Dom żółwia. Zanzibar

Okładka książki Dom żółwia. Zanzibar autora Małgorzata Szejnert, 9788324018192
Okładka książki Dom żółwia. Zanzibar
Małgorzata Szejnert Wydawnictwo: Znak reportaż
400 str. 6 godz. 40 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Data wydania:
2011-10-10
Data 1. wyd. pol.:
2011-10-10
Liczba stron:
400
Czas czytania
6 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324018192
Średnia ocen

6,6 6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Dom żółwia. Zanzibar w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Dom żółwia. Zanzibar i



Przeczytane 1415 Opinie 110 Oficjalne recenzje 128

Opinia społeczności książki Dom żółwia. Zanzibari



Książki 1239 Opinie 934

Oceny książki Dom żółwia. Zanzibar

Średnia ocen
6,6 / 10
188 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Dom żółwia. Zanzibar

avatar
436
435

Na półkach:

(2011)

Ludzie i domy Zanzibaru.

Zamysł autorki (1936) był taki, aby opowiedzieć historię wyspy poprzez życiorysy osób związanych z Zanzibarem: tych, którzy tam przyszli na świat lub spędzili pokaźną część swojego życia – zawodowego i prywatnego – a także tych, dla których wyspa była główną bazą wypadową lub zaledwie jednym z odwiedzanych portów*.

Przypomina duże nazwiska, które zapisały się w historii Afryki i świata, a jednocześnie ratuje od zapomnienia te mniejsze, żywe już pośród nielicznych, głównie podstarzałych krewnych, sąsiadów i lokalnych specjalistów. Przeplatają się wzajemnie, niekiedy w swych losach oddalając terytorialnie od tytułowej wyspy, zwłaszcza na początku książki (ze Stanleyem zawędrujemy aż do Konga, z Livingstone’em będziemy podróżować wzdłuż Zambezi). Dopiero od krwawej rewolucji roku ‘64, bardziej zdecydowanie trzymamy się Zanzibaru, i tok wydarzeń sprawia wrażenie istotniejszego niż losy poszczególnych bohaterów.

Typowo reporterski patent opowieści o historii i przemianach politycznych poprzez skupienie na losach wybranych bohaterów, z różnych warstw społecznych, nie został tu w pełni prawidłowo wykorzystany, bo autorka skupią się również na żywotach prowadzonych poza Zanzibarem, z marginalnym związkiem z samą wyspą, w których włości sułtana znikają daleko za horyzontem... Butny Stanley i dr Livingstone to ciekawe postacie, ale pod kątem konstrukcyjnym, autorka poświęca im zbyt wiele miejsca – tak jakby była to książka na inny temat (o początkach europejskiej kolonizacji i zapełnianiu ostatnich białych plam, w środkowej i wschodniej Afryce).

Opowieść rozpoczyna się stosunkowo późno, kiedy Zanzibar jest już terytorium zależnym od Omanu (tj. po 1698 r.),a kończy w roku 2010 (jak można się domyślać, w czasie ostatniej wizyty reporterki). Brakuje wprowadzenia historycznego**, kilku zdań na temat pierwotnych mieszkańców, perskiej i arabskiej kolonizacji***. Wystarczyłaby jedna strona, albo dłuższe zdanie.

______________________
* Ośrodkiem handlu niewolnikami, skąd płynęli dalej do krajów arabskich, lub trafiali na lokalne plantacje goździków.
** Krótka historia Zanzibaru:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Zanzibar_(autonomia)#cite_note-PWN-1; https://pl.wikipedia.org/wiki/Zanzibar_(wyspa)
*** Gdyby tego nie pominięto, nazwa Partii Afroszyrazyjskiej (Afro-Shirazi Party),która nieprzypadkowo zawiera w sobie znajomo brzmiącą nazwę perskiego miasta, byłaby bardziej zrozumiała dla przeciętnego odbiorcy. (Odwołanie do perskiego osadnictwa pojawia się tylko raz, przy okazji opisu ruin, identyfikowanych jako pozostałość po ludności irańskiej). Skoro ruch polityczny obrał sobie taką nazwę, musi się to w jakiś sposób przekładać na autoidentyfikację części czarnych Zanzibarczyków, być elementem pewnej narracji tożsamościowej, a zatem czymś istotnym, o czym warto by napisać. Niestety temat jest niepodjęty. „The Afro-Shirazi Party (ASP) was an African nationalist and socialist Zanzibari political party formed between the mostly Shirazi Shiraz Party and the mostly African Afro Party” (https://en.wikipedia.org/wiki/Afro-Shirazi_Party). O Szirazyjczykach (Mbwera): „Modern academics reject the authenticity of the primarily Iranian origin claim, although recent genetic evidence points towards noticeable Iranian admixture. They point to the relative rarity of Iranian customs and speech, lack of documentary evidence of Shia Islam in the Muslim literature on the Swahili Coast, and instead a historic abundance of Sunni Arab-related evidence. The documentary evidence, like the archaeological, »for early Persian settlement is likewise completely lacking«”(https://en.wikipedia.org/wiki/Shirazi_people).



Językowo: 8/10 – czyta się naprawdę dobrze.

Pod kątem informacyjnym: 7/10 – ciekawa. W oparciu o lekturę, można zyskać podstawy niezbędne do zrozumienia lokalnej historii i powiązania z procederem niewolnictwa (nawet pomimo braków, przemilczenia okresu sprzed arabskiej kolonizacji, oraz tego, jak ta przebiegała na przestrzeni stuleci). Napisanie książki wymagało zapoznania się z dużą ilością materiałów, odbyciem wielu rozmów, a liczne przypisy sugerują skrupulatność i rzetelne podejście. (W materiale promocyjnym wydawnictwa Znak z 2011, autorka wspomina, że kilka lat przed podjęciem tematu nie widziała nawet gdzie leży Zanzibar [https://www.youtube.com/watch?v=Ag6ctCag7ns]. Pisząc tę książkę nadrobiła zaległości z nawiązką).

Konstrukcyjnie, patrząc na tekst pod względem obranej koncepcji: 5/10 – młodszemu reporterowi, bez wyrobionego nazwiska, raczej zwrócono by uwagę odnośnie zaburzonych proporcji, odejścia od tematu i pominięcia istotnego wprowadzenia historycznego.

Summa summarum: 6.5 lub naciągane 7/10. Warto przeczytać (jeśli skupiamy się na walorze informacyjnym – ten jest wysoki, nawet pomimo pewnych luk; natomiast konstrukcyjnie to i owo poszło źle, wymknęło się spod kontroli, i nie jest to dobry wzór dla adeptów sztuki reportażu).



Małgorzata Szejnert*: „Podczas pierwszego nurkowania [u wybrzeży Zanzibaru], spotkałam, na głębokości mniej więcej dwudziestu metrów, dwa ogromne żółwie zielone. […] To było tak cudowne, te-te żółwie, które się poruszały jak bańki mydlane... […] żółw zielony, może złożyć jaja, tylko tam gdzie przyszedł na świat. […] I zdałam sobie sprawę, że te żółwie – jeżeli to były żółwice – które widziałam, w wodzie, to one nie mają przed sobą wielkiej szansy złożenia jaj na Zanzibarze, dlatego że, cała plaża – jest pełna ludzi, że… zabudowuje się hotelami, te hotele są otoczone murami, i właściwe jest niewielka szansa, że jeżeli żółwica przyszła tu na świat, to będzie mogła w tym miejscu złożyć jaja […]. […] zaczęłam więcej myśleć o powierzchni Zanzibaru, niż o tym co jest w wodzie. I, pojechałam przede wszystkim obejrzeć ten Zanzibar. […] Pojechałam do stolicy Zanzibaru […] i zobaczyłam tam, zdumiewające rzeczy. Zobaczyłam, stare pałace posułtańskie, zobaczyłam dom z którego Livingstone wyruszał w jedną ze swoich wypraw, i inny dom w którym złożono jego zwłoki, jak…. umarł w Afryce i trzeba go było przewieźć je do Anglii. Zobaczyłam, miejsca w których kupował koraliki Stanley […]. Zobaczyłam miejsce po dawnym targu niewolników, gdzie zbudowano katedrę anglikańską. Zobaczyłam stary letni pałac w którym wychowała się księżniczka Salme, która potem uciekła do Europy ze swoim niemieckim... kochankiem a potem mężem […]. Zobaczyłam… wielki gmach, w którym urzędował jako [francuski] konsul, w XIX wieku, polski poeta romantyczny Henryk Jabłoński. I zdałam sobie sprawę, że Zanzibar jest miejscem niezwykle ważnym dla świata. O którym my właściwe, no ja w każdym razie, prawie nic nie wiedziałam. […] Pracowałam dwa lata nad tym. Byłam trzy razy na Zanzibarze. […] I książce dałam tytuł Dom żółwia. Dlaczego Dom żółwia? Dlatego, że… przejęłam się bardzo bezdomnością tego żółwia. I zdałam se sprawę, że ta bezdomność jest… niezwykle symboliczna dla całego Zanzibaru. To była bezdomność niewolników. To była później bezdomność elit arabskich które zostały podczas rewolucji przegnane z Zanzibaru. To jest dzisiejsza bezdomność ludzi z wiosek, które są wypychane przez przemysł turystyczny. Czy ci ludzie są wypychani z tych wiosek, wioski są spychane, przez wielkie hotele, przez jakieś korporacje międzynarodowe prowadzące ten… także tak się stało, że podczas pierwszego nurkowania złowiłam temat, który […] zyskał efekt w postaci tej książki”**.

_______________________
* W roku, w którym książka poszła do druku, autorka miała 75 lat.
** Małgorzata Szejnert o Zanzibarze i swojej książce "Dom żółwia" [2011]
https://www.youtube.com/watch?v=Ag6ctCag7ns (spisywane ze słuchu)



‘64: MORD ZAŁOŻYCIELSKI CZARNEGO ZANZIBARU

„– Czy wiadomo, gdzie znajdują się groby?
– Nie, i nikt nie dociekał. To jest Afryka” (str. 329).

„Masakra Arabów na Zanzibarze – masowe egzekucje, gwałty i tortury ludności arabskiej dokonane przez bojówki Partii Afroszyrazyjskiej i Umma oraz lokalną czarnoskórą ludność podczas rewolucji na Zanzibarze w styczniu 1964 roku.

Nie jest znana dokładna liczba ofiar, historycy szacują, że zginęło ok. 13–20 tys. Arabów, a tysiące kolejnych zostało wygnanych do Omanu.

Zdaniem niektórych naukowców, działania te nosiły znamię ludobójstwa [przepraszam, tu są jakieś wątpliwości?].

[…]

W efekcie zamordowano tysiące nieuzbrojonych arabskich cywilów. Wiele hinduskich sklepów zostało splądrowanych i spalonych, a niektórzy Hindusi (element miejscowej elity handlowej) zostali zabici. Majątki Arabów zostały wywłaszczone. Po ukierunkowanej rzezi tysiące kolejnych umieszczono w obozach, a później przymusowo deportowano do Omanu.

Niszczone było również kojarzone z Arabami islamskie dziedzictwo Zanzibaru. Większość arabskich rękopisów znajdujących się w Archiwach Narodowych Zanzibaru została zniszczona. Na ulicach symbolicznie palono Korany, mimo że 98 procent populacji Zanzibaru stanowili muzułmanie.

Zabijanie arabskich cywilów i grzebanie ich zwłok w masowych grobach zostały udokumentowane przez włoską ekipę realizującą w helikopterze sceny do dokumentu Africa Addio, a ta sekwencja filmu jest jedynym znanym, wizualnym udokumentowaniem zbrodni” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Masakra_Arab%C3%B3w_na_Zanzibarze).

To mogłoby być w jakimś stopniu zrozumiałe, i jednocześnie spodziewane w latach ucisku, jeszcze 150-200 lat temu, w ramach spontanicznego zrywu, w odpowiedzi na realną potrzebę wolności, dramatyczne warunki życia, brak perspektyw... w ramach realnej walki o przeżycie. Ale po zniesieniu niewolnictwa? Tuż po ogłoszeniu niepodległości? Przy proporcjach społecznych w których czarni mają miażdżącą większość i mogą sparaliżować wyspę podczas zwykłego protestu?

(Co zrobił PRL po tej czystce etnicznej? Nawiązał relacje dyplomatyczne z czarnym reżimem. Ręce opadają).



To co uderza odbiorcę podczas lektury, to znajomy model historyczny, typowy dla praktycznie całej postkolonialnej Afryki. Biali usuwają się w cień, przekazują władzę autochtonom – a ci rozpoczynają bratobójcze walki lub krwawe czystki etniczne. Jak u Orwella w Folwarku zwierzęcym, następuje zamiana miejsc: samozwańczy oswobodziciele stają się kastą pasożytniczą która wprowadza zamordyzm, usuwa jednostki niewygodne, piętnuje je lub brutalnie spycha na margines – w nędzę i zapomnienie; kwitnie korupcja, nepotyzm, układy i układziki. Zamiast sukcesu gospodarczego, jest głód i klepanie biedy. Fundamentalizm religijny nie pomaga, podobnie jak kompletny brak sensownej kontroli narodzin i nieprzemyślana, źle realizowana edukacja publiczna.

Zapewne byłoby dla Zanzibaru lepiej, gdyby pozostał sułtanatem związanym z Wielką Brytanią. Gdyby stopniowo dochodził do pełnej demokratyzacji, zaczynając od wprowadzenia powszechnej, darmowej i obowiązkowej edukacji. Wykształcenia wielopokoleniowych, czarnych elit, lokalnych specjalistów i świeckich społeczników, sensownego zagospodarowania zajmowanej przestrzeni, zbudowania sieci trwałych połączeń gospodarczych, i wejścia w rolę pomostu między Afryką a światem islamu.

Lokalna ludność i potomkowie niewolników nie ulegli arabizacji, nie pochłonęło ich muzułmańskie dziedzictwo, a jednocześnie, paradoksalnie – zachłysnęli się islamem. I dziś, ze szkodą dla siebie, swoich matek, żon, córek i sióstr, tworzą jedną z bardziej konserwatywnych, zacofanych społeczności.

_______________________
* Nawet dziś, to co jest tam architektonicznie i kulturowo najatrakcyjniejsze, to pozostałości po potomkach przybyszy z Omanu i Brytyjczykach, stawiających budynki w stylistyce muzułmańskiej.



UWAGI (wyd. 2011): str. 19 – „siódmego – ósmego” (siódmego-ósmego); str. 27 – wówczas jeszcze nie indonezyjskich, Indonezja powstanie po II wojnie światowej; str. 62 – ta ozdoba (widoczna na sąsiedniej stronie) nie wygląda jak korona, to raczej splot roślinny; str. 66 – to nie ściana, ale rozwijane tło (sugeruje to specyfika pracy w zakładzie fotograficznym, oraz lewa strona zdjęcia); str. 70 – przesiedział się (przesiedział sobie?); str. 73 – po co pada tu bezsensowna uwaga o naturze śmierci, zdanie powinno się kończyć po słowach „potwierdza tę teorię”; str. 76 – Anglika (Szkota); str. 84-85 – na fotografii widzimy słupek do cumowania, to sugeruje że patrzymy na nadbrzeże, a być może pokład jednostki, nie wnętrze pokoju, w tle jest olinowanie (na str. 374, w spisie fotografii, czytamy, że mężczyzna znajduje się na pokładzie statku Malwa!); str. 100 – Anglikiem (Brytyjczykiem/Walijczykiem); str. 113 – Arabia Saudyjska powstała dziesięć lat po śmierci Kirka; str. 168 – „Stolica Zanzibaru, Zanzibar, leży, jak wiemy, na wschodnim brzegu wyspy Ungui” – miasto znajduje na zachodnim brzegu, po drugiej stronie cieśniny jest kontynent; str. 173 – Zambii (Rodezji Północnej); str. 181 – „[…] dzieci od trzech różnych żon” (...z trzech różnych żony?); str. 199 – „Boże, zbaw Królową”, tj. God Save the Queen, Boże, chroń Królową – „zbawić” to wg słownikowej definicji „ocalić, uratować, odkupić (od potępienia wiecznego)” (https://sjp.pl/zbawić) i w tym trzecim rozumieniu używa się go najpowszechniej, „save” to najczęściej zachować, zapisać, uratować; str. 210 – nie pochodzący (niepochodzący); str. 208 – przez (przed); str. 314 – niewielką-niewielki (brzydkie powtórzenie); str. 333 – kontynuacja wypowiedzi Matyldy od kolejnego myślnika (nawet jeśli są to osobne całości, nie ma powodu by nie skleić ich w jedną).

Wszystkie przypisy, umieszczone na końcu książki, oznaczone są w tekście gwiazdkami (nie numerkami) – co za idiotyczny pomysł?

(2011)

Ludzie i domy Zanzibaru.

Zamysł autorki (1936) był taki, aby opowiedzieć historię wyspy poprzez życiorysy osób związanych z Zanzibarem: tych, którzy tam przyszli na świat lub spędzili pokaźną część swojego życia – zawodowego i prywatnego – a także tych, dla których wyspa była główną bazą wypadową lub zaledwie jednym z odwiedzanych portów*.

Przypomina duże...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
5
5

Na półkach:

Sposób prowadzenia narracji był dla mnie męczący, mało klarowny styl reporterski nie sprawdził się z powodu dużego przedziału historycznego oraz wielu osób pojawiających się w historii Zanzibaru. Osobiście zabrakło mi wprowadzenia - tak jakby historia tej wyspy zaczęła się dopiero w XIX wieku, zabrakło czarnych mieszkańców -ci pojawiają się dopiero po odzyskaniu niepodległości .Książka podaje wiele informacji ale jednocześnie "ślizga" się po temacie ,może dzięki niektórym z nich uda się zabłysnąć w rozmowie ale czy są one w stanie dać jakąś głębszą wiedzę - wątpię. Może gdyby kolejne rozdziały były publikowane w jakimś czasopiśmie -z rozwinięciem i pogłębieniem tematu miałyby szansę stać się naprawdę wartościową lekturą.

Sposób prowadzenia narracji był dla mnie męczący, mało klarowny styl reporterski nie sprawdził się z powodu dużego przedziału historycznego oraz wielu osób pojawiających się w historii Zanzibaru. Osobiście zabrakło mi wprowadzenia - tak jakby historia tej wyspy zaczęła się dopiero w XIX wieku, zabrakło czarnych mieszkańców -ci pojawiają się dopiero po odzyskaniu...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
346
113

Na półkach:

Świetny reportaż o historii i współczesności Zanzibaru, chociaż ta "współczesność" zdążyła się już zmienić przez kilkanaście lat (opowieść zamyka się na roku 2010),co mogłam sama zobaczyć tej jesieni (Pałac Cudów w Stone Town jest odbudowywany, wiele budynków wspomnianych w publikacji - w ruinie). Solidna porcja wiedzy i wiele ciekawostek o znanych na wyspie postaciach, jej architekturze, polityce, muzyce, zabobonach, przyrodzie, a przede wszystkim kolonialnym dziedzictwie. Książka bardzo ciekawa i napisana piękną polszczyzną.

Świetny reportaż o historii i współczesności Zanzibaru, chociaż ta "współczesność" zdążyła się już zmienić przez kilkanaście lat (opowieść zamyka się na roku 2010),co mogłam sama zobaczyć tej jesieni (Pałac Cudów w Stone Town jest odbudowywany, wiele budynków wspomnianych w publikacji - w ruinie). Solidna porcja wiedzy i wiele ciekawostek o znanych na wyspie postaciach,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

847 użytkowników ma tytuł Dom żółwia. Zanzibar na półkach głównych
  • 581
  • 246
  • 20
191 użytkowników ma tytuł Dom żółwia. Zanzibar na półkach dodatkowych
  • 89
  • 63
  • 15
  • 8
  • 7
  • 5
  • 4

Tagi i tematy do książki Dom żółwia. Zanzibar

Inne książki autora

Okładka książki Wygadane o Wschodzie Anna Dziewit-Meller, Wojciech Jagielski, Mateusz Marczewski, Marcin Meller, Małgorzata Szejnert, Ilona Wiśniewska
Ocena 6,4
Wygadane o Wschodzie Anna Dziewit-Meller, Wojciech Jagielski, Mateusz Marczewski, Marcin Meller, Małgorzata Szejnert, Ilona Wiśniewska
Okładka książki NieObcy Jan Bajtlik, Joanna Bator, Katarzyna Bonda, Halina Bortnowska, Sylwia Chutnik, Joanna Fabicka, Paweł Huelle, Piotr Ibrahim Kalwas, Ignacy Karpowicz, Hanna Krall, Jarosław Mikołajewski, Łukasz Orbitowski, Magdalena Parys, Małgorzata Rejmer, Paweł Smoleński, Olga Stanisławska, Andrzej Stasiuk, Dionisios Sturis, Ziemowit Szczerek, Małgorzata Szejnert, Olga Tokarczuk, Mirosław Wlekły
Ocena 6,3
NieObcy Jan Bajtlik, Joanna Bator, Katarzyna Bonda, Halina Bortnowska, Sylwia Chutnik, Joanna Fabicka, Paweł Huelle, Piotr Ibrahim Kalwas, Ignacy Karpowicz, Hanna Krall, Jarosław Mikołajewski, Łukasz Orbitowski, Magdalena Parys, Małgorzata Rejmer, Paweł Smoleński, Olga Stanisławska, Andrzej Stasiuk, Dionisios Sturis, Ziemowit Szczerek, Małgorzata Szejnert, Olga Tokarczuk, Mirosław Wlekły
Okładka książki Reporterzy. Ich świat Wojciech Jagielski, Ryszard Kapuściński, Daniel Lis, Andrzej Muszyński, Krystyna Strączek, Małgorzata Szejnert
Ocena 7,4
Reporterzy. Ich świat Wojciech Jagielski, Ryszard Kapuściński, Daniel Lis, Andrzej Muszyński, Krystyna Strączek, Małgorzata Szejnert
Małgorzata Szejnert
Małgorzata Szejnert
Książka Małgorzaty Szejnert "Usypać góry. Historie z Polesia" została nominowana w Plebiscycie Książka Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Literatura faktu. Małgorzata Szejnert jest dziennikarką, absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego. Współtworzyła „Gazetę Wyborczą" i prawie 15 lat prowadziła w niej dział reportażu. Jest autorką m. in. książek Szczecin: Grudzień, Sierpień, Grudzień (z Tomaszem Zalewskim) i Sława i infamia (rozmowa z prof. Bohdanem Korzeniewskim). Obecnie pracuje nad książką o polskich emigrantach w Ameryce.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Zakazane wrota Tiziano Terzani
Zakazane wrota
Tiziano Terzani
(1984) [La porta proibita] ChRL w pierwszej połowie lat 80. pod sterami Deng Xiaopinga (1904-1997),reformatora i twórcy dzisiejszego sukcesu Chin*. „[…] wszystko co dzieje się tam dzisiaj i wydarzy jutro, ma swoje korzenie w latach [80.] kiedy to mnie samemu i bardzo nielicznej grupie innych zagranicznych dziennikarzy dane było mieszkać wśród Chińczyków” (str. 8, ze wstępu do wznowienia z roku ‘98). „Opisywałem w tamtych latach kraj zawieszony między starym a nowym, coraz bardziej niepewny swoich korzeni kulturalnych, podobny do olbrzymiej, niesionej prądem tratwy, obciążonej balastem w postaci trupa – trupa [przewodniczącego] Mao [1893-1976]. Jeszcze dzisiaj jest tam tak, a nawet gorzej: niepoddany nigdzie prawdziwemu sądowi historii, Mao ciąży nadal nad duszą Chin w swoim mauzoleum, które otaczają obecnie coraz ciaśniej sklepiki z pamiątkami” (str. 9, ibid.) Tiziano Terzani (1938-2004) opowiada o okresie przejściowym, w którym przeciętny Chińczyk wciąż jeszcze klepie biedę, ale żyje już w kraju stwarzającym nowe perspektywy. Aby wyjaśnić rzeczywistość zastaną – a także z uwagi na niemożność swobodnego gromadzenia materiału, nieskrępowanego prowadzenia rozmów – dużo miejsca poświęca dekadom poprzedzającym okres swojego pobytu. Pisze o modernizacji Pekinu, realizowanej ze szkodą dla jego zabytkowej tkanki i tradycyjnego charakteru; chińskiej kolonizacji Wschodniego Turkiestanu**; Mandżurii jako podupadającym zapleczu przemysłowym ChRL; narodowej pasji do hodowli świerszczy i ptactwa (odradzającej się po latach potępienia); Szantungu w kontekście wydarzeń najnowszych – quasi-kapitalistycznej parcelacji ziem oraz gromadzeniu okruchów przeszłości, ocalałych z obłędu rewolucji kulturalnej (1966-76),o niemieckiej kolonii Tsingtau (Qingdao)*** i rehabilitacji Konfucjusza; Tybetańskim Regionie Autonomicznym, odrębności Tybetańczyków i okupacji ich kraju zasiedlanego Hanami; o zrujnowanym klasztorze Szaolin i powracającym do łask kung-fu; polityce jednego dziecka i kontroli urodzin; chińskiej szkole z perspektywy własnej córki i syna****; specjalnej strefie ekonomicznej Shenzen i wolnorynkowym Kantonie; nowych porządkach w Kaszgarii (ciąg dalszy dramatu Ujgurów); kampanii przeciwko przestępczości – publicznym egzekucjom; grom politycznym Deng Xiaopinga – kampanii przeciwko wypaczeniom duchowym; zaaresztowaniu i wydalenie z ChRL. Typowy reportaż opisuje szerszy kontekst poprzez historie poszczególnych bohaterów opowiadających o otaczającej rzeczywistości. Tu tego zabrakło – można się domyślać, że z uwagi na barierę językową i deklarowany brak swobody działania. Autor wprowadza indywidualne głosy, ale żaden z nich nie towarzyszy nam zbyt długo, a treści mają charakter bardziej ogólny niż pogłębiony, sygnalizując istotne zagadnienia bez pełniejszego omówienia. Czytelnik szerzej zaznajomiony z historią ChRL, sięgający po książkę celem pogłębienia wiedzy o sytuacji lat 80., zainteresowany świadectwem przeciętnych Chińczyków, przedstawicieli mniejszości czy kolegów po fachu reportera – będzie zawiedziony. Terzani pisał z intencją uchylenia tytułowych zakazanych wrót. Kierował swoje reportaże do szerszego grona czytelników, nie sinofilów. Z tego co czytamy, wynika, że przynajmniej część była pierwotnie publikowana w prasie. Każdy stanowi odrębną całość, i jako taki spełnia swoją rolę, nie jest to jednak opowieść o życiu Denga Tiannuo*****, o codziennym zmaganiu z obcą rzeczywistością i zaskarbianiu sympatii. Literacko tekst wypada dobrze, choć za sprawą autora i tłumacza (Krzysztof Żaboklicki) znalazło się w nim kilka potknięć merytorycznych wymagających sprostowania (naciągane 7/10). __________________________ * Reformy Denga, wzorującego się na gospodarkach Hongkongu, Singapuru, Tajwanu i Makau, przekształciły Chiny w fabrykę świata, i przy zachowaniu władz reżimu, zaprowadziły morderczy kapitalizm. Dziś Chiny nie tylko produkują i kopiują zachodnie technologie, ale coraz sprawniej tworzą własne, budując nowe, silne marki o znaczeniu globalnym (elektronika, samochody). (Przy okazji przodują w inwigilacji, i podtrzymują aparat cenzury). Pragmatyczny Deng miał powiedzieć: „Nieważne, czy kot jest czarny, czy biały, ważne, aby łowił myszy” i tym samym wyrazić aprobatę dla modelu wolnorynkowego. Dziś inwigilacja Chińczyków jest bardziej subtelna, i o ile przeciętny Wang, Li czy Zhang są oni skupieni na konsumpcji i nie dążą do obalenia reżimu, ograniczając się do krytyki władzy lokalnej, mogą żyć na poziomie zachodnim i spać spokojnie. To samo tyczy się terenów okupowanych, Tybetu i Ujgurii, kolonizowanych przez Chińczyków Han, na które świat machnął ręką, bo bardziej liczą kontakty handlowe. PRZYPIS DO PRZYPISU: 76,8% Singapurczyków to Chińczycy. Dla 35% mieszkańców Singapuru ojczystym jest mandaryński, dla 11% hokkien, dla 5,7% kantoński, a dla 1,8% inne języki chińskie – prawie 48% deklaruje angielski jako główny język komunikacji (spis powszechny z 2000, https://pl.wikipedia.org/wiki/Singapur). Z perspektywy Denga Singapur był kolejnym, chińskim miastem. Informacja o tym, że zrehabilitowany Deng miał konkretne rozwiązania pod nosem, i zdecydował się odtworzyć w większej skali, pierw na wybrzeżu a potem w reszcie kraju, jest w książę pominięta. Podobnie jak domniemany cytat o umaszczeniu kota. ** Mongolska Dżungaria i turkijska Kotlina Tarymska (Ujguristan, Ujguria). *** Cesarstwo Niemieckie gospodarowało w Szantungu krótko, w latach 1897-1914, ale to Niemcy postawili stoi tam do dziś. Wpisuje się to w narodowy stereotyp. **** W momencie publikacji, pojawiły się kontrowersje co do autorstwa, i chyba nie bezzasadne, bo już po pierwszej stronie pojawia się myśl, że Tiziano Terzani pisze go w imieniu swoich dzieci, na podstawie ich opowieści. Autor zapiera się jednak, że „[…] napisały go zupełnie same” (str. 345). Nawet jeśli tak było, to musiał przejść solidną ojcowską redakcję, bo dzieci w wielu lat 9 (córka) i 11 (syn) nie są tak biegłe językowo. ***** Włoski Reporter, rozpoczyna od informacji o przybraniu chińskiego imienia i nazwiska, co daje nadzieję na osobiście zaangażowaną opowieść w stylu Petera Hesslera. Nic z tego jednak nie wynika. • Jak wielu młodych Europejczyków z Zachodu, Terzani uległ urokowi Mao, ale do ChRL wjechał dopiero wtedy, kiedy tłusty przywódca kopnął w kalendarz, a stery przejął inny starzec, Deng Xiaoping. „Przybyłem w styczniu 1980 i pojąłem od razu, że rzeczywistość jest mniej piękna od marzeń. Przyjechałem szukać nowej kultury, jakoby zrodzonej z rewolucji, a znalazłem resztki starej, wspaniałej kultury, którą zdążono metodycznie zniszczyć” (str. 14). „[…] jeździłem wszędzie, dokąd tylko się dało, od zakątka Chin wysuniętego najbardziej na zachód, w prowincji Sinkiang, do ich leżącego najdalej na wschód krańca w prowincji Szantung, od Mandżurii na północy po tropikalną wyspę Hajnan na południu” (str. 14-15). Mimo wydarzenia opisanego w ostatnim rozdziale, udało mu się powrócić do Chin kilka lat później, akurat po to, by zrelacjonować wydarzenia na placu Tian’anmen (‘89). • Ciąg dalszy tej historii napisał Peter Hessler w książce Przez drogi i bezdroża. Podróż po nowych Chinach [Country Driving: A Journey Through China from Farm to Factory] (2010). Sporo ciekawych spostrzeżeń znajduje się również w jego wcześniejszym reportażu Kości wróżebne. Podróż po przeszłości i teraźniejszości Chin [Oracle Bones: A Journey Between China’s Past and Present] (2006). Dobrą lekturą, będzie również Prowadzący umarłych Liao Yiwu [The Corpse Walker: Real Life Stories: China from the Bottom Up] (2008). • Książka trafiła do księgarń w 1984, i pod wieloma względami przypomina Rok 1984 Orwella zmiksowany ze swojskimi bolączkami PRL-u. Dzisiejsi Chińczycy żyją w pełnym rozdwojeniu jaźni, w deklarowanym socjalizmie i faktycznym kapitalizmie. Stali się społeczeństwem hiperkonsumpcyjnym, komercjalizującym przeszłość i teraźniejszość. Reżim uległ modernizacji, jest subtelniejszy, a kontrola i cenzura przeszły do sfery cyfrowej. Z kraju biednego, Chiny awansowały do roli globalnego gracza o imperialnych ambicjach i twórcy nowych technologii. Reportaże Terzaniego dokumentują początki tego procesu. • ZAKAZANE WROTA „Próbowałem zamieszkać w zwykłym chińskim domu, w chińskiej dzielnicy, lecz okazało się to absolutnie niemożliwe. Cudzoziemcy mogą mieszkać tylko w granicach tak zwanej »dzielnicy dyplomatycznej«, której bramy są dzień i noc strzeżone przez uzbrojonych policjantów; funkcjonariusze ci rejestrują wszystkich wchodzących i wychodzących” (str. 15). „Podobnie jak w bajce o zaklętym zamku, w którym przybysz może robić wszystko, ale nie wolno mu otworzyć pewnych wrót, bo wpuści złe duchy, ja takich wrót nie mogłem nie otworzyć. No i oczywiście złe duchy się na mnie rzuciły. Po ponadczteroletnim pobycie w Chinach zaaresztowano mnie, przesłuchano i poddano całomiesięcznej reedukacji […]. […] Oskarżono mnie na koniec o niepopełnione przestępstwo i wydalono z granic państwa” (str. 17). Jest to też odwołanie do Zakazanego Miasta w Pekinie, kompleksu pałacowego dynastii Ming i Quing (str. 32). • UWAGI (wyd. II 2011, tłum. Krzysztof Żaboklicki, W.A.B.): Str. 84 – Terzani pisze, że pustynia Takla Makan była przez Mongołów nazywana Gobi, ale Takla Makan i Gobi to dwa różne obszary geograficzne (?). Str. 87 – „Kazachów o orlich nosach” – wprawdzie jest to naród językowo turecki, ale o fizjonomii rasy żółtej… taki kształt nosa nie jest typowy dla Kazachów; wspomina też „jasnowłosych chłopców Uzbeckich o wielkich, niezwykle zielonych oczach” – sytuacja identyczna jak powyżej, Uzbecy reprezentują typ mongoloidalny… przytaczany wygląd jest dosyć nietypowy (przydałoby się kilka słów wyjaśnienia). Str. 88 – „Xinjiang: »Nowe Terytoria«” – w polskim „Sinkiang/Sinciang” częściej tłumaczy się jako „nowe kresy” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Sinciang) lub „nowe pogranicze” (vide Michał Lubina, Chiński obwarzanek. Od Tajwanu po Tybet, czyli jak Chiny tworzą imperium, Kraków 2023, str. 151). Angielska Wikipedia dopuszcza oba warianty: „It can be translated as »new frontier« or »new territory«” (https://en.wikipedia.org/wiki/Xinjiang). Str. 93 – Mongolii (Mongolii Wewnętrznej). Str. 105 – Harbin jako „miniaturowa replika Moskwy” to gruba przesada. Str. 127 – dżipem? (x2, gazikiem?) Str. 194 – autor pomija istotną informację, administracyjne granice Tybetu w ramach ChRL są mniejsze niż Tybet historyczny, etniczny i kulturowy; to co pisze na str. 206, o Tybetańczykach rozproszonych w innych prowincjach, np. Syczuanie, zdaje się potwierdzać tę nieświadomość. „Region Amdo, Kham i pozostałe terytoria oddzielono od tego, co dziś składa się na TRA [Tybetański Region Autonomiczny] ChRL, włączono je do Qinghai, Gansu, Syczuanu i Yunnanu […]” (Michał Lubina, Chiński obwarzanek. Od Tajwanu po Tybet, czyli jak Chiny tworzą imperium, Kraków 2023, str. 205-206). Str. 196 – Tiziano Terzani pisze o telepatii jak o faktycznej, a nie domniemanej umiejętności (a przynajmniej tak to zaserwowano w tłumaczeniu). Str. 222 – Frankenstein, wł. potwór Frankensteina. Str. 226 – „[…] Li Xianniana, obecnego prezydenta Republiki […]” – ChRL nie ma prezydenta, funkcja jaką sprawował Li to przewodniczący (kiedyś, w jednym z polskich serwisów informacyjnych, bodajże w Faktach na TVN-ie, Xi Jinping był również podpisany jako prezydent). Str. 242 – autor pisze, że w każdym chińskim mieście jest plan Ludowy z portretem Mao, ale wcześniej, bodaj nawet dwukrotnie, wspomina że portret przewodniczącego ostał się tylko w Pekinie, na Bramie Niebiańskiego Spokoju… Str. 279 – chorągwi (fladze!); str. 281/283/286 – kierowniczka/kierowniczki (dyrektorka/dyrektorki?); str. 293 – „chorągiew angielska”, nie chorągiew, i nie angielska – brytyjska flaga (Union Jack); str. 294 – „kontynentem chińskim” [sic!] – chodzi o Chiny kontynentalne, tj. ChRL, stojące w opozycji wobec obszarów etnicznie chińskich, ale poza komunistyczną jurysdykcją, położonych na wyspach i półwyspach (Makau, Hongkong, Republika Chińska/Tajwan). Czy przeliczenia juanów na euro odzwierciedlają inflację? (Euro w formie wirtualnej wprowadzono w 1999, a w fizycznej w 2002, książka jest z 1984). Str. 45 – „,będzie” (źle postawiony przecinek); str. 68 – przedmioty-przedmioty; str. 87 – „szisz kebabu” (zgubiony przecinek); str. 149 – zbytnich ceremonii (tu: zbędnych ceregieli?); str. 175 – najświeższych egzekucjach (najbliższych/najnowszych?); str. 197 – informacja o braku dróg w Tybecie pada dwa razy na tej samej stronie (!); str. 250 – wybijające (wcierające); str. 312 – „[…] fryzjerzy wodzą po policzkach klientów lśniącymi brzytwami […]” (balwierze?); str. 315 – krainy Kaszgar (Kaszgarii) + państwa Kaszgar (Kaszgarii); str. 317 – krainy Kaszgar (Kaszgarii); str. 338 – przerwa przed przecinkiem.
Gracjan - awatar Gracjan
ocenił na71 miesiąc temu
Pociąg widmo do Gwiazdy Wschodu: Szlakiem Wielkiego bazaru kolejowego Paul Theroux
Pociąg widmo do Gwiazdy Wschodu: Szlakiem Wielkiego bazaru kolejowego
Paul Theroux
Xiążki o podróżowaniu mówią nie tylko o podróży ale i podróżniku. Czego, więc możemy się dowiedzieć z "Pociągu widmo..." o Theroux? Ten, kto już czytał jego reportaże z podróży nie dowie się niczego nowego. Theroux to nadal ten sam mizogin, nadęty bufon, zapatrzony w siebie egocentryk i klasyczny amerykański ignorant. Wypomina Rumunom, że nie obalili komunizmu a sam spoliczkowany przez burdelmamę ucieka z podkulonym ogonem. Siedzi cicho i słucha bzdur jakiegoś nawiedzonego muzułmańskiego starca bo boi się popsuć atmosferę w pociągu. Porównuje amerykańskich żołnierzy z terrorystami z Al Kaidy albo komisję senatora McCarthy'ego ze stalinowskim terrorem Berii. Cieszy się, że komunistyczny Wietnam pokonał USA i dzięki temu teraz ludzie tam mają pracę i mogą najeść się do syta, ale nie przeszkadza mu, że tą pracą jest prostytucja i sutenerstwo. I nie zastanawia się dlaczego wszyscy oni chcą wyjechać do USA? Ta podróż jest z założenia powtórką odbytej w połowie lat 70-tych. Przy tej okazji Theroux przyznaje się, że wówczas mało wiedział o świecie, np. o zbrodniach Czerwonych Khmerów w Kambodży. Wydaje mi się, że podczas tej podróży też niewiele wie. Albo użala się nad sobą, że w trakcie tamtej wyprawy on tęsknił za żoną a ona nie zrobiła nic aby uratować ich związek. A co on zrobił? Wyjechał w kilkumiesięczną podróż zostawiając ją z małymi dziećmi. Żyje w przekonaniu, że jest ideałem a potem dziwi się, że inni go nie lubią bo jest arogancki, jak wtedy gdy dowiaduje się o tym jak zapamiętali go studenci z Singapuru. No, i z polskiej perspektywy, prawdziwa perełka: wyjeżdżając z Białorusi, w Terespolu zaczęły się Niemcy... Skąd, więc tak wysoka ocena? Bo xiążkę czyta się świetnie, jeśli uda się nie koncentrować na autorze ale na opisywanej przezeń otaczającej go rzeczywistości. A poza tym zazdroszczę Theroux, że może sobie pozwolić aby przez kilka miesięcy nieśpiesznie okrążyć połowę świata.
The_Core - awatar The_Core
ocenił na81 rok temu
Czarny ogród Małgorzata Szejnert
Czarny ogród
Małgorzata Szejnert
Trafnie napisał Kazimierz Kutz w swym posłowiu, że "Powstało imponujące dokonanie sztuki dziennikarskiej, zachwycająco bogate, zawsze konkretne, ale obiektywne". Sięgnęłam ponownie na półkę z książkami po tę fantastyczną opowieść o zagmatwanych losach Ślązaków i prawdziwym tle ich "niemieckich powiązań". Gdyby niektórzy politycy zechcieli przeczytać "Czarny ogród" z pewnością przestaliby snuć farmazony o "niemieckiej opcji". Otóż mamy istne dzieło, co do którego nie mylił się Kazimierz Kutz, znakomicie udokumentowane dzieje mieszkańców Górnego Śląska, tych zwykłych, harujących z dziada pradziada, ale i genezę powstania magnaterii przemysłowej najpierw z nadania cesarza Leopolda I Habsburga, a potem i kanclerza Bismarcka. Jesteśmy świadkami narodzin gigantycznych majątków, budowy pałaców i zamków, ale i ich upadku. Poznajemy kulisy powstania w XIX wieku Giszowca i Nikiszowca, górniczych dzielnic, które i dzisiaj mogłyby stanowić wzór nowoczesnej urbanizacji i socjalnych beneficjów, gdyby... No właśnie, gdyby. Książka Małgorzaty Szejnert to gotowy materiał na serial Netflix'a, to kopalnia wiedzy o czasach minionych, bez której teraz nie sposób zrozumieć nie tylko współczesnego oblicza Śląska, ale i globalnych zmian zachodzących na naszych oczach. Podobną wartość niesie ze sobą nagrodzona Nike powieść Zbigniewa Rokity "Kajś. Opowieść o Górnym Śląsku", choć ma bardziej beletrystyczną formę. Szejnert, wybitna dziennikarka, wykonała z niesamowitą niezłomnością swą pracę, dzięki czemu nikt nie powinien twierdzić, że o niczym nie wiedział. "Książka pani Szejnert da się przyrównać do olbrzymiego meteorytu, który spadł na naszą ziemię. To z cała pewnością "dzieło życia" autorki. Dla mnie to arcydzieło w zbiorze śląskiej tematyki, które ukazują autentyczną magię Górnego Śląska i mądrą filozofię długiego trwania jego mieszkańców" - spuentował Kutz. Po raz kolejny umocniłam się w przekonaniu, że trzeba sięgać po przeczytaną wcześniej książkę, nie tylko po to, by zdjąć z niej kurz.
Kalina - awatar Kalina
oceniła na81 miesiąc temu
Londyńczycy Ewa Winnicka
Londyńczycy
Ewa Winnicka
Obrazki z życia polskiej emigracji osiadłej po II WŚ na Wyspach. Opisy treści dostępne w necie i pierwszy rozdział mogą sugerować, że reportaż to swego rodzaju „historia nieznana”, biografie zwykłych Polaków, którzy mimo udziału w wojnie nie zapisali się w annałach i na emigracji wiedli przeciętny żywot i którzy wreszcie dostali szansę, by opowiedzieć o swoich losach. Niestety, podczas lektury szybko okazuje się, że treść książki rozmija się z oczekiwaniami. Jest parę reportaży o emigrantach i ich potomkach, lecz znaczną część poświęcono historiom przemaglowanym już wzdłuż i wszerz przez dziennikarzy i historyków piszących o londyńskiej emigracji – kontrowersyjnemu życiu prywatnemu generała Andersa, skandalom związanym z „opieką” nad złotem NBP, wojenkom emigracyjnych polityków. Autorka zawarła również biografię księcia Kentu, któremu zdecydowanie na wyrost przypisała szczególne propolskie sympatie. In minus był też dla mnie narracyjny bałagan, czasem trudno się było połapać w chronologii zdarzeń. Zaczynam się już przyzwyczajać, że wydawnictwo Czarne wybiera do publikacji takie reportaże, które wyglądają jak wersje robocze, a nie gotowe teksty. Jak dla mnie zmarnowany potencjał. Podejrzewam, że te 15 lat temu autorka łatwo mogła znaleźć więcej osób, które byłyby skłonne podzielić się opowieściami o życiu na emigracji czy dorastaniu w mieszanych, polsko-brytyjskich rodzinach.
Vampiress - awatar Vampiress
ocenił na67 miesięcy temu
Wypalanie traw Wojciech Jagielski
Wypalanie traw
Wojciech Jagielski
Reportaż o końcu apartheidu, który zaczyna się od jednej śmierci. Zabicie burskiego przywódcy – Terry’ego Blanche’a – jest w „Wypalaniu traw” tylko punktem wyjścia. Pretekstem. Iskrą, od której Wojciech Jagielski rozpala opowieść o Republice Południowej Afryki – kraju stojącym na krawędzi, w ostatnich latach apartheidu, w czasie, gdy stary porządek jeszcze trwa, ale nowy już niebezpiecznie naciera. Reporter przybywa do prowincjonalnego miasteczka Venterstop, gdzieś na stepie Transwaldu. Miejsce z pozoru ciche, odcięte od wielkiej polityki. I właśnie tam – wśród zwykłych mieszkańców – igra się cała dramatyczna historia RPA: napięcia rasowe, strach, narastająca przemoc, wrogość między czarnymi i białymi, poczucie nieuchronnego rozpadu świata, który przez dekady wydawał się nienaruszalny. Jagielski nie pisze o apartheidzie z perspektywy wielkich sal obrad i politycznych deklaracji. On pokazuje go „od dołu” – przez losy konkretnych ludzi. Przez codzienne rozmowy, nieufność, agresję, rezygnację, ale też przez zmęczenie nienawiścią. Dzięki temu my – Europejczycy, często wiedzący o RPA tylko hasłowo – dostajemy coś znacznie cenniejszego niż szkolną definicję systemu. Dostajemy doświadczenie życia w kraju, który pęka. Dla kogoś, kto – tak jak ja – nie interesował się wcześniej szczególnie Republiką Południowej Afryki, „Wypalanie traw” okazuje się książką intensywnie edukującą. Dowiadujemy się: jakie były społeczne nastroje u schyłku apartheidu, jak wyglądała przemoc na poziomie lokalnym, jak funkcjonowały relacje między sąsiadami, którzy formalnie należeli do wrogich światów, jak strach i polityka przenikały do codziennych decyzji. I to wszystko bez publicystyki, bez łatwych ocen. Z typową dla Jagielskiego uważnością i reporterską precyzją. Bo Wojciech Jagielski to – co nie jest żadną przesadą – jeden z najwybitniejszych polskich reporterów. Pokazuje tu to, co jest jego znakiem firmowym: świetny research, brak uproszczeń, uczciwość wobec bohaterów, brak tanich emocji, a jednocześnie ogromną siłę narracji. Czytałam”Wypalanie traw” z poczuciem, że obcuję z reportażem, który nie tylko opowiada o świecie, ale realnie go tłumaczy. Jedyny mój zarzut – i mówię to uczciwie – dotyczy pewnego znużenia, które mnie dopadło na jakimś etapie lektury. Miałam momentami wrażenie pewnych powtórzeń, lekkiego rozwleczenia, jakby niektóre wątki można było skrócić bez straty dla sensu całości.
Katarzyna - awatar Katarzyna
oceniła na64 miesiące temu
Wywiad z historią Oriana Fallaci
Wywiad z historią
Oriana Fallaci
🔰"Kiedy człowiek myśli, że nie da rady czegoś zrobić, nigdy nie da rady. Nawet jeśli jest bardzo inteligentny, nawet jeśli ma tysiąc talentów." [Indira Gandhi] Oriana Fallaci - ikona światowego dziennikarstwa ubiegłego wieku. Zawsze bezkompromisowa i waleczna. Nawet zacięci rywale i wrogowie nie mogli jej odmówić odwagi. Rozmowy z najważniejszymi osobami ówczesnego świata polityki prowadziła zawsze na własnych zasadach, pewna siebie i perfekcyjnie przygotowana. Rozmawiała bez czołobitności, czasem tak jakby zatraciła instynkt samozachowawczy. Miała odwagę zadawać pytania, których nikt wcześniej i potem nie śmiałby zadawać. Dzisiaj już nikogo nie dziwi tzw. dziennikarstwo konfrontacyjne. Jednak współczesny rodzaj "konfrontacji" stosowanej przez wielu dziennikarzy nie ma zbyt wiele wspólnego z tym, co prezentowała Włoszka. W tym obszernym tomie zebrano najważniejsze wywiady przeprowadzone przez Fallaci w latach siedemdziesiątych. Niektóre zamieszczone tu wywiady i to, co się działo po ich opublikowaniu, obrosły już legendą. Na przykład jej rozmowa z Hajle Sellasje bezlitośnie obnażyła marną kondycję tego bezwzględnego satrapy. Wściekłość owego despoty, po upublicznieniu rozmowy z Fallaci, poważnie zagroziła relacjom włosko - etiopskim, a dziennikarka zaczęła otrzymywać anonimowe groźby utraty życia, jeśli ośmieli się pojawić w Addis Abebie. Podczas wywiadu z Włoszką Henry Kissinger zgubił gdzieś polityczny instynkt i z rozbrajającą szczerością oświadczył, że to on, niczym samotny kowboj, prowadzi Amerykę. Te słowa wywołały wściekłość prezydenta USA Richarda Nixona, który uznał je za jawną zniewagę. Nie wszystkie wywiady z tego zbioru okazały się dla mnie interesujące, ale kilka z nich przeczytałam z wielkim zainteresowaniem, gdyż są prawdziwą kopalnią wiedzy o polityce i obyczajach lat sześćdziesiątych. Najbardziej podobały mi się te przeprowadzone z dwiema czołowymi w ówczesnym świecie polityczkami. Indirą Gandhi, która, w rozmowie z Fallaci jest bardzo opanowana, to ona nadaje ton wywiadowi i stara się wykreować swój pozytywny wizerunek i pokazać siebie jako optymistkę wierzącą w ideały. Czy taka rzeczywiście była? Bardzo ciekawy jest wywiad z "żelazną" Goldą Meir, o której Ben Gurion mówił: "to najzdolniejszy mężczyzna w moim rządzie". Rozmowa okazała się zaskakującą opowieścią o kobiecie kochającej władzę, która jednak często czuje się rozdarta między życiowymi rolami i żałuje czasu, który poświęciła polityce kosztem rodziny. Fallaci opisuje ze zdumieniem, że wszechmocna Golda mieszka zupełnie sama, nie korzysta niemal z żadnych przysługujących jej przywilejów, a po przyjęciach własnoręcznie zmywa naczynia, aby "dziewczyna do pomocy nie zastała rano za dużo brudu". Oriana Fallaci, jak mało który dziennikarz, miała dar wyciągania ze spiżowych dusz polityków reakcji i emocji, których raczej nigdy nie zamierzali publicznie ujawniać. Jest przykładem dziennikarki, która zaczynała od pisania portretów gwiazd Hollywood i potrafiła doprowadzić swój warsztat do takiej perfekcji, że światowa opinia publiczna ze niecierpliwieniem czekała na jej relacje z wojny w Wietnamie, konfliktu indyjsko - pakistańskiego, zamieszek z olimpiady w Meksyku w 1968r. Jest także przykładem osoby zaangażowanej osobiście. W czasie wojny jako dziecko pomagała ojcu działającemu w ruchu antyfaszystowskim. Przenosiła rozkazy i meldunki do partyzantów oraz granaty ukryte w wydrążonych główkach kapusty (za co po wojnie nagrodziły ją władze państwowe). To zapewne wtedy Oriana nauczyła się odwagi i brawury, które stały się ważnymi cechami jej charakteru. 🔰"... trzeba być szalonym, żeby nie zdawać sobie sprawy, że młodsze pokolenia myślą w inny sposób i że tak ma być. Byłoby całkiem ponuro, gdyby każde pokolenie było kopią poprzedniego, świat nie poszedłby naprzód." [Golda Meir] 🔰"starość jest jak samolot, który leci pośród burzy. Kiedy raz się tam znajdziesz, nie możesz już nic zrobić. Nie zatrzymasz samolotu, nie zatrzymasz burzy, nie zatrzymasz czasu. A zatem warto przyjąć ją spokojnie, z mądrością." [Golda Meir] 🔰"nie życzę pani, żeby miała pani łatwe życie, ale życzę, żeby pokonała pani każdą trudność, jaką życie może pani przynieść." [Indira Gandhi] 🔰"... nigdy nie rozumiałam kobiet, które z powodu dzieci zachowują się niczym ofiary i zakazują sobie innych zajęć. [Indira Gandhi]
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na71 rok temu

Cytaty z książki Dom żółwia. Zanzibar

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Dom żółwia. Zanzibar


Video

Video