Oskar i Lucynda

Okładka książki Oskar i Lucynda
Peter Carey Wydawnictwo: Wielka Litera literatura piękna
608 str. 10 godz. 8 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Oscar and Lucinda
Data wydania:
2015-04-08
Data 1. wyd. pol.:
2000-01-01
Data 1. wydania:
1995-07-01
Liczba stron:
608
Czas czytania
10 godz. 8 min.
Język:
polski
ISBN:
9788380320154
Tłumacz:
Wacław Sadkowski
Inne
Średnia ocen

                6,5 6,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Oskar i Lucynda w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki  Oskar i Lucynda i



Przeczytane 9170 Opinie 455 Oficjalne recenzje 182

Opinia społeczności książki  Oskar i Lucynda i



Książki 962 Opinie 470

Oceny książki Oskar i Lucynda

Średnia ocen
6,5 / 10
106 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
633
470

Na półkach: , , ,

„Oskar i Lucynda” to pierwsza z powieści Petera Carey’a, australijskiego prozaika nagrodzona w roku 1988 prestiżową nagrodą literacką Man Booker Prize. Kolejną otrzymał trzynaście lat później za powieść „Prawdziwa historia Nedda Kelly’ego”. A są to powieści tak różne, że czasami trudno uwierzyć, że wyszły spod ręki tego samego autora, choć obie łączy historia Australii.

„Oskar i Lucynda” to opowieść której tłem jest wiktoriańska Anglia i Australia. Historia Oskara Hopkinsa, anglikańskiego duchownego i Lucyndy Leplastrier, młodej dziedziczki fortuny, którą zyskała po śmierci rodziców. I dość dziwni to bohaterowie, których zachowanie i sposób życia zupełnie nie mieści się w ramach ówczesnych kanonów społecznych. Ona – kobieta, która realizując swoje pasje i marzenia pragnie być traktowana na równi z mężczyznami i On – pełen fobii i lęków, kompletnie nie odnajdujący się w rzeczywistości. I oboje połączeni namiętnością do hazardu. Spotykają się na statku płynącym do Nowej Południowej Walii, pełni wiary w odmianę swojego losu.

Peter Carey przyjmując dla swojej historii formę XIX wiecznej powieści postawił przed czytelnikiem nie lada wyzwanie. Bo mimo wielu wątków niezwykle zajmujących, jak choćby wyobcowanie bohaterów, odrzucanie przez nich wszelkich konwenansów skutkujące odrzuceniem ich przez społeczność, czy też przekrój społeczny wiktoriańskiej Anglii i kolonialna przeszłość Australii, jest to miejscami opowieść dość nudnawa, rozwlekła a miejscami nużąca.

W 1997 roku australijska reżyserka Gillian Armstrong, na podstawie powieści nakręciła obsypany nagrodami film pod tym samym tytułem w którym główne role zagrali Cate Blanchett i Ralph Fiennes. Nie po raz pierwszy okazuje się, film jest zdecydowanie lepszy od swojego literackiego pierwowzoru.

„Oskar i Lucynda” to pierwsza z powieści Petera Carey’a, australijskiego prozaika nagrodzona w roku 1988 prestiżową nagrodą literacką Man Booker Prize. Kolejną otrzymał trzynaście lat później za powieść „Prawdziwa historia Nedda Kelly’ego”. A są to powieści tak różne, że czasami trudno uwierzyć, że wyszły spod ręki tego samego autora, choć obie łączy historia...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

521 użytkowników ma tytuł Oskar i Lucynda na półkach głównych
  • 370
  • 144
  • 7
85 użytkowników ma tytuł Oskar i Lucynda na półkach dodatkowych
  • 54
  • 9
  • 6
  • 4
  • 4
  • 4
  • 4

Inne książki autora

Peter Carey
Peter Carey
Jest dwukrotnym laureatem nagrody Bookera, którą uhonorowano jego powieści „Oskar i Lucynda” oraz „Prawdziwa historia Neda Kelly’ego”. Jego ostatnia powieść, „Parrot i Olivier w Ameryce” znalazła się na krótkiej liście książek nominowanych do nagrody Man-Booker Prize for Fiction, dostała się również do finału nagrody National Book Award. Peter Carey został także uhonorowany nagrodami Commonwealth Prize oraz Miles Franklin Award. Pisarz urodził się w Australii, lecz od dwudziestu lat mieszka w Nowym Jorku.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dom i  jego głowa Ivy Compton-Burnett
Dom i jego głowa
Ivy Compton-Burnett
O tym, ile upokorzeń da się znieść, jeśli nagrodą za nie mogą być pieniądze. Głównym tematem książki jest w zasadzie życie rodzinne i szereg wielu dramatycznych wydarzeń będących tej rodziny udziałem. Mamy tu despotycznego, humorzastego ojca i całkowicie mu uległą matkę, pozbawioną niemalże własnej tożsamości. Oprócz tego są też dwie dorosłe już córki, których charakter wydaje się być odbiciem osobowości rodziców w nieco złagodzonej postaci - jedna jest twarda i cięta jak ojciec, ale nie dorównująca mu stanowczością, druga jest delikatna jak matka, ale nie aż tak bezwolna jak ona. Wśród ważniejszych postaci jest jeszcze bratanek pana domu - birbant, cieszący się dosyć powszechną sympatią ze względu na dużą dozę uroku osobistego. No i są jeszcze sąsiedzi - ukrywający wścibskość, dwulicowość i radość z cudzego niepowodzenia za fasadą form i konwenansów. Pod względem treści jest to dość ciekawe. Ale treść to nie wszystko. Najlepszą rzeczą w tej książce jest to, że ona się kiedyś kończy. Matko sałatko, jakie to jest ciężkie, toż to jest jakaś stutonowa literatura dla koneserów przez najgigantyczniejsze, najbardziej wytłuszczone, podkreślone wężykiem K, bez doktoratu nie podchodź. Gdyby czytanie tej książki przyrównać do jakiejś fizycznej czynności, to najtrafniejsze byłoby chyba chodzenie w kieracie. Albo orka na ugorze. Mamy tu non stop dialogi, w których pod kurtuazyjną formą często kryje się jadowita treść, a używane słowa niemal zawsze niosą w podtekście bazylion innych ukrytych znaczeń. Przy czym dialogi te przeskakują zarówno w czasie jak i przestrzeni (często właściwie nie wiadomo, gdzie akurat toczy się akcja) zupełnie swobodnie bez żadnego zasygnalizowania; podobnie osoby uczestniczące w rozmowach - to się pojawiają, to znikają, zupełnie znienacka. I to nie jest tak, że autorka ma problemy z pamięcią krótkotrwałą i nie ogarnia, co jej się w książce dzieje - to jest ewidentnie zamysł celowy. Wiadomo, że literatura wysoka charakteryzuje się głównie tym, żeby nie było wiadomo o co chodzi, bez tego nie ma artyzmu. I tak, przemawia przeze mnie teraz niesprawiedliwa złośliwość i zgorzknienie, bo umęczyłam się jak dziki osioł, a zrozumiałam z tego może połowę przy optymistycznych rachunkach i mam poczucie, że kompletnie nie było warto. Za wysokie progi na moje plebejskie nogi.
niedź - awatar niedź
ocenił na 6 7 miesięcy temu
Anglicy na pokładzie Matthew Kneale
Anglicy na pokładzie
Matthew Kneale
„Anglicy na pokładzie” to jedna z tych książek, które wciągają od pierwszej strony i nie pozwalają się oderwać aż do samego końca. To prawdziwa perła współczesnej literatury, w której historia, przygoda i doskonałe pióro autora splatają się w zachwycającą całość. To, co najbardziej urzeka w tej powieści, to niezwykły styl narracji – plastyczny, dynamiczny i jednocześnie pełen literackiej finezji. Autor z wyjątkową lekkością prowadzi czytelnika przez meandry fabuły, kreśląc fascynujący świat XIX-wiecznych podróży morskich i wielkich ambicji. Język jest bogaty, ale nieprzytłaczający, co sprawia, że historia pochłania nas bez reszty. Nie sposób też nie docenić wspaniale sportretowanych bohaterów – pełnych życia, autentycznych, wyrazistych. Każda postać, nawet drugoplanowa, została obdarzona unikalnym charakterem, dzięki czemu mamy wrażenie, jakbyśmy sami podróżowali wraz z nimi. Ich losy przejmują i intrygują, a relacje między nimi budują emocjonalne napięcie, które nieustannie napędza akcję. Fabuła książki to prawdziwy majstersztyk – pełna zwrotów akcji, intryg i dramatycznych momentów, które trzymają w napięciu do ostatnich stron. To opowieść nie tylko o wielkiej podróży, ale także o ludzkich ambicjach, marzeniach i walce z przeciwnościami losu. Na uwagę zasługuje również przepięknie przedstawiony kontekst historyczny. Autor z niezwykłą dbałością o detale oddaje realia epoki – zarówno jeśli chodzi o technologię żeglugi, społeczne konwenanse, jak i ducha przygody, który napędzał XIX-wiecznych odkrywców. Nie jest to sucha lekcja historii, lecz pełna emocji podróż w czasie, która pozwala zanurzyć się w tamtym świecie i doświadczyć go niemal na własnej skórze. Podsumowując, „Anglicy na pokładzie” to książka, którą czyta się jednym tchem. To fascynująca opowieść, w której znakomita narracja, doskonale wykreowani bohaterowie i wartka akcja tworzą literacką ucztę dla każdego miłośnika świetnej prozy. Gorąco polecam – to jedna z tych powieści, które na długo zostają w pamięci!
lis_bagienny - awatar lis_bagienny
ocenił na 9 1 rok temu
Zagubiona dzielnica Patrick Modiano
Zagubiona dzielnica
Patrick Modiano
„Zagubiona dzielnica” nie jest powieścią oryginalną w treści. Jest to jedna z wielu książek o proustowsko-psychoanalitycznych paradoksach grzebania we własnej przeszłości. O tym, że aby zbudować most między przeszłością a teraźniejszością, przeszłość trzeba zostawić. Jednak, aby móc o niej zapomnieć (w sensie metaforycznym), trzeba ją sobie przypomnieć (w sensie dosłownym). Aby zostawić coś za sobą, najpierw trzeba choć raz w sposób wyczerpujący do tego powrócić. Aby odbyć tę podróż w sobie, trzeba odbyć ją również w przestrzeni. To zajmuje głównego bohatera – to i nic więcej – a autor wysyłając go w tę podróż zdaje się pisać potrójny list miłosny. Do Paryża, do post-dekadenckiego stylu życia i do… „Wielkiego Gatsby’ego” Francisa Scotta Fitzgeralda. O tak! Podobieństw do amerykańskiego klasyka jest tu bez liku. Główny bohater przy użyciu pióra (a jest pisarzem) zabiera nas w sentymentalną podróż do przeszłości – wspomina grupę towarzyską, w otoczeniu której wkraczał w dorosłość, ludzi którym pozycja społeczna pozwalała zamienić życie w apoteozę beztroski. Imprezy, miłości ‘nieskażone’ wiernością, nocny Paryż pierwszej połowy lat 60-tych. Podobnie jak w „Gatsbym” majętność bohaterów oświetlona jest reflektorem, pochodzenie majątków skryte zaś w cieniu niedopowiedzeń (wybaczcie metaforę, ale bardzo filmowa to powieść…). A najróżniejszych cieni tu nie brakuje – mam na myśli zarówno ten rozlewający się wokół przyćmionych świateł paryskich salonów, sypialni i hotelowych pokoików, jak i ten drugi, pachnący śmiercią, który rozpościera się nad ‘życiem jakby jutra nie było’. I mamy nawet odpowiednik samego Gatsby’ego. Lucien Blin, spoiwo całego towarzystwa, heros swojej epoki, od tytułowego bohatera Fitzgeralda o tyle różny, że jeszcze bardziej legendarny, bo i we wspomnieniach głównego bohatera jedynie wspominany przez innych. Ale jest też podobieństwo formalne – podobny poziom skupienia na gestach, manierach, rodzące bardzo żywe obrazy opisy sytuacji towarzyskich. Cały długi akapit o podobieństwach do innej powieści? Niech będzie to jednocześnie zarzut o wtórność i komplement. Ale wszystko to tyczy się drugiej części powieści – trochę inna jest pierwsza. Nim bohater zdobędzie się na ‘wejście do wehikułu czasu’, poznajemy go w jego teraźniejszości. Przybywa po latach do Paryża i mierzy się z pozostawionym przed laty miastem. Ciekawie jest to zrobione. W ulicach miasta odbija się psychiczny stan bohatera, a wieczna noc potęguje oniryczną atmosferę. Turyści niczym mary z cudzego snu przemykają z miejsca na miejsce, przeszkadzając bohaterowi w próbach odnalezienia siebie sprzed lat, a nieliczne spotkania z ludźmi, którzy wiążą bohatera z przeszłością, nawet w miejscach publicznych zdają się być pozbawione statystów. No i nocna pogoń, a właściwie niepokojąca i nieco surrealistyczna przejażdżka, za białą Lancią Flaminią – zbyt krótka to powieść, by pozwolić sobie na choćby sytuacyjny spoiler, ale zapadł mi w pamięć ten piękny i zarazem smutny symbol zatracenia się w nostalgii aż do poziomu szaleństwa… Tym właśnie jest „Zagubiona dzielnica” Patricka Modiano. Niedługa, wstrzemięźliwa, niekoniecznie oryginalna i odkrywcza, ale doprawdy szlachetna szkoła literackiej nostalgii.
Piotr Skarewicz - awatar Piotr Skarewicz
ocenił na 7 1 rok temu
Mały przyjaciel Donna Tartt
Mały przyjaciel
Donna Tartt
Donna Tartt - trzecia powieść spod jej pióra i trzecia, którą uwielbiam. W sumie do tej pory jakbym miała przedstawić subiektywny ranking, to układałby się on następująco: 1. "Tajemna historia" (10/10 i milion serc); 2. "Mały przyjaciel" (8/10, komentarz zaraz); i 3. "Szczygieł" (jednak najmniej porywający w porównaniu do tych dwóch). Donna Tartt uwielbia rozpocząć z wysokiego C, pokazać niezwykle plastycznie pewną scenę (zabójstwo; wybuch bomby; powieszenie), a potem budować wokół tego mniej lub bardziej mroczną narrację. I tak jest również tym razem. Mała Harriet nie planuje tego, ale poprzez swoją śmiałość - i samotność - wikła się w coraz gęstszą sieć wydarzeń skupionych wokół poszukiwań zabójcy jej brata, Robina. W niesamowicie dziwny sposób splata swoje losy z głównym podejrzanym, prostym i agresywnym człowiekiem, Dannym Ratliffem. Akcji jest dużo i napięcie budowane jest sukcesywnie przez całą powieść. Na mnie duże wrażenie wywarła kreacja głównej bohaterki - małej, niewidzialnej dla otoczenia, a jednak tak centralnej w życiu Danny'ego. W rysowaniu postaci Donna Tartt nie ma sobie równych. :) To, co każe mi odjąć dwa punkty i dla wielu będzie zawodem, to oczywiście zakończenie. Lubię otwarte zakończenia, ale to było aż irytująco otwarte. Jak ktoś widział "Gilmore Girls: a year in life", to wie, o czym mówię. ;) Możemy tylko snuć przypuszczenia, co wydarzyło się dalej i współczuć, szczerze współczuć małej Harriet - a to ostatnie to wynik geniuszu Donny Tartt, która zbyt dobrze skonstruowała świat przedstawiony, żeby chciało się z niego odejść, zwłaszcza w tak boleśnie niedomknięty sposób. A może tak właśnie miało być? Tak w końcu zginął Robin. Pozostawiwszy pustkę i setki pytań.
foxy - awatar foxy
ocenił na 8 5 miesięcy temu
Klaśnięcie jednej dłoni Richard Flanagan
Klaśnięcie jednej dłoni
Richard Flanagan
Cyt.: „Mógłby płakać, ale wierzył, że łzy są dla żywych tym samym, czym kwiaty dla zmarłych: dowodem na daremność uczuć.” Richard Flanagan, „Klaśniecie jednej dłoni” „Klaśnięcie jednej dłoni” to wydana w 1997 roku, trzy lata po prozatorskim debiucie jakim była „Śmierć przewodnika rzecznego” powieść Richarda Flanagana, późniejszego zdobywcy Nagrody Bookera. Te dwie pierwsze powieści w dorobku australijskiego pisarza zostały uznane za jeden z najbardziej zaskakujących i efektownych debiutów australijskiego pisarstwa. „Klaśnięcie jednej dłoni” sprzedało się w Australii w ponad 150 tys. nakładzie. Już w tych pierwszych powieściach Australijczyka widać niezwykłą dojrzałość i wielki talent. „Klaśnięcie jednej dłoni” to opowieść o powojennych europejskich uchodźcach dla których Australia miała się stać ziemią obiecaną. Miała być nowym początkiem, nowym otwarciem życiowego rozdziału dla powojennych tułaczy: Polaków, Niemców, Litwinów, Czechów, Włochów, Słoweńców czy Serbów. A czym się stała? Słoweńskie małżeństwo uchodźców, Maria i Bojan Buloh ze swoją trzyletnią córką Sonią, po długiej tułaczce, trafiają do niewielkiej, zagubionej gdzieś w ostępach Tasmanii osady, w której Bojan dostaje pracę przy budowie zapory wodnej. Pewnego wieczoru 1954 roku, podczas szalejącej śnieżycy Maria wychodzi z domu zostawiając w nim córkę i już nigdy do niego nie wraca. Tak zaczyna się ta niezwykła i przepełniona smutkiem powieść. Próba budowania życia na nowo na gruzach poprzedniego, gdy okazuje się, że ten kraj który miał stać się dla wielu nowym początkiem wcale takim się nie stał. To życie na końcu świata staje się przekleństwem przed którym uciekali. Brak perspektyw, wykluczenie, alkohol, przemoc i praca ponad siły. To jednocześnie niezwykły zapis relacji ojca z córką, pełnej przemocy, braku miłości i zrozumienia. Nielinearna konstrukcja powieści rozpisana na kilka głosów, którą zaproponował Richard Flanagan zmusza czytelnika aby z odkrywanych fragmentów i wydarzeń spróbował wejrzeć w te rodzinne historie, poznając ich tło i motywy. To świetna powieść o trudnych relacjach rodzinnych, o wydarzeniach, które definiują naszą przyszłość, o próbie poszukiwania swojego miejsca na świecie, o potrzebie akceptacji, rozmowy i miłości ale i o ogromnej sile, jaką niesie za sobą wybaczenie. Smutna i przygnębiająca. Kolejna znakomita powieść Richarda Flanagana.
Sławek - awatar Sławek
ocenił na 7 10 miesięcy temu
Te chwile Herbjørg Wassmo
Te chwile
Herbjørg Wassmo
Każdy, kto lubi czytać powinien sięgnąć po tę pozycję. I choć z początku może wydawać się, że to historia niezwykle trudna i bolesna, to jednak z czasem odkryjecie piękno i subtelność, które zawładnie wami. Autorka swoim bohaterom nie nadała imion, co czyni powieść niezwykle osobistą, intymną. Jest ojciec, matka, ona, on, mąż, jest dziecko… Jest też życie składające się z chwil opisanych na przestrzeni wielu lat. Miałem wrażenie, że czytam powieść autobiograficzną opowiedzianą przez główną bohaterkę, która jako dziewczynka została skrzywdzona przez własnego ojca. „Samotność unosi się i znika niczym nadmorska mgła w gorący dzień”. Dużo miejsca poświęca Wassmo właśnie samotności. Samotna żona, matka, nauczycielka, w końcu samotna pisarka u szczytu sławy. Podążamy ścieżkami jej trudnego życia z chwilami zabawnymi, smutnymi, pięknymi i okrutnymi zanurzeni w samotności. Z perspektywy przeżytych przez autorkę wielu lat i zdobytej życiowej mądrości widzimy, że sama miłość nie rozwiązuje tu żadnych problemów. Wręcz przeciwnie rodzi tęsknotę za prawdziwą wspólnotą. Czyż nie pragniemy z czasem dobrego we dwoje i czasu na rozmowy o rzeczach, które coś znaczą. „Szczęście i miłość wydają się tak ulotne, jak coś czego nie można pochwycić, a co zniewolone ulegnie zagładzie”. Długa i trudna jest ta podróż przez życie w powieści Norweżki „Te chwile”. Ciągłe zmaganie się z samą sobą, z ojcem, którego chce się zabić za to co zrobił. Ta wewnętrzna walka potrafi człowieka zahartować, uczynić mocnym w walce ze słabością. Jak już wspomniałem na wstępie w tej powieści ukryte jest piękno, ale aby je dostrzec trzeba ją trawić powolutku z wyczuciem zagłębiać się w naprawdę trudną historię. Nie czytałem poprzednich powieści Herbjørg Wassmo, ale po sposobie pisania wiem, że muszę nadrobić zaległości i przymierzyć się do tego studium trudnej psychiki dotkniętej cierpieniem.
Adam - awatar Adam
ocenił na 8 3 lata temu

Cytaty z książki Oskar i Lucynda

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Oskar i Lucynda