rozwińzwiń

3001: Odyseja kosmiczna. Finał

Okładka książki 3001: Odyseja kosmiczna. Finał autorstwa Arthur C. Clarke
Okładka książki 3001: Odyseja kosmiczna. Finał autorstwa Arthur C. Clarke
Arthur C. Clarke Wydawnictwo: Vis-á-Vis/Etiuda Cykl: Odyseja Kosmiczna (tom 4) fantasy, science fiction
192 str. 3 godz. 12 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Odyseja Kosmiczna (tom 4)
Tytuł oryginału:
3001: The Final Odyssey
Data wydania:
2008-10-01
Data 1. wyd. pol.:
2008-10-01
Liczba stron:
192
Czas czytania
3 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788361516026
Tłumacz:
Radosław Kot
Oczywiście, gdy pisanie cyklu czterech powieści fantastyczno-naukowych trwa ponad trzydzieści lat, i to takich lat obfitujących w dech zapierające przemiany technologiczne (zwłaszcza w dziedzinie eksploracji kosmosu) i polityczne, nie ma szans na dzieło w pełni jednorodne.
Tak zatem i Odyseja kosmiczna 3001 odrzuca wiele wątków poprzednich powieści, szczegółowo rozwija zaś inne, tuszę, że ważniejsze. Jeśli którykolwiek z czytelników wcześniejszych książek poczuje się zagubiony za sprawą tych zmian, to pozostaje mi zaadaptować powiedzenie pewnego prezydenta USA i powiedzieć: „To tylko fikcja literacka, głupcze!”. Mam nadzieję, że to powstrzyma różne osoby przed słaniem mi gniewnych listów. Gdyby ktoś nie zauważył, to dopowiadam też, że to wszystko moje.
Średnia ocen
6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup 3001: Odyseja kosmiczna. Finał w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

3001: Odyseja kosmiczna. Finał



559 313

Oceny książki 3001: Odyseja kosmiczna. Finał

Średnia ocen
6,6 / 10
623 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce 3001: Odyseja kosmiczna. Finał

avatar
70
6

Na półkach:

Odyseja Kosmiczna. Książki mojego dzieciństwa. Pierwsze kroki w science fiction. W moich wspomnieniach cykl zapisał się jako archydzieło tego gatunku. Jakież było moje rozczarowanie po przeczytaniu Odysei 3001. Książka na wskroś zła. Pod każdym względem. Zarówno fabularnie jak i warsztatowo.

Jest to kontynuacja pozostałych trzech części. Główny bohater jest postacią z Odysei 2001, który tam... zginął. Zostaje odnaleziony w kosmosie tysiąc lat później, odmrożony i przywrócony do życia. W sumie czemu nie? Cała książka to jego historia. Płytka, bezbarwna i nijaka.

Przez dwie trzecie książki autor zachwyca się "zdobyczami" ludzkiej techniki i postępu, które szczerze mówiąc dziś trącą myszką. Rok wydania tego dzieła to 1997, a więc autor powinien mieć świadomość tego co się zestarzeje a co nie. Jest inaczej, sporo rzeczy jest po prostu śmiesznych i archaicznych z perspektywy dzisiejszych czasów. Źle to się zestarzało. Oczywiście fabuła, ponad codzienne perypetie bohatera, nie posuwa się w tym czasie do przodu.

Fabuła pozbawiona jakiegokolwiek rytmu. Jakakolwiek akcja zaczyna się pod koniec książki i szczerze mówiąc, trudno odgadnąć gdzie jest punkt kulminacyjny, bo przygody naszego delikwenta opisane są zupełnie nijako, jako zupełny banał. Zrobił to, był tam, potem znów tu i koniec. Do tego z jakiś dziwny przeskok czasowy o ileś tam lat wprzód. Bez wyraźnego powodu, bez żadnej zamykającej fabularnej klamry. Ot tak po prostu, bohater ląduje na Europie, coś tam się dzieje, a właściwie nic istotnego z punktu widzenia czytelnika, potem -- bach -- i jesteśmy parędziesiąt lat później. Ten umarł, ten przeżył, z tym bohater sobie dyskutuje na tematy religijne.

Rozkmin religijnych i światopoglądowych autora nie będę nawet komentował. Wtórny infantylizm, perspektywa obrażonego nastolatka, który za wszelką cenę próbuje udowodnić swoje racje. Totalny brak wiedzy w temacie. Lepiej pominąć i nie czytać.

Mowa jest również o jakimś zagrożeniu dla ludzkości, jakaś kara obcych za nasze złe zachowanie, czy coś, ale nie wiadomo jaka, bo nie zostało to ujawnione w treści. Budowanie napięcia na siłę. Zupełnie nieudane. Sposób rozwiązania problemu - miałki, nijaki i bzdurny.

Postacie opisane w sposób straszliwie pobieżny, płaskie, emocjonalnie na poziomie pięciolatka, aż oczy krwawią. Trudno uwierzyć, że książka jest pióra A. C. Clarka a nie nastolatki publikującej na Wattpadzie.

Dla mnie jest to szok, tak niespójnej, nierównomiernie napisanej książki chyba jeszcze nie czytałem, a na pewno nie pod takim nazwiskiem. Jest to chyba kolejny dowód na to, że również pisarze na starość powinni umieć zejść ze sceny.

Książka równie dobrze mogłaby nie powstać, nie wnosi nic istotnego do całego cyklu, oprócz dość skutecznego obalenia mitu i dobrych książkowych wspomnień o Arturze C. Clarku.

Ciężko mi to pisać i tak oceniać starszego wówczas już pana, ale 2/10 to jest ocena na wyrost. 2 ze względu na autora, który sam udowodnił już w latach pięćdziesiątych, że swoją wyobraźnią można wybiegać daleko w przyszłość i pisać książki tak, że nawet dzisiaj są one wizjonerskie.

Ta pozycja to niepotrzrebna, totalna klapa. Smutne to niestety jest.

Odyseja Kosmiczna. Książki mojego dzieciństwa. Pierwsze kroki w science fiction. W moich wspomnieniach cykl zapisał się jako archydzieło tego gatunku. Jakież było moje rozczarowanie po przeczytaniu Odysei 3001. Książka na wskroś zła. Pod każdym względem. Zarówno fabularnie jak i warsztatowo.

Jest to kontynuacja pozostałych trzech części. Główny bohater jest postacią z...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
726
387

Na półkach: , ,

Zatem to koniec. To była ciekawa przygoda, bo kiedy sięgałem po pierwszy tom cyklu, miałem ogromne obawy. Czy podejdzie tematyka, bo przecież to o kosmosie. Do tego szufladka - fantastyka naukowa. Gdzieś również z tyłu głowy wisiał mi zamglony filmowy obraz reżyserii Stanleya Kubricka z 1968 roku "2001: Odyseja kosmiczna". Te wszystkie elementy wirowały mi w głowie i celowo odkładałem to spotkanie na "później". I w końcu przyszedł ten czas... Przyszedł czas "na później" i co?

Wyszło bardzo przyjemnie, mimo że nie była to lektura prowadzona zawrotnym tempem (oprócz mijającego w tle czasu),nie było wystrzałów, choć jeden wybuch mógłby przyćmić wszystkie wykorzystane w filmotece przez dziesiątki naszych lat. Tak to właśnie wyglądało. Cokolwiek porównać, każda odsłona odysei kosmicznej Clarke'a odznaczałą się wyraźnie na makro skali względem ludzkiego pojmowania.

"Odyseja kosmiczna 3001" kończy tę podróż. To samo tempo względem poprzednich odsłon, ten sam poziom napięcia. Arthur C. Clarke podczas pisania swoich opowieści, często wybiegał w przód, a poruszane w nich wydarzenia, bądź też niepowodzenia urealniały się w kolejnych latach podczas ziemskich programów zdobywania kosmosu. Ten temat został wyjaśniony przez samego autora na ostatnich stronach książki, poza główną historią.

Odyseja kosmiczna to cztery tomy z historią ściśle powiązaną ze sobą. Na każdym etapie występują nawiązania do minionych, więc bycie na bieżąco będzie wpływać na plus. Przezwyciężyłem lęk, udało się. Czeka mnie cykl z Ramą, też się boję. Może niepotrzebnie.

Zatem to koniec. To była ciekawa przygoda, bo kiedy sięgałem po pierwszy tom cyklu, miałem ogromne obawy. Czy podejdzie tematyka, bo przecież to o kosmosie. Do tego szufladka - fantastyka naukowa. Gdzieś również z tyłu głowy wisiał mi zamglony filmowy obraz reżyserii Stanleya Kubricka z 1968 roku "2001: Odyseja kosmiczna". Te wszystkie elementy wirowały mi w głowie i celowo...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
201
32

Na półkach:

Chciałem przeczytać, żeby skończyć serię. Nastawiłem się na wgląd w wizję przyszłości autora i dostałem to co chciałem - świat roku 3001. :) Fabuła i akcja bez fajerwerków, ale aspekty techniczne i społeczne społeczeństwa przyszłości interesujące.

Chciałem przeczytać, żeby skończyć serię. Nastawiłem się na wgląd w wizję przyszłości autora i dostałem to co chciałem - świat roku 3001. :) Fabuła i akcja bez fajerwerków, ale aspekty techniczne i społeczne społeczeństwa przyszłości interesujące.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

2142 użytkowników ma tytuł 3001: Odyseja kosmiczna. Finał na półkach głównych
  • 1 409
  • 717
  • 16
425 użytkowników ma tytuł 3001: Odyseja kosmiczna. Finał na półkach dodatkowych
  • 321
  • 23
  • 21
  • 19
  • 16
  • 15
  • 10

Inne książki autora

Arthur C. Clarke
Arthur C. Clarke
Prozaik, pisarz fantastycznonaukowy, propagator kosmonautyki, futurolog. Autor ponad 60 książek, klasyk literatury SF i wizjoner, który przewidział m.in. powstanie satelitów telekomunikacyjnych i stacji kosmicznych. Publikował od początku lat 50. XX wieku, a już w 1953 r. ukazał się jego bestsellerowy "Koniec dzieciństwa". Jego najbardziej znanym dziełem jest książka "2001: Odyseja kosmiczna" oraz nakręcony przez Stanleya Kubricka film o tym samym tytule, za którego scenariusz Clarke i Kubrick byli nominowani do Oscara. Wraz z Robertem Heinleinem oraz Isaaciem Asimovem byli znani jako "Wielka Trójka" science-fiction. Zdobył wszystkie najważniejsze nagrody w dziedzinie literatury science fiction: Hugo, Nebula, Nagrodę Campbella, Nagrodę Locusa i Nagrodę Jupitera. Szczególnie uhonorowana została powieść "Spotkanie z Ramą", która zebrała wszystkie najważniejsze nagrody w dziedzinie literatury fantastycznej. W 1985 otrzymał Damon Knight Memorial Grand Master Award. Sam od 1997 r. był patronem innej ważnej nagrody w tej dziedzinie – Nagrody im. Arthura C. Clarke’a, przyznawanej za najlepszą powieść science fiction opublikowaną po raz pierwszy w Wielkiej Brytanii. Był dwukrotnie nominowany do Nagrody Nobla: w 1994 do Nagrody Pokojowej, zaś w 1999 do Nagrody Literackiej, a w 1961 r. otrzymał Nagrodę Kalinga za popularyzację nauki. W 1998 r. otrzymał Order Imperium Brytyjskiego i tytuł szlachecki, a w 2005 także Sri Lankabhimanya najwyższe cywilne odznaczenie Sri Lanki.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Tajemnica Ramy Arthur C. Clarke
Tajemnica Ramy
Arthur C. Clarke Gentry Lee
Ostatnia część cyklu miała wreszcie usatysfakcjonować czytelnika ujawnieniem tajemnicy Ramy. Tajemnicy, która była budowana od pierwszego tomu i podtrzymywana aż do samego końca. Niestety autorzy decydują się na jej wyjaśnienie niemal na ostatnich stronach i robią to w zaledwie kilku zdaniach. Okazuje się, że Ramanie oraz ich konstrukcje są narzędziem „Boga” - kimkolwiek lub czymkolwiek on jest. Rama ma służyć stworzeniu wzorca harmonii. Gdy taki wzorzec zostanie doprowadzony do perfekcji, ma posłużyć jako model dla przyszłego wszechświata, swoistego raju dla jego mieszkańców. W tym celu Rama zbiera przedstawicieli gatunków zdolnych do podróży kosmicznych, oddziela tych niezdolnych do współistnienia w wielogatunkowej społeczności i pozostawia resztę, aby współtworzyli wspomniany wzorzec harmonii. Sam pomysł jest naprawdę ciekawy i pełen kosmicznego rozmachu. Problem w tym, że książka jedynie go dotyka, zamiast naprawdę eksplorować i rozwijać. Zamiast tego przez większość czasu obserwujemy mikroświat ludzi na Ramie, ludzi zaślepionych ksenofobią, zajętych głównie tym, w czym ludzkość od zawsze jest dobra: niszczeniem, grabieniem i walką o władzę. Powieść zahacza o interesujące idee, ale rzadko je pogłębia. Zamiast tego skupia się przede wszystkim na tym, jacy są ludzie. Wisienką na torcie jest główna bohaterka, która nieustannie wraca do wspomnień z dzieciństwa i przez większość czasu sprawia wrażenie dość mdłej postaci. Do tego dochodzi jeszcze jej ostateczna decyzja. Mając możliwość dalszego życia i obserwowania tego niezwykłego kosmicznego projektu, wybiera śmierć. Trudno mi uwierzyć w taki wybór, szczególnie u osoby, która przez całe życie walczyła o przetrwanie i dla której ciekawość świata była jednym z głównych motywów działania. Cała seria miała ogromny potencjał i kilka naprawdę fascynujących pomysłów, ale ostatecznie mam wrażenie, że większość z nich została jedynie zasygnalizowana, a nie w pełni wykorzystana.
Hogard - awatar Hogard
ocenił na61 miesiąc temu
Światło minionych dni Arthur C. Clarke
Światło minionych dni
Arthur C. Clarke Stephen Baxter
Parę lat temu na HBO pojawił się serial Devs - o superkomputerze mającym odtwarzać przeszłość. Dokładnie ten sam motyw porusza Światło, ale dwie dekady wcześniej. Pomysł jest prosty - wynaleziono podglądarke w czasie i przestrzeni, bez wdawania się w szczegóły oparte na tunelach podsprzestrzennych i jazda, lecimy z historią. Powieść zabiera nas w podróż do sprawdzenia jak wiedza całkowita - no, prawie całkowita, bo dotyczącą jedynie wydarzeń, a nie samej struktury rzeczywistości - wpłynie na ludzkość, nad którą jednocześnie wisi miecz Damoklesa. Obserwujemy zmiany w mentalności, zachowaniach, procedurach. Naszpikowana historia mniej lub bardziej wyeksponowanymi smaczkami. Jednocześnie, co bardzo mi się podobało, autorzy pokusili o uczynienie zadość naturalnie pojawiającej się ciekawości czytelników i zaprezentowali swoje wizje historii. W pewien sposób mogliśmy to przeżywać wraz z bohaterami. Jakieś rejony mózgu miłe mi to połechtało. Momentami autorzy idą na łatwiznę rzucając nas w jakieś miejsce lub czas tłumacząc wszystko co było po drodze akapitem lub dwoma, ale narracyjnie wyszło w porządku i wyszło to na dobre w kontekście całej historii. Ciekawe jest też, że mimo mocno lewicujących poglądów Clarke'a potrafi stworzyć spójną historię, bez uciekania się do prozelityzmu ani zaprzęgania twórczości do ideologicznej walki. Tak samo zdeklarowany komunista Pohl potrafił równoważyć swoje poglądy z dobrym pisarstwem. Oczywiście gdzieniegdzie pojawiają się prztyczki, ale uzasadnione fabularnie i ze smakiem, nawet jeśli się z nimi nie zgadzam. A dzisiaj wielu autorów czyni z twórczości młot na przeciwników politycznych, co nie tylko wychodzi sekciarsko, ale często też sprawia wrażenie tępego walenia młotem po głowach czytelników lub widzów, jak z kronik radzieckich albo szkolnych filmów VHS przestrzegających przed darmowymi narkotykami. Generalnie, kawał dobrej fantastyki.
Krzemien - awatar Krzemien
ocenił na82 lata temu
Odyseja kosmiczna 2061 Arthur C. Clarke
Odyseja kosmiczna 2061
Arthur C. Clarke
"2001" była świetna. "2010" była już nieco inna; odważniejsza, ryzykowna, ale w mojej ocenie wciąż na wysokim poziomie. Można było poprzestać na jednej książce, można było poprzestać na duologii - jednak Autor zdecydował się na kontynuację sagi dalej (samą decyzję jak najbardziej pochwalam). Dostaliśmy więc tom "2061", tom przede wszystkim nierówny - bo tak jak pierwsza jego połowa utrzymała klimat i tempo dwóch poprzednich, tak druga połowa okazała się trochę wydmuszką... Mianowicie, Autor znów uderzył w nas oryginalnością wizji przyszłości i pomysłem na fabułę - ekscytujące były zarówno wątki z wyprawą "Wszechswiata" jak i "Galaktyki" - tudzież późniejszej misji ratunkowej jednego w kierunku drugiego. Postać Floyda znów ciekawie spinała wydarzenia z poprzednimi książkami. Jednak coś się popsuło w dalszych częściach książki - jak zastanawiałem się co konkretnie, to w pierwszej kolejności wskazałbym fakt, że po raz pierwszy pomysły Autora na rozwój akcji były totalnie nietrafione. Wątek politycznych intryg na Ziemi - zbyt słabo przedstawiony by mógł zaintrygować, a potem zupełnie porzucony i nie spuentowany w końcowych fazach; wprowadzony dlatego że był ważny- by okazać się nieważnym. Mamy losy statku i jego załogi na obcym satelicie, w misternym niedostępnym wcześniej świecie skrywanym przez obce siły- i w sumie nic tam się nie dzieje, żadnych zwrotów akcji, żadnych emocji, żadnych wydarzeń budzących zaintrygowanie u czytelników. Mamy obce formy życia - o ile w drugim tomie pojawiły się na chwilę, aby zaszokować nas i wprowadzić fabułę na wyższy poziom, o tyle tutaj pojawiają się na chwilę po to by się pojawić i nic więcej. Zjawia się również Bowman - i nawet nie dostajemy jakiejś interakcji z drugim kluczowym bohaterem Floydem; panowie "minęli się" i wszystko dobrze się kończy (choć źle nie było ani przez moment). Ta książka nie wniosla niemal nic do całej sagi w kontekście zetknięcia z wyższymi cywilizacjami - co było jej rdzeniem i filarem. Jako podsumowanie, przychodzi mi tutaj na myśl metafora ze strzelnicą - gdzie Autor załadował pierwszy magazynek i trafił niemal wszystko blisko środka tarczy; załadował drugi magazynek - i miał nieco większy rozrzut trafień ale ciągle sporo w samym środeczku; załadował więc trzeci... I fantazja poniosła, sporo strzałów trafiło na obrzeża, a kilka wręcz wypadło za tarczę.
PawelP - awatar PawelP
ocenił na72 dni temu
Odyseja kosmiczna 2010 Arthur C. Clarke
Odyseja kosmiczna 2010
Arthur C. Clarke
To była dla mnie bardzo ciekawe spotkanie z kontynuacją „Odyseji kosmicznej 2001". Tym razem wszystko jest trochę bardziej uporządkowane i przystępne, ale nadal czuć ten kosmiczny klimat i poczucie tajemnicy. Fabuła skupia się na wyprawie na Jowisza, której celem jest wyjaśnienie tego, co wydarzyło się wcześniej z Discovery i HAL-em. Mamy tu nową załogę, napięcie między naukowcami z różnych krajów i ciągłe poczucie, że coś wielkiego czai się gdzieś poza ludzkim zrozumieniem. Bardzo podobało mi się to, jak autor łączy naukę z czymś niemal mistycznym. Z jednej strony są konkretne wyjaśnienia i techniczne detale, z drugiej pozostaje miejsce na zachwyt i niepokój. Książka jest spokojniejsza niż można by się spodziewać po sci-fi, mi to jednak nie przeszkadzało. Nie ma tu ciągłej akcji, raczej powolne budowanie napięcia i odkrywanie kolejnych elementów układanki. Dla mnie to działało, bo lubię taki klimat, ale dla niektórych tempo może wydawać się trochę zbyt wolne. Ja też nie chcę za dużo zdradzać z tej części, ale zachęcam jeśli ktoś jeszcze nie zna do zetknięcia w pierwszą część. Najciekawszym elementem jest chyba to, jak Clarke pokazuje kontakt z czymś zupełnie obcym. To nie jest proste ani oczywiste, raczej pełne niedopowiedzeń i pytań. Dzięki temu historia zostaje w głowie na dłużej. O „Odyseji kosmicznej 2001" myślałam cały czas odkąd ją poznałem i wiem, że będzie tak i w przypadku tej. To naprawdę dobra kontynuacja. Mi się podobała niesamowici, bo pokochałem styl C. Clarke i nie mogłem się jej po prostu doczekać. Jeśli ktoś lubi spokojne, klimatyczne science fiction z nutą tajemnicy, to zdecydowanie warto sięgnąć. Ja już zacząłem trzecią część, więc możecie mi uwierzyć na słowo, że te książki są wciągające.
m_bookish_ - awatar m_bookish_
ocenił na1012 dni temu
Równi bogom Isaac Asimov
Równi bogom
Isaac Asimov
Znienacka pojawia się izotop, który nie ma prawa istnieć. Okazuje się przesyłką z innego Wszechświata, funkcjonującego w oparciu o inne prawa fizyczne. Dodatkowo wydaje się być źródłem całkowicie darmowej, powszechnej i bezpiecznej energii. Ale czy na pewno nie ma tu żadnego haczyka? Kilka interesujących pomysłów - ciekawy, koherentny na funkcjonowanie Multiwszechświata, oryginalny i przemyślany na obcych (jedna z najlepszych koncepcji w historii fantastyki),sensowny, ale niewybitny na fabułę. Kreacja rzeczywistości też przyzwoita, zwłaszcza na swoje czasy, jednak biorąc pod uwagę umieszczone w książce zmienne, bardzo zachowawcza. To powiedzmy plusy. Słabszą stroną wydaje się aspekt narracyjny, zamulająca obyczajówka i rozwlekłe dialogi, napisane rzemieślniczo, które nie są całkiem złe, bo przy ich pomocy następuje prezentacja odmiennych realiów społecznych i fizycznych, niemniej momentami tworzą rozległe mielizny w oczywisty sposób uwidaczniając służebną, techniczną rolę. Nie jest to jednak jakaś wielka fuszerka, można by nawet powiedzieć, że to specyficzna cecha, która mi po prostu nie do końca podchodzi, a komuś innemu sprawi frajdę. Postacie przyzwoite, tu i tam pogłębione. Trafiają się ewidentne głupoty fizyczne, czasem chyba z niewiedzy, a czasem bo tak do fabuły pasowało i kto by się tam szczegółami przejmował. Końcówka nadmiernie przyspieszona. Sumując, pozycja z pewnością zniosła upływ czasu lepiej niż większość głośniejszych tytułów z owego okresu. Robi wrażenie oryginalną wizją, ale wykonanie lekko kuleje, przede wszystkim brakiem plastyczności i artyzmu oraz odrobiną uproszczeń i naiwności. 7,5/10
Fidel-F2 - awatar Fidel-F2
ocenił na86 dni temu
Żołnierze kosmosu Robert A. Heinlein
Żołnierze kosmosu
Robert A. Heinlein
Rico wcale nie chciał się zaciągnąć do wojska. Jednak skoro jego kolega to zrobił, młody chłopak poszedł w jego ślady. Droga wojskowego nie jest jednak prosta, a już na pewno nie wtedy, kiedy twoja planeta walczy z kosmicznymi robakami. Gdy ostatnio zaczęłam liczyć książki fantastyczne z lat 50. XX-wieku, które udało mi się poznać to okazało się, że jest ich zaskakująco dużo. I wydaje mi się, że dzięki temu widzę przynajmniej część z trendów i sposobów na pisanie literatury z tego okresu. Ostatnio do grona znanych mi, starszych powieści z tego okresu dołączyła kolejna. „Żołnierze kosmosu” Roberta A. Heinleina to powieść opublikowana w 1959, która z tego co mi wiadomo rozpoczęła nurt na militarną fantastykę naukową. Jeśli ktoś mnie zna, to wie: mnie militaria raczej nie interesują. Nie chodzi nawet o sceny wojenne jako takie, ale w tego typu książkach bardzo częśto autorzy skupiają się raczej na broniach i taktyce, a nie na bohaterach, co skutecznie mnie odrzuca. Ale „Żołnierze kosmosu” to nie jest tego typu powieść. Być może dlatego, że jest po porstu historia starsza i nie pisaną wcale po to, by rozbawić czytelnika pragnącego strzelania laserami i wielkich statków kosmicznych. To książka, która funkcjonuje raczej jako pewne ostrzeżenie oraz przedstawienie realiów wojennych. Książka ma konkstrukcję pamiętnika, w którym główny bohater, Rico, opisuje, jak wyglądała jego droga do wojska. Opowiada o szkoleniu, jego trudach i niebezpieczeństwach, a potem o służbie. W związku z czym nie jest to powieść akcji, a raczej opis drogi konkretnego człowieka. Jak na powieść fantastyczno-naukową, w której głównym punktem „sprzedającym” całość jest wojna z wielkimi owadami: jest ich tu bardzo mało. To chyba ta konstrukcja i skupienie na bohaterze sprawiły, że z pewnym zainteresowaniem czytałam powieść. Jednakże przyznaję, im dalej w las, tym bardziej montonna wydawała mi się całość i gdyby była dłuższa (ma niecałe 300 stron) to prawdopodobnie mogłabym mieć problem ze skończeniem jej. Jednak w tej formie była ciekawym przerywnikiem od tego, co czytam na co dzień i przy okazji zwróciła moją uwagę na kwiestie, o których zwykle nie myślę. Sam świat przedstawiony przez autora ma ciekawy potencjał. Na przykład, w tym uniwrsum pełnym obywatelem jest tylko ten, który przeszedł przez wojsko. Nie jest to obowiązkowe, co jest regularnie w powieści podkreślane, jednak jesli ktoś chce zostać politykiem czy mieć prawo do głosowania – musi zaciągnąć się na służbę. Sama idea wielkich owadów i ich wojny z ludźmi też mogłaby być interesująca, ale najzwyczajniej w świecie nie jest zbyt szczegółowo opisana. Nie wiemy do końca, o co chodzi w tym konflikcie, nie znamy pełnej stawki, bo po prostu to nie jest opowieść o tym, a raczej o drodze młodego żołnierza. „Żołnierze kosmosu” swoje lata mają i w konstrukcji powieści po prostu jest to widoczne. I choć na pewno nie jest to powieść dla każdego to jeśli ktoś ma ochotę dać jej szansę: nic nie stoi na przeszkodzie. Bo bez wątpienia ta historia wydana w 1959 roku wciąż ma swoje do zaoferowania, nawet jeśli są to inne zalety, niż współczesnego, rozrywkowego, militarnego SF.
Katrina - awatar Katrina
oceniła na71 miesiąc temu
Kontakt Carl Sagan
Kontakt
Carl Sagan
To moja druga lektura tej książki. Film jest oczywiście klasykiem mojego dzieciństwa i parę lat temu pierwszy raz przeczytałem powieść Sagana (bo w końcu kiedyś trzeba). Wtedy bardzo mi się podobała. Jako, że po 30 latach zdecydowano się na reedycję tej książki, to ciężko o lepszy powód do ponownej lektury. Ale czasem okazuje się, że może to nie być najłatwiejsze doświadczenie. Przeczytałem tych kilka słów, jakie skreśliłem 14 lat temu i raczej nie napisałem nieprawdy. Ale tym razem czytało mi się to opornie. Z kilkoma sprawami naprawdę ciężko mi się pogodzić. 1. Mocne skupienie się na konflikcie religia-nauka. Momentami czułem się jakby czytał jakieś dyskusje na internetach. A uważam je za absolutnie jałowe. Widać nic się od 1985 roku nie zmieniło. Historia finalnie próbuje oddać sprawiedliwość obu stronom tego sporu (jakby było warto zaprzątać sobie tym głowę),ale, cholera, chciałem przeczytać porywającą książkę, a nie drogę autora do wewnętrznej równowagi... 2. Wielokrotne umniejszanie ludzkości :D Wiem, że mamy wiele za uszami; wystarczy poczytać wiadomości z dowolnego dnia. Ale skąd u licha można wiedzieć, czy w ogóle da się porównać dwie cywilizacje wyrosłe z zupełnie innego gruntu? Znów finalnie Sagan stara się jakoś stonować te wszystkie "jesteśmy biednymi krewnymi, zwierzętami w zoo, robactwem, bakteriami" (zabawne, że to eskalowało wraz z lekturą),ale jakoś miałko i niezbyt przekonująco to wyszło... 3. ...bo kwestie techniczne, które miały nas odrobinę zrehabilitować są dość dyskusyjne, cienkie jak barszcz. Że niby obcy nie potrafili dostrzec tego, o czym sami nam mówią i jeszcze, co mamy zrobić żeby to odkryć? Wątek z liczbą Pi jest ciekawy, ale właściwie nie ma znaczenia. 4. W ogóle zresztą sam sygnał, to jak nam go podano na tacy i jak szybko poszło nam jego zdekodowanie, pachnie mocno startrekową naiwnością. Po prostu zwykła bajka. Sorry, no już w tamtych latach i wcześniej powstawały wizje kontaktu znacznie bardziej frapujące, a przede wszystkim nie tak... łatwe. Bo obcy tutaj właściwie nie są obcy. To swojaki z fajnymi zabawkami, rzeczywiście: bogaci sąsiedzi z miasta. Wątków osobistych nie czepiam się, mimo że wypadają dość telenowelowo. Ciekawe są opinie innych czytelników. Jednym książka podobała się, bo była naukowa i porywająca, a innych odrzucało to, że była zbyt naukowa i postacie były niezbyt sympatyczne. A do tego parę głosów o tym, że tej naukowości było za mało :D Biorąc pod uwagę moją własną zmianę stosunku do "Kontaktu", pozostaje to podsumować dość górnolotnie: na wszystko jest w życiu czas. Zapewne ktoś, kto nie styka się z SF za często, ale ma słabość do tego gatunku, może się w powieści Sagana zakochać. Ci, którzy swoje w życiu już przeczytali, mogą się czuć rozczarowani, bo jest to jednak dość cukierkowa wizja. Jedno jest pewne - nie jest to książka przygodowa, ale czuć że to już nie jest rzecz z awangardy gatunku. Na pewno warto znać, ale po lekturze odstawić na półkę "klasyka", gdzie kurzy się wiele wartościowych dzieł, do których nie bardzo ma się chęć wracać.
mrpriv - awatar mrpriv
ocenił na71 miesiąc temu
Koniec Wieczności Isaac Asimov
Koniec Wieczności
Isaac Asimov
Wspaniały mózgotrzep, który potem długo rezonuje w głowie! Uwielbiam motyw podróży w czasie, a co za tym idzie wszelakich paradoksów czasowych i efektów motyla. I w końcu trafiłam na mój numer 1 tego typu historii, zdecydowanie najlepsza jaką do tej pory czytałam! "Koniec wieczności" zdetronizowała nawet Kingowy "Dallas '63"!🥹 Wyobraźcie sobie istnienie Wiecznościowców, żyjących w Wieczności, gdzieś poza Czasem. Analizują alternatywne rzeczywistości z pomocą sztucznej inteligencji zwanej Komputapleksem, ingerują w przeszłość dokonując koniecznych zmian, aby wymazać to, co jest złe. To wszystko rodzi nieprzewidywalne zmiany w historii całej Galaktyki!🤯 Drobna korekta, nawet kosztem paru ludzkich żyć w głównej mierze nie zaszkodzi zwłaszcza, że zapobiegnie chorobom nowotworowym czy okrutnej wojnie, a nawet brzmi szlachetnie, prawda? Ale jak to bywa, ludzkie namiętności potrafią namieszać, więc nawet mimo wykształcenia i kalkulacji może dojść do błędów. Skakałam tu między stuleciami, miliony lat wte i wewte. Dla Wiecznościowców to nie problem skoczyć do na przykład 111394 stulecia! Od czasów człowieka pierwotnego, aż po... daleką przyszłość, osnutą mgiełką tajemnicy. Im głębiej się w to wszystko wgryzałam, w te wszystkie pułapki czasowe, dylematy... normalnie kosmiczny odjazd! Do tego, co za nieoczekiwane zwroty akcji i intrygi! I przede wszystkim musicie wiedzieć, że to poruszająca historia o Wielkiej Miłości, która zagięła Czas i Przestrzeń. 🥹 Koncepcja istnienia Wieczności oszałamia! Mechanika podróży niezmiernie fascynuje, choć nie potrafię jej sobie do końca zwizualizować, w jakiś kotłach niczym windach. Skłania do przemyśleń nad istotą Czasu, co gdyby można było się cofnąć? Zawiera ogrom słodko - gorzkich refleksji nad kolejami losu człowieka. Jak drobne decyzje, zdawałoby się błahostki mogą rzutować na przyszłość? To moja druga książka Asimova jaką mam na swoim koncie, ale już z miejsca twórczość Autora wleciała na mój radar. "Koniec wieczności" niezwykle pobudza wyobraźnię i idealnie pasuje do serii "Wehikuł czasu".
katooola - awatar katooola
oceniła na823 dni temu
Luna to surowa pani Robert A. Heinlein
Luna to surowa pani
Robert A. Heinlein
Bob Heinlein, szermierz przegranej sprawy, tym razem w książce o narodzinach narodu. Dlaczego przegranej ? Bo Heinlein był libertarianinem i się tego nie wstydził, a dziś jego polski tłumacz w króciutkim posłowiu pisze, że autor miał "męczący libertariański odchył". Jednak sześćdziesiąt lat temu można było jeszcze pisać o rewolucjach prowadzonych w imię wolnej gospodarki, a nie świetlanej przyszłości równych ludzi, którzy będą "jak Arystoteles i Platon, a nawet mądrzejsi" ( takie bzdury wypisywał Lew Trocki ) i nikt z tego powodu nie urządzał na autorze publicznego linczu. Mało tego, taka ksiażka mogła zdobywać nagrody. I Bob taką właśnie książkę napisał. W zasadzie można tę powieść określić jako metapolityczną, to znaczy taką, która nie opisuje konkretnej rewolucji w imię konkretnych poglądów, lecz uniwersalne mechanizmy rewolucji w ogóle. Oczywiście konkretne poglądy są o czym już wyżej wspomniałem, sama rewolucja zaś , to walka o niepodległość USA przeniesonia dokładnie 300 lat później w kosmos, ale najważniejszy w "Lunie..." jest jej uniwersalizm i byłoby dla powieści krzywdzące sprowadzanie jej zaledwie do libertariańskiego manifestu. Heinlein próbuje bowiem opisać przyczyny oraz wybuch rewolty chłodnym okiem obserwatora analizującego ludzkie zachowanie. Włącza w to wszystko, wszak mamy do czynienia z fantastyką, myślący komputer, ale to wszystko tylko dekoracje, zajmujące, ale jednak. Udało mu się przy tym wszystkim stworzyć dwóch świetnych, ambiwalentnych bohaterów. Głównego, który jest informatykiem i mimowolnie daje się wciągnąć w politykę, a także architekta całej ruchawki, profesora będącego mózgiem całej operacji. I ta postać, choć drugoplanowa, wydała mi się najciekawsza, profesor jest bowiem twardym politycznym realistą, który rozumie, że aby dać ludziom wolność, trzeba ich do niej czasem zmusić. W jaki sposób to robi, zdradzał nie będę, pozostawiając Wam przyjemność z lektury, jeśli zdecydujecie się po nią sięgnąć, ale jest to pierwsza mądrość płynaca z tej książki, mówiąca, że czasem po prostu trzeba się umoczyć. Niczym nie różni się w swoich metodach działania człowiek, który chce uwolnić ludzi spod jażma niewolnictwa narzuconego im przez inny organizm polityczny od komucha, który chce budować na Ziemi baśniową krainę. Cele pozostają odmienne, choć środki te same. A sam świadomy komputer imieniem Mike , będący w świecie powieści symbolem rewolucji ? Heinlein wprowadza tu w proces historyczny dodatkową zmienną, tj. sztuczną inteligencję. Przez to książka przypomina nieco świetny, a zapomniany film s - f "Gry wojenne", gdzie również poruszono temat możliwej współpracy miedzy SI, a człowiekiem oraz wplywu tej pierwszej na rozwój wydarzeń politycznych. Komputer Mike jednak nie buntuje się, rewolucja jest dla niego dobrą zabawą , w ktorej bierze udział z ciekawości bardziej, niż z ideowych pobudek. Cały czas jednak liczyłem - i tu zarzut do autora - że komputer ów się zbuntuje lub odwali inny numer, że będzie bardziej istotny dla fabuły, tymczasem summa sumarum okazuje się po prostu tym, czym jest każdy komputer, czyli kalkulatorem pomagajacym ludziom liczyć. Prawdopodobieństwo wygranej, trajektorię pocisków, nastroje społeczne, etc. Być może jednak takie ujęcie tematu było celowe. Jeśli Heinlein chciał po prostu ukazać mechanizmy rewolucji, buntujący się komputer tylko by ten problemat niepotrzebnie rozmywał. Na plus otwarte zakończenie. Tak naprawdę zostawia się naszej wyobraźni powody, dla których Mike kończy, jak kończy. A drugą mądrością płynącą z tej książki jest przypomnienie najprawdziwszej z prawd, a mianowicie, że jeśli sam nie zadbasz o siebie, to nikt inny tego za ciebie nie zrobi. Niby jest to oczywiste, ale kiedy przychodzi co do czego, wszyscy mówią "państwo powinno" , "Unia da", "przecież jesteśmy w NATO". Tymczasem Heinlein zdaje się mówić, że Ziemia, to nie mniej surowa pani od Luny, więc jeśli chcesz mieć dobrze, musisz upuścić sobie czasem trochę krwi. DOND - darmowych obiadów nie dają. Czy słyszę trzask pękających pup wąsatych kaszkieciarzy z UW, którzy mylą wolność z niańką ? Tak, to oni !
Czytacz - awatar Czytacz
ocenił na71 miesiąc temu
Budowniczowie Pierścienia Larry Niven
Budowniczowie Pierścienia
Larry Niven
Dwadzieścia lat po wizycie na Pierścieniu, Louis Wo oraz Mówiący-do-Zwierząt ponownie wracają na tę dziwną konstrukcję. Szybko okazuje się, że grozi jej katastrofa, która doprowadzi do śmierci wszystkich żyjących na niej organizmów. Larry Niven sam przyznał się do tego, że „Pierścień” nie miał mieć kontynuacji. A jednak ją napisał… i to widać. „Budowniczowie pierścienia” to powtórka z rozrywki, która, głównie przez swoją wtórność, wypada gorzej od tomu pierwszego. Naprawdę, to jest dokładnie ta sama historia. Ekipa, z której dwójka bohaterów to te same postacie, co w tomie pierwszym, wyrusza na Pierścień, aby coś na nim zbadać. Początkowo (ponownie) bohaterowie nie mają ochoty na całą tę wyprawę, ale w końcu po prostu się w nią angażują. A na Pierścieniu, ponownie, nic nie idzie zgodnie z planem. I ponownie, bohaterowie się rozdzielają, Louis wpada na kobietę i tak dalej, i tak dalej. Choć styl Nivena jest cały czas przyjemny, to mam wrażenie, że taka wtórność nikomu nie jest potrzebna. Kolejna rzecz, którą mocno dostrzegłam w tym tomie to fakt, że… on jest wyraźnie napisany do męskich fanów Nivena. Zresztą, biorąc pod uwagę, że to powieść wydana w 1980 roku to prawdopodobnie wielu fanek Niven nie miał. W każdym razie, w tym tomie z jednej strony dostajemy więcej bohaterek, które coś w głowie mają (w tomie pierwszym występowała głupiutka, ale mająca genetyczne szczęście postać),ale z drugiej strony… one nie mają żadnego celu występowania poza jednym. Mianowicie, w tym tomie Louis wpada na cywilizację, która pieczętuje wszystkie umowy oraz obietnice współżyciem. I Niven eksploruje ten temat, ile wlezie, podsuwając głównemu bohaterowi co rusz nowe przedstawicielki płci pięknej. Tego jest zaś na tyle dużo, że choć autor nie skupia się mocno na opisywaniu detali, to jest to po prostu dość męczące na dłuższą metę. W przypadku tomu pierwszego miałam wrażenie, że czytam coś fajnego, pełnego pozytywnej energii, świeżego. Tutaj odczuwam zmęczenie materiałem. Niven mógł zrobić ze swoim światem naprawdę wiele, dając czytelnikowi poznać inne jego zakamarki, pokazać ciekawe postacie, eksplorować temat samego pierścienia w kreatywny sposób… Niestety, mam poczucie, że poszedł po najmniejszej linii oporu. I o ile jako rozrywkowa powieść, na rozluźnienie, dla kogoś, kto nie szuka niczego więcej, druga część może się sprawdzić, o tyle ja naprawdę miałam nadzieję na więcej.
Katrina - awatar Katrina
oceniła na63 lata temu
Historia twojego życia Ted Chiang
Historia twojego życia
Ted Chiang
Opowiadania Teda Chianga, tylko 8 w tym zbiorze, okazały się dla mnie momentami zbyt trudne, mimo, że lubię właśnie tego rodzaju literaturę science fiction, opartą na nauce i technice, z dylematami filozoficznymi i moralnymi. Jest to zajmująca lektura, ale nierzadko rozumiałam tylko fragmenty i często wymowa całości nie była dla mnie jasna. Musiałabym czytać uważniej i bardziej wgryzać się w tekst. Tematyka jest rozmaita, na ogół ulokowana w dalekiej przyszłości, oprócz pierwszego opowiadania „Wieża Babilonu”, które przypomina biblijną przypowieść o spełnianiu marzenia ludzi dotarcia do nieba. Wszystkie pozostałe bazują na problemach i dylematach wynikających z rozwoju naszej cywilizacji i techniki. Nie byłam w stanie w całości pojąć szczegółów medycznych i informatycznych w „Zrozum”, czy tych matematycznych z „Dzielenia przez zero”. Z kolei „Siedemdziesiąt dwie litery” eksplorują temat inżynierii genetycznej, w powiązaniu z nomenklaturą i eugeniką. Też to było dla mnie trudne, ale jednocześnie intrygujące. Bardzo podobały mi się dwa opowiadania, o znaczących tytułach: „Ewolucja ludzkiej nauki” (o metaludziach) i „Co ma cieszyć oczy. Reportaż” (możliwości programowania mózgu). Zupełnie nie polubiłam „Piekło to nieobecność Boga” (nawiedzenia, objawienia, uzdrowienia). Efektowne jest tytułowe opowiadanie, sfilmowane w 2016 roku jako „Nowy początek” („Arrival”, w reżyserii Denisa Villeneuve’a, z Amy Adams w roli Louise Banks),które pokazuje trudny kontakt ludzkości z przybyszami z kosmosu. Tu z kolei nie jest łatwo połapać się w sprawach lingwistycznych oraz problemach psychologiczno-mistycznych językoznawczyni, zatrudnionej do pomocy przez wojsko. Film w szczegółach nie jest wierny pierwowzorowi literackiemu, ale ciekawie, inaczej, obrazuje wygląd obcych, ich statku, a także nieprzystawalność innych cywilizacji do naszych o nich wyobrażeń oraz reakcje różnych państw na wizytę kosmitów. Dla mnie kompletnie niejasny jest wątek osobisty tłumaczki i jego związek z całą sytuacją. Zarówno opowiadanie jak i film wciągają – w obu przypadkach istnieje specyficzny klimat: zagrożenia, tajemniczości, niepewności i ciągłego niepokoju. Książka pobudza do myślenia o problemach rozwoju cywilizacji ziemskiej; Autor jest gejzerem pomysłów i nieoczekiwanych rozwiązań. Powołuje do życia niepowtarzalne postaci i pokazuje ich różnorodne postawy, emocje i zachowania. Jeden z wynalazków przyszłości przydał by mi się wyjątkowo: „opatentowany w Edynburgu automat gospodarczy umiejący odnosić przedmioty na właściwe miejsce” (s. 178). Ciągle w tyle głowy miałam to co już w wcześniej czytałam. Zdecydowanie wolę książki naszego Rodaka, Stanisława Lema, którego proza jest zawsze świetnie napisana, równie oryginalna i twórcza, ale też zdecydowanie bardziej klarowna i tym samym łatwiejsza w odbiorze. Słuchałam audiobooka, być może to był błąd i na papierze byłoby mi łatwiej się skupić na trudnych problemach badań i odkryć w odległej przyszłości Ziemi. Polecam bardzo.
Mikila - awatar Mikila
oceniła na71 miesiąc temu

Cytaty z książki 3001: Odyseja kosmiczna. Finał

Więcej

- Wierzysz w duchy, Dimo?
- Jasne, że nie. Ale mam dość rozumu, żeby się ich bać.

- Wierzysz w duchy, Dimo?
- Jasne, że nie. Ale mam dość rozumu, żeby się ich bać.

Arthur C. Clarke 3001: Odyseja kosmiczna. Finał Zobacz więcej

Cywilizacja i religia wykluczają się wzajemnie.

Cywilizacja i religia wykluczają się wzajemnie.

Arthur C. Clarke 3001: Odyseja kosmiczna. Finał Zobacz więcej

Dziwne, jak rozległa wiedza może czasem iść w parze ze zdumiewającą ignorancją.

Dziwne, jak rozległa wiedza może czasem iść w parze ze zdumiewającą ignorancją.

Arthur C. Clarke Odyseja kosmiczna 3001. Finał Zobacz więcej
Więcej