rozwińzwiń

Zwierzęta w okopach. Zapomniane historie

Okładka książki Zwierzęta w okopach. Zapomniane historie autora Éric Baratay, 9788364134135
Okładka książki Zwierzęta w okopach. Zapomniane historie
Éric Baratay Wydawnictwo: Wydawnictwo w Podwórku historia
368 str. 6 godz. 8 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Bêtes des tranchées
Data wydania:
2017-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2017-01-01
Liczba stron:
368
Czas czytania
6 godz. 8 min.
Język:
polski
ISBN:
9788364134135
Tłumacz:
Barbara Brzezicka
Średnia ocen

7,7 7,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Zwierzęta w okopach. Zapomniane historie w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Zwierzęta w okopach. Zapomniane historie

Średnia ocen
7,7 / 10
23 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Zwierzęta w okopach. Zapomniane historie

avatar
239
209

Na półkach:

Przyznam, szczerze, że spodziewałam się historii o zwięrzętach "przyjętych" do wojska. Coś na kształt opowieści o niedźwiedziu Wojtku i podobnych. Tutaj jednak to taka sucha relacja, w moim odczuciu bardziej biologiczno -weterynaryjna. Oczywiście szokuje tym jak brutalnie obchodzono się ze zwierzętami, jednak czas wojny nie liczy się z nikim. Moim zdaniem nie jest to konieczna pozycja do przeczytania.

Przyznam, szczerze, że spodziewałam się historii o zwięrzętach "przyjętych" do wojska. Coś na kształt opowieści o niedźwiedziu Wojtku i podobnych. Tutaj jednak to taka sucha relacja, w moim odczuciu bardziej biologiczno -weterynaryjna. Oczywiście szokuje tym jak brutalnie obchodzono się ze zwierzętami, jednak czas wojny nie liczy się z nikim. Moim zdaniem nie jest to...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
5795
5733

Na półkach:

Książka oparta na relacjach żołnierzy, raportach wojskowych i skąpych materiałach źródłowych - choć nie było tego wiele to zebrane wszystkie możliwe strzępki informacji razem tworzą całkiem kompletny obraz. Przedstawia losy koni, psów, gołębi i innych zwierząt używanych na frontach I wojny światowej, a także tych domowych opuszczonych w czasie ewakuacji i tych dzikich zakleszczonych pomiędzy armiami. Pokazuje ich rolę, "wartość" i traktowanie w czasie I wojny, gdzie są traktowane tylko zależnie od ich użyteczności w ramach danej sytuacji na froncie i strategii wojskowej.

Książka oparta na relacjach żołnierzy, raportach wojskowych i skąpych materiałach źródłowych - choć nie było tego wiele to zebrane wszystkie możliwe strzępki informacji razem tworzą całkiem kompletny obraz. Przedstawia losy koni, psów, gołębi i innych zwierząt używanych na frontach I wojny światowej, a także tych domowych opuszczonych w czasie ewakuacji i tych dzikich...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1529
1504

Na półkach:

- Tego się nie robi zwierzęciu – myślałem wielokrotnie Szymborską podczas lektury tej smutnej, pionierskiej książki o naszych „braciach mniejszych” zmobilizowanych na I wojnę światową i dzielących marne żołnierskie losy.

To solidna (265 stron),naukowa, z obszerną bibliografią, wsparta świadectwami i dokumentami z epoki, monografia niewymownych cierpień zwierząt wplątanych w nie-ich-wojnę. Zresztą, czyja to była wojna, jeśli nie tępych koronowanych głów (sami kuzyni!!!),z których dwie - zapewne dzięki Nemezis, bogini zemsty - w jej wyniku straciły władzę (a jedna i życie),jak i podległych im nadętych generalskich trepów.

Autor jak najsłuszniej stara się unikać ludzkiego punktu widzenia: „Po otwarciu perspektywy i decentralizacji antropologicznej, które sprawiły, że zaczęliśmy interesować się innymi istotami ludzkimi – od kobiet po kultury niezachodnie – nadszedł czas na rozwinięcie zoologiczne, skłaniające do wzięcia pod uwagę innych gatunków, i na rozszerzenie pojęcia historii, która nie może być już nauką o ludziach w czasie, ale co najmniej nauką o istotach żywych w czasie, opisującą również ich punkty widzenia”.

Z drugiej strony ambitny zamiar francuskiego historyka nie jest chyba do końca możliwy, skoro - jak sam przytomnie zauważa - „zwierzęta nie komunikowały się za pomocą tekstów, a jedynie za pomocą natychmiastowych, ulotnych reakcji fizjologicznych i ruchowych”. A niestety, zwierzęta nie mają swojej historii.

W tej jej próbie poznajemy zatem wielorakie rodzaje cierpień poszczególnych gatunków, zróżnicowany system opieki w rożnych armiach („nie wszystkie zwierzęta są w klinikach weterynaryjnych leczone, wiele zostaje zabitych”),wreszcie stosunek do nich poszczególnych żołnierzy. Bo to także, a może i głównie, rzecz o relacjach ludzi ze zwierzętami -jednym z wyznaczników człowieczeństwa.

Służbę na wszystkich frontach (przy wschodnim i zachodnim zapominany zawsze, o ile w ogóle o tym wiemy, o włoskim i bałkańskim - Baratay opisuje tylko front zachodni, co nie jest niewystarczające) pełniło w sumie 11 mln koniowatych, 100 tys. psów i 200 tys. gołębi. Los ich wszystkich nie był wiele lepszy niż żołnierzy gnanych przez dowódców na szybką śmierć w tej najbezsensowniejszej wojnie 20. wieku.

Najważniejsze zadania transportowe dla wojska wykonują konie (a także muły i osły, znacznie od nich odporniejsze),wobec czego ich doświadczenia opisano szerzej niż np. psów. W pierwszych miesiącach wojny, dopóki front się nie ustabilizował, niemal nie odpoczywały.” Jeżeli czasem się je wyprzęga, natychmiast się kładą, jak 17 sierpnia w Lintier, gdzie konie padają w błoto i gnój i są nimi umazane aż po grzywy”.

Ich frontowym cierpieniom, które nie mogą nie poruszać podczas lektury („największą śmiertelność, rzędu 58 proc. odnotowuje się w 1914 r.”),Autor poświęca wiele stron. Zastanawia zróżnicowane podejście poszczególnych armii, np. po stronie francuskiej konie podchodzą blisko okopów, żeby zaoszczędzić ludziom pracy, inaczej zaś u Brytyjczyków i Niemców, gdzie zatrzymują się dość daleko, żeby uniknąć strat. Nb. z tego tez powodu zwierzęta o zbyt jasnym umaszczeniu maluje się ciemną farbą, żeby były mniej widoczne.

Bardzo trafna jest jedna z relacji pamiętnikarskich: „Ludzie przybyli na wojnę, nie żywiąc wielu złudzeń (…) Zwycięstwa podnosiły ich na duchu, a porażki napawały smutkiem. Przede wszystkim jednak mieli o co się bić, a jeśli przyszłoby im dokonać żywota, to mieli za co umierać. Konie były inne: nie mogły ani wiedzieć, ani rozumieć, co się dzieje. (…) Ich los był niemal gorszy niż los żołnierzy”.

W niektórych armiach, np. brytyjskiej obowiązywał formalny zakaz dobijania ciężko rannych zwierząt – często omijany przez żołnierzy – inne umierają powoli, jak ludzie. Martwe konie czasami, gdy szwankuje zaopatrzenie, są zjadane przez żołnierzy.

„Na froncie zwłoki koni mieszają się ze zwłokami ludzi – przeciwników, którym odmówiono pochowku, i swoich, których nie pogrzebano z braku czasu lub możliwości. Widok ten początkowo szokuje, ale później świadczy już tylko o wspólnocie losów”. Zarazem Baratay zwraca uwagę, że u niektórych nie zmienia to bynajmniej zdystansowanego, a nawet brutalnego, stosunku do zwierząt, „bo nie czas na litość dla nich, gdy giną ludzie”.

„To właśnie konie decydują po części o losach tej wojny” – podkreśla z drugiej strony francuski historyk. W początkach 1918 r. brakuje ich już bowiem w niemieckiej armii, która jest zmuszona unieruchomić znaczną cześć swych dywizji (a my się dziwimy, że - wprawdzie podczas II wojny - Roosevelt wypytywał Karskiego o liczbę koni w Polsce….). Niedostatek koni sprzyjał zaś wtedy szybkiej motoryzacji taboru.

Także psy maja wiele obowiązków na wojnie, głownie kurierskie i pociągowe, ale także ratownicze i wartownicze. Tutaj znów uwidacznia się różne ich traktowanie. „Istnieją ogromne różnice, szczególnie między Francuzami, którzy wyobrażają sobie psy jako instynktowne maszyny (…) oraz Brytyjczykami, którzy postrzegają je jako istoty mające swoją psychikę, dające się przekonać lub skłonić do rozwoju poprzez współpracę z ludźmi”.

„Wydaje się, że psy przeżywały swoją mobilizację w różny sposób, w zależności od swojej sytuacji wyjściowej” - czytamy. Zrekrutowane psy, przyzwyczajone do konkretnego człowieka, mocno przezywają takie rozstanie. Przywykłe do niezależności wobec ludzi psy bezpańskie odczuwają z kolei stres z bycia w tłumie i niechętnie współpracują (wiele trafi do rakarzy). Najmniej poszkodowane mobilizacją zdają się Autorowi wiejskie burki z luźnymi związkami z właścicielami – te są najbardziej otwarte na współprace z wojskiem (na własną zgubę, można dodać).

Duże wrażenie wywierają relacje świadczące o wojennej inteligencji tych czworonożnych żołnierzy: „psy są jak wielu rannych, uważają się za niesprawne tak długo, jak długo mają pozwolenie, by nosić bandaże”.

Najmniej źródeł zachowało się co do gołębi, dostarczających pocztę szybko, a niełatwych do namierzenia jako cel dla wroga.

Książka wspomina też i o innych stworzeniach – „beneficjentach wojny”, dla których jest ona niczym darmowy „szwedzki stół”. Latem ucztę mają muchy („pojawiają się jako pierwsze, zwłaszcza że wojna wybucha latem”) i inne insekty. Przez cały rok mnożą się szczury, „stali mieszkańcy okopów”, które szybko uczą się nie bać człowieka („Gryzą w palce, nosy i uszy, z ciekawości lub kiedy przyciśnie je głód” ). Według cytowanej przez Baratay’a relacji, „ludzie odczuwają ulgę, kiedy zwierzęta odchodzą, by zjadać czyjeś zwłoki”. A w związku z ”obfitością jedzenia” szczury osiągały wtedy imponujące rozmiary.

I jeszcze te najmniejsze – pchły i wszy, przed którymi w okopach trudniej się obronić niż przed atakującym przeciwnikiem („wszy jednak są dużo łatwiejsze do zaakceptowania niż pchły”).

A które zwierzęta podchodzą do wojny najspokojniej? ”Ptaki przyzwyczajają się do odgłosów kul i pocisków, a także do nieustannego ruchu na tyłach frontu i w okopach, prawdopodobnie dlatego że stopniowo zaczynają rozumieć, że to wszystko ich nie dotyczy”.

Co więcej, ptaki na froncie śpiewają, również w trakcie bliskich czy dalszych walk. „Zięby, dzwońce, kosy, piegże i wrony nie przestają śpiewać, słysząc najcięższe nawet pociski i najgłośniejsze detonacje, z pewnością dzięki swojej umiejętności wychwytywania i rozróżniania dźwięków również przy silnym szumie tła”. Wielu żołnierzom dawało to psychiczny relaks, ale są i tacy, w których budzi to nienawiść: „Jeden z brytyjskich kaprali nakazuje swoim ludziom pozabijać bezczelnie śpiewające ptaki” – rzekomo są zbyt szczęśliwe.

Poruszająca i pouczająca, humanistyczna książka, która już dawno powinna była zostać napisana jako spłata swoistego długu wobec ”braci mniejszych”.…

PS Irytują błędy tłumacza, niekorygowane przez wydawcę. Gdzieś mowa zatem o „koniach czystej krwi angielskiej”. Niby to drobiazg, ale ”czystą krew” mają jedynie konie arabskie - angielskie są „pełnej krwi” (stąd ich potoczna nazwa „folbluty”). W innym miejscu czytam o „wojskowych barakach”. Ot, fatalny wpływ angielszczyzny, w której „barracks” to w istocie koszary, a nie żadne baraki…. Cóż, typowe to dziś oszczędzanie wydawnictw na redakcji tekstu.

- Tego się nie robi zwierzęciu – myślałem wielokrotnie Szymborską podczas lektury tej smutnej, pionierskiej książki o naszych „braciach mniejszych” zmobilizowanych na I wojnę światową i dzielących marne żołnierskie losy.

To solidna (265 stron),naukowa, z obszerną bibliografią, wsparta świadectwami i dokumentami z epoki, monografia niewymownych cierpień zwierząt...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

164 użytkowników ma tytuł Zwierzęta w okopach. Zapomniane historie na półkach głównych
  • 132
  • 31
  • 1
19 użytkowników ma tytuł Zwierzęta w okopach. Zapomniane historie na półkach dodatkowych
  • 8
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Zwierzęta w okopach. Zapomniane historie

Inne książki autora

Éric Baratay
Éric Baratay
Francuski historyk i eseista, profesor historii najnowszej na Uniwersytecie w Lyonie, specjalizuje się w badaniach nad historią zwierząt i ich relacji z ludźmi.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Odessa. Geniusz i śmierć w mieście snów Charles King
Odessa. Geniusz i śmierć w mieście snów
Charles King
Książka „Odessa. Geniusz i śmierć w mieście snów” zrobiła na mnie spore wrażenie. Do tej pory nie zdawałem sobie sprawy, że ten port ma aż tak bogatą i wielowarstwową historię. Autor dużo miejsca poświęca także dziejom społeczności żydowskiej – obecnej w Odessie od początku istnienia miasta – oraz późniejszym pogromom, w tym tym najbardziej krwawym, które na trwałe odcisnęły piętno na jego tożsamości. Odessa jawi się tu jako przestrzeń ludzi wybitnych i nieoczywistych: miasto, które przyciągało talenty, awanturników, przedsiębiorców, artystów i marzycieli. W książce znajdziemy sporo portretów osób, które tworzyły jego legendę. Dla mnie to szczególnie ciekawe, bo Odessa długo kojarzyła mi się głównie jako miasto radzieckie, a dopiero od niedawna – ukraińskie. Tymczasem lektura mocno przesuwa akcenty: pokazuje Odesę jako miejsce zaskakująco kosmopolityczne, europejskie i otwarte, współtworzone przez przybyszów z różnych stron kontynentu. Co więcej, w pierwszych dekadach Rosjanie wcale nie stanowili najliczniejszej grupy mieszkańców. W mieście żyli obok siebie przedstawiciele wielu narodowości – m.in. Włosi, Niemcy czy Turcy – a ten wielogłos realnie wpływał na charakter portu i tempo jego rozwoju. Trzeba przyznać, że historia Odessy jest naprawdę fascynująca, a sposób jej opowiedzenia – w mojej ocenie – równie udany. Autor klarownie prowadzi czytelnika przez początki funkcjonowania miasta, a także przez zmiany ustrojowe w Rosji i to, jak przekładały się one na życie Odessy. W mojej opinii to wartościowy reportaż historyczny, szczególnie dla osób, które w ogóle nie znają dziejów tego miejsca. Oprócz syntetycznego tła jest tu też sporo ciekawostek oraz mikrohistorii ludzi, którzy to miasto budowali. Na plus zaliczam również wątki pokazujące, jak daleko sięgała „odesska” mapa wpływów – na przykład poprzez odniesienia do miejsc związanych z portem, takich jak „Mała Odessa” w Stanach Zjednoczonych. Czytajcie! 📚 Wpadasz na Bookstagrama? Jeśli lubisz książki i scrollowanie Insta w poszukiwaniu czytelniczych perełek – to zapraszam @mikroczytelnia :)
mikroczytelnia - awatar mikroczytelnia
oceniła na72 miesiące temu
Gotowi na przemoc. Mord, antysemityzm i demokracja w międzywojennej Polsce Paweł Brykczyński
Gotowi na przemoc. Mord, antysemityzm i demokracja w międzywojennej Polsce
Paweł Brykczyński
Pierwsza ukończona książka 2025 roku (zaczęta w zeszłym, ale w większości przeczytana tym). Książka niedługa, ale za to bardzo ciekawa. Autor opisuje w niej sprawę zabójstwa pierwszego prezydenta Rzeczypospolitej, jednak ze szczególnym uwzględnieniem ówcześnie panującego klimatu społeczno-politycznego i długofalowych skutków tego morderstwa. Stawia on dwie główne tezy: 1) śmierć Narutowicza była efektem konfliktu między zwolennikami nacjonalizmu "etnicznego" i doktryny polskiej większości" (endecji),a nacjonalizmu "państwowego/obywatelskiego" (lewicy i zwolenników Piłsudskiego); 2) czyn Niewiadomskiego paradoksalne doprowadził do mniej lub bardziej świadomego przyjęcia antysemickiej "doktryny polskiej większości" przez większość sceny politycznej II RP. We Wprowadzeniu przedstawia skrótowo tło walki prawicy i lewicy w Polsce (w tym na tle ogólnoeuropejskim) oraz źródła antysemityzmu endecji, który odegrał kluczową rolę w wydarzeniach grudniowych 1922 (jednocześnie odrzuca obraz Polski jako kraju inherentnie antysemickiego z wcześniejszych zachodnich publikacji na rzecz bardziej zniuansowanego obrazu). Ten temat kontynuowany jest w I rozdziale ('"Precz z Żydami!"'). Na podstawie relacji prasowych, wspomnień i opracowań przedstawia klimat towarzyszący wyborom pierwszego Prezydenta RP, który kulminował w rozruchach po ogłoszeniu zwycięstwa Narutowicza bitwą na pl. Trzech Krzyży w Warszawie. Kolejny rozdział ('Od protestów do zabójstwa') pokazuje dalszą nagonkę antysemicką i protesty, a także pierwsze rozłamy wśród tych, którzy doprowadzili do wyboru Narutowicza (np. PSL-Piast). Rozdział kończy się opisem zabójstwa i pogrzebu prezydenta. W trzecim i czwartym ('Nienawiść a walka wyborcza' i '"Żydowski prezydent!"') autor pokazuje głębiej źródła i rozwój antysemityzmu Narodowej Demokracji, poczynając od rewolucji 1905 i przegranej Dmowskiego w wyborach do Dumy w 1912. Gdy się czyta fragmenty prasy prawicowej, sprawiają wrażenie jakby mogły pochodzić ze współczesnych szurskich tekstów głoszących, że Żydzi i masoni rządzą światem ("Judeo-Polonia", "zażydzenie" odmieniane przez wszystkie przypadki, itd.). W tym drugim szczególnie pokazane jest to jak Narutowicz, kandydat PSL-Wyzwolenie, zasłużony inżynier i z pochodzenia litewski ziemianin, stał się "Żydowskim prezydentem". Tutaj też autor wyjaśnia "doktrynę polskiej większości" w myśl której każdy głosujący razem z "Żydami" (czyt. Blokiem Mniejszości Narodowych) wyłączony zostaje z grupy "polskiej większości" - etnicznych Polaków, do których władza w Polsce musi należeć. Pokazuje też, że po początkowym szoku i próbie wyparcia powiązania z Niewiadomskim, morderca został skwapliwie przyjęty przez endecję jako bohater i męczennik. Jego czyn, choć straszny i zbrodniczy, był "moralnie konieczny" dla sprawy przetrwania Polski. Ostatni rozdział ('Klęska idei narodu państwowego') pokazuje, że nadzieje lewicy o porażce prawicy okazały się płonne - wyniesienie zabójcy na sztandary i jego antysemicka mowa skutecznie wpłynęły długofalowo na poglądy wśród polityków. Prawica utwierdziła się w swoim stanowisku, a "doktryna polskiej większości" znalazła oddźwięk nie tylko w PSL-Piast, który uznał za niebezpieczne sprzeciwianie się jej, ale także na lewicy, która ustąpiła z aktywnej walki o prawa mniejszości w obawie, że przyniesie to więcej szkody niż pożytku (a nawet sama przyjęła pewne subtelne antysemickie klisze). Trochę długo, ale naprawdę uważam książkę za wartą przeczytania. Pokazuje szczegółowo nie tylko kwestie polityczne, ale, może przede wszystkim, też wydźwięk i odbiór społeczny całej sprawy. Książka jest solidnie podbudowana bibliograficznie, zwłaszcza od strony źródeł prasowych. Jeśli chodzi o wady, to może za bardzo skupiła się na samej Warszawie kosztem reszty Polski, chociaż jest to trochę zrozumiałe biorąc pod uwagę, że większość akcji tamtych wydarzeń toczyła się w stolicy. Bardzo polecam i pewnie wkrótce wezmę się za "Zabójstwo Narutowicza" od Ośrodka Karta.
Szuwaks - awatar Szuwaks
ocenił na91 rok temu
Imperium Habsburgów. Wspólnota narodów Pieter M. Judson
Imperium Habsburgów. Wspólnota narodów
Pieter M. Judson
Szkoda, że nie zapoznałam się z komentarzami dotyczącymi tej książki przed jej lekturą, bo może zabrałabym się wtedy za czytanie z innym podejściem. Po "Imperium Habsburgów" Judsona spodziewałam się historii wojenno-politycznej na przestrzeni wieków, dlatego początkowo dość negatywnie zaskoczyło mnie to, co dostałam. Autor zaczyna swoją opowieść dopiero w wieku XVIII i prowadzi czytelników przez reformy Marii Teresy i jej następców, kształtowanie się nacjonalizmów w krajach wchodzących w skład imperium, aż po I wojnę światową i upadek cesarstwa. Wojny, powstania, wielkie wydarzenia wstrząsające nie tylko imperium, ale i całą Europą, są wspomniane o tyle, o ile miały wpływ na jakąś zmianę przepisów, ale stanowią właściwie nieomówione tło. Tego mi tu bardzo brakowało, tak samo jak historii nieco dawniejszej, bo liczyłam, że książka Judsona pomoże mi uzupełnić informacje ogólne o tytułowym imperium Habsburgów. Z drugiej jednak strony nie mogę zaprzeczyć, że jak już zaakceptowałam tematy, na których skupia się autor, to czytało mi się tę książkę zaskakująco dobrze. O ile tematyka podatkowa czy ustrojowa nieszczególnie mnie zaciekawiły, to już historia kształtowania się niezależnych narodów, z jednej strony będących częścią imperium, z drugiej starających się od niego odróżnić... no, było to bardzo ciekawe :). Wiele ciekawostek było dla mnie nowością i nie wszystko okazało się tak "oczywiste", jak można by sądzić, patrząc z perspektywy czasów obecnych. Kraje, które zarzucały Wiedniowi niewystarczające szanowanie innych kultur i języków, nieraz dużo gorzej traktowały inne mniejszości, gdy uzyskały niezależność i nie dziwi, że po latach wielu tęskniło za czasami Franciszka Józefa... Patrząc całościowo, "Imperium Habsburgów" to dobra i ciekawa książka, skupiająca się jednak tylko na wybranym momencie historii i na konkretnych aspektach tego imperium, co może mijać się z oczekiwaniami wielu czytelników.
Gabi Zet - awatar Gabi Zet
ocenił na610 miesięcy temu
Ekspedycja. Historia mojej miłości Bea Uusma
Ekspedycja. Historia mojej miłości
Bea Uusma
Bea Uusma po kolei stara się zbadać wszystkie teorie i ocenić ich prawdopodobieństwo. Autorka nie jest pisarką ani dziennikarką, lecz lekarzem (nie dziwi biorąc pod uwagę, że napisała w dzieciństwie piosenkę o włosieniach). Książkę o wyprawie decyduje się napisać, bo sprawa ją od lat fascynuje, jest jej cesarstwem rzymskim. Co uderza mocno od samego początku, to niedostępność Wyspy. Dysponując wszystkimi możliwościami współczesnej techniki Uusma próbuje dotrzeć na Wyspę kilka razy, i nawet dzisiaj jest to miejscami niewykonalne ze względu na pokrywę lodową. Andrée nie miał połowy tego, co mamy dzisiaj – klimatyzacji, ogrzewania, lodołamaczy, odzieży termicznej, komunikacji radiowej. Miał konserwy, balon, który przeciekał i rękawiczki robione na drutach. Morfinę, opium i haftowane ręczniczki. Książka opublikowana w Polsce przez wydawnictwo Marginesy jest graficznie dopieszczona, miejscami nie przypomina nawet książki a album, scrapbook, teczkę z wycinkami. Zapomnijcie o reportażach drukowanych na brzydkim, ekologicznym papierze „toaletowym” i rozpadających się w dłoniach, chropowatych okładkach (do ciebie piję, Czarne!). Ekspedycję można miętosić, rozkładać, odwracać do góry nogami, a w środku są nie tylko zdjęcia, lecz także ilustracje, tabele, reprodukcja 1:1 dziennika Andréego i wiele różnych ciekawych rzeczy. To estetyczne cudeńko, które warto wziąć do rąk choćby dla przyjemności przekartkowania. Niektórzy zarzucają Ekspedycji, że ma przerost formy nad treścią. Że wyłącznie buduje napięcie, a ostatecznie nie daje nam rozwiązań. Czy to prawda? Trochę tak, bo nie dostajemy wytłumaczenia co się naprawdę stało na Wyspie Białej. Ale z drugiej strony, czy można mieć o to do Uusmy pretensje? Pozostali autorzy publikacji o tej wyprawie, których zresztą autorka skwapliwie wymienia, stawiają teorie z bardzo dużą dozą przekonania, że wszystko wiedzą. Teoria o włosieniu funkcjonuje obecnie jako oficjalna wersja. Uusma nie ma w sobie tyle pewności siebie, żeby upierać się, że wie. Owszem, podważa istniejące teorie i poddaje je w wątpliwość, ale nie mówi, że na pewno ma rację i że wie co tam się zadziało. Raczej podsumowuje stan badań na dziś. Czy daje to poczucie niedosytu? Owszem. Czy irytuje? Tak. Ale też Uusma jest uczciwa. Nazwała swoją książkę Historia mojej miłości, więc pisze o tym, co wie i co ją interesuje. Jedyne o co naprawdę mam pretensje, to idiotyczna akcja z wróżką. Jeśli zajmujemy się nauką, to nie brudźmy sobie rąk w takim czymś.
Renegi Grene - awatar Renegi Grene
ocenił na61 miesiąc temu
Konflikt palestyńsko-izraelski Martin Bunton
Konflikt palestyńsko-izraelski
Martin Bunton
Zgodnie z opisem jest to krótkie wprowadzenie w temat konfliktu palestyńsko-izraelskiego. Praca omawia okres 1897-2012, z tym że lata 2007-2012 są tylko "liźnięte". Wobec ostatnich wydarzeń jakie miały miejsce w Strefie Gazy praca wymaga uaktualnienia. Książka dobra dla czytelników wcześniej nie zgłębiających tego tematu, dla jego znawców zbyt skrótowa, ogólna i nic nie wnosząca. Laik może poznać historię ruchu syjonistycznego, jego walkę o swoje państwo, politykę Wlk Brytanii wobec późniejszych terenów Izraela i Palestyny (deklaracja Balfoura czy raport komisjii Peela),decyzję ONZu w sprawie Izraela 1947 i później Palestyny w 2012, kolejne wojny Izraela: pierwsza 1948-49, sueska 1956, sześciodniowa 1967, Yom Kippur 1973, libanska 1982. Mamy nakreślone próby porozumienia przywódców obydwu stron konfliktu: Oslo, rozmowy w USA, Camp David czy w egipskiej Tabie. Jednocześnie praca pokazuje rolę Arafata, OWP, skąd wziął się konflikt z Libanem, wzrost znaczenia wywodzącego się z Bractwa Muzułmańskiego Hamasu, czy kolejne intifady. Mamy także pokazaną ewolucję polityki Izraela gdy do władzy dochodzili ludzie pokroju Szarona. Wojny są tylko zasygnalizowane, nie ma żadnych szczegółów je opisujących, bo to praca koncentrująca się na polityce, przyczynie i ewolucji tego niekończącego się konfliktu. Dobre jako wprowadzenie, ale skrótowość tego opracowania nie pozwala dać wyższej oceny.
Getos - awatar Getos
ocenił na61 rok temu
Stalin i naukowcy. Historia tryumfu i tragedii, 1905 – 1953 Simon Ings
Stalin i naukowcy. Historia tryumfu i tragedii, 1905 – 1953
Simon Ings
Tytuł tej książki był dla mnie nieco mylący. Czego się spodziewałam po tytule? Że będzie to lektura poświęcona nauce w czasach stalinizmu, czyli skupimy się pewnie na fizyce i tworzeniu bomby atomowej. A o czym faktycznie jest "Stalin i naukowcy"? O zmianach polityczno-gospodarczych głównie w pierwszej połowie XX wieku i jak na tle tych zmian odnajdywali się najbardziej znani radzieccy naukowcy. I gdy mówię o pierwszej połowie XX wieku, to mam na myśli też upadek caratu i czasy Lenina, postać Stalina w ogóle się nie pojawia przez dość długą część lektury. Lektury, która swoją drogą kończy się już po Chruszczowie... ;) A fizyka i tematyka broni jądrowej, choć przewija się od czasu do czasu, to wcale nie jest tą najważniejszą w książce. Zatem dostałam lekturę, która mocno odbiegała od moich oczekiwań - i mimo wszystko nie byłam zawiedziona. Bo to naprawdę ciekawa i dobrze napisana książka, po prostu z nietrafionym tytułem ;). Jeśli chodzi o nauki, najwięcej uwagi poświęcono tu genetyce - głównie pod kątem roślinności a nie genetyki ludzkiej. Rosja radziecka nie interesowała się faszystowską eugeniką, dążyła raczej do zmiany czegoś w znanych nam roślinach, by w końcu pozbyć się problemu nawracających klęsk głodu w państwie. W kraju nie brakowało mądrych naukowców, niestety, rozwój nauki wymagałby współpracy z tym "zgniłym Zachodem", a na to państwo totalitarne nie mogło sobie pozwolić. Tu faktycznie wybijał się Stalin ze swoimi paranojami i chorymi pomysłami, przeprowadzanymi czystkami i negowaniem odkryć zachodniej nauki. Choć niektóre nazwiska radzieckich naukowców były mi znane - Pawłow, Czerenkow, Landau - to nie miałam pojęcia, w jak wariackich warunkach przyszło im pracować... A Ings opisywał ich przygody i doświadczenia bardzo barwnym językiem, książkę czasem czytało się jak powieść przygodową. Zresztą autor sam podkreślał, że nie jest naukowcem - dzięki temu zamiast mnóstwa szczegółowych analiz naukowych, mamy tu sporo fascynujących historii. I do tego jeszcze przystępnie podaną historię Rosji z pierwszej połowy XX wieku w pigułce ;). Sięgając po "Stalina i naukowców", dostałam coś innego, niż się spodziewałam, ale to, co otrzymałam, bardzo przypadło mi do gustu. Polecam tę lekturę :).
Gabi Zet - awatar Gabi Zet
ocenił na74 lata temu

Cytaty z książki Zwierzęta w okopach. Zapomniane historie

Więcej
Éric Baratay Zwierzęta w okopach. Zapomniane historie Zobacz więcej
Éric Baratay Zwierzęta w okopach. Zapomniane historie Zobacz więcej
Éric Baratay Zwierzęta w okopach. Zapomniane historie Zobacz więcej
Więcej

Ciekawostki historyczne