rozwińzwiń

Pierścień wokół Słońca

Okładka książki Pierścień wokół Słońca autora Clifford D. Simak, 8371791399
Okładka książki Pierścień wokół Słońca
Clifford D. Simak Wydawnictwo: ALFA Seria: Biblioteka Fantastyki fantasy, science fiction
249 str. 4 godz. 9 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Seria:
Biblioteka Fantastyki
Tytuł oryginału:
Ring Around the Sun
Data wydania:
1998-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1998-01-01
Liczba stron:
249
Czas czytania
4 godz. 9 min.
Język:
polski
ISBN:
8371791399
Tłumacz:
Jarosław Jóźwiak
Średnia ocen

6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Pierścień wokół Słońca w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Pierścień wokół Słońca

Średnia ocen
6,8 / 10
37 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Pierścień wokół Słońca

avatar
1441
1079

Na półkach:

Dobra ramotka z czasów s-f, kiedy morze pomysłów zaprezentowanych w powieści było innowatorskie i stanowiło powiew świeżości w gatunku. Współcześni autorzy czerpią z tych pomysłów pełnymi garściami i często z gorszym skutkiem.
Sama fabuła i postaci rozpisane w sposób klasyczny dla tamtych czasów, czyli sporo oczywistej ekspozycji w dialogach i narracji, dosyć sztampowo, obowiązkowy wątek miłosny, ale czyta się szybko i bezboleśnie.

Dobra ramotka z czasów s-f, kiedy morze pomysłów zaprezentowanych w powieści było innowatorskie i stanowiło powiew świeżości w gatunku. Współcześni autorzy czerpią z tych pomysłów pełnymi garściami i często z gorszym skutkiem.
Sama fabuła i postaci rozpisane w sposób klasyczny dla tamtych czasów, czyli sporo oczywistej ekspozycji w dialogach i narracji, dosyć sztampowo,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
297
36

Na półkach:

Powieść zdecydowanie warta polecenia - oryginalna fabuła, bardzo przystępna narracja, wciągająca przygoda - wszystko to składa się na kawał naprawdę dobrej literatury.

Powieść zdecydowanie warta polecenia - oryginalna fabuła, bardzo przystępna narracja, wciągająca przygoda - wszystko to składa się na kawał naprawdę dobrej literatury.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1762
1117

Na półkach:

Książka mało znana a zupełnie niezła, ma swoje wady ale i zalety. Mamy tu kogel-mogel rozmaitych pomysłów. Od Marksowskiego Kapitału i Szklanych domów Żeromskiego przy okazji krytyki ówczesnego społeczeństwa i kierunków rozwoju konsumpcyjnej cywilizacji poprzez równoległe rzeczywistości, pomysły później spopularyzowane przez Dänikena, mutantów, telepatię po androidy, bladerunnerowe AI i nieśmiałe rozważania na temat galaktycznych cywilizacji. Biorąc pod uwagę, że powieść powstała we wczesnych latach pięćdziesiątych, to należy uchylić kapelusza przed pomysłowością. Niestety rzecz dziś trąci myszką, sama fabuła jest dość siermiężna a postacie niespecjalnie pogłębione. Wszystko to typowe dla tamtych czasów i nie ma co rozdzierać szat.
W sumie obowiązku nie ma ale można przeczytać. Przyjemna lektura na jedno popołudnie.
7/10

Książka mało znana a zupełnie niezła, ma swoje wady ale i zalety. Mamy tu kogel-mogel rozmaitych pomysłów. Od Marksowskiego Kapitału i Szklanych domów Żeromskiego przy okazji krytyki ówczesnego społeczeństwa i kierunków rozwoju konsumpcyjnej cywilizacji poprzez równoległe rzeczywistości, pomysły później spopularyzowane przez Dänikena, mutantów, telepatię po androidy,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

85 użytkowników ma tytuł Pierścień wokół Słońca na półkach głównych
  • 44
  • 41
24 użytkowników ma tytuł Pierścień wokół Słońca na półkach dodatkowych
  • 16
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Pierścień wokół Słońca

Inne książki autora

Okładka książki If. Worlds of Science Fiction. Vol. 1 Philip José Farmer, Daniel F. Galouye, Raymond F. Jones, R.A. Lafferty, C. C. MacApp, Rog Phillips, Frederik Pohl, Lester del Rey, James H. Schmitz, Clifford D. Simak, Kurt Vonnegut, Robert Moore Williams, Alfred Elton van Vogt
Ocena 7,2
If. Worlds of Science Fiction. Vol. 1 Philip José Farmer, Daniel F. Galouye, Raymond F. Jones, R.A. Lafferty, C. C. MacApp, Rog Phillips, Frederik Pohl, Lester del Rey, James H. Schmitz, Clifford D. Simak, Kurt Vonnegut, Robert Moore Williams, Alfred Elton van Vogt
Okładka książki Galaxy Science Fiction vol 1 Poul Anderson, Alex Apostolides, Manly Banister, Jesse Franklin Bone, Mark Clifton, Patrick Fahy, Cyril M. Kornbluth, Joy Leache, Walter Miller, A.H. Phelps Jr, Frederik Pohl, Robert Silverberg, Clifford D. Simak, Bryce Walton
Ocena 7,0
Galaxy Science Fiction vol 1 Poul Anderson, Alex Apostolides, Manly Banister, Jesse Franklin Bone, Mark Clifton, Patrick Fahy, Cyril M. Kornbluth, Joy Leache, Walter Miller, A.H. Phelps Jr, Frederik Pohl, Robert Silverberg, Clifford D. Simak, Bryce Walton
Okładka książki The Science Fiction Hall of Fame, Vol. 2-B Isaac Asimov, James Blish, Ben Bova, Algis Budrys, Theodore Rose Cogswell, Edward Morgan Forster, Frederik Pohl, James H. Schmitz, T. L. Sherred, Wilmar House Shiras, Clifford D. Simak, Jack Vance
Ocena 8,0
The Science Fiction Hall of Fame, Vol. 2-B Isaac Asimov, James Blish, Ben Bova, Algis Budrys, Theodore Rose Cogswell, Edward Morgan Forster, Frederik Pohl, James H. Schmitz, T. L. Sherred, Wilmar House Shiras, Clifford D. Simak, Jack Vance
Clifford D. Simak
Clifford D. Simak
Clifford Donald Simak (ur. 3 sierpnia 1904 w Millville w stanie Wisconsin, zm. 25 kwietnia 1988 w Minneapolis w stanie Minnesota) - amerykański pisarz science fiction, wielokrotny laureat nagród Hugo i Nebula, a także Damon Knight Memorial Grand Master Award w 1976. Studiował na University of Wisconsin, później pracował jako dziennikarz.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Wieża światła Robert Silverberg
Wieża światła
Robert Silverberg
W SKRÓCIE: Bardzo interesująca pozycja z pogranicza psychologii, polityki i socjologii, w której ukazane są problemy na linii człowiek-android. PLUSY: - ukazanie świata, w którym maszyna mocno odczuwa chęć wyzwolenia się, z góry narzuconego ucisku cywilizacyjnego (tj. android ma wyłącznie służyć i nic poza tym; same androidy dzielą się na 3 klasy - im wyższa, tym ma lepiej),że chce być równa człowiekowi (pragnienie tego wyzwolenia objawia się poprzez "ubóstwianie" swego stwórcy, tworząc coś na kształt "roboreligii" i "robobiblię"),- fragment wizytacji w Gamma Town bardzo mocno pokazuje, że istnieje swoisty "półświatek robotów", zakazane miejsce (ludzie nie mieli o nim pojęcia),w którym zmutowane roboty żyją wespół z tymi "normalnymi" - nawet odmieńcy mieli tam swoje miejsce i zbytnio nikt nimi nie gardził, - pokazana więź psychiczno-seksualna na linii człowiek-android (zwłaszcza wszystkie negatywne jej skutki),- pokazanie społeczeństwa, które wiele osiągnęło, dokonując wielu postępów, czy to w nauce (np. błyskawiczne cykle rozwoju androidów, stacje na innych planetach),w życiu codziennym (np. maszyny do wymiany świadomości) lub w transporcie (np. błyskawiczny przesył ludzi niczym w "Star Treku" - chyba najbardziej to polubiłem, bo w książce nie ma typowych "spowalniaczy akcji"),- "piękna katastrofa" na zakończenie - wizja krytycznego momentu człowiek-maszyna, kiedy to stwórca androidów postanawia odciąć się od stawianych "żądań" przez jego roboty i kwestionując istnienie "roboreligii", co skutkuje poważnymi konsekwencjami. MINUSY: - dość krótka a zakończenie następuję bardzo gwałtownie, jakby autor chciał już szybciej skończyć całą opowiadaną historię, bo można było jeszcze wiele opisać. - kilka literówek i błędów w tłumaczeniu (np. opis, że zbudowano 500 metrów tytułowej wieży a potem, że było to "2/3" całej konstrukcji - sam tytuł przetłumaczyłbym na WIEŻĘ SZKŁA a nie na WIEŻĘ ŚWIATŁA, co ewidentnie poprawiono w kolejnym wydaniu).
YaReX85PL - awatar YaReX85PL
ocenił na911 miesięcy temu
Cmentarna planeta Clifford D. Simak
Cmentarna planeta
Clifford D. Simak
"Nie rozumiesz jednak, co dzieje się z ludźmi w czasie wojny. Pojawia się jakieś wysublimowane szaleństwo, jakaś wściekła nienawiść, którą nazywa się słuszną sprawą" Dawno, dawno temu (tak kiedyś będą mówić nasi następcy) kiedy ludzkość już tak zniszczyła swoją planetę, że życie na niej stało się niemal niemożliwe, rasa ta zaczęła kolonizować inne miejsca w kosmosie. Ziemia zaś stała się wielkim cmentarzyskiem zarządzanym przez korporację o nazwie "Matka Ziemia". Jej zarządca mówi tak: "Przestańmy owijać w bawełnę — powiedział nieco niezręcznie. — Wyłóżmy kawę na ławę. Powiedzmy sobie otwarcie, że Korporacja „Matka Ziemia” to instytucja pogrzebowa, a Ziemia to Cmentarz. "; "Cmentarz jest jedyną częścią Ziemi, która ma jakieś znaczenie." Dostać się na Ziemię nie jest łatwo, nawet pogrzeby odbywają się z mocno okrojoną liczbą żałobników. Ponieważ na statkach pielgrzymów, które mogą tam przybywać, jest bardzo mało miejsca, a i te, co są, są baaardzo drogie, nie każdego więc stać, nawet, by towarzyszyć swoim zmarłym w ich ostatniej drodze. Korporacja zazdrośnie strzeże swojego terytorium... Jednak któregoś dnia przybywa na Ziemię pewien człowiek, pojawia się też piękna i zaradna kobieta i dzieje się 👍. Czego szuka w tym wielkim Mauzoleum Fletcher Carson?, po co zjawiła się tam też Cynthia? Clifford D Simak to moje odkrycie, z każdą jego przeczytaną książką, zastanawiam się, jak to się stało, że odkryłam go tak późno. A człowiek ten pisał dokładnie taką fantastykę, jaka mi odpowiada w 100%. A ja przecież za tym gatunkiem w ogóle nie przepadam 😉. Szkoda, że autor ten jest już tak bardzo zapomniany, wyszukuję jego książki na wciśniętych w kąt bibliotecznych regałach. "Cmentarna planeta" jest bardzo dobrą książką, nie ma tu może jakiejś zawrotnej akcji, ale są metalowe wilki i Władca Duchów. Teleportacje i pościgi, nawet strzelanie i zabawa taneczna. Jest też taka ciekawa myśl: "Bez Matki Ziemi człowiek stałby się bezdomnym włóczęgą. Zniknęłyby korzenie. Nie pozostałoby nic, co wiązałoby nas z tym niewielkim przecież okruchem materii wirującym wokół bardzo przeciętnej gwiazdy."
Żona_Pigmaliona - awatar Żona_Pigmaliona
oceniła na711 miesięcy temu
Punkt Einsteina Samuel R. Delany
Punkt Einsteina
Samuel R. Delany
Pora stanąć w obronie tej książki, skoro tak kiepsko jest oceniana przez czytelników, a jednak w 1967 roku zdobyła nagrodę Nebula. Sądzę, że „Einstein Intersection” spodobało się miłośnikom science fiction z dwóch powodów: po pierwsze widmo tajemnicy unoszące się nad światem przedstawionym oraz ciężka w interpretacji, niejednoznaczna końcówka, która nie jednego pokonała. Ja natomiast wiedziałem z wyprzedzeniem, że ostatnie 30 stron ma zrobić mi sieczkę z mózgu, dlatego z maksymalnym skupieniem i determinacją podszedłem do finałowych scen i wydaje mi się, że rozumiem, co Delany chciał przekazać. Na pewno sprawy nie ułatwia symboliczny wymiar tej historii, ponieważ jeśli się nie poznasz na symbolach to wyjdziesz z lektury sfrustrowany kompletnie surrealistycznym (tym samym niezrozumiałym bez klucza) zakończeniem. Akcja powieści rozgrywa się w dalekiej przyszłości, w której ludzkości już nie ma, a Ziemię przejęli przybysze o humanoidalnej formie (to tym razem nie jest bzdura, to podobieństwo do człowieka, ale żeby zrozumieć dlaczego, musicie przeczytać książkę). Rozpoczynamy naszą przygodę na niewielkiej wsi. Jej mieszkańcy dzielą się na funkcjonalnych (pełnosprawnych) i niefunkcjonalnych (niepełnosprawnych, czy to z niedostatków fizycznych, umysłowych czy genetycznych). Funkcjonalni dzielą się na trzy płcie: Lo (mężczyźni),La (kobiety),Le (hermafrodyci). Niefunkcjonalnych traktuje się jak zwierzęta. Pewnego razu dziewczyna głównego bohatera Lobey’a zostaje zamordowana przez istotę niewiadomego pochodzenia, co skłania mężczyznę do podjęcia wędrówki za zbrodniarzem, który być może (jakimś cudem) przywróci ukochanej życie. Na początku Delany rysuje przed nami kilka scenek rodzajowych i nakreśla sposób funkcjonowania tego społeczeństwa. Pojawiają się oczywiste pytania o pochodzenie przybyszów i losów ludzkości, a tym samym czujemy dezorientację związaną z tym, jak świat poza wioską obecnie wygląda. Wypełniają go bowiem zmutowane stworzenia oraz iście mityczne kreatury, jednocześnie od czasu do czasu napotykamy jakieś pozostałości po technologicznej cywilizacji człowieka. Uwielbiam klimaty dying earth (choć tu Ziemia nie umiera, ale chodzi mi w tym wypadku o bardzo odległą perspektywę czasową, w której jesteśmy pieśnią przeszłości) i Delany od początku zaprosił mnie do eksploracji tego świata, na równi z głównym bohaterem musimy się wiele nauczyć, poznać mnóstwo zasad funkcjonowania poza wioską, zrozumieć dokładnie motywy nami kierujące oraz odkryć ostateczny cel wędrówki (ponieważ nie są one do końca przejrzyste na początku powieści, gdyż pewne nadprzyrodzone elementy odgrywają istotną rolę w przebiegu wydarzeń). Po drodze napotkamy wskazówki odnośnie natury obcych oraz kim jest nasz antagonista. Krótko tylko dodam, że styl Delany’ego naprawdę mi się podobał. Autor nie pisze na jedno kopytu, posługuje się prostymi zdaniami by nagle zaskoczyć jakimś zgrabniejszym ozdobnikiem, delikatnie łamie czwartą ścianę i w pewien sposób nawiązuje do przyszłych wydarzeń we wstawkach na początku rozdziałów. Nie powiem, żeby ten element jakoś szczególnie dodał wartości lekturze, ale ten meta-komentarz samego pisarza był czymś całkiem oryginalnym w powieści SF tamtych lat. W każdym razie Delany ma delikatne pióro i potrafi opisywać wydarzenia oraz miejsce akcji w sposób wystarczająco pogłębiony, abyśmy mogli poczuć się w świecie przedstawionym. Ostatnie ostrzeżenie przed wielkim finałem: to nie jest książka przygodowa o walce ze smokami. Jest to znacznie ciekawsza opowieści, której głębia ujawnia się dopiero na kilkunastu ostatnich stronach. Docieramy do zakończenia gdzie Delany gubi czytelników. I nic dziwnego, to nie ich wina, ale też nie wina autora, ponieważ te uczucie zagubienia jest częścią uroku. Czytelnicy narzekają na natłoczenie motywów mitologicznych, odniesień do popkultury i tego, że jest to wszystko wymieszane i dezorientujące, myśląc chyba, że Delany zrobił to kompletnie bez żadnego celu narracyjnego. Powód tego zabiegu jest bardzo prosty, wyłożony w pierwszym zdaniu opisu okładkowego: „Opuszczona przez ludzi Ziemię zasiedliła humanoidalna rasa, usiłująca upodobnić się do swych poprzedników i przeżyć ich historię na nową”. W jaki sposób mogli czerpać wiedzę o ludzkości? Z urywków informacji, które po nas pozostały: z informacji prasowych, dokumentacji, opracowań humanistycznych, książek, tekstów piosenek, jednym słowem fragmentów kultury, bez pełnego zrozumienia ich rzeczywistego znaczenia. Dlatego mówią o Beatlesach, Orfeuszu, Elvisie jako bogu czy rock’n’rollu jako niebie. Nie do końca rozumieją konteksty, ale bardzo chcą nas naśladować z powodu fascynacji. I dlatego bohaterowie przywołują różne postacie historyczne i fikcyjne. Cała kultura człowieka przekształciła się w mit, który wpływał na zachowanie kompletnie odmiennej rasy przybyszów. Czym są mity? Według autora są to schematy rzeczywistości, które odtwarzamy na nowo, pełne utartych ścieżek postępowania, które nieświadomie przyjmujemy za własne i właściwe. Archetypy wpływają na nas, jednak pozostają NIEZMIENNE w swoim przesłaniu, choć ich geneza sięga czasów kompletnie różnych od tych dzisiejszych. Nowe epoki tworzące nowe cywilizacje wymagają zupełnie nowej mitologii. W kontekście powieści arcywróg Dziecko Śmierci stoi na straży starej mitologii, Zielonooki „kreuje z niczego” nowe opowieści, natomiast melodia wygrywana na flecie-toporze przez Lobey’a sięga głęboko w serca współczesnych ludzi, nadając znaczenia tematom leżących w bliskiej orbicie ich codziennych potrzeb. Nie da się tego prosto wytłumaczyć, ale z pewnością jest to opowieść o ewolucji/zmienności mitologii i archetypów, które podświadomie stanowią niewidzialny ciężar na naszych barkach i determinują nasze poczynania, tak jak to miało miejsce w przypadku nowych władców Ziemi chcących bezmyślnie podążać za tymi opowieściami, mimo że się to kompletnie nie sprawdzało, ponieważ byli zbyt różni od swoich ludzkich poprzedników (nie tylko w ujęciu czasowym, ale również w wymiarze fizycznym). Wyjaśnienie, czym jest „Einstein Intersection” bardzo mi się podobało. Oczywiście nie jest to twarde science, to coś jak kot schrödingera – pewna ilustracja idei będącej jakby połączeniem limitu naszego pojmowania wszechświata i dopuszczeniem istnienia zmiennych nieograniczonych przez fizykę tego czterowymiarowego uniwersum (jakoś gdy czytałem te wyjaśnienia Delany’ego myślałem o spontanicznej kreacji cząstek wirtualnych w procesie kwantowych fluktuacji). W każdym razie jest to miejsce, gdzie dzieją się cudownie nieoczekiwane rzeczy. Sądzę, że całkowita wartość książki jest większa niż suma ich składowych. Jest tu coś oryginalnego, coś nieokreślonego w pełni (a to ważna cecha, gdy wychodzisz poza mainstreamową literaturę fantastyczną opierającej się na dosłownym opisywaniu tego, co widzą bohaterowie),jest w niej coś niebanalnego i intrygującego, co sprawiło, że przeczytałem końcówkę na wyrywki dwa razy. Książka nie ma zbyt wiele konwencjonalnie rozumianej akcji, ale ciągle dostarcza nam jakieś pole do interpretacji, jakąś cząstkę informacji, którą możemy popchnąć nasze zrozumienie tego świata, coś, co przybliży nas do głębszego zrozumienia symboliki, jaką zaserwował nam Delany. A jest mnóstwo do interpretowania w tych ostatnich stronach. W latach 60, latach Nowej Fali, czytelnicy oczekiwali nowych, nieoczywistych pomysłów, które zachęcą ich do eksploracji, do rozmawiania o interpretacjach między sobą, miłośnikami science fiction. Dziś mało rozmawiamy o książkach, a jeszcze mniej próbujemy zrozumieć rzeczy wymykające się naszemu zrozumieniu. Łatwiej jest powiedzieć, że bełkot, stracić kilka godzin życia i przejść bezrefleksyjnie do następnej książki. Nie twierdzę, że Samuel Delany napisał arcydzieło, ale z pewnością napisał intrygującą książkę. ------------ Średnia ocena na portalu wynika wyłącznie z braku zrozumienia końcówki, która jest rzeczywiście trudna w ugryzieniu. Widać to po opiniach, w których mitologiczne i popkulturowe odniesienia są traktowane jako nietrafiona decyzja autora odnośnie formy, a nie wynikające bezpośrednio z fabularnych ram historii. Książkę można przeczytać w 1 dzień (150 stron). Czy zapamiętam tą opowieść na dłużej? Być może nie, ale na pewno skłoniła mnie do zapoznania się z bardziej znaną twórczością Samuela R. Delany (która notabene też jest słabo oceniana, a więc chcę się przekonać, czy i tam dostrzegę jakieś interesujące mnie smaczki).
Jacob94 - awatar Jacob94
ocenił na72 lata temu
Bilet na Tranai Robert Sheckley
Bilet na Tranai
Robert Sheckley
Właściwie miałem rzucić w cholerę książki tego autora, ale postawiłem dać jeszcze jedną szansę temu stylowi i w porównaniu do zbiorku "Pielgrzymka na Ziemię" albo "Magazyn nieskończoności" ten wybór jest pełen kapitalnych opowiadań. Jedyne tylko opowiadania "Danta - ostatni Nowotahitańczyk" jest głupkowata, ale tu przynajmniej jest to na początku wyjaśnione. Dałbym jeszcze wyższe oceny, ale ta sceneria star treckowa mnie osobiście razi. Autor idzie na łatwiznę opisując lasy, rośliny czy zwierzęta takie jak na Ziemi tylko, że tam inaczej wyglądają (ale są strasznie podobne także nazywa je kojotami, wilkami, lampartami, ptakami drapieżnymi bo mają zakrzywiony dziób itp). Po przeczytaniu tych opowiadań mogę się nareszcie zgodzić ze wszystkimi pozytywnymi komentarzami z "Pielgrzymki na Ziemię" (ale nie do tamtego zbioru tylko do tego). 1. Bilet na Tranai 9/10 - o człowieku, który chce się wynieść z Ziemi i trafia... 2. Wiatr się wzmaga 8/10 - o ludziach ze stacji badawczej na innej planecie 3. Danta, ostatni Nowotahitańczyk 7/10 też jak pierwsze o facenie, który chce się wynieść za wszelką cenę z Ziemi, ale to jest bardziej groteskowe i głupkowate (tym razem w tym pozytywnym zabawnym sensie) 4. Najszczęśliwszy człowiek na świecie 9/10 - bardzo krótkie opowiadanie w formie pamiętnika z dość przerażającą końcówką 5. Ochrona 8/10 - człowiek słyszy głosy, które mu pomagają uniknąć nieszczęść, ale co z tego wyniknie? 6. Raj II 8/10 - bardzo mocne opowiadanie o ekspedycji kosmicznej niepotrafiącej na makabryczne odkrycie 7. Zapach myśli 8/10 - oryginalne opowiadanie o listonoszu, który rozwozi po całym wszechświecie pocztę i rozbija się na planecie, która się rządzi bardzo oryginalnymi sposobami. Polecam. 8. Żona model Ultra Deluxe 7/10 - obyczajowe o człowieku, który zakupił sobie asteroidę. Bardzo zabawne wątki są z jego robotami i potem z robotem pilnującym... 9. Pijawka 7/10 - kolejne bardzo oryginalne opowiadanie o jakimś "kamieniu" co dziwnie się zachowuje. 10. Agencja Uwalniania od Kłopotów 8/10 - nie bez groteski i mocnego zakończenia opowieść o człowieku, który staje przed największym dylematem w swoim życiu. 11. Ponad dziesięć, czyli Akademia 9/10 - gdzieś w przyszłości istnieją maszyny mogące określić poziom nastawienia psychicznego (agresji)... Jak na Sheckleya jest to bardzo poważne opowiadanie.
Michał - awatar Michał
ocenił na84 lata temu
Jeremiah Mike Resnick
Jeremiah
Mike Resnick
Przyszłość stosunkowo niedaleka, społeczeństwo na Ziemi żyje w dostatku, choć co do tego doprowadziło pozostaje tajemnicą. Jedyne co mu doskwiera to skrajna nuda. Ucieka zatem w hedonizm, a rozrywki którym się oddaje są coraz bardziej wyuzdane i perwersyjne. Większość tych rozrywek dostarcza mu Solomon Moody Moore – przestępca ale i biznesmen. To człowiek o żelaznych zasadach: nie ulega słabością, jest uczciwy na miarę przestępcy, jest bezwzględny na miarę przestępcy i jest sprawiedliwy na miarę przestępcy. Jest też – co zaskakujące – szlachetny, choć nie zdaje sobie z tego sprawy. Do czasu aż na jego drodze staje Immanuel Jeremiah Branch. Resnick na tapet bierze najsławniejszą mitologię i tworzy z niej, po części, doskonały kryminał, po części powieść socjologiczną. Bóg jest dość prymitywną kanalią, która przypomina sobie, że dawno na Ziemi nie było mesjasza, a że myślenie traktuje bardziej jako hobby niż powinność, kandydata wybiera raczej przypadkowego. To właśnie Branch – drobny złodziejaszek, oszust, ale przede wszystkim kretyn z zapędami sadystycznego autokraty. Dziwnym trafem dla Moora staje się on jego śmiertelnym (dosłownie) wrogiem. Rozpoczyna się bezwzględna walka między tymi dwoma. Moore odnosi drobne sukcesy i spektakularne porażki, bo Jeremiah uczciwie nie zagrywa mają za promotora arcyoszusta. Nadto Moore musi walczyć o swoją pozycję w świadku przestępczym, która ciągle jest zagrożona. Wszystko wskazuje na to, że Jeremiah wygra, bo jedynym dla niego zagrożeniem jest inteligencja Moora, ten jednak potrafi ją wykorzystać... Doskonały pomysł i doskonale poprowadzona fabuła. Z jednej strony jest to świetny kryminał, z wiarygodnie opisanym mechanizmem działania świata przestępczego, z drugiej mechanizm oddziaływania religii na społeczeństwo. Postacie wykreowane z wielkim pietyzmem, do tego ciekawe zakończenie.
Krzysiek Czyżowski - awatar Krzysiek Czyżowski
ocenił na82 lata temu
Śmierć Doktora Wyspy Gene Wolfe
Śmierć Doktora Wyspy
Gene Wolfe
Gene Wolfe jest autorem, którego znam za sprawą opowiadań i cyklu Księga nowego słońca jaki kiedyś przeczytałem. Niezwykłe pomysły łączą się z plastycznością opisów i świetnie zarysowanymi postaciami. Kiedy kiedyś zobaczyłem zbiór opowiadań tegoż autora postanowiłem przeczytać i tak stało się niedawno. Śmierć Doktora Wyspy - opowieść o przemianie bohatera i jego przygodach w drodze do celu. Zaczynając czytać zostajemy wciągnięci w stworzony świat, gdzie wszystko wydaje się możliwe. Jednak później okazuje się, że bohaterowie stają przed wyborami i konsekwencjami jakie niosą. Świetnie wypada tutaj opis świata, który był plastyczny i ciekawy. Obrazowość i lekkość w jego tworzeniu współgrał z nakreślonymi postaciami i ich przygodami. Otrzymane zakończenie jest pewną furtką do rozwinięcia pomysłu w większą całość zapowiadającą się ciekawie. Takie miałem wrażenie po lekturze. Opowiadanie niezwykle obrazowe, plastyczne, nie pozbawione szczegółów jakie poznajemy podczas toczących się wydarzeń i wciągające mimo wszystko. Pierzaste tygrysy - opowieści o wizycie w ośrodku, gdzie badane są pozostałości i legendy dotyczące dawnych ich mieszkańców. Pomysł na krótką historie bardzo dobry i przyznaje, że podobało mi się tutaj wszystko w miarę poznawania i rozwoju opowieści. Motyw z wyginięciem związanym z legendą był dobrym nośnikiem do stworzenia fantastycznej historii z końcówką zawierającą lekki ładunek grozy. Wszystko opisane plastycznie, nie pozbawione klimatu i wciągające. Wyspa Doktora Śmierci i inne opowiadania - kolejne opowiadanie jest klimatyczną opowieścią o bohaterce czytającej książkę, która działa na wyobraźnie. Przeplatanie rzeczywistości z książkowymi przygodami bohaterów było dobrym pomysłem, który zaowocował świetnym klimatem i skrywaną tajemnicą. Samo zakończenie nie wyjaśnia wszystkiego, ale ma swój wydźwięk i niedopowiedzenie. Autor potrafił w sposób obrazowy i klimatyczny przedstawić swoją opowieść wciągając czytelnika od samego początku. Bardzo dobrze wypadają przygody bohaterki. Wnoszą wiele do samego opowiadania i tworzą niezwykły klimat dziecięcej wyobraźni przenoszącej nie tylko ją, ale także nas w bajkowy świat za sprawą książki. Historia niezwykła, ciekawa, wciągająca, którą czyta się z zainteresowaniem z dobrym zakończeniem. Pieśń łowców - najdłuższe opowiadanie ze zbioru, które zabiera nas w podróż z bohaterem po świecie po części postapokaliptycznym, mrocznym i niebezpiecznym. Podzielona na konkretne dni, gdzie poznajemy jego przygody i niebezpieczeństwa na jakie natrafił. Można rzec, że jest to opowieść drogi i odkrywania świata jaki stworzył autor. Podróżując po nim bohater spotyka dziwne istoty, pozostałości dawnej świetności i brutalne prawa jakie tutaj rządzą. Jednak kolejny dzień zawsze przynosi coś nowego i ciekawego do poznania w czasie czytania. Nie ukrywam, że opowiadanie podobało mi się i było najlepszym ze zbioru jakie dostałem. Dłuższe, bardziej rozbudowane ze świetnie stworzonym światem i ciekawymi bohaterami. Po przeczytaniu chciałem znów zagłębić się w kolejne przygody bohatera. Zakończenie jest niezwykłe, krótkie i ciekawe. Dlatego tak podobało mi się, bo zawiera pierwiastek niedopowiedzenia. Wojna pod choinką - krótka przewrotna historia o zabawkach i dorastaniu. Dobrze napisana, z lekkim humorem i czyta się lekko oraz przyjemnie. Marionetki - wizyta bohatera na planecie jest pretekstem do zabawnej historii, w której nie wiadomo co jest prawdą, a co iluzją. Tytułowy pomysł z marionetkami jest dobrze wykorzystany i ciekawy. Chociaż jest to krótkie opowiadania, to podobało mi się i samo zakończenie było dobre. Jak przegrałem drugą wojnę światową i pomogłem powstrzymać niemiecką inwazję - kolejne lekko zabawna opowieść o grze w jaką gra bohater z innymi. Napisane lekko i przyjemnie z wciągającą historia, przy której bawiłem się dobrze. Siedem amerykańskich nocy - historia bohatera, który przybywa do Ameryki osadzona w fantastycznych klimatach, ale także nie pozbawiona romantycznego tła. Kolejne dłuższe opowiadanie ze zbioru, które wraz z rozwojem akcji pozwala nam poznać świat w jakim bohater przebywa. Pełnym niespodzianek, zagrożeń i przygód. Pomysł na nie świetny i dobrze wykonany. Obrazowość opowiadania wraz z przygodami bohatera tworzy dobrą, niezwykłą i wciągającą historie. Na pierwszej linii - ostatnie krótkie opowiadanie związane jest z konfliktem pomiędzy różnymi frakcjami. Dobra opowieść, lekka w odbiorze i wciągająca. Książka Śmierć Doktora Wyspy jest zbiorem opowiadań, po który chciałem już wcześniej sięgnąć i udało mi się teraz. Gnany ciekawością i pewnymi oczekiwaniami chciałem dostać wciągające i pełne przygód historie. Autor potrafi jak nikt oddać plastyczność swojego stworzonego świata po przez opisy i poznawanie jego wraz z rozwojem wydarzeń. W obrazowy sposób przedstawia kolejne perypetie bohaterów, którzy zostają wrzuceni w wir zdarzeń, a my wraz z nimi. Pomysłowość i szczegółowość w opisywaniu wraz ze stworzonymi postaciami dopełniają reszty. Fantastyka miesza się z przygodą, nieraz zabarwioną grozą lub romantycznymi przypominającymi baśnie historiami. Każde tutaj opowiadanie jest na swój sposób ciekawe i wciągające. Dostajemy kilka długich i krótkich opowieści stworzonych przez autora. Nie brakuje w nich klimatu, lekkości i pomysłowości. Bohaterowie zostają nakreśleni w sposób ciekawy i potrafią zainteresować. Książka Śmierć Doktora Wyspy jest zbiorem różnych opowiadań, gdzie lekkie zabawne historie mieszają się z poważnymi opowiadaniami. Gene Wolfe potrafi wyczarować niezwykłe światy w sposób sugestywny i wyjątkowy. Każdy z nich ma w sobie coś zajmującego i przykuwającego uwagę. Dopracowane, przemyślane i wciągające od samego początku. Tak samo ma się z bohaterami, którzy mają własne problemy i dylematy jakie poznajemy w czasie czytania. Sięgając po zbiór opowiadań Śmierć Doktora Wyspy po części spodziewałem się co mogę po nim oczekiwać, bo już wcześniej czytałem opowiadania i książki jakie napisał. W tym przypadku dostałem ciekawy zbiór opowiadań, który mnie wciągnął od samego początku mimo moich pewnych obaw. Czasami brakowało mi pochylenia się nad problemami bohaterów, bo nieraz wydawały się przedstawione na szybko i nie wzbudzały większych emocji. Jednak mimo wszystko każde opowiadanie zostało przemyślane, napisane sugestywnie, plastycznie i obrazowo. Wciągnęły mnie od samego początku i dobrze bawiłem się podczas czytania. Akcje wielu z nich mimo opisów zostały poprowadzone szybko i ciągle cały czas coś dzieje się. Dlatego nie nudziłem się podczas czytania. Przy książce spędziłem miło czas i nie żałuje sięgnięcia po nią. Zbiór opowiadań Śmierć Doktora Wyspy jest ciekawą i wciągającą książką, która sprawiła, że dobrze bawiłem się, przeżyłem wiele przygód i poznałem niezwykłe światy wyobraźni Gene Wolfa. Spotkanie z autorem mogę zaliczyć do udanych i bardzo dobrych. Dlatego na pewno sięgnę kiedyś jeszcze po inne jego książki.
Magnis - awatar Magnis
ocenił na74 lata temu
Milenium John Varley
Milenium
John Varley
Uwaga bełkotliwy zbiór uwag. Zazwyczaj piszę w punktach co mi się podobało, ale tu nie da rady: Hej Przed dobraniem się do tej książki przeczytałem Porwanie tego samego autora, jeśli po przeczytaniu w/w utworu uważasz, że wiesz o czym będzie ta książka, to prawdopodobnie się mylisz Niemniej początek książki przedstawia sytuację od 3 strony tzn obserwatorów efektu porwania czyli komisji wypadków lotniczych To co uderza, to realizm i szczegółowość opisów. Jednocześnie potrafi wprawić człowieka w dość senny nastrój, ma się wrażenie, że historia Smitha nigdy się nie skończy Niemniej nawet ta część jest napisana realistycznie, po prostu wierzysz w tego bohatera, relacje w zespole... Ot po prostu jego praca jest umiarkowanie nudna ( o prawdziwie nudnej to nawet ciężko coś napisać, ale nie o tym) Drugim tematem jest szefowa zespołu ds. Porwań. I tu drobna uwaga, uwielbiam tę postać, jest krwista, wkur**ona, zestresowana i nieszczęśliwa tak bardzo jak JA. A jednocześniewewnętrzna powinność napędza ją by działać pomimo zmęczenia, bólu i niechęci do tej całej biurokratycznej machiny i pracy które jednocześnie uwielbia. Co do jej zadań to w trakcie porwań wszystko się pieprzy, a ona próbuje wszystko naprostować. Świetnie opisana rola kierownika, skala jego odpowiedzialności i sposób myślenia operacyjnego. Ogromne plusy należą się autorowi za świat przedstawiony Istnieje tu przerażająca, ale interesującą wizja przyszłości gdzie można robić prawie wszystko co się chce i nie trzeba pracować, ale takie życie bez celu prowadzi najczęściej do samobójstwa Mamy okaleczone chore społeczeństwo żyjące krócej niż 30 lat, bez kończyn twarzy etc. Mamy podróże w czasie w celu pozyskania siły żywej dla przyszłości Mamy całe cmentarzysko niepotrzebnych pojazdów porwanych z przyszłości Mamy "gnomy" postaci bez cial, które zarządzają porwaniami, i ponoszą odpowiedzialnośc, czują stres, żartują jak prawdziwi dyrektorzy Mamy wszechwiedzący komputer K, który i tak wykorzystuje ekscentryczną Radę po to by pomagała mu podjąć decyzję i wpadać napomysły na które sam by nie był w stanie wpaść. Mamy też najbardziej spójną teorię podróży w czasie w której nie można oglądać, ani przenosić sié do przeszłości w której zamierza się dopiero być, gdzie można zmieniać rzeczywistość ale tylko trochę, aby wszystko potem wróciło na właściwe tory, a wraca, zazwyczaj wraca, gdzie istotne zmiany zmieniają czas z określoną czasoprędkością, gdzie pojawianie się różnych czasomożliwości jest kwestią płynna, gdzie można dostać paradoksalna wiadomość listem z przyszłości w celu wykonania czynności w przeszłości, bo świat akceptuje niektóre paradoksy I mamy Michaela speca od fluktuacji czasu, który nienawidzi rady bo przypominają mu czym pewnie się stanie, oraz który chciałby być historykiem choć wie że nie ma to sensu w wieku ostatnim Piękna sekwencja ścierania się ludzkości z konsekwencją końca świata plastycznie opisane masowe samobójstwo Pesymistyczne podsumowanie pozornie dobrego związku dwojga ludzi, miłe złego początki, ludzie jednak są hujowi. Tylko ten Bóg na końcu mi nie gra... Choć klimat całości trochę jak z End of Ewangelion. Unikalna powieść Miazga, psychodelia, no super.
Malachit - awatar Malachit
ocenił na105 miesięcy temu

Cytaty z książki Pierścień wokół Słońca

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Pierścień wokół Słońca