Tylko ja sama

Okładka książki Tylko ja sama autora Roma Ligocka, 9788308050507
Okładka książki Tylko ja sama
Roma Ligocka Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie literatura piękna
412 str. 6 godz. 52 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2012-12-21
Data 1. wyd. pol.:
2012-12-21
Liczba stron:
412
Czas czytania
6 godz. 52 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-08-05050-7
Średnia ocen

7,5 7,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Tylko ja sama w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Tylko ja sama



książek na półce przeczytane 2060 napisanych opinii 288

Oceny książki Tylko ja sama

Średnia ocen
7,5 / 10
20 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Tylko ja sama

avatar
43
28

Na półkach: , ,

Na wstępie chcę powiedzieć, że nie miałam okazji przeczytać poprzednich książek Romy Ligockiej.
Trudno mi ocenić, co myślę i co czuję do samej autorki. Z jednej strony jest mi przykro – dorastała w getcie, ktoś próbuje oczernić imię jej ojca, a także łatwo można wywnioskować, że choruje lub chorowała na depresję. Z drugiej jednak strony, nie mam szacunku do kobiet, które wchodzą w związki z żonatymi mężczyznami, wiedząc, że są już zajęci. Do samego „Profesora” również tego szacunku nie mam. „B-bo on jest taki biedny, żona nie da mu rozwodu, bo jest chora na raka 🥺.” No, chyba logiczne, że w takich momentach życia nie chce być sama, a tym bardziej dokładać sobie kolejnych zmartwień i smutków.
Ale pomijając moją osobistą niechęć do tych dwojga bohaterów, skupmy się na książce i jej treści. Tak jak wspomniałam, nie miałam styczności z wcześniejszymi książkami autorki. Nie było też nigdzie napisane lub oznaczone, że jest to „któryś tom” jej wspomnień, więc jako czytelnik z przypadku nie dostałam tego, czego się spodziewałam. Byłam nastawiona na więcej wspomnień z getta i więcej informacji o poszukiwaniu historii ojca Ligockiej. Zamiast tego dostałam wyjazdy, promocje książek, jeszcze więcej wyjazdów, gwiazdorzenie i narzekanie na to, jak bardzo autorka nie chce być tam, gdzie w danej chwili się znajduje. Nic ciekawego. Chyba tylko dwa albo trzy rozdziały zawierały to, czego oczekiwałam, i przyznam, że w trakcie ich czytania miałam momenty, w których się wzruszyłam.

Na wstępie chcę powiedzieć, że nie miałam okazji przeczytać poprzednich książek Romy Ligockiej.
Trudno mi ocenić, co myślę i co czuję do samej autorki. Z jednej strony jest mi przykro – dorastała w getcie, ktoś próbuje oczernić imię jej ojca, a także łatwo można wywnioskować, że choruje lub chorowała na depresję. Z drugiej jednak strony, nie mam szacunku do kobiet, które...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
354
177

Na półkach:

Świetnie się czyta. Najciekawsze momenty gdy Roma sięga wgłąb swoich wspomnień z dzieciństwa, do trudnego czasu walki o uwolnienie ojca.

Świetnie się czyta. Najciekawsze momenty gdy Roma sięga wgłąb swoich wspomnień z dzieciństwa, do trudnego czasu walki o uwolnienie ojca.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
183
183

Na półkach:

Jak w wielu książkach Romy Ligockiej, przeszłość i teraźniejszość idą w parze. To książka o mężczyznach. Ojcu, którego trzeba oczyścić z zakłamanej przeszłości. Mężczyzny-który jest, a jakoby go nie było. Dwóch tułaczy nie ma szans na bycie razem...
Lubię książki Ligockiej i nie oceniam moralnych wyborów autorki.

Jak w wielu książkach Romy Ligockiej, przeszłość i teraźniejszość idą w parze. To książka o mężczyznach. Ojcu, którego trzeba oczyścić z zakłamanej przeszłości. Mężczyzny-który jest, a jakoby go nie było. Dwóch tułaczy nie ma szans na bycie razem...
Lubię książki Ligockiej i nie oceniam moralnych wyborów autorki.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1235 użytkowników ma tytuł Tylko ja sama na półkach głównych
  • 902
  • 324
  • 9
208 użytkowników ma tytuł Tylko ja sama na półkach dodatkowych
  • 136
  • 33
  • 11
  • 8
  • 7
  • 7
  • 6

Inne książki autora

Roma Ligocka
Roma Ligocka
Roma Ligocka- malarka i pisarka. Jej książki: Dziewczynka w czerwonym płaszczyku, Kobieta w podróży oraz Tylko ja sama są bestsellerami, nie tylko w Polsce ale i w Europie. Wielokrotnie nagradzana, przez wiele lat pracowała jako kostiumolog i scenograf w licznych europejskich teatrach, operach, także w filmie i telewizji. Roma Ligocka wydała również trzy tomy felietonów: Znajoma z lustra, Czułość i obojętność, Wszystko z miłości. Jej ostatnia książka Róża obrazy i słowa jest pięknym albumowym przewodnikiem po malarstwie Autorki. Roma Ligocka, pochodzi z żydowskiej rodziny Abrahamenów mieszkającej od wielu pokoleń w Krakowie. Wraz z najbliższymi przeżyła likwidację getta krakowskiego-schowana w kryjówce pod sklepem z farbami. Pod przybranym nazwiskiem Ligocka, Roma wraz z matką została ukryta przez polską rodzinę. Po wojnie studiowała malarstwo i scenografię na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Pierwszą wystawę malarską artystki zorganizował Piotr Skrzynecki pod koniec lat 50-tych w "Piwnicy pod baranami". Jej malarstwo prezentowane było w Polsce, Niemczech, Ameryce, Anglii, Szwajcarii, Austrii. Wiele jej prac znajduje się w zbiorach prywatnych w Polsce, Francji, Anglii, Izraelu, Danii, Niemczech, Włoszech i USA. W połowie lat 60-tych Ligocka debiutowała jako dramaturg na deskach Teatru im. J. Słowackiego w Krakowie, sztuką o śmierci Hemingwaya "Dwa razy południe", po sukcesie sztuki wyjechała na festiwal do Niemiec, gdzie osiadła i mieszka do dzisiaj. Pracowała tam jako projektant kostiumów i scenografii dla show-biznesu: filmu, teatru, telewizji, reklamy, a jej prace można spotkać w wielu kolekcjach na całym świecie. Do Krakowa przyjechała ponownie na początku lat 90-tych na Festiwal Kultury Żydowskiej i na krakowską premierę "Listy Schindlera". W jednej z postaci filmu - dziewczynce w czerwonym płaszczyku odnalazła siebie. To, oraz rozmowa z reżyserem, S. Spielbergiem było impulsem do napisania autobiograficznej książki "Dziewczynka w czerwonym płaszczyku" która przyniosła Romie Ligockiej prawdziwą sławę, przetłumaczona na 22 języki (ostatnio nawet na chiński),stała się międzynarodowym bestsellerem, a prawa do ekranizacji książki zostały sprzedane hollywoodzkiemu producentowi.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Wszystko z miłości Roma Ligocka
Wszystko z miłości
Roma Ligocka
„Jest jakaś powściągliwość w ludziach nieśmiałych - oni już niczego udawać nie muszą, są tylko tacy, jacy wszyscy jesteśmy naprawdę - bezbronni i nadzy”. Roma Ligocka – „Wszystko z miłości”. . To zbiór wyjątkowych felietonów, które poniekąd zmuszają człowieka do tymczasowego przystanku, małej stacji, na której trzeba zrozumieć banalność dnia. Na, której trzeba przystanąć, usiąść, koniecznie na drewnianej małej ławeczce, zamknąć oczy i zatopić się w miłości myśli. Potrafisz? Tak spokojnie, bez blasku fleszy, bez naocznych świadków? . Felietony Ligockiej, mają to do siebie, że dają nam taką kosmiczną dawkę czegoś tajemniczego, nieokreślonego, trudnego do zdefiniowania w czasie i przestrzeni, a jednocześnie bardzo realnego, wręcz namacalnego. To taki literacki kamień filozoficzny. To taka skrzynia elfa, w której oprócz czerwonego kapelusza znajdziesz garść niepotrzebnych rzeczy, które jak złożysz w całość, to stanowią kwintesencję życia, radości . „Wymyślam problemy, których nie ma, dzielę włos na czworo. A potem robię to, czego cały czas bałam się najbardziej” – jakie to wszystko jest nam znajome. Nieprawdaż? Proste słowa, proste zadania, proste życie a czynimy z tego Mount Everest globalnych problemów świata. Felieton to taka mała forma literacka, która daje nam potężną dawkę emocji, porusza nasze uczucia (być może dawno skrywane). I nawet kiedy autor pisze o zwykłej kawie, to czytelnik myślami już jest w Paryżu i przy kameralnym stoliku na placu Charles de Gaulle spija czekoladową śmietankę. POLECAM.
Bożenka Wykurz - awatar Bożenka Wykurz
ocenił na76 lat temu
Białe zeszyty Sonia Raduńska
Białe zeszyty
Sonia Raduńska
To jedna z niewielu książek, do których wróciłam. Nie każdemu przypadnie ona do gustu, bo jest wręcz utkana z emocji - ale mnie bardzo pomogła. Książka ma formę dziennika, zapisków dojrzałej kobiety (z zawodu psychologa). Czytając ją po raz pierwszy skupiłam się głównie na historii dwojga ludzi, ale już wtedy poczułam, że jest tam coś więcej, co kiedyś może mi być potrzebne, i nie myliłam się. W bardzo trudnym momencie mojego życia (nie mającego nic wspólnego z problemami autorki) sięgnęłam po tą lekturę jak po lekarstwo i czytając ją ponownie - powoli i uważnie - skupiłam się wyłącznie na emocjach, sposobie ich przeżywania, postrzeganiu świata, ludzi i siebie. Wiele z tych emocji zrozumiałam, na wiele dałam sobie zgodę, a przede wszystkim czerpałam nadzieję. Dla mnie ogromne znaczenie miało to, że nie jest to żaden "mądry" poradnik psychologiczny, którego lektura przyprawia czytelnika co najwyżej o frustrację, to głęboka analiza stanu psychicznego autorki, od euforii po tzw. "czarną dziurę" oraz próba zmierzenia się z tym. Dotarło do mnie, że w chwilach rozpaczy nie wolno wypierać emocji, choćby nie wiem jak były trudne do przeżycia, należy dać im przez siebie przepłynąć, mimo tego, że sieją zniszczenie jak tsunami, trzeba tego doświadczyć. To nas oczyszcza, porządkuje, przywraca do równowagi. Zdaję sobie sprawę, że wiele osób nie odbierze tej lektury tak jak przed chwilą to opisałam, dla wielu mogą to być nudne - przepraszam za wyrażenie - "flaki z olejem", ale ja na pewno sięgnę po kolejne pozycje p.Soni Raduńskiej. Doskonale rozumiem jej spojrzenie na życie, na otaczający świat, dzieci, relacje z innymi ludźmi. Doskonale rozumiem stany, w których się znajduje. Podobnie jak ona czerpię siłę z przyrody, potrafię dostrzegać drobiazgi, cieszyć się nimi. Lubię ciszę, spokój i swoje towarzystwo. Dobrze wiedzieć, że są jeszcze na świecie tacy ludzie, dzięki temu łatwiej dać sobie prawo do przeżywania życia na swój sposób.
Beatika - awatar Beatika
oceniła na85 lat temu
Kartki z białego zeszytu Sonia Raduńska
Kartki z białego zeszytu
Sonia Raduńska
Podobnie jak "Białe zeszyty" jest to książka do której na pewno będę wracać. Ma ona cudowną moc wyciszania, "zatrzymania w byciu", daje mnóstwo siły, cała jest pozytywną energią. To afirmacja życia w czystej postaci. Jak strasznie się cieszę, że dane mi było trafić na książki p.Soni Raduńskiej! W świecie pełnym pośpiechu, gonitwy za pieniądzem, dobrami materialnymi, wiecznym porównywaniem się z innymi, w dobie facebooka, instagrama i innych profili społecznościowych umiejętność dostrzegania rzeczy najprostszych (ale wcale nie banalnych) wydaje się wręcz niedorzeczna. Czasami tak właśnie się czułam - jak relikt zeszłej epoki- kiedy największą przyjemność sprawiało mi bycie sam na sam, z dobrą książką, na tarasie wśród kwiatów. Kiedy obserwowałam chmury i zachwycona wołałam męża - popatrz jakie piękne! (reakcja męża - ale że co?) Kiedy w czasie spaceru zamiast analizować i obmyślać plany na kolejne dni ja wypatrywałam ptaków i cieszyłam się każdym napotkanym kwiatkiem... Okazuje się, że to wielka i cenna umiejętność:) Zapiski autorki są przepełnione szczerością, ale oprócz bardzo osobistych przemyśleń znajdziemy tam również mnóstwo odniesień do wartościowych pozycji literackich, filmów i artykułów. Całość jest piękna, wysmakowana, melancholijna a jednocześnie energetyzująca. Byłoby cudownie móc przyjaźnić się z p.Sonią, ale póki co muszą wystarczyć mi jej książki:)
Beatika - awatar Beatika
oceniła na95 lat temu
Marek Edelman. Życie. Po prostu Witold Bereś
Marek Edelman. Życie. Po prostu
Witold Bereś Krzysztof Burnetko
Na wstępie należy zauważyć, że książka nie ma nic wspólnego z biografistyką historyczną. Informacja ta jest ważna, bo determinuje takie, a nie inne spojrzenie na nią przez historyka. Jej autorami są dwaj utalentowani pisarsko dziennikarze, którzy nie ukrywają swej wielkiej admiracji dla bohatera dzieła. Z jednej strony nie ma się temu co dziwić, wszakże Marek Edelman był pod wieloma względami niezwykłym człowiekiem, jednak z drugiej, osobę nawykłą do metody krytycznej razi trochę stawianie komukolwiek pomników bez żadnej skazy. Tym bardziej, że jak wynika z całej publikacji i życia Edelmana, tym czego najbardziej on sobie nie życzył i nie znosił, to właśnie nadużywania wielkich słów i wszechogarniającego polską mentalność patosu. Doskonale o tym wiedzieli obaj autorzy, aczkolwiek siła z jaką oddziaływała na nich osobowość bohatera powstania z getta warszawskiego była chyba niemożliwa do ujarzmienia i odparcia. Tak więc, na pracę tę należy patrzeć jako na bardzo dobrą literaturę ocierającą się o reportaż, a nie na pozycję naukową z zakresu historii. Nie twierdzę przy tym, iż nie zawiera ona wartościowych wiadomości, których zarówno zawodowi historycy, jak i miłośnicy dobrych książek, nie powinni sobie przyswoić. Wprost przeciwnie: jak najbardziej należy się głęboko przejąć treściami zawartymi w tej publikacji. Marek Edelman to nie tylko powstaniec z getta warszawskiego i powstaniec warszawski, ale także wybitny lekarz kardiolog, społecznik, działacz opozycji w PRL, współpracownik KOR, "Solidarności", polityk w III RP, no i last but not least, mądry, silny, odpowiedzialny, honorowy i przyzwoity człowiek. Jakże brakowało i nadal brakuje w historii Polski (ale nie tylko) takich ludzi i takich ich postaw! Nie będę jednak, w ślad za autorami książki, tworzył kolejnej laurki Markowi Edelmanowi. Widzę w jego tak przedstawionym (mimo wszystko) życiorysie kilka skaz, których rozwijanie i ocenę tutaj sobie jednak podaruję. Słusznie Edelman odpowiadał bardzo często swoim interlokutorom: "g..no wiecie". Jest prawdą, że aby wiedzieć, czyli de facto zrozumieć, należy przeżyć to, co przeżył on sam. Inaczej są to tylko mniej lub bardziej widoczne odruchy empatii. To co go spotykało przez całe długie życie, czyli najpierw niewyobrażalne piekło Holokaustu, a później szykany i uprzykrzanie życia przez władze w PRL-u, to doświadczenia, które trudno sobie przyswoić, tak, aby w jakiś sposób "przerobić" je na własną percepcję rzeczywistości, tej tu i teraz, ale i tej historycznej. Można tylko spróbować przetrawić te informacje w jak najgłębszej zadumie i wyciągnąć z nich jakąś lekcję dla samego siebie. Edelman, jak wynika z książki, całe życie starał się widzieć we wszystkim co robił drugiego człowieka. Przede wszystkim tego słabego i bitego. Ponoć, według relacji jego przyjaciół, nigdy nie przestał być bojownikiem z getta. Wstawiał się wszędzie gdzie mógł za ofiarami zła i przemocy. Stąd też, żaden system nie mógł go zdzierżyć na dłuższą metę. Był przysłowiową kulą u nogi dla każdej władzy, tym bardziej utrudniającą normalne zniewalanie ludzi, im częściej wychylającą się zza zasłony słodkiej inercji społecznej. Nawet dla Izraela był solą w oku, co wcale mu nie przeszkadzało, gdyż, jak stwierdzał, ten "amerykański lotniskowiec" na Bliskim Wschodzie miał gdzieś Bundowców, a Szoa traktował jako wygodne narzędzie dla stawiania się w roli ofiary w stosunkach międzynarodowych. Wszystko to nie mogło mu zaskarbić szerokiego grona przyjaciół, o co zresztą wcale nie zabiegał, doprowadzając często swą abnegacją wielu do szewskiej pasji. Marek Edelman jako jednostka był więcej wart niż większość jego adwersarzy razem wziętych. Oni chyba nawet w skrytości mieli tego świadomość, ale jak to najczęściej bywa, nie mogli tego wprost przyznać, dlatego woleli go atakować i znieważać, aby choć trochę zrekompensować sobie własną nijakość. Tę książkę powinni przeczytać wszyscy ci, którzy nie mają ochoty przedzierać się przez stricte naukową literaturę dotyczącą wydarzeń z życia Edelmana, a chcieliby mieć jako takie pojęcie o tej materii. Jak już wyżej wspomniałem, mimo że nie jest to biografia historyczna, z pewnością może przyczynić się do lepszego zrozumienia niełatwej historii XX wieku.
Munk - awatar Munk
ocenił na71 rok temu
Ciało niczyje Krystyna Kofta
Ciało niczyje
Krystyna Kofta
Tematy modernistyczne: proza kobieca / literatura feministyczna / tematy kobiece w literaturze, do których zalicza się „Ciało niczyje”. To pierwsza książka Krystyny Kofty po jaką sięgnęłam. Po przeczytaniu pierwszych stron uznałam, że śmierć na początku historii to nie jest dobry zwiastun. Gdy w życiu głównej bohaterki pojawił się Hiszpan Corrida, na myśl przyszedł mi „Zmierzch”. Sądziłam jednak, że będzie on za główną bohaterkę odpowiedzialny, zadba o nią i wszystko będzie dobrze. „Ciało niczyje” Kofty to dla mnie studnia bez dna. Możemy znaleźć dużo dobrze narysowanych postaci, mocne charaktery i portrety psychologiczne. Do tego, dużo wątków przez co możemy się coraz bardziej zagłębiać w historię. Historię, która jest przesiąknięta ludzkimi dramatami. Hiszpan w pewnym sensie dla Jutty staje się bolesnym wspomnieniem: „Nigdy nie przebaczyła mu, że opisywał ją tak, jakby była wybrykiem natury, cielątkiem o pięciu nogach czy czymś takim”. Oszukał ją podobnie jak hrabia Spondey oszukał jej matkę. „Różnica była taka, że Spondey zabrał klejnoty i uciekł do innej kobiety, Hiszpan natomiast zabrał Juttcie jej wspomnienia i uwolnił się od niej, żeby powrócić do pisania”. Jutta przyjęła jego zniknięcie. Nie szukała go. „Znienawidziła go w ciągu jednej nocy, w czasie której przeczytała posklejane rękopisy. Chciała zapomnieć, że kogoś takiego mogła pokochać”. Trochę brakowało mi jego postaci przez całą książkę – pojawił się tylko na początku i na końcu. Z mężem połączyła ją „przyjaźń i lojalność”, jednak „jej życie przedtem było tabu”. Mimo wszystko „pod pojęciem mężczyzny Jutta wciąż miała na myśli Hiszpana. Był to ideał polegający na syntonii ciał i ducha”. Jutta nie mogła być jednak w pełni szczęśliwa, bo nigdy nie miała matczynej miłości. Jutta przechodzi wielką przemianę. Najpierw liczyła się dla niej miłość, potem pieniądze. Bardziej opłacalne był „wystawianie swojego ciała na lubieżne pieszczoty tych dwóch sentymentalnych i obleśnych jednocześnie, niestarych staruchów, ale to tak się opłacało bardziej niż ślęczenie w biurze projektów za jakąś marną sumę przez cały miesiąc”. Można odnieść wrażenie, że główna bohaterka zapomniała wtedy w ogóle o uczuciach. Pieniądze stały się bezwartościowe, gdy zachowała na raka. Wniosek: priorytety w życiu człowieka się zmieniają. Ciało człowieka przechodzi wielką przemianę. Piękne, sprawne, potem pomarszczone, niedołężne, chorowite. Co więcej, ciało Jutty było niczyje. Ani jej, ani kochanków. Poddane procesom, na które człowiek paradoksalnie wpływu nie ma, obumiera. Na ludzkie ciało i psychikę nieustannie rezonują dobre, złe momenty, radości, traumatyczne wydarzenia. Można powiedzieć, że Kofta nawiązała do motywu traumy transgenetycznej, przekazanej matrylinearnie. Ani babcia Jutty, ani matka nie potrafiły wykrzesać z siebie prawdziwej, czułej miłości do dziecka. Jednak główna bohaterka to przekazywanie traumy przerywa. Paradoksalnie to choroba pozwala jej przerwać błędne koło. Judyth swoimi czarami przywraca zdrowie Jutty i staje się dla niej matką (której nigdy tak naprawdę nie miała). Judyth stworzyła wspólnotę kobiet, która pomaga w cierpieniu. Pozbawia ono płci, więc należy walczyć o kobiecość. Przyznać muszę, że nawiązania do filozofii, religii (o połączeniu wielu religii) i łaciny, według mnie, nic do powieści nie wnosiło. Wprowadzały tylko sztuczną metafizykę, która ostro kontrastowała z pierwotnymi instynktami bohaterów, uwikłanych w mroczne, wręcz surrealistyczne romanse. W tym wszystkim jest jednak trochę wiary w dobre intencje ludzi.
Julia Łoboda - awatar Julia Łoboda
oceniła na72 lata temu
Cela. Odpowiedź na zespół Downa Anna Sobolewska
Cela. Odpowiedź na zespół Downa
Anna Sobolewska
Dzień dobry, moje kochane Moliki! 🤍 Jak Wasze samopoczucie? Rodzice zazwyczaj zachwycają się swoimi dziećmi, twierdząc, że są one najmądrzejsze i najpiękniejsze – i wcale mnie to nie dziwi. Rodzice Cecylki też podkreślają jej wyjątkowość, która nie tylko mnie rozczuliła, lecz także nauczyła patrzeć na innych ludzi poza stereotypami. „Cela" to prawdziwa historia o rodzicielstwie naznaczonym zespołem Downa, który przewraca życie rodziny do góry nogami. Jest to publikacja poruszająca, pełna ciepła i empatii, a zarazem niezwykle potrzebna – zwraca bowiem uwagę na potrzeby osób z niepełnosprawnościami i jednocześnie uświadamia, że ludzie zmagający się z niepełnosprawnością są takimi samymi ludźmi jak my, osoby zdrowe. „Czy można jednak, nie popadając w fałsz ani sentymentalizm, przekazać dziecku z niepełnosprawnością nasze własne poczucie, że zespół Downa nie musi być rodzajem degradacji, tylko wyróżnieniem?". Tytuł: „Cela. Odpowiedź na zespół Downa" Autorka: Anna Sobolewska Wydawnictwo: @wydawnictwo_wab Moja ocena: 7/10 Autorka opisuje życie dziewczynki, a następnie nastolatki i kobiety, ale przy tym także losy całej rodziny, która uczestniczyła w tym procesie, ukazane z perspektywy ich otoczenia. Podziwiam wszystkich rodziców i opiekunów dzieci z niepełnosprawnościami, w tym również rodziców Celi, a zwłaszcza jej mamę – panią Anię, która, wychowując Celę oraz jej starszą o siedemnaście lat siostrę, aktywnie uczestniczyła w świecie nauki. Autorka na łamach książki przytacza słowa i myśli innych rodziców oraz naukowców z dziedziny pedagogiki, m.in. Janusza Korczaka, co – w mojej opinii – znacząco wzbogaca treść książki. Koncentruje się na opisie codziennego życia rodziny, ukazując istotne aspekty jej funkcjonowania w sytuacji, gdy jednym z jej członków jest dziecko z niepełnosprawnością. Szczególnie zainteresował mnie wątek szkoły integracyjnej, ponieważ w książce wyraźnie położono nacisk na kwestie edukacyjne. Zabrakło mi jednak miejscami bardziej emocjonalnego komentarza do opisywanych doświadczeń. Niekiedy odnoszę wrażenie, że rzeczywistość życia z zespołem Downa bywa idealizowana przez panią Anię, choć nie da się ukryć, że wiąże się ona z licznymi wyzwaniami. Autorka pokazuje także, jak wiele – jako społeczeństwu – brakuje nam w zakresie zrozumienia „inności”. Książka stanowi więc apel o tolerancję, akceptację i empatię, ponie-waż to one mogą sprawić, że wszystkim będzie się lepiej żyło. Publikację uzupełniają liczne fotografie oraz piękne rysunki autorstwa Celi. #współpracareklamowa #współpracabarterowa
Inspiracyjnymkrokiem Ciepielak-Kantorowicz - awatar Inspiracyjnymkrokiem Ciepielak-Kantorowicz
ocenił na73 miesiące temu

Cytaty z książki Tylko ja sama

Więcej
Roma Ligocka Tylko ja sama Zobacz więcej
Roma Ligocka Tylko ja sama Zobacz więcej
Roma Ligocka Tylko ja sama Zobacz więcej
Więcej