Przy dziecięcym stole

Okładka książki Przy dziecięcym stole autora Michael Ondaatje, 9788379430215
Okładka książki Przy dziecięcym stole
Michael Ondaatje Wydawnictwo: Świat Książki Seria: Mistrzowie Prozy literatura piękna
288 str. 4 godz. 48 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Mistrzowie Prozy
Tytuł oryginału:
The Cat's Table
Data wydania:
2013-10-23
Data 1. wyd. pol.:
2013-10-23
Data 1. wydania:
2011-10-04
Liczba stron:
288
Czas czytania
4 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
9788379430215
Tłumacz:
Bohdan Maliborski
Średnia ocen

6,5 6,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Przy dziecięcym stole w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Przy dziecięcym stole

Średnia ocen
6,5 / 10
47 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Przy dziecięcym stole

avatar
1164
1164

Na półkach: ,

"Zawsze jest przed nami jakaś opowieść". To cytat z tej książkowej opowieści pt. "Przy dziecięcym stole", z powieści po prostu rewelacyjnej. Nie każda czytelnicza, literacka opowieść jest warta przeczytania i poznania. Ta niewątpliwie należy do lektur godnych uwagi i jest to powieść wyróżniająca się pod wieloma względami. Stąd wynika moja wysoka ocena dla tegoż dzieła.
"Ondaatje ma niesamowity dar narracji. Jego wirtuozeria ujawnia się w swobodzie opowiadania, zmyśle do tworzenia suspensu oraz bohaterów których losy wstrząsają jak śmierć w rodzinie". To opinia z "Globe and Mail", z którą się zasadniczo zgadzam. Ta powieść intryguje, zaciekawia i rozbudza wyobraźnie od pierwszych zdań. Z dużym zainteresowaniem śledziłem losy wykreowanych przez pisarza bohaterów i ich dramatyczne, niezwykłe lub niebezpieczne przygody, przeróżne życiowe sytuacje. Powieść niebanalna, dobrze napisana, której należą się wysokie oceny i pochwały.
Nie jest to książka wybitna, do rangi arcydzieła też jej daleko. Bardzo dobra? To znów za mało powiedziane, takie jej określenie nie oddaje w pełni jej wartości. Dlatego oceniłem dzieło w ten sposób, iż wystawiłem ocenę 8/10. Według mnie to najwłaściwsza z ocen, to nota w sam raz.

"Zawsze jest przed nami jakaś opowieść". To cytat z tej książkowej opowieści pt. "Przy dziecięcym stole", z powieści po prostu rewelacyjnej. Nie każda czytelnicza, literacka opowieść jest warta przeczytania i poznania. Ta niewątpliwie należy do lektur godnych uwagi i jest to powieść wyróżniająca się pod wieloma względami. Stąd wynika moja wysoka ocena dla tegoż...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
494
368

Na półkach: ,

To jest bardzo duże zaskoczenie. Książka z fenomenalną historią, mistrzowsko przedstawiona z perspektywy dziecka. Jednocześnie świetna fabuła i wspaniały aspekt psychologiczny, uchwycenie momentu dojrzewania, dorastania, utraty resztek niewinności. To, co najbardziej mnie oczarowało w tej historii to umiejętność takiego przedstawienia sposobu myślenia dziecka, że odżyły wszystkie wspomnienia z mojego własnego dzieciństwa. Kocham tę książkę za przywrócenie uczucia bycia dzieckiem i nie pozbędę się jej nigdy. Potrzebuję jej po to, żeby od czasu do czasu przywoływać to uczucie, bo jeszcze żadna powieść tego we mnie nie wywołała i szczerze wątpię, że znajdę kiedyś coś podobnego.
Oczywiście autor zostaje ustawiony w kolejce to przeczytania kolejnych jego dzieł.

To jest bardzo duże zaskoczenie. Książka z fenomenalną historią, mistrzowsko przedstawiona z perspektywy dziecka. Jednocześnie świetna fabuła i wspaniały aspekt psychologiczny, uchwycenie momentu dojrzewania, dorastania, utraty resztek niewinności. To, co najbardziej mnie oczarowało w tej historii to umiejętność takiego przedstawienia sposobu myślenia dziecka, że odżyły...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
306
306

Na półkach:

Wspomnienia z dzieciństwa przeplatane zdarzeniami późniejszymi. Piękna wciągająca proza.

Wspomnienia z dzieciństwa przeplatane zdarzeniami późniejszymi. Piękna wciągająca proza.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

146 użytkowników ma tytuł Przy dziecięcym stole na półkach głównych
  • 93
  • 53
41 użytkowników ma tytuł Przy dziecięcym stole na półkach dodatkowych
  • 32
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Przy dziecięcym stole

Inne książki autora

Michael Ondaatje
Michael Ondaatje
Kanadyjski pisarz i poeta. Urodził się na Cejlonie (obecnie Sri Lanka),w rodzinie o bardzo zróżnicowanym pochodzeniu, mającej korzenie portugalskie, holenderskie, tamilskie i syngaleskie. W 1954 przeprowadził się z matką do Anglii, w 1962 osiadł na stałe w Kanadzie. Michael Ondaatje jest laureatem Nagrody Bookera, otrzymał ją w 1992 roku za powieść Angielski pacjent. Za tę sama powieść pisarz otrzymał w 2018 roku Złotego Bookera, czyli wyróżnienie dla najlepszej nagrodzonej powieści w 50-letniej historii statuetki. Książka zwyciężyła w czytelniczym plebiscycie, zdobywając niemal 9 tysięcy głosów. W 1996 roku ekranizacja kinowa Angielskiego pacjenta zdobyła aż 9 nagród Oskara, w tym statuetkę dla najlepszego filmu.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Zagubiona dzielnica Patrick Modiano
Zagubiona dzielnica
Patrick Modiano
„Zagubiona dzielnica” nie jest powieścią oryginalną w treści. Jest to jedna z wielu książek o proustowsko-psychoanalitycznych paradoksach grzebania we własnej przeszłości. O tym, że aby zbudować most między przeszłością a teraźniejszością, przeszłość trzeba zostawić. Jednak, aby móc o niej zapomnieć (w sensie metaforycznym),trzeba ją sobie przypomnieć (w sensie dosłownym). Aby zostawić coś za sobą, najpierw trzeba choć raz w sposób wyczerpujący do tego powrócić. Aby odbyć tę podróż w sobie, trzeba odbyć ją również w przestrzeni. To zajmuje głównego bohatera – to i nic więcej – a autor wysyłając go w tę podróż zdaje się pisać potrójny list miłosny. Do Paryża, do post-dekadenckiego stylu życia i do… „Wielkiego Gatsby’ego” Francisa Scotta Fitzgeralda. O tak! Podobieństw do amerykańskiego klasyka jest tu bez liku. Główny bohater przy użyciu pióra (a jest pisarzem) zabiera nas w sentymentalną podróż do przeszłości – wspomina grupę towarzyską, w otoczeniu której wkraczał w dorosłość, ludzi którym pozycja społeczna pozwalała zamienić życie w apoteozę beztroski. Imprezy, miłości ‘nieskażone’ wiernością, nocny Paryż pierwszej połowy lat 60-tych. Podobnie jak w „Gatsbym” majętność bohaterów oświetlona jest reflektorem, pochodzenie majątków skryte zaś w cieniu niedopowiedzeń (wybaczcie metaforę, ale bardzo filmowa to powieść…). A najróżniejszych cieni tu nie brakuje – mam na myśli zarówno ten rozlewający się wokół przyćmionych świateł paryskich salonów, sypialni i hotelowych pokoików, jak i ten drugi, pachnący śmiercią, który rozpościera się nad ‘życiem jakby jutra nie było’. I mamy nawet odpowiednik samego Gatsby’ego. Lucien Blin, spoiwo całego towarzystwa, heros swojej epoki, od tytułowego bohatera Fitzgeralda o tyle różny, że jeszcze bardziej legendarny, bo i we wspomnieniach głównego bohatera jedynie wspominany przez innych. Ale jest też podobieństwo formalne – podobny poziom skupienia na gestach, manierach, rodzące bardzo żywe obrazy opisy sytuacji towarzyskich. Cały długi akapit o podobieństwach do innej powieści? Niech będzie to jednocześnie zarzut o wtórność i komplement. Ale wszystko to tyczy się drugiej części powieści – trochę inna jest pierwsza. Nim bohater zdobędzie się na ‘wejście do wehikułu czasu’, poznajemy go w jego teraźniejszości. Przybywa po latach do Paryża i mierzy się z pozostawionym przed laty miastem. Ciekawie jest to zrobione. W ulicach miasta odbija się psychiczny stan bohatera, a wieczna noc potęguje oniryczną atmosferę. Turyści niczym mary z cudzego snu przemykają z miejsca na miejsce, przeszkadzając bohaterowi w próbach odnalezienia siebie sprzed lat, a nieliczne spotkania z ludźmi, którzy wiążą bohatera z przeszłością, nawet w miejscach publicznych zdają się być pozbawione statystów. No i nocna pogoń, a właściwie niepokojąca i nieco surrealistyczna przejażdżka, za białą Lancią Flaminią – zbyt krótka to powieść, by pozwolić sobie na choćby sytuacyjny spoiler, ale zapadł mi w pamięć ten piękny i zarazem smutny symbol zatracenia się w nostalgii aż do poziomu szaleństwa… Tym właśnie jest „Zagubiona dzielnica” Patricka Modiano. Niedługa, wstrzemięźliwa, niekoniecznie oryginalna i odkrywcza, ale doprawdy szlachetna szkoła literackiej nostalgii.
Piotr Skarewicz - awatar Piotr Skarewicz
ocenił na71 rok temu
Kolacja dla wroga Ismail Kadare
Kolacja dla wroga
Ismail Kadare
Historia pewnej owianej tajemnicą kolacji, na której wszystko miało się skończyć, a dopiero się zaczęło. Miejscowy lekarz zaprosił na nią hitlerowskich najeźdźców, którzy chwilę wcześniej uwięzili i skazali na śmierć połowę miasta. I stał się cud… Najpierw bajka, potem niezły kawałek faktycznej historii Albanii, trochę folkloru i wreszcie rozliczenie z systemem komunistycznym, który w kraju zapanował na wiele lat po włoskim, a potem niemieckim faszyzmie. To taka wariacja Ismaila Kadare na temat własnego kraju. Pełno w niej magicznych elementów i postaci nie z tej ziemi, specyficznego humoru, surrealizmu i groteski. A przy okazji potępienie szaleństwa totalitaryzmu i terroru. Lubię takie pokręcone historie. Trochę pachnie tu Marquezem, trochę Kafką, ale rozumiem, że taki jest styl tego wyjątkowego pisarza. Początkowo byłam zdezorientowana i oszołomiona, ale szybko dałam się uwieść autorowi. Dla mnie wspaniałe otwarcie do literatury albańskiej, na którą się jeszcze nie natknęłam. A swoją drogą z ciekawością myślę teraz o odwiedzeniu Albanii - kraju, który do tej pory mnie nie interesował. Jej historia w latach 1943-1953 podana jest w sposób tak nieoczywisty i frapujący... Wpadłabym oczywiście do rodzinnej miejscowości Kadarego, która jest głównym bohaterem powieści. Do miasta tysiąca schodów, otoczonej kamiennym murem Gjirokastry, poszukałabym tropów z powieści. Zabytkowego szpitala, twierdzy z więzieniem, domów tajemniczych dam, które padały trupem na słowo „towarzyszko!”, śladów 300 królewskich sędziów, bezrobotnych po upadku imperium osmańskiego. Cóż to za dziwne i fascynujące miasto! Gjirokastro, czekaj na mnie! Przybędę niebawem. Podkład emocjonalny już mam.
Ewa Kowalska - awatar Ewa Kowalska
oceniła na81 rok temu
Ogród rodziny Finzi-Continich Giorgio Bassani
Ogród rodziny Finzi-Continich
Giorgio Bassani
Ferrara lat 1929 – 1939 widziana oczyma młodego, wrażliwego chłopaka z rodziny żydowskiego pochodzenia i jednocześnie intelektualisty. To ważne, bowiem wiedza i lektury oraz posiadłość tytułowej rodziny pozwoliły mu na życie w bańce, izolując – aczkolwiek nie do końca całkowicie – od coraz bardziej rasistowskiego reżimu faszystowskiego. Co ciekawe, w opisie kulis fabuły, książka odbiega od znanych z literatury i filmów schematów. Początkowo większość elity ferraryjskich Żydów (sefardyjskich) była znakomicie zintegrowana z włoską społecznością, językiem i krajem, a nawet … partią faszystowską. Jak ojciec bohatera, patriota Italii, ochotnik z I wojny światowej i członek „czarnych koszul” od 1919 roku. Rzecz jasna nie dotyczyło to wszystkich a z czasem sytuacja się zmieniła. W okresie 1938-39 antysemityzm stał się częścią oficjalnej ideologii faszystowskiej i praktyki funkcjonowania i instytucji publicznych, nawet bibliotek i klubów sportowych. Tym niemniej to tylko kulisy. Akcja powieści jest bardzo prywatna, miejscami wręcz intymna, w szerokim tego słowa rozumieniu. To wręcz klasyczna,generacyjna powieść o dojrzewaniu, emocjonalnym i intelektualnym. O miłości i strachu przed nią, o marzeniach i świadomości ich nierealności. O pokoleniu, które chciało być jak inne, ale mu tego nie dano i młodych ludziach, którzy to czuli, ale nie chcieli przyjąć tego do wiadomości. Bo mieli do tego prawo. Postacie z książki prezentują różne postawy i wywodzą się z kilku środowisk, ale łączy je jedno – wykształcenie i umiłowanie kultury. Wszyscy znają literaturę włoską i klasyczną europejską, szczególnie poezję. Interesują się historią i sztuką, o której potrafią rozmawiać i zażarcie dyskutować. Sfera ta usuwa w cień nawet politykę, z jednym wyjątkiem – inżyniera z Mediolanu, goja i jedynego komunisty, przebywającego z jednej strony w tytułowym ogrodzie, a raczej wspaniałej posiadłości bogatej rodziny patrycjuszowskiej, a z drugiej znakomicie radzącego sobie w klimatach prostych i plebejskich, nawet z półświatka i chętnie tam widzianego. Historię losów Finzi-Continich autor zdradza już we wstępie – prologu. Ten zabieg powoduje, że lekturze towarzyszy nieustannie smutek i nostalgia, a jednocześnie sympatia dla bohaterów, którym utwór jest poświęcony oraz nostalgia i świadomość końca opisywanego świata. Piękna, smutna, zapewne autobiograficzna i bardzo prawdziwa powieść.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na89 miesięcy temu
Ptaszyna Dezső Kosztolányi
Ptaszyna
Dezső Kosztolányi
Współcześnie brzydota może być atutem, a jeśli przeszkadza wystarczą pieniądze, by to zmienić. Dawniej, gdy celem życiowym młodej kobiety było zamążpójscie, brak urody był akceptowalny tylko przy gigantycznie wysokim posagu. Ptaszyna jest bardzo brzydką "starą panną", ale ma coś czego mogą jej pozazdrościć piękności - bezgraniczną miłość rodziców. Posiadaczka "ni to tłustej, ni to chudej twarzy, mięsistego nosa z szerokimi końskimi chrapami, męskich surowych brwi i malutkich wodnistych oczek" podwiędła do lat ponad trzydziestu żyjąc sobie spokojnie i samotrzeć u boku ojca i matki. Jest tak brzydka, że nawet ubóstwiający ja ojciec wstydzi się iść przez miasteczko u jej boku. Ale oto rodzinną sielankę przerwa wydarzenie dla kogoś może banalne, dla nich prawdziwe trzęsienie ziemi - Ptaszyna jedzie, sama, odwiedzić wujka i ciotkę. Na tydzień zaledwie, ale całej trójce wydaje się to wiecznością. Mimo że to Ptaszyna jest tytułową bohaterką, Kosztolányi opowiada przede wszystkim o rodzicach, którzy po jej wyjeździe rozkwitają i rzucają się w wir miasteczkowego życia towarzyskiego. Niestety, po tygodniu wszystko wraca na utarte tory... Tych kilka dni, podczas których pozornie nic się nie dzieje, demaskuje zakłamanie, w którym żyła (toksyczna jak byśmy dziś powiedzieli) rodzina Ptaszyny. Rodzice zdają sobie sprawe, że w gruncie rzeczy córka jest dla nich tylko ciężarem, po jej wyjeździe zaczynają cieszyć się zyciem. Ona zaś uświadamia sobie, że nic już w jej życiu się nie zmieni i skazana jest na nudną wegetację. Bowiem na przełomie XIX i XX wieku jedyną opcją dla niezamężnej dziewczyny jest tkwienie u boku rodziców - bez wykształcenia, pracy czy jakiegokolwiek sensownego zajęcia. A mieszczańska rodzina, jak bardzo nieszczęśliwi nie byliby jej członkowie, musi zachowywać pozory (pani Dulska się kłania). Ta urocza książka napisana pięknym prostym językiem podszyta jest goryczą i smutkiem, co jednak nie zmniejsza przyjemności lektury, przeciwnie - nadaje jej głębi. Perełka, polecam, szczególnie wielbicielom klimatów prowincjonalnych, cesarsko-królewskiego tygla tudzież Madziarów i fin de siècle'u: 7.5/10
Agata - awatar Agata
oceniła na71 miesiąc temu
Żaby Mo Yan
Żaby
Mo Yan
Świetna książka chińskiego noblisty. „Żaby” to powieść obyczajowa bardzo odważna w swojej wymowie, bowiem zawiera krytykę chińskiej kontroli narodzin czyli polityki jednego dziecka, którą wymusza się poprzez aborcje i sterylizację. To na pewno temat wywołujący wiele kontrowersji i do dyskusji. Zagadnienie ciekawe, ale tutaj liczy się też jego wykonanie a Mo Yan ma tak bogatą wyobraźnię i potrafi wszystko tak obrazowo opisać, że poszczególne sceny niemal przewijają się nam przed oczami. Nie brak tu dramatyzmu, napięcia czy też zachwytu życiem, opisanym z wszystkimi blaskami i cieniami. Bohaterowie to postacie niejednoznaczne, postrzegamy je poprzez ich czyny i bynajmniej nie ma tu osób kryształowych więc do nas należy wybór czy je potępiamy czy akceptujemy takimi jakimi są. Wydarzenia opisane są z perspektywy mężczyzny zwanego Biegaczem, ale zdecydowanie najwięcej zamieszania wywołuje tu jego ciotka, która jest położną i która wykonuje też zabiegi aborcji. Te tematy kojarzą mi się z „Regulaminem tłoczni win” Johna Irvinga, którym Autor na pewno się inspirował. A skąd tytuł „Żaby”? Naturalnie chodzi o małe zielone płazy, które co jakiś czas przewijają się na kartach książki, są takim lejtmotivem całości. Co mnie zachwyciło w tej opowieści? Wielowymiarowość. Mimo, że Mo Yan ogranicza się tak naprawdę do opisu małej grupy osób, to ich wzajemne relacje są mocno skomplikowane i na ich przykładzie pokazana jest złożoność ludzkiego charakteru. Moim zdaniem opisana po mistrzowsku. Polecam. Ocena maksymalna (arcydzieło).
ucho_igielne - awatar ucho_igielne
ocenił na101 rok temu
Nawroty nocy Patrick Modiano
Nawroty nocy
Patrick Modiano
Na "Nawroty nocy" trafiłem przypadkiem na portalu Lubimyczytać, a do lektury zachęciła mnie także intrygująca okładka, odwołująca się do II wojny światowej. Niestety, poczułem lekkie rozczarowanie, gdy okazało się, że książka nie koncentruje się na stricte wojennej tematyce, jak można by oczekiwać. Choć akcja faktycznie rozgrywa się w okupowanym Paryżu, a głównym bohaterem jest członek przestępczego półświatka współpracujący z Gestapo, narracja bardziej skupia się na moralnych dylematach i ciemnych stronach ludzkiej natury niż na wojennych wydarzeniach. Co ciekawe, autor czerpał inspirację z doświadczeń własnego ojca, który w czasie wojny działał na czarnym rynku i miał kontakty z Gestapo. Ta osobista perspektywa nadaje opowieści dodatkowego autentyzmu, choć główny bohater pozostaje w dużej mierze enigmatyczny i trudny do jednoznacznego określenia. Już od pierwszych stron czytelnik zostaje wrzucony w świat pełen różnorodnych postaci – od drobnych oszustów po ludzi ściśle związanych z przestępczym półświatkiem. Łączy ich jedno: brak współczucia i jakichkolwiek zasad moralnych. Autor podkreśla, że w realiach okupacji wybory bohatera są mocno ograniczone – musi zdecydować między współpracą a ucieczką. To ciekawe spojrzenie na decyzje podejmowane w ekstremalnych warunkach, które niejednokrotnie zmuszały ludzi do balansowania na granicy moralności. Książka w moim odczuciu jest ciężka i momentami trudna w odbiorze. Liczne niedopowiedzenia i specyficzny styl narracji sprawiają, że nie jest to lektura dla każdego. Spodziewałem się bardziej klasycznej literatury wojennej, ale ostatecznie doceniam sposób, w jaki autor ukazał złożoność ludzkich wyborów w czasach okupacji. To niełatwa, ale warta uwagi książka dla osób, które cenią literaturę podejmującą trudne, moralne tematy. Czytajcie.
mikroczytelnia - awatar mikroczytelnia
oceniła na61 rok temu
Oskar i Lucynda Peter Carey
Oskar i Lucynda
Peter Carey
„Oskar i Lucynda” to pierwsza z powieści Petera Carey’a, australijskiego prozaika nagrodzona w roku 1988 prestiżową nagrodą literacką Man Booker Prize. Kolejną otrzymał trzynaście lat później za powieść „Prawdziwa historia Nedda Kelly’ego”. A są to powieści tak różne, że czasami trudno uwierzyć, że wyszły spod ręki tego samego autora, choć obie łączy historia Australii. „Oskar i Lucynda” to opowieść której tłem jest wiktoriańska Anglia i Australia. Historia Oskara Hopkinsa, anglikańskiego duchownego i Lucyndy Leplastrier, młodej dziedziczki fortuny, którą zyskała po śmierci rodziców. I dość dziwni to bohaterowie, których zachowanie i sposób życia zupełnie nie mieści się w ramach ówczesnych kanonów społecznych. Ona – kobieta, która realizując swoje pasje i marzenia pragnie być traktowana na równi z mężczyznami i On – pełen fobii i lęków, kompletnie nie odnajdujący się w rzeczywistości. I oboje połączeni namiętnością do hazardu. Spotykają się na statku płynącym do Nowej Południowej Walii, pełni wiary w odmianę swojego losu. Peter Carey przyjmując dla swojej historii formę XIX wiecznej powieści postawił przed czytelnikiem nie lada wyzwanie. Bo mimo wielu wątków niezwykle zajmujących, jak choćby wyobcowanie bohaterów, odrzucanie przez nich wszelkich konwenansów skutkujące odrzuceniem ich przez społeczność, czy też przekrój społeczny wiktoriańskiej Anglii i kolonialna przeszłość Australii, jest to miejscami opowieść dość nudnawa, rozwlekła a miejscami nużąca. W 1997 roku australijska reżyserka Gillian Armstrong, na podstawie powieści nakręciła obsypany nagrodami film pod tym samym tytułem w którym główne role zagrali Cate Blanchett i Ralph Fiennes. Nie po raz pierwszy okazuje się, film jest zdecydowanie lepszy od swojego literackiego pierwowzoru.
Sławek - awatar Sławek
ocenił na62 lata temu
Zabliźnione serca Max Blecher
Zabliźnione serca
Max Blecher
Kto przybywa na kurację do Berck, ten raczej stąd nie wyjeżdża. A miasteczko ludzi o zagipsowanych ciałach, sunących wśród wydm w specjalnych łóżkach-dorożkach to groteskowy, koszmarny wprost obraz. Nadgniłe manekiny na wszelkie sposoby próbują grać z chorobą o kolejny dzień życia, zapijając bezradność i starając się wykrzesać choć trochę przyjemności ze swoich kalekich ciał. Kiedy u Emanuela, młodziutkiego studenta chemii, zostaje zdiagnozowana gruźlica kręgosłupa, on także daje się zamknąć w gipsowym pancerzu. Będąc w sanatorium jeździ swoim łóżkiem na nie do końca legalne imprezy, zaprzyjaźnia się z ekscentrycznymi kuracjuszami, a zauroczony, brzydko pogrywa sobie z wierną mu jak pies dziewczyną. Postępuje egoistycznie, czasem nawet tchórzowsko, ale poczucie zamknięcia w sennym światku Berck dziwnie łagodzi jego działania – marionetkowe ruchy w oczekiwaniu na rozwój choroby. Książka Blechera jest w dużej mierze autobiograficzna i czuje się autentyczność opisanej przez niego kondycji. Elegancki, oszczędny styl ciekawie eksponuje cielesność, choć mi brakło w nim nieco dojrzałości. Narracja snuje się z melancholią, zupełnie jakby gips ograniczył i jej dynamikę. W tej jednostajności tym dotkliwiej czuje się swędzenie i smród, z tym większym smutkiem obserwuje się dziedziczenie kolejnych fantów po tych, którzy umarli. To jedna z tych książek, które może i nie zachwycają dynamiką czy językowymi akrobacjami, ale zostają w głowie na długo.
Histeria Oka - awatar Histeria Oka
oceniła na61 rok temu
Pieśni bełkotu Erwin Mortier
Pieśni bełkotu
Erwin Mortier
„Pieśni bełkotu. Mamine godzinki”, Erwina Mortiera, to bardzo trudna w odbiorze i przenikająco smutna twórczość. Choć przyjmuje nieco formę powieści, zdecydowanie nią nie jest. Autor łączy w sobie elementy powieściowe z czymś na kształt pamiętnika, dzięki czemu otrzymujemy niezwykle poetycką całość. W tym zbiorze bardzo intymnych zapisków śledzimy niewielki fragment życia samego autora, a razem z nim jego rodziny, ze szczególnym uwzględnieniem matki. To bowiem matka autora, kobieta fizycznie wciąż jeszcze w kwiecie wieku, jest główną, choć nieobecną bohaterką tej książki. Nieobecną z powodu postępującej choroby. Zdiagnozowany u niej Alzheimer stopniowo, w coraz szybszym tempie, wyniszcza tę niegdyś pełną życia kobietę, której nikt nie mógł przerwać w prowadzonej rozmowie. Dziś razem z autorem obserwujemy jej psychiczną degradację. Kroki stawiane coraz ostrożniej, a mimo to i tak prowadzące do upadku; kolejna próba podjęcia rozmowy, grzęznąca już na początku, ponieważ doskonale znane słowa zaczynają zanikać w otchłani niepamięci szybciej, niż sformułowana zostanie myśl. Na tyle szybko, że jedynym ratunkiem pozostaje wzrok pełen rozpaczy, skierowany do męża, by ten przywrócił wskazywanemu przedmiotowi nazwę i znaczenie. Nagłe zapominanie tego, o czym rozmawiało się przed krótką chwilą; gubienie się w układzie własnego domu, w którym spędziło się wiele dekad. Aż w końcu powolne zapominanie imion najbliższych, choć jeszcze zna się ich twarze i rozpoznaje je, gdy przychodzą się przywitać. Do czasu. Dzień, w którym twarze synów i córek staną się maskami obcych ludzi, zamiast matczynej miłości budzącymi przerażenie, przychodzi szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał. Erwin Mortier swoją opowieść snuje na dwa sposoby. Fragmenty bezpośrednio dotyczące codzienności, pielęgnowania chorej matki, pomocy pogrążającemu się w depresji ojcu i kolejnych rozmów z rodzeństwem, są oszczędne w słowa. Dokładnie tak, jak próba podjęcia kontaktu z chorą matką. Krótkie, urywane, wyciągając z otchłani pojedyncze fragmenty, by umieścić je w całości. Przeplatane są jednak z najbardziej intymnymi wspomnieniami autora. Sięga w nich do lepszych dni swojego życia, do czasów dzieciństwa, gdy wszystko było inne, czy chociażby kilka lat wstecz, gdy jego matka walczyła z inną chorobą, która wówczas wydawała się śmiertelnie niebezpieczna. Nawet mimo tego tamte chwile wydają mu się być lepszymi. Wtedy przynajmniej on miał matkę, a matka miała jego. Dziś ta relacja została postrzępiona, porozrywana i zdecydowanie jednostronna. Lektura „Pieśni bełkotu” boli. Im starszych rodziców czy dziadków się posiada, im starszym jest się samemu, tym bardziej boli i przeraża. Mortier tematu demencji nie ubarwia i nie przerysowuje. Pisze o niej wprost, relacjonując kolejne historie wzięte z własnego życia. I to jest właśnie najstraszniejsze, że czytelnik nie może poznanych treści zaczepić gdzieś w świecie fikcji i tam zostawić. One przyczepiają się do świadomości, że taka choroba dopaść może każdego, nagle i powoli, ale bardzo skutecznie odrzeć z całego człowieczeństwa, jakie zdobyło się przez swoje życie. Odrzeć z prywatności, ze świadomości, zabierając każdą cząstkę nas, oddając w zamian przeżute resztki, które człowiekiem są już tylko z wyglądu. Ból, który towarzyszy lekturze tej książki nie umniejsza faktu, że jest to naprawdę piękne i doskonałe warsztatowo dzieło. I bardzo ważne, uświadamia nas bowiem o wielu cennych rzeczach, o których na co dzień się nie myśli, często nie zdając sobie nawet z nich sprawy. Po bardziej szczegółową recenzję zapraszam do siebie - https://kulturalnynihilista.pl/piesni-belkotu-mamine-godzinki-erwin-mortier-belgia-cz-5/
KulturalnyNihilista - awatar KulturalnyNihilista
oceniła na84 lata temu

Cytaty z książki Przy dziecięcym stole

Więcej
Michael Ondaatje Przy dziecięcym stole Zobacz więcej
Michael Ondaatje Przy dziecięcym stole Zobacz więcej
Więcej