Kosmos

Okładka książki Kosmos autora Katarzyna Szelenbaum, 9788377782897
Okładka książki Kosmos
Katarzyna Szelenbaum Wydawnictwo: G+J Cykl: Wielki Północny Ocean (tom 2) fantasy, science fiction
382 str. 6 godz. 22 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Wielki Północny Ocean (tom 2)
Data wydania:
2013-04-17
Data 1. wyd. pol.:
2013-04-17
Liczba stron:
382
Czas czytania
6 godz. 22 min.
Język:
polski
ISBN:
9788377782897
Średnia ocen

7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Kosmos w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Kosmos

Średnia ocen
7,2 / 10
54 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Kosmos

avatar
88
30

Na półkach:

Znając już nieco styl Autorki, nie spodziewałam się cudów po drugim tomie serii. Jedyne, czego chciałam, to zarysu fabuły. Czy go dostałam?
Cóż, nie jestem pewna. Akcja książki idzie bardzo powolnie i mozolnie do przodu, pojawiły się jednak wzmianki, że fabuła się pojawi i przestanie być schematem "Rin dostaje zadanie - wykonuje je - wszyscy go chwalą - Porucznik jest straszny i okrutny - Rin płacze za matką".
O ile w poprzednim tomie w miarę polubiłam postać Rina, to teraz odniosłam wrażenie, że tutaj jego postać robi kilka kroków w tył, jeśli chodzi o jego charakter i ogólnie postać. Bardzo mi się nie podobała jego reakcja, gdy spotkał się z danymi znajomymi z Zamku. I to wieczne wspominanie, jakim to Rin nie jest dobrym żołnierzem i że będzie dobrym generałem w przyszłości? Biorąc pod uwagę, że jedyne, co chłopak robi, to chodzi za Porucznikiem, wydaje mi się to być bardzo przesadzone.
Cały czas należy się męczyć z tymi przeklętymi trzykropkami, które Autorka chyba uwielbia wstawiać kiedy tylko może, aczkolwiek gdzieś w połowie książki da się je jakoś przełknąć.
Książka jest też ciężka do czytania, nie z powodu swojej treści, ale stylu pisania. Ile razy można wspominać o tym, że każdy, kto nie służy w wojsku, jest robakiem i zasługuje na śmierć? Bądź ile razu dowiemy się o tym, że Porucznik jest Uzdą, a Rin koniem? I tak dalej, i tak dalej...
Podsumowując, książka nie jest cudem, nie nazwałabym jej nawet "dobrą książką". Jedyne, co daje, to nadzieję, że gdzieś w przyszłych tomach pojawi się jakaś fabuła.

Znając już nieco styl Autorki, nie spodziewałam się cudów po drugim tomie serii. Jedyne, czego chciałam, to zarysu fabuły. Czy go dostałam?
Cóż, nie jestem pewna. Akcja książki idzie bardzo powolnie i mozolnie do przodu, pojawiły się jednak wzmianki, że fabuła się pojawi i przestanie być schematem "Rin dostaje zadanie - wykonuje je - wszyscy go chwalą - Porucznik jest...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
3342
2277

Na półkach:

Narracja trochę się snuje i marudzi, ale klimat da się wyczuć między słowami:)

Narracja trochę się snuje i marudzi, ale klimat da się wyczuć między słowami:)

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1848
849

Na półkach: ,

Po prostu uparłam się przeczytać ten cykl. I teraz się z tym męczę. Powieść nawet nie jest kiepska, tylko jakaś taka wydumana, przegadana, niewiarygodna i jeszcze przepełniona okrucieństwem. A to ciągłe wspominanie o ludzkim szlamie...
Ten tom i tak czytało mi się lepiej niż poprzedni. Trochę już przywykłam do tego dziwnego stylu. Dostrzegłam też w powieści jakiś zarys fabuły. Jest nawet trochę informacji o Eskaflonie.
Przede mną jeszcze tylko trzy tomy. Na szczęście dwa ostatnie mam swoje, więc nie będzie mnie poganiał czas jak przy tych z biblioteki. Będę mogła sobie je dawkować po trochu, lub trzymać przy łóżku jako książki do poczytania przed snem. W małych dawkach może będą łatwiej strawne.

Po prostu uparłam się przeczytać ten cykl. I teraz się z tym męczę. Powieść nawet nie jest kiepska, tylko jakaś taka wydumana, przegadana, niewiarygodna i jeszcze przepełniona okrucieństwem. A to ciągłe wspominanie o ludzkim szlamie...
Ten tom i tak czytało mi się lepiej niż poprzedni. Trochę już przywykłam do tego dziwnego stylu. Dostrzegłam też w powieści jakiś zarys...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

174 użytkowników ma tytuł Kosmos na półkach głównych
  • 110
  • 62
  • 2
59 użytkowników ma tytuł Kosmos na półkach dodatkowych
  • 40
  • 8
  • 5
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Obcość Aleksandra Bednarska, Michał Brzozowski, Daria Czyszkowska, Filip Duval, Sylwia Finklińska, Dorota Gdańska, Natalia Kędra, Natalia Klimaszewska, Natalia Kubicius, Marcin Bartosz Łukasiewicz, Krzysztof Marciński, Krzysztof Niedzielski, Marcin Opolski, Aleksandra Paprota, Arkadiusz Pindral, Kamila Regel, Weronika Rogalska, Aleksandra Rybacka, Ewa Ryfun Jakubowska, Tymoteusz Adam Leonard Sokołowski, Katarzyna Szelenbaum, Szymon Szymański, Peter Watts, Sylwia Wełna, Anna Wołosiak-Tomaszewska, Aleksandra Woźniak-Marchewka, Paweł Zbroszczyk
Ocena 7,1
Obcość Aleksandra Bednarska, Michał Brzozowski, Daria Czyszkowska, Filip Duval, Sylwia Finklińska, Dorota Gdańska, Natalia Kędra, Natalia Klimaszewska, Natalia Kubicius, Marcin Bartosz Łukasiewicz, Krzysztof Marciński, Krzysztof Niedzielski, Marcin Opolski, Aleksandra Paprota, Arkadiusz Pindral, Kamila Regel, Weronika Rogalska, Aleksandra Rybacka, Ewa Ryfun Jakubowska, Tymoteusz Adam Leonard Sokołowski, Katarzyna Szelenbaum, Szymon Szymański, Peter Watts, Sylwia Wełna, Anna Wołosiak-Tomaszewska, Aleksandra Woźniak-Marchewka, Paweł Zbroszczyk

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Saga o Rubieżach. Tom 1 Liliana Bodoc
Saga o Rubieżach. Tom 1
Liliana Bodoc
"Kto twoim zdaniem jest większy: Śmierć czy Nienawiść?" Takie pytanie usłyszała jedna z bohaterek tej powieści i na to pytanie musiałam sobie ostatecznie odpowiedzieć również ja. Między innymi po to została napisana. Gdyby to pytanie Śmierć, nazywana również Pomroką, zadała na początku kreślonej historii, bez namysłu, machinalnie odpowiedziałabym – Oczywiście, że śmierć! Jednak ono padło pod jej koniec i moja odpowiedź brzmiała już inaczej – nienawiść. Przekonała mnie o tym ta opowieść o walce dobra ze złem. Pozornie tylko powieść fantastyczna, ale z epickim rozmachem i charakterem, ukazująca odmiennie pojmowaną rolę śmierci w odwiecznym porządku świata. Pełnioną z godnością i sprawiedliwością, by nowym istnieniom przygotować miejsce, usuwając stare u kresu ich dni. Była jak zima, której konieczność i pożyteczność istnienia doceniało się po przyjściu wiosny. Jej równą miarę traktowania świata może odebrać tylko nienawiść, zamieniając śmierć w eksterminację. Historia, którą stworzyła autorka, ukazuje taki właśnie proces, w którym nienawiść odziera śmierć z godności, przejmując władzę i wprowadzając nowy porządek. Gdzieś w mitycznej krainie Żyznych Ziem (uwielbiam te wprowadzające do fabuły mapki!),jej mieszkańcy czuli zbliżające się zmiany, zapowiadane przez Wielkich Astronomów. Ich czarownicy zauważali znaki zbliżającego się zła, postanawiając zjednoczyć wszystkie plemiona w jedną siłę, w przymierze nazywane Bractwem Jelenia. Wspólną moc mogącą przeciwstawić się nadciągającemu Misainesowi, synowi Śmierci, Wiecznej Nienawiści, który grozą przerażał nawet własną matkę. To dlatego pierwszy tom tej powieści nosi tytuł Dni Jelenia, w której narrator zewnętrzny buduje świat szczęśliwych ludzi z niepokojem obserwujących nadchodzące zagrożenie, kładące kres jego istnieniu, by w drugiej części Dni Pomroki, ukazać jego powolną destrukcję i rozpad wraz z pojawieniem się coraz liczniejszych poddanych Misaianesowi, omamionych obietnicą bogactw i skuszonych władzą. Zdrada wśród plemion Jelenia stała się z czasem taką samą plagą jak szerzone choroby, cierpienie i chaos wśród ludzi i zwierząt Żyznych Ziem. A wszystko opowiedziane dwoistym znaczeniowo językiem baśni, w której magia, ta dobra i zła, zmieniała bieg wydarzeń, przemieniała serca i ciała, zmieniała pragnienia, wpływała na losy ludzi i przyszłość ich świata. Rzeczywistości wypełnionej magami, czarownikami, wojownikami, różnorodnością plemion, spersonifikowanymi archetypami śmierci i nienawiści zaczerpniętymi z mitów i legend kultury prekolumbijskiej oraz aspektami historycznymi krajów Ameryki Łacińskiej. Stworzonej słowami ujętymi w metaforach, parabolach, porównaniach, dźwięczącymi w niedopowiedzeniach, ukrytymi pod osłoną innego pojęcia, odkrywającymi nowe znaczenie czy nadającymi odmienne brzmienie. Brzmiące czasami w swojej enigmatyczności jak czarujące mnie zaklęcia. To dlatego tę opowieść można traktować dwojako. Wprost jako nietypową opowieść fantastyczną lub ukrytą w niej, opowiedzianą na nowo, historię podboju przez Europejczyków, Ameryki Łacińskiej. Przy czym smakowanie jej kunsztu snucia z wplecionymi elementami historii (nadciągające drogą morską przepowiedziane zło, plaga nowych, śmiertelnych dla tubylców chorób, nieznana indiańskim plemionom broń palna, nienawiść najeźdźców wprowadzających nowe rządy i wiele, wiele innych) wzrasta wraz z posiadaną wiedzą historyczną i kulturową. Boje się, że ze względu na płynącą stąd hermetyczność sagi, polski czytelnik może jej piękna i mądrości nie tyle nie docenić, co w ogóle nie dostrzec, przypinając jej łatkę nudnej. To dlatego czytałam te dwie części sagi powoli, z zacięciem detektywa, poszukiwacza ukrytych przesłań, smakosza kunsztu operowania słowem i finezji budowania obrazów. Często przystawałam, smakując treść i brzmienie pustej komnaty ze zdruzgotaną duszą, ignorancji brzmiącej jak darcie pergaminu czy wzroku, w którym umierało całe morze. To tylko kilka przykładów, z których składa się niemal cała książka! Nie mogłam czytać jej szybko z jeszcze jednego powodu. Biorąc ją do ręki, miałam wrażenia cofania się do czasów dzieciństwa, w którym czytano mi bajki na dobranoc mające po pewnym czasie moc spowalniania tętna, rozleniwiania umysłu, zwiększania ciężaru krwi w żyłach i opadania powiek. Tak, tak – były momenty, kiedy ta terapeutyczna (wyciszająca) funkcja opowieści dopadała i mnie. Dawno nie czytałam powieści, która miałaby na mnie tak uspakajający wpływ. Rozmach epicki sagi uczynił z niej opowieść z przewagą opisów, brakiem pierwszoplanowych, rozbudowanych wątków (miłość, intryga) pobudzających niecierpliwość odwracania kolejnej kartki, wielość i zmienność bohaterów, z którymi nie mogłam się związać na dobre i na złe (to dlatego ich nie przedstawiam i nie wymieniam ich imion),brak elementu tajemnicy i zaskoczenia, które wyjaśniał usłużnie narrator, zanim cokolwiek zarysowało się na horyzoncie, jawność fabuły, sprawiając, że… usypiałam z książką w ręku. Nareszcie zrozumiałam, dlaczego opowiada się bajki dzieciom na dobrą noc i sen. Ratowałam się kawą. Wypiłam jej hektolitry, bo było warto zagłębić się w ukryty świat kultury prekolumbijskiej i zrozumieć myślenie ówczesnych plemion indiańskich. A przede wszystkim ujrzeć na nowo kontekst śmierci i nienawiści, który przetasował je w moim systemie wartości, chociaż wymagało to ode mnie pewnego wysiłku. To nie śmierć sama w sobie jest zła, ale kierująca nią nienawiść, doprowadzająca do rzezi. I w tym przesłaniu tkwi ponadczasowość tej trylogii, której trzecia i ostatnia część będzie nosiła tytuł Dni Ognia. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na64 lata temu
Królewski wygnaniec Fiona McIntosh
Królewski wygnaniec
Fiona McIntosh
Koalicja Denova - luźna konfederacja królestw skupiona wokół najpotężniejszego z nich Królestwa Penraven - zostaje zaatakowana przez hordę barbarzyńców pod wodzą Loethara. Barbarzyńcy podbijają kolejne królestwa, które kiedyś uważały ich za niegroźnych. Do zdobycia pozostaje Penraven rządzone przez władców z rodu Valisarów. Kiedy barbarzyńcy atakują stolicę Penraven, jedynemu pozostałemu przy życiu Valisarowi udaje się uciec. Musi on jednak uważać, bo Loethar nie spocznie dopóki ostatni z Valisarów nie umrze. Fabuła ,,Królewskiego Wygnańca" jest pełna znanych motywów (tyran podbijający kolejne królestwa, żądny zemsty książę, okrutni barbarzyńcy),jednak jest w niej też wiele momentów, w których jesteśmy zaskoczeni obrotem spraw. Po zakończeniu książki mamy dużo pytań co stanie się dalej. Widać, że jest pierwsza część trylogii. Nie ma w niej dużo akcji, jednak dzieje się w niej dużo ze strony politycznej. Fabułę obserwujemy z perspektywy kilku postaci. Najważniejszą z nich jest Leo, książę Penraven. Los się z nim nie oszczędza i w ciągu kilku dni traci prawie wszystkich bliskich. Pozostaje mu jedynie jego przyjaciel i obrońca Gavriel. Leo jest postacią, którą polubiłem. Chociaż po śmierci ojca zostaje królem nie wywyższa się nad osobami, które mu pomagają. Jego przyjaciel, Gavriel, stracił swojego ojca, jednak wspiera młodego króla jak może. Razem uciekają z zamku i przemierzają królestwo w poszukiwaniu schronienia. Loethar jest postacią bardzo brutalną. Jest bezwzględny wobec swoich wrogów (królewskich dynastii, a szczególnie Valisarów),ale potrafi okazać łaskę. Za wszelką cenę chce zabić Leo, bo wie, że jest on symbolem nadziei dla ludzi. Jest on postacią intrygującą. Nie znamy do końca motywacji, które nim kierują, jednak z wielką ciekawością poznawałem jego przeszłość. W jego wątku najważniejsza jest polityka. Wątki Clovisa i Freatha są ze sobą splecione przez prawie cała książkę. Clovis jest Obdarowanym - osobą posiadającą jakieś magiczne moce. Potrafi przewidywać przyszłość. Razem ze swoim przyjacielem Kirinem (też Obdarowanym) zostają sługami Freatha. W ich wątku nie pojawia się dużo magi, jednak jest ona bardzo ważna. Freath, były sługa rodu Valisarów, teraz służy Loetharowi. W wielu momenach jego wątku zaskoczyłem się. Świat przedstawiony w książce jest bardzo ciekawy. Z każdym rozdziałem poznajemy coraz więcej z jego historii, geografii, kultury itd. Magii nie jest dużo, ale jeśli się pojawia jest bardzo ważna. Nie do końca wiemy jak działa i jakie są ograniczenia postaci się nią posługujących (oprócz jednej). Podsumowując fabuła ,,Królewskiego Wygnańca" jest bardzo intrygująca. Na początku może wydawać się, że wiemy jak to się skończy, ale okazuje się, że nie mieliśmy racji. Postacie są ciekawe - szczególnie główny antagonista Loethar. Jestem ciekawy jak fabuła rozwinie się dalej w drugiej części trylogii. Mogę polecić tę książkę innym. Jest to moja pierwsza recenzja książki, więc przepraszam za wszelkie błędy. Mam nadzieję, że nie jest napisana chaotycznie i dzięki niej ktoś zdecydował się na przeczytanie ,,Królewskiego Wygnańcy", bo zdecydowanie warto.
wyvern_books - awatar wyvern_books
ocenił na82 lata temu
Magia krwi Anthony Huso
Magia krwi
Anthony Huso
Od początku byłam sceptycznie nastawiona do tej książki. Sądziłam, że polegnę po kilku stronach i oddam "Magię krwi" komuś, kto jest przyzwyczajony do tego typu fantastyki. Jednak okazało się, że książka Anthony'ego Huso była dla mnie wielką niespodzianką. Autor wprowadził kilka elementów, które sprawiają, że ta książka nie jest taka schematyczna. W tym wypadku chodzi mi o sposoby pozyskiwania jedzenia, metody wysyłania wiadomości oraz nowe wynalazki, które niekoniecznie sprawiają, że ludzkość rusza do przodu. Warto też wspomnieć o tytułowej magii krwi, która została przedstawiona w naprawdę krwawy sposób. W tej książce pojawiły się tak charakterystyczne i brutalne motywy, że moja ocena wzrosła. Gdyby nie one, "Magia krwi" otrzymałaby noty 5-6/10. Plusem tej pozycji jest też wątek romantyczny, który nie wysuwa się na pierwszy plan. Mam słabość do motywów miłosnych konstruowanych przez mężczyzn, bo one nie są przerysowane. Powinnam też coś napisać o wadach "Magii krwi". Główną jest to, że występuje za wiele postaci. Skończyło się na tym, że nawet nie starałam zapamiętać pewnych imion i skupiłam się na kilku najważniejszych. Co więcej miałam wrażenie, że cała ta książka to lekki przerost formy nad treścią. Za mało konkretów jak na 650 stron. Reasumując, ocena tej książki wahała się pomiędzy 6 a 7. Postanowiłam jednak dać tę wyższą notę, ze względu na błyskotliwe pomysły autora.
Chodząca-Parodia - awatar Chodząca-Parodia
oceniła na79 lat temu
Strażnik Podłego Miasta Daniel Polansky
Strażnik Podłego Miasta
Daniel Polansky
W Podłym Mieście faktycznie wszystko było podłe – brzydkie dzielnice, wypaczona moralność, zdeformowani fizycznie oraz psychicznie mieszkańcy i ich życie w nim. Wynaturzony świat dystopii po Wielkiej Wojnie i epidemii zarazy, które zdziesiątkowały ludzką populację, odbudowywał się bardzo powoli. Patronat nad bezpieczeństwem miasta i kraju Trzynastu Ziem roztaczał Żuraw. Najzręczniejszy mag, filantrop i opiekun mieszkający w Orlim Gnieździe. W wieży symbolizującej, "że pozostała jakaś część świata nieskalana przez smród i szczyny. Jedyne miejsce, którego ludność nie starała się doprowadzić do ruiny". Poza nim spokoju i względnego porządku prawnego w mieście pilnowali, trochę już mnie kochani przez mieszkańców, strażnicy i agenci Korony. Przedstawiciele Królowej i Patriarchy zwani złośliwie zmarzlakami, chłodnymi, bałwanami lub szarymi diabłami. Ci pierwsi byli od pospolitej roboty. Tych drugich wzywano do poważniejszych spraw niż utopiony w kałuży pijak lub zadźgany w zaułku ćpun. W mieście, gdzie o wpływy walczyły gangi, "młodociane rzezimieszki wypatrywały ostrym jak sztylety wzrokiem nieroztropnych kupców i arystokratów, sterane prostytutki z porannej zmiany bez entuzjazmu kusiły przechodniów", w licznych knajpach można było kupić każdy narkotyk, pod murami stali alfonsi i skrytobójcy czekający na zlecenie, a niepokalane dziecko można było kupić od handlarza niewolników za pięćset ohr, agentów Korony wzywano tylko do wyjątkowych spraw. Tym razem był to trup małej dziewczynki. Pierwszego i, niestety, nie ostatniego zamordowanego dziecka w tym podłym mieście, które nie wpisywało się w schemat zwykłego morderstwa. Odkryto bowiem na nich ślady, a raczej specyficzny zapach i skutki działania magii. Czarnej magii. Zakazanej przez władze i przed którą bronił ludność Żuraw. Pierwszym, który to odkrył, był Opiekun. Główny bohater powieści. Były agent Korony, a obecnie handlarz narkotyków, ćpun i gruba ryba wśród przestępców, ale nadal z instynktem i umiejętnościami najlepszego agenta, jakim kiedyś był. Jego były przełożony nie zapomniał o tym, każąc wybierać mu między oskarżeniem go o dokonanie zabójstwa a podjęciem się wykrycia faktycznego sprawcy. Stawką w grze okazało się jego życie. Autor, wpisując intrygę kryminalną i dochodzenie detektywistyczne w świat fantastyki, w którym główny bohater nie boi się zabić, kiedy uważa to za konieczne, działa na podstawie metody nielegalne i niezgodne z zasadami, mając za sobą jednocześnie prawne poparcie Korony, stworzył brutalny, odpychający, bezwzględny świat przestępców, który jednocześnie poprzez swoją brzydotę uczynił intrygującym i pociągającym w swojej nieprzewidywalności. Jedyną pewną wartością było zło i jeśli wydawało mi się, że jest inaczej, to tylko mi się tak wydawało do pierwszej zdrady przyjaciela, do kolejnego zawodu w toczącej się sprawie, do uczucia miłości zamieniającego się w nienawiść, a przyjaźń we wrogość. Optymizm gaszony przez rozwój wypadków zupełnie jak w realnym życiu, nieustanna walka dobra ze złem, w której wygrywało najczęściej to ostatnie, czynił z tej powieści, pomimo występującej w niej magii, bardzo realną i bolesną rzeczywistość. Miasto pozostało prawdziwie podłe do końca. Ropiejący wrzód w całej swojej rozciągłości – jak zauważył Opiekun. Nawet zakończenie nie pozostawiło mi cienia nadziei na optymizm, że w następnych częściach trylogii, będzie lepiej i piękniej. I bardzo dobrze! I bardzo mnie to cieszy! Bo właśnie tak turpistycznie odmalowany świat przyciągał moją uwagę, jak magnes. Kusił, by do niego zaglądać wraz z naćpanym Opiekunem, który był lepszym zabójcą niż detektywem. Krążyć po śmierdzących rynsztokiem uliczkach, zaglądać do domów płatnej rozkoszy, siadać przy barze z ludźmi o twarzach masochistów i od czasu do czasu wejść na cuchnące zgnilizną moralną salony arystokratów, "znudzonych błękitnokrwistych, którzy chcieli zamienić część odziedziczonego bogactwa na wywołaną za pomocą alchemii szczęśliwość". Podłe miasto, podła rzeczywistość z jeszcze bardziej podłymi jego mieszkańcami, w którym przeżyłam cudownie podłe chwile. Przyjemnie gorzka odtrutka na słitaśne powieści. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na74 lata temu
Smocza droga Daniel Abraham
Smocza droga
Daniel Abraham
Jeśli podobał Wam się klimat Drogi Królów Sandersona, to Smocza droga będzie dla Was świetną rozrywką. Ja uważam, że to dobra, złożona, zaskakująca opowieść o władzy, dojrzewaniu, kształtowaniu postaw i życiowych wyborach. Fabuła osadzona jest w czasach, które możemy określić jako średniowiecze – to fantastyka, a nie powieść historyczna, dlatego nie pokuszę się o stwierdzenie, że to jest w ogóle jakaś konkretna epoka. Mamy więc rycerzy, królów, magów, ciężki sprzęt, prymitywne narzędzia, i wszędzie, gdzie chcemy się dostać, podróżujemy konno (a wędrówki jest tam dużo). Powieść zaczyna się od czwórki bohaterów – na początku nie mających ze sobą nic wspólnego, ale ich losy szybko splata wojna Wolnych Miast z Rozdartym Tronem. Sądzę, że właśnie bohaterowie są siłą tej powieści – oni nadają charakter zdarzeniom. Zatem nie będę się o nich rozwodzić, żebyście mogli sami odkryć ich historię. Powiem kilka zdań o mojej ulubionej bohaterce – Cithrin. Poznajemy ją jako sierotę wplątaną w proceder przemytu skarbu przez strefę działań wojennych, żeby ustrzec je przed grabieżą i pozostawienie krainy bez środków. Cithrin robi to, ponieważ jest własnością banku, opiekują się nią władze głównego skarbca jednego z królestw. W toku całej powieści Cithrin dorasta, napotyka na swej drodze różnych ludzi, z których czerpie życiową naukę i siłę. Oczywiście nie ma ideału – spotyka nie tylko tych dobrych i tylko tych miłych… ale każde z tych spotkań jest ważne i niesie ze sobą konsekwencje. Bardzo mi się podobało, w jaką stronę ewoluowała dziewczyna i jak autor ją opisał w „dorosłym życiu”. W tle losów Cithrin trwają przygotowania do wojny – chociaż nikt sytuacji nie traktuje jako groźną, mimo że gęsto w powietrzu. Ciekawie Abraham pokazuje nam wymyślony przez siebie świat – widać, że nie poznajemy wszystkich zakamarków, ale to, jak przechadzamy się po tej krainie daje nam spore wyobrażenie z czym mamy do czynienia. Bardzo podobało mi się jak potraktowana jest w powieści smocza droga – jest swoistym jedwabnym szlakiem, który z różnych powodów jest ważny dla fabuły. Technicznie książka jest podzielona na rozdziały, które zatytułowane są imionami bohaterów, których losy w danym momencie śledzimy – raz, że akcja dzieje się w różnych miejscach; dwa, że każdy z bohaterów ma swoją funkcję i znaczenie dla historii. Podobało mi się to, bo dzięki tej różnorodności postaci można łatwo się utożsamić z ich postawami. Książkę czyta się szybko – ilość bohaterów pozwala na swobodne śledzenie akcji bez obaw, że zgubimy się gdzieś po drodze. Wydarzenia nie galopują w zawrotnym tempie, aczkolwiek dzieje się sporo. Świat przedstawiony też nie zabija ilością nazw, krain, etc., do tego dość łatwo poruszać się po mapie umieszczonej na początku książki. Powieść jest godna polecenia, chociaż mistrzostwem świata nie jest – niektóre sceny są przegadane, przekombinowane i trudno mi było przebić się przez nie bez zmęczenia. Jedna z kluczowych postaci z kolei potraktowana jest w zbytnim uproszczeniu – ponieważ od początku widzimy do czego zmierza autor opisując jej losy. Mimo to chciałabym znać koniec całej serii, bo jednak końcówka tego tomu bardzo mi się podobała i myślę, że warto dać jej szansę.
fmds - awatar fmds
ocenił na65 lat temu
Kwiat paproci Dominik Sokołowski
Kwiat paproci
Dominik Sokołowski
Trafiłem w bibliotece na trylogię „Kroniki Arkadyjskie” Dominika Sokołowskiego, historyka z wykształcenia i pasjonata książek fantasy, oraz debiutującego pisarza. W takim przypadku ryzyko zawsze istnieje czy warto się książką zainteresować. Ja wziąłem książeczki do ręki i zabrałem się za czytanie pierwszego zatytułowanego „Kwiat paproci”. Mamy tutaj w książce fantasy historyczne realia średniowiecznego Konstantynopola. Stolicą tysiącletniego Imperium Arkadyjskiego jest Chrystopolis, motyw religii Sotera jest dosyć ciekawie, szczegółowo pod katem funkcjonowania instytucji kościelnych, duchownych, zakonów, inkwizycji, ale nawet teologii jest dość szczegółowo rozpracowany. Wiemy, że imperium jest w stanie rozkładu, budżet państwa świeci pustkami. Władzę cesarską zdobyta została na skutek zamachu, zamordowano regentkę Eirene. Władzę przejął dowódca legionów Nikeforos, który dobrze przeprowadził kampanię wojenną barbarzyńcami. To jest znane bardziej z historii starożytnego Rzymu. Zamach się powiódł nowy cesarz przejał władzę, ale jak to bywa jest jakieś ale… Przeżył legalny następca tronu na tą chwilę Isaksios ma 6 lat. Ale wierny centurion, oficer legionu, Lamignat zabrał chłopca i ukrył gdzieś po za granicami imperium. Chłopak przeżyl, minęło 10 lat i młody następca, ma zamiar odebrać uzurpatorowi swoje i odzyskać tron, który należał do jego ojca Andronikosa, potem władzę sprawowała w jego imieniu jego matka Eirene. Wtedy zaczyna się akcja. Ciekawostką jest, że to uniwersum jest bardzo bogate mapa przypomina do złudzenia Europę, spory kawałek Azji i Afryki, i tych lokacji gdzie ma miejsce akcja jest naprawdę sporo. A to jest dobry prognostyk na kolejne dwa tomy. Wątkow jest sporo najciekawszy jest motyw Isaksiosa, któremu po 10 latach pobytu na bezpiecznym odludziu znudziło się i doszedł do wniosku, że władzę trzeba odzyskać. Powrót do Chrystopolis jest ciekawy, z przygodami, chociażby rozprawienie się ze smokiem Draugiem. W końcu bez smoków trudno sobie wyobrazić dobrą fantasy i autor o tym wie. O dziwo, mimo, że kościół działa prężnie mamy pełno magów i co niektórzy dobrze żyją z hierarchią i dobrze służą sprawie Sotera. Ciekawą bohaterką jest młoda kobieta Michelle, która została szpiegiem inkwizycji i miała wyznaczone zadanie, trafiła w szeregi pewnej groźnej sekty i miała donieść szefowi Inkwizytorium co oni za szatańskie spiski wymyślają. Ciekawych jest jeszcze kilku, akcja dzieje się też nie tylko w stolicy, na obrzeżach imperium, ale też w całkiem odległych krajach tego uniwersum. Pod koniec imperium szykuje się wojna z Laszkią. Autor w dobrym momencie zakończył ten pierwszy tom, czytelnika interesuje jak się poukładają losy bohaterów, wszystkich intryg politycznych, no i całego uniwersum. Klimat książki jest dość mroczny, a w dodatku rozchodzi się o jakieś przepowiednie dotyczące końca świata. I to co się dzieje w książce zdaje się te teorie potwierdzać. Odnosi się to mentalności średniowiecza, że ludzie żyli w przeświadczeniu, że kres czasów jest bliski, a różne zjawiska, przyrodnicze, cykliczne epidemie, przepowiednie zdawały się te koncepcje potwierdzać. Ciekawe co będzie w tym cyklu w tej materii. Czytelnik po lekturę pierwszego tomu nie ma wątpliwości, że warto kolejne tomy czytać. Książka jest fascynująca. Autor w sposób interesujący wykreował swoich bohaterów, jest ich wielu, bardzo różnych i to sprawia, że książkę „Kwiat paproci” dobrze się czyta i zaraz zabieram się za lekturę kolejnych tomów trylogii. Książka jest ciekawa. Polecam.
Krzysztof Baliński - awatar Krzysztof Baliński
ocenił na76 lat temu
Władca wilków Juraj Červenák
Władca wilków
Juraj Červenák
Z tej racji, że książką Juraja Cervenaka uporałem się dosyć szybko w ramach misji z literaturą słowacką w marcowym (03.2020 r. ) edycji wyzwani czytelniczego Book Trotter, uznałem, że warto czytelników zapoznać również z drugą częścią cyklu Czarnoksiężnik. No ale spokojnie, na to przyjdzie pora już niebawem, zajmijmy się najpierw pierwszą częścią tego cyklu zatytułowaną „Władca wilków”. Ta część pierwsza ma charakter części wprowadzającej wyjaśniającej w jaki to sposób główny bohater Rogan, został czarnoksiężnikiem, wspomnianym władcą wilków, na służbie Czarnoboga. Jeśli ja dobrze zrozumiałem za Białoboga uchodził Bóg chrześcijański, a Czarnobogiem jest któryś z pogańskich bóstw słowiańskich, niekoniecznie złych pod kątem tej opowieści. Autor sam sugeruje czytelnikowi, że zainspirowała go twórczość Andrzeja Sapkowskiego i wątki typowo słowiańskiej w przygodach Geralta. I rzeczywiście pewien klimat da się dobrze odczuć. Mamy te lasy, karczmy, różne zagrożenia, dzikie zwierzęta, nawet dzikie rośliny, które mogą nawet zabić. Krótko mówiąc klimat jest. Ciekawostką jest, że swój koncept autor oparł o realia typowo historyczne, ok. VIII / IX w. Walka plemion słowińskich z Awarami, zwanymi w książce dzikimi psami. To są groźni przeciwnicy posługujący się czarną magią. Skojarzenie pod kątem analogii literackiej jest wydaje mi się oczywiste. A mianowicie „Stara Baśń” Kraszewskiego. Nawet nie trzeba się wczuwać w szczegółowe analizy, żeby dopatrzeć się podobieństw. Wprowadzenie w fabułę jest nawet troszkę przydługie, czytelnik głowi się, co z tego wszystkiego będzie wynikało. No ale jednak akcja się rozkręca coraz lepiej i ciekawiej, a zakończenie naprawdę robi wrażenie. Awarowie, mimo, że zostali mocno osłabieni, i właściwie pozostały niedobitki raptem kilkadziesiąt osób, mimo to wciąż są wymagającymi przeciwnikami, i żeby mieć z nimi jakiekolwiek szanse dosłownie wszystkie ręce na pokład. Każda pomoc okazuje się przydatna. Sam Rogan przeszedł przemianę, ze zwykłego śmiertelnika, żołnierza, najemnika, który z magia niewiele miał do czynienia, znał kilku czarodziejów i czarodziejki i to chyba wszystko, a zakończeniem tej tajemniczej transformacji było, że sam został potężnym magiem. W kwestii rozwoju fabuły, było to w sam raz, bo wrogowie wojownicy i magowie aż palili się do walki. Z całego mnóstwa postaci ciekawy jest wilk Gorywałd, czarodziejka Mirena, kobieta, przywódca osady Boryniów, Krasa. Świetny jest motyw konwersacji Rogana z mgłowcem, potworem, wampirowpodobnym, mający umiejętność przemiany w mgłę. Przypomina to do złudzenia, jak Geralt rozmawia np. z trollami, których o ile nie jest do tego zmuszony nie zabija, bo te są rozumnymi potworami, choć znane są z tego, że inteligencją nie grzeszą. Wygląda to ciekawie, ewidentnie autor stworzył ten wątek pod kątem fascynatów wiedźmińskiego uniwersum. Książka jest ciekawa, polecam, mam też uzasadnioną nadzieję, że druga część książki będzie jeszcze lepsza. Zdecydowanie polecam.
Krzysztof Baliński - awatar Krzysztof Baliński
ocenił na86 lat temu
Marzenie Talithy Licia Troisi
Marzenie Talithy
Licia Troisi
Jako ktoś, kto dorastał razem z Kronikami Świata Wynurzonego, Wojnami Świata Wynurzonego i całą resztą fantastycznych światów wykreowanych przez Licię Troisi, do Marzenia Talithy podeszłam z pewnym dystansem. Z jednej strony – ekscytacja, bo to nowa powieść ukochanej autorki, z drugiej – obawa, że nie dorówna emocjom, które przeżywałam jako nastolatka. Okazało się jednak, że to najlepsza książka Troisi, jaką miałam w rękach – bardziej osobista, głębsza i dojrzalsza niż wszystko, co napisała wcześniej. Talitha to bohaterka zupełnie inna niż Nihal czy Dubhe. Nie jest wojowniczką z mieczem ani wybraną przez los. Jest dziewczyną, która nie chce iść drogą, jaką wyznaczył jej świat, i choć jej bunt jest cichy, momentami wręcz milczący – to właśnie w tej cichości tkwi największa siła. To nie fantasy pełne bitew i smoków, ale opowieść o samotności, pamięci, żałobie i potrzebie wolności. Styl Troisi w tej powieści uległ ogromnej przemianie. Język jest bardziej poetycki, refleksyjny. Mniej dialogów, więcej opisów wewnętrznych przeżyć. Zamiast dynamicznej akcji mamy emocjonalne napięcie, które wciąga jeszcze mocniej. Talitha dojrzewa na naszych oczach, ale nie przez heroiczne czyny – tylko przez konfrontację z własnym cierpieniem, z przeszłością i tym, kim chce być. To książka, którą można czytać wolno, smakując każde zdanie. Nie nadaje się do połknięcia w jeden wieczór – to raczej historia, którą się przeżywa. I choć nie jest to klasyczne fantasy, jakie Troisi pisała wcześniej, to nadal jest magiczna – ale ta magia jest bardziej metaforyczna, wewnętrzna. Dla mnie Marzenie Talithy to najważniejsza książka autorki. Pokazuje, jak bardzo Troisi rozwinęła się jako pisarka. I jako czytelniczka, która od lat śledzi jej twórczość, czuję dumę, że autorka, którą kiedyś pokochałam za barwne światy i mocne postacie, potrafi dziś opowiedzieć historię tak dojrzałą i cichą – a przy tym tak poruszającą. Polecam szczególnie tym, którzy szukają w fantasy czegoś więcej niż przygody – bo Marzenie Talithy to nie tyle książka, ile wewnętrzna podróż, którą długo się pamięta.
Elizka - awatar Elizka
oceniła na1010 miesięcy temu
Śmierciowisko Anna Głomb
Śmierciowisko
Anna Głomb
Zupełnie zaskakująca pozycja, bardzo udany „rustykalny” horror z satanicznym twistem, utrzymany w konwencji postapo. Aż zdziwienie ogarnia, że po tak dobrym starcie autorka popadła (przynajmniej w dziedzinie grozy) w twórcze milczenie. Ziemia po Katastrofie. Ludzie żyjąc w oderwanych skupiskach usiłują budować od nowa więzi społeczne. Pewną małą wsią wstrząsa seria niewyjaśnionych śmierci. W polu odnalezione zostaje zmiażdżone ciało rolnika, w rzeczce topi się myśliwy, a w otaczającym wieś lesie grasuje wilkołak. Wszystkie wydarzenia w niewytłumaczony sposób wiążą się z osobą samotnie żyjącej młodej dziewczyny – Doroty, śmierć wybiera osoby jej nieprzychylne. Dorota w stojącym na uboczu wsi, pozornie opuszczonym domu napotyka dziwną postać, przystojnego, tajemniczego mężczyznę. Gdy pewnego dnia w otaczającym wieś lesie znika córka byłej przyjaciółki Doroty, ta, oskarża dziewczynę o spowodowanie tragedii. Dziewczyna wyrusza na poszukiwanie małej. W lesie znajduje dom czarownicy – dziecko mieszka tam, całe i zdrowe, nie zamierza jednak wracać do swych rodziców. + Jak zaznaczyłem na początku, „Śmierciowisko” przebrane jest w kostium postapo. Tak naprawdę jednak jest to baśniowy horror okultystyczny, z Szatanem i czarownicami w rolach głównych. W rezultacie powieści bliżej do filmu „VVitch” niż do opowieści o zniszczonym postapokaliptycznym świecie. ” Śmierciowisko” to powieść bardzo udana, ze świetnym pomysłem głównym, dobrze skonstruowaną, efektownie straszącą, wciągającą akcją i z niebanalnie skrojoną bohaterką. Dorota jest absolutnie niejednoznaczną postacią. Małomówna, trochę na uboczu wiejskiej społeczności, od początku nieco przypomina archetyp czarownicy. Intrygujące są jej zachowania i wybory moralne, zaciekawia historia i przyczyny obecnego zachowania (bardzo zgrabnie wprowadzony wątek lesbijski). Warsztatowo jest poprawnie, choć momentami widać jeszcze surowość stylu i drobne niedoróbki techniczne. Pozostają one jednak zupełnie bez wpływu na wysoką końcową ocenę. Mocne 7/10
Galfryd - awatar Galfryd
ocenił na77 lat temu
Single Meredith Goldstein
Single
Meredith Goldstein
Czegóż to ja nie oczekiwałam po tej książce, sugerując się tytułem! Miałam nadzieję wejść w życie osób samych (ale nie samotnych!) z wyboru, ze skłonnością do monogamii seryjnej, czyli bez stałego partnera i podpatrzeć ich „hajlajf” w barwnej sferze towarzyskiej. Tyle że moje bardzo zawężone pojęcie singla różniło się diametralnie od tego, co autorka miała na myśli. Dla niej singlem był każdy, kto przybył na ślub Matta z Beth Eleanor Evans, którą "przyjaciele – z racji inicjałów – nazywali Bee", bez osoby towarzyszącej. A to wcale, ale to wcale, nie oznaczało, że poza weselem byli sami. Chociaż to ostatnie z kolei nie oznaczało, że byli związani z ludzkim partnerem. Przewrotność i zwodniczość zakresów pojęciowych w tej historii zmieniała się wraz z poznawaniem kolejnych jej głównych bohaterów. Joego, mężczyzny po czterdziestce, właściciela firmy wyposażającej restauracje i wujka panny młodej, związanego z Sarah, która go… drażniła. Można było więc być singlem emocjonalnym w związku fizycznym. Roba, pracownika uniwersyteckiej biblioteki, od lat zakochanego w Bee i od tych samych lat utrzymującego "sekretny, pasywno-agresywny romans z jej przyjaciółką", który niespełnioną miłość przelał na… psa. Tak zakręcony świat człowieczych uczuć musiał skończyć się na prostym do kochania zwierzaku. Hannah, druhna Bee, specjalistka od castingu żyjąca w świecie filmu i przenosząca go na życie, emocjonalnie związana z Tomem, który fizycznie już do niej nie należał, chociaż cały czas miała nadzieję, że mężczyzna zrozumie swój błąd i wróci w jej szeroko otwarte ramiona. Najlepiej na kolanach, która to wizja ewoluowała w fantazję na temat odrzucenia i zemsty, możliwą do zrealizowania na organizowanym ślubie. Postawa między być z nim, czy nie być i właściwie w obu przypadkach bez sprecyzowanej odpowiedzi na pytanie – po co i czego ty właściwie dziewczyno od życia chcesz? Vicki, projektantki wnętrz, przyjaciółki panny młodej, oczarowanej miłością bohaterów z cyklu "Kwiaty na poddaszu" V. C. Andrews i poszukującej jej w kolejnych partnerach, a znajdującej tylko rozczarowanie, a ostatecznie… depresję. Stałą partnerkę życia karmioną antydepresantami i naświetlaną lampą solarną. I wreszcie Phila, przypadkowego uczestnika wesela, oddelegowanego na nie przez własną matkę, która była przyjaciółką przyszłej teściowej Bee. Mężczyznę uzależnionego emocjonalnie od rodzicielki, co nie pozwalało mu na tworzenie udanych związków z innymi kobietami. Każdy z tych bohaterów przybył na ślub z bagażem życiowych doświadczeń, określonych nastawień, z góry zaplanowanych zachowań i pielęgnowanych uprzedzeń, mających tragikomiczny wpływ na kierunek toczących się wydarzeń, których prędkość wzrastała wraz z ilością pitego alkoholu i zażywanych środków dopingujących. Świadomie lub nie. Ich skutki były katastrofalne, ale jak się potem okazało, koniecznie właśnie takie, by zmienić sposób myślenia i postrzegania własnej sytuacji przez bohaterów oraz w ostateczności pryzmat patrzenia na życie i przyszłość każdego z nich. Całość historii, która toczyła się wokół przygotowań weselnych, a potem już na samym przyjęciu, została opowiedziana przez każdego z pięciu singli, tworząc jedną, zazębiającą się wydarzeniami oraz postaciami i przenikającą się wątkami, spójną, jednolitą całość. Dzięki temu wiedziałam, co czują i co myślą wszyscy bohaterowie o sobie nawzajem, jak zmienia się ich nastawienie i jak ulęgają przemianom ich poglądy i postawy, tworzące barwny kalejdoskop zachowań, nadający akcji coraz szybszego tempa. Miałam wiele okazji do uśmiechu i śmiechu! To właśnie humor wynikający z sytuacji komicznych, lapsusów językowych, złośliwych komentarzy i dwuznacznych zdarzeń, nadawał powieści komediowy charakter. Jednak pod tą warstwą dobrej zabawy, autorka ukryła prawdziwy sens – tak naprawdę każdy człowiek jest przez większość życia singlem. Fizycznie, psychicznie lub mentalnie. W większości przypadków na własne życzenie, szczęśliwym tylko bywając. I pomyśleć – lekka, przyjemna komedia, po której zrobiło się mi tak jakoś smutno. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na64 lata temu

Cytaty z książki Kosmos

Więcej
Katarzyna Szelenbaum Kosmos Zobacz więcej
Katarzyna Szelenbaum Kosmos Zobacz więcej
Katarzyna Szelenbaum Kosmos Zobacz więcej
Więcej