Z początku nie miałem większej ochoty na lekturę książki opisującej wydarzenie, które już daleko za nami, znając większość tez autora na ten temat. Zaryzykowałem jednak poświęcenie czasu i nie jestem zawiedziony. Książka, a w zasadzie książeczka jest na kilka godzin lektury. Pokazuje rzeczy fundamentalne aby zrozumieć mentalność rosyjskiej władzy, gdzie wola imperatora stanowi nie tyle prawo co sprawia rzeczywistość. Jest to niezwykłe biorąc pod uwagę miejsce, czas oraz kontekst Olimpiady. Autor nie skupia się na rozlicznych przekrętach jakie towarzyszyły budowie infrastruktury – pewnie można by napisać niejedną książkę na ten temat, ale pokazuje coś znacznie ważniejszego – ogromną potrzebę bycia wielkim wśród samych Rosjan oraz umiejętne sterowanie emocjami społecznymi przez władzę. Państwo rosyjskie jest silne tam gdzie sięga władza i patrzy jego oko. W innych miejscach struktura się sypie, relacje rozlatują, społeczeństwu brak jest inicjatywy – i to druga ważna dla mnie lekcja płynąca z tej lektury.
Z początku nie miałem większej ochoty na lekturę książki opisującej wydarzenie, które już daleko za nami, znając większość tez autora na ten temat. Zaryzykowałem jednak poświęcenie czasu i nie jestem zawiedziony. Książka, a w zasadzie książeczka jest na kilka godzin lektury. Pokazuje rzeczy fundamentalne aby zrozumieć mentalność rosyjskiej władzy, gdzie wola imperatora...
Autor jest dla mnie postacią zupełnie anonimową, widać jednak, że zna realia rosyjskie i radzieckie bardzo dobrze.
Radziwinowicz opisuje różne nieprawidłowości, oraz nielogiczne zdarzenia jakie miały miejsce podczas przygotowań Soczi do zimowych Igrzysk Olimpijskicj w 2014 roku.
Już samo przyznanie temu miejscu organizacji zimowej olimpiady śmierdzi szwindlem. Soczi to kurort nad Morzem Czarnym, w którym jeszcze w listopadzie czy grudniu przekracza + 20 stopni. Jednak rosyjski car zamarzył sobie igrzyska i tak musiało się stać.
Cieniutka książeczka na 2-3 godzin, myślę że warto przeczytać.
Autor jest dla mnie postacią zupełnie anonimową, widać jednak, że zna realia rosyjskie i radzieckie bardzo dobrze.
Radziwinowicz opisuje różne nieprawidłowości, oraz nielogiczne zdarzenia jakie miały miejsce podczas przygotowań Soczi do zimowych Igrzysk Olimpijskicj w 2014 roku.
Już samo przyznanie temu miejscu organizacji zimowej olimpiady śmierdzi szwindlem. Soczi to...
Wacław Radziwinowicz nie pisze o Rosji. On nią żyje i oddycha. Czuje jej abnormalności i prezentuje je z wielką ironią. „Soczi…” napisał zanim ujawniono w jaki sposób zapewniano rosyjskim sportowcom bezpieczeństwo antydopingowe (laboratorium sąsiadowało z siedzibą FSB, z której przez ‘mysią dziurę’ znajdującą się w miejscu nieużywanego gniazdka elektrycznego przekazywano czyste próbki). Radziwinowicz pisze o przygotowaniach do olimpiady, picu, złodziejstwie i krzywdzie zwykłych ludzi. Jego analiza przyczyn, skutków, systemu, znakomicie pasuje do dzisiejszej sytuacji czyli (na szczęście) nieudolnej wojny Rosji w Ukrainie. Polecam każdemu, kto zechce zajrzeć za pozłacany blichtr najlepszego kraju na świecie.
Wacław Radziwinowicz nie pisze o Rosji. On nią żyje i oddycha. Czuje jej abnormalności i prezentuje je z wielką ironią. „Soczi…” napisał zanim ujawniono w jaki sposób zapewniano rosyjskim sportowcom bezpieczeństwo antydopingowe (laboratorium sąsiadowało z siedzibą FSB, z której przez ‘mysią dziurę’ znajdującą się w miejscu nieużywanego gniazdka elektrycznego przekazywano...
Na początku nie byłem zadowolony z tej pozycji. Myślałem, że reporter spędzi lata na przyglądaniu się budowie, sprawdzi przetargi i pokaże, jak bardzo skorumpowana jest rosyjska gospodarka. Radziwinowicz skupił się jednak na o wiele ciekawszym aspekcie, niż brudne pieniądze. Bo te nie rozwiązują, wbrew przekazowi polityków, problemów. Z jego książki dowiedziałem się, że organizacja igrzysk to wyzwanie szczególnie dla mieszkańców, którzy z dniem ogłoszenia decyzji o wyborze miejsca, w którym odbędą się igrzyska, stają się balastem. I to nie tylko Ci, którzy życie spędzają na ulicach, szlajając się po mieście, piląc i paląc lolki. Rosja pogardziła zwykłymi ludzi, którzy na co dzień nie sprawiają problemów. Dobrze, że autor "Soczi. Igrzyska Putina" nie miał takiego podejścia i pochylił się nad ich losem. Tylko pochylił, bo co mógł zrobić więcej?
Na początku nie byłem zadowolony z tej pozycji. Myślałem, że reporter spędzi lata na przyglądaniu się budowie, sprawdzi przetargi i pokaże, jak bardzo skorumpowana jest rosyjska gospodarka. Radziwinowicz skupił się jednak na o wiele ciekawszym aspekcie, niż brudne pieniądze. Bo te nie rozwiązują, wbrew przekazowi polityków, problemów. Z jego książki dowiedziałem się, że...
O ile pamietam to zimowe igrzyska w Soczi nalezaly raczej do udanych. Mimo obaw (dla niektorych nadziei) nie zabraklo sniegu, nie nastapily ataki terrorystyczne, nic sie nie zawalilo, zagraniczni turysci mogli porozumiec sie po angielsku. Tak wiec byl to raczej sukces Rosji. Za jaka cene jednak – 50 miliardow dolarow, z ktorych spory odsetek zginal w przepastnych kieszeniach rosysjkich skorumpowanych oficjalow. Wydaje sie jednak, ze przecietny Rosjanin uwaza, ze warto bylo, tym bardziej, ze obok sukcesu organizacyjnego rosyjscy sportowcy odniesli spore sukcesy (z wyjatkiem ponizajacej porazce w kokeju). To nic, ze po dwoch latach wyszly na wierzch powszechne machlojki antydopingowe. Sukces jest sekcesem.
Na zaledwie 137 (ebooka) stronach Radziwinowicz zmiescil zadziwiajaco duzo. Kilka niezaleznych watkow, z ktorych pare z olimpiada bylo zwiazne dosc luzno. I tak; to tragiczna historia Pod-Kalkazia; obraz wszechobejmujacej korupcji we wspolczysnym panstwie rosyjskim; katastrofa ekologiczna towarzyszaca budowie instalacji olimpijskich; inne wynaturzenia rosyjskiego zycia; zmagania nielicznej grupy mieszkancow Soczi o ludzkie potraktowanie – ci ludzia sa wlasnie wielkimi przegranymi tej Olimpiady.
O ile pamietam to zimowe igrzyska w Soczi nalezaly raczej do udanych. Mimo obaw (dla niektorych nadziei) nie zabraklo sniegu, nie nastapily ataki terrorystyczne, nic sie nie zawalilo, zagraniczni turysci mogli porozumiec sie po angielsku. Tak wiec byl to raczej sukces Rosji. Za jaka cene jednak – 50 miliardow dolarow, z ktorych spory odsetek zginal w przepastnych...
Już tytuł informuje z jakim nastawieniem autora się spotkamy. Recenzowałem już jedną jego publikację pod tytułem "Gogol w czasach Google'a" i na moją ocenę 6 gwiazdek miał wpływ; in plus pozytywny wstęp Michnika, a in minus - zbyt łagodna selekcja reportaży. Recenzje zaczynałem od danych autora, które tu kopiuję:
"..Radziwinowicz (ur.1953), dziennikarz "Gazety Wyborczej", od 1997 korespondent jej z Moskwy, za omawiany zbiór reportaży (2013) mianowany do Nike 2014, laureat Nagrody Fikusa 2014. …"
Zgodnie z przewidywaniami autor wprowadza oskarżycielską atmosferę od pierwszych stron, m.in. zadając retoryczne pytanie:
„..Kto mógłby nie zwracać uwagi na skargi ludzi wyrzucanych z ich domów, stojących na terenie wielkiej olimpijskiej budowy? I gdzie pokrzywdzeni nie mogliby szukać sprawiedliwości w sądach, liczyć na pomoc mediów ani polityków?..”
Skoro autor prowokuje, to postaram się odpowiedzieć. W krajach cywilizowanych prawo sankcjonuje przymusowe wywłaszczenia uwzględniając interes większości, natomiast w krajach postsocjalistycznych bezprawie konkuruje z niemożnością. Ludzie są siłą wywłaszczani bądź też inwestycja zostaje zablokowana wbrew ogólnemu interesowi społecznemu jak „zakopianka” w Polsce.
Biorąc pod uwagę nastawienie autora mam dwa wyjścia: zrezygnować z lektury lub nie zżymać się na takie populistyczne pisanie i czytanie kontynuować. Decyduję się na to drugie trochę z ciekawości, a trochę ze względu na Michnika oraz nieraz już wspominanego mojego dyskutanta Pawła, z którego biblioteki intensywnie korzystam.
No i proszę, już po chwili trafiam na zdania świadczące o słuszności mojego wyboru:
„..Oświecony, jak uważają w Moskwie, autorytaryzm dowodzi swej wyższości nad rozlazłymi i niezdolnymi do realizacji wielkich celów demokracjami. Przywódcy zachodni mogą tylko z zazdrością przyglądać się temu, jak w Rosji tryumfuje wola władz.
Olimpiada ma też – zdaniem ludzi rządzących Rosją – wyciągnąć naród z kompleksów. Jej wspaniałość dowiedzie, że kraj, jak lubią to powtarzać w państwowych mediach, „podniósł się z kolan” po czasach upadku w latach 90. XX wieku i znów jest potęgą....”
Mądre słowa, a ja chichoczę, bo obserwuję jak w Polsce demokratyczne „niemożności” stają się możliwe w autorytarnym państwie Kaczyńskiego, którego nota bene z całego serca nienawidzę. Parę stron dalej autor stwierdza (s. 15 – wg e-booka):
„..Rosja.. „cierpiąca na kompleks niższości zmieszany z manią wielkości”....”
A Polska ? - jakby powiedziała pani Walewska.
Proszę, proszę, jest laurka dla Putina (s.18):
„..Putin jako sportowiec miał jeszcze jedną wielką zaletę – walczył ostro, ale zawsze uczciwie. O tym opowiadają ci, którzy zmierzyli się z nim na tatami. Wspominają, że nigdy nie próbował niezauważalnych dla sędziego zakazanych sztuczek, takich jak wepchnięcie palca do oka przeciwnika czy „przypadkowe” uderzenie łokciem w nos, co przy spotkaniach z innymi przeciwnikami zdarzało się często...”
Brawo! Radziwinowicz chwalony przez „mojego” Michnika jest OK, a ten styl pisania, to przykrywka by nie wystraszyć rzesz rusofobów. Zobaczcie Państwo sami jak autor prawi dyrdymały, puszczając do inteligentniejszych „oko” (s. 22):
„...W lipcu złowił rekordowego 21-kilowego szczupaka. Ryba nie bardzo wyglądała na taką ciężką, a według modnej dziś w Moskwie teorii ludzie ze świty prezydenta przestawili skalę wagi, na której ważyli zdobycz, z kilogramów na funty. Dzięki tej sztuczce szczupak od razu stał się dwa razy cięższy...”
I już słyszę gromki rechot, że KGB-ista Putin to nie tylko morderca, ale i oszust. Aby przekonać Państwa, że rozgryzłem Radziwinowicza jeszcze raz go zacytuję (s. 26):
(Putin) „..gdy na posiedzeniu MKOl-u wybrzmiał już koncert fortepianowy Czajkowskiego, przez nieco ponad pięć minut czytał angielski tekst wystąpienia, które skończył kilkoma frazami po francusku. Angielski, który Putin zna bardziej z widzenia, wyszedł mu całkiem nieźle..."
Niby naśmiewanie się, a wychodzi pochwała. I to dlatego polubiłem Radziwinowicza i czytałem do białego rana, czego i Państwu życzę. Dodam jeszcze jedno zdanie: Radziwinowicz Rosję zna i ją czuje, a talent pisarski pozwala mu wszystko opowiedzieć z poczuciem humoru i ironią.
Już tytuł informuje z jakim nastawieniem autora się spotkamy. Recenzowałem już jedną jego publikację pod tytułem "Gogol w czasach Google'a" i na moją ocenę 6 gwiazdek miał wpływ; in plus pozytywny wstęp Michnika, a in minus - zbyt łagodna selekcja reportaży. Recenzje zaczynałem od danych autora, które tu ...
Od zimowej Olimpiady w Soczi minęło już trochę czasu, jednak jej skutki wywołane wyniszczeniem tamtejszych terenów i przesiedleniem tysięcy osób, by przygotować grunt pod budowę obiektów sportowych, są widoczne do dziś. Ekolodzy zaciekle broniący terenów zamieszkałych przez wyjątkowe gatunki roślin i zwierząt wciąż rwą włosy z głowy zadając sobie pytanie: jak ON mógł?. Jedni z przesiedleńców wciąż nie otrzymali godziwej rekompensaty, drudzy, którzy zostali w swoich domach, muszą borykać się z bagnami, które powodują przechylanie się ich domostw (szczęście, że większość z nich jest zabezpieczonych palami). Jednak któż upomni się o swoje w kraju pełnym absurdów? Mimo, iż nie jestem fanką Gazety Wyborczej, polecam tą książkę. Pora sobie uświadomić jakim potworkiem była Olimpiada w Soczi.
Soczi okupiony cierpieniem niczym Mur Chiński?
Od zimowej Olimpiady w Soczi minęło już trochę czasu, jednak jej skutki wywołane wyniszczeniem tamtejszych terenów i przesiedleniem tysięcy osób, by przygotować grunt pod budowę obiektów sportowych, są widoczne do dziś. Ekolodzy zaciekle broniący terenów zamieszkałych przez wyjątkowe gatunki roślin i zwierząt wciąż rwą włosy z...
Wnikliwie zbadany problem Soczi i koszty budowy obiektów olimpijskich. jak zwykle nieobce jest zakompleksionej Rosji zadęcie i zasada " zastaw się a postaw się". Z ułąńską fantazją kreuje się nowe stadiony, stacje i dworce, mosty, ale wiadomo że to tylko tymczasowe udogodnienia dla tamtejszej ludności.
Reportaż pokazuje, jak państwo zapożycza się, wyrzuca grube miliardy na różne nietrafione inwestycje, byle tylko zaimponować sportowcom z Zachodu. Obnaża drugą twarz rosyjskiej gospodarki, korupcję, rozkradanie surowców, zatrudnianie robotników na czarno. Pokazuje, jak niewiele obchodzi Putina degradacja lokalnego środowiska naturalnego i negatywny wpływ dokonanych inwestycji na krajobraz. Przedstawia historie tego regiony=u, ujawniając że tereny pod areny, tory saneczkarskie itp. to prawdopodobnie teren czerkieskiego cmentarza. Opisuje jak sto pięćdziesiąt lat temu czystki i brutalna eksterminacja zdziesiątkowały dumny czerkieski naród i że ta rzeź przeszła bez echa w oczach świata, tak jak się to teraz dzieje z Ukrainą.
przywiązanie Putina do sportu, pielęgnowanie dumy narodowej, absurdy różnych zarządzeń, masowe wysiedlanie ludności z ziem potrzebnych do budowy dróg, mostów, hoteli i pozbywanie się z Soczi "niepożądanego" elementu, np. studentów (mogą organizować manifestacje), dzieci ( mogą żebrać), staruszków ( starość jest passe w Rosji)- oto główne wątki. Mechanizmy funkcjonowania polityki zagranicznej i wewnętrznej zostają obnażone. Bardzo rzetelne zbadanie skandalicznych poczynań władzy.
Wnikliwie zbadany problem Soczi i koszty budowy obiektów olimpijskich. jak zwykle nieobce jest zakompleksionej Rosji zadęcie i zasada " zastaw się a postaw się". Z ułąńską fantazją kreuje się nowe stadiony, stacje i dworce, mosty, ale wiadomo że to tylko tymczasowe udogodnienia dla tamtejszej ludności.
Reportaż pokazuje, jak państwo zapożycza się, wyrzuca grube miliardy na...
Książka sama w sobie walorów literackich ma mało, ponieważ jest reportażem, natomiast cenię sobie to ,iż dowiedziałam się kilku nowych rzeczy. Utwierdziłam się również w tym, że Rosjanie to w większosci bezmózgie małpy, a rząd tamtejszy, udający ,że jakże och i ach, dorównuje jakosciowo Zachodowi, praktykuje według powiedzenia ,,sto lat za murzynami".
Pozdrawiam wszystkich Rosjan.
Przeczytano.
Książka sama w sobie walorów literackich ma mało, ponieważ jest reportażem, natomiast cenię sobie to ,iż dowiedziałam się kilku nowych rzeczy. Utwierdziłam się również w tym, że Rosjanie to w większosci bezmózgie małpy, a rząd tamtejszy, udający ,że jakże och i ach, dorównuje jakosciowo Zachodowi, praktykuje według powiedzenia ,,sto lat za murzynami"....
Przed Igrzyskami Olimpijskimi obejrzałam film dokumentalny o przygotowaniach przez Rosję właśnie Igrzysk. Książka stała się dopełnieniem owego filmu.
Najbardziej żal mi tego jak traktowano zwykłych mieszkańców Soczi, oraz tego, że w Krasnej Polanie zniszczono przyrodę i wyginęły niektóre gatunki roślin i zwierząt... No ale cóż. "Igrzyska w Soczi to oczko w głowie Putina."
Przed Igrzyskami Olimpijskimi obejrzałam film dokumentalny o przygotowaniach przez Rosję właśnie Igrzysk. Książka stała się dopełnieniem owego filmu.
Najbardziej żal mi tego jak traktowano zwykłych mieszkańców Soczi, oraz tego, że w Krasnej Polanie zniszczono przyrodę i wyginęły niektóre gatunki roślin i zwierząt... No ale cóż. "Igrzyska w Soczi to oczko w głowie...
Bardzo żałuję, że nie przeczytałam tej książki przed Olimpiadą. Nie obejrzałabym żądnej relacji z Soczi, nie mogłabym spokojnie patrzeć na zmagania zawodników wiedząc jak wyglądały przygotowania do zawodów. I choć sama Olimpiada mnie nie rusza - nawet jak Polacy zdobywają medal - to parę transmisji zaliczyłam. Nie rozumiem, jak przedstawiciele tylu narodów mogli zjechać do Soczi, jak mogli spokojnie oddawać skoki, jeździć na nartach, ścigać się z innymi zawodnikami na tak pogwałconej ziemi i to od wielu lat. Książka przedstawia pełną historię prawdziwych właścicieli ziemi, walki zbrojne, wysiedlenie ludzkości. Po wielu atakach na rdzennych mieszkańców, historia się powtarza, ale w zupełnie innym celu niż terytorialne walk. I to mnie jeszcze bardziej wkurza, bo wielu ludzi straciło dom, zostało wysiedlonych, straciło cały swój dobytek, bo Putin chciał sobie zorganizować kilkudniową imprezę sportową.
W książce znajdziemy także relacje z pogwałcenia praw ludzkich do wolności słowa, wyznania i przede wszystkim do wolności miłości i orientacji seksualnej. Homoseksualiści są tu wybitnie nietolerowani. Wszelki przejaw homoseksualizmu jest natychmiast tłumiony. Wbrew prawu jest szerzenie homoseksualizmu a już samo bycie homoseksualistą jest to ów szerzenia zaliczane. Przytaczane są przykłady drastycznego rozprawiania się z tematem poprzez bicie, maltretowanie i gwałcenie butelkami po piwie... przyznam, że ten fragment wyrwał na mnie ogromne wrażenie, bo jak jednemu człowiekowi może wpaść do głowy ta durny pomysł, żeby skrzywdzić w taki sposób drugiego człowieka!!!!
O igrzyskach w Soczi mówić w Rosji należy jak o nieboszczyku - albo tylko dobrze, albo wcale. Krytyka i żarty skończyć się mogą całkiem niewesoło"
Czy igrzyska nie miały łączyć? Czy sporty nie miały być piękną rywalizacją zawodników, którzy ciężką pracą zdobywali zasługi? Dlaczego komitet olimpijski pozwala, żeby igrzyska kojarzyły się z przemocą i nieszczęściem tak wielu ludzi zamieszkujących okolicę Krasnej Polany. Nie można było wybrać innego miejsca? Innego państwa? Takiego, które szczyci się dbaniem o człowieka i nie pogwałceniem jego praw na każdym kroku. Igrzyska się skończyły i jestem ciekawa czy ktoś myśli co dalej z ziemią i ludźmi, którzy stracili wszystko.
Sama książka napisana jest bardzo zgrabnie, ciekawie, szybko się ją czyta. Znajdziecie w niej same konkrety, bez zbędnych opisów. Dużo jest w niej spekulacji, czy się uda wybudować na czas wszystkie obiekty, drogi itd. Dziś już wiemy, że się udało. Putin po rak kolejny pokazał swoją siłę i działanie bez względu na konsekwencje. Brawo dla niego, dopiął swego, cały świat patrzył na Rosję, bił brawo, zachwycał się. Przecież nikt po tak udanej imprezie i zdobytych złotych medalach nie będzie myślał o ogromnym zadłużeniu finansowym, które na pewno odbije się na zwykłych szarych mieszkańcach, którym i tak się nie przelewa. Pozostanie jedynie duma z wygranej no i śmiech na Facebooku z podwójnych toalet czy czterech olimpijskich kółek i jednej gwiazdki na otwarciu... a dlaczego tylko cztery? Bo w Rosji musisz zapłacić 20 % haracz...
Bardzo żałuję, że nie przeczytałam tej książki przed Olimpiadą. Nie obejrzałabym żądnej relacji z Soczi, nie mogłabym spokojnie patrzeć na zmagania zawodników wiedząc jak wyglądały przygotowania do zawodów. I choć sama Olimpiada mnie nie rusza - nawet jak Polacy zdobywają medal - to parę transmisji zaliczyłam. Nie rozumiem, jak przedstawiciele tylu narodów mogli zjechać do...
Ciekawy reportaż o Soczi, mówi o wielu aspektach kulturowych i historycznych miejsca którym niedawno żył cały sportowy świat. Dobrze napisana, bardzo przyjemnie się czyta
Ciekawy reportaż o Soczi, mówi o wielu aspektach kulturowych i historycznych miejsca którym niedawno żył cały sportowy świat. Dobrze napisana, bardzo przyjemnie się czyta
Ta niegruba książeczka wpisuje się idealnie w czas olimpiady i w nasze zainteresowanie, przybliżając nam kulisy tego wydarzenia. Wiadomo przecież, że organizatorzy dołożą starań by przed kamerami wszystko było idealnie, a pewnie mało kto z nas ma czas i możliwość by pojechać tam kibicować naszym i zobaczyć na własne oczy nie tylko obiekty, ocenić organizację, ale i spotkać się z mieszkańcami Soczi i porozmawiać z nimi na temat tego co dla nich znaczy olimpiada.
Wacław Radziwinowicz (to ten od Gogola w czasach Google'a) kilkukrotnie odwiedził miasto i okolice, by przyglądać się przygotowaniom, na bieżąco mieszkając w Rosji śledzi różne doniesienia medialne i stara się docierać do różnych źródeł informacji, ale daje nam też sporą dawkę historii i geografii przybliżając nam region, w którym Rosjanie igrzyska organizują. Dzięki temu różne pytania jakie nam zadaje autor (m.in. o koszty, sens olimpiady w tym miejscu, wpływ inwestycji na dalsze życie w regionie) wydają się oparte nie na jakichś plotkach, ale na solidnych podstawach.
Czy Olimpiada jest próbą ratowania wizerunku wspaniałego imperium (na zasadzie zastaw się a postaw się); czemu koszty przygotowań przerosły wszystko to co wydano na poprzednie olimpiady zimowe w ostatnim dwudziestoleciu; jak władze radzą sobie z trudnościami np. dotyczącymi wykupu ziem, protestami ekologów, albo czemu tak bardzo olimpiadą interesują się rosyjskie służby bezpieczeństwa. To tylko przykłady pytań na które możecie znaleźć tu odpowiedź. A przecież równie ciekawe jak współczesność, są wątki historyczne np. czystek etnicznych na Czerkiesach na tych terenach w XIX wieku, przemilczanych kart w historii Rosji, rozwoju kurortu w czasach Stalinowskich.
Soczi już na pewno nie będzie takie samo jak przed olimpiadą. Autor jednak stawia pytanie czy życie normalnych mieszkańców tych terenów zmieni się na lepsze czy na gorsze. A co z unikalną przyrodą i walorami uzdrowiskowymi tego miejsca?
Pomysł by urządzać olimpiadę zimową na wybrzeżu Morza Czarnego, w kurorcie który słynie z mikroklimatu i temperatur po kilkadziesiąt stopni na plusie od początku był sporym zaskoczeniem, ale bliskość Kaukazu daje władzom Rosji możliwość dokonania niemożliwego. Bez względu na cenę.
O tej cenie i o tych kulisach przygotowań warto pamiętać gdy będziemy oglądać zmagania w pięknych, nowych i robiących wrażenie obiektach sportowych. Przecież pytania o cenę, o to co dalej z tymi obiektami, komu będą służyć i kto na tym wszystkim tak naprawdę zyskuje, są jak najbardziej na miejscu. Dlatego zachęcam do przeczytania tej książeczki. Pisana zdaje się na szybko, bo ostatni rozdział z rozmowami ze sportowcami jadącymi na igrzyska (niestety trochę mętny) powstał chyba kilka tygodni temu - rzecz więc świeżutka i na czasie.
Ta niegruba książeczka wpisuje się idealnie w czas olimpiady i w nasze zainteresowanie, przybliżając nam kulisy tego wydarzenia. Wiadomo przecież, że organizatorzy dołożą starań by przed kamerami wszystko było idealnie, a pewnie mało kto z nas ma czas i możliwość by pojechać tam kibicować naszym i zobaczyć na własne oczy nie tylko obiekty, ocenić organizację, ale i spotkać...
Rosjanie wzięli się za przygotowanie Igrzysk z wielkim rozmachem. Ponad 50 miliardów dolarów - tyle oficjalnie pochłonęło przygotowanie całej infrastruktury pod igrzyska. Nieoficjalnie jednak mówi się, że ta kwota jest znacznie większa. Tylko Rosjanie mogli wpaść na to, żeby zimowe igrzyska zorganizować w Soczi, które położone jest nad ciepłym Morzem Czarnym w strefie klimatu subtropikalnego. I wiedząc, że igrzyska są oczkiem w głowie Władimira Władimirowicza Putina, który zamierza udowodnić, że Rosja wciąż potęgą jest, można się było spodziewać, że organizując je złamie wszelkie możliwe zasady, nagnie prawo i przekroczy granice przyzwoitości. Efekt jest taki, że unikatowa flora i fauna Niziny Imeretyńskiej została bezpowrotnie zniszczona, ludzie zostali pozbawienie swoich domów i dorobku całego życia, do pracy przy budowie sportowych obiektów zatrudniono najtańszych robotników z sąsiednich republik, którym za wykonaną robotę nie wypłacono wynagrodzenia, że o ich deportacji nie wspomnę. Zorganizowano nalot na osoby potencjalnie niewygodne, zaszczuto i napiętnowano tych, którzy "propagują" lub "uprawiają nietradycyjną formę zachowań seksualnych" itp, itd. Zachęcam do przeczytania, bo tego, co Rosjanie wyprawiali przy organizacji igrzysk jest naprawdę sporo i warto wiedzieć, na jakich zasadach działał ten mechanizm.
Po więcej zapraszam tu: http://marudaczyta.blogspot.com/2014/02/soczi-igrzyska-putina-wacaw.html#more
Bardzo dobra książka i świetnie napisana.
Rosjanie wzięli się za przygotowanie Igrzysk z wielkim rozmachem. Ponad 50 miliardów dolarów - tyle oficjalnie pochłonęło przygotowanie całej infrastruktury pod igrzyska. Nieoficjalnie jednak mówi się, że ta kwota jest znacznie większa. Tylko Rosjanie mogli wpaść na to, żeby zimowe igrzyska zorganizować w Soczi, które położone...
Pan Wacław z sobie tylko znanym wyczuciem potrafi wejść w głąb rosyjskiej duszy i pisać o Rosji w sposób jaki nie potrafi tego nikt inny (no może poza J.H.Baderem). Soczi - igrzyska Putina to pozycja, która ma za zadanie przedstawić ludziom inną stronę Olimpiady. Nie tylko kolorowych świateł, medali czy innego rodzaju blichtru, ale też harujących na budowach cudzoziemców, którzy za swoją pracę nie dostają często wynagrodzenia, wszechobecnej korupcji, wyrzuconych ze swoich domów mieszkańców Soczi czy innych ludzi, którym Olimpiada na zawsze zmieniła życie w koszmar. Podziwiam odwagę autora, który żyjąc w Moskwie nie bał się napisać tej książki.
Pan Wacław z sobie tylko znanym wyczuciem potrafi wejść w głąb rosyjskiej duszy i pisać o Rosji w sposób jaki nie potrafi tego nikt inny (no może poza J.H.Baderem). Soczi - igrzyska Putina to pozycja, która ma za zadanie przedstawić ludziom inną stronę Olimpiady. Nie tylko kolorowych świateł, medali czy innego rodzaju blichtru, ale też harujących na budowach cudzoziemców,...
Jakiś czas temu miałam okazję obejrzeć bardzo interesujący film dokumentalny o olimpiadzie w Soczi ("Igrzyska Putina") . Zrobił na mnie spore wrażenie - korupcja, absurdalny budżet, wysiedlanie mieszkańców kurortu, przekręty wszelkiej maści okazują się być czymś oczywistym w przypadku igrzysk u cara. Reportaż Wacława Radziwinowicza okazał się być świetnym uzupełnieniem tego niezbyt pochlebnego obrazka.
Rosja w przygotowaniach do igrzysk pozostają w starym radzieckim zwyczaju bycia najlepszym. Olimpiada rosyjska ma więc być największa, najlepsza i ... najdroższa w historii. Szacuje się, że jej koszty już przekroczyły kwotę 50 miliardów dolarów, co odpowiada średniemu rocznemu dochodowi takich firm jak Coca-Cola, Google czy Intel. Wybór miejsca jest również kontrowersyjny - Soczi słynie jako letni kurort i subtropikalny klimat nie kojarzy się kompletnie z zimowymi sportami. Stworzenie sportowych obiektów i infrastruktury nie tylko kosztowało krocie, ale co gorsza doprowadziło do nieodwracalnej dewastacji środowiska. Rosjanie odcinają się od kuriozalnych wymysłów Putina, obywatele wydają się być zupełnie przeciwni idei olimpiady, o czym sporo pisze Radziwinowicz.
Opisuje też absurdalną historię znicza olimpijskiego. Nie dość, że koszty projektu wystarczyłyby na budżet sporej wielkości polskiego miasta, to pochodnia ma do pokonania najdłuższą i najbardziej zawiłą w historii drogę. Znicz był w łodzi podwodnej, a nawet w przestrzeni kosmicznej. Jego wyjątkowość polega również na tym, że już nikt chyba nie liczy ile razy zgasł podczas podróży. Co nikogo pewnie nie dziwi medale również będą największe - jeśli wierzyć pogłoskom wartość złotego medalu jest szacowana na sześć tysięcy dolarów (podczas olimpiady w Vancouver było to odpowiednio 500 dolarów). Co więcej, niektóre z nich będą zawierać fragmenty meteorytu, który spadł na Czelabińsk.
Dla mnie - rusofilki, książka jest bardzo ciekawa. Nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać jak daleko mogą posunąć się przedstawiciele rosyjskiej władzy, aby osiągnąć to, czego pragną. Radziwinowicz rozmawia ze zwykłymi mieszkańcami Soczi i okolic, których postawiono przed faktem dokonanym, później wysiedlono i osadzono w mieszkaniach o bardzo niskim standardzie. Reporter opowiada o przygotowaniach służb specjalnych i wojska, olimpiada będzie się przecież odbywać raptem dwieście kilometrów od zagrożonych terroryzmem terenów.Autor pisze o tym wszystkim, co znamy z rosyjskiego podwórka, ale co olimpiada wyostrzyła do granic absurdu. Niezmiernie prawdziwy i poruszający obraz rosyjskiej rzeczywistości. Polecam, w szczególnie w przeddzień igrzysk.
Opinia ukazała się uprzednio na moim blogu: http://bagzradelko.blogspot.com
Jakiś czas temu miałam okazję obejrzeć bardzo interesujący film dokumentalny o olimpiadzie w Soczi ("Igrzyska Putina") . Zrobił na mnie spore wrażenie - korupcja, absurdalny budżet, wysiedlanie mieszkańców kurortu, przekręty wszelkiej maści okazują się być czymś oczywistym w przypadku igrzysk u cara. Reportaż Wacława Radziwinowicza okazał się być świetnym uzupełnieniem tego...
Jeśli interesujecie się sportem to ta książka...raczej nie jest dla Was. Reportaż ten jest bowiem o dewastacji pięknego miejsca, zniszczeniu kilkudziesięciu endemicznych gatunków roślin oraz zwierząt i wydaniu na to wszystko astronomicznej sumy 50 mld USD (więcej niż na wszystkie dotychczasowe 21 olimpiad zimowych), czyli krótko mówiąc o zbliżających się Igrzyskach Olimpijskich w Soczi.
Dzieje się tak dlatego, że po pierwsze Rosja to dziwny kraj, w którym jeśli nie ma możliwości zagarnięcia do własnej kiesy co najmniej 20% z całości sumy przewidzianej na inwestycję (czasami ta kwota przekracza 40%), to nikt się nawet za przysłowiową łopatę nie chwyci (ostatnio popularna jest tam pewna anegdota: "Dlaczego na Olimpiadzie w Soczi mogą na fladze znaleźć się tylko 4 koła olimpijskie? Bo w Rosji 20% bierze wykonawca."). Więc jeśli, nie daj Bóg, oglądaliście te propagandowe reportaże TVP, które zachwalają te piękne miejsce i mówią jak wiele się tam zmieniło na lepsze, i jeśli w to uwierzyliście, to dla wyrównania szali powinniście przeczytać "Soczi. Igrzyska Putina" aby dowiedzieć się jak to wygląda naprawdę. Śmieszne są też fakty jakie podają "dziennikarze" TVP mówiący, że najdroższa inwestycja Soczi, czyli dwie skocznie narciarskie, na które wydano już blisko 7 mld dolarów kosztowały według nich coś około 300 mln. Ciekawe prawda?
Drugi powód jest już z goła inny. Chodzi o to, że ta miejscowość jest bardzo pięknie, ale zupełnie od czapy, jeśli chodzi o ZIO (Zimowe Igrzyska Olimpijskie), położona. Jest to bowiem największy kurort LETNI Rosji leżący nad Morzem Czarnym, w którym w grudniu temperatury potrafią dochodzić do 25 stopni C. I co z tego, że z drugiej strony otaczają Soczi góry Kaukaz skoro tam też nie do końca wiadomo czy temperatury będą wystarczająco niskie aby utrzymać odpowiedni poziom śniegu. Ale w sumie kogo to obchodzi?!
Radziwinowicz analizuje też, oprócz samych inwestycji, także miejsce przedstawiając jego historię i tradycje. Opowiada również o sportowym zamiłowaniu Putina i jego, nie zawsze uczciwie zdobytych, osiągnięciach.
Prowadzi rozmowy ze zwykłymi mieszkańcami tego drugiego pod względem długości miasta świata (150 km) dając nam pewien wgląd w to jak zmieniło się Soczi. I z ich wypowiedzi wynika, że zmiany niekoniecznie były na lepsze, ponieważ wprowadzone modernizacje nie są zaplanowane na długoterminowe polepszenie jakości życia prostego ludu. Są robione jedynie na pokaz i to bez szerszego "pomyślunku" co również zakrawa na śmieszność, biorąc pod uwagę rozmach przedsięwzięcia. Ot, Rosja, nic dodać, nic ująć.
Reportaż, choć krótki, jest naprawdę warty poznania.
Ocena 8/10
Zapraszam na mój blog - Rick's Cafe!
http://playitoncemoresam.blogspot.com/
Jeśli interesujecie się sportem to ta książka...raczej nie jest dla Was. Reportaż ten jest bowiem o dewastacji pięknego miejsca, zniszczeniu kilkudziesięciu endemicznych gatunków roślin oraz zwierząt i wydaniu na to wszystko astronomicznej sumy 50 mld USD (więcej niż na wszystkie dotychczasowe 21 olimpiad zimowych), czyli krótko mówiąc o zbliżających się Igrzyskach...
Już niebawem każdy z nas będzie miał okazję śledzić zmagania sportowców z całego świata na XXII Zimowych Igrzyskach Olimpijskich, w czarnomorskim kurorcie, w Soczi. Jeszcze zanim nadejdzie czas sportowej rywalizacji, mamy możliwość poznać kulisy przygotowań do tego doniosłego zdarzenia.
Autor ukazał w swej książce jak tragiczna w skutkach będzie (i w zasadzie dla wielu ludzi już jest) organizacja tego przedsięwzięcia. Kolosalne pieniądze (liczone w kilkudziesięciu miliardach dolarów), jakie dotychczas zostały wydane przez rosyjskie władze (i nie tylko – wchodzą tu w grę również oligarchowie czy prywatni inwestorzy) przechodzą wszelkie ludzkie wyobrażenia.
Dotychczas nie było tak drogiej imprezy (jedynie Pekin jest w stanie choć trochę konkurować z Moskwą w tej dziedzinie, gdyż ich letnie igrzyska, w roku 2008 również pochłonęły masę funduszy – 44 mld dol.). Nie świadczy to jednak, że ilość wydanej gotówki przekłada się na jakość… Ponadto prace są wykonywane obecnie w ogromnym pośpiechu, bowiem większość obiektów powstaje z ogromnym (niekiedy nawet dwuletnim) opóźnieniem.
Dramatem dla dziesiątek tysięcy ludzi były przymusowe wysiedlenia. Zawłaszczenia ich ziem oraz domów stały się czymś naturalnym po podpisaniu ustawy, napisanej specjalnie na czas przygotowań do olimpiady. Dokładnie rzecz ujmując chodzi o podpisany przez prezydenta Putina dekret 310 – „O przeprowadzeniu zimowych igrzysk olimpijskich”. Jak podaje autor:
„Dekret drastycznie skrócił procedurę przejęcia nieruchomości potrzebnych „dla celów olimpiady” z przewidzianego kodeksem cywilnym roku do praktycznie trzech miesięcy. Właściciele działek czy domów są informowani o tym, że je tracą, na tydzień przed podjęciem przez administrację ostatecznej decyzji. (…)”. [s. 68].
Nikt nie przejmuje się również całkowitym niszczeniem miejscowej przyrody, która była naprawdę unikalna. Mało tego – protestującym ekologom – uprzykrzano życie, jak tylko się dało. Władza „groziła palcem” każdemu, kto ośmielił się na forum publicznym wypowiadać negatywnie na temat skutków olimpijskich aspiracji rosyjskich władz.
A pamiętać należy, że dla Rosjan olimpiada jest jednym z elementów budowy jej imperialnej świadomości. Dla Federacji Rosyjskiej jest to inwestycja w przyszłość. Cały świat zobaczy bowiem na własne oczy jej potęgę. Władze rosyjskie chcą każdemu udowodnić, że są supermocarstwem, które może sobie pozwolić na niejedną fanaberię. Dla narodu zaś ma to być szansa wyzbycia się jakichkolwiek kompleksów.
Ta książka zawiera również ciekawy rozdział, poświęcony przygotowaniom letnich igrzysk olimpijskich, w Moskwie, w roku 1980. Znajduje się tam sporo ciekawostek, o tym jak wyglądały prace nad organizacją tak dużej imprezy sportowej przez Związek Radziecki. To interesujący wątek, zwłaszcza że za żelazną kurtyną nie łatwo było o otwarcie się na przyjazd delegacji z całego świata, w tym „zachodnich imperialistów”.
Szczerze polecam Wam tę cieniutką książkę, która pomimo niewielkiej objętości jest niezwykle bogata w treść. Autor, jak zwykle, rzetelnie wykonał swoją pracę. Efektem czego jest ten reportaż, ukazujący tło jednego z najpopularniejszych widowisk sportowych na świecie. Pozwala on spojrzeć na te nadchodzące zimowe igrzyska z odrobinę szerszej perspektywy, aniżeli tylko jako sportowe zawody
Już niebawem każdy z nas będzie miał okazję śledzić zmagania sportowców z całego świata na XXII Zimowych Igrzyskach Olimpijskich, w czarnomorskim kurorcie, w Soczi. Jeszcze zanim nadejdzie czas sportowej rywalizacji, mamy możliwość poznać kulisy przygotowań do tego doniosłego zdarzenia.
Autor ukazał w swej książce jak tragiczna w skutkach będzie (i w zasadzie dla wielu...
Spoko się czyta, szybko. Brak przypisów
Spoko się czyta, szybko. Brak przypisów
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZ początku nie miałem większej ochoty na lekturę książki opisującej wydarzenie, które już daleko za nami, znając większość tez autora na ten temat. Zaryzykowałem jednak poświęcenie czasu i nie jestem zawiedziony. Książka, a w zasadzie książeczka jest na kilka godzin lektury. Pokazuje rzeczy fundamentalne aby zrozumieć mentalność rosyjskiej władzy, gdzie wola imperatora stanowi nie tyle prawo co sprawia rzeczywistość. Jest to niezwykłe biorąc pod uwagę miejsce, czas oraz kontekst Olimpiady. Autor nie skupia się na rozlicznych przekrętach jakie towarzyszyły budowie infrastruktury – pewnie można by napisać niejedną książkę na ten temat, ale pokazuje coś znacznie ważniejszego – ogromną potrzebę bycia wielkim wśród samych Rosjan oraz umiejętne sterowanie emocjami społecznymi przez władzę. Państwo rosyjskie jest silne tam gdzie sięga władza i patrzy jego oko. W innych miejscach struktura się sypie, relacje rozlatują, społeczeństwu brak jest inicjatywy – i to druga ważna dla mnie lekcja płynąca z tej lektury.
Z początku nie miałem większej ochoty na lekturę książki opisującej wydarzenie, które już daleko za nami, znając większość tez autora na ten temat. Zaryzykowałem jednak poświęcenie czasu i nie jestem zawiedziony. Książka, a w zasadzie książeczka jest na kilka godzin lektury. Pokazuje rzeczy fundamentalne aby zrozumieć mentalność rosyjskiej władzy, gdzie wola imperatora...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutor jest dla mnie postacią zupełnie anonimową, widać jednak, że zna realia rosyjskie i radzieckie bardzo dobrze.
Radziwinowicz opisuje różne nieprawidłowości, oraz nielogiczne zdarzenia jakie miały miejsce podczas przygotowań Soczi do zimowych Igrzysk Olimpijskicj w 2014 roku.
Już samo przyznanie temu miejscu organizacji zimowej olimpiady śmierdzi szwindlem. Soczi to kurort nad Morzem Czarnym, w którym jeszcze w listopadzie czy grudniu przekracza + 20 stopni. Jednak rosyjski car zamarzył sobie igrzyska i tak musiało się stać.
Cieniutka książeczka na 2-3 godzin, myślę że warto przeczytać.
Autor jest dla mnie postacią zupełnie anonimową, widać jednak, że zna realia rosyjskie i radzieckie bardzo dobrze.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRadziwinowicz opisuje różne nieprawidłowości, oraz nielogiczne zdarzenia jakie miały miejsce podczas przygotowań Soczi do zimowych Igrzysk Olimpijskicj w 2014 roku.
Już samo przyznanie temu miejscu organizacji zimowej olimpiady śmierdzi szwindlem. Soczi to...
Wacław Radziwinowicz nie pisze o Rosji. On nią żyje i oddycha. Czuje jej abnormalności i prezentuje je z wielką ironią. „Soczi…” napisał zanim ujawniono w jaki sposób zapewniano rosyjskim sportowcom bezpieczeństwo antydopingowe (laboratorium sąsiadowało z siedzibą FSB, z której przez ‘mysią dziurę’ znajdującą się w miejscu nieużywanego gniazdka elektrycznego przekazywano czyste próbki). Radziwinowicz pisze o przygotowaniach do olimpiady, picu, złodziejstwie i krzywdzie zwykłych ludzi. Jego analiza przyczyn, skutków, systemu, znakomicie pasuje do dzisiejszej sytuacji czyli (na szczęście) nieudolnej wojny Rosji w Ukrainie. Polecam każdemu, kto zechce zajrzeć za pozłacany blichtr najlepszego kraju na świecie.
Wacław Radziwinowicz nie pisze o Rosji. On nią żyje i oddycha. Czuje jej abnormalności i prezentuje je z wielką ironią. „Soczi…” napisał zanim ujawniono w jaki sposób zapewniano rosyjskim sportowcom bezpieczeństwo antydopingowe (laboratorium sąsiadowało z siedzibą FSB, z której przez ‘mysią dziurę’ znajdującą się w miejscu nieużywanego gniazdka elektrycznego przekazywano...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSpoko książeczka na jeden dzień ,chętnie bym teraz przeczytał o Soczi w 2020 kilka dobrych lat po olimpiadzie.
Spoko książeczka na jeden dzień ,chętnie bym teraz przeczytał o Soczi w 2020 kilka dobrych lat po olimpiadzie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa początku nie byłem zadowolony z tej pozycji. Myślałem, że reporter spędzi lata na przyglądaniu się budowie, sprawdzi przetargi i pokaże, jak bardzo skorumpowana jest rosyjska gospodarka. Radziwinowicz skupił się jednak na o wiele ciekawszym aspekcie, niż brudne pieniądze. Bo te nie rozwiązują, wbrew przekazowi polityków, problemów. Z jego książki dowiedziałem się, że organizacja igrzysk to wyzwanie szczególnie dla mieszkańców, którzy z dniem ogłoszenia decyzji o wyborze miejsca, w którym odbędą się igrzyska, stają się balastem. I to nie tylko Ci, którzy życie spędzają na ulicach, szlajając się po mieście, piląc i paląc lolki. Rosja pogardziła zwykłymi ludzi, którzy na co dzień nie sprawiają problemów. Dobrze, że autor "Soczi. Igrzyska Putina" nie miał takiego podejścia i pochylił się nad ich losem. Tylko pochylił, bo co mógł zrobić więcej?
Na początku nie byłem zadowolony z tej pozycji. Myślałem, że reporter spędzi lata na przyglądaniu się budowie, sprawdzi przetargi i pokaże, jak bardzo skorumpowana jest rosyjska gospodarka. Radziwinowicz skupił się jednak na o wiele ciekawszym aspekcie, niż brudne pieniądze. Bo te nie rozwiązują, wbrew przekazowi polityków, problemów. Z jego książki dowiedziałem się, że...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toO ile pamietam to zimowe igrzyska w Soczi nalezaly raczej do udanych. Mimo obaw (dla niektorych nadziei) nie zabraklo sniegu, nie nastapily ataki terrorystyczne, nic sie nie zawalilo, zagraniczni turysci mogli porozumiec sie po angielsku. Tak wiec byl to raczej sukces Rosji. Za jaka cene jednak – 50 miliardow dolarow, z ktorych spory odsetek zginal w przepastnych kieszeniach rosysjkich skorumpowanych oficjalow. Wydaje sie jednak, ze przecietny Rosjanin uwaza, ze warto bylo, tym bardziej, ze obok sukcesu organizacyjnego rosyjscy sportowcy odniesli spore sukcesy (z wyjatkiem ponizajacej porazce w kokeju). To nic, ze po dwoch latach wyszly na wierzch powszechne machlojki antydopingowe. Sukces jest sekcesem.
Na zaledwie 137 (ebooka) stronach Radziwinowicz zmiescil zadziwiajaco duzo. Kilka niezaleznych watkow, z ktorych pare z olimpiada bylo zwiazne dosc luzno. I tak; to tragiczna historia Pod-Kalkazia; obraz wszechobejmujacej korupcji we wspolczysnym panstwie rosyjskim; katastrofa ekologiczna towarzyszaca budowie instalacji olimpijskich; inne wynaturzenia rosyjskiego zycia; zmagania nielicznej grupy mieszkancow Soczi o ludzkie potraktowanie – ci ludzia sa wlasnie wielkimi przegranymi tej Olimpiady.
O ile pamietam to zimowe igrzyska w Soczi nalezaly raczej do udanych. Mimo obaw (dla niektorych nadziei) nie zabraklo sniegu, nie nastapily ataki terrorystyczne, nic sie nie zawalilo, zagraniczni turysci mogli porozumiec sie po angielsku. Tak wiec byl to raczej sukces Rosji. Za jaka cene jednak – 50 miliardow dolarow, z ktorych spory odsetek zginal w przepastnych...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJuż tytuł informuje z jakim nastawieniem autora się spotkamy. Recenzowałem już jedną jego publikację pod tytułem "Gogol w czasach Google'a" i na moją ocenę 6 gwiazdek miał wpływ; in plus pozytywny wstęp Michnika, a in minus - zbyt łagodna selekcja reportaży. Recenzje zaczynałem od danych autora, które tu kopiuję:
"..Radziwinowicz (ur.1953), dziennikarz "Gazety Wyborczej", od 1997 korespondent jej z Moskwy, za omawiany zbiór reportaży (2013) mianowany do Nike 2014, laureat Nagrody Fikusa 2014. …"
Zgodnie z przewidywaniami autor wprowadza oskarżycielską atmosferę od pierwszych stron, m.in. zadając retoryczne pytanie:
„..Kto mógłby nie zwracać uwagi na skargi ludzi wyrzucanych z ich domów, stojących na terenie wielkiej olimpijskiej budowy? I gdzie pokrzywdzeni nie mogliby szukać sprawiedliwości w sądach, liczyć na pomoc mediów ani polityków?..”
Skoro autor prowokuje, to postaram się odpowiedzieć. W krajach cywilizowanych prawo sankcjonuje przymusowe wywłaszczenia uwzględniając interes większości, natomiast w krajach postsocjalistycznych bezprawie konkuruje z niemożnością. Ludzie są siłą wywłaszczani bądź też inwestycja zostaje zablokowana wbrew ogólnemu interesowi społecznemu jak „zakopianka” w Polsce.
Biorąc pod uwagę nastawienie autora mam dwa wyjścia: zrezygnować z lektury lub nie zżymać się na takie populistyczne pisanie i czytanie kontynuować. Decyduję się na to drugie trochę z ciekawości, a trochę ze względu na Michnika oraz nieraz już wspominanego mojego dyskutanta Pawła, z którego biblioteki intensywnie korzystam.
No i proszę, już po chwili trafiam na zdania świadczące o słuszności mojego wyboru:
„..Oświecony, jak uważają w Moskwie, autorytaryzm dowodzi swej wyższości nad rozlazłymi i niezdolnymi do realizacji wielkich celów demokracjami. Przywódcy zachodni mogą tylko z zazdrością przyglądać się temu, jak w Rosji tryumfuje wola władz.
Olimpiada ma też – zdaniem ludzi rządzących Rosją – wyciągnąć naród z kompleksów. Jej wspaniałość dowiedzie, że kraj, jak lubią to powtarzać w państwowych mediach, „podniósł się z kolan” po czasach upadku w latach 90. XX wieku i znów jest potęgą....”
Mądre słowa, a ja chichoczę, bo obserwuję jak w Polsce demokratyczne „niemożności” stają się możliwe w autorytarnym państwie Kaczyńskiego, którego nota bene z całego serca nienawidzę. Parę stron dalej autor stwierdza (s. 15 – wg e-booka):
„..Rosja.. „cierpiąca na kompleks niższości zmieszany z manią wielkości”....”
A Polska ? - jakby powiedziała pani Walewska.
Proszę, proszę, jest laurka dla Putina (s.18):
„..Putin jako sportowiec miał jeszcze jedną wielką zaletę – walczył ostro, ale zawsze uczciwie. O tym opowiadają ci, którzy zmierzyli się z nim na tatami. Wspominają, że nigdy nie próbował niezauważalnych dla sędziego zakazanych sztuczek, takich jak wepchnięcie palca do oka przeciwnika czy „przypadkowe” uderzenie łokciem w nos, co przy spotkaniach z innymi przeciwnikami zdarzało się często...”
Brawo! Radziwinowicz chwalony przez „mojego” Michnika jest OK, a ten styl pisania, to przykrywka by nie wystraszyć rzesz rusofobów. Zobaczcie Państwo sami jak autor prawi dyrdymały, puszczając do inteligentniejszych „oko” (s. 22):
„...W lipcu złowił rekordowego 21-kilowego szczupaka. Ryba nie bardzo wyglądała na taką ciężką, a według modnej dziś w Moskwie teorii ludzie ze świty prezydenta przestawili skalę wagi, na której ważyli zdobycz, z kilogramów na funty. Dzięki tej sztuczce szczupak od razu stał się dwa razy cięższy...”
I już słyszę gromki rechot, że KGB-ista Putin to nie tylko morderca, ale i oszust. Aby przekonać Państwa, że rozgryzłem Radziwinowicza jeszcze raz go zacytuję (s. 26):
(Putin) „..gdy na posiedzeniu MKOl-u wybrzmiał już koncert fortepianowy Czajkowskiego, przez nieco ponad pięć minut czytał angielski tekst wystąpienia, które skończył kilkoma frazami po francusku. Angielski, który Putin zna bardziej z widzenia, wyszedł mu całkiem nieźle..."
Niby naśmiewanie się, a wychodzi pochwała. I to dlatego polubiłem Radziwinowicza i czytałem do białego rana, czego i Państwu życzę. Dodam jeszcze jedno zdanie: Radziwinowicz Rosję zna i ją czuje, a talent pisarski pozwala mu wszystko opowiedzieć z poczuciem humoru i ironią.
Już tytuł informuje z jakim nastawieniem autora się spotkamy. Recenzowałem już jedną jego publikację pod tytułem "Gogol w czasach Google'a" i na moją ocenę 6 gwiazdek miał wpływ; in plus pozytywny wstęp Michnika, a in minus - zbyt łagodna selekcja reportaży. Recenzje zaczynałem od danych autora, które tu ...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSoczi okupiony cierpieniem niczym Mur Chiński?
Od zimowej Olimpiady w Soczi minęło już trochę czasu, jednak jej skutki wywołane wyniszczeniem tamtejszych terenów i przesiedleniem tysięcy osób, by przygotować grunt pod budowę obiektów sportowych, są widoczne do dziś. Ekolodzy zaciekle broniący terenów zamieszkałych przez wyjątkowe gatunki roślin i zwierząt wciąż rwą włosy z głowy zadając sobie pytanie: jak ON mógł?. Jedni z przesiedleńców wciąż nie otrzymali godziwej rekompensaty, drudzy, którzy zostali w swoich domach, muszą borykać się z bagnami, które powodują przechylanie się ich domostw (szczęście, że większość z nich jest zabezpieczonych palami). Jednak któż upomni się o swoje w kraju pełnym absurdów? Mimo, iż nie jestem fanką Gazety Wyborczej, polecam tą książkę. Pora sobie uświadomić jakim potworkiem była Olimpiada w Soczi.
Soczi okupiony cierpieniem niczym Mur Chiński?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOd zimowej Olimpiady w Soczi minęło już trochę czasu, jednak jej skutki wywołane wyniszczeniem tamtejszych terenów i przesiedleniem tysięcy osób, by przygotować grunt pod budowę obiektów sportowych, są widoczne do dziś. Ekolodzy zaciekle broniący terenów zamieszkałych przez wyjątkowe gatunki roślin i zwierząt wciąż rwą włosy z...
Wnikliwie zbadany problem Soczi i koszty budowy obiektów olimpijskich. jak zwykle nieobce jest zakompleksionej Rosji zadęcie i zasada " zastaw się a postaw się". Z ułąńską fantazją kreuje się nowe stadiony, stacje i dworce, mosty, ale wiadomo że to tylko tymczasowe udogodnienia dla tamtejszej ludności.
Reportaż pokazuje, jak państwo zapożycza się, wyrzuca grube miliardy na różne nietrafione inwestycje, byle tylko zaimponować sportowcom z Zachodu. Obnaża drugą twarz rosyjskiej gospodarki, korupcję, rozkradanie surowców, zatrudnianie robotników na czarno. Pokazuje, jak niewiele obchodzi Putina degradacja lokalnego środowiska naturalnego i negatywny wpływ dokonanych inwestycji na krajobraz. Przedstawia historie tego regiony=u, ujawniając że tereny pod areny, tory saneczkarskie itp. to prawdopodobnie teren czerkieskiego cmentarza. Opisuje jak sto pięćdziesiąt lat temu czystki i brutalna eksterminacja zdziesiątkowały dumny czerkieski naród i że ta rzeź przeszła bez echa w oczach świata, tak jak się to teraz dzieje z Ukrainą.
przywiązanie Putina do sportu, pielęgnowanie dumy narodowej, absurdy różnych zarządzeń, masowe wysiedlanie ludności z ziem potrzebnych do budowy dróg, mostów, hoteli i pozbywanie się z Soczi "niepożądanego" elementu, np. studentów (mogą organizować manifestacje), dzieci ( mogą żebrać), staruszków ( starość jest passe w Rosji)- oto główne wątki. Mechanizmy funkcjonowania polityki zagranicznej i wewnętrznej zostają obnażone. Bardzo rzetelne zbadanie skandalicznych poczynań władzy.
Wnikliwie zbadany problem Soczi i koszty budowy obiektów olimpijskich. jak zwykle nieobce jest zakompleksionej Rosji zadęcie i zasada " zastaw się a postaw się". Z ułąńską fantazją kreuje się nowe stadiony, stacje i dworce, mosty, ale wiadomo że to tylko tymczasowe udogodnienia dla tamtejszej ludności.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toReportaż pokazuje, jak państwo zapożycza się, wyrzuca grube miliardy na...
Przeczytano.
Książka sama w sobie walorów literackich ma mało, ponieważ jest reportażem, natomiast cenię sobie to ,iż dowiedziałam się kilku nowych rzeczy. Utwierdziłam się również w tym, że Rosjanie to w większosci bezmózgie małpy, a rząd tamtejszy, udający ,że jakże och i ach, dorównuje jakosciowo Zachodowi, praktykuje według powiedzenia ,,sto lat za murzynami".
Pozdrawiam wszystkich Rosjan.
Przeczytano.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka sama w sobie walorów literackich ma mało, ponieważ jest reportażem, natomiast cenię sobie to ,iż dowiedziałam się kilku nowych rzeczy. Utwierdziłam się również w tym, że Rosjanie to w większosci bezmózgie małpy, a rząd tamtejszy, udający ,że jakże och i ach, dorównuje jakosciowo Zachodowi, praktykuje według powiedzenia ,,sto lat za murzynami"....
Rosjanie to wesoly narod i lubia jak wladza ich oszukuje a najlepiej jesli dodatkowo dreczy
Rosjanie to wesoly narod i lubia jak wladza ich oszukuje a najlepiej jesli dodatkowo dreczy
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzed Igrzyskami Olimpijskimi obejrzałam film dokumentalny o przygotowaniach przez Rosję właśnie Igrzysk. Książka stała się dopełnieniem owego filmu.
Najbardziej żal mi tego jak traktowano zwykłych mieszkańców Soczi, oraz tego, że w Krasnej Polanie zniszczono przyrodę i wyginęły niektóre gatunki roślin i zwierząt... No ale cóż. "Igrzyska w Soczi to oczko w głowie Putina."
Przed Igrzyskami Olimpijskimi obejrzałam film dokumentalny o przygotowaniach przez Rosję właśnie Igrzysk. Książka stała się dopełnieniem owego filmu.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNajbardziej żal mi tego jak traktowano zwykłych mieszkańców Soczi, oraz tego, że w Krasnej Polanie zniszczono przyrodę i wyginęły niektóre gatunki roślin i zwierząt... No ale cóż. "Igrzyska w Soczi to oczko w głowie...
Bardzo żałuję, że nie przeczytałam tej książki przed Olimpiadą. Nie obejrzałabym żądnej relacji z Soczi, nie mogłabym spokojnie patrzeć na zmagania zawodników wiedząc jak wyglądały przygotowania do zawodów. I choć sama Olimpiada mnie nie rusza - nawet jak Polacy zdobywają medal - to parę transmisji zaliczyłam. Nie rozumiem, jak przedstawiciele tylu narodów mogli zjechać do Soczi, jak mogli spokojnie oddawać skoki, jeździć na nartach, ścigać się z innymi zawodnikami na tak pogwałconej ziemi i to od wielu lat. Książka przedstawia pełną historię prawdziwych właścicieli ziemi, walki zbrojne, wysiedlenie ludzkości. Po wielu atakach na rdzennych mieszkańców, historia się powtarza, ale w zupełnie innym celu niż terytorialne walk. I to mnie jeszcze bardziej wkurza, bo wielu ludzi straciło dom, zostało wysiedlonych, straciło cały swój dobytek, bo Putin chciał sobie zorganizować kilkudniową imprezę sportową.
W książce znajdziemy także relacje z pogwałcenia praw ludzkich do wolności słowa, wyznania i przede wszystkim do wolności miłości i orientacji seksualnej. Homoseksualiści są tu wybitnie nietolerowani. Wszelki przejaw homoseksualizmu jest natychmiast tłumiony. Wbrew prawu jest szerzenie homoseksualizmu a już samo bycie homoseksualistą jest to ów szerzenia zaliczane. Przytaczane są przykłady drastycznego rozprawiania się z tematem poprzez bicie, maltretowanie i gwałcenie butelkami po piwie... przyznam, że ten fragment wyrwał na mnie ogromne wrażenie, bo jak jednemu człowiekowi może wpaść do głowy ta durny pomysł, żeby skrzywdzić w taki sposób drugiego człowieka!!!!
O igrzyskach w Soczi mówić w Rosji należy jak o nieboszczyku - albo tylko dobrze, albo wcale. Krytyka i żarty skończyć się mogą całkiem niewesoło"
Czy igrzyska nie miały łączyć? Czy sporty nie miały być piękną rywalizacją zawodników, którzy ciężką pracą zdobywali zasługi? Dlaczego komitet olimpijski pozwala, żeby igrzyska kojarzyły się z przemocą i nieszczęściem tak wielu ludzi zamieszkujących okolicę Krasnej Polany. Nie można było wybrać innego miejsca? Innego państwa? Takiego, które szczyci się dbaniem o człowieka i nie pogwałceniem jego praw na każdym kroku. Igrzyska się skończyły i jestem ciekawa czy ktoś myśli co dalej z ziemią i ludźmi, którzy stracili wszystko.
Sama książka napisana jest bardzo zgrabnie, ciekawie, szybko się ją czyta. Znajdziecie w niej same konkrety, bez zbędnych opisów. Dużo jest w niej spekulacji, czy się uda wybudować na czas wszystkie obiekty, drogi itd. Dziś już wiemy, że się udało. Putin po rak kolejny pokazał swoją siłę i działanie bez względu na konsekwencje. Brawo dla niego, dopiął swego, cały świat patrzył na Rosję, bił brawo, zachwycał się. Przecież nikt po tak udanej imprezie i zdobytych złotych medalach nie będzie myślał o ogromnym zadłużeniu finansowym, które na pewno odbije się na zwykłych szarych mieszkańcach, którym i tak się nie przelewa. Pozostanie jedynie duma z wygranej no i śmiech na Facebooku z podwójnych toalet czy czterech olimpijskich kółek i jednej gwiazdki na otwarciu... a dlaczego tylko cztery? Bo w Rosji musisz zapłacić 20 % haracz...
Bardzo żałuję, że nie przeczytałam tej książki przed Olimpiadą. Nie obejrzałabym żądnej relacji z Soczi, nie mogłabym spokojnie patrzeć na zmagania zawodników wiedząc jak wyglądały przygotowania do zawodów. I choć sama Olimpiada mnie nie rusza - nawet jak Polacy zdobywają medal - to parę transmisji zaliczyłam. Nie rozumiem, jak przedstawiciele tylu narodów mogli zjechać do...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCiekawy reportaż o Soczi, mówi o wielu aspektach kulturowych i historycznych miejsca którym niedawno żył cały sportowy świat. Dobrze napisana, bardzo przyjemnie się czyta
Ciekawy reportaż o Soczi, mówi o wielu aspektach kulturowych i historycznych miejsca którym niedawno żył cały sportowy świat. Dobrze napisana, bardzo przyjemnie się czyta
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTa niegruba książeczka wpisuje się idealnie w czas olimpiady i w nasze zainteresowanie, przybliżając nam kulisy tego wydarzenia. Wiadomo przecież, że organizatorzy dołożą starań by przed kamerami wszystko było idealnie, a pewnie mało kto z nas ma czas i możliwość by pojechać tam kibicować naszym i zobaczyć na własne oczy nie tylko obiekty, ocenić organizację, ale i spotkać się z mieszkańcami Soczi i porozmawiać z nimi na temat tego co dla nich znaczy olimpiada.
Wacław Radziwinowicz (to ten od Gogola w czasach Google'a) kilkukrotnie odwiedził miasto i okolice, by przyglądać się przygotowaniom, na bieżąco mieszkając w Rosji śledzi różne doniesienia medialne i stara się docierać do różnych źródeł informacji, ale daje nam też sporą dawkę historii i geografii przybliżając nam region, w którym Rosjanie igrzyska organizują. Dzięki temu różne pytania jakie nam zadaje autor (m.in. o koszty, sens olimpiady w tym miejscu, wpływ inwestycji na dalsze życie w regionie) wydają się oparte nie na jakichś plotkach, ale na solidnych podstawach.
Czy Olimpiada jest próbą ratowania wizerunku wspaniałego imperium (na zasadzie zastaw się a postaw się); czemu koszty przygotowań przerosły wszystko to co wydano na poprzednie olimpiady zimowe w ostatnim dwudziestoleciu; jak władze radzą sobie z trudnościami np. dotyczącymi wykupu ziem, protestami ekologów, albo czemu tak bardzo olimpiadą interesują się rosyjskie służby bezpieczeństwa. To tylko przykłady pytań na które możecie znaleźć tu odpowiedź. A przecież równie ciekawe jak współczesność, są wątki historyczne np. czystek etnicznych na Czerkiesach na tych terenach w XIX wieku, przemilczanych kart w historii Rosji, rozwoju kurortu w czasach Stalinowskich.
Soczi już na pewno nie będzie takie samo jak przed olimpiadą. Autor jednak stawia pytanie czy życie normalnych mieszkańców tych terenów zmieni się na lepsze czy na gorsze. A co z unikalną przyrodą i walorami uzdrowiskowymi tego miejsca?
Pomysł by urządzać olimpiadę zimową na wybrzeżu Morza Czarnego, w kurorcie który słynie z mikroklimatu i temperatur po kilkadziesiąt stopni na plusie od początku był sporym zaskoczeniem, ale bliskość Kaukazu daje władzom Rosji możliwość dokonania niemożliwego. Bez względu na cenę.
O tej cenie i o tych kulisach przygotowań warto pamiętać gdy będziemy oglądać zmagania w pięknych, nowych i robiących wrażenie obiektach sportowych. Przecież pytania o cenę, o to co dalej z tymi obiektami, komu będą służyć i kto na tym wszystkim tak naprawdę zyskuje, są jak najbardziej na miejscu. Dlatego zachęcam do przeczytania tej książeczki. Pisana zdaje się na szybko, bo ostatni rozdział z rozmowami ze sportowcami jadącymi na igrzyska (niestety trochę mętny) powstał chyba kilka tygodni temu - rzecz więc świeżutka i na czasie.
Ta niegruba książeczka wpisuje się idealnie w czas olimpiady i w nasze zainteresowanie, przybliżając nam kulisy tego wydarzenia. Wiadomo przecież, że organizatorzy dołożą starań by przed kamerami wszystko było idealnie, a pewnie mało kto z nas ma czas i możliwość by pojechać tam kibicować naszym i zobaczyć na własne oczy nie tylko obiekty, ocenić organizację, ale i spotkać...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo dobra książka i świetnie napisana.
Rosjanie wzięli się za przygotowanie Igrzysk z wielkim rozmachem. Ponad 50 miliardów dolarów - tyle oficjalnie pochłonęło przygotowanie całej infrastruktury pod igrzyska. Nieoficjalnie jednak mówi się, że ta kwota jest znacznie większa. Tylko Rosjanie mogli wpaść na to, żeby zimowe igrzyska zorganizować w Soczi, które położone jest nad ciepłym Morzem Czarnym w strefie klimatu subtropikalnego. I wiedząc, że igrzyska są oczkiem w głowie Władimira Władimirowicza Putina, który zamierza udowodnić, że Rosja wciąż potęgą jest, można się było spodziewać, że organizując je złamie wszelkie możliwe zasady, nagnie prawo i przekroczy granice przyzwoitości. Efekt jest taki, że unikatowa flora i fauna Niziny Imeretyńskiej została bezpowrotnie zniszczona, ludzie zostali pozbawienie swoich domów i dorobku całego życia, do pracy przy budowie sportowych obiektów zatrudniono najtańszych robotników z sąsiednich republik, którym za wykonaną robotę nie wypłacono wynagrodzenia, że o ich deportacji nie wspomnę. Zorganizowano nalot na osoby potencjalnie niewygodne, zaszczuto i napiętnowano tych, którzy "propagują" lub "uprawiają nietradycyjną formę zachowań seksualnych" itp, itd. Zachęcam do przeczytania, bo tego, co Rosjanie wyprawiali przy organizacji igrzysk jest naprawdę sporo i warto wiedzieć, na jakich zasadach działał ten mechanizm.
Po więcej zapraszam tu: http://marudaczyta.blogspot.com/2014/02/soczi-igrzyska-putina-wacaw.html#more
Bardzo dobra książka i świetnie napisana.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRosjanie wzięli się za przygotowanie Igrzysk z wielkim rozmachem. Ponad 50 miliardów dolarów - tyle oficjalnie pochłonęło przygotowanie całej infrastruktury pod igrzyska. Nieoficjalnie jednak mówi się, że ta kwota jest znacznie większa. Tylko Rosjanie mogli wpaść na to, żeby zimowe igrzyska zorganizować w Soczi, które położone...
Pan Wacław z sobie tylko znanym wyczuciem potrafi wejść w głąb rosyjskiej duszy i pisać o Rosji w sposób jaki nie potrafi tego nikt inny (no może poza J.H.Baderem). Soczi - igrzyska Putina to pozycja, która ma za zadanie przedstawić ludziom inną stronę Olimpiady. Nie tylko kolorowych świateł, medali czy innego rodzaju blichtru, ale też harujących na budowach cudzoziemców, którzy za swoją pracę nie dostają często wynagrodzenia, wszechobecnej korupcji, wyrzuconych ze swoich domów mieszkańców Soczi czy innych ludzi, którym Olimpiada na zawsze zmieniła życie w koszmar. Podziwiam odwagę autora, który żyjąc w Moskwie nie bał się napisać tej książki.
Pan Wacław z sobie tylko znanym wyczuciem potrafi wejść w głąb rosyjskiej duszy i pisać o Rosji w sposób jaki nie potrafi tego nikt inny (no może poza J.H.Baderem). Soczi - igrzyska Putina to pozycja, która ma za zadanie przedstawić ludziom inną stronę Olimpiady. Nie tylko kolorowych świateł, medali czy innego rodzaju blichtru, ale też harujących na budowach cudzoziemców,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJakiś czas temu miałam okazję obejrzeć bardzo interesujący film dokumentalny o olimpiadzie w Soczi ("Igrzyska Putina") . Zrobił na mnie spore wrażenie - korupcja, absurdalny budżet, wysiedlanie mieszkańców kurortu, przekręty wszelkiej maści okazują się być czymś oczywistym w przypadku igrzysk u cara. Reportaż Wacława Radziwinowicza okazał się być świetnym uzupełnieniem tego niezbyt pochlebnego obrazka.
Rosja w przygotowaniach do igrzysk pozostają w starym radzieckim zwyczaju bycia najlepszym. Olimpiada rosyjska ma więc być największa, najlepsza i ... najdroższa w historii. Szacuje się, że jej koszty już przekroczyły kwotę 50 miliardów dolarów, co odpowiada średniemu rocznemu dochodowi takich firm jak Coca-Cola, Google czy Intel. Wybór miejsca jest również kontrowersyjny - Soczi słynie jako letni kurort i subtropikalny klimat nie kojarzy się kompletnie z zimowymi sportami. Stworzenie sportowych obiektów i infrastruktury nie tylko kosztowało krocie, ale co gorsza doprowadziło do nieodwracalnej dewastacji środowiska. Rosjanie odcinają się od kuriozalnych wymysłów Putina, obywatele wydają się być zupełnie przeciwni idei olimpiady, o czym sporo pisze Radziwinowicz.
Opisuje też absurdalną historię znicza olimpijskiego. Nie dość, że koszty projektu wystarczyłyby na budżet sporej wielkości polskiego miasta, to pochodnia ma do pokonania najdłuższą i najbardziej zawiłą w historii drogę. Znicz był w łodzi podwodnej, a nawet w przestrzeni kosmicznej. Jego wyjątkowość polega również na tym, że już nikt chyba nie liczy ile razy zgasł podczas podróży. Co nikogo pewnie nie dziwi medale również będą największe - jeśli wierzyć pogłoskom wartość złotego medalu jest szacowana na sześć tysięcy dolarów (podczas olimpiady w Vancouver było to odpowiednio 500 dolarów). Co więcej, niektóre z nich będą zawierać fragmenty meteorytu, który spadł na Czelabińsk.
Dla mnie - rusofilki, książka jest bardzo ciekawa. Nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać jak daleko mogą posunąć się przedstawiciele rosyjskiej władzy, aby osiągnąć to, czego pragną. Radziwinowicz rozmawia ze zwykłymi mieszkańcami Soczi i okolic, których postawiono przed faktem dokonanym, później wysiedlono i osadzono w mieszkaniach o bardzo niskim standardzie. Reporter opowiada o przygotowaniach służb specjalnych i wojska, olimpiada będzie się przecież odbywać raptem dwieście kilometrów od zagrożonych terroryzmem terenów.Autor pisze o tym wszystkim, co znamy z rosyjskiego podwórka, ale co olimpiada wyostrzyła do granic absurdu. Niezmiernie prawdziwy i poruszający obraz rosyjskiej rzeczywistości. Polecam, w szczególnie w przeddzień igrzysk.
Opinia ukazała się uprzednio na moim blogu: http://bagzradelko.blogspot.com
Jakiś czas temu miałam okazję obejrzeć bardzo interesujący film dokumentalny o olimpiadzie w Soczi ("Igrzyska Putina") . Zrobił na mnie spore wrażenie - korupcja, absurdalny budżet, wysiedlanie mieszkańców kurortu, przekręty wszelkiej maści okazują się być czymś oczywistym w przypadku igrzysk u cara. Reportaż Wacława Radziwinowicza okazał się być świetnym uzupełnieniem tego...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJeśli interesujecie się sportem to ta książka...raczej nie jest dla Was. Reportaż ten jest bowiem o dewastacji pięknego miejsca, zniszczeniu kilkudziesięciu endemicznych gatunków roślin oraz zwierząt i wydaniu na to wszystko astronomicznej sumy 50 mld USD (więcej niż na wszystkie dotychczasowe 21 olimpiad zimowych), czyli krótko mówiąc o zbliżających się Igrzyskach Olimpijskich w Soczi.
Dzieje się tak dlatego, że po pierwsze Rosja to dziwny kraj, w którym jeśli nie ma możliwości zagarnięcia do własnej kiesy co najmniej 20% z całości sumy przewidzianej na inwestycję (czasami ta kwota przekracza 40%), to nikt się nawet za przysłowiową łopatę nie chwyci (ostatnio popularna jest tam pewna anegdota: "Dlaczego na Olimpiadzie w Soczi mogą na fladze znaleźć się tylko 4 koła olimpijskie? Bo w Rosji 20% bierze wykonawca."). Więc jeśli, nie daj Bóg, oglądaliście te propagandowe reportaże TVP, które zachwalają te piękne miejsce i mówią jak wiele się tam zmieniło na lepsze, i jeśli w to uwierzyliście, to dla wyrównania szali powinniście przeczytać "Soczi. Igrzyska Putina" aby dowiedzieć się jak to wygląda naprawdę. Śmieszne są też fakty jakie podają "dziennikarze" TVP mówiący, że najdroższa inwestycja Soczi, czyli dwie skocznie narciarskie, na które wydano już blisko 7 mld dolarów kosztowały według nich coś około 300 mln. Ciekawe prawda?
Drugi powód jest już z goła inny. Chodzi o to, że ta miejscowość jest bardzo pięknie, ale zupełnie od czapy, jeśli chodzi o ZIO (Zimowe Igrzyska Olimpijskie), położona. Jest to bowiem największy kurort LETNI Rosji leżący nad Morzem Czarnym, w którym w grudniu temperatury potrafią dochodzić do 25 stopni C. I co z tego, że z drugiej strony otaczają Soczi góry Kaukaz skoro tam też nie do końca wiadomo czy temperatury będą wystarczająco niskie aby utrzymać odpowiedni poziom śniegu. Ale w sumie kogo to obchodzi?!
Radziwinowicz analizuje też, oprócz samych inwestycji, także miejsce przedstawiając jego historię i tradycje. Opowiada również o sportowym zamiłowaniu Putina i jego, nie zawsze uczciwie zdobytych, osiągnięciach.
Prowadzi rozmowy ze zwykłymi mieszkańcami tego drugiego pod względem długości miasta świata (150 km) dając nam pewien wgląd w to jak zmieniło się Soczi. I z ich wypowiedzi wynika, że zmiany niekoniecznie były na lepsze, ponieważ wprowadzone modernizacje nie są zaplanowane na długoterminowe polepszenie jakości życia prostego ludu. Są robione jedynie na pokaz i to bez szerszego "pomyślunku" co również zakrawa na śmieszność, biorąc pod uwagę rozmach przedsięwzięcia. Ot, Rosja, nic dodać, nic ująć.
Reportaż, choć krótki, jest naprawdę warty poznania.
Ocena 8/10
Zapraszam na mój blog - Rick's Cafe!
http://playitoncemoresam.blogspot.com/
Jeśli interesujecie się sportem to ta książka...raczej nie jest dla Was. Reportaż ten jest bowiem o dewastacji pięknego miejsca, zniszczeniu kilkudziesięciu endemicznych gatunków roślin oraz zwierząt i wydaniu na to wszystko astronomicznej sumy 50 mld USD (więcej niż na wszystkie dotychczasowe 21 olimpiad zimowych), czyli krótko mówiąc o zbliżających się Igrzyskach...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJuż niebawem każdy z nas będzie miał okazję śledzić zmagania sportowców z całego świata na XXII Zimowych Igrzyskach Olimpijskich, w czarnomorskim kurorcie, w Soczi. Jeszcze zanim nadejdzie czas sportowej rywalizacji, mamy możliwość poznać kulisy przygotowań do tego doniosłego zdarzenia.
Autor ukazał w swej książce jak tragiczna w skutkach będzie (i w zasadzie dla wielu ludzi już jest) organizacja tego przedsięwzięcia. Kolosalne pieniądze (liczone w kilkudziesięciu miliardach dolarów), jakie dotychczas zostały wydane przez rosyjskie władze (i nie tylko – wchodzą tu w grę również oligarchowie czy prywatni inwestorzy) przechodzą wszelkie ludzkie wyobrażenia.
Dotychczas nie było tak drogiej imprezy (jedynie Pekin jest w stanie choć trochę konkurować z Moskwą w tej dziedzinie, gdyż ich letnie igrzyska, w roku 2008 również pochłonęły masę funduszy – 44 mld dol.). Nie świadczy to jednak, że ilość wydanej gotówki przekłada się na jakość… Ponadto prace są wykonywane obecnie w ogromnym pośpiechu, bowiem większość obiektów powstaje z ogromnym (niekiedy nawet dwuletnim) opóźnieniem.
Dramatem dla dziesiątek tysięcy ludzi były przymusowe wysiedlenia. Zawłaszczenia ich ziem oraz domów stały się czymś naturalnym po podpisaniu ustawy, napisanej specjalnie na czas przygotowań do olimpiady. Dokładnie rzecz ujmując chodzi o podpisany przez prezydenta Putina dekret 310 – „O przeprowadzeniu zimowych igrzysk olimpijskich”. Jak podaje autor:
„Dekret drastycznie skrócił procedurę przejęcia nieruchomości potrzebnych „dla celów olimpiady” z przewidzianego kodeksem cywilnym roku do praktycznie trzech miesięcy. Właściciele działek czy domów są informowani o tym, że je tracą, na tydzień przed podjęciem przez administrację ostatecznej decyzji. (…)”. [s. 68].
Nikt nie przejmuje się również całkowitym niszczeniem miejscowej przyrody, która była naprawdę unikalna. Mało tego – protestującym ekologom – uprzykrzano życie, jak tylko się dało. Władza „groziła palcem” każdemu, kto ośmielił się na forum publicznym wypowiadać negatywnie na temat skutków olimpijskich aspiracji rosyjskich władz.
A pamiętać należy, że dla Rosjan olimpiada jest jednym z elementów budowy jej imperialnej świadomości. Dla Federacji Rosyjskiej jest to inwestycja w przyszłość. Cały świat zobaczy bowiem na własne oczy jej potęgę. Władze rosyjskie chcą każdemu udowodnić, że są supermocarstwem, które może sobie pozwolić na niejedną fanaberię. Dla narodu zaś ma to być szansa wyzbycia się jakichkolwiek kompleksów.
Ta książka zawiera również ciekawy rozdział, poświęcony przygotowaniom letnich igrzysk olimpijskich, w Moskwie, w roku 1980. Znajduje się tam sporo ciekawostek, o tym jak wyglądały prace nad organizacją tak dużej imprezy sportowej przez Związek Radziecki. To interesujący wątek, zwłaszcza że za żelazną kurtyną nie łatwo było o otwarcie się na przyjazd delegacji z całego świata, w tym „zachodnich imperialistów”.
Szczerze polecam Wam tę cieniutką książkę, która pomimo niewielkiej objętości jest niezwykle bogata w treść. Autor, jak zwykle, rzetelnie wykonał swoją pracę. Efektem czego jest ten reportaż, ukazujący tło jednego z najpopularniejszych widowisk sportowych na świecie. Pozwala on spojrzeć na te nadchodzące zimowe igrzyska z odrobinę szerszej perspektywy, aniżeli tylko jako sportowe zawody
Już niebawem każdy z nas będzie miał okazję śledzić zmagania sportowców z całego świata na XXII Zimowych Igrzyskach Olimpijskich, w czarnomorskim kurorcie, w Soczi. Jeszcze zanim nadejdzie czas sportowej rywalizacji, mamy możliwość poznać kulisy przygotowań do tego doniosłego zdarzenia.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutor ukazał w swej książce jak tragiczna w skutkach będzie (i w zasadzie dla wielu...