rozwińzwiń

Ta piękna mitomanka. O Izabeli Czajce-Stachowicz

Okładka książki Ta piękna mitomanka. O Izabeli Czajce-Stachowicz autora Paulina Sołowianiuk, 9788324401734
Okładka książki Ta piękna mitomanka. O Izabeli Czajce-Stachowicz
Paulina Sołowianiuk Wydawnictwo: Wydawnictwo Iskry biografia, autobiografia, pamiętnik
256 str. 4 godz. 16 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Data wydania:
2011-09-29
Data 1. wyd. pol.:
2011-09-29
Liczba stron:
256
Czas czytania
4 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324401734
Średnia ocen

6,1 6,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Ta piękna mitomanka. O Izabeli Czajce-Stachowicz w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Ta piękna mitomanka. O Izabeli Czajce-Stachowicz

Średnia ocen
6,1 / 10
37 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Ta piękna mitomanka. O Izabeli Czajce-Stachowicz

avatar
668
663

Na półkach:

Jest taki film Tima Burtona "Duża ryba". Ewan McGregor gra mężczyznę, którego ojciec przez całe życie opowiadał niestworzone historie, jakie ponoć mu się przytrafiły. Konfabulował tak przez całe życie, przez co jego syn traktował go jak szaleńca. Ojciec umiera a coraz więcej rzeczy zaczyna świadczyć, że w tych wszystkich opowieściach była spora część prawdy. A może to w ogóle była prawda?

Jest to prawie gotowy pomysł na film o Czajce. Przez całe życie opowiadała niestworzone historie, bajdurzyła tak, że dziś mało kto wierzy w jej opowiadania. A jednak... im bardziej się wchodzi w te historyjki tym bardziej się wydaje, że w nich jest spora część prawdy. Nie sama prawda i nie cała prawda, ale one nie są chyba nigdy całkowicie wyssane z palca. A wszystko to, co okazuje się być prawdą już jest wystarczająco niesamowite, żeby uznać Czajkę za jedną z najbardziej intrygujących polskich postaci pierwszej połowy XX wieku.

Mam trochę żal do autorki, Pauli Sołowianiuk, że nie dotarła do jakichś potwierdzeń zdarzeń z okresu pobytu Czajki w Wiedniu czy w Berlinie a przynajmniej niektóre z nich wydają się być możliwe do potwierdzenia, np. to czy faktycznie w czasopiśmie artystycznym umieszczono jej fotos. I pewnie jakieś ślady w korespondencji węgierskiego profesora powinny być możliwe do znalezienia. Ale rozumiem, że to byłaby nieprawdopodobnie wielka praca, bo Bella Herz nie była tam główną postacią i pewnie trzeba by szukać bardzo drobnych wzmianek to tu to tam. Podobnie powinny być możliwe do znalezienia informacje o jej relacjach z Ilią Erenburgiem ale to znów szukanie w kolejnym języku i w zupełnie innych archiwach. A tak to pozostaje miejsce dla kolejnych przypadkowych odkryć i kolejnych miłych niespodzianek. A przynajmniej mam tak,a nadzieję!

Przy okazji znowu mnie niemile zaskoczyły pewne uprzedzenia polsko-żydowskie. Jak wynika z korespondencji Dąbrowskiej czy Giedroycia to mieli oni za złe, że Czajka tak ubarwia i że to jest takie "bardzo żydowskie". Cholera! Przecież w polskiej historii była cała masa magnatów i szlachciurów, którzy słynęli z dowcipu, zmyślonych historii i udawanych podbojów. Takie barwnych postaci była cała masa a Sienkiewicz ich wszystkich sportretował w postaci Onufrego Zagłoby. A nasi intelektualiści uznawali to za "żydowskie"? Są pewne rzeczy, których nigdy nie zrozumiem...

W każdym razie Czajka zasługuje na pamięć, na czytanie jej książek a może nawet na jakiś pomnik pod Muzeum Narodowym?

Jest taki film Tima Burtona "Duża ryba". Ewan McGregor gra mężczyznę, którego ojciec przez całe życie opowiadał niestworzone historie, jakie ponoć mu się przytrafiły. Konfabulował tak przez całe życie, przez co jego syn traktował go jak szaleńca. Ojciec umiera a coraz więcej rzeczy zaczyna świadczyć, że w tych wszystkich opowieściach była spora część prawdy. A może to w...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1453
1403

Na półkach: , ,

O Izabeli Czajce-Stachowicz, czyli Beli Szwarc, wiedziałem niewiele, prawie nic. Po lekturze próby biografii Czajki już wiem, że określenie "Muza artystów" jest zdecydowanie na wyrost. Ekscentryczna mitomanka, hałaśliwa i zwariowana, nad wyraz towarzyska i sprytna, uwielbiała plotki, awantury, w opowieściach wpadała w słowotok, paplała byle paplać. Krzykliwa, niefrasobliwa, niepoddająca się jakimkolwiek konwenansom, a jednocześnie, dzięki służbie w Ludowym Wojsku Polskim i milicji wpływowa także w środowisku politycznym. Osoba obdarzona niezwykłą fantazją i zdolnością konfabulacji, życzliwa ludziom i na swój sposób inteligentna. Przez niektórych lubiana, przez innych omijana szerokim łukiem - z pewnością była wyrazista. Jej towarzystwo określano jako męczące; spotykać się z Czajką można było raz na kilka lat.
Sołowianiuk stworzyła próbę biografii z urywków faktów. Bardzo często opowiada o Czajce w trybie przypuszczającym. "Nie wiadomo, czy...", "Niełatwo dziś ocenić z pewnością, czy..." itd. Książka o Beli Szwarc opowiada tylko fragmentami. Więcej jest zapychaczy typu listy innych osób do Czajki (to ciekawe, że autorka książki nie przedstawiła żadnego listu autorstwa Stachowicz!),a zwłaszcza listów Gombrowicza (jeden, całostronicowy, Sołowianiuk przytacza dwa razy z rzędu, na sąsiadujących stronach...),opowieści pobocznych o rodzinie, przyjaciołach, miejscach, sytuacjach.
Gdyby autorka skupiła się rzeczywiście na postaci Czajki-Stachowicz, książka miałaby 40, a nie 256 stron.
Poza tym nie wybaczę P. Sołowianiuk ani wydawnictwu Iskry, wydawałoby się, że porządnym, trzech literówek oraz trzech błędów w nazwach rzeczowych: rumuńskie Czerniowce stały się "Czerniowicami", Sopot "Spotem", a Waldschlößchen - "Waldschlöschen". Jeśli autorka tak błaho podchodzi do nazewnictwa miejsc, to nie mam pewności, że nazwisk bądź dat też nie pomyliła.

O Izabeli Czajce-Stachowicz, czyli Beli Szwarc, wiedziałem niewiele, prawie nic. Po lekturze próby biografii Czajki już wiem, że określenie "Muza artystów" jest zdecydowanie na wyrost. Ekscentryczna mitomanka, hałaśliwa i zwariowana, nad wyraz towarzyska i sprytna, uwielbiała plotki, awantury, w opowieściach wpadała w słowotok, paplała byle paplać. Krzykliwa, niefrasobliwa,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1513
1480

Na półkach: ,

Bela Hertz jako ostatnie zapisała zdanie: "Co ja zrobiłam ze swoim życiem" - zgadzam się z nią niestety.
Zmarnowane życie.

Bela Hertz jako ostatnie zapisała zdanie: "Co ja zrobiłam ze swoim życiem" - zgadzam się z nią niestety.
Zmarnowane życie.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

105 użytkowników ma tytuł Ta piękna mitomanka. O Izabeli Czajce-Stachowicz na półkach głównych
  • 63
  • 40
  • 2
23 użytkowników ma tytuł Ta piękna mitomanka. O Izabeli Czajce-Stachowicz na półkach dodatkowych
  • 12
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Ta piękna mitomanka. O Izabeli Czajce-Stachowicz

Inne książki autora

Paulina Sołowianiuk
Paulina Sołowianiuk
Paulina Sołowianiuk ukończyła filologię polską na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Interesuje się żywo postaciami, które wywarły wpływ na polską kulturę i obyczajowość doby międzywojnia. Obecnie mieszka w Norwegii i twierdzi, że kontrolowana nostalgia jest jednym z trwalszych źródeł inspiracji.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Pół życia w ciemności. Biografia Zygmunta Kałużyńskiego Wojciech Kałużyński
Pół życia w ciemności. Biografia Zygmunta Kałużyńskiego
Wojciech Kałużyński
Pan od filmów - "Pół życia w ciemności" Wojciecha Kałużyńskiego Jakiś czas temu trafiła w moje ręce biografia Zygmunta Kałużyńskiego, którego jak przez mgłę pamiętałem z programu „Perły z lamusa”. Przez mgłę, bo późną wieczorową porą, kiedy odcinek w latach 90. był nadawany, ja już pewnie, jako smarkacz, smacznie spałem. Pamiętam za to dobrze czołówkę tego programu z elektryzującą uwagę widza muzyką. O czym, dwaj występujący tam panowie, czyli Zygmunt Kałużyńki i Tomasz Raczek rozmawiają, nie miałem pojęcia. A szkoda, bo dziś oglądając archiwalne odcinki „Pereł…” wsłuchuje się z uwagą w ich dyskusję i jeśli tylko mam czas, staram się obejrzeć polecany przez nich w danym odcinku film. „Pół życia w ciemności” Wojciecha Kałużyńskiego to biografia Zygmunta Kałużyńskiego – uważanego przez wielu za najlepszego polskiego krytyka filmowego XX wieku. Książkę przeczytałem z dużym zainteresowaniem w ramach „Dyskusyjnego Klubu Książki”. Autor biografii, również popularny krytyk filmowy, dementuje już na wstępie krążącą wokół niego legendę, że jest synem Zygmunta Kałużyńskiego – nie jest. Na podstawie wieloletnich badań swojego rodu, doszedł autor do wniosku, że istnieje jednak dalekie pokrewieństwo między nim, a słynnym krytykiem, który zresztą zmarł jako bezdzietny, samotny, rozwodnik. Wojciech Kałużyński pisze biografię o człowieku, który swoim oryginalnym, osamotnionym życiem i wypowiedziami o nim nie ułatwił autorowi zadania polegającego na sporządzeniu fachowej i autentycznej mapy jego życia. Wspomnienia z dzieciństwa, młodości, jak i z całego swojego życia były zawsze przez Kałużyńskiego koloryzowane, przeinaczane, stale poddawane kaprysowi i nastrojowi bohatera. Wojciech Kałużyński z chronologicznym porządkiem przybliża kolejne etapy życia pana Zygmunta, choć zaznacza, że bardziej zależy mu na weryfikacji wielu mitów, które przez lata urosły wokół jego słynnego „krewniaka”. W bardzo osobisty sposób informuje czytelnika o swoich wątpliwościach; przybliża proces zdobywania informacji o Zygmuncie Kałużyńskim, a nawet dzieli się ważnym wyznaniem, w którym zaznacza, że zazdrościł zawsze Tomaszowi Raczkowi jego bliskiej znajomości z Kałużyńskim. Autor kontaktuje się z bliskimi znajomymi Kałużyńskiego, z jego byłą żoną, aktorami, reżyserami czy ze szkolnymi kolegami Kałużyńskiego, zagląda również do jego teczki w IPN-ie – wszystko po to, by lepiej poznać swojego bohatera, który sam twierdził, należy do pokolenia mającego kilka biografii zależnych od burzliwych czasów, w których przyszło im żyć. Poznajemy dzieciństwo przyszłego krytyka spędzone w Lublinie. Odkrywamy jak duży wpływ na jego życie miał wuj – wzięty prawnik, który nalegał, by jego siostrzeniec studiował prawo, traktowane przez młodego Kałużyńskiego beznamiętnie. Przyszłego krytyka ciągnęło do teatru – chciał zostać reżyserem teatralnym. Postanowił w końcu studiować dwa kierunki, z czego największą przyjemność sprawiały mu właśnie zajęcia teatralne, szczególnie te prowadzone przez Leona Schillera. Panowie mieli tę samą wizję teatru. W dalszej części biografii dowiadujemy się jak wyglądało życie Kałużyńskiego podczas okupacji niemieckiej. Wzruszające jest dla mnie wyznanie krytyka, który z budzącą podziw szczerością opowiada o swoim stosunku do wojny, o swoim uczestnictwie w kampanii wrześniowej oraz o tym, że przez cały ten okres po prostu panicznie się bał i robił wszystko, by przeżyć. Pamiętam dobrze fragment, w którym opowiada o wstrząsającym dla niego momencie, kiedy podczas jednej z łapanek jego gra aktorska uratowała mu życie. Po wojnie Kałużyński kształci się dalej. Poślubia Julię Hartwig. Wyjeżdżają razem na stypendium do Francji, z której krytyk wraca już sam. Kałużyński przeżywa również rozstanie ze swoją drugą żoną, amerykańską aktorką Eleonor Griswold, która związała się z reżyserem Aleksandrem Fordem. Kałużyński nawiązuje współpracę jako kontakt poufny ze Służbą Bezpieczeństwa. Donosi na wiele osób ze środowiska filmowego. Był sympatykiem PRL-u oraz PZPR, choć do partii nie wstąpił nigdy. Znał dobrze teksty Marksa, którymi zaczytywał się już w młodości – uważał się za ideowego komunistę. Zapytany przez Tomasza Raczka o sympatie polityczne w jednym z programów odpowiedział, że ma takie poglądy polityczne, jakie akurat mu w danej chwili pasują; że polityka jest od tego, by umożliwiała realizacje własnych planów, załatwienie swoich spraw oraz, by mogło się żyć spokojnie. Jako krytyk słynął z celnych uwag, oczytania i przede wszystkim odwagi i bezpośredniości w głoszonych przez siebie tezach, czym szokował i zraził do siebie wielu znanych polskich aktorów i reżyserów. Był wieloletnim publicystą „Polityki”. Pisał recenzje nieszablonowe, w których uwagę poświęcał nie tylko filmom, ale również sprawom refleksyjnym, filozoficznym, nierzadko pisząc lub mówiąc o własnych przeżyciach, co spodobało się twórcom programów telewizyjnych. Kałużyński trafił do telewizji już w latach 70. biorąc udział w programie „Sam na sam”, a później na stałe zagościł w programie „Perły z Lamusa” i „Perły w południe”, dzięki którym zaprzyjaźnił się z Tomaszem Raczkiem. Panowie szczerze się polubili i utrzymywali bliską znajomość w życiu prywatnym. To właśnie Tomasz Raczek poinformował swojego przyjaciela o chorobie nowotworowej i opiekował się nim aż do jego śmierci w 2004 roku. Kałużyński był samotnikiem. Człowiekiem całkowicie pochłoniętym przez kino. Sam wymyślił tytuł swojej biografii, twierdząc, że jeśli kiedyś ją napisze, da jej właśnie taki tytuł, w końcu jak sam twierdził pół swojego życia spędził właśnie w ciemnościach kinowych sal. Niepotrzebnie zbyt wielu ludzi grzebie w jego prywatności ekscytując się faktem, że nie dbał o higienę, lubował się w ostrej pornografii czy że nie przeszkadzał mu brud i kurz. Tak, był dziwakiem, ekscentrykiem, świetnym erudytą lubiącym błazenadę, ale klaunem był tylko na pokaz. Dla bliskich zawsze ściągał maskę. Idealnie odnalazłby się dziś wśród współczesnych celebrytów – miałby czym zadziwiać, szokować i wywoływać sensację. Pod koniec książki autor pisze o stosunku Kałużyńskiego do religii oraz do kobiet, które uwielbiał. Krytyk przez całe swoje dorosłe życie nie praktykował żadnej religii, choć czuł się blisko związany z religią chrześcijańską. Cenił Biblię, uważając ją za znakomitą „książkę”, którą, według niego, powinni czytać przede wszystkim osoby duchowne, o których nie zawsze wypowiadał się pochlebnie. Przed śmiercią przyjął jako członek Kościoła katolickiego sakrament namaszczenia i pojednał się z Bogiem. Kałużyński był wyjątkowym człowiekiem, a ja wyjątkowych ludzi lubię i cenię bardzo; i lubię o nich czytać. Oryginalny, inteligentny człowiek całkowicie oddany swojej pasji, którą było kino. Książkę polecam, bo czyta się ją jak dobrą powieść, a jej bohatera można i trzeba polubić, bo jest po prostu sobą. Kałużyński pokazuje, że aby stale być sobą trzeba być samotnym i znosić ciągłe bycie wykpiwanym, obrażanym i klasyfikowanym jako wariat. Co więcej, aby być sobą mimo wszystko, trzeba przede wszystkim siebie kochać. W rozmowie z Tomaszem Raczkiem Kałużyński stwierdził: „Jestem w sobie zakochany panie redaktorze, to jest jedyne uczucie, jakiego jestem absolutnie pewny”. Polecam książkę wszystkim, którzy chcą poznać bliżej wyjątkową osobę – nietuzinkowego krytyka filmowego, który na stałe zapisał się w polskiej kulturze XX wieku. Książka warta przeczytania dla wszystkich, którzy cenią i lubią tak interesujące i niebanalne osobowości jak Zygmunt Kałużyński, i tych, którzy znają się na naprawdę dobrych żartach. k. podtekstem.blog.pl
Kamil - awatar Kamil
ocenił na710 lat temu
Elka Iza Komendołowicz
Elka
Iza Komendołowicz
Według mnie jest to książka dla pokolenia, które już odchodzi, dla których Elżbieta Czyżewska była taką ówczesną prekursorką dzisiejszej celebrytki, która rozjaśniała swoim blaskiem ponurą gomułkowską rzeczywistość. Wtedy nie było salonów, błyszczała więc na scenach teatralnych, kabaretowych, na ekranie telewizyjnym, a przede wszystkim na dużym ekranie kinowym. A pod koniec lat sześćdziesiątych w szczycie swoich aktorskich i towarzyskich sukcesów zrobiła - zdawało się tak wtedy wszystkim - bajeczną na tamte czasy karierę. Wyszła za mąż za sławnego dziennikarza i wyjechała do Stanów Zjednoczonych. Wydawało się, że hollywoodzką sławę ma w kieszeni. A tu klops. W Stanach kariery nie robi się po znajomości i nawet sławny mąż nie mógł jej w tym pomóc. Nie umiała angielskiego, miała zły akcent, a według mnie też okropny tembr głosu. Z pewną taką dozą nieufności przystąpiłam do czytania tych wspomnień znajomych o Elżbiecie Czyżewskiej. Wszak obowiązuje u nas zasada, że o zmarłych mówi się dobrze, albo nie mówi się wcale. No i większość rozmówców mówiła same dobre rzeczy o aktorce, że była piękna, zdolna, inteligentna, błyskotliwa, oczytana, życzliwa, ale też i niekiedy złośliwa. No i że piła. To był powszechnie znany fakt. Czy dlatego nie zrobiła w Stanach kariery na miarę jej talentu? Nikt z rozmówców tego wprost nie powiedział. Wyczułam za to, w niektórych rozmowach, taki rodzaj złośliwej satysfakcji z tego, że jej się tam nie udało. Paru jej znajomych pozwoliło sobie na stonowany krytycyzm jej osoby, a paru wręcz odmówiło wypowiedzi. Książka wciąga, pochłania się ją błyskawicznie. Podejrzewam jednak, że wśród młodych nie wzbudza większego zainteresowania.
Elżbieta - awatar Elżbieta
oceniła na76 lat temu
Tyrmandowie. Romans amerykański Agata Tuszyńska
Tyrmandowie. Romans amerykański
Agata Tuszyńska
„Tyrmandowie. Romans amerykański” to interesująca opowieść o związku i małżeństwie Leopolda Tyrmanda i jego trzeciej żony, Mary. Oprócz wspomnień książka zawiera wiele listów i unikatowych zdjęć. Poznali się w roku 1970. Ona miała zaledwie 23 lata, on – 50. Ona jeszcze robiła doktorat z iberystyki i szukała życiowych wzorców. On, mimo że przebywał w Stanach Zjednoczonych dopiero od czterech lat, miał już tam ugruntowaną pozycję jako dziennikarz i pisarz antykomunistyczny. Zaczęło się od listu, który Mary Fox napisała na adres redakcji. Tak naprawdę wszystko zaczęło się między nimi właśnie od korespondencji, która trwała nieprzerwanie do śmierci Leopolda, bo pisali do siebie podczas każdej rozłąki, jeśli nie listy, to chociaż kartki pocztowe. Po latach wdowa udostępniła te cenne pamiątki Agacie Tuszyńskiej, a także w rozmowach opowiedziała o swoim życiu ze znanym pisarzem. Całość układa się tu w miłosną historię, która początkowo mogła zapowiadać się jako romans, przelotny związek, z których Tyrmand był znany. Okazało się, że spędzili ze sobą 15 lat. Pobrali się, mieli dwoje dzieci i – jak podkreśla Mary – nigdy nie nudzili się w swoim towarzystwie, bo zawsze dużo rozmawiali. Na każdy temat, Dowodem tych rozmów są właśnie listy (to też rodzaj komunikacji). Oboje piszą w nich właściwie o wszystkim, od codziennych drobiazgów i zakupów po wrażenia z przeczytanych książek i obejrzanych filmów. Dużo dowiadujemy się też z książki o żydowskich przodkach obojga małżonków. Bardzo ciekawa jest historia rodziny Foxów, zwłaszcza matki Mary, która prowadziła ekscentryczny tryb życia. Całość napisana i skomponowana jest bardzo ciekawie. Trudno oderwać się od lektury nawet jeśli zna się biografię Tyrmanda. I emocjami czyta się listy. Dziś już mało kto prowadzi taką korespondencję. A szkoda.
allison - awatar allison
ocenił na71 rok temu
Z pamiętnika niemłodej już mężatki Magdalena Samozwaniec
Z pamiętnika niemłodej już mężatki
Magdalena Samozwaniec
jest to pierwsza książka tej autorki przeczytana przez ze mnie. dobrze się czyta, i jest tam wiele ciekawych anegdot i informacji o tym jak żyło się dawniej - taka trochę nieformalna autobiografia, przeplatana opiniami i wspomnieniami o innych osobach. notka na ostatniej stronie okładki informuje ze książka to właściwie "nieznane zapiski… odnalezione przypadkiem” więc możliwe ze autorka nigdy nie planowała ich opublikować? muszę przyznać ze niektóre z tych opinii mnie zirytowały: np. niekończące się i zupełnie bezkrytyczne zachwyty nad francuską modą i literaturą, zupełnie jakby to wypowiadała się pani Emilia z “Nad Niemnem” a nie inteligentna i wykształcona osoba żyjąca w 20 wieku. Aktorzy są krytykowani bo kontynuują karierę zawodową mimo (o zgrozo!) ukończenia 30 czy 40 lat i sprawiają tym samym ogromny zawód swoim fanom którzy woleli by ich pamiętać jako urodziwych młodzieńców. Ciałopozytywność była tez ideą zupełnie nieznaną, właściwie nie można było pokazywać żadnej części ciała chyba że była ona absolutnie idealna i szczupła oczywiście. Mówiąc o szczupłości - młodym Polkom się obrywa bo lubią słodycze i desery - czym zniekształcają swoje sylwetki. Nowoczesna (tzn. domyślam się z lat 60-70tych) moda jest nieustannie krytykowana - głównie dlatego ze nie jest taka jak kiedyś (“nie było jakichś uczesań a la sierota ani a la mokry szczur, tylko piękne loki i cudne długie suknie). Pani Samozwaniec miała przywilej (dany niewielu rodakom) którym powodziło się i przed i po 2giej wojnie (traf chciał ze niedaleko na tej samej półce w bibliotece znalazłam książkę o Kornelu Makuszyńskim - który w Polsce Ludowej żył w biedzie i jego książki były objęte zakazem publikacji - on zdecydowanie nie podróżował do Paryża, Neapolu czy Londynu). jako osobę pewnej demografii rozbrajały mnie fragmenty jak “Teraz (lata 60 lub 70) zwiedzać świat jest łatwiej i prościej, załatwia się wycieczkę przez Orbis i jedzie” - ani słowa o tym ze zdobycie paszportu na tzw. Zachód było przywilejem raczej nieosiągalnym dla przeciętnego obywatela, o cenach nie wspominając. Manosfera byłaby zachwycona wypowiedziami na temat pracujących czy silnych kobiet… które miedzy innymi odpowiedzialne były za słabych mężczyzn… jest w tym nieco ironii, bo przecież autorka tez miała prace zawodową i całkiem niezłe dochody… Ale mimo mojego krytycyzmu, to jest to bardzo wartościowe źródło informacji, nie tylko o minionych epokach, ale tez o tym jak wtedy myśleli ludzie. Najbardziej podobały mi się wspomnienia z dzieciństwa autorki, egzotyczne w latach 70tych ubiegłego wieku, dla dzisiejszych dzieci byłyby zupełnie nie do wyobrażenia…
Fantasticania - awatar Fantasticania
oceniła na71 dzień temu
Kalina Jędrusik Dariusz Michalski
Kalina Jędrusik
Dariusz Michalski
Bardzo rzetelnie napisana książka. Zgaduję, że niektórych czytelników może przytłoczyć ogromna liczba różnych faktów i opinii, wzajemnie się ze sobą mieszających. Dla mnie to akurat zaleta. Dzięki tak dużej objętości i ilości informacji "nie wchłonęłam" tej książki na raz, tylko delektowałam się nią kilka tygodni. Każda strona czytana była w wielkiej uważności, żeby się nie pogubić i aby możliwie najbardziej "wgryźć się" w osobowość Kaliny. Zrobiłam przy tym też fajną rzecz, w tzw. międzyczasie, którą chciałam się podzielić. Może to kogoś zainspiruje. Bowiem czytanie biografii urozmaicałam sobie różnymi produkcjami i filmami z udziałem Kaliny. To był naprawdę niesamowity czas! Miałam poczucie "ożywienia" jej osoby, jakbym ją znała, choć de facto aktorka odeszła jeszcze przed moim urodzeniem.. A o samej Kalinie to nie będę opowiadać, bo się nie da, a już na pewno nie w tak krótkiej formie wypowiedzi. Powiedzieć, że to była zdolna, ciekawa aktorka, to jakby nie powiedzieć nic. To była osobowość - magnetyczna, inspirująca, fascynująca, eteryczna. ARTYSTKA - w najściślejszym znaczeniu tego słowa. Jeszcze w temacie samej książki. Na ogół jestem zwolenniczką chronologicznego układu biografii, ale w tym przypadku uważam, że autor wykazał się DOSKONAŁĄ intuicją, wybierając układ problemowy. Bardzo mi to zagrało w tej opowieści.
IzabelaBeata - awatar IzabelaBeata
oceniła na910 miesięcy temu
Passa Daniel Passent
Passa
Daniel Passent Jan Ordyński
Powojenna historia Polski, miniona epoka na tle burzliwych zmian polityczno-społecznych opowiedziana przez pryzmat życia Daniela Passenta, polskiego dziennikarza, publicysty, pisarza, tłumacza i dyplomaty, jednym słowem intelektualisty, otoczonego wachlarzem przyjaciół gotowych wspierać w chwilach dobrych i złych oraz gronem nieprzyjaciół zawsze gotowych do demaskowania błędów i moralizatorskich pouczeń. Wieloletni felietonista tygodnika „Polityka” przyznaje: „chętnych do rozliczania mojej osoby nie brak”. Książka biograficzna, powstała, gdy Daniel Passent miał 74 lata, to ważna informacja, perspektywa czasowa pozwala na oddzielenie spraw ważnych, od tych mnie istotnych, namysł nad własnym życiem i czasem minionym, bardziej obiektywny rejestr zdarzeń, rzetelną ocenę dokonanych wyborów i mniej dramatyczne przeżywanie problemów. Pewne rzeczy można ujrzeć dopiero z dalszej perspektywy, gdy łódź naszego życia oddala się na zakręcie rzeki. Wiedza z zakresu szeroko pojętej polityki nie jest moją mocną stroną, książkę przeczytałam z uwagi na wysoką kulturę słowa i warsztat dziennikarski autora, zachowałam w pamięci fragment o przemijaniu / odchodzeniu: - „Jestem pogodzony, nie uciekam w religię, nie wierzę w życie pozagrobowe, nie szukam żadnego innego pocieszenia. Chciałbym umrzeć tak, jak mój teść, człowiek wielkiej dobroci, Stanisław Orawiński, który w ostatnim dniu swojego życia przywiózł mi do domu obiad, bo byłem chory, po czym wrócił do siebie, położył się spać i zasnął na wieki”.
Jeanne - awatar Jeanne
ocenił na73 lata temu

Cytaty z książki Ta piękna mitomanka. O Izabeli Czajce-Stachowicz

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Ta piękna mitomanka. O Izabeli Czajce-Stachowicz