Bilans wstępny. Długie pożegnania

Okładka książki Bilans wstępny. Długie pożegnania autora Jurij Trifonow, 8370180469
Okładka książki Bilans wstępny. Długie pożegnania
Jurij Trifonow Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy literatura piękna
174 str. 2 godz. 54 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Priedwaritielnyje itogi. Dołgoje proszczanije
Data wydania:
1978-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1978-01-01
Liczba stron:
174
Czas czytania
2 godz. 54 min.
Język:
polski
ISBN:
8370180469
Tłumacz:
Anna Nowak
Średnia ocen

6,2 6,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Bilans wstępny. Długie pożegnania w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Bilans wstępny. Długie pożegnania

Średnia ocen
6,2 / 10
20 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Bilans wstępny. Długie pożegnania

Sortuj:
avatar
538
431

Na półkach:

Odniosę się do drugiego opowiadania, gdyż pierwsze „Bilans wstępny" Pani (NATANNA) świetnie skomentowała.

Natomiast "Długie pożegnania" to długie zmagania się dwojga ludzi, które kończy się rozstaniem. Lala jest aktorką - która pragnie sławy, pieniędzy, Grisza młodym pisarzem, ciągle poszukującym: formy w sztuce, sensu w życiu...bardzo zakochany w Lali. Lata ich trudnej miłości pozostaną po rozstaniu najlepszym wspomnieniem w ich życiu, bo - jak mówi Trifonow - "do szczęścia potrzeba tyle samo szczęścia co nieszczęścia" Oba opowiadania mi się podobały, ale to drugie - najbardziej.

Jestem miłośnikiem rosyjskiej literatury, nie wszystko jednak do mnie trafia, niektóre pozycje wymagają ponownego czytania, zwłaszcza te trudne w odbiorze. Polecam oba opowiadania

Odniosę się do drugiego opowiadania, gdyż pierwsze „Bilans wstępny" Pani (NATANNA) świetnie skomentowała.

Natomiast "Długie pożegnania" to długie zmagania się dwojga ludzi, które kończy się rozstaniem. Lala jest aktorką - która pragnie sławy, pieniędzy, Grisza młodym pisarzem, ciągle poszukującym: formy w sztuce, sensu w życiu...bardzo zakochany w Lali. Lata ich...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
989
232

Na półkach: ,

Bohaterem "Bilansu wstępnego" jest tłumacz poezji, który po prawie dwudziestu latach małżeństwa ze swą drugą, młodszą od siebie żoną, czuje się tak niedoceniany przez nią a także przez swego prawie dorosłego syna, że postanawia opuścić na jakiś czas domowe ognisko i to okazuje się być dobrym pomysłem dla uzdrowienia ich wzajemnych relacji.
Całą historię poznajemy z jego punktu widzenia, bo to on, intelektualista, bardziej z natury wrażliwy a przez to mało dostosowany do realiów życia i środowiska w jakim żyje a wręcz tym życiem, w którym główną rolę odgrywają pozory, zdegustowany jest narratorem rodzinnego bilansu, który powstaje w czasie jego pobytu poza Moskwą, w Tochirze, gdzie tłumaczy monumentalny poemat swego przyjaciela.
"Być bliskim dla bliskich" - tego bohater nie znajduje w swojej rodzinie a ciągłe kłopoty finansowe, dla których chałturzy i utrata szacunku u bliskich doprowadza go do frustracji i pozornie wyzwalającej ucieczki.
Jednak słowa poznanej w Tochirze prostej pielęgniarki, Wali :

"- Wie pan co? - powiedziała. - Niech pan się nie martwi. Nadciśnienie, wielka mi rzecz.
- Tak bardzo znów się nie martwię.
- Niech pan się wcale nie martwi! Syn pana kocha. Żona też pana kocha. Co zrobią bez pana? Nic nie zrobią. Tak jak ja z Miszą, rozeszliśmy się, ale....".
Dobrze, że było ciemno. Poczułem się nieswojo.
- Ale co? - zapytałem.
- Dokąd niby mam jechać, skoro on jest tu niedaleko w Bachardenie? Prędzej, czy później wrócę do niego, prawda?"

sprawiają, że wraca.... odmieniony.

Lubię literaturę rosyjską, gdyż jest specyficzna; mówi dużo o człowieku, o głębi jego przeżyć i pozwala poznać mentalność naszych wschodnich sąsiadów. I u Trifonowa również to znalazłam.

Bohaterem "Bilansu wstępnego" jest tłumacz poezji, który po prawie dwudziestu latach małżeństwa ze swą drugą, młodszą od siebie żoną, czuje się tak niedoceniany przez nią a także przez swego prawie dorosłego syna, że postanawia opuścić na jakiś czas domowe ognisko i to okazuje się być dobrym pomysłem dla uzdrowienia ich wzajemnych relacji.
Całą historię poznajemy...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

35 użytkowników ma tytuł Bilans wstępny. Długie pożegnania na półkach głównych
  • 23
  • 12
12 użytkowników ma tytuł Bilans wstępny. Długie pożegnania na półkach dodatkowych
  • 8
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Bilans wstępny. Długie pożegnania

Inne książki autora

Jurij Trifonow
Jurij Trifonow
Rosyjski pisarz. Popularność przyniosła mu powieść Studenci (1950, wydanie polskie 1953),wg której powstała sztuka Mołodyje gody (1952). Największym osiągnięciem pisarskim Trifonowa był cykl tzw. moskiewskich opowieści: Zamiana (1969, wydanie polskie 1971),Bilans wstępny: długie pożegnania (1970, wydanie polskie 1974),Drugie życie (1975, wydanie polskie 1978) oraz Dom nad rzeką Moskwą (1976, wydanie polskie 1979, także sztuka teatralna według powieści). Opisywał w nich rozpad osobowości rosyjskiego inteligenta pod wpływem zmian społeczno-politycznych w ustroju totalitarnym. W latach 70. i 80. powstały znaczące powieści: Niecierpliwość (1973, wydanie polskie 1981),Stary (1978, wydanie polskie 1983),Czas i miejsce (1981, wydanie polskie 1985). Ostatnim utworem Trifonowa była nie ukończona powieść o czasach stalinowskiego terroru - Isczeznowienije (wydana 1987).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Historia jednego konia Izaak Babel
Historia jednego konia
Izaak Babel
W zasadzie tom powinien nosić tytuł „Dzieła wybrane”. Zawiera bowiem trzy zbiory opowiadań Izaaka Babla i dramat „Zmierzch”. Tytuł zaczerpnięto z pierwszego zbioru, pt. „Armia konna”. Izaak Babel towarzyszył wojskom Budionnego (bolszewikom) idącym w 1920 roku z południa w stronę Warszawy, mijają m.in. Lwów i Zamość (jak Chmielnicki w 1648). To, że był wówczas oficerem politycznym i redaktorem frontowej gazety nie na wiele mu się przydało kilkanaście lat później. Aresztowano go w 1939 r., oczywiście pod zarzutem trockizmu i szpiegostwa, skazano i pozbawiono życia rok później. Z chwilą zatrzymania zaginęły jego nigdy nie wydane rękopisy. Szkoda, bo talent na pewno miał, a skoro pisał do szuflady, to z całą pewnością nie były to komunistyczne dzieła propagandowe. Realistyczne, wręcz naturalistyczne opowiadania ze zbioru „Armia konna” pokazują punkt widzenia drugiej strony, dla nas trudno akceptowalny, jednak jak na czerwonoarmistę dość stonowany. W końcu sam Budionny po ich publikacji nazwał autora „degeneratem literatury”. Najciekawsza jest część druga, czyli „Opowiadania odeskie”, tylko cztery w zbiorze oraz „Opowiadania”. Autor odmalowuję nieistniejący już świat Odessy, miasta kilkudziesięciu tysięcy Żydów i kilkudziesięciu synagog (do dziś przetrwały nieliczne, a zwiedzać można tylko jedną) z mnóstwem ciekawych postaci, jak np. Benia Krzyk, niekiedy – delikatnie mówiąc – z miejscowego półświatka. Ciekawy zbiór opowiadań, czasami nierównych, ale wart przeczytania.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na75 lat temu
Przepaska z liści Patrick White
Przepaska z liści
Patrick White
Pierwsze moje zetknięcie się z prozą White'a. Ten utwór czyta się powoli i to jest jego zaleta, a nie wada. Dlaczego? Z prostego powodu, to jest pastisz powieści dziewiętnastowiecznej. Klasyczna fabula, z zakończeniem sugerującym czytelnikowi dalsze losy Pani Roxburgh. Powieść White'a , z narratorem wszechwiedzącym ( znowu tradycyjny jej model znany z powieści angielskiej) to opowieść o człowieku i granicy jaką może przejść, by stracić swoje człowieczeństwo na rzecz przystosowania do warunków życia, żeby przetrwać. Natura człowieka jest nieodgadniona, co siedzi w nas dowiadujemy się dopiero w ekstremalnych warunkach. Nie trzeba wojny, wystarczy katastrofa morska. Fabuła tej książki jest jej atutem. Poznajmy wiele szczegółów, obrazów, myśli bohaterów. W innej fabule, gdzie zdarzenia da opisywane tylko w zarysie ( powieść i film współczesny) nie ma miejsce na "oddech czytelniczy", szybko się toczy akcja i tylko ona jest głównym bohaterem nie postaci czy charaktery ludzkie. Dobra literatura to taka , która potrafi czytelnika trzymać za słowo i emocje. Taka jest, przynajmniej w tej powieści. To gotowy scenariusz na film. Miałem wrażenie, że jako odbiorca jestem okiem kamery. Jest też to proza, która pokazuje jak życie różni się od fikcji. Jak sami tworzymy fikcję. Pan Roxburgh maniak - czytelnik ma kłopoty w normalnym świecie ( trochę przypomina romantycznego bohatera),nie odróżnia fikcji od życia. Natomiast jego żona stąpa po ziemi twardo. Pan Roxburgh przypomina męski odpowiednik pani Bovary. White wykorzystuje w tej książce wiele elementów gatunków literackich, np.: powieśći psychologicznej powieśći przygodowej czy powieśći o dojrzewaniu. To książka do wielokrotnego czytania, do odkrywania zamierzeń literackich autora. Do odkrywania nowych szczegółów. Nie jest to "potrawa literacka" rodem z McDonalda., którą można szybko skonsumować i nie poczuć nic. Warto po nią sięgnąć.
Grzegorz Piskorz - awatar Grzegorz Piskorz
ocenił na723 dni temu
Długie życie Marianny Ucrìa Dacia Maraini
Długie życie Marianny Ucrìa
Dacia Maraini
Rozsiane wokół Palermo domostwa wieśniaków pachną gnojem, uryną, skwaśniałym mlekiem, węglem drzewnym, suszonymi figami, zupą z ciecierzycy, ekskrementami, zgniłymi warzywami, smażonym olejem i kurzem, przykra rzeczywistość, ale nie dla sycylijskiej księżnej, ma na imię Marianna, od szóstego roku życia jest głuchoniema. Źródłem kalectwa jest uraz psychiczny, tak głęboki, że nieodwracalny w skutkach. Przenosimy się w czasie i przestrzeni na Sycylię, by uchylić furtkę do zamkniętego na dobre świata przeszłości, tym światem jest wiek XVIII, kobieta jest własnością mężczyzny, najpierw ojca, później męża, niezależnie od statusu społecznego to oni decydują o jej losach, od 13. roku życia jej głównym zadaniem jest bycie posłuszną żoną i matką oraz wydanie na świat możliwie licznego potomstwa płci męskiej. „Czy kobieta czterdziestoletnia, matka i babka, może zbudzić się jak spóźniona róża z letargu trwającego dziesiątki lat i zapragnąć swojej porcji miodu?” Historia walki o niezależność w myśleniu i samodecydowanie o swoim losie, czytelnik jest w tej powieści stroną uprzywilejowaną, słyszy każdą myśl głuchoniemej bohaterki, a ona potrafi czytać w myślach innych, komunikuje się ze światem za pomocą zeszytu z wyrywanymi kartkami, atramentu, popiołu oraz gęsiego pióra z zabarwioną na niebiesko końcówką, nie mówi, ale ma światu wiele do powiedzenia. A do tego jest piękna i pełna godności jak królowa. Dacia Maraini spędziła młodzieńcze lata w rodzinnej willi Bagheria w okolicach Palermo, na jednym z portretów zdobiących ściany wisiał portret jej prababki Marianny trzymającej w dłoniach karteczkę i pióro, za fasadą milczenia autorka dostrzegła bystry umysł, zamiłowanie do literatury oaz ucho zdolne odkrywać sekrety umysłu. Portret damy zdobywającej kolejne bastiony niezależności. Dama woli lekturę od modlitwy, lecz Pan Bóg przymyka na to oko ; )
Jeanne - awatar Jeanne
ocenił na78 miesięcy temu
Posłaniec L.P. Hartley
Posłaniec
L.P. Hartley
Posłaniec jest najbardziej znaną powieścią brytyjskiego autora i publicysty, Leslie Poles’a Hartley’a (1895 – 1972). Powieść została opublikowana w 1953 roku. Moje wydanie pochodzi z 1992 roku. Dwunastoletni Leo Colston spędza wakacje u kolegi ze szkoły. Kanikuła 1900 roku. Czas żniw i słodkiego lenistwa. Schyłek ery wiktoriańskiej. Olbrzymia posiadłość w Norfolk gości wiele osób z socjety, a kulminacją wakacyjnych spotkań ma być bal, na którym ogłoszone zostaną zaręczyny Marian Maudsley z lordem Triminghamem. Piękna Marian jest siostrą Marcusa, kolegi Leo. To początek dziwnej historii, w której interes dorosłych przedkładany jest nad odczucia dzieci. Marian i ubogi farmer, Ted Burgess nakłaniają Leo (najpierw prośbą, później szantażem emocjonalnym) do przesyłania wiadomości. Chłopiec czuje się coraz bardziej przypierany do muru, stając się zabawką w rękach dorosłych. Od razu po przeczytaniu obejrzałam (po raz kolejny po wielu latach) doskonały film z 1971 roku w reżyserii Josepha Loseya z Julie Christie i Alanem Batesem. Możecie kojarzyć, że ta sama para grała cztery lata wcześniej w ekranizacji Z dala od zgiełku. Dziecięce niewinne uczucia przeciwstawione są kłamstwom i nieszczerości świata dorosłych. Miłość poświęcona w imię statusu i pełnej kiesy. Gdyby historia Marian i Teda rozgrywała się w późniejszych czasach, ich miłość, być może przetrwałaby. Piękna książka, o której będę długo myślała i roztrząsała jej niuanse. Proza Hartleya z mroźnego Śląska przeniosła mnie do upalnego lata końca XIX wieku. Czułam na skórze słońce, słyszałam świerszcze, uczestniczyłam w meczu krykieta i strzelałam urodzinowymi petardami. I wiem, że wrócę tam znów. Będę przeżywała to, co bohaterowie, chociaż pewnie za każdym razem odrobinę inaczej.
Molly_Whelan - awatar Molly_Whelan
ocenił na92 miesiące temu
Nie odwracaj twarzy od śmierci Grigorij Kanowicz
Nie odwracaj twarzy od śmierci
Grigorij Kanowicz
W cieniu rosochatych sosen rosnących przy ogrodzeniu żydowskiego cmentarza przeszłość staje się teraźniejszością i znika poczucie czasu, wraz z bohaterami książki modlimy się, przeklinamy, zaklinamy los zastanawiając się dlaczego tak wielu rzeczy w życiu nie można przewidzieć ani zrozumieć. Małe miasteczko wśród lasów na litewskiej prowincji w latach 40. XX wieku zamieszkują litewscy Żydzi i Litwini, zasnute chmurami litewskie niebo jest im bliskie, poprzez korony drzew wpatrują się w błękit: „jak gdyby tam, pośród pierzastych obłoków, lada chwila miała pojawić się boska wskazówka - jak żyć.” Książka z dedykacją dla Noego Konowicza, wnuka pisarza, jest w tym ukryty głęboki sens, bowiem jest to opowieść o wnukach 80. letniego kamieniarza Efraima, syna flisaka Jakuba o barach szerokich jak koryto Niemna, głównego bohatera książki „Koziołek za dwa grosze”, powieści dedykowanej ojcu pisarza. Grigorij Kanowicz, czuły obserwator poczynań naszej rodziny ludzkiej buduje literackie narracje oparte na głębokim współczuciu i jeszcze głębszym współodczuwaniu tego, co nazywamy ludzkim losem, niezależnym od miejsca, kultury czy języka, zawsze podkreślając silnie przywiązanie do rodzinnych stron. „Na kamienie nagrobne spływał daleki i niedosięgły blask gwiazd. Nagrobki sunęły po nim niby tratwy po Niemnie, bezszelestnie, w nierozdzielnym szyku.” Przeczytałam w cieniu wiekowych sosen.
Jeanne - awatar Jeanne
ocenił na107 miesięcy temu
Golgota Czingiz Ajtmatow
Golgota
Czingiz Ajtmatow
Opus magnum kirgiskiego pisarza Czingiza Ajtmatowa. Powieść łącząca w sobie moralitet, po części nawet religijny, krytykę realnego socjalizmu w radzieckim wydaniu, rozwój patologii takich jak alkoholizm i narkomania, oficjalnie przecież obcych przodującemu ustrojowi, niszczenie środowiska (zarówno fauny jak i flory) i wreszcie nostalgię za odchodzącym w niebyt lub popadającym w degenerację tradycyjnym życiem kirgiskich czabanów. W czasie gdy powstawała (okres pieriestrojki) musiała szokować zarówno poprzez opisane powyższych zjawisk, jak i pokazanie postaci nieobecnych w oficjalnej radzieckiej literaturze jak współcześni duchowni prawosławni, handlarze narkotyków, bezdennie głupi i zły sekretarz partii a nawet jeden homoseksualista. Czyli opóźnienie w stosunku do polskiej twórczości o co najmniej 30 lat. O dziwo, mimo upadku ZSRR i powstania Kirgistanu powieść nie zdezaktualizowała się, a wręcz przeciwnie. Jej wymowa jest bowiem uniwersalna i zrozumiała pod każdą szerokością geograficzną. Jeśli chodzi o akcję, to kanwą łączącą wszystkie nurty fabularne są losy pary wilków – Akbary i Taszczajnara, będących świadkami i wbrew swej woli czynnymi uczestnikami głównych zdarzeń dotyczących ludzkich bohaterów. W pewnym momencie, w związku z losami jednego z nich – Abdiasza Kallistratowa – cofamy się nawet o 1950 lat do Jerozolimy, do rozmowy Chrystusa z Piłatem, co zdaje się być ukłonem w stronę Michaiła Bułhakowa. Ale u Kirgiza Ajtmatowa wizja chrześcijaństwa ma zdecydowanie bardziej wschodni, „mistyczny” charakter. Odrzucony przez współczesnych, podobnie jak życie pracowitego i uczciwego czabana Bostona Urkunczijewa. Bo jemu z kolei się powiodło, więc jest sknerą, kułakiem i wrogiem ludu. Brak powszechnie uznawanych wartości, przy odrzuceniu starych, pogoń za szybkim zyskiem, bezpowrotne wyniszczanie środowiska, brak perspektyw i ucieczka w nałóg oraz inne patologie, czyli Związek Radziecki w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku. A może nie tylko?
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na85 lat temu
Drzewo człowiecze Patrick White
Drzewo człowiecze
Patrick White
«Widzę ludzi, bo gdy chodzą, dostrzegam ich niby drzewa» Mk 24,8 Drzewo Człowiecze – rodzice, ciało i najmniej zauważalna dla oka ludzkiego myśl – jeśli chcesz sprawności tego układu – musisz zdobyć coś więcej. Nie widzę. Nie widzę epickiego rozmachu, dlatego to nie będzie Księga Rodzaju, ale uzdrawianie niewidomego. Moja ślepota nie jest dowodem, że tego rozmachu tu nie ma. Widzę. Widzę wyraźnie człowieka niczym drzewo na wietrze – poddane prądowi losu, z trudem przytrzymuje listowie myśli swoich, które wciąż i wciąż na nowo w walce porywane przez wewnętrzny niepokój rozsypują się, a potem nowe rodzą się nieustannie – ten człowiek próbuje przypomnieć sobie albo odkryć swoją rolę i misję w tym nieubłaganym prądzie. W centrum opowieści oswajanie nie przestrzeni dla siebie, ale oswajanie siebie samego w losie swoim. Każdego z bohaterów rozłącznie. Stan, Amy, Ray, Thelma. Inni. Wszyscy obok. Czyż da się bowiem Im podzielić coś, co podzielnym być nie potrafi? Najskrytszy pierwotny smutek i trwoga, najskrytsze zmaganie z wiarą, najskrytsza pierwotna żądza i marzenie, najskrytsza samotność na dnie duszy kotłujące się, w samym centrum człowieka, nie dadzą dostępu do siebie. Człowiek nie wie jak się tym podzielić. Dlaczego? Bo rzadko jego oczy zwrócone są na teraźniejszość. Później. Nie teraz. Teraz jakby jeszcze na niby mój los. Raczej trwajmy ze swoimi niedookreślonymi pragnieniami jedynie na powierzchni myśli, dla bezpieczeństwa swojego przede wszystkim. Będziesz ze mną człowieku?! Czy rozkoszy w smutku szukasz, a przyjemności w udręce? Czemu grzech nie jest dla ciebie odrazą, a cnota cię nie pociąga? Nie wierzcie mi. Ktoś przecież powiedział znajdziesz tu wszystko, jak w życiu. Epicki rozmach. Autorze chciałeś tego?! Pisałeś tak? Jak to możliwe? Przecież nie dostrzegłam narodzin, suszy, powodzi i wojny w typowym epickim rozmachu. Przecież Ty chciałeś tylko Ich dusze rozszarpać na widoku wszystkich, a potem jedynie upływem czasu ukoić. Jedynie wybrane, inne w przepaść popchnąłeś. Tak? To o tym? Przecież: Deszcz trwający nieubłaganie, który nie wodą jest ale udręką, która z własnego życia cię wypiera i zabiera oddech. Zgubiona radość po długo wyczekiwanych narodzinach, a w zamian lęk i nieodkryte nowe życie mimo, że własną piersią karmione. Pożar, który nie zniszczeniem płonie, ale główną areną dla zatopienia się w sobie dwóch obcych dusz. A nieugaszony żar wyrzutem sumienia do końca dni. Wojna, która nie wybuchami i krwią jest, ale dotkliwą udręką, w której znękane ciało mężczyzny i kobiety pragnie dotyku, który odwzajemniony, przywróciłby mu spokój. Dzieci na niewypowiedzianej słowami wojnie myśli i dusz o wolność i niezależność od rodziców. Jedno ukojenie znajdzie choćby w widoku drzewa wyrwanego z korzeniami. Drugie w próżności i przyzwyczajeniu, w którym na miłość nie można sobie pozwolić, a utraty przyjaźni lęka się nieustająco. Jedno i drugie ból, że korzeni swoich nie pojmuje. Wiara, która z tajemnicy niedościgłej przeradza się w głęboką urazę i pustkę, żeby dopiero na koniec błogim początkiem nowego się stała. Modlitwa, która nie niewolą, ale wolnością się staje. Czy to jest epicki rozmach ? Nie to serce człowieka ściśnięte wiecznie przez los. Tylko czy jest na pewno w człowieku coś, co warto poznać, jeżeli On patrzy gdzieś poza horyzont, ponad konarami drzew, zawieszony w niepokoju, w oczekiwaniu na coś innego niż teraz, na coś co się wydarzy, na coś co musi się wydarzyć? Wiedz jedynie Człowieku, że jeżeli chcesz więcej niż życie, więcej niż duszę, wieczna udręka i niepokój Cię czeka. Więc żyjesz? Jeszcze nie teraz. Drzewa nie zginą. Jest Ktoś, kto przez podarowane szkiełko witraża kolorami ożywi przestrzeń, napisze poemat o życiu. Tak, w końcu nie ma końca. „Jak wiatr co losem szarpie i kołysze Nie zna człowiecze drzewo czasu ciszy” Z wiersza A.E. Housmana. PS. Patricku Księga Rodzaju nie ma smutku w sobie. Nie byłeś szczęśliwy? Amy Parker. To ona uwagę mej duszy zdobyła. Nie Stan mimo, że On początkiem Jej losu stał się pewnego dnia na pustkowiu. Jednak On nie czuł potrzeby ujmowania w wielkie słowa swojego życia. Wystarczyło Mu, że je przeżywał. Och Amy, przyjaciółko moja.
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na101 rok temu
Psie lata Günter Grass
Psie lata
Günter Grass
Gdyby nie Wyzwanie i konieczność przeczytania książki dziejącej się w Gdańsku, książka dalej stałaby na mojej półce. Nie jest to łatwa i przyjemna lektura, dla mnie stanowiła wyzwanie. Styl autora zawiły, z jednej strony szczegółowy, z drugiej oniryczny i bajkowy, który miesza się nawzajem. Do pewnych scen autor wraca, powtarza, można to potraktować, jako pewnego rodzaju refreny, który powracają. Może o wiele ciekawsza jest to lektura dla osób znających te tereny. Kiedy autor wymienia wszystkie stacje kolejowe, które mijają bohaterowie, jadąc do gimnazjum, a później wymienia wszystkie ulice, którymi idą, to dla mnie jest to wiedza zbędna i nużąca. Takich opisów jest sporo. Książka podzielona jest na trzy części, każda pisana w innej formie. Pierwsza część jest najbardziej oniryczna i bajkowa, opowiada o dzieciństwie naszych bohaterów: Waltera Materny i Eduarda Amsela na Żuławach. Druga część dzieje się już w Wolnym Miście Gdańsk i obejmuje okres miej więcej od końca I wojny światowej, przez cały okres hitleryzmu, aż do końca wojny. Ta część jest napisana w formie listów Harrego, syna stolarza do swojej kuzynki mieszkającej razem z nim. Opisuje ich wspólną młodość i wkraczanie w wiek dorosły w okresie budzenia się hitleryzmu, a później rządy Hitlera i wybuch wojny. Występują też bohaterowie pierwszej części. Ważną częścią jest opowieść o psie stolarza, którego szczeniak zostaje podarowany Hitlerowi. Ostatnia część jest opowieścią Materny i dzieje się już po zakończeniu wojny. Materna po wyjściu z niewoli alianckiej przemierza całe Niemcy, poszukując osób, które według niego go skrzywdziły. Odnajduje te osoby i w dość ciekawy sposób dokonuje zemsty. W czasie tej wędrówki spotyka bohaterów z poprzednich części. Spotyka między innymi swojego ojce, młynarza Maternę, który co prawda mieszka w młynie, ale zajmuje się czymś innym. Spotyka też swojego przyjaciela z lat dziecinnych, Eduarda Amsela, który teraz jest Złotą Buźką. Pojawia się też pies,, który jest prawdopodobnie psem podarowanym Hitlerowi. Autor przy okazji tej wędrówki Materny opisuje powojenne Niemcy. Książka była jednak warta przeczytania, gdyż możemy poznać prawdziwe oblicze Wolnego Miasta Gdańska, które z wolnością miało mało wspólnego. Gdańsk był miastem niemiecki, gdzie Polacy byli mieszkańcami drugiej kategorii, a po wybuchu wojny większość z nich trafiła do obozu koncentracyjnego Stutthof i zostali wymordowani. Autor opisuje nagonki na Polaków, a później stertę białych kości na terenie obozu. Przedstawia też, jaką miłością mieszkańcy darzyli Hitlera, popierali go i cieszyli się, że wreszcie zaatakował Polskę. Dlatego dziwi mnie bardzo nawiązywanie przez władze Gdańska do Wolnego Miasta Gdańska. Ostatnio dowiedziałam się, że w Niemczech nadal funkcjonuje Rada Wolnego Miasta Gdańsk, do której wybierani są potomkowie niemieckich mieszkańców Gdańska. Uważają, że Gdańsk jest pod czasowym zarządem Polski. Przy tej Radzie powstało też Towarzystwo Kulturalne, które ostatnio było przyjaźnie witane w Gdańsku. Warto więc przeczytać, żeby zobaczyć prawdziwe oblicze Wolnego Miasta Gdańsk
jatymyoni - awatar jatymyoni
ocenił na74 miesiące temu
Czarny Książę Borys Pilniak
Czarny Książę
Borys Pilniak
"Przeżyło się tak dużo, och, jak dużo się przeżyło!" Książkowi bohaterowie przeżywają dużo i czytelnicy tej książki także dużo mogą przeżyć. Dziesięć opowiadań w niej zawartych o przeżyciach głównie traktuje i mówi, również ta nowela, z której pochodzi powyższy cytat. Przeżycia, odczucia i uczucia to trzy filary, które autora interesują najbardziej, które autor ukazuje nam, czyli czytelnikom. I jest jeszcze człowiek, są ludzie w postaci bohaterów opowiadań, których pisarz odpowiednio, interesująco, czasem tajemniczo ukazał. "O ludziach zawsze można powiedzieć, że są prości - i nigdy nie można powiedzieć, że są prości". To zdanie wyciągnięte, zaczerpnięte z przedostatniego opowiadania dużo mówi o całej książce i można je zastosować jako swoiste motto do całego dzieła. To jakby hasło przewodnie, które w trakcie lektury i po lekturze się narzuca i daje do myślenia, może być powodem przeróżnych rozważań. Ludzie i ich przeżycia w dziesięciu odsłonach, w dziesięciu literackich porcjach, które warto poznać. Książka zawiera aż dziesięć opowiadań Borysa Pilniaka z tomu "Izbrannyje proizwiedienija". Są to w kolejności: "Czarny Książę" ("Sinieje morie"),"Narodziny człowieka" ("Rożdienije czełowieka"),"Opowiadanie znad Oki" ("Pookskij rasskaz"),"Rok ich życia" ("God ich żyzni"),"Ziemia na rękach" ("Ziemla na rukach"),"Opowiadanie o tym, jak powstają opowiadania" ("Rasskaz o tom, kak sozdajutsia rasskazy"),"Wiatr człowieczy" ("Czełowieczeskij wieter"),"Żuliki", "Grego-tremuntanus", "Wierność" ("Wiernost"). Napisane zostały w pierwszej połowie dwudziestego wieku. Wszystkie zajmujące, niebanalne, bardzo dobrze napisane, udane. Dziesięć powodów, by książkę wziąć do ręki i ją przeczytać. Książkowe dziesięć w jednym na wysokim poziomie. Dziesięć krótkich opowiadań, które składają się w sumie na ponad dwustustronicową, bardzo dobrą książkę.
Jarosław Wiśniewski - awatar Jarosław Wiśniewski
ocenił na75 lat temu
Życie duże i małe Wilhelm Mach
Życie duże i małe
Wilhelm Mach
”Ja tylko chcę utrwalić, wydobyć spod roztargnienia lat tę chwilę zdumionego niepokoju, to niejasne pożegnanie z dziecinną jednością mojego świata i całego świata, z cudowną naturalną tożsamością swojej osoby i wszystkiego dookoła”. To pozbawione czułostkowości, autentyczne spojrzenie na to, co Minione. A chodzi, co ważne, o czasy, gdy mozaika narodowościowo–religijno-językowa południowo-wschodnich ziemi polskich stanowiła odwiecznie naturalny porządek. Wartością dodaną jest, że tamten nieistniejący już od kilku pokoleń bogaty różnorodnością świat jest przedstawiony z perspektywy dziecka, które wszak zna wyłącznie stan zastany. Stan niestety schyłkowy, tuz przed peerelowską „urawniłowką”. Autor tej zaskakująco dojrzałej, pięknej książki wspomina ów niełatwy do uwierzenia czas, gdy „cerkiew nazywano tu często kościołem, a do prawdziwego kościoła w Miasteczku mało kto chodził czy jeździł, bo było daleko, chyba tylko z dzieckiem do chrztu czy albo żeby wziąć ślub. Bo już co do pogrzebów, to różnie bywało i na cerkiewnym cmentarzu spoczywali zgodnie obok siebie ludzie dwóch obrządków, a jednej wiary”. „W owym czasie zgodny, choć z różnych obyczajów spleciony porządek rzeczy wydawał mi się czymś zupełnie oczywistym i naturalnym”. - Żyliśmy tu razem od niepamiętnych czasów. I było dobrze i nam, i wam. - To się zmieniło, to się kończy – powiedziała ze smutkiem Pani. - Myśmy tutaj niewinni, to prawda, spokojni i zgodni, ale gdzieś stąd dalej, koło granicy, palą się wasze wsie, i giną wasi ludzie, i to robią nasi, cerkiewni, i dlatego przyjdzie nam skutki odcierpieć razem ze wszystkimi. - Chcecie stąd iść, opuścić Wieś? - My nie chcemy. Ale jutro czy pojutrze i tak będziemy musieli. To już wszędzie mówią”. Dziecięcy bohater doznaje tu pierwszych wtajemniczeń w sens, ból, pustkę, a zarazem wspaniałość ludzkiej egzystencji. Jest skazany na szybkie dojrzewanie w nieprzyjaznym świecie, którego brutalne reguły na razie są mu nieznane. Swym wrażliwym umysłem przeczuwa je, w końcu zaś sam ich doświadcza, co wprowadza go w dojrzałość. Na koniec je wspomina. Słusznie ktoś tu wspominał o proustowskich klimatach. Choć realia całkowicie odmienne, to wrażliwość pamiętania nakazuje pominąć taki drobiazg… Szczególnie mocno przemawia gorzkie podsumowanie dojrzałego Autora, podsumowanie każdego z nas: „ Nie zapytałem cię, Ojcze, i już mi nie powiesz nigdy: więc które jest życie duże, a które małe? Gdzie miara? Czy małe jest życie dzieciństwa, skoro przypina skrzydła wszystkiemu jeszcze nie poznanemu – czy duże jest życie dojrzałe, moje życie teraz, gdy wiem o kruchości marzeń, o przemijaniu, gdy tak jestem bezradny wobec nieodwracalności twego odejścia? I w jakie życie, duże czy małe, wstępuje moje dziecko?”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na82 lata temu
Sztukmistrz z Lublina Isaac Bashevis Singer
Sztukmistrz z Lublina
Isaac Bashevis Singer
Prawdziwa przypowieść, ubrana w realia Polski, w dużej mierze Warszawy z końca XIX wieku. Można by ją umieścić w komentarzach do Talmudu. Opowieść o tym, jak człowiek najpierw igrał z losem i z Bogiem, aż w końcu seria wydarzeń doprowadziła go do przełomu moralnego i powrotu do wiary przodków. Konstrukcja głównego bohatera jest bardzo charakterystyczna dla gatunku przypowieści. Bohaterem jest akrobata i szarlatan Jasza Mazur, zarabiający na życie cyrkowymi sztuczkami. Zręczność ciała, zwinne palce, którymi otwierał każdy zamek, talent do tresowania zwierząt, umiejętność szachowania w kartach – wszystko to pozwala mu wieść w miarę dostatnie życie, zarabiając na występach przed publicznością. Kariera w Warszawie i na prowincji mu nie wystarcza, chętnie rozpocząłby tournée po Europie i Ameryce za dużo lepsze pieniądze. Żyje pełnią życia, popisując się przed żoną, kochankami, kolegami z młodości, rozdając zarobione pieniądze na prawo i lewo – aż coś się w nim załamuje. Dostrzega jałowość, płytkość i niemoralność swojej egzystencji, a do tego wniosku doprowadza go seria klęsk i niepowodzeń. Pierwsze z nich to nieudana kradzież pieniędzy, po której Jasza uświadamia sobie, że nieustannie łamie dziesięcioro boskich przykazań i jeśli Bóg jest, to spotka go za to kara. Przeżywa szok moralny i od tej pory wiedzie życie pokutnika, zresztą w niezwykle spektakularny sposób. Uciekając przed poklaskiem publiczności na arenach i scenach, zdobywa poklask admiratorów swojego nawrócenia, którzy dostrzegają w nim świętego rabina. Zaiste przewrotna pokuta. Sięgnęłam po „Sztukmistrza…” po raz drugi, próbując porównać go z późniejszą książką „Pokutnik”, którą przeczytałam niedawno. Przede wszystkim, „Sztukmistrz z Lublina” to znacznie lepsza literatura. Jasza egzystuje w świecie dużo bardziej realnym, na styku obu narodowości, polskiej i żydowskiej. Nie ma w powieści nachalnego opisu warunków życia w sztetlu, jest za to klimat dawnej Warszawy. Całej Warszawy, nie tylko dzielnic żydowskich. Profesja sztukmistrza sama w sobie niesie ładunek jak w moralitecie: oszukujesz na scenie, oszukujesz w życiu miłosnym, to nie ma przeszkód, by złamać jeszcze kolejne przykazania. Droga bohatera do przebudzenia w wierze prowadzi przede wszystkim przez wyrzuty sumienia. Pokutuje, bo czuje się winny za śmierć kochanki i inne grzechy, nawet za upadek moralny innej kochanki, która w końcu zostaje burdelmamą. Podszepty szatana nie są tak oczywiste, przełom psychiczny następuje w duszy samego Jaszy, w którym budzi się sumienie i żal za grzechy. Przesłanie bardzo uniwersalne, toteż powieść trafiła do rąk wielu czytelników i nie bez powodu uznana została za jedno z najlepszych dzieł noblisty. Jednym słowem, przypowieść o grzeszniku i jego nawróceniu. Jak w Biblii. Jak w Ewangelii. Jak w Koranie. Jak w Talmudzie. Grzech i nawrócenie są obecne w każdej religii. Niestety - przekład z angielskiego.
Ewa Szulc - awatar Ewa Szulc
ocenił na101 miesiąc temu
Badenheim 1939 Aharon Appelfeld
Badenheim 1939
Aharon Appelfeld
Nieczęste spojrzenie na Zagładę z perspektywy tych co "przedtem w Rzeszy". Nikt jeszcze nie ma jej świadomości, choć atmosfera w austriackim uzdrowisku - małym niby-getcie, gdzie jeszcze trwa rejestracja i koncentracja, zanim ruszy eksterminacja - tężeje z każdym zbliżającym się dniem „wyjazdu do Polski”. A zarazem życie toczy się „normalnie”: romanse, anse, dąsy, swary, dziwactwa, łajdactwa, nieporozumienia, stare przyzwyczajenia…. Inny też niż w dotychczasowej literaturze Holokaustu jest zbiorowy bohater. To niemiecko-austriackie "żydostwo oświecone", zeświecczone i zeuropeizowane, żadny tam zacofany sztetl, jak w Polsce i dalej. Niektórzy z bohaterów nie są wręcz wolni od niechęci do tych ”Ostjuden”, którzy w ich mniemaniu mogą być słuszną przyczyną złości Onkela Adiego na ich rasę (gdyby tylko wiedzieli, że takie rozróżnienia go nie interesowały…). „- Nadal widzę siebie jako wolnego obywatela austriackiego. Do Polski trzeba wysyłać polskich Żydów. Oni wracają do swojego kraju. To, że się znalazłem wśród nich, to nieporozumienie. Zwykłe nieporozumienie”. Zebrana w Badenheim społeczność to ludzie tacy, jak wszędzie i zawsze. Żadnej tu idealizacji przyszłych ofiar – także na tym polega odwaga spojrzenia Autora. Czyni to ich los jeszcze bardziej przejmującym. „Człowiek siedzi w fotelu, słucha muzyki, przegląda kolorowe magazyny i marzy o Polsce. A Polska, obca i daleka, przybiera w końcu postać idyllicznej, sielankowej wizji, krainy bez zmartwień i trosk”. Czy może dziwić, że nie mogą oni przypuszczać, aby w tej Polsce mogło stać się im coś złego? Czy jednak ktoś mógł sobie wyobrazić gazowanie i palenie ludzi na skalę przemysłową, a co dopiero dać wiarę takim pogłoskom. Niemieccy ludobójcy genialnie rozegrali jakże ludzką chęć życia "choć chwilę dłużej”, no i odwieczny mechanizm: „oni na pewno tak, ale ja – nie”… Wciąż nie rozumieją: „Nie rozumiem, jakie przestępstwo popełniłem, że wygnano mnie z własnego domu. Powiedzcie mi proszę”. Żyją wciąż pojęciami „państwa prawa”, którego błyskawiczny kres przeoczyli: „Komisja na pewno zacznie rozpatrywać odwołania. Należy założyć, że podczas tej nie do końca przemyślanej akcji popełniono niemało błędów”. Niektórzy jeszcze myślą o przyszłości: „Muzycy bezwstydnie ładowali do swoich bagaży hotelowe serwisy i srebrną zastawę. Semicki zapytał ich, po co to robią. W Polsce ludzie nie jadają na porcelanie”: Nastroje pogarszają się z każdym dniem. A ludzie? „Ludzie wtapiali się w ściany jak cienie”. ”Starszy kelner siedział w kącie. Był w czarnym garniturze, który wkładał rzadko, tylko przy wyjątkowych okazjach. Nie wiadomo dlaczego wyglądał na człowieka, w którym wygasł już ogień życia. Na jego twarzy gościł wyraz pełnej obojętności pustki”. „Ostatnie oznaki młodości zniknęły z jego twarzy”. „Z całej jego postaci emanowała już tylko starość, teraz wyraźnie widoczna”… Wiele tu scen wbijających w fotel, choć tak naprawdę nic ”złego” się nie dzieje ot, nakaz rejestracji w „wydziale sanitarnym”, wyrzekanie się członków rodziny, zamknięcie cukierni, zakaz korzystania z basenu. A jednak zaczynają się samobójstwa, niektórych ogrania szaleństwo… Nie jest trudno przewidzieć, że na koniec tej wybitnej książki podjeżdżają wagony… Dalej jest noc. I nic. Nieco cytatów: …Jeden z muzyków, który z trudną do pojęcia dumą obnosił się ze swoim polskim nazwiskiem, zauważył, że urzędnicy przypominają mu marionetki. Nazywał się Leon Semicki... - Gdy opuściłem Polskę, miałem siedem lat, a teraz mam wrażenie, jakby to było zaledwie rok temu. - Tam ludzie są bardzo biedni – powiedział ktoś szeptem. - Biedni, ale nie boją się śmierci. …Truda nie szczędzi szczegółów. Nie ma drugiego tak pięknego kraju jak Polska. Powietrze nigdzie nie jest tak świeże. - A język? Przecież ja nie mówię po żydowsku. - Nie ma nic łatwiejszego niż nauczyć się żydowskiego. To prosty i ładny język. Również polska mowa jest piękna… - Wracamy do Polski? – wybuchnął śmiechem – A ja przecież kiedyś stamtąd uciekłem. - Wszyscy byliśmy kiedyś w Polsce i wszyscy kiedyś do niej wrócimy – oświadczył Papenheim. ….Nie pozostało im nic poza wspomnieniami – w długie zimowe noce oddawały się im, wyrażając żal za minioną kobiecością, tak jakby teraz były wdowami…. …Śmierć wyraźnie widoczna pojawiła się i stanęła koło umywalni na korytarzu. Pani Zauberblit przez chwilę przyglądała się jej wzrokiem, jakim kobieta przygląda się dawnemu kochankowi, który ponownie stara się o jej względy… …Śmierć bawi tam swobodnie, bez przeszkód, podobnie w ogrodzie różanym i w salonie. Rozmawia się z nią jak z każdą inną żyjącą istotą, żartując lub przymilając się. A gdy wybija godzina, znika się z tego świata, czasami jęcząc i krzycząc, innym razem dyskretnie i po cichu… - Nie rozumiem – zdziwił się major - czy panuje tu epidemia? - Epidemia żydostwa. …Przy wejściu do cukierni stał sędziwy piekarz w niebieskim garniturze. Długie lata, spędzone w cieniu właściciela, zabiły w nim najmniejszy przejaw własnej woli. Na jego długiej twarzy malował się wyraz zupełnej bezradności… - Ośmielę się zadać pytanie natury osobistej – rzekł piekarz. - Pracowałem tu bez przerwy przez 30 lat. Czy moja emerytura zostanie uznana również tam? - Wszystko będzie honorowane – zapewnił Papenheim – Ludzie nie zostaną skrzywdzeni. - Tak też myślałem. …Słowa takie jak „odwołanie” i „procedury” jakoś przemówiły do niego. Widocznie studiował kiedyś prawo. Trochę się uspokoił. Kontakt ze znajomymi pojęciami sprawił, iż trochę rozjaśniło mu się w głowie... …Klienci zaopatrywali się przede wszystkim w duże ilości leków nasennych i uspokajających… …Jeśli już komuś należy się tytuł „wielkiego Żyda”, to z pewnością Karlowi Krausowi; on przywrócił satyrze godne jej miejsce…
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na93 lata temu

Cytaty z książki Bilans wstępny. Długie pożegnania

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Bilans wstępny. Długie pożegnania