Pierwszy z trzech tomów trylogii autorstwa Krzysztofa Borunia i Andrzeja Trepki został wydany już w 1954 roku, a więc jeszcze w okresie polskiego stalinizmu. Dlatego zasadne są obawy o irytującą ideowość, technologiczną archaiczność czy powolne prowadzenie fabuły. Na szczęście nie znajdują one odzwierciedlenia w rzeczywistości. Czy może inaczej - znajdują, ale te pozorne mankamenty udaje się autorom przekuć na własną korzyść. ,,Zagubiona przyszłość’’ pozwala zarazem poczuć ten dawny punkt widzenia, jak i wzbudzić u nas autorefleksję, co przecież wydaje się pośród tego gatunku kluczowe.
W powieści poznajemy historię potężnej kosmicznej arki o nazwie Celestia, która dryfuje gdzieś w przestrzeni kosmicznej. Narracja skupia się na opisie zamkniętego na jej pokładzie mikrospołeczeństwa. Tamtejszy system polityczny to oczywiście mocno zabarwiona komunistyczną propagandą dystopia, doprowadzająca do skrajności wszystkie bolączki trawiące w realnym świecie kapitalistyczne Stany Zjednoczone. Mamy więc prezydenta-dyktatora Sandersona oraz współwładające z nim bogate rody, które mają w posiadaniu największe lokalne syndykaty przemysłowe. Obywatele są podzieleni na kategorie zależne od ich rasy, pokręcona interpretacja chrześcijaństwa jest wykorzystana do kontroli ich umysłów, a olbrzymi konglomerat medialny daje ułudę wolności, konsultując w rzeczywistości wszystkie poczynania z władzą. Cyniczny establishment skrupulatnie ukrywa także prawdziwą historię Celestii, przez co urodzeni na niej ludzie nie mają już bladego pojęcia, skąd ich blaszana ojczyzna pochodzi i dokąd właściwie zmierza. Prezydencka propaganda zapewnia jedynie o ucieczce od ,,Diabłów na Towarzyszu Słońca’’ ku bliżej niezidentyfikowanej utopii w innej galaktyce.
Jak to we wszelkiej fantastyce społecznej bywa, aby system się w końcu załamał, musi najpierw dojść do jakiegoś małego wstrząsu. Tutaj jest nim wykrycie obiektu, który zmierza w kierunku Celestii z olbrzymią prędkością. Prezydent zatrudnia naczelnego inżyniera Bernarda Kruka, aby ten zmodernizował działo laserowe, służące w domyśle do automatycznego przechwycania zagrażających statkowi meteorów, do obsługi manualnej, co umożliwiłoby skuteczne zestrzelenie podejrzanego obiektu w przestrzeni. Ale inżynier Kruk ma polskie nazwisko i tak łatwo nie daje się omamić rządowej indoktrynacji. W miarę postępu prac zaczyna zgłębiać historię Celestii, w czym pomaga mu zdetronizowany za niesubordynację filozof Horsedealer, oraz zastanawiać się, dlaczego właściwie prezydent pragnie tak prędko zestrzelić niezidentyfikowany obiekt. Wieść o nim dociera i do ludu stacji kosmicznej, w którym już od jakiegoś czasu kiełkował bunt. Tym samym Kruk powoli zaczyna grać na dwa fronty, z jednej strony wspierając podziemny ruch oporu, a z drugiej starając się zadowolić prezydenta, który za dobrze wykonaną pracę obiecał oddać mu rękę jego pięknej córki Stelli. Skomplikowany układ społeczny wrze, prawda powoli wychodzi na jaw, dochodzi do konfrontacji z tajemnicą zbliżającą się do odizolowanego świata, walki wewnętrzne nieprzerwanie eskalują. Koniec końców, jak nietrudno się domyślić w kontekście literatury z tych lat, wszystko skończy się dobrze, lecz przyznać należy, że ścieżka do wolności okazuje się niezwykle obfita w niespodziewane zwroty akcji i intrygujące koncepty narracyjne.
Na początek odniosę się do warstwy propagandowej. Wymiar ideowy nazwałbym raczej anty- niż pro-. Więcej tu uderzania w wypaczenia kapitalizmu niż emanowania perfekcją socjalizmu. Oczywiście, można się kłócić, że na wiele z przedstawionych wypaczeń społecznych odpowiedź stanowi jedyny słuszny czerwony ustrój, niemniej nie czułem się bezustannie indoktrynowany leninowskimi tezami. Przecież potrzeba wolności, równości, demokracji, dostępu do wiedzy, kontaktu ze światem zewnętrznym to jeszcze nie nawoływanie do ścisłej rewolucji proletariackiej i przyjęcia konkretnego systemu politycznego. Bezpośrednie nawiązania do współczesności książki są rozrzucone raczej niepozornie. Zwraca uwagę chociażby zabawny podział nazwisk na amerykańskie i wschodnioeuropejskie. Ale z drugiej strony, dzięki temu mamy do czynienia z jednym z nielicznych utworów sci-fi, nawet wśród literatury polskiej, gdzie pośród bohaterów są Polacy! Jak dla mnie taki Sokolski czy Kruk brzmią w kosmicznym kontekście jeszcze bardziej egzotycznie aniżeli jakikolwiek Blurg-Bip-37.
Umysł czytelnika nie zwraca też tak uwagi na archaiczne wtręty ideowe, ponieważ jest to powieść zaskakująco wręcz sprawnie napisana. Wprost idealnie balansuje pomiędzy filozofującą paplaniną i refleksją, a aspektem czysto przygodowym. Zaczyna się dość powoli, ale później akcja coraz bardziej przyspiesza, w miarę jak bohaterowie zyskują więcej informacji. Moją uwagę zwrócił fakt, że brakuje tak naprawdę jednego protagonisty. Na początku dominuje inżynier Kruk, ale gdzieś w połowie książki odchodzi na dalszy plan. Na scenie pojawia się mnóstwo postaci, ale ich mnogość nie przytłacza. Niemal każda z nich ma tu do odegrania istotną rolę, więc nawet jeżeli ktoś jest stereotypowym buntownikiem czy szwarccharakterem, jego obecność nie denerwuje. Nasz główny złol, czyli pan prezydent, stanowił chyba jedną z moich ulubionych postaci: taki był złowrogi, zdeterminowany i uroczo przerysowany! Interakcje pomiędzy bohaterami, szczególnie pod koniec, sprawiają wręcz wrażenie melodramatu – tutaj ojciec poświęca się za syna; tam kobieta zdradza prawdę, aby odkupić swoje winy; gdzie indziej podstępny przemysłowiec rezygnuje ze swojego planu, aby uratować ukochaną. Zahacza to o operę mydlaną czy jakąś fantastyczną baśń, a nie twardą naukową futurystykę. Ale mi się ta przeciwwaga podobała, bo jeśli oddajemy się niej z przymrużeniem oka, zwyczajnie odciąża poważniejsze wątki i sprawia, że to wszystko nie jest nadmiernie poważne. Chemia między postaciami to coś, czego wielu autorom sci-fi nie udało się osiągać pomimo wielu lat kariery, więc tym bardziej należy docenić tutejsze zróżnicowanie i dopracowanie wątków o tematyce interpersonalnej. A że nie każdy z nich jest dojrzały czy głęboki? Cóż, być może do nastolatków czytających to w latach 50. przemawiały postacie takie jak rozhisteryzowana, bufonowata piękność Stella czy idealistycznie poświęcające życie nauce młode małżeństwo astronoma Roche’a i dziennikarki Daisy. Ale przyznać należy, że dziś płytkość czy naiwność niektórych wątków może już trącić myszką.
Jest więc akcja, jest więc dynamiczna i obfita narracja, jest i zakamuflowany cień propagandy. Ale jak odbieramy przekaz tej książki dziś, w XXI wieku? Wbrew pozorom to nie tylko ciekawostka historyczna, którą czyta się nieco łatwiej niż inne. Ponieważ autorzy podjęli na kanwie powieści tak wiele wątków, nietrudno odnaleźć pośród nich kilka udanych przepowiedni. Poza tymi społecznymi, w których dominuje jednak spora doza optymizmu i idealizmu, szczególnie wyrażonego w ostatecznym losie Ziemian, jest też wizja rozwoju technicznego. Statki kosmiczne nie są być może opisane bardzo szczegółowo, ale zasada działania zazwyczaj jest przedstawiona racjonalnie. Jest ten klasyczny motyw ze sztuczną grawitacją z siły odśrodkowej, są jakieś szalone pomysły na kosmiczne podróże przyszłości uwzględniające zrzucanie powłok paliwa z rakiety, nie zapomina się o ograniczeniu prędkości światła przy komunikacji radiowej. Jeśli chodzi o ludzi, podobało mi się zahaczenie o, potencjalnie powstałe podczas takiej społecznej mikroewolucji, różnice kulturowe. Tutaj wyrażone w innym postrzeganiu relacji romantycznych, wieku ich zawierania, oczekiwań wobec partnera. I nawet nie chodzi mi o to, że te kwestie są tu przedstawione jakoś wyjątkowo proroczo czy sprawnie, bo czuć mocną chłopięcość tego doświadczenia, którą niektórzy nazwaliby narracyjnym patriarchatem. Po prostu już samo liźnięcie tej tematyki wydaje się odkrywcze i pobudzające do autorefleksji.
Tak oto prezentuje się ,,Zagubiona przyszłość’’, pierwszy tom z kosmicznej trylogii panów Borunia i Trepki, której kolejne epizody z pewnością już wkrótce nadrobię. Oto dobrze napisane, wciągające, wielowarstwowe i wielowątkowe retrofuturystyczne przedstawienie, które swoje propagandowe mankamenty rekompensuje olbrzymią dozą kreatywności i polotu. Idealnie dobrany styl nie pozwala osunąć się ani w groteskową i naiwną laurkę, ani w męczące moralizatorstwo. Tabun postaci pobocznych pozwala cieszyć się lekturą z satysfakcją, uśmiechem, ale także pewną refleksją. Zapewne dzisiaj postrzeganie tej historii nie jest już takie jak kiedyś, ale połączenie naszej dotychczasowej wiedzy i doświadczeń z ówczesną rozmarzoną wizją przyszłości umożliwia odnalezienie w niej budującego oraz zdroworozsądkowego przesłania. A jest to dokładnie coś, czego oczekuję od solidnej, uniwersalnej, podatnej na reinterpretację literatury sci-fi, nie tylko od rodzimych autorów.
OPINIE i DYSKUSJE o książce Incydent na Rigil Prime
Niezła koncepcja motywu kolonizacji obcych planet - walka między światowymi konfliktami no i tytułowy incydent, który sprawia, że napięte stosunki między dwoma kolonizatorami sypią się jak domek z kart. Szybka, konkretna akcja, mocne hard sci-fi. Dobry początek historii
Niezła koncepcja motywu kolonizacji obcych planet - walka między światowymi konfliktami no i tytułowy incydent, który sprawia, że napięte stosunki między dwoma kolonizatorami sypią się jak domek z kart. Szybka, konkretna akcja, mocne hard sci-fi. Dobry początek historii
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDobra, twarda sci-fi z dużym naciskiem na sci. Interesująco opisane warunki obcej, kolonizowanej planety ( układ Alfa Centauri - rzeczywisty smaczek w fabule ),statek kolonizacyjny będący dalekim rozwinięciem projektu Dedal ( albo Orion ). Umiejętnie wprowadzona atmosfera osamotnienia nielicznej załogi daleko od macierzystej planety. Mamy też dobrze uzasadniony konflikt między dwoma potęgami i co ciekawe Chiny są tu zdecydowanie na wygranej pozycji, wreszcie dobrze opisane walki zarówno w kosmosie ( bez buczących silników i piu-piu laserów ) jak i na powierzchni planety. Mamy rozwijaną windę orbitalną, charakterystycznych bohaterów (np. Eileen ) i wreszcie twardą walkę o przetrwanie z bezwzględną naturą.
Fabuła nakreślona jest krótką, konkretną kreską - aż by się prosiło, żeby rozwinąć ją nieco szerzej.
Dobra, twarda sci-fi z dużym naciskiem na sci. Interesująco opisane warunki obcej, kolonizowanej planety ( układ Alfa Centauri - rzeczywisty smaczek w fabule ),statek kolonizacyjny będący dalekim rozwinięciem projektu Dedal ( albo Orion ). Umiejętnie wprowadzona atmosfera osamotnienia nielicznej załogi daleko od macierzystej planety. Mamy też dobrze uzasadniony konflikt...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTakie tam czytadło. Można, ale po co? Tylko z braku lepszych lektur.
Trudno mówić o linii fabularnej, to raczej zbieranina postrzępionych fragmentów opowieści. Bohaterów nie ma kiedy polubić, opisy nudne, akcja nie trzyma w napięciu. Do tego błędy i literówki. Nie dziwię się, że autor musiał sam wydać tę książeczkę... Nie polecam.
Takie tam czytadło. Można, ale po co? Tylko z braku lepszych lektur.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrudno mówić o linii fabularnej, to raczej zbieranina postrzępionych fragmentów opowieści. Bohaterów nie ma kiedy polubić, opisy nudne, akcja nie trzyma w napięciu. Do tego błędy i literówki. Nie dziwię się, że autor musiał sam wydać tę książeczkę... Nie polecam.
Sam pomysł ciekawy. Sytuacja ludzi na Rigil Prime przypomina mi sytuację pierwszych osadników Australii. Chociaż tutaj nie ma wrogiej fauny, czy tubylców. Są za to niezbyt przyjaźnie nastawieni sąsiedzi. I chyba tyle. Książka nie porywa. Słaby opis postaci jest raczej związany z brakiem miejsca, gdyż książka ma niewiele ponad 100 stron. Natomiast opisy walk są po prostu słabe.
Daleki jestem od stwierdzenia, że lektura tej książki była stratą czasu, ale raczej nie polecę jej znajomym.
Jest błąd w danych książki. Jest to Pierwszy tom cyklu Sięgając poza horyzont
Sam pomysł ciekawy. Sytuacja ludzi na Rigil Prime przypomina mi sytuację pierwszych osadników Australii. Chociaż tutaj nie ma wrogiej fauny, czy tubylców. Są za to niezbyt przyjaźnie nastawieni sąsiedzi. I chyba tyle. Książka nie porywa. Słaby opis postaci jest raczej związany z brakiem miejsca, gdyż książka ma niewiele ponad 100 stron. Natomiast opisy walk są po prostu...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSci-fi z dużym naciskiem na stronę naukową - w przeciwieństwie do Skokowca zapełnionego ludźmi, tętniącego życiem, tu mamy zimny, surowy kosmos, początki kolonizacji układu planetarnego Alfa Centauri. Nie mamy natychmiastowej komunikacji - czas łączności liczony jest w latach - opisany lot na Proximę również ma trwać długo - czuć w tym dobrze oddany ogrom natury. Znakomicie ukazany konflikt pomiędzy potęgami i efekt krótkowzrocznych decyzji politycznych. Dobrze opisane, żywe postaci. Napięcie narasta bardzo szybko - akcja trzyma w napięciu do końca - i człowiek sam sięga po kontynuację. Bardzo dobra pozycja.
Sci-fi z dużym naciskiem na stronę naukową - w przeciwieństwie do Skokowca zapełnionego ludźmi, tętniącego życiem, tu mamy zimny, surowy kosmos, początki kolonizacji układu planetarnego Alfa Centauri. Nie mamy natychmiastowej komunikacji - czas łączności liczony jest w latach - opisany lot na Proximę również ma trwać długo - czuć w tym dobrze oddany ogrom natury. Znakomicie...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWalka o przetrwanie daleko od Ziemi, zgrabnie zarysowana geneza konfliktu - bo na prawdziwą wojnę jeszcze za wcześnie, wreszcie logiczny ciąg zdarzeń bez królików z kapelusza wyciąganych przez niektórych autorów ( bo to sci-fi ). Przeczytałam z przyjemnością.
Walka o przetrwanie daleko od Ziemi, zgrabnie zarysowana geneza konfliktu - bo na prawdziwą wojnę jeszcze za wcześnie, wreszcie logiczny ciąg zdarzeń bez królików z kapelusza wyciąganych przez niektórych autorów ( bo to sci-fi ). Przeczytałam z przyjemnością.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutorowi udało się przepowiedzieć istnienie planet nadających się do zamieszkania w najbliższym nam układzie Alfa Centauri, co zostało odkryte dopiero kilka tygodni temu.
Chociaż odległość wynosi 4 lata świetlne to zupełnie nieobjaśnionym sposobem najnowsze kosmoloty miały wbrew fizyce lecieć tylko 2 lata chociaż telekomunikacja wymagała nadal 4 lat. Gdyby podróżować według aktualnego rekordu prędkości kosmolotu (252 792 km/h) to podróż trwałaby 17 tys. lat. Śmiałe pomysły użycia żagla kosmicznego szacują taki lot do tej najbliższej gwiazdy na 20 lat. Na szczęście autor nie wgłębia się w detale i mniej uważny czytelnik nie powinien zauważyć nieścisłości.
Jednak najistotniejszy dla powieści jest konflikt zbrojny pomiędzy konkurującymi astronautami chińskimi i amerykańskimi. Jak dotąd udawało się tego unikać ludzkości w podboju kosmosu nawet za najgorętszych wyścigów kosmicznych pomiędzy USA a ZSRR. Tym niemniej taki konflikt jest zawsze możliwy wobec ludzkiej żądzy zdobywania i posiadania. Powieść dosyć wiarygodnie to wszystko odmalowuje i dlatego wydaje mi się godną polecenia.
Autorowi udało się przepowiedzieć istnienie planet nadających się do zamieszkania w najbliższym nam układzie Alfa Centauri, co zostało odkryte dopiero kilka tygodni temu.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toChociaż odległość wynosi 4 lata świetlne to zupełnie nieobjaśnionym sposobem najnowsze kosmoloty miały wbrew fizyce lecieć tylko 2 lata chociaż telekomunikacja wymagała nadal 4 lat. Gdyby podróżować według...
Zaskakująco sprawna militarna hard s-f. Bardziej opowiadanie niż powieść. Dużo się dzieje, akcja wciąga i jest logicznie poprowadzona. Postaci bardzo proste, ale dobrze zakreślone i wyraziste. Duży plus za dynamiczne, przejrzyste sceny walk, które często są piętą achillesową wielu uznanych autorów.
Najprościej Incydent na Rigil Prime porównać do pilota dobrego serialu - świetnie wprowadza w nowy świat i daje potężny apetyt na ciąg dalszy.
Gorzej z warstwą edytorską. Nie brakuje literówek i błędów gramatycznych, przynajmniej w wersji e-bookowej. Biorąc pod uwagę tę parę groszy, które kosztuje, nie jest to wielki zarzut. Polecam.
Zaskakująco sprawna militarna hard s-f. Bardziej opowiadanie niż powieść. Dużo się dzieje, akcja wciąga i jest logicznie poprowadzona. Postaci bardzo proste, ale dobrze zakreślone i wyraziste. Duży plus za dynamiczne, przejrzyste sceny walk, które często są piętą achillesową wielu uznanych autorów.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNajprościej Incydent na Rigil Prime porównać do pilota dobrego serialu -...
Pierwsza od dawna książka jaką czytałem, a którą można zaliczyć do fantastyki naukowej.
Książka jest nie tylko poprawna językowo, ale także pisana w sposób który dla czytelników nie obytych z tym gatunkiem może sprawiać niejakie problemy - opisy technologii, zjawisk fizycznych. Chociaż nie ma tego tyle, żeby utrudniało czytanie jak to często się dzieje.
Bohaterowie i wątek są bardzo ciekawe. Akcja trzyma w napięciu, a bohaterowie są żywi i pozwalają na identyfikację czytelnika. Zwłaszcza w drugiej połowie książki - widać jak autor się rozkręca.
Incydent ma wg mnie dwa minusy:
- autor, Polak swoimi bohaterami uczynił Amerykanów, a mnie to strasznie irytuje.
- książka jest zdecydowanie za krótka. Na szczęście są dalsze części.
Pierwsza od dawna książka jaką czytałem, a którą można zaliczyć do fantastyki naukowej.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka jest nie tylko poprawna językowo, ale także pisana w sposób który dla czytelników nie obytych z tym gatunkiem może sprawiać niejakie problemy - opisy technologii, zjawisk fizycznych. Chociaż nie ma tego tyle, żeby utrudniało czytanie jak to często się dzieje.
Bohaterowie i...
Porządne hard sci-fi, o które rzadko. Kupiłem ją "hurtem" z kilkoma innymi. I szkoda, że tyle czasu czekała w czytniku na swoją kolej. Dobra, trzymająca w napięciu, koniec też nie jest jednoznaczny i mam nadzieję, że zapowiada ciąg dalszy.
Porządne hard sci-fi, o które rzadko. Kupiłem ją "hurtem" z kilkoma innymi. I szkoda, że tyle czasu czekała w czytniku na swoją kolej. Dobra, trzymająca w napięciu, koniec też nie jest jednoznaczny i mam nadzieję, że zapowiada ciąg dalszy.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to