rozwińzwiń

Janusz Korczak. Fotobiografia

Okładka książki Janusz Korczak. Fotobiografia autora Maciej Sadowski, 9788324402038
Okładka książki Janusz Korczak. Fotobiografia
Maciej Sadowski Wydawnictwo: Wydawnictwo Iskry biografia, autobiografia, pamiętnik
192 str. 3 godz. 12 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Data wydania:
2012-06-21
Data 1. wyd. pol.:
2012-06-21
Liczba stron:
192
Czas czytania
3 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-244-0203-8
Średnia ocen

7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Janusz Korczak. Fotobiografia w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Janusz Korczak. Fotobiografiai

Prawdziwa bajka o Starym Doktorze



276 0 130

Oceny książki Janusz Korczak. Fotobiografia

Średnia ocen
7,3 / 10
14 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Janusz Korczak. Fotobiografia

Sortuj:
avatar
171
27

Na półkach: ,

Bardzo fajnie i ciekawa przedstawiona biografia Janusza Korczaka, bardzo bogato ilustrowana - mnóstwo fotografii, rękopisów ...

Bardzo fajnie i ciekawa przedstawiona biografia Janusza Korczaka, bardzo bogato ilustrowana - mnóstwo fotografii, rękopisów ...

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
523
168

Na półkach: , , ,

Janusz Korczak fotobiografia

Z powodu 70 rocznicy tragicznej śmierci Henryka Goldszmita czyli Janusza Korczaka polscy parlamentarzyści ustanowili 2012 rokiem jego pamięci. Natomiast wydawnictwo Iskry opublikowało fotobiografię poświęconą warszawskiemu lekarzowi, pedagogowi i publicyście pochodzenia żydowskiego opracowaną przez Macieja Sadowskiego. Książka składa się z rozdziałów dotyczących poszczególnych etapów jego życia. Czytelnik może dzięki temu śledzić koleje jego losu, oglądając fotografie, dokumenty oraz czytając fragmenty jego pamiętnika. W dodatku w publikacji umieszczono liczne cytaty z prac Korczaka poświęcone dziecku oraz jego wychowaniu. Bardzo interesujace są jego wypowiedzi dot. małego człowieka: dzieci już są ludźmi, a nie lalkami... oraz Wszystko sprowadza się do tego, by dziecko poznać, by wiedzieć. Wiedzieć czego mu potrzeba do normalnego wzrostu, czego mu bark, że się zawahało w rozwoju (fizycznym, intelektualnym i moralnym),aby jeśli można, braki w porę usunąć. To właśnie Henryk Goldszmit walczył o prawa dziecka, a także zabiegał, aby bardziej aktywnie przygotowywać pociechy do dorosłego życia. W Domu Sierot, który prowadził młodzież i maluchy mogły się oswajać z różnymi instytucjami tj. parlament (wychowanków),sąd (koleżeński) czy też gazeta przez nich wydawana będąca forum wymiany ich myśli. Słynny pedagog często powtarzał: Dziecko kojarzy i rozumie jak osoba dorosła, tylko nie ma takiego bagażu doświadczeń.
Janusz Korczak był z wykształcenia lekarzem, który wziął udział w wojnie rosyjsko-japońskiej oraz uzyskał stopień majora. Ofiarnie pomagał też ubogim i leczył ich za darmo. Publikował również swoje teksty w gazetach codziennych. Wychodziły też jego prace dot. wychowania dzieci, również tych trudnych i z wieloma problemami. Jednak najbardziej znaną książką tego twórcy jest Król Maciuś Pierwszy, opowieść napisana z myślą o młodym Odbiorcy.
Pedagog w latach 30 odwiedził Palestynę. Myślał też o wyjeździe z Polski i Europy z powodu nazistowskich teorii Hitlera oraz położenia Żydów w III Rzeszy. Jednak tego zamiaru nie zrealizował. Po wybuchu wojny nadal troszczył się o swoich wychowanków i razem z nimi udał się do obozu koncentracyjnego w Treblince w 1942 roku. Zginął razem z nimi w komorze gazowej na początku sierpnia siedemdziesiąt lat temu.
Oprócz wcześniej wymienionych zalet niniejsza publikacja została skierowana nie tylko do polskiego Odbiorcy, ale poprzez umieszczenie wszytkich tekstów również w języku angielskim do zagranicznych Czytelników. Dodatkowym atutem tej pozycji jest to, iż pozbawiono ją zbędnych komentarzy, pozwalając tym samym skupić się na bardzo wymownych wypowiedziach Korczaka oraz na fotografiach uzupełniających tekst. Książka ta skłania do refleksji i zastanowienia nad postępowaniem dorosłych względem dzieci, a także opowiada o życiu człowieka, który bez wątpiena może być stawiany za wzór młodym ludziom.
Podsumowując praca pod tytułem Janusz Korczak fotobiografia zredagowana przez Macieja Sadowskiego jest wspaniałą i wzruszającą opowieścią o niezwykłej postaci warszawskiego lekarza, a przede wszystkim pedagoga i wychowawcy. Książka ta stanowi też hołd dziękczynny za jego działalność na rzecz praw dziecka. Gwaranuję, iż ta pozycja na dłużej zagości w pamięci każdego Czytelnika. Zachęcam do lektury!

Janusz Korczak fotobiografia

Z powodu 70 rocznicy tragicznej śmierci Henryka Goldszmita czyli Janusza Korczaka polscy parlamentarzyści ustanowili 2012 rokiem jego pamięci. Natomiast wydawnictwo Iskry opublikowało fotobiografię poświęconą warszawskiemu lekarzowi, pedagogowi i publicyście pochodzenia żydowskiego opracowaną przez Macieja Sadowskiego. Książka składa się z...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

43 użytkowników ma tytuł Janusz Korczak. Fotobiografia na półkach głównych
  • 28
  • 15
14 użytkowników ma tytuł Janusz Korczak. Fotobiografia na półkach dodatkowych
  • 7
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Janusz Korczak. Fotobiografia

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Ślady na piasku Ewa Krystyna Hoffman - Jędruch
Ślady na piasku
Ewa Krystyna Hoffman - Jędruch
Przynajmniej raz w roku staram się wracać do literatury kresowej. Nie dlatego, abym był szczególnie związany z tamtym regionem. Ale ciekawi mnie jak kresowianie postrzegali tamte czasy, z jakim kolorytem opisują lata swojej młodości i dorosłego życia. Ta książka nie jest właściwie biografią, lecz raczej sagą rodzinną, w której dominują wspomnienia poświęcone przede wszystkim najbliższej rodzinie autorki – mamie, wujkowi, dziadkom. Książka ładnie i solidnie wydana na kredowym papierze, opatrzona fotografiami z domowego archiwum, co samo z siebie zachęca do lektury. Jest coś czarownego we wspomnieniach, gdy przywraca się z niepamięci dokonania ludzi, którzy dawno odeszli. Gdy przypomina się nieistniejące księgarnie, kawiarnie, uzmysławia jak niegdyś spędzało się wolny czas, jak wyglądało kształcenie młodzieży na studiach (swoją drogą wydaje się, że stawiane wówczas wymagania były dużo wyższe niż obecnie). A to wszystko na tle zmieniających się granic oraz niespokojnych czasów naznaczonych tragicznymi wydarzeniami wojennymi. Szczególnie dobrze prezentują się te partie książki poświęcone czasom Lwowa w ramach CK Monarchii oraz w okresie międzywojennym. Opis lat 1939-45, choć w sumie dokładniejszy i bardziej dojmujący, osobiście czytało mi się nieco gorzej; ale jest to raczej subiektywne wrażenie, wynikające ze zbyt częstego sięgania po książki dotyczące lat II wojny światowej. Podsumowując: interesująca pozycja, czytelnicy lubiący spojrzeć na historię pierwszej połowy XX wieku z perspektywy kresowej rodziny nie powinni być zawiedzeni. I pamiętajmy o figurce Pierrota ! :-)
Kedar - awatar Kedar
ocenił na74 lata temu
Historia pewnego małżeństwa. Listy Bronisława Malinowskiego i Elsie Masson Helena Wayne
Historia pewnego małżeństwa. Listy Bronisława Malinowskiego i Elsie Masson
Helena Wayne
Przeczytałam piękną książkę i pożyczę ją tobie! Uwielbiam takie zdania, które słyszę zamiast „cześć”, „dzień dobry” lub „co u ciebie słychać”. Jednak tym razem w powitaniu zabrakło zapytania, czy ja w ogóle chcę ją przeczytać? Koleżanka wyszła z założenia, że ja ją muszę od niej pożyczyć, bo jest o Bronisławie Malinowskim. TYM Malinowskim? – zapytałam. Tego od „Życia seksualnego dzikich"? – dodałam dla pewności. Okazało się, że tak, że dobrze się domyśliłam, ale jednocześnie zawahałam się nad wyrażeniem zgody. Właściwie antropologia nie należy do mojej ulubionej dziedziny nauki, żeby zaczytywać się w biografiach jej przedstawicieli, a przeczytanie jednej jego książki, mimo że bardzo ciekawej, też mnie nie zachęcało. Nie byłam ciekawa jego prywatnego i zawodowego życia, ale instynkt czytelniczki chwycił się tego magicznego słowa w rekomendacji – „piękna”. Swoisty haczyk łapiący na szczęście lub nieszczęście czytelnika. Doświadczenie mnie nie zawiodło! Chociaż początek wchodzenia w treść nie był obiecujący. Po pierwsze książka okazała się nie biografią czy autobiografią, ale zbiorem korespondencji między Bronisławem Malinowskim a jego żoną Elsie Masson, obejmującym okres od czasów narzeczeństwa w 1916 roku do 1935 roku, kiedy byli już wieloletnim małżeństwem. Charakter pracy badacza terenowego oraz wykładowcy i nieuleczalna choroba Elsie (cierpiała na stwardnienie rozsiane) wymuszała na nich częste, krótsze i dłuższe rozstania. Życie w oddaleniu zaowocowało kilkoma tysiącami listów, które zebrała i opracowała ich najmłodsza córka Helena Wayne. Po drugie podczas czytania cudzych listów zawsze towarzyszą mi wyrzuty sumienia, których nie umniejsza upływ czasu, o czym pisałam przy okazji podobnej publikacji – "Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory listy na wyczerpanym papierze". I po trzecie nastawiłam się na warstwę emocjonalno-romantyczną tej pisemnej wymiany myśli (okazało się nie być jej za wiele),pozostawiając poznawcze wartości relacji z badań – antropologom, tło czasów, w których żyli (I wojna światowa, odzyskanie niepodległości przez Polskę, narodziny faszyzmu, dochodzenie Hitlera do władzy) – historykom, genderowe relacje w obrębie dyscypliny zainteresowanym badaczom – jak ujęła to ostatnie Grażyna Kubica w rozdziale wprowadzającym. Brnęłam więc początkowo przez okres poznania, czas narzeczeństwa i początki małżeństwa lekko znudzona, zastanawiając się, co jest pięknego w ich życiu w ciągłej rozłące, stałej tęsknocie za wzajemną obecnością, byciu „wiecznie samej” z dziećmi, skupianiu się na rozwoju zawodowym i karierze męża, męczących przeprowadzkach od Australii począwszy, na Europie skończywszy, nieodłącznej obawie o zdradę, o którą tak łatwo w podróżach, opisach choroby, zabierającej Elsie sprawność fizyczną i możliwość bycia w pełni matką dla ich trzech dziewczynek, dotkliwych myślach wyrażanych w zdaniu pełnym bólu – "Wczoraj ogarnęła mnie w związku z tym fala rozpaczy, chodzi mi o to, że znowu będziemy rozdzieleni?" Przecież to są czynniki niszczące małżeństwo! I wtedy ujrzałam to, co moja koleżanka – niezwykłe, nieprzeciętne, rzadko spotykane piękno związku. Tego małżeństwa, kochającego się jednakową temperaturą uczuć pomimo upływu lat, kolejnych rocznic ślubu i pomimo a nawet wbrew i na przekór tym wszystkim, wymienionym wcześniej i niewymienionym przeze mnie, przeszkodom. Zaczęłam uważniej studiować listy, bo uświadomiłam sobie, że być może czytam nie tylko korespondencję udanego związku partnerskiego, w którym każde było wzajemnie przez siebie doceniane, w trudnych i niesprzyjających warunkach (dla mnie wręcz niemożliwych) do istnienia trwałości uczuć, ale przede wszystkim receptę na szczęśliwe małżeństwo! Stworzoną przez dwie, silne indywidualności! Człowieka nauki, żyjącego z pasją i ogarniętego silnym "pragnieniem, które jest wyrazem chęci przetłumaczenia skrajnie abstrakcyjnego pojęcia miejsca geograficznego na konkretne doświadczenie. To nieomal jakby dotykało się teoretycznej koncepcji abstrakcji". Tak opisywana potrzeba jest mi bardzo bliska i może dlatego, w przeciwieństwie do mojej koleżanki, nie darzyłam go niechęcią i złością za zostawianie żony samej. Rozumiałam go w pełni. Rósł za to mój podziw dla Elsie. Kobiety wyjątkowej, mającej poczucie własnej wartości, sufrażystki, emancypantki, walczącej, z pozytywnym skutkiem, o lepsze prawa pracownicze dla pielęgniarek, autorki książki i dramatów oraz korektorki, krytyczki i redaktorki prac męża. Jak sama napisała w jednym z listów – "Żaden kochany mężczyzna nie jest w tle, on po prostu stanowi krajobraz, jest całą raison d’être [racją bytu […]] życia kobiety, tego, gdzie jest, tego, co robi i nawet tego, co myśli". Najpiękniejsze w tym wszystkim było to, że Bronisław Malinowski stosował dokładnie tę samą zasadę wobec żony, co w przypadku mężczyzny jest bardzo trudne, bo wbrew jego naturze i skłonności dzielenia życia na osobne działy. To obopólne holistyczne podejście do związku można nazwać receptą, ale żeby odkryć jej tajemnicę, trzeba najpierw poznać historię ich małżeństwa. Poznać konteksty, poczuć emocje, wchłonąć myśli budujące misternie mocną konstrukcję wzajemnych relacji, a w konsekwencji bardzo silną więź. Co ciekawe, opartą nie na wartościach religijnych, ale na ateistycznym systemie zasad moralnych. Niestrudzenie, stale, cierpliwie, nawet na odległość właśnie poprzez listy. Formę komunikacji ułatwiającej zdolność do nazywania uczuć i rozwijającą umiejętność ich wyrażania. Niezbędnych wręcz do wzajemnego zrozumienia, partnerskiego traktowania i szczerego dialogu. Niestety sztuka epistolografii zanika. Malinowscy mieli ją opanowaną do perfekcji do tego stopnia, że po prawie dwudziestu latach związku, Elsie nadal pisała – "Myślę także, że nigdy przedtem nie czuliśmy się bardziej sobie bliscy i ogólnie wraz z upływem czasu na pewno nie oddalamy się od siebie i nie stajemy się zmęczeni swoim towarzystwem". A ona dla niego nadal była „kochaną Elsusiu” otrzymującą listy, niezmiennie tak samo podpisane, aż do jej śmierci – "Z wielką miłością kochanie. Twój i tylko Twój Bronio". Zazdroszczę.
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na95 lat temu
Pół życia w ciemności. Biografia Zygmunta Kałużyńskiego Wojciech Kałużyński
Pół życia w ciemności. Biografia Zygmunta Kałużyńskiego
Wojciech Kałużyński
Pan od filmów - "Pół życia w ciemności" Wojciecha Kałużyńskiego Jakiś czas temu trafiła w moje ręce biografia Zygmunta Kałużyńskiego, którego jak przez mgłę pamiętałem z programu „Perły z lamusa”. Przez mgłę, bo późną wieczorową porą, kiedy odcinek w latach 90. był nadawany, ja już pewnie, jako smarkacz, smacznie spałem. Pamiętam za to dobrze czołówkę tego programu z elektryzującą uwagę widza muzyką. O czym, dwaj występujący tam panowie, czyli Zygmunt Kałużyńki i Tomasz Raczek rozmawiają, nie miałem pojęcia. A szkoda, bo dziś oglądając archiwalne odcinki „Pereł…” wsłuchuje się z uwagą w ich dyskusję i jeśli tylko mam czas, staram się obejrzeć polecany przez nich w danym odcinku film. „Pół życia w ciemności” Wojciecha Kałużyńskiego to biografia Zygmunta Kałużyńskiego – uważanego przez wielu za najlepszego polskiego krytyka filmowego XX wieku. Książkę przeczytałem z dużym zainteresowaniem w ramach „Dyskusyjnego Klubu Książki”. Autor biografii, również popularny krytyk filmowy, dementuje już na wstępie krążącą wokół niego legendę, że jest synem Zygmunta Kałużyńskiego – nie jest. Na podstawie wieloletnich badań swojego rodu, doszedł autor do wniosku, że istnieje jednak dalekie pokrewieństwo między nim, a słynnym krytykiem, który zresztą zmarł jako bezdzietny, samotny, rozwodnik. Wojciech Kałużyński pisze biografię o człowieku, który swoim oryginalnym, osamotnionym życiem i wypowiedziami o nim nie ułatwił autorowi zadania polegającego na sporządzeniu fachowej i autentycznej mapy jego życia. Wspomnienia z dzieciństwa, młodości, jak i z całego swojego życia były zawsze przez Kałużyńskiego koloryzowane, przeinaczane, stale poddawane kaprysowi i nastrojowi bohatera. Wojciech Kałużyński z chronologicznym porządkiem przybliża kolejne etapy życia pana Zygmunta, choć zaznacza, że bardziej zależy mu na weryfikacji wielu mitów, które przez lata urosły wokół jego słynnego „krewniaka”. W bardzo osobisty sposób informuje czytelnika o swoich wątpliwościach; przybliża proces zdobywania informacji o Zygmuncie Kałużyńskim, a nawet dzieli się ważnym wyznaniem, w którym zaznacza, że zazdrościł zawsze Tomaszowi Raczkowi jego bliskiej znajomości z Kałużyńskim. Autor kontaktuje się z bliskimi znajomymi Kałużyńskiego, z jego byłą żoną, aktorami, reżyserami czy ze szkolnymi kolegami Kałużyńskiego, zagląda również do jego teczki w IPN-ie – wszystko po to, by lepiej poznać swojego bohatera, który sam twierdził, należy do pokolenia mającego kilka biografii zależnych od burzliwych czasów, w których przyszło im żyć. Poznajemy dzieciństwo przyszłego krytyka spędzone w Lublinie. Odkrywamy jak duży wpływ na jego życie miał wuj – wzięty prawnik, który nalegał, by jego siostrzeniec studiował prawo, traktowane przez młodego Kałużyńskiego beznamiętnie. Przyszłego krytyka ciągnęło do teatru – chciał zostać reżyserem teatralnym. Postanowił w końcu studiować dwa kierunki, z czego największą przyjemność sprawiały mu właśnie zajęcia teatralne, szczególnie te prowadzone przez Leona Schillera. Panowie mieli tę samą wizję teatru. W dalszej części biografii dowiadujemy się jak wyglądało życie Kałużyńskiego podczas okupacji niemieckiej. Wzruszające jest dla mnie wyznanie krytyka, który z budzącą podziw szczerością opowiada o swoim stosunku do wojny, o swoim uczestnictwie w kampanii wrześniowej oraz o tym, że przez cały ten okres po prostu panicznie się bał i robił wszystko, by przeżyć. Pamiętam dobrze fragment, w którym opowiada o wstrząsającym dla niego momencie, kiedy podczas jednej z łapanek jego gra aktorska uratowała mu życie. Po wojnie Kałużyński kształci się dalej. Poślubia Julię Hartwig. Wyjeżdżają razem na stypendium do Francji, z której krytyk wraca już sam. Kałużyński przeżywa również rozstanie ze swoją drugą żoną, amerykańską aktorką Eleonor Griswold, która związała się z reżyserem Aleksandrem Fordem. Kałużyński nawiązuje współpracę jako kontakt poufny ze Służbą Bezpieczeństwa. Donosi na wiele osób ze środowiska filmowego. Był sympatykiem PRL-u oraz PZPR, choć do partii nie wstąpił nigdy. Znał dobrze teksty Marksa, którymi zaczytywał się już w młodości – uważał się za ideowego komunistę. Zapytany przez Tomasza Raczka o sympatie polityczne w jednym z programów odpowiedział, że ma takie poglądy polityczne, jakie akurat mu w danej chwili pasują; że polityka jest od tego, by umożliwiała realizacje własnych planów, załatwienie swoich spraw oraz, by mogło się żyć spokojnie. Jako krytyk słynął z celnych uwag, oczytania i przede wszystkim odwagi i bezpośredniości w głoszonych przez siebie tezach, czym szokował i zraził do siebie wielu znanych polskich aktorów i reżyserów. Był wieloletnim publicystą „Polityki”. Pisał recenzje nieszablonowe, w których uwagę poświęcał nie tylko filmom, ale również sprawom refleksyjnym, filozoficznym, nierzadko pisząc lub mówiąc o własnych przeżyciach, co spodobało się twórcom programów telewizyjnych. Kałużyński trafił do telewizji już w latach 70. biorąc udział w programie „Sam na sam”, a później na stałe zagościł w programie „Perły z Lamusa” i „Perły w południe”, dzięki którym zaprzyjaźnił się z Tomaszem Raczkiem. Panowie szczerze się polubili i utrzymywali bliską znajomość w życiu prywatnym. To właśnie Tomasz Raczek poinformował swojego przyjaciela o chorobie nowotworowej i opiekował się nim aż do jego śmierci w 2004 roku. Kałużyński był samotnikiem. Człowiekiem całkowicie pochłoniętym przez kino. Sam wymyślił tytuł swojej biografii, twierdząc, że jeśli kiedyś ją napisze, da jej właśnie taki tytuł, w końcu jak sam twierdził pół swojego życia spędził właśnie w ciemnościach kinowych sal. Niepotrzebnie zbyt wielu ludzi grzebie w jego prywatności ekscytując się faktem, że nie dbał o higienę, lubował się w ostrej pornografii czy że nie przeszkadzał mu brud i kurz. Tak, był dziwakiem, ekscentrykiem, świetnym erudytą lubiącym błazenadę, ale klaunem był tylko na pokaz. Dla bliskich zawsze ściągał maskę. Idealnie odnalazłby się dziś wśród współczesnych celebrytów – miałby czym zadziwiać, szokować i wywoływać sensację. Pod koniec książki autor pisze o stosunku Kałużyńskiego do religii oraz do kobiet, które uwielbiał. Krytyk przez całe swoje dorosłe życie nie praktykował żadnej religii, choć czuł się blisko związany z religią chrześcijańską. Cenił Biblię, uważając ją za znakomitą „książkę”, którą, według niego, powinni czytać przede wszystkim osoby duchowne, o których nie zawsze wypowiadał się pochlebnie. Przed śmiercią przyjął jako członek Kościoła katolickiego sakrament namaszczenia i pojednał się z Bogiem. Kałużyński był wyjątkowym człowiekiem, a ja wyjątkowych ludzi lubię i cenię bardzo; i lubię o nich czytać. Oryginalny, inteligentny człowiek całkowicie oddany swojej pasji, którą było kino. Książkę polecam, bo czyta się ją jak dobrą powieść, a jej bohatera można i trzeba polubić, bo jest po prostu sobą. Kałużyński pokazuje, że aby stale być sobą trzeba być samotnym i znosić ciągłe bycie wykpiwanym, obrażanym i klasyfikowanym jako wariat. Co więcej, aby być sobą mimo wszystko, trzeba przede wszystkim siebie kochać. W rozmowie z Tomaszem Raczkiem Kałużyński stwierdził: „Jestem w sobie zakochany panie redaktorze, to jest jedyne uczucie, jakiego jestem absolutnie pewny”. Polecam książkę wszystkim, którzy chcą poznać bliżej wyjątkową osobę – nietuzinkowego krytyka filmowego, który na stałe zapisał się w polskiej kulturze XX wieku. Książka warta przeczytania dla wszystkich, którzy cenią i lubią tak interesujące i niebanalne osobowości jak Zygmunt Kałużyński, i tych, którzy znają się na naprawdę dobrych żartach. k. podtekstem.blog.pl
Kamil - awatar Kamil
ocenił na710 lat temu
Tyrmandowie. Romans amerykański Agata Tuszyńska
Tyrmandowie. Romans amerykański
Agata Tuszyńska
„Tyrmandowie. Romans amerykański” to interesująca opowieść o związku i małżeństwie Leopolda Tyrmanda i jego trzeciej żony, Mary. Oprócz wspomnień książka zawiera wiele listów i unikatowych zdjęć. Poznali się w roku 1970. Ona miała zaledwie 23 lata, on – 50. Ona jeszcze robiła doktorat z iberystyki i szukała życiowych wzorców. On, mimo że przebywał w Stanach Zjednoczonych dopiero od czterech lat, miał już tam ugruntowaną pozycję jako dziennikarz i pisarz antykomunistyczny. Zaczęło się od listu, który Mary Fox napisała na adres redakcji. Tak naprawdę wszystko zaczęło się między nimi właśnie od korespondencji, która trwała nieprzerwanie do śmierci Leopolda, bo pisali do siebie podczas każdej rozłąki, jeśli nie listy, to chociaż kartki pocztowe. Po latach wdowa udostępniła te cenne pamiątki Agacie Tuszyńskiej, a także w rozmowach opowiedziała o swoim życiu ze znanym pisarzem. Całość układa się tu w miłosną historię, która początkowo mogła zapowiadać się jako romans, przelotny związek, z których Tyrmand był znany. Okazało się, że spędzili ze sobą 15 lat. Pobrali się, mieli dwoje dzieci i – jak podkreśla Mary – nigdy nie nudzili się w swoim towarzystwie, bo zawsze dużo rozmawiali. Na każdy temat, Dowodem tych rozmów są właśnie listy (to też rodzaj komunikacji). Oboje piszą w nich właściwie o wszystkim, od codziennych drobiazgów i zakupów po wrażenia z przeczytanych książek i obejrzanych filmów. Dużo dowiadujemy się też z książki o żydowskich przodkach obojga małżonków. Bardzo ciekawa jest historia rodziny Foxów, zwłaszcza matki Mary, która prowadziła ekscentryczny tryb życia. Całość napisana i skomponowana jest bardzo ciekawie. Trudno oderwać się od lektury nawet jeśli zna się biografię Tyrmanda. I emocjami czyta się listy. Dziś już mało kto prowadzi taką korespondencję. A szkoda.
allison - awatar allison
ocenił na71 rok temu
Moja winnica Miriam Akavia
Moja winnica
Miriam Akavia
Ciekawie przedstawiony fragment rodzinnej historii Polaków-nie Polaków wyznania mojżeszowego. Używam takiego specyficznego słowotworu bo ta niejednolitość, wewnętrzne rozbicie to w moim odbiorze jeden z najważniejszych elementów, kreślonego przez autorkę obrazu tej bardzo licznej w przedwojennej Polsce społeczności. Społeczności Żydów i żydów. Polaków, wyznających judaizm, mających żydowskie korzenie i Izraelitów chwilowo choć chwila ta dla wielu trwała już kilka wieków, przebywających w Polsce. Spolonizowanych, całkowicie zasymilowanych i skrajnych syjonistów, całe życie z pokolenia na pokolenie czekających na powrót do wyśnionej ziemi obiecanej. Powrót, który większości nie był dany, a tych którzy go doczekali często głęboko rozczarował. Tacy rodzimi cudzoziemcy, zamknięci szczelnie w swoich odwiecznych sztetlach, w dziesiątym pokoleniu nie znający polskiego. I ci z przeciwnej strony, otwarci na świat, prący do przodu, szukający dla siebie miejsca w tym kraju, faktycznie rodzimym i w jego społeczeństwie. Są echa polskiego antysemityzmu, atak endeków na żydowską dzielnicę, niszczenie żydowskich sklepów, ławkowe getta na uczelniach. Brak choćby zarysu sąsiedzkiej zgody, normalnego, codziennego współżycia chrześcijan z żydami co w przedwojennej Polsce nie było wyjątkiem. W tej żydowskiej sadze praktycznie nie ma Polaków. Być może takie było życiowe doświadczenie autorki, wychowanej w rodzinie, zachowującej dystans czy wręcz izolację. Może to dlatego, że opowieść jest o Żydach i dla Żydów. Ja jednak odbieram to jak niedopełnienie obrazu. Historia niedopowiedziana do końca. Nie jest to powieść rewelacyjna, ale dość interesująca. Oczywiście wyłącznie dla tych, którzy lubią rodzinne historie z przeszłości.
ewafra - awatar ewafra
oceniła na74 lata temu
Kobieto! Boski diable Adam Hanuszkiewicz
Kobieto! Boski diable
Adam Hanuszkiewicz Renata Dymna Janusz Bogdan Roszkowski
Jedna z odnóg biografii Hanuszkiewicza. Ta podszyta kobietą. A mniej poetycko – pierwsza część tzw. „rozmów dźwirzyńskich”. Rozmowa nr 1 jest lekka, inteligentna, momentami wręcz erudycyjna. Do tego uważna, pełna zaskakującej czułości, pochylenia nad światem, zrozumienia, optymizmu, ale i dystansu, ironii oraz dowcipu. Pyszna, soczysta, uwodzicielska i erotyczna to gawęda. Wielki artysta, ciekawy umysł i piekielnie przystojny mężczyzna, jakim w moim mniemaniu był Hanuszkiewicz, opowiada tu o swych „przemyśleniach dotyczących odwiecznego obcowania płci i dylematów miłości, zdrady oraz seksu”. O kobietach – na scenie i w życiu prywatnym, w polityce i sztuce, w filmach i modzie – mówi po swojemu: rzeczywiście niezwykle szczerze, często na granicy kontrowersji i dobrego smaku. A mimo to jego przemyślenia, także te o „relacjach kobiet z mężczyznami w minionym wieku i w czasach, które dopiero nadchodzą”; wciągają, drażnią, wzburzają, prowokują, skłaniają do refleksji. W tle przewija się tu ponadto kapka literatury oraz kawał historii teatru i mnóstwo związanych z tym anegdot, a to już jest czysty miód na moje „teatrolubne” i „ksiażkolubne” serce. No uwielbiam to ględzenie Hanuszkiewicza, w każdej postaci. Nic na to nie poradzę. I polecam komu się da! Nie doszukałam się w tej książce – jak twierdzą niektóre opinie w internecie – chamstwa, nie widzę tu kompromitacji głównego opowiadacza, nie widzę podobno gorszącej niezgodności ze współczesną świętą: statystyką (osobiście nierzadko ważniejsza jest dla mnie sama historyjka, a nie jej zgodność z rzeczywistością i „naukowymi” badaniami; zresztą, statystyka wszystko przyjmie, dykteryjka – niekoniecznie). Nie czuję się obrażana, kiedy Hanuszkiewicz używa słowa „baba”, jest sprośny i opowiada o dziwkach, kiedy rzuca w jego mniemaniu jedyne słuszne opinie czy sypie starymi, wielokrotnie powtarzanymi dykteryjkami. Nie brzydzi mnie jego „mineta w burdelach” i nie rusza jego wpadanie w samozachwyt. Nie szarpie mnie to wszystko, bo nie znajduję w tej książce niczego, czego bym się nie spodziewała i czego bym wcześniej o A. H. nie wiedziała, zaś szeroko rozumiane dobrodziejstwo hanuszkiewiczowskiego inwentarza, jakie serwuje mi ta pozycja oraz obronne ustalenie terminu wydania tych rozmów na: „po śmierci” uznaję za oczywistość doskonale zgraną czy wręcz bezpośrednio wynikającą z osobowości legendarnego inscenizatora.
Mignatka - awatar Mignatka
oceniła na82 lata temu
Księżna nazistów Jim Wilson
Księżna nazistów
Jim Wilson
Stephanie von Hohenlohe to postać o której wcześniej nie słyszałam, ale jako, iż postanowiłam co jakiś czas sięgać po pozycje dotyczące wojny, wybór padł na „Księżną nazistów”. Ta mistrzyni uwodzenia i manipulowania urodziła się jako Stephany Julienne Richter w rodzinie o żydowskich korzeniach. Była nieślubną córką praskiej Żydówki, która będąc w związku małżeńskim z prawnikiem, wdała się w romans. Mąż uznał dziecko i wychowywał jak swoje. Mała, szczupła o dość pospolitych nie porażała urodą, jednak już jako postanowiła, że zostanie żoną księcia. Po śmierci ojca skończyło się luksusowe życie, lecz los jej sprzyjał. Dziewczyna trafiła na salony, gdzie wspierana przez księżną von Metternich poznała księcia Fridricha Franz Hohenlohe. Mężczyzna co prawda miał więcej długów niż przychodów, ale w 1914 r. została jego żoną. Małżeństwo przetrwało do 1920 roku i zakończyło się rozwodem jednak dziewczyna znikąd uzyskała tytuł, prestiż i koneksje. Biedna nieślubna Żydówka została księżną. Jej życie było barwne, pełne intryg i knucia, ale również niezwykle luksusowe. Dużo podróżowała i obracała wśród elit wykradając plany, podsłuchując oraz propagując faszyzm. Jej piękno, takt i dyplomatyczność sprawiały, iż nikt nie podejrzewał, że jest szpiegiem samego Hitlera. Antysemityzm był fundamentalnym założeniem ideologii nazistów i leżał u podstaw ich światopoglądu. Pomimo tego Stephanie zawróciła w głowie dyktatorowi III Rzeszy. W 1938 roku była jego przyjaciółką Hitlera. To on wręczył jej odznakę NSDAP. Książką jest połączeniem reportażu i powieści przygodowej. Oczywiście postać Stephanie wzbudzała we mnie nerwy podczas czytania, jednak jej spryt i umiejętności manipulacji częściowo mnie zafascynowały
Yourszula - awatar Yourszula
oceniła na62 lata temu

Cytaty z książki Janusz Korczak. Fotobiografia

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Janusz Korczak. Fotobiografia