Ja również do specjalnych wielbicieli pana TL nie należę i być może dlatego trafiłem na tę książkę dopiero teraz - ponad 15 lat po jej wydaniu. Czytało mi sie to jednak nieźle. Taka powtórka z rodzimej historii początków XXI w. Podobna, w jakimś sensie do Abecadła Kisiela i nie zdziwiłbym się, gdyby sie okazało, że kisielowskie Abecadło było dla Autora inspiracją... Tutaj również mamy do czynienia z alfabetycznym układem rozdziałów, jednak nie "po nazwiskach", a po różnych politycznych "zjawiskach" tamtych czasów. Tamtych - tzn. czasów, w których władzę przejęli miłościwie nam do dzisiaj panujący. Mamy więc takie rozdziały, jak: Becikowe, Czarna teczka, Gruba kreska, Grupa. trzymająca władzę, Jest pan zerem, Magdalenka, Moherowe berety, My razem z bratem, Niedyspozycja, Ojciec Dyrektor, PO-PiS, Prawdziwy mężczyzna, Szorstka przyjaźń, TKM, Tylne siedzenie, Wiem, ale nie powiem, YesYes Yes!, Złodzieje - i wiele innych, jako że rozdziały są dość krótkie. Prawda, że hasła znajome? I dostaje się tutaj niemal wszystkim, od lewa do prawa, chociaż swoim (bo wiadomo z kim pan Lis trzyma) - jakby mniej, autor patrzy na nich łaskawszym wzrokiem. Czyta się to jednak nieźle, językowi autora trudno cokolwiek zarzucić. Rzecz jest pełna ironii, satyry, chwilami nawet sarkazmu. Nawet z dzisiejszej perspektywy ciekawa jest obserwacja pewnej grupy ludzi, dla których polityka jest zawodem. Nie wszyscy się ostali, jednak sporo nazwisk i dziś się powtarza. A poglądy i polityczne sympatie niektórych z nich mocno się zmieniły. Jednak w miarę czytania mój entuzjazm do tej lektury słabł. Nie dlatego, żeby kolejne rozdziały były słabsze. Jednak Autor jawił się być ponad to wszystko, o czym pisze i - gdyby to on był u władzy to...
Opinia
Kapuściński, jak zwykle, nie zawodzi. Bardzo podobał mi się zwłaszcza wywiad o Afryce, chociaż siłą rzeczy pojawiały się tam kwestie, które były już w książkach Kapuścińskiego, jak trudna sytuacja ludzi, którzy przeprowadzali się z afrykańskich wsi, wykończonych biurokracją, do miast, problemów ze sztucznym wytyczeniem granic państw afrykańskich, nieuwzględniającym podziałów etnicznych, czy problemów z dostępem do opieki medycznej (np. jedna strzykawka na cały szpital, gotowana w garnku razem z jajkami). Ale na pewno mała powtórka nie zaszkodzi. No i podobało mi się, że polemizując z Huntingtonem, Kapuściński podkreślił, że zderzenie cywilizacji nie musi oznaczać konfliktu, a może oznaczać też wymianę. Fragmenty życiorysu Kapuścińskiego, opisane przez autorów, też były ciekawe, chociaż nie jestem pewna, czy należało tak drobiazgowo roztrząsać kwestię ewentualnego podpisania lojalki, ale rozumiem, że dla ludzi, którzy pamiętają z PRL-u więcej, niż ja, może to być ważne.
Kapuściński, jak zwykle, nie zawodzi. Bardzo podobał mi się zwłaszcza wywiad o Afryce, chociaż siłą rzeczy pojawiały się tam kwestie, które były już w książkach Kapuścińskiego, jak trudna sytuacja ludzi, którzy przeprowadzali się z afrykańskich wsi, wykończonych biurokracją, do miast, problemów ze sztucznym wytyczeniem granic państw afrykańskich, nieuwzględniającym...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to