Pogranicza. Historia amerykańskiego Zachodu

Okładka książki Pogranicza. Historia amerykańskiego Zachodu autora John Mack Faragher, Robert V. Hine, 9788323331667
Okładka książki Pogranicza. Historia amerykańskiego Zachodu
John Mack FaragherRobert V. Hine Wydawnictwo: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego Seria: Historiai historia
396 str. 6 godz. 36 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Seria:
Historiai
Tytuł oryginału:
Frontiers: A Short History of the American West
Data wydania:
2011-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2011-01-01
Liczba stron:
396
Czas czytania
6 godz. 36 min.
Język:
polski
ISBN:
9788323331667
Tłumacz:
Tomasz Tesznar
Średnia ocen

7,5 7,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Pogranicza. Historia amerykańskiego Zachodu w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Pogranicza. Historia amerykańskiego Zachodu

Średnia ocen
7,5 / 10
23 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Pogranicza. Historia amerykańskiego Zachodu

Sortuj:
avatar
240
212

Na półkach:

„Go west boy, go west!” Historię migracji i opanowania olbrzymich połaci ziemi w Ameryce Północnej autorzy opowiadają niezwykle zajmująco. Historia pogranicza: no dobrze, ale gdzie jest to pogranicze? Najpierw linia Appalachów, później Missisipi, aż w końcu wybrzeże Pacyfiku. Zajmowanie każdego z tych obszarów jest historią wielkiej dzielności, hartu ducha i przedsiębiorczości, ale też bezwzględności – szczególnie w stosunku do Indian, chciwości i rozwianych nadziei. Mam wrażenie, że autorzy akcentują tę drugą grupę czynników, dość nieuważnie traktując pierwszą. Pokazują jednak fascynującą przemianę Zachodu z krainy traperów, kowbojów, poszukiwaczy złota, rzezimieszków i eksploatowanych mniejszości etnicznych w najbardziej zaawansowany technologicznie obszar świata (Krzemowa Dolina i nie tylko). Jak do tego doszło? Wcześniej wydawało mi się, że dzięki nieobecności rządu, bo ludzie sami musieli sobie poradzić, więc sobie poradzili. Lektura zweryfikowała jednak to naiwne wyobrażenie: awans cywilizacyjny Dzikiego (naprawdę dzikiego) Zachodu był możliwy dzięki ingerencji państwa, przede wszystkim Nowego Ładu Roosevelta oraz inwestycjom w przemysł zbrojeniowy w czasie II wojny światowej. I tak, o tym, że w Los Alamos w Nowym Meksyku ulokowano ośrodek budowy bomby atomowej, powszechnie wiadomo, ale o tym, że „w Hanford w stanie Waszyngton 40 tys. badaczy i pracowników technicznych wytwarzało pluton do tego rodzaju bomb, które to zadanie byłoby niewykonalne, gdyby nie energia, jakiej dostarczał system elektrowni wodnych na rzece Kolumbia”, to już tak powszechnie nie wiadomo (przynajmniej ja nie wiedziałam). Świetna lektura, nawet jeśli stworzona z pewnym ideologicznym przechyłem. Ale czy faktycznie ten przechył tu występuje? Nie wiem, trzeba będzie coś jeszcze przeczytać

„Go west boy, go west!” Historię migracji i opanowania olbrzymich połaci ziemi w Ameryce Północnej autorzy opowiadają niezwykle zajmująco. Historia pogranicza: no dobrze, ale gdzie jest to pogranicze? Najpierw linia Appalachów, później Missisipi, aż w końcu wybrzeże Pacyfiku. Zajmowanie każdego z tych obszarów jest historią wielkiej dzielności, hartu ducha i...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
541
9

Na półkach: , ,

Bardzo irytowało mnie pozostawienie w tekście anglosaskich jednostek miar. O ile jeszcze mile i funty można od biedy znieść (można przynajmniej mieć wyobrażenie o jaki rząd wielkości chodzi),to zostawienie w kilkudziesięciu miejscach w książce jednostki akra powoduje, że w tylu miejscach informacja jest nie do ogarnięcia przez polskiego czytelnika. Ile to jest 120 mln akrów? To jakaś duża liczba, która nic nam nie "powie". Czy tak trudno było napisać (choćby w nawiasie albo w przypisie dolnym) że jest to 485,6 tys. km2, a więc liczba, którą czytelnik może sobie wyobrazić (aha, to mniej więcej 1,5x powierzchnia Polski)?

Poza tym szczegółem książkę czyta się dobrze i zawiera ona tony (a także buszle, baryłki i galony:)) ciekawych informacji o historii i współczesności Zachodu USA.

Bardzo irytowało mnie pozostawienie w tekście anglosaskich jednostek miar. O ile jeszcze mile i funty można od biedy znieść (można przynajmniej mieć wyobrażenie o jaki rząd wielkości chodzi),to zostawienie w kilkudziesięciu miejscach w książce jednostki akra powoduje, że w tylu miejscach informacja jest nie do ogarnięcia przez polskiego czytelnika. Ile to jest 120 mln...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
346
70

Na półkach: ,

Bardzo wciągająca lektura dla każdego miłośnika historii USA. Autorzy w zwięzły sposób opisują najważniejsze wydarzenia z życia pogranicza rozprawiając się jednocześnie z popularnymi mitami dotyczącymi "Dzikiego Zachodu". Ciekawe ilustracje, rysunki i mapki są dodatkowym atutem. Książka zawiera wskazówki bibliograficzne i indeks nazw geograficznych, instytucji oraz nazwisk.

Bardzo wciągająca lektura dla każdego miłośnika historii USA. Autorzy w zwięzły sposób opisują najważniejsze wydarzenia z życia pogranicza rozprawiając się jednocześnie z popularnymi mitami dotyczącymi "Dzikiego Zachodu". Ciekawe ilustracje, rysunki i mapki są dodatkowym atutem. Książka zawiera wskazówki bibliograficzne i indeks nazw geograficznych, instytucji oraz nazwisk.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

149 użytkowników ma tytuł Pogranicza. Historia amerykańskiego Zachodu na półkach głównych
  • 118
  • 27
  • 4
36 użytkowników ma tytuł Pogranicza. Historia amerykańskiego Zachodu na półkach dodatkowych
  • 16
  • 8
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Pogranicza. Historia amerykańskiego Zachodu

Czytelnicy tej książki przeczytali również

1491. Ameryka przed Kolumbem Charles C. Mann
1491. Ameryka przed Kolumbem
Charles C. Mann
Po przeczytaniu tej pozycji naszła mnie pewna refleksja, zdałem sobie sprawę, jak skostniałe i wymagające progresu są nauki humanistyczne. A szczególnie historia. Taka analogia z naszego podwórka - od kilku lat widzimy progres na polu badań nad religią i mitologią Słowian. Pomijając antynaukowych szurów pokroju Kosińskiego czy Bieszka (dla których narzędzie krytyki źródeł nie istnieje, jeśli tylko pasuje im do tezy wyssanej z d***),udało się wyjść poza sztywny gorset sceptycyzmu narzuconego przed laty przez Łowmiańskiego, przede wszystkim dzięki językoznawcom i etnologom (Łuczyński) oraz archeologom (Szczepanik). Jest tych nazwisk oczywiście więcej, ale konkluzja też jest oczywista - historia MUSI opierać się na interdyscyplinarności! Wszystko co miało zostać poddane analizie, zostało już dawno zweryfikowane po tysiąckroć! Kupując kolejną biografię czy syntezę dziejową nie znajdziemy w niej nic, co nie zostało już wcześniej napisane. Ba! To wszystko bez problemu znajdziemy na Wikipedii lub dowolnej innej stronie internetowej! Postęp jest możliwy tylko dzięki bardziej holistycznemu podejściu do historii jako nauki. Dlatego już na studiach powinny być zajęcia z nauk pomocniczych, a studenci historii bardzo szybko powinni podejmować się konkretnych specjalizacji – historyk ekologii, etnolog-religioznawca itd. I w tej interdyscyplinarności leży siła tej książki. Z jednej strony uczciwie argumentuje źródłami (relacje odkrywców i misjonarzy, bardzo bogata bibliografia i polemika w przypisach),daje dojść do głosu różnym rozbieżnym opcjom naukowym no i posiłkuje się wynikami badań geologów, botaników, chemików, astronomów i jeszcze wielu innych specjalistów. Co z tego wychodzi? Bardzo odważny, bynajmniej nie foliarski, obraz prekolumbijskiej Ameryki. Mann doskonale punktuje, jak bardzo badania nad historią Ameryk „ewoluowały” na przestrzeni wieków. Zadufani konserwatyści swoich szkół musieli ustąpić przed nowoczesną nauką (jak datowanie radiowęglowe) i dziś już prawie nikt nie neguje starszej metryki pierwszych „Amerykanów”, czy osiągnięć agrotechnicznych cywilizacji Nowego Świata. A jednak nadal pozostaje tyle do zbadania! Wzgórza Beni, osady typu Cahokia i kultury Missisipi czy Hopewel, kultury andyjskie i amazońskie… Co jeszcze w tej książce jest fascynujące? Że rozwija horyzonty, że wskazuje nowe ścieżki warte podążenia, daje pole nowym zainteresowaniom i uzmysławia, że nawet przy czterdziestce można się sporo nowego dowiedzieć o świecie. Dowiedziałem się z niej np. że kukurydza to pierwsze GMO w historii i nie chodzi tutaj o jakiś dobór naturalny jak było w przypadku „naszych zbóż”, nie, kukurydza to twór sztuczny! Albo że „wynalazek” Indian jakim jest terra preta (amazoński czarnoziem) może być użyteczny do walki z jałowieniem gleb i zwiększeniem areałów rolniczych na terenach z ich deficytem! I to jest dopiero niezaprzeczalny argument na potrzebę większej interdyscyplinarności nauk historycznych! Na koniec kilka wad (w większości subiektywnych). Czuć amerykański rodowód autora. Przejawia się to w jego sposobie postrzegania świata (rewolucja amerykańska dała ŚWIATU demokrację. CO? XD),ale też w samej formie książki, która jest wzorowana na reportażu. Naprawdę nie interesują mnie anegdotki z podróży autora. Tym bardziej, że większość z nich nic nie wnosi do lektury. Druga wada, to zbytnia apoteoza rdzennych Amerykanów. Ja wiem, że należy rozwiewać mit „dzikusa”, ale żeby od razu popadać w drugą skrajność? Dwa przykłady – autor usprawiedliwia rytualne mordy Azteków tym, że w Europie równie wielu ludzi wieszano lub ścinano toporem za przestępstwa. Znowu – CO XD? Albo, w przypadku wspomnianej już „demokracji” – Mann oczywiście jako „indianofil” - szuka genezy tej demokracji użyczonej światu właśnie w ludach Pn. Ameryki, a dokładnie konfederacji Irokezów. Sek w tym, że podobne, „demokratyczne”, czy protoparlamentarne formy powstawały niezależnie w różnych miejscach świata. Sorry Charles, ale taka na przykład polska demokracja ma swoje korzenie w słowiańskich wiecach i szlacheckim sejmie, a dopiero później w republikańskiej Francji czy amerykańskiej rewolucji.
Radamajkis - awatar Radamajkis
ocenił na93 miesiące temu
Konkwistador Buddy Levy
Konkwistador
Buddy Levy
Życie jest za krótkie, żeby przeczytać wszystkie książki, a oni ciągle piszą nowe. ----- ( niecenzuralne ). Po przeczytaniu książki, parę dni temu, pozostał mi duży niesmak. Autor zebrał, nie przeczę, w sposób przystępny i interesujący, wszystkie dostępne informacje, a dużo ich nie ma, i przepisał to co jest w innych opracowaniach. Nie mogę się pozbyć wrażenia, że jedynym celem napisania tej książki było szerzenie lewackich teorii na temat odpowiedzialności rdzennych mieszkańców Europy za masakry, zbrodnie, zniszczenie stolicy Azteków i wszystkie inne nieszczęścia spadające na mieszkańców późniejszego obszaru Królestwa Hiszpanii. Gdzie się da, Cortez opisywany jest jako " rzeźnik ", jego wszystkie działania są zbrodnicze, okrutne, nieludzkie itp. Jego dowódcy i żołnierze są naturalnie nie lepsi. Z takim podejściem do tematu, reklamę i promocję, ma autor w lewackich mediach zapewnioną. Prawda jest inna, wszystkie działani Corteza wpisywały się w przeszłe, ówczesne i OBECNE sposoby walki, zastraszanie i terroryzowanie ludności jak również zniszczenia były naturalnym tego następstwem. Cortez ze swoimi 800 żołnierzami, 8 końmi, armatą, kilkoma falkonetami i nawet z nieznanym Meksykanom uzbrojeniem NIGDY nie byłby w stanie zwyciężyć i podbić Azteków. Ich państwo nie było jednorodne, powstało w wyniku podbojów i siłowego uzależnienia wielu plemion płacących wysokie daniny, a nawet dostarczających ludzi na ofiary. Jak Montezuma opowiadał Cortezowi kilka plemion utrzymywało niezależność, potrzebną wojownikom do treningu i jako ciągły zasób ludzkich " konserw ". Wszystkie te podbite plemiona, od razu przyłączyły się do armii Corteza, to były setki tysięcy wojowników i z jego zwycięstwami stale ich przybywało. Przebieg kampanii znamy tylko z opisów hiszpańskich, jest oczywiste, że aby nie ujmować chwały swojego zwycięstwa pisali raczej o swoich, na pewno, bohaterskich czynach, mniej akcentując udział i ilość sprzymierzeńców. Nie ulega jednak wątpliwości, że były to bitwy dwóch indiańskich przeciwników z silnym poparciem Hiszpanów dla jednej ze stron. Autor zarzuca Cortezowi zniszczenie stolicy i wymordowanie ok. 200 tyś ludzi ( co nie jest zgodne z prawdą, 13. 02. 1258 r. wódz Mongołów Hulagu zdobył Bagdad i jak podają dziejopisowie islamscy z tamtych czasów jego armia wybiła 800 tyś. mieszkańców ),ale sam sobie przeczy, dostępne dokumenty świadczą, że wyburzał tylko budynki na drogach swoich ataków, aby zapobiec ostrzałowi z dachów. Stolicę oblegał i zdobył nie sam, dokumenty wspominają o ok. 150 tyś. sprzymierzeńców ( można przyjąć, że było ich dużo więcej, bo pod koniec kampanii dołączały coraz to nowe plemiona ),rządnych krwi i zemsty na swoich dotychczasowych gnębicielach. Oni to właśnie mordowali i niszczyli miasto przez wiele dni na co Cortez nie mógł mieć wpływu, tak jak na wiele wcześniejszych podobnych sytuacji. Po zwycięstwie ostatni władca Azteków przekazał władzę Cortezowi, a wszystkie plemiona na wyścigi poszły za jego przykładem. Był to więc nie podbój, tylko siłowe przejęcie władzy za zgodą wszystkich, albo dużej części mieszkańców tego regionu. Czy wybór zawsze jest słuszny ? Idź zobacz ceny w sklepie. Cortez zrobił to co 200 lat wcześniej Aztekowie !!! Czuję do niego podziw jako dowódcy, stratega, taktyka... a największy jako niespotykanego w historii szczęściarza. Tak nawiasem mówiąc jestem ciekaw, czy autor ( sądząc po nazwisku, Żyd ) jest taki śmiały w opinii o przywódcy państwa izraelskiego i tego co robi z Palestyńczykami ? Czy w ogóle dał głos na ten temat ? Książce daję 8 gwiazdek, bo jak pominąć lewackie wstawki, dobrze się ją czyta. ODPORNYM POLECAM !!!
ando - awatar ando
ocenił na87 miesięcy temu
Cywilizacja islamu (VII-XIII w.) Dominique Sourdel
Cywilizacja islamu (VII-XIII w.)
Dominique Sourdel Janine Sourdel
Bardzo dobre, kompleksowe ujęcie dziejów cywilizacji muzułmańskiej w epoce jej średniowiecznego rozwoju (VII-XII w.). Wykład jest spójny i dotyka najważniejszych zagadnień. Część pierwsza przedstawia najważniejsze wydarzenia polityczne od powstania islamu aż po rozpad imperium w XII i XIII wieku. W części drugiej Sourdelowie analizują rozwój systemu religijnego i prawnego islamu. Tu można znaleźć wiele informacji o szyizmie, mutazylizmie oraz kształtowaniu się czterech głównych szkół prawa muzułmańskiego. Najciekawsza jest jednak moim zdaniem część trzecia. Tutaj ukazane zostały zagadnienia społeczno-gospodarcze (w swoim czasie we Francji bardzo lubiono takie tematy). Autorzy podjęli więc analizę gospodarczych podstaw kalifatu, zasobów umożliwiających imperium rozwój, przyjrzeli się dworowi kalifa oraz mieszkańcom miast. Stosunkowo niewiele napisali za to na temat kultury, ale o tym akurat można przeczytać w innych pracach, a takie ujęcie społeczne i gospodarcze jest czymś rzadkim, więc i wartościowym. Należy zaznaczyć, że książka obfituje w ilustracje, mapy i plany (choćby różnych budynków charakterystycznych dla cywilizacji islamu). Integralna częścią pracy jest także bardzo obszerny alfabetyczny słownik najważniejszych postaci, terminów oraz toponimów. Znacznie ułatwia korzystanie z publikacji Sourdelów, ale też innych pozycji na temat muzułmańskiego średniowiecza. Co się tyczy porównania "Cywilizacji islamu" z innymi książkami o podobnej charakterystyce, to jeśli idzie o sprawy historii politycznej, to więcej informacji dostarczą "Burzliwe dzieje kalifatu bagdadzkiego" Hauzińskiego, natomiast kulturę tej epoki lepiej naświetlają "Dzieje Arabów" Hittiego i - tu trochę wyrywkowo - "Renesans islamu" Meza. Omawiana pozycja cechuje się jednak bardzo dobrym ujęciem spraw społecznych i gospodarczych, które w tamtych książkach są zmarginalizowane. W sumie praca Sourdelów jest bardzo dobrze skomponowana i pozwala dobrze usystematyzować wiedzę na temat średniowiecznego świata islamu. Tomasz Babnis
Elevander - awatar Elevander
ocenił na88 lat temu
USA w cieniu swastyki Arnie Bernstein
USA w cieniu swastyki
Arnie Bernstein
Głównym bohaterem książki „USA w cieniu swastyki” jest właśnie Fritz Julius Kuhn (1896-1951). Urodzony w Monachium, walczył podczas I wojny światowej na froncie zachodnim i został odznaczony Krzyżem Żelaznym Pierwszej Klasy. Po wojnie wstąpił do Freikorpsu, a już w 1921 roku zapisał się do NSDAP. Kilka lat później wyemigrował wraz z żoną do Meksyku, a w 1928 roku przybył do USA. W 1934 roku otrzymał amerykańskie obywatelstwo. Po przybyciu do USA, zaangażował się w działalność stowarzyszenia „Przyjaciele Nowych Niemiec” założonego przez niemieckich imigrantów. Organizacja ta, pod przykrywką promowania niemieckiej kultury, miała na celu promowanie nazizmu w Stanach Zjednoczonych. Kuhn szybko piął się w strukturach władzy tej organizacji, osiągając przysłowiowy „amerykański sen”, który miał ostatecznie się skrystalizować w „Niemiecko-Amerykańskim Bundzie”. „Niemiecko-Amerykański Bund” wywodził się bezpośrednio z „Przyjaciół Nowych Niemiec”. Został założony w 1936 roku w Buffalo (stan Nowy Jork),a na jego czele stanął Fritz Kuhn, którzy przyjął tytuł Bundesführera. Jakie główne cele stawiała sobie nowoutworzona organizacja? "Bund zamierza brać czynny udział w sprawach kraju, wypełniając bezwarunkowo swe obowiązki wobec Stanów Zjednoczonych. Będziemy wpajać Amerykanom przyjaźń dla nowych [czyli nazistowskich – KK] Niemiec. Jako obywatele amerykańscy będziemy promować nasze polityczne interesy, bronić naszego kraju przed kłamstwami i oszczerstwami. Pozostaniemy zawsze lojalnymi obywatelami tego państwa, ze wszystkimi jego powiązaniami z losem rasy naszych przodków" Podobnie jak w nazistowskich Niemczech, Bund posiadał własne siły policyjne w postaci tzw. Ordungsdienst. Formacja ta pełniła przede wszystkim funkcję ochrony na imprezach oraz osobistej obstawy członków kierownictwa. Poza tym powstały również organizacje młodzieżowe wzorowane na Hitlerjugend oraz Bund Deutscher Mädel. Sam Kuhn stojąc na czele BUND-u, podobnie jak Hitler w Niemczech, przyjął Führerprinzip, czyli zasadę wodzostwa. Bund najaktywniej działał w latach 1936-1939. Został rozwiązany w 1941 roku. Teraz dzięki pracy amerykańskiego pisarza, mamy okazję zapoznać się z jego krótką, lecz niezwykle ciekawą historią. Czytaj więcej: https://histmag.org/Arnie-Bernstein-USA-w-cieniu-swastyki-recenzja-11183
Kamil Kartasiński - awatar Kamil Kartasiński
ocenił na86 lat temu

Cytaty z książki Pogranicza. Historia amerykańskiego Zachodu

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Pogranicza. Historia amerykańskiego Zachodu


Ciekawostki historyczne