Artykuły„Kawa z Mistrzem Zbrodni” – wygraj spotkanie z Wojciechem Chmielarzem z okazji Światowego Dnia Książki
LubimyCzytać7
Artykuły"Przejścia. Którędy do miłości" Natalii de Barbaro. Mamy dla Was 40 egzemplarzy książki!
LubimyCzytać2
ArtykułyCzytamy w weekend. 10 kwietnia 2026
LubimyCzytać445
ArtykułyNadciąga Gwiazdozbiór Kryminalny!
LubimyCzytać8
Zwierzęta w okopach. Zapomniane historie

- Kategoria:
- historia
- Format:
- papier
- Tytuł oryginału:
- Bêtes des tranchées
- Data wydania:
- 2017-01-01
- Data 1. wyd. pol.:
- 2017-01-01
- Liczba stron:
- 368
- Czas czytania
- 6 godz. 8 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788364134135
- Tłumacz:
- Barbara Brzezicka
11 milionów koniowatych, 100 tysięcy psów, 200 tysięcy gołębi – to szacunkowa liczba zwierząt, które w czasie pierwszej wojny światowej służyły w szeregach walczących armii. Wojna z lat 1914–1918 była pierwszym konfliktem zbrojnym, w którym zwierzęta na tak wielką skalę zaciągano do wojska, ażeby służyły człowiekowi: nosząc, ciągnąc, pilnując, chroniąc, informując… W okopach znalazły się ponadto tysiące zwierząt domowych czy gospodarskich, porzuconych przez uciekających cywili, a także dzikie zwierzęta, które utknęły na linii frontu. Były też szczury, muchy i wszy – zwabione okazją. Czasem przeganiane, ale najczęściej traktowane z sympatią, zwierzęta pomagały ludziom przeżyć w piekle wojny, uczepić się życia, zająć czas. Kombatanci z wszystkich armii często wspominali o swoich zwierzęcych towarzyszach broni, my jednak o nich zapomnieliśmy.
Nowa książka Érica Barataya, autora Zwierzęcego punktu widzenia, przywraca nam pamięć o tych „czworonożnych żołnierzach” i o wszystkich zwierzętach, które doświadczyły wojny; zachęca nas do przyjęcia ich punktu widzenia, abyśmy mogli lepiej odtworzyć ich doświadczenia, działania, emocje, ich współpracę lub opór, ich cierpienia i losy. Nie tylko po to, ażeby lepiej zrozumieć postawy i odczucia żołnierzy. Baratay przedstawia skrupulatnie i rzeczowo całą drogę, którą przeszły zwierzęta z okopów, począwszy od przymusowego werbunku do armii, aż po zakończenie działań wojennych. Oto napisana na nowo historia pierwszej wojny światowej.
Kup Zwierzęta w okopach. Zapomniane historie w ulubionej księgarnii
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Polecane przez redakcję
Oceny książki Zwierzęta w okopach. Zapomniane historie
Poznaj innych czytelników
164 użytkowników ma tytuł Zwierzęta w okopach. Zapomniane historie na półkach głównych- Chcę przeczytać 132
- Przeczytane 31
- Teraz czytam 1
- Posiadam 8
- Chcę w prezencie 3
- 2018 2
- Historia 2
- Biblioteka 2
- Pierwsza wojna światowa 1
- Literatura faktu 1
Tagi i tematy do książki Zwierzęta w okopach. Zapomniane historie
Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również
Cytaty z książki Zwierzęta w okopach. Zapomniane historie
Istnieją ogromne różnice, szczególnie między Francuzami, którzy wyobrażają sobie psy jako instynktowne maszyny (…) oraz Brytyjczykami, którzy postrzegają je jako istoty mające swoją psychikę, dające się przekonać lub skłonić do rozwoju poprzez współpracę z ludźmi.
Istnieją ogromne różnice, szczególnie między Francuzami, którzy wyobrażają sobie psy jako instynktowne maszyny (…) oraz Brytyjczykami, którz...
Rozwiń ZwińJeden z brytyjskich kaprali nakazuje swoim ludziom pozabijać bezczelnie śpiewające ptaki.
Jeden z brytyjskich kaprali nakazuje swoim ludziom pozabijać bezczelnie śpiewające ptaki.
Jeżeli czasem się je wyprzęga, natychmiast się kładą, jak 17 sierpnia w Lintier, gdzie konie padają w błoto i gnój i są nimi umazane aż po grzywy.
Jeżeli czasem się je wyprzęga, natychmiast się kładą, jak 17 sierpnia w Lintier, gdzie konie padają w błoto i gnój i są nimi umazane aż po g...
Rozwiń Zwiń















































OPINIE i DYSKUSJE o książce Zwierzęta w okopach. Zapomniane historie
Przyznam, szczerze, że spodziewałam się historii o zwięrzętach "przyjętych" do wojska. Coś na kształt opowieści o niedźwiedziu Wojtku i podobnych. Tutaj jednak to taka sucha relacja, w moim odczuciu bardziej biologiczno -weterynaryjna. Oczywiście szokuje tym jak brutalnie obchodzono się ze zwierzętami, jednak czas wojny nie liczy się z nikim. Moim zdaniem nie jest to konieczna pozycja do przeczytania.
Przyznam, szczerze, że spodziewałam się historii o zwięrzętach "przyjętych" do wojska. Coś na kształt opowieści o niedźwiedziu Wojtku i podobnych. Tutaj jednak to taka sucha relacja, w moim odczuciu bardziej biologiczno -weterynaryjna. Oczywiście szokuje tym jak brutalnie obchodzono się ze zwierzętami, jednak czas wojny nie liczy się z nikim. Moim zdaniem nie jest to...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka oparta na relacjach żołnierzy, raportach wojskowych i skąpych materiałach źródłowych - choć nie było tego wiele to zebrane wszystkie możliwe strzępki informacji razem tworzą całkiem kompletny obraz. Przedstawia losy koni, psów, gołębi i innych zwierząt używanych na frontach I wojny światowej, a także tych domowych opuszczonych w czasie ewakuacji i tych dzikich zakleszczonych pomiędzy armiami. Pokazuje ich rolę, "wartość" i traktowanie w czasie I wojny, gdzie są traktowane tylko zależnie od ich użyteczności w ramach danej sytuacji na froncie i strategii wojskowej.
Książka oparta na relacjach żołnierzy, raportach wojskowych i skąpych materiałach źródłowych - choć nie było tego wiele to zebrane wszystkie możliwe strzępki informacji razem tworzą całkiem kompletny obraz. Przedstawia losy koni, psów, gołębi i innych zwierząt używanych na frontach I wojny światowej, a także tych domowych opuszczonych w czasie ewakuacji i tych dzikich...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to- Tego się nie robi zwierzęciu – myślałem wielokrotnie Szymborską podczas lektury tej smutnej, pionierskiej książki o naszych „braciach mniejszych” zmobilizowanych na I wojnę światową i dzielących marne żołnierskie losy.
To solidna (265 stron),naukowa, z obszerną bibliografią, wsparta świadectwami i dokumentami z epoki, monografia niewymownych cierpień zwierząt wplątanych w nie-ich-wojnę. Zresztą, czyja to była wojna, jeśli nie tępych koronowanych głów (sami kuzyni!!!),z których dwie - zapewne dzięki Nemezis, bogini zemsty - w jej wyniku straciły władzę (a jedna i życie),jak i podległych im nadętych generalskich trepów.
Autor jak najsłuszniej stara się unikać ludzkiego punktu widzenia: „Po otwarciu perspektywy i decentralizacji antropologicznej, które sprawiły, że zaczęliśmy interesować się innymi istotami ludzkimi – od kobiet po kultury niezachodnie – nadszedł czas na rozwinięcie zoologiczne, skłaniające do wzięcia pod uwagę innych gatunków, i na rozszerzenie pojęcia historii, która nie może być już nauką o ludziach w czasie, ale co najmniej nauką o istotach żywych w czasie, opisującą również ich punkty widzenia”.
Z drugiej strony ambitny zamiar francuskiego historyka nie jest chyba do końca możliwy, skoro - jak sam przytomnie zauważa - „zwierzęta nie komunikowały się za pomocą tekstów, a jedynie za pomocą natychmiastowych, ulotnych reakcji fizjologicznych i ruchowych”. A niestety, zwierzęta nie mają swojej historii.
W tej jej próbie poznajemy zatem wielorakie rodzaje cierpień poszczególnych gatunków, zróżnicowany system opieki w rożnych armiach („nie wszystkie zwierzęta są w klinikach weterynaryjnych leczone, wiele zostaje zabitych”),wreszcie stosunek do nich poszczególnych żołnierzy. Bo to także, a może i głównie, rzecz o relacjach ludzi ze zwierzętami -jednym z wyznaczników człowieczeństwa.
Służbę na wszystkich frontach (przy wschodnim i zachodnim zapominany zawsze, o ile w ogóle o tym wiemy, o włoskim i bałkańskim - Baratay opisuje tylko front zachodni, co nie jest niewystarczające) pełniło w sumie 11 mln koniowatych, 100 tys. psów i 200 tys. gołębi. Los ich wszystkich nie był wiele lepszy niż żołnierzy gnanych przez dowódców na szybką śmierć w tej najbezsensowniejszej wojnie 20. wieku.
Najważniejsze zadania transportowe dla wojska wykonują konie (a także muły i osły, znacznie od nich odporniejsze),wobec czego ich doświadczenia opisano szerzej niż np. psów. W pierwszych miesiącach wojny, dopóki front się nie ustabilizował, niemal nie odpoczywały.” Jeżeli czasem się je wyprzęga, natychmiast się kładą, jak 17 sierpnia w Lintier, gdzie konie padają w błoto i gnój i są nimi umazane aż po grzywy”.
Ich frontowym cierpieniom, które nie mogą nie poruszać podczas lektury („największą śmiertelność, rzędu 58 proc. odnotowuje się w 1914 r.”),Autor poświęca wiele stron. Zastanawia zróżnicowane podejście poszczególnych armii, np. po stronie francuskiej konie podchodzą blisko okopów, żeby zaoszczędzić ludziom pracy, inaczej zaś u Brytyjczyków i Niemców, gdzie zatrzymują się dość daleko, żeby uniknąć strat. Nb. z tego tez powodu zwierzęta o zbyt jasnym umaszczeniu maluje się ciemną farbą, żeby były mniej widoczne.
Bardzo trafna jest jedna z relacji pamiętnikarskich: „Ludzie przybyli na wojnę, nie żywiąc wielu złudzeń (…) Zwycięstwa podnosiły ich na duchu, a porażki napawały smutkiem. Przede wszystkim jednak mieli o co się bić, a jeśli przyszłoby im dokonać żywota, to mieli za co umierać. Konie były inne: nie mogły ani wiedzieć, ani rozumieć, co się dzieje. (…) Ich los był niemal gorszy niż los żołnierzy”.
W niektórych armiach, np. brytyjskiej obowiązywał formalny zakaz dobijania ciężko rannych zwierząt – często omijany przez żołnierzy – inne umierają powoli, jak ludzie. Martwe konie czasami, gdy szwankuje zaopatrzenie, są zjadane przez żołnierzy.
„Na froncie zwłoki koni mieszają się ze zwłokami ludzi – przeciwników, którym odmówiono pochowku, i swoich, których nie pogrzebano z braku czasu lub możliwości. Widok ten początkowo szokuje, ale później świadczy już tylko o wspólnocie losów”. Zarazem Baratay zwraca uwagę, że u niektórych nie zmienia to bynajmniej zdystansowanego, a nawet brutalnego, stosunku do zwierząt, „bo nie czas na litość dla nich, gdy giną ludzie”.
„To właśnie konie decydują po części o losach tej wojny” – podkreśla z drugiej strony francuski historyk. W początkach 1918 r. brakuje ich już bowiem w niemieckiej armii, która jest zmuszona unieruchomić znaczną cześć swych dywizji (a my się dziwimy, że - wprawdzie podczas II wojny - Roosevelt wypytywał Karskiego o liczbę koni w Polsce….). Niedostatek koni sprzyjał zaś wtedy szybkiej motoryzacji taboru.
Także psy maja wiele obowiązków na wojnie, głownie kurierskie i pociągowe, ale także ratownicze i wartownicze. Tutaj znów uwidacznia się różne ich traktowanie. „Istnieją ogromne różnice, szczególnie między Francuzami, którzy wyobrażają sobie psy jako instynktowne maszyny (…) oraz Brytyjczykami, którzy postrzegają je jako istoty mające swoją psychikę, dające się przekonać lub skłonić do rozwoju poprzez współpracę z ludźmi”.
„Wydaje się, że psy przeżywały swoją mobilizację w różny sposób, w zależności od swojej sytuacji wyjściowej” - czytamy. Zrekrutowane psy, przyzwyczajone do konkretnego człowieka, mocno przezywają takie rozstanie. Przywykłe do niezależności wobec ludzi psy bezpańskie odczuwają z kolei stres z bycia w tłumie i niechętnie współpracują (wiele trafi do rakarzy). Najmniej poszkodowane mobilizacją zdają się Autorowi wiejskie burki z luźnymi związkami z właścicielami – te są najbardziej otwarte na współprace z wojskiem (na własną zgubę, można dodać).
Duże wrażenie wywierają relacje świadczące o wojennej inteligencji tych czworonożnych żołnierzy: „psy są jak wielu rannych, uważają się za niesprawne tak długo, jak długo mają pozwolenie, by nosić bandaże”.
Najmniej źródeł zachowało się co do gołębi, dostarczających pocztę szybko, a niełatwych do namierzenia jako cel dla wroga.
Książka wspomina też i o innych stworzeniach – „beneficjentach wojny”, dla których jest ona niczym darmowy „szwedzki stół”. Latem ucztę mają muchy („pojawiają się jako pierwsze, zwłaszcza że wojna wybucha latem”) i inne insekty. Przez cały rok mnożą się szczury, „stali mieszkańcy okopów”, które szybko uczą się nie bać człowieka („Gryzą w palce, nosy i uszy, z ciekawości lub kiedy przyciśnie je głód” ). Według cytowanej przez Baratay’a relacji, „ludzie odczuwają ulgę, kiedy zwierzęta odchodzą, by zjadać czyjeś zwłoki”. A w związku z ”obfitością jedzenia” szczury osiągały wtedy imponujące rozmiary.
I jeszcze te najmniejsze – pchły i wszy, przed którymi w okopach trudniej się obronić niż przed atakującym przeciwnikiem („wszy jednak są dużo łatwiejsze do zaakceptowania niż pchły”).
A które zwierzęta podchodzą do wojny najspokojniej? ”Ptaki przyzwyczajają się do odgłosów kul i pocisków, a także do nieustannego ruchu na tyłach frontu i w okopach, prawdopodobnie dlatego że stopniowo zaczynają rozumieć, że to wszystko ich nie dotyczy”.
Co więcej, ptaki na froncie śpiewają, również w trakcie bliskich czy dalszych walk. „Zięby, dzwońce, kosy, piegże i wrony nie przestają śpiewać, słysząc najcięższe nawet pociski i najgłośniejsze detonacje, z pewnością dzięki swojej umiejętności wychwytywania i rozróżniania dźwięków również przy silnym szumie tła”. Wielu żołnierzom dawało to psychiczny relaks, ale są i tacy, w których budzi to nienawiść: „Jeden z brytyjskich kaprali nakazuje swoim ludziom pozabijać bezczelnie śpiewające ptaki” – rzekomo są zbyt szczęśliwe.
Poruszająca i pouczająca, humanistyczna książka, która już dawno powinna była zostać napisana jako spłata swoistego długu wobec ”braci mniejszych”.…
PS Irytują błędy tłumacza, niekorygowane przez wydawcę. Gdzieś mowa zatem o „koniach czystej krwi angielskiej”. Niby to drobiazg, ale ”czystą krew” mają jedynie konie arabskie - angielskie są „pełnej krwi” (stąd ich potoczna nazwa „folbluty”). W innym miejscu czytam o „wojskowych barakach”. Ot, fatalny wpływ angielszczyzny, w której „barracks” to w istocie koszary, a nie żadne baraki…. Cóż, typowe to dziś oszczędzanie wydawnictw na redakcji tekstu.
- Tego się nie robi zwierzęciu – myślałem wielokrotnie Szymborską podczas lektury tej smutnej, pionierskiej książki o naszych „braciach mniejszych” zmobilizowanych na I wojnę światową i dzielących marne żołnierskie losy.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo solidna (265 stron),naukowa, z obszerną bibliografią, wsparta świadectwami i dokumentami z epoki, monografia niewymownych cierpień zwierząt...
Przerażająca opowieść o zwierzętach i ich losach w czasie wojny.
Przerażająca opowieść o zwierzętach i ich losach w czasie wojny.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWstrząsająca - koniecznie do przeczytania.
Jedynym minusem jest opisanie przez autora wyłącznie realiów frontu zachodniego.
Wstrząsająca - koniecznie do przeczytania.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJedynym minusem jest opisanie przez autora wyłącznie realiów frontu zachodniego.