
Dom żółwia. Zanzibar
Opowieść o kraju, który jest przedsionkiem Afryki. Kraju, który był bazą handlarzy niewolników. Kraju, który wyzwolił się z arabskiego ucisku i wpadł w sidła rewolucji. Teraz znów jest rządzony przez religijnych Arabów.
Zanzibar oferuje najwspanialsze na świecie zachody słońca. Tutaj urodził się Farrokh Bulsara, szerzej znany światu jako Freddie Mercury, ale fundamentaliści nie pozwolili obchodzić 60 rocznicy jego urodzin. Stąd rozpoczął swoją ostatnią wyprawę David Livingstone. Karty książki zaludniają barwne postaci: księżniczka Salme Emily Ruete, Henry Morton Stanley, John Kirk, a także polscy podróżnicy Henryk Jabłoński i Henryk Sienkiewicz.
Historię opowiadają domy. Ale najważniejsze, że o kraju opowiada Małgorzata Szejnert. Jej pisarstwo to uczta dla czytelnika. Można zanurzyć się w barwny świat, kuszący pięknymi i znaczącymi widokami, scenkami przywołującymi ducha tego urokliwego i nieco niebezpiecznego miejsca.
Kup Dom żółwia. Zanzibar w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oficjalne recenzje książki Dom żółwia. Zanzibar
Żółwie reminiscencje
Najstarsze żółwie zielone, zwane także jadalnymi, z rodziny żółwi morskich dożywają bardzo sędziwego wieku – bez mała 170 lat. Tyleż samo lat historii Zanzibaru opisała Małgorzata Szejnert w swojej najnowszej publikacji „Dom żółwia. Zanzibar”. Książka, w której splatają się ludzkie i gadzie losy, stanowi fascynujący obraz wyspy, która przylegając do południowo-wschodniego brzegu kontynentu afrykańskiego, stała się exemplum niewolniczej martyrologii, niszczącej polityki ekspansji białego człowieka, krwawej rewolucji i w końcu współczesnej, nad wyraz niszczącej turystycznej komercjalizacji wyspy. Książka znanej i cenionej polskiej reporterki jest wyjątkową opowieścią, w której flirt historii z najnowszymi dziejami Zanzibaru pozwala potencjalnemu odbiorcy tekstu odkryć nowy, wyjątkowy wycinek świata. Podróż w przestrzeni i czasie nakreślona sprawna ręką, refleksyjna i fragmentaryczna, w której czytelnik może zanurzyć się podobnie jak w ciepłych i błękitnych wodach Oceanu Indyjskiego. Zaprawdę czysta rozkosz!
W publikacji „Dom żółwia. Zanzibar” punkt wyjścia stanowi architektura wyspy. Pałac sułtana, rezydencja książniczki Salme, dom Livingstone’a, Stanleya, katedra anglikańska, gdzie kiedyś mieścił się targ niewolników, czy siedziba ambasady francuskiej, w której rezydował XIX wieczny poeta romantyczny Henryk Jabłoński. Okazałe i charakterystyczne gmachy stały się przyczynkiem do opowiedzenia niezwykle barwnej przeszłości wyspy. Autorka sięgając wstecz, próbuje okiełznać żywioł, jak sama mówi bezdomności wyspy. Bezdomności dwukontekstowej - w rozumieniu przeszłym - chociażby wspomniane już niewolnictwo, kolonizacja, rewolucja antyarabska, czy w transkrypcji współczesnej - ekspansywna i niszcząca turystyka, która uderza we wszystkich mieszkańców wyspy – zarówno w ludzi, którym zabiera się przestrzeń, nie oferując w zamian żadnej pracy i rekompensaty, ale także właśnie w drugoplanowych bohaterów - żółwie, które fragment po fragmencie tracą odwieczne tereny składania jaj. Wielowątkowa praca Szejnert, oparta na solidnej podstawie dokumentalnej, jest zaprawdę pasjonującą opowieścią o losach wyspy. Zanzibar, który w XIX wieku stał się areną walki o wpływy, kolonizatorów brytyjskich i niemieckich, ląd z którego niewolnicy odpływali do Ameryki, miejsce, którego nie ominęły XX wieczne rewolucyjne idee braterstwa i równości. Wyspa, z której w głąb Afryki wyruszył Livingstone a zaraz po nim Stanley (chyba tylko po to, aby wypowiedzieć podaj najsławniejsze zdanie w historii eksploatacji nieznanych lądów. Wyspa, którą opuściła ukradkiem księżniczka Salme po to, by poślubić niemieckiego mieszczanina, bawiąc potem między innymi w Bydgoszczy. Wyspa, na której polski poeta romantyczny pisał rzewne wiersze tęskniąc do ziemi ojczystej. Galeria rozmaitości, której wiernymi i milczącymi świadkami były i nadal (na szczęście!) są żółwie zielone. Przysmak wiktoriańskiej kuchni, symbol regionu, który swym niemym trwaniem stanowi najlepszy symbol tej niespokojnej i nad wyraz urokliwej wyspy.
Książka polskiej reportażystki stanowi bardzo mocny dowód na wielkość i wyjątkowość „polskiej szkoły reportażu”, której zresztą autorka sama jest współtwórczynią Architektura, czy fauna regionu, które dla potencjalnego odbiorcy są nieistotnymi szczegółami, dla Szejnert stanowią doskonały punkt wyjścia, fundament na podbudowie którego dziennikarka rysuje barwną i bogatą historię wyspy. Wrażliwość na szczegół, obiektywizm i rzetelność w opisie dziejów tego niezwykłego miejsca stanowią o arcydzielności tekstu. Atuty które sprawiają, że spotkanie z pracą Szejnert to niezwykła i pełna wrażeń literacka przygoda.
Monika Długa
Cytat za: „Dom żółwia. Zanzibar”, Małgorzata Szejnert, Wydawnictwo Znak 2011.
Opinia społeczności książki Dom żółwia. Zanzibar
Kolejna interesująca książka Małgorzaty Szejnert. Podziwiam reporterską dociekliwość autorki przybliżającej historię i dzień dzisiejszy Zanzibaru. Wielcy podróżnicy, misjonarze, niewolnicy, sułtan Said i jego córka Salme, którą los zetknie z Bydgoszczą, to niektórzy z wielu bohaterów opowieści o małej wyspie, którą zamieszkują żółwie i która urzeka pięknem. Z opowieści Szejnert próbuję sobie wyobrazić choć trochę to wspaniałe miejsce i zrozumieć jego niełatwą przeszłość. Wiele zdjęć, choć czarno - białych, pomaga mi w tym. Teksty źródłowe, rozmowy z mieszkańcami, w tym z Polakami, uwiarygadniają przekaz. Warto wyruszyć do "domu żółwia".
Oceny książki Dom żółwia. Zanzibar
Poznaj innych czytelników
847 użytkowników ma tytuł Dom żółwia. Zanzibar na półkach głównych- Chcę przeczytać 581
- Przeczytane 246
- Teraz czytam 20
- Posiadam 89
- Chcę w prezencie 63
- Afryka 15
- Reportaż 8
- Literatura faktu 7
- 2012 5
- Ulubione 4
























































OPINIE i DYSKUSJE o książce Dom żółwia. Zanzibar
(2011)
Ludzie i domy Zanzibaru.
Zamysł autorki (1936) był taki, aby opowiedzieć historię wyspy poprzez życiorysy osób związanych z Zanzibarem: tych, którzy tam przyszli na świat lub spędzili pokaźną część swojego życia – zawodowego i prywatnego – a także tych, dla których wyspa była główną bazą wypadową lub zaledwie jednym z odwiedzanych portów*.
Przypomina duże nazwiska, które zapisały się w historii Afryki i świata, a jednocześnie ratuje od zapomnienia te mniejsze, żywe już pośród nielicznych, głównie podstarzałych krewnych, sąsiadów i lokalnych specjalistów. Przeplatają się wzajemnie, niekiedy w swych losach oddalając terytorialnie od tytułowej wyspy, zwłaszcza na początku książki (ze Stanleyem zawędrujemy aż do Konga, z Livingstone’em będziemy podróżować wzdłuż Zambezi). Dopiero od krwawej rewolucji roku ‘64, bardziej zdecydowanie trzymamy się Zanzibaru, i tok wydarzeń sprawia wrażenie istotniejszego niż losy poszczególnych bohaterów.
Typowo reporterski patent opowieści o historii i przemianach politycznych poprzez skupienie na losach wybranych bohaterów, z różnych warstw społecznych, nie został tu w pełni prawidłowo wykorzystany, bo autorka skupią się również na żywotach prowadzonych poza Zanzibarem, z marginalnym związkiem z samą wyspą, w których włości sułtana znikają daleko za horyzontem... Butny Stanley i dr Livingstone to ciekawe postacie, ale pod kątem konstrukcyjnym, autorka poświęca im zbyt wiele miejsca – tak jakby była to książka na inny temat (o początkach europejskiej kolonizacji i zapełnianiu ostatnich białych plam, w środkowej i wschodniej Afryce).
Opowieść rozpoczyna się stosunkowo późno, kiedy Zanzibar jest już terytorium zależnym od Omanu (tj. po 1698 r.),a kończy w roku 2010 (jak można się domyślać, w czasie ostatniej wizyty reporterki). Brakuje wprowadzenia historycznego**, kilku zdań na temat pierwotnych mieszkańców, perskiej i arabskiej kolonizacji***. Wystarczyłaby jedna strona, albo dłuższe zdanie.
______________________
* Ośrodkiem handlu niewolnikami, skąd płynęli dalej do krajów arabskich, lub trafiali na lokalne plantacje goździków.
** Krótka historia Zanzibaru:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Zanzibar_(autonomia)#cite_note-PWN-1; https://pl.wikipedia.org/wiki/Zanzibar_(wyspa)
*** Gdyby tego nie pominięto, nazwa Partii Afroszyrazyjskiej (Afro-Shirazi Party),która nieprzypadkowo zawiera w sobie znajomo brzmiącą nazwę perskiego miasta, byłaby bardziej zrozumiała dla przeciętnego odbiorcy. (Odwołanie do perskiego osadnictwa pojawia się tylko raz, przy okazji opisu ruin, identyfikowanych jako pozostałość po ludności irańskiej). Skoro ruch polityczny obrał sobie taką nazwę, musi się to w jakiś sposób przekładać na autoidentyfikację części czarnych Zanzibarczyków, być elementem pewnej narracji tożsamościowej, a zatem czymś istotnym, o czym warto by napisać. Niestety temat jest niepodjęty. „The Afro-Shirazi Party (ASP) was an African nationalist and socialist Zanzibari political party formed between the mostly Shirazi Shiraz Party and the mostly African Afro Party” (https://en.wikipedia.org/wiki/Afro-Shirazi_Party). O Szirazyjczykach (Mbwera): „Modern academics reject the authenticity of the primarily Iranian origin claim, although recent genetic evidence points towards noticeable Iranian admixture. They point to the relative rarity of Iranian customs and speech, lack of documentary evidence of Shia Islam in the Muslim literature on the Swahili Coast, and instead a historic abundance of Sunni Arab-related evidence. The documentary evidence, like the archaeological, »for early Persian settlement is likewise completely lacking«”(https://en.wikipedia.org/wiki/Shirazi_people).
•
Językowo: 8/10 – czyta się naprawdę dobrze.
Pod kątem informacyjnym: 7/10 – ciekawa. W oparciu o lekturę, można zyskać podstawy niezbędne do zrozumienia lokalnej historii i powiązania z procederem niewolnictwa (nawet pomimo braków, przemilczenia okresu sprzed arabskiej kolonizacji, oraz tego, jak ta przebiegała na przestrzeni stuleci). Napisanie książki wymagało zapoznania się z dużą ilością materiałów, odbyciem wielu rozmów, a liczne przypisy sugerują skrupulatność i rzetelne podejście. (W materiale promocyjnym wydawnictwa Znak z 2011, autorka wspomina, że kilka lat przed podjęciem tematu nie widziała nawet gdzie leży Zanzibar [https://www.youtube.com/watch?v=Ag6ctCag7ns]. Pisząc tę książkę nadrobiła zaległości z nawiązką).
Konstrukcyjnie, patrząc na tekst pod względem obranej koncepcji: 5/10 – młodszemu reporterowi, bez wyrobionego nazwiska, raczej zwrócono by uwagę odnośnie zaburzonych proporcji, odejścia od tematu i pominięcia istotnego wprowadzenia historycznego.
Summa summarum: 6.5 lub naciągane 7/10. Warto przeczytać (jeśli skupiamy się na walorze informacyjnym – ten jest wysoki, nawet pomimo pewnych luk; natomiast konstrukcyjnie to i owo poszło źle, wymknęło się spod kontroli, i nie jest to dobry wzór dla adeptów sztuki reportażu).
•
Małgorzata Szejnert*: „Podczas pierwszego nurkowania [u wybrzeży Zanzibaru], spotkałam, na głębokości mniej więcej dwudziestu metrów, dwa ogromne żółwie zielone. […] To było tak cudowne, te-te żółwie, które się poruszały jak bańki mydlane... […] żółw zielony, może złożyć jaja, tylko tam gdzie przyszedł na świat. […] I zdałam sobie sprawę, że te żółwie – jeżeli to były żółwice – które widziałam, w wodzie, to one nie mają przed sobą wielkiej szansy złożenia jaj na Zanzibarze, dlatego że, cała plaża – jest pełna ludzi, że… zabudowuje się hotelami, te hotele są otoczone murami, i właściwe jest niewielka szansa, że jeżeli żółwica przyszła tu na świat, to będzie mogła w tym miejscu złożyć jaja […]. […] zaczęłam więcej myśleć o powierzchni Zanzibaru, niż o tym co jest w wodzie. I, pojechałam przede wszystkim obejrzeć ten Zanzibar. […] Pojechałam do stolicy Zanzibaru […] i zobaczyłam tam, zdumiewające rzeczy. Zobaczyłam, stare pałace posułtańskie, zobaczyłam dom z którego Livingstone wyruszał w jedną ze swoich wypraw, i inny dom w którym złożono jego zwłoki, jak…. umarł w Afryce i trzeba go było przewieźć je do Anglii. Zobaczyłam, miejsca w których kupował koraliki Stanley […]. Zobaczyłam miejsce po dawnym targu niewolników, gdzie zbudowano katedrę anglikańską. Zobaczyłam stary letni pałac w którym wychowała się księżniczka Salme, która potem uciekła do Europy ze swoim niemieckim... kochankiem a potem mężem […]. Zobaczyłam… wielki gmach, w którym urzędował jako [francuski] konsul, w XIX wieku, polski poeta romantyczny Henryk Jabłoński. I zdałam sobie sprawę, że Zanzibar jest miejscem niezwykle ważnym dla świata. O którym my właściwe, no ja w każdym razie, prawie nic nie wiedziałam. […] Pracowałam dwa lata nad tym. Byłam trzy razy na Zanzibarze. […] I książce dałam tytuł Dom żółwia. Dlaczego Dom żółwia? Dlatego, że… przejęłam się bardzo bezdomnością tego żółwia. I zdałam se sprawę, że ta bezdomność jest… niezwykle symboliczna dla całego Zanzibaru. To była bezdomność niewolników. To była później bezdomność elit arabskich które zostały podczas rewolucji przegnane z Zanzibaru. To jest dzisiejsza bezdomność ludzi z wiosek, które są wypychane przez przemysł turystyczny. Czy ci ludzie są wypychani z tych wiosek, wioski są spychane, przez wielkie hotele, przez jakieś korporacje międzynarodowe prowadzące ten… także tak się stało, że podczas pierwszego nurkowania złowiłam temat, który […] zyskał efekt w postaci tej książki”**.
_______________________
* W roku, w którym książka poszła do druku, autorka miała 75 lat.
** Małgorzata Szejnert o Zanzibarze i swojej książce "Dom żółwia" [2011]
https://www.youtube.com/watch?v=Ag6ctCag7ns (spisywane ze słuchu)
•
‘64: MORD ZAŁOŻYCIELSKI CZARNEGO ZANZIBARU
„– Czy wiadomo, gdzie znajdują się groby?
– Nie, i nikt nie dociekał. To jest Afryka” (str. 329).
„Masakra Arabów na Zanzibarze – masowe egzekucje, gwałty i tortury ludności arabskiej dokonane przez bojówki Partii Afroszyrazyjskiej i Umma oraz lokalną czarnoskórą ludność podczas rewolucji na Zanzibarze w styczniu 1964 roku.
Nie jest znana dokładna liczba ofiar, historycy szacują, że zginęło ok. 13–20 tys. Arabów, a tysiące kolejnych zostało wygnanych do Omanu.
Zdaniem niektórych naukowców, działania te nosiły znamię ludobójstwa [przepraszam, tu są jakieś wątpliwości?].
[…]
W efekcie zamordowano tysiące nieuzbrojonych arabskich cywilów. Wiele hinduskich sklepów zostało splądrowanych i spalonych, a niektórzy Hindusi (element miejscowej elity handlowej) zostali zabici. Majątki Arabów zostały wywłaszczone. Po ukierunkowanej rzezi tysiące kolejnych umieszczono w obozach, a później przymusowo deportowano do Omanu.
Niszczone było również kojarzone z Arabami islamskie dziedzictwo Zanzibaru. Większość arabskich rękopisów znajdujących się w Archiwach Narodowych Zanzibaru została zniszczona. Na ulicach symbolicznie palono Korany, mimo że 98 procent populacji Zanzibaru stanowili muzułmanie.
Zabijanie arabskich cywilów i grzebanie ich zwłok w masowych grobach zostały udokumentowane przez włoską ekipę realizującą w helikopterze sceny do dokumentu Africa Addio, a ta sekwencja filmu jest jedynym znanym, wizualnym udokumentowaniem zbrodni” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Masakra_Arab%C3%B3w_na_Zanzibarze).
To mogłoby być w jakimś stopniu zrozumiałe, i jednocześnie spodziewane w latach ucisku, jeszcze 150-200 lat temu, w ramach spontanicznego zrywu, w odpowiedzi na realną potrzebę wolności, dramatyczne warunki życia, brak perspektyw... w ramach realnej walki o przeżycie. Ale po zniesieniu niewolnictwa? Tuż po ogłoszeniu niepodległości? Przy proporcjach społecznych w których czarni mają miażdżącą większość i mogą sparaliżować wyspę podczas zwykłego protestu?
(Co zrobił PRL po tej czystce etnicznej? Nawiązał relacje dyplomatyczne z czarnym reżimem. Ręce opadają).
•
To co uderza odbiorcę podczas lektury, to znajomy model historyczny, typowy dla praktycznie całej postkolonialnej Afryki. Biali usuwają się w cień, przekazują władzę autochtonom – a ci rozpoczynają bratobójcze walki lub krwawe czystki etniczne. Jak u Orwella w Folwarku zwierzęcym, następuje zamiana miejsc: samozwańczy oswobodziciele stają się kastą pasożytniczą która wprowadza zamordyzm, usuwa jednostki niewygodne, piętnuje je lub brutalnie spycha na margines – w nędzę i zapomnienie; kwitnie korupcja, nepotyzm, układy i układziki. Zamiast sukcesu gospodarczego, jest głód i klepanie biedy. Fundamentalizm religijny nie pomaga, podobnie jak kompletny brak sensownej kontroli narodzin i nieprzemyślana, źle realizowana edukacja publiczna.
Zapewne byłoby dla Zanzibaru lepiej, gdyby pozostał sułtanatem związanym z Wielką Brytanią. Gdyby stopniowo dochodził do pełnej demokratyzacji, zaczynając od wprowadzenia powszechnej, darmowej i obowiązkowej edukacji. Wykształcenia wielopokoleniowych, czarnych elit, lokalnych specjalistów i świeckich społeczników, sensownego zagospodarowania zajmowanej przestrzeni, zbudowania sieci trwałych połączeń gospodarczych, i wejścia w rolę pomostu między Afryką a światem islamu.
Lokalna ludność i potomkowie niewolników nie ulegli arabizacji, nie pochłonęło ich muzułmańskie dziedzictwo, a jednocześnie, paradoksalnie – zachłysnęli się islamem. I dziś, ze szkodą dla siebie, swoich matek, żon, córek i sióstr, tworzą jedną z bardziej konserwatywnych, zacofanych społeczności.
_______________________
* Nawet dziś, to co jest tam architektonicznie i kulturowo najatrakcyjniejsze, to pozostałości po potomkach przybyszy z Omanu i Brytyjczykach, stawiających budynki w stylistyce muzułmańskiej.
•
UWAGI (wyd. 2011): str. 19 – „siódmego – ósmego” (siódmego-ósmego); str. 27 – wówczas jeszcze nie indonezyjskich, Indonezja powstanie po II wojnie światowej; str. 62 – ta ozdoba (widoczna na sąsiedniej stronie) nie wygląda jak korona, to raczej splot roślinny; str. 66 – to nie ściana, ale rozwijane tło (sugeruje to specyfika pracy w zakładzie fotograficznym, oraz lewa strona zdjęcia); str. 70 – przesiedział się (przesiedział sobie?); str. 73 – po co pada tu bezsensowna uwaga o naturze śmierci, zdanie powinno się kończyć po słowach „potwierdza tę teorię”; str. 76 – Anglika (Szkota); str. 84-85 – na fotografii widzimy słupek do cumowania, to sugeruje że patrzymy na nadbrzeże, a być może pokład jednostki, nie wnętrze pokoju, w tle jest olinowanie (na str. 374, w spisie fotografii, czytamy, że mężczyzna znajduje się na pokładzie statku Malwa!); str. 100 – Anglikiem (Brytyjczykiem/Walijczykiem); str. 113 – Arabia Saudyjska powstała dziesięć lat po śmierci Kirka; str. 168 – „Stolica Zanzibaru, Zanzibar, leży, jak wiemy, na wschodnim brzegu wyspy Ungui” – miasto znajduje na zachodnim brzegu, po drugiej stronie cieśniny jest kontynent; str. 173 – Zambii (Rodezji Północnej); str. 181 – „[…] dzieci od trzech różnych żon” (...z trzech różnych żony?); str. 199 – „Boże, zbaw Królową”, tj. God Save the Queen, Boże, chroń Królową – „zbawić” to wg słownikowej definicji „ocalić, uratować, odkupić (od potępienia wiecznego)” (https://sjp.pl/zbawić) i w tym trzecim rozumieniu używa się go najpowszechniej, „save” to najczęściej zachować, zapisać, uratować; str. 210 – nie pochodzący (niepochodzący); str. 208 – przez (przed); str. 314 – niewielką-niewielki (brzydkie powtórzenie); str. 333 – kontynuacja wypowiedzi Matyldy od kolejnego myślnika (nawet jeśli są to osobne całości, nie ma powodu by nie skleić ich w jedną).
Wszystkie przypisy, umieszczone na końcu książki, oznaczone są w tekście gwiazdkami (nie numerkami) – co za idiotyczny pomysł?
(2011)
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLudzie i domy Zanzibaru.
Zamysł autorki (1936) był taki, aby opowiedzieć historię wyspy poprzez życiorysy osób związanych z Zanzibarem: tych, którzy tam przyszli na świat lub spędzili pokaźną część swojego życia – zawodowego i prywatnego – a także tych, dla których wyspa była główną bazą wypadową lub zaledwie jednym z odwiedzanych portów*.
Przypomina duże...
Sposób prowadzenia narracji był dla mnie męczący, mało klarowny styl reporterski nie sprawdził się z powodu dużego przedziału historycznego oraz wielu osób pojawiających się w historii Zanzibaru. Osobiście zabrakło mi wprowadzenia - tak jakby historia tej wyspy zaczęła się dopiero w XIX wieku, zabrakło czarnych mieszkańców -ci pojawiają się dopiero po odzyskaniu niepodległości .Książka podaje wiele informacji ale jednocześnie "ślizga" się po temacie ,może dzięki niektórym z nich uda się zabłysnąć w rozmowie ale czy są one w stanie dać jakąś głębszą wiedzę - wątpię. Może gdyby kolejne rozdziały były publikowane w jakimś czasopiśmie -z rozwinięciem i pogłębieniem tematu miałyby szansę stać się naprawdę wartościową lekturą.
Sposób prowadzenia narracji był dla mnie męczący, mało klarowny styl reporterski nie sprawdził się z powodu dużego przedziału historycznego oraz wielu osób pojawiających się w historii Zanzibaru. Osobiście zabrakło mi wprowadzenia - tak jakby historia tej wyspy zaczęła się dopiero w XIX wieku, zabrakło czarnych mieszkańców -ci pojawiają się dopiero po odzyskaniu...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwietny reportaż o historii i współczesności Zanzibaru, chociaż ta "współczesność" zdążyła się już zmienić przez kilkanaście lat (opowieść zamyka się na roku 2010),co mogłam sama zobaczyć tej jesieni (Pałac Cudów w Stone Town jest odbudowywany, wiele budynków wspomnianych w publikacji - w ruinie). Solidna porcja wiedzy i wiele ciekawostek o znanych na wyspie postaciach, jej architekturze, polityce, muzyce, zabobonach, przyrodzie, a przede wszystkim kolonialnym dziedzictwie. Książka bardzo ciekawa i napisana piękną polszczyzną.
Świetny reportaż o historii i współczesności Zanzibaru, chociaż ta "współczesność" zdążyła się już zmienić przez kilkanaście lat (opowieść zamyka się na roku 2010),co mogłam sama zobaczyć tej jesieni (Pałac Cudów w Stone Town jest odbudowywany, wiele budynków wspomnianych w publikacji - w ruinie). Solidna porcja wiedzy i wiele ciekawostek o znanych na wyspie postaciach,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo jest maestria pisania. Polecam.
To jest maestria pisania. Polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDziesiątki (jeśli nie setki!) postaci i całkiem sporo o długiej historii Zanzibaru, ale jednocześnie nadal odnoszę wrażenie, że dowiedziałem się o nim bardzo niewiele.
Dziesiątki (jeśli nie setki!) postaci i całkiem sporo o długiej historii Zanzibaru, ale jednocześnie nadal odnoszę wrażenie, że dowiedziałem się o nim bardzo niewiele.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPięknie napisany reportaż o Zanzbiarze. O jego kulturze i historii, o najważniejszych domach, o żółwiach i o ludziach - tych którzy Zanzibar eksploatowali, o tych którzy go kochali, o tych którzy go rozumieli. Polifoniczny, refleksyjny, choć pozbawiony zbędnych ozdobników. Przez to że oddaje głos wielu postaciom ważnym dla wyspy i tym, które nie zapisały się w podręcznikach, Zanzibar jawi się jako miejsce złożone. Afrykańskie, hinduskie, muzułmańskie, chrześcijańskie. Piękne i uwikłane w historię podboju. Bogate kulturowo i ograbione z ludzi, których spotkała niewola.
Pięknie napisany reportaż o Zanzbiarze. O jego kulturze i historii, o najważniejszych domach, o żółwiach i o ludziach - tych którzy Zanzibar eksploatowali, o tych którzy go kochali, o tych którzy go rozumieli. Polifoniczny, refleksyjny, choć pozbawiony zbędnych ozdobników. Przez to że oddaje głos wielu postaciom ważnym dla wyspy i tym, które nie zapisały się w...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWyspa jak wyjęta rodem z najpiękniejszych marzeń sennych, otoczona legendarną powłoką egzotyki. Czas płynie na niej inaczej, wszystko zdaje się być nierealne. Miejsce, które dla jednych było rajem, dla innych było przedsionkiem piekła. Raj utracony, którego nie oszczędza czas biegnący nieubłaganie i jeszcze te żółwie...
Wyspa jak wyjęta rodem z najpiękniejszych marzeń sennych, otoczona legendarną powłoką egzotyki. Czas płynie na niej inaczej, wszystko zdaje się być nierealne. Miejsce, które dla jednych było rajem, dla innych było przedsionkiem piekła. Raj utracony, którego nie oszczędza czas biegnący nieubłaganie i jeszcze te żółwie...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDla mnie rewelacyjna, interesuję się bardzo Zanzibarem, więc doceniam wkład pracy. Dużo dat, nazwisk, ciekawych postaci. Na początku wydaje się trudna, ale potem wciąga bez reszty. Dla osób, które chcą poznać historię tej pięknej wyspy, nie poprzestając na przewodnikowych informacjach.
Dla mnie rewelacyjna, interesuję się bardzo Zanzibarem, więc doceniam wkład pracy. Dużo dat, nazwisk, ciekawych postaci. Na początku wydaje się trudna, ale potem wciąga bez reszty. Dla osób, które chcą poznać historię tej pięknej wyspy, nie poprzestając na przewodnikowych informacjach.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWybitny reportaż literacki wybitnej reporterki i pisarki. Opowiada o dawnym i dzisiejszym Zanzibarze, który niegdyś był baza do handlu niewolnikami. Smaczki, historyczne, styl, piękna forma - lektura obowiazkowa!
Wybitny reportaż literacki wybitnej reporterki i pisarki. Opowiada o dawnym i dzisiejszym Zanzibarze, który niegdyś był baza do handlu niewolnikami. Smaczki, historyczne, styl, piękna forma - lektura obowiazkowa!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDawno, dawno temu konsulem na wyspie był poeta z Podola, Henryk Jabłoński. Odznaczany przez Francuzów i sułtana, nie był jednak krystalicznie uczciwy. Gdzieś na boku brał łapówki i gorąco interesował się długami władcy.
To nie koniec historii o zabłąkanym na końcu świata XIX wiecznym Polaku, po resztę należy sięgnąć do wyjątkowej książki o wyspie Zanzibar. Znakomita reportażystka, Małgorzata Szejnert, w iście gawędziarski sposób przybliża nam te odległe geograficzne rejony, przez długi czas kojarzone przede wszystkim z handlem niewolnikami, czy uprawą goździków.
W jej opowieści to kraj ściągający podróżników z całego świata, którzy stąd ruszali w głąb Czarnego Lądu, jak choćby przesławny David Livingstone. To kraj sułtanów posiadających niepokorne córki (historia księżniczki Salme, a przy jej okazji znów wątek polski),a dziś przede wszystkim turystyczny eden, kuszący rajskim pejzażem i wyjątkowo piękną rafą koralową.
Historia kolonizacji opowiedziana poprzez miejsca, budynki, pozwala spojrzeć na sprawę z innej perspektywy. Sposób narracji przypomina mi bajanie, klechdę, może przypowieść. Autorka urzeka klimatem, nastrojem, tonem. Całości dopełniają adekwatne fotografie.
Przyznam, że nie jest to książka do szybkiego połknięcia, na gorąco, od razu. Ma ona swoje wymagania. Mnie zmusiła do wolnego smakowania rozdziałów, sprowokowała też do sięgnięcia po inne materiały opisujące Zanzibar.
Mądra, przemyślana książka, która mimo zróżnicowanego pod względem tempa i charakteru repertuaru historii, kusi jednak spokojem. Obcując z tą książką czytelnik zyskuje relaks i odprężenie, a także rosnącą ochotę na daleką egzotyczną podróż.
http://buchbuchbicher.blogspot.com/
Dawno, dawno temu konsulem na wyspie był poeta z Podola, Henryk Jabłoński. Odznaczany przez Francuzów i sułtana, nie był jednak krystalicznie uczciwy. Gdzieś na boku brał łapówki i gorąco interesował się długami władcy.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo nie koniec historii o zabłąkanym na końcu świata XIX wiecznym Polaku, po resztę należy sięgnąć do wyjątkowej książki o wyspie Zanzibar. Znakomita...