rozwińzwiń

Wynaleźć codzienność. Sztuki działania

Okładka książki Wynaleźć codzienność. Sztuki działania autora Michel de Certeau, 9788323325970
Okładka książki Wynaleźć codzienność. Sztuki działania
Michel de Certeau Wydawnictwo: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
244 str. 4 godz. 4 min.
Kategoria:
nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
Format:
papier
Tytuł oryginału:
L'invention du quoditien, tome I. Arts de faire.
Data wydania:
2008-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2008-01-01
Liczba stron:
244
Czas czytania
4 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-233-2597-0
Tłumacz:
Katarzyna Thiel-Jańczuk
Średnia ocen

8,3 8,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wynaleźć codzienność. Sztuki działania w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Wynaleźć codzienność. Sztuki działania

Średnia ocen
8,3 / 10
15 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Wynaleźć codzienność. Sztuki działania

Sortuj:
avatar
412
78

Na półkach: , , ,

Rewelacja, i przy okazji dowód, że nie trzeba wcale zapisywać się na "kursy kreatywności" -- ta ostatnia czyha bowiem w szczelinach codzienności. Jeśli szukacie czegoś, co jest jednocześnie oryginalne, poruszające i przydatne, eseistycznie "rozmaszyste", metaforycznie skondensowane, precyzyjnie naukowe i poetycko niedookreślone, to that's the thing!

Rewelacja, i przy okazji dowód, że nie trzeba wcale zapisywać się na "kursy kreatywności" -- ta ostatnia czyha bowiem w szczelinach codzienności. Jeśli szukacie czegoś, co jest jednocześnie oryginalne, poruszające i przydatne, eseistycznie "rozmaszyste", metaforycznie skondensowane, precyzyjnie naukowe i poetycko niedookreślone, to that's the thing!

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
287
132

Na półkach:

Z zażenowaniem przyznaję, że dopiero tak późno ją odkryłam...
[choć to może właściwy moment, bo czuję, że jesteśmy właśnie na granicy światów, tak jak Certeau w czasie prac nad tym projektem. Niesie niesamowitą pociechę.]
Zachwyca na każdym poziomie!
Przepełnia optymizmem, wiarą w człowieka, w jego ludzką indywidualną i autonomiczną kreatywność w codziennym życiu. To ona właśnie ratuje nas w dzisiejszym świecie.
Innymi słowy: potwierdza mi, że moja krnąbrność, tysiące małych aktów sprzeciwu wobec normatywności, utartych wzorców zachowań, patrzenia i myślenia - że to wszystko MA SENS, ba jest kluczowe.

Chciałam kupić własny egzemplarz ale nakład został wyczerpany, a na zakup antykwaryczny mnie nie stać... WUJu! zlituj się nad nami biedakami i rzuć nowy nakład na rynek!

Z zażenowaniem przyznaję, że dopiero tak późno ją odkryłam...
[choć to może właściwy moment, bo czuję, że jesteśmy właśnie na granicy światów, tak jak Certeau w czasie prac nad tym projektem. Niesie niesamowitą pociechę.]
Zachwyca na każdym poziomie!
Przepełnia optymizmem, wiarą w człowieka, w jego ludzką indywidualną i autonomiczną kreatywność w codziennym życiu. To ona...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

134 użytkowników ma tytuł Wynaleźć codzienność. Sztuki działania na półkach głównych
  • 112
  • 20
  • 2
12 użytkowników ma tytuł Wynaleźć codzienność. Sztuki działania na półkach dodatkowych
  • 5
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Wynaleźć codzienność. Sztuki działania

Inne książki autora

Okładka książki Wynaleźć codzienność. Tom 2. Mieszkać, gotować Luce Giard, Pierre Mayol, Michel de Certeau
Ocena 7,0
Wynaleźć codzienność. Tom 2. Mieszkać, gotować Luce Giard, Pierre Mayol, Michel de Certeau
Michel de Certeau
Michel de Certeau
Michel de Certeau urodził się w 1925 roku. Obdarzony błyskotliwą i pozbawioną konformizmu inteligencją, wykazywał rozmaite zainteresowania. Odebrawszy solidne wykształcenie w zakresie filozofii, literatury klasycznej, historii i teologii, w 1950 roku wstąpił do Towarzystwa Jezusowego, w którym przyjął święcenia kapłańskie w 1956 roku i którego nigdy nie opuścił. Jako historyk badający teksty mistyczne od renesansu do klasycyzmu interesował się metodami badawczymi antropologii, językoznawstwa i psychoanalizy. Przygotował do pracy badawczej wielu studentów w Europie i obu Amerykach. W 1984 roku powrócił z sześcioletniego pobytu na Uniwersytecie Kalifornijskim, aby objąć Katedrę Historycznej Antropologii Wierzeń w Wyższej Szkole Nauk Społecznych (EHESS). Zmarł w 1986 roku w Paryżu.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Koniec teorii Terry Eagleton
Koniec teorii
Terry Eagleton
Człowiek to istota społeczna. Eagleton uświadamia czytelnikom, że nie tylko. To przede wszystkim istota polityczna. "Koniec teorii", intrygujący tytuł. Tylko o jaką teorię chodzi? Eagleton próbuje przybliżyć czytelnikom problematykę, która wywołuje emocje w dość wąskim gronie specjalistów. Na kanwie dyskusji o teorii kultury (czy nastąpił koniec tej teorii, czy też nie),jaka toczy się w światowych kręgach intelektualnych, autor przedstawia swój kontrowersyjny punkt widzenia. Choć esej z założenia ma traktować o teorii kultury, tematyka jaką porusza jest o wiele szersza. Eagleton nie zajmuje się tylko i wyłącznie wspomnianą teorią (i jacy powinni być teoretycy kultury),ale też przedstawia czym kierują się postmoderniści, konserwatyści, liberałowie, itp. w „tłumaczeniu” otoczenia. Jak postrzegają świat i czy ich wyobrażenie przypadkiem nie jest ograniczone, a być może nawet błędne. Swoją argumentację rozwija poprzez rozprawianie się ze skrótami myślowymi, jakimi jesteśmy karmieni przez wszelkiego rodzaju władze. Eagleton pisze między innymi o manipulacji dotykającej nas wszystkich - odpowiednio podane informacje mają zamykać dyskusję na dany temat zanim ta w ogóle się rozpocznie (np. terroryści islamscy są „be” i basta, a już nie wspomina się dlaczego posunęli się do aktów przemocy, co ich skłania do takich działań, dlaczego nienawidzą świat zachodni, a w szczególności USA). Dochodzą do tego obszerne dygresje m.in. na temat myśli arystotelejskiej czy też socjalizmu - zdaniem Lenina przyczyny wybuchu niektórych rewolucji prowadzą często do ich ostatecznej klęski (między innymi dlatego nie udało się zbudować socjalizmu w warunkach gospodarczego niedorozwoju). Poboczne tematy z pozoru nie mają nic wspólnego z myślą przewodnią książki. Tylko z pozoru. Wszystko jednak „kręci się” wokół kultury (odmienności kultur). W tym „tyglu” jest osadzony ludzki byt. Większość z nas wie (choć nie dopuszcza tej myśli do świadomości),że człowiek to zwierzę, zwierzę społeczne, ale i polityczne (oprócz podstawowych potrzeb „zwierzęcych” ma też potrzeby, których zwierzęta nie mają). Jednakże zdefiniowanie własnego „ja” bez udziału innych członków społeczeństwa jest niemożliwe. Uwięzieni w języku (nikt by nas nie zrozumiał, gdybyśmy wymyślili swój własny) i w ograniczonych zmysłach posiadamy ułomne postrzeganie. Skoro sami z siebie nie zdefiniujemy swojego „ja”, także nie zdefiniujemy kultury bez uczestnictwa w niej. Lubię książki opisujące rzeczywistość z innych punktów widzenia niż te „poprawne”. Lektura takich pozycji często okazuje się trudna ze względu na nagromadzenie specjalistycznych, naukowych określeń. "Koniec teorii" należy do tej grupy. Być może ponowna lektura stanie się niezbędna. Posłowie tłumacza pozwala lepiej zrozumieć niektóre wywody autora. Przebrnięcie przez esej może jednak okazać się satysfakcjonujące, nie mówiąc o zmianie poglądów na to co nas otacza. Mimo swego rodzaju elitarności "Koniec teorii" to książka nie tylko dla zainteresowanych kulturą/kulturami i wzajemnymi powiązaniami między nimi. To także pozycja dla kogoś, kto chce się rozwijać i kształtować swoje własne niezależne myślenie budując odporność na coraz bardziej nachalną mainstream'ową papkę informacyjną. Dla studentów kulturoznawstwa powinna to być moim zdaniem pozycja obowiązkowa. recenzja pierwotnie ukazała się na portalu Wywrota.pl
Grzegorz Skwarliński - awatar Grzegorz Skwarliński
ocenił na812 lat temu
Retrotopia. Jak rządzi nami przeszłość Zygmunt Bauman
Retrotopia. Jak rządzi nami przeszłość
Zygmunt Bauman
Epilog „Nie istnieją drogi na skróty, które pokazywałyby, jak sprawnie i bez wysiłku zatamować prąd typu „powrót do - czy to Hobbesa, do plemion, do nierówności czy do łona. Powtarzam: obecne zadanie wyniesienia idei integracji do skali ogólnoludzkiej i przeprowadzenia jej do samego końca najprawdopodobniej okaże się niesłychanie żmudnie, uciążliwe i kłopotliwe. Musimy się przygotować na długi okres naznaczony mnogością pytań i niewieloma odpowiedziami, naznaczony mnogością problemów i niewieloma rozwiązaniami- jak również na to, że będziemy działać w cieniu delikatnej równowagi między szansą na sukces i na porażkę. (…) Bardziej niż kiedykolwiek przedtem jesteśmy postawieni – my, ludzie, mieszkańcy Ziemi – w sytuacji albo - albo: albo wkroczymy we wspólną przyszłość, albo skończymy w zbiorowej mogile”. (s. 281.) Zygmunt Bauman, Retrotopia. Jak rządzi nami przeszłość, Przekł. K. Lebek, PWN Warszawa 2018. * Epilog Baumana nie pozostawia złudzeń w kwestii przyszłości Nas, mieszkańców Ziemi. ** Rozwiązanie jest proste, ale kto z niego skorzysta? *** Powtórzmy za Baumanem: „wspólna przyszłość” albo „zbiorowa mogiła”. ****Czytelnik ma o czym myśleć po lekturze Retrotopii!!! Zygmunt Bauman ( 1925-2017): • jeden z najbardziej znanych na świecie polskich socjologów, autor koncepcji ponowoczesności, płynnej ponowoczesnościi późnej nowoczesności; • autor Retrotopii, pokazującej spektakularne zmiany zaistniałe w świecie, od Hobbesa, przez powrót do plemion, powrót do nierówności, do powrotu do łona; • erudycja Baumana budzi respekt, autor powołuje się na myśl wielu: • Trade G. (1903): skłonność do powtarzania wyjaśnił tym, że ludzie uczestniczący w działaniach poszukują bezpiecznych rozwiązań za każdym razem, kiedy stają przed ryzykownym wyborem, a skłonność do nowości tym, że jednostki pragną odrębności i autonomii (Trade G., The Law of Imitation); • Bruni F. (2016a): "Ludzie, którzy od jakiegoś czasu ostrzegają przed Facebookiem, mają racje: Prawie każda minuta spędzona nad smartfonem, tabletem, i laptopem na przeglądaniu ulubionych stron internetowych i skrolowaniu przez spersonalizowane treści, zbliża nas do z góry przesądzonego wniosku. Wywiera się na nas presję, byśmy się dostosowali”. (Bruni F., How Facebook Warps Our Word, „New York Times”) • wykorzystuje znajomość światowej literatury, min.: ▪ Kafkę: Tak- odparłem- powiedziałem przecież. Oddalić się stąd - oto mój cel. Wyjazd [w:] Nowele i miniatury, s. 278.; ▪ Eco: „Widziałem dobrze, że wiele osób obawia się spisku jakiego ukrytego wroga: dziadek- Żydów, jezuici- masonów, mój ojciec garybaldczyk – jezuitów, królowie z połowy Europy – karbonariuszy, moi towarzysze spod znaku Mazziniego – króla podżeganego przez księży, policja z połowy świata – iluminatów bawarskich… (Cmentarz w Pradze, s.97-98.). Dzieło Baumana -to tekst o utraconym raju, nazwanym przez autora RETROTOPIĄ! Warto powtórzyć: Bardziej niż kiedykolwiek przedtem jesteśmy postawieni – my, ludzie, mieszkańcy Ziemi – w sytuacji albo - albo: albo wkroczymy we wspólną przyszłość, albo skończymy w zbiorowej mogile”. (s. 281.) Czytanie Baumana poszerza horyzonty! Tekst istotny i ważny, pozwalający zrozumieć istotę zmian zachodzących w Nas i w Świecie XXI w. 10/10
zoe - awatar zoe
ocenił na101 rok temu
Oralność i piśmienność. Słowo poddane technologii Walter Jackson Ong
Oralność i piśmienność. Słowo poddane technologii
Walter Jackson Ong
Badania terenowe, przeprowadzone w latach 30. XX w. przez M. Parry’ego i A. Lorda, oraz ich kontynuacja w latach 50., dokonana już tylko przez drugiego z wymienionych badaczy , dały początek nie tylko badaniom nad zachowaną w formie piśmiennej ustną twórczością literacką, lecz także posłużyły pogłębieniu refleksji nad zagadnieniem oralności w ogóle. Dorobek Amerykanów stał się impulsem do pogłębionych badań z zakresu antropologii oraz psychologii, dotyczących funkcjonowania człowieka oraz społeczeństw niepiśmiennych, co zaowocowało wieloma publikacjami, w mniejszym bądź większym stopniu dotykającymi kwestii oralności. W pierwszej dekadzie po publikacji teorii oralnej Parry’ego – Lorda zdecydowanie brakowało szerokiego ujęcia nie tylko problemu oralności, wykraczającego poza ramy jednej, konkretnej dyscypliny naukowej, lecz także roli pisma w rozwoju ludzkiej myśli oraz zmian, jakie zachodzą w ludzkiej świadomości wraz z jego interioryzacją. Te właśnie kwestie w swojej książce rozpatruje amerykański jezuita, Walter Jackson Ong [=WJO]. W pierwszym rozdziale swojej pracy WJO pokrótce przedstawia koncepcje myślenia człowieka niepiśmiennego oraz bardzo wnikliwie analizuje dotychczas stosowaną terminologię i bezlitośnie rozprawia się z terminami czy to nieprecyzyjnymi, czy wręcz absurdalnymi, czego najjaskrawszym przykładem jest refleksja na temat terminu literatura oralna i zdecydowane jego odrzucenie. Zagadnienia terminologii, stosowanej do badania twórczości ustnej, służą autorowi również do ukazania, jak bardzo sposób postrzegania, nawet jednostek wybitnych (w tym wypadku literaturoznawców),jest zdeterminowany przez technologię pisma. Już na samym początku WJO przywołuje też najważniejsze dokonania badaczy z różnych dziedzin nauki, w mniejszym bądź większym stopniu dotykających kwestii oralności, w tym m.in. Jacka Goody’ego czy też Jamesa Foleya. W kolejnym rozdziale autor przedstawia początki teorii oralnej, skupiając się głównie na dokonaniach Parry – Lorda, nie zapomina jednak o kontynuacji badań, rozpoczętych przez Amerykanów. Pierwsze dwa rozdziały stanowią w zasadzie wprowadzenie, tak metodologiczne, jak i teoretyczne, do właściwej części pracy, która, moim zdaniem, rozpoczyna się rozdziałem trzecim, w którym WJO wnikliwie analizuje zagadnienie psychodynamiki oralności. Jeżeli ma się w pamięci podtytuł książki, który wskazuje główny przedmiot badań, a więc Słowo (poddane technologii),wielostronicowe rozważania z pogranicza psychologii i antropologii kultury mogą nieco dziwić. To zdziwienie jednak szybko zamienia się w uznanie dla Autora, gdyż właśnie takie, interdyscyplinarne podejście do omawianego zagadnienia, stanowi wartość dodaną pracy. WJO bazuje zarówno na materiale empirycznym, dostarczonym przez antropologów (Malinowski, Goody),psychologów (Łuria ) jak i na teoretycznych rozważaniach badaczy innych specjalności, głównie literaturoznawców (czy też szerzej – filologów),takich jak Foley czy Havelock . Tylko takie, szerokie spojrzenie, pozwoliło Autorowi na bardzo precyzyjne przedstawienie i omówienie najważniejszych cech, charakteryzujących myśl i wyrażenie oralne (ss. 72 – 103). Ta właśnie część pracy, jak się później okazało, stała się najważniejszym i niekiedy jedynym teoretycznym zapleczem dla wielkiej ilości mniej lub bardziej wartościowych prac z zakresu oralności. Dopiero w rozdziale czwartym, po niezwykle precyzyjnej i szerokiej charakterystyce oralnego sposobu myślenia, WJO pochyla się nad technologią pisma oraz jego wpływem na przekształcanie ludzkiej świadomości. Tutaj również wykazuje się Autor erudycją i znajomością fachowej literatury, a także słuszną, moim zdaniem, metodą analizy przejścia od oralności do piśmienności – nie opiera się bowiem na suchej chronologii, ale śledząc rolę pisma w kolejnych epokach, za każdym razem stara się uchwycić moment, w którym pismo zaczyna przekształcać ludzką świadomość i to on jest dla WJO kluczowy oraz organizuje materię badawczą – ten sam proces dostrzega bowiem Autor w Grecji czasów Platona oraz we wczesnośredniowiecznej Anglii. Widać w takim podejściu duży wpływ Erica Havelocka i niezwykłą wrażliwość tegoż badacza, która pozwoliła na wskazanie kluczowego momentu w rozwoju greckiej piśmienności w czasach Platona, a nie w chwili, w której pismo po raz pierwszy w Grecji zaistniało. Tak samo czyni WJO, ponadto analizując proces, jednocześnie analizuje skutki tegoż procesu, zilustrowane trafnie dobranymi przykładami ( jak chociażby analiza okładki z 1534 roku na ss. 184 – 185). Problematyka, związana z interioryzacją pisma, w naturalny sposób prowadzi Autora do kolejnego rozdziału, w którym pochyla się on nad zagadnieniem druku i jego wpływem na procesy myślowe, przedstawione w rozdziałach poprzednich. Tutaj również wykazuje się Autor świeżością podejścia i niezwykłą skrupulatnością – rola pisma w kształtowaniu ludzkiej świadomości rozpatrywana jest na wszystkich etapach rozwoju tegoż, a więc od najprostszych zapisów, poprzez druk właśnie, aż do słowa, poddanego najnowszym technologiom (najnowszym z punktu widzenia Autora, a więc w latach 70.). W tym rozdziale, podobnie jak w pozostałych, WJO uwzględnia najważniejsze prace, dotyczące podejmowanych przez niego zagadnień, żeby wspomnieć chociażby publikacje Marshalla McLuhana. Mimo olbrzymiej wartości recenzowanej pracy, WJO nie ustrzegł się pewnych niedociągnięć w zakresie: a) krytyki źródeł – przede wszystkim przemilcza Autor pewne kontrowersyjne tezy Jacka Goody’ego , z dorobku którego tak chętnie i często korzysta. Tezy te są ściśle związane z zagadnieniem oralności – próbuje bowiem Goody wnioski, wyciągnięte na podstawie badań w północnej Ghanie, na siłę zastosować do kultur, odległych w czasie i przestrzeni, co nie wytrzymuje konfrontacji z najnowszymi badaniami z zakresu filologii i antropologii. O tym jednak WJO nie wspomina, bezkrytycznie przyjmując tezy Goody’ego. b) zbyt dużej swobody w doborze i prezentacji analizowanego przez siebie materiału – bajka na dobranoc, opowiadana kiedyś, gdzieś własnej, kilkuletniej siostrzenicy, choć nie pozbawiona uroku, nie powinna znaleźć miejsca w poważnej, naukowej publikacji. Przedstawione powyżej krytyczne uwagi nie zaburzają jednak niewątpliwie pozytywnej oceny publikacji, która w zgodnej opinii badaczy z całego świata stała się kamieniem węgielnym w zakresie problematyki oralności i piśmienności.
WGothe - awatar WGothe
ocenił na108 lat temu
Gdzie się podziali wszyscy intelektualiści? Frank Furedi
Gdzie się podziali wszyscy intelektualiści?
Frank Furedi
Książka trochę zwodzi swoim tytułem, bo jej autor wcale nie udaje się w podróż na poszukiwanie intelektualistów (gdyby autorem był Rosjanin rozglądał by się za inteligencją, niekoniecznie pracująca),robi rozpoznanie dolegliwości okiem socjologa i stawia diagnozę. W Europie, czy szerzej w świecie zachodnim robi się pod wieloma względami obciachowo. Niedługo będzie wstyd jakiś wypad poza kontynent robić, bo będą palcami pokazywać: zobacz Iwan, europejskie gamonie do Moskwy przyjechały. Nie jest to jakoś wybitnie odkrywcze, ale ukazanie przyczyn choroby, czy obszarów gdzie jest to szczególnie obecne pozwala z zaciekawieniem czytać książkę. Książkę czytałem około 10 lat temu i pomnę raczej ogólne wrażenie, a było ono trochę zbieżne z diagnozą jaką postawił Ortega y Gasset. Tylko, że On pisał swój "Bunt mas" kilkadziesiąt lat temu i pisał, że owszem inteligencja jest, ale jest to już inteligencja trochę innego pokroju niż dawniej. Tamta zdobywała wiedzę, poznawała świat, bo miała ochotę, kaprys, bo czuła potrzebę poszerzenia horyzontów, ale ustępowała już miejsce inteligencji o mentalności praktycznego chłopa, który idzie do szkół bo chce przede wszystkim mieć kasę. Duuużo kasy! Brało się to trochę z amerykańskiego pragmatyzmu, gdzie wszystko miało jakiś sens jeżeli można było ten sens zmaterializować ilością zer na koncie. U Furediego akcent jest trochę w innym miejscu postawiony. Na przykład intelektualistów rozleniwiają uniwersytety, czy wszechobecny od pewnego momentu relatywizm. Po co szukać jakiejś prawdy, jeżeli prawdy nie ma (Foucault),są jedynie opinie. Czyli jest to może mało sensowne co wymyśliłem ( nie ja, ale jakiś intelektualista doby obecnej),ale jest to moja opinia i w świetle tego co powiedział Foucault, jest ona równoprawna z innymi opiniami. Jeden z rozdziałów nosi tytuł kultura schlebiania, czyli nie ważne co zrobisz, powiesz, zawsze zasłużysz na pogłaskanie po głowie, zresztą docelowy kształt szkolnictwa w świecie zachodnim określiła kiedyś amerykańska rewolucjonistka kulturowa, która powiedziała: nikt nie może czuć się niekomfortowo, że jest inny, czy też gorszy i musimy doprowadzić do sytuacji, kiedy uczeń szkoły specjalnej będzie mógł pomachać przed swoimi rówieśnikami dyplomem z ukończonym licencjatem.
werblista - awatar werblista
oceniła na72 lata temu
Sacrum i przemoc René Girard
Sacrum i przemoc
René Girard
"Sacrum i przemoc" okazała się być książką inną niż myślałem. Spodziewałem się ogólnej analizy związków sacrum, religii z przemocą na przykładzie np. Chrześcijaństwa czy religii Starożytnych Greków. Zamiast tego dostałem opisaną i rozwijaną autorską teorię Girarda - teorię kozła ofiarnego - na temat związków myśli religijnej z przemocą, pracę antropologiczną. Jednak nie ma tego złego and so on - książka zawiera analizę pierwotnej religijności, czy może raczej, pierwotnego rytuału i jego związku z przemocą, a także tego, jak bardzo owej przemocy pragnięto uniknąć. Badacz skupia się więc na społeczeństwach pierwotnych, ale też na Starożytnej Grecji, analizuje też (jeśli dobrze pamiętam) w małej ilości fragmenty Starego Testamentu. Jeśli dobrze zrozumiałem jednak, zdaniem Girarda każdą religię da się wytłumaczyć poprzez jego teorię. Jaka to teoria? (orany) Członkowie plemienia chcąc uniknąć niekończącego się cyklu przemocy i zemsty postanawiają poświęcić (zabić) wybraną jednostkę (człowieka bądź zwierzę). Po tym zabójstwie wszyscy czują się oczyszczeni i nie odczuwają dalszej chęci zemsty. Ważna jest jedność odczuwana przez społeczność. Ta teoria jest dalej rozwijana w książce i poszerzana. (przepraszam za brak całościowego opisu .__.) Jeśli dobrze rozumiem badacz mówi też o stanie w którym w społeczeństwie ulokowała się rytualna nieczystość znajdująca formę w dawnej jednostce, którą należy poświęcić, bądź przegnać. Niezwykle ciekawa była dla mnie teoria na temat sacrum i boskiego króla, leków. Dowiedziałem się, że lek może być jednocześnie trucizną, a ofiara i Boski Król afrykański mogą być jednocześnie kimś czczonym i obrażanym, czystym i zbrukanym. Kimś ze społeczeństwa i kimś spoza niego jednocześnie. Tak samo sacrum może być dobroczynne i śmiercionośne, jak ogień. Poza tym mamy opis powiązań sacrum, przemocy i seksualności, tabu. Mamy tabu kazirodztwa i jak mogło do niego dojść, jest mowa o nieczystości krwi menstruacyjnej (która kojarzy się z przemocą). Poza tym teoria Girarda jest objaśniana na przykładzie (starożytnych) tragedii greckich, również powiązanych z sacrum. Ich analiza jest jednym z najciekawszych punktów książki i można się o nich całkiem sporo dowiedzieć. Analizowany jest m.in. "Król Edyp" i "Bachantki". Girard przedstawia też w pewnym momencie swoją teorię mimetyzmu - chęci naśladownictwa. "Bachantki" pokazane zostały jako tragedia o niebezpieczeństwie naśladowanej przemocy i tego jak łatwo się przenosi. Francuski antropolog nie lubi też m.in. psychologii, Freuda, socjologii, kulturoznawstwa. Stąd twierdzi że w "Edypie" postaci działają w ramach kolektywu uczuć bez indywidualnych cech psychologicznych (np. gniew Edypa jest też cechą Tejrezjasza). Badacz poświęca też rozdziały na "rozprawienie się" z Freudowską teorią kompleksu Edypa, pochwalenie go za dobrą intuicję w "Totemie i tabu", a także niezgodzenie się z Levi-Straussem. :P Choć w sumie chwali ich gdy widzi coś dobrego, zwłaszcza zbieżnego z jego własną myślą. Girard w ogóle jest pewny swojej teorii mówiąc że jest jedyną teorią która wyjaśnia religioznawcze problemy. W sumie ta pewność aż tak bardzo mi nie przeszkadzała aż do podsumowania gdzie w amoku zaczyna krytykować innych z tego samego pola nauk. Ale przez większość książki jest dość rzeczowy i raczej nie ma aż tak dużo osobistych wtrętów (poza krytykowaniem Freuda itp.) Ach tak, ostatecznie autor pisze że od opisanej przez niego przemocy rytualnej wzięły się wszystkie inne religijne rytuały. Ciekawe było też przedstawienie przypadku jako części sacrum - boskiego i brutalnego, nieprzewidywalnego. Spodobał mi się także opis szamanów i ich wtajemniczeń, którzy muszą sobie poradzić najpierw z własną chorobą, by zostać ponownie przyjętymi do plemienia. No i tak to jakoś. Mogę powiedzieć że nawet zainteresowałem się Girardem i mam ochotę wziąć się za jego książkę o Chrześcijaństwie "Widziałem Szatana spadającego z nieba jak błyskawica", również pisanej z perspektywy (zmodyfikowanej?) teorii ofiarniczej. Dobrze spędziłem czas z książką francuskiego antropologa i zaciekawiła mnie. (szkoda tylko że we wszystkich swoich książkach zdaje się pisać o tych samych teoriach, ale z drugiej strony nie tylko, ma książkę o apokalipsie i Szekspirze, może warto będzie sięgnąć)
Redo - awatar Redo
ocenił na74 lata temu
Reprodukcja. Elementy teorii systemu nauczania Pierre Bourdieu
Reprodukcja. Elementy teorii systemu nauczania
Pierre Bourdieu Jean-Claude Passeron
Niesamowita ilość badań i refleksja autorów spowodowały że Reprodukcja stała się jedną z moich ulubionych pozycji o tematyce socjologicznej. O tyle osobista, bo obecnie studiuje na uczelni wyższej (która jest głównym tematem drugiej części książki). Reprodukcja jest jak podtytuł sugeruje, o systemach nauczania. Konkretnie jak formułuje się przez przemoc symboliczną działanie pedagogiczne, następnie autorytet pedagogiczny i na końcu jak może powstać z tego konkretny system nauczania. Bourdieu odwołuje się przy tym do (głównie) trzech myślicieli: Webera, Marksa i Durkheima. Od każdego z nich czerpie, ale też krytykuje ich koncepcje. Tak jak Weber jest chwalony za biurokratyczną analizę edukacji, tak obrywa od Bourdieu za nieuwzględnianie historycznych i innych pozabiurokratycznych przesłanek. Od Durkheima bierze koncepcję autonomiczności pedagogiki, ale krytykuje naiwne neutralne podejście do autonomiczności szkoły czy uniwersytetu. Od Marksa przyjmuje koncepcję społeczeństwa jako złożonych stosunków społecznych, ale poddaje krytyce jego ekonomiczny redukcjonizm. Tworzy to wybuchową mieszankę, pozwalającą na rozbudowaną analizę systemu edukacji. Czyta się to wszystko świetnie i czytelnik ciągle jest pod wrażeniem tego co ma do powiedzenia Bourdieu. Jest to też po części projekt polityczny, gdyż ciężko jednoznacznie oddzielić działalność naukową Bourdieu od zobowiązania myślicieli do działania na rzecz społeczeństwa. Ja osobiście bardziej szanuje za to autora niż gdyby zajął "neutralne" stanowisko. Ta samoświadomość autora, znajdującego się w uprzywilejowanej pozycji i potem wykorzystującego tą pozycję aby działać rezonuje z moim myśleniem o tym kim powinien być intelektualista (nawet jeżeli za tym słowem niekoniecznie przepadam, a używam go jako pewien skrót myślowy na potrzeby tej recenzji).
Adrian Czapka - awatar Adrian Czapka
oceniła na93 lata temu

Cytaty z książki Wynaleźć codzienność. Sztuki działania

Więcej
Michel de Certeau Wynaleźć codzienność. Sztuki działania Zobacz więcej
Michel de Certeau Wynaleźć codzienność. Sztuki działania Zobacz więcej
Więcej