(1984)
[La porta proibita]
ChRL w pierwszej połowie lat 80. pod sterami Deng Xiaopinga (1904-1997),reformatora i twórcy dzisiejszego sukcesu Chin*.
„[…] wszystko co dzieje się tam dzisiaj i wydarzy jutro, ma swoje korzenie w latach [80.] kiedy to mnie samemu i bardzo nielicznej grupie innych zagranicznych dziennikarzy dane było mieszkać wśród Chińczyków” (str. 8, ze wstępu do wznowienia z roku ‘98).
„Opisywałem w tamtych latach kraj zawieszony między starym a nowym, coraz bardziej niepewny swoich korzeni kulturalnych, podobny do olbrzymiej, niesionej prądem tratwy, obciążonej balastem w postaci trupa – trupa [przewodniczącego] Mao [1893-1976]. Jeszcze dzisiaj jest tam tak, a nawet gorzej: niepoddany nigdzie prawdziwemu sądowi historii, Mao ciąży nadal nad duszą Chin w swoim mauzoleum, które otaczają obecnie coraz ciaśniej sklepiki z pamiątkami” (str. 9, ibid.)
Tiziano Terzani (1938-2004) opowiada o okresie przejściowym, w którym przeciętny Chińczyk wciąż jeszcze klepie biedę, ale żyje już w kraju stwarzającym nowe perspektywy. Aby wyjaśnić rzeczywistość zastaną – a także z uwagi na niemożność swobodnego gromadzenia materiału, nieskrępowanego prowadzenia rozmów – dużo miejsca poświęca dekadom poprzedzającym okres swojego pobytu.
Pisze o modernizacji Pekinu, realizowanej ze szkodą dla jego zabytkowej tkanki i tradycyjnego charakteru; chińskiej kolonizacji Wschodniego Turkiestanu**; Mandżurii jako podupadającym zapleczu przemysłowym ChRL; narodowej pasji do hodowli świerszczy i ptactwa (odradzającej się po latach potępienia); Szantungu w kontekście wydarzeń najnowszych – quasi-kapitalistycznej parcelacji ziem oraz gromadzeniu okruchów przeszłości, ocalałych z obłędu rewolucji kulturalnej (1966-76),o niemieckiej kolonii Tsingtau (Qingdao)*** i rehabilitacji Konfucjusza; Tybetańskim Regionie Autonomicznym, odrębności Tybetańczyków i okupacji ich kraju zasiedlanego Hanami; o zrujnowanym klasztorze Szaolin i powracającym do łask kung-fu; polityce jednego dziecka i kontroli urodzin; chińskiej szkole z perspektywy własnej córki i syna****; specjalnej strefie ekonomicznej Shenzen i wolnorynkowym Kantonie; nowych porządkach w Kaszgarii (ciąg dalszy dramatu Ujgurów); kampanii przeciwko przestępczości – publicznym egzekucjom; grom politycznym Deng Xiaopinga – kampanii przeciwko wypaczeniom duchowym; zaaresztowaniu i wydalenie z ChRL.
Typowy reportaż opisuje szerszy kontekst poprzez historie poszczególnych bohaterów opowiadających o otaczającej rzeczywistości. Tu tego zabrakło – można się domyślać, że z uwagi na barierę językową i deklarowany brak swobody działania. Autor wprowadza indywidualne głosy, ale żaden z nich nie towarzyszy nam zbyt długo, a treści mają charakter bardziej ogólny niż pogłębiony, sygnalizując istotne zagadnienia bez pełniejszego omówienia. Czytelnik szerzej zaznajomiony z historią ChRL, sięgający po książkę celem pogłębienia wiedzy o sytuacji lat 80., zainteresowany świadectwem przeciętnych Chińczyków, przedstawicieli mniejszości czy kolegów po fachu reportera – będzie zawiedziony. Terzani pisał z intencją uchylenia tytułowych zakazanych wrót. Kierował swoje reportaże do szerszego grona czytelników, nie sinofilów. Z tego co czytamy, wynika, że przynajmniej część była pierwotnie publikowana w prasie. Każdy stanowi odrębną całość, i jako taki spełnia swoją rolę, nie jest to jednak opowieść o życiu Denga Tiannuo*****, o codziennym zmaganiu z obcą rzeczywistością i zaskarbianiu sympatii.
Literacko tekst wypada dobrze, choć za sprawą autora i tłumacza (Krzysztof Żaboklicki) znalazło się w nim kilka potknięć merytorycznych wymagających sprostowania (naciągane 7/10).
__________________________
* Reformy Denga, wzorującego się na gospodarkach Hongkongu, Singapuru, Tajwanu i Makau, przekształciły Chiny w fabrykę świata, i przy zachowaniu władz reżimu, zaprowadziły morderczy kapitalizm. Dziś Chiny nie tylko produkują i kopiują zachodnie technologie, ale coraz sprawniej tworzą własne, budując nowe, silne marki o znaczeniu globalnym (elektronika, samochody). (Przy okazji przodują w inwigilacji, i podtrzymują aparat cenzury). Pragmatyczny Deng miał powiedzieć: „Nieważne, czy kot jest czarny, czy biały, ważne, aby łowił myszy” i tym samym wyrazić aprobatę dla modelu wolnorynkowego. Dziś inwigilacja Chińczyków jest bardziej subtelna, i o ile przeciętny Wang, Li czy Zhang są oni skupieni na konsumpcji i nie dążą do obalenia reżimu, ograniczając się do krytyki władzy lokalnej, mogą żyć na poziomie zachodnim i spać spokojnie. To samo tyczy się terenów okupowanych, Tybetu i Ujgurii, kolonizowanych przez Chińczyków Han, na które świat machnął ręką, bo bardziej liczą kontakty handlowe.
PRZYPIS DO PRZYPISU: 76,8% Singapurczyków to Chińczycy. Dla 35% mieszkańców Singapuru ojczystym jest mandaryński, dla 11% hokkien, dla 5,7% kantoński, a dla 1,8% inne języki chińskie – prawie 48% deklaruje angielski jako główny język komunikacji (spis powszechny z 2000, https://pl.wikipedia.org/wiki/Singapur). Z perspektywy Denga Singapur był kolejnym, chińskim miastem. Informacja o tym, że zrehabilitowany Deng miał konkretne rozwiązania pod nosem, i zdecydował się odtworzyć w większej skali, pierw na wybrzeżu a potem w reszcie kraju, jest w książę pominięta. Podobnie jak domniemany cytat o umaszczeniu kota.
** Mongolska Dżungaria i turkijska Kotlina Tarymska (Ujguristan, Ujguria).
*** Cesarstwo Niemieckie gospodarowało w Szantungu krótko, w latach 1897-1914, ale to Niemcy postawili stoi tam do dziś. Wpisuje się to w narodowy stereotyp.
**** W momencie publikacji, pojawiły się kontrowersje co do autorstwa, i chyba nie bezzasadne, bo już po pierwszej stronie pojawia się myśl, że Tiziano Terzani pisze go w imieniu swoich dzieci, na podstawie ich opowieści. Autor zapiera się jednak, że „[…] napisały go zupełnie same” (str. 345). Nawet jeśli tak było, to musiał przejść solidną ojcowską redakcję, bo dzieci w wielu lat 9 (córka) i 11 (syn) nie są tak biegłe językowo.
***** Włoski Reporter, rozpoczyna od informacji o przybraniu chińskiego imienia i nazwiska, co daje nadzieję na osobiście zaangażowaną opowieść w stylu Petera Hesslera. Nic z tego jednak nie wynika.
•
Jak wielu młodych Europejczyków z Zachodu, Terzani uległ urokowi Mao, ale do ChRL wjechał dopiero wtedy, kiedy tłusty przywódca kopnął w kalendarz, a stery przejął inny starzec, Deng Xiaoping.
„Przybyłem w styczniu 1980 i pojąłem od razu, że rzeczywistość jest mniej piękna od marzeń. Przyjechałem szukać nowej kultury, jakoby zrodzonej z rewolucji, a znalazłem resztki starej, wspaniałej kultury, którą zdążono metodycznie zniszczyć” (str. 14).
„[…] jeździłem wszędzie, dokąd tylko się dało, od zakątka Chin wysuniętego najbardziej na zachód, w prowincji Sinkiang, do ich leżącego najdalej na wschód krańca w prowincji Szantung, od Mandżurii na północy po tropikalną wyspę Hajnan na południu” (str. 14-15).
Mimo wydarzenia opisanego w ostatnim rozdziale, udało mu się powrócić do Chin kilka lat później, akurat po to, by zrelacjonować wydarzenia na placu Tian’anmen (‘89).
•
Ciąg dalszy tej historii napisał Peter Hessler w książce Przez drogi i bezdroża. Podróż po nowych Chinach [Country Driving: A Journey Through China from Farm to Factory] (2010). Sporo ciekawych spostrzeżeń znajduje się również w jego wcześniejszym reportażu Kości wróżebne. Podróż po przeszłości i teraźniejszości Chin [Oracle Bones: A Journey Between China’s Past and Present] (2006). Dobrą lekturą, będzie również Prowadzący umarłych Liao Yiwu [The Corpse Walker: Real Life Stories: China from the Bottom Up] (2008).
•
Książka trafiła do księgarń w 1984, i pod wieloma względami przypomina Rok 1984 Orwella zmiksowany ze swojskimi bolączkami PRL-u.
Dzisiejsi Chińczycy żyją w pełnym rozdwojeniu jaźni, w deklarowanym socjalizmie i faktycznym kapitalizmie. Stali się społeczeństwem hiperkonsumpcyjnym, komercjalizującym przeszłość i teraźniejszość. Reżim uległ modernizacji, jest subtelniejszy, a kontrola i cenzura przeszły do sfery cyfrowej. Z kraju biednego, Chiny awansowały do roli globalnego gracza o imperialnych ambicjach i twórcy nowych technologii. Reportaże Terzaniego dokumentują początki tego procesu.
•
ZAKAZANE WROTA
„Próbowałem zamieszkać w zwykłym chińskim domu, w chińskiej dzielnicy, lecz okazało się to absolutnie niemożliwe. Cudzoziemcy mogą mieszkać tylko w granicach tak zwanej »dzielnicy dyplomatycznej«, której bramy są dzień i noc strzeżone przez uzbrojonych policjantów; funkcjonariusze ci rejestrują wszystkich wchodzących i wychodzących” (str. 15).
„Podobnie jak w bajce o zaklętym zamku, w którym przybysz może robić wszystko, ale nie wolno mu otworzyć pewnych wrót, bo wpuści złe duchy, ja takich wrót nie mogłem nie otworzyć. No i oczywiście złe duchy się na mnie rzuciły.
Po ponadczteroletnim pobycie w Chinach zaaresztowano mnie, przesłuchano i poddano całomiesięcznej reedukacji […].
[…]
Oskarżono mnie na koniec o niepopełnione przestępstwo i wydalono z granic państwa” (str. 17).
Jest to też odwołanie do Zakazanego Miasta w Pekinie, kompleksu pałacowego dynastii Ming i Quing (str. 32).
•
UWAGI (wyd. II 2011, tłum. Krzysztof Żaboklicki, W.A.B.):
Str. 84 – Terzani pisze, że pustynia Takla Makan była przez Mongołów nazywana Gobi, ale Takla Makan i Gobi to dwa różne obszary geograficzne (?).
Str. 87 – „Kazachów o orlich nosach” – wprawdzie jest to naród językowo turecki, ale o fizjonomii rasy żółtej… taki kształt nosa nie jest typowy dla Kazachów; wspomina też „jasnowłosych chłopców Uzbeckich o wielkich, niezwykle zielonych oczach” – sytuacja identyczna jak powyżej, Uzbecy reprezentują typ mongoloidalny… przytaczany wygląd jest dosyć nietypowy (przydałoby się kilka słów wyjaśnienia).
Str. 88 – „Xinjiang: »Nowe Terytoria«” – w polskim „Sinkiang/Sinciang” częściej tłumaczy się jako „nowe kresy” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Sinciang) lub „nowe pogranicze” (vide Michał Lubina, Chiński obwarzanek. Od Tajwanu po Tybet, czyli jak Chiny tworzą imperium, Kraków 2023, str. 151). Angielska Wikipedia dopuszcza oba warianty: „It can be translated as »new frontier« or »new territory«” (https://en.wikipedia.org/wiki/Xinjiang).
Str. 93 – Mongolii (Mongolii Wewnętrznej).
Str. 105 – Harbin jako „miniaturowa replika Moskwy” to gruba przesada.
Str. 127 – dżipem? (x2, gazikiem?)
Str. 194 – autor pomija istotną informację, administracyjne granice Tybetu w ramach ChRL są mniejsze niż Tybet historyczny, etniczny i kulturowy; to co pisze na str. 206, o Tybetańczykach rozproszonych w innych prowincjach, np. Syczuanie, zdaje się potwierdzać tę nieświadomość. „Region Amdo, Kham i pozostałe terytoria oddzielono od tego, co dziś składa się na TRA [Tybetański Region Autonomiczny] ChRL, włączono je do Qinghai, Gansu, Syczuanu i Yunnanu […]” (Michał Lubina, Chiński obwarzanek. Od Tajwanu po Tybet, czyli jak Chiny tworzą imperium, Kraków 2023, str. 205-206).
Str. 196 – Tiziano Terzani pisze o telepatii jak o faktycznej, a nie domniemanej umiejętności (a przynajmniej tak to zaserwowano w tłumaczeniu).
Str. 222 – Frankenstein, wł. potwór Frankensteina.
Str. 226 – „[…] Li Xianniana, obecnego prezydenta Republiki […]” – ChRL nie ma prezydenta, funkcja jaką sprawował Li to przewodniczący (kiedyś, w jednym z polskich serwisów informacyjnych, bodajże w Faktach na TVN-ie, Xi Jinping był również podpisany jako prezydent).
Str. 242 – autor pisze, że w każdym chińskim mieście jest plan Ludowy z portretem Mao, ale wcześniej, bodaj nawet dwukrotnie, wspomina że portret przewodniczącego ostał się tylko w Pekinie, na Bramie Niebiańskiego Spokoju…
Str. 279 – chorągwi (fladze!); str. 281/283/286 – kierowniczka/kierowniczki (dyrektorka/dyrektorki?); str. 293 – „chorągiew angielska”, nie chorągiew, i nie angielska – brytyjska flaga (Union Jack); str. 294 – „kontynentem chińskim” [sic!] – chodzi o Chiny kontynentalne, tj. ChRL, stojące w opozycji wobec obszarów etnicznie chińskich, ale poza komunistyczną jurysdykcją, położonych na wyspach i półwyspach (Makau, Hongkong, Republika Chińska/Tajwan).
Czy przeliczenia juanów na euro odzwierciedlają inflację? (Euro w formie wirtualnej wprowadzono w 1999, a w fizycznej w 2002, książka jest z 1984).
Str. 45 – „,będzie” (źle postawiony przecinek); str. 68 – przedmioty-przedmioty; str. 87 – „szisz kebabu” (zgubiony przecinek); str. 149 – zbytnich ceremonii (tu: zbędnych ceregieli?); str. 175 – najświeższych egzekucjach (najbliższych/najnowszych?); str. 197 – informacja o braku dróg w Tybecie pada dwa razy na tej samej stronie (!); str. 250 – wybijające (wcierające); str. 312 – „[…] fryzjerzy wodzą po policzkach klientów lśniącymi brzytwami […]” (balwierze?); str. 315 – krainy Kaszgar (Kaszgarii) + państwa Kaszgar (Kaszgarii); str. 317 – krainy Kaszgar (Kaszgarii); str. 338 – przerwa przed przecinkiem.
Opinie i dyskusje o książce Chrystus z karabinem na ramieniu
Książka mocna, świetnie napisana i emocjonalnie „działająca”, choć momentami zbyt publicystyczna i jednostronna.
Jest to zbiór reportaży, które czyta się jak ostrą, gęstą od obrazów relację z miejsc, gdzie polityka nie jest debatą, tylko strachem, głodem i przemocą. Kapuściński pokazał w kilku scenach cały mechanizm konfliktu – jak rodzi się radykalizacja, jak działa propaganda, jak wojna mieli zwykłych ludzi, a wielkie słowa takie jak „wolność”, „rewolucja” zderzają się z codziennością.
Najbardziej uderzyło mnie to, co autor sugeruje między wierszami: że biedne kraje często nie są „podmiotem”, tylko terenem gry, a potęgi światowe (w książce pojawiają się m.in. USA i europejskie interesy) potrafią wspierać wygodne dla siebie układy, nawet jeśli oznacza to cynizm i cierpienie słabszych. Można zaobserwować to również dziś - narzędzia się zmieniły ale logika przewagi silniejszych nad słabszymi wcale nie zniknęła.
Książkę czyta się jak reportaż literacki: autor buduje napięcie, uogólnia i prowadzi czytelnika emocją, czasem kosztem równowagi między stronami i twardej weryfikacji liczb czy tez. Są wątki oparte na realnych zdarzeniach (np. porwanie ambasadora RFN Karla von Spretiego w Gwatemali),ale siła książki nie leży w precyzji historycznej – raczej w tym, że pokazuje, jak wygląda świat, gdy przemoc staje się językiem polityki.
Lektura po przeczytaniu zostawiła niepokój i pytania. Zdecydowanie warto było po nią sięgnąć.
Książka mocna, świetnie napisana i emocjonalnie „działająca”, choć momentami zbyt publicystyczna i jednostronna.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest to zbiór reportaży, które czyta się jak ostrą, gęstą od obrazów relację z miejsc, gdzie polityka nie jest debatą, tylko strachem, głodem i przemocą. Kapuściński pokazał w kilku scenach cały mechanizm konfliktu – jak rodzi się radykalizacja, jak działa...
Najciekawsze wydają mi się reportaże o Bliskim Wschodzie. Teksty o Ameryce Południowej są, jak na Kapuścińskiego, dość przeciętne.
Najciekawsze wydają mi się reportaże o Bliskim Wschodzie. Teksty o Ameryce Południowej są, jak na Kapuścińskiego, dość przeciętne.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPełen empatii dla rozmówców i bohaterów zbiór reportaży mistrza gatunku, który wraca do Afryki, Ameryki Łacińskiej i na Bliski Wschód. Za dużo w nim jednak przeterminowanych dziś faktów, a za mało pogłębionych refleksji autora tak bogato zdobiących inne jego książki. Trudno dziś polecać tę pozycję.
Pełen empatii dla rozmówców i bohaterów zbiór reportaży mistrza gatunku, który wraca do Afryki, Ameryki Łacińskiej i na Bliski Wschód. Za dużo w nim jednak przeterminowanych dziś faktów, a za mało pogłębionych refleksji autora tak bogato zdobiących inne jego książki. Trudno dziś polecać tę pozycję.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Chrystus z karabinem na ramieniu” to bez wątpienia moja ulubiona książka Ryszarda Kapuścińskiego – i być może jedno z najbardziej poruszających świadectw XX-wiecznego reportażu literackiego, jakie powstało w języku polskim. To tekst intensywny, pełen pasji, gniewu i zrozumienia – nie tyle relacja z Ameryki Łacińskiej, co głęboko humanistyczny esej o rewolucji, cierpieniu i godności.
Kapuściński nie przyjmuje pozycji chłodnego obserwatora – jego spojrzenie jest empatyczne, zaangażowane, niemal współcierpiące. Reportaże z Gwatemali, Boliwii czy Salwadoru mają siłę literackiego ciosu – są krótkie, lapidarne, a jednak w ich prostocie kryje się niewiarygodna głębia. To portrety ludzi, którzy z karabinem w ręku próbują bronić swojej godności i resztek nadziei w świecie bezlitosnym, zdominowanym przez przemoc, korupcję i cynizm.
Tytułowy „Chrystus” to metafora rewolucjonisty – świętego i grzesznika zarazem, symbolu walki, której nie da się jednoznacznie ocenić. Kapuściński pokazuje świat pełen sprzeczności: gdzie ofiara bywa katem, a kat twierdzi, że przynosi zbawienie. To wszystko opisane stylem niezwykle klarownym, rytmicznym, prawie modlitewnym – jakby każde zdanie było gestem pamięci wobec tych, o których historia milczy.
Ta książka to coś więcej niż reportaż – to moralna medytacja nad kondycją człowieka w czasach rewolucji. Każdy rozdział czyta się z zapartym tchem, z poczuciem, że obcujemy z literaturą, która nie tylko informuje, ale przede wszystkim przemienia. Absolutny szczyt możliwości Kapuścińskiego – i zarazem świadectwo, że literatura faktu może być równie poruszająca i wieloznaczna, co najlepsza powieść.
„Chrystus z karabinem na ramieniu” to bez wątpienia moja ulubiona książka Ryszarda Kapuścińskiego – i być może jedno z najbardziej poruszających świadectw XX-wiecznego reportażu literackiego, jakie powstało w języku polskim. To tekst intensywny, pełen pasji, gniewu i zrozumienia – nie tyle relacja z Ameryki Łacińskiej, co głęboko humanistyczny esej o rewolucji, cierpieniu i...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwietne i bardzo trafne spostrzeżenia, choć reportaż powstawał w takich czasach, że czuć tu lekko cenzurę, ale tego nie dało się uniknąć. Najbardziej przerażające jest to, że minęło 50 lat a tam niewiele się zmieniło, no chyba że na gorsze. Świetna lekcja historii tego konfliktu.
Świetne i bardzo trafne spostrzeżenia, choć reportaż powstawał w takich czasach, że czuć tu lekko cenzurę, ale tego nie dało się uniknąć. Najbardziej przerażające jest to, że minęło 50 lat a tam niewiele się zmieniło, no chyba że na gorsze. Świetna lekcja historii tego konfliktu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTen zbiór reportaży mistrza gatunku został wydany po raz pierwszy w 1975 r., przed najlepszymi dziełami Kapuścińskiego: 'Cesarzem' i 'Szachinszachem'. Mamy tu opowieści z Bliskiego Wschodu, Ameryki środkowej i Południowej oraz z Afryki. Lektura budzi mieszane uczucia, poniżej objaśnię dlaczego.
I tak gdy Kapuściński pisze o konflikcie palestyńsko-izraelskim to daje głos jedynie jednej stronie: Palestyńczykom. No cóż, słabe to jest, ale pewnie w tamtych czasach ze względów cenzuralnych i politycznych nie mógł przedstawić racji izraelskich. Niemniej niektóre zdania z tych reportaży porażają aktualnością: „Tak wygląda dziś Palestyna, której połowę zajmuje Izrael, a drugą połowę okupuje. W dzisiejszym Izraelu Arabowie i Żydzi są skazani na siebie, na zatłoczony autobus, w którym codziennie ocierają się łokciami, są skazani na swój pot i swoją nienawiść.” Argumenty Palestyńczyków są jasne: „Jeżeli Żydzi chcą żyć w Palestynie, mogą żyć, oni nie mają nic przeciwko temu. Oni chcą tylko, żeby Izraelczycy oddali ich domy i ich pola. Żeby oddali ich owce oraz krzewy pomarańczowe. I to wszystko. Oni wiedzą, że Palestyna jest ziemią skazaną na dwa narody, ale jeden naród nie może żyć kosztem drugiego narodu, jeden naród nie może osiedlić się za cenę skazania drugiego narodu na włóczęgę.” Dalej pisze autor: „Jeżeli nie wkroczy świat, tej wojny nie zakończy żadna ze stron. Za dużo nienawiści, za dużo śmierci, zbyt wielka przepaść, zbyt dobra pamięć.” No cóż, pisane to było ponad 50 lat temu, a i teraz owe frazy są niepokojąco aktualne, ten konflikt wydaje się być nie do rozwiązania.
Spodziewałem się, że reportaż, który dał tytuł książce będzie o teologii wyzwolenia, ale nie, mamy opowieść o boliwijskich partyzantach walczących z rządem. Są to młodzi inteligenci, którzy idą do lasu (ale to jest specyficzny, boliwijski las),wszyscy zostają wybici, co więcej, spodziewają się swojej śmierci. Reportaż jest szczegółowym opisem ich agonii. Oczywiście jest to bardzo poruszające, ale z drugiej strony dziwne, po co ta straceńcza walka? Po co marnować młodych ludzi? Czy nie ma innych, rozsądniejszych form opozycji? Nie odpowiada Kapuściński na te pytania.
Inny z reportaży, 'śmierć ambasadora', jest skróconą wersją książki 'Dlaczego zginął Carl von Spreti' którą już omawiałem, nie ma tu potrzeby pisać o niej drugi raz. W skrócie: usprawiedliwia w niej autor terror w Ameryce środkowej, mocno to kontrowersyjne.
No niestety, mocno się ta książka zestarzała, jej jednostronność bije po oczach. Z drugiej strony pokazuje parę razy Kapuściński lwi pazur, kilka zdań zapada w pamięć:
„Dyktatura nigdy nie upada stopniowo i po trochu, tylko zawsze momentalnie i całkowicie. Do końca wydaje się silna i dlatego nie można przewidzieć tego dnia, w którym przestanie istnieć.”
„Poczucie misji i szowinizm zawsze chodzą w parze. Można przytoczyć nieskończoną ilość pouczających przykładów. Człowiek z poczuciem misji jest męczący dla otoczenia, a nawet potrafi być niebezpieczny. Lepiej nie graniczyć z narodem, który jest przekonany, że spełnia misję.”
„Mądrze ktoś powiedział, że w polityce nie trzeba nic robić, bo połowy problemów i tak się nie rozwiąże, a połowa rozwiąże się sama. W polityce trzeba umieć czekać. Kto lepiej czeka, ten wygrywa.”
Wyzwanie czytelnicze LC marzec 2025: Przeczytam polską książkę wydaną w latach 1945–1989.(4)
Ten zbiór reportaży mistrza gatunku został wydany po raz pierwszy w 1975 r., przed najlepszymi dziełami Kapuścińskiego: 'Cesarzem' i 'Szachinszachem'. Mamy tu opowieści z Bliskiego Wschodu, Ameryki środkowej i Południowej oraz z Afryki. Lektura budzi mieszane uczucia, poniżej objaśnię dlaczego.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toI tak gdy Kapuściński pisze o konflikcie palestyńsko-izraelskim to daje głos...
Całkiem ok ten Kapucha, jeden z niewielu naprawdę spoko.
Całkiem ok ten Kapucha, jeden z niewielu naprawdę spoko.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Chrystus z karabinem na ramieniu"
Autor: Ryszard Kapuściński. Moja ocena: 9/10.
"Chrystus z karabinem na ramieniu" to zbiór fascynujących i przejmujących reportaży, które w typowym dla Ryszarda Kapuścińskiego stylu wciągają od pierwszych stron. Autor zabiera nas w podróż po różnych zakątkach świata, zmagających się z wojną i rewolucją – miejscach, gdzie przemoc staje się codziennością, a marzenia o wolności to jedyny motor napędzający działania walczących.
Kapuściński z niezwykłą wnikliwością oddaje zróżnicowane realia konfliktów, zarówno pod względem geograficznym, jak i kulturowym. Choć opisuje wydarzenia mające miejsce w różnych częściach globu, jedno pozostaje wspólne: pragnienie wolności i sprawiedliwości. Bohaterowie jego reportaży, bez względu na pochodzenie, kolor skóry czy język, którym się posługują, walczą o to samo – o wolność od opresji, niesprawiedliwości, dyktatury.
Książka, choć napisana ponad pół wieku temu, wciąż zachowuje zadziwiającą aktualność. Kapuściński, będąc naocznym świadkiem rewolucji i konfliktów w Ameryce Łacińskiej, Afryce czy Azji, w swoich reportażach ukazuje mechanizmy, które niezmiennie rządzą wojnami i rewolucjami. Autor nie ocenia, lecz z reporterską precyzją opisuje, co widzi i czego doświadcza. W jego tekstach nie brakuje ludzkiej twarzy wojny – pełnej bólu, rozpaczy, ale też nadziei na lepsze jutro.
Kapuściński jest mistrzem słowa, który potrafi opisać brutalność wojny, nie tracąc przy tym wrażliwości i humanizmu. Jego styl jest niezwykle przystępny, a jednocześnie głęboko refleksyjny. Każdy reportaż jest wnikliwą analizą nie tylko konfliktu, ale także kondycji człowieka w obliczu skrajnych wydarzeń.
"Chrystus z karabinem na ramieniu" to nie tylko obraz rewolucji, ale również refleksja nad tym, co napędza ludzi do walki, jakie są granice poświęcenia i ile kosztuje wolność. Mimo upływu lat książka ta pozostaje aktualnym i ważnym głosem w dyskusji o wojnie, wolności i ludzkiej determinacji.
Zdecydowanie polecam tę książkę – zarówno ze względu na jej literackie walory, jak i na niezwykłą głębię przemyśleń, które nie przestają być istotne nawet w dzisiejszych czasach. Kapuściński, jak mało kto, potrafi pokazać, że historia się powtarza, a dążenie do wolności pozostaje uniwersalnym pragnieniem ludzkości.
** 20:42 * 03.03.2025 * 20/2025 *
"Chrystus z karabinem na ramieniu"
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutor: Ryszard Kapuściński. Moja ocena: 9/10.
"Chrystus z karabinem na ramieniu" to zbiór fascynujących i przejmujących reportaży, które w typowym dla Ryszarda Kapuścińskiego stylu wciągają od pierwszych stron. Autor zabiera nas w podróż po różnych zakątkach świata, zmagających się z wojną i rewolucją – miejscach, gdzie przemoc staje się...
Wolę inne książki Kapuścińskiego, ta nie jest aż tak wciągająca.
Wolę inne książki Kapuścińskiego, ta nie jest aż tak wciągająca.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo ciekawy reportaż, chociaż obecnie (2024) trudno dostępny w wersji papierowej. Znakomity rozdział o tym czym jest "cisza".
Bardzo ciekawy reportaż, chociaż obecnie (2024) trudno dostępny w wersji papierowej. Znakomity rozdział o tym czym jest "cisza".
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to