rozwińzwiń

Rakietowe Szlaki tom 4: Antologia klasycznej SF

Średnia ocen

7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Rakietowe Szlaki tom 4: Antologia klasycznej SF w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Rakietowe Szlaki tom 4: Antologia klasycznej SF

Średnia ocen
7,2 / 10
57 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Rakietowe Szlaki tom 4: Antologia klasycznej SF

Sortuj:
avatar
7957
108

Na półkach: , ,

Mam nieodparte wrażenie, że im większy numer na okładce, tym coraz gorsze teksty wybrane do danego tomu.

Może inni czytają antologie nie koniecznie od samego początku, ale dla mnie to książka jak każda inna. Więc zaczynam od strony 1 a kończę na ostatniej. Dlatego za wybór pierwszego opowiadania na sam początek (stanowiący jakby reprezentację dla całego tomu),wysłałbym redaktora co najmniej do kamieniołomu. Dlaczego? Tylko z pierwszym tekstem męczyłem się chyba miesiąc, a to tylko pierwsze 75 stron. Czemu zamiast Donaldsona nie można było wybrać jako pierwszy opowiadanie Le Guin? Je czytało się tak, jakby tekst sam spływał do głowy z kartek i nie można było przerwać aż do końca (niestety tylko tego opowiadania).

W każdym razie mam obawy przed tomem kolejnym, czy dam radę go przeczytać, mając takie doświadczenia z poprzednich.

Mam nieodparte wrażenie, że im większy numer na okładce, tym coraz gorsze teksty wybrane do danego tomu.

Może inni czytają antologie nie koniecznie od samego początku, ale dla mnie to książka jak każda inna. Więc zaczynam od strony 1 a kończę na ostatniej. Dlatego za wybór pierwszego opowiadania na sam początek (stanowiący jakby reprezentację dla całego tomu),wysłałbym...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
631
65

Na półkach: , ,

Liczący ponad 500 stron czwarty tom "Rakietowych szlaków", który ukazał się w 2012 roku przyniósł 12 tekstów, z czego dziesięć autorstwa Amerykanów (Donaldson, Leiber, Sheckley, Bishop, Lafferty, Simak, Bradbury, Ellison, Varley oraz LeGuin - jedyna kobieta w tym gronie),jedno Rosjanina (Siniakin) i jedno polskie (Ziemkiewicz).

Cztery najbardziej ambitne intelektualnie, a zarazem najwybitniejsze literacko opowiadania i nowele to "Statek cieni" Fritza Leibera, (Ship of Shadows, 1969) "Samuraj i wierzby" Michaela Bishopa (The Samurai and the Willows, 1976),"Samotność" Ursuli K. Le Guin (Solitude, 1994) oraz "Moczary bitników" Johna Varleya (Bitnik Bayou, 1980). Co ciekawe, wszystkie prezentują także bardzo podobną tematykę: jest to błyskotliwa fantastyka socjologiczna, malująca krajobrazy społeczności ludzkich zrujnowanych potwornym kataklizmem (wspołcześni twórcy "postapo" mogliby się sporo od mistrzów nauczyć) i przetworzonych na nowych zasadach, w oparciu o nowe reguły. Wszystkie cechuje szacunek do najlepszych tradycji science fiction: humanizm otwarty na możliwe ścieżki ewolucji ludzkości, antropologiczna dociekliwość, gotowość do zrozumienia inności i rozmaitych warianów indywidualnej i zbiorowej realizacji człowieczeństwa, świadomość powiązania między społeczną aksjologią i obyczajowością a materialnymi warunkami życia, imponująca wyobraźnia ograniczona jedynie intelektualną uczciwością.

Pełna recenzja:
https://bartoszbol.wordpress.com/2017/04/14/poczworna-postapokalipsa-rakietowe-szlaki-tom-4/

Liczący ponad 500 stron czwarty tom "Rakietowych szlaków", który ukazał się w 2012 roku przyniósł 12 tekstów, z czego dziesięć autorstwa Amerykanów (Donaldson, Leiber, Sheckley, Bishop, Lafferty, Simak, Bradbury, Ellison, Varley oraz LeGuin - jedyna kobieta w tym gronie),jedno Rosjanina (Siniakin) i jedno polskie (Ziemkiewicz).

Cztery najbardziej ambitne intelektualnie,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
566
214

Na półkach: , , , ,

Czwarty tom antologii perełek opowiadań z szeroko pojętej SF.
Jest to chyba najbardziej wyrównany tom, z przeważającą ilością dłuższych opowiadań, ale bez niczego wybitnego (opowiadania które na długo kojarzyło nam się z tym tomem)

Wszystko rozpoczyna Stephen R. Donaldson i "Miłośnik zwierząt"
Zmodyfikowany fizycznie glina wyrusza do rezerwatu zwierząt, prowadzić śledztwo i wyjaśnić zagadkę dużej ilości zgonów wśród klientów wybierających się tam na polowanie...
Ciekawe, dobrze napisane.

Następnym opowiadaniem jest psychodeliczne "Statek cieni" Fritza Leibera.
Trochę rozgadane i momentami odrobinkę przynudnawe ale zapada w pamięci.

Robert Sheckley "Duch V"
Świetne, humorystyczne opowiadanie o powracających horrorach z dzieciństwa, nawet takich, na które nie działają tajne zaklęcia i pistolet na wodę!

Clifford D. Simak "Rzecz w kamieniu"
Chyba najlepsze opowiadanie w zbiorze.
Klimatyczne, przypominające trochę 'Grota Tańczących Jeleni' z poprzedniego tomu.
Znowu mamy góry i lekko nostalgiczny nastrój. Doświadczony przez życie mężczyzna odkrywa tytułową Rzecz w kamieniu...

Michael Bishop "Samuraj i wierzby"
Powolne, psychologiczne wręcz, bardzo dobre opowiadanie o mentalnym 'samuraju bez szabli' w mocno zmienionej i zdewastowanej wręcz ziemi.

R.A. Lafferty "Matka Euremy"
Żartobliwe, wczesnolemowskie wręcz opowiadanie o tym co tak na prawdę jest matką postępu i wynalazków wszelakich.

Ursula K. Le Guin "Samotność"
Nigdy nie podobały mi się opowiadania autorki. Wszystkie które do tej pory czytałem były po prostu dla mnie nudne.
"Samotność' jednak bardzo przypadła mi do gustu. Zaliczył bym ją nawet do najlepszych tekstów w zbiorze.
Bardzo ciekawe i świetnie napisane opowiadanie socjologiczno-etnologiczne. Grupa badaczy (a właściwie - matka z dwojgiem dzieci) stara się zbadać społeczność pewnej planety.

Ray Bradbury "Poczwarki"
Jedno z mniej ciekawych opowiadań w zbiorze. Lekko powiewające grozą. Grupa naukowców bada ciało człowieka, które posiada wszelkie oznaki przeistoczenia się w kokon...

Harlan Ellison "Zabójca światów"
Bardzo ciekawe opowiadanie o człowieku trudniącym się podbijaniem planet na zamówienie. Czy jednak tylko o pieniądze mu chodzi?

Siergiej Siniakin "Mnich na skraju ziemi"
Mocne opowiadanie, o zgnębionym i zniszczonym przez reżim komunistyczny naukowcu, który odkrył przypadkiem coś, czego odkryć był nie powinien. Zapada w pamięci.

Rafał A. Ziemkiewicz "Szosa na Zaleszczyki"
Zaskakujące political fiction z mocno nadprzyrodzonym dnem.
Autor głównie znęca się nad wadami demokracji, oraz mechanizmami 'urabiania hołoty'. Ciekawe.

John Varley "Moczary Bitników"
Hmm... Najdziwniejsze opowiadanie w zbiorze.
Mamy mocno zmieniony świat. Sposób relacji międzyludzkich i obyczaje zostały postawione na głowie. Jednocześnie trudno powiedzieć czy są to zmiany na lepsze, czy na gorszę. Na pewno jest inaczej. Po pierwszym oburzeniu wywołanym przez szok i różnice między naszymi światami, dochodzimy do wniosku, że wszak mamy do czynienia z odrobinę jedynie większymi zmianami, niż onegdaj, w historii ludzkości już zachodziły.
Czy są to zmiany posunięte już za daleko? Oczami człowieka starego świata - zawsze takie będą.
Brak chyba trochę jaśniejszej puenty autora. Sami możemy różne rzeczy z niego wyciągać, ale fajnie byłoby się dowiedzieć co sam autor miał na myśli.

Jakbym miał ułożyć opowiadania w kolejności od najlepszego, do najgorszego było by to chyba:
'Rzecz w kamieniu', 'Samotność', 'Duch V', 'Zabójca światów', 'Mnich na skraju ziemi', 'Samuraj i wierzby', 'Szosa na Zaleszczyki', 'Miłośnik zwierząt', 'Statek cieni', 'Moczary Bitników', 'Matka Euremy', 'Poczwarka'

Polecam

Czwarty tom antologii perełek opowiadań z szeroko pojętej SF.
Jest to chyba najbardziej wyrównany tom, z przeważającą ilością dłuższych opowiadań, ale bez niczego wybitnego (opowiadania które na długo kojarzyło nam się z tym tomem)

Wszystko rozpoczyna Stephen R. Donaldson i "Miłośnik zwierząt"
Zmodyfikowany fizycznie glina wyrusza do rezerwatu zwierząt, prowadzić śledztwo...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

229 użytkowników ma tytuł Rakietowe Szlaki tom 4: Antologia klasycznej SF na półkach głównych
  • 136
  • 89
  • 4
79 użytkowników ma tytuł Rakietowe Szlaki tom 4: Antologia klasycznej SF na półkach dodatkowych
  • 60
  • 5
  • 5
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Rakietowe Szlaki tom 4: Antologia klasycznej SF

Inne książki autora

Okładka książki Elektorat łyknie wszystko Paweł Lisicki, Rafał Ziemkiewicz
Ocena 6,1
Elektorat łyknie wszystko Paweł Lisicki, Rafał Ziemkiewicz
Okładka książki Zamach na polskość Adam Bujak, Przemysław Czarnek, Janusz Królikowski, Szczucki Krzysztof, Grzegorz Kucharczyk, Paweł Lisicki, Jakub Maciejewski, Andrzej Nowak (historyk), Barbara Nowak, Wojciech Polak, Wojciech Reszczyński, Wojciech Roszkowski, Robert Skrzypczak, Artur Śliwiński, Leszek Sosnowski, Rafał Ziemkiewicz
Ocena 5,9
Zamach na polskość Adam Bujak, Przemysław Czarnek, Janusz Królikowski, Szczucki Krzysztof, Grzegorz Kucharczyk, Paweł Lisicki, Jakub Maciejewski, Andrzej Nowak (historyk), Barbara Nowak, Wojciech Polak, Wojciech Reszczyński, Wojciech Roszkowski, Robert Skrzypczak, Artur Śliwiński, Leszek Sosnowski, Rafał Ziemkiewicz
Rafał Ziemkiewicz
Rafał Ziemkiewicz
Rafał Aleksander Ziemkiewicz (ur. 13 września 1964 w Piasecznie) – polski dziennikarz, publicysta, komentator polityczny i ekonomiczny powiązany ze środowiskami polskiej prawicy, pisarz specjalizujący się w literaturze fantastycznonaukowej i społeczno-obyczajowej, dawniej działacz fandomu. Współzałożyciel stowarzyszenia Endecja.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Rakietowe Szlaki tom 1: Antologia klasycznej SF Roger Zelazny
Rakietowe Szlaki tom 1: Antologia klasycznej SF
Roger Zelazny Brian W. Aldiss Gene Wolfe James White Ian Watson Henry Kuttner Ursula K. Le Guin Theodore Sturgeon Gordon R. Dickson Robert Sheckley William Tenn Dmitrij Bilenkin Ilja Warszawski Cyril M. Kornbluth John Varley Barrington J. Bayley R.A. Lafferty Jurij Nagibin Alexander Jablokov Robert Zacks Tuli Kupferberg
Zbiór 20 opowiadań + ciekawy wstęp Lecha Jęczmyka o genezie powstania niniejszej antologii oraz roli SF w literaturze i w życiu (9pkt) + podobne w tonie zakończenie Wojtka Sedeńko (8pkt). Każde opowiadanie poprzedzone krótką genezą a zakończone notką biograficzną o autorze. Antologia przez duże A! 1). John Varley "Porwanie w powietrzu" (1977) - 5ciu członków Drużyny Przechwytującej z przyszłości ratuje pasażerów lotu z 1979 roku tuż przed rozbiciem samolotu. Dynamiczne, ale sporo niedopowiedzeń... - 7,5pkt; 2). R. A. Lafferty "Najdłuższy obraz świata" (1970) - spokojne, opisowe opowiadanie z nutą grozy o Leo Nationie - indiańskim kolekcjonerze antyków i staroci. W jego obsesji odnalezienia bardzo starych, mistycznie wykonanych fragmentów długiego na mile obrazu brzegu rzeki Missisipi pomaga mu żona Ginger i Charles Longbank, człowiek, który wiedział wszystko. - 8pkt; 3). Ian Watson "Powolne ptaki" (1983) - coroczne zawody łyżwiarskie okolicznych wiosek drugi rok z rzędu wygrywa Max Tarnover, o włos pokonując Jasona Babbidge'a. Imprezę zakłóca pojawienie się znikąd "powolnego ptaka" - są to swoiste statki powietrzne, które pojawiają się i znikają losowo w różnych miejscach świata, czasem jednak wybuchają i topią wszystko w promieniu 4km w taflę szkła. Ze zniknięciem ptakiem znika też młodszy brat Jasona... Fajne opowiadanie, chociaż za połową zbyt metafizyczne. - 7pkt; 4). Theodore Sturgeon "Skalpel Occama" (1971) - Karl Trilling, osobisty lekarz najbogatszego człowieka na Ziemi ma dostęp do niecodziennych tajemnic. Po latach w rozmowie z bratem Joe opowiada mu o śmierci swojego szefa i rzekomej kremacji jego pozaziemskiego ciała... Przewrotne zakończenie. Spiskowe teorie na najwyższym poziomie! - 10pkt; 5). Barrington J. Bayley "Rejs po promieniu" (1962) - historia wypadku, do jakiego dochodzi na głębokości 10 mil pod ziemią podczas próbnego rejsu ze wschodu na zachód Drążyciela - innowacyjnego okrętu podziemnego amerykańskiej armii. Opowiadana pierwszoosobowo przez oficera technicznego Rossa, oddaje duszny, klaustrofobiczny nastrój grozy uwięzionej w pułapce dwustuosobowej załogi. Niestety stężenie absurdu na stronę tekstu przekracza wszelkie granice, a podziemne miasta zamieszkane przez barbarzyńców budzą uśmiech - 6pkt; 6). William Tenn "Bernie Faust" (1963) - drobny szuler Bernie opowiada w pierwszej osobie jak dał się podejść Ogo Eksarowi, ktory kupił od niego całą Ziemię za 2700$. Po przemyśleniu transakcji Bernie postanawia ją cofnąć, odkupić spowrotem że stratą, bojąc się, że padł ofiarą kosmicznego przekrętu... - 7pkt; 7). Robert Zacks "Kontrolex" (1952) - akcja dzieje się w przyszłości, kiedy to wynaleziono Kontrolex - urządzenie wyłapujące bezprawne użycia opatentowanych frazesów słownych (na podstawie ustawy z 1996r.) i pobierające opłatę ze skutkiem natychmiastowym. Podążamy za kontrolerem Jes'em, wyłapującym absurdalne naruszenia. Dość mocno naciągane... - 6pkt; 8). Dymitr Bilenkin "To niemożliwe" (1973) - przepracowany i zmęczony profesor Arcimowicz spotyka podczas rowerowej przejażdżki latającego człowieka, Sidorówa. Podejrzewa, że są to halucynacje... - 7pkt; 9). Brian W. Aldiss "Człowiek ze swoim czasem" (1965) - astronauta Jack Wastermark od tragicznego powrotu z wyprawy na Marsa żyje z wyprzedzeniem czasu o ok 3 minuty. Rodzi to zdumienie ludzi wokół, zainteresowanie naukowców i frustrację niezdolnej do porozumiewania się z nim żony Janet... - 8pkt; 10). Alexander Jablokov "Strażnik Śmierci" (1988) - akcja dwutorowa: obserwujemy doktora Harmona, który w towarzystwie księgarza Dextera "bawi się" w egzorcyzmy oraz Stanleya Patersona, świeżą ofiarę napadu nożownika, a właściwie jego błąkającą się po mieście duszę... - 8pkt; 11). Jurij Nagibin "Tajemniczy dom" (?) - historia tajemniczego bankiera Akiry Kawasimy, spadkobiercy kantoru starego Ito, którego podejrzewają o bycie ninja... - 7pkt; 12). Henry Kuttner "Profesor opuszcza scenę" (1947) - humorystyczne opowiadanie o rodzinie Hogbenów, długowiecznych wieśniaków-mutantów z Kentucky, których odwiedza biogenetyk profesor Thomas Galbraith. Opowieść snuta pierwszoosobowo przez syna Saunka. - 9pkt; 13). Tuli Kupferberg "Tęsknota" (1966) - marzenie bomby atomowej... - 6pkt; 14). James White "Ubranie na miarę" (1976) - odbywający wizytę na Ziemi Jego Ekscelencja Lord Scrennagle z planety Duta w towarzystwie pracownika ministerstwa Foxa i ochrony przyjeżdża do krawca George'a Hewlitta zamówić ubranie na miarę - obcy ma ciało podobne do centaura. Całe wydarzenie objęte jest tajemnicą. - 7pkt; 15). Robert Sheckley "Bitwa" (1954) - napisany z przekąsem i zaskakującym zakończeniem opis Ostatniej Bitwy ludzi z diabłem, czyli Armagedonu, w której ludzie do walki wystawili zastępy robotów i zdalnie kierowanych maszyn - 9pkt; 16). Roger Zelazny "Róża dla Eklezjastesa" (1967) - opowiadanie a'la Bradbury po dwóch głębszych. Akcja dzieje się na Marsie, na którym ludzie mogą normalnie oddychać a jego rdzenni mieszkańcy są na wymarciu, niczym Indianie w USA. Arogancki żydowski poeta/lingwista Gallinger dostaje pozwolenie na spotkanie z marsjańską monarchinią M'Cwyie w ich starożytnej świątyni... Opowiada o tym w pierwszej osobie. - 7,5pkt; 17). Ursula K. Le Guin "Ci, którzy odchodzą z Omelas" (1973) - krótkie opowiadanie o szczęśliwym mieście Omelas i ponurej cenie, jaką muszą za to płacić mieszkańcy... - 6,5pkt; 18). Ilja Warszawski "Ucieczka" (1968) - w podziemnych obozach koncentracyjnych Medeny więźniowie wydobywają rudę uranu potrzebą do prowadzenia wojny o hegemonię w kosmosie. Jednym z nich jest Arp Zumbi a to jest historia jego ucieczki i jej przewrotny koniec... - 10pkt; 19). Gordon R. Dickson "Mów Mu, Panie" (1966) - Kyle Arnam z Kentucky ma towarzyszyć w roli osobistego strażnika aroganckiemu księciu Willowi, najstarszemu synowi imperatora, który wybrał Ziemię na swą podróż dojrzałości. Utrzymane w westernowym stylu opowiadanie z wplecionym wątkiem SF i zaskakującym, dramatycznym finałem - klasa! - 9,5pkt; 20). Gene Wolfe "Jak przegrałem drugą wojnę światową i pomogłem powstrzymać niemiecką inwazję" (1973) - alternatywna historia, w której nie dochodzi do wybuchu II Wojny Światowej a Niemcy i Hitler chcą opanować rynki światowe ekonomią. Na wielkiej wystawie w Bath Hitler prezentuje swój Ludowy Samochód a Churchill brytyjskiego Centuriona. Dochodzi do historycznego wyścigu obu marek. Całość w formie listu do redakcji pewnego pisma spisuje narrator podpisujący się pseudonimem "Nieznany żołnierz". - 7pkt.
WissQuek - awatar WissQuek
ocenił na84 miesiące temu
Rakietowe Szlaki tom 5: Antologia klasycznej SF Roger Zelazny
Rakietowe Szlaki tom 5: Antologia klasycznej SF
Roger Zelazny Clifford D. Simak Robert Silverberg Fritz Leiber Marek Oramus George R.R. Martin Larry Niven Robert Sheckley Michael Swanwick Jack Vance Harlan Ellison Barrington J. Bayley
Piąty tom „Rakietowych szlaków” przyniósł 11 dobrych, bardzo dobrych i znakomitych tekstów oraz jedno tradycyjnie pasujące tu jak pięść do nosa polskie opowiadanie utrzymane w poetyce „chrześcijańskiego fantasy” (słaba „Opowieść wigilijna” Marka Oramusa, demonstrująca raczej wbrew intencjom selekcjonerów antologii prowincjonalizm naszej fantastyki, zapatrzonej w narodowy pępek, religijne fantasmagorie, a najczęściej jedno i drugie: rzuca się to w oczy zwłaszcza po psychopatologicznej „Karze większej” i żenującej „Szosie na Zaleszczyki”, zamieszczonych w poprzednich tomach). O ile w tomie czwartym tematem przewodnim była w moim odbiorze (czasem udana) próba przełamywania różnic międzykulturowych, tutaj klamrą tematyczną wydał mi się wątek jednostkowej alienacji i motyw outsiderów niechętnych opresyjnej, zepsutej cywilizacji. To ostatnie jest niewątpliwie bardzo amerykańskie, ale też nadreprezentacja amerykańskich pisarzy w tomie piątym okazała się wyjątkowo silna. Pozornie tematy tekstów są bardzo różne. Roger Zelazny w otwierających tom „Bramach jego twarzy, lampach jego ust” opowiada na nowo po Melville’u historię polowania samotnika (choć otoczonego przez ludzi) na przebiegłą i zabójczą wodną bestię. Rewelacyjny i przełomowy „Chłopiec i jego pies” Harlana Ellisona z 1969 roku broni się do dziś doskonale na tle współcześnie produkowanej masowo postapokaliptycznej tandety w stylu „uniwersum Metro 2033”, a mnie kojarzy się jakoś z „Mechaniczną pomarańczą” Burgessa z 1962 roku (nie żebym sugerował nieodżałowanemu Ellisonowi, bardzo wrażliwemu na punkcie praw autorskich, jakieś bezpośrednie inspiracje). Na gruzach starej cywilizacji tańczą, gwałcą i zabijają się gangi dzieciaków. Anarchia, przemoc, seks i niewybredny język - wszystko to bardzo w barokowym stylu twórcy „Niebezpiecznych wizji”. Kolejna pozycja w menu to klasyczna historia alternatywna „Zdążyć na Zeppelina” Fritza Leibera: świat w którym kilka przestawionych zwrotnic (m.in. Maria Skłodowska wychodzi za mąż za Edisona zamiast Curiego, a pierwsza wojna światowa kończy się bardziej „wyrazistym” zwycięstwem Entanty) sprowadza historię na przyjaźniejsze tory, w których Hitler ani reszta Niemców nie mają motywacji do awantur i wstawania z kolan, a zamiast drugiej wojny światowej nadchodzi era światowego pokoju, postępu i oczywiście tytułowych sterowców. Przewrotny i jak zwykle zabawny „Bilet na Tranai” Roberta Sheckleya opowiada o (kolejnym) nadwrażliwym samotniku, który w poszukiwaniu uczciwości w polityce i życiu publicznym wybiera się na odległą planetę Tranai, gdzie, jak galaktyczna wieść niesie, zdołano zrealizować w praktyce utopijny ideał. Oczywiście sytuacja okazuje się znacznie bardziej skomplikowana i znacznie mniej różowa, a rzekoma wcielona doskonałość ma bardzo słoną cenę. „Wielkie podwórze frontowe” Clifforda Simaka to z kolei sielankowy prowincjonalizm amerykański typowy dla tego autora i kolejna w tym tomie opowieść o samotniku, „człowieku pogranicza”, który jest w stanie poradzić sobie nawet z rządem federalnym i technologią obcych. „Legiony temporalne” Swanwicka realizują klasyczny dla sf topos podróży w czasie i jest to jedyny tekst tomu, którego bohaterką jest kobieta (wśród autorów tym razem wyłącznie mężczyźni i wyłącznie anglosasi, z wyjątkiem Oramusa - trochę szkoda). Nastrojowy, znakomity stylistycznie „Statek zagłady” Barringtona Bayleya znowu wrzuca osamotnioną jednostkę w obce i wrogie otoczenie, w którym przejmuje ona inicjatywę. „Tajemny gość” Roberta Silverberga i „Pieśń dla Lyanny” George’a R.R. Martina to moim zdaniem dwa najlepsze teksty w tomie. No i znowu są to opowieści o niedostosowaniu, samotności i nie do końca udanych ani możliwych próbach jej przełamywania przy użyciu bezpośredniego kontaktu dwóch (męskiego i damskiego) umysłów. Silverberg to jeden z moich ulubionych pisarzy, świetny psycholog i stylista, ale i Martin pokazuje tutaj kunszt. Do „Pieśni” mam ponadto sentyment, bo zamieszczono ją w pierwszym numerze „Fantastyki” w 1982 roku, więc czytałem ją po raz pierwszy jako 11-latek. Oba teksty wydają mi się w gruncie rzeczy bardzo podobne. Dowód? Silverberg: „Począłem pojmować, co miała na myśli mówiąc, że jestem jej bliźniakiem, jej kopią, jej drugą jaźnią. Byliśmy naturalnie całkowicie odmienni: ja, trzeźwo myślący, zrównoważony, pracowity i pilny mężczyzna, i ona - lekkomyślna, zmienna, impulsywna i burzliwa dziewczyna. Ale w głębi byliśmy tymi samymi ludźmi: nieprzystosowanymi, wyobcowanymi, udręczonymi wędrowcami przez światy, których sami nie stworzyliśmy. Znaleźliśmy całkowicie odmienne sposoby poradzenia sobie z naszym cierpieniem. A jednak stanowiliśmy jedno i to samo, dwie połowy jednej całości”. „Ukazałem jej wszystko: posępne dziecko, udręczonego młodzieńca, rozważnego i przewrażliwionego młodego człowieka. Rówieśników, którzy na zawsze pozostali obcy, przyjaciół, których głosy przetrwały w pamięci jedynie nieszczerymi echami, kochanki, których miłość wydawała się bez treści i znaczenia. Powiedziałem jej o poczuciu, że żyłem na świecie sam, że każdy z mojego otoczenia był sztucznym tworem, pełnym przekładni i drutów, że świat był jedynie płaskim, pozbawionym kolorów snem, w który zostałem w jakiś sposób pochwycony, a z którego jednak mogę się obudzić w prawdziwym świecie światła, koloru i bogactwa kształtów; o tym, że może w ogóle nie jestem istotą ludzką, tylko zostałem porzucony w ludzkiej galaktyce przez stworzenia zupełnie odmiennego rodzaju, które powrócą po mnie któregoś odległego dnia w przyszłości”. Martin: „No wiesz, mamy szczęście. Normalni muszą się zadowolić słowami. Żal mi ich. Cóż można wyrazić przez same słowa? Cóż oni o sobie wiedzą? Zawsze są osobno, na próżno usiłują pokonać dzielącą ich przepaść. Nawet kiedy się ze sobą kochają, pozostają rozdzieleni. Muszą się czuć bardzo samotni”. „Kochasz mnie, Robb, naprawdę kochasz. Tak mocno, jak tylko może kochać człowiek. Ale... nadal jesteśmy osobno, Robb. Nie jesteśmy razem”. „Pragnę wszystkim się z tobą dzielić, podzielić się z tobą tym, co wtedy czułam. Ale nie potrafię. Nie jesteśmy jednym. Nie potrafię ci tego wytłumaczyć. Ja jestem tutaj, a ty jesteś tam. Możemy się dotykać kochać ze sobą i rozmawiać, ale pozostajemy rozdzieleni. Rozumiesz to? Rozumiesz? Jestem sama”. Interesujące, że w obu wypadkach (w męskich tekstach) wyalienowanymi wrażliwcami poszukującymi kontaktu są mężczyźni, podczas gdy kobiety to niestałe istoty, które ich ostatecznie rozczarowują i opuszczają. Ciekawie byłoby dostać jakieś opowiadanie kobiecego autorstwa, by porównać te perspektywy. Ciekawe też, że psychologiczny tekst poświęcony tragedii ludzkiej kondycji (potrzebie i niemożliwości bliskości) w Polsce odczytywano, gdy opublikowano go w pierwszym roku stanu wojennego, „jako opowiadanie z podtekstem politycznym o zniewoleniu jednostek w imię porąbanej idei”, jak komentuje to Lech Jęczmyk (lub Woitek Sedeńko albo obaj redaktorzy). Z jednej strony, to świadectwo faktu, że znaczenie tekstu jest faktycznie konstruowane przez nie zawsze zgodną współpracę nadawcy i odbiorców. Z drugiej, wydaje mi się to stanowić kolejny syndrom naszej polskiej zbiorowej ksobności i obsesyjnego egocentryzmu. „Gwiazda neutronowa” Larry’ego Nivena to konwencjonalne sf przygodowe o arcyniebezpiecznej wyprawie (kolejnego outsidera!) w pobliże tytułowej gwiazdy. Zupełnie inną opowieścią jest „Księżycowa ćma” Jacka Vance'a, chociaż i tutaj motyw zupełnie obcej kultury nakazującej ukrywać oblicze za wymyślnymi maskami i jeszcze bardziej wymyślnymi konwenansami oraz grami społecznymi przywodzi na myśl kwestię samotności i wyobcowania. Na przystawkę dostajemy ciekawy tekst Wojtka Sedeńki o znoju zdobywania praw autorskich do antologii, a na deser ten sam autor kontynuuje swoją opowieść o historii science fiction z poprzednich tomów, tym razem charakteryzując już sytuację (kryzys?) gatunku w XXI wieku. Krótko pisząc, kolejna cenna, a nawet pbowiązkowa pozycja dla miłośników klasycznej science fiction.
Bartosz Bolechów - awatar Bartosz Bolechów
ocenił na87 lat temu
Rakietowe Szlaki tom 3: Antologia klasycznej SF Dan Simmons
Rakietowe Szlaki tom 3: Antologia klasycznej SF
Dan Simmons Roger Zelazny Clifford D. Simak Ray Bradbury Marek S. Huberath Ursula K. Le Guin Michael Bishop Robert Sheckley Michael Swanwick Alan Dean Foster John Varley R.A. Lafferty C. L. Moore
W trzecim tomie antologii klasycznej science fiction "Rakietowe szlaki" Lech Jęczmyk oraz Wojtek Sedeńko wybrali dla nas 13 opowiadań, w tym jedno polskie. Z tym ostatnim wyjątkiem zabrakło prozy innej niż anglojęzyczna: trochę szkoda. Słowiańskie (rosyjskie i zwłaszcza czeska) propozycje w tomie drugim były bardzo interesujące. Tym razem poziom również jest wysoki, chociaż chyba jednak bardziej nierówny, niż w poprzednich tomach. Chwalone przez redaktorów otwierające tom opowiadanie "Shambleau" autorstwa Catherine L. Moore jest moim zdaniem najzwyczajniej słabe. Zastanawiające, że to kobieta realizuje w nim topos samicy-pożeraczki mężczyzn, w którym odzwierciedla się pierwotny - męski przecież - lęk przed kobiecą seksualnością jako siłą destrukcyjną, wampiryczną, prowadzącą ku zgubie. Ciekawe jest również, że znajdziemy w "Rakietowych szlakach" inny, nieporównanie sprawniejszy literacko tekst poruszający ten sam temat (mowa o doskonałym "Umrzeć w Bangkoku" Dana Simmonsa, do którego jeszcze wrócę). Czy to jakieś echo podświadomych obaw selekcjonerów tekstów, czy też czysty przypadek, oto jest pytanie. Drugi tekst, czyli "Bezgłośny pistolet" Finna O'Donovana (czyli Roberta Sheckleya) to poczciwa i sympatyczna ramotka, ale jednak ramotka. Typowa opowieść z dawnych lat, oparta na pomyśle konkretnego "wynalazku" i wierze w ludzką pomysłowość, dla której kosmos jest po prostu gotową do podbicia i skolonizowania, nieco większą wersją pogranicza, Dzikiego Zachodu. "Alei potępienia" Rogera Zelaznego żadnemu starszemu miłośnikowi fantastyki przedstawiać nie trzeba. Absolutna klasyka. Młodsi z kolei zorientują się dzięki temu opowiadaniu, że Mad Max z jego samochodową postapokalipsą (wyraźnie widać, że tempo, energia i struktura fabularna najnowszej opowieści o Maksie Rockatanskym bardzo przypomina opowiadanie Zelaznego),ani tym bardziej "Metro 2033" z jego postnuklearnymi mutantami, nie wzięły się znikąd. "Dzień przed rewolucją" Ursuli Le Guin poprzedzony jest dość osobliwym wstępem na temat wysokiego stopnia skomunizowania amerykańskich uniwersytetów oraz feminizmu autorki, który tutaj wydaje się być zarzutem (jakby to szef IPN recenzował). Sam tekst nie jest żadnym arcydziełem i w zasadzie nie ma tu elementów fantastycznych oprócz ulokowania akcji w fikcyjnym kraju. Mimo to, owa stonowana, pozbawiona fajerwerków fabularnych i stylistycznych opowieść starej rewolucjonistki, broni się przede wszystkim jako świadectwo charakterystycznego dla tamtej epoki (pierwodruk w 1974 roku) stanu umysłu oraz koncepcji politycznej, która dzisiaj wydaje się z jednej strony naiwna, z drugiej zaś w pewien sposób niezbędna. "Powolne życie" Michaela Swanwicka to bardzo dobra "twarda" SF ze wszystkimi obowiązkowymi akcesoriami gatunku: obcą planetą (a konkretniej często eksploatowanym przez fantastów księżycem Saturna Tytanem),obcą inteligencją (tym razem w życzliwym wydaniu),naukowym sztafażem oraz emocjonującą operacją ratunkową. Jeśli Moore i Simmons eksploatują lęk przed kobiecą seksualnością, to Bradbury z kolei w "Małym mordercy" sięga po inną archetypową obawę: lęk przed dziećmi jako widomymi, żywymi oznakami naszej śmiertelności. Dzieci "symbolicznie" zabijają rodziców, lecz czasem robią to również zupełnie dosłownie. Chcą nas przecież zastąpić i zabrać, co im się należy. Nadnaturalnie inteligentne dziecko o złowrogich skłonnościach to fabularny samograj (vide choćby "Omen"),a Bradbury jak wiadomo świetnie się czuł w konwencji horroru i krótkiej formie, więc dostajemy całkiem przyzwoity kąsek. "Kraina wielkich koni" to poetycka fantazja R. A. Lafferty'ego, "wyjaśniająca" fantastyczną konwencją skąd właściwie i dlaczego przywędrowali Romowie. Lubię tego pisarza, ale zamieszczone w pierwszym tomie "Rakietowych szlaków" opowiadanie "Najdłuższy obraz" jest moim zdaniem o klasę lepsze. "Przyśpieszenie" Michaela Bishopa to wybitny tekst, znów wychodzący od pojedynczej zmiennej (z niewiadomych powodów wszyscy ludzie zostają wyrwani ze swoich środowisk i przeniesieni w najwyraźniej losowe miejsca na planecie, co powoduje rozpad dotychczasowych struktur społecznych) i obudowujący ją oraz prezentujący jej skutki dojrzałą psychologią. Bishopa zawsze czyta się z wielką przyjemnością, bo pisze mądrze i świetnie operuje stylem, choć jego krajobrazy bywają bardzo ponure. Dalej mamy "Grotę tańczących jeleni" Clifforda Simaka. To ciekawa sprawa, jak percepcja literatury (podobnie jak gust kulinarny, czy muzyczny) zmienia się wraz z wiekiem. Gdy byłem dużo młodszy, teksty Simaka wydawały mi się mdłe, a cała ta jego pozbawiona wielkich dramatów sielankowo-prowincjonalna wizja rzeczywistości mało interesująca. Dzisiaj patrzę na jego pisarstwo inaczej, bardziej je doceniam, a "Grota...", opowiadająca spokojnie o konieczności tworzenia i samotności płynącej z nieśmiertelności to chyba jego najlepszy tekst, zdecydowanie wart lektury. Kolejnym opowiadaniem jest tu niestety "Kara większa" Marka Huberatha. Piszę "niestety", bo ten płaski w gruncie rzeczy ideologiczny manifest (przy którym anarchokomunistyczne koncepty LeGuin wydają się być wcieleniem umiarkowania i subtelności) pasuje tutaj jak pięść do nosa. Owszem, jest to nieźle napisane, z pewnością lepiej niż opowiadanie Huberatha zamieszczone w poprzednim tomie, ale jakże przerażające zarazem. I nie chodzi mi o to, że pisarz sugestywnie odmalowuje przerażającą wizję zaświatów jako połączenia niemieckiego obozu zagłady, sali tortur i sowieckiego łagru, ponieważ to w końcu jest jego celem i cel ten został z literackiego punktu widzenia sprawnie zrealizowany. Problemem jest dla mnie coś innego: Huberath wydaje się traktować swoją absolutnie sadomasochistyczną koncepcję relacji człowieka z Bogiem ze śmiertelną powagą. On nie tyle pisze, co wygłasza kazanie, a jego moralizatorski zapał unosi go w ślepą uliczkę. Najbardziej zdumiewa mnie to, iż zdaje się on zupełnie nie dostrzegać, że jego aksjomaty, na których buduje fabułę i argumentację etyczną, spoczywają na podłożu jednoznacznie odstręczającej, potwornej metafizyki. Jego Bóg jest potworem, pierwotnym źródłem i paliwem wszelkiego zła, lecz autor z właściwą ludziom religijnym ślepotą na konsekwencje własnych założeń, zamyka na to oczy, projektując ową potworność na ludzi i demony. Nie można przyjmować sprzecznych ze sobą założeń. Nawet jeśli możliwość zła ulokowano w ludziach, to stało się tak z pełną świadomością konsekwencji takiego projektu u założonej w tej ontologii wszechwiedzącej istoty. Myślę, że warto byłoby zatem Huberathowi odpowiedzieć Schopenhauerem. "Stwórca stworzył bowiem nie tylko świat, ale również samą możliwość: powinien był ją więc tak urządzić, by dopuszczać świat lepszy". Tutaj teiści zwykle uciekają w argument o "niezbadanych wyrokach i niemożności zrozumienia boskiego planu przez słaby ludzki intelekt". Lecz jednak skoro nie rozumiemy Boga, skąd taka precyzja w przypisywaniu mu atrybutów i oczekiwań? Osobiście odczytuję to opowiadanie jako rodzaj okrutnej parodii, drwiny z zawieszonej w próżni, pozbawionej umocowania w humanistycznej etyce chrześcijańskiej mitologii oraz teistycznej koncepcji człowieczeństwa i boskości. Mój problem polega na tym, że to odczytanie najwyraźniej nie jest zgodne z intencją autora, który słowo za słowem buduje swą monstrualną wizję, zupełnie nie dostrzegając jej monstrualności. Z uwagi na to, co dzieje się w Polsce w chwili, gdy piszę ten tekst, opowiadanie nabiera niepokojącej aktualności, jako rodzaj zapisu stanu umysłu chrześcijańskich apologetów, demonstracja całkiem dla mnie surrealistycznego sposobu ich rozumowania: czuję się wśród nich znacznie bardziej obco, niż wśród wszystkich obcych opisywanych w tym tomie. Wizja piekła z jego niekończącym się masakrowaniem potępionych, rwaniem paznokci, łamaniem żeber, obdzieraniem ze skóry, gwałceniem, przypalaniem genitaliów, to dla mnie modelowe ucieleśnienie religijnej psychopatologii. Wiara, że jakakolwiek ludzka transgresja może uzasadnić tego typu konsekwencje, to dla mnie świadectwo kompletnej dewastacji intelektualnej i odrętwienia wyobraźni moralnej, jaką w umyśle inteligentnego przecież i ogólnie zrównoważonego człowieka jest w stanie spowodować religia. Antropomorfizacja płodów, przywożonych z nieznanych mi powodów (nie zostały ochrzczone?) do czyśćca-obozu w kawałkach, by zostać następnie przymusowo zszyte przez kobiety-aborcjonistki, to chyba najbardziej dobitny wyraz religijnie indukowanej psychozy, z jaką się dotychczas zetknąłem. Zdolność do akceptacji takiej wizji i pogodzenia jej z aksjomatem doskonale dobrego Boga znajduje się całkowicie poza moją zdolnością pojmowania. Reasumując, "Kara większa" to dla mnie perfekcyjny manifest antyreligijny, z większą siłą rażenia niż książki Dawkinsa, Dennetta, czy Harrisa, co pokazuje, jak bardzo mogą rozejść się intencje twórcy i odbiorcy oraz że literatura rodzi się na pograniczu dwóch umysłów. Kolejny tekst, zatytułowany "Polacy to ludzie łagodni" jest mojej opinii kuriozalną grafomanią (niestety Alana Deana Fostera raczej nie stać na wiele więcej, przynajmniej mnie nic o tym nie wiadomo),a jedyne uzasadnienie publikacji tego opowiadanka dostrzegam w polskich kompleksach i polskim głodzie uznania płynącego z "wielkiego świata". Ach jakże jesteśmy wspaniali, mądrzy i dobrzy, niechże ktoś wreszcie to zauważy! Czasem przypominamy mi psa, który rozpaczliwie oczekuje na jakikolwiek dowód sympatii swego pana, by mieć pretekst do radosnych podrygiwań. Tudzież osiołka ze "Shreka", który podskakując krzyczy "Ja! Ja! Wybierz mnie!". Ta historyjka, choć bardzo marna, tak fabularnie, jak literacko, idealnie współgra z owym polskim przekonaniem o własnej wspaniałości i wyjątkowości, podszytym urazą, że nikt ich nie dostrzega i skrywanym lękiem, że może to jednak w gruncie rzeczy jesteśmy tylko prowincjonalnym narodem wśród setek innych, zamieszkujących zatłoczoną planetę. "Polacy..." to historia alternatywna (nie bez przyczyny uwielbiamy tę konwencję: jest to próba zaleczenia dysonansu poznawczego),będąca sarmackim odpowiednikiem wizji świata, w którym nigdy nie upadło Imperium Rzymskie, czy Trzecia Rzesza (najpopularniejsze wersje). Tu różnica jest taka, że nad podziw trwała okazuje się Polska sarmacko-szlachecka. To taka Tysiącletnia Rzeczpospolita, chciałoby się powiedzieć - wspaniała, mądra, potężna i z wyżyn swej szlachetności panująca nad światem. Oczywiście proponowane przez Fostera uzasadnienia rzekomych przewag monarchii elekcyjnej nad innymi formami ustrojowymi są zupełnie pozbawione sensu dla każdego, kto rozumie, iż rozwiązania ustrojowe, instytucjonalne i społeczne szlacheckiej Rzeczpospolitej były przestarzałe już w XVII wieku, a niezdolność do modernizacji doprowadziła ją do upadku. W gruncie rzeczy wspaniałość jest tutaj wyjaśniona głównie tytułem: Polacy są predestynowani do rządów nad światem, ponieważ to "ludzie łagodni". Nie mam pojęcia skąd Fosterowi wzięła się taka wizja: może spotkał jakiegoś łagodnego Polaka i wziął to za naszą cechę narodową. Takie detale jak literacka i fabularna mierność tekstu nie mają jednak znaczenia, skoro pisarz łechce naszą próżność i megalomanię. Można to traktować jedynie jako ciekawostkę, na którą uwagę zwrócić powinien obecny minister kultury, pan profesor Gliński - może pomogłaby mu w promowaniu pozytywnego wizerunku Polski i Polaków za granicą. Najbardziej śmieszy mnie jednak redaktorski komentarz do tekstu Fostera: "Wszystkie te (tzn. pisarza - BB) zasługi bledną jednak przy zaprezentowanym w tym tomie opowiadaniu, jedynym w dziejach fantastyki opowiadaniu zachodniego autora, w którym pozytywnymi bohaterami są Polacy". Oj, nie kocha nas ten Zachód zgniły, uparcie nie kocha! A tyle dla niego, niewdzięcznika, zrobiliśmy! Koniec narzekań, ponieważ dwa ostatnie teksty tomu to prawdziwa uczta i mistrzostwo. Wspomniane wyżej "Umrzeć w Bangkoku" Simmonsa to znakomicie napisany biologiczno-seksualny horror w stylu Cronenberga. Z kolei "Naciśnij Enter" Johna Varleya to zdecydowanie jedno z najsłynniejszych opowiadań w historii science fiction. Przenikliwa, zwłaszcza z perspektywy czasu, opowieść o rozrastającej się globalnej sieci, jej narastającej władzy nad ludźmi oraz tym, co może nadejść z pęków światłowodów (choć tutaj są to jeszcze przewody miedziane). Co ciekawe, oba te ostatnie teksty korespondują ze sobą przez kluczowe fabularnie wątki amerykańskiej traumy Wietnamu. Więcej, wydają się one wchodzić ze sobą w dziwny, przejmujący dialog na temat życia. W pierwszym z nich śmierć i zło ma pierwotne, biologiczne, organiczne i na swój sposób prymitywne oblicze. Simmons sugestywną i naturalistycznie brutalną prozą ogrywa atawistyczne lęki: przed kastracją i okaleczeniem narządów płciowych, krwawieniem, wampirami, żyjącymi w ciemnościach i w wilgoci rzeczami oślizgłymi i drapieżnymi, mackami, jadowitymi istotami pasożytującymi na człowieku. Varley przesuwa się w drugą stronę spektrum i straszy śmiercią i bólem zadawanymi przez istotę równie straszną i niezrozumiałą, lecz wytworzoną przez technologię, która miała nas przecież chronić przed tym, co czai się w mroku. Zamiast macek są kable, zamiast oczu ekrany, zamiast chłepczących krew przyssawek, wygotowująca gałki oczne kuchenka mikrofalowa, zamiast ołtarza, klawiatura. Sztuczna inteligencja jest tu równie potężna, odległa i niezrozumiała, jak Wielcy Przedwieczni Lovecrafta. Z obu tych tekstów wyłania się głębokie przerażenie istotą życia, w którym nie ma ucieczki przed grozą ani w biologię, ani w technologię. Tak czy inaczej, coś wypełznie, skoczy i nas dopadnie. To jednak jeszcze nie wszystko. Wart pochwały jest zamykający tom tekst Wojtka Sedeńki "Krótka historia science fiction: szkic drugi". Świetnie, klarownie i kompetentnie zaprezentowana ewolucja gatunku, podejmująca narrację tam, gdzie skończył się szkic pierwszy (w tomie drugim "Rakietowych szlaków"). Doskonałe wprowadzenie zwłaszcza dla ludzi nie orientujących się zbyt dobrze meandrach historii sf. Co jeszcze? Tradycyjnie niedoróbki redakcyjne i translatorskie. W oko wpadły mi zwłaszcza dwie: w "Alei Potepienia" możemy przeczytać polecenie "okrążenia naokoło", a z notki biograficznej Lafferty'ego wynika, że żył 8 lat. Zdolna bestia. Nie jest doskonale, ale te kilka znakomitych tekstów wynagradza wpadki z nawiązką. Poza tym warto zwrócić uwagę na ważną kwestię: również słabe teksty mogą dać do myślenia, nawet jeśli niekoniecznie o tym (i w sposób),do czego chcieli nas nakłonić ich autorzy.
Bartosz Bolechów - awatar Bartosz Bolechów
ocenił na79 lat temu
Kroki w nieznane. Almanach fantastyki 2006 Jeff VanderMeer
Kroki w nieznane. Almanach fantastyki 2006
Jeff VanderMeer Oleg Diwow Marina Diaczenko Jeffrey Ford Konrad Walewski Kelly Link Thomas M. Disch Greg Egan Ted Chiang Siergiej Diaczenko John Crowley Graham Joyce Tony Ballantyne Edward Bryant Jack Womack David Marusek Lucy Sussex
Antologia opowiadań science fiction – Kroki w Nieznane – tom 2. Rok 2006. 1. Kilka słów wstępu: Drugi tom antologii wydaje mi się odrobinę ciekawszy od pierwszego. Króluje tutaj literatura którą ówcześnie zaliczamy do nurtu new-weird. Tematyczne zbiór jest różnorodny, są teksty które zachwycają swoją prozą, są teksty z ciekawymi pomysłami. Wobec żadnego opowiadania nie przeszedłem obojętnie chociaż wiele z tych historii jest do w miarę szybkiego zapomnienia. Niektóre miały potencjał na coś lepszego niż się okazało. Wiele tutaj interesujących metafor i wszystkie w całości przenoszą ciężar interpretacyjny na czytelnika, co uważam za dodatkowy plus. Są to z pewnością całkiem wymagające teksty. 2. Motywy przewodnie: new-weird, sztuka przez pryzmat SF, symulacje, technologia vs. człowiek. 3. Opowiadania wyróżniające się na tle innych, warte lektury (kolejność występowania w zbiorze. W nawiasie podane moje subiektywne miejsce trzech ulubionych tekstów): Jeffry Ford – Imperium Lodów (Top 3) Młody chłopiec cierpi na rzadką przypadłość zwaną synestezją. Polega to na postrzeganiu konkretnych cech świata fizycznego wszystkimi zmysłami jednocześnie. Przykładowo piosenka ma nie tylko swoje brzmienie ale również realną barwę, temperaturę, fakturę, posmak. Kolor potrafi smakować cytryną, a liczba 8 pachnie zwiędłymi kwiatami. Na kartach tej opowieści poznajemy życie Wiliama: jego proces dorastania, alienacji wśród rówieśników, wizyt u lekarzy specjalistów próbujących ustalić co mu dolega, niezrozumiały i postrzegany za wariata nawet przez własnych rodziców, w trochę późniejszym wieku studiujący muzykę klasyczną co jest dla niego fantastyczną drogą ucieczki i katalizatorem jego talentu wielopoziomowego doświadczania rzeczywistości. Pewnego dnia wizyta w lokalnej lodziarni zmienia jego życie – smak lodów kawowych ukazuje mu piękną dziewczynę. Obraz jest niesamowicie realny. Czy to halucynacja? A może połączenie między alternatywnymi światami? A może to coś znacznie bardziej istotnego w skutkach? Doskonały język Forda powołuje do życia każde zdanie tekstu, który kojarzył mi się trochę z serialem „Sense8” (i wam pewnie się też skojarzy, jeśli oglądaliście). Historia jest wciągająca, niezwykle pięknie napisana, trzymająca w napięciu do ostatniej strony i wspaniale ilustrująca to niezwykłe połączenie między muzyką a matematyką. Uwielbiam czytać opowiadania o muzyce. Mimo, iż nie znam terminologii charakterystycznej dla tej dziedziny to w jakiś sposób wyczuwam owe połączenie i pasję płynące ze słów opisujących muzykę jako matematyczno-artystyczne działo sztuki. Piękne. MUST READ. Greg Egan – Powody do zadowolenia U 12-letniego chłopca zostaje zdiagnozowany śmiertelny nowotwór mózgu, który jednocześnie wywołuje nadprodukcje leu-enkefaliny – endorfiny utrzymującej dziecko w nieprzerwanym stanie szczęśliwości . Rodzice chłopca decydują się skorzystać z nowej, eksperymentalnej terapii antyrakowej. Niestety nie wszystko przebiega zgodnie z planem… Aby zniwelować efekty uboczne potrzebny będzie kolejny unikalny zabieg neurologiczny. Z jednej strony stricte naukowa i zachwycająca na poziomie koncepcyjnym, z drugiej potrafi w świetny sposób rozłożyć pojęcia szczęścia i osobowości na malutkie kawałki. W ostatnich rozdziałach autor daje naprawdę sporo do myślenia na wielu płaszczyznach życia codziennego. MUST READ. Jeff Vandermeer – Przemiana Marina Lake’a. (Top 2) „Miasto Szaleńców i Świętych”- zbiór opowiadań i mini-powieści, których akcja rozgrywa się w fikcyjnym mieście Ambergris – jest jedną z moich absolutnie ulubionych książek z gatunku fantasy nurtu new-weird. Wspaniale było zatem powrócić po latach do tego świata dzięki powyższemu opowiadaniu. Przedstawia ono historię Martina Lake’a, który z niewyjaśnionych przyczyn „przeobraził się z malarza przyjemnych, lecz powierzchownych kolaży i akryli w twórcę olśniewających obrazów olejnych – fantastycznych i mrocznych (…) – które miały stać się kwintesencją artysty i Ambergris”. Co jest przyczyną owej transformacji? Vandermeer osiąga prawdziwa maestrię w posługiwaniu się słowem, tworzeniu klimatu, napięcia, opisie architektury miasta. Doskonały styl i wyczucie tempa dostarczyły mi po raz drugi ogromnej przyjemności w trakcie czytania. Historia jest niezwykle wciągająca i przejmująca, a między czytelnikiem i światem tworzy się trwałe połączenie na bazie immersji. Wspaniała wyobraźnia i świetny, niemal malarski sposób opisywania rzeczywistości za pomocą gry świateł i obfitości nieoczywistych detali. MUST READ dla koneserów wyjątkowo udanej prozy. Jack Womack – Audytorium W Muzeum Utraconych Dźwięków zrozumiemy historyczną i osobistą wartość tego, co ulotne i stanowiące tło, a zarazem będące nierozłączną częścią naszego istnienia. Bardzo ciekawe, takie „nie-wprost”, dające duże pola do interpretacji. David Marusek – Album Ślubny (Top 1) Połączenie odcinka Black Mirror „White Christmas” i serialu Severance. Ludzie zapisują wspomnienia swoich wyjątkowych chwil tworząc sztuczne osobowości samego siebie zamykane w symulakrum – cybernetycznych rozszerzonych rzeczywistościach. A to tylko wierzchołek góry lodowej tej niesamowicie interesującej, wielowątkowej, niezwykle oryginalnie zaprezentowanej historii pełnej rozmachu i wyobraźni. Zdecydowanie pozycja nr 1 i MUST READ! Lucy Sussex – Absolutna nieokreśloność W futurystycznej symulacji komputerowej badacze analizują aspekt rzeczywistego udziału Wernera Heisenberga w pracach nad stworzeniem bomby atomowej dla III Rzeszy. Istnieje bowiem teoria głosząca, iż Heisenberg starał się hamować rozwój prac nad tą technologią i do tego samego miał nakłaniać swojego kolegę po fachu, Nielsa Bohra, który w późniejszych latach pracował dla Amerykanów przy projekcie Manhattan. Opowiadanie zachęciło mnie do poszukiwania informacji na ten temat, więc daję mu wielki plus za zaszczepienie u mnie bakcyla ciekawości. Ted Chiang – Co z nami będzie Jedne z moich ulubionych, 3-stronicowych opowiadań, obok „Jajka” Andy’ego Weira. To opowiada o urządzeniu – przewidywarce - które udowadnia brak istnienia wolnej woli. Gdy pierwszy raz czytałem ten utwór myślałem o nim bardzo długo i do dziś uważam, że siła tego utwory leży w prostym i bezpardonowym (bezlitosnym) przedstawieniu zagadnienia, które wali czytelnika po łbie taką niedającą się porzucić myślą, że bez świadomości wolnej woli nie bylibyśmy w stanie normalnie funkcjonować. 4. Kilka słów o paru pozostałych opowiadaniach. Na pewno warto pozytywnie wyróżnić również „Wody Meriba” Tony’ego Ballantyne. Mroczne i wciągające, coś w stylu „Rozgwiazdy” Wattsa, ale ostatecznie trochę zbyt odjechane jak na mój gust, ponadto polemizowałbym nad wnioskami, do jakich autor dochodzi w zakończeniu. Metaforyczność przekazu nadaje utworowi bardzo intelektualny charakter dzięki czemu czytało się z miłym zainteresowaniem. / Kompletne nie rozumiem zachwytów nad „I odjechal rycerz mój…” rosyjskiego duetu pisarzy. Pomysł był ciekawy, początek zachęcający, ale ostatecznie opowiadanie chyba nie spełniło moich wysokich oczekiwań. Plot twist wydawał mi się przewidywalny, a świat przedstawiony nie zostaje przed nami skonkretyzowany pod koniec opowieści. Nie wiemy czy to się dzieje na Ziemi i co w ogóle stało się tutaj w przeszłości ani czego dokładnie poszukiwał ów rycerz. Wiele elementów świata przedstawionego nie znajduje żadnego rozwinięcia i struktura całości jest dosyć mało zaawansowana – od jednego do drugiego nie powiązanego ze sobą wydarzenia które nijak się mają do zakończenia. Ot taka garstka historyjek, które z czasem wydają się wtórne i nie przynoszą objawienia w kontekście pytań „po co? Gdzie? Dlaczego?”. Zawiodłem się.
Jacob94 - awatar Jacob94
ocenił na73 lata temu
Kroki w nieznane. Almanach fantastyki 2013 Kir Bułyczow
Kroki w nieznane. Almanach fantastyki 2013
Kir Bułyczow Orson Scott Card Bradley Denton Brandon Sanderson Jonathan Lethem John Kessel Michael Swanwick K.J. Parker Julia Zonis Greg Kurzawa Marc Laidlow Karin Tidbeck James Alan Gardner
Stare, PRL-owskie "Kroki w nieznane" były gwiazdą błyszczącą wśród kamyków literackiej SF, rzucanych skąpą ręką przez naszych wydawców. Było tak nie tylko ze względu na bogactwo tematów, ale i na potoczystość języka oraz zwięzłość historii. Nowe antologie zaś... No cóż... Są przede wszystkim grubsze. Jednak grubość na ogół nie przekłada się na jakość. Edycja z 2013 roku, nosząca numerek 9, przedostatnia z wydanych przez Solaris, boryka się z klasycznymi bolączkami obecnych antologii. Jest workiem z grochem i kapustą. Nie ma tu rzeczywiście najlepszych, błyskotliwych czy najbardziej poruszających tekstów. Są tylko opowiadania trochę lepsze, i trochę gorsze. Nic wartego zakochania się i wracania raz po raz w następnych latach. I nie wiem, czy wynika to z nie dość wystarczającego oczytania selekcjonera antologii, czy może z ogólnego zjazdu jakości zagranicznej prozy fantastycznej. Bardzo przyjemnie wypada "Sierżant Chip" Bradleya Dentona. Oparty na może niezbyt porywającym pomyśle (narracja jest prowadzona z punktu widzenia szkolonego psa wojskowego, potrafiącego telepatycznie porozumiewać się ze swoim ludzkim partnerem),posiada wciągającą, wartką akcję i dobrze przedstawionych bohaterów. W dodatku historia psa i jego oddziału rzeczywiście potrafi pod koniec wzruszyć. Równie pozytywne wrażenia pozostawia "Broń promieniowa - love story" Jamesa Alana Gardnera, jedna z niewielu tutaj historyjek przypominających dawne opowieści SF - z pistoletem obcych, który przypadkiem spadł na Ziemię i dostał się w ręce nastolatka, zmieniając jego nastawienie do życia i praktycznie formując jego los samą swoją obecnością. Kolejnym sympatycznym tekstem jest "Mapy zostawmy innym" K. J. Parkera (czyli Toma Holta). Aczkolwiek awanturnicza akcja, okraszona drobinkami bardzo miłego humoru, nie potrafi przykryć faktu, że za całą fantastykę robi tutaj fikcyjna kraina. Są żaglowce, armaty, białe plamy na mapach oraz kupieckie wyprawy - dokładnie tak, jak u nas w XVI czy XVII wieku. Tyle że lądy są inne, podobnie jak nazwy państw. O tyle więc opowiadanie to nie pasuje do zbioru, będąc raczej opowiastką historyczną w bardzo umownym kostiumie fantasy. Ciekawe są także dwa teksty trochę niedorobione - "Puste przestrzenie" Grega Kurzawy, czyli zawieszona nieco w próżni space opera (jacy obcy? skąd się wzięli? gdzie konkretnie latają holowniki?),oraz "Jagannath" Karin Tidbeck, króciutka postapokaliptyczna historia, w której próżno szukać informacji, co z cywilizacją konkretnie poszło nie tak, ani czym tak naprawdę stali się ludzie. Obie opowieści potrafią jednak zbudować nietuzinkowy klimat i zaproponować bohaterów, którzy intrygują swoim tajemniczym zajęciem. Zdecydowanie natomiast słabsi są "Martwi" Swanwicka, zbyt szkicowo odmalowujący przyszłość, w której umarli nie odchodzą i żyją sobie - jako zombie - w slumsach, czekając, aż ktoś wpadnie na to, jak ich wykorzystać w globalnej gospodarce. Rozczarowują "Zeznania Oli N." Bułyczowa, startujące jako przygnębiająca historia apokaliptyczna, a finiszujące w postaci żenująco tandetnego moralitetu. Z kolei "Lotny" Marca Laidlawa pozostawia czytelnika zupełnie obojętnym (lekarz zajmuje się chłopakiem posiadającym władzę nad ptakami i lotnymi owadami),a "Szczęśliwy Człowiek" Jonathana Lethema jawnie denerwuje płytką zagrywką pod amerykańską publiczkę (zmarli przeskakują świadomością między swoim ciałem - chyba formalnie martwym - a prywatnym piekłem, w którym raz za razem przeżywają tę samą rzecz). Jeszcze gorzej jest z "Gołąbkiem" Julii Zonis. Koncept opowiadania jest nieczytelny (kto kogo i dlaczego zniewolił?),realia bez sensu (jakaś alternatywna Ziemia?),fabuła nieciekawa (obóz pracy),a finał narzucający się praktycznie od pierwszych stron. Zupełnie odrębnym przypadkiem jest "Nowa dusza cesarza" Sandersona. Fabularnie jest i ciekawa, i oryginalna, tyle że to najczystsza gatunkowa fantasy, co - przynajmniej w moim mniemaniu - jawnie się żre z ideą "Kroków w nieznane". Bo fantasy jako takie jest gatunkiem dość odpornym na rewolucyjne idee literackie, a frapujące koncepcje socjologiczne czy technologiczne to też raczej nie jej działka. Nie wiem, po co było umieszczać tu ten tekst, nawet jeśli sam w sobie dobry (poza drobnym potknięciem, czyli obecnością zegarka z sekundnikiem w świecie, w którym jeździ się konno i walczy na miecze). A już kompletnym nieporozumieniem są dwa teksty zamykające antologię. "Wielkie marzenie" Johna Kessela w sposób absolutnie mglisty i nieuchwytny udaje przynależność do fantastyki (Raymond Chandler - tym razem jako poboczny bohater - być może ma zdalny wpływ na poczynania ludzi, którzy w jakiś sposób się z nim zetkną),zaś "Założyciel" Orsona Scotta Carda jest wściekle rozwleczonym (prawie sto stron!),nużącym hołdem dla "Fundacji" Asimova, na dokładkę nieudanie drapowanym na głębokie, wręcz filozoficzne dzieło. W książce można więc znaleźć trochę ciekawej rozrywki, ale nie ma co liczyć na niezapomnianą lekturę, pochłanianą z wypiekami na twarzy.
Jale - awatar Jale
ocenił na66 lat temu
Kroki w nieznane. Almanach fantastyki 2005 Kir Bułyczow
Kroki w nieznane. Almanach fantastyki 2005
Kir Bułyczow Kathleen Ann Goonan Konrad Walewski Lech Jęczmyk Kelly Link China Miéville Greg Egan Ted Chiang John Crowley Pat Cadigan Władimir Wasiliew Elizabeth Hand Paul Di Filippo Cory Doctorow Suzy McKee Charnas Michael Blumlein Paul McAuley Paul Park
SF bierze na warsztat przyszłość jako dyżurny temat. Jest pewnym paradoksem, że lektura tej antologii była dla mnie wyprawą w przeszłość. Konkretnie w nastoletniość, w czasy późnej podstawówki i wczesnego liceum, kiedy kupowałem (przy korzystnych układach zawartości kieszonkowego i dostępności w kioskach) „Nową Fantastykę” i „Fenixa”, a potem już tylko „NF”, i czytałem wszystko jak leci, i poznawałem nazwiska: Bradbury, Dick, Tiptree jr., Bułyczow… Dotarło do mnie, że od tamtej pory właściwie nie czytałem fantastycznej krótkiej formy. Powieści, proszę bardzo, dużo i często. Ale opowiadania? Not so much. I tak to trwało, dopóki niefortunnym zbiegiem okoliczności wpadła mi w ręce cała kolekcja „Kroków w nieznane”, wszystkie tomy, i te PRL-owskie, i te z lat 2000. A o głównym czynniku sprawczym owego zbiegu okoliczności można już mówić tylko w czasie przeszłym. Hello past, my old friend. Na pierwszy ogień, trochę przypadkiem, poszedł tom z 2005, pierwszy po reaktywacji. I jest nieźle, choć bez wielkich odkryć. Parę opowiadań zapamiętam na dłużej. Otwierające tom „Siedemdziesiąt dwie litery” Chianga, w ciekawy sposób eksplorujące motywy okołokabalistyczne; nostalgicznie amerykańskie, space-operowe opowiadanko Doctorowa, z którym to jest mój pierwszy kontakt i chcę więcej; klimatyczny cyberpunk u Auleya i Di Filippo; wreszcie przecudownie satyryczny tekst „Turysta” Paula Parka, o podróżach w czasie. Nie zawodzą też Rosjanie: u Bułyczowa Wielki Guslar jest dziwny i zabawny jak zawsze, a opowiadanie Wasiljewa o moskiewskim metrze jest ciepłe i na wskroś rosyjskie (frustruje mnie, że wojna i na jego odbiorze odcisnęła piętno). Poza tym raz jest lepiej, raz gorzej. Taki urok antologii. Ale też miło pamiętać o tym, że nawet jeśli któreś opowiadanie okaże się niezbyt smacznym kąskiem – nie ma co rzucać całego tomu w kąt, bo może następne będzie perełką. Na minus redakcja: niektóre zdania brzmiały mi koślawo, a i literówek i kiksów interpunkcyjnych wyłowiłem sporą przygarść. 7/10 (oscylujące).
Daniel Janus - awatar Daniel Janus
ocenił na73 lata temu

Cytaty z książki Rakietowe Szlaki tom 4: Antologia klasycznej SF

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Rakietowe Szlaki tom 4: Antologia klasycznej SF