1Q84. Tom 1

Okładka książki 1Q84. Tom 1
Haruki Murakami Wydawnictwo: Muza Cykl: 1Q84 (tom 1) literatura piękna
480 str. 8 godz. 0 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Cykl:
1Q84 (tom 1)
Tytuł oryginału:
1Q84
Data wydania:
2010-10-27
Data 1. wyd. pol.:
2010-10-27
Liczba stron:
480
Czas czytania
8 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788374958721
Tłumacz:
Anna Zielińska-Elliott

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup 1Q84. Tom 1 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

1Q84. Tom 1



książek na półce przeczytane 1668 napisanych opinii 858

Oceny książki 1Q84. Tom 1

Średnia ocen
7,5 / 10
6000 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
202
139

Na półkach:

Moja pierwsza powieść Murakamiego (przedtem tylko opowiadania i wspomnienia), więc oczekiwania były ogromne. Bardzo fajny i unikalny klimat. Jakbyśmy byli w sennym alternatywnym świecie. Lubiłem czytać zwłaszcza historię Tengo. Fukaeri też bardzo mnie ciekawi.

W tym tomie nic się nie wyjaśnia. Nie ma zakończenia. Wydaje mi się, że jest tylko wstępem/wprowadzeniem a prawdziwa akcja zacznie się w kolejnych tomach. Rozbudził moją ciekawość, więc na pewno sięgnę po następną część. Narazie wydaje mi się, że Aomame to wytwór wyobraźni Tengo ale zobaczymy.

Tłumaczenie wydaje mi się dość słabe jak na tak popularną książkę. A unikanie słowa warzywa przez całą książkę było trochę absurdalne.

Rzeczywiście zgadzam się z zarzutem, że Murakami trochę przesadził z nawiązaniami do seksu.

Kolejne minus to bohaterowie rozgadujący się tłumaczący czytelnikowi świat. Ten świat codzienny. Nużące fragmenty kiedy na przykład autor chce nam wyjaśnić problem przemocy wobec kobiet i tworzy dialog tylko po to żeby bohaterowie wyjaśnili nam każdy szczegół problemu jak w jakimś programie edukacyjno-publicystycznym. Widać na kilometr co autor tu robi. Właściwie jakby bezpośrednio zwracał się do czytelnika i łopatą chciał wbić informację do naszej głowy. Jak dla mnie typowy przykład jak pisarz zamiast pokazać jak działa świat to nam mówi i objaśnia. Nie spodziewałem się tego po Murakamim.

Moja pierwsza powieść Murakamiego (przedtem tylko opowiadania i wspomnienia), więc oczekiwania były ogromne. Bardzo fajny i unikalny klimat. Jakbyśmy byli w sennym alternatywnym świecie. Lubiłem czytać zwłaszcza historię Tengo. Fukaeri też bardzo mnie ciekawi.

W tym tomie nic się nie wyjaśnia. Nie ma zakończenia. Wydaje mi się, że jest tylko wstępem/wprowadzeniem a...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

13769 użytkowników ma tytuł 1Q84. Tom 1 na półkach głównych
  • 8 394
  • 5 143
  • 232
2811 użytkowników ma tytuł 1Q84. Tom 1 na półkach dodatkowych
  • 1 952
  • 457
  • 97
  • 94
  • 77
  • 67
  • 67

Tagi i tematy do książki 1Q84. Tom 1

Inne książki autora

Haruki Murakami
Haruki Murakami
Japoński pisarz, eseista i tłumacz literatury amerykańskiej. Ukończył dramat klasyczny na Wydziale Literatury Uniwersytetu Waseda w Tokio. W wieku 30 lat wydał swoją pierwszą powieść „Hear the Wind Sing” (1979). Po napisaniu wysłał ją na konkurs literacki, zajmując pierwsze miejsce i zdobywając nagrodę Gunzō. Kolejnymi utworami Murakamiego były: „Pinball, 1973” (1980) i „Przygoda z owcą” (1982). Te trzy utwory nazywane są Trylogią „Szczura”, od przydomka narratora. Następne książki: „Koniec świata i Hard-boiled Wonderland” (1985, nagroda Jun'ichirō Tanizaki), „Tańcz, tańcz, tańcz” (1988) i „Na południe od granicy, na zachód od słońca” (1992) ugruntowały jego pozycję jako pisarza, a także przyniosły mu sławę na Zachodzie, głównie w Stanach Zjednoczonych. Najnowsza, dwutomowa powieść nosi tytuł „Śmierć komandora” (2018). Książka „Mężczyźni bez kobiet” była nominowana w Plebiscycie Książka Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Literatura piękna.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Haruki Murakami i muzyka słów Jay Rubin
Haruki Murakami i muzyka słów
Jay Rubin
6,5/10 Dla wielbicieli Murakamiego będzie to zdecydowanie ciekawa książka. Jako, że do nich należę, to uważam tę pozycję za wartościową, jeśli chodzi o pogłębianie wiedzy o jego życiu i twórczości. Tylko OSTRZEGAM - warto przeczytać najpierw wszystkie książki H.M., które napisał do 2003 roku (wtedy została wydana książka Rubina), bo inaczej może nie tyle nie będziecie widzieć, o czym mowa (przytaczane są mniej lub bardziej obszerne fragmenty omawianych powieści i opowiadań), co po prostu natkniecie się na mnóstwo SPOJLERÓW. Dlatego uważam, że jest to książka przede wszystkim dla wieloletnich fanów Harukiego Murakamiego. To swego rodzaju opracowanie jego twórczości połączone z elementami biografii. Można tu znaleźć sporo wyjaśnień, które pomagają zrozumieć symbolikę w powieściach i opowiadaniach Murakamiego. Autor zwraca też uwagę na liczne powiązania między różnymi książkami pisarza, na wspólne metafory, imiona, bohaterów, a także wyjaśnia kontekst historyczny i kulturowy. Poza tym cytuje sporo wypowiedzi H.M., pochodzących z wywiadów lub wykładów, które raczej nie są dostępne gdzie indziej dla polskiego czytelnika. Przynajmniej ja się na nie nigdy nie natknęłam w internecie. Można się też dowiedzieć, jaki jest ulubiony pisarz Murakamiego, jakich autorów czytał, jakimi się z inspirował, a także za którym nie przepada. Ostatecznie moja lista książek do przeczytania znacznie się wydłużyła ;) Na końcu każdego rozdziału znajduje się po kilkadziesiąt przypisów z odnośnikami do źródeł - szanuję. Jednak nie ukrywam, że nie zgadzam się z Jayem Rubinem w kwestii krytyki różnych powieści, ale pewnie wynika to z mojego zaślepienia miłością do nich - według mnie książki Murakamiego nie mają żadnych wad i mogłabym uargumentować dlaczego cechy uważane przez Rubina za negatywne są właściwie zaletami ;) Nie pasuje mi też wiele interpretacji (nadinterpretacji?) tu przedstawianych. Choć zawsze to ciekawe poznać inny punkt widzenia. Ale cóż, nie podoba mi się, jak ktoś podważa wspaniałość dzieł mojego ukochanego pisarza, nawet jeśli to jego tłumacz. Nic nie poradzę ;P Wiem, że to moje subiektywne odczucie, ale czy to nie właśnie subiektywne odczucia wpływają zwykle na ocenę książek? W każdym razie polecam tę pozycję - pod warunkiem że jesteście już po lekturze omawianych w niej lektur ;)
Sumire - awatar Sumire
ocenił na 6 2 lata temu
Kraina wódki Mo Yan
Kraina wódki
Mo Yan
„Literackie delirium”. Tę zwięzłą, ale treściwą opinię przeczytałam na stronie tytułowej książki, pod wymowną i charakterystyczną butelką, w której Chińczycy przechowują alkohol. Jakby mówiącej przed wejściem w opowieść – napij się, zanim zaczniesz czytać. Wchodzisz do Alkoholandii ze stolicą Alkoholowa, w której trunki spotkasz w całej swojej różnorodności i postaci, bo „alkohol to słońce, powietrze, krew. Alkohol to muzyka, malarstwo, balet, poezja”, a „człowiek, który wytwarza napoje alkoholowe, jest mistrzem wielu sztuk, jednoczy w sobie wszystkie umiejętności”. Od przewodnika po Alkoholandii można usłyszeć - alkohol jest również „niezbędnym smarem dla trybików naszego państwa, bez niego cała ta machina nigdy nie kręciłaby się tak gładko i sprawnie!” Jego konsumpcji towarzyszą motywujące hasła – „Gdy coś bardzo wzruszy nas, to najlepszy picia czas!” Piją go wszyscy, bo nie piją tylko zdrajcy i sprzedawczyki. Chociaż „pijany bywa tylko niewykształcony, ciemny lud, najniższe warstwy społeczeństwa. Elita, czysta jak wiosenny śnieg, nie upija się nigdy”. W takim kraju wprowadzenie delegalizacji lub prohibicji alkoholu to jak „zabronić ludziom uprawiania seksu i jednocześnie popierać rozwój przyszłych pokoleń”. Do takiej krainy wódki przyjechał Ding Gouer. Czterdziestoośmioletni śledczy do zadań specjalnych, któremu najwyższą satysfakcję sprawiało rozwiązywanie kryminalnych zagadek. Doświadczony fachowiec i wysłannik prokuratury, do której dotarły informacje, że w kopalni Luo Shan uprawia się dzieciożerstwo. Śledczy Ding Gouer miał przeprowadzić dochodzenie i znaleźć odpowiedź na pytanie – kto smaży i zjada niemowlęta? Jego wędrówka po Alkoholandii w docieraniu do prawdy przypominała ciąg alkoholowy, w którego trakcie poznawał zasady funkcjonowania krainy oraz żyjących w niej obywateli. Alkoholandia była metaforą albo, jak kto woli, parabolą Chin. Alkohol symbolizował ideologię komunizmu, która, niczym psychodeliczne opary, otumaniała umysły Chińczyków, zastępując im krytyczne myślenie, autorytety, Boga, Buddę oraz przenicowując wartości moralne, sankcjonując absurd, bogactwem czyniąc komunizm, a jednostkę bezwolnym trybikiem jej mechanizmów. Obrazem tego były losy tych, którzy próbowali jej się przeciwstawić – śledczy Ding Gouer, opozycjonista z łuskowatą skórą i doktorant alkohologii. Wszyscy bez powodzenia w swoim oporze, by ostatecznie potwierdzić, że „wszystkie największe świętości – ideały, sprawiedliwość, szacunek, honor i miłość – podążały” za udręczonymi bohaterami „na samo dno kloacznego dołu”. Autor, Chińczyk żyjący w swojej ojczyźnie, by tę krytykę Chin lat dziewięćdziesiątych poprzedniego milenium, pełną czarnego humoru, ironii, surrealizmu, ukazać pośrednio, stworzył powieść, której dla jednych bliżej do postmodernizmu, a dla innych do realizmu magicznego. Ja przychylam się do pierwszej. Ma ona wszystkie cechy ją charakteryzujące – wątek kryminalny prowadzony przez śledczego, jego droga dochodzenia przypominająca błądzenie w labiryncie, intertekstualność ujmująca myśli i dorobek innych twórców, łączenie gatunków – prozy, listy w korespondencji między doktorem alkohologii a pisarzem Mo Yanem reprezentującym alter ego autora oraz opowiadań pisanych przez doktoranta, a ocenianych przez pisarza, a także przenikanie się realiów z fikcją wizji w stanie upojenia alkoholowego bohaterów, wykluczające ustalenie ostatecznej prawdy, co jest rzeczywiste, a co zmyślone – „małpy robiące wino i kradnące księżyc, śledczy siłujący się z karłem, złotopióre salangany, budujące gniazda ze śliny, karzeł tańczący na brzuchu pięknej kobiety, doktor alkohologii romansujący potajemnie z teściową, dziennikarka fotografująca niemowlę duszone w sosie sojowym”, demon w ciele łuskowatego chłopca i wiele, wiele innych nieweryfikowalnych zdarzeń i obrazów. Pozornie totalny chaos. Służący jednemu celowi – ukazaniu obrazu chińskiego społeczeństwa. Pełnego charakterystycznych cech dla „krajów demoludu”. Z jednej strony przenikliwie naturalistycznego w swojej brzydocie dzięki wykorzystaniu wielu środków stylistycznych, a z drugiej strony niezwykle poetyckiego. W efekcie smutnego, bo na wskroś prawdziwego. To właśnie jest prawda w całej swojej odsłonie, którą ma ujrzeć czytelnik. I o ile, nie udało się oszukać formą opowieści chińskiej cenzury, odrzucającej wydanie powieści, o tyle udało się tym krytycznym obrazem dotrzeć do odbiorców na całym świecie, ponieważ książka została wydana w Tajwanie i przetłumaczona na języki obce. Na pewno pomogła w tym Nagroda Nobla w 2012 roku za „Obfite piersi, pełne biodra”, która jest zupełnie odmienną gatunkowo powieścią, a która wpisałam na mój top książek czytanych w 2013 roku i od której polecam zacząć znajomość z twórczością autora. Być może dlatego „Kraina wódki” tak bardzo zaskoczyła mnie swoją innością, po lekturze tej pierwszej. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 8 2 lata temu
sen_numer_9 David Mitchell
sen_numer_9
David Mitchell
Sen_numer_9 to druga powieść w dorobku Davida Mitchella, autora, którego czytelnicy kojarzą dzięki Atlasowi chmur czy Tysiącu jesieni Jacoba de Zoeta. I jest to powieść dziwna, nietypowa, nieco chaotyczna, która wymaga uważnego czytania i sporej wyobraźni. Głównym bohaterem jest dwudziestoletni Eidżi Mijake, który przybywa do Tokio, by odnaleźć swojego ojca. Nigdy wcześniej go nie widział i tak naprawdę nie zna jego tożsamości, ale liczy, że wydusi z kancelarii prawnej niezbędne szczegóły. Chłopak niedawno stracił siostrę bliźniaczkę, a matka porzuciła go w dzieciństwie. Jeśli dotrze do taty i przekona go do siebie, nie będzie już sam. Taki początek Sen_numer_9 zapowiada dramat egzystencjonalny lub – w najgorszym wypadku – rodzinną soap operę. David Mitchell nie bawi się jednak w takie nudne gatunki, za to tworzy szalone i absurdalne wizje, miesza narracje, łączy sny z rzeczywistością. Już na początku bohater wyobraża sobie moment, w którym wchodzi na nielegalu do owej kancelarii, podając się za karmiciela rybek, i żąda wydania dokumentów dotyczących swojego pochodzenia. Raz widzi to oczyma wyobraźni jak akcję z filmu szpiegowskiego, innym razem jak prawdziwą apokalipsę z powodzią zalewającą miasto. A dalej? Dalej mamy wspomnienia z dzieciństwa, szaloną znajomość z bogatym nastolatkiem o nieciekawych powiązaniach, tajne kluby i imprezy, dzienniki dziadka żołnierza uczestniczącego w II wojnie światowej czy kozę gadającą z kurą. Wątki przeskakują pomiędzy sobą, potęgując wrażenie chaosu, ale też budując oniryczny klimat. W pewnym momencie trudno już się połapać, co jest snem, a co okrutną rzeczywistością. Niełatwo się czyta Sen_numer_9, bo trzeba skupić się na każdym zdaniu. A w tych pojawiają się w nadmiarze trzykropki, myślniki, dialogi złożone w jeden długi ciąg wypowiedzi. Ale wszystko to sprawia, że książki tej nie sposób zapomnieć. Jest zdrowo zakręcona, nietypowa, bardzo inna. Więcej recenzji: https://zdalaodpolityki.pl/category/ksiazka/ Zapraszam do współpracy autorów i wydawców!
Michał Zacharzewski - awatar Michał Zacharzewski
ocenił na 8 1 rok temu
Ostateczne wyjście Natsuo Kirino
Ostateczne wyjście
Natsuo Kirino
Powieść japońskiej pisarki polecana w innej książce przez Joannę Bator - to tym tropem do niej trafiłem. W końcu uznałem też, że na wakacjach należy mi się jakaś lżejsza lektura; lżejsza w sensie gatunkowym, a nie ogólnego ładunku zdarzeń i emocji poszczególnej pozycji. Jak już kryminał, to jakiś nietuzinkowy... Grupa czterech przyjaciółek z nocnej zmiany w zakładzie produkującym gotowe posiłki do podgrzania, a każda z nich poobijana przez los. Zresztą wydaje się, że to nie tylko losy indywidualne się bohaterkom nie udały, to raczej japoński system kastowy i społeczeństwo patriarchalne sprzyja przemocy wobec kobiet. Aż czasem któraś z kobiet poddanych przemocy nie wytrzyma… Chęć pomocy przyjaciółce w tarapatach, wpędza w nie kolejne trzy z nich. Wokół tajemnicy zaginionego mężczyzny - męża tej pierwszej - zaczyna się kręcić sporo osób: czynników oficjalnych (policja) jak i tych z mroczniejszej strony miasta (windykatorzy, lichwiarze, pomniejsi cwaniaczkowie, yakuza). A gdy do tego pojawi się jeszcze zapach pieniędzy… Tam gdzie państwo w postaci służb mundurowych okazuje się bezsilne czy niesprawne, tam znajdą się siły mniej oficjalne, którym skuteczności i umiejętności nie brak… Kirino przedstawia Japonię jako nienajlepsze miejsce do życia. Zwłaszcza dla kobiet, gdzie nie dość, że mierzyć się muszą z dość bezwzględnym dla nich systemem szykan, beznadziei i źle pojętego poczucia odpowiedzialności za wszystkich wokół, to jeszcze - w pewnych okolicznościach - same dla siebie nawzajem mogą stanowić zagrożenie. Jednym słowem piekło, a właściwie każdej z bohaterek piekło jej własne. Dobrze narysowane postaci kobiet, każda o indywidualnym rysie; jak to w literaturze czy kinie Kraju Kwitnącej Wiśni - nieco zamieszania z imionami czy nazwiskami (ale po chwili do opanowania). Akcja dość prawdopodobna i co chwilę się komplikująca - rolercoaster wydarzeń nie zatrzymuje się ani na chwilę. I do tego dość poboczne postaci męskie, bezwolne, pooddalane, nie stanowiące oparcia kobietom i niejako wyzwalające ich siłę. Sporo przemocy, sporo brutalności i czegoś niepokojącego dla europejskiego czytelnika. To jak w japońskich horrorach - groza nie do końca wynika z tego co na ekranie, a po części i z tego, co zamknięte w kodzie kulturowym. Zresztą mam poczucie, że coś z wymowy dzieła traci się w podwójnym jego przekładzie - na polski dopiero z angielskiego; pewne sformułowania brzmią nieco językowo nieporadnie, ale widzę tu właśnie te trudności translatorskie. Pierwsza moja książka japońskiej pisarki i z pewnością nie ostatnia. Dla miłośników kryminałów i thrillerów (ja wprawdzie do nich nie należę, ale dobry przecież docenię), chcących zaznać jakiejś odmiany od chłodu Skandynawii; może właśnie upał i wilgoć azjatyckiej pory monsunowej? O, cholera, jakie to mocne. Jakie tchnące beznadzieją i rozpaczą…
MarWinc - awatar MarWinc
ocenił na 7 1 rok temu
Życie Pi Yann Martel
Życie Pi
Yann Martel
[...] life is so beautiful that death has fallen in love with it - a jealous, possessive love that grabs at what it can. 𝐒𝐊𝐎𝐊 𝐖𝐈𝐀𝐑𝐘 ⵑ I nie chodzi tu li tylko o wiarę w Boga, a bardziej o to, czego potrzebujemy, aby uwierzyć w coś , w cokolwiek. W siebie, świat, miłość, dobroć, życie, no i również w Boga. Jak mówi Pi w swojej historii : [...] „Życie na szalupie ratunkowej to nic w porównaniu z życiem. To jak finałowa rozgrywka w szachach, gra z kilkoma figurami. Elementy nie mogłyby być prostsze, a stawka wyższa”. Tytułowy Pi zostaje jedynym ocalałym po zatonięciu statku Tsimtsum, którym jego rodzina podróżowała do Kanady. Musi on wyruszyć w niebezpieczną podróż ku samorealizacji i przetrwaniu, uwięziony w szalupie ratunkowej na morzu. Jaki jest haczyk? Jego jedynym towarzystwem są hiena, orangutan, zebra i wściekły tygrys. Sposób, w jaki Yann Martel wplata filozofię w tę historię o przetrwaniu, jest wręcz na mistrzowskim poziomie. To była emocjonująca i emocjonalna podróż. 𝐆𝐎𝐑Ą𝐂𝐎 𝐏𝐎𝐋𝐄𝐂𝐀𝐌 ⵑ 𝐒𝐙𝐂𝐙𝐄𝐆𝐎́𝐋𝐍𝐈𝐄 𝐓𝐘𝐌, 𝐊𝐓𝐑𝐎́𝐑𝐙𝐘 𝐂𝐇𝐂Ą 𝐆ŁĘ𝐁𝐈𝐄𝐉 𝐏𝐎𝐙𝐍𝐀Ć 𝐒𝐈𝐄𝐁𝐈𝐄 ⵑ ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ 𝐃𝐋𝐀 𝐂𝐈𝐄𝐊𝐀𝐖𝐒𝐊𝐈𝐂𝐇 : Jose Salvador Alvarenga (ur. 1975) – rybak, który przez 14 miesięcy dryfował po Pacyfiku na uszkodzonej łodzi. Zaginął 17 listopada 2012 roku na Oceanie Spokojnym w okolicy stanu Chiapas, a został odnaleziony 30 stycznia 2014 roku. Przeżył dzięki diecie złożonej z surowego mięsa ryb, żółwi, ptaków wodnych oraz wody deszczowej. Po ponad rocznym dryfowaniu zauważył Wyspy Marshalla i dopłynął do brzegu. Alvarenga był doświadczonym rybakiem i żeglarzem. Zamierzał wyruszyć na 30-godzinny dalekomorski połów. Miał na nim złowić rekiny i marliny, ale jego stały współpracownik nie mógł do niego dołączyć. Zamiast tego zabrał ze sobą niedoświadczonego, początkującego Cordobę. Na wędkowanie wyruszyli w mierzącej 7 metrów łodzi, z włókna szklanego. Była ona wyposażona w silnik zaburtowy i małą lodówkę do przechowywania ryb. Po czterech miesiącach Cordoba nie wytrzymał diety składającej się z surowego mięsa i ostatecznie zmarł. Przed śmiercią Ezequiel poprosił Alvarengę by nie zjadał jego zwłok, a przekazał je jego rodzinie. José przyrzekł, że tak zrobi, ale po sześciu upalnych dniach zwłoki zaczęły wydawać nie do zniesienia odór i Salvador wyrzucił je za burtę. Dryfował bardzo długo. Liczył czas, kierując się fazami Księżyca. Po odliczeniu swojego 15. cyklu księżycowego zauważył ląd: maleńką, opuszczoną wysepkę, która okazała się odległym zakątkiem Wysp Marshalla. 30 stycznia 2014 r. porzucił swoją łódź i popłynął wpław na brzeg. Po wyjściu na plażę zapadł w głęboki i długi sen. Rano znalazły go dwie kobiety, które zaganiały kury. Od razu wezwały pomoc. Jego samotna podróż trwała 438 dni. Długość podróży obliczano różnie: od 9 do 12 tys. km
꧁ᙏᗣᙃⱿꙆᗣ꧂ - awatar ꧁ᙏᗣᙃⱿꙆᗣ꧂
ocenił na 9 3 miesiące temu
Zagubieni w Tokio Marcin Bruczkowski
Zagubieni w Tokio
Marcin Bruczkowski
Po luzackiej i pełnej humoru "Bezsenności w Tokio" spodziewałam się kontynuacji tej formy wspomnieniowej i dokładnie w takiej atmosferze w drugiej dla mnie powieści, a trzeciej po "Singapur czwarta rano", dla autora. O tym, że nie będzie dokładnie tak samo, zrozumiałam, gdy poznałam głównego bohatera, a zarazem narratora nowej historii – jak utrzymuje autor w rozdziale "Poksiążkowe", opartej na prawdziwych wydarzeniach – Michała. Artystę grafika zatrudnionego w tokijskim biurze, w którym przed wyjazdem do Singapuru pracował sam autor. I to właśnie tylko jego osoba wraz z kilkoma przyjaciółmi wiązała obie powieści. Wszystko inne było nie z poprzedniej bajki, łącznie z moimi odczuciami. Przede wszystkim gatunek literacki, z którego wyborem autor miał problem. Zaczął od dobrej powieści przygodowej dla młodzieży, z tą różnicą, że bohaterowie byli dorośli i może dlatego tak bardzo podobała się mojej zaprzyjaźnionej młodzieży. Mnie przypominała trochę swoimi elementami serię dla młodego czytelnika "39 Wskazówek". Było bojowe zadanie-zagadka do rozwiązania – nagłe zniknięcie Jamesa, przyjaciela z biura. Metody poszukiwania głównie oparte na odkrywaniu wskazówek-podpowiedzi do napotykanych rebusów, rozwiązywanych na drodze dedukcji wraz z „drużyną” znajomych. Brawurowe podążanie za nimi i prowokowanie sytuacji niebezpiecznych, a co najgorsze, mało prawdopodobnych, w które brnęliby tylko nastolatkowie kierowani nieodpartą ciekawością. Przypominało mi to trochę harcerskie podchody. W tle pojawiała się powieść społeczno-obyczajowa ukazująca codzienne życie Japończyków, by na koniec (i ta końcówka była najlepsza, szkoda, że nie właśnie taka od początku!) zamienić się niepostrzeżenie w thriller niosący ostatecznie przesłanie filozoficzne na temat samotności człowieka w ogóle, a zwłaszcza wyobcowania cudzoziemca. To jeszcze nie wszystko tego miszmaszu. W fabułę autor wplótł, prezentowany na szarym tle, pamiętnik Jamesa, odczytywany z ogromną ciekawością przez bohaterów, ale z mniejszą już przeze mnie. Gdyby tak skonstruowaną opowieść odrzeć z japońskości, miałabym ogromny problem z jej doczytaniem do końca, z powodu jej infantylności. Na szczęście posłuchałam mojej zaprzyjaźnionej młodzieży i przeczytałam najpierw debiut. Dzięki temu potraktowałam tę nieporadnie skonstruowaną hybrydę jak kontynuację doświadczeń życia w Japonii. Tych realiów było mnóstwo. Zarówno w nawiązaniach do poprzedniej powieści, jak i zupełnie nowych. Jednak nie powiem, że mnie ta książka rozczarowała. Raczej zaskoczyła swoją odmiennością i odwagą popełnienia powieści beletrystycznej, bezlitośnie ukazującą braki warsztatowe autora. Mam wrażenie, że bycie pisarzem beletrystycznym trochę przerosło możliwości podróżnika-pisarza. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 6 5 lat temu

Cytaty z książki 1Q84. Tom 1

Więcej
Haruki Murakami 1Q84. Tom 1 Zobacz więcej
Haruki Murakami 1Q84. Tom 1 Zobacz więcej
Haruki Murakami 1Q84. Tom 1 Zobacz więcej
Więcej