rozwińzwiń

Soczi. Igrzyska Putina

Okładka książki Soczi. Igrzyska Putina autora Wacław Radziwinowicz, 9788326812996
Okładka książki Soczi. Igrzyska Putina
Wacław Radziwinowicz Wydawnictwo: Agora Seria: Reporterzy Dużego Formatu reportaż
168 str. 2 godz. 48 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Seria:
Reporterzy Dużego Formatu
Data wydania:
2014-01-14
Data 1. wyd. pol.:
2014-01-14
Liczba stron:
168
Czas czytania
2 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
9788326812996
Średnia ocen

6,5 6,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Soczi. Igrzyska Putina w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Soczi. Igrzyska Putina



książek na półce przeczytane 4942 napisanych opinii 1562

Oceny książki Soczi. Igrzyska Putina

Średnia ocen
6,5 / 10
101 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Soczi. Igrzyska Putina

avatar
137
135

Na półkach:

Spoko się czyta, szybko. Brak przypisów

Spoko się czyta, szybko. Brak przypisów

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1575
1562

Na półkach:

Z początku nie miałem większej ochoty na lekturę książki opisującej wydarzenie, które już daleko za nami, znając większość tez autora na ten temat. Zaryzykowałem jednak poświęcenie czasu i nie jestem zawiedziony. Książka, a w zasadzie książeczka jest na kilka godzin lektury. Pokazuje rzeczy fundamentalne aby zrozumieć mentalność rosyjskiej władzy, gdzie wola imperatora stanowi nie tyle prawo co sprawia rzeczywistość. Jest to niezwykłe biorąc pod uwagę miejsce, czas oraz kontekst Olimpiady. Autor nie skupia się na rozlicznych przekrętach jakie towarzyszyły budowie infrastruktury – pewnie można by napisać niejedną książkę na ten temat, ale pokazuje coś znacznie ważniejszego – ogromną potrzebę bycia wielkim wśród samych Rosjan oraz umiejętne sterowanie emocjami społecznymi przez władzę. Państwo rosyjskie jest silne tam gdzie sięga władza i patrzy jego oko. W innych miejscach struktura się sypie, relacje rozlatują, społeczeństwu brak jest inicjatywy – i to druga ważna dla mnie lekcja płynąca z tej lektury.

Z początku nie miałem większej ochoty na lekturę książki opisującej wydarzenie, które już daleko za nami, znając większość tez autora na ten temat. Zaryzykowałem jednak poświęcenie czasu i nie jestem zawiedziony. Książka, a w zasadzie książeczka jest na kilka godzin lektury. Pokazuje rzeczy fundamentalne aby zrozumieć mentalność rosyjskiej władzy, gdzie wola imperatora...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
922
914

Na półkach:

Autor jest dla mnie postacią zupełnie anonimową, widać jednak, że zna realia rosyjskie i radzieckie bardzo dobrze.
Radziwinowicz opisuje różne nieprawidłowości, oraz nielogiczne zdarzenia jakie miały miejsce podczas przygotowań Soczi do zimowych Igrzysk Olimpijskicj w 2014 roku.
Już samo przyznanie temu miejscu organizacji zimowej olimpiady śmierdzi szwindlem. Soczi to kurort nad Morzem Czarnym, w którym jeszcze w listopadzie czy grudniu przekracza + 20 stopni. Jednak rosyjski car zamarzył sobie igrzyska i tak musiało się stać.
Cieniutka książeczka na 2-3 godzin, myślę że warto przeczytać.

Autor jest dla mnie postacią zupełnie anonimową, widać jednak, że zna realia rosyjskie i radzieckie bardzo dobrze.
Radziwinowicz opisuje różne nieprawidłowości, oraz nielogiczne zdarzenia jakie miały miejsce podczas przygotowań Soczi do zimowych Igrzysk Olimpijskicj w 2014 roku.
Już samo przyznanie temu miejscu organizacji zimowej olimpiady śmierdzi szwindlem. Soczi to...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

268 użytkowników ma tytuł Soczi. Igrzyska Putina na półkach głównych
  • 135
  • 129
  • 4
65 użytkowników ma tytuł Soczi. Igrzyska Putina na półkach dodatkowych
  • 36
  • 9
  • 5
  • 4
  • 4
  • 4
  • 3

Tagi i tematy do książki Soczi. Igrzyska Putina

Inne książki autora

Okładka książki Patrząc na Wschód Piotr Brysacz, Wojciech Górecki, Jacek Hugo-Bader, Maciej Jastrzębski, Michał Książek, Jędrzej Morawiecki, Włodzimierz Pawluczuk, Wacław Radziwinowicz, Magdalena Skopek, Wojciech Śmieja, Andrzej Stasiuk, Mariusz Wilk
Ocena 7,3
Patrząc na Wschód Piotr Brysacz, Wojciech Górecki, Jacek Hugo-Bader, Maciej Jastrzębski, Michał Książek, Jędrzej Morawiecki, Włodzimierz Pawluczuk, Wacław Radziwinowicz, Magdalena Skopek, Wojciech Śmieja, Andrzej Stasiuk, Mariusz Wilk

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Rublowka Walerij Paniuszkin
Rublowka
Walerij Paniuszkin
W co grają ludzie? – pytał i odpowiadał w swojej książce pod tym samym tytułem psychiatra Eric Berne. Autorowi z kolei tej książki było mało. Zawęził to pytanie do swoich rodaków, zastanawiając się – W co grają Rosjanie? I równie wnikliwie, niczym wytrawny może nie psychiatra, ale na pewno psycholog społeczny, przeanalizował jeden dzień z życia (a metaforycznie całe życie) Rosjan, dzieląc swoją opowieść, opartą na obserwacji oraz rozmowach i wywiadach z konkretnymi osobami, na cztery części – ranek, dzień, wieczór i noc. Jedna uwaga! Nie tych Rosjan, których poznałam w reportażach Wacława Radziwinowicza „Gogol w czasach Google’a”, ale wyjątkową ich odmianę. Bardzo zróżnicowaną pod każdym względem (pochodzenia, religii, zachowania, hobby),ale posiadającą jedną, wspólną cechę – rezydencję w podmoskiewskiej dzielnicy Rublowka, zaznaczonej na dołączonej do tekstu mapce. Napisać o tak położonej posiadłości – dom, byłoby kłamstwem, bo jak nazwać działkę, na której stoją obok siebie: „więzienie, fiński domek, górska chata i zamek – wszystkie puste, bo gospodarz mieszka w piątym domu, ponieważ jest zbudowany według najnowszej mody?” Jednak to jeszcze nie zrobiło na mnie wrażenia, no bo, co takiego wyjątkowego jest w tych ludziach, że warto o nich pisać? To, że mogą sobie pozwolić na kupno „pierścionka w cenie niewielkiej posiadłości, posiadłość w cenie niewielkiego kraju, łódki w cenie niewielkiego lotniskowca”, to dla mnie za mało. Przecież dzielnice ludzi bardzo bogatych istnieją w każdym mieście łącznie z najbardziej znaną – Manhattanem. Bohaterem wielu powieści i filmów. Daj mi Walerij coś – domagałam się od autora – co mnie zaciekawi poza odpowiedzią na pytania, które sobie postawiłeś – „Co jedzą, co piją, w co wierzą, ku czemu dążą, czego się boją, na co mają nadzieję… I – a niech ich czort! – skąd mają tyle pieniędzy?” Bo ja to wszystko już wiem! Moja ciekawość została wielokrotnie zaspokojona właśnie dzięki książkom do niej się odwołującym. Wypracowałam sobie nawet nieodkrywczy wniosek – w tym zakresie nie różnią się od siebie niczym. Daj mi zatem coś – domagałam się dalej – co wyróżni twoją opowieść spośród innych, niestety monotematycznych i podanych w lekkiej formie. Coś, co udowodni, że zasłużyłeś na pojawienie się w cyklu Reporterzy Dużego Formatu, że nie jesteś „nianią w Nowym Jorku” albo „seksem w wielkim mieście”, a już nie daj młodzieżowym wydaniem „Błękitnokrwistych” – też z Manhattanu! I odpowiedział już we wstępie, pisząc – „przepaść między właścicielami domów a resztą populacji jest nie tylko finansowa, ale i – by tak rzec – kulturowa". O, to już jest coś! – pomyślałam. Historia Rublowki i wyjątkowy charakter tego miejsca, istniejącego od czasów Iwana Groźnego aż do dzisiaj, może zaciekawić na tyle, że miałabym ochotę na obietnicę widniejącą na okładce tytułowej. Jednak to nadal tylko ciekawość. Chciałam… Co tam! Żądałam więcej! Domagałam się wątku, który sprostałby serii, który odkryłby przede mną wiedzę jeszcze mi nieznaną. Może pomógł zrozumieć nowobogackich Rosjan? I nagle dojrzałam to kluczowe słowo w prezentowanej powyżej obietnicy – władza. Kolejny czynnik, obok kulturowego, wyróżniający mieszkańców Rublowki. Nie pieniądze, nie sława, nie wygodne życie (bo ono tam nie jest takim, kiedy Władimir Putin rano jedzie na Kreml i trzeba tkwić w korku prawie godzinę),nie chęć spokojnego życia wśród zieleni na obrzeżach zatłoczonej Moskwy, „nie po to, żeby rozkoszować się luksusem, kochać i być kochaną, wychowywać dzieci, realizować się w pracy, sportowych pasjach, mizdrzyć się w pięknych strojach, smacznie jeść, spacerować na świeżym powietrzu…” Nie! To już nawet nie potrzeba, ale narkotyczny głód władzy, który autor nazywa grą o nazwie „Życie”, a której graczami są wszyscy na Rublowce – „z wyjątkiem dzieci karmionych piersią” – dodaje z charakterystyczny sarkazmem w swoich wywodach autor. To dla konkurencji „Życie” i zwycięstwa w niej, Rosjanie kupują „dom po cenie, za którą można kupić praktycznie każdą willę nad praktycznie każdym morzem, praktycznie każdy górski dom w praktycznie każdych górach, dowolne mieszkanie w Nowym Jorku, Paryżu, Londynie…” Jednak nie, chcą na Rublowce, bo to jedyne miejsce, z którego można wystartować w Grze. I to jest ten wątek, który mnie przekonał do sensu tej publikacji, całkowicie pochłaniając moją uwagę, która domagała się odpowiedzi na to samo pytanie, niedające spokoju autorowi – „Dlaczego dają się wciągnąć w tę Grę?” Grę, która zabiera im 90% czasu (reszta to hobby, z czego 5% na pokaz),by w niej być, wskoczyć na wyższy poziom lub z niej wypaść, niszczyć innych lub samemu być zniszczonym. Krążyłam z autorem po Rublowce, docierając do znanych osób z nazwiskami z pierwszych stron mediów i do tych mniej znanych, ale nie mniej potężnych w grze, zbierając informacje potrzebne do uzyskania odpowiedzi, usilnie dociekając sensu celu i zasad. Zobaczyłam najbardziej wyrafinowaną grę świata o najszerszej skali zniszczenia (przykład jednego z największych przegranych – Michaił Chodorkowski) i najkrwawszych skutkach (morderstwa i samobójstwa). Jedynym graczem, który umarł w sposób naturalny, był Borys Jelcyn. Na Rublowce nie ma śmierci, nie ma więc cmentarzy, bo wszyscy jej mieszkańcy są nieśmiertelni. Ba! Są mocno o tym przekonani i jeszcze mocniej w to wierzą! Jednak najciekawsze było to, że te zniszczenia i skutki oglądam sobie codziennie w mass mediach, nieświadoma roli świadka tej Gry, dziwiąc się, jak to możliwe w państwie, bądź co bądź, demokratycznym, w którym prezydent publicznie każe obniżać ceny w sklepach albo podpisywać zobowiązania „grubym rybom” w obecności kamer niczym car-batiuszka. I to, co dla autora było zaspokojeniem zwykłej ciekawości, bo mechanizmy znał jako Rosjanin, to dla mnie, człowieka z zewnątrz dziwiącemu się absurdom i paradoksom w Rosji i rosyjskiej polityce, było odkryciem pozwalającym te ostatnie zrozumieć. Obnażeniem rosyjskiej polityki ściśle związanej z pieniędzmi i władzą. Swoistą instrukcją do odkodowywania informacji przekazywanych zza granicy moich wschodnich sąsiadów. Swoistą zdradą sekretów Gry kierującą zachowaniami znanych Rosjan, po których ujawnieniu wcale nie jest mi już do śmiechu, widząc Putina na moto lotni przewodzącemu żurawiom czy memy ukazujące w krzywym zwierciadle niebieskie koguty na dachach aut, będących plagą moskiewskich ulic i wcale nie myślę już o postawie patriotycznej Wiktora Wekselberga skupującego jajka Fabergé. Od tej książki widzę Grę (ależ tu idealnie pasuje pojęcie „rosyjskiej ruletki”!),w której nie ma zasad, a właściwie jest jedna – brak zasad. Nie do ogarnięcia, ale paradoksalnie – „co chwilę ulega zmianie". I żebym dobrze zrozumiała jej działanie, autor porównał ją do gry komputerowej, podstawiając pod rodzaje grup nazwy realne warstw rublowskiego społeczeństwa, pod graczy konkretne nazwiska, pod zespoły graczy konkretne grupy lub środowiska, a pod tytuły podrozdziałów nazwy kolejnych jej poziomów. Wprowadził w niej nawet pojecie religii, której gracze-wyznawcy czczą jednego boga – Pieniądze. W której nie ma „seksu w wielkim mieście”, bo „jaki seks można mieć na Rublowce w hotelach, w specjalnie wynajętych albo kupionych do uprawiania niewierności małżeńskiej domach” z przypadłością impotencji, jako skutku ubocznego udziału w Grze. A już na pewno nie w domu z małżonką, bo „wiadomo, że jest jedną z tych dziewcząt, które „wychowywano na sprzedaż”". I zdanie, które mnie najbardziej przeraziło, a które poddaję pod rozwagę wszystkim romantyczkom próbującym zdobyć bogatego Rosjanina – „W Wielkiej Rublowskiej Grze kobiety niezmiennie uważane są za istoty o niższym statusie, pozbawione umiejętności myślenia i mówienia". Pełnią funkcję kolejnego, niezbędnego atrybutu czy relikwii. Tak samo, jak dzieci i wszystko, czym się otacza mężczyzna. Wielka Gra jest najważniejsza. A najbardziej obiecujące w niej jest to, że można ją przejść do końca, wychodząc z niej, a właściwie będąc z niej wyplutym, bo „z Gry się żywym nie wychodzi". Wabi niczym syreni śpiew o milionowej wygranej w totolotka. To nieważne, że udało się to tylko nielicznym i ci nieliczni mówią do Walerego, brzmiąc niczym Kohelet – „Wszystko jest prochem. Kolekcja, firma, dom – wszystko jest prochem. Nie tylko może stać się prochem, ale jest prochem". Nieważne! Liczy się tylko i wyłącznie udział w Wielkiej Grze. A ja sobie siedzę przed telewizorem i obserwują ją niczym Wielki Brat. I wiecie co? Dobrze mi z tym! naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na85 lat temu
Imperator. Sekrety Ojca Rydzyka Piotr Głuchowski
Imperator. Sekrety Ojca Rydzyka
Piotr Głuchowski Jacek Hołub
Książka „Imperator. Sekrety Ojca Rydzyka” autora Piotra Głuchowskiego i Jacka Hołuba czytałem pod innym tytułem „Imperator – ojciec Tadeusz Rydzyk” (było to wcześniejsze wydanie) jest to biografia człowieka, który zbudował imperium i od niemal dwóch dziesięcioleci współrządzi Polską. Moim zdaniem obraz Ojca Rydzyka nie jest obrazem pasującym do ubogiego księdza, jest to człowiek z misją pragnący za wszelką cenę zbudować "państwo katolickie narodu polskiego". Nie przyjmuje on do wiadomości tego, że mogą w nim mieszkać inne nacje, ludzie o odmiennej orientacji i sposobie życia wymagający szacunku. W tej biografii dowiemy się wielu ciekawych faktów, między innymi tego, że ojciec Rydzyk ukrył przed rektorem seminarium i władzami zakonu fakt, iż jest nieślubnym dzieckiem Franciszki Rydzyk i Bronisława Kardaszewskiego. Mąż Franciszki Rydzyk zginął w Dachau w 1941, ksiądz T. Rydzyk zaś urodził się w 1945. Przyznanie się do faktu nieślubnego związku matki uniemożliwiłoby bowiem, ojcu Tadeuszowi zostanie księdzem i zakonnikiem. A że jestem, byłym stoczniowcem to jest mi znana sprawa z ponad półtora miliona świadectw udziałowych NFI, (zakupione przez stoczniowców),które nigdy nie trafiły do stoczni, a to przecież na utrzymanie i rozwój stoczni, owe pieniądze i świadectwa były zbierane tzw. „cegiełki” na rzecz Stoczni Gdańskiej. Sprawa przycichła, a pieniądze zasiliły dzieła ojca Rydzyka. Ojciec Rydzyk doskonale zdaje, sobie z tego sprawę dlatego wie, iż może przez lata unikać odpowiedzialności za te swoje przedsięwzięcia, które z pewnością nie służą katechizowaniu bożych owieczek. Mam wrażenie, że Toruń przestał być krzyżacką kolebką, a stał się prawdziwym centrum dowodzenia tytułowego imperatora. O tym, że ojciec Tadeusz w latach 1986-1987 w niejasnych okolicznościach przebywał w Niemczech zagrożony zakazem odprawiania mszy, że pierwsze pieniądze dostał od szwajcarskiej mistyczki o dziwnej proweniencji, zafascynowanej objawieniami w Medjugorie podobnie jak Oj. Rydzyk mało kto dziś pamięta, jeżeli w ogóle ktoś o tym wiedział. To nie bywałe jak zwykły człowiek, nie mając zaplecza finansowego, któremu ukończenie szkoły sprawiło niemałe problemy, doszedł do pozycji jednego z najbogatszych Polaków. W biografii poruszona jest też sprawa przydziału rosyjskich nadajników z rejonu Samarkandy i Uralu, dzięki którym radio znacząco zwiększyło swój zasięg i dociera praktycznie do wszystkich, także za granicami Polski. Na jakiej podstawie przydzielono te nadajniki i czy miało to związek z tym, iż ojcem Rydzykiem interesowały się rosyjskie służby, a wcześniej Urząd Bezpieczeństwa. Każda zaś próba dowiedzenia się czegoś więcej obiektywnie o ojcu i redemptorystach z toruńskiego klasztoru uważana jest za atak na Boga, Kościół i Ojczyznę. Oprócz bardzo obszernej biografii księdza znajdziemy też ogrom polityki. Nie da się ukryć, że postać Ojca była silnie powiązana z byłą władzą zwłaszcza prawicowych partii. Czy się to komuś podoba, czy nie, chorzy, starsi ludzie, wykluczeni, bezrobotni czują, że dzięki niemu mogą być wysłuchani i że ich głos może zostać wysłuchany. On to wie, dlatego ma szanse "przepchnąć" na antenie praktycznie każde swoje przedsięwzięcie, jak choćby to pod tytułem "nie oddamy, wam Telewizji Trwam". Przyjaźń toruńsko- warszawska to nie nowe zjawisko. Od samego początku istnienia licznych fundacji zauważyć można silne koneksje między politykami a imperatorem. Większość biskupów i kardynałów przymyka oczy na działalności Radia Maryja, akceptując po cichu polityczne treści niektórych audycji Radia Maryja czy telewizji Trwam zdając sobie doskonale sprawę z tego, jaka jest siła mediów Redemptorysty w porównaniu choćby z rozgłośniami diecezjalnymi czy archidiecezjalnych, do których Episkopat zmuszony jest, dokładać a do toruńskiej rozgłośni nie dokłada nic i jeszcze z tego korzysta. W związku, z tym radio jest i pozostanie pewnie długo poza kontrolą Kościoła i Episkopatu. Pomimo swej objętości „Imperatora” czyta się bardzo szybko. Nie da się opowiedzieć całej historii Ojca Rydzyka na kilku kartkach. Napisanie takiej książki wymaga nie tyle odwagi ile ogromnej determinacji. Temat został przedstawiony w bardzo obszerny sposób, ilość pozycji bibliograficznych zadziwia. Jest to kawał mocnego reportażu. Pomimo tego zachęcam wszystkich do przeczytania jego biografii bez względu na to czy zgadzają się z poglądami ojca Tadeusza, czy nie,. Pozwoli to nam choć trochę poznać człowieka, który faktycznie poprzez wpływ, jaki wywiera na ludzi, to naprawdę rządzi milionami dusz. "A był nieśmiałym chłopcem. Wybrał seminarium, gdy nie dostał się do szkoły średniej. Miał być zakonnym braciszkiem - do końca życia pracować w kuchni, ogrodzie, albo pucować buty ojczulkom." Na koniec retoryczne pytanie: czy polski Episkopat kiedykolwiek odważnie pójdzie drogą zmian, czy też nie będzie umiał pójść naprzód, łącząc tradycje z nowoczesnym myśleniem o człowieku?
Stefan Horn - awatar Stefan Horn
ocenił na109 miesięcy temu
Policjanci i złodzieje Kjetil Stensvik Østli
Policjanci i złodzieje
Kjetil Stensvik Østli
"Policjanci i złodzieje" to reportaż poświęcony zagadnieniu przestępczości zorganizowanej w Norwegii. Odkrycie złóż ropy naftowej sprawiło, że ten skandynawski kraj zaczął szybko się bogacić i dynamicznie rozwijać. Jednocześnie jednak zaczęły pojawiać się grupy przestępcze, które zajmowały się rozbojami, napadami na banki oraz handlem bronią i narkotykami. Jedną z nich był założony w latach 80. XX w. gang Tveita założony przez byłego marynarza Jana Kvalena. Przez kilkanaście lat dokonywał on kradzieży pieniędzy na ogromną skalę, jednak o jego zbrodniczej działalności zrobiło się głośniej, kiedy w 2004 r. norweskim społeczeństwem wstrząsnęła wiadomość o napadzie na bank w Stavanger oraz kradzieży obrazów Edwarda Muncha z muzeum w Oslo. W książce tej Kjetil Stensvik Østli zestawia obraz tamtych wydarzeń przedstawiony przez byłego złodzieja Pettera Hansena oraz policjanta Johnny'ego Brennę, prowadzącego śledztwo w sprawie zbrodniczej działalności gangu Tveita. Odnosi się również do różnych opracowań naukowych z zakresu filozofii, psychologii oraz kryminologii, a także źródeł historycznych. Z lektury tej wyłania się obraz opieszałości norweskiej policji, która przez długie lata nie robiła nic w zakresie walki z przestępczością zorganizowaną, skupiając się na podbijaniu statystyk w innych kategoriach przestępstw, a także ignorując policjantów, którzy chcieli rozwikłać sprawy związane z działalnością gangów. "Policjanci i złodzieje" jest to całkiem przyzwoita książka z jednej strony klasyfikowana jako reportaż, ale z drugiej z uwagi na swoją narrację bardziej przypomina powieść kryminalną oraz literaturę faktu, niż typowy reportaż. Momentami taki sposób przedstawiania przez autora informacji był dla mnie trochę męczący. Dlatego z tego powodu mogę tej książce przyznać jedynie sześć gwiazdek. Nie jest to zły reportaż, jednakże zdarzyło mi się czytać lepsze pozycje z tego gatunku.
Maras - awatar Maras
ocenił na62 lata temu
Smoleńsk Teresa Torańska
Smoleńsk
Teresa Torańska
Smoleńsk Teresy Torańskiej to książka niedokończona — i to się czuje od pierwszych stron. Pracę nad nią przerwała nagła śmierć autorki, jednej z najwybitniejszych polskich reporterek i mistrzyń rozmowy. Sięgnęłam po ten tytuł, bo katastrofa smoleńska to pierwsze wydarzenie historyczne, które pamiętam tak wyraźnie. Było w tym coś bardzo osobistego — i może właśnie dlatego lektura tej książki była dla mnie tak poruszająca. To nie jest książka o teorii zamachu czy o politycznych przepychankach — choć niestety nie da się od nich całkowicie uciec. To książka o ludziach: tych, którzy stracili najbliższych, tych, którzy byli blisko wydarzeń jako zawodowi uczestnicy — dziennikarze, tłumacze, dyplomaci — oraz tych, którzy próbowali nadać tej tragedii znaczenie polityczne. Torańska, jak zawsze, słucha z uważnością i spokojem, nie narzuca się swoim rozmówcom. Jej styl jest pełen klasy, powściągliwości i dociekliwości. Nie ma tu agresji, niepotrzebnych emocji — a jednocześnie wszystko, co najważniejsze, wybrzmiewa boleśnie i wyraźnie. Najpiękniejsze i najbardziej poruszające są rozmowy z rodzinami ofiar. W szczególności zapadła mi w pamięć rozmowa z Ewą Komorowską. To w tych wywiadach bije serce tej książki. Są szczere, czułe, często bolesne. Pokazują dramat jednostki w obliczu ogromnej tragedii narodowej. Ciekawe są też perspektywy osób zaangażowanych zawodowo — dziennikarzy, konsulki, tłumaczy. Ich wspomnienia to opowieść o chaosie, lęku i odpowiedzialności. To inna perspektywa — równie ważna, choć często zapominana. Niestety, dużo trudniej czytało mi się rozmowy z politykami — zwłaszcza z przedstawicielami PiS-u. Ale też nie tylko oni rozmijają się z prawdą czy manipulują. Politycy obu stron barykady pokazują, jak bardzo katastrofa smoleńska stała się narzędziem walki, a nie momentem wspólnotowego przeżywania żałoby. I właśnie to jest największym bólem, który zostaje po tej lekturze. Torańska nie mówi tego wprost, ale jej rozmówcy pozwalają nam to zobaczyć: że Smoleńsk nam ukradziono. Że nie dano narodowi przeżyć tej traumy razem. Zamiast ciszy i refleksji — był taniec nad grobami. Ta książka pokazuje, jak głęboko sięgają podziały w Polsce — podziały, które być może zaczęły się właśnie wtedy, 10 kwietnia 2010 roku, i które z roku na rok pogłębiają się coraz bardziej. To obraz Polski, w której ludzie nie potrafią ze sobą rozmawiać, nie mają do siebie szacunku, w której ambicje i kompleksy często wygrywają ze współczuciem i rozsądkiem. Mimo że książka została wydana kilka lat po katastrofie, wiele z zawartych w niej historii wciąż wzrusza i boli. Smoleńsk to książka niedokończona — ale potrzebna. Daje przestrzeń, by wczuć się w losy tych, którzy byli najbliżej dramatu z 10.04. I może dzięki temu, choć na chwilę, spróbować spojrzeć na Smoleńsk nie przez pryzmat polityki, a człowieczeństwa.
Ola K - awatar Ola K
ocenił na711 miesięcy temu
14:57 do Czyty. Reportaże z Rosji Igor T. Miecik
14:57 do Czyty. Reportaże z Rosji
Igor T. Miecik
"14:57 do Czyty. Reportaże z Rosji" Autor: Igor T. Miecik. Moja ocena: 8/10. "14:57 do Czyty" to zbiór reportaży, które w zwięzły, ale niezwykle treściwy sposób ukazują rzeczywistość współczesnej Rosji. Igor T. Miecik doskonale radzi sobie z oddaniem klimatu miejsc, które opisuje, a jego styl jest przystępny i wciągający. Autor nie tylko prowadzi nas przez różne zakątki tego ogromnego kraju, ale przede wszystkim ukazuje losy ludzi, którzy w nim żyją, co stanowi główną siłę tej publikacji. To właśnie człowiek jest w centrum reportaży Miecika. Autor z wyczuciem opisuje zarówno codzienne życie zwykłych obywateli, jak i historie jednostek w ekstremalnych sytuacjach. Każdy reportaż jest pełen emocji i detali, które sprawiają, że opisywane wydarzenia stają się bliskie czytelnikowi. Dzięki temu łatwo można się zanurzyć w rzeczywistości, która na pierwszy rzut oka może wydawać się nam odległa i obca, a jednak, za sprawą pióra Miecika, staje się zrozumiała i angażująca. Język autora jest lekki, choć opisywane tematy często dotykają trudnych i złożonych zagadnień. Zwięzłość książki, zamiast być jej wadą, działa na jej korzyść – każda historia jest przemyślana, dopracowana, bez zbędnych opisów i dygresji. Miecik nie stara się udziwniać rzeczywistości, ale pokazuje ją taką, jaka jest – brutalną, pełną kontrastów, a czasem wręcz surrealistyczną. Cennym elementem książki jest właśnie ten ludzki aspekt, który przewija się w każdym z reportaży. Miecik nie tylko opisuje Rosję jako kraj, ale też jako przestrzeń pełną ludzkich dramatów, marzeń i dążeń. To właśnie dzięki temu podejściu "14:57 do Czyty" staje się publikacją żywą, poruszającą, a zarazem otwierającą oczy na skomplikowaną rzeczywistość współczesnej Rosji. Podsumowując, książka Igora T. Miecika to wartościowa pozycja dla wszystkich, którzy interesują się Rosją i jej współczesnymi realiami. Choć nie jest to długa lektura, to dzięki bogactwu zawartych w niej historii pozostaje w pamięci na długo. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć. Polecam! ** 22:51 * 25.02.2025 * 19/2025 *
Paweł - awatar Paweł
ocenił na81 rok temu
Londyńczycy Ewa Winnicka
Londyńczycy
Ewa Winnicka
Obrazki z życia polskiej emigracji osiadłej po II WŚ na Wyspach. Opisy treści dostępne w necie i pierwszy rozdział mogą sugerować, że reportaż to swego rodzaju „historia nieznana”, biografie zwykłych Polaków, którzy mimo udziału w wojnie nie zapisali się w annałach i na emigracji wiedli przeciętny żywot i którzy wreszcie dostali szansę, by opowiedzieć o swoich losach. Niestety, podczas lektury szybko okazuje się, że treść książki rozmija się z oczekiwaniami. Jest parę reportaży o emigrantach i ich potomkach, lecz znaczną część poświęcono historiom przemaglowanym już wzdłuż i wszerz przez dziennikarzy i historyków piszących o londyńskiej emigracji – kontrowersyjnemu życiu prywatnemu generała Andersa, skandalom związanym z „opieką” nad złotem NBP, wojenkom emigracyjnych polityków. Autorka zawarła również biografię księcia Kentu, któremu zdecydowanie na wyrost przypisała szczególne propolskie sympatie. In minus był też dla mnie narracyjny bałagan, czasem trudno się było połapać w chronologii zdarzeń. Zaczynam się już przyzwyczajać, że wydawnictwo Czarne wybiera do publikacji takie reportaże, które wyglądają jak wersje robocze, a nie gotowe teksty. Jak dla mnie zmarnowany potencjał. Podejrzewam, że te 15 lat temu autorka łatwo mogła znaleźć więcej osób, które byłyby skłonne podzielić się opowieściami o życiu na emigracji czy dorastaniu w mieszanych, polsko-brytyjskich rodzinach.
Vampiress - awatar Vampiress
ocenił na68 miesięcy temu

Cytaty z książki Soczi. Igrzyska Putina

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Soczi. Igrzyska Putina