacje. - społeczeństwo przemysłowe: społeczeństwo, w którym większość ludzi pracuje przy maszynach. - społeczeństwo poprzemysłowe: społeczeństwo, w którym większość ludzi pracuje w sektorze trzecim. - stan rzeczy: scena, na której znaczenie mają stosunki między rzeczami, a nie same rzeczy. - symbol: świadomie lub nieświadomie uzgodniony znak, symptom: znak spowodowany przez swe znaczenie, - tekst: ciągi znaków pisma. - tekstolatria: niezdolność do wyczytania pojęć ze znaków pisma jakiegoś tekstu mimo umiejętności czytania tych znaków; stąd: kult tekstów. - translacja: przechodzenie od jednego kodu do innego; stąd: przeskakiwanie z jednego uniwersum w drugie. - uniwersum: 1. ogół kombinacji danego kodu; 2. ogół znaczeń danego kodu. - wartościowe: coś, co jest takie, jakie być powinno, - wytwarzanie: przenoszenie rzeczy z przyrody do kultury. - zabawka: przedmiot służący grze. - znaczenie: cel znaków. - znak: zjawisko oznaczające inne zjawisko.
MrOrinow - awatar MrOrinow
ocenił na81 dzień temu
Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało? Pierre Bayard
Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało?
Pierre Bayard
Wbrew nieco prowokacyjnemu tytułowi książka Pierra Bayarda, będąca w istocie świetnie skrojonym poradnikiem dla czytelniczych maniaków, nie odstrasza od sięgnięcia po książki. Wywołuje efekt przeciwny i to nie tylko przez żartobliwy, nieco sarkastyczny ton autora, który przemawia z ironią w głosie, ale także poprzez sięgnięcie do zasobów Wielkiej Literatury, która sama w sobie jest najlepszym magnesem przyciągającym (jeszcze) niezdecydowanych do oddania się czytelniczej pasji. Wszystko zaczyna się od sporządzenia przez Bayarda klasyfikacji książek, które nie były przez niego czytane lub takich, które kiedyś miał w dłoniach, ale których – powiedzmy to szczerze – nie przeczytał lub zdążył zapomnieć. W ten sposób rozbija w perzynę mit, że nawet „profesory i doktory”, a zwłaszcza literaturoznawcy i psychoanalitycy, do których autor się zalicza, nie czytają wszystkiego, co zdawałoby się, że powinni byli przeczytać. Doradza nam, dyletantom (proszę wziąć to w gruby nawias),w jaki sposób można mówić o książkach, których mieliśmy (nie)przyjemność (nie)przeczytać, jak perorować o nich tak, by wydawałoby się, że znamy je na wylot, jak zaimponować w przyjacielsko-czytelniczym świecie i, koniec końców, brylować. Oczywiście, że to żart, ale ujęty tak powabnie, że ma się ochotę do Bayarda wrócić i przynajmniej książeczkę jego autorstwa przekartkować raz jeszcze. A jeśli Was to jeszcze nie przekonało, niech przemówią nazwiska i tytuły: Oskar Wilde, Robert Musil, Paul Valéry i Marcel Proust, Umberto Eco (i kultowe „Imię róży”),„Próby” Michela de Montaigne’a, Graham Green, Shakespeare (i „Hamlet”, nie wiem, czy słyszeliście o tym…) i gdzieś tam jeszcze Louis-Ferdinand Céline, David Lodge, Honore de Balzac i Sōseki Natsume („Jestem kotem” – KN*). A na deser i dla zaskoczenia: „Dzień świstaka”. Oj, schodzi czytelnicze napięcie, ta potrzeba sięgnięcia po najwięcej, poznania kolejnej autorki bądź autora, następnej książkowej pozycji, „odhaczenia” powieści, którą każdy powinien przynajmniej raz przeczytać itp. Orzeźwiające i otrzeźwiające. Pod płaszczykiem humoru i ironii Bayard woła o opamiętanie się w pędzie wyzwań czytelniczych. Wybierajmy lektury mądrze i cieszmy się nimi, czego sobie i Wam życzę. *KN-książka, której nie znam (jedna z kategorii kategoryzacji książek wprowadzonej przez Bayarda na potrzeby niniejszej publikacji 😉) Przekład Magdaleny Kowalskiej, okładka Ewy Majewskiej
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na76 miesięcy temu
Nie dla zysku. Dlaczego demokracja potrzebuje humanistów Martha Nussbaum
Nie dla zysku. Dlaczego demokracja potrzebuje humanistów
Martha Nussbaum
Martha Nussbaum stawia tezę, że demokracja znajduje się w stanie kryzysu edukacyjnego. Polega on na tym, iż systemy edukacyjne na całym świecie, w społeczeństwach demokratycznych, coraz bardziej przesuwają swój środek ciężkości w kierunku umiejętności technicznych i zawodowych, użytkowych, kosztem humanistyki, sztuki, literatury, krytycznego myślenia, empatii. Niebezpieczeństwo takiego nastawienia polega na tym, że o ile ważne są zdolności techniczne i naukowe, o tyle są one niewystarczające, jeżeli celem edukacji ma być nie tylko przygotowanie do pracy i generowania zysku, ale przygotowanie pełnoprawnych obywateli, zdolnych do uczestnictwa w życiu demokratycznym, do krytycznej oceny tradycji, do empatii wobec innych ludzi, i do działania w interesie wspólnym. Nussbaum rozkłada swój argument w kilku liniach. Po pierwsze, diagnozuje kryzys. Opisuje, jak kursy humanistyczne i artystyczne są stopniowo eliminowane lub marginalizowane na wszystkich poziomach edukacji. Chodzi nie tylko o cięcia budżetowe, ale przesunięcie priorytetów — edukacja ma służyć ekonomii, a nie obywatelstwu. Po drugie, wskazuje zasadnicze cele edukacji demokratycznej, podkreślając, że edukacja w humanistyce rozwija specyficzne zdolności: krytyczne myślenie, zdolność do dialogu, wyobraźnię narracyjną, empatię, tolerancję, szacunek dla różnic — cechy niezbędne dla obywateli świadomych swoich praw i obowiązków, a także dla zdolności spojrzenia poza własną społeczność i własne przekonania. Po trzecie, przedstawia argumentację przeciwników humanistyki (argument ekonomiczny vs demokratyczny). Humanistyka bywa traktowana jako „zbędny dodatek”, luksus i zbytek, który należy odrzucić w imię tego, co praktyczne i dochodowe. Nussbaum wskazuje jednak, że taki wybór może okazać się krótkowzroczny: społeczeństwo skoncentrowane na użyteczności – o ile technicznie sprawne – może tracić zdolność do krytyki, refleksji moralnej. W czwartym rzędzie autorka sięga do przykładów historycznych i międzynarodowych, głównie doświadczeń Stanów Zjednoczonych oraz Indii, w tym do reform edukacyjnych, do tradycji myślicieli takich, jak Dewey czy Tagore; pokazuje jak w różnych kontekstach humanistyka była i jest zagrożona, jakie mają miejsce zmiany w polityce edukacyjnej i jakie są ich potencjalne konsekwencje. Po piąte, omawia emocje moralne właściwe dla rozwoju charakteru obywatelskiego. Szczególnie akcentuje rolę emocji moralnych w kształtowaniu postaw obywatela państwa demokratycznego. Kładzie nacisk na to, że edukacja humanistyczna pomaga rozwijać zdolność widzenia drugiego człowieka jako osoby – nie tylko jako środka do celu, czy funkcji do wykonania. Ostatnim aspektem, zwieńczającym całość rozważań i swoistym manifestem, jest wezwanie do aktywnej obrony humanistyki: do zmian politycznych, społecznych, edukacyjnych. Nussbaum wykazuje, że możliwe są konkretne działania, że istnieje nadzieja, jeśli tylko podniesie się świadomość społeczna. Mocnymi stronami książki jest jasność i siła argumentów, klarowność przykładów, analogii historycznych i porównań międzynarodowych. Zaletą jest zasięg globalny analizy (USA, Indie, Europia),która pozwala na lepsze zrozumienie, że problem humanistyki nie ma charakteru lokalnego ani marginalnego. Bezcenna jest wrażliwość etyczna: Nussbaum zwraca uwagę na wartość ludzkiej jednostki, której nie wolno sprowadzać do użyteczności ekonomicznej. Niestety takie spojrzenie często bywa gubione w debatach edukacyjnych, które skupiają się na "zwrocie z inwestycji", konkurencyjności, współczynnikach zatrudnienia, z pominięciem perspektywy moralnej i obywatelskiej. Niewątpliwą zaletą jest także wezwanie do refleksji decydentów politycznych (a nie tylko akademików czy humanistów) - czyli tych, którzy decydują o finansowaniu edukacji, o priorytetach narodowych, a zatem mają realny wpływ na kondycję demokracji. Jako zarzut podnoszona bywa kwestia braku empirii w pewnych kwestiach. No cóż – książka jest manifestem, argumentem filozoficzno-etycznym i kulturowym, a nie badaniem ilościowym. I jako taka mi się szalenie podoba - przekonują mnie przykłady, studia przypadków, historia myśli i jakoś nie cierpię z powodu braku danych statystycznych. Poważniejszym zarzutem jest natomiast pewna idealizacja humanistyki. Tymczasem nie jest to panaceum: empatia, wyobraźnia narracyjna, moralność – wszystko to ma wielką wartość, ale sztuki wyzwolone same w sobie mogą okazać się instytucjonalnie uprzywilejowane, elitarne, a treści humanistyczne nie gwarantują demokratycznych postaw. Empatia — choć ważna — może być selektywna, a tradycja, wspólnota, tożsamość lokalna także mają znaczenie, podczas gdy ekskluzywne odrzucenie pewnych kultur czy tradycji może osłabiać spójność społeczną. Nussbaum często stawia też w opozycji ekonomię względem humanistyki/demokracji, co oczywiście jest wygodne pod względem retorycznym, ale może być zbytnim uproszczeniem w pewnych kontekstach. W praktyce często konieczne jest łączenie praktycznych umiejętności z humanistycznym wychowaniem, a decyzje edukacyjne bywają kompromisami. W praktyce trzeba jakoś pogodzić potrzeby gospodarki i potrzeby demokracji, zwłaszcza w systemach o ograniczonych zasobach. To prowadzi do kolejnego zarzutu, dotyczącego różnic między krajami / kulturami. Doświadczenia USA czy Indii nie są automatycznie przenoszalne do innych kontekstów (np. kraje o innej tradycji edukacyjnej, innych uwarunkowaniach politycznych czy kulturowych). Kontekst lokalny, finansowanie edukacji, struktura szkolnictwa, kultura obywatelska — to wszystko wpływa na to, na ile humanistyka może być traktowana jako priorytet. Niewątpliwie książka ta stanowi mocne ostrzeżenie przed ryzykiem, jakie niesie za sobą redukcjonizm edukacyjny nastawiony tylko na użyteczność ekonomiczną. W tym duchu może inspirować reformy edukacyjne, politykę publiczną, dyskusję społeczną, zwłaszcza w czasach, gdy globalizacja, konkurencja gospodarcza i neoliberalne podejście do edukacji, domagają się coraz wyraźniejszych priorytetów.
Telksinoe - awatar Telksinoe
ocenił na76 miesięcy temu
Społeczeństwo spektaklu oraz rozważania o społeczeństwie spektaklu Guy Debord
Społeczeństwo spektaklu oraz rozważania o społeczeństwie spektaklu
Guy Debord
Społeczeństwo spektaklu i Rozważania o społeczeństwie spektaklu to już klasyk marksistowskiej literatury i anty konsumpcjonizmu. Tytułowy zwrot stał się częścią słownika wszelkiej maści publicystów, z prawa i z lewa. Po przeczytaniu lektury, ciężko jednak nie odczuć że większość użyć słownikowych nie ma żadnego odniesienia do oryginału i reprodukuje dominujący porządek - coś czego autor był świadomy już w latach 80 w Rozważaniach. Istne samospełniające się proroctwo. Jako książka zarówno Społeczeństwo, jak i Rozważania są zbiorem wręcz aforystycznych tez. Odbiorze pomaga fakt, że autor potrafi ubrać skomplikowane w "stosunkowo" łatwy język. Mimo potencjalnie odstraszającej radykalności, nie da się nie zgodzić przynajmniej w części kwestii z autorem. Ta bezkompromisowość jest literacką formą autentyczności w czasach nie-autentycznych. Ciągłe kryzysy (które w Rozważaniach początki diagnozował Debord),redukcja podmiotowości do konsumpcji, komercjalizacja pozostałości naszych marzeń. Debord po prostu jest autorem na nasze czasy. Wnioski francuza są depresyjne, negujące jakąkolwiek możliwość zmiany obowiązującego modelu społecznej reprodukcji porządku. W tym sensie ciężko się to po prostu czyta i nie ukrywam, nie najlepiej się czułem po odłożeniu książki. Jednak moje odczucia nie powinny negować faktu, że mowa jest o genialnym myślicielu i jego lektura nie była czasem straconym dla mnie (tym bardziej że alternatywą była siedmiogodzinna jazda pociągiem, spędzona na prawie zobowiązaniowym, heh). Debord powinno się czytać. Jeżeli nie w celu konceptualizacji nowych alternatyw, to chociaż żeby zrozumieć wymiernie swoje zniewolenie i nie pozostawać ślepym na oczywiste.
Adrian Czapka - awatar Adrian Czapka
oceniła na83 lata temu
Światło obrazu. Uwagi o fotografii Roland Barthes
Światło obrazu. Uwagi o fotografii
Roland Barthes
studium - to, co w zdjęciu jest kulturowe, ogólne, „dla wszystkich”: temat, kompozycja, kontekst historyczny... --vs-- punctum — element, który „kłuje”, porusza indywidualnie, wywołuje emocję, często niezamierzony przez fotografa... *** "Fotografia pokazuje to, co godne uwagi, ale wkrótce, na zasadzie znanego odwrócenia, dekretuje, że godne uwagi jest to, co ona fotografuje." *** "Innym sposobem ugrzecznienia Fotografii jest spojrzenie na nią przez to, co ogólne, co stadne, sprowadzenie jej do banału, tak, żeby nie było już naprzeciw niej żadnego obrazu, wobec którego mogłaby zaznaczyć swą odrębność i szczególność, swój status skandalu i szaleństwa. To właśnie dzieje się w naszym społeczeństwie, gdzie Fotografia miażdży tyranicznie inne obrazy: nie ma więc już sztychów, malarstwa figuratywnego, poza zafascynowanymi (i pragnącymi fascynować) przez poddanie się fotograficznemu modelowi." *** "A jednak, jak mi się zdaje, to nie za pośrednictwem Malarstwa Fotografia styka się ze sztuką, ale poprzez Teatr. U narodzin zdjęcia umieszcza się zawsze Niepce'a i Daguerre'a (jeśli nawet przyjąć, że ten drugi trochę uzurpował sobie miejsce pierwszego). Otóż Daguerre, gdy zawładnął wynalazkiem Niepce'a, otworzył na placu du Château (przy République) teatr panoram, ożywionych za pomocą ruchu i gry świateł. W sumie więc camera obscura dała jednocześnie obraz z perspektywą, Fotografię i Dioramę; wszystkie trzy należą do sztuki scenicznej. Ale jeśli Zdjęcie zdaje mi się bliższe Teatru, to ze względu na szczególnego pośrednika (być może tylko ja to zauważyłem): Śmierć. Znamy pierwotny związek teatru i kultu Zmarłych: pierwsi aktorzy odróżniali się od zbiorowości, grając role Zmarłych. Ucharakteryzować się, pomalować znaczyło określić się jako ciało jednocześnie żywe i martwe. To właśnie oznacza pomalowany na biało tors ludzki teatru totemicznego, człowiek z pomalowaną twarzą w teatrze chińskim, makijaż sporządzany z papki ryżowej w indyjskim Katha Kali, maska japońskiego teatru No. I ten sam związek odnajduję w Zdjęciu. Zdjęcie, tak podobne, że usiłuje się je ożywić (zaciekłość, aby "uczynić żywym", może być tylko zaprzeczeniem mitycznym przerażenia śmiercią) - jest jak teatr pierwotny, jak Żywy Obraz, uosobieniem nieruchomej i pomalowanej twarzy, pod jaką kryją się dla nas umarli."
MrOrinow - awatar MrOrinow
ocenił na81 miesiąc temu
Pupilla Katarzyna Przyłuska-Urbanowicz
Pupilla
Katarzyna Przyłuska-Urbanowicz
Mam mieszane uczucia po lekturze książki pt. Pupilla. Jej podtytuł brzmi Metamorfozy figury drapieżnej dziewczynki w wyobraźni symbolicznej XX wieku. Tematyka jest kontrowersyjna, ale mimo to książka dostała nominację do nagrody Nike w 2015 roku. To w pewien sposób sygnał na istniejącą wolność słowa, choć książka była krytykowana. Katarzyna Przyłuska-Urbanowicz na czynniki pierwsze rozkłada kilka charakterystycznych postaci nimfetek obecnych w kulturze. Na paru najważniejszych przykładach próbuje rozwiać tajemnice siły tych „stworzeń”. Omawia m.in. kreacje Lulu Franka Wedekinda, obrazy Balthusa oraz dzieło Nabokova – Lolitę. 🐍 Siła nimfetki Najciekawszy był tekst o Lolicie. Autorka wyjaśnia, że przyczyny uczucia do nimfetki leżały w dzieciństwie narratora i niespełnionej miłości z dzieciństwa, a skoro to z dzieciństwa, to jest niewinne i OK. Nie bardzo mnie jednak przekonuje taka narracja, choć Lolitę Nabokova dawno temu czytałam i wtedy nawet mi się podobała. Przyłuska-Urbanowicz rozbija postać Lolity na części pierwsze, jako dziewczynki przebiegłej, okrutnej i bezwzględnej, która wykorzystuje swoją władzę nad mężczyzną. Może i tak, ale gdyby spłycić tę historię, można by powiedzieć, że od tego się jest dorosłym, żeby umieć trzymać swoje żądze pod kontrolą, niezależnie od wszystkiego, a dziecko, to zawsze dziecko. Ale jak wiemy, życie jest trochę bardziej skomplikowane. 🐍 Larwa samicy Autorka na początku zadaje ciekawe pytanie: w czym tkwi siła małych lolitek, larw samic, przed przepoczwarzeniem się w wersję dorosłą. Czy w ich niewinności? One jeszcze nie wiedzą, że ludzie są źli i nie trzymają swoich popędów na wodzy. Ci źli ludzie mogą je skrzywdzić. Z drugiej strony dzieci to mali ludzie, którzy jeszcze nie wiedzą jak się zachowywać oraz nie interesują ich konsekwencje swoich działań. Bywają okrutne i bezwzględne w dążeniu do swoich celów. Tak jak postacie drapieżnych “pupill”. Przy okazji są tu rozważania o sytuacji społecznej dzieci pod koniec XIX wieku. Sprzedaż dzieci i ich prostytuacja były realnymi, powszechnie dyskutowanymi problemami. Dopiero pod koniec XIX wieku podniesiono granicę pełnoletności z 13 do 16 lat. 🐍 Dziewczynka – pupilla – symbol Czytając te czasami nie do końca zrozumiałe wyjaśnienia motywu dziewczynki, jako symbolu przeróżnych zjawisk, np. konsumpcjonizmu (ekonomia pożądania),przedmiotowości a zarazem podmiotowości, zła i jednocześnie niewinności, trudno mi było nie pomyśleć, że to górnolotne wyjaśnienia w celu wytłumaczenia facetów, którzy pisali książki, bo próbowali dać ujście swoim pedofilskim żądzom. Choć z dwojga złego, lepiej tak, niż w realnych czynach. Być może zbytnio upraszczam. A z drugiej strony niepokoi mnie możliwość przyjęcia rozerotyzowanych obrazów, czy książek jako sztuki, i choćby minimalnego przyzwolenia na seksualizację dzieci. Z jeszcze innej strony myślę, że ograniczanie sztuki wchodzi w zakres wolności słowa. Jej przeciwieństwem jest tabuizacja pewnych tematów i ucinanie dyskusji o nich, które moim zdaniem może przynieść więcej złego, niż dobrego. A Przyłuska-Urbanowicz dyskutuje na wysokim poziomie, choć w kilku miejscach zastanawiają mnie jej słowa. Najbardziej gdy autorka pisze na temat obrazu “Lekcja gry na gitarze” Balthusa i twierdzi, że homoerotyczny charakter sceny wyklucza przemocowość sceny. Ekhm, no nie. 🐍 Dogłębna interpretacja Kontrowersyjność tematu nie zmienia faktu, że Przyłuska-Urbanowicz ma potężną wiedzę. Odsłania całe mnóstwo dyskretnych analogii, sugestie skojarzeń nazw, języka, wymowy, brzmienia, optyki i wielu innych. Czasami odnosi się też do innych kultur, np. japońskiego kawaii. Przytacza również postać artystki Sally Mann, która zasłynęła z pokazywania bardzo charakterystycznych zdjęć swoich dzieci. Jedna z jej fotografii zdobi okładkę tej książki. Dziewczynka z cukierkowym papierosem (“Candy cigarette”) dobrze wizualizuje, o czym przeczytamy w książce. Wydaje się jakby Przyłuska-Urbanowicz chciała pomiędzy słowami powiedzieć, że znaczenia nadaje obserwujący. A wzrok artystów był niewinny, przedstawiający niewinne istoty nieświadome jeszcze tego, że ktoś na nie patrzy. W ogóle motyw optyki jest bardzo szeroko omówiony. Ciekawe są wyjaśnienia dotyczące wzroku i patrzenia, jako czynności, dzięki której można posiadać coś lub kogoś, ale też bywa pułapką dla patrzącego. Forma książki pt. Pupilla trochę mi się skojarzyła z omawianiem znaczenia wierszy i prozy na języku polskim w liceum. Tylko Przyłuska-Urbanowicz serwuje nam omówienie o wiele bardziej dogłębne i szczegółowe. Jej książka niewątpliwie poszerza horyzonty, ale zostawia też niepokój, dysonans poznawczy. Raczej nie ze względu na to, co pisze, ale na temat rozważań, który wywołuje bardzo wiele różnych emocji i stawia wiele pytań. Na pewno nie jest to książka dla każdego.
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na73 lata temu
Wyklęty lud ziemi Frantz Fanon
Wyklęty lud ziemi
Frantz Fanon
Frantz Fanon - "ideolog dekolonizacji, działacz, uczestnik walki o wyzwolenie Algierii". Żył trzydzieści sześć lat. Wnuk czarnego niewolnika, urodził się w licznej rodzinie w port de France na Martynice Francuskiej w roku 1925. Potem francuska szkoła i studia medyczne w Lyonie (…) specjalizacja w dziedzinie psychiatrii". Ocena książeczki pana Fanona wymaga szerokich horyzontów myślenia, gdyż autor był pod wpływem marksistowskiej ideologii, która przy czytaniu "Wyklętego..." jest mocno widoczna. Należy jednak mieć na uwadze o czym ona jest i kim był sam autor, aby nie przekreślać z góry treści. Fanon skupia się nie tylko na relacjach między czarnymi a białymi, na samym rasizmie jako takim, ale "na problematyce wyzwalania się ludzi i ludów z wszechdominacji kolonialnej". Fascynująca, niezwykle przenikliwa analiza kolonializmu i stosunku byłych ciemiężców czarnej ludności, ale też liczne porady i sugestie wobec rządzących i zwykłych obywateli w byłych koloniach, aby odbudowując swoje kraje nie zniszczyć swoich współbraci. Fanon walczył w wojnie o niepodległość Algierii, porzucając swój rodzinny kraj, za który uznawał Francję, która dała mu dom i wykształcenie, nie mogąc pogodzić się z brakiem pomocy białych kolonizatorów wobec swoich ciemnoskórych współtowarzyszy, przekonał się czym jest naród, wolność i ile dla niego znaczą te pojęcia. Pracując jako lekarz psychiatra, sam będąc czarnym skolonizowanym, przekonał się kim są wyzyskiwacze ciemnoskórej ludności. "Miał do czynienia z obserwowaniem i uczestniczeniem w leczeniu osób, które doznały na własnej skórze dramatu związanego z działalnością kolonizatorów, również katów". Książkę czyta się szybko, ale z ogromnym przerażeniem i niedowierzaniem. Można nie do końca zgadzać się z przyjętą tezą autora, że tylko krwawą walką, wszczynając zbrojną rewolucję, można uzyskać oczekiwaną wolność i wyzwolenie się spod jarzma białego człowieka, natomiast wiele prawd i dogłębnych, wartościowych rozważań warto sobie przemyśleć. Książka napisana w ciągu kilku tygodni 1961 roku przed śmiercią na białaczkę autora. My tak naprawdę nie zdajemy sobie sprawy, co i w jaki przebiegły, bezwzględny i wyrachowany sposób biały człowiek zrobił czarnemu, a obraz konsekwencji tego mamy chociażby dzisiaj na ulicach europejskich miast... Gorąco polecam
kasiaman55 - awatar kasiaman55
ocenił na81 rok temu
Kobiety, komunizm i industrializacja w powojennej Polsce Małgorzata Fidelis
Kobiety, komunizm i industrializacja w powojennej Polsce
Małgorzata Fidelis
Bardzo wartościowa książka, napisana przejrzyście i przystępnie. Mieszkam w okolicy Śląska i często w dyskusjach na temat feminizmu przywoływany jest odwieczny argument "a te feministki to chcą równouprawnienia, ale do kopalni na dół by nie zjechały." Otóż właśnie zjechałyby, gdyby im było wolno. Zakaz pracy "na dole" dla kobiet został w Polsce wprowadzony w 1924 i z wyjątkiem kilku lat w dobie planu sześcioletniego (dokładnie między 1951 a 1957),obowiązywał aż do 2008, kiedy ktoś wreszcie zrozumiał, że zakazywanie jakiejkolwiek pracy, a już na pewno tak dobrze płatnej i prestiżowej, jaką była praca górnika, to jawna dyskryminacja. Dopiero osiem lat temu! W latach 50tych pod ziemią pracowało blisko tysiąc kobiet, które chwaliły sobie tę pracę, ponieważ była paradoksalnie lżejsza (i zdecydowanie bardziej intratna) niż ciężka praca np. w sortowni. W trakcie postalinowskiej odwilży wszystkie zostały zwolnione lub przeniesione na inne stanowiska, a o ich istnieniu zapomniano - do tego stopnia, że na początku XXI wieku, kiedy autorka przeprowadzała z nimi wywiady, o ich krótkiej przygodzie "pod ziemią" nierzadko wiedziała tylko najbliższa rodzina. Nic dziwnego, że teraz Ślązacy i Ślązaczki do krytyki feminizmu używają nieprawdziwego argumentu, który jednakże zamyka wszystkim usta, ponieważ nikt nie wie, ani nie pamięta, jaka była prawda. Chociażby za te informacje, ale również za wiele ciekawych wniosków na temat podłoża polskiej niechęci do kobiecej emancypacji, warto sięgnąć po książkę Małgorzaty Fidelis. Pisana jest ewidentnie pod anglojęzycznego czytelnika niezaznajomionego z polską historią, ale wychodzi to jej na plus, ponieważ jest dostępna nawet i dla osób nieinteresujących się historią najnowszą. Autorka dochodzi do bardzo konkretnych wniosków, które są logiczne i czytelnie przedstawione. Polecam dla każdego, kto chciałby zrozumieć obecną sytuację kobiet w Polsce, a także podwaliny polskiego feminizmu.
Kinga - awatar Kinga
oceniła na99 lat temu
Gdzie się podziali wszyscy intelektualiści? Frank Furedi
Gdzie się podziali wszyscy intelektualiści?
Frank Furedi
Książka trochę zwodzi swoim tytułem, bo jej autor wcale nie udaje się w podróż na poszukiwanie intelektualistów (gdyby autorem był Rosjanin rozglądał by się za inteligencją, niekoniecznie pracująca),robi rozpoznanie dolegliwości okiem socjologa i stawia diagnozę. W Europie, czy szerzej w świecie zachodnim robi się pod wieloma względami obciachowo. Niedługo będzie wstyd jakiś wypad poza kontynent robić, bo będą palcami pokazywać: zobacz Iwan, europejskie gamonie do Moskwy przyjechały. Nie jest to jakoś wybitnie odkrywcze, ale ukazanie przyczyn choroby, czy obszarów gdzie jest to szczególnie obecne pozwala z zaciekawieniem czytać książkę. Książkę czytałem około 10 lat temu i pomnę raczej ogólne wrażenie, a było ono trochę zbieżne z diagnozą jaką postawił Ortega y Gasset. Tylko, że On pisał swój "Bunt mas" kilkadziesiąt lat temu i pisał, że owszem inteligencja jest, ale jest to już inteligencja trochę innego pokroju niż dawniej. Tamta zdobywała wiedzę, poznawała świat, bo miała ochotę, kaprys, bo czuła potrzebę poszerzenia horyzontów, ale ustępowała już miejsce inteligencji o mentalności praktycznego chłopa, który idzie do szkół bo chce przede wszystkim mieć kasę. Duuużo kasy! Brało się to trochę z amerykańskiego pragmatyzmu, gdzie wszystko miało jakiś sens jeżeli można było ten sens zmaterializować ilością zer na koncie. U Furediego akcent jest trochę w innym miejscu postawiony. Na przykład intelektualistów rozleniwiają uniwersytety, czy wszechobecny od pewnego momentu relatywizm. Po co szukać jakiejś prawdy, jeżeli prawdy nie ma (Foucault),są jedynie opinie. Czyli jest to może mało sensowne co wymyśliłem ( nie ja, ale jakiś intelektualista doby obecnej),ale jest to moja opinia i w świetle tego co powiedział Foucault, jest ona równoprawna z innymi opiniami. Jeden z rozdziałów nosi tytuł kultura schlebiania, czyli nie ważne co zrobisz, powiesz, zawsze zasłużysz na pogłaskanie po głowie, zresztą docelowy kształt szkolnictwa w świecie zachodnim określiła kiedyś amerykańska rewolucjonistka kulturowa, która powiedziała: nikt nie może czuć się niekomfortowo, że jest inny, czy też gorszy i musimy doprowadzić do sytuacji, kiedy uczeń szkoły specjalnej będzie mógł pomachać przed swoimi rówieśnikami dyplomem z ukończonym licencjatem.
werblista - awatar werblista
oceniła na71 rok temu
Zwrot. Jak zaczął się renesans Stephen Greenblatt
Zwrot. Jak zaczął się renesans
Stephen Greenblatt
Wbrew pozorom, niewiele w "Zwrocie" renesansu, za to autor przenosi nas głównie do średniowiecza oraz do starożytności. Spotykamy się tu ze starożytnymi filozofami, głównie Epikurem, i tymi, którzy podchwycili jego idee. Dowiadujemy się o tym, jak te idee zostały zapomniane, wraz z nastaniem chrześcijaństwa. Odwiedzamy średniowieczne biblioteki, obserwujemy pracę skrybów - "Zwrot" to pean na cześć książek, bo były one pasją głównego bohatera, Poggio Braccioliniego, podróżującego po klasztorach w scenie niczym z Imienia róży. To Poggio odnalazł i przywrócił światu dzieło Lukrecjusza, "O rzeczywistości", zawierające szokująco współczesne idee, stojące właściwie u podstaw współczesnej nauki i w ogóle postrzegania świata. Klasyczna narracja, że to średniowieczni mnisi uratowali dla potomnych antyczne dzieła są mocno przesadzona - to prawda, mnisi kopiowali starożytne książki i dzięki nim niektóre z nich ocalały, ale jeszcze więcej uległo zniszczeniu i nigdy się nie dowiemy tak naprawdę ile z nich i co w nich było. Z tego, co przetrwało (często zupełnym przypadkiem) wynika, iż starożytni odkryli wiele rzeczy zaskakująco zgodnych z naszą dzisiejszą wiedzą. Gdyby w średniowieczu tak dbano o tę starożytną wiedzę, jak utrzymuje to Kościół, to idee te by żyły, a w renesansie i kolejnych epokach nie trzeba by ich było na nowo odkrywać (narażając się przy tym na oskarżenia o herezję). Przecież Kościół dopuszczał tylko te “naukowe” twierdzenia, które były zgodne z jego doktryną; za herezję uważano nawet samodzielne czytanie Biblii przez maluczkich (bo a nuż zinterpretowaliby sobie ją nie tak, jak trzeba). "Zwrot" nie ma w sobie nic z nudnych książek historycznych, Greenblat pisze barwnym, a zarazem pięknym, literackim językiem, pozwalając nam pooddychać atmosferą dawnych czasów, zwolnić i zastanowić się nad przesłaniem starożytnej filozofii. Jedyny problem z tą narracją jest taki, że autor przypisuje Lukrecjuszowi przemawiającemu zza grobu wielkie zaslugi, a mianowicie zainspirowanie zwrotu ludzkości ku nauce, świeckości, rozumowi, ale miałam poczucie, że nie ma na to zbyt wielu dowodów. Przynajmniej Greenblat ich nie przedstawia, to są ledwie domysły, że uczeni tacy jak Galileusz, Giordano Bruno, Francis Bacon mogli Lukrecjusza czytać. O samym też renesansie, jak już wspomniałam, niewiele tu znajdziemy, gdyż autor skupia się na zaginionej książce i życiu Braccioliniego. Za mało tu tym, co działo się dalej, toteż można odnieść wrażenie, że przypisywanie tak wielkiej roli jednej książce to wyolbrzymienie. Tym niemniej to piękna teoria, a książkę warto przeczytać chociażby z uwagi na to ile wiedzy z dziedziny historii oraz filozofii zawiera. Jeśli zaś chodzi o technikalia, to kto wpadł na pomysł, żeby w tekście nie było żadnych odnośników do przypisów, znajdujących się na końcu książki?
joly_fh - awatar joly_fh
ocenił na710 miesięcy temu

Cytaty z książki Zwierzęcy punkt widzenia. Inna wersja historii

Więcej
Éric Baratay Zwierzęcy punkt widzenia. Inna wersja historii Zobacz więcej
Éric Baratay Zwierzęcy punkt widzenia. Inna wersja historii Zobacz więcej
Éric Baratay Zwierzęcy punkt widzenia. Inna wersja historii Zobacz więcej
Więcej

Ciekawostki historyczne