Kielonek

Okładka książki Kielonek autora Alain Mabanckou, 9788392736608
Okładka książki Kielonek
Alain Mabanckou Wydawnictwo: Karakter Seria: Seria Literacka Karakteru literatura piękna
200 str. 3 godz. 20 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Seria Literacka Karakteru
Tytuł oryginału:
Verre cassé
Data wydania:
2008-09-01
Data 1. wyd. pol.:
2008-09-01
Liczba stron:
200
Czas czytania
3 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788392736608
Tłumacz:
Jacek Giszczak
Średnia ocen

6,7 6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Kielonek w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Kielonek

Średnia ocen
6,7 / 10
147 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Kielonek

avatar
238
169

Na półkach: ,

Nie dałam rady, poległam, co się rzadko zdarza. Ta książka jest nudna jak flaki z olejem. Osobiście, nie polecam.

Nie dałam rady, poległam, co się rzadko zdarza. Ta książka jest nudna jak flaki z olejem. Osobiście, nie polecam.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
173
121

Na półkach: ,

Pod względem technicznym dobra odskocznia od klasycznego stylu pisania. Mimo sceptycznego nastawienia, czytało się płynnie, wręcz miałem niedosyt po ostatniej stronie, że tak szybko się skończyło. W środku niby nic specjalnego: krytyka afrykańskiej polityki, sporo tragicznych historii z chorobą alkoholową w tle, refleksja o starości. Niemniej jednak, bawiłem się nieźle.

Pod względem technicznym dobra odskocznia od klasycznego stylu pisania. Mimo sceptycznego nastawienia, czytało się płynnie, wręcz miałem niedosyt po ostatniej stronie, że tak szybko się skończyło. W środku niby nic specjalnego: krytyka afrykańskiej polityki, sporo tragicznych historii z chorobą alkoholową w tle, refleksja o starości. Niemniej jednak, bawiłem się nieźle.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
288
262

Na półkach:

Zaczyna się ciekawie, rozważania na temat "haseł propagandowych" są wręcz majstersztykiem. Później robi się nudniej i ciężej, brzydziej, niesmacznie. Niestety nie zachwyciła.
Literacko jest dobra. Dowiedziałam się, że tłumacz zwrócił uwagę na 500 tytułów znajdujących się w tekście książki. Aż szkoda, że nie ma takiego opracowania z wszystkimi odnośnikami, bo mi (w szczególności bez znajomości literatury francuskojęzycznej) umknęła ogromna większość.

Zaczyna się ciekawie, rozważania na temat "haseł propagandowych" są wręcz majstersztykiem. Później robi się nudniej i ciężej, brzydziej, niesmacznie. Niestety nie zachwyciła.
Literacko jest dobra. Dowiedziałam się, że tłumacz zwrócił uwagę na 500 tytułów znajdujących się w tekście książki. Aż szkoda, że nie ma takiego opracowania z wszystkimi odnośnikami, bo mi (w...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

565 użytkowników ma tytuł Kielonek na półkach głównych
  • 320
  • 239
  • 6
119 użytkowników ma tytuł Kielonek na półkach dodatkowych
  • 84
  • 10
  • 9
  • 5
  • 5
  • 3
  • 3

Tagi i tematy do książki Kielonek

Inne książki autora

Alain Mabanckou
Alain Mabanckou
Pisarz i dziennikarz z Konga, obecnie mieszkający w Stanach Zjednoczonych. Studiował prawo na Marien-Ngouabi Université w Brazzaville i Université Paris-Dauphine w stolicy Francji. Tworzy po francusku. Już jego pierwsze napisane prozą dzieło, nowela pt. "Bleu-Blanc-Rouge" (1998) zdobyło "Grand prix littéraire d'Afrique noire", zaś sam autor otrzymał 2 tys. franków francuskich. Trzy książki Mabanckou przetłumaczono na język polski (wszystkie wydane przez Wydawnictwo Karakter). Oprócz tego twórczość autora przetłumaczono na: angielski, koreański, hiszpański, kastylijski i hebrajski. W niedalekiej przyszłości spodziewane są i inne transkrypcje. Obecnie Alain Mabanckou mieszka w Santa Monica, w Stanach Zjednoczonych, zaś pracuje jako wykładowca języka francuskiego na University of California w Los Angeles. Wybrane dzieła: "Au jour le jour" (1993),"African Psycho" (2003, polskie wydanie: Wydawnictwo Karakter, 2009),"Verre cassé" (2005, polskie wydanie: "Kielonek", Wydawnictwo Karakter, 2008),"Lettre à Jimmy" (2007),"Black Bazar" (2009, polskie wydanie: Wydawnictwo Karakter, 2010),"Demain j'aurai vingt ans" (2010).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

To oślepiające, nieobecne światło Tahar Ben Jelloun
To oślepiające, nieobecne światło
Tahar Ben Jelloun
Historia prawdziwa. Zapis-wspomnienie osiemnastoletniego uwięzienia w ziemnej celi stworzonej w dawnej fosie, gdzie swoje winy (udział w udaremnionym zamachu stanu) mieli odpokutować schwytani wojskowi przestępcy-zamachowcy. I jakimż to zamachowcem miał się okazać bohater naszej opowieści? Zwykły kadet, który wykonywał polecenia przełożonych - faktycznych spiskowców… Znamy to - “a najdzielniej biją króle, a najgęściej giną chłopy”… Uwięzienie niedoszłych zamachowców nie miało mieć waloru resocjalizacyjnego. To w rzeczywistości wyrok śmierci, choć nie wykonany strzałem w tył głowy, a poprzedzonej torturami (w tym niewyrafinowanymi psychicznymi),niewyobrażalną ilością cierpienia, deprywacją wrażeń zmysłowych (w podziemnej celi półtora-na-trzy metry),i powolnie postępującym wyniszczeniem. Owa wyrafinowana tortura śmierci na raty dotknęła zresztą tylko tych młodych rekrutów, którzy nawet jadąc na zamach nie do końca zdawali sobie sprawę z tego, w czym biorą udział; winna wszystkiemu generalicja po bożemu: degradacja i pluton egzekucyjny… Koniec gehenny i uwolnienie ocalałych również okaże się zbiegiem okoliczności (i ciężką pracą nie do końca ujawnionego łańcucha ludzi dobrej woli i instytucji broniących praw człowieka),a wynikającym po części z uwarunkowanych kulturowo powiązań plemienno-rodowych. Z rodem i plemieniem nie wygrasz… Opowieść - jak książki o fizyce kwantowej - przekracza zdolność objęcia umysłem. Jak pojąć osiemnaście lat izolacji w podziemnej klitce wielkości grobu? Najpierw trzeba by pomyśleć, co to jest owe osiemnaście lat?.. Jak znieść to, co zdaje się być nie do zniesienia? Czegóż trzeba się wyzbyć, aby przeżyć piekło osiemnastoletniego zamknięcia w ziemnej jamie? Ocaleniec mówi, że przede wszystkim nadziei, nadziei właśnie na ocalenie. Poza tym myśli o życiu, które dla niektórych toczy się normalnie poza tą prowizoryczną celą. Myśli o istniejącej gdzieś tam rodzinie i bliskich - bez wieści o uwięzionych. Jakimś sposobem przetrwania stają się zaawansowane ćwiczenia umysłu, niektóre wręcz wydające się paradoksalnie absurdalnymi: mistyka, filozofowanie, modlitwa i nauka Koranu, poezja i opowieści. Ta historia to właśnie wielka opowieść o potędze ludzkiego ducha! A degradacja (i fizyczna, i umysłowa) jednak mimo to postępują. Umiera się zaś często tylko dlatego, że w człowieku gaśnie wola życia… Język opowiadania dość chaotyczny, liczne przeskoki w czasie i przestrzeni. Wydaje Jak myśli szaleńca, albo kogoś, dla kogo osunięcie się w szaleństwo jest mechanizmem obronnym przed niewyobrażalnym cierpieniem. Wielu widzi w tej książce analogię do literatury obozowej czy łagrowej. Może? Mi się ona jakoś wiąże z lekturą “Ażeby jutro nie ośmielili się już nas mordować” wydawnictwa Claroscuro czy “Pałacem snów” Kadarego. A mamy i ironiczno-horrorzaną wariację na temat Szeherezady i “Baśni tysiąca i jednej nocy”. Połączeniem zaś nieludzkiego systemu represji i piękna języka, jakim się mówi o spotworniałym świecie zbliża mi się ta opowieść do “Słońca martwych” Szmiełowa. No i jakże jest to aktualny komentarz do obrazów islamskiej zimy, toczącej się (dosłownie) na naszych oczach w Iranie…
MarWinc - awatar MarWinc
ocenił na82 miesiące temu
Melancholia sprzeciwu László Krasznahorkai
Melancholia sprzeciwu
László Krasznahorkai
(…) („Bo z waszych pełnych goryczy słów mogę się tego domyślać…” dodał),że rzeczywiście nadchodzi koniec. (…) Zaopatrzenie w towary stało się całkowicie nieregularne, szkoły i urzędy przestały funkcjonować- mówili, przerywając sobie nawzajem - a kłopoty z ogrzewaniem mieszkań, z powodu węgla, przybrały przerażające rozmiary. Nie ma lekarstw, skarżyli się strapieni, nie jeżdżą autobusy i samochody, a dziś rano, co ostatecznie przypieczętowało ich los, przestały działać telefony.(..) i jak gdyby tego wszystkiego było mało, wrzeszczał pan Madai, przyjeżdża cyrk, by pozbawić nas resztek nadziei, że wszystko wróci do normy, a w mieście zapanuje porządek, cyrk z jakimś okropnym, wielkim wielorybem…"( s. 179-180) Laszlo Krasznahorkai, Melancholia sprzeciwu. Przekład Elżbieta Sobolewska, Wyd. W.A.B. Warszawa 2007.Wyd.I. Na okładce słowa Susan Sontag: „Wizjonerska, bezwzględna, apokaliptyczna powieść węgierskiego mistrza literatury”. Na skrzydełku okładki zdanie W. G. Sebalda: „Ponadczasowa, uniwersalna wizja Krasznahorakia stanowi godną konkurencję dla Martwych dusz Gogola i znacznie przewyższa większość pisanych współcześnie powieści”. Przy takich rekomendacjach Czytelnikowi nie pozostaje nic innego jak… zmierzyć się z węgierską prozą (nagrodzoną Noblem `25). Z pewnością zaskakuje tytuł. Parafrazując melancholik- buntownikiem??? Autorska wyobraźnia nie zna granic. Fabuła, tworząca pełnowymiarową dystopię (z wersją filmową i operową),uświadamia Czytelnikowi, że żadnej taryfy ulgowej nie będzie, żadnej banalnej opowieści… Czytasz – na własną odpowiedzialność, żadnych półśrodków. Apokalipsa wymaga… Podobnie rzecz ma się z „Drogą” C. McCarth`ego. 10/10 I myśl … zrodzona w czasie barykadowania się bohatera w domu, ujęta w zdanie: „Gwóźdź w ścianie jest nieruchomy, podczas gdy pozycja młotka się zmienia”.(s. 235) wymaga traktatu… („Reszta jest milczeniem” Szekspir)
zoe - awatar zoe
ocenił na1014 dni temu
Dziennik czasu okupacji Raja Shehadeh
Dziennik czasu okupacji
Raja Shehadeh
Dla mnie dziennik ten jest przede wszystkim wyrazem głębokiego idealizmu. Autor regularnie nawiązuje do kwestii poszanowania praw człowieka, praworządności, pokoju i koegzystencji kultur, wspomina dzieła literackie, muzyczne, a także podkreśla piękno przyrody i życia blisko natury. Zważywszy na fatalne okoliczności i praktykę działania Izraela, można by to skwitować jako ,,odklejenie” bądź ,,skrajną naiwność”, lecz obok w/w elementów w dzienniku znajdują się również bardzo przytomne obserwacje i po prostu rzeczowe relacje o codziennej niedoli Palestyńczyków w swojej ojczyźnie. Ale i tak należy przyznać, że skoro autor ma możliwość odbycia podróży zagranicznej (np. do Europy),to choćby tylko z tego jednego powodu i tak jest w dużo lepszej sytuacji niż rzesze jego rodaków. Toteż wydaje mi się, że być może wpisy o takim właśnie charakterze (tj. relacje + historyczno-socjologiczne refleksje + okazjonalne odniesienia do kultury) zostały stworzone i zebrane w jednej książce po to, aby jasno obalić tezę, stale lansowaną przez izraelską propagandę, że to państwo [Izrael] jest ,,ostoją cywilizacji w morzu arabskiego barbarzyństwa”. Przy czym, według mnie, autor jest w swych stwierdzeniach dość uczciwy. Nie idzie na łatwiznę i nie przedstawia rzeczywistości a priori na korzyść strony palestyńskiej, np. po prostu odwracając izraelską narrację, czyli w tym wypadku: ,,źli Izraelczycy” kontra ,,niewinni Arabowie”. Zatem na kartach książki można znaleźć także przykłady zarówno dobroczynności niektórych Izraelczyków, jak zaprzaństwa niektórych Palestyńczyków. Innymi słowy, popadanie w paranoiczne myślenie albo narastająca, podświadoma nienawiść do sąsiedniej kultury dotyczy(-ły) tutaj wszystkich stron. Choć, oczywiście, proporcje w odpowiedzialności za ten apartheid zostały opisane w sposób wierny rzeczywistości - takie tematy jak choćby: sprawa Jakowa Teitela, mur graniczny albo represyjne przepisy unaoczniają, jakie realne warunki życia panują na Terytoriach Okupowanych. Tutaj przeważnie mowa jest o Zachodnim Brzegu. Pod tym względem książka wydaje mi się wiarygodna - czyli mogę powiedzieć, że najważniejszy element, a zarazem cel jej napisania został zrealizowany poprawnie. Nie jest to, co prawda, ostateczne opisanie problemu, lecz tylko i aż: jeden ważny, cenny głos w przedstawieniu kwestii palestyńskiej. 🇵🇸 Pomimo tego, że dziennik obejmuje lata 2009-2012, czyli już nieco nieaktualną rzeczywistość, to polecam się z nim zapoznać. A może: zwłaszcza DLATEGO. Widać bowiem jak na dłoni; jakie problemy wciąż nękają palestyńskie społeczeństwo na Terytoriach Okupowanych; jak daleko wciąż jest od osiągnięcia stabilnego pokoju; oraz, że niegodziwości i zbrodnie na Palestyńczykach nie dzieją się od wczoraj.🇵🇸 Na koniec trzy małe minusy: 1) niekiedy wydawało mi się, że tłumaczenie było trochę dziwaczne i nie do końca adekwatne; 2) trochę nierealistyczna ocena autora ws. rewolucji w Egipcie 2011, kiedy to obalono rządy Hosniego Mubaraka (aczkolwiek jestem w stanie zrozumieć, dlaczego perspektywa palestyńska jest taka, a nie inna); 3) trochę żartobliwie: zaspojlerowanie ,,Portretu Doriana Graya”
afeN - awatar afeN
ocenił na75 miesięcy temu
Taxi. Opowieści z kursów po Kairze Chalid al-Chamisi
Taxi. Opowieści z kursów po Kairze
Chalid al-Chamisi
"My w Egipcie mamy ogromne szczęście. To jeden z najpiękniejszych, najwspanialszych krajów świata, a pan sobie w nim mieszka. I jeśli tylko otworzyć serce, można w Egipcie zobaczyć rzeczy niesamowite". – przekonywał autora tej książki jeden z kairskich taksówkarzy. Przyglądając się tylko nocnej panoramie stolicy kraju, trudno nie przyznać mu racji, ale jeśli nastawić uszu tak, jak autor i usłyszeć jak to egipskie serce bije niespokojnie, można zobaczyć to, co w Egipcie nie jest już takie piękne, ale gorzko-smutne. Życie. To dlatego uczynił z niego adresata motta umieszczonego w książce "Dedykuję tę książkę Życiu, które mieszka w słowach prostych ludzi - w nadziei, ze pochłonie pustkę, jaka mieszka w nas". To o nim opowiadają autorowi kierowcy taksówek, z których usług bardzo często korzystał, udając się w różne miejsca Kairu "między kwietniem 2005 a marcem 2006 roku", jak wyjaśnił we wstępie. A ja, gdzieś tam w tym potoku samochodów, przycupnięta na tylnym siedzeniu, jak niewidzialny pasażer na gapę, razem z nim przysłuchiwałam się z ogromnym zaciekawieniem i uwagą tym nierzadko intymnym rozmowom z różnymi mężczyznami, "wszelkich profesji i wszystkich poziomów wykształcenia, od analfabety poczynając, a na magistrze kończąc", w różnym wieku i na odmiennych etapach swojego życia, którzy podjęli się tego wyjątkowo trudnego i mało płatnego zajęcia w Kairze z różnych względów. Najczęściej z powodu ogromnego bezrobocia i łatwości otrzymania koncesji. I tak jak różni byli rozmówcy, tak odmienne były dialogi, czasami przechodzące w monolog z odmianą zaśpiewu, jak określił go autor. Byłam świadkiem osobistych nieszczęść wywołujących łzy i radości przeciętnych Egipcjan starających się znaleźć swoją własną, w miarę spokojną i dostatnią drogę w otaczającej ich kairskiej rzeczywistości. A łatwo nie było. Nie ułatwiał im tego ani rząd, ani los. Pierwszy tworzył państwo biurokratyczne, sprzyjające korupcji, o ustroju kapitalistycznym z mentalnością człowieka socjalistycznego i domieszką elementów łagodnej dyktatury z kultem jednostki, co absolutnie nie ułatwiało życia większości obywateli, a drugi zsyłał dodatkowo nieszczęścia i plagi nomen omen egipskie. A to w postaci dżinna i demona nawiedzającego dom, a to choroby w rodzinie, a to dylematu moralnego wyboru, troski o spłatę rat, braku pieniędzy na jedzenie lub kształcenie dzieci albo niechcianej miłości do prostytutki. Jednak były dwie cechy, które łączyły wszystkie te rozmowy. Pierwsza to ogromne poczucie inteligentnego humoru, zamieniającego narzekania w żart słowny lub komedię sytuacji, wywołujące uśmiech na mojej twarzy, a nawet głośny śmiech, a czasami w groteskę, pozostawiającą w moim sercu żal, smutek i poczucie bezsilności rozmówcy. A druga cecha to ogromna ufność i nadzieja pokładana w Bogu, na którego często się powoływali, a co w moim kraju obserwuję już tylko w najstarszym pokoleniu. W ich słowach "tkwiła głęboka i płynąca z serca wiara, szczera wiara w istotę rzeczywistości, nie w jej sztuczne przejawy". Jednak to właśnie tym rozmówcom przysłuchiwałam się najpilniej i najuważniej, czytając niektóre kilka razy. Mieli w sobie jakąś prastarą mądrość. Wiedzę, na której fundamentach potrafili zbudować swój światopogląd dający im poczucie celu w życiu i stabilności emocjonalnej w tym kochanym, ale niestabilnym politycznie i gospodarczo, trudnym do życia kraju. To dlatego czasami wysiadałam z taksówki obciążona smutkiem tłumionego szlochu mężczyzny, a innym razem będąc optymistycznie przekonaną, że jestem jak ta czarna mrówka na czarnej skale ciemną nocą, a mrówkę żywi Bóg". Takich lekcji odebrałam bardzo dużo, mając wrażenie, że przebywam w czasach Alladyna, a ja obcuję nie z kierowcą, ale buddyjskim mnichem, pustynnym ascetą czy świętym z eremu. Zupełnie jakbym czytała współczesne przypowieści, w klimacie sprzed wieków. Tego nie da żadna wycieczka turystyczna. Gdybym tę książkę czytała w roku jej wydania (w Egipcie ukazała się w 2006 roku) pomyślałabym, że Egipcjanie mają wyjątkowy dar, może nawet większy od Polaków, do narzekania na wszystko, nadinterpretując i konfabulując na zawołanie. I to byłby ogromny błąd w moim rozumowaniu, bo wypadki na Placu Tahrir w 2011 roku dowiodły o zasadności i prawdziwości ich słów i żalu, a nawet nienawiści do rządu. A jeśli tak, to boję się pomyśleć o innych aspektach tych 58 rozmów. Chociażby antyamerykańskiego nastawienia, które podsuwa ciekawy materiał do analizy. To nieeuropejskie spojrzenie na świat i politykę rządów innych państw dominujących jest nie tyle odmienne, ile zastanawiające i podważające dotychczasowe ich postrzeganie. Żałuję ogromnie, że to nie są wszystkie rozmowy, jakie przeprowadził autor z kairskimi taksówkarzami. Niektóre z nich okroił, czasami zmienił określenie na łagodniejsze, z innych zrezygnował, by móc w ogóle je wydać bez konsekwencji prawnych i zagrożenia własnego bezpieczeństwa, ale i tak na ich podstawie mogłam śmiało zbudować socjologiczny obraz społeczeństwa egipskiego, w którym nastroje antyrządowe mocno wrzały. Niestety, prezydent Hosni Mubarak nie jeździł taksówkami, by usłyszeć to, co ja i zakończył rządy na sali sądowej (miał szczęście w kontekście losów przywódców krajów sąsiedzkich),a Egipcjanie od narzekania przeszli do czynów. Niedawno odbyły się wybory nowego prezydenta i mam nadzieję, że tym razem nikt nie powie tak, jak jeden z rozmówców – "Nas od nich wszystkich różni nie demokracja, bo demokracja to fikcja, istnieje tylko w książkach. Różni nas prawo. U nich prawa się przestrzega, a u nas nie. Taka różnica". Ja widzę jeszcze jedną. Mój kraj organizuje i bawi się na Euro 2012, a Egipt toczy krwawe rewolucje. To dobry kontrast, bym doceniła i chroniła to, co osiągnęli moi rodacy – stabilizację i poczucie bezpieczeństwa, o których Egipcjanie marzą, o które się modlą i walczą. Życzę im tego z całego serca, żeby w przyszłości mieli powody do narzekania tylko na dziury w drogach i na kłótnie polityków o miejsce obchodów ważnych rocznic i stawianych pomników. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na84 lata temu
2666 Roberto Bolaño
2666
Roberto Bolaño
Roberto Bolaño napisał arcydzieło, ale zarazem powieść absolutnie niedoskonałą, co nie powinno nas dziwić, bo z doskonałą precyzją można napisać dziełko stustronicowe, ale kiedy mierzymy się jak święty Jerzy ze smokiem, kiedy za cel bierzemy sobie powieść totalną, kiedy chcemy poznać tajemnicę zła, to zawsze wyjdzie nam z tego powieść niedoskonała, tak jak niedoskonały musi być każdy system filozoficzny. "2666" składa się z pięciu rozdziałów, i jak dobrze wiemy, jest to właściwie pięć osobnych powieści, ale powieści, które się zazębiają. Rozpoczyna się od części o krytykach literackich, specjalistach od niemieckiego pisarza piszącego pod nieco absurdalnym pseudonimem Benno von Archimboldi. Jest to metaliteracka powieść o literaturze, z której narrator w pewnym momencie wyrywa nas iście tarantinowskim aktem przemocy, ale ów akt przemocy to wyłącznie wstęp do tego, co będzie tematem kolejnych części. Podobnie jak w kolejnych częściach odwiedzamy razem z krytykami fikcyjne miasto Santa Teresa, które jest lustrzanym odbiciem rzeczywistego Ciudad Juarez Następnie mamy równie metaliteracką powieść o popadającym w szaleństwo profesorze filozofii, który opuszcza Barcelonę i przenosi się do fikcyjnego miasta Santa Teresa. Profesor żyje w napięciu w lęku o swoją córkę, ponieważ w Santa Teresa giną młode dziewczyny. Powoli popada w szaleństwo, wiesza książkę na sznurze do prania, umieszcza nazwiska filozofów na geometrycznych figurach, słyszy głosy. W części Fate'a poznajemy z kolei czarnoskórego dziennikarza. Kiedy ginie korespondent sportowy gazety, dla której pisze Fate, redakcja proponuje Fate'owi, który nie zna się na sporcie, wyprawę do Santa Teresa, gdzie odbędzie się walka bokserska, którą dziennikarz ma opisać. Fate'a od samej walki bardziej interesuje sprawa zaginionych kobiet i dziewczyn, co jednak nie spotyka się z aprobatą redakcji. Dalszego rozwoju akcji nie mogę zdradzić, ale będzie się ona łączyć z treścią poprzedniej części. Najcięższą lekturą jest jednak nieco zbyt długa część o zbrodni. Bałem się tej części, bo obawiałem się, że narrator niepotrzebnie będzie epatować przemocą, ale moje obawy się nie sprawdziły. Narracja jest chłodna, pozbawiona niepotrzebnych ozdobników. Właściwie to bez przerwy jesteśmy konfrontowani z opisami obdukcji ciał zamordowanych dziewczynek i kobiet. Wyjątkiem jest przemoc zadana młodocianym przestępcom w więzieniu, w akcie zemsty za zabójstwo młodej kobiety z mafijnej rodziny, oraz gangsterskich porachunków. Niemniej jest to lektura niezwykle ciężka. Pełna jest jednak przerw, dygresji, polifonicznej narracji, z której dowiadujemy się nie tylko o samej zbrodni, ale o kulturze gwałtu, o przyzwoleniu na gwałt i na zło, o atmosferze, w której zło może opanowywać całe miasto, cały region, a nawet cały kraj. Najsłabszą częścią jest ta ostatnia, która łączy wszystkie pozostałe, czyli część o niemieckim pisarzu o pseudonimie Benno von Archimboldi. Brakuje jej wiarygodności jak i koherentności. Mnie, jako czytelnikowi z Niemiec, początek w Niemczech wydawał się niewiarygodny. Nie rozumiem, dlaczego autor wymyślił dziwaczne nazwy miejscowości. Nie rozumiem, po co wprowadził różne elementy magiczne, które nie korespondują z realizmem poprzednich części. Pojawiają się również błędy merytoryczne, jak na przykład kiedy Grete twierdzi, że jej siostra była nazistką, bo wstąpiła do Hitlerjugend. Hitlerjugend była obowiązkowa dla niemieckiej młodzieży, więc każdy młody człowiek chcąc nie chcąc był w Hitlerjugend. Podobnie jest z pogrzebem wydawcy Bubisa, którego prochy wrzucono do Alster. To jest w Niemczech zwyczajnie niemożliwe, bo dopuszczone są tylko pochówki na cmentarzu, a już na pewno nie byłoby to możliwe na oficjalnym pogrzebie z zaproszonymi gośćmi. Wydaje mi się jednak, że główną przyczyną tych słabości jest przedwczesna śmierć autora, który najwyraźniej nie zdążył zredagować swojego dzieła i skonfrontować go z opiniami osób, które lepiej się na niemieckiej historii i rzeczywistości znają. Niestety mamy do czynienia z monstrualnych rozmiarów korpusem powieści, a nie z gotową i autoryzowaną całością, co nie umniejsza w żaden sposób jej znaczenia. "2666" jest genialne. Bolaño zaprowadził nas do komór gazowych współczesności, na granicy pierwszego i trzeciego świata. Jest to precyzyjny obraz regionu przygranicznego, który rozpada się w szwach z powodu gospodarki narkotykowej i neoliberalnego kapitalizmu trzeciego świata, w którym przemoc jest tak samo strukturalnie i społecznie zakotwiczona, jak brak oporu wobec tych warunków. Santa Teresa jest metaforą szaleństwa zglobalizowanego świata, ale także rzeczywistością. Co przede wszystkim należy docenić, to zdolność autora do łączenia różnych światów, co udaje mu się bez widocznego wysiłku. Trzeba też dodać, że całość jest świetnie napisana. Chociaż żadna zagadka ani historia w tej powieści nigdy nie zostaje całkowicie rozwiązana, a linie fabularne są wielokrotnie przerywane, czytelnik nigdy nie jest urażony ani zmęczony, chociaż podróż, w którą Bolaño czytelnika zabrał, jest podróżą przez piekło. Nie bardzo wiem, do czego mogę "2666" porównać. Na myśl przychodzi mi jedynie "Wyznaję" katalońskiego autora Cabré, której autor postanowił w powieści totalnej zmierzyć się z istotą zła, ale Cabré popadł w kicz, napisał powieść częściowo genialną, ale częściowo wpisującą się w literaturę puplpową o Holokauście. Bolaño potrafił natomiast wyjść z tej pułapki bez szwanku. Zmierzył się ze smokiem i wygrał. 9/10 bo chociaż jest to arcydzieło, to jest to niestety arcydzieło bez ostatniego szlifu.
tzaw - awatar tzaw
ocenił na98 miesięcy temu

Cytaty z książki Kielonek

Więcej
Alain Mabanckou Kielonek Zobacz więcej
Więcej