Chrystus z karabinem na ramieniu

Okładka książki Chrystus z karabinem na ramieniu autorstwa Ryszard Kapuściński
Okładka książki Chrystus z karabinem na ramieniu autorstwa Ryszard Kapuściński
Ryszard Kapuściński Wydawnictwo: Czytelnik reportaż
164 str. 2 godz. 44 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Data wydania:
2013-07-04
Data 1. wyd. pol.:
1976-01-01
Liczba stron:
164
Czas czytania
2 godz. 44 min.
Język:
polski
ISBN:
9788307033082
Wznowienie legendarnej książki Ryszarda Kapuścińskiego (1932-2007) z 1975 roku. "Chrystus z karabinem na ramieniu" zaraz po wydaniu został okrzyknięty przez magazyn "Nowe Książki" tytułem książki roku. To zbiór reportaży z Bliskiego Wschodu, Afryki i Ameryki Łacińskiej. Bohaterami reportaży są Palestyńczycy, Syryjczycy, Libańczycy, Jordańczycy i Żydzi, partyzanci Mozambiku i Salwadoru, zamieszkujący jedną wyspę obywatele dwu państw Dominikany oraz Haiti, zmieniające się jak rękawiczki rządy Boliwii, porwany przez terrorystów ambasador RFN w Gwatemali Karl von Spreti, wreszcie prezydent Salvadore Allende i rewolucjonista Che Guevara, którego "Dziennik z Boliwii" Kapuściński opublikował w swoim tłumaczeniu w roku 1969.
Średnia ocen
7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Chrystus z karabinem na ramieniu w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Chrystus z karabinem na ramieniu



1070 554

Oceny książki Chrystus z karabinem na ramieniu

Średnia ocen
7,4 / 10
1023 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Chrystus z karabinem na ramieniu

avatar
176
108

Na półkach: ,

Książka mocna, świetnie napisana i emocjonalnie „działająca”, choć momentami zbyt publicystyczna i jednostronna.

Jest to zbiór reportaży, które czyta się jak ostrą, gęstą od obrazów relację z miejsc, gdzie polityka nie jest debatą, tylko strachem, głodem i przemocą. Kapuściński pokazał w kilku scenach cały mechanizm konfliktu – jak rodzi się radykalizacja, jak działa propaganda, jak wojna mieli zwykłych ludzi, a wielkie słowa takie jak „wolność”, „rewolucja” zderzają się z codziennością.​​

Najbardziej uderzyło mnie to, co autor sugeruje między wierszami: że biedne kraje często nie są „podmiotem”, tylko terenem gry, a potęgi światowe (w książce pojawiają się m.in. USA i europejskie interesy) potrafią wspierać wygodne dla siebie układy, nawet jeśli oznacza to cynizm i cierpienie słabszych. Można zaobserwować to również dziś - narzędzia się zmieniły ale logika przewagi silniejszych nad słabszymi wcale nie zniknęła.

Książkę czyta się jak reportaż literacki: autor buduje napięcie, uogólnia i prowadzi czytelnika emocją, czasem kosztem równowagi między stronami i twardej weryfikacji liczb czy tez. Są wątki oparte na realnych zdarzeniach (np. porwanie ambasadora RFN Karla von Spretiego w Gwatemali),ale siła książki nie leży w precyzji historycznej – raczej w tym, że pokazuje, jak wygląda świat, gdy przemoc staje się językiem polityki.

Lektura po przeczytaniu zostawiła niepokój i pytania. Zdecydowanie warto było po nią sięgnąć.

Książka mocna, świetnie napisana i emocjonalnie „działająca”, choć momentami zbyt publicystyczna i jednostronna.

Jest to zbiór reportaży, które czyta się jak ostrą, gęstą od obrazów relację z miejsc, gdzie polityka nie jest debatą, tylko strachem, głodem i przemocą. Kapuściński pokazał w kilku scenach cały mechanizm konfliktu – jak rodzi się radykalizacja, jak działa...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
31
14

Na półkach:

Najciekawsze wydają mi się reportaże o Bliskim Wschodzie. Teksty o Ameryce Południowej są, jak na Kapuścińskiego, dość przeciętne.

Najciekawsze wydają mi się reportaże o Bliskim Wschodzie. Teksty o Ameryce Południowej są, jak na Kapuścińskiego, dość przeciętne.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
213
202

Na półkach:

Pełen empatii dla rozmówców i bohaterów zbiór reportaży mistrza gatunku, który wraca do Afryki, Ameryki Łacińskiej i na Bliski Wschód. Za dużo w nim jednak przeterminowanych dziś faktów, a za mało pogłębionych refleksji autora tak bogato zdobiących inne jego książki. Trudno dziś polecać tę pozycję.

Pełen empatii dla rozmówców i bohaterów zbiór reportaży mistrza gatunku, który wraca do Afryki, Ameryki Łacińskiej i na Bliski Wschód. Za dużo w nim jednak przeterminowanych dziś faktów, a za mało pogłębionych refleksji autora tak bogato zdobiących inne jego książki. Trudno dziś polecać tę pozycję.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

2425 użytkowników ma tytuł Chrystus z karabinem na ramieniu na półkach głównych
  • 1 489
  • 914
  • 22
379 użytkowników ma tytuł Chrystus z karabinem na ramieniu na półkach dodatkowych
  • 261
  • 35
  • 30
  • 17
  • 16
  • 12
  • 8

Tagi i tematy do książki Chrystus z karabinem na ramieniu

Inne książki autora

Ryszard Kapuściński
Ryszard Kapuściński
Polski reportażysta, dziennikarz, publicysta, poeta i fotograf, zwany "cesarzem reportażu". Był najczęściej – poza Stanisławem Lemem – tłumaczonym za granicą polskim autorem. Urodził się w rodzinie nauczycielskiej. Jego ojciec walczył w 1939 w stopniu podporucznika w SGO Polesie[1]. Po 17 września dostał się do niewoli radzieckiej. Wraz z kilkoma kolegami udało mu się uciec z kolumny prowadzonej na Smoleńsk i po zamianie ubrania na cywilne powrócił do Pińska (Artur Domosławski w książce "Kapuściński non-fiction" podaje fakt niewoli i ucieczki w wątpliwość). W obawie przed deportacją do Kazachstanu wyjechał z rodziną do swoich rodziców mieszkających w Przemyślu[2], a następnie w głąb okupowanej Polski. Pozostałą część okupacji Ryszard Kapuściński wraz z rodzicami spędził w Sierakowie, w Puszczy Kampinoskiej, koło wsi Palmiry. Debiutował poetycko w wieku 17 lat w tygodniku Dziś i Jutro. W 1950 zdał maturę w warszawskim gimnazjum im. Stanisława Staszica. W latach 1953–1981 był członkiem PZPR. W 1956 ukończył studia na Wydziale Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego i rozpoczął pracę (początkowo jako goniec) w redakcji Sztandaru Młodych. W 1956 otrzymał pierwszą nagrodę – Złoty Krzyż Zasługi – za reportaż To też jest prawda o Nowej Hucie, opisujący trudne warunki życia robotników na budowie kombinatu. W tym samym roku odbył swą pierwszą podróż zagraniczną – do Indii. Odszedł z gazety w 1958, odwołany przez redakcję za poparcie dla krytycznego wobec władzy tygodnika Po Prostu. Przeniósł się do Polityki. Od 1962 pracował dla PAP jako stały korespondent zagraniczny w Afryce, Ameryce Łacińskiej i Azji. Dokumentował upadek cesarstwa w Etiopii i Iranie. Od 1974 w tygodniku Kultura. Przełożył na język polski Dziennik z Boliwii Che Guevary. Był zaprzyjaźniony z Salvadorem Allende. W 1987 Royal Court Theatre w Londynie wystawił sceniczną adaptację jego książki Cesarz, opisującej upadek reżimu Haile Selassie I w Etiopii (wystawiany potem także w kraju). W 1996 wyróżniony nagrodą imienia Jana Parandowskiego, w 1999 otrzymał "Ikara". Wybrany przez środowisko dziennikarskie Dziennikarzem wieku w plebiscycie miesięcznika Press. Laureat Nagrody im. Dariusza Fikusa za rok 2004. Doktor honoris causa Uniwersytetu Śląskiego (17 października 1997)[3], Uniwersytetu Wrocławskiego (2001),Uniwersytetu Jagiellońskiego (2004) i Gdańskiego (29 stycznia 2004)[4]. Łącznie otrzymał ponad 40 nagród i wyróżnień. Był członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Zmarł 23 stycznia 2007[5] w wieku 74 lat, po rozległym zawale serca, na oddziale kardiochirurgii szpitala przy ul. Banacha w Warszawie. Jego śmierci poświęcone zostało dużo miejsca zarówno w polskich jak i światowych mediach. Na pierwszych stronach swych wydań pisały o Kapuścińskim największe gazety, jak New York Times, Le Monde czy El Pais. Na ręce ambasadora RP w Hiszpanii kondolencje z powodu śmierci pisarza złożyła hiszpańska para królewska oraz książę Asturii. To cios dla polskiej literatury, dla polskiej kultury – tak o śmierci Ryszarda Kapuścińskiego mówił w rozmowie z dziennikarzami w tureckim Adampolu prezydent Lech Kaczyński. Msza święta żałobna rozpoczęła pogrzeb 31 stycznia 2007 o godz. 11 w Bazylice Świętego Krzyża w Warszawie. Przewodniczył jej prymas Polski kard. Józef Glemp. Mszę koncelebrowali m.in. kapelan Rodzin Katyńskich ks. prałat Zdzisław Peszkowski, kapelan prezydenta RP, ks. prałat Roman Indrzejczyk i ks. Adam Boniecki z "Tygodnika Powszechnego". Homilię prymasa odczytał ksiądz Piotr Pawlukiewicz. Książki Ryszarda Kapuścińskiego: * Busz po polsku (1962) * Czarne Gwiazdy (1963) * Kirgiz schodzi z konia (1968) * Gdyby cała Afryka (1969) * Che Guevara – Dziennik z Boliwii – Ryszard Kapuściński (1969) * Dlaczego zginął Karl von Spreti? (1970) * Chrystus z karabinem na ramieniu (1975) * Jeszcze dzień życia (1976) * Wojna futbolowa (1978) * Cesarz (1978) * Szachinszach (1982) * Notes (1986) * Wrzenie Świata (zbiór) (1988) * Lapidarium (1990) * Imperium (1993) * Lapidarium II (1995) * Lapidarium III (1997) * Heban (1998) * Z Afryki (2000) * Lapidarium IV (2000) * Lapidarium V (2001) * Autoportret reportera (2003) * Podróże z Herodotem (2004) * Prawa natury (2006) * Ten Inny (2006) * Lapidarium VI (2007)
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Chrystus z karabinem na ramieniu przeczytali również

Zakazane wrota Tiziano Terzani
Zakazane wrota
Tiziano Terzani
(1984) [La porta proibita] ChRL w pierwszej połowie lat 80. pod sterami Deng Xiaopinga (1904-1997),reformatora i twórcy dzisiejszego sukcesu Chin*. „[…] wszystko co dzieje się tam dzisiaj i wydarzy jutro, ma swoje korzenie w latach [80.] kiedy to mnie samemu i bardzo nielicznej grupie innych zagranicznych dziennikarzy dane było mieszkać wśród Chińczyków” (str. 8, ze wstępu do wznowienia z roku ‘98). „Opisywałem w tamtych latach kraj zawieszony między starym a nowym, coraz bardziej niepewny swoich korzeni kulturalnych, podobny do olbrzymiej, niesionej prądem tratwy, obciążonej balastem w postaci trupa – trupa [przewodniczącego] Mao [1893-1976]. Jeszcze dzisiaj jest tam tak, a nawet gorzej: niepoddany nigdzie prawdziwemu sądowi historii, Mao ciąży nadal nad duszą Chin w swoim mauzoleum, które otaczają obecnie coraz ciaśniej sklepiki z pamiątkami” (str. 9, ibid.) Tiziano Terzani (1938-2004) opowiada o okresie przejściowym, w którym przeciętny Chińczyk wciąż jeszcze klepie biedę, ale żyje już w kraju stwarzającym nowe perspektywy. Aby wyjaśnić rzeczywistość zastaną – a także z uwagi na niemożność swobodnego gromadzenia materiału, nieskrępowanego prowadzenia rozmów – dużo miejsca poświęca dekadom poprzedzającym okres swojego pobytu. Pisze o modernizacji Pekinu, realizowanej ze szkodą dla jego zabytkowej tkanki i tradycyjnego charakteru; chińskiej kolonizacji Wschodniego Turkiestanu**; Mandżurii jako podupadającym zapleczu przemysłowym ChRL; narodowej pasji do hodowli świerszczy i ptactwa (odradzającej się po latach potępienia); Szantungu w kontekście wydarzeń najnowszych – quasi-kapitalistycznej parcelacji ziem oraz gromadzeniu okruchów przeszłości, ocalałych z obłędu rewolucji kulturalnej (1966-76),o niemieckiej kolonii Tsingtau (Qingdao)*** i rehabilitacji Konfucjusza; Tybetańskim Regionie Autonomicznym, odrębności Tybetańczyków i okupacji ich kraju zasiedlanego Hanami; o zrujnowanym klasztorze Szaolin i powracającym do łask kung-fu; polityce jednego dziecka i kontroli urodzin; chińskiej szkole z perspektywy własnej córki i syna****; specjalnej strefie ekonomicznej Shenzen i wolnorynkowym Kantonie; nowych porządkach w Kaszgarii (ciąg dalszy dramatu Ujgurów); kampanii przeciwko przestępczości – publicznym egzekucjom; grom politycznym Deng Xiaopinga – kampanii przeciwko wypaczeniom duchowym; zaaresztowaniu i wydalenie z ChRL. Typowy reportaż opisuje szerszy kontekst poprzez historie poszczególnych bohaterów opowiadających o otaczającej rzeczywistości. Tu tego zabrakło – można się domyślać, że z uwagi na barierę językową i deklarowany brak swobody działania. Autor wprowadza indywidualne głosy, ale żaden z nich nie towarzyszy nam zbyt długo, a treści mają charakter bardziej ogólny niż pogłębiony, sygnalizując istotne zagadnienia bez pełniejszego omówienia. Czytelnik szerzej zaznajomiony z historią ChRL, sięgający po książkę celem pogłębienia wiedzy o sytuacji lat 80., zainteresowany świadectwem przeciętnych Chińczyków, przedstawicieli mniejszości czy kolegów po fachu reportera – będzie zawiedziony. Terzani pisał z intencją uchylenia tytułowych zakazanych wrót. Kierował swoje reportaże do szerszego grona czytelników, nie sinofilów. Z tego co czytamy, wynika, że przynajmniej część była pierwotnie publikowana w prasie. Każdy stanowi odrębną całość, i jako taki spełnia swoją rolę, nie jest to jednak opowieść o życiu Denga Tiannuo*****, o codziennym zmaganiu z obcą rzeczywistością i zaskarbianiu sympatii. Literacko tekst wypada dobrze, choć za sprawą autora i tłumacza (Krzysztof Żaboklicki) znalazło się w nim kilka potknięć merytorycznych wymagających sprostowania (naciągane 7/10). __________________________ * Reformy Denga, wzorującego się na gospodarkach Hongkongu, Singapuru, Tajwanu i Makau, przekształciły Chiny w fabrykę świata, i przy zachowaniu władz reżimu, zaprowadziły morderczy kapitalizm. Dziś Chiny nie tylko produkują i kopiują zachodnie technologie, ale coraz sprawniej tworzą własne, budując nowe, silne marki o znaczeniu globalnym (elektronika, samochody). (Przy okazji przodują w inwigilacji, i podtrzymują aparat cenzury). Pragmatyczny Deng miał powiedzieć: „Nieważne, czy kot jest czarny, czy biały, ważne, aby łowił myszy” i tym samym wyrazić aprobatę dla modelu wolnorynkowego. Dziś inwigilacja Chińczyków jest bardziej subtelna, i o ile przeciętny Wang, Li czy Zhang są oni skupieni na konsumpcji i nie dążą do obalenia reżimu, ograniczając się do krytyki władzy lokalnej, mogą żyć na poziomie zachodnim i spać spokojnie. To samo tyczy się terenów okupowanych, Tybetu i Ujgurii, kolonizowanych przez Chińczyków Han, na które świat machnął ręką, bo bardziej liczą kontakty handlowe. PRZYPIS DO PRZYPISU: 76,8% Singapurczyków to Chińczycy. Dla 35% mieszkańców Singapuru ojczystym jest mandaryński, dla 11% hokkien, dla 5,7% kantoński, a dla 1,8% inne języki chińskie – prawie 48% deklaruje angielski jako główny język komunikacji (spis powszechny z 2000, https://pl.wikipedia.org/wiki/Singapur). Z perspektywy Denga Singapur był kolejnym, chińskim miastem. Informacja o tym, że zrehabilitowany Deng miał konkretne rozwiązania pod nosem, i zdecydował się odtworzyć w większej skali, pierw na wybrzeżu a potem w reszcie kraju, jest w książę pominięta. Podobnie jak domniemany cytat o umaszczeniu kota. ** Mongolska Dżungaria i turkijska Kotlina Tarymska (Ujguristan, Ujguria). *** Cesarstwo Niemieckie gospodarowało w Szantungu krótko, w latach 1897-1914, ale to Niemcy postawili stoi tam do dziś. Wpisuje się to w narodowy stereotyp. **** W momencie publikacji, pojawiły się kontrowersje co do autorstwa, i chyba nie bezzasadne, bo już po pierwszej stronie pojawia się myśl, że Tiziano Terzani pisze go w imieniu swoich dzieci, na podstawie ich opowieści. Autor zapiera się jednak, że „[…] napisały go zupełnie same” (str. 345). Nawet jeśli tak było, to musiał przejść solidną ojcowską redakcję, bo dzieci w wielu lat 9 (córka) i 11 (syn) nie są tak biegłe językowo. ***** Włoski Reporter, rozpoczyna od informacji o przybraniu chińskiego imienia i nazwiska, co daje nadzieję na osobiście zaangażowaną opowieść w stylu Petera Hesslera. Nic z tego jednak nie wynika. • Jak wielu młodych Europejczyków z Zachodu, Terzani uległ urokowi Mao, ale do ChRL wjechał dopiero wtedy, kiedy tłusty przywódca kopnął w kalendarz, a stery przejął inny starzec, Deng Xiaoping. „Przybyłem w styczniu 1980 i pojąłem od razu, że rzeczywistość jest mniej piękna od marzeń. Przyjechałem szukać nowej kultury, jakoby zrodzonej z rewolucji, a znalazłem resztki starej, wspaniałej kultury, którą zdążono metodycznie zniszczyć” (str. 14). „[…] jeździłem wszędzie, dokąd tylko się dało, od zakątka Chin wysuniętego najbardziej na zachód, w prowincji Sinkiang, do ich leżącego najdalej na wschód krańca w prowincji Szantung, od Mandżurii na północy po tropikalną wyspę Hajnan na południu” (str. 14-15). Mimo wydarzenia opisanego w ostatnim rozdziale, udało mu się powrócić do Chin kilka lat później, akurat po to, by zrelacjonować wydarzenia na placu Tian’anmen (‘89). • Ciąg dalszy tej historii napisał Peter Hessler w książce Przez drogi i bezdroża. Podróż po nowych Chinach [Country Driving: A Journey Through China from Farm to Factory] (2010). Sporo ciekawych spostrzeżeń znajduje się również w jego wcześniejszym reportażu Kości wróżebne. Podróż po przeszłości i teraźniejszości Chin [Oracle Bones: A Journey Between China’s Past and Present] (2006). Dobrą lekturą, będzie również Prowadzący umarłych Liao Yiwu [The Corpse Walker: Real Life Stories: China from the Bottom Up] (2008). • Książka trafiła do księgarń w 1984, i pod wieloma względami przypomina Rok 1984 Orwella zmiksowany ze swojskimi bolączkami PRL-u. Dzisiejsi Chińczycy żyją w pełnym rozdwojeniu jaźni, w deklarowanym socjalizmie i faktycznym kapitalizmie. Stali się społeczeństwem hiperkonsumpcyjnym, komercjalizującym przeszłość i teraźniejszość. Reżim uległ modernizacji, jest subtelniejszy, a kontrola i cenzura przeszły do sfery cyfrowej. Z kraju biednego, Chiny awansowały do roli globalnego gracza o imperialnych ambicjach i twórcy nowych technologii. Reportaże Terzaniego dokumentują początki tego procesu. • ZAKAZANE WROTA „Próbowałem zamieszkać w zwykłym chińskim domu, w chińskiej dzielnicy, lecz okazało się to absolutnie niemożliwe. Cudzoziemcy mogą mieszkać tylko w granicach tak zwanej »dzielnicy dyplomatycznej«, której bramy są dzień i noc strzeżone przez uzbrojonych policjantów; funkcjonariusze ci rejestrują wszystkich wchodzących i wychodzących” (str. 15). „Podobnie jak w bajce o zaklętym zamku, w którym przybysz może robić wszystko, ale nie wolno mu otworzyć pewnych wrót, bo wpuści złe duchy, ja takich wrót nie mogłem nie otworzyć. No i oczywiście złe duchy się na mnie rzuciły. Po ponadczteroletnim pobycie w Chinach zaaresztowano mnie, przesłuchano i poddano całomiesięcznej reedukacji […]. […] Oskarżono mnie na koniec o niepopełnione przestępstwo i wydalono z granic państwa” (str. 17). Jest to też odwołanie do Zakazanego Miasta w Pekinie, kompleksu pałacowego dynastii Ming i Quing (str. 32). • UWAGI (wyd. II 2011, tłum. Krzysztof Żaboklicki, W.A.B.): Str. 84 – Terzani pisze, że pustynia Takla Makan była przez Mongołów nazywana Gobi, ale Takla Makan i Gobi to dwa różne obszary geograficzne (?). Str. 87 – „Kazachów o orlich nosach” – wprawdzie jest to naród językowo turecki, ale o fizjonomii rasy żółtej… taki kształt nosa nie jest typowy dla Kazachów; wspomina też „jasnowłosych chłopców Uzbeckich o wielkich, niezwykle zielonych oczach” – sytuacja identyczna jak powyżej, Uzbecy reprezentują typ mongoloidalny… przytaczany wygląd jest dosyć nietypowy (przydałoby się kilka słów wyjaśnienia). Str. 88 – „Xinjiang: »Nowe Terytoria«” – w polskim „Sinkiang/Sinciang” częściej tłumaczy się jako „nowe kresy” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Sinciang) lub „nowe pogranicze” (vide Michał Lubina, Chiński obwarzanek. Od Tajwanu po Tybet, czyli jak Chiny tworzą imperium, Kraków 2023, str. 151). Angielska Wikipedia dopuszcza oba warianty: „It can be translated as »new frontier« or »new territory«” (https://en.wikipedia.org/wiki/Xinjiang). Str. 93 – Mongolii (Mongolii Wewnętrznej). Str. 105 – Harbin jako „miniaturowa replika Moskwy” to gruba przesada. Str. 127 – dżipem? (x2, gazikiem?) Str. 194 – autor pomija istotną informację, administracyjne granice Tybetu w ramach ChRL są mniejsze niż Tybet historyczny, etniczny i kulturowy; to co pisze na str. 206, o Tybetańczykach rozproszonych w innych prowincjach, np. Syczuanie, zdaje się potwierdzać tę nieświadomość. „Region Amdo, Kham i pozostałe terytoria oddzielono od tego, co dziś składa się na TRA [Tybetański Region Autonomiczny] ChRL, włączono je do Qinghai, Gansu, Syczuanu i Yunnanu […]” (Michał Lubina, Chiński obwarzanek. Od Tajwanu po Tybet, czyli jak Chiny tworzą imperium, Kraków 2023, str. 205-206). Str. 196 – Tiziano Terzani pisze o telepatii jak o faktycznej, a nie domniemanej umiejętności (a przynajmniej tak to zaserwowano w tłumaczeniu). Str. 222 – Frankenstein, wł. potwór Frankensteina. Str. 226 – „[…] Li Xianniana, obecnego prezydenta Republiki […]” – ChRL nie ma prezydenta, funkcja jaką sprawował Li to przewodniczący (kiedyś, w jednym z polskich serwisów informacyjnych, bodajże w Faktach na TVN-ie, Xi Jinping był również podpisany jako prezydent). Str. 242 – autor pisze, że w każdym chińskim mieście jest plan Ludowy z portretem Mao, ale wcześniej, bodaj nawet dwukrotnie, wspomina że portret przewodniczącego ostał się tylko w Pekinie, na Bramie Niebiańskiego Spokoju… Str. 279 – chorągwi (fladze!); str. 281/283/286 – kierowniczka/kierowniczki (dyrektorka/dyrektorki?); str. 293 – „chorągiew angielska”, nie chorągiew, i nie angielska – brytyjska flaga (Union Jack); str. 294 – „kontynentem chińskim” [sic!] – chodzi o Chiny kontynentalne, tj. ChRL, stojące w opozycji wobec obszarów etnicznie chińskich, ale poza komunistyczną jurysdykcją, położonych na wyspach i półwyspach (Makau, Hongkong, Republika Chińska/Tajwan). Czy przeliczenia juanów na euro odzwierciedlają inflację? (Euro w formie wirtualnej wprowadzono w 1999, a w fizycznej w 2002, książka jest z 1984). Str. 45 – „,będzie” (źle postawiony przecinek); str. 68 – przedmioty-przedmioty; str. 87 – „szisz kebabu” (zgubiony przecinek); str. 149 – zbytnich ceremonii (tu: zbędnych ceregieli?); str. 175 – najświeższych egzekucjach (najbliższych/najnowszych?); str. 197 – informacja o braku dróg w Tybecie pada dwa razy na tej samej stronie (!); str. 250 – wybijające (wcierające); str. 312 – „[…] fryzjerzy wodzą po policzkach klientów lśniącymi brzytwami […]” (balwierze?); str. 315 – krainy Kaszgar (Kaszgarii) + państwa Kaszgar (Kaszgarii); str. 317 – krainy Kaszgar (Kaszgarii); str. 338 – przerwa przed przecinkiem.
Gracjan - awatar Gracjan
ocenił na72 miesiące temu
Gottland Mariusz Szczygieł
Gottland
Mariusz Szczygieł
Książka o pewnym marginalnym kraju napisana przez przedstawiciela innego marginalnego kraju. Tak mniej więcej zwykł mawiać o sobie i o przedmiocie swoich czeskich reportaży Mariusz Szczygieł. Jak już się niejednokrotnie przekonałem, Polacy wbrew wielowiekowej bliskości geograficznej zdają się niewiele wiedzieć o swoich południowych sąsiadach. I ja, mimo własnej nieskrywanej czechofilii, w trakcie lektury "Gottland" zacząłem umieszczać siebie w tej kategorii. Wraz z każdym kolejnym rozdziałem tego dobrze udokumentowanego, a jednocześnie pisanego lekkim piórem reportażu uświadamiałem sobie, jak mało wiem o českých lidech. Ze wspomnień, zapisów rozmów, wycinków prasowych, raportów przeróżnych służb, własnych przeżyć i refleksji autor maluje potret Czechów w trudnym XX wieku, trwających jakby wbrew kaprysom historii i chwytających się mało heroicznych strategii przetrwania. Poznajemy historię rodziny Batów w jej pogoni za realizacją kapitalistycznego snu i marzenia o modernizacji, perypetie gwiazdy przedwojennego kina Lidy Baarovej, której los wybrał rolę kochanki Goebbelsa, tragiczną historię budowy największego pomnika Stalina na świecie, zmagania przeciwników komunistycznej władzy, która nie chciała uznać dziejowych prawideł odwilży i po śmierci radzieckiego Ojca Narodów była jeszcze bardziej zamordystyczna niż wcześniej, perypetie czeskiego słowika Karola Gotta, Heleny Vondraćkovej i Marty Kubišovej brutalnie zepchniętej na bocznicę nie tylko publicznego ale i prywatnego życia, zmagania siostrzenicy Kafki z jego niełatwym dziedzictwem i setki tysięcy Czechów, którzy mimo, że nikt oficjalnie nie zakazał im wypowiadać pewnych słów, sami wiedzieli co można mówić, a czego nawet nie powinni byli pomyśleć. Tekst sam płynie, bo mimo niewątpliwego ciężaru tematycznego, Mariusz Szczygieł pisze lekko i zabawnie, tworzy nieoczywiste połączenia, zaskakuje bystrością spojrzenia. Polecam tę książkę wszystkim, którzy o Czechach nic nie wiedzą, a jeszcze bardziej tym, którzy myślą, że nic co ceskie nie jest im obce.
Marcin Piątkowski - awatar Marcin Piątkowski
ocenił na822 dni temu
Zrób sobie raj Mariusz Szczygieł
Zrób sobie raj
Mariusz Szczygieł
Mariusz Szczygieł to człowiek instytucja, którego nie trzeba przedstawiać: dziennikarz, publicysta, aktywista ale dla mnie przede wszystkim pisarz. Zaskarbił moje serce serią „Antologia polskiego reportażu” w której porwał mnie swoimi komentarzami do wydarzeń z blisko stu lat, którymi swego czasu żyła cała Polska i z czasem odchodziły w zapomnienie. Miałem kilkukrotnie przyjemność towarzyszyć autorowi podczas spotkań z czytelnikami i właśnie na jednym z nich nabyłem „ Zrób sobie raj”, którą zamiast z miejsca przeczytać odłożyłem głęboko na półkę. Szczęśliwie wpadła w moje ręce bo zaczął się weekend a w porę nie zaopatrzyłem się w biblioteczne łupy i tako oko zostałem sam na sam z zapomnianą książką. Uważana za kontynuacje wielokrotnie nagradzanego Gottlandu przybliża nam Czechów z ich całym dobrodziejstwem. Z wadami i pozytywami, z wartościami i obawami, które mogły z początku odbierać jako dziwaczne ale z czasem po zastanowieniu stały się bliższe i zrozumiałe. Nie ma w książce tematów tabu: jest mowa o śmierci i przemijaniu, o podejściu do seksu religii (przypadkowe zestawienie…),do upadłego szczęśliwie systemu ale też o cierni jaką pozostawił w naszych sąsiadach nasza interwencja pod oczywiście wodzą wierchuszki z Moskwy na ich kraj w 1968r. Musieliśmy spełniać oczywiście rozkazy i nie było szans na inną postawę ale niesmak został aż do teraz mimo ponad półwiecza od tych pamiętnych chwil. Książka to nic innego jak reportaż i wywiad jednocześnie, który Szczygieł osobiście przeprowadził z szeregiem rozmówców. Ludzie, którzy tworzyli i często jeszcze tworzą awangardę czeskiej kultury. Są nimi min. malarze, rzeźbiarze, fotograficy, którzy często szli pod prąd co nie było łatwe w czasach w których każdy przejaw nieposłuszeństwa był z surowością tępiony i karany. Cierpliwość i determinacja sprawiły, że i tak świat się o nich upomniał i często zrobili światowe kariery ale będąc już u schyłku swojej aktywności zawodowej. Na szczęście kultura nie zna obecnie granic o czym zapominamy jak całkiem niedawno trzeba było się martwić nie tylko o byt ale swoje bezpieczeństwo w swoim własnym kraju. Szczygieł ma tą rzadką umiejętność prowadzenia rozmowy (kto nie pamięta pierwszego polsatowskiego talkshowa),kiedy potrafi wciągnąć rozmówcę w partnerski dialog i odkrywanie nieodkrytych kart z jego życiorysu. Czytelnik ma okazję uczestniczyć w niej jako niewidzialny bohater. Nie musi zadawać pytań bo prowadzący wywiad doskonale sprawdza się w tej roli i to co najważniejsze jest pokazane a jeszcze inne niedopowiedziane i to jest tajemnica sukcesu jego relacji z gościem. Odniosłem wrażeni, że Czesi są zagadką. Stereotypy, które nad nimi ciążą wcale nie mają pokrycia w rzeczywistości a im więcej będziemy o nich wiedzieć tym łatwiej przyjdzie nam ich zrozumieć. A na pewno warto tak jak i warto przyswoić sobie tą ale inne książki tego wyjątkowego człowieka jakim w moich oczach jest niewątpliwie pan Mariusz.
Krzysztof Stefański - awatar Krzysztof Stefański
ocenił na91 miesiąc temu
Gorączka latynoamerykańska Artur Domosławski
Gorączka latynoamerykańska
Artur Domosławski
Reportaż Artura Domosławskiego nie tylko jest opisem historii kontynentu, ale też próbą opisania dziedziczonej nierówności, wpisanej w jego fundamenty. Ziemia oddana w ręce przybyszów z Półwyspu Iberyjskiego, uprawiana przez niewolników z Afryki lub Autochtonów - garstka uprzywilejowanych i miliony pozbawione nadziei na lepsze jutro. Ten model przetrwał wszystko: kolonie, wojskowe dyktatury, ideologiczne fale XX wieku od socjalizmu po neoliberalizm, niezmiennie pozostawiając ten kontynent w kryzysie nadziei. Nadziei na: przełamanie nierówności społecznych, analfabetyzmu, stworzenie realnych perspektyw. W tym kontekście nawet socjalizm przybiera inne znaczenie niż w Europie. Staje się aktem sprzeciwu wobec zależności, niesprawiedliwości i przemocy w dwubiegunowym świecie II połowy XX wieku, w którym głoszono, że mogą być tylko dwie miski: kapitalizmu i komunizmu. Nic innego i nic pomiędzy.. Siłą tej książki jest również konstrukcja. Domosławski tworzy reportaż totalny: panoramiczny obraz procesów społecznych, historycznych, diagnoza w skali makro, a z drugiej skupia się na jednostce, pokazując konsekwencje, przyczyny w skali mikro. Ponadto konfrontuje różne głosy, racje, nie dając prostej odpowiedzi - raczej, jak Galeano - odsłania żyły Ameryki. Gęsta, momentami wymagająca, ale mimo ćwierćwiecza od powstania, wciąż żywa książka. Jej siła tkwi nie tylko w temacie, ale i w języku: dynamicznym, potrafiącym uchwycić emocje, jednostkowy los, ale i uogólnienie. Ważny punkt wyjścia dla każdego, kto interesuje się Ameryką Łacińską.Dla mnie jedna z tych książek, które stanowią kwintesencję reportażu.
mariuszowelektury - awatar mariuszowelektury
ocenił na918 dni temu
Dobre miejsce do umierania Wojciech Jagielski
Dobre miejsce do umierania
Wojciech Jagielski
W czasie jednej ze swoich podróży, opisanych w książce, Wojciech Jagielski odwiedził katolikosa Wazgena I i zapytał go, czy można było uniknąć wojen na Kaukazie. Otrzymał wtedy niezwykle trafną odpowiedź: „każdej wojny można uniknąć, bo jej źródło tkwi w nas samych — w naszej pogardzie wobec innych i niecierpliwości wobec cudzych poglądów”. To niezwykle mądre i uniwersalne przesłanie, które doskonale podsumowuje istotę reportażu „Dobre miejsce do umierania”. Autor perfekcyjnie oddaje skomplikowaną tożsamość narodów kaukaskich, gdzie zamiast granic geograficznych wciąż istnieją niewidzialne linie frontu. Dziś może jest to mniej widoczne, ale przez większość lat dziewięćdziesiątych Kaukaz pogrążony był w konfliktach — i to między narodami, których na tym niewielkim obszarze mieszka ponad sto. Łączy ich wiele, ale równie dużo dzieli. Na Kaukazie niczego się nie zapomina; dawne krzywdy, nawet sprzed setek lat, są wciąż żywe i aktualne, bo tu przeszłość nieustannie wpływa na teraźniejszość. Choć książka powstała blisko dwadzieścia lat temu, wciąż pozostaje aktualna. Jagielski, przemierzając Kaukaz w czasach ciągłych konfliktów, opowiada tak naprawdę o uniwersalnych mechanizmach, które można zauważyć w wielu miejscach na świecie. Wynika z niej ważna przestroga: pokój nie jest nam dany raz na zawsze, lecz jest zadaniem, o które musimy nieustannie zabiegać. Ta refleksja czyni z „Dobrego miejsca do umierania” lekturę nie tylko o przeszłości Kaukazu, ale i o wyzwaniach współczesnego świata.
Arek - awatar Arek
ocenił na84 miesiące temu
Dobranoc, Panie Lenin! Tiziano Terzani
Dobranoc, Panie Lenin!
Tiziano Terzani
Pod względem narracyjnym najlepsza z przeczytanych przeze mnie książek Terzaniego. Jeśli chodzi o kwestie merytoryczne, poniżej wypisałem grubsze rzeczy, które zauważyłem po drodze. Terzani wymienia poszczególne narody środkowoazjatyckich republik, łącznie z Tadżykami i twierdzi, że wspólną cechą wszystkich jest posługiwanie się językami wywodzącymi się z tureckiego. Podstawowa wiedza wystarczy, by wiedzieć, że to nieprawda. Tadżycy mówią dialektem perskiego. Wbrew temu, co pisze Terzani, Tadżycy nie są szyitami. Jakieś 95% to sunnici. Z Pandżakentu nie widać Pamiru. Z Duszanbe do Buchary także nie leci się nad Pamirem. O Duszanbe Terzani pisze: „W 1924 była to zaledwie wioska licząca czterdzieści dziewięć domów i dwieście dziewięćdziesięciu trzech mieszkańców”. W rzeczywistości już w czasach, gdy Duszanbe było pod władzą carskiej Rosji zamieszkiwało je 10 000 ludzi, znajdowały się tam dwie medresy i czternaście meczetów. Stwierdzenie, że Kirgizi i Uzbecy mówią „właściwie tym samym językiem” to lekkie nadużycie. Kirgizi i Kazachowie - praktycznie tak. Autor pisze też, że jako pierwsi osiedlili się w Azji Środkowej Mezopotamczycy. Fakt, że Medowie przejściowo kontrolowali część tego regionu, ale nie byli tam pierwsi, a określenie ich jako Mezopotamczyków jest trochę naciągane. Uzbekistan nie graniczy z Chinami. Rozumiem, że w 1991 mało kto znał na pamięć, która z nowo powstałych republik graniczy z kim, ale naprawdę wystarczyło raz spojrzeć na mapę przed oddaniem książki wydawnictwu. „Uzbecy od wieków znani są ze swojego wiernopoddańczego stosunku do władzy i z politycznej bierności”. Przyznaję, że pierwszy raz słyszę taką opinię. Zdaje się jej przeczyć, nie szukając w zbyt odległych czasach, zaangażowanie Uzbeków w ruchy basmaczy i dżadidów. Przypomniał mi się w tej sytuacji po pierwsze Kapuściński, bzdurnie przypisujący w „Szachinszachu” podobne cechy sunnitom, oraz po drugie, niedawno czytany Kościelniak, który dla odmiany twierdzi, że Uzbecy nie są bierni, wręcz przeciwnie - mają mentalność Timura. Wniosek jest taki, że aby zakreślać tak daleko idące generalizacje trzeba a) dwa razy się zastanowić, b) wiedzieć trochę więcej o grupie, którą się opisuje. Znajduje się tu kilka wzmianek o narkotycznej roślinie podobnej do marihuany, rosnącej na pograniczu kirgisko-kazachskim. Myślę, że chodzi o to, co miejscowi powszechnie nazywają анаша - nie jest to nic innego, jak po prostu marihuana. Nie mogę się powstrzymać od zacytowania jednej z piosenek Vavamuffin „jedni mówią na to ganja/ inni mówią na to callie/inni znowu marihuana/a to się po prostu pali” Prawdopodobnie jest tu jeszcze więcej nieścisłości, których nie potrafiłem wychwycić. Z jednej strony nie dziwię się, bo książka była pisana na gorąco, fragmentami w trakcie podróży, w czasach, kiedy nie było internetu, a wiele kwestii było poruszanych tylko w rosyjskojęzycznej literaturze. Z drugiej strony niektóre błędy, jak rzekoma granica Chin z Uzbekistanem są po prostu ordynarne i mógłby je przed publikacją wychwycić np. dowolny uczony zajmujący się w 1991 roku tym obszarem. Terzani trafnie zauważa, że jeśli gdzieś w regionie rozwinie się muzułmański ekstremizm, to stanie się to w Uzbekistanie. Niedługo potem Dżuma Namangani, były spadochroniarz Armii Radzieckiej, wyjechał z kraju, by wspomóc tadżycką opozycję w wojnie domowej. Gdy wrócił, założył Islamski Ruch Uzbekistanu, którego wyczyny stały się sporym problemem dla władz. Dwie rzeczy są prawdziwe jednocześnie. To jest kawał dobrego reportażu napisany przez człowieka z takim doświadczeniem życiowym, jakie ma może 1/10000 ludzi. Jednocześnie jest tu jest tak wiele błędów rzeczowych, że słabo spisuje się jako źródło wiedzy.
twujstary8 - awatar twujstary8
ocenił na67 miesięcy temu
Taxi. Opowieści z kursów po Kairze Chalid al-Chamisi
Taxi. Opowieści z kursów po Kairze
Chalid al-Chamisi
"My w Egipcie mamy ogromne szczęście. To jeden z najpiękniejszych, najwspanialszych krajów świata, a pan sobie w nim mieszka. I jeśli tylko otworzyć serce, można w Egipcie zobaczyć rzeczy niesamowite". – przekonywał autora tej książki jeden z kairskich taksówkarzy. Przyglądając się tylko nocnej panoramie stolicy kraju, trudno nie przyznać mu racji, ale jeśli nastawić uszu tak, jak autor i usłyszeć jak to egipskie serce bije niespokojnie, można zobaczyć to, co w Egipcie nie jest już takie piękne, ale gorzko-smutne. Życie. To dlatego uczynił z niego adresata motta umieszczonego w książce "Dedykuję tę książkę Życiu, które mieszka w słowach prostych ludzi - w nadziei, ze pochłonie pustkę, jaka mieszka w nas". To o nim opowiadają autorowi kierowcy taksówek, z których usług bardzo często korzystał, udając się w różne miejsca Kairu "między kwietniem 2005 a marcem 2006 roku", jak wyjaśnił we wstępie. A ja, gdzieś tam w tym potoku samochodów, przycupnięta na tylnym siedzeniu, jak niewidzialny pasażer na gapę, razem z nim przysłuchiwałam się z ogromnym zaciekawieniem i uwagą tym nierzadko intymnym rozmowom z różnymi mężczyznami, "wszelkich profesji i wszystkich poziomów wykształcenia, od analfabety poczynając, a na magistrze kończąc", w różnym wieku i na odmiennych etapach swojego życia, którzy podjęli się tego wyjątkowo trudnego i mało płatnego zajęcia w Kairze z różnych względów. Najczęściej z powodu ogromnego bezrobocia i łatwości otrzymania koncesji. I tak jak różni byli rozmówcy, tak odmienne były dialogi, czasami przechodzące w monolog z odmianą zaśpiewu, jak określił go autor. Byłam świadkiem osobistych nieszczęść wywołujących łzy i radości przeciętnych Egipcjan starających się znaleźć swoją własną, w miarę spokojną i dostatnią drogę w otaczającej ich kairskiej rzeczywistości. A łatwo nie było. Nie ułatwiał im tego ani rząd, ani los. Pierwszy tworzył państwo biurokratyczne, sprzyjające korupcji, o ustroju kapitalistycznym z mentalnością człowieka socjalistycznego i domieszką elementów łagodnej dyktatury z kultem jednostki, co absolutnie nie ułatwiało życia większości obywateli, a drugi zsyłał dodatkowo nieszczęścia i plagi nomen omen egipskie. A to w postaci dżinna i demona nawiedzającego dom, a to choroby w rodzinie, a to dylematu moralnego wyboru, troski o spłatę rat, braku pieniędzy na jedzenie lub kształcenie dzieci albo niechcianej miłości do prostytutki. Jednak były dwie cechy, które łączyły wszystkie te rozmowy. Pierwsza to ogromne poczucie inteligentnego humoru, zamieniającego narzekania w żart słowny lub komedię sytuacji, wywołujące uśmiech na mojej twarzy, a nawet głośny śmiech, a czasami w groteskę, pozostawiającą w moim sercu żal, smutek i poczucie bezsilności rozmówcy. A druga cecha to ogromna ufność i nadzieja pokładana w Bogu, na którego często się powoływali, a co w moim kraju obserwuję już tylko w najstarszym pokoleniu. W ich słowach "tkwiła głęboka i płynąca z serca wiara, szczera wiara w istotę rzeczywistości, nie w jej sztuczne przejawy". Jednak to właśnie tym rozmówcom przysłuchiwałam się najpilniej i najuważniej, czytając niektóre kilka razy. Mieli w sobie jakąś prastarą mądrość. Wiedzę, na której fundamentach potrafili zbudować swój światopogląd dający im poczucie celu w życiu i stabilności emocjonalnej w tym kochanym, ale niestabilnym politycznie i gospodarczo, trudnym do życia kraju. To dlatego czasami wysiadałam z taksówki obciążona smutkiem tłumionego szlochu mężczyzny, a innym razem będąc optymistycznie przekonaną, że jestem jak ta czarna mrówka na czarnej skale ciemną nocą, a mrówkę żywi Bóg". Takich lekcji odebrałam bardzo dużo, mając wrażenie, że przebywam w czasach Alladyna, a ja obcuję nie z kierowcą, ale buddyjskim mnichem, pustynnym ascetą czy świętym z eremu. Zupełnie jakbym czytała współczesne przypowieści, w klimacie sprzed wieków. Tego nie da żadna wycieczka turystyczna. Gdybym tę książkę czytała w roku jej wydania (w Egipcie ukazała się w 2006 roku) pomyślałabym, że Egipcjanie mają wyjątkowy dar, może nawet większy od Polaków, do narzekania na wszystko, nadinterpretując i konfabulując na zawołanie. I to byłby ogromny błąd w moim rozumowaniu, bo wypadki na Placu Tahrir w 2011 roku dowiodły o zasadności i prawdziwości ich słów i żalu, a nawet nienawiści do rządu. A jeśli tak, to boję się pomyśleć o innych aspektach tych 58 rozmów. Chociażby antyamerykańskiego nastawienia, które podsuwa ciekawy materiał do analizy. To nieeuropejskie spojrzenie na świat i politykę rządów innych państw dominujących jest nie tyle odmienne, ile zastanawiające i podważające dotychczasowe ich postrzeganie. Żałuję ogromnie, że to nie są wszystkie rozmowy, jakie przeprowadził autor z kairskimi taksówkarzami. Niektóre z nich okroił, czasami zmienił określenie na łagodniejsze, z innych zrezygnował, by móc w ogóle je wydać bez konsekwencji prawnych i zagrożenia własnego bezpieczeństwa, ale i tak na ich podstawie mogłam śmiało zbudować socjologiczny obraz społeczeństwa egipskiego, w którym nastroje antyrządowe mocno wrzały. Niestety, prezydent Hosni Mubarak nie jeździł taksówkami, by usłyszeć to, co ja i zakończył rządy na sali sądowej (miał szczęście w kontekście losów przywódców krajów sąsiedzkich),a Egipcjanie od narzekania przeszli do czynów. Niedawno odbyły się wybory nowego prezydenta i mam nadzieję, że tym razem nikt nie powie tak, jak jeden z rozmówców – "Nas od nich wszystkich różni nie demokracja, bo demokracja to fikcja, istnieje tylko w książkach. Różni nas prawo. U nich prawa się przestrzega, a u nas nie. Taka różnica". Ja widzę jeszcze jedną. Mój kraj organizuje i bawi się na Euro 2012, a Egipt toczy krwawe rewolucje. To dobry kontrast, bym doceniła i chroniła to, co osiągnęli moi rodacy – stabilizację i poczucie bezpieczeństwa, o których Egipcjanie marzą, o które się modlą i walczą. Życzę im tego z całego serca, żeby w przyszłości mieli powody do narzekania tylko na dziury w drogach i na kłótnie polityków o miejsce obchodów ważnych rocznic i stawianych pomników. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na84 lata temu

Cytaty z książki Chrystus z karabinem na ramieniu

Więcej

Nasz naród do życia potrzebuje nieszczęścia. Dopiero, kiedy pojawia się nieszczęście – nieudane powstanie warszawskie czy inna klęska – jesteśmy kimś. Krzywda nas wywyższa ponad inne narody. Polska kultura jest kulturą nekrofilską. Śmierć powoduje uszlachcenie człowieka…. Polacy są więc lepsi w celebrowaniu pogrzebów i klęsk niż sukcesów… . Polacy umieją się jednoczyć, ale wokół nieszczęścia. A ponieważ wiemy, że świat nie docenia naszego cierpienia, pokażemy: w celebrowaniu śmierci i tragedii jesteśmy mistrzami świata!… Az świat wreszcie przyzna: oni cierpieli najbardziej. Bardziej niż Żydzi. Już zresztą się słyszy: „Nikt tak nie umie cierpieć , jak my”.

Nasz naród do życia potrzebuje nieszczęścia. Dopiero, kiedy pojawia się nieszczęście – nieudane powstanie warszawskie czy inna klęska – jest...

Rozwiń
Ryszard Kapuściński Chrystus z karabinem na ramieniu Zobacz więcej

Jeżeli nie wkroczy świat, tej wojny nie zakończy żadna ze stron. Za dużo nienawiści, za dużo śmierci, zbyt wielka przepaść, za dobra pamięć.

Jeżeli nie wkroczy świat, tej wojny nie zakończy żadna ze stron. Za dużo nienawiści, za dużo śmierci, zbyt wielka przepaść, za dobra pamięć.

Ryszard Kapuściński Chrystus z karabinem na ramieniu Zobacz więcej

Każdy wie, kim jest ambasador USA w kraju Ameryki Środkowej: jest Panem Bogiem.

Każdy wie, kim jest ambasador USA w kraju Ameryki Środkowej: jest Panem Bogiem.

Ryszard Kapuściński Chrystus z karabinem na ramieniu Zobacz więcej
Więcej